Książka o "Kobietach Nowej Huty" jest bardzo dobrą pozycją, ale mogłaby być fantastyczną.
Po lekturze czułam duży niedosyt informacji, mało mi było tych kobiet tworzących historię Nowej Huty. Wiem, że częściowo jest to spowodowane brakiem informacji, albo wybiórczo posiadanymi danymi, a z drugiej strony wizją autorki. Niemniej jednak uważam, że książka mogłaby być obszerniejsza :)
Dobra książka na start, jeśli chce się poznać dzieje Nowej Huty. Rozwinięcie tych informacji wymaga dodatkowej literatury.
Książka o "Kobietach Nowej Huty" jest bardzo dobrą pozycją, ale mogłaby być fantastyczną.
Po lekturze czułam duży niedosyt informacji, mało mi było tych kobiet tworzących historię Nowej Huty. Wiem, że częściowo jest to spowodowane brakiem informacji, albo wybiórczo posiadanymi danymi, a z drugiej strony wizją autorki. Niemniej jednak uważam, że książka mogłaby być...
Natrafiłem na tę książkę przypadkiem i bardzo mnie zdziwiło, że ma już ładnych kilka lat. Dlaczego przeszła bez echa? Czytałem książkę "Strup" tej autorki, słyszałem o innych jej tytułach, dlaczego nie o tym? To pokazuje, jak w gąszczu nowości łatwo dziś przegapić coś interesującego. Nie wystarczy dziś, niestety, napisać dobrej książki, jeśli nie ma się wydawcy, który umie ją wypromować, rzecz i tak przepadnie (sprawdziłem i widzę, że te książki pani Kobylarczyk, które kojarzę, po prostu ukazały się gdzie indziej). A jest to naprawdę przyzwoicie zrobiony reportaż, dobrze się go czyta, można się sporo dowiedzieć. Podoba mi się też próba odczarowania Nowej Huty jako pomnika stalinizmu. W kobiecej perspektywie jest natomiast duży potencjał, żeby książka przy odrobinie starań promocyjnych jednak zaistniała, przecież na herstorie jest teraz wielki boom, najlepszym przykładem "Chłopki". Trzymam kciuki za nowe wydanie.
Natrafiłem na tę książkę przypadkiem i bardzo mnie zdziwiło, że ma już ładnych kilka lat. Dlaczego przeszła bez echa? Czytałem książkę "Strup" tej autorki, słyszałem o innych jej tytułach, dlaczego nie o tym? To pokazuje, jak w gąszczu nowości łatwo dziś przegapić coś interesującego. Nie wystarczy dziś, niestety, napisać dobrej książki, jeśli nie ma się wydawcy, który umie...
Ciekawa, choć nieco chaotyczna, opowieść o kobietach w Nowej Hucie. Autorka przybliża głównie postaci robotnic, które wniosły wkład w kształtowanie i rozwój nowohuckiej społeczności. Dla wielu z nich praca w hucie lub przy budowie osiedla, pomimo wielu trudów, była awansem społecznym.
Ciekawa, choć nieco chaotyczna, opowieść o kobietach w Nowej Hucie. Autorka przybliża głównie postaci robotnic, które wniosły wkład w kształtowanie i rozwój nowohuckiej społeczności. Dla wielu z nich praca w hucie lub przy budowie osiedla, pomimo wielu trudów, była awansem społecznym.
Zbyt dużo obiecywałam sobie po tej książce. Nowa Huta zafascynowała mnie (w szczególności architektonicznie)pod koniec lat 90-tych, kiedy to pierwszy raz przyjechałam służbowo do huty im. Sendzimira.
Początek książki obiecujący, później już trochę gorzej - urywane wątki, niektóre opisy nadmiernie rozwleczone.
Doceniam reaserch autorki jednak całość nie zachwyca.
Zbyt dużo obiecywałam sobie po tej książce. Nowa Huta zafascynowała mnie (w szczególności architektonicznie)pod koniec lat 90-tych, kiedy to pierwszy raz przyjechałam służbowo do huty im. Sendzimira.
Początek książki obiecujący, później już trochę gorzej - urywane wątki, niektóre opisy nadmiernie rozwleczone.
Doceniam reaserch autorki jednak całość nie zachwyca.
Podobno Krakusem nie można się stać. Albo się urodziło Krakusem albo nie. Koniec kropka. I nie ważne ile lat mieszka się w Krakowie. Zasada jest jasna. A jak jest w przypadku Nowej Huty? Tą najmłodszą dzielnicę Krakowa, długo traktowaną jak osobne miasto budowali przyjezdni. Młodzi ludzie, którzy przyjechali z całej Polski. Jedni w poszukiwaniu pracy, przygody albo zmotywowani partyjnymi i ideologicznymi przemowami. Wrył się obraz mieszkańca Nowej Huty najpierw jako robotnika, potem zakapturzonego kibola. Ale czy to jedyne oblicze Nowej Huty? Czy naprawdę to miasto zbudowali tylko młodzi, zdeterminowani robotnicy? A co z kobietami?
Katarzyna Kobylarczyk postanawia odpowiedzieć na te pytania. Zbiera materiały i poszukuje pierwszych kobiet jakie zamieszkały w Nowej Hucie i odcisnęły trwałe piętno na jej rozwoju. To te co własnymi rękami pomagały budować kombinat, projektowały osiedla, były suwnicowymi. Budowały, opiekowały się, karmiły, próbowały wyciągnąć coś więcej z tego socjalistycznego krajobrazu. Jedno jest pewne. Wszystkie cechowała niesamowita siła, determinacja, pomysłowość. Uparte, zaradne i zdecydowane. Chyba tak najkrócej można je opisać. Potrafiły sobie radzić nie tylko w świecie zdeterminowanym przez mężczyzn ale i w świecie sterowanym centralnie. Łączyły pracę z troską o rodzinę. Walkę o zapewnienie podstawowych potrzeb z walką o wolność. Zwykłe, niezwykłe. Nowohuckie heroski.
Opowieść Katarzyny Kobylarczyk sprawia wrażenie trochę niepełnej. Jest w niej kilka portretów różnych kobiet, które zajmowały różne stanowiska. Jednak jak sama autorka przyznaje za późno zdecydowała się podjąć ten temat. Wiele osób już zabrało, wiele nie chciało rozmawiać. Przez to kobiety obraz Nowej Huty jest niepełny. Brakuje wielu szczegółów aby ta opowieść mogła nabrać kolorytu i charakteru. Sprawia wrażenie ledwo szkicu. Ciekawego, pasjonującego, wciągającego i rozbudzającego apetyt na więcej. To zaledwie wstęp do fascynujących, pełnych dramaturgii wydarzeń jakie skrywają bloki i ulice w najmłodszej krakowskiej dzielnicy. Historie kobiet czyta się szybko i niczym powieść i tylko żałuje się, że tak mało wiemy o tych, którym przyszło tworzyć najnowszą historię. Polecam!
Podobno Krakusem nie można się stać. Albo się urodziło Krakusem albo nie. Koniec kropka. I nie ważne ile lat mieszka się w Krakowie. Zasada jest jasna. A jak jest w przypadku Nowej Huty? Tą najmłodszą dzielnicę Krakowa, długo traktowaną jak osobne miasto budowali przyjezdni. Młodzi ludzie, którzy przyjechali z całej Polski. Jedni w poszukiwaniu pracy, przygody albo...
Ależ to się świetnie czyta! Jako mini-maniaczka Huty, kobiecości, oddolnego działania i partycypacji nie mogłabym dać innej oceny. Kawał HERstorii, wybitnych, silnych i niezależnych kobiet w starciu z trudnymi czasami i Nowa Huta, którą odwiedzam, podziwiam i chyba pragnę się przeprowadzić coraz bardziej :)
Ależ to się świetnie czyta! Jako mini-maniaczka Huty, kobiecości, oddolnego działania i partycypacji nie mogłabym dać innej oceny. Kawał HERstorii, wybitnych, silnych i niezależnych kobiet w starciu z trudnymi czasami i Nowa Huta, którą odwiedzam, podziwiam i chyba pragnę się przeprowadzić coraz bardziej :)
Mam trochę mieszane uczucia względem tej książki. Czyta się ją bardzo przyjemnie. Na początku bardzo przeszkadzało mi przerywanie jednego wątku, by wtrącić inny wątek, ale po pierwszym rozdziale oswoiłam się ze stylem autorki, weszłam w jego rytm i czytanie sprawiało mi przyjemność.
