Andrzej Pilipiuk to w polskiej fantastyce instytucja. Instytucja, która od lat cierpi na tę samą przypadłość: genialne pomysły toną w morzu dygresji, a literacka maestria coraz częściej ustępuje miejsca publicystyce przebranej za beletrystykę. Piętnasty zbiór z cyklu „Światy Pilipiuka” to zaledwie trzy teksty, ale ich objętość – zwłaszcza tytułowej minipowieści – sugeruje, że autor miał nam bardzo dużo do powiedzenia. Pytanie tylko: czy na temat?
Już przy okazji 14. tomu napisałem: „Wielbicielom Pilipiuka książka na pewno dostarczy tego, czego szukają – specyficznego humoru, znanych postaci i oryginalnych przygód. Ja natomiast chyba wysiądę z tego pociągu i raczej zakończę przygodę z “dziadersami polskiej fantastyki”.“
Tak się jednak nie stało, bo sięgnąłem po kolejny tom i całkiem niepotrzebnie.
Zbiór otwiera „Król Gór” i jest to zdecydowanie najjaśniejszy punkt programu. Powojenny Dolny Śląsk, tajemnice Ziem Odzyskanych i gęsty klimat przygodówki w stylu „Pana Samochodzika” dla dorosłych. Tu Pilipiuk jest w swoim żywiole - czuć zapach starego smaru i wilgotnych piwnic. Niestety, finał następuje zbyt szybko, jakby autor nagle przypomniał sobie o terminach u wydawcy.
Prawdziwe schody - i to dosłownie, biorąc pod uwagę opisy architektury - zaczynają się w „Drogach przez morze”. Robert Storm, niegdyś błyskotliwy poszukiwacz staroci, staje się tu tubą propagandową autora. Przez 250 stron przedzieramy się przez Wenecję w czasach pandemii. I o ile sam pomysł na „covidową grozę” mógłby się obronić, o tyle natrętne opisy leczenia wirusa i polityczne wycieczki sprawiają, że fabuła trzeszczy w szwach.
Co gorsza, Pilipiuk wpada w pułapkę własnej wiedzy. Czytelnik dowiaduje się wszystkiego o:
- warstwach gleby i technologii budowlanej (płyty karton-gips!),
- historii statku Waza (powielanej w dialogach postaci, które przecież tę wiedzę już posiadają),
- wyższości „starych dobrych czasów” nad współczesną biurokracją.
Gdzieś w tym słowotoku ginie zagadka Skórzewskiego i konsekwencja świata przedstawionego (błędy merytoryczne względem poprzednich tomów kłują w oczy zagorzałych fanów). „Drogi przez morze” to pozycja dla kolekcjonerów i literackich masochistów, którzy wybaczą autorowi wszystko dla tych kilku chwil autentycznego zachwytu nad historią. Reszta może poczuć się jak na wykładzie, z którego zapamiętuje się tylko, że wykładowca bardzo nie lubi nowoczesności.
Andrzej Pilipiuk to w polskiej fantastyce instytucja. Instytucja, która od lat cierpi na tę samą przypadłość: genialne pomysły toną w morzu dygresji, a literacka maestria coraz częściej ustępuje miejsca publicystyce przebranej za beletrystykę. Piętnasty zbiór z cyklu „Światy Pilipiuka” to zaledwie trzy teksty, ale ich objętość – zwłaszcza tytułowej minipowieści – sugeruje,...
Poboczne historię były bardzo ciekawe i wciągające, ale własciwa historia była nudna, za dużo tam nie potrzebnych informacji( np. te dotyczące wilgoci na ścianach).
Poboczne historię były bardzo ciekawe i wciągające, ale własciwa historia była nudna, za dużo tam nie potrzebnych informacji( np. te dotyczące wilgoci na ścianach).
Przeszłość ciągle czeka. Z tęsknoty wysyła sygnały, że jest i że nie traci nadziei na odkrycie.
Zerka ze stoków gór, widząc grupę chłopców wspinających się ku tajemnicy zakopanej w czeluściach pałacowych ruin. Następnym razem jest tuż za plecami, gdy budzi się klątwa tureckiego ostrza. W końcu też stoi obok nas — nieświadomych nadciągającej zarazy i kopiących głęboko w zamierzchłych dniach, kiedy słońce było młode, a melodia płynęła dziewiczym nurtem. Co czekać będzie na końcu tych ścieżek?
Czy echa dawnych wieków ponownie przemówią?
Dwa opowiadania i jedna mikropowieść wychylają swe niewidzialne powłoki, by zaprosić do wspólnego tańca z nieznanym. Kolejny zbiór Andrzeja Pilipiuka to znowu nagromadzenie zagadek dotykających przeszłości, które spragniony czytelnik tak dobrze zna z poprzednich książek. Czynnikiem wyróżniającym opisywany zbiór jest tym razem nie sama ilość tekstów, ale też w głównej mierze tytułowa opowieść — skacząca między trzema wątkami, momentami lekko chaotyczna, lecz z czasem stawiająca na swoim. Motyw pandemii, słusznie minionej, niestety nieco zaburzył ostateczny odbiór tegoż tekstu, ale ku mej uciesze dwa pierwsze opowiadania nadrabiają mocno za całą książkę, barwiąc historie Pilipiuka typowym dla nich klimatem tajemniczości zaklętej w cieniach minionych lat.
Zdecydowanie najmocniejszym punktem jest tekst „Król gór”. Nawiązanie do mitologii Karkonoszy i umieszczenie tam akcji tuż po zakończeniu drugiej wojny światowej pozwoliło autorowi zbudować znakomitą puentę oraz oddać ducha nadchodzącej nowej grozy. Tu wyraźnie widać wszelkie walory krótkiej formy, w której Pilipiuk stał się wręcz mistrzem.
„Czarny jatagan” to już z kolei spotkanie z motywem pewnego rodzaju klątwy i niezmiennym historycznym tłem, będącym istotnym budulcem dla wyrzeźbienia zgrabnej opowiastki.
Historia nieodłącznie podąża tu za tekstami i nadaje im wręcz warstwę edukacyjną, której ze świecą można było szukać w szkole. Na tym gruncie rosną literackie dziełka sprytnie wykorzystujące tak zwaną fantastykę bliskiego zasięgu, której pełen rozkwit można odnaleźć między zdaniami. To dzięki niej opowiadania Andrzeja Pilipiuka są tak łatwo przyswajalne i dają schronienie po ciężkim dniu.
Może i tytułowa historia tym razem nie zdała egzaminu na piątkę, ale na swój własny sposób połączyła to, co najlepsze u autora, i dała przestrzeń dla dwóch dobrze napisanych tekstów — łączących oba różne od siebie światy.
Przeszłość ciągle czeka. Z tęsknoty wysyła sygnały, że jest i że nie traci nadziei na odkrycie.
Zerka ze stoków gór, widząc grupę chłopców wspinających się ku tajemnicy zakopanej w czeluściach pałacowych ruin. Następnym razem jest tuż za plecami, gdy budzi się klątwa tureckiego ostrza. W końcu też stoi obok nas — nieświadomych nadciągającej zarazy i kopiących głęboko w...
Ten zbiór to właściwie trzy opowiadania. Pierwsze z nich to historia o ziemiach odzyskanych. O mitach i legendach, o złocie i młodych chłopakach goniących za przygodą. O tym, kim naprawdę jest Karkonosz, zwany również Liczyrzepą lub Duchem Gór. Bardzo ciekawy jest rys historyczny, autor pokazuje jak wymieszane było społeczeństwo, które osiedlało się na tych terenach, a także jak wyglądało ich życie w powojennych latach. Kolejne opowiadania łączy postać Roberta Storma. Archeologa, historyka, poszukiwacza skarbów. W opowiadaniu pt.: „Czarny jatagan” zostaje poproszony o odnalezienie tej broni przez spadkobiercę kozaka walczącego w XVII w. z armią turecką Udało mu się wówczas zdobyć to osławione ostrze, które pozostawił jako wotum w kościele w Woli Ostrzynoskiej. Niestety zostało skradzione, a sprawców nigdy nie wykryto. Teraz prawnuk ofiarodawcy chce podjąć próbę rozwiązania tajemnicy zaginięcia jataganu. Czy uda się odnaleźć tę niezwykłą broń? Do tej pory zawsze wracała na swoje miejsce… Natomiast opowiadanie tytułowe zabierze nas do Wenecji, w czasy niedawno minione. Autor wziął na tapetę pandemię, lecz również mistycyzm, żydowską kabałę, romskie przepowiednie, a nawet zamknięty bazar na Różycu oraz podupadające kamienice na Pradze. Całkiem zacna opowieść z tego wyszła. Co prawda, teraz gdy prawie nikt o covidzie nie pamięta czyta się ją z niedowierzaniem, lecz te pierwsze miesiące rzeczywiście pełne były grozy. Na szczęście nie wszyscy tak ciężko chorowali, aby musieć uciekać się do rozwiązań metafizycznych. Podsumowując - jedna z lepszych książek p. Pilipiuka. Polecam.
Ten zbiór to właściwie trzy opowiadania. Pierwsze z nich to historia o ziemiach odzyskanych. O mitach i legendach, o złocie i młodych chłopakach goniących za przygodą. O tym, kim naprawdę jest Karkonosz, zwany również Liczyrzepą lub Duchem Gór. Bardzo ciekawy jest rys historyczny, autor pokazuje jak wymieszane było społeczeństwo, które osiedlało się na tych terenach, a...
Trzy opowiadania, a właściwie 2 opowiadania i 250 stronicowa...powieść o Robercie Stormie.
1. Król gór - doskonałe opowiadanie o przygodach nastoletniego Witka na ziemiach odzyskanych. Doskonale przedstawione realia powojennej Polski a w tle Karkonosze, Rübezahl i skarb ,,Werewolfu"
2. Czarny jatagan - ciekawe, choć wtórne opowiadanko o Stormie i kryminalnej zagadce kradzieży tytułowej broni. Może być.
3. Drogi przez morze - pierwsza powieść/nowela o Stormie, gdzie, niestety autor nawrzucał za dużo ,,grzybków w barszcz". Spokojnie można było zrobić z tego 3 kolejne, dobrze skrojone opowiadania. A tak mamy: przegadane do bólu, nierówne i wtórne kuriozum z rodzaju tych za którymi zwykł uganiać się pan Robert. Bohater spotyka wszystkich starych znajomych, splata ścieżki swojego losu z postaciami z innych opowiadań, pędzi z odsieczą kumplowi i rozkminia sekret kabalistycznego amuletu. A w tle, o zgrozo...COVID i p(l)andemia (sic!).
Trzy opowiadania, a właściwie 2 opowiadania i 250 stronicowa...powieść o Robercie Stormie.
1. Król gór - doskonałe opowiadanie o przygodach nastoletniego Witka na ziemiach odzyskanych. Doskonale przedstawione realia powojennej Polski a w tle Karkonosze, Rübezahl i skarb ,,Werewolfu"
2. Czarny jatagan - ciekawe, choć wtórne opowiadanko o Stormie i kryminalnej zagadce...
Długo zajęło mi zrozumienie, że to nie jest książka z jedną historią, a zbiór trzech opowiadań. Wydaje mi się, że to nie jest komplement. Nie wiem jedynie czy bardziej dla mnie czy dla autora.
Pierwsza przygoda z Pilipiukiem pozostawiła niesmak, ale to chyba też dlatego, że nie planowałem jej zacząć od tej książki.
Duże wrażenie robi szeroki ogląd sytuacja, pewien pazur, z którym opowiadania są napisane oraz na pewno próba rozwikłania zawiłych kwestii, które autor sam tworzy. Robi to dobrze, choć czasami przewidywalnie. Czułem się momentami jak detektyw, choć byłem pół kroku przed bohaterami - to raczej nie jest komplement dla pisarza porywającego się na powieści detektywistyczne w klimacie fantastyki.
