📝 Bardzo osobista, psychologiczna książka, w której autorka mierzy się z własną przeszłością, traumą i relacjami. Vanasco opisuje spotkania z osobami bliskimi, dawne doświadczenia i to, jak nieprzepracowane historie wracają w dorosłości. To opowieść o pamięci, bólu, ale też o próbie zrozumienia i przepracowania emocji, których nie da się zamknąć w szufladzie.
💭 Moja opinia:
Lektura ciężka, intymna i mocno analityczna. Dogłębna psychoanaliza postaci robi wrażenie – momentami miałam wrażenie, że czytam zapis prawdziwych sesji terapeutycznych. Zdecydowanie nie jest to książka dla każdego, ale daje do myślenia i zostaje w duszy na długo.
⭐ Ocena: 7/10
📝 Bardzo osobista, psychologiczna książka, w której autorka mierzy się z własną przeszłością, traumą i relacjami. Vanasco opisuje spotkania z osobami bliskimi, dawne doświadczenia i to, jak nieprzepracowane historie wracają w dorosłości. To opowieść o pamięci, bólu, ale też o próbie zrozumienia i przepracowania emocji, których nie da się zamknąć w szufladzie.
Szczygieł, dzieląc się wrażeniami z lektury reportażu Barbary Seidler o zabójstwie małego Daniela, powiedział "ten tekst to był gwałt". Cóż, ja mogę powiedzieć to samo o książce Jeannie Vanasco i nie mam tu na myśli tego, że jest to kolejna książka o gwałcie. Nie jest to po prostu kolejna książka o gwałcie, bo autorka do dialogu zaprasza sprawcę, kogoś, kto skrzywdził ją kilkanaście lat wcześniej. Interesujący pomysł, ale mam bardzo mieszane uczucia, tym bardziej, że momentami ciężko było się oprzeć wrażeniu, że autorka od reakcji sprawcy na to wydarzenie uzależnia swoją narrację. W pewnym momencie autorka zresztą sama to przyznaje. Uderzające jest, jak sprawca, chociaż twierdzi, że żałuje tego, co zrobił, wydaje się zrównywać sytuację swoją i autorki ("oboje byliśmy w trudnym momencie" etc), jak autorka dba o jego uczucia, bo jeszcze, biedaczek, targany wyrzutami sumienia, popełni samobójstwo. Na szczęście sytuację ratują głosy innych osób - przyjaciółki autorki, jej chłopaka i terapeuty. Z drugiej strony, przypomina mi się tutaj to, co pisała Adichie na temat tego, że nie ma jednej jedynej słusznej definicji feminizmu i jeśli np. kobieta chce wybaczyć mężczyźnie zdradę, to jest to jej wybór, który dla niej może być feministyczny. Nie tylko zresztą przypadek autorki i sprawcy, z którym rozmawia jest uderzający. Uderzająca jest nagminność przemocy seksualnej. Doświadczenia przyjaciółek i studentek autorki wydają się tak nagminne, że nawet same kobiety, które ich doświadczyły (przezornie omijam tu słowo "ofiara") wydają się je trywializować - vide doświadczenie autorki, która przez lata wzbraniała się przed nazwaniem tego, co się stało, gwałtem. Czuć w tej książce silnego ducha #metoo. Mimo wszystko książkę polecam - prowokuje i zachęca do stawiania sobie niewygodnych pytań.
Szczygieł, dzieląc się wrażeniami z lektury reportażu Barbary Seidler o zabójstwie małego Daniela, powiedział "ten tekst to był gwałt". Cóż, ja mogę powiedzieć to samo o książce Jeannie Vanasco i nie mam tu na myśli tego, że jest to kolejna książka o gwałcie. Nie jest to po prostu kolejna książka o gwałcie, bo autorka do dialogu zaprasza sprawcę, kogoś, kto skrzywdził ją...
Mam duży dylemat z recenzją tej książki, ponieważ porusza trudne przeżycia i przejścia emocjonalne po gwałcie. Opisuje wręcz niemożność poradzenia sobie z tą sytuacją, a jednocześnie jest to pamiętnik pisany w tak tragicznie ciężki dla mnie do czytania sposób, że chyba muszę zamieścić dwie odrębne oceny.
Pierwsza to treść i przesłanie książki. Mamy tutaj wpierw przygotowania, wewnętrzne rozterki i całą gamę emocji Autorki opisującej gwałt jej przyjaciela - na niej. Dziewczynie trudno ułożyć siebie w całej tej sytuacji. Rozkłada wydarzenie na czynniki pierwsze, analizuje, czy to w ogóle był gwałt - w końcu doszło do penetracji ręką. Rozpamiętuje wszystkie przypadki molestowania seksualnego, które ją spotkały. W tej analizie uczestniczą jej przyjaciółki, terapeuta i mąż. Wszystko przygotowuje po to, by w końcu…spotkać się ze swoim gwałcicielem i porozmawiać z nim na temat tego wydarzenia. Obserwujemy proces, który przechodzi Autorka od pomysłu, by w końcu rozprawić się z przeszłością, poprzez walkę wewnętrzną, aż po rozmowy ze swoim dawnym przyjacielem. Dużo tu analiz, nawet każdego pojedynczego słowa.
Tutaj wejdę właśnie w styl pisania. Jest to pamiętnik z dodatkowym transkryptem rozmów pary. Zarówno rozmowy, jak i późniejsze analizy wymiany zdań były dla mnie tragiczne do czytania. Ogólnie sam styl pisania był dla mnie nie do zniesienia i tylko z szacunku do przeżyć Autorki chciałam dotrzeć do końca, by dowiedzieć się, do jakich wniosków doszła.
Mam duży dylemat z recenzją tej książki, ponieważ porusza trudne przeżycia i przejścia emocjonalne po gwałcie. Opisuje wręcz niemożność poradzenia sobie z tą sytuacją, a jednocześnie jest to pamiętnik pisany w tak tragicznie ciężki dla mnie do czytania sposób, że chyba muszę zamieścić dwie odrębne oceny.
Pierwsza to treść i przesłanie książki. Mamy tutaj wpierw...
Książka porusza ważny temat i jest ciekawym studium mieszanych uczuć ofiary i ich powodów. Dla mnie jednak zbyt rozwlekła i pozbawiona komentarza psychologa który byłby pomocny dla zrozumienia treści
Książka porusza ważny temat i jest ciekawym studium mieszanych uczuć ofiary i ich powodów. Dla mnie jednak zbyt rozwlekła i pozbawiona komentarza psychologa który byłby pomocny dla zrozumienia treści
Naprawdę dobrze napisana i rzetelna książka, zaangażowała mnie bardziej niż przypuszczałam.
Nigdy wcześniej nie spotkałam się z taką formą opowiedzenia o przemocy seksualnej, gdzie głos zabiera także oprawca, nie sama ofiara. Myślę, że to bardzo dobry zabieg, dający nowe spojrzenie na problem gwałtu.
Jest to bardzo refleksyjna książka, która stawia trudne, aczkolwiek bardzo ważne pytania i choćby z tego powodu warto po nią sięgnąć.
Naprawdę dobrze napisana i rzetelna książka, zaangażowała mnie bardziej niż przypuszczałam.
Nigdy wcześniej nie spotkałam się z taką formą opowiedzenia o przemocy seksualnej, gdzie głos zabiera także oprawca, nie sama ofiara. Myślę, że to bardzo dobry zabieg, dający nowe spojrzenie na problem gwałtu.
Jest to bardzo refleksyjna książka, która stawia trudne, aczkolwiek...
Nie umiem do końca ocenić tej książki. Pod względem literackim nie zachwyca. Miejscami irytuje, a czasem nudzi. Czytało mi się ją po prostu źle. Ale jednocześnie dzięki niej zmieniłam optykę na kilka spraw.
Nie umiem do końca ocenić tej książki. Pod względem literackim nie zachwyca. Miejscami irytuje, a czasem nudzi. Czytało mi się ją po prostu źle. Ale jednocześnie dzięki niej zmieniłam optykę na kilka spraw.
Sama inicjatywa jest nietypowa i niespotykana, dlatego tak bardzo do mnie trafiła. Tematyka gwałtu i wykorzystania seksualnego to zdecydowanie tematy tabu, nad którymi nie każdy chcę się pochylić. Mimo tak znanego ruchu, notabene szeroko propagowanego jak #metoo, nie każdy jest w stanie podzielić się swoimi traumatycznymi doświadczeniami. Jak wiele odwagi i siły musi mieć kobieta, aby podzielić się swoimi najskrytszymi przeżyciami? A ile tej odwagi musi mieć sprawca - który dopuścił się karygodnego czynu - aby podzielić się swoimi rozterkami i odpowiedziami na pytania, które jego samego, dręczyły od lat?
Historia Vanasco zdumiewa, otwiera oczy i szokuje. Wywołuje skrajne emocje, bo z jednej strony sam pomysł jest niezwykle frapujący i przejmujący, z drugiej strony rozmowy prowadzone w ramach projektu z „przyjacielem-oprawcą” są czasem tak, jakby wymuszone. Przyznaje, że czasem irytował mnie ich przebieg, ale w ogólnym rozrachunku niosły za sobą wiele ważnych przemyśleń i wniosków.
Autorka godzi się na to, aby czytelnik wszedł butami w jej własną psychikę. Analizuje sama siebie, swoje przemyślenia, schematy, którymi się kieruję i poddaję je krytyce. Zanurzyłam się w tej historii całkowicie. Czułam całą gamę emocji. Poruszyła we mnie te najdelikatniejsze struny.
Czy jest to pozycja, która spodoba się każdemu? Na pewno nie. Czy polecam? Owszem. Jeszcze nie spotkałam się z takim ujęciem tematu, a więc nie tylko czułam się zaskoczona formą, ale również bogatą, dającą do myślenia treścią
Sama inicjatywa jest nietypowa i niespotykana, dlatego tak bardzo do mnie trafiła. Tematyka gwałtu i wykorzystania seksualnego to zdecydowanie tematy tabu, nad którymi nie każdy chcę się pochylić. Mimo tak znanego ruchu, notabene szeroko propagowanego jak #metoo, nie każdy jest w stanie podzielić się swoimi traumatycznymi doświadczeniami. Jak wiele odwagi i siły musi mieć...
Trudna narracja, spodziewałam się fabularyzowanego reportażu, a dostałam zapis rozmów i luźne notatki refleksji wewnętrznych. Czytałam tę książkę bardzo długo, bo momentami jest męcząca - autorka dzieli włos na czworo, powtarza to samo, analizuje, analizuje, analizuje. Nie ma też sprecyzowanej opinii na temat sprawcy gwałtu, a czytelnik (ja?) lubi być prowadzony za rękę, z jasnym drogowskazem. W miarę czytania zmieniłam jednak zdanie. Stwierdziłam, że każdy pisarz formułuje swoją książkę jak chce, jak może, jak mu pasuje. Nie mam za sobą tak traumatycznych przeżyć jak autorka, chociaż przemoc seksualna wobec mojej osoby nie jest mi obca, jak sądzę, to doświadczenie większości kobiet w Polsce - to właśnie jedna z refleksji po lekturze książki. Zwraca uwagę na ciągle obecny problem, uwrażliwia na niego. Brak jednoznacznej oceny sprawcy, własnych emocji, brak jakiegoś podsumowania to ostatecznie w mojej opinii zaleta "Rzeczy, o których nie rozmawiałyśmy...", ponieważ nie narzuca jednoznacznej interpretacji. To znak szacunku dla czytelnika i jego doświadczeń - musi sam ustosunkować się wobec poruszanego problemu.
Trudna narracja, spodziewałam się fabularyzowanego reportażu, a dostałam zapis rozmów i luźne notatki refleksji wewnętrznych. Czytałam tę książkę bardzo długo, bo momentami jest męcząca - autorka dzieli włos na czworo, powtarza to samo, analizuje, analizuje, analizuje. Nie ma też sprecyzowanej opinii na temat sprawcy gwałtu, a czytelnik (ja?) lubi być prowadzony za rękę, z...
Po wielu latach zadzwonić do mężczyzny, który cię zgwałcił i umówić się z nim na kawę?
Zazwyczaj gwałcicielami są osoby nam bliskie. To nasi partnerzy, przyjaciele, nauczyciele, członkowie rodziny. Zdecydowana większość gwałtów dokonywana jest przez ludzi nam znanych. Przez ludzi, o których złego słowa byśmy nie powiedzieli.
Autorka będąc nastolatką została zgwałcona przez swojego najlepszego przyjaciela. Osobę z którą spędzała cudowne chwile, w której miała wsparcie, na której zawsze mogła polegać.
Jak tak dobra osoba może dopuścić się tak strasznego czynu?
