"🆃🅾, 🅲🅾 🆆 🅽🅰🆂 🅳🅾🅹🆁🆉🅴🆆🅰" od Mariany Zapaty poleca się na dłuższe posiedzenie! Dłuższe ze względu na ilość stron... Autorka przyzwyczaiła już nas do swoich grubasków, więc pewnie was nie zdziwi, że jej najnowsza powieść liczy sobie 796 stron. 🫢
Magiczne moce, niezwykły szczeniak i bransoletki, które mają ukryć prawdę...
Totalnie dziwne przeskoki zupełnie niepasujące mi do twórczości Zapaty. Przeskoki, które mnie dezorientowały i wprowadzały niemały chaos. Spora ilość przemyśleń Niny może niekiedy działać na nerwy, ale spokojnie nie zniechęcajcie się i czytajcie dalej, bo warto.
Sam pomysł na fabułę wypadł genialnie! Wielokrotnie wyobrażałam sobie tego małego słodziaka Duncana... Ilość magicznych postaci i ich różnorodność zachwyci nie jednego miłośnika literatury fantasy, a motyw, z którego słynie Zapata, czyli SLOW BURN jest tu totalnie SLOOOW! 🤣 Nie macie co liczyć na szybki rozwój relacji pomiędzy tą dwójką, wręcz przeciwnie. Jeśli chodzi o kreację postaci, to główna bohaterka delikatnie działa mi na nerwy.
Wielokrotnie zachowywała się wręcz dziecinnie i absurdalnie. W przypadku tego tytułu nie mogę niestety zwalić tego na zbyt młody wiek postaci...
Całość ze względu na swoją grubość i konkretną ilość opisów czytało się dość długo (jak na moje standardy), ale jakoś bardzo na to nie będę narzekała. Zakończenie fajne podobało mi się. #tocownasdojrzewa może i nie jest najlepszą książką autorki, ale też nie najgorszą. 🙃
"🆃🅾, 🅲🅾 🆆 🅽🅰🆂 🅳🅾🅹🆁🆉🅴🆆🅰" od Mariany Zapaty poleca się na dłuższe posiedzenie! Dłuższe ze względu na ilość stron... Autorka przyzwyczaiła już nas do swoich grubasków, więc pewnie was nie zdziwi, że jej najnowsza powieść liczy...
" Ci, których najtrudniej pokochać, zazwyczaj najbardziej tego potrzebują. "
Macie jakiegoś zwierzaka?
Nina ma psa.
I nie jest to zwykły psiak.
To czarna i przeurocza kulka sierści, której ogon świeci błękitnym płomieniem, a oczy stają się czerwone.
Tak, to zdecydowanie nie jest zwyczajny czworonóg.
Ale kobieta kocha go całą sobą i jest gotowa zrobić wszystko, żeby był szczęśliwy. W świecie, gdzie magia istnieje, a pradawne istoty żyją nie tylko w powieściach fantasy, maluch nie jest bezpieczny. Zwłaszcza, gdy wokół krąży tylu nieświadomych ludzi, którzy mogliby zejść na zawał, widząc tak wyjątkowe stworzenie.
Duncan to jej dziecko.
Adoptowane i wychowane z największą czułością.
Jest prawdopodobieństwo, że kiedyś oprócz zwierzęcej formy, zacznie przybierać również powłokę człowieka.
Więc Nina musi zrobić wszystko, żeby znaleźć odpowiednie miejsce, gdzie jej podopieczny będzie mógł dorastać bez lęku o swoje życie.
I trafia na ranczo.
A tam od razu zostaje przygnieciona wielkimi łapami pewnego czarnego wilkołaka o złotych oczach.
Nina to wyjątkowa bohaterka. Bystra, mądra empatyczna, ale przede wszystkim ciepła i pełna oddania. Okazała się wielkim orzeźwieniem. Jej decyzje są dojrzałe, a kierowanie się emocjami i sercem tylko zbliżyło nas do siebie. To taka kobieta, która za bliskimi wskoczy w ogień. Doskonale wie czego chce i wykazuje wielką odwagę w dążeniu do celu. Przy tym wszystkim jest niezwykle zabawna, przez co śmiałam się jak szalona. Akcja z odżywką do włosów to złoto!
Henri to materiał na idealnego książkowego męża. Choć początkowo był nieco gburowaty i zaborczy, jak na wilkołaka przystało, to okazuje się być troskliwy, opiekuńczy i odpowiedzialny. Na jego barkach spoczywa zarządzanie całym ranczem i mężczyzna jest wręcz przytłoczony pracą. Jednak szybko zaczyna dostrzegać, że Nina pachnie jego ulubionym zapachem cynamonu, a jej dogryzanie pewnej gniewnej Wielkiej Stopie sprawia, że Hanri zaczynam pragnąć czegoś pierwszy raz od wielu lat. Jest ciekawie wykreowaną postacią, cieszącą się poważaniem wśród mieszkańców, a zwłaszcza dzieci. Czego chcieć więcej?
Relacja romantyczna rozwija się powoli, ale to sprawia, że wydaje się bardziej autentyczna i prawdziwa. Nina i Henri mają wspólną przeszłość, co skutkuje nazywaniem siebie nawzajem Świerszczykiem oraz Puszkiem. To taki wątek romantyczny, który rozgrzewa serce i wywołuje rumieniec na twarzy. Ich sceny są przepełnione prawdziwymi rozmowami, ukradkowymi spojrzeniami, ciepłymi gestami, jak na przykład całowanie w skroń, a przytulenie to ich ulubiona forma wsparcia i wyrażenia słów "Jestem przy Tobie". Nie ma tu niepotrzebnych dramatów, bohaterowie są świadomi siebie i swoich uczuć, nie uciekają od poważnych rozmów, nie boją się kochać. Czytając o nich czułam się lekko, jakbym błogo płynęła przez świat, unoszona na baloniku szczęścia. Nina i Henri zapisują się w moim sercu jako para, która w zdrowy i spokojnych sposób buduje zaufanie do siebie. Sprawili, że ich przekomarzania i puszczanie sobie oczek, stało się moim ulubionym momentem w książkach. Ci dwoje zmienili swoje dusze i dusze mieszkańców rancza na lepsze. A przy okazji i moją.
Książka niesie niezwykle ważne przesłanie odnośnie relacji rodzinnych. Nie jest rodziną ten, który dał nam po prostu DNA. Rodziną jest osoba, która kocha nas i uczy kochać innych. Która sprawia, że czujemy się wartościowi i wystarczający. Nina i Henri wzięli pod swoje skrzydła dwójkę dzieciaków, Duncana i wilczycę Agnes. Pokazali im, że kochają ich bezwarunkowo, a to skutkowało poczuciem bezpieczeństwa i przynależności. Historia pokazuje, że rodzina, ta wybrana, jest najpiękniejszą rzeczą pod słońcem i że warto o nią dbać za wszelką cenę. Duncan, którego Nina traktowała jak najwspanialszy skarb, to wierny i wspaniały psiak, właśnie dlatego, że miał tak troskliwą mamę. Agnes, która została odrzucona przez biologicznego ojca, znalazła go w Henrim i zaczęła się bardziej otwierać, wpuszczając do serca Ninę. "To, co w nas dojrzewa" niesie ze sobą piękny morał, że miłość potrafi zdziałać cuda.
Oprócz wątku romantycznego i relacji rodzinnych, znajdziemy tutaj również tajemnicę, a także całą masę stworzeń wyjętych z każdej mitologii. To wszystko sprawia, że ten z pozoru grubasek, staje się książką przez którą płyniemy i nie jesteśmy w stanie jej odłożyć. Autorka pisze naprawdę obrazowo, a każdy rozdział kończy tak, że powiedzenie "jeszcze tylko jeden rozdział" nabiera nowego znaczenia i uderza nas w twarz o drugiej w nocy.
Zakończenie było idealne i nie mogłabym wymarzyć sobie lepszego zwieńczenia tej historii. Uroniłam niejedną łzę wzruszenia, a serce stopiło się niczym masełko. Miałam wrażenie, jakby moje zmysły otulał ciepły, pluszowy kocyk. To jedna z tych książek, do których mam zamiar wracać, gdy będę potrzebowała pocieszenia i komfortu. Szczerze i z czystym sumieniem polecam ją każdemu, kto pragnie przeżyć uroczą przygodę, wypełnioną magicznymi istotami i miłością, która sięga gwiazd.
" Ci, których najtrudniej pokochać, zazwyczaj najbardziej tego potrzebują. "
Macie jakiegoś zwierzaka?
Nina ma psa.
I nie jest to zwykły psiak.
To czarna i przeurocza kulka sierści, której ogon świeci błękitnym płomieniem, a oczy stają się czerwone.
Tak, to zdecydowanie nie jest zwyczajny czworonóg.
Ale kobieta kocha go całą sobą i jest gotowa zrobić wszystko, żeby był...
Doskonały przykład na to, że fajny pomysł, traci na znaczeniu przy złym wykonaniu.
Nina, jako nietypowo magicznie osoba, znajduje magicznego szczeniaka. Ani ona ani jej przyjaciele, wilkołaki, nie są w stanie określić czym ten szczeniak jest. Maluch ma na końcu ogona ogień, który nie parzy, czerwone oczy i porozumiewa się telepatycznie. Nina w trosce o dobry i prawidłowy rozwój szczeniaka, próbuje znaleźć sposób na określenie gatunku malucha.
Przyjaciel Niny przypomina jej, że jego kuzyn prowadzi rancho dla supernaturalnych stworzeń, w którym mogą czuć się bezpiecznie. Haczykiem przy dostaniu się do tej społeczności jest to, że po okresie próbnym, żeby tam zostać, bohaterka będzie musiała poślubić któregoś z mieszkańców.
Nina oczywiście decyduje się na podróż do rancza, spotyka Henriego, swojego nastoletniego crusha i historia się toczy.
Ogromnym minusem dla mnie była kreacja samej głównej bohaterki. Nina jest tak dziecinna, pokusiłabym się nawet o określenie ,,dziecinnie urocza”, że nie jestem w stanie objąć umysłem, jakim cudem autorka wykreowała ją na osobę po 30stce. Samo towarzystwo obcych dzieci (tu akurat sytuacja zagrożenia, gdzie jedno dziecko przemienione w wilkołaka jest przestraszone i szczeka) wywołuje w niej myśl ,,o jakie urocze” i chęć przytulenia ich. Wielokrotnie słyszymy jak coś piękne, urocze, a ona kocha tego szczeniaka nad życie i zrobi dla niego wszystko. WIEMY JUŻ. Nie ma potrzeby tego powtarzać w kółko. Przez te i inne dziwne przemyślenia bohaterki na różne tematy (np. porównała się do brukselki), książka zyskała strony, a straciła na jakości. Że już nawet nie wspomnę o ksywkach (szczeniak nazwany przez nią Dunkan, który pewnie kiedyś zamieni się w dziecko, jest PĄCZKIEM, a dorosły chłop, którego nie widziała świat czasu, PUSZEK).
Z plusów? Autorka przyłożyła się do wydzielania nadnaturalnych stworzeń: tych szeroko znanych w popkulturze nie trzeba przedstawiać, ale pojawiło się mnóstwo mniej popularnych.
Dobrym pomysłem było również stworzenie supernaturalnej społeczności działającej trochę na zasadzie sekty (małżeństwo, żeby zostać, okres próbny etc).
Recenzja powstała we współpracy reklamowej z wydawnictwem.
Doskonały przykład na to, że fajny pomysł, traci na znaczeniu przy złym wykonaniu.
Nina, jako nietypowo magicznie osoba, znajduje magicznego szczeniaka. Ani ona ani jej przyjaciele, wilkołaki, nie są w stanie określić czym ten szczeniak jest. Maluch ma na końcu ogona ogień, który nie parzy, czerwone oczy i porozumiewa się telepatycznie. Nina w trosce o dobry i prawidłowy...
To, co w nas dojrzewa” to było moje pierwsze spotkanie z twórczością Mariany Zapaty… i już wiem, że na pewno nie ostatnie.
Historia Niny zaczyna się w momencie, gdy jej życie wywraca się do góry nogami za sprawą niezwykłego szczeniaka Duncana. To nie jest zwykłe zwierzę, a jego moc sprawia, że dziewczyna staje się celem w świecie pełnym niebezpiecznych, magicznych istot. Szukając schronienia, trafia na odizolowane ranczo w miejsce, gdzie magia jest codziennością, a każda istota ma swoje miejsce… i swoje sekrety.
Na czele tej społeczności stoi Hendri pewny siebie, zdystansowany mężczyzna który nocą zmienia się w wilkołaka ,skrywa w sobie znacznie więcej, niż chce pokazać. Ich relacja od początku jest napięta, pełna niedopowiedzeń i emocji, które powoli zaczynają wychodzić na powierzchnię. Bo tutaj nic nie dzieje się szybko to historia typu slow burn, gdzie każde spojrzenie i każde słowo ma znaczenie.
Muszę przyznać, że Nina totalnie skradła moje serce. Jej cięty język, siła i ogromna lojalność wobec tych, których kocha, sprawiają, że nie da się jej nie polubić. Mimo trudnej przeszłości i bólu, który nosi w sobie, nie traci tej iskry czegoś, co przyciąga i nie pozwala o niej zapomnieć. Z Hendrim miałam… trudniejszą relację. Na początku jego chłód i dystans naprawdę działały mi na nerwy, ale z czasem zaczęłam dostrzegać, co się za tym kryje i to właśnie ta przemiana sprawiła, że zyskał w moich oczach.
Jeśli chodzi o fabułę jest dopieszczona, spójna i przepełniona magią. To jedna z tych historii, które rozwijają się powoli, ale kiedy już uderzają emocje… to robią to z pełną siłą. Prawie 800 stron może wydawać się wyzwaniem, ale dla mnie to była czysta przyjemność świat przedstawiony wciągnął mnie bez reszty.Ogromnym plusem są też bohaterowie poboczni i oczywiście… Duncan, którego po prostu nie da się nie pokochać. Te momenty, kiedy „mówił” do Niny, były jednymi z najbardziej wzruszających w całej książce.
Styl pisania autorki uważam że świetny mimo że momentami mamy bardzo długie opisy i są one bardziej rozbudowany, absolutnie mi to nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie dzięki temu jeszcze bardziej zanurzyłam się w tej historii.
„To co w nas dojrzewa” to książka dla fanów romantasy, którzy nie boją się wolniejszego tempa, za to szukają emocji, napięcia i historii, która dojrzewa razem z bohaterami. To opowieść o miłości, odnajdywaniu siebie i o tym, że czasem to, co najważniejsze… potrzebuje czasu, by naprawdę rozkwitnąć.
