Książka o tym jak niewiele trzeba (dla wielu jednak bardzo wiele) aby całkowicie zmienić swoje życie i poświęcić niemal wszystko aby pomagać innym. W tej prostej książeczce pisanej od serca autor, będący hiszpańskim dziennikarzem opisuje swoją wyprawę turystyczną do Indii (w sumie to dwie). Był, zwiedzał, zachwycił się, ale zadziało się tam coś znacznie ważniejszego. Niezwykła wrażliwość serca, prostota i ufność, spowodowały, że zdecydował się na bardzo radykalną zmianę życiu. Założył organizację pozarządową o wdzięcznej nazwie "Uśmiechy Bombaju ". Oddał niemal wszystko co miał tym, którzy nie mieli zgoła nic, dostając wszystko co niezbędne do dobrego życia, czyli jego cel, głęboki sens i poczucie, że nie żyje się tylko dla siebie. Może opowiedziałem całą fabułę ale to tylko ku zachęcie. W książce jest o wiele więcej szczegółów, które jeszcze bardziej potwierdzają jak niezwykła jest to historia. Jeśli chodzi o ocenę daję 8, ale tylko dlatego, że historia Jaume to dla mnie 10,a treść bym może ocenił na 6, ale cóż to znaczy w porównaniu do znaczenie jakie niesie.
Książka o tym jak niewiele trzeba (dla wielu jednak bardzo wiele) aby całkowicie zmienić swoje życie i poświęcić niemal wszystko aby pomagać innym. W tej prostej książeczce pisanej od serca autor, będący hiszpańskim dziennikarzem opisuje swoją wyprawę turystyczną do Indii (w sumie to dwie). Był, zwiedzał, zachwycił się, ale zadziało się tam coś znacznie ważniejszego....
Książka napisana łatwym do czytania językiem, a jednak w odbiorze może sprawić trudność, zwłaszcza osobom o dużej wrażliwości na krzywdę dzieci. Jedna z tych historii, które przypominają nam o tym co jest w życiu ważne.
Książka napisana łatwym do czytania językiem, a jednak w odbiorze może sprawić trudność, zwłaszcza osobom o dużej wrażliwości na krzywdę dzieci. Jedna z tych historii, które przypominają nam o tym co jest w życiu ważne.
Poruszająca, inspirująca. Może nie jest napisana wybitnym językiem, ale nie o t chodzi w tej książce. Mnie zafascynowała i bardzo zainspirowała. Polecam gorąco.
Poruszająca, inspirująca. Może nie jest napisana wybitnym językiem, ale nie o t chodzi w tej książce. Mnie zafascynowała i bardzo zainspirowała. Polecam gorąco.
Sama książka napisana poprawnie, zdania właściwej długości, podmiot i orzeczenie są, nie brakuje też znaków interpunkcyjnych. Litery takie jak trzeba, pousypywane w małe grupki, grzecznie trzymają się swojego miejsca. Żadna nie krzyczy, żadna nie zawodzi. Nie ma niepotrzebnej bieganiny.
Ale Jaume Sanllorente? Co to za człowiek? Z gołymi rękami przeciwko całemu światu? Odziany w serdeczność i empatię, sam, bez wsparcia instytucjonalnego, rozprawił się z biedą. Przesadziłam, no nie tak do końca „rozprawił”, bo ona nadal jest, ale szczuplejsza o kilkaset dzieci (dzisiaj zapewne nazbierało się więcej tego drobiazgu) i taką samą liczbę dorosłych. Od czegoś trzeba zacząć. To co, że nie zbawi wszystkich? To co? Jeden plus jeden daje dwa, dwa odjąć od wszystkiego równa się z w y c i ę s t w u.
Jaume Sanllorente poleciał do Bombaju, odwiedził dzielnicę nędzy, tamtejsze fawele i się załamał. Ale nie na długo. Był krewkim hiszpańczykiem, zakasał rękawy i postanowił coś z tym robić. No i zrobił. Założył organizację pozarządową SONRISAS DE BOMBAY. Naprawdę, sprawdziłam w necie. Ona działa, ona się rozwija, ona pomaga.
Panie Jaume Sanllorente, wielkie oklaski.
Sama książka napisana poprawnie, zdania właściwej długości, podmiot i orzeczenie są, nie brakuje też znaków interpunkcyjnych. Litery takie jak trzeba, pousypywane w małe grupki, grzecznie trzymają się swojego miejsca. Żadna nie krzyczy, żadna nie zawodzi. Nie ma niepotrzebnej bieganiny.
Ale Jaume Sanllorente? Co to za człowiek? Z gołymi rękami przeciwko całemu światu?...
Historia człowieka który postanowił zmienić swoje dotychczasowe życie i poświęcić się całym sobą dla ratowania dzieci które w rozumieniu społeczeństwa Indii dziećmi nie są bądź nie zasługują na to by żyć.
Książka daje do myślenia. Pokazuje jak wiele może zrobić jeden człowiek, jak sploty różnych sytuacji wręcz wymagają interwencji i pomocy.
Książka warta przeczytania.Polecam.
Historia człowieka który postanowił zmienić swoje dotychczasowe życie i poświęcić się całym sobą dla ratowania dzieci które w rozumieniu społeczeństwa Indii dziećmi nie są bądź nie zasługują na to by żyć.
Książka daje do myślenia. Pokazuje jak wiele może zrobić jeden człowiek, jak sploty różnych sytuacji wręcz wymagają interwencji i pomocy.
Książka warta przeczytania.Polecam.
Książka z rodzaju tych, które potrafią przewartościować (chociaż częściowo) nasze życie. Tyle narzekamy każdego dnia, ale może warto jednak przez chwilę zastanowić się czy naprawdę mamy tak źle, czy po prostu nasze społeczeństwo jest koszmarnie wygodnickie i roszczeniowe.
Jestem pełna podziwu, że żyją na tym świecie tak wielcy ludzie jak Jaume.
Książka z rodzaju tych, które potrafią przewartościować (chociaż częściowo) nasze życie. Tyle narzekamy każdego dnia, ale może warto jednak przez chwilę zastanowić się czy naprawdę mamy tak źle, czy po prostu nasze społeczeństwo jest koszmarnie wygodnickie i roszczeniowe.
Jestem pełna podziwu, że żyją na tym świecie tak wielcy ludzie jak Jaume.
Ile może zmienić wizyta w obcym kraju? W dodatku w życiu nie jednego, a kilku tysięcy osób? Autor udowadnia, że bardzo, bardzo wiele. Podziw budzi we mnie działalność, jaką prowadzi Jaume Sanllorente, a książka ta doskonale opowiada całą historię organizacji Uśmiechy Bombaju. Autor pisze prosto i szczerze, przedstawia wszystko w takim świetle, w jakim sam widzi sytuację opisaną w książce. A opisuje wszystko - od momentów radosnych, wzruszających po przerażające czy wręcz obrzydliwe. Myślę, że warto przeczytać choćby po to, żeby zdać sobie sprawę z dramatycznej sytuacji wielu ludzi w niektórych regionach świata - w tym przepadku w Indiach. Ogromny szacunek dla autora za to, ile dobrego robi dla innych.
Ile może zmienić wizyta w obcym kraju? W dodatku w życiu nie jednego, a kilku tysięcy osób? Autor udowadnia, że bardzo, bardzo wiele. Podziw budzi we mnie działalność, jaką prowadzi Jaume Sanllorente, a książka ta doskonale opowiada całą historię organizacji Uśmiechy Bombaju. Autor pisze prosto i szczerze, przedstawia wszystko w takim świetle, w jakim sam widzi sytuację...
Książka dość wstrząsająca, ukazująca prawdziwe oblicze Indii, jej bezdusznej kultury oraz obojętności na krzywdę ludzi.
Tym bardziej ignorancja bezdomnych dzieci kruszy nawet najbardziej zatwardziałe serce. Nie da się przejść obok niej obojętnie.
Wobec tego sam autor zmienił swoje życie na rzecz pomocy potrzebującym.
Polecam.
Książka dość wstrząsająca, ukazująca prawdziwe oblicze Indii, jej bezdusznej kultury oraz obojętności na krzywdę ludzi.
Tym bardziej ignorancja bezdomnych dzieci kruszy nawet najbardziej zatwardziałe serce. Nie da się przejść obok niej obojętnie.
Wobec tego sam autor zmienił swoje życie na rzecz pomocy potrzebującym.
Polecam.
Cudowna książka, która pozwala uwierzyć, że są jeszcze ludzie zdolni do ogromnych poświęceń i wyrzeczeń na rzecz tych najbardziej potrzebujących.
