Trochę topografii Szwajcarskich Alp, trochę opisu syruktury armii, trochę wzmianek na temat logistyki i wyposażenia armii, kilka nawiązań do wydarzeń historycznych i raport z ćwiczeń symulujących inwazję ruskich.
To wszystko nijakie, nudne i bez pomysłu, a przede wszystkim napisane na wskroś amerykańskim językiem, stylem, który nijak nie pasuje do obrazowania Europy Europejczykom.
Ta książka jest przeznaczona dla Amerykańskiego (czyt. znacznie mniej wymagającego) czytelnika.
Absolutnie nie trzyma średniego poziomu reportaży wydawanych w ramach wydawnictwa Czarne.
Przyznaję, że kilku rzeczy się dowiedziałem, stąd ocena na 5. Gdyby nie to, dałbym nie więcej niż 3, bo ledwo przebrnąłem - na szczęście jest krótka.
Trochę topografii Szwajcarskich Alp, trochę opisu syruktury armii, trochę wzmianek na temat logistyki i wyposażenia armii, kilka nawiązań do wydarzeń historycznych i raport z ćwiczeń symulujących inwazję ruskich.
To wszystko nijakie, nudne i bez pomysłu, a przede wszystkim napisane na wskroś amerykańskim językiem, stylem, który nijak nie pasuje do obrazowania Europy...
"Jeśli chcesz pokoju szykuj się do wojny". O tym jest ta książka. Nie o neutralności, nie o Szwajcarii, lecz o świetnie zorganizowanej armii. Jednak nawet w tym wąskim zakresie brakuje analiz, podsumowań czy puent. Bardziej mamy tu opowieść autora o biesiadach z szwajcarskimi żołnierzami.
"Jeśli chcesz pokoju szykuj się do wojny". O tym jest ta książka. Nie o neutralności, nie o Szwajcarii, lecz o świetnie zorganizowanej armii. Jednak nawet w tym wąskim zakresie brakuje analiz, podsumowań czy puent. Bardziej mamy tu opowieść autora o biesiadach z szwajcarskimi żołnierzami.
Liczyłam na bardziej ogólną opowieść o Szwajcarii, a tymczasem otrzymałam zaledwie zarys historii o szwajcarskiej armii i szwajcarskiej neutralności. To trochę mało jak na reportaż. Szkoda.
Liczyłam na bardziej ogólną opowieść o Szwajcarii, a tymczasem otrzymałam zaledwie zarys historii o szwajcarskiej armii i szwajcarskiej neutralności. To trochę mało jak na reportaż. Szkoda.
Czytałam z dużym zaciekawieniem, analizując wraz z autorem wieloletnią neutralność Szwajcarii, aż do momentu, gdy przeczytałam magiczne słowa "Związek Radziecki". Wówczas zbystrzałam bardzo i sprawdziłam rok pierwszego wydania książki. Okazało się, że to 1983, zatem informacje zamieszczone w reportażu powiew świeżości mają już dawno za sobą. Trochę szkoda, że wydawca nie pokusił się o przedmowę do wydania z 2025 r. I żeby to był taki wstęp, który poinformuje czytelnika, jak wygląda obecnie sytuacja w Szwajcarii. Czy nadal tak duże znaczenie w życiu prywatnym i zawodowym ma odbyta służba wojskowa, a przede wszystkim posiadany stopień? Czy nadal jest to nieodzowny stopień kariery? Może dowiedzielibyśmy się czegoś na temat współczesnych rozwiązań szwajcarskiej obronności i ich przygotowań do ewentualnych działań wojennych. Czy nadal są tak pieczołowicie zabezpieczeni? Jak zamierzają się bronić przed cyberatakami? Niestety możemy jedynie delektować się obrazem Szwajcarii sprzed czterdziestu lat. Za to lektura jest interesująca, świetnie napisana, a zderzenie opinii szeregowców i oficerów - bezcenne. Polecam.
Czytałam z dużym zaciekawieniem, analizując wraz z autorem wieloletnią neutralność Szwajcarii, aż do momentu, gdy przeczytałam magiczne słowa "Związek Radziecki". Wówczas zbystrzałam bardzo i sprawdziłam rok pierwszego wydania książki. Okazało się, że to 1983, zatem informacje zamieszczone w reportażu powiew świeżości mają już dawno za sobą. Trochę szkoda, że wydawca nie...
