Książka dobra, napisana już sporo lat temu, ale dobra. Perspektywa czasu, który upłynął od jej wydania do dziś pozwala nam lepiej ocenić gdzie zmierzamy, jak realne są niebezpieczeństwa w niej opisane, jęsli lubisz świadomie funkcjonować, lubisz wiedzieć ... polecam ... ku rozwadze
Książka dobra, napisana już sporo lat temu, ale dobra. Perspektywa czasu, który upłynął od jej wydania do dziś pozwala nam lepiej ocenić gdzie zmierzamy, jak realne są niebezpieczeństwa w niej opisane, jęsli lubisz świadomie funkcjonować, lubisz wiedzieć ... polecam ... ku rozwadze
Choć książka ta powstała 20 lat temu, to jej treść jest dzisiaj bardzo aktualna. Patrick J. Buchanan ukazuje tutaj przyczyny stopniowego upadku krajów należących do tzw. cywilizacji zachodniej. Odcięły się one od swoich korzeni i zaczęły gnać w stronę przepaści. Ich rodzima populacja powoli jest zastępowana imigrantami często pochodzącymi z odmiennych kręgów kulturowych. W imię postępu i politycznej poprawności zaczęły walczyć z prawdą oraz odmiennymi opiniami, a także wyrzekać się własnej tożsamości.
Choć autor w dużej mierze skupia się na Stanach Zjednoczonych (co mi momentami mocno przeskadzało), to zjawiska te występują mocno również na terenie mocno kosmopolitycznej Europy Zachodniej, która od kilkunastu lat przekształca się w mulitkulturowy konglomerat, zapomina o swoich korzeniach i tworzy obraz człowieka wstydzącego się własnego pochodzenia. Dzisiaj też można zauważyć fakt, że dąży się obecnie do zunifikowania świata i przekazu, w którym nie ma miejsca na debatę i wyrażanie własnych opinii. Na skutek poprawności politycznej wiele tematów przestało być poruszanych, zaś ci którzy mają inne zdanie są piętnowani, wyszydzani i zabrania im się udziału w dyskursie publicznym.
Reasumując. "Śmierć zachodu" jest dobra i skłaniająca do przemyśleń książka nad tym, dlaczego przez działania polityków i różnego rodzaju organizacji świat stoi obecnie na skraju przepaści tym samym skazując siebie na samozagładę. Warto przeczytać.
Choć książka ta powstała 20 lat temu, to jej treść jest dzisiaj bardzo aktualna. Patrick J. Buchanan ukazuje tutaj przyczyny stopniowego upadku krajów należących do tzw. cywilizacji zachodniej. Odcięły się one od swoich korzeni i zaczęły gnać w stronę przepaści. Ich rodzima populacja powoli jest zastępowana imigrantami często pochodzącymi z odmiennych kręgów kulturowych. W...
Fenomenalna książka. Autor 20 lat temu zdołał wypunktować najważniejsze przyczyny faktu, iż nasza cywilizacja upada. Co prawda zdecydowana większość książki poświęcona jest Ameryce, lecz takie czynniki jak masowa imigracja czy wymierające rodzime populacje czy masowe odchodzenie od religii można przypisać także Europie. Co zadziwiające, politycy "mainstreamu" wydają się w ogóle nie zainteresowani faktem coraz mniejszego znaczenia ich państw w skali świata, skupiając się jedynie kurczowo na utrzymaniu władzy poprzez utrzymanie jak największego dobrobytu i komfortu życia w ich krajach. Niestety, nadchodzi kryzys, a ta bańka w końcu kiedyś pęknie. Świat w którym będą żyć nasze dzieci, wnuki i prawnuki będzie zupełnie inny od tego, w jakim żyjemy my.
W Polsce co prawda nie mamy dużej populacji pochodzenia imigranckiego, lecz Polek i Polaków jest coraz mniej. Sprawa wygląda jeszcze gorzej gdy spojrzymy na fakt, że młodzi często wyjeżdżają z kraju. Podczas gdy rodzime populacje państw takich jak Francja, Niemcy czy Anglia są zastępowane przez imigrantów, przez co ich populacja wzrasta lub jest stabilna, Polska po prostu starzeje się i umiera. Mimo iż może się niektórym wydawać, że Polska jest "zieloną wyspą" na tle "zgniłego" zachodu przesiąkniętego już kulturowym marksizmem opisywanym przez autora, to według prognoz nie czeka nas wcale lepsza przyszłość. Chyba, że Polacy masowo zaczną powracać zza granicy a Polski zaczną rodzić średnio po 4 dzieci. A do tego potrzeba już cudu.
Jeśli chodzi o Amerykę, to w książce (wydanej w 2002) przewidziano, że do 2020 biała populacja USA będzie wynosiła 61%. Według spisu powszechnego w 2020 liczby te potwierdzają się. W internecie można znaleźć wypowiedź obecnego prezydenta, Joe Bidena (wówczas wiceprezydenta) który mówi dumnie o tym, że biali do 2050 będą mniejszością, i że jest to źródło ich siły. Wyobrażacie sobie wodza Indian, który z dumą obwieszcza swoim współplemieńcom, że w ciągu kilkudziesięciu lat zostaną mniejszością na własnej ziemi? Rdzenni Amerykanie stanowią dziś 1.6% populacji Ameryki. Dlaczego wmawia się dziś białym Amerykanom, że to, że zostaną zastąpieni we własnym kraju to dobra rzecz? I co gorsza, dlaczego oni w to wierzą?
Oczywiście wypada też wspomnieć o kulturze przepełnionej seksem, wulgarnością i niszczeniem wszelkich ustalonych przez wieki norm społecznych, co prowadzi do coraz więcej degeneracji w krajach zachodu. Wystarczy spojrzeć na najpopularniejsze obecnie teledyski muzyczne w USA czy to nawet w Polsce, bądź na tzw. "sztukę nowoczesną".
Podsumowując: książka zdecydowanie nie napawa optymizmem co do przyszłości zarówno Polski, Europy jak i całego świata, lecz jest pozycją zdecydowanie wartą przeczytania, chociażby ze względu na to, że wiele przewidywań autora sprawdziło się.
Fenomenalna książka. Autor 20 lat temu zdołał wypunktować najważniejsze przyczyny faktu, iż nasza cywilizacja upada. Co prawda zdecydowana większość książki poświęcona jest Ameryce, lecz takie czynniki jak masowa imigracja czy wymierające rodzime populacje czy masowe odchodzenie od religii można przypisać także Europie. Co zadziwiające, politycy "mainstreamu" wydają...
Od czasu wydania książki minęły dwie dekady - i nie dość, że ostrzeżenia Autora Zachód puszcza mimo uszu, to w dodatku kurs na samobójstwo uległ przyspieszeniu. Niszczenie cywilizacji Białego Człowieka się nasila, głównie z winy tychże Białych Ludzi, ustępujących krok po kroku neomarksistom czy rasistowskim terrorystom spod znaku BLM. Buchanan apelował: powiedzcie stop! I nikt nie ma siły ust otworzyć...
Od czasu wydania książki minęły dwie dekady - i nie dość, że ostrzeżenia Autora Zachód puszcza mimo uszu, to w dodatku kurs na samobójstwo uległ przyspieszeniu. Niszczenie cywilizacji Białego Człowieka się nasila, głównie z winy tychże Białych Ludzi, ustępujących krok po kroku neomarksistom czy rasistowskim terrorystom spod znaku BLM. Buchanan apelował: powiedzcie stop! I...
Po przeczytaniu tej książki którą każdy powinien jaśniejsze staje się to ze nasz świat wygląda jak wygląda ...niestety lewactwo od lat realizuje swój projekt po hasłem róbta co chceta i kultem pieniądza z małym poziomem wartości moralnych przy małej wręcz biernej postawie ludzi normalnie myślących...finałem będzie jedzenie syntetycznej wołowiny o czym mówi psychopata 21-wieku ...niestety....
Po przeczytaniu tej książki którą każdy powinien jaśniejsze staje się to ze nasz świat wygląda jak wygląda ...niestety lewactwo od lat realizuje swój projekt po hasłem róbta co chceta i kultem pieniądza z małym poziomem wartości moralnych przy małej wręcz biernej postawie ludzi normalnie myślących...finałem będzie jedzenie syntetycznej wołowiny o czym mówi psychopata...
Smutek białego dziadersa, który opisuje - w sposób całkiem nieodkrywczy - otaczającą go rzeczywistość. Zaczyna od garści faktów: spadek populacji w krajach Zachodu, spadek dzietności i coraz mniejszy zapał do zawierania małżeństw, starzenie się społeczeństwa, w którym coraz większy ciężar utrzymania seniorów spada na coraz mniej liczne barki najmłodszych. W kontrze do tych zjawisk postępuje systematyczny wzrost liczby ludności (w tym młodych ludzi) w krajach Azji, Afryki i Ameryki Pd. Nic nowego, bo dane te można znaleźć w rocznikach Eurostatu, ONZ czy choćby GUS (dla Polski), więc poznawczo książka wnosi chyba tylko tyle, że zamiast tabelek mamy tekst.
Natomiast interpretacyjnie - książka stanowi kuriozum z pierwszego tłoczenia! Diagnoza stanu rzeczy wskazuje na bardzo konkretne obszary przewin - głównie kobiet (a jakże!), które łykają tabletki antykoncepcyjne, kształcą się i uciekają z domu do pracy. Obrywa się też ludziom zamożnym (leniwym - nie chcą mieć dzieci, bo to dyskomfort, gejom i imigrantom - tu nie do końca rozumiem, jaką wine ponoszą w kwestii spadku dzietności białych Amerykanów). Autor nie zadaje sobie jakoś pytania, co sprawia, że kobieta woli robić w urzędzie lub fabryce niż w domu. Nie wskazuje też żadnej konkretnej recepty poza sentymentalnym wspomnieniem czasów, kiedy mężczyzna mógł zarabiać tyle, żeby utrzymać rodzinę i móc trzymać żonę w kuchni i sypialni. Trudno wyczytać, czy Buchanan chciałby wrócić do tych złotych czasów i wprowadzić dodatki rodzinne dla facetów - na pewno nie rozważa, że to kobieta mogłaby utrzymywać całą rodzinę, którą za friko oprałby i nakarmił mężczyzna.
Zmiany w moralności zapewne po części są wywołane rewolucją obyczajową i seksualną. Kolejną przyczyną są zmiany gospodarcze. Gospodarka rolnicza dawała liczną, rozgałęzioną rodzinę, gospodarka przemysłowa – rodzinę elementarną, a gospodarka postindustrialna powoduje, że mąż i żona pracują w biurach pozostawiając dzieci bez opieki albo nie posiadając ich w ogóle. Jednocześnie rozwijający się globalizm powoduje przenoszenie produkcji do krajów Trzeciego Świata, powodując spadek realnych płac na Zachodzie, co z kolei wymusza pracę obydwojga rodziców. Niestety nawet bogacenie nic nie zmieni, ponieważ bogaci mają również mniej dzieci, stawiając na wygodę. Nadal nic odkrywczego...
Podsumowując - jeśli ktoś nie jest świadomy zachodzących zmian społecznych i demograficznych, to sobie może przeczytać. Ale nie wiem, czy biadolenie nad stanem demografii bez poszukiwania remedium nie jest totalną stratą czasu. Świadoma swojej wiedzy i prawa wyboru kobieta, może tylko wzruszyć ramionami nad żałosnym, białym panem świata, któremu panowanie wymyka się z rąk. Pewny swojej wartości facet - zapewne nie traci czasu na lamenty, tylko pomyślałby raczej nad tym, jak zorganizować swoje życie, żeby założyć rodzinę wspierając (przyszłą) żonę w godzeniu ról, a nie zmuszając ją do wyboru dziecko albo rozwój. Przyznam, że nie rozumiem, w jakim celu powstała ta książka poza ulżeniem własnej frustracji autora. Nie jestem nawet przekonana, czy jestem w stanie współodczuwać - fakt, że świat może stać się światem kolorowych a nie białych, będzie po prostu zmianą. Ale czy dramatyczną?
Smutek białego dziadersa, który opisuje - w sposób całkiem nieodkrywczy - otaczającą go rzeczywistość. Zaczyna od garści faktów: spadek populacji w krajach Zachodu, spadek dzietności i coraz mniejszy zapał do zawierania małżeństw, starzenie się społeczeństwa, w którym coraz większy ciężar utrzymania seniorów spada na coraz mniej liczne barki najmłodszych. W kontrze do tych...
Dla mnie "Śmierć Zachodu" Buchanana była książką wartą przeczytania, natomiast niekoniecznie uznałbym ją za godną polecenia. Brakuje mi tutaj jakiejś pisarskiej jakości. Rozumiem, że celem tej prozy nie jest techniczna wirtuozeria, jednak styl mógłby trochę wspomóc pożądany efekt - wywołanie ukierunkowanej refleksji u czytelnika.
Z wieloma poglądami autora się zgadzam, z innymi mniej. Przekaz jest światopoglądowo jednostronny i Buchanan tego nie ukrywa, jest to dla mnie bardzo uczciwe. Fascynuje zderzenie wizji niszczejącego świata Zachodu, którą autor nakreślił blisko 20 lat temu z teraźniejszością. Wiele kwestii sprawdziło się, wiele dzieje się na naszych oczach, wiele niebawem się ziści. Czy Buchanan trafnie określa winowajców? Tego nie wiem. Po przeczytaniu tej książki będę miał powód by móc czasem o tym pomyśleć.
Dla mnie "Śmierć Zachodu" Buchanana była książką wartą przeczytania, natomiast niekoniecznie uznałbym ją za godną polecenia. Brakuje mi tutaj jakiejś pisarskiej jakości. Rozumiem, że celem tej prozy nie jest techniczna wirtuozeria, jednak styl mógłby trochę wspomóc pożądany efekt - wywołanie ukierunkowanej refleksji u czytelnika.
Świetna książka, która pokazuje upadek cywilizacji, upadek USA i mimo że napisana 18 lat temu pokazała trendy upadku i autor przewidział to co się teraz dzieje. Napisana prostym czytelnym językiem. Wyjaśnia też co spowodowało ten upadek. Polecam!
