Nie ta zaraza o której myślałem, przynajmniej na początku co warunkuje dalszym podjęciem książki. Może wstęp źle skonstruowano, może. Przykro mi z powodu takiej sytuacji. Trzy. Najwyżej 3 i pół.
Nie ta zaraza o której myślałem, przynajmniej na początku co warunkuje dalszym podjęciem książki. Może wstęp źle skonstruowano, może. Przykro mi z powodu takiej sytuacji. Trzy. Najwyżej 3 i pół.
Chyba najdłuższa do tej pory i jednocześnie najsłabsza pozycja z całego Cyklu Inkwizytorskiego. Była to dla mnie naprawdę nie lada przeprawa, pozycja niestety bardzo nudna. "Intrygi" zupełnie nie wciągające, nawiązania do COVIDU i postawy społeczeństwa karykaturalne. Mordimer dostaje dziwnej fiksacji na punkcie pięknej Kingi, która była postacią niezmiernie irytującą i niepotrzebną. Przez całą długość książki przewija się bardzo dużo powtórzeń, nie mówiąc już o tłumaczeniu po raz setny co się dzieje jak ginie inkwizytor itp. Rozumiem, że książka w zamyśle ma być dostępna również dla ludzi, dla których jest to pierwsza styczność z tym uniwersum ale litości... Mnie, jako osobie która czyta cały cykl d*pą już wychodzą te ciągłe przypomnienia i tłumaczenie co z czym.
Chyba najdłuższa do tej pory i jednocześnie najsłabsza pozycja z całego Cyklu Inkwizytorskiego. Była to dla mnie naprawdę nie lada przeprawa, pozycja niestety bardzo nudna. "Intrygi" zupełnie nie wciągające, nawiązania do COVIDU i postawy społeczeństwa karykaturalne. Mordimer dostaje dziwnej fiksacji na punkcie pięknej Kingi, która była postacią niezmiernie irytującą i...
Bardzo prosta fabuła. Ot, taka niewymagająca lektura na letnie popołudnia, ewentualnie spacery, jeśli ktoś zdecyduje się na audiobook. Tego słucha się naprawdę przyjemnie. Nie miałem wcześniej do czynienia z inkwizytorską serią, ale chyba dam się skusić.
Bardzo prosta fabuła. Ot, taka niewymagająca lektura na letnie popołudnia, ewentualnie spacery, jeśli ktoś zdecyduje się na audiobook. Tego słucha się naprawdę przyjemnie. Nie miałem wcześniej do czynienia z inkwizytorską serią, ale chyba dam się skusić.
Całkiem ciekawe. Zwłaszcza jak sięgnąć po nią już w jakimś oddaleniu od pandemicznych klimatów. Jak dobrze się wczytać jest ciekawym komentarzem do tego, co było. Oczywiście to dalej pozostaje fabułą w klimacie świata inkwizytoów, ale ...
Całkiem ciekawe. Zwłaszcza jak sięgnąć po nią już w jakimś oddaleniu od pandemicznych klimatów. Jak dobrze się wczytać jest ciekawym komentarzem do tego, co było. Oczywiście to dalej pozostaje fabułą w klimacie świata inkwizytoów, ale ...
Wspaniała, niby nic się nie dzieje, czas powoli płynie, akcja toczy sie bardzo powoli, atmosfera książki i świata super. Audiobook Audioteki wspaniały, najlepszy ever, bez nadmiernego hałasu w tle, normalnie czytany bez przeżywania. Pierwszy raz daje 10.
Wspaniała, niby nic się nie dzieje, czas powoli płynie, akcja toczy sie bardzo powoli, atmosfera książki i świata super. Audiobook Audioteki wspaniały, najlepszy ever, bez nadmiernego hałasu w tle, normalnie czytany bez przeżywania. Pierwszy raz daje 10.
Przyjemna książka. Momentami nieco przydługa (choć zasadniczo nie jest to długa książka), nieco niepotrzebnie rozwijane wątki i historia pewnych bohaterów. Choć jako na nieco wyrwaną z kontekstu historię Mordimera to i tak czyta się dobrze. Można to potraktować jak jakiś Spin-off do innych powieści o Inkwizytorze bo tak naprawdę nic nie wnosi do głównego wątku czy rozwoju Maderdinna jako postaci
Przyjemna książka. Momentami nieco przydługa (choć zasadniczo nie jest to długa książka), nieco niepotrzebnie rozwijane wątki i historia pewnych bohaterów. Choć jako na nieco wyrwaną z kontekstu historię Mordimera to i tak czyta się dobrze. Można to potraktować jak jakiś Spin-off do innych powieści o Inkwizytorze bo tak naprawdę nic nie wnosi do głównego wątku czy rozwoju...
Jacek Piekara ponownie zabiera nas do brutalnego świata inkwizytora Mordimera Madderdina, tym razem w realiach miasta ogarniętego zarazą. Fabuła, choć klimatyczna, rozwija się powoli, a powtarzalność schematów sprawia, że napięcie nie zawsze się utrzymuje.
Styl i ironia Mordimera wciąż są atutami książki, ale drugoplanowe postacie wypadają blado. To solidna, choć nierówna część cyklu – dobra dla fanów, ale nie wnosi wiele nowego.
Jacek Piekara ponownie zabiera nas do brutalnego świata inkwizytora Mordimera Madderdina, tym razem w realiach miasta ogarniętego zarazą. Fabuła, choć klimatyczna, rozwija się powoli, a powtarzalność schematów sprawia, że napięcie nie zawsze się utrzymuje.
Styl i ironia Mordimera wciąż są atutami książki, ale drugoplanowe postacie wypadają blado. To solidna, choć nierówna...
Może być. Tak, to dobry opis tego co tu się zadziało. Przeczytałem ale pod koniec wzrok mi się ślizgał po kartkach szukając treści :(. Spokojnie książka mogła by się zamknąć w 1/3 objętości.
Może być. Tak, to dobry opis tego co tu się zadziało. Przeczytałem ale pod koniec wzrok mi się ślizgał po kartkach szukając treści :(. Spokojnie książka mogła by się zamknąć w 1/3 objętości.
Mimo ciekawego motywu przewodniego mocno rozwodniona. Dłużyzny i lanie wody prawie na każdej stronie, dość przewidywalna oś fabularna i chyba największy zarzut - za mało inkwizytora w inkwizytorze :/ zero tajemnicy czy jakichkolwiek nadprzyrodzonych zjawisk i postaci.
Mimo ciekawego motywu przewodniego mocno rozwodniona. Dłużyzny i lanie wody prawie na każdej stronie, dość przewidywalna oś fabularna i chyba największy zarzut - za mało inkwizytora w inkwizytorze :/ zero tajemnicy czy jakichkolwiek nadprzyrodzonych zjawisk i postaci.