Ale czy byłabym w stanie opowiedzieć w miarę spójnie historie opisanych kobiet? Chyba nie... Niestety.
Napewno takie książki są bardzo potrzebne, bo jesteśmy na granicy bezpowrotnego utracenia tych historii i dziękuję autorce za zebranie ich i spisanie.
Polecam tą książkę wszystkim, którzy chcą przeczytać ciekawą, ale "luźną" a nie pełną statystyk książkę o Nowej Hucie.
Mam trochę mieszane uczucia względem tej książki. Czyta się ją bardzo przyjemnie. Na początku bardzo przeszkadzało mi przerywanie jednego wątku, by wtrącić inny wątek, ale po pierwszym rozdziale oswoiłam się ze stylem autorki, weszłam w jego rytm i czytanie sprawiało mi przyjemność.
Ale czy byłabym w stanie opowiedzieć w miarę spójnie historie opisanych kobiet? Chyba nie......
„Kobiety Nowej Huty. Cegły, perły i petardy” to fascynujący reportaż, który pozwolił mi poznać niezwykłą historię powstania miasta o której przyznaje nie miałam pojęcia. Nowa Huta to miasta zbudowane całkowicie od zera ale żeby powstało dokonano masowego wywłaszczania przez co wielu ludzi straciło dorobek całego życia. Miało być nowoczesne oraz idealne do życia. Ale przede wszystkim miało być wizytówką Peerelu. W Nowej Hucie kobiety w ramie w ramie z mężczyznami pracowały nie tylko jako bufetowe, nauczycielki czy położne ale też jako murarki, windziarki czy architektki. Poznajemy poszczególne kobiety również jako działaczki opozycyjne czy żony związkowców oraz ich historię. Dowiadujemy się co skłoniło je do przyjazdu do Nowej Huty oraz jak pomagały w jej budowie. Często były cichym i bohaterkami o których już nikt właściwie nie pamięta. Dodatkowo dużym plusem są zamieszczone w reportażu zdjęcia, które w fantastyczny sposób oddają klimat miasta. Zdecydowanie warto po nią sięgnąć
„Kobiety Nowej Huty. Cegły, perły i petardy” to fascynujący reportaż, który pozwolił mi poznać niezwykłą historię powstania miasta o której przyznaje nie miałam pojęcia. Nowa Huta to miasta zbudowane całkowicie od zera ale żeby powstało dokonano masowego wywłaszczania przez co wielu ludzi straciło dorobek całego życia. Miało być nowoczesne oraz idealne do życia. Ale...
Jako rodowita Nowohucianka zawsze z największą przyjemnością sięgam po książki – tak te popularnonaukowe, jak i beletrystykę – opowiadające o mojej dzielnicy. Wiele z tych historii już znam, ale też często dowiaduję się o mniej znanych szczegółach, które nigdy zdawały się nie zaprzątać mi głowy, aż tu nagle pojawiają się w tekście i doznaję nieomal olśnienia (już Wam zdradzę, że tak było i z tą książką, bo naprawdę nie miałam pojęcia, dlaczego o piłkarzach Hutnika mówi się „gumiory” – a teraz już wiem!).
To moja pierwsza książka Kobylarczuk, ale coś czuję, że nie ostatnia. Autorce już od pierwszych stron udało się mnie zainteresować. „Cegły, perły i petardy” to książka o kobietach, które tworzyły (i to dosłownie) Nową Hutę. Nosi ona znamiona reportażu, ale nie powiedziałabym, że jest to klasyczna pozycja tego gatunku. Dla mnie to bardziej opowieść samej autorki – zresztą rodowitej Nowohucianki – która próbuje bliżej poznać swoje miejsce urodzenia. I tak, posiłkując się licznymi kronikami, artykułami, czy wywiadami próbuje dotrzeć do jak największej liczby osób, które mogłyby opowiedzieć jej coś więcej o tym, jak Nowa Huta wyglądała i jak się w niej żyło od samych jej początków do okresu transformacji. A może nawet jeszcze wcześniej, bo książka zaczyna się w momencie, gdy Nowej Huty jeszcze nie ma, gdy są dopiero podkrakowskie wsie z najlepszą glebą w Polsce, gdzie są ludzie, którzy żyją prostym, wiejskim życiem, ale nie można nazwać ich „zacofanymi chłopami” jak chciała tego propaganda na przełomie lat 40. i 50. XX wieku.
W kolejnych rozdziałach autorka przybliża nam różne wydarzenia z historii Huty. Jest zatem i o budowie osiedli, o „Solidarności” i strajkach o Hucie, ale i o życiu kulturalnym, czy o sporcie. Esencją każdego z rozdziałów są kobiety. Czasem jest w nich jedna, wiodąca bohaterka, czasem jest ich kilka, a czasem mnóstwo, niewymienionych z imienia.
Najbardziej zainteresowały mnie te pierwsze rozdziały. O tych „zwykłych” kobietach, a w tej swojej zwykłości absolutnie niesamowitych. O kobietach pracujących na Hucie, zupełnie tak jak moja Babcia. Druga połowa książki, zwłaszcza ostatni jej rozdział zainteresowały mnie już troszeczkę mniej, może dlatego, że o tych wiodących postaciach nowohuckiego życia, zwłaszcza kultury, wiem już całkiem sporo i w tej części „Kobiet…” nie było już dla mnie nic odkrywczego. Choć kłamię! Nie wiedziałam, w jakich okolicznościach powstawała metalowa rzeźba przy Zalewie Nowohuckim. A teraz już wiem!
Oczywiście, że będę polecać tę książkę, bo to sprawnie napisana reporterska opowieść o kobietach przede wszystkim. Nawet jeśli niespecjalnie jesteście zainteresowani Nową Hutą (a do tego zachęcam, to arcyciekawa dzielnica tak kiedyś, jak i dziś!) to Waszą uwagę powinien zwrócić fakt, że to doskonała opowieść o kobietach w drugiej połowie XX wieku. O tym, co im było wolno, czego nie, a co udało im się wywalczyć nawet tam, gdzie i dziś patrzy się na nie krzywym okiem. Bardzo zachęcam!
Jako rodowita Nowohucianka zawsze z największą przyjemnością sięgam po książki – tak te popularnonaukowe, jak i beletrystykę – opowiadające o mojej dzielnicy. Wiele z tych historii już znam, ale też często dowiaduję się o mniej znanych szczegółach, które nigdy zdawały się nie zaprzątać mi głowy, aż tu nagle pojawiają się w tekście i doznaję nieomal olśnienia (już Wam...
Niestety książka mnie nie zachwyciła. Autorka opowiada historię Nowej Huty opowiedzianą oczyma kobiet które mieszkały na terenach gdzie kombinat i całe założenie mieszkaniowe zbudowano, samych budowniczych tego terenu oraz tych które już w latach późniejszych stały się mieszkankami tego pięknego i cudownego miasta. Bo Huta jest piękna, jedyne oprócz Gdyni miasto zbudowane od podstaw w wieku XX.
A co mnie denerwowało - rwana narracja, uciekanie wątkami z jednego miejsca w drugie, zbyt niekiedy dokładne opisy, które nic nie dały, a tylko zaciemniły obraz całości. Książka warta zapoznania się, ale nie od deski do deski.