Świetna książka, która pokazuje upadek cywilizacji, upadek USA i mimo że napisana 18 lat temu pokazała trendy upadku i autor przewidział to co się teraz dzieje. Napisana prostym czytelnym językiem. Wyjaśnia też co spowodowało ten upadek. Polecam!
Pomyśleliśmy sobie, że po beczce miodu jaką sprzedał nam ostatnio pan Jeremy Rifkin zafundujemy sobie dla odmiany i równowagi odrobinę dziegciu. I w tym kontekście nie zostaliśmy zaskoczeni gdyż książka niniejsza jest dokładnie tym czym zdaje się sugerować tytuł - dość neurotyczną, kontestatorską diatrybą wygłoszoną przeciw współczesności i coraz bardziej dominującym w niej (przynajmniej na Zachodzie) prądom światopoglądowym i obyczajowym. Nie pozostawiającą raczej specjalnej przestrzeni na kompromis z innymi punktami widzenia.
Niemniej
Ostatecznie może i są to beznadziejne jęki starego bigota, jednak trudno odmówić im pewnej racji. Tyle bowiem, jako cywilizacja włożyliśmy wysiłku aby z relacji międzyludzkich uczynić ostateczny sprawdzian naszego człowieczeństwa. W szczególności czyniąc synonimem dobroci, fundamentem moralności i najwyższym dowodem empatii otwartość na Innego. Obcego. Przybywającego spoza układu znanych nam konwenansów i bliskich osób.
Nadając mu (temu Innemu) twarze uchodźców i coraz dziwniejszych outsiderów seksualnych.
Macierzyństwo i tacierzyństwo czyniąc jednocześnie tylko jedną z wielu równoważnych strategii życiowych. W ramach których dla współczesnej moralności interesująca jest głównie uświęcona wolność wyboru.
Słowem: krótka instrukcja jak być dobrym w erze internetu bez konieczności wycierania komuś tyłka i rezygnacji z własnych codziennych przyjemności.
***
Co nam się u Buchanana podoba to pewien sceptycyzm w stosunku do wielkiego korpo biznesu oraz zdecydowana niechęć do edukowania innych kultur za pomocą bagnetów.
I najważniejsze. Możecie czuć uzasadniona antypatię do opinii Autora, jemu podobnych i instytucji światopoglądowych na których straży stoją. Możecie zżymać się na ich hipokryzje i podwójne standardy. Ale na Boga pamiętajcie, że kiedy już gwelfowie, co tak wielu dziś z radością wieszczy, ostatecznie upadną zostaniemy sam na sam wyłącznie z gibelinami.
Pomyśleliśmy sobie, że po beczce miodu jaką sprzedał nam ostatnio pan Jeremy Rifkin zafundujemy sobie dla odmiany i równowagi odrobinę dziegciu. I w tym kontekście nie zostaliśmy zaskoczeni gdyż książka niniejsza jest dokładnie tym czym zdaje się sugerować tytuł - dość neurotyczną, kontestatorską diatrybą wygłoszoną przeciw współczesności i coraz bardziej dominującym w niej...
Książka trudna. Z perspektywy amerykańskiej (czasy końcówki Busha) pokazuje skalę penetracji kultury, sfery publicznej i wymiaru sprawiedliwości, przez ideologię neomarksistowską i jej bezpośrednie opłakane skutki.
Lektura obowiązkowa.
Książka trudna. Z perspektywy amerykańskiej (czasy końcówki Busha) pokazuje skalę penetracji kultury, sfery publicznej i wymiaru sprawiedliwości, przez ideologię neomarksistowską i jej bezpośrednie opłakane skutki.
Lektura obowiązkowa.
Zupełnie się nie zgadzam z tym histerycznym tonem zeszłej dekady, który zainfekował wtedy umysły wielu prawicujących libertarian (w tym mój), ale zostawiam recenzję na pamiątkę mojej głupoty.
-------
„Gdy ideologia trzyma w uścisku całe społeczeństwo, jedynie siła wyższa albo wyższa ideologia może ją skutecznie wyegzorcyzmować".
Bardzo dziękuję wydawnictwu Wektory, które przysłało mi książki „Śmierć Zachodu" Patricka Buchanana, bo okazało się, że mimo upłynięcia 14 lat od jej pierwszego polskiego wydania i 18 od amerykańskiego, jest to książka jak najbardziej aktualna. Co więcej – fakt, że ta pozycja ma kilkanaście lat, stanowi jej atut, bo pozwoliła mi spojrzeć na zjawiska, które uważałem za charakterystyczne dla czasów najświeższych, jak na coś, co występowało już dekadę czy nawet dwie temu.
Na stronach tej solidnie uźródłowanej, pełnej przypisów książki, znajdziemy statystyki pokazujące klarownie, że zbliża się katastrofa demograficzna w państwach zachodnich, której towarzyszy wzmożona migracja mało wykwalifikowanych, niechcących się asymilować ludzi z obcych cywilizacji. Oznacza to rzecz jasna powolne samobójstwo, bo skoro nie chcą się przystosować, to oczywiste jest, że gardzą naszą cywilizacją i interesują ich tylko nasze bogactwa. A że sami mają wiele dzieci, to wkrótce obce systemy moralne i prawne wypchną demoliberalne idee na śmietnik historii (mowa oczywiście o liberalizmie w znaczeniu współczesnym-amerykańskim). To wszystko większość moich czytelników raczej wie, ale czy wiedzieliście, że poza tym wewnętrznym wrogiem czyha też zewnętrzny, nieustannie się rozmnażający? My w Polsce akurat jesteśmy w dość komfortowej sytuacji, ale zdziczałe kraje mają pretensje materialne i terytorialne do innych państw zachodnich oraz Rosji, która bardzo zdolnie połączyła bycie zdziczałą turańszczyzną, z samobójczym pseudoliberalizmem, dziesiątkującym jej populację. Pomińmy oczywiste roszczenia państw postkolonialnych, ale czy zastanawialiście się kiedyś nad tym, że Chiny straciły kiedyś wiele ziem na rzecz Rosji i że ich mocarstwowa pozycja w końcu pozwoli im je odzyskać? Albo, że USA zajęło spore połacie Meksyku i że Meksykanie wciąż chcą je z powrotem? Swoją drogą nie miałem pojęcia o skali nielegalnej imigracji w Stanach i nie sądziłem, że stanowi to aż tak duży problem. Narzekanie na imigrantów zabierających pracę porządnym Amerykanom to był w mojej głowie prześmiewczy mem i raczej traktowałem to, jak głupie gadanie tamtejszej niedouczonej ekonomicznie prawicy; tym bardziej głupie, że sami są potomkami imigrantów. Teraz nie dziwię się, że Trump tyle gadał o murze na granicy i wygrał wybory, skoro miliony Meksykanów rocznie wpycha się do południowo-zachodnich stanów i zupełnie się nie asymiluje, żyjąc w hiszpańskojęzycznych gettach, oglądając hiszpańskojęzyczną telewizję i pracując w firmach z samymi Latynosami (o ile akurat faktycznie pracują, a nie popełniają przestępstwa, w czym są statycznie dość nieźli).
Jakby tego wyniszczania biologicznego było mało, to jest też ideologiczne. Buchanan sprawnie streszcza koncepcję marszu przez kulturę i teorii krytycznej, tematów odkrytych ostatnio w Polsce dzięki wykładom Jordana Petersona na Youtubie i jego ponurej parodii Krzysztofa Karonia. Praktycznie cała zachodnia popkultura od kilkudziesięciu lat sieje nienawiść do naszej cywilizacji i promuje dekadencki styl życia. To też pewnie wiecie, ale już niekoniecznie wiecie, do jakich absurdalnych postaci to dochodziło i dochodzi w USA! Powiedzmy sobie szczerze. Sam mam trochę uprzedzeń do polskiego patriotyzmu, ze względu na jego mesjanistyczną, dolorystyczną i mało rozgarniętą, a przez to mało skuteczną specyfikę. Nieliczni żyjący patrioci często pielęgnują jakieś historyczne i filozoficzne bzdury, a nasi mężowie stanu mają akurat takie ciemne strony, których przeboleć nie mogę np. socjalizm Piłsudskiego. Jednocześnie mam sympatię do klasycznego liberalizmu i do wolnościowego projektu, jakim były Stany Zjednoczone do niedawna, stąd nie przyszło mi nigdy do głowy, że amerykańska lewica może nienawidzić takich postaci jak Thomas Jefferson, czy Jerzy Waszyngton! A nawet jeśli już ktoś nie potrafi ich lubić, bo popełnia typowy dla laików historycznych błąd prezentyzmu (oceniania przeszłości przez pryzmat teraźniejszości) i płacze, że np. mieli niewolników, to jednak powinien ich szanować jako twórców najbardziej wolnego państwa na ziemi, w którym ich ukochane mniejszości mogły się emancypować, a oni mogą głosić swoje głupie idee. Coś im zawdzięczają, ale nie rozumieją tego i chcą burzenia ich pomników, zmieniania nazw ulic, a nawet przemilczania na lekcjach historii! Nie przyszłoby mi nigdy do głowy burzyć pomnika napadającego na pociągi bandyty spod Bezdan, bo nawet jak miał poważne wady, to był postacią wielką, inspirującą i zrobił też dobre rzeczy. I właśnie dlatego byłem w szoku. Słyszałem kilka lat temu o akcji zdejmowania flag konfederacji z masztów przed urzędami/szkołami w południowych stanach, nad czym bardzo ubolewałem, ale zrzucałem to na karb polowania na czarownicę zwaną antysemityzmem. Teraz widzę, że byłem w błędzie, bo walka z rasizmem to tylko wymówka. Nie chodzi też o żadne „trzeźwe spojrzenie" na historię jak u nas. Chodzi o zorganizowaną, systemową walkę z ideą patriotyzmu jako taką. Walkę z życiem historycznym przesiąkniętym zachodnimi wartościami, które chce się zastąpić nie tyle nowymi, lepszymi wartościami, ile po prostu antywartościami.
Poza tymi ponurymi diagnozami jest też propozycja leczenia, jednakże jak zauważył Hans Herman Hoppe, Buchanan nie dostrzega niestety, że problemem nie jest nie tyle kryzys demokracji, ile demokracja sama w sobie. Poza tym jednym szkopułem reszta podsumowania Buchanana jest słuszna. Trzeba decentralizować, co się da, ale przede wszystkim szkolnictwo, by móc chronić nasze dzieci przed degeneratami, głupcami i oszustami. Trzeba tworzyć wartościową kulturę i ją wspierać, trzeba bojkotować firmy wspierające degenerację. Trzeba odciąć państwowe finansowanie dla instytucji bawiących się w politykowanie i trzeba zdobywać się na akty obywatelskiego nieposłuszeństwa, dopóki Lewiatan chce nas niszczyć za pomocą naszych własnych zasobów. Książkę zdecydowanie polecam, świetnie się czyta, jest ładnie ułożona i ma krótkie rozdziały.
Zupełnie się nie zgadzam z tym histerycznym tonem zeszłej dekady, który zainfekował wtedy umysły wielu prawicujących libertarian (w tym mój), ale zostawiam recenzję na pamiątkę mojej głupoty.
-------
„Gdy ideologia trzyma w uścisku całe społeczeństwo, jedynie siła wyższa albo wyższa ideologia może ją skutecznie wyegzorcyzmować".
W literackim światku co pewien czas wychodzą książki podejmujące tematykę kryzysu, czy wręcz upadku cywilizacji zachodniej. Wiele z nich opiera się na różnorodnych przesłankach; począwszy od mitycznych proroctw, historiozoficzną koncepcję dziejów na czynnikach ekonomicznych kończąc. Książka „Śmierć zachodu” wymyka się tym schematom, ponieważ jest to rozprawa podejmującą problematykę cywilizacyjną na co najmniej kilku płaszczyznach – kulturowej, politycznej i społecznej.
Umierająca demografia
Buchanan w swojej książce poświęca ogrom czasu zagadnieniom demograficznym. Traktuje je jako swoisty klucz, w którym należy dopatrywać się niepokojących oznak niezwykle szybkiego tempa wymierania narodów europejskich. Autor na poparcie swoich tez przytacza statystyki, które wyraźnie pokazują, iż przyrost autochtonicznej ludności Europy praktycznie zatrzymał się. Jednocześnie kraje północnej Afryki i Bliskiego Wschodu cechują się wyraźnym postępem demograficznym, przejawiającym się w wysokim przyroście naturalnym i szybkim wzroście liczby ludności. Co więcej, książka została wydana ponad dziesięć lat temu, a negatywne procesy demograficzne w Europie przez minione lata stale się pogłębiają. Nieznaczne wzrosty liczby urodzeń są jedynie udziałem nie autochtonów, a ludności napływowej, obcej etnicznie i kulturowo, co w dalszej konsekwencji może mieć daleko posunięte skutki na każdej płaszczyźnie życia społecznego.
Źródła rozkładu
Buchanan nie poprzestaje jednak w swych rozważaniach nad kwestiami demograficznymi. Niezwykle istotną treść książki stanowi także dobry opis genezy myśli szkoły frankfurckiej i jej bezpośredniego produktu, którego utarło się nazywać „marksizmem kulturowym”. Autor ze smutkiem stwierdza, iż niestety istną kolebką tychże rozkładowych prądów były uczelnie amerykańskie i niektórzy uczeni, np. socjolog marksistowski Herbert Marcuse. W rozdziale poświęconym tym zagadnieniom jest przedstawiona pewnego rodzaju retrospekcja poglądów i zespołu działań, które podjęli przedstawiciele tego nurtu. Były to pewnego rodzaju odwrócenie wszelkich wartości wyższych i zastąpienie ich czymś zupełnie innym. Sytuacja ta może przypominać poniekąd postulaty Friedricha Nietzschego w książce „Wola Mocy”, w której autor wypowiadał wojnę uniwersalnej moralności zwanej niewolniczą i postulował zastąpienie jej czymś zupełnie innym, czymś bliżej nieokreślonym. Z czasem destrukcyjne działania przedstawicieli szkoły frankfurckiej zaczęły oddziaływać na coraz większą ilość społeczeństwa. Przejawiało się to w stopniowym wprowadzaniu poprawności politycznej, postulowaniu coraz dalej posuniętych zmian w sferze obyczajowej i światopoglądowej, radykalnej laicyzacji. Symptomatycznym przykładem tych zmian jest przytoczony przez Buchanana w książce fragment manifestu humanistycznego, nakreślającego wyraźne rama ideologiczne, w którym mieści się afirmacja kosmopolityzmu, libertynizmu obyczajowego.
