rozwiń zwiń

Opowieści Grozy

Okładka książki Opowieści Grozy
Eduardo RissoCarlos Trillo Wydawnictwo: Taurus Media komiksy
168 str. 2 godz. 48 min.
Kategoria:
komiksy
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Tales of Terror
Data wydania:
2008-09-01
Data 1. wyd. pol.:
2008-09-01
Liczba stron:
168
Czas czytania
2 godz. 48 min.
Język:
polski
ISBN:
978-83-60298-30-5
Tłumacz:
Łukasz Gładkowski
Średnia ocen

                5,9 5,9 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Opowieści Grozy w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Opowieści Grozy

Średnia ocen
5,9 / 10
18 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
832
216

Na półkach: ,

Rysunek - mistrzostwo świata. Nie jestem obiektywny, jak widzę styl podobny do Sin City, od razu ma dużego plusa. Scenariusz - niektóre historie lepsze, inne trochę gorsze, ogólny poziom na plus. Po pierwszych spodziewałem się kryminalnych historii, później zbacza w kierunku horroru i nadprzyrodzonych istot (co widać na okładce),wolałbym więcej tych pierwszych. Solidna pozycja.

Ps. Niby antologia, zbiór, ale tylko dwójka autorów, co jest dużym atutem.

Rysunek - mistrzostwo świata. Nie jestem obiektywny, jak widzę styl podobny do Sin City, od razu ma dużego plusa. Scenariusz - niektóre historie lepsze, inne trochę gorsze, ogólny poziom na plus. Po pierwszych spodziewałem się kryminalnych historii, później zbacza w kierunku horroru i nadprzyrodzonych istot (co widać na okładce),wolałbym więcej tych pierwszych. Solidna...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

33 użytkowników ma tytuł Opowieści Grozy na półkach głównych
  • 22
  • 11
20 użytkowników ma tytuł Opowieści Grozy na półkach dodatkowych
  • 8
  • 4
  • 3
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Opowieści Grozy