Inkwizycja jednoznacznie kojarzy nam się z polityka Kościoła katolickiego, który w XIII wieku powołał instytucję śledczo-sądowniczą mająca na celu wyszukiwanie heretyków, nawracanie ich i karanie w oparciu o bulle papieskie. Urzędy te świetnie współpracowały z władzami świeckimi, dlatego do XIX wieku mogły uczynić wiele zła. Dzięki jego działalności bardzo długo można było utrzymywać ortodoksję katolików na obszarach działań inkwizycji. Powstanie tej instytucji było odpowiedzią na pierwsze głosy sprzeciwu wobec polityki Kościoła Katolickiego. Pierwsze bunty w Orleanie, Arrasie, Monteforte i Goslarze zainspirowały kolejne. Heretyccy kaznodzieje zyskali spore poparcie. Utworzona społeczność katarów, waldensów zagrażała potędze instytucji religijnej, ponieważ grupy heretyków nie robiły sobie nic z ekskomuniki, ponieważ tworzyli własne społeczności. Stali się przeciwwagą religijną dla ideologii katolickiej, na której opierała się też władza świecka (koronowanie królów przez biskupów). Szybko okazało się, że wykorzystywane do tej pory narzędzia perswazji zawodzą. Poczucie przegranej w debacie publicznej skłoniło do sięgnięcia po narzędzia siłowe, czyli karania postaw uważanych za bunt wobec zastanego porządku społecznego, czyli zagrażającego też władzy świeckiej. Papież Lucjusz III w porozumieniu z cesarzem Fryderykiem I wydał bullę "Ad abolendam" zawierającą przepisy dotyczące postępowania względem podejrzanych o herezję i ściśle rozgraniczała kompetencje władz duchownych i świeckich. Śledztwo zaczynało się od oskarżenia, badania przez biskupa podejrzanego, a po wydaniu wyroku od władzy świeckiej wymagano odpowiedniego ukarania, co początkowo zakładało konfiskatę majątku i wypędzenie heretyka, a z czasem karę śmierci. Refleksja nad przeszłością przyczynia się do analizy ówczesnych postaw oraz tworzenia obrazów w światach fikcyjnych obnażających bolączki przeszłości. "Ja, inkwizytor" Jacka Piekary to bardzo wymowny obraz działań ludzi nadużywających przywilejów i władzy.
Autor zabiera nas do świata absurdów, czyli zderzenia się z tym, co głoszą i w jaki sposób postępują bohaterzy. Nie jest to nic nowego w literaturze, ponieważ nawet Ignacy Krasicki (biskup) dostrzegał, że ci, który bardzo moralizują i oceniają innych oraz zasłaniają się Bogiem mają najwięcej za skórą. Tu jest dokładnie tak samo. Cały cykl to opowieść o kolejnych sprawach, wyzwaniach, ale też zabawach, wśród których sporo orgii, upijania się. Pisarz świetnie pokazuje stosunek klasy uprzywilejowanej, czyli arystokracji i monarchii do plebsu. Narracja jest żywa, obrazy wymowne i bogate w nawiązanie do dzieł kultury. Świetnie pokazano też dawny stosunek społeczeństwa do kobiet, traktowanie ich jako elementu majątku mężczyzny. Kobieta przechodzi to z rąk do rąk. Wszystko to w otoczce skandali i głupoty mężczyzn powołujących się na Pismo Święte, rzucających kolejnymi cytatami z tej księgi.
I tak jest też w "Mieście Słowa Bożego", do którego wprowadza nas obraz orgii, uczt i erystycznych popisów, w czasie, których bohaterzy wygłaszają slogany obnażające ich moralność i stosunek do świata, w którym nikt nie liczy się ze zdaniem kobiet, które pokazane są jako istoty mające cieszyć męskie oko i ciało, przez co dochodzi do licznych nadużyć. Niewiasty od najmłodszych lat uczone są wdzięczenia się, podległości i uległości oraz spełniania życzeń męskich przedstawicieli rodziny. I takie właśnie bohaterki spotykamy. Miewają one pomysły na swoje życie, ale zawsze są one w obrębie możliwości jakie daje im kultura, w której żyją, a ta jest patriarchalna. Posiadanie minimum władzy wymaga przypodobania się mężczyznom. Nie brakuje tu też pojedynków, demonstrowania przemocy.
Główna akcja toczy się tu wokół Mordimera Madderdina, cesarskiego "duchownego" wyruszającego do Italii, aby odzyskać cenne relikwie przyjaciela wspierającego go finansowo. Zadanie to będzie musiał wykonać poza jurysdykcją Świętego Officjum.
"Miasto słowa Bożego" to kolejny tom z serii "Ja, inkwizytor". Wykreowane przez Jacka Piekarę uniwersum zabiera nas do mrocznej przeszłości, w której władza zależy od majętności, wpływów i płci. Mimo, że jest to kolejny (już osiemnasty tom) to zdecydowanie można czytać go bez znajomości wcześniejszych, ale warto po nie sięgnąć ze względu na dobrze zarysowane realia oraz podsuwane problemy społeczne. Jacek Piekara obnaża bolączki patriarchalnego świata, w którym istotną władzę sprawuje Kościół, a władza świecka wykorzystuje układy z nim do podtrzymania swojej pozycji, aby zapewnić sobie dostęp do dóbr luksusowych pozwalających na prowadzenie życia toczącego się wokół cielesnych uciech. W tle nie brakuje wątku kryminalnego napędzającego akcję.
Inkwizycja jednoznacznie kojarzy nam się z polityka Kościoła katolickiego, który w XIII wieku powołał instytucję śledczo-sądowniczą mająca na celu wyszukiwanie heretyków, nawracanie ich i karanie w oparciu o bulle papieskie. Urzędy te świetnie współpracowały z władzami świeckimi, dlatego do XIX wieku mogły uczynić wiele zła. Dzięki jego działalności bardzo długo można było...
Generalnie w miarę spoko - poziom niestety sporo niższy niż inne tomy, przyjemnie się czyta a cała historia jest ciekawa, ale niestety w zasadzie nie wnosi nic do głównej fabuły.
Generalnie w miarę spoko - poziom niestety sporo niższy niż inne tomy, przyjemnie się czyta a cała historia jest ciekawa, ale niestety w zasadzie nie wnosi nic do głównej fabuły.
O jeny, ale to było słabe. Ledwie doczołgałam się do końca. I to wzruszające story o opryszczce i inkwizytor ze smutnym serduszkiem + mądrości na temat społeczeństwa. No nie mogę, co za popłuczyny po inkwizytorze. Jedyny plus - próba wykorzystania pandemii. Ale marna. Pierwsze książki z inkwizytorskiego cyklu były dla mnie świeżym oddechem w polskiej fantastyce. Bohater niejednoznaczny, na krawędzi dobra i zła. Czytało się świetnie. Potem cykl się strasznie zepsuł (nudy i mielenie w kółko tych samych pomysłów + pseudofilozofia z podstawówki), a poza tym autor okazał się strasznym burakiem. Bardzo to wszystko smutne. Na szczęście pojawił się MarMax Borowski z "Kwestią wyboru" i swoim niejednoznacznym Reznem (inni bohaterowie też genialni, ale brutalny, dziki i zadziorny Rezn to mój faworyt) i mam nowego ulubionego autora, zabawniejszego i mądrzejszego. Oby i on nie okazał się strasznym burakiem.
O jeny, ale to było słabe. Ledwie doczołgałam się do końca. I to wzruszające story o opryszczce i inkwizytor ze smutnym serduszkiem + mądrości na temat społeczeństwa. No nie mogę, co za popłuczyny po inkwizytorze. Jedyny plus - próba wykorzystania pandemii. Ale marna. Pierwsze książki z inkwizytorskiego cyklu były dla mnie świeżym oddechem w polskiej fantastyce. Bohater...
sama książka była słaba i Normalnie bym wystawił ocenę 5 szóstkę daje tylko dlatego że audiobook był w formie słuchowiska a że sam jestem osobą niewidomą to doceniam takie inicjatywy
sama książka była słaba i Normalnie bym wystawił ocenę 5 szóstkę daje tylko dlatego że audiobook był w formie słuchowiska a że sam jestem osobą niewidomą to doceniam takie inicjatywy
Kolejna książka, w ostatnim czasie, która została napisana nie wiadomo po co... Chyba tylko dlatego, żeby czytelnicy nie zapomniali o autorze...
