Herta Müller, laureatka Literackiej Nagrody Nobla, przyzwyczaiła swoich czytelników do prozy gęstej, bolesnej i niezwykle wymagającej. Huśtawka oddechu nie jest pod tym względem wyjątkiem. To monumentalna, choć objętościowo skromna, opowieść o przetrwaniu w sowieckim łagrze, która w moim odczuciu zasługuje na ocenę 6/10. Jest to nota odzwierciedlająca głęboki szacunek dla warsztatu autorki, przy jednoczesnym uznaniu, że hermetyczność tej formy może stanowić dla wielu odbiorców barierę nie do przebicia.
Głównym bohaterem jest siedemnastoletni Leopold Auberg, rumuński Niemiec, który w 1945 roku zostaje deportowany do obozu pracy na Ukrainie. Müller nie buduje jednak klasycznej narracji obozowej, do której przyzwyczaiła nas literatura faktu czy wspomnienia ocalałych. Zamiast chronologii zdarzeń otrzymujemy strumień obrazów, metafor i neologizmów. Autorka personifikuje głód, nadając mu imię „Anioła Głodu”, który towarzyszy więźniom w każdej sekundzie, dyktując rytm ich oddechów i myśli. To właśnie ten „anioł” huśta losem bohatera, czyniąc z jedzenia jedyny punkt odniesienia w odczłowieczonym świecie.
Język Müller jest tu narzędziem chirurgicznym. Autorka operuje słowem w sposób niemal fizyczny – czytelnik czuje ciężar łopaty, chłód cementu i wszechobecny pył węglowy. Opisy przedmiotów codziennego użytku nabierają rangi religijnych relikwii. To proza poetycka w swoim najsurowszym wydaniu, gdzie każde zdanie jest dopracowane do perfekcji. Müller mistrzowsko oddaje stan psychicznego odrętwienia, w którym jedynym sposobem na zachowanie resztek jaźni jest skupienie się na rytmie własnego oddechu.
Huśtawka oddechu to książka, która momentami staje się ofiarą własnej doskonałości stylistycznej. Metaforyka jest tak gęsta, że momentami dusi samą opowieść. Czytelnik może odnieść wrażenie, że autorka bardziej celebruje język, niż faktycznie oddaje hołd ofiarom, co sprawia, że emocjonalny dystans do bohatera staje się trudny do skrócenia. Brak tradycyjnej fabuły i powtarzalność motywów sprawiają, że lektura, mimo niewielu stron, bywa nużąca i monotonna – co zapewne było zamierzone, by oddać realia obozowej wegetacji, ale jako doświadczenie czytelnicze okazuje się niezwykle wyczerpujące.
To dzieło dla koneserów literatury wysokiej, którzy są gotowi na mozolne przebijanie się przez tekst. Müller stworzyła literacki pomnik cierpienia, który zachwyca formą, ale pozostawia czytelnika emocjonalnie wycieńczonym i nieco zagubionym w gąszczu abstrakcji. To ważna lekcja historii podana w sposób niezwykle specyficzny – dla jednych będzie to arcydzieło, dla innych pozycja zbyt pretensjonalna w swojej konstrukcji. Bez wątpienia jednak jest to książka, której nie da się zapomnieć, nawet jeśli obcowanie z nią nie sprawia czystej przyjemności.
Herta Müller, laureatka Literackiej Nagrody Nobla, przyzwyczaiła swoich czytelników do prozy gęstej, bolesnej i niezwykle wymagającej. Huśtawka oddechu nie jest pod tym względem wyjątkiem. To monumentalna, choć objętościowo skromna, opowieść o przetrwaniu w sowieckim łagrze, która w moim odczuciu zasługuje na ocenę 6/10. Jest to nota odzwierciedlająca głęboki szacunek dla...
Przejmująca.
Bardzo autentyczne świadectwo przeżyć obozowych. Ktoś pisze, że dzieło poetyckie. Ja tego nie widzę. Wali obuchem w łeb, bez żadnej poetyckiej litości. Ale jednak 9/10. Brakuje punktu, drobiazgu, szczegółu. Bo świetnie opisała, ale jednak cudze przeżycia. Być może właśnie tego brakuje.
A może po prostu bohater był osobą trzymającą świat na dystans. Gdyby nie to, gdyby jeszcze mały gram uczucia, byłoby to arcydzieło.
Przejmująca.
Bardzo autentyczne świadectwo przeżyć obozowych. Ktoś pisze, że dzieło poetyckie. Ja tego nie widzę. Wali obuchem w łeb, bez żadnej poetyckiej litości. Ale jednak 9/10. Brakuje punktu, drobiazgu, szczegółu. Bo świetnie opisała, ale jednak cudze przeżycia. Być może właśnie tego brakuje.
A może po prostu bohater był osobą trzymającą świat na dystans. Gdyby nie...
W losach osobistych zawarto zbiorową pamięć o Niemcach z Rumunii, których pod koniec II wojny światowej deportowano do radzieckich obozów na roboty przymusowe. Posłowie oraz informacja od tłumaczki pozwalają zwięźle nakreślić kontekst historyczny powieści Herty Müller, wobec czego nie ma potrzeby jego omówienia w opinii o tekście z intrygującą koncepcją podmiotowości w czasach zniewolenia.
Pierwszoosobowa narracja z ograniczeniem perspektywy do jednego człowieka nadają „Huśtawce oddechu” cechy pamiętnika. Daty zastąpiono niejednoznacznymi określeniami na początku poszczególnych rozdziałów, w których wyjaśniono ich faktyczne znaczenie dla ocalałego więźnia. Herta Müller przedstawiła obóz zgodnie z utrwalonych przekazem historycznym. Pełno w nim brudu, chorób i chaosu, choć zaszczytne miejsce na podium najokrutniejszych udręk zajmuje głód. Poza przypieczętowaniem tragicznego losu niezliczonych ofiar, pozbawia żywych trzeźwego myślenia. Ratunkiem dla skołowanego narratora bywa przywoływanie wspomnień z czasów przed obozem, co pozwala mu zachować związek z dawnym światem, jednakże do chwili zakończenia niewoli. Herta Müller eksponuje retrospekcje byłego więźnia, aby ukazać psychiczną degradację jednostki wskutek całkowitego przesiąknięcia nieludzkim światem.
Lektura powieści przypomniała mi o człowieku zlagrowanym Tadeusza Borowskiego, aczkolwiek jego utożsamienie z narratorem „Huśtawki oddechu” byłoby nieprawidłowe. Przymusowy pobyt w Związku Radzieckim nie odebrał mu wrażliwości oraz umiejętności dostrzeżenia cierpienia innych ludzi, mimo że przez resztę życia tkwił w nieznośnym letargu.
W losach osobistych zawarto zbiorową pamięć o Niemcach z Rumunii, których pod koniec II wojny światowej deportowano do radzieckich obozów na roboty przymusowe. Posłowie oraz informacja od tłumaczki pozwalają zwięźle nakreślić kontekst historyczny powieści Herty Müller, wobec czego nie ma potrzeby jego omówienia w opinii o tekście z intrygującą koncepcją podmiotowości w...
Kolejna wybitna książka Herty Müller, wyjątkowo nie o Rumunii Ceausescu, lecz o obozie pracy w Sowietach, dokąd w 1945 r. trafił późniejszy znajomy noblistki Oskar Pastior. To jego przeżycia są kanwą tej opowieści. Taki obóz zaliczyła także i jej matka, ale ona o tym cicho milczała….
To moja 6. książka noblistki – żadna mnie nie zawiodła, wszystkie po swojemu uwiodły, o ile to stosowne określenie, zważywszy temat, którym w każdym jej dziele jest człowiek - często kobieta - bezbronny, a wręcz i nagi, wobec całej potwornej brutalności totalitarnego systemu. Ta książka, o czym jestem przekonany, niewiele ustępuje klasykom literatury obozowej. Porównania z Borowskim, czy precyzyjniej - z Herlingiem-Grudzińskim, Sołżenicynem i Szałamowem od razu przychodzą na myśl, a nie ma tu żadnej wtórności.
Nie mówiąc może „w temacie” wiele nowego, pod względem językowym rzecz ta jest po prostu genialna. @Paula napisała w opinii, że „padła ofiarą języka” - ja też padłem; na twarz w hołdzie. Powściągliwość stylistyczna, brak dialogów, zdania lakoniczne niczym komendy nadzorców, skupienie na wnętrzu ofiary, realistyczny, a zarazem; o paradoksie! - zarazem i poetycki, i szokujący - obraz obozu pracy na sowieckiej Ukrainie. Jeszcze w trakcie wojny trafiło do takich 80 tys. rumuńskich Niemców w ramach „zbiorowego odkupienia win” (Rumunia, sojusznik III Rzeszy do lata 1944 r. - gdy „odwróciła sojusze”, dopuściła się licznych zbrodni, również z udziałem przedstawicieli tejże mniejszości narodowej).
17-letni narrator, wywieziony z Hermannstadt (Sybin – cudowne to miasto w Siedmiogrodzie, dawna stolica tamtejszych Sasów, w którym czułem się niczym w Norymberdze) jest niejako napiętnowany podwójnie: i jako Niemiec (jego rodzina „wierzyła w czarny prostokąt wąsów Hitlera”) i jako gej. Wie, że swe skłonności musi ukryć („żyłem w trwodze przed państwem i przed rodziną”) wobec największego zagrożenia. „Oni bali się, że na obczyźnie spotka mnie coś złego. Ja chciałem uciec w miejsce, które mnie nie zna. Mnie już bowiem coś spotkało. Coś zakazanego. Było osobliwe, brudne, bezwstydne i piękne”.
Bo w tej kwestii hitlerowcy i komuniści zbytnio się nie różnili (przypadek? – nie sądzę. BTW: rodzimi „obrońcy rodziny” niezłe mają towarzystwo…): „Moja tajemnica była, już z czysto cielesnego punktu widzenia, potworną obrzydliwością. Wraz z Rumunem dołączała do niej hańba rasowa”; „Gdyby przyłapali mnie w obozie, byłbym już dawno martwy”.
A w ojczyźnie po powrocie? „Każde rendez-vous mogło skończyć się więzieniem. Co najmniej 5 lat, jeśliby mnie złapali. Niektórych łapali. Prosto z parku lub miejskiego kąpieliska trafiali po brutalnych przesłuchaniach do więzienia. Stamtąd do obozu nad kanałem. Dzisiaj wiem, znad kanału się nie wracało. A kto mimo wszystko wrócił, był chodzącym trupem”.
Nie ma tu żadnego bohaterstwa czy idealizacji wspólnoty więźniów, a właściwie – niewolników – o ile w ogóle można o niej mówić - każdy raczej jest „oddzielną wyspą”. Zasady przez nich przestrzegane, choćby w sposób nieuświadomiony, są okrutne acz po jakiemuś, czyli obozowemu – gdzie nie działa uniwersalna moralność - sprawiedliwe. Świadczy o tym np. zemsta na złodzieju chleba, generalnie ohydna, a jednak „tam” dopuszczalna, a może nawet i niezbędna. Czynny udział bierze w niej i sam narrator: ”Żądza mordu połknęła mi rozum. Nie tylko mnie, wszyscy razem byliśmy sforą”.
Oprócz wyczerpującej pracy w upadlających warunkach głównym doświadczeniem jest głód, który – przedziwnie spersonifikowany - jest też tu jednym z głównych bohaterów. Zazwyczaj jest określany mianem anioła (bynajmniej nie stróża), który przybiera wiele postaci. Bez jego przechytrzenia niełatwo jest przeżyć. Ale czasem nawet i anioł jest litościwy: „Anioł głodu pomagał mi, był przecież notorycznym złodziejem”.
Ten sam anioł kazał innemu więźniowi kraść jedzenie najbliższej osobie. „A gdy myśmy się jeszcze kłócili, adwokat już dawno zanurzył łyżkę w talerzu żony. Jej łyżka zanurzała się coraz rzadziej, jego coraz częściej”.
„Adwokat Paul Gast kradł swojej żonie Heidrun Gast zupę z talerza, aż któregoś dnia nie wstała i umarła, ponieważ nie mogła inaczej, tak jak i on kradł jej zupę, ponieważ jego głód nie mógł inaczej”.
Po dwóch latach obozu na narratora spadł cios – nie, nie od Sowietów, ale z rodzinnego domu. Dostał kartkę ze zdjęciem swego nowo narodzonego brata, bez żadnej innej informacji oprócz jego imienia i daty urodzenia. „Rodzice zrobili sobie dziecko, ponieważ nie liczą już na mnie”. Odbiera to jako mało zawoalowany komunikat od matki: ”Dla mnie możesz umrzeć tam, gdzie jesteś, zaoszczędzi to miejsca w domu”.
Cytaty nt. tego "innego świata" można by przytaczać nieskończenie:
„Kiedy zabrał mnie patrol, była trzecia w nocy 15 stycznia 1945 r.”.
„Chciałem jak najdalej od rodziny, choćby do obozu”.
„Jechaliśmy w bydlęcych wagonach tak długie dni i noce, jakbyśmy byli w nich od zawsze”.