Jaume jest hiszpańskim dziennikarzem, który wbrew początkowym oporom, nagle dziwnym zrządzeniem losu wyjeżdża na urlop do Indii. Kraj, który na pierwszy rzut oka przeraża obrazami dramatycznej codzienności, okazuje się jednak miejscem, które nieoczekiwanie odmienia życie Jaume. Hiszpan nie mógł pogodzić się z okropnymi warunkami życia tylu biednych ludzi w slamsach. Najbardziej jednak poruszyło go położenie najmłodszych Hindusów, którzy po odrzuceniu przez rodziców zdane były same na siebie, o ile nie padły ofiarą brudnych interesów.
Jak tu nie podziwiać człowieka, który mając niespełna 30 lat, dobrą pracę, wspierających go naokoło ludzi, właściwie poukładane życie, nagle postanawia to wszystko rzucić i poświęcić się obcym dzieciom i to w kraju tak odległym nie tylko pod względem położenia, ale również odbiegającym kulturowo od życia przeciętnego Europejczyka?!
Pełen szacunek!
"Lecz ludzi dobrej woli jest więcej
i mocno wierzę w to,
że ten świat
nie zginie nigdy dzięki nim."
Tej książki nie można nie polecić...
Cudowna książka, która pozwala uwierzyć, że są jeszcze ludzie zdolni do ogromnych poświęceń i wyrzeczeń na rzecz tych najbardziej potrzebujących.
Jaume jest hiszpańskim dziennikarzem, który wbrew początkowym oporom, nagle dziwnym zrządzeniem losu wyjeżdża na urlop do Indii. Kraj, który na pierwszy rzut oka przeraża obrazami dramatycznej codzienności, okazuje się jednak...
Właściwie to szukałam w EMPiKu mapy Bomb..przepraszam!.. Mumbaju. No bo jeśli mam się po nim przez tydzień powłóczyć (powłóczyć?!! - raczej poprzedzierać przez dwudziestomilionowy tłum), to to dobrze było by wiedzieć coś więcej. Meczet z grobem Haji Alego, Gate Way of India, Marine Drive, Wieże Milczenia Parsów to klasyka, ale co by tu jeszcze wziąć na ząb?
Mapy nie było, ale trafiła mi się ta książka ze słowem Bombaj w tytule. Pochłonęłam ją jednym tchem. Lekko napisana, choć o ciężkich sprawach. To, co porywa to prawdziwość historii. I pasja tego, kto ją przeżył. No bo, pomyślcie, dobrze sytuowany młody Hiszpan jedzie sobie gdzieś odpocząć od pracy dziennikarskiej. W biurze podróży pokonując jego opory ktoś przekonuje go: "A może by tak do Indii?"
Już przy wychodzeniu z samolotu odrzuca go od tego kraju fala gorąca i smrodu. Potem dzień, w którym nie może uciec od widoku kalek,ilości błagalnie wyciągniętych ku niemu rąk, pytania w oczach dzieci. Przeklina w duchu chwilę, gdy postanowił przyjechać do Indii! Co ja tu będę robił przez cały miesiąc?! Nocą nie może zasnąć prześladowany przez obrazy ludzkiej nędzy. Nie rozumiejąc tego, co czuje. Jak pisze potem: obrazek jego życia rozpadł się na poszczególne puzzle. Trzeba go złożyć na nowo. Próbuje tego porażony rozmodleniem tłumów w Benaresie nad Gangesem, czy zapatrzony w Taj Mahal. To właśnie podziwiając ten grobowiec - indyjski symbol miłości, słyszy od przewodnika "Każdy powinien w życiu zbudować swój Taj Mahal. Na swoją miarę. Czy pan już wie, co będzie pana Taj Mahalem?" Na to pytanie Jaume Sanllorente znajduje odpowiedź ostatniego dnia pobytu w Indiach. Zanim taksówka zawiezie go na lotnisko, Jaume odwiedzi sierociniec. Urzeczony uśmiechami dzieci. Wstrząśnięty historiami ich życia. Przerażony, że z braku funduszy sierociniec może zostać lada dzień zamknięty, a dzieci wrócą wówczas tam, skąd je zabrano - do bombajskich domów publicznych.
Wróciwszy do Hiszpanii, Jaume podejmuje decyzję. Rzuca pracę, zbiera pieniądze i wraca do Bombaju ratować dziecięce uśmiechy. Dlaczego? "Czułem się odpowiedzialny za to, co widziałem" (str 73)
Horacy kiedyś napisał: "Jadą za morze klimat zmieniamy, nie siebie". I rzeczywiście. Jedziemy w najbardziej niesamowite miejsca. Widzimy wstrząsające rzeczy. Wracamy i mówimy: "brudno, każdy chce ciebie naciągnąć na forsę; jak oni mogą okaleczać dzieci, by wzbudzać tym litość; co to za ludzie, którzy sprzedają własne dziecko do burdelu?" Oburzeni. Wstrząs nie zmienia nas. Nie zakładamy organizacji "Uśmiechy Bombaju".
Czy taką zmianą reagują na nieszczęście tylko ludzie święci? Tacy, jak Matka Teresa z Kalkuty? Jaume Sanllorente wydaje się być zwyczajnym człowiekiem, ale ten zwyczajny człowiek w 2003 roku pojechał sobie pewnego dnia do Indii. A tam "czekał na niego nie tylko Bombaj, ale i reszta jego życia", jak pisze. I teraz dzięki niemu (i założonej przez niego organizacji "Sonrisas de Bombay") 6000 dzieci niedotykalnych uśmiecha się spędzając czas w szkole, a nie w domu publicznym.
A gdy tego zaczęło mu być mało, Jaume, którego imię oznacza "Bóg ci wynagrodzi", założył kolejną organizację pomagającą znaleźć miejsce okaleczonym, ale wyleczonym trędowatym - "Wrócić do Życia"
Jaume opisuje swoje doświadczenie bardzo po prostu. Jest w nim ufność, którą można wziąć za naiwność. Pisze: "To właśnie w Bombaju, zacząłem postrzegać innych właściwie - jako przedłużenie nas samych" (str 54). Naiwność? A przecież zawierzywszy marzeniu, Jaume zmienia świat. Optymiści wydają się mniej dojrzali od pesymistów. Jaume uczy się u najlepszych. Nocami studiuje hindi i czyta GANGHIEGO, którego słowa są dla niego drogowskazem.
Dzieli się z nami nimi: "Nie powinniśmy się dawać ponieść nurtowi.Człowiek, który tonie, nikogo nie ocali.". Ale Gandhi to nie jedyny Indus, który pomaga Jaume zrozumieć Indie. Rabindranatha TAGORE, twórcę nowych idei uczenia ludzi spotykamy w mottach do rozdziałów: "Skąd się wziąłem? Gdzie mnie znalazłaś?", pyta dziecko matkę. A ona płacze i śmieje się, i przyciskając je do piersi, odpowiada: "Byłeś pragnieniem w moim sercu".
Dzięki tej książce dowiedziałam się też o kimś takim jak MUHAMMAD YUNUS. Bangladeski profesor ekonomii, nagrodzony pokojową nagrodą Nobla za pomysł mikrokredytu, który dał szansę na wyjście z nędzy wielu najbiedniejszym. Jego słowa też stały się mottem do jednego z rozdziałów: "Dobroczynność nie jest rozwiązaniem problemu biedy, przeciwnie, uniemożliwia jego rozwiązanie, pozbawiając osoby biedne inicjatywy, a nam z kolei pozwalając się nimi nie przejmować. Służy jedynie uspokajaniu naszych sumień." . Jaume nie zadowolił się datkami rozdawanymi żebrakom. Chciał, by ich dzieci wyprostowały plecy. Ożywiły się ucząc.
Kolejnym Indusem, którego słowa podtrzymują upartego Hiszpana jest KRISHNAMURTI.
Jemu i nam stawia on pytanie: "Czy będzie miało jakąkolwiek wagę, że się zmienię? (...) To źle postawione pytanie, jako że ty jesteś resztą ludzkości".
Od WIWEKANANDY Jaume uczy się też stosunku do religii tak ważnego w Indiach: "Jedyna religia, jaką się powinno głosić to religia bez strachu". Z tym problemem Jaume musi się mierzyć prowadząc szkołę, w której nie tylko dzieci, ale i nauczyciele różnią się wyznaniami. Obok święta Diwali, Boże Narodzenie, obok Wielkanocy Idy muzułmańskie. Pisząc o bólu podziałów Jaume cytuje twórcę sikhizmu Guru Nanaka - "Istnieje tylko jeden Bóg, który nikomu nie jest wrogiem".
Jaume w swej wizji świata powoli uczy się zdawać na Boga, choć za Wiwekanandą wierzy też w naszą wolność: "Cała odpowiedzialność za dobro i zło spoczywa na tobie. Co zaplątałeś, możesz zawsze odplatać - to obfite źródło nadziei"
A nadziei w tej książce nie brakuje. Wystarczy spojrzeć na twarze dzieci, by zrozumieć, czemu Jaume tak nazwał swoją organizację i czemu mówi, że ich uśmiechy są dla niego źródłem siły. Przeczytajcie koniecznie! Rozświetli Wam to smutny wieczór.