Niestety książka mnie nie zachwyciła. Autorka opowiada historię Nowej Huty opowiedzianą oczyma kobiet które mieszkały na terenach gdzie kombinat i całe założenie mieszkaniowe zbudowano, samych budowniczych tego terenu oraz tych które już w latach późniejszych stały się mieszkankami tego pięknego i cudownego miasta. Bo Huta jest piękna, jedyne oprócz Gdyni miasto zbudowane...
Autorka relacjonuje, jak wyglądało życiu kobiet, które w wyniku różnych okoliczności, trafiły do Nowej Huty.
Podziwiam zwyczajność przekazu i zwyczajność bohaterek. Mamy tu pełne spectrum zawodów, odmienność pochodzenia i wykształcenia, ale jeden cel: życie szczęśliwe z innymi i dla innych. Zero snobizmu!
I to, co dla mnie było nowością i odkryciem: funkcjonowanie wsi, dworków w okolicznych wsiach w latach 40-tych i sukces Teatru Ludowego w latach 50-tych i 60-tych.
Autorka relacjonuje, jak wyglądało życiu kobiet, które w wyniku różnych okoliczności, trafiły do Nowej Huty.
Podziwiam zwyczajność przekazu i zwyczajność bohaterek. Mamy tu pełne spectrum zawodów, odmienność pochodzenia i wykształcenia, ale jeden cel: życie szczęśliwe z innymi i dla innych. Zero snobizmu!
I to, co dla mnie było nowością i odkryciem: funkcjonowanie wsi,...
O Nowej Hucie powiedziano i napisano już wiele. Nowa Huta, ta niepokorna i otoczona krzywdzącymi mitami dzielnica Krakowa. Kiedyś owiana złą sławą. Z czasem ludzie przekonali się do Huty, a nawet ją polubili. Kiedyś było inaczej, teraz jest tu pięknie. Nowa Huta ma swoje miejsce w moim sercu, Dzielnica, którą zawsze kocham, w której dorastałam i patrzyłam jak przechodzi z ponurej szarości blokowisk do dzisiejszej pełnej nowych pomysłów i przedsięwzięć prężnej dzielnicy.
Z przyjemnością i ciekawością sięgnęłam po "Kobiety Nowej Huty", bo z perspektywy kobiet nikt chyba jeszcze nie opowiadał jej dziejów: od trudnych początków aż po czasy współczesne.
Autorka pieczołowicie spisała wspomnienia osób, które od podstaw Hutę wzniosły. A potem ich dzieci i wnuków.
Nowa Huta rodziła się w bólach i trudzie. Na żyznych ziemiach, polach uprawnych, sadach, łanach zbóż, pięknych domach i mniejszych gospodarstwach zaczęto planować wielkie miasto, Huta miała być socjalistyczną odpowiedzią na patriotyczny, religijny Kraków, Huta miała być miastem bez Boga a za to z ogromną hutą stali i tysiącami przodowników pracy czczących Stalina i komunizm.
Sama pamiętam jak na moim osiedlu w drodze do szkoły mijałam dzikie jabłonie, grusze i śliwy. Drzewa pozostały po dawnych sadach i ludziach, którzy kiedyś musieli opuścić swoje rodzinne domy, często siłą osiedlano ich w nowych blokach. Taki słodko gorzki obraz Huty.
Autorka zabiera Czytelnika w różne czasy. Od lat 50 aż do dziś. Pokazuje kobiety różnych profesji: murarki, pielęgniarki i położne, pracownice huty stali, lekarki, aktorki Teatru Ludowego, zwyczajne bufetowe i kelnerki, przedszkolanki i nauczycielki...
One wszystkie opowiadają swoje niezwykłe historie, które momentami są naprawdę wzruszające.
Mamy zatem historie przodownic pracy lat 50, rozkwit lat 60 i 70, niespokojne lata 80, strajki i upadek komunizmu, szare lata 90 i dzisiejszą modę na Hutę.
Dodatkowo Autorka okrasza tekst archiwalnymi zdjęciami. Można oglądać młodą Hutę i jej narodziny od podstaw.
Brawa dla Autorki za rzetelne opowiedzenie historii o Hucie, której kształt tak naprawdę nadały kobiety. Wysiłkiem, pracą i ogromnym poświęceniem.
Polecam, naprawdę warto sięgnąć!
O Nowej Hucie powiedziano i napisano już wiele. Nowa Huta, ta niepokorna i otoczona krzywdzącymi mitami dzielnica Krakowa. Kiedyś owiana złą sławą. Z czasem ludzie przekonali się do Huty, a nawet ją polubili. Kiedyś było inaczej, teraz jest tu pięknie. Nowa Huta ma swoje miejsce w moim sercu, Dzielnica, którą zawsze kocham, w której dorastałam i patrzyłam jak przechodzi z...
To książka z rodzaju tych, które zapadną głęboko w serce, bo opowiada o moim małym miejscu na Ziemi. Chociaż Nowa Huta nie jest znowu taka mała ;) Początkowo mieszkałam przy Placu Centralnym i tamtejszy klimat skradł moje serce. Tam gdzie inni widzieli ot szare bloki, ja dostrzegłam kalejdoskop kart historii.
Właśnie będąc na spacerze uliczkami Huty, przechodziłam Aleją Róż i tam w jednej z moich ulubionych lokalnych księgarnio - kawiarni odkryłam tę książkę.
Po lekturze “Kobiet Nowej Huty”, te uliczki nabierają dla mnie nowego wymiaru. Odkrywam ich historię na nowo, dodając do nich kolejne karty książki Katarzyny Kobylarczyk.
Historię Nowej Huty znałam częściowo z rodzinnych opowieści. Zagłębiając się w kolejne strony książki, czułam jak kolejne brakujące puzzle wskakują na swoje miejsce i wywołują wypieki na policzkach. Mój luby wołał do mnie: “Halo! Słyszysz mnie? Co to za książka, że aż tak Cię pochłonęła?”
Nie słyszę.
Przenoszę się w czasie.
Targają mną sprzeczne uczucia.
Właśnie tak się dzieje, gdy dobre pióro pisze historię Twojej małej Ojczyzny. Robi to w sposób ekscytujący, z szacunkiem dla ludzi, miejsc, historii.
Kocham to miejsce i przeraża mnie fakt, jak potraktowano ludzi, którzy tu mieszkali. Jednocześnie nie mogę wyjść z podziwu dla determinacji ludzi, którzy ostatecznie się tu sprowadzili; którzy tu zamieszkali i którzy wytrwale walczyli o swoje przekonania.
Ta historia ma w sobie coś magnetycznego. Przeczytacie w niej jak z żyznych, urodzajnych terenów “ktoś” postanowił stworzyć nowe miasto. Jak kawałek po kawałku pozbawiono ludzi prawa do swojego miejsca na Ziemi, by paradoksalnie stworzyć takie miejsce dla innych. Co najważniejsze, przeczytacie tu o prawdziwych bohaterkach, o zwyczajnych kobietach z nadzwyczajną siłą. Kobietach, które na równi z mężczyznami tworzyły to miejsce; walczyły o swoje, opiekowały się, wychowywały dzieci, odbierały porody, tworzyły kulturę i niejednokrotnie narażały własne życie.
Możecie lubić to miejsce, możecie je nienawidzić, może być Wam ono obojętne. Ta książka to nie tylko historia powstania Nowej Huty. To przede wszystkim opowieść o niezwykłej sile, determinacji oraz walce z systemem. To historia o niezwykłym zjednoczeniu ludzi w obliczu ucisku, biedy i niedogodności.
Pisząc tę recenzję mam wypieki na twarzy, a ręce mi drżą. Czytajcie!
Bardzo polecam!
To książka z rodzaju tych, które zapadną głęboko w serce, bo opowiada o moim małym miejscu na Ziemi. Chociaż Nowa Huta nie jest znowu taka mała ;) Początkowo mieszkałam przy Placu Centralnym i tamtejszy klimat skradł moje serce. Tam gdzie inni widzieli ot szare bloki, ja dostrzegłam kalejdoskop kart historii.