„W bydlęcym wagonie kurczy się wszelka odrębność. Istnieje się raczej między innymi niż w sobie. Wcale nie trzeba się ze sobą liczyć”.
„Pociąg jechał 12 dni albo 14, niezliczone godziny, nie zatrzymując się. Potem zatrzymał się na niezliczone godziny, nie jadąc. Nie wiedzieliśmy, gdzie jesteśmy”.
„Czy mróz czy skwar, całe wieczory upływały na staniu w bezruchu. Tylko wszom wolno się było na nas poruszać”.
„Bez płaczu można się stać potworem”.
„Od tego, co widniało obok nazwiska, zależało wszystko. Czy będziemy po prostu zmęczeni, zmęczeni jak psy, czy też śmiertelnie zmęczeni”.
„Treści rozkazów nie rozumieliśmy, ale pogardę w nich w nich zawartą tak”.
„Każdy miał własną metodę poruszania łyżką, żeby jak najdłużej oszczędzać zupę”.
„Teraz, kiedy robi się ciepło, można przynajmniej wygrzać głód w słońcu, skoro nie ma nic do jedzenia”.
„Na obozowym korso siedzi pies. Ma zielony żar w oczach, między jego łapami leży kość. Myślę, że to kurza kość, zazdroszczę mu. Wyczuł to i warczy. Muszę coś zrobić, żeby nie rzucił się na mnie”.
„Trudi mówi, że zmarli przez całą zimę są gromadzeni na tylnym dziedzińcu i przysypywani śniegiem, leżą tak parę nocy aż zmarzną. Że grabarze to leniwi łajdacy, że rąbią zwłoki na kawałki, żeby nie musieć kopać grobu, żeby upchnąć je w dziurze”.
„9 maja po raz pierwszy mijał rok, odkąd zapanował pokój. Nam nie przydał się na nic, dla nas był drugim rokiem obozu”.
„Wszy są niebezpieczne tylko wtedy, kiedy maja dur plamisty lub tyfus. Poza tym da się z nimi żyć. Można się przyzwyczaić do tego, ze wszędzie swędzi”.
„Już pierwszej zimy wiedział, jak pozbyć się wszy z wełnianego swetra. O zmierzchu przy lekkim mrozie trzeba wygrzebać trzydziestocentymetrową dziurę w ziemi, wepchnąć do niej sweter, tak żeby wystawał tylko rożek długości palca, a potem zasypać dziurę. W nocy wszystkie wszy wyłażą ze swetra. O świcie siedzą zbite w białą bryłkę na rożku”.
”Chętnie patrzymy na krew pluskiew, ponieważ jest to nasza krew”.
„Chcieliśmy wprawdzie do domu, ale poprzestawaliśmy na wspomnieniach minionego, nie mieliśmy odwagi tęsknic za przyszłym”.
„Tak długo opakowywałem się w milczenie, że trudno mi się rozpakować w słowach”.
Powrót do domu po 5 latach nie ma w sobie niczego z sielanki. Nawet gdyby rodzina wiedziała, nic by nie pojęła....
„Po moim powrocie przerażenie było większe niż zaskoczenie, w domu zapanowała wyzuta z radości ulga.
Okpiłem ich żałobę, ponieważ żyłem”.
„Tato przyglądał mi się spod wpół przymkniętych powiek i skrywał litość. W każdym mrugnięciu błyszczało przerażenie”.
„Kiedy złożyłem list, tato spytał: Czy masz dziecko w Wiedniu. Powiedziałem: Czytałeś przecież list, nic tam nie ma na ten temat. Powiedział: Kto wie, co wyczynialiście w obozie. Kto wie, powiedziałem”.
„Już od miesięcy byłem nogami w domu, w którym nikt nie wiedział, co widziałem. Nikt też nie pytał. Opowiadać można tylko, gdy występuje się jako ten, o którym się opowiada. Byłem szczęśliwy, że nikt o nic nie pyta, ale w skrytości czułem urazę”.
PS W tłumaczeniu cały czas mowa o jakichś „psach ziemnych” wokół obozu. Ki czort, myślałem, ale gdy przeczytałem, że stają one na tylnych łapkach, to domyśliłem się, że chodzi o chomika europejskiego, który jako wolno żyjące zwierzątko występuje u nas tylko szczątkowo na Lubelszczyźnie. To może lepiej byłoby tej nazwy użyć, a nie potocznej?
Kolejna wybitna książka Herty Müller, wyjątkowo nie o Rumunii Ceausescu, lecz o obozie pracy w Sowietach, dokąd w 1945 r. trafił późniejszy znajomy noblistki Oskar Pastior. To jego przeżycia są kanwą tej opowieści. Taki obóz zaliczyła także i jej matka, ale ona o tym cicho milczała….
To moja 6. książka noblistki – żadna mnie nie zawiodła, wszystkie po swojemu uwiodły, o...
Cyt.:
„Taki był bieg rzeczy. Ponieważ nikt z nas nie mógł na to nic poradzić, nikt nie mógł poradzić nic na nic.”
Herta Müller, „Huśtawka oddechu”
Herta Müller, jedna z najwybitniejszych współczesnych postaci literatury niemieckiej, zdobywczyni literackiej Nagrody Nobla w 2009 roku, urodzona w niemieckiej rodzinie w rumuńskim wielokulturowym Banacie, dzieciństwo i młodość spędziła w Rumunii Nicolae Ceaușescu. Jej kariera literacka została bardzo szybko przerwana zakazem publikacji po odmowie współpracy z rumuńskim Securitate. Wyemigrowała do Niemiec w 1987 roku i dopiero tam jej talent literacki rozkwitł w całej pełni.
„Huśtawka oddechu” ukazała się kilka miesięcy przed przyznaniem autorce literackiego Nobla. Wywołała sporo kontrowersji, zarzucano jej nawet plagiat. Pierwotnie miała to być historia opowiedziana wspólnie z Oskarem Pastiorem, rumuńskim Niemcem wywiezionym po wojnie do rosyjskiego obozu pracy przymusowej. Po jego śmierci została z kilkudziesięcioma zeszytami zapisków i notatek z których stworzyła „Huśtawkę oddechu.” Być może jednym z impulsów do napisania tej książki była także historia jej matki, która także znalazła się wśród deportowanych do Rosji.
Narrator powieści to 17 letni Leo Auberg, który po zajęciu Rumunii przez Rosjan w 1945 roku, wraz z kilkudziesięcioma tysiącami Niemców z Rumunii trafia do gułagu w Związku Radzieckim na terenie dzisiejszej Ukrainy, gdzie spędza kolejne pięć lat. To historia przypominająca nieco prozę Tadeusza Borowskiego, Aleksandra Sołżenicyna czy Gustawa Herlinga-Grudzińskiego. To opowieść o głodzie, który niczym anioł przyjmuje wiele postaci. I to nie tylko o tym fizjologicznym odczuciu organizmu wynikającym z braku pożywienia ale również o głodzie tęsknoty za domem. To niezwykłe w jaki sposób udało się autorce opisać głód, zimno, strach, poniżenie, ból i nadzieję. Niemal surrealistyczna, metafizyczna wizja piekła którym kieruje swoista matematyka – 1 ruch łopaty równa się 1 gramowi chleba. To wewnętrzny monolog człowieka, który tworzy swój własny świat, swoją własną rzeczywistość by przetrwać. Wydawałoby się, że nie można opisać tego co jest niemal niewyrażalne a jednak Hercie Müller to się znakomicie udało.
Jest jeszcze coś, co wyróżnia „Huśtawkę oddechu” na tle wielu łagrowych opowieści. To ukazanie traumy poobozowej i prób powrotu do normalnej rzeczywistości, choć dla wielu, w tym i dla Oskara Pastiora, rzeczywistego bohatera opowieści ta normalność nigdy nie była już taka sama.
Cyt.:
„Wszyscy byliśmy inni, niż jesteśmy.”
Herta Müller, „Huśtawka oddechu”
Znakomita proza.
Polecam.
Cyt.:
„Taki był bieg rzeczy. Ponieważ nikt z nas nie mógł na to nic poradzić, nikt nie mógł poradzić nic na nic.”
Herta Müller, „Huśtawka oddechu”
Herta Müller, jedna z najwybitniejszych współczesnych postaci literatury niemieckiej, zdobywczyni literackiej Nagrody Nobla w 2009 roku, urodzona w niemieckiej rodzinie w rumuńskim wielokulturowym Banacie, dzieciństwo i młodość...
Kto mnie zna, ten wie, że pióro Herty Muller zachwyca mnie nie od dziś. Jej pióro kocham tak bardzo, że dozuję je sobie od lat, bo nigdy nie chcę zakończyć czytania jej książek.
Herta to dla mnie niekwestionowana królowa zaskakujących konceptów i niebanalnych porównań, mistrzyni szczegółu, która jak mało kto potrafi oddać duszność reżimu. Po zakończeniu II wojny światowej Rosjanie wymusili na Rumunii wspierającą III Rzeszą przesiedlenie części rumuńskich Niemców i wysłanie ich na przymusowe roboty na teren Związku Radzieckiego. Wśród nich była również matka autorki, która nigdy nie opowiedziała o swoim doświadczeniu. Życiorys Herty to również pasmo wypychania jej z własnej ojczyzny przez komunistyczny aparat władzy. Cała jej twórczość poświęcona jest jednostce, która jest bezradna wobec bezwzględności władzy.
„Huśtawka oddechu” przedstawia nam historię młodego homoseksualisty zesłanego na przymusowe roboty na teren Związku Radzieckiego. Siedemnastoletni Leo niemal traktuje to jak wybawienie od ludzkich spojrzeń skierowanych na jego inność i potajemne spotkania z mężczyznami w parku. Przerabia gramofon na walizkę, w którą pakuje najważniejsze dzieła, rzeczy bezcenne do przeżycia. Tytułowa huśtawka to stan odzwierciedlający konsekwencje nieustannego głodu, kiedy to oddech wisi na włosku pomiędzy życiem a śmiercią.
Nikt nie opowiada tak lirycznie o totalitaryzmie, jak Herta. Jej sposób pisania jest nie do podrobienia, często jest nie do uniesienia, ale balansuje zawsze na granicy arcydzieła, przybliżając nam faszystowskie działania i ich reperkusje Rumunii. Potrafi to wszystko opowiedzieć historią jednego człowieka, otoczonego przedmiotami, które z kolei potrafią go uratować od zguby. Jak ta walizka z gramofonu, jedwabny szal, poezja. Pisanie Herty jest na zawsze. Tradycyjnie zrobię przerwę od sięgnięcia po pozycje z jej twórczości, które wciąż czekają na moje odkrycie
Kto mnie zna, ten wie, że pióro Herty Muller zachwyca mnie nie od dziś. Jej pióro kocham tak bardzo, że dozuję je sobie od lat, bo nigdy nie chcę zakończyć czytania jej książek.
Herta to dla mnie niekwestionowana królowa zaskakujących konceptów i niebanalnych porównań, mistrzyni szczegółu, która jak mało kto potrafi oddać duszność reżimu. Po zakończeniu II wojny światowej...
Dla mnie to arcydzieło. Trudno zaliczyć ja do typowej literatury obozowej. To raczej „poemat” o człowieczeństwie. Zdecydowanie jedna z kilku najlepszych książek jakie czytałam. Czyta się wolno - po linijce, sycąc się każdym zdaniem.
Dla mnie to arcydzieło. Trudno zaliczyć ja do typowej literatury obozowej. To raczej „poemat” o człowieczeństwie. Zdecydowanie jedna z kilku najlepszych książek jakie czytałam. Czyta się wolno - po linijce, sycąc się każdym zdaniem.
Wspomnienia narratora z rosyjskiego obozu pracy napisane naprawdę niesamowicie ciekawy sposób. Ta forma to same zdania twierdzące (również pytania są tak zapisane) ujęte w krótkich rozdziałach. Wspomnienia nie mają większej chronologii i linii czasowej - jest to raczej podział tematyczny. Język bardzo poetyki w takiej suchej prostocie obozowej rzeczywistości. Bardzo tu mało emocji i jednocześnie dużo tęsknoty, która też jest emocją, jasne, ale jednak inaczej ujętą:
"Jeśli cale wieki nie ma się wieści z domu, człowiek zadaje sobie pytanie, czy powinien w ogóle chcieć do domu i czego powinien sobie tam życzyć. W obozie zabrano nam marzenia. Nie musieliśmy i nie chcieliśmy o niczym decydować. Chcieliśmy wprawdzie do domu, ale poprzestawaliśmy na wspomnieniach minionego, nie mieliśmy odwagi tęsknić za przyszłym. Wierzyliśmy, że wspomnienie jest tęsknotą."
To nie jest łatwa lektura z opisami brutalności oprawców. To surowy głód, zimno, portret psychologiczny człowieka umęczonego i obojętnego, ale jeszcze nie złamanego. Narratora przy życiu jednocześnie trzyma i nie trzyma zdanie wypowiedziane przez babcię: "wiem, że wrócisz". Tę książkę czyta się powoli i w skupieniu. Warto.