Inne książki autora

Okładka książki Batman The Long Halloween: The Last Halloween Jeph Loeb, Eduardo Risso
Ocena 0,0
Batman The Long Halloween: The Last Halloween Jeph Loeb, Eduardo Risso
Okładka książki Więzy matczynej krwi Brian Azzarello, Eduardo Risso
Ocena 6,7
Więzy matczynej krwi Brian Azzarello, Eduardo Risso
Okładka książki Parque Chas Ricardo Barreiro, Eduardo Risso
Ocena 7,8
Parque Chas Ricardo Barreiro, Eduardo Risso
Okładka książki Batman Noir Eduardo Risso Brian Azzarello, Eduardo Risso
Ocena 9,0
Batman Noir Eduardo Risso Brian Azzarello, Eduardo Risso
Okładka książki Sierżant Rock i Armia Trupów Bruce Campbell, Eduardo Risso
Ocena 6,2
Sierżant Rock i Armia Trupów Bruce Campbell, Eduardo Risso
Okładka książki Torpedo 1972, tom 2 Enrique Sanchez Abuli, Eduardo Risso
Ocena 6,3
Torpedo 1972, tom 2 Enrique Sanchez Abuli, Eduardo Risso
Eduardo Risso
Eduardo Risso
Eduardo Risso - argentyński rysownik komiksowy. Najbardziej znany z tworzonej wspólnie z Brianem Azzarello, serii komiksowej "100 naboi". W Argentynie i Europie znane są także jego prace tworzone wraz z Ricardo Barreiro i Carlosem Trillo. Risso urodził się w Leones, w argentyńskiej prowincji Córdoba. Rozpoczął pracę rysownika w 1981, rysując swoje pierwsze komiks dla gazety porannej La Nacion i do takich magazynów jak Erotiocon i Satiricon (tytuły publikowane przez wydawnictwa kolumbijskie). W 1986 roku pracował dla włoskiego wydawnictwa Eura Editoriale, w 1987 roku narysował komiks Parque Chas, do scenariusza Ricardo Barreiro. Serie zostały pierwotnie opublikowane przez argentyńskie wydawnictwo Fierro, później przez hiszpański Totem i włoski Comic Art, a potem jako kompletna seria we Francji, Niemczech, Danii, Belgii, Holandii i Stanach Zjednoczonych. W 1988 narysował komiks Cain do którego scenariusz napisał Barreiro. Jeszcze tego samego roku ukazał się Fulù narysowany do scenariusza Carlosa Trillo, opublikowany we Włoszech, Francji, Niemczech, Portugalii i Holandii, oraz w Argentynie (w magazynie Puertitas). Duet Trillo-Risso stworzył również komiks Simon: An American Tale opublikowany we Włoszech i Francji, Borderline opublikowany we Włoszech i Chicanos, opublikowany we Włoszech, Francji i w Polsce. Risso zdobył cztery nagrody Eisnera, wszystkie za pracę nad serią 100 naboi: W 2001, wraz z Brianem Azzarello za najlepszą serię komiksową (Best Serialized Story), w 2002 i 2004 (ponownie z Azzarello) za najlepszą ciągłą serię komiksową (Best Continuing Series) i w 2002 roku nagrodę dla najlepszego rysownika (Best Artist).
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Szelki Jerzy Szyłak
Szelki
Jerzy Szyłak Wojciech Stefaniec
Komiks „Szminka” robił wrażenie ponurym klimatem. Tam dominował brud i zepsucie moralne. Policjant nie był przyjacielem zwykłego człowieka, ale kimś kto stara się głównie udowodnić winę. Jednakże nie widziałem w tej zamkniętej historii potencjału na kontynuację, więc czy „Szelki” są stworzone na siłę? Znany z poprzedniego tomu nadkomisarz Michał Pawluk musi stawić czoła tragicznym konsekwencjom prowadzonego przez niego śledztwa. Przy okazji wplątuje się w dosyć dziwną relację z ciężarną narzeczoną zmarłego funkcjonariusza. Na dodatek komisarz Nowak odkrywa nowe fakty dotyczące już zamkniętego śledztwa. Jest to przede wszystkim historia obyczajowa. Nieprzyjemny nadkomisarz nabiera tu bardziej ludzkich cech, a jego dziwactwa wydają się jakby mniej odstręczające. Jednocześnie jednak dalej jest bardzo opryskliwy jak chociażby w scenie z rodzicami zamordowanego. Szkoda, że niestety sam wątek śledztwa niespecjalnie posuwa się do przodu. Potwierdzone już zostaje jedynie co właściwie wiadomo było od samego początku. Przez to konflikt z między Pawlukiem, a Nowak wydaje się pełnić jedynie rolę drugorzędną. Za rysunki w tym tomie odpowiada Wojciech Stefaniec. W swoich malunkach ukazuje wiele perwersyjnych scen, a jego bohaterowie nie reprezentują typowych standardów urody. Uprzedzam, że nie jest to historia dla osób o słabych żołądkach. Moim zdaniem historia jest słabsza od „Szminki”, ale pozwala spojrzeć na pewne postacie z innej perspektywy. Podobnie jak przy pierwszym tomie można dosłownie czuć się brudnym po lekturze. Nie jest to komiks dla każdego.