Autor przytacza także przykłady próby obrony społeczeństwa amerykańskiego przed rewolucyjnymi zmianami, np. w prawie legalizacji związków jednopłciowych. Próby te, jednakże były niejednokrotnie pacyfikowane przez instytucje prawne, działających wedle określonych schematów wyrobionej poprawności politycznej.
Lekceważenie znaczenia kultury
Buchanan, jako przedstawiciel konserwatyzmu amerykańskiego zauważa kompletną dominację Nowej Lewicy w kulturze. W tym miejscu niezwykle krytycznie odnosi się do głównego nurtu zachowawczego – Republikanów, iż przez dekady lekceważyli jej znaczenie, gdyż zasadniczy punkt ciężkości ich postulatów był skupiony na kwestiach ekonomicznych. Konsekwencją tego było narzucenie przez rewolucjonistów kulturowych określonej narracji i ram, wedle których może toczyć się określona dyskusja. Smutną konstatacją autora jest stwierdzenie, iż nawet w czasie rządów tzw. konserwatystów proces rewolucji kulturowej nie został w jakikolwiek sposób zatrzymany.
Punkty oporu
Oprócz wskazania najbardziej istotnych problemów cywilizacyjnych autor usiłuje nakreślić pewne kierunki, mające na celu zmienić dzisiejszą, niekorzystną sytuację. Buchanan pokłada nadzieję w tej tkance amerykańskiego społeczeństwa, która nie jest jeszcze w dużym stopniu zdominowana przez panujące obecnie trendy. Twierdzi, iż oddolne działania, mające na celu stworzenie alternatywnej kultury wobec obecnie panującego dyktatu są warte rozważenia. Autor przywiązuje także niezwykle ważną rolę do przeciwstawienia się niszczeniu i ośmieszaniu tradycji w opinii publicznej, niezwykle ważną rolę przywiązuje także w odbudowie i przywróceniu należnego miejsca instytucji rodziny.
Jaka przyszłość?
Należy pamiętać, iż książka pisana jest z dosyć mocno amerykańsko-centrycznego punktu widzenia. W pewnych miejscach czytelnika może razić nadmierna apoteoza amerykańskiej tradycji i historii narodowej. Z pewnością za absurdalne można przyjąć stwierdzenia autora o wyjątkowości i niemalże najbogatszym dziedzictwie historycznym Stanów Zjednoczonych. Buchanan w tym miejscu zapomina o narodach europejskich, posiadających znaczną bogatszej tradycji historycznej sięgającej w niektórych przypadkach około dwóch tysięcy lat.
Negatywną stroną książki jest także nieuzasadniony zachwyt nad Izraelem, który – (jak to bywa w tego typu amerykańskich środowiskach) – jest postrzegany jako swoista wysepka, która przechowuje dziedzictwo cywilizacji zachodniej. Autor bardzo często używa także nieszczęsnego terminu „judeochrześcijaństwo”, tak często stosowanego przez filosemitów, każących nam dopatrywać z Żydach najwierniejszych braci w wierze.
Niemniej jednak książka ta jest warta poświęcenia odrobiny wolnego czasu. Z perspektywy minionych kilkunastu lat można samodzielnie wyciągnąć wnioski czy agonia Zachodu postępuje, czy też poprzez pewną dozę optymizmu, można dopatrywać się jakiś oznak cudownego ozdrowienia? Te rozważnie należy pozostawić czytelnikowi.
Krajobraz stagnacji
W literackim światku co pewien czas wychodzą książki podejmujące tematykę kryzysu, czy wręcz upadku cywilizacji zachodniej. Wiele z nich opiera się na różnorodnych przesłankach; począwszy od mitycznych proroctw, historiozoficzną koncepcję dziejów na czynnikach ekonomicznych kończąc. Książka „Śmierć zachodu” wymyka się tym schematom, ponieważ jest to...
Ocenę wystawiłem nieco wyższą niż moje odczucia po przeczytaniu tej książki. Jest to po prostu opis zjawisk jakie występują we współczesnym świecie zachodnim. Bez retuszowania i pisania o potrzebie zapewnienia ubogacenia kulturowego czy innych bzdur. Po prostu stwierdzenie faktu. Biały człowiek umiera.
Ocenę wystawiłem nieco wyższą niż moje odczucia po przeczytaniu tej książki. Jest to po prostu opis zjawisk jakie występują we współczesnym świecie zachodnim. Bez retuszowania i pisania o potrzebie zapewnienia ubogacenia kulturowego czy innych bzdur. Po prostu stwierdzenie faktu. Biały człowiek umiera.
Warto zwrócić uwagę na podtytuł tej książki: "Jak wymierające populacje i inwazje imigrantów zagrażają naszemu krajowi i naszej cywilizacji", bo chociaż "Śmierć Zachodu" wydana została w oryginale w 2001 roku i odnosi się głównie do analizy ówczesnej sytuacji Stanów Zjednoczonych, to nie sposób oprzeć się wrażeniu, że Autor opisuje również współczesną Europę. Zresztą Buchanan już wówczas zaznaczał, że Europa Zachodnia stacza się tym samym torem co USA po równi pochyłej ku samozagładzie. Jednak te symptomy, o których pisał Patrick Buchanan, w Europie nie były jeszcze wtedy aż tak widoczne i niepokojące, czy może raczej należałoby powiedzieć, nie chciano ich zauważyć. Myślę, że za sprawą tzw. "kryzysu uchodźczego", który ostatnimi laty dotyka nasz kontynent książka ta warta jest ponownego przestudiowania i porównania wydarzeń, o których pisał prawicowy polityk, z tymi współczesnymi. Tym bardziej, że Buchanan niczym Kasandra wieszczył:
"Czas Europy się skończył. Napływające masowo migracje świata islamskiego tak bardzo zmienią skład etniczny [...], że Europejczycy będą zbyt sparaliżowani groźbą terroryzmu, żeby interweniować w Afryce Północnej [...]. Przy zmniejszającej się populacji i coraz mniejszej liczbie dzieci, Europa nie ma żywotnego interesu usprawiedliwiającego wysyłanie dziesiątek tysięcy młodych ludzi na wojnę, jeśli nie zostali oni bezpośrednio zaatakowani. Przy obecnym wskaźniku urodzeń populacja Europy w 2100 roku będzie mniejsza niż jedna trzecia obecnego stanu. Europa wybrała la dolce vita. Lecz skoro Europejczycy są tak dalece nie zainteresowani własnym przetrwaniem [...], to dlaczego Amerykanie mieliby bronić Europy [...]? Tak więc Europejczycy będą nadal prowadzili życie na wysokiej stopie, aż w końcu się wypalą. Europa przyjęła swoje przeznaczenie [...]. Europejczycy nie planują swego dalszego istnienia jako bardzo istotnej rasy. Czego więc tu bronimy? Zachodniej cywilizacji? Przecież decydując, że nie chcą mieć dzieci, Europejczycy dobrowolnie zaakceptowali koniec swej cywilizacji, który nastąpi w XXII wieku".*
"Człowiek Zachodu uwolniony od obowiązków cywilizowania i chrystianizowania ludzkości, pławiąc się w luksusie i rozpasaniu, zdaje się tracić wolę życia i najwyraźniej pogodził się z nieuchronnie nadciągającą śmiercią".*
Ciekawym uzupełnieniem tej lektury może być również książka Samuela Huntingtona "Zderzenie cywilizacji", nota bene napisana w 1996 r. Nawet same analizy oparte jedynie na danych statystycznych w niej poczynione już wówczas nie pozostawiały złudzeń co do przewidywanych scenariuszy zdarzeń na naszym kontynencie.
Według Buchanana jak i Huntingtona biali ludzie Europy Zachodniej i USA zachowywali się i wciąż się zachowują jak orkiestra na Titanicu. Buchanan swoją książką chciał przestrzec swój kraj przed unicestwieniem świata tradycyjnych wartości i dotychczasowego status quo oraz zmianami na jakie według niego skazany jest kontynent europejski, swojemu pozostawiał jeszcze nadzieję.**
*Źródło cytatu: Robert Potocki, Paleopolityka amerykańska wg Patricka Buchanana, geopolityka.org, 11 marca 2012 r.
** Recenzja pierwotnie zamieszczona na stronie: www.bookfreak.pl
Warto zwrócić uwagę na podtytuł tej książki: "Jak wymierające populacje i inwazje imigrantów zagrażają naszemu krajowi i naszej cywilizacji", bo chociaż "Śmierć Zachodu" wydana została w oryginale w 2001 roku i odnosi się głównie do analizy ówczesnej sytuacji Stanów Zjednoczonych, to nie sposób oprzeć się wrażeniu, że Autor opisuje również współczesną Europę. Zresztą...
Buchman przedstawia nam wizję zanikania, umierania kultury zachodniej, która w jego odczuciu jest najlepszą z istniejących. Praca prezentuje prawicowe spojrzenie na świat, dlatego jego diagnoza zachodzących przemian jest wizją katastrofy, apokalipsy. Jego zdaniem jeśli nie przeciwdziałamy obecnym trendom wielokulturowym zostaniemy skazani na opanowanie naszej cywilizacji przez wschodnią. Istnieją jednak metody, narzędzia pozwalające USA przed upadkiem i takie same metody powinny być zastosowane przez wszystkie kraje, które chcą przetrwać. Autor przedstawia nam wizję koniecznych zmian pozwalających uratować nasz świat. Kładzie nacisk na naukę odpowiednich zachowań, przyswojenia przez wszystkich mieszkańców USA angielskiego jako jedynego języka urzędowego, wydalenie z kraju nielegalnych imigrantów, którzy przez przynależność do innej kultury prowadzą do rozkładu społeczeństwa. W jego tradycyjnym spojrzeniu na świat rola kobiet ogranicza się do rodzenia kolejnych obywateli. Ze względu na obecne złe (lewicowe) trendy proponuje narzędzia zachęcające kobiety do pozostania w domu i niepodejmowania działalności zarobkowej, pensje i zasiłki umożliwiające na utrzymanie rodziny przez jedną pracującą osobę.
W jego książce znajdziemy wiele trafnych spostrzeżeń, ale proponowane rozwiązania (zwłaszcza te dotyczące członków grupy dyskryminowanej przez tysiące lat) nie przekonują. O ile jestem w stanie zrozumieć ideę ujednolicenia szkolnictwa, wprowadzenie określonych wymogów wobec imigrantów to już stosowanie narzędzi sprawiających, że kobieta ma mniejsze szanse na rynku pracy i musi zostać w domu jest dla mnie cofaniem się do lat 50- 60, kiedy jedynie biały mężczyzna cieszył się przywilejami.
Zaproponowane przez Buchamana zmiany w pewien sposób mogą uchronić przed multikulturowością, ale na pewno nie ochronią przed przestępstwami, których przecież nie brakowało w czasach rządów mężczyzn. Autor bardzo idealizuje przeszłość oraz prawicowe spojrzenie. Wydaje się nie pamiętać, że ortodoksja, zamykanie się na świat prowadziła do wojen kulturowych.
W "Śmierci Zachodu" czytelnicy znajdą wiele argumentów pozwalających bronić im swoje prawicowe spojrzenie.
Buchman przedstawia nam wizję zanikania, umierania kultury zachodniej, która w jego odczuciu jest najlepszą z istniejących. Praca prezentuje prawicowe spojrzenie na świat, dlatego jego diagnoza zachodzących przemian jest wizją katastrofy, apokalipsy. Jego zdaniem jeśli nie przeciwdziałamy obecnym trendom wielokulturowym zostaniemy skazani na opanowanie naszej cywilizacji...
Buchanan przedstawia wiele przykładów zatrutych owoców kontrkultury, które obficie obrodziły w krajach Okcydentu, m.in. takie jak: poprawność polityczna, zakłamywanie historii czy upadek moralny społeczeństwa. W sprawach światopoglądowych w większości jestem po jego stronie, jednakże w kwestiach gospodarczych autor jest kompletnym ignorantem o czym świadczą wygłaszane przez niego protekcjonistyczne pomysły jak cła czy zamknięcie granic dla rwących się do pracy zagranicznych specjalistów. Jak to się ma do tak gloryfikowanego przez niego wolnego rynku? O naiwnej wierze w demokrację nie wspomnę. Książkę jednak warto przeczytać, choćby z uwagi na ciekawą historiografię i statystyki, poza tym porusza świeży i palący problem imigracji.
Buchanan przedstawia wiele przykładów zatrutych owoców kontrkultury, które obficie obrodziły w krajach Okcydentu, m.in. takie jak: poprawność polityczna, zakłamywanie historii czy upadek moralny społeczeństwa. W sprawach światopoglądowych w większości jestem po jego stronie, jednakże w kwestiach gospodarczych autor jest kompletnym ignorantem o czym świadczą wygłaszane przez...