Właśnie będąc na spacerze uliczkami Huty, przechodziłam Aleją Róż...
Katarzyna Kobylarczyk stworzyła bardzo ciekawy i wciągający reportaż, w którym królują #kobietynowejhuty. Czytamy o murarkach, szklarkach, windziarkach, elektromonterkach. Dla kobiet nie straszne były łopaty, spawanie zbrojeń. Wykonywały prace, które dziś należą do mężczyzn. Przyczyniły się do powstania Nowej Huty, a jednak mimo to ich zasługi poszły w zapomnienie.
Autorka dogłębnie opisała historię Nowej Huty. W ciekawy sposób przedstawiła zasługi kobiet. Czytamy jakimi świetnymi planistkami były, a także jak dzielnie walczyły w czasie komunizmu. Nowohucianki nie bały się pracy, były pracowite, waleczne, zaradne. Ogromny szacunek dla p. Kobylarczyk za nakład pracy jaki włożyła w stworzenie tak wartościowego dzieła. Książkę czyta się lekko, ciekawie, a dodatkowo wzbogacona jest w kilka fotografii.
Katarzyna Kobylarczyk stworzyła bardzo ciekawy i wciągający reportaż, w którym królują #kobietynowejhuty. Czytamy o murarkach, szklarkach, windziarkach, elektromonterkach. Dla kobiet nie straszne były łopaty, spawanie zbrojeń. Wykonywały prace, które dziś należą do mężczyzn. Przyczyniły się do powstania Nowej Huty, a jednak mimo to ich zasługi poszły w zapomnienie.
Kolejna bardzo ciekawa i wnikliwa książka tej reporterki, która odsłania niewygodne strony historii. Tym razem blisko, w przestrzeni i czasie. Polecam.
Kolejna bardzo ciekawa i wnikliwa książka tej reporterki, która odsłania niewygodne strony historii. Tym razem blisko, w przestrzeni i czasie. Polecam.
Katarzyna Kobylarczyk zdecydowała się porozmawiać z kobietami, które wspólnie budowały historię Nowej Huty. Autorka chciała przybliżyć nam ich rolę w tworzeniu miasta, ponieważ stwierdziła, że to właśnie one powinny mówić o tym głośno. Kobiety, które nigdy nie opuściły miasta, były z nim związane od podstaw. Dzięki Pani Katarzynie poznajmy ich losy i wspólnie przeżywamy każdą historię. Reportaż w moim odczuciu jest napisany bardzo dobrze, przede wszystkim stylem, który powinen trafić do każdego czytelnika. Mnie samej książkę czytało się bardzo szybko i też z olbrzymią ciekawością. Historia miasta do tej pory była mi obca, nie ukrywam. Jednak już sam opis książki mocno zachęcił mnie do lektury. Oczekiwałam po niej wiele i właśnie to dostałam, dobry reportaż, który śmiało mogę polecić każdemu z was. Dodatkowo ogromnym atutem są zamieszczone w reportażu zdjęcia, które jeszcze lepiej oddają klimat miasta. Autorka podeszła do tematu poważnie i zagłębiła się w historie, przedstawiając nam niejedną ciekawostkę. Polecam! 📖🍂🍁
Katarzyna Kobylarczyk zdecydowała się porozmawiać z kobietami, które wspólnie budowały historię Nowej Huty. Autorka chciała przybliżyć nam ich rolę w tworzeniu miasta, ponieważ stwierdziła, że to właśnie one powinny mówić o tym głośno. Kobiety, które nigdy nie opuściły miasta, były z nim związane od podstaw. Dzięki Pani Katarzynie poznajmy ich losy i wspólnie przeżywamy...
Świetnie napisana książka. Widać, że autorka skrupulatnie przygotowała się do pisania jej. Zdobyła mnóstwo szalenie ciekawych materiałów i szczegółowo opisała losy swoich bohaterek. Zrobiła to w ciekawy sposób. Niezwykłego klimatu dodają też zdjęcia. Rzadko sięgam po książki literatury faktu, ale tutaj nie żałuję, że się na to zdecydowałam. Dowiedziałam się wielu ciekawych historii. Polecam!
Świetnie napisana książka. Widać, że autorka skrupulatnie przygotowała się do pisania jej. Zdobyła mnóstwo szalenie ciekawych materiałów i szczegółowo opisała losy swoich bohaterek. Zrobiła to w ciekawy sposób. Niezwykłego klimatu dodają też zdjęcia. Rzadko sięgam po książki literatury faktu, ale tutaj nie żałuję, że się na to zdecydowałam. Dowiedziałam się wielu ciekawych...
Bardzo dobra książka, pełna nieznanych mi dotąd faktów na temat Nowej Huty oraz jej bohaterek oraz bohaterów, którzy zostali już zapomnieni, a to właśnie dzięki nim Nowa Huta jest taka ciekawa i na swój sposób magiczna. Bardzo polecam, masa ciekawych faktów, nazwisk i wydarzeń.
Bardzo dobra książka, pełna nieznanych mi dotąd faktów na temat Nowej Huty oraz jej bohaterek oraz bohaterów, którzy zostali już zapomnieni, a to właśnie dzięki nim Nowa Huta jest taka ciekawa i na swój sposób magiczna. Bardzo polecam, masa ciekawych faktów, nazwisk i wydarzeń.
O Nowej Hucie krążą ledendy znane nie tylko mieszkańcom Krakowa. Miasto zbudowane od zera miało być wizytówką Peerelu - nowoczesne, świetnie zaprojektowane, przyciągające tłumy pracowników.
„Kobiety Nowej Huty. Cegły, perły i petardy” to wspaniały reportaż Katarzyny Kobylarczyk, który pozwolił mi poznać nieznane zakamarki historii.
•
Nowa Huta jest kobietą! To właśnie w tym nowo powstałym mieście kobiety pracowały ramię w ramię z mężczyznami. Nie tylko jako położne, nauczycielki, kucharki - były również architektkami, murarkami i robotnicami!
Autorka w ciekawy, wnikliwy, a jednocześnie lekki sposób przedstawia historię Nowej Huty oraz kobiet, które w szczególny sposób przyczyniły się do budowy miasta. Nie straszna im była ciężka i brudna praca, rywalizacja z mężczyznami, strach, który towarzyszył im w związku z działalnością opozycyjną.
Niestety historia nie była dla wszystkich łaskawa - o większości z nich czytałam po raz pierwszy! Jestem szalenie wdzięczna Autorce, która poświęciła tak dużo czasu i energii, żeby odszukać i opisać historie bohaterek Nowej Huty!
•
„Kobiety Nowej Hity. Cegły, perły i petardy” to ciekawa propozycja @wydawnictwomando, która uczy historii zupełnie nieznanej! Bohaterki to kobiety z krwi i kości - silne, mądre i twardo stąpające po ziemi! Inspirujące! Waleczne! A przede wszystkim prawdziwe!
Poznajcie historię nowohucianek, które zakurzone i pachnące dymem papierosowym wracały ze swojej zmiany, żeby dzień później przechadzać się w kwiatowych sukienkach i sztucznych perłach po różanych alejkach!
O Nowej Hucie krążą ledendy znane nie tylko mieszkańcom Krakowa. Miasto zbudowane od zera miało być wizytówką Peerelu - nowoczesne, świetnie zaprojektowane, przyciągające tłumy pracowników.
„Kobiety Nowej Huty. Cegły, perły i petardy” to wspaniały reportaż Katarzyny Kobylarczyk, który pozwolił mi poznać nieznane zakamarki historii.
•
Nowa Huta jest kobietą! To właśnie w...
Książka o "Kobietach Nowej Huty" jest bardzo dobrą pozycją, ale mogłaby być fantastyczną.
Po lekturze czułam duży niedosyt informacji, mało mi było tych kobiet tworzących historię Nowej Huty. Wiem, że częściowo jest to spowodowane brakiem informacji, albo wybiórczo posiadanymi danymi, a z drugiej strony wizją autorki. Niemniej jednak uważam, że książka mogłaby być obszerniejsza :)
Dobra książka na start, jeśli chce się poznać dzieje Nowej Huty. Rozwinięcie tych informacji wymaga dodatkowej literatury.