Jeannie Vanasco wciąż, po 14 latach, przeżywając traumę postanawia porozmawiać z byłym przyjacielem. Chce dowiedzieć się, co skierowało go do tego czynu, dlaczego tak się zachował. Czy planował ten gwałt? Kobieta chce poznać jego punkt widzenia. Spróbować zrozumieć.
Kobieta oddaje gwałcicielowi głos.
Wiecie co w tym wszystkim jest najgorsze? Że polubiłam tego Marka. Jeannie pisała o nim tak, że trudno byłoby powiedzieć o nim coś złego. Oprócz tego jednego, okropnego czynu wydawał się naprawdę fajnym facetem.
Książka napisana jest w formie „pamiętnika”. Dostajemy w niej ogrom trudnych emocji, zaglądamy do wnętrza autorki, wraz z nią odczuwamy ból.
Czytając tę historię towarzyszy nam wielki dyskomfort, jest niewygodnie, niezręcznie - dziwnie.
„Rzeczy, o których nie rozmawiałyśmy, kiedy byłyśmy dziewczynami” to nie tylko książka dla każdej kobiety. To książka, po którą powinni sięgać mężczyźni.
Po wielu latach zadzwonić do mężczyzny, który cię zgwałcił i umówić się z nim na kawę?
Zazwyczaj gwałcicielami są osoby nam bliskie. To nasi partnerzy, przyjaciele, nauczyciele, członkowie rodziny. Zdecydowana większość gwałtów dokonywana jest przez ludzi nam znanych. Przez ludzi, o których złego słowa byśmy nie powiedzieli.
Zacznijmy od tego, że tego typu książki nie mają dostarczać nam rozrywki, nie muszą nas wciągać ani być "epickie". Tego typu książki mają pomagać ofiarom, a nie recenzentom książkowym, którzy wszystko widzieli, wszędzie byli... Moim zdaniem warto przeczytać książkę, jeśli było się wykorzystanym seksualnie. Warto ją przeczytać jeśli chce się pomóc ofiarom. Książka nie powie jak ale pozwoli zrozumieć co czują.
Zacznijmy od tego, że tego typu książki nie mają dostarczać nam rozrywki, nie muszą nas wciągać ani być "epickie". Tego typu książki mają pomagać ofiarom, a nie recenzentom książkowym, którzy wszystko widzieli, wszędzie byli... Moim zdaniem warto przeczytać książkę, jeśli było się wykorzystanym seksualnie. Warto ją przeczytać jeśli chce się pomóc ofiarom. Książka nie powie...
Potężne rozczarowanie literackie, choć temat ważki i bardzo na czasie. Nie spodziewałam się, że książka tak dobrze oceniana przez czytelników i kilkakrotnie nagradzana będzie dla mnie tak męcząca. Bo jej lektura była dla mnie istną drogą przez mękę. Spodziewałam się błyskotliwego, wielogłosowego reportażu na temat seksualnego wykorzystywania w bliskich relacjach, przez mężów, partnerów, przyjaciół, znajomych. To zjawisko, niestety, częste i jak dotąd marginalizowane. W zamian dostałam surowy zapis strumienia świadomości autorki i stenogram jej osobistych oraz telefonicznych rozmów ze sprawcą. Miałkie to wszystko i rozmywające istotę problemu oraz wymowę opowieści.
Zawiłe przemyślenia autorki, jej dzielenie włosa na czworo, poszukiwanie drugiego dna i skomplikowane analizy być może są przydatne podczas terapii, w której od lat uczestniczy, ale dla mnie jako czytelnika jej taplanie się z upodobaniem w emocjach i zupełnie mi obce rozterki są kompletnie zbędne i zwyczajnie nudne. Nie, nie chcę siedzieć w głowie autorki. A na pewno nie chcę otrzymywać jej zapewne szczerego ale zbyt ekshibicjonistycznego zapisu myśli. Nie dlatego, że są zbyt intymne, tylko dlatego, że mnie to do tego stopnia nie interesuje.
Może to kwestia wrażliwości i sposobu odbioru świata, ale postawa autorki wobec swoich przeżyć sprzed lat zupełnie mnie nie przekonuje. I choć chciałabym uniknąć ocen, nie potrafię jakoś zrozumieć rozdrapywania ran i rozpamiętywania krzywd po ponad 15 latach od wydarzeń. Ani to zdrowe ani nie świadczy dobrze o procesie terapeutycznym. Tym bardziej, że nie mówimy o czasach i miejscach, w których traum się nie leczy, a o zamożnej pisarce i współczesnych Stanach Zjednoczonych, w których dostęp do leczenia psychiatrycznego i terapii psychologicznych jest chyba najbardziej powszechny w świecie. Nie, wbrew oczekiwaniom autorki, ta książka nie leczy. Ani jej ani nikogo innego.
Trudno mi również zrozumieć, czego autorka oczekuje od sprawcy i dlaczego wymaga od siebie, a wręcz zmusza się do negatywnych uczuć wobec niego. Wygląda to trochę tak, jakby nie potrafiła określić, co jest dla niej ważne, a realizowała jedynie słuszne społeczne oczekiwania ewentualnie wymagania bliskich jej osób. Dość mocno widać, jak ulega zewnętrznym wpływom, nie ufając zupełnie sobie samej.
Z zapisów telefonicznych i osobistych rozmów autorki ze sprawcą wynika, że ten niejako godzi się na konwencję drobiazgowego roztrząsania zarówno wspólnej przeszłości, jak i swojej teraźniejszości. Jednocześnie, choć wyraźnie widać, że czuje się winny, w jakiś sposób karze samego siebie, dokonuje wręcz samobiczowania, jego zachowanie wciąż nie odpowiada wyśrubowanym i nie do końca sprecyzowanym oczekiwaniom autorki. Mam wrażenie, że kompletnie nie uwzględnia ona innych sposobów przeżywania, sprowadzając wszystko do jedynie słusznego stworzonego przez siebie wzorca.
Być może takie niezwykle osobiste zapisy i analizy były autorce do czegoś potrzebne, nie wiem natomiast, czy ma sens dzielenie się tym z nieokreślonym gronem czytelników. I nie chodzi mi o to, że powinna się czegoś wstydzić, bądź w jakiś sposób chronić sprawcę, a o to, że jej perspektywa nie ma jednak uniwersalnego wydźwięku i dla osób postronnych zdaje się zgoła nieinteresująca i trudna w odbiorze. U mnie, zapewne wbrew jej intencjom, zamiast współczucia zrodziła irytację męczącą, marudną ofiarą. I choć nie neguję absolutnie zarówno doświadczenia autorki (mam na koncie własne, wcale nie łatwiejsze), jak i winy sprawcy, ani też ciężaru przestępstwa, którego ofiarą padła, temat wydaje mi się potraktowany chaotycznie i w jakiś sensie spłaszczony. Mimo osobistych doświadczeń w żaden sposób nie potrafię się w nim odnaleźć. Bo tak naprawdę z braku konkretów, szerszej perspektywy i z powodu skrajnego subiektywizmu książka staje się rozwlekłym pamiętnikiem, który powinien jednak pozostać w prywatnej sferze autorki.
Książka nie zachwyca ani językowo, ani kompozycyjnie. Urywa się bez jakiegoś podsumowania, zakończenia, domknięcia. Mocno to wszystko niespójne, chaotyczne i ostatecznie chyba niepotrzebne. Uważam, że to projekt od podstaw chybiony i nie wnoszący niczego do dyskusji na temat seksualnych nadużyć.
Potężne rozczarowanie literackie, choć temat ważki i bardzo na czasie. Nie spodziewałam się, że książka tak dobrze oceniana przez czytelników i kilkakrotnie nagradzana będzie dla mnie tak męcząca. Bo jej lektura była dla mnie istną drogą przez mękę. Spodziewałam się błyskotliwego, wielogłosowego reportażu na temat seksualnego wykorzystywania w bliskich relacjach, przez...
Przyjęło się, że gwałcicielami są nieznajomi, ale zwykle okazują się nimi bliskie nam osoby. Ludzie, którym ufamy i przy których tracimy czujność. Niestety coś takiego spotkało Jeannie Vanasco, gdy upiła się na jednej z imprez, a jej najbliższy przyjaciel postanowił wykorzystać jej chwilowe zamroczenie. Horror ten wydarzył się czternaście lat temu, a kobieta wciąż budzi się w nocy z krzykiem. Ma partnera, który ją wspiera, wspaniałych przyjaciół i interesującą pracę, ale przeszłość wciąż miesza się z teraźniejszością. Najgorsze dla niej jest jednak to, że nie potrafi znienawidzić Marka — „źle czuję się z tym, że nie czuję tego, co wydaje mi się, że powinnam czuć". Sprzeczne emocje zdają się jedynie utrzymywać wspomnienie o traumatycznym wydarzeniu.
W swojej książce postanowiła opisać swoją przyjaźń z Markiem i wydarzenie, które wszystko zniszczyło. Na tym jednak nie poprzestała. Zdecydowała się skontaktować z byłym przyjacielem. Chciała dać mu głos.
„No więc czemu uważam, że ten projekt jest coś wart? Dlatego, że wśród sprawców napasci seksualnych jest wielu zupełnie zwyczajnych facetów, i chcę to pokazać. Chcę też pokazać, jak wymyślam — jak robiłam to wtedy i jak wciąż to robię, nawet teraz — usprawiedliwienia dla Marka, chociaż wydawało mi się, że już wiem: nie powinnam."
Książka ta wzbudziła we mnie wiele sprzecznych uczuć. Za sprawą autorki polubiłam Marka i znienawidziłam jednocześnie. Przez to, że całość zdaje się być pisana niczym pamiętnik i szczery zapis myśli, możemy poczuć to, co siedziało w Jeannie. Problem bowiem w tym, że Mark to naprawdę sympatyczny facet. Facet, który zgwałcił swoją przyjaciółkę. Dopuścił się czegoś, co powinno zupełnie skreślić go w naszych oczach, a jednak w pamięci autorki wciąż jest sporo miłych wspomnień, które przypomina w rozmowach telefonicznych z Markiem — „chcę, żeby pamiętał coś więcej niż samą napaść — bo chcę wierzyć, że nasza przyjaźń miała znaczenie".
Jednocześnie sprawia to, że „czuje się, jakby była beznadziejną feministką". Bo daje głos gwalcicielowi i bo wciąż się o niego martwi. A jednocześnie wie, że nie powinna.
„Gdyby Mark był mięśniakiem, gdyby był tępym ziomalem, gdyby nie dawał mi dokładnie tego, czego potrzebuję, byłoby mi łatwiej, czułabym gniew. Tymczasem on rozważa swoje miejsce w ruchu MeToo".
Dodatkowo Jeannie wspomina o odwadze, którą dał jej ruch MeToo. Analizuje zmiany, jakie dzięki niemu zaszły w społeczeństwie i mówi o różnicy w definicji gwałtu, jaką w 2013 zarządziło FBI. Przypomina utarte stereotypy, które żyją w naszej świadomości, choć na co dzień nawet nie zauważamy ich istnienia.
Tekst ten jest naprawdę mocny i osobisty. Uczucia autorki odbijają się na czytelniku i... Och. Po prostu czytajcie, dobrze? Jest to reportaż ważny i potrzebny. Zdecydowanie wart uwagi. Napisany lekkim piórem, choć mocno odbijający się na czytelniku. Pomaga człowiekowi lepiej zrozumieć drugiego człowieka i... Czytajcie.
Przyjęło się, że gwałcicielami są nieznajomi, ale zwykle okazują się nimi bliskie nam osoby. Ludzie, którym ufamy i przy których tracimy czujność. Niestety coś takiego spotkało Jeannie Vanasco, gdy upiła się na jednej z imprez, a jej najbliższy przyjaciel postanowił wykorzystać jej chwilowe zamroczenie. Horror ten wydarzył się czternaście lat temu, a kobieta wciąż budzi się...
Mam mieszane uczucia, ponieważ książka opisuje bardzo trudny i poważny temat. Natomiast bardzo ciężko było mi ją czytać. Nie znalazłam w niej nic odkrywczego i wnoszącego do mojego życia. Być może miałam zbyt wysokie oczekiwania.
Mam mieszane uczucia, ponieważ książka opisuje bardzo trudny i poważny temat. Natomiast bardzo ciężko było mi ją czytać. Nie znalazłam w niej nic odkrywczego i wnoszącego do mojego życia. Być może miałam zbyt wysokie oczekiwania.
Kiedy jest to już gwałt? A kiedy „nieporozumienie”, „okrutna zdrada”. I kto tu jest winien?
Definicja gwałtu nieustannie się zmienia. Nawet FBI ją modyfikuje. I choć wydaje się, że świadomość społeczna jest coraz większa, to wciąż powtarzają się głosy, że to „jej wina”, bo przecież założyła krótką spódniczkę. A tak naprawdę, to po co się czepia? Sama chciała.