Grzegorz_S - awatar Grzegorz_S
ocenił na 6 5 lat temu
Gilles McCabe, część 1 Daniel Gizicki
Gilles McCabe, część 1
Daniel Gizicki Barbara Okrasa
Temat Kuby Rozpruwacza, który mordował w Londynie z końcem XIX wieku, jest obecnie mocno wyeksploatowany w kulturze masowej. W dużej mierze przyczyniły się do tego ówczesne media, napędzane brutalnością morderstw i tworząc legendę Rozpruwacza. Później posiadał on wielu naśladowców, jednak samego mordercy z Whitechapel nigdy nie złapano. Tak naprawdę po dziś dzień nie wiadomo kim był, a to pozwala twórcom tworzyć wymyślne historie związane z tą osobą. Gilles McCabe to kolejna próba przedstawienia Kuby Rozpruwacza współczesnemu czytelnikowi, ale w nieco odmienny sposób, choć z początku nic na to nie wskazuje. Akcja komiksu rozgrywa się 10 lat po słynnych morderstwach w Whitechapel, również w tej samej, owianej złą sławą, dzielnicy. Tytułowy detektyw prowadzi dochodzenie w sprawie kolejnej serii morderstw prostytutek i odkrywa, że wszystkie ofiary przeszły zabieg usunięcia ciąży. Oprócz tego ich ciała zostały pozbawione niektórych organów, usuniętych z chirurgiczną precyzją. Mimo że prasa już zaczyna węszyć powrót Kuby Rozpruwacza, a sami policjanci boją się mordercy, to McCabe nie daje wiary legendom. Woli opierać się na twardych dowodach i poszlakach, a te wiodą go do domu lekarza, który za darmo leczy ludzi z East End. Jak się szybko okazuje był to dobry strzał, jednak zagadka morderstw szybko okazuje się o wiele bardziej zdumiewająca. To co jest najciekawsze w całej fabule, to nie kolejna wizja Rozpruwacza, choć i ona jest interesująca, a postawa inspektora McCabe. Jest on stereotypowym bohaterem kryminałów - samotnik, bez rodziny, za często zaglądający do kieliszka i o nietuzinkowej wiedzy. Oczywiście kocha tytoń. Z drugiej strony posiada cechy, wyróżniające go na tle tej klasycznej papki. Potrafi samodzielnie myśleć, słucha swoich podkomendnych i nie wyciąga pochopnych wniosków. Nie wierzy też w legendy, a nawet najbardziej zawiłe, nieprawdopodobne i koszmarne historie analizuje ze stoickim spokojem. Innymi słowy Gilles McCabe wypada wiarygodnie, gdyż zachowuje się wiarygodnie. Ma swoje słabości i się ich nie wypiera, nie podąża ślepym trafem tylko wszystko analizuje, słucha każdego i zastawia pułapki szerząc plotki, które tłum może łatwo połknąć. Podobnie wypada jego podkomendny posterunkowy Jack O'leary, choć ta postać jest o wiele bardziej bezpośrednia. Od razu widać rozdźwięk społeczny pomiędzy posterunkowym a inspektorem, choćby w samej formie dobierania przez nich słów czy formułowania wypowiedzi. Mimo to nie ma między nimi tarć, jest wręcz przeciwnie. O'leary ma na swe usługi lokalną siatkę żebraków, którzy ściągają dla niego informacje z całego miasta, też nie stroni od kieliszka, ale wydaje się mieć silniejszą głowę oraz zawsze mówi to co myśli. Działa równie szybko, ale McCabe potrafi nad nim panować, dzięki czemu nie popełniają błędów, których nie dałoby się przekuć na korzyść. Zwieńczeniem całej fabuły jest zakończenie oraz, w pewnym sensie, postać samego mordercy. Jego pobudki nie są zdradzone w tym tomie, jednak na końcu czytelnik pozostaje z kilkoma naprawdę trudnymi łamigłówkami do rozwiązania i choć część odpowiedzi wydaje się oczywista to trudno jest to udowodnić. Taki zabieg pobudza ciekawość i chce się wiedzieć kim naprawdę jest zabójca. Komiks zawiera ciekawą kreskę, która jednak miejscami jest trochę chaotyczna. W całokształcie tworzy świetny klimat rasowego kryminału końca XIX wieku. Postacie są jakby skąpane we mgle, dymie i mroku ulic oraz przybytków East Endu, co tylko pogłębia szaro-biała kolorystyka. Miejscami znajdziemy też czerwień, świetnie potęgującą napięcie danej sytuacji. Z drugiej strony najlepiej wypadła okładka i gdyby cały album był utrzymany właśnie w takiej stylistyce, pozbawiony co niektórych "chaotycznie" narysowanych ołówkiem klatek to zapewne przykuwałby większą uwagę. Choć tutaj dużo zależy od samego gustu czytelnika. Jak na kolejną opowieść o Rozpruwaczu, która jest pracą dyplomową autorów, jestem naprawdę, mile zaskoczony. Mimo wielu standardowych zagrywek, mamy ciekawe zakończenie, zapadające w pamięć główne postacie, a wszystko to podane w przykuwającej oko kresce. Niby to samo, niby powtórka, a jednak czyta się to naprawdę przyjemnie. Chciałbym widzieć na rynku więcej takich "odgrzewanych kotletów", bo nowa przyprawa potrafi czynić cuda.