Wspomnienia narratora z rosyjskiego obozu pracy napisane naprawdę niesamowicie ciekawy sposób. Ta forma to same zdania twierdzące (również pytania są tak zapisane) ujęte w krótkich rozdziałach. Wspomnienia nie mają większej chronologii i linii czasowej - jest to raczej podział tematyczny. Język bardzo poetyki w takiej suchej prostocie obozowej rzeczywistości. Bardzo tu mało...
Książka o obozie przymusowej pracy, o głodzie, o Niemcach wywiezionych z Rumuni do pracy przy odbudowie Związku Radzieckiego.
Główny bohater ma 17 lat gdy zostaje zabrany, w obozie przebywa 5.
Mój Dziadek miał 17 lat, gdy wywieziono go do pracy w Prusach Wschodnich, był tam tylko dwa lata, pracował u niemieckiego bauera, nie głodował.
Przez wiele lat prawie w ogóle tych dwóch nie wspominał, babcia powtarzała że nie lubi do tego wracać, po kilkudziesięciu latach zaczął czasem opowiadać,
Tylko rzeczy anegdotyczne, z puentą
Jak niemiecki oficer sprawdzał na nim swego nowego młodego psa,
Dziadek wygrał, uderzył psa, odrzucił, zwierzę uciekło piszcząc
Puenta była taka że oficer Dziadka nie zabił ani nie zbił, zawiózł do lekarza, i kazał opatrzyć rękę
Więcej opowiadał o powrocie, piechotą do rodzinnej mazowieckiej wsi,
Wtedy głodował. Szedł za frontem.
Już parę lat temu odkryłam, że wspomnienia Dziadka nakładają mi się na przeczytaną literaturę,
Zastanawiałam się, która anegdota jest dziadkowa, a która to fragment z „Tęczy grawitacji”, czy historię z gospodarzem który zmusił żebrzących o jedzenie migrantów do zjedzenia beczułki miodu, opowiedział Thomas czy Tadeusz,
Przerażająca w czytaniu „Huśtawki oddechu” jest świadomość, że to historia aktualna, kiedy bohater mówi: jest tylko głód , to są to słowa milionów ludzi dziś.
Światowy dzień walki z głodem obchodzony jest 16 października. Wiem o tym od czasu przeczytania „Głodu” Caparrósa.
Literacki język „Huśtawki oddechu” jest silny i charakterystyczny. Na przykład sam tytuł. Dla mnie brzmi twardo, obco. I tak odbieram całość tekstu, zestawienia słów są trudne, nie wiem skąd się wzięły, zgrzytają. Pomieszanie języków w kluczowych słowach pogłębia ten efekt (hazowyj). Z pewnością można powiedzieć że jest to język poetycki, ale jest to poezja, która bierze się z twardego realizmu, z prób nadania nieprzezroczystych nazw. Ta opowieść składa się z kamieni. Nie ma wydarzeń i nie ma czasu. Jednym kamieniem jest głód, drugim zegar z kukułką, trzecim czerwona apaszka. „Każda zmiana jest dziełem sztuki” - tak mówił bohater? bo mój egzemplarz wrócił już do biblioteki.
„Huśtawkę” czyta się bardzo szybko.
Książka o obozie przymusowej pracy, o głodzie, o Niemcach wywiezionych z Rumuni do pracy przy odbudowie Związku Radzieckiego.
Główny bohater ma 17 lat gdy zostaje zabrany, w obozie przebywa 5.
Mój Dziadek miał 17 lat, gdy wywieziono go do pracy w Prusach Wschodnich, był tam tylko dwa lata, pracował u niemieckiego bauera, nie głodował.
Przyznaję uczciwie, że gdybym zobaczył tę książkę na półce w księgarni, to nazwisko autorki niewiele by mi powiedziało. Trochę to zaskakujące, jako że autorka jest noblistką, ale takie są fakty.
Faktem jest również to, że książka zdecydowanie mnie nie zachwyciła. Mógłbym nawet rzec, że trochę znudziła. Jest to o tyle zaskakujące, że historia opisana w książce jest brutalna, czego w zasadzie można było się spodziewać po książce o obozie pracy.
Jaki w takim razie jest problem tej pozycji? Książka napisana jest bardzo dziwnym językiem. Myślę, że zasadne byłoby powiedzieć, że jest to poetycki opis rzeczywistości obozowej w Związku Radzieckim. Styl zupełnie nie przystaje mi do tematyki. Pewnie może się to komuś podobać, ale mnie zdecydowanie to nie porwało.
Przyznaję uczciwie, że gdybym zobaczył tę książkę na półce w księgarni, to nazwisko autorki niewiele by mi powiedziało. Trochę to zaskakujące, jako że autorka jest noblistką, ale takie są fakty.
Faktem jest również to, że książka zdecydowanie mnie nie zachwyciła. Mógłbym nawet rzec, że trochę znudziła. Jest to o tyle zaskakujące, że historia opisana w książce jest...
Długo unikałam tej książki. Stała na półce obok innych przeczytanych przeze mnie książek Herty Müller. Nie narzucała się. Chyba wiedziała, że się jej boję. Ale była cierpliwa. Temat powojennych obozów dla Niemców jest trudny. I nie wiadomo właściwie co z nim zrobić. Z jednej strony, każdy wie, należało im się za Hitlera, za wojnę, za krematoria, z drugiej jednak pozostaje ogromny dyskomfort moralny. Bo co? Jak Kuba Bogu tak Bóg Kubie, oko za oko ząb za ząb? Czy sadystyczne dręczenie ludzi można czymkolwiek usprawiedliwić? Grzebałkowska czy Marek Łuszczyna opisują to zjawisko jako reporterzy. I człowiek cały tężeje czytając te relacje. Herta Müller idzie swoją drogą. Dorastała jako dziecko kobiety, którą powojenny obóz wydrążył i uczynił jedynie truchłem człowieka. W „Hustawce oddechu“ Herta Müller wchodzi do głowy Oskara Pastiora, który jako młody zaledwie 17 letni chłopak przeżył w obozie pracy w Rosji pięć lat. Jej książka jest jednym wielkim bólem. Nie wiem czy jest inna pisarka lub pisarz, którzy tak mistrzowsko operują jezykiem traktując go nie jako narzędzie do wyrażenia myśli czy emocji, ale jak żywą materię. Język jest tu jakby żywym stworzeniem poprzez które odbieramy opowiedzianą historię wszystkimi zmysłami. Jej proza jest tak intensywna, tak sensualna. Jednak „Huśtawka oddechu“ przez cały czas podczas jej czytania trzymała mnie na dystans. Może dlatego, że to trudna i wymagająca lektura, a może dlatego, że temat emocjonalnie i intelektualnie mnie przerasta. Nie mam pojęcia. Ale ze wszystkich książek tej Autorki, należącej bez wątpienia do moich ulubionych pisarzy, ta plasuje się na mojej liście najniżej.
Długo unikałam tej książki. Stała na półce obok innych przeczytanych przeze mnie książek Herty Müller. Nie narzucała się. Chyba wiedziała, że się jej boję. Ale była cierpliwa. Temat powojennych obozów dla Niemców jest trudny. I nie wiadomo właściwie co z nim zrobić. Z jednej strony, każdy wie, należało im się za Hitlera, za wojnę, za krematoria, z drugiej jednak pozostaje...
"Huśtawka oddechu" to powieść oparta w dużej mierze na wspomnieniach znajomego autorki, który - po zajęciu Rumunii przez sowietów w 1945 roku - trafił na siedem lat do łagru z powodu niemieckiego pochodzenia. To samo spotkało matkę Herty Muller, ona jednak nie chciała dzielić się z córką tym, co przeżyła, jedynie od czasu do czasu rzucała jakieś zdanie, zwykle nawiązujące do głodu i zimna.
Całość jest niezwykle przejmująca. Czasem to realistyczna relacja z łagrowego koszmaru, częściej jednak opowieści mają charakter oniryczny. Ten efekt autorka w dużej mierze osiąga poprzez niezwykle plastyczny, barwny, bogaty, synestezyjny język. Dotyczy to głównie opisów największych cierpień doznawanych przez więźniów - wiele miejsca zajmują rozdziały poświęcona głodowi, który zostaje tu niemal upersonifikowany. To samo można powiedzieć o mrozie, śniegu, wilgoci, chorobach, wszach, pluskwach...
Czytanie tej powieści to niezwykłe przeżycie - z jednej strony jest się przytłoczonym treścią, z drugiej - trudno nie zachwycić się językową wirtuozerią.
Takich kontrastów jest tu więcej, dotyczą nie tylko zderzenia treści z formą. Narrator i główny bohater nieraz zestawia obozową rzeczywistość ze wspomnieniami z domu i z marzeniami o przyszłości. Dla jednych więźniów to tak wielka przepaść, że wolą żyć tylko bieżącą chwilą, dla innych to ratunek przed całkowitym zatraceniem człowieczeństwa, psychiczny azyl, który pozwala przetrwać.
Lektura "Huśtawki oddechu", tak jak w przypadku innych książek noblistki, nie jest lekka, łatwa i przyjemna. Warto jednak się z nią zmierzyć, gdyż to literatura z najwyższej półki.
"Huśtawka oddechu" to powieść oparta w dużej mierze na wspomnieniach znajomego autorki, który - po zajęciu Rumunii przez sowietów w 1945 roku - trafił na siedem lat do łagru z powodu niemieckiego pochodzenia. To samo spotkało matkę Herty Muller, ona jednak nie chciała dzielić się z córką tym, co przeżyła, jedynie od czasu do czasu rzucała jakieś zdanie, zwykle nawiązujące...
Po zakończeniu lektury skojarzyło mi się, iż sam tytuł, dla mnie - niesamowity, a jednocześnie w żaden sposób nie zdradzający treści, jest na granicy poetycko-realnej. Brzmi poetycko, ale oznacza realne odczucia człowieka w ekstremalnych warunkach. Oddychasz - nie oddychasz. Oddech to życie, a żeby przeżyć trzeba jeść, co w warunkach obozowych stanowi podstawowy problem.
Książka jako zapis autentycznych przeżyć człowieka więzionego w łagrze na Ukrainie, nie jest tym, czym mogłam się spodziewać. A to wszystko za sprawą Herty Müller. Ma specyficzny styl pisania i jeśli ktoś raz zetknie się z jej książką, nie powinien mieć później problemu, z rozpoznaniem jej tekstów. Dlatego pod względem literackim jest na wysokim poziomie, za co też dobrze oceniam całość. Jednak pod względem podejścia do tematu coś mi lekko nie gra. Czy aby na pewno to ten człowiek, ze swoimi traumatycznymi przeżyciami jest jego bohaterem? Czy sama Herta, prezentująca się od strony bogatego warsztatu? Nasunęło mi się takie spostrzeżenie, że kunszt autora przysłania nieco wydźwięk spisanych wspomnień obcego człowieka. Kreacja autorki jest na tyle silna, że możemy mięć różne i to skrajne odczucia po tej lekturze.
Całość uważam za dobrze skonstruowaną opowieść, składającą się z rozdziałów o rożnej pojemności i dotykających różnorodnych przeżyć więźnia. Jednak w tym gatunku wyznacznikiem świetnej, a zarazem wstrząsającej literatury obozowej pozostaną dla mnie: Hanna Krall, Gustaw Herlinga-Grudzińskiego czy Tadeusz Borowski. Na pewno ma też znaczenie pochodzenie i własne doświadczanie sytuacji, stąd wymienionych autorów cenię właśnie za prostotę w przekazie na rzecz oddania przeżyć i atmosfery koszmaru wojennych dni.
"Huśtawkę oddechu" warto poznać dla samego zetknięcia się z pisarstwem Herty Müller, a także by zdobyć nowe doświadczenie literackie, gdzie o niewyobrażalnych rzeczach pisze się za pomocą bogatej metaforyki. Ten sam temat, a jak inaczej zaprezentowany.
Po zakończeniu lektury skojarzyło mi się, iż sam tytuł, dla mnie - niesamowity, a jednocześnie w żaden sposób nie zdradzający treści, jest na granicy poetycko-realnej. Brzmi poetycko, ale oznacza realne odczucia człowieka w ekstremalnych warunkach. Oddychasz - nie oddychasz. Oddech to życie, a żeby przeżyć trzeba jeść, co w warunkach obozowych stanowi podstawowy...
To nie jest zwykła opowieść obozowa. To obozowa metafora. Rzeczywistość miesza się tu z fantazją głównego bohatera. I ten sen na jawie wydał mi się bardzo prawdziwy, bo żeby to przetrwać, trzeba było codziennie uciekać w inny, prywatny świat. Trochę poetycki i metaforyczny sposób pisania jest całkowicie zrozumiały.
To nie jest zwykła opowieść obozowa. To obozowa metafora. Rzeczywistość miesza się tu z fantazją głównego bohatera. I ten sen na jawie wydał mi się bardzo prawdziwy, bo żeby to przetrwać, trzeba było codziennie uciekać w inny, prywatny świat. Trochę poetycki i metaforyczny sposób pisania jest całkowicie zrozumiały.