Jestem już osobą nie pierwszej młodości.Mam ustabilizowane poglądy na życie,które na przestrzeni minionych lat ukształtowały się i przybrały obraz raczej tradycyjnych.Tradycyjnych czyli dzisiaj niemodnych.Jestem Polakiem,Europejczykiem o korzeniach chrześcijańskich i mam nadzieję,że tacy ludzie, podobni mi,będą w większości tworzyć moje przyszłe środowisko.Za sąsiadów,mam nadzieję,będę miał nadal małżeństwo składające się z kobiety i mężczyzny wychowujące swoje dzieci w duchu patriotyzmu i przywiązania do Polski.A sama Polska będzie suwerennym krajem,o silnej armii,silnej gospodarce,zapewniającym swoim obywatelom godną pracę za godne pieniądze.Tymczasem zmiany,jakie dokonują się od kilkudziesięciu lat na naszych oczach w wyniku wszechogarniającej rewolucji kulturalnej są zaprzeczeniem moich oczekiwań.O tym opowiada właśnie ta książka.O rozczarowaniu ludzi o tradycyjnych poglądach,kierunkiem jakim obrała sobie nasza cywilizacja.Jest również,ta książka,ostrzeżeniem.Ostrzeżeniem przed śmiercią naszej cywilizacji,powszechnie nazywanej cywilizacją Zachodu,jeśli kierunek ten zostanie zachowany.Starzejące się społeczeństwa,niczym nieograniczona imigracja z obszarów innych kultur, tolerancja bez granic i polityczna poprawność w stosunku do innych kultur i wzorców zachowań może spowodować,że obudzimy się z,jak to zwą,ręką w nocniku.O ile w Polsce skutki rewolucji kulturalnej nie są,na szczęście,jeszcze tak widoczne,to Europa Zachodnia to już międzynarodowy tygiel,gdzie poszczególne państwa,w coraz większym stopniu, tworzą narody nie mające wspólnych korzeni religijnych czy kulturowych,nie mające wspólnej historii,wspólnych bohaterów czy też wspólnego języka.Jeszcze trochę czasu i Europejczycy mogą się okazać gośćmi w swoim domu.Te i wiele innych problemów przyczyniających się do zaniku naszej cywilizacji omawia autor w swojej książce.Ponieważ jest on przede wszystkim Amerykaninem, zaobserwowane zjawiska omawia na przykładzie Stanów Zjednoczonych.Łatwo przenieść je jednak na grunt Europy Zachodniej,a w niektórych przypadkach nawet i Polski.Polecam i życzę wszystkim,którzy czytają tą opinię,żeby Wasze wnuki,dzieci i Wy sami zachowaliście tradycję,kulturę i wzorce zachowań Waszych dziadków i pradziadków.
Jestem już osobą nie pierwszej młodości.Mam ustabilizowane poglądy na życie,które na przestrzeni minionych lat ukształtowały się i przybrały obraz raczej tradycyjnych.Tradycyjnych czyli dzisiaj niemodnych.Jestem Polakiem,Europejczykiem o korzeniach chrześcijańskich i mam nadzieję,że tacy ludzie, podobni mi,będą w większości tworzyć moje przyszłe środowisko.Za sąsiadów,mam...
Kolejny tytul mowiacy "Obudzcie sie, nie dajcie soba manipulowac". Niestety chyba juz za pozno.. no chyba ze takie lektury beda wszystkim wkladane do glowy. Bardzo polecam!
Kolejny tytul mowiacy "Obudzcie sie, nie dajcie soba manipulowac". Niestety chyba juz za pozno.. no chyba ze takie lektury beda wszystkim wkladane do glowy. Bardzo polecam!
Nie przepadam za publicystyką polityczną, bo bardzo często jest nijaka, nudna, pełna stereotypów, szowinistycznych sloganów i pisana w stylu „moja prawda jest mojejsza a kto myśli inaczej ten komuch, lewak, faszysta, oszołom, rasista” etc. - niepotrzebne skreślić.
Buchanan uchodzi w oczach amerykańskiej lewicy za skrajnego prawicowca, wręcz wojującego radykała i rasistę i cóż tam jeszcze by owa lewica chciała mu przypisać. Nie powiem żebym podzielał wszystkie poglądy Buchanana, ale chciałbym, żeby nasi rodzimi prawicowcy potrafili pisać tak konkretnie, bez zacietrzewienia i obrzucania przeciwników błotem. Autor podaje liczne przykłady amerykańskiej wojującej poprawności politycznej posuniętej do granic absurdu, wywodzącej się w prostej linii ze środowisk lewicowych. Krytykuje te środowiska, że walcząc o tolerancję same są często skrajnie nietolerancyjne. Tu muszę przyznać autorowi rację, znamy to ze swego podwórka. Autor pokazuje, jak w Ameryce wystarczy krytykować mniejszości etniczne czy środowiska homoseksualne, by mieć od razu przypięte łatki faszysty, ksenofoba, rasisty, homofoba, antysemity etc. etc. I co najważniejsze owe inwektywy od razu są rzucane przy jakimkolwiek dyskursie, by ów dyskurs zniszczyć w zarodku. Nie ma argumentów, są inwektywy. Od razu pomyślałem o naszym podwórku i… zaraz, zaraz… A jak jest u nas? Ano często odwrotnie. Wystarczy choć odrobinę mieć czelność krytykować Kościół, „wodzów” prawicy, świętej pamięci Jana Pawła II, by mieć przypiętą łatkę UB-ka, lewaka, ateisty, komucha i tak dalej, i tak dalej. No, czasem niemal na wzór ustaw norymberskich poszukuje się antenatów, którzy przywdziewali wrogi mundur, zwłaszcza Wehrmachtu. Jak widać metoda amerykańskiej lewicy jest w pełni akceptowana przez polską prawicę… No, ale to taka dygresja.
O czym pisze Buchanan? Oto wieszczy kres cywilizacji Zachodu rozumianej jako kres cywilizacji białego człowieka. Dość zaskakujące jest, że taką samą miarą mierzy to, co od wieków jest zwane Zachodem, zwłaszcza na Zachodzie, jak i kraje postkomunistyczne Europy i samą Rosję. Kres cywilizacji zachodniej ma się jakoby objawiać w dwóch aspektach. Pierwszy, czysto biologiczny, to systematyczne zmniejszenie płodności „białej rasy” uniemożliwiającej naturalne odtwarzanie się pokoleń. Powoduje to coraz szybsze starzenie się społeczeństw Europy i USA. Na czynnik biologiczny nakłada się niebezpieczny społeczny czynnik kulturowy. Żeby podtrzymać poziom gospodarczy, społeczeństwa te zmuszone są do przyjmowania coraz większej liczby imigrantów. Ameryka zasadniczo sama jest imigracyjnym tyglem narodów, ale… diabeł tkwi w szczegółach. Onegdaj imigranci zazwyczaj dość dobrze wtapiali się w kulturę kraju, do którego przybywali. Wartości tam hołubione przyjmowali za swoje. Tymczasem obecnie mamy zalew imigrantów, w tym wielu nielegalnych, którzy nie chcą się integrować, nie chcą uznać nowego kraju osiedlenia za swoją ojczyznę, nie chcą wcale zrywać czy choćby poluzować kontaktów z krajem pochodzenia. Są oni wieloletnim, ale jednak sezonowym gościem, który traktuje kraj osiedlenia tylko i wyłącznie jako miejsce pracy. Gdyby tylko to, ale imigranci przeszczepiają na grunt kultury Zachodu wszelkie swoje zwyczaje i wyznawane wartości nie zważając na to, że mogą one stać w ostrej sprzeczności nie tylko z wyznawanymi wartościami ludzi Zachodu, ale i z ich systemem prawnym, co prowadzi do poważnych konfliktów społecznych. Buchanan pokazuje liczne przykłady, kiedy „biały człowiek” staje się mniejszością we własnym kraju i w ramach źle rozumianej (zdaniem autora tylko przez lewicę) poprawności politycznej mniejszością dyskryminowaną. Buchanan w swych wypowiedziach jest bardzo konkretny i bardzo przekonywujący. Przyznam się szczerze, że trudno mu nie przyznać racji.
Można jednak polemizować z analizą przyczyn bliższych czy dalszych owego stanu. Spójrzmy więc na czynnik pierwszy, czyli gwałtowny spadek urodzin. Buchanan, jak na prawicowca przystało, upatruje tu przyczyny zasadniczo w tym, że to kobiety nie chcą rodzić dzieci, bo są pod wpływem lewicowych idei, wojującego feminizmu, przedkładają karierę biurowa nad dom, dochodzi do tego upadek obyczajów (wszędzie tylko seks, ruja i porubstwo) i regres wiary. Owszem, w tym też można upatrywać przyczyn, ale czy głównych? Zaskakujące jest, że – poza jednym zdaniem pod koniec książki, gdzie autor wymienia też mężczyzn – całe odium „niechcenia dzieci” spada na kobiety. To one nie chcą rodzić. Zapomina, że do rodzenia co prawda potrzeba tylko kobiet, ale do spłodzenia dzieci trzeba też mężczyzn i warto by zastanowić się, czy przypadkiem nie jest też tak, że wiele kobiet bardzo chętnie będzie miało gromadkę dzieci w domu, ale to mężczyzna wcale nie chce mieć ich dużo. Nie problem mieć dużo dzieci, problem jest mieć dużo zdrowych, wykształconych, nie zasilających rzesz bezrobotnych w niedalekiej przyszłości potomków. Tego aspektu Buchanan „bezpiecznie” nie podejmuje. Co mnie zawsze ciekawi przy takich dyskusjach, jakoś nie widzę, żeby ci, którzy krzyczą „Więcej dzieci!” sami dawali przykład własnym postępowaniem i nie mam tu na myśli wcale celibatariuszy. Buchanan nie podejmuje też tematu problemów z płodnością w wielu wysoko rozwiniętych krajach. Być może te problemy wielu par to nie jakaś wydumana idiotyczna kara boska z jednej strony a wygoda i hedonizm z drugiej, ale właśnie problem cywilizacyjny niezdrowego i przechemizowanego życia? Jeśli „biała rasa” jest w odwrocie, może jednak warto by pójść na czasowy, taktyczny kompromis z „szatanem” in vitro? Historia, również chrześcijaństwa i Kościoła, zna setki takich przypadków, kiedy dla wyższych celów przymykano oczy na mniejsze grzechy. Dlaczego tu nie? Bo paru współczesnych teologów uznało, że zygota to już dziecko obdarzone duszą? A jeszcze nie tak dawno twierdzono, że dusza wstępuje w rozwijający się zarodek dopiero po kilkudziesięciu dniach od zapłodnienia i to w różnym terminie w zależności od płci dziecka. A może by tak znieść celibat księży, zakonników i zakonnic? Jeśli mamy ratować „biała rasę’ i cywilizację Zachodu? Przecież celibat to tradycja nabyta.
Buchanan również nie podejmuje tematu, dlaczego wśród imigrantów jest tak niewielka ilość osób, które mogły by się zintegrować. Nie podejmuje tematu, że owi imigranci zazwyczaj podejmują się najcięższych i najmniej płatnych prac. Dlaczego nie ma chętnych do tych prac wśród ludzi Zachodu? Czy tylko chodzi o prestiż, czy może raczej o to, że te prace nie dają ekonomicznego bezpieczeństwa potrzebnego do spokojnego założenia rodziny, zwłaszcza licznej. Dlaczego tureccy czy arabscy imigranci lgną do Europy lub USA a nie lgną do niemniej bogatego Kuwejtu, Bahrajnu, Kataru czy Arabii Saudyjskiej, które to kraje są im zdecydowanie bliższe kulturowo?
Szukając przyczyn schyłku kultury Zachodu Buchanan nie dostrzega też faktu, że jakkolwiek by patrzeć na różne prądy społeczne drugiej połowy XX wieku i obecne, nie byłoby ich prawdopodobnie lub miały by zupełnie odmienny kształt, gdyby nie to, że w XX wieku to przede wszystkim cywilizacja Zachodu rozpętała dwie największe hekatomby w dziejach ludzkości. To z powodu tych i paru mniejszych wojen poległo tak wielu młodych, produktywnych mężczyzn. Gdyby nie wojny, wiele młodych amerykanek nie musiałoby zastępować mężczyzn w fabrykach, biurach, sklepach… Gdyby nie wojny, być może Buchanan nie musiałby teraz psioczyć na wyzwolony, wojujący feminizm.
Podsumowując – książka warto przeczytania, niezależnie od wyznawanych przez siebie poglądów społeczno-politycznych. Wiele kwestii wartych przemyślenia i ustosunkowania się, zwłaszcza, że coraz bardziej Ameryka wpycha się i do naszego kraju i nie chodzi tu li tylko o kilka F-16.
Co do samego opracowania – na pochwałę zasługują liczne, ułatwiające lekturę przypisy. Wielki plus dla redakcji. Wielki minus dla ślepej korekty, która przepuściła zatrważająca ilość literówek.
Nie przepadam za publicystyką polityczną, bo bardzo często jest nijaka, nudna, pełna stereotypów, szowinistycznych sloganów i pisana w stylu „moja prawda jest mojejsza a kto myśli inaczej ten komuch, lewak, faszysta, oszołom, rasista” etc. - niepotrzebne skreślić.
Buchanan uchodzi w oczach amerykańskiej lewicy za skrajnego prawicowca, wręcz wojującego radykała i rasistę i...
Ważna książka o tym dlaczego w krajach zachodnich nastąpił kryzys demograficzny. Nie z powodu warunków materialnych, bezrobocia czy niskich pensji jak próbuje się nam tłumaczyć, ale z powodu upadku kultury chrześcijańskiej i działalności lewicowej kontrkultury. We wszystkich mediach promowany jest hedonistyczny styl życia, to co kiedyś było cenionymi wartościami jak np. patriotyzm teraz jest demonizowane, z patriotów robi się rasistów, antysemitów albo homofobów, a to co kiedyś było nie do pomyślenia- jak np. aborcja, eutanazja, małżeństwa seksualne- teraz jest na topie i powszechnie akceptowane. Autor przedstawia też propozycje, które mają odwrócić ten niekorzystny trend, jednak moim zdaniem będzie to bardzo trudne do wprowadzenia w lewicowo zdominowanej Europie i Stanach Zjednoczonych. Nasuwa się tutaj analogia do starożytnego Rzymu, najazdów Barbarzyńców i jego upadku. Życie nie znosi próżni i zanikające chrześcijaństwo zastąpi prawdopodobnie szybko rozwijający się islam, od nas zależy kiedy to się stanie. Oby jak najpóźniej.
Ważna książka o tym dlaczego w krajach zachodnich nastąpił kryzys demograficzny. Nie z powodu warunków materialnych, bezrobocia czy niskich pensji jak próbuje się nam tłumaczyć, ale z powodu upadku kultury chrześcijańskiej i działalności lewicowej kontrkultury. We wszystkich mediach promowany jest hedonistyczny styl życia, to co kiedyś było cenionymi wartościami jak np....
No cóż, szkoda, że w Unii nie ma takiego znakomitego i kontrowersyjnego publicysty, a może JUŻ nie może takiego być?
No cóż, szkoda, że w Unii nie ma takiego znakomitego i kontrowersyjnego publicysty, a może JUŻ nie może takiego być?