Mimo wszystko, dowiedziałem się wielu niepowiązanych faktów, a to lubię najbardziej. Dlatego też wrócę do Pilipiuka w przyszłości. Zapewne do jakiejś większej serii, aby w pełni pogrążyć się w świat stworzony.
Długo zajęło mi zrozumienie, że to nie jest książka z jedną historią, a zbiór trzech opowiadań. Wydaje mi się, że to nie jest komplement. Nie wiem jedynie czy bardziej dla mnie czy dla autora.
Pierwsza przygoda z Pilipiukiem pozostawiła niesmak, ale to chyba też dlatego, że nie planowałem jej zacząć od tej książki.
Duże wrażenie robi szeroki ogląd sytuacja, pewien pazur,...
Drogi przez morze Andrzeja Pilipiuka to zbiór opowiadań, który męczyłam bardzo, ale to bardzo długo. Mimo że bardzo lubię Jakuba Wędrowycza czy Oko Jelenia, to tutaj było bardzo ciężko.
Zacznijmy od tego, że ten zbiór opowiadań liczy… trzy opowiadania. Dwa krótkie i jedno dłuższe, które prosi się, by zostać pełnowymiarową powieścią. Wszystkie łączy mniej lub bardziej temat przeszłości.
Pierwsze opowiadanie, Król gór, zupełnie do mnie nie trafiło. Nim się zaciekawiłam, to już się skończyło i nie do końca umiem powiedzieć, o czym dokładnie było…
Moim faworytem jest opowiadanie drugie, czyli Czarny jatagan. Tutaj poczułam pióro Pilipiuka i jego kunszt opowiadania historii. Przez te kilka stron płynęłam i żałowałam, że to koniec. Z chęcią przeczytałabym coś dłuższego. Robert Storm trafił do mojego serduszka. Plus bardzo lubię temat klątw.
Tytułowe Drogi przez morze to już dłuższa nowela. Też mi się podobało, ale nie oceniam tego jako opowiadanie ze względu na długość. Tutaj największym atutem jest właśnie ta długość. Widać, że autor miał dobry pomysł na historię i nie ograniczał się np. do 50 stron, by to zamknąć. Końcówka bardzo mi się podobała i tu też powiem, że z chęcią bym przeczytała jeszcze dłuższą formę.
Mimo to nie zostałam fanką tych opowiadań. Uważam, że daleko mu do jakości np Wędrowycza, brakowało mi tego specyficznego rubasznego humoru. To inna odsłona Pilipiuka, bardziej poważna. Na pewno znajdą się fani, szczególnie, jeśli nie znają wcale książek autora. Ja miałam inne oczekiwania wobec tej lektury.
Na szczęście czeka na mnie cala seria Oka Jelenia, więc poprawię sobie nastrój tymi książkami!
Ciężko mi jednoznacznie ocenić tę książkę. Nie była zła, styl bardzo przyjemny w odbiorze, a jednak czegoś brakowało. Dłużyła mi się i miałam wieczny wyrzut sumienia, gdy omijałam tę książkę na półce…
Drogi przez morze Andrzeja Pilipiuka to zbiór opowiadań, który męczyłam bardzo, ale to bardzo długo. Mimo że bardzo lubię Jakuba Wędrowycza czy Oko Jelenia, to tutaj było bardzo ciężko.
Zacznijmy od tego, że ten zbiór opowiadań liczy… trzy opowiadania. Dwa krótkie i jedno dłuższe, które prosi się, by zostać pełnowymiarową powieścią. Wszystkie łączy mniej lub bardziej...
Dwa pierwsze opowiadania, to historie, o których szybko się zapomina.
Trzecie (tytułowe i zarazem najdłuższe w zbiorze), którego bohaterem jest dobrze znany czytelnikom Robert Storm wydaję się być najlepszym w zbiorze.
Bardzo sympatycznie nawiązanie do postaci doktora Skórzewskiego.
Dwa pierwsze opowiadania, to historie, o których szybko się zapomina.
Trzecie (tytułowe i zarazem najdłuższe w zbiorze), którego bohaterem jest dobrze znany czytelnikom Robert Storm wydaję się być najlepszym w zbiorze.
Bardzo sympatycznie nawiązanie do postaci doktora Skórzewskiego.
Jestem mile zaskoczona. Po pierwsze, poglądy autora nie były aż tak mocno zaznaczone, jak to czasami bywa, gdybym nie znała wcześniejszych jego książek, niektórych rzeczy mogłabym nie zauważyć. Po drugie, obawiałam się, że opowiadanie osadzone w początkach epidemii nie może zagrać - zagrało, klimat Wenecji w kwarantannie był świetny. Po trzecie - crossover episode! Skórzewski x Storm!
No i archeolog mniej mi działał na nerwy niż zwykle, za co też plus, wiek średni jednak mu służy.
Jestem mile zaskoczona. Po pierwsze, poglądy autora nie były aż tak mocno zaznaczone, jak to czasami bywa, gdybym nie znała wcześniejszych jego książek, niektórych rzeczy mogłabym nie zauważyć. Po drugie, obawiałam się, że opowiadanie osadzone w początkach epidemii nie może zagrać - zagrało, klimat Wenecji w kwarantannie był świetny. Po trzecie - crossover episode!...
Dwa pierwsze opowiadania mnie nie porwały, ale trzecie (już w zasadzie mikropowieść) całkiem przyjemne, parę bardzo dobrych motywów i mój ulubiony bohater Robert Storm. Jak w starych tomach Światów Pilipiuka.
Dwa pierwsze opowiadania mnie nie porwały, ale trzecie (już w zasadzie mikropowieść) całkiem przyjemne, parę bardzo dobrych motywów i mój ulubiony bohater Robert Storm. Jak w starych tomach Światów Pilipiuka.
„Drogi przez morze” Andrzeja Pilipiuka to piętnasty tom cyklu Światy Pilipiuka i jednocześnie kolejny zbiór opowiadań, który liczy blisko 400 stron. Tym razem autor proponuje czytelnikowi trzy historie, z których ostatnia - tytułowa - rozrasta się do formy powieści.
Nie są to opowieści pełne wartkiej akcji czy ciągłego napięcia. Pilipiuk snuje je raczej w rytmie gawędy, jakby przy ognisku, gdzie legenda i codzienność splatają się ze sobą. Dopiero w finale każdego tekstu następuje moment olśnienia, kiedy okazuje się, że fantastyczne podania mogą zawierać ziarno prawdy.
Pierwsze dwa utwory sięgają do dawnych wierzeń i historii niezwykłych przedmiotów, trzecie natomiast osadzone jest już w całkiem współczesnych realiach. W każdym jednak widać imponującą erudycję Pilipiuka: bohaterowie dzielą się wiedzą z różnych dziedzin: od rzemiosła, przez historię, aż po nauki ścisłe. Szczególnie interesująco wypada postać Roberta Storma, którego trzeźwe, analityczne podejście do rzeczywistości kontrastuje z aurą tajemnicy i nadprzyrodzoności. Autor wyraźnie podkreśla wagę ludzkiego umysłu. Technologia może być pomocna, ale to rozum i zdolność krytycznego myślenia pozwalają przetrwać nawet w trudnych okolicznościach.
Zakończenie tomu pozostawia czytelnika w lekkiej niepewności balansując między racjonalnym wyjaśnieniem a możliwością działania sił nadprzyrodzonych. To zakończenie, które dobrze oddaje charakter całego zbioru: nie daje prostych odpowiedzi, lecz prowokuje do własnych interpretacji.
„Drogi przez morze” Andrzeja Pilipiuka to piętnasty tom cyklu Światy Pilipiuka i jednocześnie kolejny zbiór opowiadań, który liczy blisko 400 stron. Tym razem autor proponuje czytelnikowi trzy historie, z których ostatnia - tytułowa - rozrasta się do formy powieści.
Nie są to opowieści pełne wartkiej akcji czy ciągłego napięcia. Pilipiuk snuje je raczej w rytmie gawędy,...
Dla mnie ta książka wydana trochę na siłę. Jak na początku była OK, to druga połowa czyli Covid Story to jakieś nieporozumienie, ciągnęło się w nieskończoność, odkładałem książkę na całe tygodnie zniechęcony to znów wracałem i przebrnąłem. Końcówkę czytałem dwa razy bo myślałem że kartki mi się skleiły - nagle znajdują się gdzieś indziej, wszystko wyrwane z kontekstu i zakończenie ... a w zasadzie jego brak. Mam wrażenie że autora goniły terminy i oddał książkę niedokończoną albo dokończoną na kolanie, na szybko....
Dla mnie ta książka wydana trochę na siłę. Jak na początku była OK, to druga połowa czyli Covid Story to jakieś nieporozumienie, ciągnęło się w nieskończoność, odkładałem książkę na całe tygodnie zniechęcony to znów wracałem i przebrnąłem. Końcówkę czytałem dwa razy bo myślałem że kartki mi się skleiły - nagle znajdują się gdzieś indziej, wszystko wyrwane z kontekstu i...
Jak dla mnie Pilipiuk jest najlepszym bajarzem, który w krótkich formach odnajduje się najlepiej. A opowiadanie "Drogi przez morze" to, dla wielbicieli twórczości autora, prawdziwy "Creme de la Creme". Trochę sentymentalny Storm, mnóstwo nawiązań do innych opowiadań... i co tu robi Skórzewski? po prostu cudeńko.
Piszę na początku o krótkich formach a tytułowe opowiadanie zajmuje dobre połowę książki... no cóż, jakoś tak wyszło :)
Jak dla mnie Pilipiuk jest najlepszym bajarzem, który w krótkich formach odnajduje się najlepiej. A opowiadanie "Drogi przez morze" to, dla wielbicieli twórczości autora, prawdziwy "Creme de la Creme". Trochę sentymentalny Storm, mnóstwo nawiązań do innych opowiadań... i co tu robi Skórzewski? po prostu cudeńko.
Piszę na początku o krótkich formach a tytułowe opowiadanie...
Tylko trzy opowiadania ale jak zwykle ciekawe i zaskakujące. Może ostatnia historia trochę naciągana, ale przyznam że nie wiem jak inaczej można by było z tego wybrnąć
Tylko trzy opowiadania ale jak zwykle ciekawe i zaskakujące. Może ostatnia historia trochę naciągana, ale przyznam że nie wiem jak inaczej można by było z tego wybrnąć
To jedna z tych gorszych książek Pilipiuka, pisanych przez niego "na siłę". Jest tutaj mnóstwo zapychaczy, dzięki którym możecie grać w Pilipiukowskie bingo:
- mnóstwo opisów z branży budowlanej, dzięki którym dowiecie się mnóstwo o ścianach karton-gips
- opisy archeologiczne, różne warstwy gleby,
- źli biurokraci z Zachodu, w jednej z wypowiedzi posądzani o zoofilię i pedofilię,
- długie dywagacje na temat Szwedów i statku Waza (wyłowionego i dostępnego w muzeum) - co ciekawe długie dywagacje są pomiędzy Stormem i Areczkiem, gdzie my jako czytelnicy to wiemy, a co dopiero on.
- opisy bazarów i tego że "kiedyś to było"
- opisy kradnących Romów
Jedna dodatkowa uwaga jest też taka, że opisy rozmów po angielsku w tej książce nie mają sensu. Zdążyłem zapomnieć jakich dziwnych słów używa Storm (po polsku), ale na pewno nie byłyby one zrozumiane przez będących pod wpływem substancji młodych Włochów w środku nocy.
Ostatnie opowiadanie było za długie, jak na to co oferowało i końcowe deus ex machina.
