Po świetnej pierwszej części, druga stanowi okropny, rozwleczony zawód, gdzie paprzemy się przez traumy bohaterów i jesteśmy raczeni rozwiązaniami rodem z "Mody na Sukces" - dodatkowo paru bohaterów zupełnie zmienia osobowość. Rozumiem, że doznali traumy, ale aż tak wielka wolta w zachowaniu jest kompletnie nieprzekonywująca i nieumotywowana niczym.
Po świetnej pierwszej części, druga stanowi okropny, rozwleczony zawód, gdzie paprzemy się przez traumy bohaterów i jesteśmy raczeni rozwiązaniami rodem z "Mody na Sukces" - dodatkowo paru bohaterów zupełnie zmienia osobowość. Rozumiem, że doznali traumy, ale aż tak wielka wolta w zachowaniu jest kompletnie nieprzekonywująca i nieumotywowana niczym.
Wciąż nie poczułam się kupiona tą serią. Właściwie druga część utrzymuje ten sam poziom, co w tym przypadku nie wychodzi na plus, bo miałam nadzieje na coś więcej i lepiej. Więcej pod względem autentyczności przekazywanych uczuć, więcej, jeżeli chodzi o logikę i więcej, gdy mówimy o porządku. Chaos atakował z każdej strony, bohaterowie chwiali się jak źdźbła trawy na wietrze, raz w jedną, raz w drugą stronę. Wszystko zależało od tego, jak im akurat pasowało.
Plottwisty gonią plottwisty, ale bez jakiegoś specjalnego szału. Nie były zdumiewające, gdy właściwie książka została nimi niezdrowo nafaszerowana. Po prostu stają się niesmaczne, gdy znów ma nas coś zaskoczyć, okazuje się niemożliwe i postacie płaczą się pomiędzy sobą w coraz to dziwniejszych relacjach.
Na dłuższą metę było to męczące, bo aż nie chciało mi się pamiętać, kto, co, z kim i kiedy. Przynajmniej poprawiło się pokazywanie mężczyzn w tej części. Poprzednia jakby była ukierunkowana na ich bezwzględne nienawidzenie. Tutaj dostali swój solidny kawałek, gdzie mogli pokazać się także z tej dobrej strony, a nie tylko jako potwory.
Nikt nie zaskarbił sobie mojej sympatii w dalszym ciągu, więc śledzenie ich przygód nie jest bardzo satysfakcjonujące. Dużo niuansów pisemnych mnie denerwuje. Styl bywa przewrotny. Raz mi się podoba i jest całkiem płynny, a następny rozdział, jakby pisany z innej ręki, więc właściwie to cieszę się, że została mi już tylko jedna książka z tej serii.
Nie wiem, jak zakończy się trylogia i to jedyna zachęta (prócz faktu, że miałam trzeci tom zakupiony wraz z pozostałymi tomami) by sięgnąć po kontynuację, bo szczerze ciekawa jestem, jak całość się potoczy i jak wiele różnych wątków jeszcze zawrze autorka, bo idzie na rekord.
Wciąż nie poczułam się kupiona tą serią. Właściwie druga część utrzymuje ten sam poziom, co w tym przypadku nie wychodzi na plus, bo miałam nadzieje na coś więcej i lepiej. Więcej pod względem autentyczności przekazywanych uczuć, więcej, jeżeli chodzi o logikę i więcej, gdy mówimy o porządku. Chaos atakował z każdej strony, bohaterowie chwiali się jak źdźbła trawy na...
O matko, co to była książka!
Plot twist goni plot twist. Od czasów "czerwonej królowej" i "królestwa kanciarzy" nie miałam do czynienia z takimi zwrotami akcji!
O matko, co to była książka!
Plot twist goni plot twist. Od czasów "czerwonej królowej" i "królestwa kanciarzy" nie miałam do czynienia z takimi zwrotami akcji!
Pierwszy tom naprawdę mi się podobał, więc z ciekawością sięgnęłam po kontynuację i niestety, bardzo się zawiodłam. Bohaterowie, których w ''Serce z cierni'' bardzo polubiłam, tutaj wydawali mi się stracić swój dawny urok. Z trudem przebrnęłam przez blisko 500 stron i raczej nie sięgnę po 3 tom, jeżeli w ogóle ukaże się w Polsce.
Pierwszy tom naprawdę mi się podobał, więc z ciekawością sięgnęłam po kontynuację i niestety, bardzo się zawiodłam. Bohaterowie, których w ''Serce z cierni'' bardzo polubiłam, tutaj wydawali mi się stracić swój dawny urok. Z trudem przebrnęłam przez blisko 500 stron i raczej nie sięgnę po 3 tom, jeżeli w ogóle ukaże się w Polsce.
,,Mroźne łzy" to drugi tom trylogii Bree Barton o losach Mii Rose. Pierwszy tom bardzo mi się podobał, ale przeszkadzała mi nieco warstwa ,,ideowa" powieści. Krótko mówiąc: podczas czytania miałam wrażenie, że autorka nienawidzi mężczyzn. Drugi tom na szczęście jest pod tym względem bardziej wyważony, ale nie znaczy to, że wszystko się w nim udało.
Poprzedni tom zakończył się w momencie, gdy Mia zginęła, ale powróciła do życia. Dziewczyna udaje się do królestwa Luumii, aby odnaleźć swoją matkę i powstrzymać siostrę przed władzą absolutną. Po powrocie z zaświatów Mię dręczy jednak apatia i poczucie pustki, z którymi próbuje radzić sobie na różne sposoby. Tymczasem Pilar, jedna z czarownic-Gwyrach, wyrusza na poszukiwanie swojego ojca. Podczas wędrówki spotyka księcia Quinna.
Jak wspominałam, na szczęście autorka pokazała nam inną perspektywę niż w pierwszym tomie. Gwyrach przestały być nieskalane, a bohaterki musiały zrozumieć, że nie tylko ich grupa jest dyskryminowana, że każdy człowiek ma swoje problemy i cierpi, niezależnie od wieku, pochodzenia i płci. Żałuję tylko, że nastąpiło to tak późno i ten przekaz nie był widoczny od początku. Bree Barton dużo miejsca poświęciła tym razem na udowodnienie, że wszystkie podziały na ,,my" i ,,oni" tak naprawdę prowadzą do nieszczęść i tylko nasilają nienawiść. Widać to nie tylko na przykładzie czarownic, ale także ludu Addi, którego historia wyraźnie nawiązuje do dziejów ludów pierwotnych podbijanych przez Europejczyków.
Nie jest to jedyny bardziej ,,realny" wątek, jaki porusza Barton. Autorka w tej książce dużo miejsca poświęciła rozmaitym problemom psychologicznym, co widać szczególnie na przykładzie Mii, która po powrocie z zaświatów cierpi na coś w rodzaju apatii czy depresji, a także Pilar i Quinna - każde z nich musiało pogodzić się z tym, że było wykorzystywane i manipulowane przez rodziców i że muszą stać się sobą, a nie jedynie przedłużeniem swoich rodzin. Oprócz tego mamy tu wątek molestowania i obciążania winą ofiary, która dopiero po latach zaczyna rozumieć, że to ją skrzywdzono oraz wątek obsesji władzy i niejakiego kompleksu Boga, który dręczy Angelyne. Dziewczyna wierzy, że to ona jest w stanie zaprowadzić spokój w królestwie i dąży do tego po celu. Jest okrutna i szalona, ale szczerze wierzy w swoje cele, a jej uczucia do Mii i Pilar są bardzo niejednoznaczne.
Mimo tych wartościowych rzeczy ten tom podobał mi się mniej niż ,,Serce z cierni", a powodem były wątki miłosne. Pierwsza część pod tym względem była genialna - bardzo romantyczna, pełna ciekawych cytatów na temat uczuć, a także świetnej chemii między Mią a Quinnem oraz bardzo nieoczywistej drogi, która ich czekała. Tutaj od razu zostajemy wrzuceni w nowe wątki miłosne - Mia i Quinn są rozdzieleni, więc on zaczyna zbliżać się do Pilar, a ona do chłopaka o imieniu Zai. I rozumiem, że to książka dla nastolatków, którzy często są rozchwiani uczuciowo i że może warto im pokazywać, że pierwsza miłość nie musi być ostatnią, żeby być piękna. Problem jest taki, że ja nie byłam w stanie wczuć się w sytuację, bo oba te wątki były dla mnie pozbawione pokazania uczuć. O ile w przypadku Mii rozumiem, że ten chłód miał wzmacniać świadomość jej apatii, ale przy Pilar i Quinnie powinno kipić od emocji. Natomiast ja nie czułam nic, mam wrażenie, że autorka wprowadziła ten wielokąt tylko po to, żeby bardziej zaskoczyć czytelników i żeby nie byli pewni, kto z kim ostatecznie będzie. I dotyczy to nie tylko głównych bohaterów, ale i postaci drugoplanowych, ze starszego pokolenia. Ciągle okazuje się, że ktoś ma albo miał jakiś romans czy że czyjś związek się rozpadł. A ponieważ autorka wprowadza wiele wątków LGBT i praktycznie każda postać jest bi czy też panseksualna, to płeć nie jest żadną barierą i ostatecznie każdy może romansować z każdym. Jest to dla mnie telenowelowe i łamie przesłanie pierwszej części, która mówiła o sile miłości i podążaniu za głosem serca. Natomiast tutaj okazuje się, że wystarczy przez jakiś czas nie widzieć ukochanej osoby, żeby cała miłość przeszła i można było szukać kogoś innego. Szczególnie boli to, że ofiarą całego zamieszania została moja ulubiona postać, czyli książę Quinn.
Trudno mi ocenić ,,Mroźne łzy". Z jednej strony sam świat jest ciekawy, a przesłanie wartościowe. Z drugiej - podczas czytania odczuwałam prawie same negatywne emocje. A może tak miało być? Może chodziło o to, aby pokazać problemy psychiczne bohaterów, o których autorka wyraźnie mówi? Na tę chwilę nie wiem, czy sięgnę po kolejny tom, jeśli ukaże się w Polsce, chociaż naprawdę jestem ciekawa, jak ta historia się skończy i zarazem się tego boję.
,,(…) przetrwanie nie chodzi w jedwabnym czepku. Przetrwanie oznacza, że człowiek ma brud i krew za paznokciami.
Oznacza, że trzeba kogoś zabić, zanim ten ktoś zabije ciebie."
,,Mroźne łzy" to drugi tom trylogii Bree Barton o losach Mii Rose. Pierwszy tom bardzo mi się podobał, ale przeszkadzała mi nieco warstwa ,,ideowa" powieści. Krótko mówiąc: podczas czytania miałam wrażenie, że autorka nienawidzi mężczyzn. Drugi tom na szczęście jest pod tym względem bardziej wyważony, ale nie znaczy to, że wszystko się w nim udało.
Zdecydowałam się na drugi tom z tej serii tylko ze względu na styl Autorki. W pierwszej części wprost mnie zachwycił, więc, mimo że historię określiłam jako średnią, postanowiłam czytać dalej.
Czy się zawiodłam na „Mroźnych łzach”?
Tak, i to nawet bardzo. Autorka zmieniła styl, stracił tę magię, która tak mnie zachwycała. I wcale nie mówię, że styl stał się kiepski, nie. Jest po prostu zwyczajny. Nic specjalnego, taki jak w tysiącach innych książek. I w tym też nie ma nic złego. Dawno temu przekonałam, że by wydać książkę, wcale nie trzeba wybitnie pisać, wystarczy dobry pomysł. Ale ja tę książkę kupiłam głównie z uwagi na styl i z tego powodu też bardzo mnie zawiodła.
A co z resztą?
Pierwsza słowa, jakie zobaczyłam w opisie, to „pełna magii i zaskakujących zwrotów akcji”. Brzmi obiecująco, no nie? Po przeczytaniu muszę stwierdzić, że to stwierdzenie nie mija się zbytnio z rzeczywistością. Niektóre rzeczy mnie zaskoczyły, ale inne z kolei wydawały mi się zbytnio przesadzone. Jakby Autorka tak bardzo chciała namieszać, że po drodze w tym wszystkim zgubił się sens. Nie sądziłam, że kiedykolwiek to powiem, ale po prostu było za dużo tych zwrotów. Przy czym momentami książka okropnie mnie nudziła. Już w pierwszym tomie nie podobało mi się pozostawienie matki Mii przy życiu, a tutaj ten wątek, choć napędzał działania bohaterki, w ostatecznym rozrachunku, mając na uwadze całość, odegrał małą rolę. Wręcz żadną i gdyby postać pozostała martwa, nie zrobiłoby to fabule dużej różnicy.
Rozdziały z perspektywy Mii mi się dłużyły, bo przypominały takie kopanie leżącego. Była w nich pewna schematyczność, powtarzalność niepowodzeń, takie rozdziały o niczym. Dużo słów, mało treści. Z kolei rozdziały zawierające listy od Angelyne pomijałam, a i tak domyśliłam się ich... przeznaczenia, że tak to określę, by nie spoilerować! Nawet niektóre fragmenty omijałam, bo po prostu byłam nimi zmęczona.
Jedną z niewielu rzeczy, która tu mi się podobała, to historia magii. Jest doskonale rozwinięta, zbudowana jakby od podstaw i świetnie wyjaśniona w trakcie czytania. Autorka musiała niemało pracy włożyć w stworzenie tak rozbudowanego sytemu magii i za to należy ją docenić!
Ale mimo to „Mroźne łzy” to przeciętna książka. Powiedziałabym — przyjemnie się na nią patrzy, ale poza tym nie ma wiele do zaoferowania. Ma śliczną okładkę, która ozdobi regał, i oprawę. Ale fabularnie nie robi już wrażenia, przynajmniej na mnie. Akcja powoli się przesuwa do przodu, za dużo w niej użalania się, a niektóre sceny działy się bez większego celu i sensu, tak że wcale by nie zaszkodziło, gdyby je usunięto. Wątki romantyczne zbytnio wysunęły się na pierwszy plan, a bohaterowie stali się mdli — jedynie Angelyne zdaje się postacią z potencjałem, ale, no cóż, nie wykorzystanym, bo w historii jest tłem i pojawia się dopiero na samym końcu. Reszta była po prostu męcząca...