Mordimer wykonuje posługę inkwizytora w Weillburgu. Jest to średniej wielkości miasteczko, które staje się epicentrum paskudnej zarazy - kaszlicy. Przez ową paskudną chorobę miasto zostaje poddane kwarantannie i zamknięte do odwołania. Dodatkowo wszystkim mieszkańcom doskwiera potworny upał. W takich warunkach niewiele trzeba żeby zapłonęła iskra nienawiści...
Książka jest za długa, przegadana, nic nie wnosi do całego cyklu - ot autor musiał wyrzucić z siebie złośliwość na władzę i covid. Gdyby została wycięta połowa treści i dodane jakieś opowiadanie byłoby to bardziej zjadliwe.
Przeczytane tylko ze względu na fakt, że czytam cały Cykl Inkwizytorski. Niespecjalnie polecam :(
Kolejna książka, w ostatnim czasie, która została napisana nie wiadomo po co... Chyba tylko dlatego, żeby czytelnicy nie zapomniali o autorze...
Mordimer wykonuje posługę inkwizytora w Weillburgu. Jest to średniej wielkości miasteczko, które staje się epicentrum paskudnej zarazy - kaszlicy. Przez ową paskudną chorobę miasto zostaje poddane kwarantannie i zamknięte do...
Bardzo obszerna książka, starczy na długi czas. Skończenie jej zajęło mi ok.miesiąc, a było to dosyć dawno temu. Mimi to dalej pamiętam niektóre ciekawsze momenty książki co na plus. Oprócz tego świetny humor i niesamowita postać głównego bohatera zachęcały do dalszej lektury. Minusem może okazać się monotonia, która wkrada się na niektórych jej etapach. Zbyt długie opisy mniej istotnych elementów czasami skutecznie zniechęcały do czytania. Poza tym książka bardzo przyjemna, a jako że była to moja pierwsza styczność z uniwersum inkwizytorów, na pewno jeszcze do niego zajrzę
Bardzo obszerna książka, starczy na długi czas. Skończenie jej zajęło mi ok.miesiąc, a było to dosyć dawno temu. Mimi to dalej pamiętam niektóre ciekawsze momenty książki co na plus. Oprócz tego świetny humor i niesamowita postać głównego bohatera zachęcały do dalszej lektury. Minusem może okazać się monotonia, która wkrada się na niektórych jej etapach. Zbyt długie opisy...
Powiedzieć, że Mordi w wersji „Przeklętej” był słaby, to jakby nic nie powiedzieć. ;) Dlatego też po powrocie uniżonego sługi na salony w Ja, Inkwizytor. Dziennik czasu zarazy, miałam odrobinę mieszane uczucia, czy jeszcze chcę bawić się w tę inkwizytorską grę. Na gwoździe i ciernie, nie wytrzymałam jednak długo i sięgnęłam po książkę i tym samym szesnasty obcowałam ze Świętym Oficjum i Inkwizytorami Jacka Piekary.
Kaszlica i kwarantanna Weilburga.
Miasto Weilburg zatrzasnęło bramy i ogłosiło kwarantannę. W obrębie pilnie strzeżonych murów zamknięto ludzi chorujących i umierających na zarazę. Ale nawet po tych, którzy wymknęli się epidemii, śmierć gotowa jest sięgnąć z innych powodów.
Bo w mieście oczadziałym od wielotygodniowej suszy, spętanym strachem przed przyszłością, terroryzowanym przez zewnętrznych wrogów i rodzimych fanatyków, wystarczy iskra, by z domów pozostały zgliszcza, a ulice zaścieliły trupy. W takim miejscu i w takim czasie inkwizytor Mordimer Madderdin, stoczy walkę o ocalenie niewinnych, o ukaranie zbrodniarzy, a przede wszystkim – o utrzymanie choćby resztek sprawiedliwości.
Stary dobry Mordi. ;)
Mordi powrócił w swoim dawnym, dobrze znanym „setupie”. Przesiąknięty ironią, cynizmem i buńczucznością, snuje opowieść uniżonego sługi, który nie stroni od korzystania z życia i kobiecych wdzięków. Odpowiednio wypchana sakiewka zaś pozwala mu z odpowiednim namaszczeniem załatwić każdą sprawę, oczywiście na chwałę Bożą.
Poza tym książka niczym ciekawym/nowym się nie wyróżniała. Ot, kolejny „schematyczny odcinek”, w którym autor tym razem wałkuje pandemię. Oczywiście korzysta przy tym ze starych utartych schematów, wyśmiewa rzucane w tłum teorie spiskowe, sceptyków czy innych szarlatanów.
Główny antagonista archidiakon Umberto Cassi niestety nie wniósł niczego odświeżającego do powieści. Ot był, a jego szumne plany i groźby w stosunku do inkwizytorów, można w sumie przeczytać tylko na papierze. ;)
Ogólnie Ja, Inkwizytor. Dziennik czasu zarazy Jacka Piekary mogę zakwalifikować, jako czytadełko, które doskonale sprawdzi się do zabicia czasu po ciężkim dniu, kiedy nie chcemy nadto wysilać komórek mózgowych.
Powiedzieć, że Mordi w wersji „Przeklętej” był słaby, to jakby nic nie powiedzieć. ;) Dlatego też po powrocie uniżonego sługi na salony w Ja, Inkwizytor. Dziennik czasu zarazy, miałam odrobinę mieszane uczucia, czy jeszcze chcę bawić się w tę inkwizytorską grę. Na gwoździe i ciernie, nie wytrzymałam jednak długo i sięgnęłam po książkę i tym samym szesnasty obcowałam ze...
Nuuuuuuuda. Gdyby to była moja pierwsza książka Piekary, to świat by mnie zainteresował. Ale tu nie ma niczego nowego poza słabą koncepcją zarazy. Akcja tak emocjonująca, że można zasnąć. A rozczulenie inkwizytora z powodu braku pocałunku.... no litości. żenada.
Nuuuuuuuda. Gdyby to była moja pierwsza książka Piekary, to świat by mnie zainteresował. Ale tu nie ma niczego nowego poza słabą koncepcją zarazy. Akcja tak emocjonująca, że można zasnąć. A rozczulenie inkwizytora z powodu braku pocałunku.... no litości. żenada.
NIe rozumiem tej spirali niechęci. Książka wciąga, czyta się łatwo. NIe jest to arcydzieło literatury, ale po tego typu książce nikt tego nie oczekuje. Całkiem zgrabnie ujęty temat.
NIe rozumiem tej spirali niechęci. Książka wciąga, czyta się łatwo. NIe jest to arcydzieło literatury, ale po tego typu książce nikt tego nie oczekuje. Całkiem zgrabnie ujęty temat.
Beznadzieja. 2/10, bo język się broni, ale nuda, przepełnienie g*wno-mądrościami. Dla mnie Piekara się kończył od jakiegoś czasu i na tej książce skończył.
Beznadzieja. 2/10, bo język się broni, ale nuda, przepełnienie g*wno-mądrościami. Dla mnie Piekara się kończył od jakiegoś czasu i na tej książce skończył.