WPajęczejSieci - awatar WPajęczejSieci
ocenił na 8 3 lata temu
Srebrny Księżyc nad Providence 1. Dzieci otchłani Éric Hérenguel
Srebrny Księżyc nad Providence 1. Dzieci otchłani
Éric Hérenguel
= Anielska jesień w świetle diabelskiego księżyca = Jest rok 1880, do Providence, w stanie New Hampshire, przybywa młoda dama o płomiennych włosach. Panienka Gatling przyjechała aż z Waszyngtonu, by dokonać inwentaryzacji majątku zmarłego niedawno tutejszego stolarza. Na miejscu okazuje się, że zarówno w jego domu, jak i księgowości panuje totalny chaos, a taki stan rzeczy oznacza dla Cathy o wiele więcej pracy, niż przypuszczała. Dni szybko płyną na mozolnej pracy, ludzie w miasteczku są mili, a noce w tak pięknej okolicy urzekają, szkoda tylko, że nie przynoszą ukojenia. Miss Gatling zaczynają dręczyć dziwne koszmary, w których widzi tajemniczą bestię. Jej wizja jest niewyraźna, ale intuicja podpowiada jej ukryty sens. Wkrótce w miasteczku zaczynają ginąć kolejni ludzie. RUDOWŁOSA PIĘKNOŚĆ I PIES Cathy jest kobietą niezwykle piękną i do tego niezależną. Zawodowo zajmuje się wyceną majątku, dużo podróżuje wykonując różne zlecenia. Ma silną elektryzującą osobowość, jest pewna siebie, a zarazem bardzo delikatna i pełna wdzięku. Jest przyjaźnie nastawiona do otaczających ją ludzi i nowego miejsca, zachowuje się jakby zawsze tu mieszkała. Z drugiej strony cały czas jest czujna, rozgląda, obserwuje wszystko co dzieje się wokół. Trochę dziwne się wydaje, że damę z wielkiego miasta interesuje śmierć jakiegoś chłopa. Nie tylko to jest dziwne. Wkrótce okazuje się, że inni mieszkańcy też skrywa swoje własne tajemnice. U boku rudowłosej piękności często można zobaczyć miejscowego szeryfa Jamesa Stuarda - mężczyznę bardzo konkretnej budowy i wzrostu, oczywiście kowbojsko przystojnego, który dba o spokój w tym małym miasteczku. W obecności Cathy, James zachowuje się bardzo szarmancko, widać też w jego zachowaniu lekkie zagubienie i nieśmiałość. Piękna niezależna kobieta z wielkiego miasta i prosty szeryf z małego miasteczka stanowią dobraną parę rodem z Archiwum X: badają tajemniczą śmierć miejscowego, z którą wiąże się sporo niewyjaśnionych zjawisk i zbiegów okoliczności, w tym okaleczanie bydła. Komiks pełen jest tajemnic, sama Cathy najwyraźniej nie jest tym, za kogo się podaje, miejscowi robią jakieś dziwne aluzje, a podejrzanie mroczny Indianin wciąż zerka na rudowłosą piękność. Jest jeszcze jedna postać, która wyróżnia się na tle pozostałych – pies, który wabi się Napoleon. Po śmierci Spencera trafia pod opiekę szeryfa. Co w nim takiego wyjątkowego? Napoleon to uosobienie kundelkowatości: w każdej scenie jest zabawny, nieco głupiutki i aż za bardzo kochany. Nie grzeszy urodą, ale to niezwykle pocieszne stworzeni. No i wiadomo, że kobiety uwielbiają mężczyzn z psami ;) PYŁ SPIJA ICH KRWAWE ŚLADY W całej historii najbardziej dziwi to, że antagonista zostaje ujawniony już na dwunastej stronie, gdzie autor poprzez retrospekcję ukazuje śmierć stolarza Spencera. Potwór stoi przed jego domem w całej swojej mrocznej okazałości. Fakt takiego ujawnienia nie odziera go z tajemniczości, bo to, że wiemy jak wygląda, niewiele o nim samym mówi. Tajemnicza istota (lub istoty, bo tego do końca nie wiadomo) błąka się po bezkresnych lasach wokół miasteczka. Piękne jesienne liście spadają powoli z drzew na ziemię, gdzie pył spija krew brutalnie zmordowanych mieszkańców Providence. Antagonista jest milczącą bestią, wykonującą tylko sobie znany