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka dobra, napisana już sporo lat temu, ale dobra. Perspektywa czasu, który upłynął od jej wydania do dziś pozwala nam lepiej ocenić gdzie zmierzamy, jak realne są niebezpieczeństwa w niej opisane, jęsli lubisz świadomie funkcjonować, lubisz wiedzieć ... polecam ... ku rozwadze
Książka dobra, napisana już sporo lat temu, ale dobra. Perspektywa czasu, który upłynął od jej wydania do dziś pozwala nam lepiej ocenić gdzie zmierzamy, jak realne są niebezpieczeństwa w niej opisane, jęsli lubisz świadomie funkcjonować, lubisz wiedzieć ... polecam ... ku rozwadze
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toChoć książka ta powstała 20 lat temu, to jej treść jest dzisiaj bardzo aktualna. Patrick J. Buchanan ukazuje tutaj przyczyny stopniowego upadku krajów należących do tzw. cywilizacji zachodniej. Odcięły się one od swoich korzeni i zaczęły gnać w stronę przepaści. Ich rodzima populacja powoli jest zastępowana imigrantami często pochodzącymi z odmiennych kręgów kulturowych. W imię postępu i politycznej poprawności zaczęły walczyć z prawdą oraz odmiennymi opiniami, a także wyrzekać się własnej tożsamości.
Choć autor w dużej mierze skupia się na Stanach Zjednoczonych (co mi momentami mocno przeskadzało), to zjawiska te występują mocno również na terenie mocno kosmopolitycznej Europy Zachodniej, która od kilkunastu lat przekształca się w mulitkulturowy konglomerat, zapomina o swoich korzeniach i tworzy obraz człowieka wstydzącego się własnego pochodzenia. Dzisiaj też można zauważyć fakt, że dąży się obecnie do zunifikowania świata i przekazu, w którym nie ma miejsca na debatę i wyrażanie własnych opinii. Na skutek poprawności politycznej wiele tematów przestało być poruszanych, zaś ci którzy mają inne zdanie są piętnowani, wyszydzani i zabrania im się udziału w dyskursie publicznym.
Reasumując. "Śmierć zachodu" jest dobra i skłaniająca do przemyśleń książka nad tym, dlaczego przez działania polityków i różnego rodzaju organizacji świat stoi obecnie na skraju przepaści tym samym skazując siebie na samozagładę. Warto przeczytać.
Choć książka ta powstała 20 lat temu, to jej treść jest dzisiaj bardzo aktualna. Patrick J. Buchanan ukazuje tutaj przyczyny stopniowego upadku krajów należących do tzw. cywilizacji zachodniej. Odcięły się one od swoich korzeni i zaczęły gnać w stronę przepaści. Ich rodzima populacja powoli jest zastępowana imigrantami często pochodzącymi z odmiennych kręgów kulturowych. W...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toFenomenalna książka. Autor 20 lat temu zdołał wypunktować najważniejsze przyczyny faktu, iż nasza cywilizacja upada. Co prawda zdecydowana większość książki poświęcona jest Ameryce, lecz takie czynniki jak masowa imigracja czy wymierające rodzime populacje czy masowe odchodzenie od religii można przypisać także Europie. Co zadziwiające, politycy "mainstreamu" wydają się w ogóle nie zainteresowani faktem coraz mniejszego znaczenia ich państw w skali świata, skupiając się jedynie kurczowo na utrzymaniu władzy poprzez utrzymanie jak największego dobrobytu i komfortu życia w ich krajach. Niestety, nadchodzi kryzys, a ta bańka w końcu kiedyś pęknie. Świat w którym będą żyć nasze dzieci, wnuki i prawnuki będzie zupełnie inny od tego, w jakim żyjemy my.
W Polsce co prawda nie mamy dużej populacji pochodzenia imigranckiego, lecz Polek i Polaków jest coraz mniej. Sprawa wygląda jeszcze gorzej gdy spojrzymy na fakt, że młodzi często wyjeżdżają z kraju. Podczas gdy rodzime populacje państw takich jak Francja, Niemcy czy Anglia są zastępowane przez imigrantów, przez co ich populacja wzrasta lub jest stabilna, Polska po prostu starzeje się i umiera. Mimo iż może się niektórym wydawać, że Polska jest "zieloną wyspą" na tle "zgniłego" zachodu przesiąkniętego już kulturowym marksizmem opisywanym przez autora, to według prognoz nie czeka nas wcale lepsza przyszłość. Chyba, że Polacy masowo zaczną powracać zza granicy a Polski zaczną rodzić średnio po 4 dzieci. A do tego potrzeba już cudu.
Jeśli chodzi o Amerykę, to w książce (wydanej w 2002) przewidziano, że do 2020 biała populacja USA będzie wynosiła 61%. Według spisu powszechnego w 2020 liczby te potwierdzają się. W internecie można znaleźć wypowiedź obecnego prezydenta, Joe Bidena (wówczas wiceprezydenta) który mówi dumnie o tym, że biali do 2050 będą mniejszością, i że jest to źródło ich siły. Wyobrażacie sobie wodza Indian, który z dumą obwieszcza swoim współplemieńcom, że w ciągu kilkudziesięciu lat zostaną mniejszością na własnej ziemi? Rdzenni Amerykanie stanowią dziś 1.6% populacji Ameryki. Dlaczego wmawia się dziś białym Amerykanom, że to, że zostaną zastąpieni we własnym kraju to dobra rzecz? I co gorsza, dlaczego oni w to wierzą?
Oczywiście wypada też wspomnieć o kulturze przepełnionej seksem, wulgarnością i niszczeniem wszelkich ustalonych przez wieki norm społecznych, co prowadzi do coraz więcej degeneracji w krajach zachodu. Wystarczy spojrzeć na najpopularniejsze obecnie teledyski muzyczne w USA czy to nawet w Polsce, bądź na tzw. "sztukę nowoczesną".
Podsumowując: książka zdecydowanie nie napawa optymizmem co do przyszłości zarówno Polski, Europy jak i całego świata, lecz jest pozycją zdecydowanie wartą przeczytania, chociażby ze względu na to, że wiele przewidywań autora sprawdziło się.
Fenomenalna książka. Autor 20 lat temu zdołał wypunktować najważniejsze przyczyny faktu, iż nasza cywilizacja upada. Co prawda zdecydowana większość książki poświęcona jest Ameryce, lecz takie czynniki jak masowa imigracja czy wymierające rodzime populacje czy masowe odchodzenie od religii można przypisać także Europie. Co zadziwiające, politycy "mainstreamu" wydają...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOd czasu wydania książki minęły dwie dekady - i nie dość, że ostrzeżenia Autora Zachód puszcza mimo uszu, to w dodatku kurs na samobójstwo uległ przyspieszeniu. Niszczenie cywilizacji Białego Człowieka się nasila, głównie z winy tychże Białych Ludzi, ustępujących krok po kroku neomarksistom czy rasistowskim terrorystom spod znaku BLM. Buchanan apelował: powiedzcie stop! I nikt nie ma siły ust otworzyć...
Od czasu wydania książki minęły dwie dekady - i nie dość, że ostrzeżenia Autora Zachód puszcza mimo uszu, to w dodatku kurs na samobójstwo uległ przyspieszeniu. Niszczenie cywilizacji Białego Człowieka się nasila, głównie z winy tychże Białych Ludzi, ustępujących krok po kroku neomarksistom czy rasistowskim terrorystom spod znaku BLM. Buchanan apelował: powiedzcie stop! I...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPo przeczytaniu tej książki którą każdy powinien jaśniejsze staje się to ze nasz świat wygląda jak wygląda ...niestety lewactwo od lat realizuje swój projekt po hasłem róbta co chceta i kultem pieniądza z małym poziomem wartości moralnych przy małej wręcz biernej postawie ludzi normalnie myślących...finałem będzie jedzenie syntetycznej wołowiny o czym mówi psychopata 21-wieku ...niestety....
Po przeczytaniu tej książki którą każdy powinien jaśniejsze staje się to ze nasz świat wygląda jak wygląda ...niestety lewactwo od lat realizuje swój projekt po hasłem róbta co chceta i kultem pieniądza z małym poziomem wartości moralnych przy małej wręcz biernej postawie ludzi normalnie myślących...finałem będzie jedzenie syntetycznej wołowiny o czym mówi psychopata...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSmutek białego dziadersa, który opisuje - w sposób całkiem nieodkrywczy - otaczającą go rzeczywistość. Zaczyna od garści faktów: spadek populacji w krajach Zachodu, spadek dzietności i coraz mniejszy zapał do zawierania małżeństw, starzenie się społeczeństwa, w którym coraz większy ciężar utrzymania seniorów spada na coraz mniej liczne barki najmłodszych. W kontrze do tych zjawisk postępuje systematyczny wzrost liczby ludności (w tym młodych ludzi) w krajach Azji, Afryki i Ameryki Pd. Nic nowego, bo dane te można znaleźć w rocznikach Eurostatu, ONZ czy choćby GUS (dla Polski), więc poznawczo książka wnosi chyba tylko tyle, że zamiast tabelek mamy tekst.
Natomiast interpretacyjnie - książka stanowi kuriozum z pierwszego tłoczenia! Diagnoza stanu rzeczy wskazuje na bardzo konkretne obszary przewin - głównie kobiet (a jakże!), które łykają tabletki antykoncepcyjne, kształcą się i uciekają z domu do pracy. Obrywa się też ludziom zamożnym (leniwym - nie chcą mieć dzieci, bo to dyskomfort, gejom i imigrantom - tu nie do końca rozumiem, jaką wine ponoszą w kwestii spadku dzietności białych Amerykanów). Autor nie zadaje sobie jakoś pytania, co sprawia, że kobieta woli robić w urzędzie lub fabryce niż w domu. Nie wskazuje też żadnej konkretnej recepty poza sentymentalnym wspomnieniem czasów, kiedy mężczyzna mógł zarabiać tyle, żeby utrzymać rodzinę i móc trzymać żonę w kuchni i sypialni. Trudno wyczytać, czy Buchanan chciałby wrócić do tych złotych czasów i wprowadzić dodatki rodzinne dla facetów - na pewno nie rozważa, że to kobieta mogłaby utrzymywać całą rodzinę, którą za friko oprałby i nakarmił mężczyzna.
Zmiany w moralności zapewne po części są wywołane rewolucją obyczajową i seksualną. Kolejną przyczyną są zmiany gospodarcze. Gospodarka rolnicza dawała liczną, rozgałęzioną rodzinę, gospodarka przemysłowa – rodzinę elementarną, a gospodarka postindustrialna powoduje, że mąż i żona pracują w biurach pozostawiając dzieci bez opieki albo nie posiadając ich w ogóle. Jednocześnie rozwijający się globalizm powoduje przenoszenie produkcji do krajów Trzeciego Świata, powodując spadek realnych płac na Zachodzie, co z kolei wymusza pracę obydwojga rodziców. Niestety nawet bogacenie nic nie zmieni, ponieważ bogaci mają również mniej dzieci, stawiając na wygodę. Nadal nic odkrywczego...
Podsumowując - jeśli ktoś nie jest świadomy zachodzących zmian społecznych i demograficznych, to sobie może przeczytać. Ale nie wiem, czy biadolenie nad stanem demografii bez poszukiwania remedium nie jest totalną stratą czasu. Świadoma swojej wiedzy i prawa wyboru kobieta, może tylko wzruszyć ramionami nad żałosnym, białym panem świata, któremu panowanie wymyka się z rąk. Pewny swojej wartości facet - zapewne nie traci czasu na lamenty, tylko pomyślałby raczej nad tym, jak zorganizować swoje życie, żeby założyć rodzinę wspierając (przyszłą) żonę w godzeniu ról, a nie zmuszając ją do wyboru dziecko albo rozwój. Przyznam, że nie rozumiem, w jakim celu powstała ta książka poza ulżeniem własnej frustracji autora. Nie jestem nawet przekonana, czy jestem w stanie współodczuwać - fakt, że świat może stać się światem kolorowych a nie białych, będzie po prostu zmianą. Ale czy dramatyczną?
Smutek białego dziadersa, który opisuje - w sposób całkiem nieodkrywczy - otaczającą go rzeczywistość. Zaczyna od garści faktów: spadek populacji w krajach Zachodu, spadek dzietności i coraz mniejszy zapał do zawierania małżeństw, starzenie się społeczeństwa, w którym coraz większy ciężar utrzymania seniorów spada na coraz mniej liczne barki najmłodszych. W kontrze do tych...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDla mnie "Śmierć Zachodu" Buchanana była książką wartą przeczytania, natomiast niekoniecznie uznałbym ją za godną polecenia. Brakuje mi tutaj jakiejś pisarskiej jakości. Rozumiem, że celem tej prozy nie jest techniczna wirtuozeria, jednak styl mógłby trochę wspomóc pożądany efekt - wywołanie ukierunkowanej refleksji u czytelnika.
Z wieloma poglądami autora się zgadzam, z innymi mniej. Przekaz jest światopoglądowo jednostronny i Buchanan tego nie ukrywa, jest to dla mnie bardzo uczciwe. Fascynuje zderzenie wizji niszczejącego świata Zachodu, którą autor nakreślił blisko 20 lat temu z teraźniejszością. Wiele kwestii sprawdziło się, wiele dzieje się na naszych oczach, wiele niebawem się ziści. Czy Buchanan trafnie określa winowajców? Tego nie wiem. Po przeczytaniu tej książki będę miał powód by móc czasem o tym pomyśleć.
Dla mnie "Śmierć Zachodu" Buchanana była książką wartą przeczytania, natomiast niekoniecznie uznałbym ją za godną polecenia. Brakuje mi tutaj jakiejś pisarskiej jakości. Rozumiem, że celem tej prozy nie jest techniczna wirtuozeria, jednak styl mógłby trochę wspomóc pożądany efekt - wywołanie ukierunkowanej refleksji u czytelnika.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZ wieloma poglądami autora się zgadzam, z...
Świetna książka, która pokazuje upadek cywilizacji, upadek USA i mimo że napisana 18 lat temu pokazała trendy upadku i autor przewidział to co się teraz dzieje. Napisana prostym czytelnym językiem. Wyjaśnia też co spowodowało ten upadek. Polecam!