CYTATY:
O powrocie po podróży do codzienności:
"Dlaczego mnóstwo ludzi z niechęcią wita powrót do pracy i codzienności. Bo przecież skoro zajmują one nam większość życia, oznaczałoby to, że po prostu nie podoba nam się, jak żyjemy" (str 59)
"Czasem bardziej przejmujemy się pryszczem na własnym nosie niż tym, że codziennie umiera z głodu mnóstwo dzieci, jak mówi chińskie przysłowie".
"Często tylko krytykujemy, zapominając, że stanowimy część świata, na który narzekamy (...) To tak, jakbyśmy stali przed czarnym murem i skarżyli się, ze taki ponury, jednocześnie trzymając w dłoniach pędzel i puszkę białej farby. Nie wystarczy jej na pomalowanie całej powierzchni, ale możemy pomalować choćby część. I jeśli każdy zdobędzie się na taki wysiłek, mur w końcu zostanie pomalowany w całości" (str 95)
"Wrogowie nie istnieją. Wróg to przyjaciel, który potrzebuje pomocy".
( str. 120)
Kopiuję mój post blogu valley-of-dance.blog.onet.pl i strony nietylkoindie.pl (tam z ilustracjami)
Właściwie to szukałam w EMPiKu mapy Bomb..przepraszam!.. Mumbaju. No bo jeśli mam się po nim przez tydzień powłóczyć (powłóczyć?!! - raczej poprzedzierać przez dwudziestomilionowy tłum), to to dobrze było by wiedzieć coś więcej. Meczet z grobem Haji Alego, Gate Way of India, Marine Drive, Wieże Milczenia Parsów to klasyka, ale co by tu jeszcze wziąć na ząb?
Ciężko dopasować moje emocje po przeczytaniu tej książki do skali...
Samo życie...a tego w żaden sposób nie da się zaklasyfikować.
Oby na świecie było coraz więcej tak wspaniałych i odważnych ludzi jak Jaumme.
Jestem pełna podziwu dla Jego poczynań, i mam nadzieję, że kiedyś także będę w stanie poświęcić choć część siebie w takim stopniu jak On poświęcił całe swoje życie.
Ciężko dopasować moje emocje po przeczytaniu tej książki do skali...
Samo życie...a tego w żaden sposób nie da się zaklasyfikować.
Oby na świecie było coraz więcej tak wspaniałych i odważnych ludzi jak Jaumme.
Jestem pełna podziwu dla Jego poczynań, i mam nadzieję, że kiedyś także będę w stanie poświęcić choć część siebie w takim stopniu jak On poświęcił całe swoje życie.
Tę książkę dostałem jako gratis. I dzięki Bogu, że jej nikt nie chciał. Sam bym jej nie kupił. I zrobiłbym ogromny błąd. Jeśli ta opowieść nie zawiedzie Cię w biedaregion na drugim końcu świata to na pewno każe sie zastanowić i ujarzmić wyuzdany i rozpanoszony konsumpcjonizm.
Tę książkę dostałem jako gratis. I dzięki Bogu, że jej nikt nie chciał. Sam bym jej nie kupił. I zrobiłbym ogromny błąd. Jeśli ta opowieść nie zawiedzie Cię w biedaregion na drugim końcu świata to na pewno każe sie zastanowić i ujarzmić wyuzdany i rozpanoszony konsumpcjonizm.
Ocena raczej jest raczej adekwatna do tego, co sądzę o samej historii, nie powieści.
Otóż jest ona napisana prostym, zrozumiałym językiem; nic nadzwyczajnego.
Natomiast tym, co zachwyca- nie, KTO zachwyca- jest właśnie autor tejże książki. Czytając o tym, co i ile zrobił dla innych, jestem pełna podziwu. Ten człowiek porzucił szczęśliwe (pozornie) i "normalne" życie, na rzecz pomagania dzieciom (i ogólnie osobom niedotykalnym) z Indii. Walczy o to, by mogły się edukować, by nie skończyły na ulicy, by nie były wykorzystywane seksualnie; walczy o to, co najważniejsze- by nie straciły godności. By miały szansę na lepsze życie.
Poświęcił się, by pomagać innym.
I tutaj nachodzi człowieka refleksja- czy JA byłbym w stanie zrezygnować z tego wszystkiego, co mam, by poświęcić życie innym?
Najgorsze w tym wszystkim jest to, że uświadamiamy sobie, iż odpowiedź brzmi "nie".
Ocena raczej jest raczej adekwatna do tego, co sądzę o samej historii, nie powieści.
Otóż jest ona napisana prostym, zrozumiałym językiem; nic nadzwyczajnego.
Natomiast tym, co zachwyca- nie, KTO zachwyca- jest właśnie autor tejże książki. Czytając o tym, co i ile zrobił dla innych, jestem pełna podziwu. Ten człowiek porzucił szczęśliwe (pozornie) i "normalne" życie, na...
Tak jak już wspomnieli inni czytelnicy, książka Jaumego Sanllorente zmusza do poważnej refleksji nad swoim postępowaniem i nad człowieczeństwem w ogóle. Nie robi tego w wyszukanych słowach, lecz przez świadectwo życia - i chyba dlatego działa na nas jeszcze mocniej. Autor pisze wprawnie i chociaż jego styl nie jest specjalnie porywający, to można mu to wybaczyć, gdyż treść "Uśmiechów Bombaju" sama w sobie wystarczająco porywa. Czy też może raczej: przygniata. Lecz także zostawia nadzieję, bo skoro istnieją tacy ludzie jak Jaume, to świat nie jest jeszcze stracony i - co jeszcze ważniejsze nawet - skoro autor był w stanie tak mocno zmienić swe życie, by pomagać innym, to każdy z nas jest do tego zdolny. Trzeba tylko mieć motywację, a sposób się znajdzie.
Polecam mocno tę książkę, bo świetnie uświadamia o sytuacji biedoty w Indiach i napełnia człowieka wspomnianą motywacją do pomagania innym, a także jakąś niewytłumaczalną energią do działania. Przede wszystkim zaś otwiera oczy na drugiego człowieka obok nas, co jest chyba najwspanialszą rzeczą, jaką może dać nam książka.
Tak jak już wspomnieli inni czytelnicy, książka Jaumego Sanllorente zmusza do poważnej refleksji nad swoim postępowaniem i nad człowieczeństwem w ogóle. Nie robi tego w wyszukanych słowach, lecz przez świadectwo życia - i chyba dlatego działa na nas jeszcze mocniej. Autor pisze wprawnie i chociaż jego styl nie jest specjalnie porywający, to można mu to wybaczyć, gdyż treść...
Ta książka pokazuje, jak wiele może zdziałać jeden człowiek.
Ta książka jest jak wyrzut sumienia i pytanie do każdego z nas: co ja zrobiłam/-łem, żeby choć w małym stopniu uczynić ten świat lepszym?
Polecam absolutnie wszystkim, bez wyjątku.
Ta książka pokazuje, jak wiele może zdziałać jeden człowiek.
Ta książka jest jak wyrzut sumienia i pytanie do każdego z nas: co ja zrobiłam/-łem, żeby choć w małym stopniu uczynić ten świat lepszym?
Polecam absolutnie wszystkim, bez wyjątku.
Młody hiszpański dziennikarz ratujący bezdomne dzieci w Bombaju? Brzmi jak scenariusz filmu, ale jest scenariuszem napisanym przez życie! Po przeczytaniu książki z pewnością mogę stwierdzić, że autor jest właściwą osobą na właściwym miejscu!
Wstrząsające, szokujące historie. Przeciwności losu, z którymi autor wygrywa dzięki wytrwałości i głębokiej wierze, że to co robi jest słuszne. Realia indyjskich ulic przedstawione bez "lukru". Wzruszająca walka o nowe, lepsze życie dla setek bombajskich dzieci.
Myślę, że jest to lektura obowiązkowa, dlatego przyznaję najwyższą możliwą ocenę!
Młody hiszpański dziennikarz ratujący bezdomne dzieci w Bombaju? Brzmi jak scenariusz filmu, ale jest scenariuszem napisanym przez życie! Po przeczytaniu książki z pewnością mogę stwierdzić, że autor jest właściwą osobą na właściwym miejscu!
Wstrząsające, szokujące historie. Przeciwności losu, z którymi autor wygrywa dzięki wytrwałości i głębokiej wierze, że to co robi...
"Uśmiechy Bombaju" to książką pod każdym względem wyjątkowa, obok której nie można przejść obojętnie, bez refleksji nad własnym życiem. Po przeczytaniu, odłożyłam ją na bok i nie mogłam przestać myśleć o Jaume, o slumsach i biedzie tam panującej. Wytrzymałam chwilkę i zaczęłam czytać jeszcze raz... Nie potrafię się od tej pozycji teraz uwolnić.