Wiem, że jest jeszcze trzeci tom, czytałam jego opis i po nim stwierdzam, że następna część... będzie jeszcze gorsza.
Zdecydowałam się na drugi tom z tej serii tylko ze względu na styl Autorki. W pierwszej części wprost mnie zachwycił, więc, mimo że historię określiłam jako średnią, postanowiłam czytać dalej.
Czy się zawiodłam na „Mroźnych łzach”?
Tak, i to nawet bardzo. Autorka zmieniła styl, stracił tę magię, która tak mnie zachwycała. I wcale nie mówię, że styl stał się kiepski,...
Druga część przygody obdarzonej magią Mii Rose, autorstwa Bree Barton. W serce z cierni król, królowa i siostra Quinna zostali zabici. Mia również złożyła w ofiarze siebie by uratować siostrę. Teraz Angeline jest władczynią i szuka Mii, wie że ta nie umarła tak samo jak ich matka. Jednak mija kilka miesięcy a nadal nikt jej nie odnalazł.
Pilar postanawia przedostać się do Lumii, ma dosyć podszeptów matki. Chce odnaleźć śnieżnego wilka, zabójcy czarownic. Po drodze ratuję księcia Quinna i razem wyruszają do Mroźnego królestwa.
Mia musi teraz zapłacić cenę za swój sprytny plan, zatrzymała swoje serce i powróciła do życia. Jednak teraz nie czuje niczego. Jest niczym żywy trup. Czy gdy wiedziała że będzie musiała zapłacić taką cenę zdecydowałaby się.
Długa podróż, która wydaję się być bez końca. Żadnych ciekawych zwrotów akcji, trochę kontynuacja rozczarowuje. Zwłaszcza po tak spektakularnym zakończeniu pierwszego tomu.
Druga część przygody obdarzonej magią Mii Rose, autorstwa Bree Barton. W serce z cierni król, królowa i siostra Quinna zostali zabici. Mia również złożyła w ofiarze siebie by uratować siostrę. Teraz Angeline jest władczynią i szuka Mii, wie że ta nie umarła tak samo jak ich matka. Jednak mija kilka miesięcy a nadal nikt jej nie odnalazł.
Pilar postanawia przedostać się do...
Druga część serii. Jak dla mnie zdecydowanie słabsza niż pierwsza.
Quinn okazał się koniec końców postacią słabą i niestałą w uczuciach.
Mia Rose powraca do świata żywych i próbuje odnaleźć swoją matkę.
Niestety nie wszystko okazuje się takie, jak być powinno.
Pilar uwalnia się od uroku Angelyne i szuka swojego ojca.
Znajduje odpowiedzi, ale nie takie, jakich oczekiwała.
Ścieżki wszystkich przetną się jeszcze raz w Luumii.
Druga część serii. Jak dla mnie zdecydowanie słabsza niż pierwsza.
Quinn okazał się koniec końców postacią słabą i niestałą w uczuciach.
Mia Rose powraca do świata żywych i próbuje odnaleźć swoją matkę.
Niestety nie wszystko okazuje się takie, jak być powinno.
Pilar uwalnia się od uroku Angelyne i szuka swojego ojca.
Znajduje odpowiedzi, ale nie takie, jakich...
"Mroźne łzy" to drugi tom serii "Heart of Throns". Pierwszy tom, czyli "Serce z cierni" było przyjemną młodzieżową fantastyką, jednak czytałam ją już tak bardzo dawno temu, że nie wszystkie wątki pamiętałam. Gdy zobaczyłam jednak, że na polskim rynku pojawił się, drugi tom wiedziałam, że chce go przeczytać. Czy "Mroźne łzy" są były tak samo fajne, jak pierwszy tom?
Bardzo ciężko czytało mi się tę książkę na początku. Nie umiałam się wkręcić kompletnie w historię od nowa. Jednak po kilku rozdziałach już przypomniałam sobie, co mi się tak bardzo podobało w tej historii. Akcja książki prowadzona jest z dwóch perspektyw Mii oraz Pilar. Dzięki czemu lepiej poznajemy naszych bohaterów.
Nie będę opowiadać wam, o czym jest fabuła drugiego tomu tej serii, bo dzieje się tyle, że musiałabym wam opowiedzieć cały pierwszy tom. Jednak akcja książki ani na trochę nie zwalnia, dalej dużo dowiadujemy się o bohaterach. Widzimy ich wady i zalety, możemy z nimi przeżywać wzloty i upadki. Przygody w dążeniu do celu, aby uratować swoje życie oraz dziedzictwo. Ja jestem naprawdę bardzo mocno zachwycona tą historią. Nie mogę się doczekać tomu trzeciego i tego jak Bree Barton postanowi zakończyć tę historię. A wy znacie tę serię? A może polecacie coś innego w klimacie fantastyki młodzieżowej?
"Mroźne łzy" to drugi tom serii "Heart of Throns". Pierwszy tom, czyli "Serce z cierni" było przyjemną młodzieżową fantastyką, jednak czytałam ją już tak bardzo dawno temu, że nie wszystkie wątki pamiętałam. Gdy zobaczyłam jednak, że na polskim rynku pojawił się, drugi tom wiedziałam, że chce go przeczytać. Czy "Mroźne łzy" są były tak samo fajne, jak pierwszy tom?
"Mroźne łzy" były moją ostatnią książką przeczytaną w lipcu i chyba jak na razie największym rozczarowaniem roku 😞 Pierwszy tom nie był idealny, ale polubiłam go i zapałałam sympatią do bohaterów, którzy zostali w nim przedstawieni.
Niestety kontynuacja sprawiła, że moja miłość do nich gdzieś uleciała i zamieniła się w obojętność. Jeszcze na początku całej historii zależało mi na Quinnie, ale z każdym kolejnym rozdziałem czułam, że już żaden z bohaterów mnie przy sobie nie trzyma. Nawet on.
Co się wydarzyło? Nie wiem do końca. Przez pierwsze sto stron za dużo się nie dzieje. Chociaż mogę napisać, że jest duża użalania się nad sobą oraz podejmowane są tak dziwne wybory, że nie mogłam w nie uwierzyć. Po połowie książki w końcu pojawia się akcja, która wciąga, ale za każdym razem psują ją właśnie bohaterowie.
Jednakże przyznam, że sam zarys fabuły oraz świata, który dany jest nam poznawać podczas czytania, jest naprawdę ciekawy. Moim zdaniem właśnie sam wątek czarownic oraz siedmiu dusz był najlepszy i dla mnie książka mogła skupiać się tylko na tym. Niestety przez wiele rozdziałów przeplatają się rozterki miłosne bohaterów, które chyba najbardziej mnie bolały i denerwowały. Szkoda mi było również Quinna, który był dla mnie najlepszą postacią po pierwszym tomie, ale drugi go zniszczył. Innych chyba też.
Chciałabym też dodać, że autorka zabiera się w tej części za dość poważny temat wykorzystywania seksualnego kobiet, co moim zdaniem jest bardzo dobre i pokazuje, że trzeba z tym walczyć. Mimo to przesłania ten temat dziecinnym zachowaniem bohaterów i odciąga od tragedii, którą warto się zająć.
Wynudziłam się na tej książce i naprawdę czułam wielkie rozczarowanie, że drugi tom mnie nie porwał. W większej mierze spowodowane jest to wykreowanymi postaciami oraz ich podejmowanymi wyborami, gdyż cała reszta... Naprawdę nie jest zła. Świat, fabuła oraz podejmowane tematy były naprawdę dobre i miały potencjał, który został przyćmiony przez bohaterów, których po prostu nie polubiłam i cała reszta przez to stała się bardzo pusta.
"Mroźne łzy" były moją ostatnią książką przeczytaną w lipcu i chyba jak na razie największym rozczarowaniem roku 😞 Pierwszy tom nie był idealny, ale polubiłam go i zapałałam sympatią do bohaterów, którzy zostali w nim przedstawieni.
Niestety kontynuacja sprawiła, że moja miłość do nich gdzieś uleciała i zamieniła się w obojętność. Jeszcze na początku całej historii zależało...
Piękne okładki mają to do siebie, że przyciągają wzrok i nie pozwalają przejść obok siebie obojętnie. Mroźne łzy mogą właśnie poszczycić się taką okładką. Taką, którą chce się trzymać w rękach i której treść chce się zgłębiać. Od zaraz.
Mroźne łzy wciągnęły mnie od pierwszej strony. Chociaż właściwie powinnam napisać, że zaintrygowały. A każda kolejna przewrócona strona utwierdzała mnie w przekonaniu, że oto przede mną kilka ciekawych godzin. I tak właśnie było. Co prawda miałam kilka chwil znużenia, bo szczerze powiedziawszy, momentami akcja wydawała mi się zbyt powolna i czekałam na coś spektakularnego, co ją przyspieszy. Ale miałam też takie wrażenia, że gdyby co nieco okroić, to fabułą specjalnie by na tym nie ucierpiała. Wszak mamy do czynienia z prawie 500 stronami i... no czegoś chwilami brakowało, by była to lektura idealna.
Nie mogę jednak odmówić autorce lekkiego pióra, ba!, ma ono w sobie coś z bajarskiego zacięcia. Zgłębiając bowiem treść, miałam wrażenie, że nie tyle ją czytam, ile słucham. W ułamki sekund wróciły wspomnienia z dzieciństwa, gdy tata czytywał mi do snu różnorakie baśnie, a ja powoli odpływałam w niebyt. I tutaj też tak miałam, czasem moje powieki zaczynały mi ciążyć i... marzyłam o małej drzemce.
Co nie zmienia faktu, że język, jakim posługuje się Bree Barton, jest szalenie plastyczny. Dosłownie widzi się to, co się czyta. Oczy błyszczą z zachwytu! A wyobraźnia pracuje na najwyższych obrotach, by wszystko to objąć rozumem. Myślę, że w Mroźnych łzach spotkałam się z jednymi z lepszych opisów miejsc i wydarzeń. Fascynujące przeżycie.
Dużym plusem Mroźnych łez są bohaterowie. Widać, że Bree Barton starała się nadać im mocne rysy nie tylko na tle opisywanych wydarzeń. Nadała im mocne charaktery, które aż biją od nich niczym blask od słońca. Oczywiście autorka postawiła na różnorodność, która zachwyca, bo z łatwością można ich rozróżnić. Większość z nich wzbudza sympatię, a jeśli nie ją, to poczucie więzi z bohaterem klaruje się w kibicowaniu mu, by osiągnął swój cel.
Autorka postawiła na przeskoki w perspektywie narracji, co sprawia, że książkę czyta się z większym zainteresowaniem, bo zabieg ten ubarwia lekturę. Do tego dochodzą liczne drobne zwroty akcji. Niektóre do przewidzenia, że się w ogóle wydarzą, inne potrafią wzmocnić w czytelniku ciekawość tego, co wydarzy się dalej.
Jeśli więc jesteście ciekawi odpowiedzi na pytania zawarte w opisie książki - polecam sprawdzić to naocznie. Mroczne łzy są przyjemną, lekką lekturą, którą można sobie dozować, jak ulubiony smakołyk i cieszyć się dłuższym czasem z książką. Warunkiem jest zamiłowanie do młodzieżowej fantastyki, okraszonej wojennym tłem, tajemnicami i magią...
Tym razem piękna okładka skrywa wartościowe wnętrze.
Piękne okładki mają to do siebie, że przyciągają wzrok i nie pozwalają przejść obok siebie obojętnie. Mroźne łzy mogą właśnie poszczycić się taką okładką. Taką, którą chce się trzymać w rękach i której treść chce się zgłębiać. Od zaraz.
Mroźne łzy wciągnęły mnie od pierwszej strony. Chociaż właściwie powinnam napisać, że zaintrygowały. A każda kolejna przewrócona strona...
Pierwsza część podobała mi się. Czekałam z niecierpliwością na część drugą. Bardzo lubiłam postać Quinna.
Ale druga część to dla mnie jakaś pomyłka. 4 gwiazdki daję za kilka elementów zaskoczenia. Miałam wrażenie że autorka nie ma o czym pisać i lata od tematu do tematu, próbując poruszać jakieś ważne kwestie typu homoseksualizm czy wykorzystywanie seksualne. Ale ani to ani to jej nie wyszło. Autorka stworzyła bohaterów którzy przeczą sami sobie. Jak osoba, która wstydzi się pokazywać choć trochę ciała nawet tej samej płci, nie wstydzi się zapraszać do swojego mieszkania co noc inną osobę na seks?! Nie chcę być tu wulgarna, ale tej czynności jednak całkiem w ubraniu nie da się wykonywać. Absurd.
Kolejna sprawa. Książka chyba miała wyjść jako taka trochę mroczna, ciężki, agresywny świat. Ale słowo "siki" czy "gówno" nie sprawią że zacznę odbierać tak tę książkę. Dodano kilka właśnie takiego typu słów co jak dla mnie wcale do opowieści nie pasowało.
Pierwsza część podobała mi się. Czekałam z niecierpliwością na część drugą. Bardzo lubiłam postać Quinna.
Ale druga część to dla mnie jakaś pomyłka. 4 gwiazdki daję za kilka elementów zaskoczenia. Miałam wrażenie że autorka nie ma o czym pisać i lata od tematu do tematu, próbując poruszać jakieś ważne kwestie typu homoseksualizm czy wykorzystywanie seksualne. Ale ani to ani...