Za mną lektura przejmującej opowieści Jeannie Vanasco, która doświadczyła kilku gwałtów. Niestety ze strony swoich przyjaciół. Utrata zaufania szła zatem w parze z bólem – fizycznym i psychicznym. Czy taką traumę można przepracować? Autorka długo zbierała się do ujawnienia swojej historii. Zaserwowała czytelnikom książkę bardzo poruszającą, wielowymiarową i wieloznaczną. Skupia się na szerokiej perspektywie ofiary i przestępcy, który nigdy formalnie nie odpowiedział za swoje czyny. Wraca pamięcią do okropnych wydarzeń z lat swojej młodości i stara się znaleźć odpowiedź „dlaczego”. Analizuje sytuację z różnych kątów widzenia, przygląda się jej, rozkłada na czynniki pierwsze, kąsa swoją ranę, serwując nam kawałek po kawałku. Obok tej książki nie da się przejść obojętnie.
Ofiara i oprawca
Kiedy dochodzi do gwałtu? Czy musi dojść do pełnego stosunku? Obecna definicja wg FBI jest dość precyzyjna. Jeannie jako młoda dziewczyna doświadczyła gwałtu ze strony swojego przyjaciela. Pierwszy raz się upiła, ale była wśród samych przyjaciół. Zniósł ją do piwnicy i dokonał swojego haniebnego czynu. Bardzo się bała. Potem wszystko się zmieniło. Niestety w dorosłym życiu doświadczyła takich sytuacji jeszcze kilkukrotnie. W swojej opowieści pokazuje nam, jak płynne są definicje gwałtu i przemocy i jak trudno znaleźć jednoznaczną odpowiedź na dręczące nas pytania. Co siedzi w głowie przestępcy? Jeannie postanawia odezwać się do swojego dawnego przyjaciela. Prowadzi z nim rozmowy, rozdrapuje rany i wraca do przeszłości. Na początku wydaje się, że jest dla niego zbyt łagodna, ale może po prostu stara się być obiektywna? Sprawa jest zagmatwana i można na nią spojrzeć z wielu perspektyw, a i tak wydaje się, że nigdy nie dojdziemy do sedna. Nigdy się nie uzdrowimy z takiej traumy. Przemoc zmienia życie. Na zawsze.
„- Naprawdę zyskałam nieuczciwą przewagę dzięki temu nagraniu – relacjonuję jej. – Mogę analizować i krytykować wszystko, co powiedział”.
Doskonały warsztat
Nie tylko sam temat porusza do głębi, ale wrażenie robi również doskonałe pióro autorki. Kompozycja jest oryginalna, mamy sporo wtrąceń narratorki, rozważania teoretycznoliterackie, które sprawiają, że dzieło nabiera uniwersalnego wyrazu. Czy jest się w stanie napisać taką opowieść w sposób całkowicie obiektywny? Jeannie od początku wiedziała, że w jej historii nie może zabraknąć jej byłego przyjaciela. Jej warsztat pisarski robi wrażenie, nie dziwi zatem, że „Rzeczy, o których nie rozmawiałyśmy, gdy byłyśmy dziewczynami” uznano za najlepszą książkę 2019 roku (m.in. wg TIME, ESQUIRE, AMAZON).
Refleksja i co dalej?
Nie mogłam się oderwać od tej elektryzującej powieści. Autorka sprawnie operuje swoim piórem, kreśląc przerażającą opowieść o traumie, z której nie ma wyjścia. Rozważa różne scenariusze, rozmawia ze swoim oprawcą, ale nad wszystkimi słowami wisi widmo przeszłości. Kim jest sprawca? Co tkwi w jego umyśle? Książkę od wydawnictwa RELACJA bardzo Wam polecam. Nie jest to jednak rozrywka, a refleksja, mądrość i doświadczenie. Myślę, że powinny ją przeczytać nie tylko kobiety, ale przede wszystkim – mężczyźni.
Kiedy jest to już gwałt? A kiedy „nieporozumienie”, „okrutna zdrada”. I kto tu jest winien?
Definicja gwałtu nieustannie się zmienia. Nawet FBI ją modyfikuje. I choć wydaje się, że świadomość społeczna jest coraz większa, to wciąż powtarzają się głosy, że to „jej wina”, bo przecież założyła krótką spódniczkę. A tak naprawdę, to po co się czepia? Sama chciała.
O czym tak naprawdę nie rozmawiałyśmy, kiedy byłyśmy dziewczynami? O rzeczach, które już na początku życia nas raniły i zaczęły zmieniać w kobiety? A może nie mówiło się o tym, co nas rozczarowało i mogło rozczarować naszych najbliższych?
Jeannie Vanasco w swoim pamiętniku/relacji czy może autoterapii odkrywa pełen wachlarz uczuć, których wcale nie musimy rozumieć. I daje nam jasno znać, że każda z nas jest inna. Chociaż spotykają nas podobne sytuacje, możemy sobie z nimi radzić w całkowicie odmienny sposób.
Ale jak można poradzić sobie z wciąż żywym wspomnieniem gwałtu sprzed 14 lat? Jak to wpłynęło na życie ofiary, a jak na życie oprawcy - Marka? Czy bardziej bolesna jest dla autorki zdrada przyjaciela, o którym nie potrafi zapomnieć czy trauma, jaką jej zgotował?
Oddanie głosu Markowi jest zabiegiem odważnym i budziło we mnie skrajne emocje. Przeszłam długą drogę od niedowierzania, złości i irytacji, aż do próby zrozumienia. Nie mamy bowiem prawa oceniać kogoś, kto szuka drogi wyjścia z mroku.
„Rzeczy, o których nie rozmawiałyśmy, kiedy byłyśmy dziewczynami” to książka dająca początek do trudnej i bardzo ważnej dyskusji. Dlaczego na skrzywdzoną osobę spada podwójna kara. Jak wiele sprzecznych uczuć może się zmieścić w jednej kobiecie. Czy oprawca ma prawo głosu, a my powinniśmy mu współczuć, a nawet wybaczyć. Czy gwałt można zapomnieć.
Jeśli szukacie tu wartości literackiej, możecie się rozczarować. Zapis rozmów i wspomnienia autorki są chaotyczne, nie brakuje w nich powtórzeń i słów, za które Vanasco sama siebie gani. Ale jeśli spojrzycie na „Rzeczy...” szerzej, możecie zgodzić się z autorką i szukać drogi do zrozumienia jej projektu, albo nie zgodzić się z takim przedstawieniem gwałtu i uznać książkę za złą, a nawet szkodliwą. I do obu reakcji macie pełne prawo. Ja pozostaję gdzieś pośrodku i wierzę, że w trakcie lektury nie ma miejsca na niewłaściwe emocje. Bo każda z nich będzie nasza.
O czym tak naprawdę nie rozmawiałyśmy, kiedy byłyśmy dziewczynami? O rzeczach, które już na początku życia nas raniły i zaczęły zmieniać w kobiety? A może nie mówiło się o tym, co nas rozczarowało i mogło rozczarować naszych najbliższych?
Jeannie Vanasco w swoim pamiętniku/relacji czy może autoterapii odkrywa pełen wachlarz uczuć, których wcale nie...
Chciałabym, żeby tę książkę przeczytali mężczyźni, bo że zrobią to kobiety, nie mam wątpliwości. Nie dziwią mnie recenzje poniżej rozpoczynające się od słów "mam mieszane uczucia", "nie wiem co napisać o tej książce, jak ją ocenić", bo to jest książka, która jest i ma być niewygodna, sprawiać dyskomfort i pozostawiać po sobie pytania. Chylę czoła przed autorką, przede wszystkim za całą otoczkę projektu, którą zdecydowała się w książce umieścić, własne wątpliwości, refleksje na temat definicji gwałtu, całą skomplikowaną autoanalizę, bez której obraz nie byłby kompletny. Mimo wszystko to wielka odwaga i praca, wciąż jeszcze dla wielu szokująca. To książka tak gęsta od zagadnień i niełatwych emocji, uwikłana we wzorce płciowe znajome wielu kobietom - nadskakiwanie własnemu oprawcy, dbanie o wszystkich dookoła i zapominanie o sobie, wieczne zastanawianie się, co inni pomyślą/powiedzą, umniejszanie własnej krzywdy i winy mężczyzny... To książka bolesna, ale też ważny głos w dyskusji o toksycznej męskości, która krzywdzi wszystkich, nie tylko kobiety. Wciąż mam w głowie słowa "nie istnieją mili faceci" i właśnie to przesłanie powinno dotrzeć do mężczyzn, choć obawiam się, że wielu z nich nie dotarłoby do tego fragmentu (to gdzieś pod koniec książki).
Chciałabym, żeby tę książkę przeczytali mężczyźni, bo że zrobią to kobiety, nie mam wątpliwości. Nie dziwią mnie recenzje poniżej rozpoczynające się od słów "mam mieszane uczucia", "nie wiem co napisać o tej książce, jak ją ocenić", bo to jest książka, która jest i ma być niewygodna, sprawiać dyskomfort i pozostawiać po sobie pytania. Chylę czoła przed autorką, przede...
Oceniam tą książkę na 5/10 tylko dlatego, że... nie potrafię jej ocenić. Opowiada o bardzo bolesnych i osobistych doświadczeniach autorki, których w żaden sposób nie chcę umniejszać. A jednak, jej bierność mnie irytowała. Nie tylko w sytuacji z Markiem, ale z wieloma opisanymi w książce mężczyznami - jest wielokrotnie gwałcona przez swojego chłopaka, pomimo tego zostaje w nim związku; gwałci ją "przyjaciel", z którym później utrzymuje znajomość; jest przerażająco miła dla swojego gwałciciela etc. Wiele z tych sytuacji jest dla mnie kompletnie niezrozumiałych i wiąże się pewnie z jakąś trauma lub chorobą psychiczną wręcz (nie znam się, ale autorka sama pisze o sobie, że chce wszystkich naokoło zadowalać i "szukać w nich tego, co dobre").
Ale ponieważ zdaje sobie sprawę, że łatwo ocenia się czyjeś zachowania z boku, samym nie będąc w tej sytuacji, zostawiam tą książkę bez oceny. Czy polecam ją przeczytać? Nie wiem; na pewno przedstawia bardzo osobisty punkt widzenia na gwałt (sam fakt, że autorka, z czego zdaje sobie sama sprawę, ma opory przed użyciem słowa "gwałt", daję dużo do myślenia). Na pewno jest kilka wątków, które zostaną ze mną na dłużej i skłoniły mnie do myślenia. A czy sama rozmowa z gwałcicielem w jakiś sposób okazała się odkrywcza? Dla mnie nie.
Oceniam tą książkę na 5/10 tylko dlatego, że... nie potrafię jej ocenić. Opowiada o bardzo bolesnych i osobistych doświadczeniach autorki, których w żaden sposób nie chcę umniejszać. A jednak, jej bierność mnie irytowała. Nie tylko w sytuacji z Markiem, ale z wieloma opisanymi w książce mężczyznami - jest wielokrotnie gwałcona przez swojego chłopaka, pomimo tego zostaje w...
To, co znajdziemy pod tytułem "Rzeczy, o których nie rozmawiałyśmy, kiedy byłyśmy dziewczynami" nie jest typową książką. Co więcej, wymyka się wszelkim ramom definiującym gatunki. Choć wspomnienia przekazane są w formie literackiej, to bazują na faktach a przecinające je transkrypcje rozmów i sprawozdania z poczynionych prób, przywodzą na myśl bardziej relację, niż materiał przeznaczony stricte do czytania.
Podczas studiów, Jeannie Vanasco została wykorzystana seksualnie przez najlepszego przyjaciela. Już samo zdefiniowanie czynu, zarówno prawne jak i moralne, stanowiło nie lada problem. Pozostawiona w niepewności kobieta, wspierana przez przyjaciół i rodzinę, pamiętająca także wyjątkowo radosne chwile spędzone z chłopakiem, postanawia po 13 latach problem "rozpracować". To co my czytamy, to kolejne etapy projektu z udziałem Jeannie i "Marka", który ma odpowiedzieć na pytanie, dlaczego dobry człowiek dopuszcza się złego czynu.
Osoby, które zetknęły się z napastowaniem seksualnym i związaną z nim niepewnością czy obwinianiem samego siebie, znajdą tutaj wsparcie w postaci przynależności do grupy. Mogą też rozważyć sposób poradzenia sobie z prześladującą ich traumą. Podążania za projektem Autorki nie polecam, bo zdaje się on pogłębiać niedorzeczne przekonanie, że celem ofiary jest odnajdywanie w byłym przyjacielu cech pozytywnych.
Książka nie wypełni potrzeby obcowania z dobrym tekstem literackim. Autorka, niczym wprost z piosenki Myslovitz "składa się z ciągłych powtórzeń", co może przyprawić o zniechęcenie, nawet złość. Nieustannie powraca do samooskarżania i, mam wrażenie, uszczęśliwiania winnego na siłę. Jestem świadoma, że i on, dokonując nietypowego dla siebie czynu, czuje się z nim niekomfortowo. Tyle, że ów brak komfortu, zdaje się być pokutą, na jaką "Mark" sam się zgadza.