To, że mam czytelniczego bzika na punkcie Indii, nie jest żadną tajemnicą. Staram się od czasu do czasu przeczytać jakąś pozycję o regionie, gdzie oprócz piękna i barw dominuje przede wszystkim bród, ubóstwo i niesprawiedliwość. Najlepszym tego przykładem jest właśnie Bombaj, gdzie piękne budowle kontrastują ze slumsami, które zamieszkują rzesze ludzi bez szansy na jakąkolwiek lepszą przyszłość.
Jaume Sanllorente do Indii trafił zupełnie przypadkiem. Tak naprawdę wakacje chciał spędzić w Afryce, która bardziej go interesowała i o której dużo czytał i pisał. Indie były mu zupełnie nieznane... Pierwsze wrażenie autora? Nigdy więcej! Tuż po wyjściu z samolotu uderza w niego wszechobecny smród, a każdy kontakt z indyjskimi miastami, to kolejne obrazy nędzy i rozpaczy. Ale mimo to, po powrocie z wakacji, u Jaume pojawia się swoista tęsknota za Indiami, która powoduje, że już po niecałym roku wraca... tym razem do Bombaju. Podczas drugiej wizyty trafia do sierocińca Karuna, gdzie poznaje wstrząsające historie dzieci, które mimo całego okrucieństwa, jakie je w życiu spotkało, uśmiechają się! Podejrzewam, że niewielu ludzi jest w stanie wyobrazić sobie ogrom nieszczęść i niesprawiedliwości jaka spotkała te dzieciaki. Jaume Sanllorente postanowił po powrocie do Hiszpanii, że nie może tego tak zostawić, że musi coś zrobić. Zakłada więc organizację pozarządową, której nadaje nazwę "Uśmiechy Bombaju", sprzedaje wszystko co posiada, pieniądze przeznacza na ratowanie sierocińca, a sam przenosi się do miejsca, gdzie jest potrzebny i może pomóc. Młody, przystojny mężczyzna rezygnuje z dotychczasowego życia i w pełni poświęca się dzieciom z najniższej indyjskiej kasty społecznej - niedotykalnych.
"Od tamtej pory nie myślę za dużo o swoim życiu, skupiłem się na innych, a konkretnie na moich małych wielkich przyjaciołach z bombajskiego sierocińca. Odkryłem sekret szczęścia. Prawdziwe szczęście jest możliwe tylko wtedy, gdy z powodzeniem zabiegamy o nie u bliźnich. Trudno znaleźć słowa zdolne wyrazić uczucie radości, której się dostępuje , widząc radość innych."
Jaume Sanllorente przywraca wiarę w to, że istnieje jeszcze bezinteresowna, niepodszyta jakąkolwiek chęcią zysku, ludzka dobroć. Bo to jak autor pisze, opowiada o tym co widział naładowane jest tyloma emocjami, że nie można nie uwierzyć w jego szczere intencje. W te intencje uwierzyły również dzieci, którym Jaume pomagał, a największą nagrodą był napis na tablicy, jaki pewnego razu odczytał:
"Jaume znaczy Bóg Ci wynagrodzi. Nam już wynagrodził obecnością Jaumego"
"Uśmiechy Bombaju" to świetny obraz wielkiej metropolii, wstrząsający niemal na każdym kroku, za sprawą pojedynczych historii, jakie miał okazje poznać młody Hiszpan. A to zaledwie ułamek tego, co Bombaj ukrywa w zakamarkach uliczek, czy w naprędce skleconych barakach slumsów. Miliony ludzi, miliony historii, miliony nieszczęść. Jaume poznał ich mikroskopijną część i postanowił zmienić świat. Niewielu jest ludzi takich jak on. Łatwo jest mówić o dobroci, trudniej wziąć sprawy w swoje ręce i działać. I jeżeli jeszcze raz usłyszę, że jeden człowiek nie może nic zmienić i zbawić świata, z czystym sumieniem będę mogła podać przykład Jaume Sanllorente.
Ta lektura, to nie tylko gratka dla miłośników Indii, ale pozycja obowiązkowa dla każdego, ponieważ uczy człowieczeństwa, zaangażowania i empatii. Pokazuje, że do szczęścia wcale nie jest nam potrzebny wielki stan posiadania, a wielkie i otwarte na innych serce.
"Uśmiechy Bombaju" to lektura, która w tym roku zrobiła na mnie największe wrażenie i do której z pewnością jeszcze nie raz wrócę, polecam Wam więc z czystym sumieniem. Po prostu trzeba to przeczytać!
"Uśmiechy Bombaju" to książką pod każdym względem wyjątkowa, obok której nie można przejść obojętnie, bez refleksji nad własnym życiem. Po przeczytaniu, odłożyłam ją na bok i nie mogłam przestać myśleć o Jaume, o slumsach i biedzie tam panującej. Wytrzymałam chwilkę i zaczęłam czytać jeszcze raz... Nie potrafię się od tej pozycji teraz uwolnić.
Naprawdę dobra książka. Czyta się ją jednym tchem. Nie raz miałam łzy w oczach - nie były do tego potrzebne wybitne literacko opisy. Sądze, że każdy po lekturze tej książki zostanie z poczuciem przygnębienia i smutku oraz chęcią pomocy, tak jak zrobił to Jaume Sanllorente. Pozostanie nutka nadziei, ponieważ są ludzie tacy jak on.
Książkę warto przeczytać jeśli kogoś interesuje tematyka Indii, głównie życia codziennego. Prosta historia, lecz zarazem niezwykła.
Naprawdę dobra książka. Czyta się ją jednym tchem. Nie raz miałam łzy w oczach - nie były do tego potrzebne wybitne literacko opisy. Sądze, że każdy po lekturze tej książki zostanie z poczuciem przygnębienia i smutku oraz chęcią pomocy, tak jak zrobił to Jaume Sanllorente. Pozostanie nutka nadziei, ponieważ są ludzie tacy jak on.
Książkę warto przeczytać jeśli kogoś...
Ta książka - to kawał dobrej roboty :) Naprawdę cudo, każdy powinien ją przeczytać. Autor a zarazem bohater książki to prawdziwy anioł. Gratuluję poświęcenia.
Ta książka - to kawał dobrej roboty :) Naprawdę cudo, każdy powinien ją przeczytać. Autor a zarazem bohater książki to prawdziwy anioł. Gratuluję poświęcenia.
Szczery do bólu obraz nędzy i ludzkiego upodlenia ... całą książkę przepłakałam. Pozycja, którą trzeba przekazywac w kolejne ręcę, by uwrażliwiać innych na problemy biedy na całym świecie, zwłaszcza jeśli dotyczą niewinnych dzieci. Nie da się odstawić ją z powrotem na półkę bez chwili refleksji nad własnym życiem.
Szczery do bólu obraz nędzy i ludzkiego upodlenia ... całą książkę przepłakałam. Pozycja, którą trzeba przekazywac w kolejne ręcę, by uwrażliwiać innych na problemy biedy na całym świecie, zwłaszcza jeśli dotyczą niewinnych dzieci. Nie da się odstawić ją z powrotem na półkę bez chwili refleksji nad własnym życiem.
Niezbyt obszerna książeczka,a tak pełna mądrości...
Jaume Sanllorente w swej książce opisuje swoje przemyślenia i przeżycia związane z jego działalnością w Indiach. Przybliża nam losy ludzi najbiedniejszych, żyjących w tymże kraju, które często są smutne i szokujące. Mimo,że lektura ta pełna jest przygnębiającej treści to niesie również nadzieję na to, że ludzie mogą w jakiś sposób zmienić świat na lepsze.
Naprawdę warta przeczytania.
Niezbyt obszerna książeczka,a tak pełna mądrości...
Jaume Sanllorente w swej książce opisuje swoje przemyślenia i przeżycia związane z jego działalnością w Indiach. Przybliża nam losy ludzi najbiedniejszych, żyjących w tymże kraju, które często są smutne i szokujące. Mimo,że lektura ta pełna jest przygnębiającej treści to niesie również nadzieję na to, że ludzie mogą w...
Książka o tym jak niewiele trzeba (dla wielu jednak bardzo wiele) aby całkowicie zmienić swoje życie i poświęcić niemal wszystko aby pomagać innym. W tej prostej książeczce pisanej od serca autor, będący hiszpańskim dziennikarzem opisuje swoją wyprawę turystyczną do Indii (w sumie to dwie). Był, zwiedzał, zachwycił się, ale zadziało się tam coś znacznie ważniejszego. Niezwykła wrażliwość serca, prostota i ufność, spowodowały, że zdecydował się na bardzo radykalną zmianę życiu. Założył organizację pozarządową o wdzięcznej nazwie "Uśmiechy Bombaju ". Oddał niemal wszystko co miał tym, którzy nie mieli zgoła nic, dostając wszystko co niezbędne do dobrego życia, czyli jego cel, głęboki sens i poczucie, że nie żyje się tylko dla siebie. Może opowiedziałem całą fabułę ale to tylko ku zachęcie. W książce jest o wiele więcej szczegółów, które jeszcze bardziej potwierdzają jak niezwykła jest to historia. Jeśli chodzi o ocenę daję 8, ale tylko dlatego, że historia Jaume to dla mnie 10,a treść bym może ocenił na 6, ale cóż to znaczy w porównaniu do znaczenie jakie niesie.