To jedna z tych gorszych książek Pilipiuka, pisanych przez niego "na siłę". Jest tutaj mnóstwo zapychaczy, dzięki którym możecie grać w Pilipiukowskie bingo:
- mnóstwo opisów z branży budowlanej, dzięki którym dowiecie się mnóstwo o ścianach karton-gips
- opisy archeologiczne, różne warstwy gleby,
- źli biurokraci z Zachodu, w jednej z wypowiedzi posądzani o zoofilię i...
Kolejny tom, kolejne przygody, kolejne dobrze spędzone godziny. Nie da tu się napisać czegoś więcej. Kto zna bohaterów ten wie, kto nie zna, to lepiej zacząć od tomów wcześniejszych.
10 - Arcydzieło;
9 - Wybitna;
8 - Bardzo dobra;
7 - Dobra;
6 - Może być;
5 - Średnia;
4 - Taka se;
3 - Skończyłem z musu;
2 - Tragedia;
1 - Gorzej niż tragedia, nie wiem jak skończyłem;
książka 7,5/10
Kolejny tom, kolejne przygody, kolejne dobrze spędzone godziny. Nie da tu się napisać czegoś więcej. Kto zna bohaterów ten wie, kto nie zna, to lepiej zacząć od tomów wcześniejszych.
10 - Arcydzieło;
9 - Wybitna;
8 - Bardzo dobra;
7 - Dobra;
6 - Może być;
5 - Średnia;
4 - Taka se;
3 - Skończyłem z musu;
2 - Tragedia;
1 - Gorzej niż tragedia, nie wiem jak...
"Drogi przez morze" to kolejny tom opowiadań bezjakubowych Andrzeja Pilipiuka. Składa się on z trzech historii, dwóch krótkich i jednej wyjątkowo długiej: "Króla gór", "Czarnego Jatagana" i tytułowych "Dróg przez morze". Opowiadania mają kilka cech wspólnych. Mówią o historii, zlepionej z odrobiną fantastyki. Andrzej Pilipiuk prezentuje tutaj swe zainteresowania arechologiczne i historyczne. Warto dodać, że motywem przewodnim zbioru są echa dawnej, nieco zapomnianej przeszłości. Pierwsze dwa opowiadania uważam za naprawdę niezłe z ciekawymi pomysłami. Ostatnie jest równie dobre koncepcyjnie, choć zdecydowanie za długie. Możnaby je znacznie skrócić i wyszłoby to historii na dobre. Zbiorek uważam więc za dobry, ale nie wyśmienity. Styl Andrzeja Pilipuka zawsze był dla mnie dość trudny i czasem trzeba się skupić przy czytaniu. Z początku nie byłem w pełni usatysfakcjonowany z tej książki. Z czasem jednak zyskuje ona na wartości. Polecam. Na koniec dodam, że kontrowersyjne dla wielu poglądy autora nie są w ogóle widoczne w tym zbiorze.
"Drogi przez morze" to kolejny tom opowiadań bezjakubowych Andrzeja Pilipiuka. Składa się on z trzech historii, dwóch krótkich i jednej wyjątkowo długiej: "Króla gór", "Czarnego Jatagana" i tytułowych "Dróg przez morze". Opowiadania mają kilka cech wspólnych. Mówią o historii, zlepionej z odrobiną fantastyki. Andrzej Pilipiuk prezentuje tutaj swe zainteresowania...
"Król gór"
"Czarny jatagan"
"Drogi przez morze"
Kolejny tom cyklu " Światy Pilipiuka" trudno uznać za zbiór opowiadań, gdyż zawiera zaledwie trzy utwory. Z czego ostatni, najdłuższy to właściwie pełnoprawna powieść. Lektura dość przyjemna i wciągająca. Pierwszy tekst przypomina mi powojenne przygodówki, którymi zaczytywałam się w dzieciństwie. Gdyby nie elementy fantastyczne i brak tych moralizatorskich socjalistycznych wtrąceń (a raczej wręcz przeciwne wypowiedzi bohaterów) można by uznać go za literaturę dla młodzieży z lat pięćdziesiątych lub sześćdziesiątych. Drugie, krótkie opowiadanie to typowa przygoda Robert Storma, trochę detektywistyczna, trochę fantastyczna. Ostatni utwór poświęcony głównie pandemii i choć głównym bohaterem jest ponownie Robert, mocno odczuwa się tu ducha doktora Skórzewskiego. W końcu to on u Pilipiuka jest głównym ekspertem od wszelakich zaraz i bakcyli.
"Król gór"
"Czarny jatagan"
"Drogi przez morze"
Kolejny tom cyklu " Światy Pilipiuka" trudno uznać za zbiór opowiadań, gdyż zawiera zaledwie trzy utwory. Z czego ostatni, najdłuższy to właściwie pełnoprawna powieść. Lektura dość przyjemna i wciągająca. Pierwszy tekst przypomina mi powojenne przygodówki, którymi zaczytywałam się w dzieciństwie. Gdyby nie elementy...
O ile początkowe opowiadanie nie porwało mnie, tak już kolejna przygoda Roberta Storma mocno przykuła moją uwagę. Czuję w tej serii pierwiastek Dana Browna i przygód innego Roberta, gdzie pojawia się wiele nawiązań do przeszłości, sztuki, mistykaliów i przy okazji jest budowanie napięcia. Dla fanów myślę, że książka spełni oczekiwania, a dla innych to może porównanie z przygodami Indiany Jonesa, chociaż mniej tu akcji i strzelania, ae też jest odkrywanie tajemnic tego świata i to moim zdaniem właśnie zbliża tą serię do serii o przygodach Roberta Langdona i Indiany Jonesa.
O ile początkowe opowiadanie nie porwało mnie, tak już kolejna przygoda Roberta Storma mocno przykuła moją uwagę. Czuję w tej serii pierwiastek Dana Browna i przygód innego Roberta, gdzie pojawia się wiele nawiązań do przeszłości, sztuki, mistykaliów i przy okazji jest budowanie napięcia. Dla fanów myślę, że książka spełni oczekiwania, a dla innych to może porównanie z...
Czasy, które nadejdą Andrzeja Pilipiuka przywróciły spotkania z doktorem Skórzewskim i Robercikiem Stormemna właściwe tory – bez zbędnych udziwnień i z wyczuwalnym powiewem klasycznego Pilipiuka. ;) Dlatego z przyjemnością sięgnęłam po piętnastą odsłonę Światów Pilipiuka pod tytułem Drogi przez morze.
Trzy opowiadania.
Tradycyjnie nie będę streszczać wszystkich pięciu opowiadań zawartych w piętnastej osłonie cyklu Światy Pilipiuka, ale pozwolę sobie przytoczyć poniżej ich tytuły.
Król gór;
Czarny jatagan;
Drogi przez morze.
Robercik poszukuje doktora Skórzewskiego.
Po całkiem przyzwoitej czternastej odsłonie, znów przyszło mi określić ten zbiorek jako „ten średni z tych gorszych”. Choć tym razem na „pokład” trafiły tylko trzy opowiadania.
Skupię się na tym ostatnim – tytułowym – bo zapowiadało się naprawdę nieźle. Zwłaszcza gdy wyłapałam znajome nazwisko doktora Skórzewskiego. Ucieszyłam się, bo już oczami wyobraźni widziałam ciekawe połączenie wątków dwóch moich ulubionych bohaterów.
Nastrój zaczęła psuć pandemia, ale gawędziarski styl Pilipiuka i historyczne smaczki – podane na lekko – długo trzymały mnie na powierzchni.
I kiedy już fajnie „płynęłam” przez to morze, zaczęłam się topić w braku akcji i przegadanych rozliczeniach z rzeczywistością. Dialogi Robercika z Arkiem, które cały czas kręcą się w jednym zamkniętym pokoju, w końcu zaczęły nużyć. Sam pomysł i wyprawa do Wenecji – ciekawy. Realizacja? Zabrakło pazura.
A zakończenie… powiedzmy, że było. I tyle.
Tym „optymistycznym” akcentem kończę swoją Drogę przez morze z Robercikiem i doktorem Stormem. Jednocześnie wciąż liczę na to, że obaj Panowie powrócą w pełnej chwale w kolejnym odcinku. ;)
https://unserious.pl/2025/07/drogi-przez-morze/
Czasy, które nadejdą Andrzeja Pilipiuka przywróciły spotkania z doktorem Skórzewskim i Robercikiem Stormemna właściwe tory – bez zbędnych udziwnień i z wyczuwalnym powiewem klasycznego Pilipiuka. ;) Dlatego z przyjemnością sięgnęłam po piętnastą odsłonę Światów Pilipiuka pod tytułem Drogi przez morze.
Trzy opowiadania.
Tradycyjnie nie będę streszczać wszystkich pięciu...
Świetny zbiór opowiadań Pilipiuka. Może to nie jest poziom pierwszych tomów z serii Światy Pilipiuka, ale w moim mniemaniu nadal trzyma poziom i odznacza się na tle innych opowiadań z podobnego kanonu.
W tej książce mamy tylko trzy opowiadania - to chyba najmniej ze wszystkich zbiorów, które czytałam.
Pierwsze opowiadanie "Król gór" bardzo mi się spodobało. Jest tajemnica, stare mapy i ciekawe osadzenie w pierwszych powojennych latach, karkonoskie legendy są mroczne i straszne. Pilipiuk miał dobry pomysł, aby bohaterami opowiadania uczynić uczniów szkoły.
Drugie opowiadanie "Czarny jatagan" to Robert Storm i próba rozwiązania tajemnicy pewnej niezwykłej broni. Bardzo dobry pczątek, ale miałam wrażenie że z zakończeniem autor się albo spieszył, albo nie miał na nie pomysłu. Szkoda, bo mogło być lepiej.
Trzecie opowiadanie, choć ze względu na długość to już bardziej mini-powieść to tytułowe "Drogi przez morze". I tutaj znów podobnie jak w drugim opowiadaniu - początek wciągający, zapowiadający wielką tajemnicę a końcówka, która powinna wciskać w fotel upchnięta w dwóch kiepskiej jakości akapitach.
Podsumowując, gdyby pan Pilipiuk lepiej doprowadzał historie do emocjonującego końca byłoby pewnie 9 gwiazdek.
Świetny zbiór opowiadań Pilipiuka. Może to nie jest poziom pierwszych tomów z serii Światy Pilipiuka, ale w moim mniemaniu nadal trzyma poziom i odznacza się na tle innych opowiadań z podobnego kanonu.
W tej książce mamy tylko trzy opowiadania - to chyba najmniej ze wszystkich zbiorów, które czytałam.
Pierwsze opowiadanie "Król gór" bardzo mi się spodobało. Jest tajemnica,...
I co tu napisać ? Pilipiuk , to Pilipiuk. Nic ująć nic dodać. Jestem Jego fanką i bardzo lubię Jego książki.
Zatem nie pozostaje mi nic innego jak polecić. Co też czynię.
Miłej lektury
I co tu napisać ? Pilipiuk , to Pilipiuk. Nic ująć nic dodać. Jestem Jego fanką i bardzo lubię Jego książki.
Zatem nie pozostaje mi nic innego jak polecić. Co też czynię.
Miłej lektury
Jak wiadomo czytelnikom moich recenzji lub opinii, zwał jak zwał, książki Pilipiuka lubię czytać, czasem do nich wracam, docieram też do nowych książek, które sukcesywnie się pojawiają, bo autor działa dosyć twórczo i ma pełno kreatywnych pomysłów. Niby to są wątki znane, jako tako kojarzone, kto miał do czynienia czy to z edukacją historyczną, czy innymi motywami, które już podciąga się do fantastyki wszelakiej. No ale to Pilipiuk bierze komputer lub inne urządzenie służące do pisania w garść, do tego najpierw poczaruje troszkę czarodziejską różdżką i wychodzą z tego całkiem niezłe cuda czytelnicze. Opowiadania składające się na 15 część cyklu „ Światy Pilipiuka” są naprawdę świetne i jest ich tylko trzy, pod tym kątem to chyba rekordowa ilość, no ale też jest jakoś, myślę, że co najmniej przyzwoita, jeśli nie wybitna.