Nudna i przeciętna książka. Nie rozumiem jaki ma sens wydawanie reportażu z 1983 roku kiedy trwała jeszcze zimna wojna i wszyscy o wszystkim myśleli inaczej. Szczególnie w kwestii obronności, która jest osią narracyjną tej książki. No słabiutko...
Nudna i przeciętna książka. Nie rozumiem jaki ma sens wydawanie reportażu z 1983 roku kiedy trwała jeszcze zimna wojna i wszyscy o wszystkim myśleli inaczej. Szczególnie w kwestii obronności, która jest osią narracyjną tej książki. No słabiutko...
Nie mam pojęcia czym kierował się polski wydawca, decydując się na wydanie w roku 2025 starego, bo pochodzącego z lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku, reportażu na temat Szwajcarii i jej koncepcji organizacji systemu obronności, ale nie mogę oprzeć się wrażeniu, że niczym. A w związku z tym czuję się zrobiona w jajo, gdyż zaoferowano mi tombak zamiast złota. Nie sądzę, aby któryś ze szwajcarskich banków sobie na to pozwolił.
Autor „Placu Zgody” jest amerykańskim dziennikarzem, który może i ma jakieś zasługi w zakresie reportażu (tak podają w internetach), jednak są one co najmniej przeterminowane. Opowiedziana bowiem przez niego w tej książeczce historia jest co najwyżej dowodem na a) jego wyraźną fascynację facetami bawiącymi się w wojsko; b) jeszcze większą fascynację bawiącymi się w wojsko facetami, którzy na co dzień zajmują się wytwarzaniem wina; c) fascynację prawdziwym światem, który jest światem złożonym z facetów. Policzyłam, wzmianki o jakichkolwiek kobietach pojawiają się w tej książce trzy razy. Po raz pierwszy na stronie 78, gdy autor wspomina, że również i panie mogą zgłosić się w Szwajcarii do pełnienia służby wojskowej. Po raz drugi, gdy – opisując, że swego czasu szwajcarscy żołnierze w roli tarcz strzelniczych wykorzystali zdjęcia z „Playboya” – stwierdza, że na wieść o tym „żywym ogniem zapłonęły feministki”. Wreszcie po raz ostatni, gdy ledwie wzmiankuje, że swego czasu „ślepy pocisk moździerzowy odbił się od ściany i zabił narzeczoną żołnierza”. Koniec. Kobiety w Szwajcarii dla pana McPhee poza tym nie istnieją, a przynajmniej nie robią niczego interesującego na tyle, by o tym pisać.
Nie mogę powiedzieć, aby „Plac Zgody” był lekturą zupełnie do niczego nieprzydatną. Wcześniej nie miałam bowiem żadnego pojęcia o tym jaki pomysł na zorganizowanie swojego wojska miała czterdzieści lat temu Szwajcaria, teraz zaś mam. Niestety, nie dowiedziałam się czy pomysł ten jest nadal aktualny, gdyż – poza krótkim i dość ciekawym wstępem Zbigniewa Parafianowicza – wydawca nie zdecydował się na opatrzenie książki jakimikolwiek jakkolwiek uaktualniającymi jej treść przypisami. Zrozumiałam też wreszcie dlaczego akurat Szwajcaria wyróżnia się, jeśli chodzi o liczbę jej obywateli posiadających broń (ci, którzy przechodzą przeszkolenie wojskowe trzymają następnie broń we własnych domach). Mam jednak nieodparte wrażenie, że wszystkiego tego mogłabym dowiedzieć się z krótkiego i zwięzłego tekstu (artykułu w prasie?), a niekoniecznie musiałam przebijać się przez nudnawą opowieść pochodzącą z czasów mojego wczesnego dzieciństwa, do tego obarczoną błędami merytorycznymi (strona 96: Zurych i położony w nim hotel Storchen (w książce Zum Storchen) naprawdę nie leżą nad Jeziorem Genewskim, jak napisano w książce. Serio, byłam tam półtora miesiąca temu, poza tym można sprawdzić na mapie).