Książka o tym jak niewiele trzeba (dla wielu jednak bardzo wiele) aby całkowicie zmienić swoje życie i poświęcić niemal wszystko aby pomagać innym. W tej prostej książeczce pisanej od serca autor, będący hiszpańskim dziennikarzem opisuje swoją wyprawę turystyczną do Indii (w sumie to dwie). Był, zwiedzał, zachwycił się, ale zadziało się tam coś znacznie ważniejszego....
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPewien wyjątkowy człowiek opisuje jak odkrył swoje powołanie i jak stara się je realizować. Warto przeczytać.
Pewien wyjątkowy człowiek opisuje jak odkrył swoje powołanie i jak stara się je realizować. Warto przeczytać.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka napisana łatwym do czytania językiem, a jednak w odbiorze może sprawić trudność, zwłaszcza osobom o dużej wrażliwości na krzywdę dzieci. Jedna z tych historii, które przypominają nam o tym co jest w życiu ważne.
Książka napisana łatwym do czytania językiem, a jednak w odbiorze może sprawić trudność, zwłaszcza osobom o dużej wrażliwości na krzywdę dzieci. Jedna z tych historii, które przypominają nam o tym co jest w życiu ważne.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPrzejmująca, ściskająca serce, dająca nadzieję, o miłości do ludzi, o tym co najważniejsze w życiu człowieka, w jestestwie, niesamowita i prawdziwa.
Przejmująca, ściskająca serce, dająca nadzieję, o miłości do ludzi, o tym co najważniejsze w życiu człowieka, w jestestwie, niesamowita i prawdziwa.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPoruszająca, inspirująca. Może nie jest napisana wybitnym językiem, ale nie o t chodzi w tej książce. Mnie zafascynowała i bardzo zainspirowała. Polecam gorąco.
Poruszająca, inspirująca. Może nie jest napisana wybitnym językiem, ale nie o t chodzi w tej książce. Mnie zafascynowała i bardzo zainspirowała. Polecam gorąco.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNiesamowity człowiek i cudowna historia, która zmusza do przemyśleń. Ta historia akurat jest dobra ale tło dalsze....
Niesamowity człowiek i cudowna historia, która zmusza do przemyśleń. Ta historia akurat jest dobra ale tło dalsze....
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSama książka napisana poprawnie, zdania właściwej długości, podmiot i orzeczenie są, nie brakuje też znaków interpunkcyjnych. Litery takie jak trzeba, pousypywane w małe grupki, grzecznie trzymają się swojego miejsca. Żadna nie krzyczy, żadna nie zawodzi. Nie ma niepotrzebnej bieganiny.
Ale Jaume Sanllorente? Co to za człowiek? Z gołymi rękami przeciwko całemu światu? Odziany w serdeczność i empatię, sam, bez wsparcia instytucjonalnego, rozprawił się z biedą. Przesadziłam, no nie tak do końca „rozprawił”, bo ona nadal jest, ale szczuplejsza o kilkaset dzieci (dzisiaj zapewne nazbierało się więcej tego drobiazgu) i taką samą liczbę dorosłych. Od czegoś trzeba zacząć. To co, że nie zbawi wszystkich? To co? Jeden plus jeden daje dwa, dwa odjąć od wszystkiego równa się z w y c i ę s t w u.
Jaume Sanllorente poleciał do Bombaju, odwiedził dzielnicę nędzy, tamtejsze fawele i się załamał. Ale nie na długo. Był krewkim hiszpańczykiem, zakasał rękawy i postanowił coś z tym robić. No i zrobił. Założył organizację pozarządową SONRISAS DE BOMBAY. Naprawdę, sprawdziłam w necie. Ona działa, ona się rozwija, ona pomaga.
Panie Jaume Sanllorente, wielkie oklaski.
Sama książka napisana poprawnie, zdania właściwej długości, podmiot i orzeczenie są, nie brakuje też znaków interpunkcyjnych. Litery takie jak trzeba, pousypywane w małe grupki, grzecznie trzymają się swojego miejsca. Żadna nie krzyczy, żadna nie zawodzi. Nie ma niepotrzebnej bieganiny.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAle Jaume Sanllorente? Co to za człowiek? Z gołymi rękami przeciwko całemu światu?...
Historia człowieka który postanowił zmienić swoje dotychczasowe życie i poświęcić się całym sobą dla ratowania dzieci które w rozumieniu społeczeństwa Indii dziećmi nie są bądź nie zasługują na to by żyć.
Książka daje do myślenia. Pokazuje jak wiele może zrobić jeden człowiek, jak sploty różnych sytuacji wręcz wymagają interwencji i pomocy.
Książka warta przeczytania.Polecam.
Historia człowieka który postanowił zmienić swoje dotychczasowe życie i poświęcić się całym sobą dla ratowania dzieci które w rozumieniu społeczeństwa Indii dziećmi nie są bądź nie zasługują na to by żyć.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka daje do myślenia. Pokazuje jak wiele może zrobić jeden człowiek, jak sploty różnych sytuacji wręcz wymagają interwencji i pomocy.
Książka warta przeczytania.Polecam.
Książka z rodzaju tych, które potrafią przewartościować (chociaż częściowo) nasze życie. Tyle narzekamy każdego dnia, ale może warto jednak przez chwilę zastanowić się czy naprawdę mamy tak źle, czy po prostu nasze społeczeństwo jest koszmarnie wygodnickie i roszczeniowe.
Jestem pełna podziwu, że żyją na tym świecie tak wielcy ludzie jak Jaume.
Książka z rodzaju tych, które potrafią przewartościować (chociaż częściowo) nasze życie. Tyle narzekamy każdego dnia, ale może warto jednak przez chwilę zastanowić się czy naprawdę mamy tak źle, czy po prostu nasze społeczeństwo jest koszmarnie wygodnickie i roszczeniowe.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJestem pełna podziwu, że żyją na tym świecie tak wielcy ludzie jak Jaume.
Ile może zmienić wizyta w obcym kraju? W dodatku w życiu nie jednego, a kilku tysięcy osób? Autor udowadnia, że bardzo, bardzo wiele. Podziw budzi we mnie działalność, jaką prowadzi Jaume Sanllorente, a książka ta doskonale opowiada całą historię organizacji Uśmiechy Bombaju. Autor pisze prosto i szczerze, przedstawia wszystko w takim świetle, w jakim sam widzi sytuację opisaną w książce. A opisuje wszystko - od momentów radosnych, wzruszających po przerażające czy wręcz obrzydliwe. Myślę, że warto przeczytać choćby po to, żeby zdać sobie sprawę z dramatycznej sytuacji wielu ludzi w niektórych regionach świata - w tym przepadku w Indiach. Ogromny szacunek dla autora za to, ile dobrego robi dla innych.
Ile może zmienić wizyta w obcym kraju? W dodatku w życiu nie jednego, a kilku tysięcy osób? Autor udowadnia, że bardzo, bardzo wiele. Podziw budzi we mnie działalność, jaką prowadzi Jaume Sanllorente, a książka ta doskonale opowiada całą historię organizacji Uśmiechy Bombaju. Autor pisze prosto i szczerze, przedstawia wszystko w takim świetle, w jakim sam widzi sytuację...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSuper książka. Bardzo motywująca :)
Super książka. Bardzo motywująca :)
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka dość wstrząsająca, ukazująca prawdziwe oblicze Indii, jej bezdusznej kultury oraz obojętności na krzywdę ludzi.
Tym bardziej ignorancja bezdomnych dzieci kruszy nawet najbardziej zatwardziałe serce. Nie da się przejść obok niej obojętnie.
Wobec tego sam autor zmienił swoje życie na rzecz pomocy potrzebującym.
Polecam.
Książka dość wstrząsająca, ukazująca prawdziwe oblicze Indii, jej bezdusznej kultury oraz obojętności na krzywdę ludzi.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTym bardziej ignorancja bezdomnych dzieci kruszy nawet najbardziej zatwardziałe serce. Nie da się przejść obok niej obojętnie.
Wobec tego sam autor zmienił swoje życie na rzecz pomocy potrzebującym.
Polecam.
To jedna z tych książek, w których się człowiek zakochuje i chce mieć. Wzruszająca, mądra, pełna pasji.
To jedna z tych książek, w których się człowiek zakochuje i chce mieć. Wzruszająca, mądra, pełna pasji.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCudowna książka, która pozwala uwierzyć, że są jeszcze ludzie zdolni do ogromnych poświęceń i wyrzeczeń na rzecz tych najbardziej potrzebujących.