Mroźne łzy to kontynuacja Serca z cierni. Dzięki tej książce dowiadujemy się ,co wydarzyło się z Pilar , Quinem , Mią i Angelyne. Jesteśmy wprowadzeni w świat magicznych przygód między królestwem wodnym,a królestwem Luumii. Każdy z nich musi zmierzyć się z przeszłością i zdradą,która nie jest łatwa. Każdy szuka czegoś czego do końca nie może zrozumieć. Mia zmartwychwstaje i szuka matki , Pilar szuka ojca ,a Quin będąc marionetką Angelyne dostaje zadanie ,które musi wykonać ,by być wolnym. Ich podróż nie będzie należeć do łatwych. Czekać na nich będą różne pułapki ,które muszą przejść,by dostać to , co im przeznaczone. Lecz czy aby na pewno tego się spodziewali poszukując wyznaczonej drogi do sprawiedliwości? Co ich spotka i co muszą zrobić ,by przykra przeszłość ich opuściła? Tego wszystkiego dowiecie się zaglądając właśnie do tej książki. Dzięki niej przeniesiecie się w magiczną podróż pomiędzy królestwami i oczywiście będą czekać na was magiczne przygody.
Co do książki to powiem ,że nie będziecie się nudzić akcja jest bardzo dynamiczna ,a do urozmaicenia znajdziecie tam listy pisane od jednej siostry do drugiej. Są to piękne szare strony ,które opisują przeszłość jednej z wiedźm i jej dzieci. Niby legenda ,ale jakże prawdziwa. Lecz wszystkiego dowiecie się po kolei czytając książkę. Za to końcówka mnie dobiła. Nie spodziewałam się takiego zakończenia i czekam na ciąg dalszy przygód Pilar i Mii. Ten świat porwał mnie na całego. Uwielbiam takie książki. Uwielbiam kiedy otwieram książkę i już od samego początku wiem ,że będzie warta mojej uwagi. I ta zasługuje na polecenie jej dalej w świat. Zanurzycie się w bezkresny świat wiedźm i walkę między siostrami o lepszy byt i sprawiedliwość. Polecam 😊
Mroźne łzy to kontynuacja Serca z cierni. Dzięki tej książce dowiadujemy się ,co wydarzyło się z Pilar , Quinem , Mią i Angelyne. Jesteśmy wprowadzeni w świat magicznych przygód między królestwem wodnym,a królestwem Luumii. Każdy z nich musi zmierzyć się z przeszłością i zdradą,która nie jest łatwa. Każdy szuka czegoś czego do końca nie może zrozumieć. Mia zmartwychwstaje i...
Bree Barton zaprosiła nas do niesamowitego świata, w którym nic nie wydaje się takie, jakie powinno, a pozorny i niewinny dotyk może spowodować zagładę. W pierwszym Romie cyklu Heart of Thorns, „Serce z cierni” wydanego przez Wydawnictwo Kobiece, dzięki któremu mogłam wyruszyć w niesamowita przygodę wspólnie z główną bohaterką Mią, wydarzyło się naprawdę wiele. Nie mogłam się wręcz oderwać od lektury i miałam nadzieję, że przy „Mroźnych łzach” będzie się działo to samo, o ile nie jeszcze więcej. Książki z elementami fantastycznymi, zjawiskami paranormalnymi połykam w całości, jedne są lepsze, inne gorsze, jak było w tym przypadku?
W tomie „Serce z cierni” poznajemy główną bohaterkę książki, którą jest siedemnastoletnia Mia, dziewczyna, której okrutny los odebrał matkę, a kiedy w brutalny sposób tracisz kogoś, kogoś kochasz nad życie, nic nie będzie już takie samo. Gwyrach to inaczej wiedźma, która swoim dotykiem potrafi zadać człowiekowi śmierć. Ci nie zostali bezbronni, nie rozłożyli rąk bezczynnie, potrafią się bronić, mają swoich łowców. Łowcy trenują od najmłodszych lat, aby pokonać Gwyrach, a nasza bohaterka Mia jest córką łowcy. To dziewczyna ambitna, dzielnie znosząca trudy treningu, aby zasilić ich szeregi, kiedy przyjdzie na to czas. Dziewczyna nade wszystko chciała pomścić śmierć matki, a nie wyjść za mąż za księcia, jak wymarzył i zdecydował ojciec. W dniu ślubu dochodzi do ataku. Okazuje się, że Mia jest Gwyrach, potrafi władać magicznymi mocami. Zakończenie tego tomu było zaskakujące i sprawiało, że bardzo szybko chciałam sięgnąć po kolejny.
W „Mroźnych łzach” dostrzegamy, jak nasza bohaterka, Mia powróciła z martwych, jej wspomnienia są niejasne. Jej jedyną nadzieją na uratowanie ukochanego jest odnalezienie matki. Pilar poluje, została zdradzona i nękana bolesnym sekretem. Postanawia poszukać jedynej osoby, która może dokonać zemsty. Gdy Mia, Pilar i Quin zawierają niebezpieczne sojusze, dają się ponieść obietnicy wolności. Co tym razem pójdzie nie tak? Czy bohaterom uda się wyplątać niebezpieczeństwa? Czy miłość jest na tyle silna, aby przetrwać?
„Mroźne łzy” są dobrą kontynuacją cyklu Heart of Thorns, która ukazuje to, że kobiety mają w sobie moc, nie tylko rzucając czary, czy za sprawą dotyku. Potrafią się ze sobą zjednać i nie patrzeć na siebie wilkiem, jesteśmy silne, odważne i bardzo wiele warte. Opowieść jest przepełniona sekretami, intrygami, które nie tak prosto będzie poznać, a problemy rozwikłać.
Bree Barton jest autorką, która potrafi zaskakiwać, chociaż na początku może się wydawać, że wiesz, co się dzieje, analizujesz wszystkie informacje, przewidujesz kolejne sploty wydarzeń to jesteś w błędzie. To niesamowite, jak udało się poprowadzić historię w sposób, który sprawia, że niczego do końca nie można być pewnym. Autorka porusza trudne tematy, które z pewnością nie należą do najprzyjemniejszych, jak na przykład napaść seksualna. Tak, jak lubię żaden bohater w powieści Barton nie jest przerysowany, krystalicznie czysty, posiada wady, zawodzi, popełnia błędy i uczy się na nich. Myślę, że to nie tylko książka dla młodzieży i starsi czytelnicy także się w niej rozeznają.
Bree Barton zaprosiła nas do niesamowitego świata, w którym nic nie wydaje się takie, jakie powinno, a pozorny i niewinny dotyk może spowodować zagładę. W pierwszym Romie cyklu Heart of Thorns, „Serce z cierni” wydanego przez Wydawnictwo Kobiece, dzięki któremu mogłam wyruszyć w niesamowita przygodę wspólnie z główną bohaterką Mią, wydarzyło się naprawdę wiele. Nie mogłam...
Jest to fantastyczna kontynuacja serii. Naprawdę świetnie się ją czyta i zagłębia w ten magiczny świat. Bardzo mi się spodobał kierunek, w jakim poprowadzimy został wątek miłosny i jak bohaterowie nabrali kształtów.
Mam tylko problem z Mią Rose, która tak usilnie była kreowana na osobę nieczułą, że autorka sama się w tym pogubiła.
Jest to fantastyczna kontynuacja serii. Naprawdę świetnie się ją czyta i zagłębia w ten magiczny świat. Bardzo mi się spodobał kierunek, w jakim poprowadzimy został wątek miłosny i jak bohaterowie nabrali kształtów.
Mam tylko problem z Mią Rose, która tak usilnie była kreowana na osobę nieczułą, że autorka sama się w tym pogubiła.
„Przetrwanie oznacza, że człowiek ma brud i krew za paznokciami. Oznacza, że trzeba kogoś zabić, zanim ten ktoś zabije ciebie”, czyli wiedźmy wychodzą na żniwo.
Mroźne łzy to drugi tom z serii Hearts of Thorne. Książka przyciąga do siebie śliczną okładką oraz magicznym opisem. Pierwszą część czytałam już jakiś czas temu, ale pamiętam, że było to przyjemne fantasy. Czy drugi tom jest równie dobry?
Mia Rose powraca do świata żywych. Nie ma pojęcia, kto wyniósł ją z lochów i porzucił w lesie, ale jednego jest pewna – musi odnaleźć swoją matkę w mroźnym królestwie Lumii. To jedyna szansa, aby ocalić bliskich.
Pilar uwalnia się od uroku Angelyne. Chce dotrzeć do Śnieżnego Wilka, legendarnego zabójcy czarownic. Tylko z jego pomocą ma szansę na wyzwolenie śnieżnego królestwa od krwawych rządów Zagi i Angelyne. Na swojej drodze spotyka księcia Quinna, który również szuka schronienia w Lumii.
Wszyscy muszą zmierzyć się z bolesną przeszłością i zdradą. Czy zdołają dotrzeć do magicznego królestwa, zanim będzie za późno? Czy w lawinie kłamstw istnieje szansa na wolność?
Mroźne łzy to kontynuacja Serca z cierni, dlatego radzę najpierw sięgnąć po pierwszy tom. To, co najbardziej mi się w niej podoba to mnogość intryg i tajemnic. Autorka cały czas manipuluje czytelnikiem, rzucając fałszywe tropy. Jestem pod wrażeniem tego, że autorka sama nie pogubiła się w tych sekretach. Razem to wszystko tworzy spójną całość.
Autorka w swojej książce porusza także ważne tematy takie jak walka o prawa kobiet, depresja. Wspomina także, że nie tylko kobiety mogą mieć ciężko w życiu, a także i mężczyźni, którzy są wykorzystywani. Nie boi się podejmować trudnych tematów i za to wielkie brawa. Ta książka to nie tylko dobrze napisane fantasy, ale i skłaniająca do refleksji historia. Mroźne łzy to oryginalna powieść, która przypadnie do gustu fanom fantastyki. Bree Barton wymyśliła oryginalny świat pełen mroku i tajemnic. Fabuła jest nieprzewidywalna i zawiera wiele zwrotów akcji, co nie pozwala się czytelnikowi nudzić.
Warto też wspomnieć o wydaniu tej książki. W środku jest równie ładna co na zewnątrz. Graficznie prezentuje się naprawdę dobrze. Historię śledzimy z dwóch perspektyw: Mii i Pilar, dzięki czemu możemy je dokładniej poznać. Rozdziały są stosunkowo krótkie. Zawierają sporo dialogów, które pchają akcję do przodu.
Książka zainteresuje nie tylko młodzież, dorośli także znajdą coś w niej dla siebie. Lekka i przyjemna w czytaniu oraz podejmująca trudne tematy.
„Przetrwanie oznacza, że człowiek ma brud i krew za paznokciami. Oznacza, że trzeba kogoś zabić, zanim ten ktoś zabije ciebie”, czyli wiedźmy wychodzą na żniwo.
Mroźne łzy to drugi tom z serii Hearts of Thorne. Książka przyciąga do siebie śliczną okładką oraz magicznym opisem. Pierwszą część czytałam już jakiś czas temu, ale pamiętam, że było to przyjemne fantasy. Czy...
„Sekrety to jeszcze jeden sposób, w jaki ludzie się nawzajem okłamują.”
Nawet nie wiecie jak bardzo czekałam na tą książkę!
„Mroźne łzy”, to kontynuacja „Serca z cierni”, czyli jednej z moich ulubionych książek jeśli chodzi o fantastykę.
W pierwszym tomie autorka zostawia nas z takim zakończeniem, że od razu miałam ochotę sięgnąć po kolejną część i tak właśnie zrobiłam jak tylko wpadła w moje ręce.
Kompletnie przepadłam w świecie wykreowanym przez autorkę i pokochałam bohaterów. To jedna z tych serii przy których zdecydowanie nie będziecie się nudzić.
Pierwszym tomem byłam zachwycona, drugim może nieco mniej ale chyba wynika to z tego, że nie do końca historia potoczyła się tak, jakbym chciałam.
Jako miłośniczka romansów liczyłam na trochę bardziej rozwinięty wątek romantyczny, szczególnie, że coś tam iskrzyło między bohaterami ale ostatecznie wątek został porzucony i po zakończeniu książki czułam lekki niedosyt. W sumie nie miałabym nic przeciwko gdyby autorka postanowiła napisać kolejny tom.
Nie chcę wam odbierać przyjemności z czytania, bo co to za frajda kiedy zna się wszystkie szczegóły, dlatego więcej nic nie zdradzę i pozostałe „ale” zostawię dla siebie. W sumie jestem przekonana, że to co dla mnie było wadą, dla innych okaże się zaletą tej książki.
Mimo że losy bohaterów nie potoczyły się tak jakbym chciała, to uważam, że jest to świetna kontynuacja serii. Chociażby dlatego, że jest nieprzewidywalna, pełna kłamstw oraz tajemnic które powoli wychodzą na jaw i świetnie się bawiłam podczas ich odkrywania.
Historia trzyma w napięciu, a przez ciągłe zwroty akcji nie miałam ochoty się z nią rozstawać aż do ostatniej strony.
Jeżeli lubicie książki z magią w tle i zaskakujące na każdym kroku, to koniecznie musicie ją przeczytać. ❤️
„Sekrety to jeszcze jeden sposób, w jaki ludzie się nawzajem okłamują.”
Nawet nie wiecie jak bardzo czekałam na tą książkę!
„Mroźne łzy”, to kontynuacja „Serca z cierni”, czyli jednej z moich ulubionych książek jeśli chodzi o fantastykę.
W pierwszym tomie autorka zostawia nas z takim zakończeniem, że od razu miałam ochotę sięgnąć po kolejną część i tak właśnie zrobiłam...
Czekałam na kolejny tom tej serii, zwłaszcza, że zakończenie pierwszego tomu było naprawdę emocjonujące.
Pierwsza część bardzo mi się podobała, dlatego z radością zasiadłam do lektury kolejnej części. Nie wiedziałam, czego mogę się spodziewać po tym tomie, ale miałam nadzieję, że będzie równie ciekawy, jak pierwsza część.
Początki mojego spotkania z drugim tomem były trudne. Brakowało mi tej akcji z pierwszego tomu, tej dynamiki. Tu akcja toczyła się naprawdę wolno, a w wydarzenia nie mogłam się wciągnąć. Jak dla mnie były pisane trochę na siłę, naciągane.