Książka o "Kobietach Nowej Huty" jest bardzo dobrą pozycją, ale mogłaby być fantastyczną.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPo lekturze czułam duży niedosyt informacji, mało mi było tych kobiet tworzących historię Nowej Huty. Wiem, że częściowo jest to spowodowane brakiem informacji, albo wybiórczo posiadanymi danymi, a z drugiej strony wizją autorki. Niemniej jednak uważam, że książka mogłaby być...
Natrafiłem na tę książkę przypadkiem i bardzo mnie zdziwiło, że ma już ładnych kilka lat. Dlaczego przeszła bez echa? Czytałem książkę "Strup" tej autorki, słyszałem o innych jej tytułach, dlaczego nie o tym? To pokazuje, jak w gąszczu nowości łatwo dziś przegapić coś interesującego. Nie wystarczy dziś, niestety, napisać dobrej książki, jeśli nie ma się wydawcy, który umie ją wypromować, rzecz i tak przepadnie (sprawdziłem i widzę, że te książki pani Kobylarczyk, które kojarzę, po prostu ukazały się gdzie indziej). A jest to naprawdę przyzwoicie zrobiony reportaż, dobrze się go czyta, można się sporo dowiedzieć. Podoba mi się też próba odczarowania Nowej Huty jako pomnika stalinizmu. W kobiecej perspektywie jest natomiast duży potencjał, żeby książka przy odrobinie starań promocyjnych jednak zaistniała, przecież na herstorie jest teraz wielki boom, najlepszym przykładem "Chłopki". Trzymam kciuki za nowe wydanie.
Natrafiłem na tę książkę przypadkiem i bardzo mnie zdziwiło, że ma już ładnych kilka lat. Dlaczego przeszła bez echa? Czytałem książkę "Strup" tej autorki, słyszałem o innych jej tytułach, dlaczego nie o tym? To pokazuje, jak w gąszczu nowości łatwo dziś przegapić coś interesującego. Nie wystarczy dziś, niestety, napisać dobrej książki, jeśli nie ma się wydawcy, który umie...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTa książka jest warta uwagi. Cała Nowa Huta jest warta uwagi.
Ta książka jest warta uwagi. Cała Nowa Huta jest warta uwagi.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCiekawa, choć nieco chaotyczna, opowieść o kobietach w Nowej Hucie. Autorka przybliża głównie postaci robotnic, które wniosły wkład w kształtowanie i rozwój nowohuckiej społeczności. Dla wielu z nich praca w hucie lub przy budowie osiedla, pomimo wielu trudów, była awansem społecznym.
Ciekawa, choć nieco chaotyczna, opowieść o kobietach w Nowej Hucie. Autorka przybliża głównie postaci robotnic, które wniosły wkład w kształtowanie i rozwój nowohuckiej społeczności. Dla wielu z nich praca w hucie lub przy budowie osiedla, pomimo wielu trudów, była awansem społecznym.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZbyt dużo obiecywałam sobie po tej książce. Nowa Huta zafascynowała mnie (w szczególności architektonicznie)pod koniec lat 90-tych, kiedy to pierwszy raz przyjechałam służbowo do huty im. Sendzimira.
Początek książki obiecujący, później już trochę gorzej - urywane wątki, niektóre opisy nadmiernie rozwleczone.
Doceniam reaserch autorki jednak całość nie zachwyca.
Zbyt dużo obiecywałam sobie po tej książce. Nowa Huta zafascynowała mnie (w szczególności architektonicznie)pod koniec lat 90-tych, kiedy to pierwszy raz przyjechałam służbowo do huty im. Sendzimira.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPoczątek książki obiecujący, później już trochę gorzej - urywane wątki, niektóre opisy nadmiernie rozwleczone.
Doceniam reaserch autorki jednak całość nie zachwyca.
Czyta się to świetnie, ale momentami Kobylarczyk trochę się gubi, żonglując historiami tymi nowohuckich kobiet.
Czyta się to świetnie, ale momentami Kobylarczyk trochę się gubi, żonglując historiami tymi nowohuckich kobiet.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPodobno Krakusem nie można się stać. Albo się urodziło Krakusem albo nie. Koniec kropka. I nie ważne ile lat mieszka się w Krakowie. Zasada jest jasna. A jak jest w przypadku Nowej Huty? Tą najmłodszą dzielnicę Krakowa, długo traktowaną jak osobne miasto budowali przyjezdni. Młodzi ludzie, którzy przyjechali z całej Polski. Jedni w poszukiwaniu pracy, przygody albo zmotywowani partyjnymi i ideologicznymi przemowami. Wrył się obraz mieszkańca Nowej Huty najpierw jako robotnika, potem zakapturzonego kibola. Ale czy to jedyne oblicze Nowej Huty? Czy naprawdę to miasto zbudowali tylko młodzi, zdeterminowani robotnicy? A co z kobietami?
Katarzyna Kobylarczyk postanawia odpowiedzieć na te pytania. Zbiera materiały i poszukuje pierwszych kobiet jakie zamieszkały w Nowej Hucie i odcisnęły trwałe piętno na jej rozwoju. To te co własnymi rękami pomagały budować kombinat, projektowały osiedla, były suwnicowymi. Budowały, opiekowały się, karmiły, próbowały wyciągnąć coś więcej z tego socjalistycznego krajobrazu. Jedno jest pewne. Wszystkie cechowała niesamowita siła, determinacja, pomysłowość. Uparte, zaradne i zdecydowane. Chyba tak najkrócej można je opisać. Potrafiły sobie radzić nie tylko w świecie zdeterminowanym przez mężczyzn ale i w świecie sterowanym centralnie. Łączyły pracę z troską o rodzinę. Walkę o zapewnienie podstawowych potrzeb z walką o wolność. Zwykłe, niezwykłe. Nowohuckie heroski.
Opowieść Katarzyny Kobylarczyk sprawia wrażenie trochę niepełnej. Jest w niej kilka portretów różnych kobiet, które zajmowały różne stanowiska. Jednak jak sama autorka przyznaje za późno zdecydowała się podjąć ten temat. Wiele osób już zabrało, wiele nie chciało rozmawiać. Przez to kobiety obraz Nowej Huty jest niepełny. Brakuje wielu szczegółów aby ta opowieść mogła nabrać kolorytu i charakteru. Sprawia wrażenie ledwo szkicu. Ciekawego, pasjonującego, wciągającego i rozbudzającego apetyt na więcej. To zaledwie wstęp do fascynujących, pełnych dramaturgii wydarzeń jakie skrywają bloki i ulice w najmłodszej krakowskiej dzielnicy. Historie kobiet czyta się szybko i niczym powieść i tylko żałuje się, że tak mało wiemy o tych, którym przyszło tworzyć najnowszą historię. Polecam!
Podobno Krakusem nie można się stać. Albo się urodziło Krakusem albo nie. Koniec kropka. I nie ważne ile lat mieszka się w Krakowie. Zasada jest jasna. A jak jest w przypadku Nowej Huty? Tą najmłodszą dzielnicę Krakowa, długo traktowaną jak osobne miasto budowali przyjezdni. Młodzi ludzie, którzy przyjechali z całej Polski. Jedni w poszukiwaniu pracy, przygody albo...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAleż to się świetnie czyta! Jako mini-maniaczka Huty, kobiecości, oddolnego działania i partycypacji nie mogłabym dać innej oceny. Kawał HERstorii, wybitnych, silnych i niezależnych kobiet w starciu z trudnymi czasami i Nowa Huta, którą odwiedzam, podziwiam i chyba pragnę się przeprowadzić coraz bardziej :)
Ależ to się świetnie czyta! Jako mini-maniaczka Huty, kobiecości, oddolnego działania i partycypacji nie mogłabym dać innej oceny. Kawał HERstorii, wybitnych, silnych i niezależnych kobiet w starciu z trudnymi czasami i Nowa Huta, którą odwiedzam, podziwiam i chyba pragnę się przeprowadzić coraz bardziej :)
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMam trochę mieszane uczucia względem tej książki. Czyta się ją bardzo przyjemnie. Na początku bardzo przeszkadzało mi przerywanie jednego wątku, by wtrącić inny wątek, ale po pierwszym rozdziale oswoiłam się ze stylem autorki, weszłam w jego rytm i czytanie sprawiało mi przyjemność.