Jaume jest hiszpańskim dziennikarzem, który wbrew początkowym oporom, nagle dziwnym zrządzeniem losu wyjeżdża na urlop do Indii. Kraj, który na pierwszy rzut oka przeraża obrazami dramatycznej codzienności, okazuje się jednak miejscem, które nieoczekiwanie odmienia życie Jaume. Hiszpan nie mógł pogodzić się z okropnymi warunkami życia tylu biednych ludzi w slamsach. Najbardziej jednak poruszyło go położenie najmłodszych Hindusów, którzy po odrzuceniu przez rodziców zdane były same na siebie, o ile nie padły ofiarą brudnych interesów.
Jak tu nie podziwiać człowieka, który mając niespełna 30 lat, dobrą pracę, wspierających go naokoło ludzi, właściwie poukładane życie, nagle postanawia to wszystko rzucić i poświęcić się obcym dzieciom i to w kraju tak odległym nie tylko pod względem położenia, ale również odbiegającym kulturowo od życia przeciętnego Europejczyka?!
Pełen szacunek!
"Lecz ludzi dobrej woli jest więcej
i mocno wierzę w to,
że ten świat
nie zginie nigdy dzięki nim."
Tej książki nie można nie polecić...
Cudowna książka, która pozwala uwierzyć, że są jeszcze ludzie zdolni do ogromnych poświęceń i wyrzeczeń na rzecz tych najbardziej potrzebujących.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJaume jest hiszpańskim dziennikarzem, który wbrew początkowym oporom, nagle dziwnym zrządzeniem losu wyjeżdża na urlop do Indii. Kraj, który na pierwszy rzut oka przeraża obrazami dramatycznej codzienności, okazuje się jednak...
Właściwie to szukałam w EMPiKu mapy Bomb..przepraszam!.. Mumbaju. No bo jeśli mam się po nim przez tydzień powłóczyć (powłóczyć?!! - raczej poprzedzierać przez dwudziestomilionowy tłum), to to dobrze było by wiedzieć coś więcej. Meczet z grobem Haji Alego, Gate Way of India, Marine Drive, Wieże Milczenia Parsów to klasyka, ale co by tu jeszcze wziąć na ząb?
Mapy nie było, ale trafiła mi się ta książka ze słowem Bombaj w tytule. Pochłonęłam ją jednym tchem. Lekko napisana, choć o ciężkich sprawach. To, co porywa to prawdziwość historii. I pasja tego, kto ją przeżył. No bo, pomyślcie, dobrze sytuowany młody Hiszpan jedzie sobie gdzieś odpocząć od pracy dziennikarskiej. W biurze podróży pokonując jego opory ktoś przekonuje go: "A może by tak do Indii?"
Już przy wychodzeniu z samolotu odrzuca go od tego kraju fala gorąca i smrodu. Potem dzień, w którym nie może uciec od widoku kalek,ilości błagalnie wyciągniętych ku niemu rąk, pytania w oczach dzieci. Przeklina w duchu chwilę, gdy postanowił przyjechać do Indii! Co ja tu będę robił przez cały miesiąc?! Nocą nie może zasnąć prześladowany przez obrazy ludzkiej nędzy. Nie rozumiejąc tego, co czuje. Jak pisze potem: obrazek jego życia rozpadł się na poszczególne puzzle. Trzeba go złożyć na nowo. Próbuje tego porażony rozmodleniem tłumów w Benaresie nad Gangesem, czy zapatrzony w Taj Mahal. To właśnie podziwiając ten grobowiec - indyjski symbol miłości, słyszy od przewodnika "Każdy powinien w życiu zbudować swój Taj Mahal. Na swoją miarę. Czy pan już wie, co będzie pana Taj Mahalem?" Na to pytanie Jaume Sanllorente znajduje odpowiedź ostatniego dnia pobytu w Indiach. Zanim taksówka zawiezie go na lotnisko, Jaume odwiedzi sierociniec. Urzeczony uśmiechami dzieci. Wstrząśnięty historiami ich życia. Przerażony, że z braku funduszy sierociniec może zostać lada dzień zamknięty, a dzieci wrócą wówczas tam, skąd je zabrano - do bombajskich domów publicznych.
Wróciwszy do Hiszpanii, Jaume podejmuje decyzję. Rzuca pracę, zbiera pieniądze i wraca do Bombaju ratować dziecięce uśmiechy. Dlaczego? "Czułem się odpowiedzialny za to, co widziałem" (str 73)
Horacy kiedyś napisał: "Jadą za morze klimat zmieniamy, nie siebie". I rzeczywiście. Jedziemy w najbardziej niesamowite miejsca. Widzimy wstrząsające rzeczy. Wracamy i mówimy: "brudno, każdy chce ciebie naciągnąć na forsę; jak oni mogą okaleczać dzieci, by wzbudzać tym litość; co to za ludzie, którzy sprzedają własne dziecko do burdelu?" Oburzeni. Wstrząs nie zmienia nas. Nie zakładamy organizacji "Uśmiechy Bombaju".
Czy taką zmianą reagują na nieszczęście tylko ludzie święci? Tacy, jak Matka Teresa z Kalkuty? Jaume Sanllorente wydaje się być zwyczajnym człowiekiem, ale ten zwyczajny człowiek w 2003 roku pojechał sobie pewnego dnia do Indii. A tam "czekał na niego nie tylko Bombaj, ale i reszta jego życia", jak pisze. I teraz dzięki niemu (i założonej przez niego organizacji "Sonrisas de Bombay") 6000 dzieci niedotykalnych uśmiecha się spędzając czas w szkole, a nie w domu publicznym.
A gdy tego zaczęło mu być mało, Jaume, którego imię oznacza "Bóg ci wynagrodzi", założył kolejną organizację pomagającą znaleźć miejsce okaleczonym, ale wyleczonym trędowatym - "Wrócić do Życia"
Jaume opisuje swoje doświadczenie bardzo po prostu. Jest w nim ufność, którą można wziąć za naiwność. Pisze: "To właśnie w Bombaju, zacząłem postrzegać innych właściwie - jako przedłużenie nas samych" (str 54). Naiwność? A przecież zawierzywszy marzeniu, Jaume zmienia świat. Optymiści wydają się mniej dojrzali od pesymistów. Jaume uczy się u najlepszych. Nocami studiuje hindi i czyta GANGHIEGO, którego słowa są dla niego drogowskazem.
Dzieli się z nami nimi: "Nie powinniśmy się dawać ponieść nurtowi.Człowiek, który tonie, nikogo nie ocali.". Ale Gandhi to nie jedyny Indus, który pomaga Jaume zrozumieć Indie. Rabindranatha TAGORE, twórcę nowych idei uczenia ludzi spotykamy w mottach do rozdziałów: "Skąd się wziąłem? Gdzie mnie znalazłaś?", pyta dziecko matkę. A ona płacze i śmieje się, i przyciskając je do piersi, odpowiada: "Byłeś pragnieniem w moim sercu".
Dzięki tej książce dowiedziałam się też o kimś takim jak MUHAMMAD YUNUS. Bangladeski profesor ekonomii, nagrodzony pokojową nagrodą Nobla za pomysł mikrokredytu, który dał szansę na wyjście z nędzy wielu najbiedniejszym. Jego słowa też stały się mottem do jednego z rozdziałów: "Dobroczynność nie jest rozwiązaniem problemu biedy, przeciwnie, uniemożliwia jego rozwiązanie, pozbawiając osoby biedne inicjatywy, a nam z kolei pozwalając się nimi nie przejmować. Służy jedynie uspokajaniu naszych sumień." . Jaume nie zadowolił się datkami rozdawanymi żebrakom. Chciał, by ich dzieci wyprostowały plecy. Ożywiły się ucząc.
Kolejnym Indusem, którego słowa podtrzymują upartego Hiszpana jest KRISHNAMURTI.
Jemu i nam stawia on pytanie: "Czy będzie miało jakąkolwiek wagę, że się zmienię? (...) To źle postawione pytanie, jako że ty jesteś resztą ludzkości".
Od WIWEKANANDY Jaume uczy się też stosunku do religii tak ważnego w Indiach: "Jedyna religia, jaką się powinno głosić to religia bez strachu". Z tym problemem Jaume musi się mierzyć prowadząc szkołę, w której nie tylko dzieci, ale i nauczyciele różnią się wyznaniami. Obok święta Diwali, Boże Narodzenie, obok Wielkanocy Idy muzułmańskie. Pisząc o bólu podziałów Jaume cytuje twórcę sikhizmu Guru Nanaka - "Istnieje tylko jeden Bóg, który nikomu nie jest wrogiem".