To, co w nas dojrzewa” to było moje pierwsze spotkanie z twórczością Mariany Zapaty… i już wiem, że na pewno nie ostatnie.
Historia Niny zaczyna się w momencie, gdy jej życie wywraca się do góry nogami za sprawą niezwykłego szczeniaka Duncana. To nie jest zwykłe zwierzę, a jego moc sprawia, że dziewczyna staje się celem w świecie pełnym niebezpiecznych, magicznych istot....
[Współpraca barterowa z Wydawnictwem Niezwykłe Zagraniczne]
Jeśli w grę wchodzą wilkołaki to ja już jestem kupiona😄.
Zrządzeniem losu, Nina znajduje małego szczeniaka, jednak nie jest to zwykły psiak. Płomień na końcu ogona zdradza jego magiczne pochodzenie, co uniemożliwia mu normalne życie pośród ludzi. Nina za namową przyjaciela przyjeżdża na ranczo, gdzie magiczne stworzenia mogą żyć bez strachu i bez ukrywania swoich magicznych zdolności.
Bardzo fajnie napisana historia z baśniowym klimatem. Czytając ją możemy zanurzyć się w świat magicznych stworzeń rodem z baśni, mitologii i ludowych opowieści. Oprócz wilkołaków i satyrów możemy poznać ciekawskie gnomy, trudną w obyciu Wielką Stopę, groźną rzeczną wiedźmę, aż po samego Hypnosa i Tanatosa.
Poza tym bardzo podobał mi się sposób poprowadzenia wątku romantycznego. Z początku klasyczny slow burn romans, który przemienia się w coś znacznie intensywniejszego. Czasami wzajemne przyciąganie i odpychanie między bohaterami może wydawać się irytujące, ale ma to swoje uzasadnienie w fabule.
Jedynie przeszkadzało mi, że momentami miałam wrażenie jakby brakowało jakiegoś zdania. Nie rozumiałam o co chodzi w danej scenie, jakby była niedokończona. Nie zmienia to jednak faktu, że historia jest całkiem ciekawa, angażuje czytelnika i naprawdę chce się ją czytać do końca, by poznać zakończenie. A relacja między Niną a jej podopiecznym jest po prostu cudownie urocza❤️. Uwierzcie mi, z tą dwójką nie będziecie się nudzić.
Jeśli macie ochotę na lekki romans urban fantasy, z baśniowymi elementami, fajnymi postaciami i bardzo spokojnym tempem akcji, to bardzo polecam Wam tę książkę.
[Współpraca barterowa z Wydawnictwem Niezwykłe Zagraniczne]
Jeśli w grę wchodzą wilkołaki to ja już jestem kupiona😄.
Zrządzeniem losu, Nina znajduje małego szczeniaka, jednak nie jest to zwykły psiak. Płomień na końcu ogona zdradza jego magiczne pochodzenie, co uniemożliwia mu normalne życie pośród ludzi. Nina za namową przyjaciela przyjeżdża na ranczo, gdzie magiczne...
Ma tu ktoś psiaka? 🐶😊 A co, gdyby się okazało, że nagle jego ogon zaczyna płonąć niebieskim ogniem?🤭
To zdarzyło się bohaterce książki, o której dziś Wam opowiem.😊
Mariana Zapata znana jest z cudownych, romantycznych slow burnów, ale tym razem podkręciła trochę atmosferę, pisząc prawdziwe romantasy.😁
Kochamy Zapatę, kochamy romantasy, więc to nie mogło się nie udać, prawda?
PRAWDA?🫢
I cóż, udało się, ale mimo świetnej zabawy, mam kilka zastrzeżeń.🤔
Zapata nie stworzyła nowego świata, a jedynie nieco podkoloryzowała ten istniejący, jego magię, jego tajemnice, mity i legendy. Tutaj ludzie żyją obok zmiennokształtnych i choć pozornie panuje pokój, niektóre miejsca są mniej bezpieczne dla "odmieńców", niż inne.
Dlatego też główna bohaterka zabiera swojego wyjątkowego szczeniaka do Kolorado, gdzie kuzyn jej najlepszego przyjaciela dowodzi pewną niecodzienną wioską. Pełną magii, cudownych stworzeń i innych anomalii.😉
Dość zamknięta społeczność nie od razu otwiera swoje ramiona na Ninę i Pączka, ale na szczęście ta dwójka dostaje trochę czasu na... aklimatyzację.😉
Może tu znajdą swoje miejsce i otrzymają pomoc w odkryciu kim i czym właściwie oboje są?🤔
Największym plusem tej książki jest zdecydowanie pomysł I jego wykonanie, czyli zebranie wszystkich możliwych istot, o jakich ludzie czytali i słyszeli i wrzucenie ich do jednego worka. Podobało mi się, jak sensownie Zapata wytłumaczyła możliwość koegzystencji wszystkich oraz podobieństw postaci w różnych mitologiach czy legendach.
Naprawdę całość miała sens i byłam w stanie uwierzyć we wszystko, co nam przekazała, choć nie powiem - im więcej informacji, tym więcej pytań pojawiło się w mojej głowie.
Albo nie wyłapałam z tekstu (wątpię), albo zabrakło mi kilku odpowiedzi, jak niektóre rzeczy działają, więc jeśli ktoś z Was wie, dajcie znać!
Na przykład od czego zależy ta zmiennokształtość? Czemu jedni rodzą się w magicznej postaci i później, na przykład po latach potrafią przybrać ludzką postać, a inni odwrotnie - rodzą się jako ludzie, a magia i ewentualna magiczna istota pojawia się później? Czy w ciąży da się przemieniać? Czy wszystkie istoty, np. wielka stopa lub gnomy też mają ludzką postać, czy tylko typowo zwierzęce gatunki?🤔
Tyle pytań, tak mało odpowiedzi!😅
Mimo to, i tak uważam, że świetnie tu wszystko zadziałało, czytałam z zafascynowaniem i chętnie poznałabym coś podobnego.😊
Przejdźmy więc do kwestii romansu, czyli rzeczy, która tym razem wyszła w mojej ocenie gorzej, niż pozostałe elementy.
Wszystko przez to, że miałam poczucie niepotrzebnego przeciągania. I to nawet nie chodzi o niedopowiedzenia, ale ile razy coś może przerwać bohaterom w kluczowym punkcie rozmowy? Jak widać, milion.😉
Jednocześnie, kiedy już udało się szczerze porozmawiać, następowało tzw. "słowne zatwardzenie" - wybaczcie to określenie, ale wpadło mi do głowy i chyba częściej zacznę go używać.
Mam na myśli to, że główny bohater wcale nie miał powodu do takiego opierania się wszystkiemu. Nie było tu zakazanego związku, właściwie żadnych przeszkód, aby choć minimalnie okazać swoje zainteresowanie drugą osobą, a kiedy ona wprost mówiła o swoich uczuciach i planach, następowała blokada i odpowiedzi w stylu "nie, bo nie".
Bardzo frustrujące i moim zdaniem niepotrzebne, zastosowane chyba tylko po to, żeby podkreślić "yearning" obowiązkowy w slow burnach.
To wszystko było też zbyt oczywiste - zazwyczaj w tego typu książkach, kiedy nadchodzi przełomowy moment w stylu chwycenia się za ręce na pięćsetnej stronie, mam ochotę piszczeć, krzyczeć i nie iść spać, dopóki nie skończę czytać. Tu natomiast miałam tylko takie: "no w końcu", jakby ktoś spuścił powietrze z balona.
Mimo to, samo skonstruowanie postaci bardzo mi się spodobało! I Nina, i Henri, i ich przyjaciele, a nawet poboczni bohaterowie, którzy byli cudownie niejednoznaczni i tajemniczy.
Właściwie dawno nie miałam książki, która mimo tylu drobnych zastrzeżeń, i tak mi się spodobała, ale oto ona!
Podsumowując, polecam "To, co w nas dojrzewa". Coś świeżego, wyjątkowego i absolutnie wciągającego, choć nie bez wad.😉
Ja zostawiam mocne 7,5/10 i jestem bardzo ciekawa Waszych opinii!😊
Ma tu ktoś psiaka? 🐶😊 A co, gdyby się okazało, że nagle jego ogon zaczyna płonąć niebieskim ogniem?🤭
To zdarzyło się bohaterce książki, o której dziś Wam opowiem.😊
Mariana Zapata znana jest z cudownych, romantycznych slow burnów, ale tym razem podkręciła trochę atmosferę, pisząc prawdziwe romantasy.😁
Kochamy Zapatę, kochamy romantasy, więc to nie mogło się nie udać,...
Jeżeli macie ochotę przeczytać magiczną historię, w której występują, lub są wspomniane wszystkie nadprzyrodzone postacie o jakich możecie pomyśleć, to ta książka będzie dla was idealna.
Nina jakiś czas temu znalazła szczeniaka obdarzonego magicznymi zdolnościami, którym postanowiła się zaopiekować. Gdy trudno już jej było ukrywać nadprzyrodzone umiejętności Duncana zwraca się do najlepszych przyjaciół prosząc o pomoc.
Jedyne miejsce, które mogłoby zagwarantować jej schronienie jest ranczo kuzyna jej najlepszego przyjaciela. Miejsce, w którym każde fantastyczne stworzenie może czuć się bezpiecznie i swobodnie. A przecież to, że zna Henri’ego - właściciela rancza powinno jej pomóc… tak?
Była to świetna książka, pełna różnorodnych mocy, wyglądu, umiejętności i postaci. Opisy wszystkich stworzeń były bardzo ciekawe - od wyglądu zewnetrznego po cechy charakteru, wszystko było spójne.
Nina to postać, którą od razu polubiłam. Bezinteresowna, pomocna, odważna i zabawna. Każdego zarażała dobrym humorem i świetnymi manierami. Jej oddanie i zaangażowanie w czynieniu dobra bardzo mi imponują.
Dodatkowo opisy uczuć jakimi darzyła z wzajemnością Duncana - znalezionego szczeniaka rozczulały mnie za każdym razem. Ich relacja przypominała matkę z synem, dla którego jest w stanie poświecić wszystko. Nie było takiej rzeczy, na którą by się nie zgodziła, by zagwarantować bezpieczeństwo swojemu słodziakowi.
Henri z kolei to poważny, mający wiele na swoich barkach wilkołak, będący zastępcą szeryfa i właścicielem odosobnionego rancza. Jest najbardziej odpowiedzialną postacią o jakiej ostatnio czytałam, jego zachowanie i sposób mówienia budzi respekt i podziw wśród mieszkańców.
Pomoże każdemu, posiada serce na dłoni i altruistyczny charakter. Jednak jego prawie dwu metrowe ciało, głęboki głos, warczenie na intruzów i atak, którego dokona bez zawahania sprawia, że niektórzy mogą się go obawiać. Oczywiście nie Nina.
Przez znajomość, jaka łączyła ich w przeszłości ich relacja szybko wchodzi na etap przyjacielski. Historia ta, to slow burn, dlatego wszystko między głównymi bohaterami rozwija się powoli, w swoim tępie. Jednak wsparcie, zaufanie i oddanie pojawia się u nich od razu i szybko potrafią porozumiewać się bez słów i czytać z siebie jak z otwartej księgi.
Jednakże były momenty, na których się nudziłam. Niektóre opisy były dla mnie za długie i powtarzające się, tak samo jak niektóre przemyślenia głównej bohaterki. Ciagle podkreślanie wysokiego wzrostu i ogromnej budowy ciała Henri’ego z czasem również zaczęło mnie przytłaczać.
Mimo to książka wywarła na mnie świetne wrażenie i miło spędziłam z nią czas. Polecam każdemu, kto chciałby się oderwać od rzeczywistości i wkroczyć w świat pełen fantastycznych postaci.
[współpraca reklamowa]
Jeżeli macie ochotę przeczytać magiczną historię, w której występują, lub są wspomniane wszystkie nadprzyrodzone postacie o jakich możecie pomyśleć, to ta książka będzie dla was idealna.
Nina jakiś czas temu znalazła szczeniaka obdarzonego magicznymi zdolnościami, którym postanowiła się zaopiekować. Gdy trudno już jej było ukrywać nadprzyrodzone umiejętności Duncana...
Pomysł autorki na zmianę gatunku literackiego uważam za powiew świeżości w jej twórczości. Tym razem otrzymujemy romantasy, w którym świat przedstawiony skupia się nie tylko na Ninie i jej podopiecznym. Dzieje się tutaj dość sporo, jeśli chodzi o postacie pojawiające się w całej książce. Możecie spodziewać się nie tylko wilkołaków (jak wskazuje okładka), ale też ogrów, cyklopów, satyrów, postaci z bagien, a nawet gnomów. Dzięki tak urozmaiconemu wachlarzowi postaci każdy na pewno znajdzie coś dla siebie ☺️
Dlatego ta książka jest takim „grubaskiem”, ponieważ aby dobrze poznać wszystkie te postacie, potrzeba czasu. No i Nina ma dużo swoich przemyśleń, co przekłada się na sporą ilość opisów, które uważam, że momentami były nużące.
Czytałam już kilka powieści autorki i wiem, że słynie ona ze swojego kultowego motywu, jakim jest slow burn. Ale na tę powieść nie byłam gotowa 🙈 Uzbrójcie się w dużą dawkę cierpliwości, ponieważ autorka tym razem zaserwowała nam bardzo długo rozwijający się wątek miłości (na serio, trzeba czekać dobre 600 stron, aby coś się ruszyło między bohaterami).
Jednak nie zraziło mnie to do historii, ponieważ przez całą książkę mogłam obserwować, w jaki sposób Henri obchodzi się z Niną 🥰 Na początku, owszem, troszkę mnie irytował swoim zachowaniem wobec kobiety, zgrywał niedostępnego i niezainteresowanego uczuciami Niny, ale kiedy przychodzi co do czego, to ten wielki mężczyzna potrafi otworzyć swoje ramiona, aby sprawić, że znajdzie spokój w jego uścisku 💕
Moja rada dla Was: czytajcie między wierszami, ponieważ to, co na pierwszy rzut oka może wydawać się prawdą, może być tak naprawdę skrywanym uczuciem 🤭
Historia owszem porusza tematy fantastyki, ale po przeczytaniu tej historii sądzę, że większy nacisk został wywarty na istocie miłości, która została przedstawiona na wiele sposobów. Ponieważ to uczucie możemy skierować na każdą z nam bliskich osób i właśnie to opisuje ta powieść 🥹
Pomysł autorki na zmianę gatunku literackiego uważam za powiew świeżości w jej twórczości. Tym razem otrzymujemy romantasy, w którym świat przedstawiony skupia się nie tylko na Ninie i jej podopiecznym. Dzieje się tutaj dość sporo, jeśli chodzi o postacie pojawiające się w całej książce. Możecie spodziewać się nie tylko wilkołaków (jak wskazuje okładka), ale też ogrów,...