Pierwsze opowiadanie ma tytuł „Król gór” i nie wiem czy przypadkiem nie nawiązuje ono do twórczości Nienackiego i Niziurskiego. Dawno, dawno temu zaglądało się do książek jednego i drugiego pisarza. Kontent jest z grubsza ten sam mamy przygody nastoletniej młodzieży, w jednym przypadku są to podróże po kraju, a w drugim są to specyficzne szkolne eposy literackie, raczej ci młodzi ludzie od murów szkoły się nie oddalają. Tu nasz autor troszkę pokombinował, żeby pasowało do jednej i drugiej koncepcji. Do tego trzeba dodać konkretne realia historyczne, pierwsze lata po II wojnie światowej. Jedno co da się powiedzieć to było zupełnie inna młodzież, mająca często bagaż doświadczeń życiowych większy od nie jednego dorosłego, dokładnie taki jaki doświadczył cały nasz kraj. No ale, że wiek był taki jaki był, to szkoły trzeba było wrócić w nowej Polsce. No ale też była przygoda, poszukiwanie tajemniczego skarbu gdzieś w górach. To sprawiło, że ta opowieść stała się bardzo mroczna. Tylko tam hrabiego Drakuli i paru innych popaprańców tylko tam brakuje. No ale tego typu przyjemności autor pozostawił Jakubowi Wędrowyczowi, z tego co wiemy do Wojsławic na kartach książki będzie okazja powrócić już niebawem.
Drugie opowiadanie pt. „ Czarny jatagan” dotyczy właśnie jataganu, to coś w rodzaju buławy tureckiej, która była łupem wojennym kozaka wykazującego się w licznych bojach, broniący granic Rzeczypospolitej. Mielniczuk zdobył ten jatagan Husejna paszy jako trofeum wojenne, zdobyte w bitwie pod Chocimiem w 1621 roku. Ten artefakt trafił do miejscowego kościoła, i co ciekawe, mimo że był na przestrzeni 400 lat wielokrotnie kradziony, zawsze jakimś cudem wracał na miejsce. Nawet złodzieje spod znaku swastyki kruszeli i zwracali łup. Jatagan zaginął ponownie. Za wyjaśnienie sprawy wziął się oczywiście Robert Storm, tropy są dwa, jatagan jest już w Niemczech i tylko czekać aż pojawi się w jakimś Domu Aukcyjnym, a drugi trop, że trzyma skarb ktoś w okolicy gdzieś na strychu i czeka na lepsze możliwości wywiezienia broni z kraju i sprzedaży za niemałe pieniądze, Czy artefakt wróci i tajemnicza klątwa zadziała ponownie, czy po prostu sprawa zostanie rozwikłana, a złodziej złapany?
Niewątpliwie za najlepsze koniecznie trzeba uznać opowiadanie tytułowe „Drogi przez morze” autor dumał, dumał jak tu zakombinować, żeby pojawił się doktor Skórzewski, wyszło, że ciężka sprawa, no ale jednak dał radę. Najpierw chłopaki Robert i Arek poszukiwali tajemniczego jegomościa, który mógł żyć nawet 200 lat, wiadomo, że był lekarzem w Rosji, bywał w kilku innych Europejskich krajach, no ale, że trzeciej setki bez podejrzenia o to, że doktorek jest wampirem się nie dało zapewne. No to trzeba było z motywem chorobowym, z którym współcześnie mamy do czynienia, czyli covidem się uporać. Okazało się, że musiał zadziałać sam Robert, który jakieś teoretyczną wiedzę z zakresu medycyny posiada. Autor kazał Robertowi w czasie największego zagrożenia jaką była ta globalna pandemia udać się do Wenecji ratować Arka. W zasadzie mniejsza o to czy ten imperatyw etyczny trzymał się kupy, czy szło o pieniądze, wyprawa się odbyła. Robert znalazł Arka w Wenecji i zaczęło się kombinowanie jak stamtąd się wyrwać. Brzmi to bardziej banalnie niż w rzeczywistości autor nas czytelników tematem zainteresował. Dodatkowo pojawiła się tajemnicza romska magia, prawie tak samo stara, i równie ezoteryczna jak wiedza żydowskich cadyków. W społeczności cygańskiej były to wiedźmy lub ewentualnie szamani, i mieli tą samą wiedzę, która podobno pozwoliła jakiejś grupce Żydów umknąć z warszawskiego getta do Ameryki południowej, w teorii, to czysta fantastyka, ale, że działa, jednak Robert i Arek mieli okazję się przekonać, bo tylko czort wie jakim sposobem znaleźli się w Sztokholmie, czyli na drugim końcu Europy, w czasach gdy nie tylko granice, ale regiony i miasta były pozamykane.
Z grubsza to tyle, te trzy opowiadania złożyły się razem na doskonały tom, była to kolejna ciekawa podróż pełna wyobraźni do Pilipiukowskiego uniwersum. Było to ciekawe i fascynujące doświadczenie czytelnicze. Polecam.
Jak wiadomo czytelnikom moich recenzji lub opinii, zwał jak zwał, książki Pilipiuka lubię czytać, czasem do nich wracam, docieram też do nowych książek, które sukcesywnie się pojawiają, bo autor działa dosyć twórczo i ma pełno kreatywnych pomysłów. Niby to są wątki znane, jako tako kojarzone, kto miał do czynienia czy to z edukacją historyczną, czy innymi motywami, które...
Pilipiuk… Może nie w formie, ale i nie na deskach. “Drogi przez morze” to lekka, przystępna książka, chociaż momentami rozwleczona i zbyt wypełniona autorem zamiast fabułą.
Całość składa się z trzech tekstów: “Króla gór”, “Czarnego jatagana” i tytułowych “Dróg przez morze”. Opowiadanie otwierające zbiór wypada, w mojej ocenie, najlepiej. Krótkie, zwięzłe, budujące dokładnie tyle tła, ile trzeba, żeby zakotwiczyć akcję i urzeczywistnić świat przedstawiony. “Król gór” toczy się bardzo naturalnie, każdy z bohaterów ma tutaj swoją rolę i pomimo małego formatu, nikt nie sprawia wrażenia słomianej kukły. Osadzenie historii w czasach powojennych, na terenach Ziem Odzyskanych daje Pilipiukowi możliwość wykorzystania swojej wiedzy o polskiej wsi i umiejętności sprawnego budowania klimatu w takim settingu. Byłbym bardzo szczęśliwy, gdyby zbiór składał się właśnie z takich utworów – nie jest to może literatura odmieniająca życie, ale świetnie wypełnia swoją rolę jako źródło rozrywki.
Dalej niestety coraz gorzej. “Czarny jatagan” jest odwrotnością poprzedzającego utworu. Chociaż Pilipiuk wybrał na bohatera Storma, który zjednał sobie już tylu czytelników, to charyzmatyczny bohater nie ratuje historii, która nie ma w sobie właściwie nic. Ot, Storm przyjeżdża na kolejną wieś i odnajduje zagubiony fant za przysłowiową “sałatą”. Tekst sprawia wrażenie jakby autor przygotował wędkę, założył linkę i spławik, ale o haczyku już zapomniał. Na szczęście niespełna czterdzieści stron sprawia, że historia nie ma czasu zmęczyć – zwyczajnie za szybko się kończy.
I w końcu “Drogi przez morze”. Potoczny, lekki styl Pilipiuka sprawia, że opowiadanie pomimo małego tempa narracji i tak czyta się całkiem sprawnie. Cieszą nawiązania do innych tekstów autora, “Drogi” noszą znamiona takiego małego, pilipiukowego multiwersum. Niestety, tekst płynie niczym łódź miotana sztormem. Wznosi się na fali, przyciągając czytelnika umiejętnie wplecionym faktem historycznym czy zgrabną konstrukcją zdania, by nagle gwałtownie zanurzyć się w morzu monotonii, “przegadania” i nieco zbyt dużego natężenia wywodów społeczno-historycznych, które przyćmiewają fabułę. Fabułę, która jest dość szczątkowa - bohaterowie głównie siedzą w jednym pomieszczeniu i główkują nad różnymi tematami. I właściwie to tyle. Pilipiuk postanowił wykorzystać ostatni utwór zbioru, żeby rozliczyć się personalnie z minioną pandemią i wygłosić przy okazji trochę… teorii na jej temat. Z pozytywów – wycieczka do Wenecji razem ze Stormem jest całkiem ciekawa, sposób, w jaki autor delikatnie przybliża różne ciekawostki historyczne cieszy jak zwykle. Jednakże, w mojej ocenie całokształt wypada zaledwie średnio. Nawet wielkie doświadczenie autora nie ratuje historii, która składa się głównie z niezbyt porywających dialogów, okazjonalnego “macgyverowania” ze strony Storma i dywagacji na temat COVID-u. Najzwyczajniej w świecie to nie gra, brakuje tutaj tej iskry przygody, która nadaje dynamiki realistycznym opowieściom o poszukiwaniu zaginionych artefaktów. “Drogi przez morze” może byłyby utworem niezłym, takim luźnym czytadłem na wolny wieczór, które nie zachwyca, ale jednak bawi, gdyby nie końcówka. Intrygujące zręby mistycyzmu, jakie Pilipiuk umieszcza w historii zostają wykorzystane, żeby całość rozwiązać bezpardonowym deus ex machina. Ot, tak – rozwiązanie rozczarowujące, przyćmiewające nawet te lepsze momenty utworu. Szkoda.
“Drogi” jako zbiór są pozycją, której odbiór będzie zależny od stopnia zaznajomienia z książkami Pilipiuka. Nowi czytelnicy być może zachwycą się warsztatem autora, swoistym klimatem jego pisarstwa i zignorują niedociągnięcia. Starsi, zagorzali fani pewnie i tak będą się cieszyć, że mają okazję znowu obcować ze “Światami Pilipiuka”. Osobiście, jestem jednak zdania, że “Drogi” warto przeczytać, tylko jeśli wpadną nam akurat w ręce – lepszych pozycji spod pióra Pilipiuka nie brakuje.
https://www.facebook.com/gniazdoszeptunow
Pilipiuk… Może nie w formie, ale i nie na deskach. “Drogi przez morze” to lekka, przystępna książka, chociaż momentami rozwleczona i zbyt wypełniona autorem zamiast fabułą.
Całość składa się z trzech tekstów: “Króla gór”, “Czarnego jatagana” i tytułowych “Dróg przez morze”. Opowiadanie otwierające zbiór wypada, w mojej ocenie, najlepiej. Krótkie, zwięzłe, budujące...
Andrzej Pilipiuk to w polskiej fantastyce instytucja. Instytucja, która od lat cierpi na tę samą przypadłość: genialne pomysły toną w morzu dygresji, a literacka maestria coraz częściej ustępuje miejsca publicystyce przebranej za beletrystykę. Piętnasty zbiór z cyklu „Światy Pilipiuka” to zaledwie trzy teksty, ale ich objętość – zwłaszcza tytułowej minipowieści – sugeruje, że autor miał nam bardzo dużo do powiedzenia. Pytanie tylko: czy na temat?
Już przy okazji 14. tomu napisałem: „Wielbicielom Pilipiuka książka na pewno dostarczy tego, czego szukają – specyficznego humoru, znanych postaci i oryginalnych przygód. Ja natomiast chyba wysiądę z tego pociągu i raczej zakończę przygodę z “dziadersami polskiej fantastyki”.“
Tak się jednak nie stało, bo sięgnąłem po kolejny tom i całkiem niepotrzebnie.