Jaume w swej wizji świata powoli uczy się zdawać na Boga, choć za Wiwekanandą wierzy też w naszą wolność: "Cała odpowiedzialność za dobro i zło spoczywa na tobie. Co zaplątałeś, możesz zawsze odplatać - to obfite źródło nadziei"
A nadziei w tej książce nie brakuje. Wystarczy spojrzeć na twarze dzieci, by zrozumieć, czemu Jaume tak nazwał swoją organizację i czemu mówi, że ich uśmiechy są dla niego źródłem siły. Przeczytajcie koniecznie! Rozświetli Wam to smutny wieczór.
CYTATY:
O powrocie po podróży do codzienności:
"Dlaczego mnóstwo ludzi z niechęcią wita powrót do pracy i codzienności. Bo przecież skoro zajmują one nam większość życia, oznaczałoby to, że po prostu nie podoba nam się, jak żyjemy" (str 59)
"Czasem bardziej przejmujemy się pryszczem na własnym nosie niż tym, że codziennie umiera z głodu mnóstwo dzieci, jak mówi chińskie przysłowie".
"Często tylko krytykujemy, zapominając, że stanowimy część świata, na który narzekamy (...) To tak, jakbyśmy stali przed czarnym murem i skarżyli się, ze taki ponury, jednocześnie trzymając w dłoniach pędzel i puszkę białej farby. Nie wystarczy jej na pomalowanie całej powierzchni, ale możemy pomalować choćby część. I jeśli każdy zdobędzie się na taki wysiłek, mur w końcu zostanie pomalowany w całości" (str 95)
"Wrogowie nie istnieją. Wróg to przyjaciel, który potrzebuje pomocy".
( str. 120)
Kopiuję mój post blogu valley-of-dance.blog.onet.pl i strony nietylkoindie.pl (tam z ilustracjami)
Właściwie to szukałam w EMPiKu mapy Bomb..przepraszam!.. Mumbaju. No bo jeśli mam się po nim przez tydzień powłóczyć (powłóczyć?!! - raczej poprzedzierać przez dwudziestomilionowy tłum), to to dobrze było by wiedzieć coś więcej. Meczet z grobem Haji Alego, Gate Way of India, Marine Drive, Wieże Milczenia Parsów to klasyka, ale co by tu jeszcze wziąć na ząb?
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMapy nie było,...
Ciężko dopasować moje emocje po przeczytaniu tej książki do skali...
Samo życie...a tego w żaden sposób nie da się zaklasyfikować.
Oby na świecie było coraz więcej tak wspaniałych i odważnych ludzi jak Jaumme.
Jestem pełna podziwu dla Jego poczynań, i mam nadzieję, że kiedyś także będę w stanie poświęcić choć część siebie w takim stopniu jak On poświęcił całe swoje życie.
Ciężko dopasować moje emocje po przeczytaniu tej książki do skali...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSamo życie...a tego w żaden sposób nie da się zaklasyfikować.
Oby na świecie było coraz więcej tak wspaniałych i odważnych ludzi jak Jaumme.
Jestem pełna podziwu dla Jego poczynań, i mam nadzieję, że kiedyś także będę w stanie poświęcić choć część siebie w takim stopniu jak On poświęcił całe swoje życie.
Tę książkę dostałem jako gratis. I dzięki Bogu, że jej nikt nie chciał. Sam bym jej nie kupił. I zrobiłbym ogromny błąd. Jeśli ta opowieść nie zawiedzie Cię w biedaregion na drugim końcu świata to na pewno każe sie zastanowić i ujarzmić wyuzdany i rozpanoszony konsumpcjonizm.
Tę książkę dostałem jako gratis. I dzięki Bogu, że jej nikt nie chciał. Sam bym jej nie kupił. I zrobiłbym ogromny błąd. Jeśli ta opowieść nie zawiedzie Cię w biedaregion na drugim końcu świata to na pewno każe sie zastanowić i ujarzmić wyuzdany i rozpanoszony konsumpcjonizm.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOcena raczej jest raczej adekwatna do tego, co sądzę o samej historii, nie powieści.
Otóż jest ona napisana prostym, zrozumiałym językiem; nic nadzwyczajnego.
Natomiast tym, co zachwyca- nie, KTO zachwyca- jest właśnie autor tejże książki. Czytając o tym, co i ile zrobił dla innych, jestem pełna podziwu. Ten człowiek porzucił szczęśliwe (pozornie) i "normalne" życie, na rzecz pomagania dzieciom (i ogólnie osobom niedotykalnym) z Indii. Walczy o to, by mogły się edukować, by nie skończyły na ulicy, by nie były wykorzystywane seksualnie; walczy o to, co najważniejsze- by nie straciły godności. By miały szansę na lepsze życie.
Poświęcił się, by pomagać innym.
I tutaj nachodzi człowieka refleksja- czy JA byłbym w stanie zrezygnować z tego wszystkiego, co mam, by poświęcić życie innym?
Najgorsze w tym wszystkim jest to, że uświadamiamy sobie, iż odpowiedź brzmi "nie".
Ocena raczej jest raczej adekwatna do tego, co sądzę o samej historii, nie powieści.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOtóż jest ona napisana prostym, zrozumiałym językiem; nic nadzwyczajnego.
Natomiast tym, co zachwyca- nie, KTO zachwyca- jest właśnie autor tejże książki. Czytając o tym, co i ile zrobił dla innych, jestem pełna podziwu. Ten człowiek porzucił szczęśliwe (pozornie) i "normalne" życie, na...
Tak jak już wspomnieli inni czytelnicy, książka Jaumego Sanllorente zmusza do poważnej refleksji nad swoim postępowaniem i nad człowieczeństwem w ogóle. Nie robi tego w wyszukanych słowach, lecz przez świadectwo życia - i chyba dlatego działa na nas jeszcze mocniej. Autor pisze wprawnie i chociaż jego styl nie jest specjalnie porywający, to można mu to wybaczyć, gdyż treść "Uśmiechów Bombaju" sama w sobie wystarczająco porywa. Czy też może raczej: przygniata. Lecz także zostawia nadzieję, bo skoro istnieją tacy ludzie jak Jaume, to świat nie jest jeszcze stracony i - co jeszcze ważniejsze nawet - skoro autor był w stanie tak mocno zmienić swe życie, by pomagać innym, to każdy z nas jest do tego zdolny. Trzeba tylko mieć motywację, a sposób się znajdzie.
Polecam mocno tę książkę, bo świetnie uświadamia o sytuacji biedoty w Indiach i napełnia człowieka wspomnianą motywacją do pomagania innym, a także jakąś niewytłumaczalną energią do działania. Przede wszystkim zaś otwiera oczy na drugiego człowieka obok nas, co jest chyba najwspanialszą rzeczą, jaką może dać nam książka.
Tak jak już wspomnieli inni czytelnicy, książka Jaumego Sanllorente zmusza do poważnej refleksji nad swoim postępowaniem i nad człowieczeństwem w ogóle. Nie robi tego w wyszukanych słowach, lecz przez świadectwo życia - i chyba dlatego działa na nas jeszcze mocniej. Autor pisze wprawnie i chociaż jego styl nie jest specjalnie porywający, to można mu to wybaczyć, gdyż treść...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWarto przeczytać tą książkę,żeby uświadomić sobie co jest
najważniejsze.
Warto przeczytać tą książkę,żeby uświadomić sobie co jest
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo tonajważniejsze.
Ta książka pokazuje, jak wiele może zdziałać jeden człowiek.
Ta książka jest jak wyrzut sumienia i pytanie do każdego z nas: co ja zrobiłam/-łem, żeby choć w małym stopniu uczynić ten świat lepszym?
Polecam absolutnie wszystkim, bez wyjątku.
Ta książka pokazuje, jak wiele może zdziałać jeden człowiek.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTa książka jest jak wyrzut sumienia i pytanie do każdego z nas: co ja zrobiłam/-łem, żeby choć w małym stopniu uczynić ten świat lepszym?
Polecam absolutnie wszystkim, bez wyjątku.
Młody hiszpański dziennikarz ratujący bezdomne dzieci w Bombaju? Brzmi jak scenariusz filmu, ale jest scenariuszem napisanym przez życie! Po przeczytaniu książki z pewnością mogę stwierdzić, że autor jest właściwą osobą na właściwym miejscu!
Wstrząsające, szokujące historie. Przeciwności losu, z którymi autor wygrywa dzięki wytrwałości i głębokiej wierze, że to co robi jest słuszne. Realia indyjskich ulic przedstawione bez "lukru". Wzruszająca walka o nowe, lepsze życie dla setek bombajskich dzieci.
Myślę, że jest to lektura obowiązkowa, dlatego przyznaję najwyższą możliwą ocenę!
Młody hiszpański dziennikarz ratujący bezdomne dzieci w Bombaju? Brzmi jak scenariusz filmu, ale jest scenariuszem napisanym przez życie! Po przeczytaniu książki z pewnością mogę stwierdzić, że autor jest właściwą osobą na właściwym miejscu!