Autorkę znam,lubię jej książki ale zawsze mam po nich pewien niedosyt.Tym razem romans fantastycznych istot.Było ciekawie,sensownie i jak zwykle z wolnym tempem w relacji.Kupuję "slow burn",ale mimo wszystko oczekiwałam więcej akcji,emocji.Brakowało mi reszty stada,różnych interakcji z innymi mieszkańcami,zwłaszcza z kandydatami na męża.Jak słyszę wilki to widzę prymitywne,dzikie zachowania,bezwzględne reguły,walki,hierarchię.Niech tam się bohaterowie unikają,zwodzą,walczą z uczuciami,trwają w niepewności,jednak iskry muszą lecieć,emocje przepełniać.W tej historii trochę mi tego brakowało.Do tego za dużo przesłodzonego "matkowania".Przyznaję,nie lubię motywu dzieci i rodzicielstwa w romansach,jednak potrafię znieść go w rozsądnych dawkach,tutaj czułam spory przesyt.Mimo wszystko to dobra książka,ale nie z rodzaju tych do których wracam.
Autorkę znam,lubię jej książki ale zawsze mam po nich pewien niedosyt.Tym razem romans fantastycznych istot.Było ciekawie,sensownie i jak zwykle z wolnym tempem w relacji.Kupuję "slow burn",ale mimo wszystko oczekiwałam więcej akcji,emocji.Brakowało mi reszty stada,różnych interakcji z innymi mieszkańcami,zwłaszcza z kandydatami na męża.Jak słyszę wilki to widzę...
Wilkołaki, ranczo, samotna mama, slow burn — dla mnie Mariana nie mogłaby wybrać lepszych motywów. Każda jej książka trafia prosto do mojego serca i ta nie była wyjątkiem.
Nina miała fioła (ale takiego fajnego) na punkcie swojego szczeniaka. Wiązała ją z Duncanem naprawdę wyjątkowa więź, a ona była cudowną mamą dla swojego małego Pączka. A on… on był po prostu rozkoszny. Porozumiewał się z Niną telepatycznie i chociaż nie używał wielu słów, jego „kocham, kocham, kocham” mówiło wszystko 🥹.
Przyznam, że jestem trochę zaskoczona, bo Henri nie był aż tak wielkim gburem, do jakich przyzwyczaiła mnie autorka. W żadnym razie nie jest to zarzut, bo wciąż można było go tak określić. Potrafił być mrukliwy, miewał zmienne nastroje i często trudno było go rozgryźć — a ja takich bohaterów po prostu uwielbiam 🤭.
Wątek romantyczny rozwijał się tak, jak to zwykle w książkach Mariany bywa — powoli i naturalnie. To, co podobało mi się między Niną a Henrim najbardziej, to przede wszystkim wsparcie i lojalność. Ta dwójka stała za sobą murem w każdej sytuacji i to było super.
Zostałam też ogromną fanką klimatu rancza. Wszyscy tam troszczyli się o siebie, tworząc swój mały świat. Mój jedyny zarzut — liczyłam, że świat magiczny zostanie nieco bardziej rozwinięty. O ile obecność przeróżnych istot (nawet gnomów czy Wielkiej Stopy) była ciekawa, o tyle np. kwestia tego, kim jest Nina, została jak dla mnie nieco zbyt enigmatycznie przedstawiona.
Poza tym jednak zgadzało mi się tu wszystko: cudowne więzi, humor, przyjaciele Niny i dzieciaki mieszkające na ranczu, które były równie urocze, co niesforne. Czułam się otulona tą historią, która dała mi niesamowity komfort, sprawiając, że praktycznie w ogóle nie odczułam tych prawie 800 stron.
Bardzo, bardzo polecam! 🤍
Współpraca z @niezwyklezagraniczne
Wilkołaki, ranczo, samotna mama, slow burn — dla mnie Mariana nie mogłaby wybrać lepszych motywów. Każda jej książka trafia prosto do mojego serca i ta nie była wyjątkiem.
Nina miała fioła (ale takiego fajnego) na punkcie swojego szczeniaka. Wiązała ją z Duncanem naprawdę wyjątkowa więź, a ona była cudowną mamą dla swojego małego Pączka....
Nie od dziś wiadomo, że Mariana Zapata jest królową slow burn romance. Potrafi świetnie połączyć skrzące napięcie z ciekawą fabułą, humorem i interesującymi bohaterami. A także, jak się okazuje, z magiczną wersją współczesnego świata.
[współpraca reklamowa / patronacka z @niezwyklezagraniczne]
W historii Niny wszystko zaczyna się od szczeniaka: Duncana, obdarzonego wyjątkową magią. Przez czyhające na nich oboje niebezpieczeństwa, potrzebują ochrony i miejsca, w którym będą mogli się ukryć – a przy okazji przeprowadzić małe śledztwo i dowiedzieć się czegoś o pochodzeniu małego.
Trafiają do odizolowanej społeczności, nad którą pieczę sprawuje Henri: za dnia gliniarz, w nocy zaś wilkołak. Jego ranczo rządzi się jednak własnymi zasadami. Aby Nina i Duncan mogli na nim zostać, ona musi wybrać sobie męża spośród mieszkańców. I to jest ten moment, w którym do akcji wkracza Henri… albo i nie! 👀
Jak to w powolnie rozwijających się romansach, na pewne rzeczy trzeba poczekać. Ale zdecydowanie warto.
W tej książce znajduje się moja absolutnie ulubiona scena wprowadzająca głównego bohatera spośród wszystkich książek Zapaty. Na żadnej innej nie śmiałam się tak głośno. A późniejsze nawiązanie przez Henriego do tego momentu? …hehe 😏
Nina Popoca to kobieta o imponująco pojemnym sercu. Dla tych, których kocha, jest gotowa zrobić wszystko. Jej prawdziwą tożsamość i umiejętności owiewa tajemnica, nierozwikłana nawet przez samą bohaterkę. Rozwiązywanie tej zagadki to naprawdę intrygujący i zabawny wątek.
Henri, o wdzięcznym pseudonimie Puszek, jest ucieleśnieniem gburowatości i ponuractwa. Zwłaszcza kiedy na wierzch wychodzą jego wilkołacze “instynkty” – a miejsca i czasu na nie jest tutaj całkiem sporo.
Duncan to wyjątkowy *ktoś*, komu Nina poświęca ogromną ilość uwagi. Taką… naprawdę dużą, ale niech wystąpi z szeregu ten, kto nigdy nie rozpływał się na widok słodkiego szczeniaczka. A Dunky jest jedyny w swoim rodzaju.
Postacie znane nam do tej pory z legend czy bajek w “To, co w nas dojrzewa” również mają swoje specjalne miejsce. Ten folklorystyczno-paranormalny aspekt jest dość mocno rozbudowany, ale też całkiem przystępny. Dla mnie najbardziej niezwykły jest wątek Spencera. Jestem pewna, że Was rozbawi, kiedy już poznacie mityczną tożsamość owej persony oraz bieg dość… skomplikowanej relacji z główną bohaterką.
Ranczo Henriego ma wyjątkowy klimat. Wytworna kuta brama w głębokim, gęstym lesie, mieniący się magią wodospad, ścieżki między drzewami, które prowadzą do odkrycia kolejnych sekretów i postaci. Chciałabym się tam przenieść chociaż na jeden dzień.
Książki Mariany Zapaty od dawna są moim komfortowym miejscem. Cudownie było odnaleźć je także w tej zamkniętej przed światem leśnej mieścinie w Kolorado. Zachęcam Was, byście również dali się porwać w tę magiczną podróż – zdecydowanie inną niż te, do których autorka nas przyzwyczaiła, ale równie wartą poznania 💙
– Magda
Nie od dziś wiadomo, że Mariana Zapata jest królową slow burn romance. Potrafi świetnie połączyć skrzące napięcie z ciekawą fabułą, humorem i interesującymi bohaterami. A także, jak się okazuje, z magiczną wersją współczesnego świata.
[współpraca reklamowa / patronacka z @niezwyklezagraniczne]
W historii Niny wszystko zaczyna się od szczeniaka: Duncana, obdarzonego...
Pączek, Pszczółka, Biedronka
[współpraca reklamowa]
Myślę, że każdy rodzic doceni tę historię, gdzie główną rolę i fabułę zajmuje opieka nad małym dzieckiem porzuconym przez matkę.
Mariana pokazała nam cały wachlarz różnych bestii i mitycznych stworzeń. Więc mamy w czym wybierać od gnomów po wielką stopę.
Znajdziemy tu też wioskę, ściśle zamkniętą na innych, więc dobrze możemy poczuć wątek found family i odkryć ile czasu potrzeba by mieszkańcy mogli odsłonić swoje serca przed nowo przybyłymi.
Henri wielki, opiekuńczy, niebezpieczny, bezgranicznie oddany swojej wiosce i sprawowania opieki.
Rozwiązanie romansu i dlaczego był slow bardzo mnie rozbawiło szczerze. Henri nie popisałeś się :D
No i fakt, że w tym świecie obwąchiwanie szyi jest ok ale spytanie się czym jesteś jest pase hihi fajne rozwiązania.
Pączek, Pszczółka, Biedronka
[współpraca reklamowa]
Myślę, że każdy rodzic doceni tę historię, gdzie główną rolę i fabułę zajmuje opieka nad małym dzieckiem porzuconym przez matkę.
Mariana pokazała nam cały wachlarz różnych bestii i mitycznych stworzeń. Więc mamy w czym wybierać od gnomów po wielką stopę.
Znajdziemy tu też wioskę, ściśle zamkniętą na innych, więc dobrze...
Całkiem ciekawa i przyjemna historia o świecie pełnym magicznych istot i bóstw. Czyta się przyjemnie, choć cała historia jest trochę rozciągnięte przez długie monologi.
Całkiem ciekawa i przyjemna historia o świecie pełnym magicznych istot i bóstw. Czyta się przyjemnie, choć cała historia jest trochę rozciągnięte przez długie monologi.
Boli mnie serce, ale muszę to powiedzieć. Nie podobało mi się. Kocham Zapatę, ale to niestety najslabsza jej książka. Skończyłam ją w bólach. Była nijaka i płaska. Dużo stron a nic kompletnie ciekawego się nie działo. Świat fantastyczny jest słabo rozwinięty. Jest dużo postaci i na tym się kończy. Za dużo słodyczy i powtórzeń 🤢. Romans ? Slow burn? Nie porwał. W ogóle nie wyczułam chemii między bohaterami. Henri był zbyt bierny i nudny a Nina miała irytującą osobowość. Strasznie mnie wkurzały jej wynurzenia.
Boli mnie serce, ale muszę to powiedzieć. Nie podobało mi się. Kocham Zapatę, ale to niestety najslabsza jej książka. Skończyłam ją w bólach. Była nijaka i płaska. Dużo stron a nic kompletnie ciekawego się nie działo. Świat fantastyczny jest słabo rozwinięty. Jest dużo postaci i na tym się kończy. Za dużo słodyczy i powtórzeń 🤢. Romans ? Slow burn? Nie porwał. W ogóle nie...
Poddaję się w połowie.
Nie ma chemii. W pewnym sensie sam opis, mało dialogów.
Poswiecamy sie dla dzieci ok, to rozumiem ale tu jakoś tak męcząco to pokazane. Wg mnie Pani Zapata polegla na klimacie fantastycznym (w przeciwieństwie do Pani Polte tej wyszło super) proponuje zostać w swoim gatunku zdecydowanie lepsze dzieła wtedy wychodzą.
Poddaję się w połowie.
Nie ma chemii. W pewnym sensie sam opis, mało dialogów.
Poswiecamy sie dla dzieci ok, to rozumiem ale tu jakoś tak męcząco to pokazane. Wg mnie Pani Zapata polegla na klimacie fantastycznym (w przeciwieństwie do Pani Polte tej wyszło super) proponuje zostać w swoim gatunku zdecydowanie lepsze dzieła wtedy wychodzą.
💚„TO,CO W NAS DOJRZEWA” to magiczna historia w której autorka zabiera w świat fantastycznych miejsc oraz żyjących tam istot. Nie tylko stwory nas zaskoczą,ale również idealnie opisywana fabuła w motywie slow burn,które autorka kocha. Losy bohaterki i jej przygody dzieją się w swoim,powolnym tempie.Szukając odpowiedzi poznaje lepiej ranczo i magię w której czuć.
💚 Prawie osiemset stron historii potrafią czytelnika oczarować swoimi wydarzeniami oraz poznającymi istotami żyjącymi według własnych zasad.Pomiędzy tym jest poznawanie tożsamości Niny i nowe wyzwania czekające na nią.Nie tylko będzie musiała ukazać swoją siłę przetrwania, ale także silny charakter,by niejednokrotnie ujawnić swoją moc. Ona ma w sobie coś,czego nie da się opisać,a co czyni ją wyjątkową. Znajduje się w idealnym dla niej miejscu,aby zacząć żyć i znaleźć miłość.
💚„TO,CO W NAS DOJRZEWA” to niesamowicie magiczna przygoda w której wraz z bohaterką przeżywamy niezapomniane chwile.Czujemy magię powieści i z bohaterami przeżywamy mnóstwo magicznych zdarzeń. Mnie całkowicie zawładnęła ta opowieść i razem z Niną towarzyszyłam jej w momentach poznawania nowych rzeczy wokół niej.
💚 To idealna powieść dla osób kochające fantasy,slow burn i magiczne istoty,które nie zawsze są dobre.
💚Czytajcie-będziecie zachwyceni-polecam📖💚
💚„TO,CO W NAS DOJRZEWA” to magiczna historia w której autorka zabiera w świat fantastycznych miejsc oraz żyjących tam istot. Nie tylko stwory nas zaskoczą,ale również idealnie opisywana fabuła w motywie slow burn,które autorka kocha. Losy bohaterki i jej przygody dzieją się w swoim,powolnym tempie.Szukając odpowiedzi poznaje lepiej ranczo i magię w której czuć.
Jest to książka, która ma w sobie wiele magii. Przepełniona rozmaitymi fantastycznymi stworzeniami.
Nina to silna bohaterka, bo mimo, iż nie wie do końca kim naprawdę jest, to jej miłość, odwaga i siła jest godna podziwu.
Sama książka była w porządku, miała swoje minusy, rozwlekłe wewnętrzne monologi bohaterki, przeciągle opisy, oraz ciągłe powtórzenia mówiące jaki z niego słodziak lub, że spojrzał najpierw w jej prawe oko, a potem w lewe oko, były dość irytujące. Sama treść była dość ciekawa i miała w sobie dużą dawkę zagadki.