Zbiór otwiera „Król Gór” i jest to zdecydowanie najjaśniejszy punkt programu. Powojenny Dolny Śląsk, tajemnice Ziem Odzyskanych i gęsty klimat przygodówki w stylu „Pana Samochodzika” dla dorosłych. Tu Pilipiuk jest w swoim żywiole - czuć zapach starego smaru i wilgotnych piwnic. Niestety, finał następuje zbyt szybko, jakby autor nagle przypomniał sobie o terminach u wydawcy.
Prawdziwe schody - i to dosłownie, biorąc pod uwagę opisy architektury - zaczynają się w „Drogach przez morze”. Robert Storm, niegdyś błyskotliwy poszukiwacz staroci, staje się tu tubą propagandową autora. Przez 250 stron przedzieramy się przez Wenecję w czasach pandemii. I o ile sam pomysł na „covidową grozę” mógłby się obronić, o tyle natrętne opisy leczenia wirusa i polityczne wycieczki sprawiają, że fabuła trzeszczy w szwach.
Co gorsza, Pilipiuk wpada w pułapkę własnej wiedzy. Czytelnik dowiaduje się wszystkiego o:
- warstwach gleby i technologii budowlanej (płyty karton-gips!),
- historii statku Waza (powielanej w dialogach postaci, które przecież tę wiedzę już posiadają),
- wyższości „starych dobrych czasów” nad współczesną biurokracją.
Gdzieś w tym słowotoku ginie zagadka Skórzewskiego i konsekwencja świata przedstawionego (błędy merytoryczne względem poprzednich tomów kłują w oczy zagorzałych fanów). „Drogi przez morze” to pozycja dla kolekcjonerów i literackich masochistów, którzy wybaczą autorowi wszystko dla tych kilku chwil autentycznego zachwytu nad historią. Reszta może poczuć się jak na wykładzie, z którego zapamiętuje się tylko, że wykładowca bardzo nie lubi nowoczesności.
Ocena: 2,69/5 (goodreads 2/5 | lubimyczytać 5/10 | nakanapie 5/10 | thestorygraph 2,75/5)
Andrzej Pilipiuk to w polskiej fantastyce instytucja. Instytucja, która od lat cierpi na tę samą przypadłość: genialne pomysły toną w morzu dygresji, a literacka maestria coraz częściej ustępuje miejsca publicystyce przebranej za beletrystykę. Piętnasty zbiór z cyklu „Światy Pilipiuka” to zaledwie trzy teksty, ale ich objętość – zwłaszcza tytułowej minipowieści – sugeruje,...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPoboczne historię były bardzo ciekawe i wciągające, ale własciwa historia była nudna, za dużo tam nie potrzebnych informacji( np. te dotyczące wilgoci na ścianach).
Poboczne historię były bardzo ciekawe i wciągające, ale własciwa historia była nudna, za dużo tam nie potrzebnych informacji( np. te dotyczące wilgoci na ścianach).
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPrzeszłość ciągle czeka. Z tęsknoty wysyła sygnały, że jest i że nie traci nadziei na odkrycie.
Zerka ze stoków gór, widząc grupę chłopców wspinających się ku tajemnicy zakopanej w czeluściach pałacowych ruin. Następnym razem jest tuż za plecami, gdy budzi się klątwa tureckiego ostrza. W końcu też stoi obok nas — nieświadomych nadciągającej zarazy i kopiących głęboko w zamierzchłych dniach, kiedy słońce było młode, a melodia płynęła dziewiczym nurtem. Co czekać będzie na końcu tych ścieżek?
Czy echa dawnych wieków ponownie przemówią?
Dwa opowiadania i jedna mikropowieść wychylają swe niewidzialne powłoki, by zaprosić do wspólnego tańca z nieznanym. Kolejny zbiór Andrzeja Pilipiuka to znowu nagromadzenie zagadek dotykających przeszłości, które spragniony czytelnik tak dobrze zna z poprzednich książek. Czynnikiem wyróżniającym opisywany zbiór jest tym razem nie sama ilość tekstów, ale też w głównej mierze tytułowa opowieść — skacząca między trzema wątkami, momentami lekko chaotyczna, lecz z czasem stawiająca na swoim. Motyw pandemii, słusznie minionej, niestety nieco zaburzył ostateczny odbiór tegoż tekstu, ale ku mej uciesze dwa pierwsze opowiadania nadrabiają mocno za całą książkę, barwiąc historie Pilipiuka typowym dla nich klimatem tajemniczości zaklętej w cieniach minionych lat.
Zdecydowanie najmocniejszym punktem jest tekst „Król gór”. Nawiązanie do mitologii Karkonoszy i umieszczenie tam akcji tuż po zakończeniu drugiej wojny światowej pozwoliło autorowi zbudować znakomitą puentę oraz oddać ducha nadchodzącej nowej grozy. Tu wyraźnie widać wszelkie walory krótkiej formy, w której Pilipiuk stał się wręcz mistrzem.
„Czarny jatagan” to już z kolei spotkanie z motywem pewnego rodzaju klątwy i niezmiennym historycznym tłem, będącym istotnym budulcem dla wyrzeźbienia zgrabnej opowiastki.
Historia nieodłącznie podąża tu za tekstami i nadaje im wręcz warstwę edukacyjną, której ze świecą można było szukać w szkole. Na tym gruncie rosną literackie dziełka sprytnie wykorzystujące tak zwaną fantastykę bliskiego zasięgu, której pełen rozkwit można odnaleźć między zdaniami. To dzięki niej opowiadania Andrzeja Pilipiuka są tak łatwo przyswajalne i dają schronienie po ciężkim dniu.
Może i tytułowa historia tym razem nie zdała egzaminu na piątkę, ale na swój własny sposób połączyła to, co najlepsze u autora, i dała przestrzeń dla dwóch dobrze napisanych tekstów — łączących oba różne od siebie światy.
Przeszłość ciągle czeka. Z tęsknoty wysyła sygnały, że jest i że nie traci nadziei na odkrycie.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZerka ze stoków gór, widząc grupę chłopców wspinających się ku tajemnicy zakopanej w czeluściach pałacowych ruin. Następnym razem jest tuż za plecami, gdy budzi się klątwa tureckiego ostrza. W końcu też stoi obok nas — nieświadomych nadciągającej zarazy i kopiących głęboko w...
Ten zbiór to właściwie trzy opowiadania. Pierwsze z nich to historia o ziemiach odzyskanych. O mitach i legendach, o złocie i młodych chłopakach goniących za przygodą. O tym, kim naprawdę jest Karkonosz, zwany również Liczyrzepą lub Duchem Gór. Bardzo ciekawy jest rys historyczny, autor pokazuje jak wymieszane było społeczeństwo, które osiedlało się na tych terenach, a także jak wyglądało ich życie w powojennych latach. Kolejne opowiadania łączy postać Roberta Storma. Archeologa, historyka, poszukiwacza skarbów. W opowiadaniu pt.: „Czarny jatagan” zostaje poproszony o odnalezienie tej broni przez spadkobiercę kozaka walczącego w XVII w. z armią turecką Udało mu się wówczas zdobyć to osławione ostrze, które pozostawił jako wotum w kościele w Woli Ostrzynoskiej. Niestety zostało skradzione, a sprawców nigdy nie wykryto. Teraz prawnuk ofiarodawcy chce podjąć próbę rozwiązania tajemnicy zaginięcia jataganu. Czy uda się odnaleźć tę niezwykłą broń? Do tej pory zawsze wracała na swoje miejsce… Natomiast opowiadanie tytułowe zabierze nas do Wenecji, w czasy niedawno minione. Autor wziął na tapetę pandemię, lecz również mistycyzm, żydowską kabałę, romskie przepowiednie, a nawet zamknięty bazar na Różycu oraz podupadające kamienice na Pradze. Całkiem zacna opowieść z tego wyszła. Co prawda, teraz gdy prawie nikt o covidzie nie pamięta czyta się ją z niedowierzaniem, lecz te pierwsze miesiące rzeczywiście pełne były grozy. Na szczęście nie wszyscy tak ciężko chorowali, aby musieć uciekać się do rozwiązań metafizycznych. Podsumowując - jedna z lepszych książek p. Pilipiuka. Polecam.
Ten zbiór to właściwie trzy opowiadania. Pierwsze z nich to historia o ziemiach odzyskanych. O mitach i legendach, o złocie i młodych chłopakach goniących za przygodą. O tym, kim naprawdę jest Karkonosz, zwany również Liczyrzepą lub Duchem Gór. Bardzo ciekawy jest rys historyczny, autor pokazuje jak wymieszane było społeczeństwo, które osiedlało się na tych terenach, a...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTrzy opowiadania, a właściwie 2 opowiadania i 250 stronicowa...powieść o Robercie Stormie.
1. Król gór - doskonałe opowiadanie o przygodach nastoletniego Witka na ziemiach odzyskanych. Doskonale przedstawione realia powojennej Polski a w tle Karkonosze, Rübezahl i skarb ,,Werewolfu"
2. Czarny jatagan - ciekawe, choć wtórne opowiadanko o Stormie i kryminalnej zagadce kradzieży tytułowej broni. Może być.
3. Drogi przez morze - pierwsza powieść/nowela o Stormie, gdzie, niestety autor nawrzucał za dużo ,,grzybków w barszcz". Spokojnie można było zrobić z tego 3 kolejne, dobrze skrojone opowiadania. A tak mamy: przegadane do bólu, nierówne i wtórne kuriozum z rodzaju tych za którymi zwykł uganiać się pan Robert. Bohater spotyka wszystkich starych znajomych, splata ścieżki swojego losu z postaciami z innych opowiadań, pędzi z odsieczą kumplowi i rozkminia sekret kabalistycznego amuletu. A w tle, o zgrozo...COVID i p(l)andemia (sic!).
Trzy opowiadania, a właściwie 2 opowiadania i 250 stronicowa...powieść o Robercie Stormie.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to1. Król gór - doskonałe opowiadanie o przygodach nastoletniego Witka na ziemiach odzyskanych. Doskonale przedstawione realia powojennej Polski a w tle Karkonosze, Rübezahl i skarb ,,Werewolfu"
2. Czarny jatagan - ciekawe, choć wtórne opowiadanko o Stormie i kryminalnej zagadce...
Zainteresowanych zapraszam do oficjalnej recenzji.
Zainteresowanych zapraszam do oficjalnej recenzji.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDługo zajęło mi zrozumienie, że to nie jest książka z jedną historią, a zbiór trzech opowiadań. Wydaje mi się, że to nie jest komplement. Nie wiem jedynie czy bardziej dla mnie czy dla autora.
Pierwsza przygoda z Pilipiukiem pozostawiła niesmak, ale to chyba też dlatego, że nie planowałem jej zacząć od tej książki.
Duże wrażenie robi szeroki ogląd sytuacja, pewien pazur, z którym opowiadania są napisane oraz na pewno próba rozwikłania zawiłych kwestii, które autor sam tworzy. Robi to dobrze, choć czasami przewidywalnie. Czułem się momentami jak detektyw, choć byłem pół kroku przed bohaterami - to raczej nie jest komplement dla pisarza porywającego się na powieści detektywistyczne w klimacie fantastyki.
Mimo wszystko, dowiedziałem się wielu niepowiązanych faktów, a to lubię najbardziej. Dlatego też wrócę do Pilipiuka w przyszłości. Zapewne do jakiejś większej serii, aby w pełni pogrążyć się w świat stworzony.
Długo zajęło mi zrozumienie, że to nie jest książka z jedną historią, a zbiór trzech opowiadań. Wydaje mi się, że to nie jest komplement. Nie wiem jedynie czy bardziej dla mnie czy dla autora.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPierwsza przygoda z Pilipiukiem pozostawiła niesmak, ale to chyba też dlatego, że nie planowałem jej zacząć od tej książki.
Duże wrażenie robi szeroki ogląd sytuacja, pewien pazur,...