Książkę przeczytałam w ramach mojej ambicji zapoznania się z choć jedną publikacją każdego z noblistów.
Z pewnością jest to wielka literatura, i to taka która coś zostawia w człowieku po przeczytaniu. We mnie zostawiła pewnego rodzaju niepewność jak się do niej ustosunkować. Bo z jednej strony to książka napisana naprawdę wysmakowanym językiem, a z drugiej zostawiła we mnie poczucie, że jest napisana językiem zbyt metaforycznym, zbyt eleganckim, jakby nieprzystającym do tematu. Może to kwestia wieku, doświadczenia, ale po wrażeniu, które zrobiły na mnie czytane w liceum książki Krall, Sołżenicyna, Herlinga-Grudzińskiego, obozowa książka Muller wydała mi się zbytnio skupiająca się na żonglerce słowami. Mimo tych wątpliwości to kawał dobrej literatury.
Książkę przeczytałam w ramach mojej ambicji zapoznania się z choć jedną publikacją każdego z noblistów.
Z pewnością jest to wielka literatura, i to taka która coś zostawia w człowieku po przeczytaniu. We mnie zostawiła pewnego rodzaju niepewność jak się do niej ustosunkować. Bo z jednej strony to książka napisana naprawdę wysmakowanym językiem, a z drugiej zostawiła we...
Autorka po mistrzowsku opowiada historię młodego mężczyzny przebywającego w obozie. Rytm narracji doskonale oddaje rytm obozowego życia mierzony ciężką pracą i nieustannym głodem z rzadka przytłumianym nędznymi posiłkami. Najlepsze w tej książce jest, jak zawsze u Herty Müller, opowiadanie poprzez nadawanie nowych znaczeń słowom, przedmiotom i szczegółom.
Autorka po mistrzowsku opowiada historię młodego mężczyzny przebywającego w obozie. Rytm narracji doskonale oddaje rytm obozowego życia mierzony ciężką pracą i nieustannym głodem z rzadka przytłumianym nędznymi posiłkami. Najlepsze w tej książce jest, jak zawsze u Herty Müller, opowiadanie poprzez nadawanie nowych znaczeń słowom, przedmiotom i szczegółom.
Opowiedziane pięknym, wrażliwym językiem, ale jest to tak przerażająco smutna opowieść, że nie dałam rady doczytać!... Gnębiły mnie wyrzuty sumienia, że jem, kiedy tylko poczuję głód... Straszne, ludzkie przeżycia, wspomnienia z młodości, historia upodlania człowieka przez człowieka - nie tak dawno temu, bo zaraz po II wojnie światowej. Pióro Herty Miller przypomina mi trochę poetycki język Olgi Tokarczuk. Na pewno wrócę do jej książek!
Opowiedziane pięknym, wrażliwym językiem, ale jest to tak przerażająco smutna opowieść, że nie dałam rady doczytać!... Gnębiły mnie wyrzuty sumienia, że jem, kiedy tylko poczuję głód... Straszne, ludzkie przeżycia, wspomnienia z młodości, historia upodlania człowieka przez człowieka - nie tak dawno temu, bo zaraz po II wojnie światowej. Pióro Herty Miller przypomina mi...
O życiu w obozie pracy w Związku Radzieckim jednego z jeńców. Napisana przepięknym językiem i gdyby nie tragizm sytuacji głównego bohatera można by się tym zachwycić, a tak niestety trzeba się zasmucić... Po takiej książce zwykła kromka chleba, będzie przez jakiś czas wyglądać inaczej niż zawsze.
O życiu w obozie pracy w Związku Radzieckim jednego z jeńców. Napisana przepięknym językiem i gdyby nie tragizm sytuacji głównego bohatera można by się tym zachwycić, a tak niestety trzeba się zasmucić... Po takiej książce zwykła kromka chleba, będzie przez jakiś czas wyglądać inaczej niż zawsze.
"Huśtawka oddechu" to literatura obozowa, ale zupełnie nie taka, jakiej mógłby spodziewać się pilny abiturient polskiego liceum - czyli taki, który jeszcze czyta sumiennie wszystkie przykazane lektury od deski do deski. Sam proces pisania oparty był tutaj na dość niezwykłej metodzie - otóż relacja byłego więznia stalinowskiego łagru na Ukrainie (który zresztą zmarł zanim zdołał dokończyć pisarce swoją opowieść) łączy się tutaj z pisarstwem samej Herty Muller, z jej własną, artystyczną wizją. Oba teksty tworzą w powieści jeden, spójny, urzekający splot. I właśnie słowo "urzekający" wydaje mi się tutaj bardzo na miejscu, bo jest to - o, paradoksie! - piękna książka o doświadczeniu obozowym. Jest tu jakiś dualizm - z jednej strony sytuacja skrajna, gdzie człowiek cały czas porusza się po krawędzi przeżycia i umierania, z drugiej - bajeczność języka, którym się o tym opowiada; bajeczność przywołująca na myśl malowidła Chagalla (tak, choć może się to wydawać niedorzeczną uwagą). Hercie Muller udaje się uchwycić pełnym niezwykłych, karkołomnych skojarzeń stylem istnienie na granicy między tęsknotą a zobojętnieniem, poddaniem się a przetrwaniem, ocaleniem a zagładą. Kalejdoskopowa konstrukcja powieści złożonej z rozdziałów o radykalnie różnej długości, poświęconych różnym składnikom obozowego świata, sprawia, że - i znowu paradoks - czyta się ją ... przyjemnie. Mam w sobie tylko pytanie, dla kogo właściwie jest ta książka? Otagowana jako "literatura obozowa" przegra przecież w przedbiegach z Herlingiem-Grudzińskim, Sołżenicynem czy Borowskim; niewiele w niej faktografii, za to dużo rozbuchanej, poetyckiej "nadbudowy." Jest więc raczej tylko dla rumuńskich Niemców, dla których zsyłki były przez dziesięciolecia tematem tabu? Dla tych, którzy chcą przeczytać "coś tej noblistki", byleby było pisane bardzo charakterystycznym dla niej językiem? Nie wiem. Ja trafiłem na nią zupełnie przypadkiem i byłem urzeczony.
"Huśtawka oddechu" to literatura obozowa, ale zupełnie nie taka, jakiej mógłby spodziewać się pilny abiturient polskiego liceum - czyli taki, który jeszcze czyta sumiennie wszystkie przykazane lektury od deski do deski. Sam proces pisania oparty był tutaj na dość niezwykłej metodzie - otóż relacja byłego więznia stalinowskiego łagru na Ukrainie (który zresztą zmarł zanim...
Jak pisze sama Müller, książka "Huśtawka oddechu" powstała by przełamać tabu, które istniało wśród rodzin Rumuńskich Niemców. Tabu dotyczyło faszystowskiej przeszłości Rumunii oraz deprotacji mieszkających tam Niemców wgłąb ZSRR w celu "odbudowy" tego zniszczonego podczas wojny kraju. Matka autorki była jedną z deprotowanych do obozu pracy i prawdopodobnie to było pierwszym przyczynkiem do tego by powstała "Huśtawka oddechu". Herta Müller rozpoczęła pracę nad książką w 2001 roku. Pomagał jej w tym jeden z deportowanych - Oskar Pastior, który niestety zmarł w trakcie tej współpracy. Pastior zostawił jednak po sobie notatki i wspomnienia z okresu swojego pobytu w obozie. Na ich podstawie Herta Müller po jego śmierci dokończyła powieść sama.
Leopold Auberg ma 17 lat, kiedy dowiaduje się, że jest jednym z wielu Niemców, którzy zostaną deportowani przez Rosjan. Podczas gdy rodzina Leopolda nie może się z tym faktem pogodzić, on sam oczekuje 'wyjazdu' ze zniecierpliwieniem i ciekawością. Wywózka jest bowiem dla niego szansą na uwolnienie się od rodziny, wyrzutów sumienia oraz wszystko wiedzącego i wszystko widzącego miasta, które było świadkiem jego bezwstydnych uczynków. Leopold opuszcza dom rodzinny 15 stycznie 1945 roku, by powrócić do niego dopiero po 5 latach. Tak jak i setki innych Niemców, przez kilkanaście dni jedzie w bydlęcym wagonie, po to by w końcu trafić do miejsca swojego przeznaczenia...
Tytułowa "huśtawka oddechu" to stan delirium spowodowany chronicznym głodem. Jego symbolem jest "anioł głodu" przed którym nie sposób uciec, gdyż ten codziennie towarzyszy głodującemu w walce o kolejny dzień życia. Głód, którego nie można pokonać zaczyna determinować życie: nie tylko świadomość, ale również ludzkie zachowania wobec współtowarzyszy oraz stosunek do swojego życia. Mimowolnie osoba doświadczajaca uczucia tak dojmującego głodu staje się jego zakładnikiem, więźniem tego nieistniejącego więzienia. I to właśnie to więzienie - nie obóz w którym przebywali - było tym, które powodowało, iż tak wiele osób poddawało się w walce o życie, nie wierząc w powrót do świata z którego przyszłi. Śmierć była dla nich jedynym ratunkiem. Dla tych którzy walczyli na tyle wytrwale by nie poddać się "aniołowi głodu" obóz stawał się domem, teraźniejszością, którą trzeba zaakceptować i przyszłością, której może nie być...
"Huśtawka oddechu" Herty Müller wpisuje się w nurt literatury obozowej, jednak dla mnie ta powieść to coś więcej. Historia jest jedynie tłem tej książki. Natomiast jej esencją są słowa. Słowa, które jak się okazuje mogą być bronią pamięci w walce ze śmiercią! Müller jest dla mnie mistrzynią słowa. Pomimo, że jej powieść nie odkrywa przed nami niczego nowego (zwłaszcza jeśli chodzi o literaturę obozową), nie sposób się od niej oderwać. Autorka wchodzi wgłąb człowieka, w jego najmroczniejsze, najbardziej niedostępne zakamarki duszy, po to, by później przy użyciu licznych metafor, porównań i poetyckiego niemalże języka odkryć wszystko przed swoim czytelnikiem. Müller wie jak pisać o bólu, nienawiści, tęsknocie w sposób przejmujący, ale jednocześnie taki, który nie przytłacza czytelnika. "Huśtawka oddechu" to książka, która się sączy z jednego zdania w drugie, z jednego rozdziału w kolejny...
Śmiało mogę powiedzieć, że padłam ofiarą języka, którym posługuje się Herta Müller. Podczas lektury książki, nie raz i nie dwa zdarzało mi się zatrzymać i ze zdziwieniem uświadomić sobie jak bardzo to wszystko do mnie przemawia! Będę polecać lekturę tej książki wszystkim i pomimo, że nie jest to prosta opowieść o prostych sprawach, wierzę, że sprawi ona wam wiele przyjemności!
Jak pisze sama Müller, książka "Huśtawka oddechu" powstała by przełamać tabu, które istniało wśród rodzin Rumuńskich Niemców. Tabu dotyczyło faszystowskiej przeszłości Rumunii oraz deprotacji mieszkających tam Niemców wgłąb ZSRR w celu "odbudowy" tego zniszczonego podczas wojny kraju. Matka autorki była jedną z deprotowanych do obozu pracy i prawdopodobnie to było pierwszym...
Herta Müller sprawnie posługuje się słowami. Bawi się nimi, plącze, miesza. Robi to w sposób umiejętny i lekki. Zdania nie tracą przez to znaczenia (a przynajmniej nie w przypadku tej książki), zaskakują. Autorka wie, jak przekazać ból i cierpienie, jak skupić uwagę czytelnika i wywołać w nim uczucia. Całą nienawiść ukryła pod melancholią i dziwnym roztargnieniem, jednak prawda trafia do czytelników.
Herta Müller pisze dobrze, ale nie pisze o niczym nowym. Zaskakuje formą, ale nie treścią.
Herta Müller sprawnie posługuje się słowami. Bawi się nimi, plącze, miesza. Robi to w sposób umiejętny i lekki. Zdania nie tracą przez to znaczenia (a przynajmniej nie w przypadku tej książki), zaskakują. Autorka wie, jak przekazać ból i cierpienie, jak skupić uwagę czytelnika i wywołać w nim uczucia. Całą nienawiść ukryła pod melancholią i dziwnym roztargnieniem, jednak...
Herta Müller, laureatka Literackiej Nagrody Nobla, przyzwyczaiła swoich czytelników do prozy gęstej, bolesnej i niezwykle wymagającej. Huśtawka oddechu nie jest pod tym względem wyjątkiem. To monumentalna, choć objętościowo skromna, opowieść o przetrwaniu w sowieckim łagrze, która w moim odczuciu zasługuje na ocenę 6/10. Jest to nota odzwierciedlająca głęboki szacunek dla warsztatu autorki, przy jednoczesnym uznaniu, że hermetyczność tej formy może stanowić dla wielu odbiorców barierę nie do przebicia.