Kolejny to raz, gdy seria reporterska „Czarnego” mnie zawodzi. W najbliższym czasie planowałam lekturę „Heweliusza”, jednak póki co jakoś straciłam na to ochotę.
Nie mam pojęcia czym kierował się polski wydawca, decydując się na wydanie w roku 2025 starego, bo pochodzącego z lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku, reportażu na temat Szwajcarii i jej koncepcji organizacji systemu obronności, ale nie mogę oprzeć się wrażeniu, że niczym. A w związku z tym czuję się zrobiona w jajo, gdyż zaoferowano mi tombak zamiast złota. Nie sądzę, aby...
Krótki zbiór reportaży o cywilnych mieszkańcach Szwajcarii, którzy w czasie wojny... bawią się w wojnę. Choć temat brzmi intrygująco, wykonanie pozostawia wiele do życzenia. Opowieści są powierzchowne, nieangażujące, a momentami wręcz nużące.
Autor zdaje się bardziej zainteresowany opisywaniem dziwactw niż realnych dramatów czy dylematów. Zabrakło głębi, emocji, szerszego kontekstu. Przeczytałem szybko – i równie szybko o niej zapomnę. Można nie czytać.
Krótki zbiór reportaży o cywilnych mieszkańcach Szwajcarii, którzy w czasie wojny... bawią się w wojnę. Choć temat brzmi intrygująco, wykonanie pozostawia wiele do życzenia. Opowieści są powierzchowne, nieangażujące, a momentami wręcz nużące.
Autor zdaje się bardziej zainteresowany opisywaniem dziwactw niż realnych dramatów czy dylematów. Zabrakło głębi, emocji, szerszego...
Niby temat ciekawy, niby wyczerpany, niby i o innych aspektach Szwajcarii się można co nieco dowiedzieć, ale...
Toć to ma ponad 30 lat wchodząc na polski rynek i nie sprawia wrażenia evergreena, a i cały temat trzeba mocno rozwałkowywać, żeby się uzbierało tych 150 stron.
Muszę dokładniej czytać opisy przed zakupem.
Niby temat ciekawy, niby wyczerpany, niby i o innych aspektach Szwajcarii się można co nieco dowiedzieć, ale...
Toć to ma ponad 30 lat wchodząc na polski rynek i nie sprawia wrażenia evergreena, a i cały temat trzeba mocno rozwałkowywać, żeby się uzbierało tych 150 stron.
jak można takie gnioty pod względem formalnym publikować??!!! z tego można wycisnąc co najwyżej jakiś artykuł do gazety, ale nie że od razu książka... przecież ten facet się sili na formę reportażową, ale mu to za cholerę nie wychodzi... gdyby nie trochę faktograficznego "mięsa", które pozytywnie szokuje, to to byłaby książka do zupełnego zapomnienia... obrzydliwie męcząca maniera pisarska, ale i tak dla tych paru faktów warto się pochylić chybcikiem nad tym "dziełem" ;)
jak można takie gnioty pod względem formalnym publikować??!!! z tego można wycisnąc co najwyżej jakiś artykuł do gazety, ale nie że od razu książka... przecież ten facet się sili na formę reportażową, ale mu to za cholerę nie wychodzi... gdyby nie trochę faktograficznego "mięsa", które pozytywnie szokuje, to to byłaby książka do zupełnego zapomnienia... obrzydliwie męcząca...