Porównując ten tom z poprzednim zauważam wielką przepaść w prowadzeniu akcji i pomysłach na fabułę. Po prostu w „Mroźnych łzach” czegoś brakuje. Myślałam, że ta książka w całości będzie tak wyglądać, ale w którymś momencie coś zaczęło się dziać. Niestety, nie na tyle, abym ostatecznie wyrobiła sobie dobre zdanie na temat tej powieści. Jestem zawiedziona, bo „Serce z cierni” oceniłam naprawdę wysoko i byłam zauroczona tą historią.
Dobrze, że w tym przypadku całości dodaje uroku szata graficzna, okładka jest naprawdę niesamowita i przyciąga wzrok.
Nadrabiają również bohaterowie, których wziąć lubię. Autorka ukazała ich przemiany w obrazowy sposób i to w tej historii mnie przekonało i sprawiło, że moja ostateczna ocena jest wyższa. Ważne jest dla mnie budowanie postaci, jej podłoża psychologicznego, logiczność w jej decyzjach, zachowaniu.
Niestety, nie czuję się usatysfakcjonowana lekturą tej powieści.
Czekałam na kolejny tom tej serii, zwłaszcza, że zakończenie pierwszego tomu było naprawdę emocjonujące.
Pierwsza część bardzo mi się podobała, dlatego z radością zasiadłam do lektury kolejnej części. Nie wiedziałam, czego mogę się spodziewać po tym tomie, ale miałam nadzieję, że będzie równie ciekawy, jak pierwsza część.
Byłam bardzo ciekawa tej książki, zwłaszcza po zakończeniu, jakie zafundowała autorka w „Serce z cierni”, czyli pierwszym tomie tej serii, który naprawdę mi się podobał. Zabrałam się za tą część z pozytywnym nastawieniem, które niestety, zostało trochę zgaszone, gdy już zaczęłam czytać. Na początku w ogóle nie mogłam się wkręcić w tą historię i jak dla mnie, za mało się działo. Rozdziały mi się ciągnęły, czułam się troszkę rozczarowana, a przede wszystkim bałam się, że tak będzie aż do końca.
I tu jest dobra wiadomość, bo w końcu coś zaczęło się dziać, choć nie było tego efektu ‘wow’. „Mroźne łzy” to książka opowiadająca o magicznym świecie, który działa na własnych zasadach, z legendami, w które jedni wierzą, inni nie. To wszystko z czasem poznajemy, sprawia, że ta książka jest lepsza. Do tego nie będę ukrywać, ale akcja mnie troszeczkę zaskoczyła, co jest jak najbardziej na plus, bo nic nie można wziąć w tej historii za pewnik. Nawet ludzi, którym ufamy. Historii, które znamy. Tego, w co wierzymy.
Wstęp „Od autorki” polecałabym przeczytać zanim zaczniecie zagłębiać się w tę opowieść, bo daje nieco inne spojrzenie na to, co się działo i w jakiś sposób wszystko uzupełnia. Bree Barton chce nam pokazać, że my, kobiety, powinnyśmy trzymać się razem. I nieco więcej, ale to musicie odkryć sami. „Mroźne łzy” jest książką, która jest podzielona na perspektywy i części. Możemy zobaczyć, co dzieje się u Pilar oraz Quina, ale także co u Mii. Każdy z tych bohaterów przeżywa własne rozterki, ma własne problemy. Te za sobą, jak i przed sobą.
To jest lektura, która wywołała lekki mętlik w mojej głowie. Miałam co do niej spore oczekiwania i niestety, na początku zostałam trochę zawiedziona, ale później sytuacja nieco się polepszyła. A zakończenie zostawiło we mnie ciekawość tego, co wydarzy się w trzeciej części, po którą najprawdopodobniej sięgnę, gdy tylko zostanie wydana na polskim rynku. Jeśli liczycie, że będzie to fantastyka z dodatkiem romansu, to nic z tych rzeczy. Owszem, pojawia się ten wątek, ale naprawdę w delikatnym stopniu, że prawie go nie było i tak naprawdę nie ma wpływu na to, co się dzieje. Co mi się podobało, bo w fantastyce, jak dla mnie, miłość powinna być w tle, a na pierwszym miejscu cała reszta. Myślę, że bardziej niż na uczuciach pomiędzy kobietą a mężczyzną, autorka skupiła się na siostrzanej więzi, ale tylko tyle zdradzę, bo ten wątek był jak dla mnie dość ciekawy i fajny.
I najważniejsze pytanie: czy polecam?
Nie jest to najlepsza książka z tego gatunku, jaką czytałam, ale też nie najgorsza i myślę, że należy dać jej szansę, bo wiem, że może się czytelnikowi spodobać, więc jeśli czytaliście pierwszy tom albo ciekawi was ta seria, to myślę, że możecie spróbować. Na początku byłam rozczarowana, potem zostałam trochę udobruchana tym, że akcja mnie zaskoczyła. Były intrygi i niepewność tego, kto jakie ma zamiary. „Mroźne łzy” ma swoje plusy i minusy. Mimo wszystko nie żałuję, że po nią sięgnęłam i mam nadzieję, że moja opinia wam pomogła.
Byłam bardzo ciekawa tej książki, zwłaszcza po zakończeniu, jakie zafundowała autorka w „Serce z cierni”, czyli pierwszym tomie tej serii, który naprawdę mi się podobał. Zabrałam się za tą część z pozytywnym nastawieniem, które niestety, zostało trochę zgaszone, gdy już zaczęłam czytać. Na początku w ogóle nie mogłam się wkręcić w tą historię i jak dla mnie, za mało się...
"Mroźne łzy" przebijają pierwszą część!
Obserwujemy dalszy ciąg wydarzeń, tym razem z dwóch perspektyw: Mia oraz Pilar. Główne bohaterki poszukują swoich rodziców, ponieważ to w nich widzą szansę uratowania rzecznego królestwa. Mia szuka swojej matki, aby pomogła jej uratować ukochanego ale również przywrócić emocje. Od momentu śmierci dziewczyna nie czuje żadnych emocji i ma nadzieję, że matka ją uleczy. Pilar natomiast szuka swojego ojca, którego nigdy nie poznała, który jest jednak zabójcą Gwyr.
Książka jest przepełniona intrygami i sekretami. Każdy z bohaterów coś ukrywa i wraz z akcją ich tajemnice wychodzą na wierzch.
To jak autorka tę książkę napisała, ile wymyśliła intryg, sekretów i jak to wszystko ze są połączyła jest rewelacyjne!
Książka porusza również ważne tematy, takie jak: depresja, napaść seksualna, walka o prawa kobiet. Autorka jednak nie generalizuje i pokazuje, że również mężczyźni i młodzi chłopcy mogą być wykorzystywani i źle traktowani. Główni bohaterowie w bardzo dobry sposób obrazują i pokazują to, co takie osoby przechodzą i czują. Czasami na prawdę warto się zastanowić co się mówi i robi, ponieważ dla innych osób może to być trauma do końca życia. A gdy widzimy takie osoby, nie odwracajmy się do nich plecami tylko pomagajmy im.
Po pierwszej części nie byłam za bardzo przekonana do tego magicznego świata, jednak po tej części jestem tych światem zaintrygowana i nie mogę doczekać się kolejnej części!
Instagram: https://www.instagram.com/ksiazkowyhuncwot/
"Mroźne łzy" przebijają pierwszą część!
Obserwujemy dalszy ciąg wydarzeń, tym razem z dwóch perspektyw: Mia oraz Pilar. Główne bohaterki poszukują swoich rodziców, ponieważ to w nich widzą szansę uratowania rzecznego królestwa. Mia szuka swojej matki, aby pomogła jej uratować ukochanego ale również przywrócić emocje. Od momentu śmierci dziewczyna nie czuje żadnych emocji i...
Mroźne łzy okazały się niesamowitą, bardzo przyjemną i ciekawą przygodą dla mojej czytelniczej duszy. Jestem wręcz zachwycona tą książką i pewna, że jeszcze przez bardzo długi czas zostanie w moim sercu i głowie.
Uważam, że stworzenie kolejnej części w serii (Heart of Thorns), która okazuje się jeszcze lepsza niż pierwszy tom, to spore osiągnięcie. Dlatego z tego miejsca składam ukłon Bree Barton. Autorka wykonała kawał wspaniałej roboty.
Zacznijmy od fabuły, która okazała się całkowicie nieprzewidywalna i zaskakująca. Bree Barton nie poskąpiła kilku zaskakujących zwrotów akcji i jak dla mnie zrobiła to iście po mistrzowsku. Zaskoczyła mnie i naprawdę to doceniam! W dodatku opowieść ma wiele ciekawych wątków i jest wielowymiarowa w bardzo pozytywnym sensie. Pod płaszczykiem fantastycznej przygody w świecie przepełnionym magią kryje się ogromna mądrość i kilka bardzo ważnych, godnych poruszenia tematów. Wszystko to jest przemycone w przystępnej formie i subtelnie nakłania do refleksji. Mam tutaj na myśli między innymi problem gwałtu, depresji, ale też krzywdy płynącej z napaści zarówno fizycznej, jak i psychicznej, bo oba jej rodzaje tak samo ranią i potrafią pozostawić w człowieku trwały ślad. Mamy też wątek kolonializmu, który został przedstawiony z dwóch perspektyw: Najeźdźcy, który widzi siebie jako wybawiciela czyniącego dobro poprzez niesienie cywilizacji i wiedzy oraz pierwotnego ludu, który czuje się ciemiężony, siłą zmuszany do zmian i obdarty z rodzimych tradycji. Myślę, że rzadko już się o tym pamięta, a przecież na świecie było wiele takich sytuacji. To dowodzi, że wprowadzanie zmian na siłę też jest pewną formą przemocy i wywołuje cierpienie, a piekło jest dosłownie wybrukowane dobrymi chęciami.
Historia opowiedziana jest w interesujący sposób, głównie z perspektywy dwóch bohaterek: Mii i Pilar. Są też wstawki w postaci listów królowej Angelyne do swojej siostry, w których przekazuje legendy z mroźnego królestwa. Był to bardzo interesujący dodatek. Coś jak wisienka na torcie. Sami bohaterowie są przedstawieni wręcz doskonale, ale po lekturze pierwszego tomu, czyli Serca z cierni wręcz się tego spodziewałam. Żadna z postaci nie jest idealna, każda ma swoje wady, zalety i niesie na swoich barkach bagaż ciężkich doświadczeń. Zwłaszcza Mia, Pilar i Quin. Mało tego, bohaterowie ewoluują i zmieniają się na kolejnych kartach powieści. Zaskakują, podejmują decyzje, które nie zawsze okazują się słuszne, ale dzięki temu dojrzewają. Pokazują, że czasem najwięcej wysiłku wymaga szczerość wobec samego siebie. Że sobie najtrudniej jest wybaczyć, a poczucie winy wyrządza w umyśle katastrofalne szkody. Że nawet niechcący można kogoś skrzywdzić, a manipulacja i brak wolnego wyboru potrafi ranić nie mniej niż prawdziwa broń. Udowadniają, że cierpienia których doświadczamy mogą wbrew pozorom dodawać nam sił i pokazują jak ważne jest, by mieć wsparcie kogoś bliskiego, kto zechce spróbować zrozumieć.
Autorka miała naprawdę wiele do powiedzenia. Zrobiła to sensownie i delikatnie. Idealnie, by dotrzeć do czytelnika.
Zbliżając się do końca muszę wspomnieć o jeszcze jednej istotnej sprawie. Niewiele osób czytając powieść zagranicznego autora, pamięta jak wielkie znaczenie ma osoba tłumacza. Od niej zależy, czy przygoda z książką okaże się przyjemnością, czy wręcz przeciwnie – katorgą. W przypadku Mroźnych Łez za polską wersję odpowiedzialna jest pani Patrycja Zarawska i muszę przyznać, że zrobiła to perfekcyjnie. Tekst czyta się płynnie, wręcz doskonale i osobiście bardzo za to dziękuję.
Słowem podsumowania: tak jak poprzednio uważam, że nie jest to książka tylko dla młodzieży, bo nawet ja znalazłam w niej wiele dla siebie, a mam prawie trzydzieści lat. Oczywiście osobom młodszym polecam szczególnie, bo otrzymają wspaniałą przygodę pełną magii, ale też mądrości i ważnych spraw tak bliskich im samym. Szczególnie polecam na prezent dla kogoś, kto jest dla nas naprawdę ważny.
Po więcej recenzji zapraszam na www.milosniczkaslow.pl
Mroźne łzy okazały się niesamowitą, bardzo przyjemną i ciekawą przygodą dla mojej czytelniczej duszy. Jestem wręcz zachwycona tą książką i pewna, że jeszcze przez bardzo długi czas zostanie w moim sercu i głowie.
Uważam, że stworzenie kolejnej części w serii (Heart of Thorns), która okazuje się jeszcze lepsza niż pierwszy tom, to spore osiągnięcie. Dlatego z tego miejsca...
Wszystko w tej książce nie jest jak powinno, ale wszystko jest tak ciekawe, że nie da się nie czytać dalej.
Wszystko w tej książce nie jest jak powinno, ale wszystko jest tak ciekawe, że nie da się nie czytać dalej.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPo świetnej pierwszej części, druga stanowi okropny, rozwleczony zawód, gdzie paprzemy się przez traumy bohaterów i jesteśmy raczeni rozwiązaniami rodem z "Mody na Sukces" - dodatkowo paru bohaterów zupełnie zmienia osobowość. Rozumiem, że doznali traumy, ale aż tak wielka wolta w zachowaniu jest kompletnie nieprzekonywująca i nieumotywowana niczym.