Głównym bohaterem jest siedemnastoletni Leopold Auberg, rumuński Niemiec, który w 1945 roku zostaje deportowany do obozu pracy na Ukrainie. Müller nie buduje jednak klasycznej narracji obozowej, do której przyzwyczaiła nas literatura faktu czy wspomnienia ocalałych. Zamiast chronologii zdarzeń otrzymujemy strumień obrazów, metafor i neologizmów. Autorka personifikuje głód, nadając mu imię „Anioła Głodu”, który towarzyszy więźniom w każdej sekundzie, dyktując rytm ich oddechów i myśli. To właśnie ten „anioł” huśta losem bohatera, czyniąc z jedzenia jedyny punkt odniesienia w odczłowieczonym świecie.
Język Müller jest tu narzędziem chirurgicznym. Autorka operuje słowem w sposób niemal fizyczny – czytelnik czuje ciężar łopaty, chłód cementu i wszechobecny pył węglowy. Opisy przedmiotów codziennego użytku nabierają rangi religijnych relikwii. To proza poetycka w swoim najsurowszym wydaniu, gdzie każde zdanie jest dopracowane do perfekcji. Müller mistrzowsko oddaje stan psychicznego odrętwienia, w którym jedynym sposobem na zachowanie resztek jaźni jest skupienie się na rytmie własnego oddechu.
Huśtawka oddechu to książka, która momentami staje się ofiarą własnej doskonałości stylistycznej. Metaforyka jest tak gęsta, że momentami dusi samą opowieść. Czytelnik może odnieść wrażenie, że autorka bardziej celebruje język, niż faktycznie oddaje hołd ofiarom, co sprawia, że emocjonalny dystans do bohatera staje się trudny do skrócenia. Brak tradycyjnej fabuły i powtarzalność motywów sprawiają, że lektura, mimo niewielu stron, bywa nużąca i monotonna – co zapewne było zamierzone, by oddać realia obozowej wegetacji, ale jako doświadczenie czytelnicze okazuje się niezwykle wyczerpujące.
To dzieło dla koneserów literatury wysokiej, którzy są gotowi na mozolne przebijanie się przez tekst. Müller stworzyła literacki pomnik cierpienia, który zachwyca formą, ale pozostawia czytelnika emocjonalnie wycieńczonym i nieco zagubionym w gąszczu abstrakcji. To ważna lekcja historii podana w sposób niezwykle specyficzny – dla jednych będzie to arcydzieło, dla innych pozycja zbyt pretensjonalna w swojej konstrukcji. Bez wątpienia jednak jest to książka, której nie da się zapomnieć, nawet jeśli obcowanie z nią nie sprawia czystej przyjemności.
Herta Müller, laureatka Literackiej Nagrody Nobla, przyzwyczaiła swoich czytelników do prozy gęstej, bolesnej i niezwykle wymagającej. Huśtawka oddechu nie jest pod tym względem wyjątkiem. To monumentalna, choć objętościowo skromna, opowieść o przetrwaniu w sowieckim łagrze, która w moim odczuciu zasługuje na ocenę 6/10. Jest to nota odzwierciedlająca głęboki szacunek dla...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTak pięknie, z poetyckim ferworem i tak brutalnie zarazem o krzywdach minionych potrafią pisać nieliczni.
Bolesna, ale ujmująca lektura.
Tak pięknie, z poetyckim ferworem i tak brutalnie zarazem o krzywdach minionych potrafią pisać nieliczni.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBolesna, ale ujmująca lektura.
Przejmująca.
Bardzo autentyczne świadectwo przeżyć obozowych. Ktoś pisze, że dzieło poetyckie. Ja tego nie widzę. Wali obuchem w łeb, bez żadnej poetyckiej litości. Ale jednak 9/10. Brakuje punktu, drobiazgu, szczegółu. Bo świetnie opisała, ale jednak cudze przeżycia. Być może właśnie tego brakuje.
A może po prostu bohater był osobą trzymającą świat na dystans. Gdyby nie to, gdyby jeszcze mały gram uczucia, byłoby to arcydzieło.
Przejmująca.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBardzo autentyczne świadectwo przeżyć obozowych. Ktoś pisze, że dzieło poetyckie. Ja tego nie widzę. Wali obuchem w łeb, bez żadnej poetyckiej litości. Ale jednak 9/10. Brakuje punktu, drobiazgu, szczegółu. Bo świetnie opisała, ale jednak cudze przeżycia. Być może właśnie tego brakuje.
A może po prostu bohater był osobą trzymającą świat na dystans. Gdyby nie...
W losach osobistych zawarto zbiorową pamięć o Niemcach z Rumunii, których pod koniec II wojny światowej deportowano do radzieckich obozów na roboty przymusowe. Posłowie oraz informacja od tłumaczki pozwalają zwięźle nakreślić kontekst historyczny powieści Herty Müller, wobec czego nie ma potrzeby jego omówienia w opinii o tekście z intrygującą koncepcją podmiotowości w czasach zniewolenia.
Pierwszoosobowa narracja z ograniczeniem perspektywy do jednego człowieka nadają „Huśtawce oddechu” cechy pamiętnika. Daty zastąpiono niejednoznacznymi określeniami na początku poszczególnych rozdziałów, w których wyjaśniono ich faktyczne znaczenie dla ocalałego więźnia. Herta Müller przedstawiła obóz zgodnie z utrwalonych przekazem historycznym. Pełno w nim brudu, chorób i chaosu, choć zaszczytne miejsce na podium najokrutniejszych udręk zajmuje głód. Poza przypieczętowaniem tragicznego losu niezliczonych ofiar, pozbawia żywych trzeźwego myślenia. Ratunkiem dla skołowanego narratora bywa przywoływanie wspomnień z czasów przed obozem, co pozwala mu zachować związek z dawnym światem, jednakże do chwili zakończenia niewoli. Herta Müller eksponuje retrospekcje byłego więźnia, aby ukazać psychiczną degradację jednostki wskutek całkowitego przesiąknięcia nieludzkim światem.
Lektura powieści przypomniała mi o człowieku zlagrowanym Tadeusza Borowskiego, aczkolwiek jego utożsamienie z narratorem „Huśtawki oddechu” byłoby nieprawidłowe. Przymusowy pobyt w Związku Radzieckim nie odebrał mu wrażliwości oraz umiejętności dostrzeżenia cierpienia innych ludzi, mimo że przez resztę życia tkwił w nieznośnym letargu.
W losach osobistych zawarto zbiorową pamięć o Niemcach z Rumunii, których pod koniec II wojny światowej deportowano do radzieckich obozów na roboty przymusowe. Posłowie oraz informacja od tłumaczki pozwalają zwięźle nakreślić kontekst historyczny powieści Herty Müller, wobec czego nie ma potrzeby jego omówienia w opinii o tekście z intrygującą koncepcją podmiotowości w...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZnakomita, warta polecenia.
Znakomita, warta polecenia.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKolejna wybitna książka Herty Müller, wyjątkowo nie o Rumunii Ceausescu, lecz o obozie pracy w Sowietach, dokąd w 1945 r. trafił późniejszy znajomy noblistki Oskar Pastior. To jego przeżycia są kanwą tej opowieści. Taki obóz zaliczyła także i jej matka, ale ona o tym cicho milczała….
To moja 6. książka noblistki – żadna mnie nie zawiodła, wszystkie po swojemu uwiodły, o ile to stosowne określenie, zważywszy temat, którym w każdym jej dziele jest człowiek - często kobieta - bezbronny, a wręcz i nagi, wobec całej potwornej brutalności totalitarnego systemu. Ta książka, o czym jestem przekonany, niewiele ustępuje klasykom literatury obozowej. Porównania z Borowskim, czy precyzyjniej - z Herlingiem-Grudzińskim, Sołżenicynem i Szałamowem od razu przychodzą na myśl, a nie ma tu żadnej wtórności.
Nie mówiąc może „w temacie” wiele nowego, pod względem językowym rzecz ta jest po prostu genialna. @Paula napisała w opinii, że „padła ofiarą języka” - ja też padłem; na twarz w hołdzie. Powściągliwość stylistyczna, brak dialogów, zdania lakoniczne niczym komendy nadzorców, skupienie na wnętrzu ofiary, realistyczny, a zarazem; o paradoksie! - zarazem i poetycki, i szokujący - obraz obozu pracy na sowieckiej Ukrainie. Jeszcze w trakcie wojny trafiło do takich 80 tys. rumuńskich Niemców w ramach „zbiorowego odkupienia win” (Rumunia, sojusznik III Rzeszy do lata 1944 r. - gdy „odwróciła sojusze”, dopuściła się licznych zbrodni, również z udziałem przedstawicieli tejże mniejszości narodowej).
17-letni narrator, wywieziony z Hermannstadt (Sybin – cudowne to miasto w Siedmiogrodzie, dawna stolica tamtejszych Sasów, w którym czułem się niczym w Norymberdze) jest niejako napiętnowany podwójnie: i jako Niemiec (jego rodzina „wierzyła w czarny prostokąt wąsów Hitlera”) i jako gej. Wie, że swe skłonności musi ukryć („żyłem w trwodze przed państwem i przed rodziną”) wobec największego zagrożenia. „Oni bali się, że na obczyźnie spotka mnie coś złego. Ja chciałem uciec w miejsce, które mnie nie zna. Mnie już bowiem coś spotkało. Coś zakazanego. Było osobliwe, brudne, bezwstydne i piękne”.
Bo w tej kwestii hitlerowcy i komuniści zbytnio się nie różnili (przypadek? – nie sądzę. BTW: rodzimi „obrońcy rodziny” niezłe mają towarzystwo…): „Moja tajemnica była, już z czysto cielesnego punktu widzenia, potworną obrzydliwością. Wraz z Rumunem dołączała do niej hańba rasowa”; „Gdyby przyłapali mnie w obozie, byłbym już dawno martwy”.
A w ojczyźnie po powrocie? „Każde rendez-vous mogło skończyć się więzieniem. Co najmniej 5 lat, jeśliby mnie złapali. Niektórych łapali. Prosto z parku lub miejskiego kąpieliska trafiali po brutalnych przesłuchaniach do więzienia. Stamtąd do obozu nad kanałem. Dzisiaj wiem, znad kanału się nie wracało. A kto mimo wszystko wrócił, był chodzącym trupem”.
Nie ma tu żadnego bohaterstwa czy idealizacji wspólnoty więźniów, a właściwie – niewolników – o ile w ogóle można o niej mówić - każdy raczej jest „oddzielną wyspą”. Zasady przez nich przestrzegane, choćby w sposób nieuświadomiony, są okrutne acz po jakiemuś, czyli obozowemu – gdzie nie działa uniwersalna moralność - sprawiedliwe. Świadczy o tym np. zemsta na złodzieju chleba, generalnie ohydna, a jednak „tam” dopuszczalna, a może nawet i niezbędna. Czynny udział bierze w niej i sam narrator: ”Żądza mordu połknęła mi rozum. Nie tylko mnie, wszyscy razem byliśmy sforą”.
Oprócz wyczerpującej pracy w upadlających warunkach głównym doświadczeniem jest głód, który – przedziwnie spersonifikowany - jest też tu jednym z głównych bohaterów. Zazwyczaj jest określany mianem anioła (bynajmniej nie stróża), który przybiera wiele postaci. Bez jego przechytrzenia niełatwo jest przeżyć. Ale czasem nawet i anioł jest litościwy: „Anioł głodu pomagał mi, był przecież notorycznym złodziejem”.
Ten sam anioł kazał innemu więźniowi kraść jedzenie najbliższej osobie. „A gdy myśmy się jeszcze kłócili, adwokat już dawno zanurzył łyżkę w talerzu żony. Jej łyżka zanurzała się coraz rzadziej, jego coraz częściej”.
„Adwokat Paul Gast kradł swojej żonie Heidrun Gast zupę z talerza, aż któregoś dnia nie wstała i umarła, ponieważ nie mogła inaczej, tak jak i on kradł jej zupę, ponieważ jego głód nie mógł inaczej”.
Po dwóch latach obozu na narratora spadł cios – nie, nie od Sowietów, ale z rodzinnego domu. Dostał kartkę ze zdjęciem swego nowo narodzonego brata, bez żadnej innej informacji oprócz jego imienia i daty urodzenia. „Rodzice zrobili sobie dziecko, ponieważ nie liczą już na mnie”. Odbiera to jako mało zawoalowany komunikat od matki: ”Dla mnie możesz umrzeć tam, gdzie jesteś, zaoszczędzi to miejsca w domu”.
Cytaty nt. tego "innego świata" można by przytaczać nieskończenie:
„Kiedy zabrał mnie patrol, była trzecia w nocy 15 stycznia 1945 r.”.
„Chciałem jak najdalej od rodziny, choćby do obozu”.
„Jechaliśmy w bydlęcych wagonach tak długie dni i noce, jakbyśmy byli w nich od zawsze”.
„W bydlęcym wagonie kurczy się wszelka odrębność. Istnieje się raczej między innymi niż w sobie. Wcale nie trzeba się ze sobą liczyć”.