Jest to książka, która ma w sobie wiele magii. Przepełniona rozmaitymi fantastycznymi stworzeniami.
Nina to silna bohaterka, bo mimo, iż nie wie do końca kim naprawdę jest, to jej miłość, odwaga i siła jest godna podziwu.
Sama książka była w porządku, miała swoje minusy, rozwlekłe wewnętrzne monologi bohaterki, przeciągle opisy, oraz ciągłe powtórzenia mówiące jaki z niego...
Uwielbiam książki Mariany Zapaty. każda z nich przeczytałam kilka razy. Z niecierpliwością czekałam na polskie wydanie jej najnowszej książki. Z ciężkim sercem stwierdzam, ze zawiodłam się niemiłosiernie. Długa,nudna i nijaka. No bo ileż można pisać, ze szczeniak był uroczy albo Henri był seksowny jak cholerą? W tej książce nie działo się absolutnie nic. Mix postaci z wierzeń i mitów jest nieudolnie i nieciekawie poprowadzony. Uczucie miedzy bohaterami pojawia się niewiadomo skąd. Umęczyłam się strasznie czytając te książkę. Nie, nie i jeszcze raz nie!
Uwielbiam książki Mariany Zapaty. każda z nich przeczytałam kilka razy. Z niecierpliwością czekałam na polskie wydanie jej najnowszej książki. Z ciężkim sercem stwierdzam, ze zawiodłam się niemiłosiernie. Długa,nudna i nijaka. No bo ileż można pisać, ze szczeniak był uroczy albo Henri był seksowny jak cholerą? W tej książce nie działo się absolutnie nic. Mix postaci z...
Zapata ewidentnie nie umie w fantasy i coraz gorzej wychodzą jej też romanse. Coś co miałoby być slow burnym osadzonym w świecie urban fantasy jest miałką rozwlekłą historią z kloacznymi opisami.
Zapata ewidentnie nie umie w fantasy i coraz gorzej wychodzą jej też romanse. Coś co miałoby być slow burnym osadzonym w świecie urban fantasy jest miałką rozwlekłą historią z kloacznymi opisami.
Niektóre historie nie potrzebują pośpiechu — potrzebują czasu, by rozkwitnąć dokładnie wtedy, kiedy powinny. To, co w nas dojrzewa autorstwa Mariana Zapata to właśnie jedna z tych opowieści.
Nie ukrywam — uwielbiam twórczość Zapaty. Za jej styl, za cierpliwość w budowaniu relacji, za emocje, które nie są krzykliwe, a mimo to trafiają prosto w serce. I po tej książce tylko utwierdziłam się w przekonaniu, że jest absolutną królową slow burn. A teraz? Z jeszcze większą niecierpliwością czekam na Lingusa — moją ukochaną książkę Zapaty i tę, dzięki której w ogóle pokochałam jej twórczość.
Nie bez powodu mówi się, że Zapata to królowa slow burn — i tutaj po raz kolejny udowadnia, że nikt nie potrafi budować napięcia emocjonalnego tak jak ona. To nie jest romans, który wybucha nagle. To uczucie, które kiełkuje, dojrzewa i rozlewa się po sercu czytelnika w swoim własnym tempie. I właśnie dlatego jest tak prawdziwe.
Historia Niny Popoca zaczyna się jak bajka — dziewczyna i szczeniak obdarzony magicznymi zdolnościami. Ale to tylko początek. Bo ta opowieść szybko zamienia się w coś znacznie głębszego — w podróż w poszukiwaniu siebie, swojego miejsca na świecie i odpowiedzi na pytania, które towarzyszą Ninie przez całe życie.
Ranczo w Kolorado… miejsce, które powinno być tylko przystankiem, staje się czymś więcej. To przestrzeń pełna tajemnic, magii i ludzi, którzy — choć niezwykli — pragną zwyczajnego życia. Zapata tworzy świat, który jest jednocześnie ciepły i niepokojący, spokojny i pełen napięcia. Czujesz, że pod powierzchnią czai się coś więcej.
I w tym wszystkim pojawia się on — Henrie Blackrock. Relacja między nim a Niną to esencja slow burn. To spojrzenia, niedopowiedzenia, drobne gesty, które znaczą więcej niż tysiąc słów. To napięcie, które momentami aż boli, bo chcesz więcej, szybciej… a jednocześnie wiesz, że ta powolność jest dokładnie tym, co czyni tę historię tak wyjątkową.
Najbardziej urzekło mnie to, jak bardzo ta książka jest o dojrzewaniu emocjonalnym. O tym, że czasem trzeba przejść przez chaos, niepewność i lęk, żeby naprawdę zrozumieć siebie. Nina nie jest idealna — i właśnie dlatego jest tak autentyczna. Jej droga jest trudna, momentami bolesna, ale jednocześnie pełna nadziei.
Nie można też nie wspomnieć o klimacie tej historii. Jest w niej coś niezwykle kojącego — mimo obecnej magii, napięcia i momentów mroku. To książka, przy której można się zatrzymać, odetchnąć… i jednocześnie dać się całkowicie pochłonąć.
To, co w nas dojrzewa to nie tylko romans. To opowieść o bliskości, zaufaniu, odnajdywaniu siebie i odwadze, by pozwolić sobie czuć. To historia, która rozwija się powoli, ale zostaje z Tobą na długo.
I powiem jedno — jeśli kochasz historie, które nie pędzą na złamanie karku, tylko budują emocje krok po kroku, aż w końcu rozbijają Ci serce… to ta książka jest dla Ciebie.
Bo niektóre uczucia potrzebują czasu.
A Mariana Zapata doskonale wie, jak ten czas wykorzystać.
Niektóre historie nie potrzebują pośpiechu — potrzebują czasu, by rozkwitnąć dokładnie wtedy, kiedy powinny. To, co w nas dojrzewa autorstwa Mariana Zapata to właśnie jedna z tych opowieści.
Nie ukrywam — uwielbiam twórczość Zapaty. Za jej styl, za cierpliwość w budowaniu relacji, za emocje, które nie są krzykliwe, a mimo to trafiają prosto w serce. I po tej książce tylko...
The things we water to mój tegoroczny reread. Co za zdziwienie! Ale książki tej autorki są dla mnie bezpieczną przystanią i sięgam po nie, nie tylko po to aby powrócić do znajomych bohaterów ale i poczuć prawdziwe slow burn. Tym razem autorka stworzyła coś na pograniczu cosy fantasy wymieszane z paranormal. Wszyscy Ci, którzy posiadają czworonogi docenią zupełnie inaczej tę powieść.
Co znajdziecie w środku;
✦ narrację pierwszoosobową od strony głównej bohaterki Niny;
𖣂 stworzenia nadprzyrodzone, standardowo od wilków, po satyrów czy wielką stopę, nie zabraknie unikatów;
✦ silna więź oraz relacja rodzic-dziecko, gdzie dziecko nie przemienia się w człowieka;
𖣂 różne oblicza miłości rodzicielskiej oraz tej między dwójką głównych bohaterów;
✦ kolejny książkowy chłopak - Henry;
𖣂 magia połączona z bóstwami i różnymi kulturami;
✦ oazę dla osób obdarzonych mocą z bardzo ciekawymi postaciami;
𖣂 konflikty, nieporozumienia i okres próbny.
"People were a lot like plants, and life in general was very similar to gardening. Some people were thorny, and other people had very weak stems. Some plants took a whole lot of water to grow, some plants were cacti that needed just a little to thrive and fluorish".
Pisząc krótką opinie, od nowa mam ochotę wrócić po raz trzeci do świata wykreowanego przez Zapate. Na swój sposób przypomina on nasz, ale posiada ten dodatkowy nadprzyrodzony smaczek. Nina nie jest wilkiem, ale wychowała się w takiej rodzinie. Ma dwóch oddanych przyjaciół, trochę szalonych. Wszystko sie jednak komplikuje za sprawą Duncana, jednak jest to piękna komplikacja którą każdy z nas życzyłby sobie w swoim życiu. Przedstawienie świata tak trochę na opak z istotami posiadające charakterek ale i wyczuwa się od nich samotność czy walkę o rodzinę sprawia, że jest tu nieco inne tempo. Czyli mało akcji a sporo rozmyślań na temat życia, relacji i tego jak pięknie może rozwijać się miłość rodzicielska.
Henry to kolejny książkowy chłopak/mąż o którym ciężko zapomnieć. Chociaż na początku nie jest się tego pewnym. To jest coś w opisie męskich bohaterów od autorki, że przykuwa ona naszą uwagę. Warto czekać na rozwinięcie relacji nie tylko miłosnej ale i innych... ;)
The things we water to moja kolejna ulubiona książka autorki. Nie zabrakło tu również humoru, który momentami jest na wagę złota. Ta książka jest nieco spokojniejsza skierowana na rodzinę gdzie każdy jest inny ale razem tworzy się coś magicznego i trwałego. Zakończenie choć z zupełnie innej perspektywy jest wisienką na torcie, jednak chciałabym drugi tom albo coś więcej. Jak zawsze.
The things we water to mój tegoroczny reread. Co za zdziwienie! Ale książki tej autorki są dla mnie bezpieczną przystanią i sięgam po nie, nie tylko po to aby powrócić do znajomych bohaterów ale i poczuć prawdziwe slow burn. Tym razem autorka stworzyła coś na pograniczu cosy fantasy wymieszane z paranormal. Wszyscy Ci, którzy posiadają czworonogi docenią zupełnie inaczej tę...
1.5 stars (and that’s being generous because I love her)
I never thought I’d feel this way about a Mariana Zapata book. She’s been my comfort author for years. I was counting down the days, genuinely ecstatic when she liked my reaction message on Instagram. And now? I want to go back to April and unread this.
From the start, something felt off. By 30%, I realized what it was: Nina. She reads like an Insta mom who’s lost her whole identity to being obsessed with her magical puppy. Duncan is cute, yes. But reading about it every other page? Exhausting. I was already tired - and that was just the beginning.
At 60%, I was actively fighting the urge to DNF. The babytalk, the body fluid humor and the painfully repetitive monologues nearly broke me. Nina isn’t quirky. She’s insufferable. Henri, who had potential, didn’t do much to help - zero emotional buildup, no real chemistry, just constant forced proximity and no communication. This wasn’t a slow burn. It was a painfully slow-paced ramble with insta-attraction dressed up as something deeper.
The side characters didn’t help, either - flat and overly "whimsical" with nicknames that made me cringe every time they showed up. Calling an alpha werewolf "Fluffy"? An adult woman a "Big Jaws"? I sighed so loudly, so often, I think I gave myself a headache.
I kept reading, hoping it would shift. That the spark, the emotion, the something would finally show up. It never did.
This wasn’t the Mariana Zapata I know and love and I’m honestly heartbroken over it.
😭😭😭😭😭😭😭
1.5 stars (and that’s being generous because I love her)
I never thought I’d feel this way about a Mariana Zapata book. She’s been my comfort author for years. I was counting down the days, genuinely ecstatic when she liked my reaction message on Instagram. And now? I want to go back to April and unread this.
From the start, something felt off. By 30%, I realized what it...
I know, I know........ ale muszę być uczciwa, zwłaszcza jako samozwańcza fanka numer 1 MZ w Polsce......
Nie, nie, nie..... To była inna Zapata niż jej dotychczasowe książki. Nie każdy ma talent do pisania paranormal romance/fantasy i MZ powinna trzymać się tego, w czym jest dobra, naprawdę dobra, czyli gatunku contemporary romance.
Moim zdaniem budowa świata kulała, jak nigdy przeszkadzała mi masa powtórzeń i wewnętrznych monologów Niny, infantylne zdrobnienia wywoływały ciary żenady, fabuła była odtwórcza, tak samo jak mix różnych mitologii, folkloru i baśni. Ilość wylewającej się z książki słodyczy przyprawiała o mdłości.
Powyższe skutkowało tym, że nie byłam zaangażowana w fabułę, ani w postacie. Niestety, nie był to też dobry slow burn. Żadna ze stron nie kryła się ze swoim uczuciem, bo jedno mówiło o tym wprost, a drugie było mało subtelne. A jak już padły, słowa, deklaracje i przeszli do akcji, to mało mnie to w tym momencie obchodziło. W każdej z dotychczas czytanej książce MZ romans to była cała Tablica Mendelejewa, a tutaj dostaliśmy popłuczyny z chemicznych menzurek.
Największym grzechem tej książki jest jednak niewykorzystany potencjał. Jak dotarło do mnie, że w tym romansie będą wilkołaki, to wywindowałam swoje oczekiwania. Bo, po pierwsze, Mariana Zapata jest świetną pisarką, a po drugie, ten konkretny motyw z gatunku paranormal romance daje oooooooooogromne możliwości napisania znakomitej książki ze świetnym wątkiem romantycznym.
Tak więc średniak, a szkoda. Serduszko mnie boli, że dają 3 gwiazdki, ale ponieważ jest szansa, że ktoś te recenzje na GR czyta i się nimi sugeruje, nie chciałabym, żeby przez moje nieszczere zachwyty sięgną po tę książkę, bo ona nie jest probierzem talentu i możliwości pisarskich MZ.
MZ, I love your books, don't be mad at me. This experiment is less successful, but it doesn't change the fact that you are the best romance writer, ever ❤️
I know, I know........ ale muszę być uczciwa, zwłaszcza jako samozwańcza fanka numer 1 MZ w Polsce......
Nie, nie, nie..... To była inna Zapata niż jej dotychczasowe książki. Nie każdy ma talent do pisania paranormal romance/fantasy i MZ powinna trzymać się tego, w czym jest dobra, naprawdę dobra, czyli gatunku contemporary romance.
ᴅᴀᴡɴᴏ, ᴅᴀᴡɴᴏ ᴛᴇᴍᴜ ᴘᴇᴡɴᴀ ᴅᴢɪᴇᴡᴄᴢʏɴᴀ ᴢɴᴀʟᴀᴢᴌᴀ ꜱᴢᴄᴢᴇɴɪᴀᴋᴀ ᴏʙᴅᴀʀᴢᴏɴᴇɢᴏ ᴍᴀɢɪᴄᴢɴʏᴍɪ ᴢᴅᴏʟɴᴏśᴄɪᴀᴍɪ ɪ ᴊᴇᴊ żʏᴄɪᴇ ᴊᴜż ɴɪɢᴅʏ ɴɪᴇ ʙʏᴌᴏ ᴛᴀᴋɪᴇ ꜱᴀᴍᴏ...
______________
"🆃🅾, 🅲🅾 🆆 🅽🅰🆂 🅳🅾🅹🆁🆉🅴🆆🅰" od Mariany Zapaty poleca się na dłuższe posiedzenie! Dłuższe ze względu na ilość stron... Autorka przyzwyczaiła już nas do swoich grubasków, więc pewnie was nie zdziwi, że jej najnowsza powieść liczy sobie 796 stron. 🫢
Magiczne moce, niezwykły szczeniak i bransoletki, które mają ukryć prawdę...