Po świetnej pierwszej części, druga stanowi okropny, rozwleczony zawód, gdzie paprzemy się przez traumy bohaterów i jesteśmy raczeni rozwiązaniami rodem z "Mody na Sukces" - dodatkowo paru bohaterów zupełnie zmienia osobowość. Rozumiem, że doznali traumy, ale aż tak wielka wolta w zachowaniu jest kompletnie nieprzekonywująca i nieumotywowana niczym.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWciąż nie poczułam się kupiona tą serią. Właściwie druga część utrzymuje ten sam poziom, co w tym przypadku nie wychodzi na plus, bo miałam nadzieje na coś więcej i lepiej. Więcej pod względem autentyczności przekazywanych uczuć, więcej, jeżeli chodzi o logikę i więcej, gdy mówimy o porządku. Chaos atakował z każdej strony, bohaterowie chwiali się jak źdźbła trawy na wietrze, raz w jedną, raz w drugą stronę. Wszystko zależało od tego, jak im akurat pasowało.
Plottwisty gonią plottwisty, ale bez jakiegoś specjalnego szału. Nie były zdumiewające, gdy właściwie książka została nimi niezdrowo nafaszerowana. Po prostu stają się niesmaczne, gdy znów ma nas coś zaskoczyć, okazuje się niemożliwe i postacie płaczą się pomiędzy sobą w coraz to dziwniejszych relacjach.
Na dłuższą metę było to męczące, bo aż nie chciało mi się pamiętać, kto, co, z kim i kiedy. Przynajmniej poprawiło się pokazywanie mężczyzn w tej części. Poprzednia jakby była ukierunkowana na ich bezwzględne nienawidzenie. Tutaj dostali swój solidny kawałek, gdzie mogli pokazać się także z tej dobrej strony, a nie tylko jako potwory.
Nikt nie zaskarbił sobie mojej sympatii w dalszym ciągu, więc śledzenie ich przygód nie jest bardzo satysfakcjonujące. Dużo niuansów pisemnych mnie denerwuje. Styl bywa przewrotny. Raz mi się podoba i jest całkiem płynny, a następny rozdział, jakby pisany z innej ręki, więc właściwie to cieszę się, że została mi już tylko jedna książka z tej serii.
Nie wiem, jak zakończy się trylogia i to jedyna zachęta (prócz faktu, że miałam trzeci tom zakupiony wraz z pozostałymi tomami) by sięgnąć po kontynuację, bo szczerze ciekawa jestem, jak całość się potoczy i jak wiele różnych wątków jeszcze zawrze autorka, bo idzie na rekord.
Wciąż nie poczułam się kupiona tą serią. Właściwie druga część utrzymuje ten sam poziom, co w tym przypadku nie wychodzi na plus, bo miałam nadzieje na coś więcej i lepiej. Więcej pod względem autentyczności przekazywanych uczuć, więcej, jeżeli chodzi o logikę i więcej, gdy mówimy o porządku. Chaos atakował z każdej strony, bohaterowie chwiali się jak źdźbła trawy na...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPierwszy tom podobał mi się bardziej.
Pierwszy tom podobał mi się bardziej.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSporo zaskoczeń i zwrotów akcji. Momentami dłużyzny niemiłosierne ale zakończenie wynagradza wszystko.
Sporo zaskoczeń i zwrotów akcji. Momentami dłużyzny niemiłosierne ale zakończenie wynagradza wszystko.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCzyta się szybko i gładko. Pojawia się dużo postaci i często zmienia się perspektywa całej historii co zdecydowanie nie nudzi.
Czyta się szybko i gładko. Pojawia się dużo postaci i często zmienia się perspektywa całej historii co zdecydowanie nie nudzi.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTak jak pisałam Tom 2 jest jak narazie najlepszy wymiękłam z kondona z baraniej skórki czy flaków:-D
Tak jak pisałam Tom 2 jest jak narazie najlepszy wymiękłam z kondona z baraniej skórki czy flaków:-D
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toO matko, co to była książka!
Plot twist goni plot twist. Od czasów "czerwonej królowej" i "królestwa kanciarzy" nie miałam do czynienia z takimi zwrotami akcji!
O matko, co to była książka!
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPlot twist goni plot twist. Od czasów "czerwonej królowej" i "królestwa kanciarzy" nie miałam do czynienia z takimi zwrotami akcji!
Jedynka była zdecydowanie lepsza. Wciągnęła mnie od początku. Nie było aż tak źle, ale czegoś mi zdecydowanie zabrakło
Jedynka była zdecydowanie lepsza. Wciągnęła mnie od początku. Nie było aż tak źle, ale czegoś mi zdecydowanie zabrakło
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPierwszy tom naprawdę mi się podobał, więc z ciekawością sięgnęłam po kontynuację i niestety, bardzo się zawiodłam. Bohaterowie, których w ''Serce z cierni'' bardzo polubiłam, tutaj wydawali mi się stracić swój dawny urok. Z trudem przebrnęłam przez blisko 500 stron i raczej nie sięgnę po 3 tom, jeżeli w ogóle ukaże się w Polsce.
Pierwszy tom naprawdę mi się podobał, więc z ciekawością sięgnęłam po kontynuację i niestety, bardzo się zawiodłam. Bohaterowie, których w ''Serce z cierni'' bardzo polubiłam, tutaj wydawali mi się stracić swój dawny urok. Z trudem przebrnęłam przez blisko 500 stron i raczej nie sięgnę po 3 tom, jeżeli w ogóle ukaże się w Polsce.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to,,Mroźne łzy" to drugi tom trylogii Bree Barton o losach Mii Rose. Pierwszy tom bardzo mi się podobał, ale przeszkadzała mi nieco warstwa ,,ideowa" powieści. Krótko mówiąc: podczas czytania miałam wrażenie, że autorka nienawidzi mężczyzn. Drugi tom na szczęście jest pod tym względem bardziej wyważony, ale nie znaczy to, że wszystko się w nim udało.
Poprzedni tom zakończył się w momencie, gdy Mia zginęła, ale powróciła do życia. Dziewczyna udaje się do królestwa Luumii, aby odnaleźć swoją matkę i powstrzymać siostrę przed władzą absolutną. Po powrocie z zaświatów Mię dręczy jednak apatia i poczucie pustki, z którymi próbuje radzić sobie na różne sposoby. Tymczasem Pilar, jedna z czarownic-Gwyrach, wyrusza na poszukiwanie swojego ojca. Podczas wędrówki spotyka księcia Quinna.
Jak wspominałam, na szczęście autorka pokazała nam inną perspektywę niż w pierwszym tomie. Gwyrach przestały być nieskalane, a bohaterki musiały zrozumieć, że nie tylko ich grupa jest dyskryminowana, że każdy człowiek ma swoje problemy i cierpi, niezależnie od wieku, pochodzenia i płci. Żałuję tylko, że nastąpiło to tak późno i ten przekaz nie był widoczny od początku. Bree Barton dużo miejsca poświęciła tym razem na udowodnienie, że wszystkie podziały na ,,my" i ,,oni" tak naprawdę prowadzą do nieszczęść i tylko nasilają nienawiść. Widać to nie tylko na przykładzie czarownic, ale także ludu Addi, którego historia wyraźnie nawiązuje do dziejów ludów pierwotnych podbijanych przez Europejczyków.
Nie jest to jedyny bardziej ,,realny" wątek, jaki porusza Barton. Autorka w tej książce dużo miejsca poświęciła rozmaitym problemom psychologicznym, co widać szczególnie na przykładzie Mii, która po powrocie z zaświatów cierpi na coś w rodzaju apatii czy depresji, a także Pilar i Quinna - każde z nich musiało pogodzić się z tym, że było wykorzystywane i manipulowane przez rodziców i że muszą stać się sobą, a nie jedynie przedłużeniem swoich rodzin. Oprócz tego mamy tu wątek molestowania i obciążania winą ofiary, która dopiero po latach zaczyna rozumieć, że to ją skrzywdzono oraz wątek obsesji władzy i niejakiego kompleksu Boga, który dręczy Angelyne. Dziewczyna wierzy, że to ona jest w stanie zaprowadzić spokój w królestwie i dąży do tego po celu. Jest okrutna i szalona, ale szczerze wierzy w swoje cele, a jej uczucia do Mii i Pilar są bardzo niejednoznaczne.
Mimo tych wartościowych rzeczy ten tom podobał mi się mniej niż ,,Serce z cierni", a powodem były wątki miłosne. Pierwsza część pod tym względem była genialna - bardzo romantyczna, pełna ciekawych cytatów na temat uczuć, a także świetnej chemii między Mią a Quinnem oraz bardzo nieoczywistej drogi, która ich czekała. Tutaj od razu zostajemy wrzuceni w nowe wątki miłosne - Mia i Quinn są rozdzieleni, więc on zaczyna zbliżać się do Pilar, a ona do chłopaka o imieniu Zai. I rozumiem, że to książka dla nastolatków, którzy często są rozchwiani uczuciowo i że może warto im pokazywać, że pierwsza miłość nie musi być ostatnią, żeby być piękna. Problem jest taki, że ja nie byłam w stanie wczuć się w sytuację, bo oba te wątki były dla mnie pozbawione pokazania uczuć. O ile w przypadku Mii rozumiem, że ten chłód miał wzmacniać świadomość jej apatii, ale przy Pilar i Quinnie powinno kipić od emocji. Natomiast ja nie czułam nic, mam wrażenie, że autorka wprowadziła ten wielokąt tylko po to, żeby bardziej zaskoczyć czytelników i żeby nie byli pewni, kto z kim ostatecznie będzie. I dotyczy to nie tylko głównych bohaterów, ale i postaci drugoplanowych, ze starszego pokolenia. Ciągle okazuje się, że ktoś ma albo miał jakiś romans czy że czyjś związek się rozpadł. A ponieważ autorka wprowadza wiele wątków LGBT i praktycznie każda postać jest bi czy też panseksualna, to płeć nie jest żadną barierą i ostatecznie każdy może romansować z każdym. Jest to dla mnie telenowelowe i łamie przesłanie pierwszej części, która mówiła o sile miłości i podążaniu za głosem serca. Natomiast tutaj okazuje się, że wystarczy przez jakiś czas nie widzieć ukochanej osoby, żeby cała miłość przeszła i można było szukać kogoś innego. Szczególnie boli to, że ofiarą całego zamieszania została moja ulubiona postać, czyli książę Quinn.
Trudno mi ocenić ,,Mroźne łzy". Z jednej strony sam świat jest ciekawy, a przesłanie wartościowe. Z drugiej - podczas czytania odczuwałam prawie same negatywne emocje. A może tak miało być? Może chodziło o to, aby pokazać problemy psychiczne bohaterów, o których autorka wyraźnie mówi? Na tę chwilę nie wiem, czy sięgnę po kolejny tom, jeśli ukaże się w Polsce, chociaż naprawdę jestem ciekawa, jak ta historia się skończy i zarazem się tego boję.
,,(…) przetrwanie nie chodzi w jedwabnym czepku. Przetrwanie oznacza, że człowiek ma brud i krew za paznokciami.
Oznacza, że trzeba kogoś zabić, zanim ten ktoś zabije ciebie."
,,Mroźne łzy" to drugi tom trylogii Bree Barton o losach Mii Rose. Pierwszy tom bardzo mi się podobał, ale przeszkadzała mi nieco warstwa ,,ideowa" powieści. Krótko mówiąc: podczas czytania miałam wrażenie, że autorka nienawidzi mężczyzn. Drugi tom na szczęście jest pod tym względem bardziej wyważony, ale nie znaczy to, że wszystko się w nim udało.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPoprzedni tom zakończył...
Zdecydowałam się na drugi tom z tej serii tylko ze względu na styl Autorki. W pierwszej części wprost mnie zachwycił, więc, mimo że historię określiłam jako średnią, postanowiłam czytać dalej.
Czy się zawiodłam na „Mroźnych łzach”?
Tak, i to nawet bardzo. Autorka zmieniła styl, stracił tę magię, która tak mnie zachwycała. I wcale nie mówię, że styl stał się kiepski, nie. Jest po prostu zwyczajny. Nic specjalnego, taki jak w tysiącach innych książek. I w tym też nie ma nic złego. Dawno temu przekonałam, że by wydać książkę, wcale nie trzeba wybitnie pisać, wystarczy dobry pomysł. Ale ja tę książkę kupiłam głównie z uwagi na styl i z tego powodu też bardzo mnie zawiodła.
A co z resztą?
Pierwsza słowa, jakie zobaczyłam w opisie, to „pełna magii i zaskakujących zwrotów akcji”. Brzmi obiecująco, no nie? Po przeczytaniu muszę stwierdzić, że to stwierdzenie nie mija się zbytnio z rzeczywistością. Niektóre rzeczy mnie zaskoczyły, ale inne z kolei wydawały mi się zbytnio przesadzone. Jakby Autorka tak bardzo chciała namieszać, że po drodze w tym wszystkim zgubił się sens. Nie sądziłam, że kiedykolwiek to powiem, ale po prostu było za dużo tych zwrotów. Przy czym momentami książka okropnie mnie nudziła. Już w pierwszym tomie nie podobało mi się pozostawienie matki Mii przy życiu, a tutaj ten wątek, choć napędzał działania bohaterki, w ostatecznym rozrachunku, mając na uwadze całość, odegrał małą rolę. Wręcz żadną i gdyby postać pozostała martwa, nie zrobiłoby to fabule dużej różnicy.
Rozdziały z perspektywy Mii mi się dłużyły, bo przypominały takie kopanie leżącego. Była w nich pewna schematyczność, powtarzalność niepowodzeń, takie rozdziały o niczym. Dużo słów, mało treści. Z kolei rozdziały zawierające listy od Angelyne pomijałam, a i tak domyśliłam się ich... przeznaczenia, że tak to określę, by nie spoilerować! Nawet niektóre fragmenty omijałam, bo po prostu byłam nimi zmęczona.
Jedną z niewielu rzeczy, która tu mi się podobała, to historia magii. Jest doskonale rozwinięta, zbudowana jakby od podstaw i świetnie wyjaśniona w trakcie czytania. Autorka musiała niemało pracy włożyć w stworzenie tak rozbudowanego sytemu magii i za to należy ją docenić!