Rzecz wydana przez Wydawnictwo Relacja może być doskonałym przyczynkiem do rozważań psychologicznych czy zachętą do podjęcia terapii. Powinna jako taka być bardzo doceniona. Nie jest to jednak dobry wybór na swobodne czytanie.
Polecam osobom zainteresowanym tematem.
Pani_Ka Czyta
To, co znajdziemy pod tytułem "Rzeczy, o których nie rozmawiałyśmy, kiedy byłyśmy dziewczynami" nie jest typową książką. Co więcej, wymyka się wszelkim ramom definiującym gatunki. Choć wspomnienia przekazane są w formie literackiej, to bazują na faktach a przecinające je transkrypcje rozmów i sprawozdania z poczynionych prób, przywodzą na myśl bardziej relację, niż...
Niezwykle trudno ocenić mi tę książkę, bo wywołała we mnie mieszane uczucia. Z jednej strony jestem pełna uznania dla autorki za to, że przełamała tabu i pozwoliła niejako „wytłumaczyć się” swojemu oprawcy, pokazując tym szerszą perspektywę. Z drugiej jednak, trudno było mi się zaangażować w historię ze względu na sposób prowadzenia narracji i mało konkretne rozmowy.
„Rzeczy, o których nie rozmawiałyśmy, kiedy byłyśmy dziewczynami” to niewątpliwie ważny i skłaniający do myślenia pamiętnik o przyjaźni, zdradzie i napaści seksualnej. Myślę, że jego najważniejszym przesłaniem jest to, czego Vanasco nie chce przyznać wprost, a mimo to odpowiedź kryje się w każdym rozdziale – gwałciciele nie są potworami w ciemnych zaułkach. Są przyjaciółmi, są synami, są braćmi.
Fascynujące i zarazem przerażające było zgłębianie psychiki Vanasco, która zmagała się z tyloma sprzecznymi myślami i uczuciami. To nie jest tylko książka o przeprowadzeniu wywiadu ze sprawcą przemocy. To książka o przedefiniowaniu gwałtu, przebaczeniu, perspektywie.
Ta książka rodzi ważne pytania i analizuje kulturę związaną z napaścią na tle seksualnym. Nie da się jej ocenić w gwiazdkach, tak samo jak nie powinno się oceniać podejścia autorki to wyrządzonej jej krzywdy.
Gwałt to trudny temat, ale to właśnie tego rodzaju rozmowy i tego rodzaju książki są nam potrzebne do prawdziwej zmiany. Chociażby z tego powodu musicie przeczytać tę książkę.
Niezwykle trudno ocenić mi tę książkę, bo wywołała we mnie mieszane uczucia. Z jednej strony jestem pełna uznania dla autorki za to, że przełamała tabu i pozwoliła niejako „wytłumaczyć się” swojemu oprawcy, pokazując tym szerszą perspektywę. Z drugiej jednak, trudno było mi się zaangażować w historię ze względu na sposób prowadzenia narracji i mało konkretne...
Ależ to było gęste!
Gęste od natłoku piętrzących się latami myśli, wątpliwości, które wreszcie zostały wypowiedziane na głos, głębokiej analizy, szerokiej perspektywy i setek pytań, które domagały się odpowiedzi.
...
Projekt - słowo jakiego autorka - Jeannie Vanasco, używa w kontekście swojej książki "Rzeczy, o których nie rozmawiałyśmy, kiedy byłyśmy dziewczynami", jest w mojej opinii - właśnie dzięki tej dogłębnej analizie i swojemu meta-charakterowi książką bardzo potrzebną w znaczeniu terapeutycznym (która oczywiście nie może zastąpić terapii, jeśli taka jest ofierze molestowania potrzebna!) i jako taką powinny ją przeczytać wszystkie kobiety, które były ofiarą przemocy seksualnej.
Bo Vanesco analizuje nie tylko uczucia i pytania, jakie nasuwają się po latach i przez wszystkie lata ofierze, ale także stosunek sprawcy (który w jej wypadku był jej najbliższym przyjacielem i z którym postanawia po raz pierwszy od lat porozmawiać), a nawet to, czy powinna w ogóle analizować jego uczucia, czy może mu wybaczyć, czy może mu współczuć, czy może go usprawiedliwiać, czy ma zgłosić tamto zdarzenie na policję.
Pomagają jej w tym obecny chłopak, przyjaciółka, redaktorka.
Wszystkie te rozmowy generują kolejne pytania i kolejne odpowiedzi.
Zaczynając od definicji gwałtu, Vanesco rozbiera na części pierwsze to, co jej się przytrafiło. To jak się z tym czuła, czy powinna tak właśnie się czuć, to co zrobiła i czego nie zrobiła. Dziewczyny, których nikt nie zapytał o pozwolenie znajdą tu wiele pytań, które być może prześladują je latami... Polecam.
Ależ to było gęste!
Gęste od natłoku piętrzących się latami myśli, wątpliwości, które wreszcie zostały wypowiedziane na głos, głębokiej analizy, szerokiej perspektywy i setek pytań, które domagały się odpowiedzi.
...
Projekt - słowo jakiego autorka - Jeannie Vanasco, używa w kontekście swojej książki "Rzeczy, o których nie rozmawiałyśmy, kiedy byłyśmy dziewczynami", jest w...
Gwałt zamknięty w definicji... Uproszczenia i chłodne wyzbyte uczuć słowa służące zakwalifikowaniu czynu... Jest w tym pewnego rodzaju bezduszność, mimo że to konieczność... Wrzucenie osobistego traumatycznego przeżycia w powszechnie przyjęte ramy wydaje się w wręcz niemożliwe... Najbardziej przerażające są wątpliwości samej ofiary, czy to co się stało, można uznać za gwałt... Oczywiście jej wahania są spowodowane różnymi czynnikami: sytuacją, emocjami, wyparciem ze świadomości, strachem, bólem, relacją z oprawcą... Ale jest jeszcze jedno ważne pytanie: dlaczego definicja nie obejmuje traumy, którą przeżywa ofiara? Dlaczego stawia kropkę tam, gdzie nie można jej postawić? Gwałt to dla ofiary nie jest koniec, a początek piekła, przez który będzie przechodzić być może wiele lat... Kiedy sięgałam po książkę Jeannie Vanasco bałam się, że jej nie udźwignę, że zostanę dosłownie „zbutowana” jej przeżyciami. I tak też się stało, ale to nie wszystko, bo muszę przyznać, że moje podejście do samego gwałtu zostało wywrócone do góry nogami, nagle uświadomiłam sobie, że nie mam prawa oceniać i tworzyć wizji tego, jak powinna zachować się ofiara. Przestałam myśleć: „nie rozumiem, dlaczego ona ...” Jak nigdy wcześniej jestem świadoma, że nie wolno mi tego robić i książka „Rzeczy, o których nie rozmawiałyśmy, kiedy byłyśmy dziewczynami” dobitnie mi to pokazała...
Jeannie Vanasco została zgwałcona w czasach licealnych przez swojego, jak jej się wydawało przyjaciela. Nie potrafi się z tym pogodzić przede wszystkim ze względu na relacje, jakie ich łączyły. Po czternastu latach milczenia postanawia skontaktować się ze swoim oprawcą. Długie rozmowy telefoniczne, które z nim przeprowadza, mają jej pomóc znaleźć odpowiedzi na wiele pytań, które ją przez tyle czasu dręczyły. Dowiadujemy się, jak tamto zdarzenie wpłynęło na życie obojga. Sama autorka próbuje w pewien sposób skonfrontować się ze swoją traumą, z absurdalną tęsknotą za przyjacielem, z wątpliwościami dotyczącymi zakwalifikowania tego, co się stało, jako gwałt... Wciąż w pewien sposób rozbrzmiewa w książce pytanie: czy bliska osoba, w tym przypadku przyjaciel, który wydaje się być dobrym człowiekiem może popełnić taki straszny czyn? Dlaczego to robi?
Ta książką jest niezwykła z wielu względów. Po pierwsze dogłębna analiza psychiki zarówno ofiary, jak i oprawcy pozwala spojrzeć na gwałt z naprawdę wielu perspektyw. Po drugie emocje, które wręcz wylewają się z każdej strony są często zupełnie nieoczywiste i zaskakujące, dlatego nie tylko przytłaczają, ale w pewien sposób uczą czytelnika pokory, pozbycia się skłonności do ferowania wyroków, skłaniają do refleksji. Sama też, choć początkowo nie mogłam znieść pewnych zachowań i sposobu myślenia autorki, nagle przestałam ją oceniać, nagle zdałam sobie sprawę, że nie mam prawa, to przyszło jakoś tak naturalnie... Muszę przyznać też, że trudno było mi jako czytelnikowi zaakceptować prawo, jakie oprawca uzyskał od ofiary, by móc przestawić swój punkt widzenia. Musiałam w sobie zduszać wewnętrzny sprzeciw, by wysłuchać drugiej strony...
„Rzeczy, o których nie rozmawiałyśmy, kiedy byłyśmy dziewczynami” to książka, którą się przeżywa, która wzbudza sprzeczne emocje, która zmusza do wyjścia ze swojej strefy komfortu, każe wyzbyć się prawa do oceniania i wręcz sprawia ból. To bardzo intymna opowieść, a właściwie zapis rozmów ofiary z oprawcą, a te właściwie nigdy nie powinny dojść do skutku, a jednak zdarzyły się i prowokują do zadania sobie ważnych i nieoczywistych pytań..
Wydawnictwo Relacja dziękuję za egzemplarz do recenzji!
Gwałt zamknięty w definicji... Uproszczenia i chłodne wyzbyte uczuć słowa służące zakwalifikowaniu czynu... Jest w tym pewnego rodzaju bezduszność, mimo że to konieczność... Wrzucenie osobistego traumatycznego przeżycia w powszechnie przyjęte ramy wydaje się w wręcz niemożliwe... Najbardziej przerażające są wątpliwości samej ofiary, czy to co się stało, można uznać za...
Lubię lektury które są zdolne przeczołgać mnie wewnętrznie. Powodują rozedrganie i płacz do samej siebie. Nie jest jednak łatwo przyjmować mi je obecnie, ponieważ hormony lubią podsycać emocje, eskalować do krzyku...
Książka jest spowiedzią na temat gwałtu. Zmusza do przewertowania w sobie ról jakie przyszło ludziom przyjmować. Burzy schematy jakie często związane są z osobami które tak okropnych czynów dokonują. Wiwisekcja relacji autorki z przyjacielem który jest źródłem zarówno pięknych wspomnień jak i ogromnej traumy dobija się do drzwi dusz. Uświadamia boleśnie, że widok na tak straszny czyn jest zawsze subiektywny. A my, patrzący z perspektywy widza nie mamy prawa oceniać. Powinniśmy wysłuchać dwóch stron mimo złości i mentalnego wkurwu na bestialstwo do jakiego zdolny jest człowiek. Retrospekcje i próba przerobienia tego co się stało... jest trudne do przeczytania. Autorka odziera podstawową definicję "gwałtu" nadając jej osobisty ton. Czytając rozmowy budzi się w nas strach. A jednocześnie widzimy jak wielką siłę potrafi mieć w sobie ofiara mimo koszmaru od lat siedzącego na kolanach. Fragmentaryczne i wybiórcze wspomnienia zmuszają do zastanowienia nad tym, czym jest ów czyn w istocie. Mechanizmy działania o jakich przeczytacie wylewają się łzą. A wszystko to dzięki narracji pierwszoosobowej. Cieszę się, że jest w niej poruszony również ruch MeToo. Żywię nadzieję, że dzięki takim historiom ludzie których będzie ów trauma dotyczyć nie będą się obawiały stygmatu, ostracyzmu społecznego. A poproszą o pomoc. Takich spowiedzi się nie ocenia. Je trzeba przeczytać.
To najlepsza książka roku 2019 według między innymi "Kirkus", "TIME", "Feminist Book Club" i "Amazon"
Lubię lektury które są zdolne przeczołgać mnie wewnętrznie. Powodują rozedrganie i płacz do samej siebie. Nie jest jednak łatwo przyjmować mi je obecnie, ponieważ hormony lubią podsycać emocje, eskalować do krzyku...
Książka jest spowiedzią na temat gwałtu. Zmusza do przewertowania w sobie ról jakie przyszło ludziom przyjmować. Burzy schematy jakie często związane są z...
📝 Bardzo osobista, psychologiczna książka, w której autorka mierzy się z własną przeszłością, traumą i relacjami. Vanasco opisuje spotkania z osobami bliskimi, dawne doświadczenia i to, jak nieprzepracowane historie wracają w dorosłości. To opowieść o pamięci, bólu, ale też o próbie zrozumienia i przepracowania emocji, których nie da się zamknąć w szufladzie.