Absolutnie najsłabsza pozycja na (miejmy nadzieję) zakończenie cyklu. Niestety też chyba najgrubsza, co tylko przedłuża męczenie się z powieścią. Niestety też chyba najdroższa, bo w tym kraju płaci się za liczbę stron, a nie jakość. Brak jakichkolwiek wątków "inkwizytorskich", brak jakiejkolwiek fabuły, brak czegokolwiek. Kolejne rozdziały, powiązane ze sobą tylko obecnością głównego bohatera, nudne same w sobie, prowadzą do nijakiego zakończenia. Na każdej stronie te same zwroty, znane zresztą doskonale czytelnikowi z poprzednich części, tak że można je recytować z pamięci.
Absolutnie najsłabsza pozycja na (miejmy nadzieję) zakończenie cyklu. Niestety też chyba najgrubsza, co tylko przedłuża męczenie się z powieścią. Niestety też chyba najdroższa, bo w tym kraju płaci się za liczbę stron, a nie jakość. Brak jakichkolwiek wątków "inkwizytorskich", brak jakiejkolwiek fabuły, brak czegokolwiek. Kolejne rozdziały, powiązane ze sobą tylko...
Tytułem wstępu: wystarczy nadmienić, że autor jest tak przepełniony kreatywnością i świeżością pomysłów, że chorobę objawiającą się kaszlem nazwał kaszlicą. Kaszlicą. Bo się kaszle.
Nie mniej, do rzeczy. Kolejny grafomański wysryw pierwszego erotomana polskiego fantasy.
Jakież to było nużące. Jakież to było męczące. Doczytałem może do połowy, kiedy to zdałem sobie sprawę, ża ja to już wszystko czytałem. I to z dziesięc razy. Potem, nauczony doświadczeniem z lektury poprzednich tomów, skakałem do pierwszego zdania co któregoś akapitu, omijając 90% tekstu, i, co za niespodzianka, nadal nadążałem za fabułą. Powtarzane do porzygu, kopiowane z tomu na tom, praktycznie całe akapity: o powonieniu, o tańczących płaszczach, o matkach boskich mściwych i Jezusach dekapitorach, o mocnych głowach, o kobietach zbiornikach na nadmiar nasienia (to autentyk), sto pro Piekarowego universum. Wszystko poprzetykane tu i ówdzie erotomańskim gawędziarstwem na emocjonalnym poziomie czternastolatka, od czytania którego mdłości potęguje dodatkowo świadomość, że ten czternastolatek to prawie 60 letni dziad.
Sama fabuła jest miałka i o niczym, kolejna generyczna zapchajdziura, bez jakiejkolwiek struktury, z rozdziałami nie wnoszącymi nic, z nudnym finałem. Gdyby wyciąć ten copy-paste z dziesięciu poprzednich tomów zostało by nienajdłuższe opowiadanie.
Całości obrazu tego zażenowania dopełnia podejrzenie graniczące z pewnością, że Madderdin to nie jest żadna fikcyjna postać a prosta i bezpośrednia emanacja poglądów autora.
Okrutne barachło, radzę Piekary unikać. Sam z pewnością nigdy więcej nie wrócę.
Tytułem wstępu: wystarczy nadmienić, że autor jest tak przepełniony kreatywnością i świeżością pomysłów, że chorobę objawiającą się kaszlem nazwał kaszlicą. Kaszlicą. Bo się kaszle.
Nie mniej, do rzeczy. Kolejny grafomański wysryw pierwszego erotomana polskiego fantasy.
Jakież to było nużące. Jakież to było męczące. Doczytałem może do połowy, kiedy to zdałem sobie sprawę,...
To było okropne. Dobrze napisane językowo, fajna stylizacja, Piekara to umie. Ale sama historia nudna jak flaki z olejem. W dodatku nawet te sceny, które powinny trzymać w napięciu (pogoń po dachu) zupełnie leżą i kwiczą zionąc nudą. Mam wrażenie, że autor oblekł w słabą fabułę swoje średnio zajmujące poglądy na społeczeństwo i inne sprawy. Ledwie udało mi się to dosłuchać do końca (bo czytać się nie dało) i nie żałuję straconego czasu tylko dlatego, że da się przy tym prasować.
To było okropne. Dobrze napisane językowo, fajna stylizacja, Piekara to umie. Ale sama historia nudna jak flaki z olejem. W dodatku nawet te sceny, które powinny trzymać w napięciu (pogoń po dachu) zupełnie leżą i kwiczą zionąc nudą. Mam wrażenie, że autor oblekł w słabą fabułę swoje średnio zajmujące poglądy na społeczeństwo i inne sprawy. Ledwie udało mi się to dosłuchać...
Żółta kartka dla pana Piekary. Po świetnej serii dziejącej się na Rusi, autor - w jakimś chyba diabelskim natchnieniu - spróbował "rozjechać" ogromną ilość ludzi, w tym wielkie grono swoich czytelników, przedstawiając ich jako antynaukowych kretynów (też jestem w gronie wskazanych palcem). Obecnie nawet mnie to nie denerwuje a wzbudza uśmieszek politowania. Coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, iż dzięki mej "głupocie" nie znalazłem się w szacownym gronie tych, którzy z powodu zakrzepicy wiedzą już co jest po drugiej stronie. A nie wszyscy z mojego otoczenia mogą to o sobie powiedzieć.
Sama treść książki stanowi jedynie bazę dla przedstawienia przez autora swego zdania w w/w kwestii. I jest nieciekawa. Nie wnosi niczego, ot, taka poboczna historyjka którą można odhaczyć a można pominąć. Do tego stopnia nijaka że czytając ją pod koniec zeszłego roku obecnie nic z niej nie pamiętam oprócz agresywnej wymowy książki, skierowanej przeciw tym co myślą inaczej niż autor. I znów w tej kwestii: cóż, prawda zawsze w końcu wychodzi na jaw. Czasem po dziesiątkach lat, ale w tym przypadku szybciej gdyż kto był w rzeczonej sprawie durniem, w świetle ostatnich wydarzeń w UE czy USA wychodzi już na jaw, grono tych którzy się z foliarzy w tej sprawie śmieje, lawinowo topnieje. Daję dwie gwiazdki a nie jedną bo pomimo histerycznego, propagandowego krzyku autora (może ma za złe innym, że hulajnoga ich nie skusiła i nie dali się nabrać a on uwierzył na słowo?), lubię tę serię. I mam nadzieję że p. Piekara w dalszej swej twórczości będzie bardziej rozważny w ocenie innych a do przymiotów własnych nabierze więcej dystansu.
Żółta kartka dla pana Piekary. Po świetnej serii dziejącej się na Rusi, autor - w jakimś chyba diabelskim natchnieniu - spróbował "rozjechać" ogromną ilość ludzi, w tym wielkie grono swoich czytelników, przedstawiając ich jako antynaukowych kretynów (też jestem w gronie wskazanych palcem). Obecnie nawet mnie to nie denerwuje a wzbudza uśmieszek politowania. Coraz bardziej...
Nie ta zaraza o której myślałem, przynajmniej na początku co warunkuje dalszym podjęciem książki. Może wstęp źle skonstruowano, może. Przykro mi z powodu takiej sytuacji. Trzy. Najwyżej 3 i pół.
Nie ta zaraza o której myślałem, przynajmniej na początku co warunkuje dalszym podjęciem książki. Może wstęp źle skonstruowano, może. Przykro mi z powodu takiej sytuacji. Trzy. Najwyżej 3 i pół.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPrzygody naszego ulubionego inkwizytora Mordimera Madderdina w czasach covid. Zupełnie odmienna historia od poprzednich. Warto przeczytać.