Ale mimo to „Mroźne łzy” to przeciętna książka. Powiedziałabym — przyjemnie się na nią patrzy, ale poza tym nie ma wiele do zaoferowania. Ma śliczną okładkę, która ozdobi regał, i oprawę. Ale fabularnie nie robi już wrażenia, przynajmniej na mnie. Akcja powoli się przesuwa do przodu, za dużo w niej użalania się, a niektóre sceny działy się bez większego celu i sensu, tak że wcale by nie zaszkodziło, gdyby je usunięto. Wątki romantyczne zbytnio wysunęły się na pierwszy plan, a bohaterowie stali się mdli — jedynie Angelyne zdaje się postacią z potencjałem, ale, no cóż, nie wykorzystanym, bo w historii jest tłem i pojawia się dopiero na samym końcu. Reszta była po prostu męcząca...
Wiem, że jest jeszcze trzeci tom, czytałam jego opis i po nim stwierdzam, że następna część... będzie jeszcze gorsza.
Zdecydowałam się na drugi tom z tej serii tylko ze względu na styl Autorki. W pierwszej części wprost mnie zachwycił, więc, mimo że historię określiłam jako średnią, postanowiłam czytać dalej.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCzy się zawiodłam na „Mroźnych łzach”?
Tak, i to nawet bardzo. Autorka zmieniła styl, stracił tę magię, która tak mnie zachwycała. I wcale nie mówię, że styl stał się kiepski,...
mocna książka, zdecydowanie niedoceniona na rynku wydawniczym, myślę, że znajdzie jeszcze zwolenników. Zamierzam przeczytać drugi raz.
mocna książka, zdecydowanie niedoceniona na rynku wydawniczym, myślę, że znajdzie jeszcze zwolenników. Zamierzam przeczytać drugi raz.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo todziewczyna dala mi do poczytania. ogolnie nie czytuje o czarach, ale ta jest nawet spoko.
dziewczyna dala mi do poczytania. ogolnie nie czytuje o czarach, ale ta jest nawet spoko.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDruga część przygody obdarzonej magią Mii Rose, autorstwa Bree Barton. W serce z cierni król, królowa i siostra Quinna zostali zabici. Mia również złożyła w ofiarze siebie by uratować siostrę. Teraz Angeline jest władczynią i szuka Mii, wie że ta nie umarła tak samo jak ich matka. Jednak mija kilka miesięcy a nadal nikt jej nie odnalazł.
Pilar postanawia przedostać się do Lumii, ma dosyć podszeptów matki. Chce odnaleźć śnieżnego wilka, zabójcy czarownic. Po drodze ratuję księcia Quinna i razem wyruszają do Mroźnego królestwa.
Mia musi teraz zapłacić cenę za swój sprytny plan, zatrzymała swoje serce i powróciła do życia. Jednak teraz nie czuje niczego. Jest niczym żywy trup. Czy gdy wiedziała że będzie musiała zapłacić taką cenę zdecydowałaby się.
Długa podróż, która wydaję się być bez końca. Żadnych ciekawych zwrotów akcji, trochę kontynuacja rozczarowuje. Zwłaszcza po tak spektakularnym zakończeniu pierwszego tomu.
Druga część przygody obdarzonej magią Mii Rose, autorstwa Bree Barton. W serce z cierni król, królowa i siostra Quinna zostali zabici. Mia również złożyła w ofiarze siebie by uratować siostrę. Teraz Angeline jest władczynią i szuka Mii, wie że ta nie umarła tak samo jak ich matka. Jednak mija kilka miesięcy a nadal nikt jej nie odnalazł.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPilar postanawia przedostać się do...
Druga część serii. Jak dla mnie zdecydowanie słabsza niż pierwsza.
Quinn okazał się koniec końców postacią słabą i niestałą w uczuciach.
Mia Rose powraca do świata żywych i próbuje odnaleźć swoją matkę.
Niestety nie wszystko okazuje się takie, jak być powinno.
Pilar uwalnia się od uroku Angelyne i szuka swojego ojca.
Znajduje odpowiedzi, ale nie takie, jakich oczekiwała.
Ścieżki wszystkich przetną się jeszcze raz w Luumii.
Druga część serii. Jak dla mnie zdecydowanie słabsza niż pierwsza.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toQuinn okazał się koniec końców postacią słabą i niestałą w uczuciach.
Mia Rose powraca do świata żywych i próbuje odnaleźć swoją matkę.
Niestety nie wszystko okazuje się takie, jak być powinno.
Pilar uwalnia się od uroku Angelyne i szuka swojego ojca.
Znajduje odpowiedzi, ale nie takie, jakich...
"Mroźne łzy" to drugi tom serii "Heart of Throns". Pierwszy tom, czyli "Serce z cierni" było przyjemną młodzieżową fantastyką, jednak czytałam ją już tak bardzo dawno temu, że nie wszystkie wątki pamiętałam. Gdy zobaczyłam jednak, że na polskim rynku pojawił się, drugi tom wiedziałam, że chce go przeczytać. Czy "Mroźne łzy" są były tak samo fajne, jak pierwszy tom?
Bardzo ciężko czytało mi się tę książkę na początku. Nie umiałam się wkręcić kompletnie w historię od nowa. Jednak po kilku rozdziałach już przypomniałam sobie, co mi się tak bardzo podobało w tej historii. Akcja książki prowadzona jest z dwóch perspektyw Mii oraz Pilar. Dzięki czemu lepiej poznajemy naszych bohaterów.
Nie będę opowiadać wam, o czym jest fabuła drugiego tomu tej serii, bo dzieje się tyle, że musiałabym wam opowiedzieć cały pierwszy tom. Jednak akcja książki ani na trochę nie zwalnia, dalej dużo dowiadujemy się o bohaterach. Widzimy ich wady i zalety, możemy z nimi przeżywać wzloty i upadki. Przygody w dążeniu do celu, aby uratować swoje życie oraz dziedzictwo. Ja jestem naprawdę bardzo mocno zachwycona tą historią. Nie mogę się doczekać tomu trzeciego i tego jak Bree Barton postanowi zakończyć tę historię. A wy znacie tę serię? A może polecacie coś innego w klimacie fantastyki młodzieżowej?
"Mroźne łzy" to drugi tom serii "Heart of Throns". Pierwszy tom, czyli "Serce z cierni" było przyjemną młodzieżową fantastyką, jednak czytałam ją już tak bardzo dawno temu, że nie wszystkie wątki pamiętałam. Gdy zobaczyłam jednak, że na polskim rynku pojawił się, drugi tom wiedziałam, że chce go przeczytać. Czy "Mroźne łzy" są były tak samo fajne, jak pierwszy tom?
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBardzo...
2,5
2,5
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to"Mroźne łzy" były moją ostatnią książką przeczytaną w lipcu i chyba jak na razie największym rozczarowaniem roku 😞 Pierwszy tom nie był idealny, ale polubiłam go i zapałałam sympatią do bohaterów, którzy zostali w nim przedstawieni.
Niestety kontynuacja sprawiła, że moja miłość do nich gdzieś uleciała i zamieniła się w obojętność. Jeszcze na początku całej historii zależało mi na Quinnie, ale z każdym kolejnym rozdziałem czułam, że już żaden z bohaterów mnie przy sobie nie trzyma. Nawet on.
Co się wydarzyło? Nie wiem do końca. Przez pierwsze sto stron za dużo się nie dzieje. Chociaż mogę napisać, że jest duża użalania się nad sobą oraz podejmowane są tak dziwne wybory, że nie mogłam w nie uwierzyć. Po połowie książki w końcu pojawia się akcja, która wciąga, ale za każdym razem psują ją właśnie bohaterowie.
Jednakże przyznam, że sam zarys fabuły oraz świata, który dany jest nam poznawać podczas czytania, jest naprawdę ciekawy. Moim zdaniem właśnie sam wątek czarownic oraz siedmiu dusz był najlepszy i dla mnie książka mogła skupiać się tylko na tym. Niestety przez wiele rozdziałów przeplatają się rozterki miłosne bohaterów, które chyba najbardziej mnie bolały i denerwowały. Szkoda mi było również Quinna, który był dla mnie najlepszą postacią po pierwszym tomie, ale drugi go zniszczył. Innych chyba też.
Chciałabym też dodać, że autorka zabiera się w tej części za dość poważny temat wykorzystywania seksualnego kobiet, co moim zdaniem jest bardzo dobre i pokazuje, że trzeba z tym walczyć. Mimo to przesłania ten temat dziecinnym zachowaniem bohaterów i odciąga od tragedii, którą warto się zająć.
Wynudziłam się na tej książce i naprawdę czułam wielkie rozczarowanie, że drugi tom mnie nie porwał. W większej mierze spowodowane jest to wykreowanymi postaciami oraz ich podejmowanymi wyborami, gdyż cała reszta... Naprawdę nie jest zła. Świat, fabuła oraz podejmowane tematy były naprawdę dobre i miały potencjał, który został przyćmiony przez bohaterów, których po prostu nie polubiłam i cała reszta przez to stała się bardzo pusta.
"Mroźne łzy" były moją ostatnią książką przeczytaną w lipcu i chyba jak na razie największym rozczarowaniem roku 😞 Pierwszy tom nie był idealny, ale polubiłam go i zapałałam sympatią do bohaterów, którzy zostali w nim przedstawieni.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNiestety kontynuacja sprawiła, że moja miłość do nich gdzieś uleciała i zamieniła się w obojętność. Jeszcze na początku całej historii zależało...
Piękne okładki mają to do siebie, że przyciągają wzrok i nie pozwalają przejść obok siebie obojętnie. Mroźne łzy mogą właśnie poszczycić się taką okładką. Taką, którą chce się trzymać w rękach i której treść chce się zgłębiać. Od zaraz.
Mroźne łzy wciągnęły mnie od pierwszej strony. Chociaż właściwie powinnam napisać, że zaintrygowały. A każda kolejna przewrócona strona utwierdzała mnie w przekonaniu, że oto przede mną kilka ciekawych godzin. I tak właśnie było. Co prawda miałam kilka chwil znużenia, bo szczerze powiedziawszy, momentami akcja wydawała mi się zbyt powolna i czekałam na coś spektakularnego, co ją przyspieszy. Ale miałam też takie wrażenia, że gdyby co nieco okroić, to fabułą specjalnie by na tym nie ucierpiała. Wszak mamy do czynienia z prawie 500 stronami i... no czegoś chwilami brakowało, by była to lektura idealna.
Nie mogę jednak odmówić autorce lekkiego pióra, ba!, ma ono w sobie coś z bajarskiego zacięcia. Zgłębiając bowiem treść, miałam wrażenie, że nie tyle ją czytam, ile słucham. W ułamki sekund wróciły wspomnienia z dzieciństwa, gdy tata czytywał mi do snu różnorakie baśnie, a ja powoli odpływałam w niebyt. I tutaj też tak miałam, czasem moje powieki zaczynały mi ciążyć i... marzyłam o małej drzemce.
Co nie zmienia faktu, że język, jakim posługuje się Bree Barton, jest szalenie plastyczny. Dosłownie widzi się to, co się czyta. Oczy błyszczą z zachwytu! A wyobraźnia pracuje na najwyższych obrotach, by wszystko to objąć rozumem. Myślę, że w Mroźnych łzach spotkałam się z jednymi z lepszych opisów miejsc i wydarzeń. Fascynujące przeżycie.
Dużym plusem Mroźnych łez są bohaterowie. Widać, że Bree Barton starała się nadać im mocne rysy nie tylko na tle opisywanych wydarzeń. Nadała im mocne charaktery, które aż biją od nich niczym blask od słońca. Oczywiście autorka postawiła na różnorodność, która zachwyca, bo z łatwością można ich rozróżnić. Większość z nich wzbudza sympatię, a jeśli nie ją, to poczucie więzi z bohaterem klaruje się w kibicowaniu mu, by osiągnął swój cel.
Autorka postawiła na przeskoki w perspektywie narracji, co sprawia, że książkę czyta się z większym zainteresowaniem, bo zabieg ten ubarwia lekturę. Do tego dochodzą liczne drobne zwroty akcji. Niektóre do przewidzenia, że się w ogóle wydarzą, inne potrafią wzmocnić w czytelniku ciekawość tego, co wydarzy się dalej.
Jeśli więc jesteście ciekawi odpowiedzi na pytania zawarte w opisie książki - polecam sprawdzić to naocznie. Mroczne łzy są przyjemną, lekką lekturą, którą można sobie dozować, jak ulubiony smakołyk i cieszyć się dłuższym czasem z książką. Warunkiem jest zamiłowanie do młodzieżowej fantastyki, okraszonej wojennym tłem, tajemnicami i magią...
Tym razem piękna okładka skrywa wartościowe wnętrze.
Piękne okładki mają to do siebie, że przyciągają wzrok i nie pozwalają przejść obok siebie obojętnie. Mroźne łzy mogą właśnie poszczycić się taką okładką. Taką, którą chce się trzymać w rękach i której treść chce się zgłębiać. Od zaraz.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMroźne łzy wciągnęły mnie od pierwszej strony. Chociaż właściwie powinnam napisać, że zaintrygowały. A każda kolejna przewrócona strona...
Pierwsza część podobała mi się. Czekałam z niecierpliwością na część drugą. Bardzo lubiłam postać Quinna.
Ale druga część to dla mnie jakaś pomyłka. 4 gwiazdki daję za kilka elementów zaskoczenia. Miałam wrażenie że autorka nie ma o czym pisać i lata od tematu do tematu, próbując poruszać jakieś ważne kwestie typu homoseksualizm czy wykorzystywanie seksualne. Ale ani to ani to jej nie wyszło. Autorka stworzyła bohaterów którzy przeczą sami sobie. Jak osoba, która wstydzi się pokazywać choć trochę ciała nawet tej samej płci, nie wstydzi się zapraszać do swojego mieszkania co noc inną osobę na seks?! Nie chcę być tu wulgarna, ale tej czynności jednak całkiem w ubraniu nie da się wykonywać. Absurd.
Kolejna sprawa. Książka chyba miała wyjść jako taka trochę mroczna, ciężki, agresywny świat. Ale słowo "siki" czy "gówno" nie sprawią że zacznę odbierać tak tę książkę. Dodano kilka właśnie takiego typu słów co jak dla mnie wcale do opowieści nie pasowało.