plan. ANIELSKA JESIEŃ W ŚWIETLE DIABELSKIEGO KSIĘŻYCA Providence to urocze, spokojne i przytulne miasteczko. Jego sielska malowniczość nie zapowiada koszmarnych wydarzeń, które już wkrótce mają się dokonać. Tam jednak, gdzie są sami pobożni mieszkańcy, kryje się najwięcej grzeszników. Czasem łatwo pomylić bramę do nieba, z bramą do piekła, w końcu każde drzwi otwierają się w dwie strony. Akcja pierwszego tomu „Srebrnego księżyca nad Providence” toczy się u schyłku lata. Eric Herenguel oczarował mnie swoja wizją malowniczego początku jesieni, który eksploduje feerią ciepłych odcieni czerwieni, żółci i brązu. Słońce przebija się przez korony drzew, a wieczorem przytulny klimat tworzy kominek i lampy naftowe, prawdziwy urok małych miasteczek. Choć czasy jakieś takie niepewne, to okolica urzeka – jak Ania z Zielonego Wzgórza i Dr. Quinn razem wzięte. Providence to miejsce w którym chcielibyśmy się znaleźć: spokojne, oddalone od zgiełku miasta, rodzinne. Jak zawsze, jest także przerażająca strona sielskiej osady bowiem mieszkańcy Providence chcą wierzyć w Boga, ale o pomoc modlą się do Diabła. Herenguel operując światłem i mgłą/dymem buduje przestrzeń świata przedstawionego. Dzięki temu nie czytelnik nie ma poczucia klaustrofobii wynikającej z tak małej społeczności, a wręcz odwrotnie – rozmyte kontury przedmiotów otwierają przestrzeń, ukazują jej ogrom, a zarazem uświadamiają, że wiele jest jeszcze ukryte i być może nigdy nie będzie ujawnione. Kolory są ostre, czyste, a ich wyrazistość jest łamana właśnie kontrastowym światłem. Ciemne barwy nie są przeszywająco mroczne lecz miękkie i ciepłe. Wiele elementów przedstawione jest bardzo realistycznie, choć niekoniecznie pieczołowicie. Słusznie można doszukiwać się inspiracji Herenguela nurtem prerafaelickim w sztuce. Kompozycja całości jest bowiem oparta na naturalizmie, a jednocześnie na religijnej moralności i mistycznych symbolach (tutaj akurat pojawiają się nawiązania do Lovecrafta oraz Zakonu Templariuszy). Widać to również w przedstawieniu świata zewnętrznego, natury, która zachowuje swoje pierwotne cechy. DZIECI OTCHŁANI Przez całą historię autor zachowuje pewne rzeczy w tajemnicy. Odsłania jej elementy powoli, tak by czytelnik mógł delektować się jej smakiem. Herenguel doskonale panuje nad akcją, potrafi również płynnie przejść z jednego nastroju do zupełnie innego. Schematy postaci są wzięte wprost z westernu: proste, charakterystyczne i przewidywane, ale to wcale nie przeszkadza. Herenguel tworzy filmowy miraż, któremu w pewnym momencie czytelnik ulega. Nagle przestajemy czytać komiks, a zaczynamy oglądać film. Na sam koniec, autor w tej kwestii puszcza do czytelnika oko. Ostatnia strona stanowi przemiły gest z jego strony. Taki element zawsze mi się podoba w komiksach japońskich, gdzie rysownik pisze lub maluje coś dla fanów, często nawet na marginesie całej historii. „Srebrny księżyc na Providence. Dzieci otchłani” autorstwa Erica Herenguela jest historią grozy osadzoną w filmowych realiach westernowych. Kilka elementów horroru, jakie znajdują się w komiksie, stanowi doskonałe uzupełnienie całości. Przemocy jest niewiele, ale za to jej pojawienie się jest uzasadnione. W końcu groza nie może obejść się bez odrobiny konkretnej brutalności. Komiks przedstawia historię, która rozśmieszy, zaciekawi, sprawi, że damy się uwieść wiszącemu w powietrzu romansowi, poczujemy grozę i zostaniemy moralnie skarceni. Do tego nie brakuje w niej sympatycznych postaci, które polubimy. Po przeczytaniu tomu pierwszego, przeczuwam, że ta historia może mieć ukryte dno i jeszcze zaskoczy swoim zakończeniem. Długich dni i zaczytanych nocy. Zapraszam również do zerknięcia na recenzję książki na blogu: http://alicyawkrainieslow.blogspot.com/2015/02/r-anielska-jesien-w-swietle.html Jeśli lubisz podążać za atramentowym królikiem odwiedź również profil FB "Alicya w Krainie Słów"
Alicya Rivard - awatar Alicya Rivard
ocenił na 6 11 lat temu

Cytaty z książki Opowieści Grozy

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Opowieści Grozy