„Pociąg jechał 12 dni albo 14, niezliczone godziny, nie zatrzymując się. Potem zatrzymał się na niezliczone godziny, nie jadąc. Nie wiedzieliśmy, gdzie jesteśmy”.
„Czy mróz czy skwar, całe wieczory upływały na staniu w bezruchu. Tylko wszom wolno się było na nas poruszać”.
„Bez płaczu można się stać potworem”.
„Od tego, co widniało obok nazwiska, zależało wszystko. Czy będziemy po prostu zmęczeni, zmęczeni jak psy, czy też śmiertelnie zmęczeni”.
„Treści rozkazów nie rozumieliśmy, ale pogardę w nich w nich zawartą tak”.
„Każdy miał własną metodę poruszania łyżką, żeby jak najdłużej oszczędzać zupę”.
„Teraz, kiedy robi się ciepło, można przynajmniej wygrzać głód w słońcu, skoro nie ma nic do jedzenia”.
„Na obozowym korso siedzi pies. Ma zielony żar w oczach, między jego łapami leży kość. Myślę, że to kurza kość, zazdroszczę mu. Wyczuł to i warczy. Muszę coś zrobić, żeby nie rzucił się na mnie”.
„Trudi mówi, że zmarli przez całą zimę są gromadzeni na tylnym dziedzińcu i przysypywani śniegiem, leżą tak parę nocy aż zmarzną. Że grabarze to leniwi łajdacy, że rąbią zwłoki na kawałki, żeby nie musieć kopać grobu, żeby upchnąć je w dziurze”.
„9 maja po raz pierwszy mijał rok, odkąd zapanował pokój. Nam nie przydał się na nic, dla nas był drugim rokiem obozu”.
„Wszy są niebezpieczne tylko wtedy, kiedy maja dur plamisty lub tyfus. Poza tym da się z nimi żyć. Można się przyzwyczaić do tego, ze wszędzie swędzi”.
„Już pierwszej zimy wiedział, jak pozbyć się wszy z wełnianego swetra. O zmierzchu przy lekkim mrozie trzeba wygrzebać trzydziestocentymetrową dziurę w ziemi, wepchnąć do niej sweter, tak żeby wystawał tylko rożek długości palca, a potem zasypać dziurę. W nocy wszystkie wszy wyłażą ze swetra. O świcie siedzą zbite w białą bryłkę na rożku”.
”Chętnie patrzymy na krew pluskiew, ponieważ jest to nasza krew”.
„Chcieliśmy wprawdzie do domu, ale poprzestawaliśmy na wspomnieniach minionego, nie mieliśmy odwagi tęsknic za przyszłym”.
„Tak długo opakowywałem się w milczenie, że trudno mi się rozpakować w słowach”.
Powrót do domu po 5 latach nie ma w sobie niczego z sielanki. Nawet gdyby rodzina wiedziała, nic by nie pojęła....
„Po moim powrocie przerażenie było większe niż zaskoczenie, w domu zapanowała wyzuta z radości ulga.
Okpiłem ich żałobę, ponieważ żyłem”.
„Tato przyglądał mi się spod wpół przymkniętych powiek i skrywał litość. W każdym mrugnięciu błyszczało przerażenie”.
„Kiedy złożyłem list, tato spytał: Czy masz dziecko w Wiedniu. Powiedziałem: Czytałeś przecież list, nic tam nie ma na ten temat. Powiedział: Kto wie, co wyczynialiście w obozie. Kto wie, powiedziałem”.
„Już od miesięcy byłem nogami w domu, w którym nikt nie wiedział, co widziałem. Nikt też nie pytał. Opowiadać można tylko, gdy występuje się jako ten, o którym się opowiada. Byłem szczęśliwy, że nikt o nic nie pyta, ale w skrytości czułem urazę”.
PS W tłumaczeniu cały czas mowa o jakichś „psach ziemnych” wokół obozu. Ki czort, myślałem, ale gdy przeczytałem, że stają one na tylnych łapkach, to domyśliłem się, że chodzi o chomika europejskiego, który jako wolno żyjące zwierzątko występuje u nas tylko szczątkowo na Lubelszczyźnie. To może lepiej byłoby tej nazwy użyć, a nie potocznej?
Kolejna wybitna książka Herty Müller, wyjątkowo nie o Rumunii Ceausescu, lecz o obozie pracy w Sowietach, dokąd w 1945 r. trafił późniejszy znajomy noblistki Oskar Pastior. To jego przeżycia są kanwą tej opowieści. Taki obóz zaliczyła także i jej matka, ale ona o tym cicho milczała….
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTo moja 6. książka noblistki – żadna mnie nie zawiodła, wszystkie po swojemu uwiodły, o...
Cyt.:
„Taki był bieg rzeczy. Ponieważ nikt z nas nie mógł na to nic poradzić, nikt nie mógł poradzić nic na nic.”
Herta Müller, „Huśtawka oddechu”
Herta Müller, jedna z najwybitniejszych współczesnych postaci literatury niemieckiej, zdobywczyni literackiej Nagrody Nobla w 2009 roku, urodzona w niemieckiej rodzinie w rumuńskim wielokulturowym Banacie, dzieciństwo i młodość spędziła w Rumunii Nicolae Ceaușescu. Jej kariera literacka została bardzo szybko przerwana zakazem publikacji po odmowie współpracy z rumuńskim Securitate. Wyemigrowała do Niemiec w 1987 roku i dopiero tam jej talent literacki rozkwitł w całej pełni.
„Huśtawka oddechu” ukazała się kilka miesięcy przed przyznaniem autorce literackiego Nobla. Wywołała sporo kontrowersji, zarzucano jej nawet plagiat. Pierwotnie miała to być historia opowiedziana wspólnie z Oskarem Pastiorem, rumuńskim Niemcem wywiezionym po wojnie do rosyjskiego obozu pracy przymusowej. Po jego śmierci została z kilkudziesięcioma zeszytami zapisków i notatek z których stworzyła „Huśtawkę oddechu.” Być może jednym z impulsów do napisania tej książki była także historia jej matki, która także znalazła się wśród deportowanych do Rosji.
Narrator powieści to 17 letni Leo Auberg, który po zajęciu Rumunii przez Rosjan w 1945 roku, wraz z kilkudziesięcioma tysiącami Niemców z Rumunii trafia do gułagu w Związku Radzieckim na terenie dzisiejszej Ukrainy, gdzie spędza kolejne pięć lat. To historia przypominająca nieco prozę Tadeusza Borowskiego, Aleksandra Sołżenicyna czy Gustawa Herlinga-Grudzińskiego. To opowieść o głodzie, który niczym anioł przyjmuje wiele postaci. I to nie tylko o tym fizjologicznym odczuciu organizmu wynikającym z braku pożywienia ale również o głodzie tęsknoty za domem. To niezwykłe w jaki sposób udało się autorce opisać głód, zimno, strach, poniżenie, ból i nadzieję. Niemal surrealistyczna, metafizyczna wizja piekła którym kieruje swoista matematyka – 1 ruch łopaty równa się 1 gramowi chleba. To wewnętrzny monolog człowieka, który tworzy swój własny świat, swoją własną rzeczywistość by przetrwać. Wydawałoby się, że nie można opisać tego co jest niemal niewyrażalne a jednak Hercie Müller to się znakomicie udało.
Jest jeszcze coś, co wyróżnia „Huśtawkę oddechu” na tle wielu łagrowych opowieści. To ukazanie traumy poobozowej i prób powrotu do normalnej rzeczywistości, choć dla wielu, w tym i dla Oskara Pastiora, rzeczywistego bohatera opowieści ta normalność nigdy nie była już taka sama.
Cyt.:
„Wszyscy byliśmy inni, niż jesteśmy.”
Herta Müller, „Huśtawka oddechu”
Znakomita proza.
Polecam.
Cyt.:
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to„Taki był bieg rzeczy. Ponieważ nikt z nas nie mógł na to nic poradzić, nikt nie mógł poradzić nic na nic.”
Herta Müller, „Huśtawka oddechu”
Herta Müller, jedna z najwybitniejszych współczesnych postaci literatury niemieckiej, zdobywczyni literackiej Nagrody Nobla w 2009 roku, urodzona w niemieckiej rodzinie w rumuńskim wielokulturowym Banacie, dzieciństwo i młodość...
Kto mnie zna, ten wie, że pióro Herty Muller zachwyca mnie nie od dziś. Jej pióro kocham tak bardzo, że dozuję je sobie od lat, bo nigdy nie chcę zakończyć czytania jej książek.
Herta to dla mnie niekwestionowana królowa zaskakujących konceptów i niebanalnych porównań, mistrzyni szczegółu, która jak mało kto potrafi oddać duszność reżimu. Po zakończeniu II wojny światowej Rosjanie wymusili na Rumunii wspierającą III Rzeszą przesiedlenie części rumuńskich Niemców i wysłanie ich na przymusowe roboty na teren Związku Radzieckiego. Wśród nich była również matka autorki, która nigdy nie opowiedziała o swoim doświadczeniu. Życiorys Herty to również pasmo wypychania jej z własnej ojczyzny przez komunistyczny aparat władzy. Cała jej twórczość poświęcona jest jednostce, która jest bezradna wobec bezwzględności władzy.
„Huśtawka oddechu” przedstawia nam historię młodego homoseksualisty zesłanego na przymusowe roboty na teren Związku Radzieckiego. Siedemnastoletni Leo niemal traktuje to jak wybawienie od ludzkich spojrzeń skierowanych na jego inność i potajemne spotkania z mężczyznami w parku. Przerabia gramofon na walizkę, w którą pakuje najważniejsze dzieła, rzeczy bezcenne do przeżycia. Tytułowa huśtawka to stan odzwierciedlający konsekwencje nieustannego głodu, kiedy to oddech wisi na włosku pomiędzy życiem a śmiercią.
Nikt nie opowiada tak lirycznie o totalitaryzmie, jak Herta. Jej sposób pisania jest nie do podrobienia, często jest nie do uniesienia, ale balansuje zawsze na granicy arcydzieła, przybliżając nam faszystowskie działania i ich reperkusje Rumunii. Potrafi to wszystko opowiedzieć historią jednego człowieka, otoczonego przedmiotami, które z kolei potrafią go uratować od zguby. Jak ta walizka z gramofonu, jedwabny szal, poezja. Pisanie Herty jest na zawsze. Tradycyjnie zrobię przerwę od sięgnięcia po pozycje z jej twórczości, które wciąż czekają na moje odkrycie
Kto mnie zna, ten wie, że pióro Herty Muller zachwyca mnie nie od dziś. Jej pióro kocham tak bardzo, że dozuję je sobie od lat, bo nigdy nie chcę zakończyć czytania jej książek.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toHerta to dla mnie niekwestionowana królowa zaskakujących konceptów i niebanalnych porównań, mistrzyni szczegółu, która jak mało kto potrafi oddać duszność reżimu. Po zakończeniu II wojny światowej...
Dla mnie to arcydzieło. Trudno zaliczyć ja do typowej literatury obozowej. To raczej „poemat” o człowieczeństwie. Zdecydowanie jedna z kilku najlepszych książek jakie czytałam. Czyta się wolno - po linijce, sycąc się każdym zdaniem.
Dla mnie to arcydzieło. Trudno zaliczyć ja do typowej literatury obozowej. To raczej „poemat” o człowieczeństwie. Zdecydowanie jedna z kilku najlepszych książek jakie czytałam. Czyta się wolno - po linijce, sycąc się każdym zdaniem.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWspomnienia narratora z rosyjskiego obozu pracy napisane naprawdę niesamowicie ciekawy sposób. Ta forma to same zdania twierdzące (również pytania są tak zapisane) ujęte w krótkich rozdziałach. Wspomnienia nie mają większej chronologii i linii czasowej - jest to raczej podział tematyczny. Język bardzo poetyki w takiej suchej prostocie obozowej rzeczywistości. Bardzo tu mało emocji i jednocześnie dużo tęsknoty, która też jest emocją, jasne, ale jednak inaczej ujętą:
"Jeśli cale wieki nie ma się wieści z domu, człowiek zadaje sobie pytanie, czy powinien w ogóle chcieć do domu i czego powinien sobie tam życzyć. W obozie zabrano nam marzenia. Nie musieliśmy i nie chcieliśmy o niczym decydować. Chcieliśmy wprawdzie do domu, ale poprzestawaliśmy na wspomnieniach minionego, nie mieliśmy odwagi tęsknić za przyszłym. Wierzyliśmy, że wspomnienie jest tęsknotą."
To nie jest łatwa lektura z opisami brutalności oprawców. To surowy głód, zimno, portret psychologiczny człowieka umęczonego i obojętnego, ale jeszcze nie złamanego. Narratora przy życiu jednocześnie trzyma i nie trzyma zdanie wypowiedziane przez babcię: "wiem, że wrócisz". Tę książkę czyta się powoli i w skupieniu. Warto.