💭 Moja opinia:
Lektura ciężka, intymna i mocno analityczna. Dogłębna psychoanaliza postaci robi wrażenie – momentami miałam wrażenie, że czytam zapis prawdziwych sesji terapeutycznych. Zdecydowanie nie jest to książka dla każdego, ale daje do myślenia i zostaje w duszy na długo.
⭐ Ocena: 7/10
📝 Bardzo osobista, psychologiczna książka, w której autorka mierzy się z własną przeszłością, traumą i relacjami. Vanasco opisuje spotkania z osobami bliskimi, dawne doświadczenia i to, jak nieprzepracowane historie wracają w dorosłości. To opowieść o pamięci, bólu, ale też o próbie zrozumienia i przepracowania emocji, których nie da się zamknąć w szufladzie.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to💭 Moja...
Szczygieł, dzieląc się wrażeniami z lektury reportażu Barbary Seidler o zabójstwie małego Daniela, powiedział "ten tekst to był gwałt". Cóż, ja mogę powiedzieć to samo o książce Jeannie Vanasco i nie mam tu na myśli tego, że jest to kolejna książka o gwałcie. Nie jest to po prostu kolejna książka o gwałcie, bo autorka do dialogu zaprasza sprawcę, kogoś, kto skrzywdził ją kilkanaście lat wcześniej. Interesujący pomysł, ale mam bardzo mieszane uczucia, tym bardziej, że momentami ciężko było się oprzeć wrażeniu, że autorka od reakcji sprawcy na to wydarzenie uzależnia swoją narrację. W pewnym momencie autorka zresztą sama to przyznaje. Uderzające jest, jak sprawca, chociaż twierdzi, że żałuje tego, co zrobił, wydaje się zrównywać sytuację swoją i autorki ("oboje byliśmy w trudnym momencie" etc), jak autorka dba o jego uczucia, bo jeszcze, biedaczek, targany wyrzutami sumienia, popełni samobójstwo. Na szczęście sytuację ratują głosy innych osób - przyjaciółki autorki, jej chłopaka i terapeuty. Z drugiej strony, przypomina mi się tutaj to, co pisała Adichie na temat tego, że nie ma jednej jedynej słusznej definicji feminizmu i jeśli np. kobieta chce wybaczyć mężczyźnie zdradę, to jest to jej wybór, który dla niej może być feministyczny. Nie tylko zresztą przypadek autorki i sprawcy, z którym rozmawia jest uderzający. Uderzająca jest nagminność przemocy seksualnej. Doświadczenia przyjaciółek i studentek autorki wydają się tak nagminne, że nawet same kobiety, które ich doświadczyły (przezornie omijam tu słowo "ofiara") wydają się je trywializować - vide doświadczenie autorki, która przez lata wzbraniała się przed nazwaniem tego, co się stało, gwałtem. Czuć w tej książce silnego ducha #metoo. Mimo wszystko książkę polecam - prowokuje i zachęca do stawiania sobie niewygodnych pytań.
Szczygieł, dzieląc się wrażeniami z lektury reportażu Barbary Seidler o zabójstwie małego Daniela, powiedział "ten tekst to był gwałt". Cóż, ja mogę powiedzieć to samo o książce Jeannie Vanasco i nie mam tu na myśli tego, że jest to kolejna książka o gwałcie. Nie jest to po prostu kolejna książka o gwałcie, bo autorka do dialogu zaprasza sprawcę, kogoś, kto skrzywdził ją...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMam duży dylemat z recenzją tej książki, ponieważ porusza trudne przeżycia i przejścia emocjonalne po gwałcie. Opisuje wręcz niemożność poradzenia sobie z tą sytuacją, a jednocześnie jest to pamiętnik pisany w tak tragicznie ciężki dla mnie do czytania sposób, że chyba muszę zamieścić dwie odrębne oceny.
Pierwsza to treść i przesłanie książki. Mamy tutaj wpierw przygotowania, wewnętrzne rozterki i całą gamę emocji Autorki opisującej gwałt jej przyjaciela - na niej. Dziewczynie trudno ułożyć siebie w całej tej sytuacji. Rozkłada wydarzenie na czynniki pierwsze, analizuje, czy to w ogóle był gwałt - w końcu doszło do penetracji ręką. Rozpamiętuje wszystkie przypadki molestowania seksualnego, które ją spotkały. W tej analizie uczestniczą jej przyjaciółki, terapeuta i mąż. Wszystko przygotowuje po to, by w końcu…spotkać się ze swoim gwałcicielem i porozmawiać z nim na temat tego wydarzenia. Obserwujemy proces, który przechodzi Autorka od pomysłu, by w końcu rozprawić się z przeszłością, poprzez walkę wewnętrzną, aż po rozmowy ze swoim dawnym przyjacielem. Dużo tu analiz, nawet każdego pojedynczego słowa.
Tutaj wejdę właśnie w styl pisania. Jest to pamiętnik z dodatkowym transkryptem rozmów pary. Zarówno rozmowy, jak i późniejsze analizy wymiany zdań były dla mnie tragiczne do czytania. Ogólnie sam styl pisania był dla mnie nie do zniesienia i tylko z szacunku do przeżyć Autorki chciałam dotrzeć do końca, by dowiedzieć się, do jakich wniosków doszła.
Mam duży dylemat z recenzją tej książki, ponieważ porusza trudne przeżycia i przejścia emocjonalne po gwałcie. Opisuje wręcz niemożność poradzenia sobie z tą sytuacją, a jednocześnie jest to pamiętnik pisany w tak tragicznie ciężki dla mnie do czytania sposób, że chyba muszę zamieścić dwie odrębne oceny.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPierwsza to treść i przesłanie książki. Mamy tutaj wpierw...
Książka porusza ważny temat i jest ciekawym studium mieszanych uczuć ofiary i ich powodów. Dla mnie jednak zbyt rozwlekła i pozbawiona komentarza psychologa który byłby pomocny dla zrozumienia treści
Książka porusza ważny temat i jest ciekawym studium mieszanych uczuć ofiary i ich powodów. Dla mnie jednak zbyt rozwlekła i pozbawiona komentarza psychologa który byłby pomocny dla zrozumienia treści
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNaprawdę dobrze napisana i rzetelna książka, zaangażowała mnie bardziej niż przypuszczałam.
Nigdy wcześniej nie spotkałam się z taką formą opowiedzenia o przemocy seksualnej, gdzie głos zabiera także oprawca, nie sama ofiara. Myślę, że to bardzo dobry zabieg, dający nowe spojrzenie na problem gwałtu.
Jest to bardzo refleksyjna książka, która stawia trudne, aczkolwiek bardzo ważne pytania i choćby z tego powodu warto po nią sięgnąć.
Naprawdę dobrze napisana i rzetelna książka, zaangażowała mnie bardziej niż przypuszczałam.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNigdy wcześniej nie spotkałam się z taką formą opowiedzenia o przemocy seksualnej, gdzie głos zabiera także oprawca, nie sama ofiara. Myślę, że to bardzo dobry zabieg, dający nowe spojrzenie na problem gwałtu.
Jest to bardzo refleksyjna książka, która stawia trudne, aczkolwiek...
Nie umiem do końca ocenić tej książki. Pod względem literackim nie zachwyca. Miejscami irytuje, a czasem nudzi. Czytało mi się ją po prostu źle. Ale jednocześnie dzięki niej zmieniłam optykę na kilka spraw.
Nie umiem do końca ocenić tej książki. Pod względem literackim nie zachwyca. Miejscami irytuje, a czasem nudzi. Czytało mi się ją po prostu źle. Ale jednocześnie dzięki niej zmieniłam optykę na kilka spraw.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSama inicjatywa jest nietypowa i niespotykana, dlatego tak bardzo do mnie trafiła. Tematyka gwałtu i wykorzystania seksualnego to zdecydowanie tematy tabu, nad którymi nie każdy chcę się pochylić. Mimo tak znanego ruchu, notabene szeroko propagowanego jak #metoo, nie każdy jest w stanie podzielić się swoimi traumatycznymi doświadczeniami. Jak wiele odwagi i siły musi mieć kobieta, aby podzielić się swoimi najskrytszymi przeżyciami? A ile tej odwagi musi mieć sprawca - który dopuścił się karygodnego czynu - aby podzielić się swoimi rozterkami i odpowiedziami na pytania, które jego samego, dręczyły od lat?
Historia Vanasco zdumiewa, otwiera oczy i szokuje. Wywołuje skrajne emocje, bo z jednej strony sam pomysł jest niezwykle frapujący i przejmujący, z drugiej strony rozmowy prowadzone w ramach projektu z „przyjacielem-oprawcą” są czasem tak, jakby wymuszone. Przyznaje, że czasem irytował mnie ich przebieg, ale w ogólnym rozrachunku niosły za sobą wiele ważnych przemyśleń i wniosków.
Autorka godzi się na to, aby czytelnik wszedł butami w jej własną psychikę. Analizuje sama siebie, swoje przemyślenia, schematy, którymi się kieruję i poddaję je krytyce. Zanurzyłam się w tej historii całkowicie. Czułam całą gamę emocji. Poruszyła we mnie te najdelikatniejsze struny.
Czy jest to pozycja, która spodoba się każdemu? Na pewno nie. Czy polecam? Owszem. Jeszcze nie spotkałam się z takim ujęciem tematu, a więc nie tylko czułam się zaskoczona formą, ale również bogatą, dającą do myślenia treścią
Sama inicjatywa jest nietypowa i niespotykana, dlatego tak bardzo do mnie trafiła. Tematyka gwałtu i wykorzystania seksualnego to zdecydowanie tematy tabu, nad którymi nie każdy chcę się pochylić. Mimo tak znanego ruchu, notabene szeroko propagowanego jak #metoo, nie każdy jest w stanie podzielić się swoimi traumatycznymi doświadczeniami. Jak wiele odwagi i siły musi mieć...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTrudna narracja, spodziewałam się fabularyzowanego reportażu, a dostałam zapis rozmów i luźne notatki refleksji wewnętrznych. Czytałam tę książkę bardzo długo, bo momentami jest męcząca - autorka dzieli włos na czworo, powtarza to samo, analizuje, analizuje, analizuje. Nie ma też sprecyzowanej opinii na temat sprawcy gwałtu, a czytelnik (ja?) lubi być prowadzony za rękę, z jasnym drogowskazem. W miarę czytania zmieniłam jednak zdanie. Stwierdziłam, że każdy pisarz formułuje swoją książkę jak chce, jak może, jak mu pasuje. Nie mam za sobą tak traumatycznych przeżyć jak autorka, chociaż przemoc seksualna wobec mojej osoby nie jest mi obca, jak sądzę, to doświadczenie większości kobiet w Polsce - to właśnie jedna z refleksji po lekturze książki. Zwraca uwagę na ciągle obecny problem, uwrażliwia na niego. Brak jednoznacznej oceny sprawcy, własnych emocji, brak jakiegoś podsumowania to ostatecznie w mojej opinii zaleta "Rzeczy, o których nie rozmawiałyśmy...", ponieważ nie narzuca jednoznacznej interpretacji. To znak szacunku dla czytelnika i jego doświadczeń - musi sam ustosunkować się wobec poruszanego problemu.
Trudna narracja, spodziewałam się fabularyzowanego reportażu, a dostałam zapis rozmów i luźne notatki refleksji wewnętrznych. Czytałam tę książkę bardzo długo, bo momentami jest męcząca - autorka dzieli włos na czworo, powtarza to samo, analizuje, analizuje, analizuje. Nie ma też sprecyzowanej opinii na temat sprawcy gwałtu, a czytelnik (ja?) lubi być prowadzony za rękę, z...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPo wielu latach zadzwonić do mężczyzny, który cię zgwałcił i umówić się z nim na kawę?
Zazwyczaj gwałcicielami są osoby nam bliskie. To nasi partnerzy, przyjaciele, nauczyciele, członkowie rodziny. Zdecydowana większość gwałtów dokonywana jest przez ludzi nam znanych. Przez ludzi, o których złego słowa byśmy nie powiedzieli.
Autorka będąc nastolatką została zgwałcona przez swojego najlepszego przyjaciela. Osobę z którą spędzała cudowne chwile, w której miała wsparcie, na której zawsze mogła polegać.
Jak tak dobra osoba może dopuścić się tak strasznego czynu?
Jeannie Vanasco wciąż, po 14 latach, przeżywając traumę postanawia porozmawiać z byłym przyjacielem. Chce dowiedzieć się, co skierowało go do tego czynu, dlaczego tak się zachował. Czy planował ten gwałt? Kobieta chce poznać jego punkt widzenia. Spróbować zrozumieć.