Ale czy byłabym w stanie opowiedzieć w miarę spójnie historie opisanych kobiet? Chyba nie... Niestety.
Napewno takie książki są bardzo potrzebne, bo jesteśmy na granicy bezpowrotnego utracenia tych historii i dziękuję autorce za zebranie ich i spisanie.
Polecam tą książkę wszystkim, którzy chcą przeczytać ciekawą, ale "luźną" a nie pełną statystyk książkę o Nowej Hucie.
Mam trochę mieszane uczucia względem tej książki. Czyta się ją bardzo przyjemnie. Na początku bardzo przeszkadzało mi przerywanie jednego wątku, by wtrącić inny wątek, ale po pierwszym rozdziale oswoiłam się ze stylem autorki, weszłam w jego rytm i czytanie sprawiało mi przyjemność.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAle czy byłabym w stanie opowiedzieć w miarę spójnie historie opisanych kobiet? Chyba nie......
„Kobiety Nowej Huty. Cegły, perły i petardy” to fascynujący reportaż, który pozwolił mi poznać niezwykłą historię powstania miasta o której przyznaje nie miałam pojęcia. Nowa Huta to miasta zbudowane całkowicie od zera ale żeby powstało dokonano masowego wywłaszczania przez co wielu ludzi straciło dorobek całego życia. Miało być nowoczesne oraz idealne do życia. Ale przede wszystkim miało być wizytówką Peerelu. W Nowej Hucie kobiety w ramie w ramie z mężczyznami pracowały nie tylko jako bufetowe, nauczycielki czy położne ale też jako murarki, windziarki czy architektki. Poznajemy poszczególne kobiety również jako działaczki opozycyjne czy żony związkowców oraz ich historię. Dowiadujemy się co skłoniło je do przyjazdu do Nowej Huty oraz jak pomagały w jej budowie. Często były cichym i bohaterkami o których już nikt właściwie nie pamięta. Dodatkowo dużym plusem są zamieszczone w reportażu zdjęcia, które w fantastyczny sposób oddają klimat miasta. Zdecydowanie warto po nią sięgnąć
„Kobiety Nowej Huty. Cegły, perły i petardy” to fascynujący reportaż, który pozwolił mi poznać niezwykłą historię powstania miasta o której przyznaje nie miałam pojęcia. Nowa Huta to miasta zbudowane całkowicie od zera ale żeby powstało dokonano masowego wywłaszczania przez co wielu ludzi straciło dorobek całego życia. Miało być nowoczesne oraz idealne do życia. Ale...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJako rodowita Nowohucianka zawsze z największą przyjemnością sięgam po książki – tak te popularnonaukowe, jak i beletrystykę – opowiadające o mojej dzielnicy. Wiele z tych historii już znam, ale też często dowiaduję się o mniej znanych szczegółach, które nigdy zdawały się nie zaprzątać mi głowy, aż tu nagle pojawiają się w tekście i doznaję nieomal olśnienia (już Wam zdradzę, że tak było i z tą książką, bo naprawdę nie miałam pojęcia, dlaczego o piłkarzach Hutnika mówi się „gumiory” – a teraz już wiem!).
To moja pierwsza książka Kobylarczuk, ale coś czuję, że nie ostatnia. Autorce już od pierwszych stron udało się mnie zainteresować. „Cegły, perły i petardy” to książka o kobietach, które tworzyły (i to dosłownie) Nową Hutę. Nosi ona znamiona reportażu, ale nie powiedziałabym, że jest to klasyczna pozycja tego gatunku. Dla mnie to bardziej opowieść samej autorki – zresztą rodowitej Nowohucianki – która próbuje bliżej poznać swoje miejsce urodzenia. I tak, posiłkując się licznymi kronikami, artykułami, czy wywiadami próbuje dotrzeć do jak największej liczby osób, które mogłyby opowiedzieć jej coś więcej o tym, jak Nowa Huta wyglądała i jak się w niej żyło od samych jej początków do okresu transformacji. A może nawet jeszcze wcześniej, bo książka zaczyna się w momencie, gdy Nowej Huty jeszcze nie ma, gdy są dopiero podkrakowskie wsie z najlepszą glebą w Polsce, gdzie są ludzie, którzy żyją prostym, wiejskim życiem, ale nie można nazwać ich „zacofanymi chłopami” jak chciała tego propaganda na przełomie lat 40. i 50. XX wieku.
W kolejnych rozdziałach autorka przybliża nam różne wydarzenia z historii Huty. Jest zatem i o budowie osiedli, o „Solidarności” i strajkach o Hucie, ale i o życiu kulturalnym, czy o sporcie. Esencją każdego z rozdziałów są kobiety. Czasem jest w nich jedna, wiodąca bohaterka, czasem jest ich kilka, a czasem mnóstwo, niewymienionych z imienia.
Najbardziej zainteresowały mnie te pierwsze rozdziały. O tych „zwykłych” kobietach, a w tej swojej zwykłości absolutnie niesamowitych. O kobietach pracujących na Hucie, zupełnie tak jak moja Babcia. Druga połowa książki, zwłaszcza ostatni jej rozdział zainteresowały mnie już troszeczkę mniej, może dlatego, że o tych wiodących postaciach nowohuckiego życia, zwłaszcza kultury, wiem już całkiem sporo i w tej części „Kobiet…” nie było już dla mnie nic odkrywczego. Choć kłamię! Nie wiedziałam, w jakich okolicznościach powstawała metalowa rzeźba przy Zalewie Nowohuckim. A teraz już wiem!
Oczywiście, że będę polecać tę książkę, bo to sprawnie napisana reporterska opowieść o kobietach przede wszystkim. Nawet jeśli niespecjalnie jesteście zainteresowani Nową Hutą (a do tego zachęcam, to arcyciekawa dzielnica tak kiedyś, jak i dziś!) to Waszą uwagę powinien zwrócić fakt, że to doskonała opowieść o kobietach w drugiej połowie XX wieku. O tym, co im było wolno, czego nie, a co udało im się wywalczyć nawet tam, gdzie i dziś patrzy się na nie krzywym okiem. Bardzo zachęcam!
Jako rodowita Nowohucianka zawsze z największą przyjemnością sięgam po książki – tak te popularnonaukowe, jak i beletrystykę – opowiadające o mojej dzielnicy. Wiele z tych historii już znam, ale też często dowiaduję się o mniej znanych szczegółach, które nigdy zdawały się nie zaprzątać mi głowy, aż tu nagle pojawiają się w tekście i doznaję nieomal olśnienia (już Wam...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNiestety książka mnie nie zachwyciła. Autorka opowiada historię Nowej Huty opowiedzianą oczyma kobiet które mieszkały na terenach gdzie kombinat i całe założenie mieszkaniowe zbudowano, samych budowniczych tego terenu oraz tych które już w latach późniejszych stały się mieszkankami tego pięknego i cudownego miasta. Bo Huta jest piękna, jedyne oprócz Gdyni miasto zbudowane od podstaw w wieku XX.
A co mnie denerwowało - rwana narracja, uciekanie wątkami z jednego miejsca w drugie, zbyt niekiedy dokładne opisy, które nic nie dały, a tylko zaciemniły obraz całości. Książka warta zapoznania się, ale nie od deski do deski.