Przygody naszego ulubionego inkwizytora Mordimera Madderdina w czasach covid. Zupełnie odmienna historia od poprzednich. Warto przeczytać.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toChyba najdłuższa do tej pory i jednocześnie najsłabsza pozycja z całego Cyklu Inkwizytorskiego. Była to dla mnie naprawdę nie lada przeprawa, pozycja niestety bardzo nudna. "Intrygi" zupełnie nie wciągające, nawiązania do COVIDU i postawy społeczeństwa karykaturalne. Mordimer dostaje dziwnej fiksacji na punkcie pięknej Kingi, która była postacią niezmiernie irytującą i niepotrzebną. Przez całą długość książki przewija się bardzo dużo powtórzeń, nie mówiąc już o tłumaczeniu po raz setny co się dzieje jak ginie inkwizytor itp. Rozumiem, że książka w zamyśle ma być dostępna również dla ludzi, dla których jest to pierwsza styczność z tym uniwersum ale litości... Mnie, jako osobie która czyta cały cykl d*pą już wychodzą te ciągłe przypomnienia i tłumaczenie co z czym.
Chyba najdłuższa do tej pory i jednocześnie najsłabsza pozycja z całego Cyklu Inkwizytorskiego. Była to dla mnie naprawdę nie lada przeprawa, pozycja niestety bardzo nudna. "Intrygi" zupełnie nie wciągające, nawiązania do COVIDU i postawy społeczeństwa karykaturalne. Mordimer dostaje dziwnej fiksacji na punkcie pięknej Kingi, która była postacią niezmiernie irytującą i...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBeznadziejna! Jako fanka serii i wielbicielka Mordimera jestem obrażona na autora za to, że tak kompletnie obrzydził mi tę postać!!!
Beznadziejna! Jako fanka serii i wielbicielka Mordimera jestem obrażona na autora za to, że tak kompletnie obrzydził mi tę postać!!!
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBardzo prosta fabuła. Ot, taka niewymagająca lektura na letnie popołudnia, ewentualnie spacery, jeśli ktoś zdecyduje się na audiobook. Tego słucha się naprawdę przyjemnie. Nie miałem wcześniej do czynienia z inkwizytorską serią, ale chyba dam się skusić.
Bardzo prosta fabuła. Ot, taka niewymagająca lektura na letnie popołudnia, ewentualnie spacery, jeśli ktoś zdecyduje się na audiobook. Tego słucha się naprawdę przyjemnie. Nie miałem wcześniej do czynienia z inkwizytorską serią, ale chyba dam się skusić.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCałkiem ciekawe. Zwłaszcza jak sięgnąć po nią już w jakimś oddaleniu od pandemicznych klimatów. Jak dobrze się wczytać jest ciekawym komentarzem do tego, co było. Oczywiście to dalej pozostaje fabułą w klimacie świata inkwizytoów, ale ...
Całkiem ciekawe. Zwłaszcza jak sięgnąć po nią już w jakimś oddaleniu od pandemicznych klimatów. Jak dobrze się wczytać jest ciekawym komentarzem do tego, co było. Oczywiście to dalej pozostaje fabułą w klimacie świata inkwizytoów, ale ...
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo tomoze byc
moze byc
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWspaniała, niby nic się nie dzieje, czas powoli płynie, akcja toczy sie bardzo powoli, atmosfera książki i świata super. Audiobook Audioteki wspaniały, najlepszy ever, bez nadmiernego hałasu w tle, normalnie czytany bez przeżywania. Pierwszy raz daje 10.
Wspaniała, niby nic się nie dzieje, czas powoli płynie, akcja toczy sie bardzo powoli, atmosfera książki i świata super. Audiobook Audioteki wspaniały, najlepszy ever, bez nadmiernego hałasu w tle, normalnie czytany bez przeżywania. Pierwszy raz daje 10.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPrzyjemna książka. Momentami nieco przydługa (choć zasadniczo nie jest to długa książka), nieco niepotrzebnie rozwijane wątki i historia pewnych bohaterów. Choć jako na nieco wyrwaną z kontekstu historię Mordimera to i tak czyta się dobrze. Można to potraktować jak jakiś Spin-off do innych powieści o Inkwizytorze bo tak naprawdę nic nie wnosi do głównego wątku czy rozwoju Maderdinna jako postaci
Przyjemna książka. Momentami nieco przydługa (choć zasadniczo nie jest to długa książka), nieco niepotrzebnie rozwijane wątki i historia pewnych bohaterów. Choć jako na nieco wyrwaną z kontekstu historię Mordimera to i tak czyta się dobrze. Można to potraktować jak jakiś Spin-off do innych powieści o Inkwizytorze bo tak naprawdę nic nie wnosi do głównego wątku czy rozwoju...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJacek Piekara ponownie zabiera nas do brutalnego świata inkwizytora Mordimera Madderdina, tym razem w realiach miasta ogarniętego zarazą. Fabuła, choć klimatyczna, rozwija się powoli, a powtarzalność schematów sprawia, że napięcie nie zawsze się utrzymuje.
Styl i ironia Mordimera wciąż są atutami książki, ale drugoplanowe postacie wypadają blado. To solidna, choć nierówna część cyklu – dobra dla fanów, ale nie wnosi wiele nowego.
Jacek Piekara ponownie zabiera nas do brutalnego świata inkwizytora Mordimera Madderdina, tym razem w realiach miasta ogarniętego zarazą. Fabuła, choć klimatyczna, rozwija się powoli, a powtarzalność schematów sprawia, że napięcie nie zawsze się utrzymuje.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toStyl i ironia Mordimera wciąż są atutami książki, ale drugoplanowe postacie wypadają blado. To solidna, choć nierówna...
Może być. Tak, to dobry opis tego co tu się zadziało. Przeczytałem ale pod koniec wzrok mi się ślizgał po kartkach szukając treści :(. Spokojnie książka mogła by się zamknąć w 1/3 objętości.
Może być. Tak, to dobry opis tego co tu się zadziało. Przeczytałem ale pod koniec wzrok mi się ślizgał po kartkach szukając treści :(. Spokojnie książka mogła by się zamknąć w 1/3 objętości.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOdłożyłam.
Nie skończyłam.
Pierwszy taki tom z całego cyklu.
Odłożyłam.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNie skończyłam.
Pierwszy taki tom z całego cyklu.
Mimo ciekawego motywu przewodniego mocno rozwodniona. Dłużyzny i lanie wody prawie na każdej stronie, dość przewidywalna oś fabularna i chyba największy zarzut - za mało inkwizytora w inkwizytorze :/ zero tajemnicy czy jakichkolwiek nadprzyrodzonych zjawisk i postaci.