Drogi przez morze Andrzeja Pilipiuka to zbiór opowiadań, który męczyłam bardzo, ale to bardzo długo. Mimo że bardzo lubię Jakuba Wędrowycza czy Oko Jelenia, to tutaj było bardzo ciężko.
Zacznijmy od tego, że ten zbiór opowiadań liczy… trzy opowiadania. Dwa krótkie i jedno dłuższe, które prosi się, by zostać pełnowymiarową powieścią. Wszystkie łączy mniej lub bardziej temat przeszłości.
Pierwsze opowiadanie, Król gór, zupełnie do mnie nie trafiło. Nim się zaciekawiłam, to już się skończyło i nie do końca umiem powiedzieć, o czym dokładnie było…
Moim faworytem jest opowiadanie drugie, czyli Czarny jatagan. Tutaj poczułam pióro Pilipiuka i jego kunszt opowiadania historii. Przez te kilka stron płynęłam i żałowałam, że to koniec. Z chęcią przeczytałabym coś dłuższego. Robert Storm trafił do mojego serduszka. Plus bardzo lubię temat klątw.
Tytułowe Drogi przez morze to już dłuższa nowela. Też mi się podobało, ale nie oceniam tego jako opowiadanie ze względu na długość. Tutaj największym atutem jest właśnie ta długość. Widać, że autor miał dobry pomysł na historię i nie ograniczał się np. do 50 stron, by to zamknąć. Końcówka bardzo mi się podobała i tu też powiem, że z chęcią bym przeczytała jeszcze dłuższą formę.
Mimo to nie zostałam fanką tych opowiadań. Uważam, że daleko mu do jakości np Wędrowycza, brakowało mi tego specyficznego rubasznego humoru. To inna odsłona Pilipiuka, bardziej poważna. Na pewno znajdą się fani, szczególnie, jeśli nie znają wcale książek autora. Ja miałam inne oczekiwania wobec tej lektury.
Na szczęście czeka na mnie cala seria Oka Jelenia, więc poprawię sobie nastrój tymi książkami!
Ciężko mi jednoznacznie ocenić tę książkę. Nie była zła, styl bardzo przyjemny w odbiorze, a jednak czegoś brakowało. Dłużyła mi się i miałam wieczny wyrzut sumienia, gdy omijałam tę książkę na półce…
Drogi przez morze Andrzeja Pilipiuka to zbiór opowiadań, który męczyłam bardzo, ale to bardzo długo. Mimo że bardzo lubię Jakuba Wędrowycza czy Oko Jelenia, to tutaj było bardzo ciężko.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZacznijmy od tego, że ten zbiór opowiadań liczy… trzy opowiadania. Dwa krótkie i jedno dłuższe, które prosi się, by zostać pełnowymiarową powieścią. Wszystkie łączy mniej lub bardziej...
Piętnaście tomów minęło jak jeden dzień 😄
Piętnaście tomów minęło jak jeden dzień 😄
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDwa pierwsze opowiadania, to historie, o których szybko się zapomina.
Trzecie (tytułowe i zarazem najdłuższe w zbiorze), którego bohaterem jest dobrze znany czytelnikom Robert Storm wydaję się być najlepszym w zbiorze.
Bardzo sympatycznie nawiązanie do postaci doktora Skórzewskiego.
Dwa pierwsze opowiadania, to historie, o których szybko się zapomina.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTrzecie (tytułowe i zarazem najdłuższe w zbiorze), którego bohaterem jest dobrze znany czytelnikom Robert Storm wydaję się być najlepszym w zbiorze.
Bardzo sympatycznie nawiązanie do postaci doktora Skórzewskiego.
Jestem mile zaskoczona. Po pierwsze, poglądy autora nie były aż tak mocno zaznaczone, jak to czasami bywa, gdybym nie znała wcześniejszych jego książek, niektórych rzeczy mogłabym nie zauważyć. Po drugie, obawiałam się, że opowiadanie osadzone w początkach epidemii nie może zagrać - zagrało, klimat Wenecji w kwarantannie był świetny. Po trzecie - crossover episode! Skórzewski x Storm!
No i archeolog mniej mi działał na nerwy niż zwykle, za co też plus, wiek średni jednak mu służy.
Jestem mile zaskoczona. Po pierwsze, poglądy autora nie były aż tak mocno zaznaczone, jak to czasami bywa, gdybym nie znała wcześniejszych jego książek, niektórych rzeczy mogłabym nie zauważyć. Po drugie, obawiałam się, że opowiadanie osadzone w początkach epidemii nie może zagrać - zagrało, klimat Wenecji w kwarantannie był świetny. Po trzecie - crossover episode!...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDwa pierwsze opowiadania mnie nie porwały, ale trzecie (już w zasadzie mikropowieść) całkiem przyjemne, parę bardzo dobrych motywów i mój ulubiony bohater Robert Storm. Jak w starych tomach Światów Pilipiuka.
Dwa pierwsze opowiadania mnie nie porwały, ale trzecie (już w zasadzie mikropowieść) całkiem przyjemne, parę bardzo dobrych motywów i mój ulubiony bohater Robert Storm. Jak w starych tomach Światów Pilipiuka.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to„Drogi przez morze” Andrzeja Pilipiuka to piętnasty tom cyklu Światy Pilipiuka i jednocześnie kolejny zbiór opowiadań, który liczy blisko 400 stron. Tym razem autor proponuje czytelnikowi trzy historie, z których ostatnia - tytułowa - rozrasta się do formy powieści.
Nie są to opowieści pełne wartkiej akcji czy ciągłego napięcia. Pilipiuk snuje je raczej w rytmie gawędy, jakby przy ognisku, gdzie legenda i codzienność splatają się ze sobą. Dopiero w finale każdego tekstu następuje moment olśnienia, kiedy okazuje się, że fantastyczne podania mogą zawierać ziarno prawdy.
Pierwsze dwa utwory sięgają do dawnych wierzeń i historii niezwykłych przedmiotów, trzecie natomiast osadzone jest już w całkiem współczesnych realiach. W każdym jednak widać imponującą erudycję Pilipiuka: bohaterowie dzielą się wiedzą z różnych dziedzin: od rzemiosła, przez historię, aż po nauki ścisłe. Szczególnie interesująco wypada postać Roberta Storma, którego trzeźwe, analityczne podejście do rzeczywistości kontrastuje z aurą tajemnicy i nadprzyrodzoności. Autor wyraźnie podkreśla wagę ludzkiego umysłu. Technologia może być pomocna, ale to rozum i zdolność krytycznego myślenia pozwalają przetrwać nawet w trudnych okolicznościach.
Zakończenie tomu pozostawia czytelnika w lekkiej niepewności balansując między racjonalnym wyjaśnieniem a możliwością działania sił nadprzyrodzonych. To zakończenie, które dobrze oddaje charakter całego zbioru: nie daje prostych odpowiedzi, lecz prowokuje do własnych interpretacji.
„Drogi przez morze” Andrzeja Pilipiuka to piętnasty tom cyklu Światy Pilipiuka i jednocześnie kolejny zbiór opowiadań, który liczy blisko 400 stron. Tym razem autor proponuje czytelnikowi trzy historie, z których ostatnia - tytułowa - rozrasta się do formy powieści.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNie są to opowieści pełne wartkiej akcji czy ciągłego napięcia. Pilipiuk snuje je raczej w rytmie gawędy,...
Pierwsze dwie opowieści super, bardzo wciągają. Trzecia - czyli tytułowa i najdłuższa opowieść - trochę niestety odbiega od pozostałych.
Pierwsze dwie opowieści super, bardzo wciągają. Trzecia - czyli tytułowa i najdłuższa opowieść - trochę niestety odbiega od pozostałych.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDla mnie ta książka wydana trochę na siłę. Jak na początku była OK, to druga połowa czyli Covid Story to jakieś nieporozumienie, ciągnęło się w nieskończoność, odkładałem książkę na całe tygodnie zniechęcony to znów wracałem i przebrnąłem. Końcówkę czytałem dwa razy bo myślałem że kartki mi się skleiły - nagle znajdują się gdzieś indziej, wszystko wyrwane z kontekstu i zakończenie ... a w zasadzie jego brak. Mam wrażenie że autora goniły terminy i oddał książkę niedokończoną albo dokończoną na kolanie, na szybko....
Dla mnie ta książka wydana trochę na siłę. Jak na początku była OK, to druga połowa czyli Covid Story to jakieś nieporozumienie, ciągnęło się w nieskończoność, odkładałem książkę na całe tygodnie zniechęcony to znów wracałem i przebrnąłem. Końcówkę czytałem dwa razy bo myślałem że kartki mi się skleiły - nagle znajdują się gdzieś indziej, wszystko wyrwane z kontekstu i...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJak dla mnie Pilipiuk jest najlepszym bajarzem, który w krótkich formach odnajduje się najlepiej. A opowiadanie "Drogi przez morze" to, dla wielbicieli twórczości autora, prawdziwy "Creme de la Creme". Trochę sentymentalny Storm, mnóstwo nawiązań do innych opowiadań... i co tu robi Skórzewski? po prostu cudeńko.
Piszę na początku o krótkich formach a tytułowe opowiadanie zajmuje dobre połowę książki... no cóż, jakoś tak wyszło :)
Jak dla mnie Pilipiuk jest najlepszym bajarzem, który w krótkich formach odnajduje się najlepiej. A opowiadanie "Drogi przez morze" to, dla wielbicieli twórczości autora, prawdziwy "Creme de la Creme". Trochę sentymentalny Storm, mnóstwo nawiązań do innych opowiadań... i co tu robi Skórzewski? po prostu cudeńko.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPiszę na początku o krótkich formach a tytułowe opowiadanie...
Tylko trzy opowiadania ale jak zwykle ciekawe i zaskakujące. Może ostatnia historia trochę naciągana, ale przyznam że nie wiem jak inaczej można by było z tego wybrnąć
Tylko trzy opowiadania ale jak zwykle ciekawe i zaskakujące. Może ostatnia historia trochę naciągana, ale przyznam że nie wiem jak inaczej można by było z tego wybrnąć
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTo jedna z tych gorszych książek Pilipiuka, pisanych przez niego "na siłę". Jest tutaj mnóstwo zapychaczy, dzięki którym możecie grać w Pilipiukowskie bingo:
- mnóstwo opisów z branży budowlanej, dzięki którym dowiecie się mnóstwo o ścianach karton-gips
- opisy archeologiczne, różne warstwy gleby,
- źli biurokraci z Zachodu, w jednej z wypowiedzi posądzani o zoofilię i pedofilię,
- długie dywagacje na temat Szwedów i statku Waza (wyłowionego i dostępnego w muzeum) - co ciekawe długie dywagacje są pomiędzy Stormem i Areczkiem, gdzie my jako czytelnicy to wiemy, a co dopiero on.
- opisy bazarów i tego że "kiedyś to było"
- opisy kradnących Romów
Jedna dodatkowa uwaga jest też taka, że opisy rozmów po angielsku w tej książce nie mają sensu. Zdążyłem zapomnieć jakich dziwnych słów używa Storm (po polsku), ale na pewno nie byłyby one zrozumiane przez będących pod wpływem substancji młodych Włochów w środku nocy.
Ostatnie opowiadanie było za długie, jak na to co oferowało i końcowe deus ex machina.
To jedna z tych gorszych książek Pilipiuka, pisanych przez niego "na siłę". Jest tutaj mnóstwo zapychaczy, dzięki którym możecie grać w Pilipiukowskie bingo:
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to- mnóstwo opisów z branży budowlanej, dzięki którym dowiecie się mnóstwo o ścianach karton-gips
- opisy archeologiczne, różne warstwy gleby,
- źli biurokraci z Zachodu, w jednej z wypowiedzi posądzani o zoofilię i...
książka 7,5/10
Kolejny tom, kolejne przygody, kolejne dobrze spędzone godziny. Nie da tu się napisać czegoś więcej. Kto zna bohaterów ten wie, kto nie zna, to lepiej zacząć od tomów wcześniejszych.