Totalnie dziwne przeskoki zupełnie niepasujące mi do twórczości Zapaty. Przeskoki, które mnie dezorientowały i wprowadzały niemały chaos. Spora ilość przemyśleń Niny może niekiedy działać na nerwy, ale spokojnie nie zniechęcajcie się i czytajcie dalej, bo warto.
Sam pomysł na fabułę wypadł genialnie! Wielokrotnie wyobrażałam sobie tego małego słodziaka Duncana... Ilość magicznych postaci i ich różnorodność zachwyci nie jednego miłośnika literatury fantasy, a motyw, z którego słynie Zapata, czyli SLOW BURN jest tu totalnie SLOOOW! 🤣 Nie macie co liczyć na szybki rozwój relacji pomiędzy tą dwójką, wręcz przeciwnie. Jeśli chodzi o kreację postaci, to główna bohaterka delikatnie działa mi na nerwy.
Wielokrotnie zachowywała się wręcz dziecinnie i absurdalnie. W przypadku tego tytułu nie mogę niestety zwalić tego na zbyt młody wiek postaci...
Całość ze względu na swoją grubość i konkretną ilość opisów czytało się dość długo (jak na moje standardy), ale jakoś bardzo na to nie będę narzekała. Zakończenie fajne podobało mi się. #tocownasdojrzewa może i nie jest najlepszą książką autorki, ale też nie najgorszą. 🙃
ᴅᴀᴡɴᴏ, ᴅᴀᴡɴᴏ ᴛᴇᴍᴜ ᴘᴇᴡɴᴀ ᴅᴢɪᴇᴡᴄᴢʏɴᴀ ᴢɴᴀʟᴀᴢᴌᴀ ꜱᴢᴄᴢᴇɴɪᴀᴋᴀ ᴏʙᴅᴀʀᴢᴏɴᴇɢᴏ ᴍᴀɢɪᴄᴢɴʏᴍɪ ᴢᴅᴏʟɴᴏśᴄɪᴀᴍɪ ɪ ᴊᴇᴊ żʏᴄɪᴇ ᴊᴜż ɴɪɢᴅʏ ɴɪᴇ ʙʏᴌᴏ ᴛᴀᴋɪᴇ ꜱᴀᴍᴏ...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to______________
"🆃🅾, 🅲🅾 🆆 🅽🅰🆂 🅳🅾🅹🆁🆉🅴🆆🅰" od Mariany Zapaty poleca się na dłuższe posiedzenie! Dłuższe ze względu na ilość stron... Autorka przyzwyczaiła już nas do swoich grubasków, więc pewnie was nie zdziwi, że jej najnowsza powieść liczy...
" Ci, których najtrudniej pokochać, zazwyczaj najbardziej tego potrzebują. "
Macie jakiegoś zwierzaka?
Nina ma psa.
I nie jest to zwykły psiak.
To czarna i przeurocza kulka sierści, której ogon świeci błękitnym płomieniem, a oczy stają się czerwone.
Tak, to zdecydowanie nie jest zwyczajny czworonóg.
Ale kobieta kocha go całą sobą i jest gotowa zrobić wszystko, żeby był szczęśliwy. W świecie, gdzie magia istnieje, a pradawne istoty żyją nie tylko w powieściach fantasy, maluch nie jest bezpieczny. Zwłaszcza, gdy wokół krąży tylu nieświadomych ludzi, którzy mogliby zejść na zawał, widząc tak wyjątkowe stworzenie.
Duncan to jej dziecko.
Adoptowane i wychowane z największą czułością.
Jest prawdopodobieństwo, że kiedyś oprócz zwierzęcej formy, zacznie przybierać również powłokę człowieka.
Więc Nina musi zrobić wszystko, żeby znaleźć odpowiednie miejsce, gdzie jej podopieczny będzie mógł dorastać bez lęku o swoje życie.
I trafia na ranczo.
A tam od razu zostaje przygnieciona wielkimi łapami pewnego czarnego wilkołaka o złotych oczach.
Nina to wyjątkowa bohaterka. Bystra, mądra empatyczna, ale przede wszystkim ciepła i pełna oddania. Okazała się wielkim orzeźwieniem. Jej decyzje są dojrzałe, a kierowanie się emocjami i sercem tylko zbliżyło nas do siebie. To taka kobieta, która za bliskimi wskoczy w ogień. Doskonale wie czego chce i wykazuje wielką odwagę w dążeniu do celu. Przy tym wszystkim jest niezwykle zabawna, przez co śmiałam się jak szalona. Akcja z odżywką do włosów to złoto!
Henri to materiał na idealnego książkowego męża. Choć początkowo był nieco gburowaty i zaborczy, jak na wilkołaka przystało, to okazuje się być troskliwy, opiekuńczy i odpowiedzialny. Na jego barkach spoczywa zarządzanie całym ranczem i mężczyzna jest wręcz przytłoczony pracą. Jednak szybko zaczyna dostrzegać, że Nina pachnie jego ulubionym zapachem cynamonu, a jej dogryzanie pewnej gniewnej Wielkiej Stopie sprawia, że Hanri zaczynam pragnąć czegoś pierwszy raz od wielu lat. Jest ciekawie wykreowaną postacią, cieszącą się poważaniem wśród mieszkańców, a zwłaszcza dzieci. Czego chcieć więcej?
Relacja romantyczna rozwija się powoli, ale to sprawia, że wydaje się bardziej autentyczna i prawdziwa. Nina i Henri mają wspólną przeszłość, co skutkuje nazywaniem siebie nawzajem Świerszczykiem oraz Puszkiem. To taki wątek romantyczny, który rozgrzewa serce i wywołuje rumieniec na twarzy. Ich sceny są przepełnione prawdziwymi rozmowami, ukradkowymi spojrzeniami, ciepłymi gestami, jak na przykład całowanie w skroń, a przytulenie to ich ulubiona forma wsparcia i wyrażenia słów "Jestem przy Tobie". Nie ma tu niepotrzebnych dramatów, bohaterowie są świadomi siebie i swoich uczuć, nie uciekają od poważnych rozmów, nie boją się kochać. Czytając o nich czułam się lekko, jakbym błogo płynęła przez świat, unoszona na baloniku szczęścia. Nina i Henri zapisują się w moim sercu jako para, która w zdrowy i spokojnych sposób buduje zaufanie do siebie. Sprawili, że ich przekomarzania i puszczanie sobie oczek, stało się moim ulubionym momentem w książkach. Ci dwoje zmienili swoje dusze i dusze mieszkańców rancza na lepsze. A przy okazji i moją.
Książka niesie niezwykle ważne przesłanie odnośnie relacji rodzinnych. Nie jest rodziną ten, który dał nam po prostu DNA. Rodziną jest osoba, która kocha nas i uczy kochać innych. Która sprawia, że czujemy się wartościowi i wystarczający. Nina i Henri wzięli pod swoje skrzydła dwójkę dzieciaków, Duncana i wilczycę Agnes. Pokazali im, że kochają ich bezwarunkowo, a to skutkowało poczuciem bezpieczeństwa i przynależności. Historia pokazuje, że rodzina, ta wybrana, jest najpiękniejszą rzeczą pod słońcem i że warto o nią dbać za wszelką cenę. Duncan, którego Nina traktowała jak najwspanialszy skarb, to wierny i wspaniały psiak, właśnie dlatego, że miał tak troskliwą mamę. Agnes, która została odrzucona przez biologicznego ojca, znalazła go w Henrim i zaczęła się bardziej otwierać, wpuszczając do serca Ninę. "To, co w nas dojrzewa" niesie ze sobą piękny morał, że miłość potrafi zdziałać cuda.
Oprócz wątku romantycznego i relacji rodzinnych, znajdziemy tutaj również tajemnicę, a także całą masę stworzeń wyjętych z każdej mitologii. To wszystko sprawia, że ten z pozoru grubasek, staje się książką przez którą płyniemy i nie jesteśmy w stanie jej odłożyć. Autorka pisze naprawdę obrazowo, a każdy rozdział kończy tak, że powiedzenie "jeszcze tylko jeden rozdział" nabiera nowego znaczenia i uderza nas w twarz o drugiej w nocy.
Zakończenie było idealne i nie mogłabym wymarzyć sobie lepszego zwieńczenia tej historii. Uroniłam niejedną łzę wzruszenia, a serce stopiło się niczym masełko. Miałam wrażenie, jakby moje zmysły otulał ciepły, pluszowy kocyk. To jedna z tych książek, do których mam zamiar wracać, gdy będę potrzebowała pocieszenia i komfortu. Szczerze i z czystym sumieniem polecam ją każdemu, kto pragnie przeżyć uroczą przygodę, wypełnioną magicznymi istotami i miłością, która sięga gwiazd.
" Ci, których najtrudniej pokochać, zazwyczaj najbardziej tego potrzebują. "
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMacie jakiegoś zwierzaka?
Nina ma psa.
I nie jest to zwykły psiak.
To czarna i przeurocza kulka sierści, której ogon świeci błękitnym płomieniem, a oczy stają się czerwone.
Tak, to zdecydowanie nie jest zwyczajny czworonóg.
Ale kobieta kocha go całą sobą i jest gotowa zrobić wszystko, żeby był...
Doskonały przykład na to, że fajny pomysł, traci na znaczeniu przy złym wykonaniu.
Nina, jako nietypowo magicznie osoba, znajduje magicznego szczeniaka. Ani ona ani jej przyjaciele, wilkołaki, nie są w stanie określić czym ten szczeniak jest. Maluch ma na końcu ogona ogień, który nie parzy, czerwone oczy i porozumiewa się telepatycznie. Nina w trosce o dobry i prawidłowy rozwój szczeniaka, próbuje znaleźć sposób na określenie gatunku malucha.
Przyjaciel Niny przypomina jej, że jego kuzyn prowadzi rancho dla supernaturalnych stworzeń, w którym mogą czuć się bezpiecznie. Haczykiem przy dostaniu się do tej społeczności jest to, że po okresie próbnym, żeby tam zostać, bohaterka będzie musiała poślubić któregoś z mieszkańców.
Nina oczywiście decyduje się na podróż do rancza, spotyka Henriego, swojego nastoletniego crusha i historia się toczy.
Ogromnym minusem dla mnie była kreacja samej głównej bohaterki. Nina jest tak dziecinna, pokusiłabym się nawet o określenie ,,dziecinnie urocza”, że nie jestem w stanie objąć umysłem, jakim cudem autorka wykreowała ją na osobę po 30stce. Samo towarzystwo obcych dzieci (tu akurat sytuacja zagrożenia, gdzie jedno dziecko przemienione w wilkołaka jest przestraszone i szczeka) wywołuje w niej myśl ,,o jakie urocze” i chęć przytulenia ich. Wielokrotnie słyszymy jak coś piękne, urocze, a ona kocha tego szczeniaka nad życie i zrobi dla niego wszystko. WIEMY JUŻ. Nie ma potrzeby tego powtarzać w kółko. Przez te i inne dziwne przemyślenia bohaterki na różne tematy (np. porównała się do brukselki), książka zyskała strony, a straciła na jakości. Że już nawet nie wspomnę o ksywkach (szczeniak nazwany przez nią Dunkan, który pewnie kiedyś zamieni się w dziecko, jest PĄCZKIEM, a dorosły chłop, którego nie widziała świat czasu, PUSZEK).
Z plusów? Autorka przyłożyła się do wydzielania nadnaturalnych stworzeń: tych szeroko znanych w popkulturze nie trzeba przedstawiać, ale pojawiło się mnóstwo mniej popularnych.
Dobrym pomysłem było również stworzenie supernaturalnej społeczności działającej trochę na zasadzie sekty (małżeństwo, żeby zostać, okres próbny etc).
Recenzja powstała we współpracy reklamowej z wydawnictwem.
Doskonały przykład na to, że fajny pomysł, traci na znaczeniu przy złym wykonaniu.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNina, jako nietypowo magicznie osoba, znajduje magicznego szczeniaka. Ani ona ani jej przyjaciele, wilkołaki, nie są w stanie określić czym ten szczeniak jest. Maluch ma na końcu ogona ogień, który nie parzy, czerwone oczy i porozumiewa się telepatycznie. Nina w trosce o dobry i prawidłowy...
To, co w nas dojrzewa” to było moje pierwsze spotkanie z twórczością Mariany Zapaty… i już wiem, że na pewno nie ostatnie.
Historia Niny zaczyna się w momencie, gdy jej życie wywraca się do góry nogami za sprawą niezwykłego szczeniaka Duncana. To nie jest zwykłe zwierzę, a jego moc sprawia, że dziewczyna staje się celem w świecie pełnym niebezpiecznych, magicznych istot. Szukając schronienia, trafia na odizolowane ranczo w miejsce, gdzie magia jest codziennością, a każda istota ma swoje miejsce… i swoje sekrety.
Na czele tej społeczności stoi Hendri pewny siebie, zdystansowany mężczyzna który nocą zmienia się w wilkołaka ,skrywa w sobie znacznie więcej, niż chce pokazać. Ich relacja od początku jest napięta, pełna niedopowiedzeń i emocji, które powoli zaczynają wychodzić na powierzchnię. Bo tutaj nic nie dzieje się szybko to historia typu slow burn, gdzie każde spojrzenie i każde słowo ma znaczenie.
Muszę przyznać, że Nina totalnie skradła moje serce. Jej cięty język, siła i ogromna lojalność wobec tych, których kocha, sprawiają, że nie da się jej nie polubić. Mimo trudnej przeszłości i bólu, który nosi w sobie, nie traci tej iskry czegoś, co przyciąga i nie pozwala o niej zapomnieć. Z Hendrim miałam… trudniejszą relację. Na początku jego chłód i dystans naprawdę działały mi na nerwy, ale z czasem zaczęłam dostrzegać, co się za tym kryje i to właśnie ta przemiana sprawiła, że zyskał w moich oczach.
Jeśli chodzi o fabułę jest dopieszczona, spójna i przepełniona magią. To jedna z tych historii, które rozwijają się powoli, ale kiedy już uderzają emocje… to robią to z pełną siłą. Prawie 800 stron może wydawać się wyzwaniem, ale dla mnie to była czysta przyjemność świat przedstawiony wciągnął mnie bez reszty.Ogromnym plusem są też bohaterowie poboczni i oczywiście… Duncan, którego po prostu nie da się nie pokochać. Te momenty, kiedy „mówił” do Niny, były jednymi z najbardziej wzruszających w całej książce.