Świetna książka, która pokazuje upadek cywilizacji, upadek USA i mimo że napisana 18 lat temu pokazała trendy upadku i autor przewidział to co się teraz dzieje. Napisana prostym czytelnym językiem. Wyjaśnia też co spowodowało ten upadek. Polecam!
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPomyśleliśmy sobie, że po beczce miodu jaką sprzedał nam ostatnio pan Jeremy Rifkin zafundujemy sobie dla odmiany i równowagi odrobinę dziegciu. I w tym kontekście nie zostaliśmy zaskoczeni gdyż książka niniejsza jest dokładnie tym czym zdaje się sugerować tytuł - dość neurotyczną, kontestatorską diatrybą wygłoszoną przeciw współczesności i coraz bardziej dominującym w niej (przynajmniej na Zachodzie) prądom światopoglądowym i obyczajowym. Nie pozostawiającą raczej specjalnej przestrzeni na kompromis z innymi punktami widzenia.
Niemniej
Ostatecznie może i są to beznadziejne jęki starego bigota, jednak trudno odmówić im pewnej racji. Tyle bowiem, jako cywilizacja włożyliśmy wysiłku aby z relacji międzyludzkich uczynić ostateczny sprawdzian naszego człowieczeństwa. W szczególności czyniąc synonimem dobroci, fundamentem moralności i najwyższym dowodem empatii otwartość na Innego. Obcego. Przybywającego spoza układu znanych nam konwenansów i bliskich osób.
Nadając mu (temu Innemu) twarze uchodźców i coraz dziwniejszych outsiderów seksualnych.
Macierzyństwo i tacierzyństwo czyniąc jednocześnie tylko jedną z wielu równoważnych strategii życiowych. W ramach których dla współczesnej moralności interesująca jest głównie uświęcona wolność wyboru.
Słowem: krótka instrukcja jak być dobrym w erze internetu bez konieczności wycierania komuś tyłka i rezygnacji z własnych codziennych przyjemności.
***
Co nam się u Buchanana podoba to pewien sceptycyzm w stosunku do wielkiego korpo biznesu oraz zdecydowana niechęć do edukowania innych kultur za pomocą bagnetów.
I najważniejsze. Możecie czuć uzasadniona antypatię do opinii Autora, jemu podobnych i instytucji światopoglądowych na których straży stoją. Możecie zżymać się na ich hipokryzje i podwójne standardy. Ale na Boga pamiętajcie, że kiedy już gwelfowie, co tak wielu dziś z radością wieszczy, ostatecznie upadną zostaniemy sam na sam wyłącznie z gibelinami.
Pomyśleliśmy sobie, że po beczce miodu jaką sprzedał nam ostatnio pan Jeremy Rifkin zafundujemy sobie dla odmiany i równowagi odrobinę dziegciu. I w tym kontekście nie zostaliśmy zaskoczeni gdyż książka niniejsza jest dokładnie tym czym zdaje się sugerować tytuł - dość neurotyczną, kontestatorską diatrybą wygłoszoną przeciw współczesności i coraz bardziej dominującym w niej...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka trudna. Z perspektywy amerykańskiej (czasy końcówki Busha) pokazuje skalę penetracji kultury, sfery publicznej i wymiaru sprawiedliwości, przez ideologię neomarksistowską i jej bezpośrednie opłakane skutki.
Lektura obowiązkowa.
Książka trudna. Z perspektywy amerykańskiej (czasy końcówki Busha) pokazuje skalę penetracji kultury, sfery publicznej i wymiaru sprawiedliwości, przez ideologię neomarksistowską i jej bezpośrednie opłakane skutki.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toLektura obowiązkowa.
Zupełnie się nie zgadzam z tym histerycznym tonem zeszłej dekady, który zainfekował wtedy umysły wielu prawicujących libertarian (w tym mój), ale zostawiam recenzję na pamiątkę mojej głupoty.
-------
„Gdy ideologia trzyma w uścisku całe społeczeństwo, jedynie siła wyższa albo wyższa ideologia może ją skutecznie wyegzorcyzmować".
Bardzo dziękuję wydawnictwu Wektory, które przysłało mi książki „Śmierć Zachodu" Patricka Buchanana, bo okazało się, że mimo upłynięcia 14 lat od jej pierwszego polskiego wydania i 18 od amerykańskiego, jest to książka jak najbardziej aktualna. Co więcej – fakt, że ta pozycja ma kilkanaście lat, stanowi jej atut, bo pozwoliła mi spojrzeć na zjawiska, które uważałem za charakterystyczne dla czasów najświeższych, jak na coś, co występowało już dekadę czy nawet dwie temu.
Na stronach tej solidnie uźródłowanej, pełnej przypisów książki, znajdziemy statystyki pokazujące klarownie, że zbliża się katastrofa demograficzna w państwach zachodnich, której towarzyszy wzmożona migracja mało wykwalifikowanych, niechcących się asymilować ludzi z obcych cywilizacji. Oznacza to rzecz jasna powolne samobójstwo, bo skoro nie chcą się przystosować, to oczywiste jest, że gardzą naszą cywilizacją i interesują ich tylko nasze bogactwa. A że sami mają wiele dzieci, to wkrótce obce systemy moralne i prawne wypchną demoliberalne idee na śmietnik historii (mowa oczywiście o liberalizmie w znaczeniu współczesnym-amerykańskim). To wszystko większość moich czytelników raczej wie, ale czy wiedzieliście, że poza tym wewnętrznym wrogiem czyha też zewnętrzny, nieustannie się rozmnażający? My w Polsce akurat jesteśmy w dość komfortowej sytuacji, ale zdziczałe kraje mają pretensje materialne i terytorialne do innych państw zachodnich oraz Rosji, która bardzo zdolnie połączyła bycie zdziczałą turańszczyzną, z samobójczym pseudoliberalizmem, dziesiątkującym jej populację. Pomińmy oczywiste roszczenia państw postkolonialnych, ale czy zastanawialiście się kiedyś nad tym, że Chiny straciły kiedyś wiele ziem na rzecz Rosji i że ich mocarstwowa pozycja w końcu pozwoli im je odzyskać? Albo, że USA zajęło spore połacie Meksyku i że Meksykanie wciąż chcą je z powrotem? Swoją drogą nie miałem pojęcia o skali nielegalnej imigracji w Stanach i nie sądziłem, że stanowi to aż tak duży problem. Narzekanie na imigrantów zabierających pracę porządnym Amerykanom to był w mojej głowie prześmiewczy mem i raczej traktowałem to, jak głupie gadanie tamtejszej niedouczonej ekonomicznie prawicy; tym bardziej głupie, że sami są potomkami imigrantów. Teraz nie dziwię się, że Trump tyle gadał o murze na granicy i wygrał wybory, skoro miliony Meksykanów rocznie wpycha się do południowo-zachodnich stanów i zupełnie się nie asymiluje, żyjąc w hiszpańskojęzycznych gettach, oglądając hiszpańskojęzyczną telewizję i pracując w firmach z samymi Latynosami (o ile akurat faktycznie pracują, a nie popełniają przestępstwa, w czym są statycznie dość nieźli).
Jakby tego wyniszczania biologicznego było mało, to jest też ideologiczne. Buchanan sprawnie streszcza koncepcję marszu przez kulturę i teorii krytycznej, tematów odkrytych ostatnio w Polsce dzięki wykładom Jordana Petersona na Youtubie i jego ponurej parodii Krzysztofa Karonia. Praktycznie cała zachodnia popkultura od kilkudziesięciu lat sieje nienawiść do naszej cywilizacji i promuje dekadencki styl życia. To też pewnie wiecie, ale już niekoniecznie wiecie, do jakich absurdalnych postaci to dochodziło i dochodzi w USA! Powiedzmy sobie szczerze. Sam mam trochę uprzedzeń do polskiego patriotyzmu, ze względu na jego mesjanistyczną, dolorystyczną i mało rozgarniętą, a przez to mało skuteczną specyfikę. Nieliczni żyjący patrioci często pielęgnują jakieś historyczne i filozoficzne bzdury, a nasi mężowie stanu mają akurat takie ciemne strony, których przeboleć nie mogę np. socjalizm Piłsudskiego. Jednocześnie mam sympatię do klasycznego liberalizmu i do wolnościowego projektu, jakim były Stany Zjednoczone do niedawna, stąd nie przyszło mi nigdy do głowy, że amerykańska lewica może nienawidzić takich postaci jak Thomas Jefferson, czy Jerzy Waszyngton! A nawet jeśli już ktoś nie potrafi ich lubić, bo popełnia typowy dla laików historycznych błąd prezentyzmu (oceniania przeszłości przez pryzmat teraźniejszości) i płacze, że np. mieli niewolników, to jednak powinien ich szanować jako twórców najbardziej wolnego państwa na ziemi, w którym ich ukochane mniejszości mogły się emancypować, a oni mogą głosić swoje głupie idee. Coś im zawdzięczają, ale nie rozumieją tego i chcą burzenia ich pomników, zmieniania nazw ulic, a nawet przemilczania na lekcjach historii! Nie przyszłoby mi nigdy do głowy burzyć pomnika napadającego na pociągi bandyty spod Bezdan, bo nawet jak miał poważne wady, to był postacią wielką, inspirującą i zrobił też dobre rzeczy. I właśnie dlatego byłem w szoku. Słyszałem kilka lat temu o akcji zdejmowania flag konfederacji z masztów przed urzędami/szkołami w południowych stanach, nad czym bardzo ubolewałem, ale zrzucałem to na karb polowania na czarownicę zwaną antysemityzmem. Teraz widzę, że byłem w błędzie, bo walka z rasizmem to tylko wymówka. Nie chodzi też o żadne „trzeźwe spojrzenie" na historię jak u nas. Chodzi o zorganizowaną, systemową walkę z ideą patriotyzmu jako taką. Walkę z życiem historycznym przesiąkniętym zachodnimi wartościami, które chce się zastąpić nie tyle nowymi, lepszymi wartościami, ile po prostu antywartościami.
Poza tymi ponurymi diagnozami jest też propozycja leczenia, jednakże jak zauważył Hans Herman Hoppe, Buchanan nie dostrzega niestety, że problemem nie jest nie tyle kryzys demokracji, ile demokracja sama w sobie. Poza tym jednym szkopułem reszta podsumowania Buchanana jest słuszna. Trzeba decentralizować, co się da, ale przede wszystkim szkolnictwo, by móc chronić nasze dzieci przed degeneratami, głupcami i oszustami. Trzeba tworzyć wartościową kulturę i ją wspierać, trzeba bojkotować firmy wspierające degenerację. Trzeba odciąć państwowe finansowanie dla instytucji bawiących się w politykowanie i trzeba zdobywać się na akty obywatelskiego nieposłuszeństwa, dopóki Lewiatan chce nas niszczyć za pomocą naszych własnych zasobów. Książkę zdecydowanie polecam, świetnie się czyta, jest ładnie ułożona i ma krótkie rozdziały.
Zupełnie się nie zgadzam z tym histerycznym tonem zeszłej dekady, który zainfekował wtedy umysły wielu prawicujących libertarian (w tym mój), ale zostawiam recenzję na pamiątkę mojej głupoty.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to-------
„Gdy ideologia trzyma w uścisku całe społeczeństwo, jedynie siła wyższa albo wyższa ideologia może ją skutecznie wyegzorcyzmować".
Bardzo dziękuję wydawnictwu Wektory, które...
Krajobraz stagnacji
W literackim światku co pewien czas wychodzą książki podejmujące tematykę kryzysu, czy wręcz upadku cywilizacji zachodniej. Wiele z nich opiera się na różnorodnych przesłankach; począwszy od mitycznych proroctw, historiozoficzną koncepcję dziejów na czynnikach ekonomicznych kończąc. Książka „Śmierć zachodu” wymyka się tym schematom, ponieważ jest to rozprawa podejmującą problematykę cywilizacyjną na co najmniej kilku płaszczyznach – kulturowej, politycznej i społecznej.
Umierająca demografia
Buchanan w swojej książce poświęca ogrom czasu zagadnieniom demograficznym. Traktuje je jako swoisty klucz, w którym należy dopatrywać się niepokojących oznak niezwykle szybkiego tempa wymierania narodów europejskich. Autor na poparcie swoich tez przytacza statystyki, które wyraźnie pokazują, iż przyrost autochtonicznej ludności Europy praktycznie zatrzymał się. Jednocześnie kraje północnej Afryki i Bliskiego Wschodu cechują się wyraźnym postępem demograficznym, przejawiającym się w wysokim przyroście naturalnym i szybkim wzroście liczby ludności. Co więcej, książka została wydana ponad dziesięć lat temu, a negatywne procesy demograficzne w Europie przez minione lata stale się pogłębiają. Nieznaczne wzrosty liczby urodzeń są jedynie udziałem nie autochtonów, a ludności napływowej, obcej etnicznie i kulturowo, co w dalszej konsekwencji może mieć daleko posunięte skutki na każdej płaszczyźnie życia społecznego.
Źródła rozkładu
Buchanan nie poprzestaje jednak w swych rozważaniach nad kwestiami demograficznymi. Niezwykle istotną treść książki stanowi także dobry opis genezy myśli szkoły frankfurckiej i jej bezpośredniego produktu, którego utarło się nazywać „marksizmem kulturowym”. Autor ze smutkiem stwierdza, iż niestety istną kolebką tychże rozkładowych prądów były uczelnie amerykańskie i niektórzy uczeni, np. socjolog marksistowski Herbert Marcuse. W rozdziale poświęconym tym zagadnieniom jest przedstawiona pewnego rodzaju retrospekcja poglądów i zespołu działań, które podjęli przedstawiciele tego nurtu. Były to pewnego rodzaju odwrócenie wszelkich wartości wyższych i zastąpienie ich czymś zupełnie innym. Sytuacja ta może przypominać poniekąd postulaty Friedricha Nietzschego w książce „Wola Mocy”, w której autor wypowiadał wojnę uniwersalnej moralności zwanej niewolniczą i postulował zastąpienie jej czymś zupełnie innym, czymś bliżej nieokreślonym. Z czasem destrukcyjne działania przedstawicieli szkoły frankfurckiej zaczęły oddziaływać na coraz większą ilość społeczeństwa. Przejawiało się to w stopniowym wprowadzaniu poprawności politycznej, postulowaniu coraz dalej posuniętych zmian w sferze obyczajowej i światopoglądowej, radykalnej laicyzacji. Symptomatycznym przykładem tych zmian jest przytoczony przez Buchanana w książce fragment manifestu humanistycznego, nakreślającego wyraźne rama ideologiczne, w którym mieści się afirmacja kosmopolityzmu, libertynizmu obyczajowego.