Niestety książka mnie nie zachwyciła. Autorka opowiada historię Nowej Huty opowiedzianą oczyma kobiet które mieszkały na terenach gdzie kombinat i całe założenie mieszkaniowe zbudowano, samych budowniczych tego terenu oraz tych które już w latach późniejszych stały się mieszkankami tego pięknego i cudownego miasta. Bo Huta jest piękna, jedyne oprócz Gdyni miasto zbudowane...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAutorka relacjonuje, jak wyglądało życiu kobiet, które w wyniku różnych okoliczności, trafiły do Nowej Huty.
Podziwiam zwyczajność przekazu i zwyczajność bohaterek. Mamy tu pełne spectrum zawodów, odmienność pochodzenia i wykształcenia, ale jeden cel: życie szczęśliwe z innymi i dla innych. Zero snobizmu!
I to, co dla mnie było nowością i odkryciem: funkcjonowanie wsi, dworków w okolicznych wsiach w latach 40-tych i sukces Teatru Ludowego w latach 50-tych i 60-tych.
Autorka relacjonuje, jak wyglądało życiu kobiet, które w wyniku różnych okoliczności, trafiły do Nowej Huty.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPodziwiam zwyczajność przekazu i zwyczajność bohaterek. Mamy tu pełne spectrum zawodów, odmienność pochodzenia i wykształcenia, ale jeden cel: życie szczęśliwe z innymi i dla innych. Zero snobizmu!
I to, co dla mnie było nowością i odkryciem: funkcjonowanie wsi,...
O Nowej Hucie powiedziano i napisano już wiele. Nowa Huta, ta niepokorna i otoczona krzywdzącymi mitami dzielnica Krakowa. Kiedyś owiana złą sławą. Z czasem ludzie przekonali się do Huty, a nawet ją polubili. Kiedyś było inaczej, teraz jest tu pięknie. Nowa Huta ma swoje miejsce w moim sercu, Dzielnica, którą zawsze kocham, w której dorastałam i patrzyłam jak przechodzi z ponurej szarości blokowisk do dzisiejszej pełnej nowych pomysłów i przedsięwzięć prężnej dzielnicy.
Z przyjemnością i ciekawością sięgnęłam po "Kobiety Nowej Huty", bo z perspektywy kobiet nikt chyba jeszcze nie opowiadał jej dziejów: od trudnych początków aż po czasy współczesne.
Autorka pieczołowicie spisała wspomnienia osób, które od podstaw Hutę wzniosły. A potem ich dzieci i wnuków.
Nowa Huta rodziła się w bólach i trudzie. Na żyznych ziemiach, polach uprawnych, sadach, łanach zbóż, pięknych domach i mniejszych gospodarstwach zaczęto planować wielkie miasto, Huta miała być socjalistyczną odpowiedzią na patriotyczny, religijny Kraków, Huta miała być miastem bez Boga a za to z ogromną hutą stali i tysiącami przodowników pracy czczących Stalina i komunizm.
Sama pamiętam jak na moim osiedlu w drodze do szkoły mijałam dzikie jabłonie, grusze i śliwy. Drzewa pozostały po dawnych sadach i ludziach, którzy kiedyś musieli opuścić swoje rodzinne domy, często siłą osiedlano ich w nowych blokach. Taki słodko gorzki obraz Huty.
Autorka zabiera Czytelnika w różne czasy. Od lat 50 aż do dziś. Pokazuje kobiety różnych profesji: murarki, pielęgniarki i położne, pracownice huty stali, lekarki, aktorki Teatru Ludowego, zwyczajne bufetowe i kelnerki, przedszkolanki i nauczycielki...
One wszystkie opowiadają swoje niezwykłe historie, które momentami są naprawdę wzruszające.
Mamy zatem historie przodownic pracy lat 50, rozkwit lat 60 i 70, niespokojne lata 80, strajki i upadek komunizmu, szare lata 90 i dzisiejszą modę na Hutę.
Dodatkowo Autorka okrasza tekst archiwalnymi zdjęciami. Można oglądać młodą Hutę i jej narodziny od podstaw.
Brawa dla Autorki za rzetelne opowiedzenie historii o Hucie, której kształt tak naprawdę nadały kobiety. Wysiłkiem, pracą i ogromnym poświęceniem.
Polecam, naprawdę warto sięgnąć!
O Nowej Hucie powiedziano i napisano już wiele. Nowa Huta, ta niepokorna i otoczona krzywdzącymi mitami dzielnica Krakowa. Kiedyś owiana złą sławą. Z czasem ludzie przekonali się do Huty, a nawet ją polubili. Kiedyś było inaczej, teraz jest tu pięknie. Nowa Huta ma swoje miejsce w moim sercu, Dzielnica, którą zawsze kocham, w której dorastałam i patrzyłam jak przechodzi z...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTo książka z rodzaju tych, które zapadną głęboko w serce, bo opowiada o moim małym miejscu na Ziemi. Chociaż Nowa Huta nie jest znowu taka mała ;) Początkowo mieszkałam przy Placu Centralnym i tamtejszy klimat skradł moje serce. Tam gdzie inni widzieli ot szare bloki, ja dostrzegłam kalejdoskop kart historii.
Właśnie będąc na spacerze uliczkami Huty, przechodziłam Aleją Róż i tam w jednej z moich ulubionych lokalnych księgarnio - kawiarni odkryłam tę książkę.
Po lekturze “Kobiet Nowej Huty”, te uliczki nabierają dla mnie nowego wymiaru. Odkrywam ich historię na nowo, dodając do nich kolejne karty książki Katarzyny Kobylarczyk.
Historię Nowej Huty znałam częściowo z rodzinnych opowieści. Zagłębiając się w kolejne strony książki, czułam jak kolejne brakujące puzzle wskakują na swoje miejsce i wywołują wypieki na policzkach. Mój luby wołał do mnie: “Halo! Słyszysz mnie? Co to za książka, że aż tak Cię pochłonęła?”
Nie słyszę.
Przenoszę się w czasie.
Targają mną sprzeczne uczucia.
Właśnie tak się dzieje, gdy dobre pióro pisze historię Twojej małej Ojczyzny. Robi to w sposób ekscytujący, z szacunkiem dla ludzi, miejsc, historii.
Kocham to miejsce i przeraża mnie fakt, jak potraktowano ludzi, którzy tu mieszkali. Jednocześnie nie mogę wyjść z podziwu dla determinacji ludzi, którzy ostatecznie się tu sprowadzili; którzy tu zamieszkali i którzy wytrwale walczyli o swoje przekonania.
Ta historia ma w sobie coś magnetycznego. Przeczytacie w niej jak z żyznych, urodzajnych terenów “ktoś” postanowił stworzyć nowe miasto. Jak kawałek po kawałku pozbawiono ludzi prawa do swojego miejsca na Ziemi, by paradoksalnie stworzyć takie miejsce dla innych. Co najważniejsze, przeczytacie tu o prawdziwych bohaterkach, o zwyczajnych kobietach z nadzwyczajną siłą. Kobietach, które na równi z mężczyznami tworzyły to miejsce; walczyły o swoje, opiekowały się, wychowywały dzieci, odbierały porody, tworzyły kulturę i niejednokrotnie narażały własne życie.
Możecie lubić to miejsce, możecie je nienawidzić, może być Wam ono obojętne. Ta książka to nie tylko historia powstania Nowej Huty. To przede wszystkim opowieść o niezwykłej sile, determinacji oraz walce z systemem. To historia o niezwykłym zjednoczeniu ludzi w obliczu ucisku, biedy i niedogodności.
Pisząc tę recenzję mam wypieki na twarzy, a ręce mi drżą. Czytajcie!
Bardzo polecam!
To książka z rodzaju tych, które zapadną głęboko w serce, bo opowiada o moim małym miejscu na Ziemi. Chociaż Nowa Huta nie jest znowu taka mała ;) Początkowo mieszkałam przy Placu Centralnym i tamtejszy klimat skradł moje serce. Tam gdzie inni widzieli ot szare bloki, ja dostrzegłam kalejdoskop kart historii.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWłaśnie będąc na spacerze uliczkami Huty, przechodziłam Aleją Róż...