Wspomnienia narratora z rosyjskiego obozu pracy napisane naprawdę niesamowicie ciekawy sposób. Ta forma to same zdania twierdzące (również pytania są tak zapisane) ujęte w krótkich rozdziałach. Wspomnienia nie mają większej chronologii i linii czasowej - jest to raczej podział tematyczny. Język bardzo poetyki w takiej suchej prostocie obozowej rzeczywistości. Bardzo tu mało...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka o obozie przymusowej pracy, o głodzie, o Niemcach wywiezionych z Rumuni do pracy przy odbudowie Związku Radzieckiego.
Główny bohater ma 17 lat gdy zostaje zabrany, w obozie przebywa 5.
Mój Dziadek miał 17 lat, gdy wywieziono go do pracy w Prusach Wschodnich, był tam tylko dwa lata, pracował u niemieckiego bauera, nie głodował.
Przez wiele lat prawie w ogóle tych dwóch nie wspominał, babcia powtarzała że nie lubi do tego wracać, po kilkudziesięciu latach zaczął czasem opowiadać,
Tylko rzeczy anegdotyczne, z puentą
Jak niemiecki oficer sprawdzał na nim swego nowego młodego psa,
Dziadek wygrał, uderzył psa, odrzucił, zwierzę uciekło piszcząc
Puenta była taka że oficer Dziadka nie zabił ani nie zbił, zawiózł do lekarza, i kazał opatrzyć rękę
Więcej opowiadał o powrocie, piechotą do rodzinnej mazowieckiej wsi,
Wtedy głodował. Szedł za frontem.
Już parę lat temu odkryłam, że wspomnienia Dziadka nakładają mi się na przeczytaną literaturę,
Zastanawiałam się, która anegdota jest dziadkowa, a która to fragment z „Tęczy grawitacji”, czy historię z gospodarzem który zmusił żebrzących o jedzenie migrantów do zjedzenia beczułki miodu, opowiedział Thomas czy Tadeusz,
Przerażająca w czytaniu „Huśtawki oddechu” jest świadomość, że to historia aktualna, kiedy bohater mówi: jest tylko głód , to są to słowa milionów ludzi dziś.
Światowy dzień walki z głodem obchodzony jest 16 października. Wiem o tym od czasu przeczytania „Głodu” Caparrósa.
Literacki język „Huśtawki oddechu” jest silny i charakterystyczny. Na przykład sam tytuł. Dla mnie brzmi twardo, obco. I tak odbieram całość tekstu, zestawienia słów są trudne, nie wiem skąd się wzięły, zgrzytają. Pomieszanie języków w kluczowych słowach pogłębia ten efekt (hazowyj). Z pewnością można powiedzieć że jest to język poetycki, ale jest to poezja, która bierze się z twardego realizmu, z prób nadania nieprzezroczystych nazw. Ta opowieść składa się z kamieni. Nie ma wydarzeń i nie ma czasu. Jednym kamieniem jest głód, drugim zegar z kukułką, trzecim czerwona apaszka. „Każda zmiana jest dziełem sztuki” - tak mówił bohater? bo mój egzemplarz wrócił już do biblioteki.
„Huśtawkę” czyta się bardzo szybko.
Książka o obozie przymusowej pracy, o głodzie, o Niemcach wywiezionych z Rumuni do pracy przy odbudowie Związku Radzieckiego.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toGłówny bohater ma 17 lat gdy zostaje zabrany, w obozie przebywa 5.
Mój Dziadek miał 17 lat, gdy wywieziono go do pracy w Prusach Wschodnich, był tam tylko dwa lata, pracował u niemieckiego bauera, nie głodował.
Przez wiele lat prawie w ogóle tych...
Przyznaję uczciwie, że gdybym zobaczył tę książkę na półce w księgarni, to nazwisko autorki niewiele by mi powiedziało. Trochę to zaskakujące, jako że autorka jest noblistką, ale takie są fakty.
Faktem jest również to, że książka zdecydowanie mnie nie zachwyciła. Mógłbym nawet rzec, że trochę znudziła. Jest to o tyle zaskakujące, że historia opisana w książce jest brutalna, czego w zasadzie można było się spodziewać po książce o obozie pracy.
Jaki w takim razie jest problem tej pozycji? Książka napisana jest bardzo dziwnym językiem. Myślę, że zasadne byłoby powiedzieć, że jest to poetycki opis rzeczywistości obozowej w Związku Radzieckim. Styl zupełnie nie przystaje mi do tematyki. Pewnie może się to komuś podobać, ale mnie zdecydowanie to nie porwało.
Przyznaję uczciwie, że gdybym zobaczył tę książkę na półce w księgarni, to nazwisko autorki niewiele by mi powiedziało. Trochę to zaskakujące, jako że autorka jest noblistką, ale takie są fakty.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toFaktem jest również to, że książka zdecydowanie mnie nie zachwyciła. Mógłbym nawet rzec, że trochę znudziła. Jest to o tyle zaskakujące, że historia opisana w książce jest...
Długo unikałam tej książki. Stała na półce obok innych przeczytanych przeze mnie książek Herty Müller. Nie narzucała się. Chyba wiedziała, że się jej boję. Ale była cierpliwa. Temat powojennych obozów dla Niemców jest trudny. I nie wiadomo właściwie co z nim zrobić. Z jednej strony, każdy wie, należało im się za Hitlera, za wojnę, za krematoria, z drugiej jednak pozostaje ogromny dyskomfort moralny. Bo co? Jak Kuba Bogu tak Bóg Kubie, oko za oko ząb za ząb? Czy sadystyczne dręczenie ludzi można czymkolwiek usprawiedliwić? Grzebałkowska czy Marek Łuszczyna opisują to zjawisko jako reporterzy. I człowiek cały tężeje czytając te relacje. Herta Müller idzie swoją drogą. Dorastała jako dziecko kobiety, którą powojenny obóz wydrążył i uczynił jedynie truchłem człowieka. W „Hustawce oddechu“ Herta Müller wchodzi do głowy Oskara Pastiora, który jako młody zaledwie 17 letni chłopak przeżył w obozie pracy w Rosji pięć lat. Jej książka jest jednym wielkim bólem. Nie wiem czy jest inna pisarka lub pisarz, którzy tak mistrzowsko operują jezykiem traktując go nie jako narzędzie do wyrażenia myśli czy emocji, ale jak żywą materię. Język jest tu jakby żywym stworzeniem poprzez które odbieramy opowiedzianą historię wszystkimi zmysłami. Jej proza jest tak intensywna, tak sensualna. Jednak „Huśtawka oddechu“ przez cały czas podczas jej czytania trzymała mnie na dystans. Może dlatego, że to trudna i wymagająca lektura, a może dlatego, że temat emocjonalnie i intelektualnie mnie przerasta. Nie mam pojęcia. Ale ze wszystkich książek tej Autorki, należącej bez wątpienia do moich ulubionych pisarzy, ta plasuje się na mojej liście najniżej.
Długo unikałam tej książki. Stała na półce obok innych przeczytanych przeze mnie książek Herty Müller. Nie narzucała się. Chyba wiedziała, że się jej boję. Ale była cierpliwa. Temat powojennych obozów dla Niemców jest trudny. I nie wiadomo właściwie co z nim zrobić. Z jednej strony, każdy wie, należało im się za Hitlera, za wojnę, za krematoria, z drugiej jednak pozostaje...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZapis procesu formowania człowieka obozowego dokonany brawurowym językiem.
Zapis procesu formowania człowieka obozowego dokonany brawurowym językiem.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to"Huśtawka oddechu" to powieść oparta w dużej mierze na wspomnieniach znajomego autorki, który - po zajęciu Rumunii przez sowietów w 1945 roku - trafił na siedem lat do łagru z powodu niemieckiego pochodzenia. To samo spotkało matkę Herty Muller, ona jednak nie chciała dzielić się z córką tym, co przeżyła, jedynie od czasu do czasu rzucała jakieś zdanie, zwykle nawiązujące do głodu i zimna.
Całość jest niezwykle przejmująca. Czasem to realistyczna relacja z łagrowego koszmaru, częściej jednak opowieści mają charakter oniryczny. Ten efekt autorka w dużej mierze osiąga poprzez niezwykle plastyczny, barwny, bogaty, synestezyjny język. Dotyczy to głównie opisów największych cierpień doznawanych przez więźniów - wiele miejsca zajmują rozdziały poświęcona głodowi, który zostaje tu niemal upersonifikowany. To samo można powiedzieć o mrozie, śniegu, wilgoci, chorobach, wszach, pluskwach...
Czytanie tej powieści to niezwykłe przeżycie - z jednej strony jest się przytłoczonym treścią, z drugiej - trudno nie zachwycić się językową wirtuozerią.
Takich kontrastów jest tu więcej, dotyczą nie tylko zderzenia treści z formą. Narrator i główny bohater nieraz zestawia obozową rzeczywistość ze wspomnieniami z domu i z marzeniami o przyszłości. Dla jednych więźniów to tak wielka przepaść, że wolą żyć tylko bieżącą chwilą, dla innych to ratunek przed całkowitym zatraceniem człowieczeństwa, psychiczny azyl, który pozwala przetrwać.
Lektura "Huśtawki oddechu", tak jak w przypadku innych książek noblistki, nie jest lekka, łatwa i przyjemna. Warto jednak się z nią zmierzyć, gdyż to literatura z najwyższej półki.
"Huśtawka oddechu" to powieść oparta w dużej mierze na wspomnieniach znajomego autorki, który - po zajęciu Rumunii przez sowietów w 1945 roku - trafił na siedem lat do łagru z powodu niemieckiego pochodzenia. To samo spotkało matkę Herty Muller, ona jednak nie chciała dzielić się z córką tym, co przeżyła, jedynie od czasu do czasu rzucała jakieś zdanie, zwykle nawiązujące...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPo zakończeniu lektury skojarzyło mi się, iż sam tytuł, dla mnie - niesamowity, a jednocześnie w żaden sposób nie zdradzający treści, jest na granicy poetycko-realnej. Brzmi poetycko, ale oznacza realne odczucia człowieka w ekstremalnych warunkach. Oddychasz - nie oddychasz. Oddech to życie, a żeby przeżyć trzeba jeść, co w warunkach obozowych stanowi podstawowy problem.
Książka jako zapis autentycznych przeżyć człowieka więzionego w łagrze na Ukrainie, nie jest tym, czym mogłam się spodziewać. A to wszystko za sprawą Herty Müller. Ma specyficzny styl pisania i jeśli ktoś raz zetknie się z jej książką, nie powinien mieć później problemu, z rozpoznaniem jej tekstów. Dlatego pod względem literackim jest na wysokim poziomie, za co też dobrze oceniam całość. Jednak pod względem podejścia do tematu coś mi lekko nie gra. Czy aby na pewno to ten człowiek, ze swoimi traumatycznymi przeżyciami jest jego bohaterem? Czy sama Herta, prezentująca się od strony bogatego warsztatu? Nasunęło mi się takie spostrzeżenie, że kunszt autora przysłania nieco wydźwięk spisanych wspomnień obcego człowieka. Kreacja autorki jest na tyle silna, że możemy mięć różne i to skrajne odczucia po tej lekturze.
Całość uważam za dobrze skonstruowaną opowieść, składającą się z rozdziałów o rożnej pojemności i dotykających różnorodnych przeżyć więźnia. Jednak w tym gatunku wyznacznikiem świetnej, a zarazem wstrząsającej literatury obozowej pozostaną dla mnie: Hanna Krall, Gustaw Herlinga-Grudzińskiego czy Tadeusz Borowski. Na pewno ma też znaczenie pochodzenie i własne doświadczanie sytuacji, stąd wymienionych autorów cenię właśnie za prostotę w przekazie na rzecz oddania przeżyć i atmosfery koszmaru wojennych dni.
"Huśtawkę oddechu" warto poznać dla samego zetknięcia się z pisarstwem Herty Müller, a także by zdobyć nowe doświadczenie literackie, gdzie o niewyobrażalnych rzeczach pisze się za pomocą bogatej metaforyki. Ten sam temat, a jak inaczej zaprezentowany.
Po zakończeniu lektury skojarzyło mi się, iż sam tytuł, dla mnie - niesamowity, a jednocześnie w żaden sposób nie zdradzający treści, jest na granicy poetycko-realnej. Brzmi poetycko, ale oznacza realne odczucia człowieka w ekstremalnych warunkach. Oddychasz - nie oddychasz. Oddech to życie, a żeby przeżyć trzeba jeść, co w warunkach obozowych stanowi podstawowy...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTo nie jest zwykła opowieść obozowa. To obozowa metafora. Rzeczywistość miesza się tu z fantazją głównego bohatera. I ten sen na jawie wydał mi się bardzo prawdziwy, bo żeby to przetrwać, trzeba było codziennie uciekać w inny, prywatny świat. Trochę poetycki i metaforyczny sposób pisania jest całkowicie zrozumiały.
To nie jest zwykła opowieść obozowa. To obozowa metafora. Rzeczywistość miesza się tu z fantazją głównego bohatera. I ten sen na jawie wydał mi się bardzo prawdziwy, bo żeby to przetrwać, trzeba było codziennie uciekać w inny, prywatny świat. Trochę poetycki i metaforyczny sposób pisania jest całkowicie zrozumiały.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBłogosławieństwo języka i przekleństwo ludzkiego cierpienia.