Kobieta oddaje gwałcicielowi głos.
Wiecie co w tym wszystkim jest najgorsze? Że polubiłam tego Marka. Jeannie pisała o nim tak, że trudno byłoby powiedzieć o nim coś złego. Oprócz tego jednego, okropnego czynu wydawał się naprawdę fajnym facetem.
Książka napisana jest w formie „pamiętnika”. Dostajemy w niej ogrom trudnych emocji, zaglądamy do wnętrza autorki, wraz z nią odczuwamy ból.
Czytając tę historię towarzyszy nam wielki dyskomfort, jest niewygodnie, niezręcznie - dziwnie.
„Rzeczy, o których nie rozmawiałyśmy, kiedy byłyśmy dziewczynami” to nie tylko książka dla każdej kobiety. To książka, po którą powinni sięgać mężczyźni.
Po wielu latach zadzwonić do mężczyzny, który cię zgwałcił i umówić się z nim na kawę?
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZazwyczaj gwałcicielami są osoby nam bliskie. To nasi partnerzy, przyjaciele, nauczyciele, członkowie rodziny. Zdecydowana większość gwałtów dokonywana jest przez ludzi nam znanych. Przez ludzi, o których złego słowa byśmy nie powiedzieli.
Autorka będąc nastolatką została zgwałcona...
Zacznijmy od tego, że tego typu książki nie mają dostarczać nam rozrywki, nie muszą nas wciągać ani być "epickie". Tego typu książki mają pomagać ofiarom, a nie recenzentom książkowym, którzy wszystko widzieli, wszędzie byli... Moim zdaniem warto przeczytać książkę, jeśli było się wykorzystanym seksualnie. Warto ją przeczytać jeśli chce się pomóc ofiarom. Książka nie powie jak ale pozwoli zrozumieć co czują.
Zacznijmy od tego, że tego typu książki nie mają dostarczać nam rozrywki, nie muszą nas wciągać ani być "epickie". Tego typu książki mają pomagać ofiarom, a nie recenzentom książkowym, którzy wszystko widzieli, wszędzie byli... Moim zdaniem warto przeczytać książkę, jeśli było się wykorzystanym seksualnie. Warto ją przeczytać jeśli chce się pomóc ofiarom. Książka nie powie...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPotężne rozczarowanie literackie, choć temat ważki i bardzo na czasie. Nie spodziewałam się, że książka tak dobrze oceniana przez czytelników i kilkakrotnie nagradzana będzie dla mnie tak męcząca. Bo jej lektura była dla mnie istną drogą przez mękę. Spodziewałam się błyskotliwego, wielogłosowego reportażu na temat seksualnego wykorzystywania w bliskich relacjach, przez mężów, partnerów, przyjaciół, znajomych. To zjawisko, niestety, częste i jak dotąd marginalizowane. W zamian dostałam surowy zapis strumienia świadomości autorki i stenogram jej osobistych oraz telefonicznych rozmów ze sprawcą. Miałkie to wszystko i rozmywające istotę problemu oraz wymowę opowieści.
Zawiłe przemyślenia autorki, jej dzielenie włosa na czworo, poszukiwanie drugiego dna i skomplikowane analizy być może są przydatne podczas terapii, w której od lat uczestniczy, ale dla mnie jako czytelnika jej taplanie się z upodobaniem w emocjach i zupełnie mi obce rozterki są kompletnie zbędne i zwyczajnie nudne. Nie, nie chcę siedzieć w głowie autorki. A na pewno nie chcę otrzymywać jej zapewne szczerego ale zbyt ekshibicjonistycznego zapisu myśli. Nie dlatego, że są zbyt intymne, tylko dlatego, że mnie to do tego stopnia nie interesuje.
Może to kwestia wrażliwości i sposobu odbioru świata, ale postawa autorki wobec swoich przeżyć sprzed lat zupełnie mnie nie przekonuje. I choć chciałabym uniknąć ocen, nie potrafię jakoś zrozumieć rozdrapywania ran i rozpamiętywania krzywd po ponad 15 latach od wydarzeń. Ani to zdrowe ani nie świadczy dobrze o procesie terapeutycznym. Tym bardziej, że nie mówimy o czasach i miejscach, w których traum się nie leczy, a o zamożnej pisarce i współczesnych Stanach Zjednoczonych, w których dostęp do leczenia psychiatrycznego i terapii psychologicznych jest chyba najbardziej powszechny w świecie. Nie, wbrew oczekiwaniom autorki, ta książka nie leczy. Ani jej ani nikogo innego.
Trudno mi również zrozumieć, czego autorka oczekuje od sprawcy i dlaczego wymaga od siebie, a wręcz zmusza się do negatywnych uczuć wobec niego. Wygląda to trochę tak, jakby nie potrafiła określić, co jest dla niej ważne, a realizowała jedynie słuszne społeczne oczekiwania ewentualnie wymagania bliskich jej osób. Dość mocno widać, jak ulega zewnętrznym wpływom, nie ufając zupełnie sobie samej.
Z zapisów telefonicznych i osobistych rozmów autorki ze sprawcą wynika, że ten niejako godzi się na konwencję drobiazgowego roztrząsania zarówno wspólnej przeszłości, jak i swojej teraźniejszości. Jednocześnie, choć wyraźnie widać, że czuje się winny, w jakiś sposób karze samego siebie, dokonuje wręcz samobiczowania, jego zachowanie wciąż nie odpowiada wyśrubowanym i nie do końca sprecyzowanym oczekiwaniom autorki. Mam wrażenie, że kompletnie nie uwzględnia ona innych sposobów przeżywania, sprowadzając wszystko do jedynie słusznego stworzonego przez siebie wzorca.
Być może takie niezwykle osobiste zapisy i analizy były autorce do czegoś potrzebne, nie wiem natomiast, czy ma sens dzielenie się tym z nieokreślonym gronem czytelników. I nie chodzi mi o to, że powinna się czegoś wstydzić, bądź w jakiś sposób chronić sprawcę, a o to, że jej perspektywa nie ma jednak uniwersalnego wydźwięku i dla osób postronnych zdaje się zgoła nieinteresująca i trudna w odbiorze. U mnie, zapewne wbrew jej intencjom, zamiast współczucia zrodziła irytację męczącą, marudną ofiarą. I choć nie neguję absolutnie zarówno doświadczenia autorki (mam na koncie własne, wcale nie łatwiejsze), jak i winy sprawcy, ani też ciężaru przestępstwa, którego ofiarą padła, temat wydaje mi się potraktowany chaotycznie i w jakiś sensie spłaszczony. Mimo osobistych doświadczeń w żaden sposób nie potrafię się w nim odnaleźć. Bo tak naprawdę z braku konkretów, szerszej perspektywy i z powodu skrajnego subiektywizmu książka staje się rozwlekłym pamiętnikiem, który powinien jednak pozostać w prywatnej sferze autorki.
Książka nie zachwyca ani językowo, ani kompozycyjnie. Urywa się bez jakiegoś podsumowania, zakończenia, domknięcia. Mocno to wszystko niespójne, chaotyczne i ostatecznie chyba niepotrzebne. Uważam, że to projekt od podstaw chybiony i nie wnoszący niczego do dyskusji na temat seksualnych nadużyć.
Potężne rozczarowanie literackie, choć temat ważki i bardzo na czasie. Nie spodziewałam się, że książka tak dobrze oceniana przez czytelników i kilkakrotnie nagradzana będzie dla mnie tak męcząca. Bo jej lektura była dla mnie istną drogą przez mękę. Spodziewałam się błyskotliwego, wielogłosowego reportażu na temat seksualnego wykorzystywania w bliskich relacjach, przez...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPrzyjęło się, że gwałcicielami są nieznajomi, ale zwykle okazują się nimi bliskie nam osoby. Ludzie, którym ufamy i przy których tracimy czujność. Niestety coś takiego spotkało Jeannie Vanasco, gdy upiła się na jednej z imprez, a jej najbliższy przyjaciel postanowił wykorzystać jej chwilowe zamroczenie. Horror ten wydarzył się czternaście lat temu, a kobieta wciąż budzi się w nocy z krzykiem. Ma partnera, który ją wspiera, wspaniałych przyjaciół i interesującą pracę, ale przeszłość wciąż miesza się z teraźniejszością. Najgorsze dla niej jest jednak to, że nie potrafi znienawidzić Marka — „źle czuję się z tym, że nie czuję tego, co wydaje mi się, że powinnam czuć". Sprzeczne emocje zdają się jedynie utrzymywać wspomnienie o traumatycznym wydarzeniu.
W swojej książce postanowiła opisać swoją przyjaźń z Markiem i wydarzenie, które wszystko zniszczyło. Na tym jednak nie poprzestała. Zdecydowała się skontaktować z byłym przyjacielem. Chciała dać mu głos.
„No więc czemu uważam, że ten projekt jest coś wart? Dlatego, że wśród sprawców napasci seksualnych jest wielu zupełnie zwyczajnych facetów, i chcę to pokazać. Chcę też pokazać, jak wymyślam — jak robiłam to wtedy i jak wciąż to robię, nawet teraz — usprawiedliwienia dla Marka, chociaż wydawało mi się, że już wiem: nie powinnam."
Książka ta wzbudziła we mnie wiele sprzecznych uczuć. Za sprawą autorki polubiłam Marka i znienawidziłam jednocześnie. Przez to, że całość zdaje się być pisana niczym pamiętnik i szczery zapis myśli, możemy poczuć to, co siedziało w Jeannie. Problem bowiem w tym, że Mark to naprawdę sympatyczny facet. Facet, który zgwałcił swoją przyjaciółkę. Dopuścił się czegoś, co powinno zupełnie skreślić go w naszych oczach, a jednak w pamięci autorki wciąż jest sporo miłych wspomnień, które przypomina w rozmowach telefonicznych z Markiem — „chcę, żeby pamiętał coś więcej niż samą napaść — bo chcę wierzyć, że nasza przyjaźń miała znaczenie".
Jednocześnie sprawia to, że „czuje się, jakby była beznadziejną feministką". Bo daje głos gwalcicielowi i bo wciąż się o niego martwi. A jednocześnie wie, że nie powinna.
„Gdyby Mark był mięśniakiem, gdyby był tępym ziomalem, gdyby nie dawał mi dokładnie tego, czego potrzebuję, byłoby mi łatwiej, czułabym gniew. Tymczasem on rozważa swoje miejsce w ruchu MeToo".
Dodatkowo Jeannie wspomina o odwadze, którą dał jej ruch MeToo. Analizuje zmiany, jakie dzięki niemu zaszły w społeczeństwie i mówi o różnicy w definicji gwałtu, jaką w 2013 zarządziło FBI. Przypomina utarte stereotypy, które żyją w naszej świadomości, choć na co dzień nawet nie zauważamy ich istnienia.
Tekst ten jest naprawdę mocny i osobisty. Uczucia autorki odbijają się na czytelniku i... Och. Po prostu czytajcie, dobrze? Jest to reportaż ważny i potrzebny. Zdecydowanie wart uwagi. Napisany lekkim piórem, choć mocno odbijający się na czytelniku. Pomaga człowiekowi lepiej zrozumieć drugiego człowieka i... Czytajcie.
Przyjęło się, że gwałcicielami są nieznajomi, ale zwykle okazują się nimi bliskie nam osoby. Ludzie, którym ufamy i przy których tracimy czujność. Niestety coś takiego spotkało Jeannie Vanasco, gdy upiła się na jednej z imprez, a jej najbliższy przyjaciel postanowił wykorzystać jej chwilowe zamroczenie. Horror ten wydarzył się czternaście lat temu, a kobieta wciąż budzi się...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMam mieszane uczucia, ponieważ książka opisuje bardzo trudny i poważny temat. Natomiast bardzo ciężko było mi ją czytać. Nie znalazłam w niej nic odkrywczego i wnoszącego do mojego życia. Być może miałam zbyt wysokie oczekiwania.
Mam mieszane uczucia, ponieważ książka opisuje bardzo trudny i poważny temat. Natomiast bardzo ciężko było mi ją czytać. Nie znalazłam w niej nic odkrywczego i wnoszącego do mojego życia. Być może miałam zbyt wysokie oczekiwania.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKiedy jest to już gwałt? A kiedy „nieporozumienie”, „okrutna zdrada”. I kto tu jest winien?
Definicja gwałtu nieustannie się zmienia. Nawet FBI ją modyfikuje. I choć wydaje się, że świadomość społeczna jest coraz większa, to wciąż powtarzają się głosy, że to „jej wina”, bo przecież założyła krótką spódniczkę. A tak naprawdę, to po co się czepia? Sama chciała.