Autor przytacza także przykłady próby obrony społeczeństwa amerykańskiego przed rewolucyjnymi zmianami, np. w prawie legalizacji związków jednopłciowych. Próby te, jednakże były niejednokrotnie pacyfikowane przez instytucje prawne, działających wedle określonych schematów wyrobionej poprawności politycznej.
Lekceważenie znaczenia kultury
Buchanan, jako przedstawiciel konserwatyzmu amerykańskiego zauważa kompletną dominację Nowej Lewicy w kulturze. W tym miejscu niezwykle krytycznie odnosi się do głównego nurtu zachowawczego – Republikanów, iż przez dekady lekceważyli jej znaczenie, gdyż zasadniczy punkt ciężkości ich postulatów był skupiony na kwestiach ekonomicznych. Konsekwencją tego było narzucenie przez rewolucjonistów kulturowych określonej narracji i ram, wedle których może toczyć się określona dyskusja. Smutną konstatacją autora jest stwierdzenie, iż nawet w czasie rządów tzw. konserwatystów proces rewolucji kulturowej nie został w jakikolwiek sposób zatrzymany.
Punkty oporu
Oprócz wskazania najbardziej istotnych problemów cywilizacyjnych autor usiłuje nakreślić pewne kierunki, mające na celu zmienić dzisiejszą, niekorzystną sytuację. Buchanan pokłada nadzieję w tej tkance amerykańskiego społeczeństwa, która nie jest jeszcze w dużym stopniu zdominowana przez panujące obecnie trendy. Twierdzi, iż oddolne działania, mające na celu stworzenie alternatywnej kultury wobec obecnie panującego dyktatu są warte rozważenia. Autor przywiązuje także niezwykle ważną rolę do przeciwstawienia się niszczeniu i ośmieszaniu tradycji w opinii publicznej, niezwykle ważną rolę przywiązuje także w odbudowie i przywróceniu należnego miejsca instytucji rodziny.
Jaka przyszłość?
Należy pamiętać, iż książka pisana jest z dosyć mocno amerykańsko-centrycznego punktu widzenia. W pewnych miejscach czytelnika może razić nadmierna apoteoza amerykańskiej tradycji i historii narodowej. Z pewnością za absurdalne można przyjąć stwierdzenia autora o wyjątkowości i niemalże najbogatszym dziedzictwie historycznym Stanów Zjednoczonych. Buchanan w tym miejscu zapomina o narodach europejskich, posiadających znaczną bogatszej tradycji historycznej sięgającej w niektórych przypadkach około dwóch tysięcy lat.
Negatywną stroną książki jest także nieuzasadniony zachwyt nad Izraelem, który – (jak to bywa w tego typu amerykańskich środowiskach) – jest postrzegany jako swoista wysepka, która przechowuje dziedzictwo cywilizacji zachodniej. Autor bardzo często używa także nieszczęsnego terminu „judeochrześcijaństwo”, tak często stosowanego przez filosemitów, każących nam dopatrywać z Żydach najwierniejszych braci w wierze.
Niemniej jednak książka ta jest warta poświęcenia odrobiny wolnego czasu. Z perspektywy minionych kilkunastu lat można samodzielnie wyciągnąć wnioski czy agonia Zachodu postępuje, czy też poprzez pewną dozę optymizmu, można dopatrywać się jakiś oznak cudownego ozdrowienia? Te rozważnie należy pozostawić czytelnikowi.
Krajobraz stagnacji
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toW literackim światku co pewien czas wychodzą książki podejmujące tematykę kryzysu, czy wręcz upadku cywilizacji zachodniej. Wiele z nich opiera się na różnorodnych przesłankach; począwszy od mitycznych proroctw, historiozoficzną koncepcję dziejów na czynnikach ekonomicznych kończąc. Książka „Śmierć zachodu” wymyka się tym schematom, ponieważ jest to...
Ocenę wystawiłem nieco wyższą niż moje odczucia po przeczytaniu tej książki. Jest to po prostu opis zjawisk jakie występują we współczesnym świecie zachodnim. Bez retuszowania i pisania o potrzebie zapewnienia ubogacenia kulturowego czy innych bzdur. Po prostu stwierdzenie faktu. Biały człowiek umiera.
Ocenę wystawiłem nieco wyższą niż moje odczucia po przeczytaniu tej książki. Jest to po prostu opis zjawisk jakie występują we współczesnym świecie zachodnim. Bez retuszowania i pisania o potrzebie zapewnienia ubogacenia kulturowego czy innych bzdur. Po prostu stwierdzenie faktu. Biały człowiek umiera.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWarto zwrócić uwagę na podtytuł tej książki: "Jak wymierające populacje i inwazje imigrantów zagrażają naszemu krajowi i naszej cywilizacji", bo chociaż "Śmierć Zachodu" wydana została w oryginale w 2001 roku i odnosi się głównie do analizy ówczesnej sytuacji Stanów Zjednoczonych, to nie sposób oprzeć się wrażeniu, że Autor opisuje również współczesną Europę. Zresztą Buchanan już wówczas zaznaczał, że Europa Zachodnia stacza się tym samym torem co USA po równi pochyłej ku samozagładzie. Jednak te symptomy, o których pisał Patrick Buchanan, w Europie nie były jeszcze wtedy aż tak widoczne i niepokojące, czy może raczej należałoby powiedzieć, nie chciano ich zauważyć. Myślę, że za sprawą tzw. "kryzysu uchodźczego", który ostatnimi laty dotyka nasz kontynent książka ta warta jest ponownego przestudiowania i porównania wydarzeń, o których pisał prawicowy polityk, z tymi współczesnymi. Tym bardziej, że Buchanan niczym Kasandra wieszczył:
"Czas Europy się skończył. Napływające masowo migracje świata islamskiego tak bardzo zmienią skład etniczny [...], że Europejczycy będą zbyt sparaliżowani groźbą terroryzmu, żeby interweniować w Afryce Północnej [...]. Przy zmniejszającej się populacji i coraz mniejszej liczbie dzieci, Europa nie ma żywotnego interesu usprawiedliwiającego wysyłanie dziesiątek tysięcy młodych ludzi na wojnę, jeśli nie zostali oni bezpośrednio zaatakowani. Przy obecnym wskaźniku urodzeń populacja Europy w 2100 roku będzie mniejsza niż jedna trzecia obecnego stanu. Europa wybrała la dolce vita. Lecz skoro Europejczycy są tak dalece nie zainteresowani własnym przetrwaniem [...], to dlaczego Amerykanie mieliby bronić Europy [...]? Tak więc Europejczycy będą nadal prowadzili życie na wysokiej stopie, aż w końcu się wypalą. Europa przyjęła swoje przeznaczenie [...]. Europejczycy nie planują swego dalszego istnienia jako bardzo istotnej rasy. Czego więc tu bronimy? Zachodniej cywilizacji? Przecież decydując, że nie chcą mieć dzieci, Europejczycy dobrowolnie zaakceptowali koniec swej cywilizacji, który nastąpi w XXII wieku".*
"Człowiek Zachodu uwolniony od obowiązków cywilizowania i chrystianizowania ludzkości, pławiąc się w luksusie i rozpasaniu, zdaje się tracić wolę życia i najwyraźniej pogodził się z nieuchronnie nadciągającą śmiercią".*
Ciekawym uzupełnieniem tej lektury może być również książka Samuela Huntingtona "Zderzenie cywilizacji", nota bene napisana w 1996 r. Nawet same analizy oparte jedynie na danych statystycznych w niej poczynione już wówczas nie pozostawiały złudzeń co do przewidywanych scenariuszy zdarzeń na naszym kontynencie.
Według Buchanana jak i Huntingtona biali ludzie Europy Zachodniej i USA zachowywali się i wciąż się zachowują jak orkiestra na Titanicu. Buchanan swoją książką chciał przestrzec swój kraj przed unicestwieniem świata tradycyjnych wartości i dotychczasowego status quo oraz zmianami na jakie według niego skazany jest kontynent europejski, swojemu pozostawiał jeszcze nadzieję.**
*Źródło cytatu: Robert Potocki, Paleopolityka amerykańska wg Patricka Buchanana, geopolityka.org, 11 marca 2012 r.
** Recenzja pierwotnie zamieszczona na stronie: www.bookfreak.pl
Warto zwrócić uwagę na podtytuł tej książki: "Jak wymierające populacje i inwazje imigrantów zagrażają naszemu krajowi i naszej cywilizacji", bo chociaż "Śmierć Zachodu" wydana została w oryginale w 2001 roku i odnosi się głównie do analizy ówczesnej sytuacji Stanów Zjednoczonych, to nie sposób oprzeć się wrażeniu, że Autor opisuje również współczesną Europę. Zresztą...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBuchman przedstawia nam wizję zanikania, umierania kultury zachodniej, która w jego odczuciu jest najlepszą z istniejących. Praca prezentuje prawicowe spojrzenie na świat, dlatego jego diagnoza zachodzących przemian jest wizją katastrofy, apokalipsy. Jego zdaniem jeśli nie przeciwdziałamy obecnym trendom wielokulturowym zostaniemy skazani na opanowanie naszej cywilizacji przez wschodnią. Istnieją jednak metody, narzędzia pozwalające USA przed upadkiem i takie same metody powinny być zastosowane przez wszystkie kraje, które chcą przetrwać. Autor przedstawia nam wizję koniecznych zmian pozwalających uratować nasz świat. Kładzie nacisk na naukę odpowiednich zachowań, przyswojenia przez wszystkich mieszkańców USA angielskiego jako jedynego języka urzędowego, wydalenie z kraju nielegalnych imigrantów, którzy przez przynależność do innej kultury prowadzą do rozkładu społeczeństwa. W jego tradycyjnym spojrzeniu na świat rola kobiet ogranicza się do rodzenia kolejnych obywateli. Ze względu na obecne złe (lewicowe) trendy proponuje narzędzia zachęcające kobiety do pozostania w domu i niepodejmowania działalności zarobkowej, pensje i zasiłki umożliwiające na utrzymanie rodziny przez jedną pracującą osobę.
W jego książce znajdziemy wiele trafnych spostrzeżeń, ale proponowane rozwiązania (zwłaszcza te dotyczące członków grupy dyskryminowanej przez tysiące lat) nie przekonują. O ile jestem w stanie zrozumieć ideę ujednolicenia szkolnictwa, wprowadzenie określonych wymogów wobec imigrantów to już stosowanie narzędzi sprawiających, że kobieta ma mniejsze szanse na rynku pracy i musi zostać w domu jest dla mnie cofaniem się do lat 50- 60, kiedy jedynie biały mężczyzna cieszył się przywilejami.
Zaproponowane przez Buchamana zmiany w pewien sposób mogą uchronić przed multikulturowością, ale na pewno nie ochronią przed przestępstwami, których przecież nie brakowało w czasach rządów mężczyzn. Autor bardzo idealizuje przeszłość oraz prawicowe spojrzenie. Wydaje się nie pamiętać, że ortodoksja, zamykanie się na świat prowadziła do wojen kulturowych.
W "Śmierci Zachodu" czytelnicy znajdą wiele argumentów pozwalających bronić im swoje prawicowe spojrzenie.
Buchman przedstawia nam wizję zanikania, umierania kultury zachodniej, która w jego odczuciu jest najlepszą z istniejących. Praca prezentuje prawicowe spojrzenie na świat, dlatego jego diagnoza zachodzących przemian jest wizją katastrofy, apokalipsy. Jego zdaniem jeśli nie przeciwdziałamy obecnym trendom wielokulturowym zostaniemy skazani na opanowanie naszej cywilizacji...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBuchanan przedstawia wiele przykładów zatrutych owoców kontrkultury, które obficie obrodziły w krajach Okcydentu, m.in. takie jak: poprawność polityczna, zakłamywanie historii czy upadek moralny społeczeństwa. W sprawach światopoglądowych w większości jestem po jego stronie, jednakże w kwestiach gospodarczych autor jest kompletnym ignorantem o czym świadczą wygłaszane przez niego protekcjonistyczne pomysły jak cła czy zamknięcie granic dla rwących się do pracy zagranicznych specjalistów. Jak to się ma do tak gloryfikowanego przez niego wolnego rynku? O naiwnej wierze w demokrację nie wspomnę. Książkę jednak warto przeczytać, choćby z uwagi na ciekawą historiografię i statystyki, poza tym porusza świeży i palący problem imigracji.