Co jakiś czas słyszymy pomysły polityków na to, by przywrócić w Polsce pobór do wojska i upodobnić go do "modelu szwajcarskiego"? Na czym jednak ów model szwajcarski polega? Na tym, że jako armia jest traktowana niemal cała męska populacja kraju będąca w wieku produkcyjnym. Dobrze opisał to amerykański reporter John McPhee w swojej książce "Plac Zgody. Wieczyście neutralna Szwajcaria". Towarzyszył on przez kilka dni grupie szwajcarskich rezerwistów biorących udział w manewrach na prowincji. Doświadczenia z tego czasu stały się tłem dla szerszych rozważań na temat "wieczyście neutralnej" Szwajcarii. To kraj, w którym jeszcze trzy dekady temu ludzie odmawiający z przyczyn etycznych służby wojskowej dostawali wpis do kartoteki mówiący, że są oni "psychiczni", co uniemożliwiało im zrobienie jakiejkolwiek kariery. To się z czasem zmieniło - obecnie można odbywać w Szwajcarii również służbę zastępczą. Do dobrego tonu należy jednak wspominanie w swoim cv w jakiej jednostce wojskowej się służyło. Często bywało, że prezesi wielkich banków szczycili się swoimi stopniami oficerskimi. Normą również było to, że szwajcarski finansista pracujący w Nowym Jorku czy Londynie brał trzytygodniowy urlop i wracał do kraju, gdy był wzywany na manewry rezerwistów. Szwajcarski model obrony kraju przewiduje również, że armia może w każdej chwili zarekwirować przedsiębiorcy ciężarówkę. I nikt się z tego powodu nie skarży.
Książka "Plac Zgody" była pisana jeszcze w końcówce Zimnej Wojny. Są tam więc liczne wzmianki o sowieckim zagrożeniu i rozważania o tym, czy szwajcarska armia jest w stanie obronić Bazyleę przed sowieckimi czołgami. W pewnych aspektach ta książka jest więc dziełem z zupełnie innej epoki. Pod wieloma innymi względami pozostaje ona jednak wciąż aktualna. Szwajcaria jest bowiem krajem o wyjątkowo trwałych instytucjach, które często zadziwiająco wolno się zmieniają. Taką instytucją jest również armia szwajcarska, pokazywana często jako wzór armii obywatelskiej. Pamiętajmy jednak, że owe specyficzne siły zbrojne zostały stworzone przez bardzo wyjątkowe państwo, którego sukcesy trudno skopiować innym krajom
Co jakiś czas słyszymy pomysły polityków na to, by przywrócić w Polsce pobór do wojska i upodobnić go do "modelu szwajcarskiego"? Na czym jednak ów model szwajcarski polega? Na tym, że jako armia jest traktowana niemal cała męska populacja kraju będąca w wieku produkcyjnym. Dobrze opisał to amerykański reporter John McPhee w swojej książce "Plac Zgody. Wieczyście neutralna...
Książka napisana kilkadziesiąt lat temu, więc trzeba brać poprawkę, że opisuje ówczesną rzeczywistość w Szwajcarii. Moim zdaniem brakuje w niej posłowia, w którym osoba znająca się na tematyce mogłaby uzupełnić wiedzę czytelników jak aktualnie wygląda sytuacja w kwestiach wojskowych w tym alpejskim państwie. Co do samej książki to trochę nużąca, ale znalazło się w niej kilka ciekawych historii i faktów, które mogą zaskoczyć, gdyż Szwajcaria kojarzy się nam głównie z bankami i czekoladą.
Książka napisana kilkadziesiąt lat temu, więc trzeba brać poprawkę, że opisuje ówczesną rzeczywistość w Szwajcarii. Moim zdaniem brakuje w niej posłowia, w którym osoba znająca się na tematyce mogłaby uzupełnić wiedzę czytelników jak aktualnie wygląda sytuacja w kwestiach wojskowych w tym alpejskim państwie. Co do samej książki to trochę nużąca, ale znalazło się w niej...
Bardzo czekałam na tę książkę, spodziewając się wielu ciekawostek. Pierwotnie "Plac Zgody" ukazał się w 1983 roku, więc jest to nowość jedynie na naszym rynku. Naprawdę dawno się tak nie wynudziłam.
Bardzo czekałam na tę książkę, spodziewając się wielu ciekawostek. Pierwotnie "Plac Zgody" ukazał się w 1983 roku, więc jest to nowość jedynie na naszym rynku. Naprawdę dawno się tak nie wynudziłam.
Trochę topografii Szwajcarskich Alp, trochę opisu syruktury armii, trochę wzmianek na temat logistyki i wyposażenia armii, kilka nawiązań do wydarzeń historycznych i raport z ćwiczeń symulujących inwazję ruskich.
To wszystko nijakie, nudne i bez pomysłu, a przede wszystkim napisane na wskroś amerykańskim językiem, stylem, który nijak nie pasuje do obrazowania Europy Europejczykom.