Mimo ciekawego motywu przewodniego mocno rozwodniona. Dłużyzny i lanie wody prawie na każdej stronie, dość przewidywalna oś fabularna i chyba największy zarzut - za mało inkwizytora w inkwizytorze :/ zero tajemnicy czy jakichkolwiek nadprzyrodzonych zjawisk i postaci.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAkcja za bardzo rozwleczona... mi się zawsze podobały te wątki detektywistyczne a tu tego mocno brakuje
Akcja za bardzo rozwleczona... mi się zawsze podobały te wątki detektywistyczne a tu tego mocno brakuje
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo todaje 0
daje 0
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toInkwizycja jednoznacznie kojarzy nam się z polityka Kościoła katolickiego, który w XIII wieku powołał instytucję śledczo-sądowniczą mająca na celu wyszukiwanie heretyków, nawracanie ich i karanie w oparciu o bulle papieskie. Urzędy te świetnie współpracowały z władzami świeckimi, dlatego do XIX wieku mogły uczynić wiele zła. Dzięki jego działalności bardzo długo można było utrzymywać ortodoksję katolików na obszarach działań inkwizycji. Powstanie tej instytucji było odpowiedzią na pierwsze głosy sprzeciwu wobec polityki Kościoła Katolickiego. Pierwsze bunty w Orleanie, Arrasie, Monteforte i Goslarze zainspirowały kolejne. Heretyccy kaznodzieje zyskali spore poparcie. Utworzona społeczność katarów, waldensów zagrażała potędze instytucji religijnej, ponieważ grupy heretyków nie robiły sobie nic z ekskomuniki, ponieważ tworzyli własne społeczności. Stali się przeciwwagą religijną dla ideologii katolickiej, na której opierała się też władza świecka (koronowanie królów przez biskupów). Szybko okazało się, że wykorzystywane do tej pory narzędzia perswazji zawodzą. Poczucie przegranej w debacie publicznej skłoniło do sięgnięcia po narzędzia siłowe, czyli karania postaw uważanych za bunt wobec zastanego porządku społecznego, czyli zagrażającego też władzy świeckiej. Papież Lucjusz III w porozumieniu z cesarzem Fryderykiem I wydał bullę "Ad abolendam" zawierającą przepisy dotyczące postępowania względem podejrzanych o herezję i ściśle rozgraniczała kompetencje władz duchownych i świeckich. Śledztwo zaczynało się od oskarżenia, badania przez biskupa podejrzanego, a po wydaniu wyroku od władzy świeckiej wymagano odpowiedniego ukarania, co początkowo zakładało konfiskatę majątku i wypędzenie heretyka, a z czasem karę śmierci. Refleksja nad przeszłością przyczynia się do analizy ówczesnych postaw oraz tworzenia obrazów w światach fikcyjnych obnażających bolączki przeszłości. "Ja, inkwizytor" Jacka Piekary to bardzo wymowny obraz działań ludzi nadużywających przywilejów i władzy.
Autor zabiera nas do świata absurdów, czyli zderzenia się z tym, co głoszą i w jaki sposób postępują bohaterzy. Nie jest to nic nowego w literaturze, ponieważ nawet Ignacy Krasicki (biskup) dostrzegał, że ci, który bardzo moralizują i oceniają innych oraz zasłaniają się Bogiem mają najwięcej za skórą. Tu jest dokładnie tak samo. Cały cykl to opowieść o kolejnych sprawach, wyzwaniach, ale też zabawach, wśród których sporo orgii, upijania się. Pisarz świetnie pokazuje stosunek klasy uprzywilejowanej, czyli arystokracji i monarchii do plebsu. Narracja jest żywa, obrazy wymowne i bogate w nawiązanie do dzieł kultury. Świetnie pokazano też dawny stosunek społeczeństwa do kobiet, traktowanie ich jako elementu majątku mężczyzny. Kobieta przechodzi to z rąk do rąk. Wszystko to w otoczce skandali i głupoty mężczyzn powołujących się na Pismo Święte, rzucających kolejnymi cytatami z tej księgi.
I tak jest też w "Mieście Słowa Bożego", do którego wprowadza nas obraz orgii, uczt i erystycznych popisów, w czasie, których bohaterzy wygłaszają slogany obnażające ich moralność i stosunek do świata, w którym nikt nie liczy się ze zdaniem kobiet, które pokazane są jako istoty mające cieszyć męskie oko i ciało, przez co dochodzi do licznych nadużyć. Niewiasty od najmłodszych lat uczone są wdzięczenia się, podległości i uległości oraz spełniania życzeń męskich przedstawicieli rodziny. I takie właśnie bohaterki spotykamy. Miewają one pomysły na swoje życie, ale zawsze są one w obrębie możliwości jakie daje im kultura, w której żyją, a ta jest patriarchalna. Posiadanie minimum władzy wymaga przypodobania się mężczyznom. Nie brakuje tu też pojedynków, demonstrowania przemocy.
Główna akcja toczy się tu wokół Mordimera Madderdina, cesarskiego "duchownego" wyruszającego do Italii, aby odzyskać cenne relikwie przyjaciela wspierającego go finansowo. Zadanie to będzie musiał wykonać poza jurysdykcją Świętego Officjum.
"Miasto słowa Bożego" to kolejny tom z serii "Ja, inkwizytor". Wykreowane przez Jacka Piekarę uniwersum zabiera nas do mrocznej przeszłości, w której władza zależy od majętności, wpływów i płci. Mimo, że jest to kolejny (już osiemnasty tom) to zdecydowanie można czytać go bez znajomości wcześniejszych, ale warto po nie sięgnąć ze względu na dobrze zarysowane realia oraz podsuwane problemy społeczne. Jacek Piekara obnaża bolączki patriarchalnego świata, w którym istotną władzę sprawuje Kościół, a władza świecka wykorzystuje układy z nim do podtrzymania swojej pozycji, aby zapewnić sobie dostęp do dóbr luksusowych pozwalających na prowadzenie życia toczącego się wokół cielesnych uciech. W tle nie brakuje wątku kryminalnego napędzającego akcję.
Inkwizycja jednoznacznie kojarzy nam się z polityka Kościoła katolickiego, który w XIII wieku powołał instytucję śledczo-sądowniczą mająca na celu wyszukiwanie heretyków, nawracanie ich i karanie w oparciu o bulle papieskie. Urzędy te świetnie współpracowały z władzami świeckimi, dlatego do XIX wieku mogły uczynić wiele zła. Dzięki jego działalności bardzo długo można było...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPrzeczytałem 176 stron i dalej już nie pociągnę. Zamykam książkę i Piekarę w ogóle. Szkoda czasu na jego twórczość.
Przeczytałem 176 stron i dalej już nie pociągnę. Zamykam książkę i Piekarę w ogóle. Szkoda czasu na jego twórczość.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toGeneralnie w miarę spoko - poziom niestety sporo niższy niż inne tomy, przyjemnie się czyta a cała historia jest ciekawa, ale niestety w zasadzie nie wnosi nic do głównej fabuły.
Generalnie w miarę spoko - poziom niestety sporo niższy niż inne tomy, przyjemnie się czyta a cała historia jest ciekawa, ale niestety w zasadzie nie wnosi nic do głównej fabuły.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toO jeny, ale to było słabe. Ledwie doczołgałam się do końca. I to wzruszające story o opryszczce i inkwizytor ze smutnym serduszkiem + mądrości na temat społeczeństwa. No nie mogę, co za popłuczyny po inkwizytorze. Jedyny plus - próba wykorzystania pandemii. Ale marna. Pierwsze książki z inkwizytorskiego cyklu były dla mnie świeżym oddechem w polskiej fantastyce. Bohater niejednoznaczny, na krawędzi dobra i zła. Czytało się świetnie. Potem cykl się strasznie zepsuł (nudy i mielenie w kółko tych samych pomysłów + pseudofilozofia z podstawówki), a poza tym autor okazał się strasznym burakiem. Bardzo to wszystko smutne. Na szczęście pojawił się MarMax Borowski z "Kwestią wyboru" i swoim niejednoznacznym Reznem (inni bohaterowie też genialni, ale brutalny, dziki i zadziorny Rezn to mój faworyt) i mam nowego ulubionego autora, zabawniejszego i mądrzejszego. Oby i on nie okazał się strasznym burakiem.