Buchanan przedstawia wiele przykładów zatrutych owoców kontrkultury, które obficie obrodziły w krajach Okcydentu, m.in. takie jak: poprawność polityczna, zakłamywanie historii czy upadek moralny społeczeństwa. W sprawach światopoglądowych w większości jestem po jego stronie, jednakże w kwestiach gospodarczych autor jest kompletnym ignorantem o czym świadczą wygłaszane przez...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJestem już osobą nie pierwszej młodości.Mam ustabilizowane poglądy na życie,które na przestrzeni minionych lat ukształtowały się i przybrały obraz raczej tradycyjnych.Tradycyjnych czyli dzisiaj niemodnych.Jestem Polakiem,Europejczykiem o korzeniach chrześcijańskich i mam nadzieję,że tacy ludzie, podobni mi,będą w większości tworzyć moje przyszłe środowisko.Za sąsiadów,mam nadzieję,będę miał nadal małżeństwo składające się z kobiety i mężczyzny wychowujące swoje dzieci w duchu patriotyzmu i przywiązania do Polski.A sama Polska będzie suwerennym krajem,o silnej armii,silnej gospodarce,zapewniającym swoim obywatelom godną pracę za godne pieniądze.Tymczasem zmiany,jakie dokonują się od kilkudziesięciu lat na naszych oczach w wyniku wszechogarniającej rewolucji kulturalnej są zaprzeczeniem moich oczekiwań.O tym opowiada właśnie ta książka.O rozczarowaniu ludzi o tradycyjnych poglądach,kierunkiem jakim obrała sobie nasza cywilizacja.Jest również,ta książka,ostrzeżeniem.Ostrzeżeniem przed śmiercią naszej cywilizacji,powszechnie nazywanej cywilizacją Zachodu,jeśli kierunek ten zostanie zachowany.Starzejące się społeczeństwa,niczym nieograniczona imigracja z obszarów innych kultur, tolerancja bez granic i polityczna poprawność w stosunku do innych kultur i wzorców zachowań może spowodować,że obudzimy się z,jak to zwą,ręką w nocniku.O ile w Polsce skutki rewolucji kulturalnej nie są,na szczęście,jeszcze tak widoczne,to Europa Zachodnia to już międzynarodowy tygiel,gdzie poszczególne państwa,w coraz większym stopniu, tworzą narody nie mające wspólnych korzeni religijnych czy kulturowych,nie mające wspólnej historii,wspólnych bohaterów czy też wspólnego języka.Jeszcze trochę czasu i Europejczycy mogą się okazać gośćmi w swoim domu.Te i wiele innych problemów przyczyniających się do zaniku naszej cywilizacji omawia autor w swojej książce.Ponieważ jest on przede wszystkim Amerykaninem, zaobserwowane zjawiska omawia na przykładzie Stanów Zjednoczonych.Łatwo przenieść je jednak na grunt Europy Zachodniej,a w niektórych przypadkach nawet i Polski.Polecam i życzę wszystkim,którzy czytają tą opinię,żeby Wasze wnuki,dzieci i Wy sami zachowaliście tradycję,kulturę i wzorce zachowań Waszych dziadków i pradziadków.
Jestem już osobą nie pierwszej młodości.Mam ustabilizowane poglądy na życie,które na przestrzeni minionych lat ukształtowały się i przybrały obraz raczej tradycyjnych.Tradycyjnych czyli dzisiaj niemodnych.Jestem Polakiem,Europejczykiem o korzeniach chrześcijańskich i mam nadzieję,że tacy ludzie, podobni mi,będą w większości tworzyć moje przyszłe środowisko.Za sąsiadów,mam...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKolejny tytul mowiacy "Obudzcie sie, nie dajcie soba manipulowac". Niestety chyba juz za pozno.. no chyba ze takie lektury beda wszystkim wkladane do glowy. Bardzo polecam!
Kolejny tytul mowiacy "Obudzcie sie, nie dajcie soba manipulowac". Niestety chyba juz za pozno.. no chyba ze takie lektury beda wszystkim wkladane do glowy. Bardzo polecam!
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSłaba książka. Przedruk zachodniego wydawnictwa. Choć nieco wiedzy można zaczerpnąć.
Słaba książka. Przedruk zachodniego wydawnictwa. Choć nieco wiedzy można zaczerpnąć.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNie przepadam za publicystyką polityczną, bo bardzo często jest nijaka, nudna, pełna stereotypów, szowinistycznych sloganów i pisana w stylu „moja prawda jest mojejsza a kto myśli inaczej ten komuch, lewak, faszysta, oszołom, rasista” etc. - niepotrzebne skreślić.
Buchanan uchodzi w oczach amerykańskiej lewicy za skrajnego prawicowca, wręcz wojującego radykała i rasistę i cóż tam jeszcze by owa lewica chciała mu przypisać. Nie powiem żebym podzielał wszystkie poglądy Buchanana, ale chciałbym, żeby nasi rodzimi prawicowcy potrafili pisać tak konkretnie, bez zacietrzewienia i obrzucania przeciwników błotem. Autor podaje liczne przykłady amerykańskiej wojującej poprawności politycznej posuniętej do granic absurdu, wywodzącej się w prostej linii ze środowisk lewicowych. Krytykuje te środowiska, że walcząc o tolerancję same są często skrajnie nietolerancyjne. Tu muszę przyznać autorowi rację, znamy to ze swego podwórka. Autor pokazuje, jak w Ameryce wystarczy krytykować mniejszości etniczne czy środowiska homoseksualne, by mieć od razu przypięte łatki faszysty, ksenofoba, rasisty, homofoba, antysemity etc. etc. I co najważniejsze owe inwektywy od razu są rzucane przy jakimkolwiek dyskursie, by ów dyskurs zniszczyć w zarodku. Nie ma argumentów, są inwektywy. Od razu pomyślałem o naszym podwórku i… zaraz, zaraz… A jak jest u nas? Ano często odwrotnie. Wystarczy choć odrobinę mieć czelność krytykować Kościół, „wodzów” prawicy, świętej pamięci Jana Pawła II, by mieć przypiętą łatkę UB-ka, lewaka, ateisty, komucha i tak dalej, i tak dalej. No, czasem niemal na wzór ustaw norymberskich poszukuje się antenatów, którzy przywdziewali wrogi mundur, zwłaszcza Wehrmachtu. Jak widać metoda amerykańskiej lewicy jest w pełni akceptowana przez polską prawicę… No, ale to taka dygresja.
O czym pisze Buchanan? Oto wieszczy kres cywilizacji Zachodu rozumianej jako kres cywilizacji białego człowieka. Dość zaskakujące jest, że taką samą miarą mierzy to, co od wieków jest zwane Zachodem, zwłaszcza na Zachodzie, jak i kraje postkomunistyczne Europy i samą Rosję. Kres cywilizacji zachodniej ma się jakoby objawiać w dwóch aspektach. Pierwszy, czysto biologiczny, to systematyczne zmniejszenie płodności „białej rasy” uniemożliwiającej naturalne odtwarzanie się pokoleń. Powoduje to coraz szybsze starzenie się społeczeństw Europy i USA. Na czynnik biologiczny nakłada się niebezpieczny społeczny czynnik kulturowy. Żeby podtrzymać poziom gospodarczy, społeczeństwa te zmuszone są do przyjmowania coraz większej liczby imigrantów. Ameryka zasadniczo sama jest imigracyjnym tyglem narodów, ale… diabeł tkwi w szczegółach. Onegdaj imigranci zazwyczaj dość dobrze wtapiali się w kulturę kraju, do którego przybywali. Wartości tam hołubione przyjmowali za swoje. Tymczasem obecnie mamy zalew imigrantów, w tym wielu nielegalnych, którzy nie chcą się integrować, nie chcą uznać nowego kraju osiedlenia za swoją ojczyznę, nie chcą wcale zrywać czy choćby poluzować kontaktów z krajem pochodzenia. Są oni wieloletnim, ale jednak sezonowym gościem, który traktuje kraj osiedlenia tylko i wyłącznie jako miejsce pracy. Gdyby tylko to, ale imigranci przeszczepiają na grunt kultury Zachodu wszelkie swoje zwyczaje i wyznawane wartości nie zważając na to, że mogą one stać w ostrej sprzeczności nie tylko z wyznawanymi wartościami ludzi Zachodu, ale i z ich systemem prawnym, co prowadzi do poważnych konfliktów społecznych. Buchanan pokazuje liczne przykłady, kiedy „biały człowiek” staje się mniejszością we własnym kraju i w ramach źle rozumianej (zdaniem autora tylko przez lewicę) poprawności politycznej mniejszością dyskryminowaną. Buchanan w swych wypowiedziach jest bardzo konkretny i bardzo przekonywujący. Przyznam się szczerze, że trudno mu nie przyznać racji.
Można jednak polemizować z analizą przyczyn bliższych czy dalszych owego stanu. Spójrzmy więc na czynnik pierwszy, czyli gwałtowny spadek urodzin. Buchanan, jak na prawicowca przystało, upatruje tu przyczyny zasadniczo w tym, że to kobiety nie chcą rodzić dzieci, bo są pod wpływem lewicowych idei, wojującego feminizmu, przedkładają karierę biurowa nad dom, dochodzi do tego upadek obyczajów (wszędzie tylko seks, ruja i porubstwo) i regres wiary. Owszem, w tym też można upatrywać przyczyn, ale czy głównych? Zaskakujące jest, że – poza jednym zdaniem pod koniec książki, gdzie autor wymienia też mężczyzn – całe odium „niechcenia dzieci” spada na kobiety. To one nie chcą rodzić. Zapomina, że do rodzenia co prawda potrzeba tylko kobiet, ale do spłodzenia dzieci trzeba też mężczyzn i warto by zastanowić się, czy przypadkiem nie jest też tak, że wiele kobiet bardzo chętnie będzie miało gromadkę dzieci w domu, ale to mężczyzna wcale nie chce mieć ich dużo. Nie problem mieć dużo dzieci, problem jest mieć dużo zdrowych, wykształconych, nie zasilających rzesz bezrobotnych w niedalekiej przyszłości potomków. Tego aspektu Buchanan „bezpiecznie” nie podejmuje. Co mnie zawsze ciekawi przy takich dyskusjach, jakoś nie widzę, żeby ci, którzy krzyczą „Więcej dzieci!” sami dawali przykład własnym postępowaniem i nie mam tu na myśli wcale celibatariuszy. Buchanan nie podejmuje też tematu problemów z płodnością w wielu wysoko rozwiniętych krajach. Być może te problemy wielu par to nie jakaś wydumana idiotyczna kara boska z jednej strony a wygoda i hedonizm z drugiej, ale właśnie problem cywilizacyjny niezdrowego i przechemizowanego życia? Jeśli „biała rasa” jest w odwrocie, może jednak warto by pójść na czasowy, taktyczny kompromis z „szatanem” in vitro? Historia, również chrześcijaństwa i Kościoła, zna setki takich przypadków, kiedy dla wyższych celów przymykano oczy na mniejsze grzechy. Dlaczego tu nie? Bo paru współczesnych teologów uznało, że zygota to już dziecko obdarzone duszą? A jeszcze nie tak dawno twierdzono, że dusza wstępuje w rozwijający się zarodek dopiero po kilkudziesięciu dniach od zapłodnienia i to w różnym terminie w zależności od płci dziecka. A może by tak znieść celibat księży, zakonników i zakonnic? Jeśli mamy ratować „biała rasę’ i cywilizację Zachodu? Przecież celibat to tradycja nabyta.
Buchanan również nie podejmuje tematu, dlaczego wśród imigrantów jest tak niewielka ilość osób, które mogły by się zintegrować. Nie podejmuje tematu, że owi imigranci zazwyczaj podejmują się najcięższych i najmniej płatnych prac. Dlaczego nie ma chętnych do tych prac wśród ludzi Zachodu? Czy tylko chodzi o prestiż, czy może raczej o to, że te prace nie dają ekonomicznego bezpieczeństwa potrzebnego do spokojnego założenia rodziny, zwłaszcza licznej. Dlaczego tureccy czy arabscy imigranci lgną do Europy lub USA a nie lgną do niemniej bogatego Kuwejtu, Bahrajnu, Kataru czy Arabii Saudyjskiej, które to kraje są im zdecydowanie bliższe kulturowo?
Szukając przyczyn schyłku kultury Zachodu Buchanan nie dostrzega też faktu, że jakkolwiek by patrzeć na różne prądy społeczne drugiej połowy XX wieku i obecne, nie byłoby ich prawdopodobnie lub miały by zupełnie odmienny kształt, gdyby nie to, że w XX wieku to przede wszystkim cywilizacja Zachodu rozpętała dwie największe hekatomby w dziejach ludzkości. To z powodu tych i paru mniejszych wojen poległo tak wielu młodych, produktywnych mężczyzn. Gdyby nie wojny, wiele młodych amerykanek nie musiałoby zastępować mężczyzn w fabrykach, biurach, sklepach… Gdyby nie wojny, być może Buchanan nie musiałby teraz psioczyć na wyzwolony, wojujący feminizm.
Podsumowując – książka warto przeczytania, niezależnie od wyznawanych przez siebie poglądów społeczno-politycznych. Wiele kwestii wartych przemyślenia i ustosunkowania się, zwłaszcza, że coraz bardziej Ameryka wpycha się i do naszego kraju i nie chodzi tu li tylko o kilka F-16.
Co do samego opracowania – na pochwałę zasługują liczne, ułatwiające lekturę przypisy. Wielki plus dla redakcji. Wielki minus dla ślepej korekty, która przepuściła zatrważająca ilość literówek.
Nie przepadam za publicystyką polityczną, bo bardzo często jest nijaka, nudna, pełna stereotypów, szowinistycznych sloganów i pisana w stylu „moja prawda jest mojejsza a kto myśli inaczej ten komuch, lewak, faszysta, oszołom, rasista” etc. - niepotrzebne skreślić.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBuchanan uchodzi w oczach amerykańskiej lewicy za skrajnego prawicowca, wręcz wojującego radykała i rasistę i...
Ważna książka o tym dlaczego w krajach zachodnich nastąpił kryzys demograficzny. Nie z powodu warunków materialnych, bezrobocia czy niskich pensji jak próbuje się nam tłumaczyć, ale z powodu upadku kultury chrześcijańskiej i działalności lewicowej kontrkultury. We wszystkich mediach promowany jest hedonistyczny styl życia, to co kiedyś było cenionymi wartościami jak np. patriotyzm teraz jest demonizowane, z patriotów robi się rasistów, antysemitów albo homofobów, a to co kiedyś było nie do pomyślenia- jak np. aborcja, eutanazja, małżeństwa seksualne- teraz jest na topie i powszechnie akceptowane. Autor przedstawia też propozycje, które mają odwrócić ten niekorzystny trend, jednak moim zdaniem będzie to bardzo trudne do wprowadzenia w lewicowo zdominowanej Europie i Stanach Zjednoczonych. Nasuwa się tutaj analogia do starożytnego Rzymu, najazdów Barbarzyńców i jego upadku. Życie nie znosi próżni i zanikające chrześcijaństwo zastąpi prawdopodobnie szybko rozwijający się islam, od nas zależy kiedy to się stanie. Oby jak najpóźniej.
Ważna książka o tym dlaczego w krajach zachodnich nastąpił kryzys demograficzny. Nie z powodu warunków materialnych, bezrobocia czy niskich pensji jak próbuje się nam tłumaczyć, ale z powodu upadku kultury chrześcijańskiej i działalności lewicowej kontrkultury. We wszystkich mediach promowany jest hedonistyczny styl życia, to co kiedyś było cenionymi wartościami jak np....
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to