Styl pisania autorki uważam że świetny mimo że momentami mamy bardzo długie opisy i są one bardziej rozbudowany, absolutnie mi to nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie dzięki temu jeszcze bardziej zanurzyłam się w tej historii.
„To co w nas dojrzewa” to książka dla fanów romantasy, którzy nie boją się wolniejszego tempa, za to szukają emocji, napięcia i historii, która dojrzewa razem z bohaterami. To opowieść o miłości, odnajdywaniu siebie i o tym, że czasem to, co najważniejsze… potrzebuje czasu, by naprawdę rozkwitnąć.
To, co w nas dojrzewa” to było moje pierwsze spotkanie z twórczością Mariany Zapaty… i już wiem, że na pewno nie ostatnie.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toHistoria Niny zaczyna się w momencie, gdy jej życie wywraca się do góry nogami za sprawą niezwykłego szczeniaka Duncana. To nie jest zwykłe zwierzę, a jego moc sprawia, że dziewczyna staje się celem w świecie pełnym niebezpiecznych, magicznych istot....
[Współpraca barterowa z Wydawnictwem Niezwykłe Zagraniczne]
Jeśli w grę wchodzą wilkołaki to ja już jestem kupiona😄.
Zrządzeniem losu, Nina znajduje małego szczeniaka, jednak nie jest to zwykły psiak. Płomień na końcu ogona zdradza jego magiczne pochodzenie, co uniemożliwia mu normalne życie pośród ludzi. Nina za namową przyjaciela przyjeżdża na ranczo, gdzie magiczne stworzenia mogą żyć bez strachu i bez ukrywania swoich magicznych zdolności.
Bardzo fajnie napisana historia z baśniowym klimatem. Czytając ją możemy zanurzyć się w świat magicznych stworzeń rodem z baśni, mitologii i ludowych opowieści. Oprócz wilkołaków i satyrów możemy poznać ciekawskie gnomy, trudną w obyciu Wielką Stopę, groźną rzeczną wiedźmę, aż po samego Hypnosa i Tanatosa.
Poza tym bardzo podobał mi się sposób poprowadzenia wątku romantycznego. Z początku klasyczny slow burn romans, który przemienia się w coś znacznie intensywniejszego. Czasami wzajemne przyciąganie i odpychanie między bohaterami może wydawać się irytujące, ale ma to swoje uzasadnienie w fabule.
Jedynie przeszkadzało mi, że momentami miałam wrażenie jakby brakowało jakiegoś zdania. Nie rozumiałam o co chodzi w danej scenie, jakby była niedokończona. Nie zmienia to jednak faktu, że historia jest całkiem ciekawa, angażuje czytelnika i naprawdę chce się ją czytać do końca, by poznać zakończenie. A relacja między Niną a jej podopiecznym jest po prostu cudownie urocza❤️. Uwierzcie mi, z tą dwójką nie będziecie się nudzić.
Jeśli macie ochotę na lekki romans urban fantasy, z baśniowymi elementami, fajnymi postaciami i bardzo spokojnym tempem akcji, to bardzo polecam Wam tę książkę.
[Współpraca barterowa z Wydawnictwem Niezwykłe Zagraniczne]
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJeśli w grę wchodzą wilkołaki to ja już jestem kupiona😄.
Zrządzeniem losu, Nina znajduje małego szczeniaka, jednak nie jest to zwykły psiak. Płomień na końcu ogona zdradza jego magiczne pochodzenie, co uniemożliwia mu normalne życie pośród ludzi. Nina za namową przyjaciela przyjeżdża na ranczo, gdzie magiczne...
Ma tu ktoś psiaka? 🐶😊 A co, gdyby się okazało, że nagle jego ogon zaczyna płonąć niebieskim ogniem?🤭
To zdarzyło się bohaterce książki, o której dziś Wam opowiem.😊
Mariana Zapata znana jest z cudownych, romantycznych slow burnów, ale tym razem podkręciła trochę atmosferę, pisząc prawdziwe romantasy.😁
Kochamy Zapatę, kochamy romantasy, więc to nie mogło się nie udać, prawda?
PRAWDA?🫢
I cóż, udało się, ale mimo świetnej zabawy, mam kilka zastrzeżeń.🤔
Zapata nie stworzyła nowego świata, a jedynie nieco podkoloryzowała ten istniejący, jego magię, jego tajemnice, mity i legendy. Tutaj ludzie żyją obok zmiennokształtnych i choć pozornie panuje pokój, niektóre miejsca są mniej bezpieczne dla "odmieńców", niż inne.
Dlatego też główna bohaterka zabiera swojego wyjątkowego szczeniaka do Kolorado, gdzie kuzyn jej najlepszego przyjaciela dowodzi pewną niecodzienną wioską. Pełną magii, cudownych stworzeń i innych anomalii.😉
Dość zamknięta społeczność nie od razu otwiera swoje ramiona na Ninę i Pączka, ale na szczęście ta dwójka dostaje trochę czasu na... aklimatyzację.😉
Może tu znajdą swoje miejsce i otrzymają pomoc w odkryciu kim i czym właściwie oboje są?🤔
Największym plusem tej książki jest zdecydowanie pomysł I jego wykonanie, czyli zebranie wszystkich możliwych istot, o jakich ludzie czytali i słyszeli i wrzucenie ich do jednego worka. Podobało mi się, jak sensownie Zapata wytłumaczyła możliwość koegzystencji wszystkich oraz podobieństw postaci w różnych mitologiach czy legendach.
Naprawdę całość miała sens i byłam w stanie uwierzyć we wszystko, co nam przekazała, choć nie powiem - im więcej informacji, tym więcej pytań pojawiło się w mojej głowie.
Albo nie wyłapałam z tekstu (wątpię), albo zabrakło mi kilku odpowiedzi, jak niektóre rzeczy działają, więc jeśli ktoś z Was wie, dajcie znać!
Na przykład od czego zależy ta zmiennokształtość? Czemu jedni rodzą się w magicznej postaci i później, na przykład po latach potrafią przybrać ludzką postać, a inni odwrotnie - rodzą się jako ludzie, a magia i ewentualna magiczna istota pojawia się później? Czy w ciąży da się przemieniać? Czy wszystkie istoty, np. wielka stopa lub gnomy też mają ludzką postać, czy tylko typowo zwierzęce gatunki?🤔
Tyle pytań, tak mało odpowiedzi!😅
Mimo to, i tak uważam, że świetnie tu wszystko zadziałało, czytałam z zafascynowaniem i chętnie poznałabym coś podobnego.😊
Przejdźmy więc do kwestii romansu, czyli rzeczy, która tym razem wyszła w mojej ocenie gorzej, niż pozostałe elementy.
Wszystko przez to, że miałam poczucie niepotrzebnego przeciągania. I to nawet nie chodzi o niedopowiedzenia, ale ile razy coś może przerwać bohaterom w kluczowym punkcie rozmowy? Jak widać, milion.😉
Jednocześnie, kiedy już udało się szczerze porozmawiać, następowało tzw. "słowne zatwardzenie" - wybaczcie to określenie, ale wpadło mi do głowy i chyba częściej zacznę go używać.
Mam na myśli to, że główny bohater wcale nie miał powodu do takiego opierania się wszystkiemu. Nie było tu zakazanego związku, właściwie żadnych przeszkód, aby choć minimalnie okazać swoje zainteresowanie drugą osobą, a kiedy ona wprost mówiła o swoich uczuciach i planach, następowała blokada i odpowiedzi w stylu "nie, bo nie".
Bardzo frustrujące i moim zdaniem niepotrzebne, zastosowane chyba tylko po to, żeby podkreślić "yearning" obowiązkowy w slow burnach.
To wszystko było też zbyt oczywiste - zazwyczaj w tego typu książkach, kiedy nadchodzi przełomowy moment w stylu chwycenia się za ręce na pięćsetnej stronie, mam ochotę piszczeć, krzyczeć i nie iść spać, dopóki nie skończę czytać. Tu natomiast miałam tylko takie: "no w końcu", jakby ktoś spuścił powietrze z balona.
Mimo to, samo skonstruowanie postaci bardzo mi się spodobało! I Nina, i Henri, i ich przyjaciele, a nawet poboczni bohaterowie, którzy byli cudownie niejednoznaczni i tajemniczy.
Właściwie dawno nie miałam książki, która mimo tylu drobnych zastrzeżeń, i tak mi się spodobała, ale oto ona!
Podsumowując, polecam "To, co w nas dojrzewa". Coś świeżego, wyjątkowego i absolutnie wciągającego, choć nie bez wad.😉
Ja zostawiam mocne 7,5/10 i jestem bardzo ciekawa Waszych opinii!😊
Ma tu ktoś psiaka? 🐶😊 A co, gdyby się okazało, że nagle jego ogon zaczyna płonąć niebieskim ogniem?🤭
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTo zdarzyło się bohaterce książki, o której dziś Wam opowiem.😊
Mariana Zapata znana jest z cudownych, romantycznych slow burnów, ale tym razem podkręciła trochę atmosferę, pisząc prawdziwe romantasy.😁
Kochamy Zapatę, kochamy romantasy, więc to nie mogło się nie udać,...
Jeżeli macie ochotę przeczytać magiczną historię, w której występują, lub są wspomniane wszystkie nadprzyrodzone postacie o jakich możecie pomyśleć, to ta książka będzie dla was idealna.
Nina jakiś czas temu znalazła szczeniaka obdarzonego magicznymi zdolnościami, którym postanowiła się zaopiekować. Gdy trudno już jej było ukrywać nadprzyrodzone umiejętności Duncana zwraca się do najlepszych przyjaciół prosząc o pomoc.
Jedyne miejsce, które mogłoby zagwarantować jej schronienie jest ranczo kuzyna jej najlepszego przyjaciela. Miejsce, w którym każde fantastyczne stworzenie może czuć się bezpiecznie i swobodnie. A przecież to, że zna Henri’ego - właściciela rancza powinno jej pomóc… tak?
Była to świetna książka, pełna różnorodnych mocy, wyglądu, umiejętności i postaci. Opisy wszystkich stworzeń były bardzo ciekawe - od wyglądu zewnetrznego po cechy charakteru, wszystko było spójne.
Nina to postać, którą od razu polubiłam. Bezinteresowna, pomocna, odważna i zabawna. Każdego zarażała dobrym humorem i świetnymi manierami. Jej oddanie i zaangażowanie w czynieniu dobra bardzo mi imponują.
Dodatkowo opisy uczuć jakimi darzyła z wzajemnością Duncana - znalezionego szczeniaka rozczulały mnie za każdym razem. Ich relacja przypominała matkę z synem, dla którego jest w stanie poświecić wszystko. Nie było takiej rzeczy, na którą by się nie zgodziła, by zagwarantować bezpieczeństwo swojemu słodziakowi.
Henri z kolei to poważny, mający wiele na swoich barkach wilkołak, będący zastępcą szeryfa i właścicielem odosobnionego rancza. Jest najbardziej odpowiedzialną postacią o jakiej ostatnio czytałam, jego zachowanie i sposób mówienia budzi respekt i podziw wśród mieszkańców.
Pomoże każdemu, posiada serce na dłoni i altruistyczny charakter. Jednak jego prawie dwu metrowe ciało, głęboki głos, warczenie na intruzów i atak, którego dokona bez zawahania sprawia, że niektórzy mogą się go obawiać. Oczywiście nie Nina.
Przez znajomość, jaka łączyła ich w przeszłości ich relacja szybko wchodzi na etap przyjacielski. Historia ta, to slow burn, dlatego wszystko między głównymi bohaterami rozwija się powoli, w swoim tępie. Jednak wsparcie, zaufanie i oddanie pojawia się u nich od razu i szybko potrafią porozumiewać się bez słów i czytać z siebie jak z otwartej księgi.
Jednakże były momenty, na których się nudziłam. Niektóre opisy były dla mnie za długie i powtarzające się, tak samo jak niektóre przemyślenia głównej bohaterki. Ciagle podkreślanie wysokiego wzrostu i ogromnej budowy ciała Henri’ego z czasem również zaczęło mnie przytłaczać.
Mimo to książka wywarła na mnie świetne wrażenie i miło spędziłam z nią czas. Polecam każdemu, kto chciałby się oderwać od rzeczywistości i wkroczyć w świat pełen fantastycznych postaci.
[współpraca reklamowa]
Jeżeli macie ochotę przeczytać magiczną historię, w której występują, lub są wspomniane wszystkie nadprzyrodzone postacie o jakich możecie pomyśleć, to ta książka będzie dla was idealna.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNina jakiś czas temu znalazła szczeniaka obdarzonego magicznymi zdolnościami, którym postanowiła się zaopiekować. Gdy trudno już jej było ukrywać nadprzyrodzone umiejętności Duncana...
miłość to potężna siła ❤️ ja kocham przydługie książki autorki i to jak rozkłada na atomy psychikę postaci 😎
miłość to potężna siła ❤️ ja kocham przydługie książki autorki i to jak rozkłada na atomy psychikę postaci 😎
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPomysł autorki na zmianę gatunku literackiego uważam za powiew świeżości w jej twórczości. Tym razem otrzymujemy romantasy, w którym świat przedstawiony skupia się nie tylko na Ninie i jej podopiecznym. Dzieje się tutaj dość sporo, jeśli chodzi o postacie pojawiające się w całej książce. Możecie spodziewać się nie tylko wilkołaków (jak wskazuje okładka), ale też ogrów, cyklopów, satyrów, postaci z bagien, a nawet gnomów. Dzięki tak urozmaiconemu wachlarzowi postaci każdy na pewno znajdzie coś dla siebie ☺️
Dlatego ta książka jest takim „grubaskiem”, ponieważ aby dobrze poznać wszystkie te postacie, potrzeba czasu. No i Nina ma dużo swoich przemyśleń, co przekłada się na sporą ilość opisów, które uważam, że momentami były nużące.
Czytałam już kilka powieści autorki i wiem, że słynie ona ze swojego kultowego motywu, jakim jest slow burn. Ale na tę powieść nie byłam gotowa 🙈 Uzbrójcie się w dużą dawkę cierpliwości, ponieważ autorka tym razem zaserwowała nam bardzo długo rozwijający się wątek miłości (na serio, trzeba czekać dobre 600 stron, aby coś się ruszyło między bohaterami).