O jeny, ale to było słabe. Ledwie doczołgałam się do końca. I to wzruszające story o opryszczce i inkwizytor ze smutnym serduszkiem + mądrości na temat społeczeństwa. No nie mogę, co za popłuczyny po inkwizytorze. Jedyny plus - próba wykorzystania pandemii. Ale marna. Pierwsze książki z inkwizytorskiego cyklu były dla mnie świeżym oddechem w polskiej fantastyce. Bohater...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo tosama książka była słaba i Normalnie bym wystawił ocenę 5 szóstkę daje tylko dlatego że audiobook był w formie słuchowiska a że sam jestem osobą niewidomą to doceniam takie inicjatywy
sama książka była słaba i Normalnie bym wystawił ocenę 5 szóstkę daje tylko dlatego że audiobook był w formie słuchowiska a że sam jestem osobą niewidomą to doceniam takie inicjatywy
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKolejna książka, w ostatnim czasie, która została napisana nie wiadomo po co... Chyba tylko dlatego, żeby czytelnicy nie zapomniali o autorze...
Mordimer wykonuje posługę inkwizytora w Weillburgu. Jest to średniej wielkości miasteczko, które staje się epicentrum paskudnej zarazy - kaszlicy. Przez ową paskudną chorobę miasto zostaje poddane kwarantannie i zamknięte do odwołania. Dodatkowo wszystkim mieszkańcom doskwiera potworny upał. W takich warunkach niewiele trzeba żeby zapłonęła iskra nienawiści...
Książka jest za długa, przegadana, nic nie wnosi do całego cyklu - ot autor musiał wyrzucić z siebie złośliwość na władzę i covid. Gdyby została wycięta połowa treści i dodane jakieś opowiadanie byłoby to bardziej zjadliwe.
Przeczytane tylko ze względu na fakt, że czytam cały Cykl Inkwizytorski. Niespecjalnie polecam :(
Kolejna książka, w ostatnim czasie, która została napisana nie wiadomo po co... Chyba tylko dlatego, żeby czytelnicy nie zapomniali o autorze...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMordimer wykonuje posługę inkwizytora w Weillburgu. Jest to średniej wielkości miasteczko, które staje się epicentrum paskudnej zarazy - kaszlicy. Przez ową paskudną chorobę miasto zostaje poddane kwarantannie i zamknięte do...
Bardzo obszerna książka, starczy na długi czas. Skończenie jej zajęło mi ok.miesiąc, a było to dosyć dawno temu. Mimi to dalej pamiętam niektóre ciekawsze momenty książki co na plus. Oprócz tego świetny humor i niesamowita postać głównego bohatera zachęcały do dalszej lektury. Minusem może okazać się monotonia, która wkrada się na niektórych jej etapach. Zbyt długie opisy mniej istotnych elementów czasami skutecznie zniechęcały do czytania. Poza tym książka bardzo przyjemna, a jako że była to moja pierwsza styczność z uniwersum inkwizytorów, na pewno jeszcze do niego zajrzę
Bardzo obszerna książka, starczy na długi czas. Skończenie jej zajęło mi ok.miesiąc, a było to dosyć dawno temu. Mimi to dalej pamiętam niektóre ciekawsze momenty książki co na plus. Oprócz tego świetny humor i niesamowita postać głównego bohatera zachęcały do dalszej lektury. Minusem może okazać się monotonia, która wkrada się na niektórych jej etapach. Zbyt długie opisy...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPowiedzieć, że Mordi w wersji „Przeklętej” był słaby, to jakby nic nie powiedzieć. ;) Dlatego też po powrocie uniżonego sługi na salony w Ja, Inkwizytor. Dziennik czasu zarazy, miałam odrobinę mieszane uczucia, czy jeszcze chcę bawić się w tę inkwizytorską grę. Na gwoździe i ciernie, nie wytrzymałam jednak długo i sięgnęłam po książkę i tym samym szesnasty obcowałam ze Świętym Oficjum i Inkwizytorami Jacka Piekary.
Kaszlica i kwarantanna Weilburga.
Miasto Weilburg zatrzasnęło bramy i ogłosiło kwarantannę. W obrębie pilnie strzeżonych murów zamknięto ludzi chorujących i umierających na zarazę. Ale nawet po tych, którzy wymknęli się epidemii, śmierć gotowa jest sięgnąć z innych powodów.
Bo w mieście oczadziałym od wielotygodniowej suszy, spętanym strachem przed przyszłością, terroryzowanym przez zewnętrznych wrogów i rodzimych fanatyków, wystarczy iskra, by z domów pozostały zgliszcza, a ulice zaścieliły trupy. W takim miejscu i w takim czasie inkwizytor Mordimer Madderdin, stoczy walkę o ocalenie niewinnych, o ukaranie zbrodniarzy, a przede wszystkim – o utrzymanie choćby resztek sprawiedliwości.
Stary dobry Mordi. ;)
Mordi powrócił w swoim dawnym, dobrze znanym „setupie”. Przesiąknięty ironią, cynizmem i buńczucznością, snuje opowieść uniżonego sługi, który nie stroni od korzystania z życia i kobiecych wdzięków. Odpowiednio wypchana sakiewka zaś pozwala mu z odpowiednim namaszczeniem załatwić każdą sprawę, oczywiście na chwałę Bożą.
Poza tym książka niczym ciekawym/nowym się nie wyróżniała. Ot, kolejny „schematyczny odcinek”, w którym autor tym razem wałkuje pandemię. Oczywiście korzysta przy tym ze starych utartych schematów, wyśmiewa rzucane w tłum teorie spiskowe, sceptyków czy innych szarlatanów.
Główny antagonista archidiakon Umberto Cassi niestety nie wniósł niczego odświeżającego do powieści. Ot był, a jego szumne plany i groźby w stosunku do inkwizytorów, można w sumie przeczytać tylko na papierze. ;)
Ogólnie Ja, Inkwizytor. Dziennik czasu zarazy Jacka Piekary mogę zakwalifikować, jako czytadełko, które doskonale sprawdzi się do zabicia czasu po ciężkim dniu, kiedy nie chcemy nadto wysilać komórek mózgowych.
https://unserious.pl/2024/07/ja-inkwizytor-dziennik-czasu-zarazy/
Powiedzieć, że Mordi w wersji „Przeklętej” był słaby, to jakby nic nie powiedzieć. ;) Dlatego też po powrocie uniżonego sługi na salony w Ja, Inkwizytor. Dziennik czasu zarazy, miałam odrobinę mieszane uczucia, czy jeszcze chcę bawić się w tę inkwizytorską grę. Na gwoździe i ciernie, nie wytrzymałam jednak długo i sięgnęłam po książkę i tym samym szesnasty obcowałam ze...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNuuuuuuuda. Gdyby to była moja pierwsza książka Piekary, to świat by mnie zainteresował. Ale tu nie ma niczego nowego poza słabą koncepcją zarazy. Akcja tak emocjonująca, że można zasnąć. A rozczulenie inkwizytora z powodu braku pocałunku.... no litości. żenada.
Nuuuuuuuda. Gdyby to była moja pierwsza książka Piekary, to świat by mnie zainteresował. Ale tu nie ma niczego nowego poza słabą koncepcją zarazy. Akcja tak emocjonująca, że można zasnąć. A rozczulenie inkwizytora z powodu braku pocałunku.... no litości. żenada.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNIe rozumiem tej spirali niechęci. Książka wciąga, czyta się łatwo. NIe jest to arcydzieło literatury, ale po tego typu książce nikt tego nie oczekuje. Całkiem zgrabnie ujęty temat.