10 - Arcydzieło;
9 - Wybitna;
8 - Bardzo dobra;
7 - Dobra;
6 - Może być;
5 - Średnia;
4 - Taka se;
3 - Skończyłem z musu;
2 - Tragedia;
1 - Gorzej niż tragedia, nie wiem jak skończyłem;
książka 7,5/10
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKolejny tom, kolejne przygody, kolejne dobrze spędzone godziny. Nie da tu się napisać czegoś więcej. Kto zna bohaterów ten wie, kto nie zna, to lepiej zacząć od tomów wcześniejszych.
10 - Arcydzieło;
9 - Wybitna;
8 - Bardzo dobra;
7 - Dobra;
6 - Może być;
5 - Średnia;
4 - Taka se;
3 - Skończyłem z musu;
2 - Tragedia;
1 - Gorzej niż tragedia, nie wiem jak...
Coraz słabsze opowiadania. Końcówka ostatniego to nieporozumienie. Szkoda...
Coraz słabsze opowiadania. Końcówka ostatniego to nieporozumienie. Szkoda...
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to"Drogi przez morze" to kolejny tom opowiadań bezjakubowych Andrzeja Pilipiuka. Składa się on z trzech historii, dwóch krótkich i jednej wyjątkowo długiej: "Króla gór", "Czarnego Jatagana" i tytułowych "Dróg przez morze". Opowiadania mają kilka cech wspólnych. Mówią o historii, zlepionej z odrobiną fantastyki. Andrzej Pilipiuk prezentuje tutaj swe zainteresowania arechologiczne i historyczne. Warto dodać, że motywem przewodnim zbioru są echa dawnej, nieco zapomnianej przeszłości. Pierwsze dwa opowiadania uważam za naprawdę niezłe z ciekawymi pomysłami. Ostatnie jest równie dobre koncepcyjnie, choć zdecydowanie za długie. Możnaby je znacznie skrócić i wyszłoby to historii na dobre. Zbiorek uważam więc za dobry, ale nie wyśmienity. Styl Andrzeja Pilipuka zawsze był dla mnie dość trudny i czasem trzeba się skupić przy czytaniu. Z początku nie byłem w pełni usatysfakcjonowany z tej książki. Z czasem jednak zyskuje ona na wartości. Polecam. Na koniec dodam, że kontrowersyjne dla wielu poglądy autora nie są w ogóle widoczne w tym zbiorze.
"Drogi przez morze" to kolejny tom opowiadań bezjakubowych Andrzeja Pilipiuka. Składa się on z trzech historii, dwóch krótkich i jednej wyjątkowo długiej: "Króla gór", "Czarnego Jatagana" i tytułowych "Dróg przez morze". Opowiadania mają kilka cech wspólnych. Mówią o historii, zlepionej z odrobiną fantastyki. Andrzej Pilipiuk prezentuje tutaj swe zainteresowania...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to"Król gór"
"Czarny jatagan"
"Drogi przez morze"
Kolejny tom cyklu " Światy Pilipiuka" trudno uznać za zbiór opowiadań, gdyż zawiera zaledwie trzy utwory. Z czego ostatni, najdłuższy to właściwie pełnoprawna powieść. Lektura dość przyjemna i wciągająca. Pierwszy tekst przypomina mi powojenne przygodówki, którymi zaczytywałam się w dzieciństwie. Gdyby nie elementy fantastyczne i brak tych moralizatorskich socjalistycznych wtrąceń (a raczej wręcz przeciwne wypowiedzi bohaterów) można by uznać go za literaturę dla młodzieży z lat pięćdziesiątych lub sześćdziesiątych. Drugie, krótkie opowiadanie to typowa przygoda Robert Storma, trochę detektywistyczna, trochę fantastyczna. Ostatni utwór poświęcony głównie pandemii i choć głównym bohaterem jest ponownie Robert, mocno odczuwa się tu ducha doktora Skórzewskiego. W końcu to on u Pilipiuka jest głównym ekspertem od wszelakich zaraz i bakcyli.
"Król gór"
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to"Czarny jatagan"
"Drogi przez morze"
Kolejny tom cyklu " Światy Pilipiuka" trudno uznać za zbiór opowiadań, gdyż zawiera zaledwie trzy utwory. Z czego ostatni, najdłuższy to właściwie pełnoprawna powieść. Lektura dość przyjemna i wciągająca. Pierwszy tekst przypomina mi powojenne przygodówki, którymi zaczytywałam się w dzieciństwie. Gdyby nie elementy...
O ile początkowe opowiadanie nie porwało mnie, tak już kolejna przygoda Roberta Storma mocno przykuła moją uwagę. Czuję w tej serii pierwiastek Dana Browna i przygód innego Roberta, gdzie pojawia się wiele nawiązań do przeszłości, sztuki, mistykaliów i przy okazji jest budowanie napięcia. Dla fanów myślę, że książka spełni oczekiwania, a dla innych to może porównanie z przygodami Indiany Jonesa, chociaż mniej tu akcji i strzelania, ae też jest odkrywanie tajemnic tego świata i to moim zdaniem właśnie zbliża tą serię do serii o przygodach Roberta Langdona i Indiany Jonesa.
O ile początkowe opowiadanie nie porwało mnie, tak już kolejna przygoda Roberta Storma mocno przykuła moją uwagę. Czuję w tej serii pierwiastek Dana Browna i przygód innego Roberta, gdzie pojawia się wiele nawiązań do przeszłości, sztuki, mistykaliów i przy okazji jest budowanie napięcia. Dla fanów myślę, że książka spełni oczekiwania, a dla innych to może porównanie z...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCzasy, które nadejdą Andrzeja Pilipiuka przywróciły spotkania z doktorem Skórzewskim i Robercikiem Stormemna właściwe tory – bez zbędnych udziwnień i z wyczuwalnym powiewem klasycznego Pilipiuka. ;) Dlatego z przyjemnością sięgnęłam po piętnastą odsłonę Światów Pilipiuka pod tytułem Drogi przez morze.
Trzy opowiadania.
Tradycyjnie nie będę streszczać wszystkich pięciu opowiadań zawartych w piętnastej osłonie cyklu Światy Pilipiuka, ale pozwolę sobie przytoczyć poniżej ich tytuły.
Król gór;
Czarny jatagan;
Drogi przez morze.
Robercik poszukuje doktora Skórzewskiego.
Po całkiem przyzwoitej czternastej odsłonie, znów przyszło mi określić ten zbiorek jako „ten średni z tych gorszych”. Choć tym razem na „pokład” trafiły tylko trzy opowiadania.
Skupię się na tym ostatnim – tytułowym – bo zapowiadało się naprawdę nieźle. Zwłaszcza gdy wyłapałam znajome nazwisko doktora Skórzewskiego. Ucieszyłam się, bo już oczami wyobraźni widziałam ciekawe połączenie wątków dwóch moich ulubionych bohaterów.
Nastrój zaczęła psuć pandemia, ale gawędziarski styl Pilipiuka i historyczne smaczki – podane na lekko – długo trzymały mnie na powierzchni.
I kiedy już fajnie „płynęłam” przez to morze, zaczęłam się topić w braku akcji i przegadanych rozliczeniach z rzeczywistością. Dialogi Robercika z Arkiem, które cały czas kręcą się w jednym zamkniętym pokoju, w końcu zaczęły nużyć. Sam pomysł i wyprawa do Wenecji – ciekawy. Realizacja? Zabrakło pazura.
A zakończenie… powiedzmy, że było. I tyle.
Tym „optymistycznym” akcentem kończę swoją Drogę przez morze z Robercikiem i doktorem Stormem. Jednocześnie wciąż liczę na to, że obaj Panowie powrócą w pełnej chwale w kolejnym odcinku. ;)
https://unserious.pl/2025/07/drogi-przez-morze/
Czasy, które nadejdą Andrzeja Pilipiuka przywróciły spotkania z doktorem Skórzewskim i Robercikiem Stormemna właściwe tory – bez zbędnych udziwnień i z wyczuwalnym powiewem klasycznego Pilipiuka. ;) Dlatego z przyjemnością sięgnęłam po piętnastą odsłonę Światów Pilipiuka pod tytułem Drogi przez morze.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTrzy opowiadania.
Tradycyjnie nie będę streszczać wszystkich pięciu...
Świetny zbiór opowiadań Pilipiuka. Może to nie jest poziom pierwszych tomów z serii Światy Pilipiuka, ale w moim mniemaniu nadal trzyma poziom i odznacza się na tle innych opowiadań z podobnego kanonu.
W tej książce mamy tylko trzy opowiadania - to chyba najmniej ze wszystkich zbiorów, które czytałam.
Pierwsze opowiadanie "Król gór" bardzo mi się spodobało. Jest tajemnica, stare mapy i ciekawe osadzenie w pierwszych powojennych latach, karkonoskie legendy są mroczne i straszne. Pilipiuk miał dobry pomysł, aby bohaterami opowiadania uczynić uczniów szkoły.
Drugie opowiadanie "Czarny jatagan" to Robert Storm i próba rozwiązania tajemnicy pewnej niezwykłej broni. Bardzo dobry pczątek, ale miałam wrażenie że z zakończeniem autor się albo spieszył, albo nie miał na nie pomysłu. Szkoda, bo mogło być lepiej.
Trzecie opowiadanie, choć ze względu na długość to już bardziej mini-powieść to tytułowe "Drogi przez morze". I tutaj znów podobnie jak w drugim opowiadaniu - początek wciągający, zapowiadający wielką tajemnicę a końcówka, która powinna wciskać w fotel upchnięta w dwóch kiepskiej jakości akapitach.
Podsumowując, gdyby pan Pilipiuk lepiej doprowadzał historie do emocjonującego końca byłoby pewnie 9 gwiazdek.
Świetny zbiór opowiadań Pilipiuka. Może to nie jest poziom pierwszych tomów z serii Światy Pilipiuka, ale w moim mniemaniu nadal trzyma poziom i odznacza się na tle innych opowiadań z podobnego kanonu.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toW tej książce mamy tylko trzy opowiadania - to chyba najmniej ze wszystkich zbiorów, które czytałam.
Pierwsze opowiadanie "Król gór" bardzo mi się spodobało. Jest tajemnica,...
I co tu napisać ? Pilipiuk , to Pilipiuk. Nic ująć nic dodać. Jestem Jego fanką i bardzo lubię Jego książki.
Zatem nie pozostaje mi nic innego jak polecić. Co też czynię.
Miłej lektury
I co tu napisać ? Pilipiuk , to Pilipiuk. Nic ująć nic dodać. Jestem Jego fanką i bardzo lubię Jego książki.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZatem nie pozostaje mi nic innego jak polecić. Co też czynię.
Miłej lektury
Przyjemnie pisane. I przy tym zostańmy.
Przyjemnie pisane. I przy tym zostańmy.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toUwielbiam Wielkiego Grafomana i jego książki, ale tym razem... coś poszło nie tak.
"Drogi przez morze" Andrzeja Pilipiuka niestety nie spełnia oczekiwań – ani jako solidna powieść przygodowa, ani jako coś świeżego dla fanów autora.
Pilipiuk ma swój specyficzny styl, ale tym razem utknął w utartych schematach, co sprawia, że książka momentami wydaje się niedopracowana.
Na plus? Ciekawy opis warszawskiej Pragi i powoli wymierającego świata jej dawnych mieszkańców, a także wgląd w temat cadyków i żydowskich wierzeń.
Niestety, całość przytłacza obszernym nawiązaniem do Covida i czasów pandemii, co bardziej nuży niż wzbogaca fabułę.