Pierwsza część podobała mi się. Czekałam z niecierpliwością na część drugą. Bardzo lubiłam postać Quinna.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAle druga część to dla mnie jakaś pomyłka. 4 gwiazdki daję za kilka elementów zaskoczenia. Miałam wrażenie że autorka nie ma o czym pisać i lata od tematu do tematu, próbując poruszać jakieś ważne kwestie typu homoseksualizm czy wykorzystywanie seksualne. Ale ani to ani...
Mroźne łzy to kontynuacja Serca z cierni. Dzięki tej książce dowiadujemy się ,co wydarzyło się z Pilar , Quinem , Mią i Angelyne. Jesteśmy wprowadzeni w świat magicznych przygód między królestwem wodnym,a królestwem Luumii. Każdy z nich musi zmierzyć się z przeszłością i zdradą,która nie jest łatwa. Każdy szuka czegoś czego do końca nie może zrozumieć. Mia zmartwychwstaje i szuka matki , Pilar szuka ojca ,a Quin będąc marionetką Angelyne dostaje zadanie ,które musi wykonać ,by być wolnym. Ich podróż nie będzie należeć do łatwych. Czekać na nich będą różne pułapki ,które muszą przejść,by dostać to , co im przeznaczone. Lecz czy aby na pewno tego się spodziewali poszukując wyznaczonej drogi do sprawiedliwości? Co ich spotka i co muszą zrobić ,by przykra przeszłość ich opuściła? Tego wszystkiego dowiecie się zaglądając właśnie do tej książki. Dzięki niej przeniesiecie się w magiczną podróż pomiędzy królestwami i oczywiście będą czekać na was magiczne przygody.
Co do książki to powiem ,że nie będziecie się nudzić akcja jest bardzo dynamiczna ,a do urozmaicenia znajdziecie tam listy pisane od jednej siostry do drugiej. Są to piękne szare strony ,które opisują przeszłość jednej z wiedźm i jej dzieci. Niby legenda ,ale jakże prawdziwa. Lecz wszystkiego dowiecie się po kolei czytając książkę. Za to końcówka mnie dobiła. Nie spodziewałam się takiego zakończenia i czekam na ciąg dalszy przygód Pilar i Mii. Ten świat porwał mnie na całego. Uwielbiam takie książki. Uwielbiam kiedy otwieram książkę i już od samego początku wiem ,że będzie warta mojej uwagi. I ta zasługuje na polecenie jej dalej w świat. Zanurzycie się w bezkresny świat wiedźm i walkę między siostrami o lepszy byt i sprawiedliwość. Polecam 😊
Mroźne łzy to kontynuacja Serca z cierni. Dzięki tej książce dowiadujemy się ,co wydarzyło się z Pilar , Quinem , Mią i Angelyne. Jesteśmy wprowadzeni w świat magicznych przygód między królestwem wodnym,a królestwem Luumii. Każdy z nich musi zmierzyć się z przeszłością i zdradą,która nie jest łatwa. Każdy szuka czegoś czego do końca nie może zrozumieć. Mia zmartwychwstaje i...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBree Barton zaprosiła nas do niesamowitego świata, w którym nic nie wydaje się takie, jakie powinno, a pozorny i niewinny dotyk może spowodować zagładę. W pierwszym Romie cyklu Heart of Thorns, „Serce z cierni” wydanego przez Wydawnictwo Kobiece, dzięki któremu mogłam wyruszyć w niesamowita przygodę wspólnie z główną bohaterką Mią, wydarzyło się naprawdę wiele. Nie mogłam się wręcz oderwać od lektury i miałam nadzieję, że przy „Mroźnych łzach” będzie się działo to samo, o ile nie jeszcze więcej. Książki z elementami fantastycznymi, zjawiskami paranormalnymi połykam w całości, jedne są lepsze, inne gorsze, jak było w tym przypadku?
W tomie „Serce z cierni” poznajemy główną bohaterkę książki, którą jest siedemnastoletnia Mia, dziewczyna, której okrutny los odebrał matkę, a kiedy w brutalny sposób tracisz kogoś, kogoś kochasz nad życie, nic nie będzie już takie samo. Gwyrach to inaczej wiedźma, która swoim dotykiem potrafi zadać człowiekowi śmierć. Ci nie zostali bezbronni, nie rozłożyli rąk bezczynnie, potrafią się bronić, mają swoich łowców. Łowcy trenują od najmłodszych lat, aby pokonać Gwyrach, a nasza bohaterka Mia jest córką łowcy. To dziewczyna ambitna, dzielnie znosząca trudy treningu, aby zasilić ich szeregi, kiedy przyjdzie na to czas. Dziewczyna nade wszystko chciała pomścić śmierć matki, a nie wyjść za mąż za księcia, jak wymarzył i zdecydował ojciec. W dniu ślubu dochodzi do ataku. Okazuje się, że Mia jest Gwyrach, potrafi władać magicznymi mocami. Zakończenie tego tomu było zaskakujące i sprawiało, że bardzo szybko chciałam sięgnąć po kolejny.
W „Mroźnych łzach” dostrzegamy, jak nasza bohaterka, Mia powróciła z martwych, jej wspomnienia są niejasne. Jej jedyną nadzieją na uratowanie ukochanego jest odnalezienie matki. Pilar poluje, została zdradzona i nękana bolesnym sekretem. Postanawia poszukać jedynej osoby, która może dokonać zemsty. Gdy Mia, Pilar i Quin zawierają niebezpieczne sojusze, dają się ponieść obietnicy wolności. Co tym razem pójdzie nie tak? Czy bohaterom uda się wyplątać niebezpieczeństwa? Czy miłość jest na tyle silna, aby przetrwać?
„Mroźne łzy” są dobrą kontynuacją cyklu Heart of Thorns, która ukazuje to, że kobiety mają w sobie moc, nie tylko rzucając czary, czy za sprawą dotyku. Potrafią się ze sobą zjednać i nie patrzeć na siebie wilkiem, jesteśmy silne, odważne i bardzo wiele warte. Opowieść jest przepełniona sekretami, intrygami, które nie tak prosto będzie poznać, a problemy rozwikłać.
Bree Barton jest autorką, która potrafi zaskakiwać, chociaż na początku może się wydawać, że wiesz, co się dzieje, analizujesz wszystkie informacje, przewidujesz kolejne sploty wydarzeń to jesteś w błędzie. To niesamowite, jak udało się poprowadzić historię w sposób, który sprawia, że niczego do końca nie można być pewnym. Autorka porusza trudne tematy, które z pewnością nie należą do najprzyjemniejszych, jak na przykład napaść seksualna. Tak, jak lubię żaden bohater w powieści Barton nie jest przerysowany, krystalicznie czysty, posiada wady, zawodzi, popełnia błędy i uczy się na nich. Myślę, że to nie tylko książka dla młodzieży i starsi czytelnicy także się w niej rozeznają.
Bree Barton zaprosiła nas do niesamowitego świata, w którym nic nie wydaje się takie, jakie powinno, a pozorny i niewinny dotyk może spowodować zagładę. W pierwszym Romie cyklu Heart of Thorns, „Serce z cierni” wydanego przez Wydawnictwo Kobiece, dzięki któremu mogłam wyruszyć w niesamowita przygodę wspólnie z główną bohaterką Mią, wydarzyło się naprawdę wiele. Nie mogłam...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJest to fantastyczna kontynuacja serii. Naprawdę świetnie się ją czyta i zagłębia w ten magiczny świat. Bardzo mi się spodobał kierunek, w jakim poprowadzimy został wątek miłosny i jak bohaterowie nabrali kształtów.
Mam tylko problem z Mią Rose, która tak usilnie była kreowana na osobę nieczułą, że autorka sama się w tym pogubiła.
Jest to fantastyczna kontynuacja serii. Naprawdę świetnie się ją czyta i zagłębia w ten magiczny świat. Bardzo mi się spodobał kierunek, w jakim poprowadzimy został wątek miłosny i jak bohaterowie nabrali kształtów.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMam tylko problem z Mią Rose, która tak usilnie była kreowana na osobę nieczułą, że autorka sama się w tym pogubiła.
„Przetrwanie oznacza, że człowiek ma brud i krew za paznokciami. Oznacza, że trzeba kogoś zabić, zanim ten ktoś zabije ciebie”, czyli wiedźmy wychodzą na żniwo.
Mroźne łzy to drugi tom z serii Hearts of Thorne. Książka przyciąga do siebie śliczną okładką oraz magicznym opisem. Pierwszą część czytałam już jakiś czas temu, ale pamiętam, że było to przyjemne fantasy. Czy drugi tom jest równie dobry?
Mia Rose powraca do świata żywych. Nie ma pojęcia, kto wyniósł ją z lochów i porzucił w lesie, ale jednego jest pewna – musi odnaleźć swoją matkę w mroźnym królestwie Lumii. To jedyna szansa, aby ocalić bliskich.
Pilar uwalnia się od uroku Angelyne. Chce dotrzeć do Śnieżnego Wilka, legendarnego zabójcy czarownic. Tylko z jego pomocą ma szansę na wyzwolenie śnieżnego królestwa od krwawych rządów Zagi i Angelyne. Na swojej drodze spotyka księcia Quinna, który również szuka schronienia w Lumii.
Wszyscy muszą zmierzyć się z bolesną przeszłością i zdradą. Czy zdołają dotrzeć do magicznego królestwa, zanim będzie za późno? Czy w lawinie kłamstw istnieje szansa na wolność?
Mroźne łzy to kontynuacja Serca z cierni, dlatego radzę najpierw sięgnąć po pierwszy tom. To, co najbardziej mi się w niej podoba to mnogość intryg i tajemnic. Autorka cały czas manipuluje czytelnikiem, rzucając fałszywe tropy. Jestem pod wrażeniem tego, że autorka sama nie pogubiła się w tych sekretach. Razem to wszystko tworzy spójną całość.
Autorka w swojej książce porusza także ważne tematy takie jak walka o prawa kobiet, depresja. Wspomina także, że nie tylko kobiety mogą mieć ciężko w życiu, a także i mężczyźni, którzy są wykorzystywani. Nie boi się podejmować trudnych tematów i za to wielkie brawa. Ta książka to nie tylko dobrze napisane fantasy, ale i skłaniająca do refleksji historia. Mroźne łzy to oryginalna powieść, która przypadnie do gustu fanom fantastyki. Bree Barton wymyśliła oryginalny świat pełen mroku i tajemnic. Fabuła jest nieprzewidywalna i zawiera wiele zwrotów akcji, co nie pozwala się czytelnikowi nudzić.
Warto też wspomnieć o wydaniu tej książki. W środku jest równie ładna co na zewnątrz. Graficznie prezentuje się naprawdę dobrze. Historię śledzimy z dwóch perspektyw: Mii i Pilar, dzięki czemu możemy je dokładniej poznać. Rozdziały są stosunkowo krótkie. Zawierają sporo dialogów, które pchają akcję do przodu.
Książka zainteresuje nie tylko młodzież, dorośli także znajdą coś w niej dla siebie. Lekka i przyjemna w czytaniu oraz podejmująca trudne tematy.
„Przetrwanie oznacza, że człowiek ma brud i krew za paznokciami. Oznacza, że trzeba kogoś zabić, zanim ten ktoś zabije ciebie”, czyli wiedźmy wychodzą na żniwo.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMroźne łzy to drugi tom z serii Hearts of Thorne. Książka przyciąga do siebie śliczną okładką oraz magicznym opisem. Pierwszą część czytałam już jakiś czas temu, ale pamiętam, że było to przyjemne fantasy. Czy...
„Sekrety to jeszcze jeden sposób, w jaki ludzie się nawzajem okłamują.”
Nawet nie wiecie jak bardzo czekałam na tą książkę!
„Mroźne łzy”, to kontynuacja „Serca z cierni”, czyli jednej z moich ulubionych książek jeśli chodzi o fantastykę.
W pierwszym tomie autorka zostawia nas z takim zakończeniem, że od razu miałam ochotę sięgnąć po kolejną część i tak właśnie zrobiłam jak tylko wpadła w moje ręce.
Kompletnie przepadłam w świecie wykreowanym przez autorkę i pokochałam bohaterów. To jedna z tych serii przy których zdecydowanie nie będziecie się nudzić.
Pierwszym tomem byłam zachwycona, drugim może nieco mniej ale chyba wynika to z tego, że nie do końca historia potoczyła się tak, jakbym chciałam.
Jako miłośniczka romansów liczyłam na trochę bardziej rozwinięty wątek romantyczny, szczególnie, że coś tam iskrzyło między bohaterami ale ostatecznie wątek został porzucony i po zakończeniu książki czułam lekki niedosyt. W sumie nie miałabym nic przeciwko gdyby autorka postanowiła napisać kolejny tom.
Nie chcę wam odbierać przyjemności z czytania, bo co to za frajda kiedy zna się wszystkie szczegóły, dlatego więcej nic nie zdradzę i pozostałe „ale” zostawię dla siebie. W sumie jestem przekonana, że to co dla mnie było wadą, dla innych okaże się zaletą tej książki.
Mimo że losy bohaterów nie potoczyły się tak jakbym chciała, to uważam, że jest to świetna kontynuacja serii. Chociażby dlatego, że jest nieprzewidywalna, pełna kłamstw oraz tajemnic które powoli wychodzą na jaw i świetnie się bawiłam podczas ich odkrywania.
Historia trzyma w napięciu, a przez ciągłe zwroty akcji nie miałam ochoty się z nią rozstawać aż do ostatniej strony.
Jeżeli lubicie książki z magią w tle i zaskakujące na każdym kroku, to koniecznie musicie ją przeczytać. ❤️
„Sekrety to jeszcze jeden sposób, w jaki ludzie się nawzajem okłamują.”
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNawet nie wiecie jak bardzo czekałam na tą książkę!