NIe rozumiem tej spirali niechęci. Książka wciąga, czyta się łatwo. NIe jest to arcydzieło literatury, ale po tego typu książce nikt tego nie oczekuje. Całkiem zgrabnie ujęty temat.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBeznadzieja. 2/10, bo język się broni, ale nuda, przepełnienie g*wno-mądrościami. Dla mnie Piekara się kończył od jakiegoś czasu i na tej książce skończył.
Beznadzieja. 2/10, bo język się broni, ale nuda, przepełnienie g*wno-mądrościami. Dla mnie Piekara się kończył od jakiegoś czasu i na tej książce skończył.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAbsolutnie najsłabsza pozycja na (miejmy nadzieję) zakończenie cyklu. Niestety też chyba najgrubsza, co tylko przedłuża męczenie się z powieścią. Niestety też chyba najdroższa, bo w tym kraju płaci się za liczbę stron, a nie jakość. Brak jakichkolwiek wątków "inkwizytorskich", brak jakiejkolwiek fabuły, brak czegokolwiek. Kolejne rozdziały, powiązane ze sobą tylko obecnością głównego bohatera, nudne same w sobie, prowadzą do nijakiego zakończenia. Na każdej stronie te same zwroty, znane zresztą doskonale czytelnikowi z poprzednich części, tak że można je recytować z pamięci.
Absolutnie najsłabsza pozycja na (miejmy nadzieję) zakończenie cyklu. Niestety też chyba najgrubsza, co tylko przedłuża męczenie się z powieścią. Niestety też chyba najdroższa, bo w tym kraju płaci się za liczbę stron, a nie jakość. Brak jakichkolwiek wątków "inkwizytorskich", brak jakiejkolwiek fabuły, brak czegokolwiek. Kolejne rozdziały, powiązane ze sobą tylko...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTytułem wstępu: wystarczy nadmienić, że autor jest tak przepełniony kreatywnością i świeżością pomysłów, że chorobę objawiającą się kaszlem nazwał kaszlicą. Kaszlicą. Bo się kaszle.
Nie mniej, do rzeczy. Kolejny grafomański wysryw pierwszego erotomana polskiego fantasy.
Jakież to było nużące. Jakież to było męczące. Doczytałem może do połowy, kiedy to zdałem sobie sprawę, ża ja to już wszystko czytałem. I to z dziesięc razy. Potem, nauczony doświadczeniem z lektury poprzednich tomów, skakałem do pierwszego zdania co któregoś akapitu, omijając 90% tekstu, i, co za niespodzianka, nadal nadążałem za fabułą. Powtarzane do porzygu, kopiowane z tomu na tom, praktycznie całe akapity: o powonieniu, o tańczących płaszczach, o matkach boskich mściwych i Jezusach dekapitorach, o mocnych głowach, o kobietach zbiornikach na nadmiar nasienia (to autentyk), sto pro Piekarowego universum. Wszystko poprzetykane tu i ówdzie erotomańskim gawędziarstwem na emocjonalnym poziomie czternastolatka, od czytania którego mdłości potęguje dodatkowo świadomość, że ten czternastolatek to prawie 60 letni dziad.
Sama fabuła jest miałka i o niczym, kolejna generyczna zapchajdziura, bez jakiejkolwiek struktury, z rozdziałami nie wnoszącymi nic, z nudnym finałem. Gdyby wyciąć ten copy-paste z dziesięciu poprzednich tomów zostało by nienajdłuższe opowiadanie.
Całości obrazu tego zażenowania dopełnia podejrzenie graniczące z pewnością, że Madderdin to nie jest żadna fikcyjna postać a prosta i bezpośrednia emanacja poglądów autora.
Okrutne barachło, radzę Piekary unikać. Sam z pewnością nigdy więcej nie wrócę.
Tytułem wstępu: wystarczy nadmienić, że autor jest tak przepełniony kreatywnością i świeżością pomysłów, że chorobę objawiającą się kaszlem nazwał kaszlicą. Kaszlicą. Bo się kaszle.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNie mniej, do rzeczy. Kolejny grafomański wysryw pierwszego erotomana polskiego fantasy.
Jakież to było nużące. Jakież to było męczące. Doczytałem może do połowy, kiedy to zdałem sobie sprawę,...
To było okropne. Dobrze napisane językowo, fajna stylizacja, Piekara to umie. Ale sama historia nudna jak flaki z olejem. W dodatku nawet te sceny, które powinny trzymać w napięciu (pogoń po dachu) zupełnie leżą i kwiczą zionąc nudą. Mam wrażenie, że autor oblekł w słabą fabułę swoje średnio zajmujące poglądy na społeczeństwo i inne sprawy. Ledwie udało mi się to dosłuchać do końca (bo czytać się nie dało) i nie żałuję straconego czasu tylko dlatego, że da się przy tym prasować.
To było okropne. Dobrze napisane językowo, fajna stylizacja, Piekara to umie. Ale sama historia nudna jak flaki z olejem. W dodatku nawet te sceny, które powinny trzymać w napięciu (pogoń po dachu) zupełnie leżą i kwiczą zionąc nudą. Mam wrażenie, że autor oblekł w słabą fabułę swoje średnio zajmujące poglądy na społeczeństwo i inne sprawy. Ledwie udało mi się to dosłuchać...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toŻółta kartka dla pana Piekary. Po świetnej serii dziejącej się na Rusi, autor - w jakimś chyba diabelskim natchnieniu - spróbował "rozjechać" ogromną ilość ludzi, w tym wielkie grono swoich czytelników, przedstawiając ich jako antynaukowych kretynów (też jestem w gronie wskazanych palcem). Obecnie nawet mnie to nie denerwuje a wzbudza uśmieszek politowania. Coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, iż dzięki mej "głupocie" nie znalazłem się w szacownym gronie tych, którzy z powodu zakrzepicy wiedzą już co jest po drugiej stronie. A nie wszyscy z mojego otoczenia mogą to o sobie powiedzieć.
Sama treść książki stanowi jedynie bazę dla przedstawienia przez autora swego zdania w w/w kwestii. I jest nieciekawa. Nie wnosi niczego, ot, taka poboczna historyjka którą można odhaczyć a można pominąć. Do tego stopnia nijaka że czytając ją pod koniec zeszłego roku obecnie nic z niej nie pamiętam oprócz agresywnej wymowy książki, skierowanej przeciw tym co myślą inaczej niż autor. I znów w tej kwestii: cóż, prawda zawsze w końcu wychodzi na jaw. Czasem po dziesiątkach lat, ale w tym przypadku szybciej gdyż kto był w rzeczonej sprawie durniem, w świetle ostatnich wydarzeń w UE czy USA wychodzi już na jaw, grono tych którzy się z foliarzy w tej sprawie śmieje, lawinowo topnieje. Daję dwie gwiazdki a nie jedną bo pomimo histerycznego, propagandowego krzyku autora (może ma za złe innym, że hulajnoga ich nie skusiła i nie dali się nabrać a on uwierzył na słowo?), lubię tę serię. I mam nadzieję że p. Piekara w dalszej swej twórczości będzie bardziej rozważny w ocenie innych a do przymiotów własnych nabierze więcej dystansu.
Żółta kartka dla pana Piekary. Po świetnej serii dziejącej się na Rusi, autor - w jakimś chyba diabelskim natchnieniu - spróbował "rozjechać" ogromną ilość ludzi, w tym wielkie grono swoich czytelników, przedstawiając ich jako antynaukowych kretynów (też jestem w gronie wskazanych palcem). Obecnie nawet mnie to nie denerwuje a wzbudza uśmieszek politowania. Coraz bardziej...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to