Uwielbiam Wielkiego Grafomana i jego książki, ale tym razem... coś poszło nie tak.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to"Drogi przez morze" Andrzeja Pilipiuka niestety nie spełnia oczekiwań – ani jako solidna powieść przygodowa, ani jako coś świeżego dla fanów autora.
Pilipiuk ma swój specyficzny styl, ale tym razem utknął w utartych schematach, co sprawia, że książka momentami wydaje się niedopracowana....
Jak wiadomo czytelnikom moich recenzji lub opinii, zwał jak zwał, książki Pilipiuka lubię czytać, czasem do nich wracam, docieram też do nowych książek, które sukcesywnie się pojawiają, bo autor działa dosyć twórczo i ma pełno kreatywnych pomysłów. Niby to są wątki znane, jako tako kojarzone, kto miał do czynienia czy to z edukacją historyczną, czy innymi motywami, które już podciąga się do fantastyki wszelakiej. No ale to Pilipiuk bierze komputer lub inne urządzenie służące do pisania w garść, do tego najpierw poczaruje troszkę czarodziejską różdżką i wychodzą z tego całkiem niezłe cuda czytelnicze. Opowiadania składające się na 15 część cyklu „ Światy Pilipiuka” są naprawdę świetne i jest ich tylko trzy, pod tym kątem to chyba rekordowa ilość, no ale też jest jakoś, myślę, że co najmniej przyzwoita, jeśli nie wybitna.
Pierwsze opowiadanie ma tytuł „Król gór” i nie wiem czy przypadkiem nie nawiązuje ono do twórczości Nienackiego i Niziurskiego. Dawno, dawno temu zaglądało się do książek jednego i drugiego pisarza. Kontent jest z grubsza ten sam mamy przygody nastoletniej młodzieży, w jednym przypadku są to podróże po kraju, a w drugim są to specyficzne szkolne eposy literackie, raczej ci młodzi ludzie od murów szkoły się nie oddalają. Tu nasz autor troszkę pokombinował, żeby pasowało do jednej i drugiej koncepcji. Do tego trzeba dodać konkretne realia historyczne, pierwsze lata po II wojnie światowej. Jedno co da się powiedzieć to było zupełnie inna młodzież, mająca często bagaż doświadczeń życiowych większy od nie jednego dorosłego, dokładnie taki jaki doświadczył cały nasz kraj. No ale, że wiek był taki jaki był, to szkoły trzeba było wrócić w nowej Polsce. No ale też była przygoda, poszukiwanie tajemniczego skarbu gdzieś w górach. To sprawiło, że ta opowieść stała się bardzo mroczna. Tylko tam hrabiego Drakuli i paru innych popaprańców tylko tam brakuje. No ale tego typu przyjemności autor pozostawił Jakubowi Wędrowyczowi, z tego co wiemy do Wojsławic na kartach książki będzie okazja powrócić już niebawem.
Drugie opowiadanie pt. „ Czarny jatagan” dotyczy właśnie jataganu, to coś w rodzaju buławy tureckiej, która była łupem wojennym kozaka wykazującego się w licznych bojach, broniący granic Rzeczypospolitej. Mielniczuk zdobył ten jatagan Husejna paszy jako trofeum wojenne, zdobyte w bitwie pod Chocimiem w 1621 roku. Ten artefakt trafił do miejscowego kościoła, i co ciekawe, mimo że był na przestrzeni 400 lat wielokrotnie kradziony, zawsze jakimś cudem wracał na miejsce. Nawet złodzieje spod znaku swastyki kruszeli i zwracali łup. Jatagan zaginął ponownie. Za wyjaśnienie sprawy wziął się oczywiście Robert Storm, tropy są dwa, jatagan jest już w Niemczech i tylko czekać aż pojawi się w jakimś Domu Aukcyjnym, a drugi trop, że trzyma skarb ktoś w okolicy gdzieś na strychu i czeka na lepsze możliwości wywiezienia broni z kraju i sprzedaży za niemałe pieniądze, Czy artefakt wróci i tajemnicza klątwa zadziała ponownie, czy po prostu sprawa zostanie rozwikłana, a złodziej złapany?
Niewątpliwie za najlepsze koniecznie trzeba uznać opowiadanie tytułowe „Drogi przez morze” autor dumał, dumał jak tu zakombinować, żeby pojawił się doktor Skórzewski, wyszło, że ciężka sprawa, no ale jednak dał radę. Najpierw chłopaki Robert i Arek poszukiwali tajemniczego jegomościa, który mógł żyć nawet 200 lat, wiadomo, że był lekarzem w Rosji, bywał w kilku innych Europejskich krajach, no ale, że trzeciej setki bez podejrzenia o to, że doktorek jest wampirem się nie dało zapewne. No to trzeba było z motywem chorobowym, z którym współcześnie mamy do czynienia, czyli covidem się uporać. Okazało się, że musiał zadziałać sam Robert, który jakieś teoretyczną wiedzę z zakresu medycyny posiada. Autor kazał Robertowi w czasie największego zagrożenia jaką była ta globalna pandemia udać się do Wenecji ratować Arka. W zasadzie mniejsza o to czy ten imperatyw etyczny trzymał się kupy, czy szło o pieniądze, wyprawa się odbyła. Robert znalazł Arka w Wenecji i zaczęło się kombinowanie jak stamtąd się wyrwać. Brzmi to bardziej banalnie niż w rzeczywistości autor nas czytelników tematem zainteresował. Dodatkowo pojawiła się tajemnicza romska magia, prawie tak samo stara, i równie ezoteryczna jak wiedza żydowskich cadyków. W społeczności cygańskiej były to wiedźmy lub ewentualnie szamani, i mieli tą samą wiedzę, która podobno pozwoliła jakiejś grupce Żydów umknąć z warszawskiego getta do Ameryki południowej, w teorii, to czysta fantastyka, ale, że działa, jednak Robert i Arek mieli okazję się przekonać, bo tylko czort wie jakim sposobem znaleźli się w Sztokholmie, czyli na drugim końcu Europy, w czasach gdy nie tylko granice, ale regiony i miasta były pozamykane.
Z grubsza to tyle, te trzy opowiadania złożyły się razem na doskonały tom, była to kolejna ciekawa podróż pełna wyobraźni do Pilipiukowskiego uniwersum. Było to ciekawe i fascynujące doświadczenie czytelnicze. Polecam.
Jak wiadomo czytelnikom moich recenzji lub opinii, zwał jak zwał, książki Pilipiuka lubię czytać, czasem do nich wracam, docieram też do nowych książek, które sukcesywnie się pojawiają, bo autor działa dosyć twórczo i ma pełno kreatywnych pomysłów. Niby to są wątki znane, jako tako kojarzone, kto miał do czynienia czy to z edukacją historyczną, czy innymi motywami, które...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPilipiuk… Może nie w formie, ale i nie na deskach. “Drogi przez morze” to lekka, przystępna książka, chociaż momentami rozwleczona i zbyt wypełniona autorem zamiast fabułą.
Całość składa się z trzech tekstów: “Króla gór”, “Czarnego jatagana” i tytułowych “Dróg przez morze”. Opowiadanie otwierające zbiór wypada, w mojej ocenie, najlepiej. Krótkie, zwięzłe, budujące dokładnie tyle tła, ile trzeba, żeby zakotwiczyć akcję i urzeczywistnić świat przedstawiony. “Król gór” toczy się bardzo naturalnie, każdy z bohaterów ma tutaj swoją rolę i pomimo małego formatu, nikt nie sprawia wrażenia słomianej kukły. Osadzenie historii w czasach powojennych, na terenach Ziem Odzyskanych daje Pilipiukowi możliwość wykorzystania swojej wiedzy o polskiej wsi i umiejętności sprawnego budowania klimatu w takim settingu. Byłbym bardzo szczęśliwy, gdyby zbiór składał się właśnie z takich utworów – nie jest to może literatura odmieniająca życie, ale świetnie wypełnia swoją rolę jako źródło rozrywki.
Dalej niestety coraz gorzej. “Czarny jatagan” jest odwrotnością poprzedzającego utworu. Chociaż Pilipiuk wybrał na bohatera Storma, który zjednał sobie już tylu czytelników, to charyzmatyczny bohater nie ratuje historii, która nie ma w sobie właściwie nic. Ot, Storm przyjeżdża na kolejną wieś i odnajduje zagubiony fant za przysłowiową “sałatą”. Tekst sprawia wrażenie jakby autor przygotował wędkę, założył linkę i spławik, ale o haczyku już zapomniał. Na szczęście niespełna czterdzieści stron sprawia, że historia nie ma czasu zmęczyć – zwyczajnie za szybko się kończy.
I w końcu “Drogi przez morze”. Potoczny, lekki styl Pilipiuka sprawia, że opowiadanie pomimo małego tempa narracji i tak czyta się całkiem sprawnie. Cieszą nawiązania do innych tekstów autora, “Drogi” noszą znamiona takiego małego, pilipiukowego multiwersum. Niestety, tekst płynie niczym łódź miotana sztormem. Wznosi się na fali, przyciągając czytelnika umiejętnie wplecionym faktem historycznym czy zgrabną konstrukcją zdania, by nagle gwałtownie zanurzyć się w morzu monotonii, “przegadania” i nieco zbyt dużego natężenia wywodów społeczno-historycznych, które przyćmiewają fabułę. Fabułę, która jest dość szczątkowa - bohaterowie głównie siedzą w jednym pomieszczeniu i główkują nad różnymi tematami. I właściwie to tyle. Pilipiuk postanowił wykorzystać ostatni utwór zbioru, żeby rozliczyć się personalnie z minioną pandemią i wygłosić przy okazji trochę… teorii na jej temat. Z pozytywów – wycieczka do Wenecji razem ze Stormem jest całkiem ciekawa, sposób, w jaki autor delikatnie przybliża różne ciekawostki historyczne cieszy jak zwykle. Jednakże, w mojej ocenie całokształt wypada zaledwie średnio. Nawet wielkie doświadczenie autora nie ratuje historii, która składa się głównie z niezbyt porywających dialogów, okazjonalnego “macgyverowania” ze strony Storma i dywagacji na temat COVID-u. Najzwyczajniej w świecie to nie gra, brakuje tutaj tej iskry przygody, która nadaje dynamiki realistycznym opowieściom o poszukiwaniu zaginionych artefaktów. “Drogi przez morze” może byłyby utworem niezłym, takim luźnym czytadłem na wolny wieczór, które nie zachwyca, ale jednak bawi, gdyby nie końcówka. Intrygujące zręby mistycyzmu, jakie Pilipiuk umieszcza w historii zostają wykorzystane, żeby całość rozwiązać bezpardonowym deus ex machina. Ot, tak – rozwiązanie rozczarowujące, przyćmiewające nawet te lepsze momenty utworu. Szkoda.
“Drogi” jako zbiór są pozycją, której odbiór będzie zależny od stopnia zaznajomienia z książkami Pilipiuka. Nowi czytelnicy być może zachwycą się warsztatem autora, swoistym klimatem jego pisarstwa i zignorują niedociągnięcia. Starsi, zagorzali fani pewnie i tak będą się cieszyć, że mają okazję znowu obcować ze “Światami Pilipiuka”. Osobiście, jestem jednak zdania, że “Drogi” warto przeczytać, tylko jeśli wpadną nam akurat w ręce – lepszych pozycji spod pióra Pilipiuka nie brakuje.
https://www.facebook.com/gniazdoszeptunow
Pilipiuk… Może nie w formie, ale i nie na deskach. “Drogi przez morze” to lekka, przystępna książka, chociaż momentami rozwleczona i zbyt wypełniona autorem zamiast fabułą.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCałość składa się z trzech tekstów: “Króla gór”, “Czarnego jatagana” i tytułowych “Dróg przez morze”. Opowiadanie otwierające zbiór wypada, w mojej ocenie, najlepiej. Krótkie, zwięzłe, budujące...