Bardzo ciekawa pozycja dla osób zainteresowanych historią Nowej Huty, przedstawiona nie tylko od "kobiecej" strony.
Bardzo ciekawa pozycja dla osób zainteresowanych historią Nowej Huty, przedstawiona nie tylko od "kobiecej" strony.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKatarzyna Kobylarczyk stworzyła bardzo ciekawy i wciągający reportaż, w którym królują #kobietynowejhuty. Czytamy o murarkach, szklarkach, windziarkach, elektromonterkach. Dla kobiet nie straszne były łopaty, spawanie zbrojeń. Wykonywały prace, które dziś należą do mężczyzn. Przyczyniły się do powstania Nowej Huty, a jednak mimo to ich zasługi poszły w zapomnienie.
Autorka dogłębnie opisała historię Nowej Huty. W ciekawy sposób przedstawiła zasługi kobiet. Czytamy jakimi świetnymi planistkami były, a także jak dzielnie walczyły w czasie komunizmu. Nowohucianki nie bały się pracy, były pracowite, waleczne, zaradne. Ogromny szacunek dla p. Kobylarczyk za nakład pracy jaki włożyła w stworzenie tak wartościowego dzieła. Książkę czyta się lekko, ciekawie, a dodatkowo wzbogacona jest w kilka fotografii.
Katarzyna Kobylarczyk stworzyła bardzo ciekawy i wciągający reportaż, w którym królują #kobietynowejhuty. Czytamy o murarkach, szklarkach, windziarkach, elektromonterkach. Dla kobiet nie straszne były łopaty, spawanie zbrojeń. Wykonywały prace, które dziś należą do mężczyzn. Przyczyniły się do powstania Nowej Huty, a jednak mimo to ich zasługi poszły w zapomnienie.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAutorka...
Kolejna bardzo ciekawa i wnikliwa książka tej reporterki, która odsłania niewygodne strony historii. Tym razem blisko, w przestrzeni i czasie. Polecam.
Kolejna bardzo ciekawa i wnikliwa książka tej reporterki, która odsłania niewygodne strony historii. Tym razem blisko, w przestrzeni i czasie. Polecam.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKatarzyna Kobylarczyk zdecydowała się porozmawiać z kobietami, które wspólnie budowały historię Nowej Huty. Autorka chciała przybliżyć nam ich rolę w tworzeniu miasta, ponieważ stwierdziła, że to właśnie one powinny mówić o tym głośno. Kobiety, które nigdy nie opuściły miasta, były z nim związane od podstaw. Dzięki Pani Katarzynie poznajmy ich losy i wspólnie przeżywamy każdą historię. Reportaż w moim odczuciu jest napisany bardzo dobrze, przede wszystkim stylem, który powinen trafić do każdego czytelnika. Mnie samej książkę czytało się bardzo szybko i też z olbrzymią ciekawością. Historia miasta do tej pory była mi obca, nie ukrywam. Jednak już sam opis książki mocno zachęcił mnie do lektury. Oczekiwałam po niej wiele i właśnie to dostałam, dobry reportaż, który śmiało mogę polecić każdemu z was. Dodatkowo ogromnym atutem są zamieszczone w reportażu zdjęcia, które jeszcze lepiej oddają klimat miasta. Autorka podeszła do tematu poważnie i zagłębiła się w historie, przedstawiając nam niejedną ciekawostkę. Polecam! 📖🍂🍁
Katarzyna Kobylarczyk zdecydowała się porozmawiać z kobietami, które wspólnie budowały historię Nowej Huty. Autorka chciała przybliżyć nam ich rolę w tworzeniu miasta, ponieważ stwierdziła, że to właśnie one powinny mówić o tym głośno. Kobiety, które nigdy nie opuściły miasta, były z nim związane od podstaw. Dzięki Pani Katarzynie poznajmy ich losy i wspólnie przeżywamy...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toŚwietnie napisana książka. Widać, że autorka skrupulatnie przygotowała się do pisania jej. Zdobyła mnóstwo szalenie ciekawych materiałów i szczegółowo opisała losy swoich bohaterek. Zrobiła to w ciekawy sposób. Niezwykłego klimatu dodają też zdjęcia. Rzadko sięgam po książki literatury faktu, ale tutaj nie żałuję, że się na to zdecydowałam. Dowiedziałam się wielu ciekawych historii. Polecam!
Świetnie napisana książka. Widać, że autorka skrupulatnie przygotowała się do pisania jej. Zdobyła mnóstwo szalenie ciekawych materiałów i szczegółowo opisała losy swoich bohaterek. Zrobiła to w ciekawy sposób. Niezwykłego klimatu dodają też zdjęcia. Rzadko sięgam po książki literatury faktu, ale tutaj nie żałuję, że się na to zdecydowałam. Dowiedziałam się wielu ciekawych...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBardzo dobra książka, pełna nieznanych mi dotąd faktów na temat Nowej Huty oraz jej bohaterek oraz bohaterów, którzy zostali już zapomnieni, a to właśnie dzięki nim Nowa Huta jest taka ciekawa i na swój sposób magiczna. Bardzo polecam, masa ciekawych faktów, nazwisk i wydarzeń.
Bardzo dobra książka, pełna nieznanych mi dotąd faktów na temat Nowej Huty oraz jej bohaterek oraz bohaterów, którzy zostali już zapomnieni, a to właśnie dzięki nim Nowa Huta jest taka ciekawa i na swój sposób magiczna. Bardzo polecam, masa ciekawych faktów, nazwisk i wydarzeń.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toO Nowej Hucie krążą ledendy znane nie tylko mieszkańcom Krakowa. Miasto zbudowane od zera miało być wizytówką Peerelu - nowoczesne, świetnie zaprojektowane, przyciągające tłumy pracowników.
„Kobiety Nowej Huty. Cegły, perły i petardy” to wspaniały reportaż Katarzyny Kobylarczyk, który pozwolił mi poznać nieznane zakamarki historii.
•
Nowa Huta jest kobietą! To właśnie w tym nowo powstałym mieście kobiety pracowały ramię w ramię z mężczyznami. Nie tylko jako położne, nauczycielki, kucharki - były również architektkami, murarkami i robotnicami!
Autorka w ciekawy, wnikliwy, a jednocześnie lekki sposób przedstawia historię Nowej Huty oraz kobiet, które w szczególny sposób przyczyniły się do budowy miasta. Nie straszna im była ciężka i brudna praca, rywalizacja z mężczyznami, strach, który towarzyszył im w związku z działalnością opozycyjną.
Niestety historia nie była dla wszystkich łaskawa - o większości z nich czytałam po raz pierwszy! Jestem szalenie wdzięczna Autorce, która poświęciła tak dużo czasu i energii, żeby odszukać i opisać historie bohaterek Nowej Huty!
•
„Kobiety Nowej Hity. Cegły, perły i petardy” to ciekawa propozycja @wydawnictwomando, która uczy historii zupełnie nieznanej! Bohaterki to kobiety z krwi i kości - silne, mądre i twardo stąpające po ziemi! Inspirujące! Waleczne! A przede wszystkim prawdziwe!
Poznajcie historię nowohucianek, które zakurzone i pachnące dymem papierosowym wracały ze swojej zmiany, żeby dzień później przechadzać się w kwiatowych sukienkach i sztucznych perłach po różanych alejkach!
O Nowej Hucie krążą ledendy znane nie tylko mieszkańcom Krakowa. Miasto zbudowane od zera miało być wizytówką Peerelu - nowoczesne, świetnie zaprojektowane, przyciągające tłumy pracowników.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to„Kobiety Nowej Huty. Cegły, perły i petardy” to wspaniały reportaż Katarzyny Kobylarczyk, który pozwolił mi poznać nieznane zakamarki historii.
•
Nowa Huta jest kobietą! To właśnie w...
Perfekcyjna
Perfekcyjna
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to