Ta książka jest przeznaczona dla Amerykańskiego (czyt. znacznie mniej wymagającego) czytelnika.
Absolutnie nie trzyma średniego poziomu reportaży wydawanych w ramach wydawnictwa Czarne.
Przyznaję, że kilku rzeczy się dowiedziałem, stąd ocena na 5. Gdyby nie to, dałbym nie więcej niż 3, bo ledwo przebrnąłem - na szczęście jest krótka.
Trochę topografii Szwajcarskich Alp, trochę opisu syruktury armii, trochę wzmianek na temat logistyki i wyposażenia armii, kilka nawiązań do wydarzeń historycznych i raport z ćwiczeń symulujących inwazję ruskich.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTo wszystko nijakie, nudne i bez pomysłu, a przede wszystkim napisane na wskroś amerykańskim językiem, stylem, który nijak nie pasuje do obrazowania Europy...
"Jeśli chcesz pokoju szykuj się do wojny". O tym jest ta książka. Nie o neutralności, nie o Szwajcarii, lecz o świetnie zorganizowanej armii. Jednak nawet w tym wąskim zakresie brakuje analiz, podsumowań czy puent. Bardziej mamy tu opowieść autora o biesiadach z szwajcarskimi żołnierzami.
"Jeśli chcesz pokoju szykuj się do wojny". O tym jest ta książka. Nie o neutralności, nie o Szwajcarii, lecz o świetnie zorganizowanej armii. Jednak nawet w tym wąskim zakresie brakuje analiz, podsumowań czy puent. Bardziej mamy tu opowieść autora o biesiadach z szwajcarskimi żołnierzami.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toLiczyłam na bardziej ogólną opowieść o Szwajcarii, a tymczasem otrzymałam zaledwie zarys historii o szwajcarskiej armii i szwajcarskiej neutralności. To trochę mało jak na reportaż. Szkoda.
Liczyłam na bardziej ogólną opowieść o Szwajcarii, a tymczasem otrzymałam zaledwie zarys historii o szwajcarskiej armii i szwajcarskiej neutralności. To trochę mało jak na reportaż. Szkoda.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka może i ma swoje lata... ale czytałam ją akurat w dniu ataku dronów rosyjskich na Polskę. Może warto by sięgnęli po nią rządzący naszym krajem?
Książka może i ma swoje lata... ale czytałam ją akurat w dniu ataku dronów rosyjskich na Polskę. Może warto by sięgnęli po nią rządzący naszym krajem?
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCzytałam z dużym zaciekawieniem, analizując wraz z autorem wieloletnią neutralność Szwajcarii, aż do momentu, gdy przeczytałam magiczne słowa "Związek Radziecki". Wówczas zbystrzałam bardzo i sprawdziłam rok pierwszego wydania książki. Okazało się, że to 1983, zatem informacje zamieszczone w reportażu powiew świeżości mają już dawno za sobą. Trochę szkoda, że wydawca nie pokusił się o przedmowę do wydania z 2025 r. I żeby to był taki wstęp, który poinformuje czytelnika, jak wygląda obecnie sytuacja w Szwajcarii. Czy nadal tak duże znaczenie w życiu prywatnym i zawodowym ma odbyta służba wojskowa, a przede wszystkim posiadany stopień? Czy nadal jest to nieodzowny stopień kariery? Może dowiedzielibyśmy się czegoś na temat współczesnych rozwiązań szwajcarskiej obronności i ich przygotowań do ewentualnych działań wojennych. Czy nadal są tak pieczołowicie zabezpieczeni? Jak zamierzają się bronić przed cyberatakami? Niestety możemy jedynie delektować się obrazem Szwajcarii sprzed czterdziestu lat. Za to lektura jest interesująca, świetnie napisana, a zderzenie opinii szeregowców i oficerów - bezcenne. Polecam.