Błogosławieństwo języka i przekleństwo ludzkiego cierpienia.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążkę przeczytałam w ramach mojej ambicji zapoznania się z choć jedną publikacją każdego z noblistów.
Z pewnością jest to wielka literatura, i to taka która coś zostawia w człowieku po przeczytaniu. We mnie zostawiła pewnego rodzaju niepewność jak się do niej ustosunkować. Bo z jednej strony to książka napisana naprawdę wysmakowanym językiem, a z drugiej zostawiła we mnie poczucie, że jest napisana językiem zbyt metaforycznym, zbyt eleganckim, jakby nieprzystającym do tematu. Może to kwestia wieku, doświadczenia, ale po wrażeniu, które zrobiły na mnie czytane w liceum książki Krall, Sołżenicyna, Herlinga-Grudzińskiego, obozowa książka Muller wydała mi się zbytnio skupiająca się na żonglerce słowami. Mimo tych wątpliwości to kawał dobrej literatury.
Książkę przeczytałam w ramach mojej ambicji zapoznania się z choć jedną publikacją każdego z noblistów.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZ pewnością jest to wielka literatura, i to taka która coś zostawia w człowieku po przeczytaniu. We mnie zostawiła pewnego rodzaju niepewność jak się do niej ustosunkować. Bo z jednej strony to książka napisana naprawdę wysmakowanym językiem, a z drugiej zostawiła we...
Autorka po mistrzowsku opowiada historię młodego mężczyzny przebywającego w obozie. Rytm narracji doskonale oddaje rytm obozowego życia mierzony ciężką pracą i nieustannym głodem z rzadka przytłumianym nędznymi posiłkami. Najlepsze w tej książce jest, jak zawsze u Herty Müller, opowiadanie poprzez nadawanie nowych znaczeń słowom, przedmiotom i szczegółom.
Autorka po mistrzowsku opowiada historię młodego mężczyzny przebywającego w obozie. Rytm narracji doskonale oddaje rytm obozowego życia mierzony ciężką pracą i nieustannym głodem z rzadka przytłumianym nędznymi posiłkami. Najlepsze w tej książce jest, jak zawsze u Herty Müller, opowiadanie poprzez nadawanie nowych znaczeń słowom, przedmiotom i szczegółom.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOpowiedziane pięknym, wrażliwym językiem, ale jest to tak przerażająco smutna opowieść, że nie dałam rady doczytać!... Gnębiły mnie wyrzuty sumienia, że jem, kiedy tylko poczuję głód... Straszne, ludzkie przeżycia, wspomnienia z młodości, historia upodlania człowieka przez człowieka - nie tak dawno temu, bo zaraz po II wojnie światowej. Pióro Herty Miller przypomina mi trochę poetycki język Olgi Tokarczuk. Na pewno wrócę do jej książek!
Opowiedziane pięknym, wrażliwym językiem, ale jest to tak przerażająco smutna opowieść, że nie dałam rady doczytać!... Gnębiły mnie wyrzuty sumienia, że jem, kiedy tylko poczuję głód... Straszne, ludzkie przeżycia, wspomnienia z młodości, historia upodlania człowieka przez człowieka - nie tak dawno temu, bo zaraz po II wojnie światowej. Pióro Herty Miller przypomina mi...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toO życiu w obozie pracy w Związku Radzieckim jednego z jeńców. Napisana przepięknym językiem i gdyby nie tragizm sytuacji głównego bohatera można by się tym zachwycić, a tak niestety trzeba się zasmucić... Po takiej książce zwykła kromka chleba, będzie przez jakiś czas wyglądać inaczej niż zawsze.
O życiu w obozie pracy w Związku Radzieckim jednego z jeńców. Napisana przepięknym językiem i gdyby nie tragizm sytuacji głównego bohatera można by się tym zachwycić, a tak niestety trzeba się zasmucić... Po takiej książce zwykła kromka chleba, będzie przez jakiś czas wyglądać inaczej niż zawsze.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toksiążka budzi dla mnie spore skojarzenie z "Innym światem" Herlinga-Grudzińskiego.
książka budzi dla mnie spore skojarzenie z "Innym światem" Herlinga-Grudzińskiego.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to"Huśtawka oddechu" to literatura obozowa, ale zupełnie nie taka, jakiej mógłby spodziewać się pilny abiturient polskiego liceum - czyli taki, który jeszcze czyta sumiennie wszystkie przykazane lektury od deski do deski. Sam proces pisania oparty był tutaj na dość niezwykłej metodzie - otóż relacja byłego więznia stalinowskiego łagru na Ukrainie (który zresztą zmarł zanim zdołał dokończyć pisarce swoją opowieść) łączy się tutaj z pisarstwem samej Herty Muller, z jej własną, artystyczną wizją. Oba teksty tworzą w powieści jeden, spójny, urzekający splot. I właśnie słowo "urzekający" wydaje mi się tutaj bardzo na miejscu, bo jest to - o, paradoksie! - piękna książka o doświadczeniu obozowym. Jest tu jakiś dualizm - z jednej strony sytuacja skrajna, gdzie człowiek cały czas porusza się po krawędzi przeżycia i umierania, z drugiej - bajeczność języka, którym się o tym opowiada; bajeczność przywołująca na myśl malowidła Chagalla (tak, choć może się to wydawać niedorzeczną uwagą). Hercie Muller udaje się uchwycić pełnym niezwykłych, karkołomnych skojarzeń stylem istnienie na granicy między tęsknotą a zobojętnieniem, poddaniem się a przetrwaniem, ocaleniem a zagładą. Kalejdoskopowa konstrukcja powieści złożonej z rozdziałów o radykalnie różnej długości, poświęconych różnym składnikom obozowego świata, sprawia, że - i znowu paradoks - czyta się ją ... przyjemnie. Mam w sobie tylko pytanie, dla kogo właściwie jest ta książka? Otagowana jako "literatura obozowa" przegra przecież w przedbiegach z Herlingiem-Grudzińskim, Sołżenicynem czy Borowskim; niewiele w niej faktografii, za to dużo rozbuchanej, poetyckiej "nadbudowy." Jest więc raczej tylko dla rumuńskich Niemców, dla których zsyłki były przez dziesięciolecia tematem tabu? Dla tych, którzy chcą przeczytać "coś tej noblistki", byleby było pisane bardzo charakterystycznym dla niej językiem? Nie wiem. Ja trafiłem na nią zupełnie przypadkiem i byłem urzeczony.
"Huśtawka oddechu" to literatura obozowa, ale zupełnie nie taka, jakiej mógłby spodziewać się pilny abiturient polskiego liceum - czyli taki, który jeszcze czyta sumiennie wszystkie przykazane lektury od deski do deski. Sam proces pisania oparty był tutaj na dość niezwykłej metodzie - otóż relacja byłego więznia stalinowskiego łagru na Ukrainie (który zresztą zmarł zanim...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo tohttp://czytankianki.blogspot.com/2010/08/hustawka-oddechu-herta-muller.html
http://czytankianki.blogspot.com/2010/08/hustawka-oddechu-herta-muller.html
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJak pisze sama Müller, książka "Huśtawka oddechu" powstała by przełamać tabu, które istniało wśród rodzin Rumuńskich Niemców. Tabu dotyczyło faszystowskiej przeszłości Rumunii oraz deprotacji mieszkających tam Niemców wgłąb ZSRR w celu "odbudowy" tego zniszczonego podczas wojny kraju. Matka autorki była jedną z deprotowanych do obozu pracy i prawdopodobnie to było pierwszym przyczynkiem do tego by powstała "Huśtawka oddechu". Herta Müller rozpoczęła pracę nad książką w 2001 roku. Pomagał jej w tym jeden z deportowanych - Oskar Pastior, który niestety zmarł w trakcie tej współpracy. Pastior zostawił jednak po sobie notatki i wspomnienia z okresu swojego pobytu w obozie. Na ich podstawie Herta Müller po jego śmierci dokończyła powieść sama.
Leopold Auberg ma 17 lat, kiedy dowiaduje się, że jest jednym z wielu Niemców, którzy zostaną deportowani przez Rosjan. Podczas gdy rodzina Leopolda nie może się z tym faktem pogodzić, on sam oczekuje 'wyjazdu' ze zniecierpliwieniem i ciekawością. Wywózka jest bowiem dla niego szansą na uwolnienie się od rodziny, wyrzutów sumienia oraz wszystko wiedzącego i wszystko widzącego miasta, które było świadkiem jego bezwstydnych uczynków. Leopold opuszcza dom rodzinny 15 stycznie 1945 roku, by powrócić do niego dopiero po 5 latach. Tak jak i setki innych Niemców, przez kilkanaście dni jedzie w bydlęcym wagonie, po to by w końcu trafić do miejsca swojego przeznaczenia...
Tytułowa "huśtawka oddechu" to stan delirium spowodowany chronicznym głodem. Jego symbolem jest "anioł głodu" przed którym nie sposób uciec, gdyż ten codziennie towarzyszy głodującemu w walce o kolejny dzień życia. Głód, którego nie można pokonać zaczyna determinować życie: nie tylko świadomość, ale również ludzkie zachowania wobec współtowarzyszy oraz stosunek do swojego życia. Mimowolnie osoba doświadczajaca uczucia tak dojmującego głodu staje się jego zakładnikiem, więźniem tego nieistniejącego więzienia. I to właśnie to więzienie - nie obóz w którym przebywali - było tym, które powodowało, iż tak wiele osób poddawało się w walce o życie, nie wierząc w powrót do świata z którego przyszłi. Śmierć była dla nich jedynym ratunkiem. Dla tych którzy walczyli na tyle wytrwale by nie poddać się "aniołowi głodu" obóz stawał się domem, teraźniejszością, którą trzeba zaakceptować i przyszłością, której może nie być...
"Huśtawka oddechu" Herty Müller wpisuje się w nurt literatury obozowej, jednak dla mnie ta powieść to coś więcej. Historia jest jedynie tłem tej książki. Natomiast jej esencją są słowa. Słowa, które jak się okazuje mogą być bronią pamięci w walce ze śmiercią! Müller jest dla mnie mistrzynią słowa. Pomimo, że jej powieść nie odkrywa przed nami niczego nowego (zwłaszcza jeśli chodzi o literaturę obozową), nie sposób się od niej oderwać. Autorka wchodzi wgłąb człowieka, w jego najmroczniejsze, najbardziej niedostępne zakamarki duszy, po to, by później przy użyciu licznych metafor, porównań i poetyckiego niemalże języka odkryć wszystko przed swoim czytelnikiem. Müller wie jak pisać o bólu, nienawiści, tęsknocie w sposób przejmujący, ale jednocześnie taki, który nie przytłacza czytelnika. "Huśtawka oddechu" to książka, która się sączy z jednego zdania w drugie, z jednego rozdziału w kolejny...
Śmiało mogę powiedzieć, że padłam ofiarą języka, którym posługuje się Herta Müller. Podczas lektury książki, nie raz i nie dwa zdarzało mi się zatrzymać i ze zdziwieniem uświadomić sobie jak bardzo to wszystko do mnie przemawia! Będę polecać lekturę tej książki wszystkim i pomimo, że nie jest to prosta opowieść o prostych sprawach, wierzę, że sprawi ona wam wiele przyjemności!
Jak pisze sama Müller, książka "Huśtawka oddechu" powstała by przełamać tabu, które istniało wśród rodzin Rumuńskich Niemców. Tabu dotyczyło faszystowskiej przeszłości Rumunii oraz deprotacji mieszkających tam Niemców wgłąb ZSRR w celu "odbudowy" tego zniszczonego podczas wojny kraju. Matka autorki była jedną z deprotowanych do obozu pracy i prawdopodobnie to było pierwszym...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toHerta Müller sprawnie posługuje się słowami. Bawi się nimi, plącze, miesza. Robi to w sposób umiejętny i lekki. Zdania nie tracą przez to znaczenia (a przynajmniej nie w przypadku tej książki), zaskakują. Autorka wie, jak przekazać ból i cierpienie, jak skupić uwagę czytelnika i wywołać w nim uczucia. Całą nienawiść ukryła pod melancholią i dziwnym roztargnieniem, jednak prawda trafia do czytelników.
Herta Müller pisze dobrze, ale nie pisze o niczym nowym. Zaskakuje formą, ale nie treścią.
Herta Müller sprawnie posługuje się słowami. Bawi się nimi, plącze, miesza. Robi to w sposób umiejętny i lekki. Zdania nie tracą przez to znaczenia (a przynajmniej nie w przypadku tej książki), zaskakują. Autorka wie, jak przekazać ból i cierpienie, jak skupić uwagę czytelnika i wywołać w nim uczucia. Całą nienawiść ukryła pod melancholią i dziwnym roztargnieniem, jednak...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNie do wiary. Niesamowity jezyk. Opowiesc o tym, kim jest czlowiek obnazony do szpiku kosci.
Nie do wiary. Niesamowity jezyk. Opowiesc o tym, kim jest czlowiek obnazony do szpiku kosci.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to