Za mną lektura przejmującej opowieści Jeannie Vanasco, która doświadczyła kilku gwałtów. Niestety ze strony swoich przyjaciół. Utrata zaufania szła zatem w parze z bólem – fizycznym i psychicznym. Czy taką traumę można przepracować? Autorka długo zbierała się do ujawnienia swojej historii. Zaserwowała czytelnikom książkę bardzo poruszającą, wielowymiarową i wieloznaczną. Skupia się na szerokiej perspektywie ofiary i przestępcy, który nigdy formalnie nie odpowiedział za swoje czyny. Wraca pamięcią do okropnych wydarzeń z lat swojej młodości i stara się znaleźć odpowiedź „dlaczego”. Analizuje sytuację z różnych kątów widzenia, przygląda się jej, rozkłada na czynniki pierwsze, kąsa swoją ranę, serwując nam kawałek po kawałku. Obok tej książki nie da się przejść obojętnie.
Ofiara i oprawca
Kiedy dochodzi do gwałtu? Czy musi dojść do pełnego stosunku? Obecna definicja wg FBI jest dość precyzyjna. Jeannie jako młoda dziewczyna doświadczyła gwałtu ze strony swojego przyjaciela. Pierwszy raz się upiła, ale była wśród samych przyjaciół. Zniósł ją do piwnicy i dokonał swojego haniebnego czynu. Bardzo się bała. Potem wszystko się zmieniło. Niestety w dorosłym życiu doświadczyła takich sytuacji jeszcze kilkukrotnie. W swojej opowieści pokazuje nam, jak płynne są definicje gwałtu i przemocy i jak trudno znaleźć jednoznaczną odpowiedź na dręczące nas pytania. Co siedzi w głowie przestępcy? Jeannie postanawia odezwać się do swojego dawnego przyjaciela. Prowadzi z nim rozmowy, rozdrapuje rany i wraca do przeszłości. Na początku wydaje się, że jest dla niego zbyt łagodna, ale może po prostu stara się być obiektywna? Sprawa jest zagmatwana i można na nią spojrzeć z wielu perspektyw, a i tak wydaje się, że nigdy nie dojdziemy do sedna. Nigdy się nie uzdrowimy z takiej traumy. Przemoc zmienia życie. Na zawsze.
„- Naprawdę zyskałam nieuczciwą przewagę dzięki temu nagraniu – relacjonuję jej. – Mogę analizować i krytykować wszystko, co powiedział”.
Doskonały warsztat
Nie tylko sam temat porusza do głębi, ale wrażenie robi również doskonałe pióro autorki. Kompozycja jest oryginalna, mamy sporo wtrąceń narratorki, rozważania teoretycznoliterackie, które sprawiają, że dzieło nabiera uniwersalnego wyrazu. Czy jest się w stanie napisać taką opowieść w sposób całkowicie obiektywny? Jeannie od początku wiedziała, że w jej historii nie może zabraknąć jej byłego przyjaciela. Jej warsztat pisarski robi wrażenie, nie dziwi zatem, że „Rzeczy, o których nie rozmawiałyśmy, gdy byłyśmy dziewczynami” uznano za najlepszą książkę 2019 roku (m.in. wg TIME, ESQUIRE, AMAZON).
Refleksja i co dalej?
Nie mogłam się oderwać od tej elektryzującej powieści. Autorka sprawnie operuje swoim piórem, kreśląc przerażającą opowieść o traumie, z której nie ma wyjścia. Rozważa różne scenariusze, rozmawia ze swoim oprawcą, ale nad wszystkimi słowami wisi widmo przeszłości. Kim jest sprawca? Co tkwi w jego umyśle? Książkę od wydawnictwa RELACJA bardzo Wam polecam. Nie jest to jednak rozrywka, a refleksja, mądrość i doświadczenie. Myślę, że powinny ją przeczytać nie tylko kobiety, ale przede wszystkim – mężczyźni.
Kiedy jest to już gwałt? A kiedy „nieporozumienie”, „okrutna zdrada”. I kto tu jest winien?
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDefinicja gwałtu nieustannie się zmienia. Nawet FBI ją modyfikuje. I choć wydaje się, że świadomość społeczna jest coraz większa, to wciąż powtarzają się głosy, że to „jej wina”, bo przecież założyła krótką spódniczkę. A tak naprawdę, to po co się czepia? Sama chciała.
Za mną...
O czym tak naprawdę nie rozmawiałyśmy, kiedy byłyśmy dziewczynami? O rzeczach, które już na początku życia nas raniły i zaczęły zmieniać w kobiety? A może nie mówiło się o tym, co nas rozczarowało i mogło rozczarować naszych najbliższych?
Jeannie Vanasco w swoim pamiętniku/relacji czy może autoterapii odkrywa pełen wachlarz uczuć, których wcale nie musimy rozumieć. I daje nam jasno znać, że każda z nas jest inna. Chociaż spotykają nas podobne sytuacje, możemy sobie z nimi radzić w całkowicie odmienny sposób.
Ale jak można poradzić sobie z wciąż żywym wspomnieniem gwałtu sprzed 14 lat? Jak to wpłynęło na życie ofiary, a jak na życie oprawcy - Marka? Czy bardziej bolesna jest dla autorki zdrada przyjaciela, o którym nie potrafi zapomnieć czy trauma, jaką jej zgotował?
Oddanie głosu Markowi jest zabiegiem odważnym i budziło we mnie skrajne emocje. Przeszłam długą drogę od niedowierzania, złości i irytacji, aż do próby zrozumienia. Nie mamy bowiem prawa oceniać kogoś, kto szuka drogi wyjścia z mroku.
„Rzeczy, o których nie rozmawiałyśmy, kiedy byłyśmy dziewczynami” to książka dająca początek do trudnej i bardzo ważnej dyskusji. Dlaczego na skrzywdzoną osobę spada podwójna kara. Jak wiele sprzecznych uczuć może się zmieścić w jednej kobiecie. Czy oprawca ma prawo głosu, a my powinniśmy mu współczuć, a nawet wybaczyć. Czy gwałt można zapomnieć.
Jeśli szukacie tu wartości literackiej, możecie się rozczarować. Zapis rozmów i wspomnienia autorki są chaotyczne, nie brakuje w nich powtórzeń i słów, za które Vanasco sama siebie gani. Ale jeśli spojrzycie na „Rzeczy...” szerzej, możecie zgodzić się z autorką i szukać drogi do zrozumienia jej projektu, albo nie zgodzić się z takim przedstawieniem gwałtu i uznać książkę za złą, a nawet szkodliwą. I do obu reakcji macie pełne prawo. Ja pozostaję gdzieś pośrodku i wierzę, że w trakcie lektury nie ma miejsca na niewłaściwe emocje. Bo każda z nich będzie nasza.
O czym tak naprawdę nie rozmawiałyśmy, kiedy byłyśmy dziewczynami? O rzeczach, które już na początku życia nas raniły i zaczęły zmieniać w kobiety? A może nie mówiło się o tym, co nas rozczarowało i mogło rozczarować naszych najbliższych?
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJeannie Vanasco w swoim pamiętniku/relacji czy może autoterapii odkrywa pełen wachlarz uczuć, których wcale nie...
Chciałabym, żeby tę książkę przeczytali mężczyźni, bo że zrobią to kobiety, nie mam wątpliwości. Nie dziwią mnie recenzje poniżej rozpoczynające się od słów "mam mieszane uczucia", "nie wiem co napisać o tej książce, jak ją ocenić", bo to jest książka, która jest i ma być niewygodna, sprawiać dyskomfort i pozostawiać po sobie pytania. Chylę czoła przed autorką, przede wszystkim za całą otoczkę projektu, którą zdecydowała się w książce umieścić, własne wątpliwości, refleksje na temat definicji gwałtu, całą skomplikowaną autoanalizę, bez której obraz nie byłby kompletny. Mimo wszystko to wielka odwaga i praca, wciąż jeszcze dla wielu szokująca. To książka tak gęsta od zagadnień i niełatwych emocji, uwikłana we wzorce płciowe znajome wielu kobietom - nadskakiwanie własnemu oprawcy, dbanie o wszystkich dookoła i zapominanie o sobie, wieczne zastanawianie się, co inni pomyślą/powiedzą, umniejszanie własnej krzywdy i winy mężczyzny... To książka bolesna, ale też ważny głos w dyskusji o toksycznej męskości, która krzywdzi wszystkich, nie tylko kobiety. Wciąż mam w głowie słowa "nie istnieją mili faceci" i właśnie to przesłanie powinno dotrzeć do mężczyzn, choć obawiam się, że wielu z nich nie dotarłoby do tego fragmentu (to gdzieś pod koniec książki).
Chciałabym, żeby tę książkę przeczytali mężczyźni, bo że zrobią to kobiety, nie mam wątpliwości. Nie dziwią mnie recenzje poniżej rozpoczynające się od słów "mam mieszane uczucia", "nie wiem co napisać o tej książce, jak ją ocenić", bo to jest książka, która jest i ma być niewygodna, sprawiać dyskomfort i pozostawiać po sobie pytania. Chylę czoła przed autorką, przede...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOceniam tą książkę na 5/10 tylko dlatego, że... nie potrafię jej ocenić. Opowiada o bardzo bolesnych i osobistych doświadczeniach autorki, których w żaden sposób nie chcę umniejszać. A jednak, jej bierność mnie irytowała. Nie tylko w sytuacji z Markiem, ale z wieloma opisanymi w książce mężczyznami - jest wielokrotnie gwałcona przez swojego chłopaka, pomimo tego zostaje w nim związku; gwałci ją "przyjaciel", z którym później utrzymuje znajomość; jest przerażająco miła dla swojego gwałciciela etc. Wiele z tych sytuacji jest dla mnie kompletnie niezrozumiałych i wiąże się pewnie z jakąś trauma lub chorobą psychiczną wręcz (nie znam się, ale autorka sama pisze o sobie, że chce wszystkich naokoło zadowalać i "szukać w nich tego, co dobre").
Ale ponieważ zdaje sobie sprawę, że łatwo ocenia się czyjeś zachowania z boku, samym nie będąc w tej sytuacji, zostawiam tą książkę bez oceny. Czy polecam ją przeczytać? Nie wiem; na pewno przedstawia bardzo osobisty punkt widzenia na gwałt (sam fakt, że autorka, z czego zdaje sobie sama sprawę, ma opory przed użyciem słowa "gwałt", daję dużo do myślenia). Na pewno jest kilka wątków, które zostaną ze mną na dłużej i skłoniły mnie do myślenia. A czy sama rozmowa z gwałcicielem w jakiś sposób okazała się odkrywcza? Dla mnie nie.
Oceniam tą książkę na 5/10 tylko dlatego, że... nie potrafię jej ocenić. Opowiada o bardzo bolesnych i osobistych doświadczeniach autorki, których w żaden sposób nie chcę umniejszać. A jednak, jej bierność mnie irytowała. Nie tylko w sytuacji z Markiem, ale z wieloma opisanymi w książce mężczyznami - jest wielokrotnie gwałcona przez swojego chłopaka, pomimo tego zostaje w...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMam mieszane uczucia. Niby autorka zgłębia swoją traumę a wydawało się, że nadal snuje po powierzchni i jej narracja niczego nie wnosi. Nie dla mnie
Mam mieszane uczucia. Niby autorka zgłębia swoją traumę a wydawało się, że nadal snuje po powierzchni i jej narracja niczego nie wnosi. Nie dla mnie
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTo, co znajdziemy pod tytułem "Rzeczy, o których nie rozmawiałyśmy, kiedy byłyśmy dziewczynami" nie jest typową książką. Co więcej, wymyka się wszelkim ramom definiującym gatunki. Choć wspomnienia przekazane są w formie literackiej, to bazują na faktach a przecinające je transkrypcje rozmów i sprawozdania z poczynionych prób, przywodzą na myśl bardziej relację, niż materiał przeznaczony stricte do czytania.
Podczas studiów, Jeannie Vanasco została wykorzystana seksualnie przez najlepszego przyjaciela. Już samo zdefiniowanie czynu, zarówno prawne jak i moralne, stanowiło nie lada problem. Pozostawiona w niepewności kobieta, wspierana przez przyjaciół i rodzinę, pamiętająca także wyjątkowo radosne chwile spędzone z chłopakiem, postanawia po 13 latach problem "rozpracować". To co my czytamy, to kolejne etapy projektu z udziałem Jeannie i "Marka", który ma odpowiedzieć na pytanie, dlaczego dobry człowiek dopuszcza się złego czynu.
Osoby, które zetknęły się z napastowaniem seksualnym i związaną z nim niepewnością czy obwinianiem samego siebie, znajdą tutaj wsparcie w postaci przynależności do grupy. Mogą też rozważyć sposób poradzenia sobie z prześladującą ich traumą. Podążania za projektem Autorki nie polecam, bo zdaje się on pogłębiać niedorzeczne przekonanie, że celem ofiary jest odnajdywanie w byłym przyjacielu cech pozytywnych.