Czytałam z dużym zaciekawieniem, analizując wraz z autorem wieloletnią neutralność Szwajcarii, aż do momentu, gdy przeczytałam magiczne słowa "Związek Radziecki". Wówczas zbystrzałam bardzo i sprawdziłam rok pierwszego wydania książki. Okazało się, że to 1983, zatem informacje zamieszczone w reportażu powiew świeżości mają już dawno za sobą. Trochę szkoda, że wydawca nie...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNudna i przeciętna książka. Nie rozumiem jaki ma sens wydawanie reportażu z 1983 roku kiedy trwała jeszcze zimna wojna i wszyscy o wszystkim myśleli inaczej. Szczególnie w kwestii obronności, która jest osią narracyjną tej książki. No słabiutko...
Nudna i przeciętna książka. Nie rozumiem jaki ma sens wydawanie reportażu z 1983 roku kiedy trwała jeszcze zimna wojna i wszyscy o wszystkim myśleli inaczej. Szczególnie w kwestii obronności, która jest osią narracyjną tej książki. No słabiutko...
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNie mam pojęcia czym kierował się polski wydawca, decydując się na wydanie w roku 2025 starego, bo pochodzącego z lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku, reportażu na temat Szwajcarii i jej koncepcji organizacji systemu obronności, ale nie mogę oprzeć się wrażeniu, że niczym. A w związku z tym czuję się zrobiona w jajo, gdyż zaoferowano mi tombak zamiast złota. Nie sądzę, aby któryś ze szwajcarskich banków sobie na to pozwolił.
Autor „Placu Zgody” jest amerykańskim dziennikarzem, który może i ma jakieś zasługi w zakresie reportażu (tak podają w internetach), jednak są one co najmniej przeterminowane. Opowiedziana bowiem przez niego w tej książeczce historia jest co najwyżej dowodem na a) jego wyraźną fascynację facetami bawiącymi się w wojsko; b) jeszcze większą fascynację bawiącymi się w wojsko facetami, którzy na co dzień zajmują się wytwarzaniem wina; c) fascynację prawdziwym światem, który jest światem złożonym z facetów. Policzyłam, wzmianki o jakichkolwiek kobietach pojawiają się w tej książce trzy razy. Po raz pierwszy na stronie 78, gdy autor wspomina, że również i panie mogą zgłosić się w Szwajcarii do pełnienia służby wojskowej. Po raz drugi, gdy – opisując, że swego czasu szwajcarscy żołnierze w roli tarcz strzelniczych wykorzystali zdjęcia z „Playboya” – stwierdza, że na wieść o tym „żywym ogniem zapłonęły feministki”. Wreszcie po raz ostatni, gdy ledwie wzmiankuje, że swego czasu „ślepy pocisk moździerzowy odbił się od ściany i zabił narzeczoną żołnierza”. Koniec. Kobiety w Szwajcarii dla pana McPhee poza tym nie istnieją, a przynajmniej nie robią niczego interesującego na tyle, by o tym pisać.
Nie mogę powiedzieć, aby „Plac Zgody” był lekturą zupełnie do niczego nieprzydatną. Wcześniej nie miałam bowiem żadnego pojęcia o tym jaki pomysł na zorganizowanie swojego wojska miała czterdzieści lat temu Szwajcaria, teraz zaś mam. Niestety, nie dowiedziałam się czy pomysł ten jest nadal aktualny, gdyż – poza krótkim i dość ciekawym wstępem Zbigniewa Parafianowicza – wydawca nie zdecydował się na opatrzenie książki jakimikolwiek jakkolwiek uaktualniającymi jej treść przypisami. Zrozumiałam też wreszcie dlaczego akurat Szwajcaria wyróżnia się, jeśli chodzi o liczbę jej obywateli posiadających broń (ci, którzy przechodzą przeszkolenie wojskowe trzymają następnie broń we własnych domach). Mam jednak nieodparte wrażenie, że wszystkiego tego mogłabym dowiedzieć się z krótkiego i zwięzłego tekstu (artykułu w prasie?), a niekoniecznie musiałam przebijać się przez nudnawą opowieść pochodzącą z czasów mojego wczesnego dzieciństwa, do tego obarczoną błędami merytorycznymi (strona 96: Zurych i położony w nim hotel Storchen (w książce Zum Storchen) naprawdę nie leżą nad Jeziorem Genewskim, jak napisano w książce. Serio, byłam tam półtora miesiąca temu, poza tym można sprawdzić na mapie).