Jednak nie zraziło mnie to do historii, ponieważ przez całą książkę mogłam obserwować, w jaki sposób Henri obchodzi się z Niną 🥰 Na początku, owszem, troszkę mnie irytował swoim zachowaniem wobec kobiety, zgrywał niedostępnego i niezainteresowanego uczuciami Niny, ale kiedy przychodzi co do czego, to ten wielki mężczyzna potrafi otworzyć swoje ramiona, aby sprawić, że znajdzie spokój w jego uścisku 💕
Moja rada dla Was: czytajcie między wierszami, ponieważ to, co na pierwszy rzut oka może wydawać się prawdą, może być tak naprawdę skrywanym uczuciem 🤭
Historia owszem porusza tematy fantastyki, ale po przeczytaniu tej historii sądzę, że większy nacisk został wywarty na istocie miłości, która została przedstawiona na wiele sposobów. Ponieważ to uczucie możemy skierować na każdą z nam bliskich osób i właśnie to opisuje ta powieść 🥹
Pomysł autorki na zmianę gatunku literackiego uważam za powiew świeżości w jej twórczości. Tym razem otrzymujemy romantasy, w którym świat przedstawiony skupia się nie tylko na Ninie i jej podopiecznym. Dzieje się tutaj dość sporo, jeśli chodzi o postacie pojawiające się w całej książce. Możecie spodziewać się nie tylko wilkołaków (jak wskazuje okładka), ale też ogrów,...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAutorkę znam,lubię jej książki ale zawsze mam po nich pewien niedosyt.Tym razem romans fantastycznych istot.Było ciekawie,sensownie i jak zwykle z wolnym tempem w relacji.Kupuję "slow burn",ale mimo wszystko oczekiwałam więcej akcji,emocji.Brakowało mi reszty stada,różnych interakcji z innymi mieszkańcami,zwłaszcza z kandydatami na męża.Jak słyszę wilki to widzę prymitywne,dzikie zachowania,bezwzględne reguły,walki,hierarchię.Niech tam się bohaterowie unikają,zwodzą,walczą z uczuciami,trwają w niepewności,jednak iskry muszą lecieć,emocje przepełniać.W tej historii trochę mi tego brakowało.Do tego za dużo przesłodzonego "matkowania".Przyznaję,nie lubię motywu dzieci i rodzicielstwa w romansach,jednak potrafię znieść go w rozsądnych dawkach,tutaj czułam spory przesyt.Mimo wszystko to dobra książka,ale nie z rodzaju tych do których wracam.
Autorkę znam,lubię jej książki ale zawsze mam po nich pewien niedosyt.Tym razem romans fantastycznych istot.Było ciekawie,sensownie i jak zwykle z wolnym tempem w relacji.Kupuję "slow burn",ale mimo wszystko oczekiwałam więcej akcji,emocji.Brakowało mi reszty stada,różnych interakcji z innymi mieszkańcami,zwłaszcza z kandydatami na męża.Jak słyszę wilki to widzę...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWspółpraca z @niezwyklezagraniczne
Wilkołaki, ranczo, samotna mama, slow burn — dla mnie Mariana nie mogłaby wybrać lepszych motywów. Każda jej książka trafia prosto do mojego serca i ta nie była wyjątkiem.
Nina miała fioła (ale takiego fajnego) na punkcie swojego szczeniaka. Wiązała ją z Duncanem naprawdę wyjątkowa więź, a ona była cudowną mamą dla swojego małego Pączka. A on… on był po prostu rozkoszny. Porozumiewał się z Niną telepatycznie i chociaż nie używał wielu słów, jego „kocham, kocham, kocham” mówiło wszystko 🥹.
Przyznam, że jestem trochę zaskoczona, bo Henri nie był aż tak wielkim gburem, do jakich przyzwyczaiła mnie autorka. W żadnym razie nie jest to zarzut, bo wciąż można było go tak określić. Potrafił być mrukliwy, miewał zmienne nastroje i często trudno było go rozgryźć — a ja takich bohaterów po prostu uwielbiam 🤭.
Wątek romantyczny rozwijał się tak, jak to zwykle w książkach Mariany bywa — powoli i naturalnie. To, co podobało mi się między Niną a Henrim najbardziej, to przede wszystkim wsparcie i lojalność. Ta dwójka stała za sobą murem w każdej sytuacji i to było super.
Zostałam też ogromną fanką klimatu rancza. Wszyscy tam troszczyli się o siebie, tworząc swój mały świat. Mój jedyny zarzut — liczyłam, że świat magiczny zostanie nieco bardziej rozwinięty. O ile obecność przeróżnych istot (nawet gnomów czy Wielkiej Stopy) była ciekawa, o tyle np. kwestia tego, kim jest Nina, została jak dla mnie nieco zbyt enigmatycznie przedstawiona.
Poza tym jednak zgadzało mi się tu wszystko: cudowne więzi, humor, przyjaciele Niny i dzieciaki mieszkające na ranczu, które były równie urocze, co niesforne. Czułam się otulona tą historią, która dała mi niesamowity komfort, sprawiając, że praktycznie w ogóle nie odczułam tych prawie 800 stron.
Bardzo, bardzo polecam! 🤍
Współpraca z @niezwyklezagraniczne
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWilkołaki, ranczo, samotna mama, slow burn — dla mnie Mariana nie mogłaby wybrać lepszych motywów. Każda jej książka trafia prosto do mojego serca i ta nie była wyjątkiem.
Nina miała fioła (ale takiego fajnego) na punkcie swojego szczeniaka. Wiązała ją z Duncanem naprawdę wyjątkowa więź, a ona była cudowną mamą dla swojego małego Pączka....
Nie od dziś wiadomo, że Mariana Zapata jest królową slow burn romance. Potrafi świetnie połączyć skrzące napięcie z ciekawą fabułą, humorem i interesującymi bohaterami. A także, jak się okazuje, z magiczną wersją współczesnego świata.
[współpraca reklamowa / patronacka z @niezwyklezagraniczne]
W historii Niny wszystko zaczyna się od szczeniaka: Duncana, obdarzonego wyjątkową magią. Przez czyhające na nich oboje niebezpieczeństwa, potrzebują ochrony i miejsca, w którym będą mogli się ukryć – a przy okazji przeprowadzić małe śledztwo i dowiedzieć się czegoś o pochodzeniu małego.
Trafiają do odizolowanej społeczności, nad którą pieczę sprawuje Henri: za dnia gliniarz, w nocy zaś wilkołak. Jego ranczo rządzi się jednak własnymi zasadami. Aby Nina i Duncan mogli na nim zostać, ona musi wybrać sobie męża spośród mieszkańców. I to jest ten moment, w którym do akcji wkracza Henri… albo i nie! 👀
Jak to w powolnie rozwijających się romansach, na pewne rzeczy trzeba poczekać. Ale zdecydowanie warto.
W tej książce znajduje się moja absolutnie ulubiona scena wprowadzająca głównego bohatera spośród wszystkich książek Zapaty. Na żadnej innej nie śmiałam się tak głośno. A późniejsze nawiązanie przez Henriego do tego momentu? …hehe 😏
Nina Popoca to kobieta o imponująco pojemnym sercu. Dla tych, których kocha, jest gotowa zrobić wszystko. Jej prawdziwą tożsamość i umiejętności owiewa tajemnica, nierozwikłana nawet przez samą bohaterkę. Rozwiązywanie tej zagadki to naprawdę intrygujący i zabawny wątek.
Henri, o wdzięcznym pseudonimie Puszek, jest ucieleśnieniem gburowatości i ponuractwa. Zwłaszcza kiedy na wierzch wychodzą jego wilkołacze “instynkty” – a miejsca i czasu na nie jest tutaj całkiem sporo.
Duncan to wyjątkowy *ktoś*, komu Nina poświęca ogromną ilość uwagi. Taką… naprawdę dużą, ale niech wystąpi z szeregu ten, kto nigdy nie rozpływał się na widok słodkiego szczeniaczka. A Dunky jest jedyny w swoim rodzaju.
Postacie znane nam do tej pory z legend czy bajek w “To, co w nas dojrzewa” również mają swoje specjalne miejsce. Ten folklorystyczno-paranormalny aspekt jest dość mocno rozbudowany, ale też całkiem przystępny. Dla mnie najbardziej niezwykły jest wątek Spencera. Jestem pewna, że Was rozbawi, kiedy już poznacie mityczną tożsamość owej persony oraz bieg dość… skomplikowanej relacji z główną bohaterką.
Ranczo Henriego ma wyjątkowy klimat. Wytworna kuta brama w głębokim, gęstym lesie, mieniący się magią wodospad, ścieżki między drzewami, które prowadzą do odkrycia kolejnych sekretów i postaci. Chciałabym się tam przenieść chociaż na jeden dzień.
Książki Mariany Zapaty od dawna są moim komfortowym miejscem. Cudownie było odnaleźć je także w tej zamkniętej przed światem leśnej mieścinie w Kolorado. Zachęcam Was, byście również dali się porwać w tę magiczną podróż – zdecydowanie inną niż te, do których autorka nas przyzwyczaiła, ale równie wartą poznania 💙
– Magda
Nie od dziś wiadomo, że Mariana Zapata jest królową slow burn romance. Potrafi świetnie połączyć skrzące napięcie z ciekawą fabułą, humorem i interesującymi bohaterami. A także, jak się okazuje, z magiczną wersją współczesnego świata.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to[współpraca reklamowa / patronacka z @niezwyklezagraniczne]
W historii Niny wszystko zaczyna się od szczeniaka: Duncana, obdarzonego...
Pączek, Pszczółka, Biedronka
[współpraca reklamowa]
Myślę, że każdy rodzic doceni tę historię, gdzie główną rolę i fabułę zajmuje opieka nad małym dzieckiem porzuconym przez matkę.
Mariana pokazała nam cały wachlarz różnych bestii i mitycznych stworzeń. Więc mamy w czym wybierać od gnomów po wielką stopę.
Znajdziemy tu też wioskę, ściśle zamkniętą na innych, więc dobrze możemy poczuć wątek found family i odkryć ile czasu potrzeba by mieszkańcy mogli odsłonić swoje serca przed nowo przybyłymi.
Henri wielki, opiekuńczy, niebezpieczny, bezgranicznie oddany swojej wiosce i sprawowania opieki.
Rozwiązanie romansu i dlaczego był slow bardzo mnie rozbawiło szczerze. Henri nie popisałeś się :D
No i fakt, że w tym świecie obwąchiwanie szyi jest ok ale spytanie się czym jesteś jest pase hihi fajne rozwiązania.
Pączek, Pszczółka, Biedronka
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to[współpraca reklamowa]
Myślę, że każdy rodzic doceni tę historię, gdzie główną rolę i fabułę zajmuje opieka nad małym dzieckiem porzuconym przez matkę.
Mariana pokazała nam cały wachlarz różnych bestii i mitycznych stworzeń. Więc mamy w czym wybierać od gnomów po wielką stopę.
Znajdziemy tu też wioskę, ściśle zamkniętą na innych, więc dobrze...
Całkiem ciekawa i przyjemna historia o świecie pełnym magicznych istot i bóstw. Czyta się przyjemnie, choć cała historia jest trochę rozciągnięte przez długie monologi.
Całkiem ciekawa i przyjemna historia o świecie pełnym magicznych istot i bóstw. Czyta się przyjemnie, choć cała historia jest trochę rozciągnięte przez długie monologi.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBoli mnie serce, ale muszę to powiedzieć. Nie podobało mi się. Kocham Zapatę, ale to niestety najslabsza jej książka. Skończyłam ją w bólach. Była nijaka i płaska. Dużo stron a nic kompletnie ciekawego się nie działo. Świat fantastyczny jest słabo rozwinięty. Jest dużo postaci i na tym się kończy. Za dużo słodyczy i powtórzeń 🤢. Romans ? Slow burn? Nie porwał. W ogóle nie wyczułam chemii między bohaterami. Henri był zbyt bierny i nudny a Nina miała irytującą osobowość. Strasznie mnie wkurzały jej wynurzenia.
Boli mnie serce, ale muszę to powiedzieć. Nie podobało mi się. Kocham Zapatę, ale to niestety najslabsza jej książka. Skończyłam ją w bólach. Była nijaka i płaska. Dużo stron a nic kompletnie ciekawego się nie działo. Świat fantastyczny jest słabo rozwinięty. Jest dużo postaci i na tym się kończy. Za dużo słodyczy i powtórzeń 🤢. Romans ? Slow burn? Nie porwał. W ogóle nie...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPoddaję się w połowie.
Nie ma chemii. W pewnym sensie sam opis, mało dialogów.
Poswiecamy sie dla dzieci ok, to rozumiem ale tu jakoś tak męcząco to pokazane. Wg mnie Pani Zapata polegla na klimacie fantastycznym (w przeciwieństwie do Pani Polte tej wyszło super) proponuje zostać w swoim gatunku zdecydowanie lepsze dzieła wtedy wychodzą.
Poddaję się w połowie.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNie ma chemii. W pewnym sensie sam opis, mało dialogów.
Poswiecamy sie dla dzieci ok, to rozumiem ale tu jakoś tak męcząco to pokazane. Wg mnie Pani Zapata polegla na klimacie fantastycznym (w przeciwieństwie do Pani Polte tej wyszło super) proponuje zostać w swoim gatunku zdecydowanie lepsze dzieła wtedy wychodzą.
💚„TO,CO W NAS DOJRZEWA” to magiczna historia w której autorka zabiera w świat fantastycznych miejsc oraz żyjących tam istot. Nie tylko stwory nas zaskoczą,ale również idealnie opisywana fabuła w motywie slow burn,które autorka kocha. Losy bohaterki i jej przygody dzieją się w swoim,powolnym tempie.Szukając odpowiedzi poznaje lepiej ranczo i magię w której czuć.
💚 Prawie osiemset stron historii potrafią czytelnika oczarować swoimi wydarzeniami oraz poznającymi istotami żyjącymi według własnych zasad.Pomiędzy tym jest poznawanie tożsamości Niny i nowe wyzwania czekające na nią.Nie tylko będzie musiała ukazać swoją siłę przetrwania, ale także silny charakter,by niejednokrotnie ujawnić swoją moc. Ona ma w sobie coś,czego nie da się opisać,a co czyni ją wyjątkową. Znajduje się w idealnym dla niej miejscu,aby zacząć żyć i znaleźć miłość.
💚„TO,CO W NAS DOJRZEWA” to niesamowicie magiczna przygoda w której wraz z bohaterką przeżywamy niezapomniane chwile.Czujemy magię powieści i z bohaterami przeżywamy mnóstwo magicznych zdarzeń. Mnie całkowicie zawładnęła ta opowieść i razem z Niną towarzyszyłam jej w momentach poznawania nowych rzeczy wokół niej.
💚 To idealna powieść dla osób kochające fantasy,slow burn i magiczne istoty,które nie zawsze są dobre.
💚Czytajcie-będziecie zachwyceni-polecam📖💚
💚„TO,CO W NAS DOJRZEWA” to magiczna historia w której autorka zabiera w świat fantastycznych miejsc oraz żyjących tam istot. Nie tylko stwory nas zaskoczą,ale również idealnie opisywana fabuła w motywie slow burn,które autorka kocha. Losy bohaterki i jej przygody dzieją się w swoim,powolnym tempie.Szukając odpowiedzi poznaje lepiej ranczo i magię w której czuć.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to💚 Prawie...