„Mroźne łzy”, to kontynuacja „Serca z cierni”, czyli jednej z moich ulubionych książek jeśli chodzi o fantastykę.
W pierwszym tomie autorka zostawia nas z takim zakończeniem, że od razu miałam ochotę sięgnąć po kolejną część i tak właśnie zrobiłam...
Czekałam na kolejny tom tej serii, zwłaszcza, że zakończenie pierwszego tomu było naprawdę emocjonujące.
Pierwsza część bardzo mi się podobała, dlatego z radością zasiadłam do lektury kolejnej części. Nie wiedziałam, czego mogę się spodziewać po tym tomie, ale miałam nadzieję, że będzie równie ciekawy, jak pierwsza część.
Początki mojego spotkania z drugim tomem były trudne. Brakowało mi tej akcji z pierwszego tomu, tej dynamiki. Tu akcja toczyła się naprawdę wolno, a w wydarzenia nie mogłam się wciągnąć. Jak dla mnie były pisane trochę na siłę, naciągane.
Porównując ten tom z poprzednim zauważam wielką przepaść w prowadzeniu akcji i pomysłach na fabułę. Po prostu w „Mroźnych łzach” czegoś brakuje. Myślałam, że ta książka w całości będzie tak wyglądać, ale w którymś momencie coś zaczęło się dziać. Niestety, nie na tyle, abym ostatecznie wyrobiła sobie dobre zdanie na temat tej powieści. Jestem zawiedziona, bo „Serce z cierni” oceniłam naprawdę wysoko i byłam zauroczona tą historią.
Dobrze, że w tym przypadku całości dodaje uroku szata graficzna, okładka jest naprawdę niesamowita i przyciąga wzrok.
Nadrabiają również bohaterowie, których wziąć lubię. Autorka ukazała ich przemiany w obrazowy sposób i to w tej historii mnie przekonało i sprawiło, że moja ostateczna ocena jest wyższa. Ważne jest dla mnie budowanie postaci, jej podłoża psychologicznego, logiczność w jej decyzjach, zachowaniu.
Niestety, nie czuję się usatysfakcjonowana lekturą tej powieści.
Czekałam na kolejny tom tej serii, zwłaszcza, że zakończenie pierwszego tomu było naprawdę emocjonujące.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPierwsza część bardzo mi się podobała, dlatego z radością zasiadłam do lektury kolejnej części. Nie wiedziałam, czego mogę się spodziewać po tym tomie, ale miałam nadzieję, że będzie równie ciekawy, jak pierwsza część.
Początki mojego spotkania z drugim tomem były...
Byłam bardzo ciekawa tej książki, zwłaszcza po zakończeniu, jakie zafundowała autorka w „Serce z cierni”, czyli pierwszym tomie tej serii, który naprawdę mi się podobał. Zabrałam się za tą część z pozytywnym nastawieniem, które niestety, zostało trochę zgaszone, gdy już zaczęłam czytać. Na początku w ogóle nie mogłam się wkręcić w tą historię i jak dla mnie, za mało się działo. Rozdziały mi się ciągnęły, czułam się troszkę rozczarowana, a przede wszystkim bałam się, że tak będzie aż do końca.
I tu jest dobra wiadomość, bo w końcu coś zaczęło się dziać, choć nie było tego efektu ‘wow’. „Mroźne łzy” to książka opowiadająca o magicznym świecie, który działa na własnych zasadach, z legendami, w które jedni wierzą, inni nie. To wszystko z czasem poznajemy, sprawia, że ta książka jest lepsza. Do tego nie będę ukrywać, ale akcja mnie troszeczkę zaskoczyła, co jest jak najbardziej na plus, bo nic nie można wziąć w tej historii za pewnik. Nawet ludzi, którym ufamy. Historii, które znamy. Tego, w co wierzymy.
Wstęp „Od autorki” polecałabym przeczytać zanim zaczniecie zagłębiać się w tę opowieść, bo daje nieco inne spojrzenie na to, co się działo i w jakiś sposób wszystko uzupełnia. Bree Barton chce nam pokazać, że my, kobiety, powinnyśmy trzymać się razem. I nieco więcej, ale to musicie odkryć sami. „Mroźne łzy” jest książką, która jest podzielona na perspektywy i części. Możemy zobaczyć, co dzieje się u Pilar oraz Quina, ale także co u Mii. Każdy z tych bohaterów przeżywa własne rozterki, ma własne problemy. Te za sobą, jak i przed sobą.
To jest lektura, która wywołała lekki mętlik w mojej głowie. Miałam co do niej spore oczekiwania i niestety, na początku zostałam trochę zawiedziona, ale później sytuacja nieco się polepszyła. A zakończenie zostawiło we mnie ciekawość tego, co wydarzy się w trzeciej części, po którą najprawdopodobniej sięgnę, gdy tylko zostanie wydana na polskim rynku. Jeśli liczycie, że będzie to fantastyka z dodatkiem romansu, to nic z tych rzeczy. Owszem, pojawia się ten wątek, ale naprawdę w delikatnym stopniu, że prawie go nie było i tak naprawdę nie ma wpływu na to, co się dzieje. Co mi się podobało, bo w fantastyce, jak dla mnie, miłość powinna być w tle, a na pierwszym miejscu cała reszta. Myślę, że bardziej niż na uczuciach pomiędzy kobietą a mężczyzną, autorka skupiła się na siostrzanej więzi, ale tylko tyle zdradzę, bo ten wątek był jak dla mnie dość ciekawy i fajny.
I najważniejsze pytanie: czy polecam?
Nie jest to najlepsza książka z tego gatunku, jaką czytałam, ale też nie najgorsza i myślę, że należy dać jej szansę, bo wiem, że może się czytelnikowi spodobać, więc jeśli czytaliście pierwszy tom albo ciekawi was ta seria, to myślę, że możecie spróbować. Na początku byłam rozczarowana, potem zostałam trochę udobruchana tym, że akcja mnie zaskoczyła. Były intrygi i niepewność tego, kto jakie ma zamiary. „Mroźne łzy” ma swoje plusy i minusy. Mimo wszystko nie żałuję, że po nią sięgnęłam i mam nadzieję, że moja opinia wam pomogła.
https://www.instagram.com/books_holic/
http://books-hoolic.blogspot.com/
Byłam bardzo ciekawa tej książki, zwłaszcza po zakończeniu, jakie zafundowała autorka w „Serce z cierni”, czyli pierwszym tomie tej serii, który naprawdę mi się podobał. Zabrałam się za tą część z pozytywnym nastawieniem, które niestety, zostało trochę zgaszone, gdy już zaczęłam czytać. Na początku w ogóle nie mogłam się wkręcić w tą historię i jak dla mnie, za mało się...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to"Mroźne łzy" przebijają pierwszą część!
Obserwujemy dalszy ciąg wydarzeń, tym razem z dwóch perspektyw: Mia oraz Pilar. Główne bohaterki poszukują swoich rodziców, ponieważ to w nich widzą szansę uratowania rzecznego królestwa. Mia szuka swojej matki, aby pomogła jej uratować ukochanego ale również przywrócić emocje. Od momentu śmierci dziewczyna nie czuje żadnych emocji i ma nadzieję, że matka ją uleczy. Pilar natomiast szuka swojego ojca, którego nigdy nie poznała, który jest jednak zabójcą Gwyr.
Książka jest przepełniona intrygami i sekretami. Każdy z bohaterów coś ukrywa i wraz z akcją ich tajemnice wychodzą na wierzch.
To jak autorka tę książkę napisała, ile wymyśliła intryg, sekretów i jak to wszystko ze są połączyła jest rewelacyjne!
Książka porusza również ważne tematy, takie jak: depresja, napaść seksualna, walka o prawa kobiet. Autorka jednak nie generalizuje i pokazuje, że również mężczyźni i młodzi chłopcy mogą być wykorzystywani i źle traktowani. Główni bohaterowie w bardzo dobry sposób obrazują i pokazują to, co takie osoby przechodzą i czują. Czasami na prawdę warto się zastanowić co się mówi i robi, ponieważ dla innych osób może to być trauma do końca życia. A gdy widzimy takie osoby, nie odwracajmy się do nich plecami tylko pomagajmy im.
Po pierwszej części nie byłam za bardzo przekonana do tego magicznego świata, jednak po tej części jestem tych światem zaintrygowana i nie mogę doczekać się kolejnej części!
Instagram: https://www.instagram.com/ksiazkowyhuncwot/
"Mroźne łzy" przebijają pierwszą część!
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toObserwujemy dalszy ciąg wydarzeń, tym razem z dwóch perspektyw: Mia oraz Pilar. Główne bohaterki poszukują swoich rodziców, ponieważ to w nich widzą szansę uratowania rzecznego królestwa. Mia szuka swojej matki, aby pomogła jej uratować ukochanego ale również przywrócić emocje. Od momentu śmierci dziewczyna nie czuje żadnych emocji i...
Mroźne łzy okazały się niesamowitą, bardzo przyjemną i ciekawą przygodą dla mojej czytelniczej duszy. Jestem wręcz zachwycona tą książką i pewna, że jeszcze przez bardzo długi czas zostanie w moim sercu i głowie.
Uważam, że stworzenie kolejnej części w serii (Heart of Thorns), która okazuje się jeszcze lepsza niż pierwszy tom, to spore osiągnięcie. Dlatego z tego miejsca składam ukłon Bree Barton. Autorka wykonała kawał wspaniałej roboty.
Zacznijmy od fabuły, która okazała się całkowicie nieprzewidywalna i zaskakująca. Bree Barton nie poskąpiła kilku zaskakujących zwrotów akcji i jak dla mnie zrobiła to iście po mistrzowsku. Zaskoczyła mnie i naprawdę to doceniam! W dodatku opowieść ma wiele ciekawych wątków i jest wielowymiarowa w bardzo pozytywnym sensie. Pod płaszczykiem fantastycznej przygody w świecie przepełnionym magią kryje się ogromna mądrość i kilka bardzo ważnych, godnych poruszenia tematów. Wszystko to jest przemycone w przystępnej formie i subtelnie nakłania do refleksji. Mam tutaj na myśli między innymi problem gwałtu, depresji, ale też krzywdy płynącej z napaści zarówno fizycznej, jak i psychicznej, bo oba jej rodzaje tak samo ranią i potrafią pozostawić w człowieku trwały ślad. Mamy też wątek kolonializmu, który został przedstawiony z dwóch perspektyw: Najeźdźcy, który widzi siebie jako wybawiciela czyniącego dobro poprzez niesienie cywilizacji i wiedzy oraz pierwotnego ludu, który czuje się ciemiężony, siłą zmuszany do zmian i obdarty z rodzimych tradycji. Myślę, że rzadko już się o tym pamięta, a przecież na świecie było wiele takich sytuacji. To dowodzi, że wprowadzanie zmian na siłę też jest pewną formą przemocy i wywołuje cierpienie, a piekło jest dosłownie wybrukowane dobrymi chęciami.
Historia opowiedziana jest w interesujący sposób, głównie z perspektywy dwóch bohaterek: Mii i Pilar. Są też wstawki w postaci listów królowej Angelyne do swojej siostry, w których przekazuje legendy z mroźnego królestwa. Był to bardzo interesujący dodatek. Coś jak wisienka na torcie. Sami bohaterowie są przedstawieni wręcz doskonale, ale po lekturze pierwszego tomu, czyli Serca z cierni wręcz się tego spodziewałam. Żadna z postaci nie jest idealna, każda ma swoje wady, zalety i niesie na swoich barkach bagaż ciężkich doświadczeń. Zwłaszcza Mia, Pilar i Quin. Mało tego, bohaterowie ewoluują i zmieniają się na kolejnych kartach powieści. Zaskakują, podejmują decyzje, które nie zawsze okazują się słuszne, ale dzięki temu dojrzewają. Pokazują, że czasem najwięcej wysiłku wymaga szczerość wobec samego siebie. Że sobie najtrudniej jest wybaczyć, a poczucie winy wyrządza w umyśle katastrofalne szkody. Że nawet niechcący można kogoś skrzywdzić, a manipulacja i brak wolnego wyboru potrafi ranić nie mniej niż prawdziwa broń. Udowadniają, że cierpienia których doświadczamy mogą wbrew pozorom dodawać nam sił i pokazują jak ważne jest, by mieć wsparcie kogoś bliskiego, kto zechce spróbować zrozumieć.
Autorka miała naprawdę wiele do powiedzenia. Zrobiła to sensownie i delikatnie. Idealnie, by dotrzeć do czytelnika.
Zbliżając się do końca muszę wspomnieć o jeszcze jednej istotnej sprawie. Niewiele osób czytając powieść zagranicznego autora, pamięta jak wielkie znaczenie ma osoba tłumacza. Od niej zależy, czy przygoda z książką okaże się przyjemnością, czy wręcz przeciwnie – katorgą. W przypadku Mroźnych Łez za polską wersję odpowiedzialna jest pani Patrycja Zarawska i muszę przyznać, że zrobiła to perfekcyjnie. Tekst czyta się płynnie, wręcz doskonale i osobiście bardzo za to dziękuję.
Słowem podsumowania: tak jak poprzednio uważam, że nie jest to książka tylko dla młodzieży, bo nawet ja znalazłam w niej wiele dla siebie, a mam prawie trzydzieści lat. Oczywiście osobom młodszym polecam szczególnie, bo otrzymają wspaniałą przygodę pełną magii, ale też mądrości i ważnych spraw tak bliskich im samym. Szczególnie polecam na prezent dla kogoś, kto jest dla nas naprawdę ważny.
Po więcej recenzji zapraszam na www.milosniczkaslow.pl
Mroźne łzy okazały się niesamowitą, bardzo przyjemną i ciekawą przygodą dla mojej czytelniczej duszy. Jestem wręcz zachwycona tą książką i pewna, że jeszcze przez bardzo długi czas zostanie w moim sercu i głowie.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toUważam, że stworzenie kolejnej części w serii (Heart of Thorns), która okazuje się jeszcze lepsza niż pierwszy tom, to spore osiągnięcie. Dlatego z tego miejsca...