Kolejny to raz, gdy seria reporterska „Czarnego” mnie zawodzi. W najbliższym czasie planowałam lekturę „Heweliusza”, jednak póki co jakoś straciłam na to ochotę.
Nie mam pojęcia czym kierował się polski wydawca, decydując się na wydanie w roku 2025 starego, bo pochodzącego z lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku, reportażu na temat Szwajcarii i jej koncepcji organizacji systemu obronności, ale nie mogę oprzeć się wrażeniu, że niczym. A w związku z tym czuję się zrobiona w jajo, gdyż zaoferowano mi tombak zamiast złota. Nie sądzę, aby...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKrótki zbiór reportaży o cywilnych mieszkańcach Szwajcarii, którzy w czasie wojny... bawią się w wojnę. Choć temat brzmi intrygująco, wykonanie pozostawia wiele do życzenia. Opowieści są powierzchowne, nieangażujące, a momentami wręcz nużące.
Autor zdaje się bardziej zainteresowany opisywaniem dziwactw niż realnych dramatów czy dylematów. Zabrakło głębi, emocji, szerszego kontekstu. Przeczytałem szybko – i równie szybko o niej zapomnę. Można nie czytać.
Krótki zbiór reportaży o cywilnych mieszkańcach Szwajcarii, którzy w czasie wojny... bawią się w wojnę. Choć temat brzmi intrygująco, wykonanie pozostawia wiele do życzenia. Opowieści są powierzchowne, nieangażujące, a momentami wręcz nużące.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAutor zdaje się bardziej zainteresowany opisywaniem dziwactw niż realnych dramatów czy dylematów. Zabrakło głębi, emocji, szerszego...
Niby temat ciekawy, niby wyczerpany, niby i o innych aspektach Szwajcarii się można co nieco dowiedzieć, ale...
Toć to ma ponad 30 lat wchodząc na polski rynek i nie sprawia wrażenia evergreena, a i cały temat trzeba mocno rozwałkowywać, żeby się uzbierało tych 150 stron.
Muszę dokładniej czytać opisy przed zakupem.
Niby temat ciekawy, niby wyczerpany, niby i o innych aspektach Szwajcarii się można co nieco dowiedzieć, ale...
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toToć to ma ponad 30 lat wchodząc na polski rynek i nie sprawia wrażenia evergreena, a i cały temat trzeba mocno rozwałkowywać, żeby się uzbierało tych 150 stron.
Muszę dokładniej czytać opisy przed zakupem.
jak można takie gnioty pod względem formalnym publikować??!!! z tego można wycisnąc co najwyżej jakiś artykuł do gazety, ale nie że od razu książka... przecież ten facet się sili na formę reportażową, ale mu to za cholerę nie wychodzi... gdyby nie trochę faktograficznego "mięsa", które pozytywnie szokuje, to to byłaby książka do zupełnego zapomnienia... obrzydliwie męcząca maniera pisarska, ale i tak dla tych paru faktów warto się pochylić chybcikiem nad tym "dziełem" ;)
jak można takie gnioty pod względem formalnym publikować??!!! z tego można wycisnąc co najwyżej jakiś artykuł do gazety, ale nie że od razu książka... przecież ten facet się sili na formę reportażową, ale mu to za cholerę nie wychodzi... gdyby nie trochę faktograficznego "mięsa", które pozytywnie szokuje, to to byłaby książka do zupełnego zapomnienia... obrzydliwie męcząca...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCo jakiś czas słyszymy pomysły polityków na to, by przywrócić w Polsce pobór do wojska i upodobnić go do "modelu szwajcarskiego"? Na czym jednak ów model szwajcarski polega? Na tym, że jako armia jest traktowana niemal cała męska populacja kraju będąca w wieku produkcyjnym. Dobrze opisał to amerykański reporter John McPhee w swojej książce "Plac Zgody. Wieczyście neutralna Szwajcaria". Towarzyszył on przez kilka dni grupie szwajcarskich rezerwistów biorących udział w manewrach na prowincji. Doświadczenia z tego czasu stały się tłem dla szerszych rozważań na temat "wieczyście neutralnej" Szwajcarii. To kraj, w którym jeszcze trzy dekady temu ludzie odmawiający z przyczyn etycznych służby wojskowej dostawali wpis do kartoteki mówiący, że są oni "psychiczni", co uniemożliwiało im zrobienie jakiejkolwiek kariery. To się z czasem zmieniło - obecnie można odbywać w Szwajcarii również służbę zastępczą. Do dobrego tonu należy jednak wspominanie w swoim cv w jakiej jednostce wojskowej się służyło. Często bywało, że prezesi wielkich banków szczycili się swoimi stopniami oficerskimi. Normą również było to, że szwajcarski finansista pracujący w Nowym Jorku czy Londynie brał trzytygodniowy urlop i wracał do kraju, gdy był wzywany na manewry rezerwistów. Szwajcarski model obrony kraju przewiduje również, że armia może w każdej chwili zarekwirować przedsiębiorcy ciężarówkę. I nikt się z tego powodu nie skarży.