Jest to książka, która ma w sobie wiele magii. Przepełniona rozmaitymi fantastycznymi stworzeniami.
Nina to silna bohaterka, bo mimo, iż nie wie do końca kim naprawdę jest, to jej miłość, odwaga i siła jest godna podziwu.
Sama książka była w porządku, miała swoje minusy, rozwlekłe wewnętrzne monologi bohaterki, przeciągle opisy, oraz ciągłe powtórzenia mówiące jaki z niego słodziak lub, że spojrzał najpierw w jej prawe oko, a potem w lewe oko, były dość irytujące. Sama treść była dość ciekawa i miała w sobie dużą dawkę zagadki.
Jest to książka, która ma w sobie wiele magii. Przepełniona rozmaitymi fantastycznymi stworzeniami.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNina to silna bohaterka, bo mimo, iż nie wie do końca kim naprawdę jest, to jej miłość, odwaga i siła jest godna podziwu.
Sama książka była w porządku, miała swoje minusy, rozwlekłe wewnętrzne monologi bohaterki, przeciągle opisy, oraz ciągłe powtórzenia mówiące jaki z niego...
Uwielbiam książki Mariany Zapaty. każda z nich przeczytałam kilka razy. Z niecierpliwością czekałam na polskie wydanie jej najnowszej książki. Z ciężkim sercem stwierdzam, ze zawiodłam się niemiłosiernie. Długa,nudna i nijaka. No bo ileż można pisać, ze szczeniak był uroczy albo Henri był seksowny jak cholerą? W tej książce nie działo się absolutnie nic. Mix postaci z wierzeń i mitów jest nieudolnie i nieciekawie poprowadzony. Uczucie miedzy bohaterami pojawia się niewiadomo skąd. Umęczyłam się strasznie czytając te książkę. Nie, nie i jeszcze raz nie!
Uwielbiam książki Mariany Zapaty. każda z nich przeczytałam kilka razy. Z niecierpliwością czekałam na polskie wydanie jej najnowszej książki. Z ciężkim sercem stwierdzam, ze zawiodłam się niemiłosiernie. Długa,nudna i nijaka. No bo ileż można pisać, ze szczeniak był uroczy albo Henri był seksowny jak cholerą? W tej książce nie działo się absolutnie nic. Mix postaci z...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZa dużo monologów jak dla mnie. Ale książka do przeczytania
Za dużo monologów jak dla mnie. Ale książka do przeczytania
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZapata ewidentnie nie umie w fantasy i coraz gorzej wychodzą jej też romanse. Coś co miałoby być slow burnym osadzonym w świecie urban fantasy jest miałką rozwlekłą historią z kloacznymi opisami.
Zapata ewidentnie nie umie w fantasy i coraz gorzej wychodzą jej też romanse. Coś co miałoby być slow burnym osadzonym w świecie urban fantasy jest miałką rozwlekłą historią z kloacznymi opisami.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNiektóre historie nie potrzebują pośpiechu — potrzebują czasu, by rozkwitnąć dokładnie wtedy, kiedy powinny. To, co w nas dojrzewa autorstwa Mariana Zapata to właśnie jedna z tych opowieści.
Nie ukrywam — uwielbiam twórczość Zapaty. Za jej styl, za cierpliwość w budowaniu relacji, za emocje, które nie są krzykliwe, a mimo to trafiają prosto w serce. I po tej książce tylko utwierdziłam się w przekonaniu, że jest absolutną królową slow burn. A teraz? Z jeszcze większą niecierpliwością czekam na Lingusa — moją ukochaną książkę Zapaty i tę, dzięki której w ogóle pokochałam jej twórczość.
Nie bez powodu mówi się, że Zapata to królowa slow burn — i tutaj po raz kolejny udowadnia, że nikt nie potrafi budować napięcia emocjonalnego tak jak ona. To nie jest romans, który wybucha nagle. To uczucie, które kiełkuje, dojrzewa i rozlewa się po sercu czytelnika w swoim własnym tempie. I właśnie dlatego jest tak prawdziwe.
Historia Niny Popoca zaczyna się jak bajka — dziewczyna i szczeniak obdarzony magicznymi zdolnościami. Ale to tylko początek. Bo ta opowieść szybko zamienia się w coś znacznie głębszego — w podróż w poszukiwaniu siebie, swojego miejsca na świecie i odpowiedzi na pytania, które towarzyszą Ninie przez całe życie.
Ranczo w Kolorado… miejsce, które powinno być tylko przystankiem, staje się czymś więcej. To przestrzeń pełna tajemnic, magii i ludzi, którzy — choć niezwykli — pragną zwyczajnego życia. Zapata tworzy świat, który jest jednocześnie ciepły i niepokojący, spokojny i pełen napięcia. Czujesz, że pod powierzchnią czai się coś więcej.
I w tym wszystkim pojawia się on — Henrie Blackrock. Relacja między nim a Niną to esencja slow burn. To spojrzenia, niedopowiedzenia, drobne gesty, które znaczą więcej niż tysiąc słów. To napięcie, które momentami aż boli, bo chcesz więcej, szybciej… a jednocześnie wiesz, że ta powolność jest dokładnie tym, co czyni tę historię tak wyjątkową.
Najbardziej urzekło mnie to, jak bardzo ta książka jest o dojrzewaniu emocjonalnym. O tym, że czasem trzeba przejść przez chaos, niepewność i lęk, żeby naprawdę zrozumieć siebie. Nina nie jest idealna — i właśnie dlatego jest tak autentyczna. Jej droga jest trudna, momentami bolesna, ale jednocześnie pełna nadziei.
Nie można też nie wspomnieć o klimacie tej historii. Jest w niej coś niezwykle kojącego — mimo obecnej magii, napięcia i momentów mroku. To książka, przy której można się zatrzymać, odetchnąć… i jednocześnie dać się całkowicie pochłonąć.
To, co w nas dojrzewa to nie tylko romans. To opowieść o bliskości, zaufaniu, odnajdywaniu siebie i odwadze, by pozwolić sobie czuć. To historia, która rozwija się powoli, ale zostaje z Tobą na długo.
I powiem jedno — jeśli kochasz historie, które nie pędzą na złamanie karku, tylko budują emocje krok po kroku, aż w końcu rozbijają Ci serce… to ta książka jest dla Ciebie.
Bo niektóre uczucia potrzebują czasu.
A Mariana Zapata doskonale wie, jak ten czas wykorzystać.
Niektóre historie nie potrzebują pośpiechu — potrzebują czasu, by rozkwitnąć dokładnie wtedy, kiedy powinny. To, co w nas dojrzewa autorstwa Mariana Zapata to właśnie jedna z tych opowieści.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNie ukrywam — uwielbiam twórczość Zapaty. Za jej styl, za cierpliwość w budowaniu relacji, za emocje, które nie są krzykliwe, a mimo to trafiają prosto w serce. I po tej książce tylko...
The things we water to mój tegoroczny reread. Co za zdziwienie! Ale książki tej autorki są dla mnie bezpieczną przystanią i sięgam po nie, nie tylko po to aby powrócić do znajomych bohaterów ale i poczuć prawdziwe slow burn. Tym razem autorka stworzyła coś na pograniczu cosy fantasy wymieszane z paranormal. Wszyscy Ci, którzy posiadają czworonogi docenią zupełnie inaczej tę powieść.
Co znajdziecie w środku;
✦ narrację pierwszoosobową od strony głównej bohaterki Niny;
𖣂 stworzenia nadprzyrodzone, standardowo od wilków, po satyrów czy wielką stopę, nie zabraknie unikatów;
✦ silna więź oraz relacja rodzic-dziecko, gdzie dziecko nie przemienia się w człowieka;
𖣂 różne oblicza miłości rodzicielskiej oraz tej między dwójką głównych bohaterów;
✦ kolejny książkowy chłopak - Henry;
𖣂 magia połączona z bóstwami i różnymi kulturami;
✦ oazę dla osób obdarzonych mocą z bardzo ciekawymi postaciami;
𖣂 konflikty, nieporozumienia i okres próbny.
"People were a lot like plants, and life in general was very similar to gardening. Some people were thorny, and other people had very weak stems. Some plants took a whole lot of water to grow, some plants were cacti that needed just a little to thrive and fluorish".
Pisząc krótką opinie, od nowa mam ochotę wrócić po raz trzeci do świata wykreowanego przez Zapate. Na swój sposób przypomina on nasz, ale posiada ten dodatkowy nadprzyrodzony smaczek. Nina nie jest wilkiem, ale wychowała się w takiej rodzinie. Ma dwóch oddanych przyjaciół, trochę szalonych. Wszystko sie jednak komplikuje za sprawą Duncana, jednak jest to piękna komplikacja którą każdy z nas życzyłby sobie w swoim życiu. Przedstawienie świata tak trochę na opak z istotami posiadające charakterek ale i wyczuwa się od nich samotność czy walkę o rodzinę sprawia, że jest tu nieco inne tempo. Czyli mało akcji a sporo rozmyślań na temat życia, relacji i tego jak pięknie może rozwijać się miłość rodzicielska.
Henry to kolejny książkowy chłopak/mąż o którym ciężko zapomnieć. Chociaż na początku nie jest się tego pewnym. To jest coś w opisie męskich bohaterów od autorki, że przykuwa ona naszą uwagę. Warto czekać na rozwinięcie relacji nie tylko miłosnej ale i innych... ;)
The things we water to moja kolejna ulubiona książka autorki. Nie zabrakło tu również humoru, który momentami jest na wagę złota. Ta książka jest nieco spokojniejsza skierowana na rodzinę gdzie każdy jest inny ale razem tworzy się coś magicznego i trwałego. Zakończenie choć z zupełnie innej perspektywy jest wisienką na torcie, jednak chciałabym drugi tom albo coś więcej. Jak zawsze.
The things we water to mój tegoroczny reread. Co za zdziwienie! Ale książki tej autorki są dla mnie bezpieczną przystanią i sięgam po nie, nie tylko po to aby powrócić do znajomych bohaterów ale i poczuć prawdziwe slow burn. Tym razem autorka stworzyła coś na pograniczu cosy fantasy wymieszane z paranormal. Wszyscy Ci, którzy posiadają czworonogi docenią zupełnie inaczej tę...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to1.5 stars (and that’s being generous because I love her)
I never thought I’d feel this way about a Mariana Zapata book. She’s been my comfort author for years. I was counting down the days, genuinely ecstatic when she liked my reaction message on Instagram. And now? I want to go back to April and unread this.
From the start, something felt off. By 30%, I realized what it was: Nina. She reads like an Insta mom who’s lost her whole identity to being obsessed with her magical puppy. Duncan is cute, yes. But reading about it every other page? Exhausting. I was already tired - and that was just the beginning.
At 60%, I was actively fighting the urge to DNF. The babytalk, the body fluid humor and the painfully repetitive monologues nearly broke me. Nina isn’t quirky. She’s insufferable. Henri, who had potential, didn’t do much to help - zero emotional buildup, no real chemistry, just constant forced proximity and no communication. This wasn’t a slow burn. It was a painfully slow-paced ramble with insta-attraction dressed up as something deeper.
The side characters didn’t help, either - flat and overly "whimsical" with nicknames that made me cringe every time they showed up. Calling an alpha werewolf "Fluffy"? An adult woman a "Big Jaws"? I sighed so loudly, so often, I think I gave myself a headache.
I kept reading, hoping it would shift. That the spark, the emotion, the something would finally show up. It never did.
This wasn’t the Mariana Zapata I know and love and I’m honestly heartbroken over it.
😭😭😭😭😭😭😭
1.5 stars (and that’s being generous because I love her)
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toI never thought I’d feel this way about a Mariana Zapata book. She’s been my comfort author for years. I was counting down the days, genuinely ecstatic when she liked my reaction message on Instagram. And now? I want to go back to April and unread this.
From the start, something felt off. By 30%, I realized what it...
I know, I know........ ale muszę być uczciwa, zwłaszcza jako samozwańcza fanka numer 1 MZ w Polsce......
Nie, nie, nie..... To była inna Zapata niż jej dotychczasowe książki. Nie każdy ma talent do pisania paranormal romance/fantasy i MZ powinna trzymać się tego, w czym jest dobra, naprawdę dobra, czyli gatunku contemporary romance.
Moim zdaniem budowa świata kulała, jak nigdy przeszkadzała mi masa powtórzeń i wewnętrznych monologów Niny, infantylne zdrobnienia wywoływały ciary żenady, fabuła była odtwórcza, tak samo jak mix różnych mitologii, folkloru i baśni. Ilość wylewającej się z książki słodyczy przyprawiała o mdłości.
Powyższe skutkowało tym, że nie byłam zaangażowana w fabułę, ani w postacie. Niestety, nie był to też dobry slow burn. Żadna ze stron nie kryła się ze swoim uczuciem, bo jedno mówiło o tym wprost, a drugie było mało subtelne. A jak już padły, słowa, deklaracje i przeszli do akcji, to mało mnie to w tym momencie obchodziło. W każdej z dotychczas czytanej książce MZ romans to była cała Tablica Mendelejewa, a tutaj dostaliśmy popłuczyny z chemicznych menzurek.
Największym grzechem tej książki jest jednak niewykorzystany potencjał. Jak dotarło do mnie, że w tym romansie będą wilkołaki, to wywindowałam swoje oczekiwania. Bo, po pierwsze, Mariana Zapata jest świetną pisarką, a po drugie, ten konkretny motyw z gatunku paranormal romance daje oooooooooogromne możliwości napisania znakomitej książki ze świetnym wątkiem romantycznym.
Tak więc średniak, a szkoda. Serduszko mnie boli, że dają 3 gwiazdki, ale ponieważ jest szansa, że ktoś te recenzje na GR czyta i się nimi sugeruje, nie chciałabym, żeby przez moje nieszczere zachwyty sięgną po tę książkę, bo ona nie jest probierzem talentu i możliwości pisarskich MZ.
MZ, I love your books, don't be mad at me. This experiment is less successful, but it doesn't change the fact that you are the best romance writer, ever ❤️
I know, I know........ ale muszę być uczciwa, zwłaszcza jako samozwańcza fanka numer 1 MZ w Polsce......
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNie, nie, nie..... To była inna Zapata niż jej dotychczasowe książki. Nie każdy ma talent do pisania paranormal romance/fantasy i MZ powinna trzymać się tego, w czym jest dobra, naprawdę dobra, czyli gatunku contemporary romance.
Moim zdaniem budowa świata kulała, jak...