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWstrząsające, szokujące historie. Przeciwności losu, z którymi autor wygrywa dzięki wytrwałości i głębokiej wierze, że to co robi...
"Uśmiechy Bombaju" to książką pod każdym względem wyjątkowa, obok której nie można przejść obojętnie, bez refleksji nad własnym życiem. Po przeczytaniu, odłożyłam ją na bok i nie mogłam przestać myśleć o Jaume, o slumsach i biedzie tam panującej. Wytrzymałam chwilkę i zaczęłam czytać jeszcze raz... Nie potrafię się od tej pozycji teraz uwolnić.
To, że mam czytelniczego bzika na punkcie Indii, nie jest żadną tajemnicą. Staram się od czasu do czasu przeczytać jakąś pozycję o regionie, gdzie oprócz piękna i barw dominuje przede wszystkim bród, ubóstwo i niesprawiedliwość. Najlepszym tego przykładem jest właśnie Bombaj, gdzie piękne budowle kontrastują ze slumsami, które zamieszkują rzesze ludzi bez szansy na jakąkolwiek lepszą przyszłość.
Jaume Sanllorente do Indii trafił zupełnie przypadkiem. Tak naprawdę wakacje chciał spędzić w Afryce, która bardziej go interesowała i o której dużo czytał i pisał. Indie były mu zupełnie nieznane... Pierwsze wrażenie autora? Nigdy więcej! Tuż po wyjściu z samolotu uderza w niego wszechobecny smród, a każdy kontakt z indyjskimi miastami, to kolejne obrazy nędzy i rozpaczy. Ale mimo to, po powrocie z wakacji, u Jaume pojawia się swoista tęsknota za Indiami, która powoduje, że już po niecałym roku wraca... tym razem do Bombaju. Podczas drugiej wizyty trafia do sierocińca Karuna, gdzie poznaje wstrząsające historie dzieci, które mimo całego okrucieństwa, jakie je w życiu spotkało, uśmiechają się! Podejrzewam, że niewielu ludzi jest w stanie wyobrazić sobie ogrom nieszczęść i niesprawiedliwości jaka spotkała te dzieciaki. Jaume Sanllorente postanowił po powrocie do Hiszpanii, że nie może tego tak zostawić, że musi coś zrobić. Zakłada więc organizację pozarządową, której nadaje nazwę "Uśmiechy Bombaju", sprzedaje wszystko co posiada, pieniądze przeznacza na ratowanie sierocińca, a sam przenosi się do miejsca, gdzie jest potrzebny i może pomóc. Młody, przystojny mężczyzna rezygnuje z dotychczasowego życia i w pełni poświęca się dzieciom z najniższej indyjskiej kasty społecznej - niedotykalnych.
"Od tamtej pory nie myślę za dużo o swoim życiu, skupiłem się na innych, a konkretnie na moich małych wielkich przyjaciołach z bombajskiego sierocińca. Odkryłem sekret szczęścia. Prawdziwe szczęście jest możliwe tylko wtedy, gdy z powodzeniem zabiegamy o nie u bliźnich. Trudno znaleźć słowa zdolne wyrazić uczucie radości, której się dostępuje , widząc radość innych."
Jaume Sanllorente przywraca wiarę w to, że istnieje jeszcze bezinteresowna, niepodszyta jakąkolwiek chęcią zysku, ludzka dobroć. Bo to jak autor pisze, opowiada o tym co widział naładowane jest tyloma emocjami, że nie można nie uwierzyć w jego szczere intencje. W te intencje uwierzyły również dzieci, którym Jaume pomagał, a największą nagrodą był napis na tablicy, jaki pewnego razu odczytał:
"Jaume znaczy Bóg Ci wynagrodzi. Nam już wynagrodził obecnością Jaumego"
"Uśmiechy Bombaju" to świetny obraz wielkiej metropolii, wstrząsający niemal na każdym kroku, za sprawą pojedynczych historii, jakie miał okazje poznać młody Hiszpan. A to zaledwie ułamek tego, co Bombaj ukrywa w zakamarkach uliczek, czy w naprędce skleconych barakach slumsów. Miliony ludzi, miliony historii, miliony nieszczęść. Jaume poznał ich mikroskopijną część i postanowił zmienić świat. Niewielu jest ludzi takich jak on. Łatwo jest mówić o dobroci, trudniej wziąć sprawy w swoje ręce i działać. I jeżeli jeszcze raz usłyszę, że jeden człowiek nie może nic zmienić i zbawić świata, z czystym sumieniem będę mogła podać przykład Jaume Sanllorente.
Ta lektura, to nie tylko gratka dla miłośników Indii, ale pozycja obowiązkowa dla każdego, ponieważ uczy człowieczeństwa, zaangażowania i empatii. Pokazuje, że do szczęścia wcale nie jest nam potrzebny wielki stan posiadania, a wielkie i otwarte na innych serce.
"Uśmiechy Bombaju" to lektura, która w tym roku zrobiła na mnie największe wrażenie i do której z pewnością jeszcze nie raz wrócę, polecam Wam więc z czystym sumieniem. Po prostu trzeba to przeczytać!
"Uśmiechy Bombaju" to książką pod każdym względem wyjątkowa, obok której nie można przejść obojętnie, bez refleksji nad własnym życiem. Po przeczytaniu, odłożyłam ją na bok i nie mogłam przestać myśleć o Jaume, o slumsach i biedzie tam panującej. Wytrzymałam chwilkę i zaczęłam czytać jeszcze raz... Nie potrafię się od tej pozycji teraz uwolnić.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTo, że mam czytelniczego...
Naprawdę dobra książka. Czyta się ją jednym tchem. Nie raz miałam łzy w oczach - nie były do tego potrzebne wybitne literacko opisy. Sądze, że każdy po lekturze tej książki zostanie z poczuciem przygnębienia i smutku oraz chęcią pomocy, tak jak zrobił to Jaume Sanllorente. Pozostanie nutka nadziei, ponieważ są ludzie tacy jak on.
Książkę warto przeczytać jeśli kogoś interesuje tematyka Indii, głównie życia codziennego. Prosta historia, lecz zarazem niezwykła.
Naprawdę dobra książka. Czyta się ją jednym tchem. Nie raz miałam łzy w oczach - nie były do tego potrzebne wybitne literacko opisy. Sądze, że każdy po lekturze tej książki zostanie z poczuciem przygnębienia i smutku oraz chęcią pomocy, tak jak zrobił to Jaume Sanllorente. Pozostanie nutka nadziei, ponieważ są ludzie tacy jak on.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążkę warto przeczytać jeśli kogoś...
Ta książka - to kawał dobrej roboty :) Naprawdę cudo, każdy powinien ją przeczytać. Autor a zarazem bohater książki to prawdziwy anioł. Gratuluję poświęcenia.
Ta książka - to kawał dobrej roboty :) Naprawdę cudo, każdy powinien ją przeczytać. Autor a zarazem bohater książki to prawdziwy anioł. Gratuluję poświęcenia.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSzczery do bólu obraz nędzy i ludzkiego upodlenia ... całą książkę przepłakałam. Pozycja, którą trzeba przekazywac w kolejne ręcę, by uwrażliwiać innych na problemy biedy na całym świecie, zwłaszcza jeśli dotyczą niewinnych dzieci. Nie da się odstawić ją z powrotem na półkę bez chwili refleksji nad własnym życiem.
Szczery do bólu obraz nędzy i ludzkiego upodlenia ... całą książkę przepłakałam. Pozycja, którą trzeba przekazywac w kolejne ręcę, by uwrażliwiać innych na problemy biedy na całym świecie, zwłaszcza jeśli dotyczą niewinnych dzieci. Nie da się odstawić ją z powrotem na półkę bez chwili refleksji nad własnym życiem.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNiezbyt obszerna książeczka,a tak pełna mądrości...
Jaume Sanllorente w swej książce opisuje swoje przemyślenia i przeżycia związane z jego działalnością w Indiach. Przybliża nam losy ludzi najbiedniejszych, żyjących w tymże kraju, które często są smutne i szokujące. Mimo,że lektura ta pełna jest przygnębiającej treści to niesie również nadzieję na to, że ludzie mogą w jakiś sposób zmienić świat na lepsze.
Naprawdę warta przeczytania.
Niezbyt obszerna książeczka,a tak pełna mądrości...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJaume Sanllorente w swej książce opisuje swoje przemyślenia i przeżycia związane z jego działalnością w Indiach. Przybliża nam losy ludzi najbiedniejszych, żyjących w tymże kraju, które często są smutne i szokujące. Mimo,że lektura ta pełna jest przygnębiającej treści to niesie również nadzieję na to, że ludzie mogą w...
Ciepła,pełna ludzkiego dobra i walka o lepsze życie dzieci..
Ciepła,pełna ludzkiego dobra i walka o lepsze życie dzieci..
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to