Książka "Plac Zgody" była pisana jeszcze w końcówce Zimnej Wojny. Są tam więc liczne wzmianki o sowieckim zagrożeniu i rozważania o tym, czy szwajcarska armia jest w stanie obronić Bazyleę przed sowieckimi czołgami. W pewnych aspektach ta książka jest więc dziełem z zupełnie innej epoki. Pod wieloma innymi względami pozostaje ona jednak wciąż aktualna. Szwajcaria jest bowiem krajem o wyjątkowo trwałych instytucjach, które często zadziwiająco wolno się zmieniają. Taką instytucją jest również armia szwajcarska, pokazywana często jako wzór armii obywatelskiej. Pamiętajmy jednak, że owe specyficzne siły zbrojne zostały stworzone przez bardzo wyjątkowe państwo, którego sukcesy trudno skopiować innym krajom
Co jakiś czas słyszymy pomysły polityków na to, by przywrócić w Polsce pobór do wojska i upodobnić go do "modelu szwajcarskiego"? Na czym jednak ów model szwajcarski polega? Na tym, że jako armia jest traktowana niemal cała męska populacja kraju będąca w wieku produkcyjnym. Dobrze opisał to amerykański reporter John McPhee w swojej książce "Plac Zgody. Wieczyście neutralna...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toReportażem ta niewielka książeczka była czterdzieści lat temu, obecnie ma walor przede wszystkim historyczny; interesująca w treści, nudnawa w formie
Reportażem ta niewielka książeczka była czterdzieści lat temu, obecnie ma walor przede wszystkim historyczny; interesująca w treści, nudnawa w formie
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka napisana kilkadziesiąt lat temu, więc trzeba brać poprawkę, że opisuje ówczesną rzeczywistość w Szwajcarii. Moim zdaniem brakuje w niej posłowia, w którym osoba znająca się na tematyce mogłaby uzupełnić wiedzę czytelników jak aktualnie wygląda sytuacja w kwestiach wojskowych w tym alpejskim państwie. Co do samej książki to trochę nużąca, ale znalazło się w niej kilka ciekawych historii i faktów, które mogą zaskoczyć, gdyż Szwajcaria kojarzy się nam głównie z bankami i czekoladą.
Książka napisana kilkadziesiąt lat temu, więc trzeba brać poprawkę, że opisuje ówczesną rzeczywistość w Szwajcarii. Moim zdaniem brakuje w niej posłowia, w którym osoba znająca się na tematyce mogłaby uzupełnić wiedzę czytelników jak aktualnie wygląda sytuacja w kwestiach wojskowych w tym alpejskim państwie. Co do samej książki to trochę nużąca, ale znalazło się w niej...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZapraszam na moją recenzje :)
Zapraszam na moją recenzje :)
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBardzo czekałam na tę książkę, spodziewając się wielu ciekawostek. Pierwotnie "Plac Zgody" ukazał się w 1983 roku, więc jest to nowość jedynie na naszym rynku. Naprawdę dawno się tak nie wynudziłam.
Bardzo czekałam na tę książkę, spodziewając się wielu ciekawostek. Pierwotnie "Plac Zgody" ukazał się w 1983 roku, więc jest to nowość jedynie na naszym rynku. Naprawdę dawno się tak nie wynudziłam.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to