Książka nie wypełni potrzeby obcowania z dobrym tekstem literackim. Autorka, niczym wprost z piosenki Myslovitz "składa się z ciągłych powtórzeń", co może przyprawić o zniechęcenie, nawet złość. Nieustannie powraca do samooskarżania i, mam wrażenie, uszczęśliwiania winnego na siłę. Jestem świadoma, że i on, dokonując nietypowego dla siebie czynu, czuje się z nim niekomfortowo. Tyle, że ów brak komfortu, zdaje się być pokutą, na jaką "Mark" sam się zgadza.
Rzecz wydana przez Wydawnictwo Relacja może być doskonałym przyczynkiem do rozważań psychologicznych czy zachętą do podjęcia terapii. Powinna jako taka być bardzo doceniona. Nie jest to jednak dobry wybór na swobodne czytanie.
Polecam osobom zainteresowanym tematem.
Pani_Ka Czyta
To, co znajdziemy pod tytułem "Rzeczy, o których nie rozmawiałyśmy, kiedy byłyśmy dziewczynami" nie jest typową książką. Co więcej, wymyka się wszelkim ramom definiującym gatunki. Choć wspomnienia przekazane są w formie literackiej, to bazują na faktach a przecinające je transkrypcje rozmów i sprawozdania z poczynionych prób, przywodzą na myśl bardziej relację, niż...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNiezwykle trudno ocenić mi tę książkę, bo wywołała we mnie mieszane uczucia. Z jednej strony jestem pełna uznania dla autorki za to, że przełamała tabu i pozwoliła niejako „wytłumaczyć się” swojemu oprawcy, pokazując tym szerszą perspektywę. Z drugiej jednak, trudno było mi się zaangażować w historię ze względu na sposób prowadzenia narracji i mało konkretne rozmowy.
„Rzeczy, o których nie rozmawiałyśmy, kiedy byłyśmy dziewczynami” to niewątpliwie ważny i skłaniający do myślenia pamiętnik o przyjaźni, zdradzie i napaści seksualnej. Myślę, że jego najważniejszym przesłaniem jest to, czego Vanasco nie chce przyznać wprost, a mimo to odpowiedź kryje się w każdym rozdziale – gwałciciele nie są potworami w ciemnych zaułkach. Są przyjaciółmi, są synami, są braćmi.
Fascynujące i zarazem przerażające było zgłębianie psychiki Vanasco, która zmagała się z tyloma sprzecznymi myślami i uczuciami. To nie jest tylko książka o przeprowadzeniu wywiadu ze sprawcą przemocy. To książka o przedefiniowaniu gwałtu, przebaczeniu, perspektywie.
Ta książka rodzi ważne pytania i analizuje kulturę związaną z napaścią na tle seksualnym. Nie da się jej ocenić w gwiazdkach, tak samo jak nie powinno się oceniać podejścia autorki to wyrządzonej jej krzywdy.
Gwałt to trudny temat, ale to właśnie tego rodzaju rozmowy i tego rodzaju książki są nam potrzebne do prawdziwej zmiany. Chociażby z tego powodu musicie przeczytać tę książkę.
Niezwykle trudno ocenić mi tę książkę, bo wywołała we mnie mieszane uczucia. Z jednej strony jestem pełna uznania dla autorki za to, że przełamała tabu i pozwoliła niejako „wytłumaczyć się” swojemu oprawcy, pokazując tym szerszą perspektywę. Z drugiej jednak, trudno było mi się zaangażować w historię ze względu na sposób prowadzenia narracji i mało konkretne...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAleż to było gęste!
Gęste od natłoku piętrzących się latami myśli, wątpliwości, które wreszcie zostały wypowiedziane na głos, głębokiej analizy, szerokiej perspektywy i setek pytań, które domagały się odpowiedzi.
...
Projekt - słowo jakiego autorka - Jeannie Vanasco, używa w kontekście swojej książki "Rzeczy, o których nie rozmawiałyśmy, kiedy byłyśmy dziewczynami", jest w mojej opinii - właśnie dzięki tej dogłębnej analizie i swojemu meta-charakterowi książką bardzo potrzebną w znaczeniu terapeutycznym (która oczywiście nie może zastąpić terapii, jeśli taka jest ofierze molestowania potrzebna!) i jako taką powinny ją przeczytać wszystkie kobiety, które były ofiarą przemocy seksualnej.
Bo Vanesco analizuje nie tylko uczucia i pytania, jakie nasuwają się po latach i przez wszystkie lata ofierze, ale także stosunek sprawcy (który w jej wypadku był jej najbliższym przyjacielem i z którym postanawia po raz pierwszy od lat porozmawiać), a nawet to, czy powinna w ogóle analizować jego uczucia, czy może mu wybaczyć, czy może mu współczuć, czy może go usprawiedliwiać, czy ma zgłosić tamto zdarzenie na policję.
Pomagają jej w tym obecny chłopak, przyjaciółka, redaktorka.
Wszystkie te rozmowy generują kolejne pytania i kolejne odpowiedzi.
Zaczynając od definicji gwałtu, Vanesco rozbiera na części pierwsze to, co jej się przytrafiło. To jak się z tym czuła, czy powinna tak właśnie się czuć, to co zrobiła i czego nie zrobiła. Dziewczyny, których nikt nie zapytał o pozwolenie znajdą tu wiele pytań, które być może prześladują je latami... Polecam.
Ależ to było gęste!
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toGęste od natłoku piętrzących się latami myśli, wątpliwości, które wreszcie zostały wypowiedziane na głos, głębokiej analizy, szerokiej perspektywy i setek pytań, które domagały się odpowiedzi.
...
Projekt - słowo jakiego autorka - Jeannie Vanasco, używa w kontekście swojej książki "Rzeczy, o których nie rozmawiałyśmy, kiedy byłyśmy dziewczynami", jest w...
Gwałt zamknięty w definicji... Uproszczenia i chłodne wyzbyte uczuć słowa służące zakwalifikowaniu czynu... Jest w tym pewnego rodzaju bezduszność, mimo że to konieczność... Wrzucenie osobistego traumatycznego przeżycia w powszechnie przyjęte ramy wydaje się w wręcz niemożliwe... Najbardziej przerażające są wątpliwości samej ofiary, czy to co się stało, można uznać za gwałt... Oczywiście jej wahania są spowodowane różnymi czynnikami: sytuacją, emocjami, wyparciem ze świadomości, strachem, bólem, relacją z oprawcą... Ale jest jeszcze jedno ważne pytanie: dlaczego definicja nie obejmuje traumy, którą przeżywa ofiara? Dlaczego stawia kropkę tam, gdzie nie można jej postawić? Gwałt to dla ofiary nie jest koniec, a początek piekła, przez który będzie przechodzić być może wiele lat... Kiedy sięgałam po książkę Jeannie Vanasco bałam się, że jej nie udźwignę, że zostanę dosłownie „zbutowana” jej przeżyciami. I tak też się stało, ale to nie wszystko, bo muszę przyznać, że moje podejście do samego gwałtu zostało wywrócone do góry nogami, nagle uświadomiłam sobie, że nie mam prawa oceniać i tworzyć wizji tego, jak powinna zachować się ofiara. Przestałam myśleć: „nie rozumiem, dlaczego ona ...” Jak nigdy wcześniej jestem świadoma, że nie wolno mi tego robić i książka „Rzeczy, o których nie rozmawiałyśmy, kiedy byłyśmy dziewczynami” dobitnie mi to pokazała...
Jeannie Vanasco została zgwałcona w czasach licealnych przez swojego, jak jej się wydawało przyjaciela. Nie potrafi się z tym pogodzić przede wszystkim ze względu na relacje, jakie ich łączyły. Po czternastu latach milczenia postanawia skontaktować się ze swoim oprawcą. Długie rozmowy telefoniczne, które z nim przeprowadza, mają jej pomóc znaleźć odpowiedzi na wiele pytań, które ją przez tyle czasu dręczyły. Dowiadujemy się, jak tamto zdarzenie wpłynęło na życie obojga. Sama autorka próbuje w pewien sposób skonfrontować się ze swoją traumą, z absurdalną tęsknotą za przyjacielem, z wątpliwościami dotyczącymi zakwalifikowania tego, co się stało, jako gwałt... Wciąż w pewien sposób rozbrzmiewa w książce pytanie: czy bliska osoba, w tym przypadku przyjaciel, który wydaje się być dobrym człowiekiem może popełnić taki straszny czyn? Dlaczego to robi?
Ta książką jest niezwykła z wielu względów. Po pierwsze dogłębna analiza psychiki zarówno ofiary, jak i oprawcy pozwala spojrzeć na gwałt z naprawdę wielu perspektyw. Po drugie emocje, które wręcz wylewają się z każdej strony są często zupełnie nieoczywiste i zaskakujące, dlatego nie tylko przytłaczają, ale w pewien sposób uczą czytelnika pokory, pozbycia się skłonności do ferowania wyroków, skłaniają do refleksji. Sama też, choć początkowo nie mogłam znieść pewnych zachowań i sposobu myślenia autorki, nagle przestałam ją oceniać, nagle zdałam sobie sprawę, że nie mam prawa, to przyszło jakoś tak naturalnie... Muszę przyznać też, że trudno było mi jako czytelnikowi zaakceptować prawo, jakie oprawca uzyskał od ofiary, by móc przestawić swój punkt widzenia. Musiałam w sobie zduszać wewnętrzny sprzeciw, by wysłuchać drugiej strony...
„Rzeczy, o których nie rozmawiałyśmy, kiedy byłyśmy dziewczynami” to książka, którą się przeżywa, która wzbudza sprzeczne emocje, która zmusza do wyjścia ze swojej strefy komfortu, każe wyzbyć się prawa do oceniania i wręcz sprawia ból. To bardzo intymna opowieść, a właściwie zapis rozmów ofiary z oprawcą, a te właściwie nigdy nie powinny dojść do skutku, a jednak zdarzyły się i prowokują do zadania sobie ważnych i nieoczywistych pytań..
Wydawnictwo Relacja dziękuję za egzemplarz do recenzji!
Gwałt zamknięty w definicji... Uproszczenia i chłodne wyzbyte uczuć słowa służące zakwalifikowaniu czynu... Jest w tym pewnego rodzaju bezduszność, mimo że to konieczność... Wrzucenie osobistego traumatycznego przeżycia w powszechnie przyjęte ramy wydaje się w wręcz niemożliwe... Najbardziej przerażające są wątpliwości samej ofiary, czy to co się stało, można uznać za...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toLubię lektury które są zdolne przeczołgać mnie wewnętrznie. Powodują rozedrganie i płacz do samej siebie. Nie jest jednak łatwo przyjmować mi je obecnie, ponieważ hormony lubią podsycać emocje, eskalować do krzyku...
Książka jest spowiedzią na temat gwałtu. Zmusza do przewertowania w sobie ról jakie przyszło ludziom przyjmować. Burzy schematy jakie często związane są z osobami które tak okropnych czynów dokonują. Wiwisekcja relacji autorki z przyjacielem który jest źródłem zarówno pięknych wspomnień jak i ogromnej traumy dobija się do drzwi dusz. Uświadamia boleśnie, że widok na tak straszny czyn jest zawsze subiektywny. A my, patrzący z perspektywy widza nie mamy prawa oceniać. Powinniśmy wysłuchać dwóch stron mimo złości i mentalnego wkurwu na bestialstwo do jakiego zdolny jest człowiek. Retrospekcje i próba przerobienia tego co się stało... jest trudne do przeczytania. Autorka odziera podstawową definicję "gwałtu" nadając jej osobisty ton. Czytając rozmowy budzi się w nas strach. A jednocześnie widzimy jak wielką siłę potrafi mieć w sobie ofiara mimo koszmaru od lat siedzącego na kolanach. Fragmentaryczne i wybiórcze wspomnienia zmuszają do zastanowienia nad tym, czym jest ów czyn w istocie. Mechanizmy działania o jakich przeczytacie wylewają się łzą. A wszystko to dzięki narracji pierwszoosobowej. Cieszę się, że jest w niej poruszony również ruch MeToo. Żywię nadzieję, że dzięki takim historiom ludzie których będzie ów trauma dotyczyć nie będą się obawiały stygmatu, ostracyzmu społecznego. A poproszą o pomoc. Takich spowiedzi się nie ocenia. Je trzeba przeczytać.
To najlepsza książka roku 2019 według między innymi "Kirkus", "TIME", "Feminist Book Club" i "Amazon"
Lubię lektury które są zdolne przeczołgać mnie wewnętrznie. Powodują rozedrganie i płacz do samej siebie. Nie jest jednak łatwo przyjmować mi je obecnie, ponieważ hormony lubią podsycać emocje, eskalować do krzyku...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka jest spowiedzią na temat gwałtu. Zmusza do przewertowania w sobie ról jakie przyszło ludziom przyjmować. Burzy schematy jakie często związane są z...