Już dawno nie widziałam tak oszczędnej kreski w komiksie. Mam wrażenie, że rysunki pięciolatków mają więcej szczegółów niż postacie rysowane przez autora. Co więcej, opowieść jest minimalistyczna również pod względem treści. Dialogi? To zaledwie namiastka. Częściej trafiają się wyrazy dźwiękonaśladowcze (niczym w mandze), niż zdania wielokrotnie złożone. Lub chociażby zdania. Tak jakby na Podlasiu ludzie komunikowali się półsłówkami. A już zwłaszcza na podlaskiej wsi. Komiks nie jest zbyt odkrywczy. Autor przedstawia nam wizję tego, jak będzie wyglądał świat po zniszczeniu głównych miast. Ludność Markowic jest przekonana, że zbombardowane zostały największe miasta w Polsce. Nie wiadomo jak wygląda sytuacja na świecie, ponieważ nie ma prądu, a co za tym idzie nie ma również komunikacji (i internetu). Jak poradzą sobie ludzie w nowej rzeczywistości? Czy naprawdę nastąpił atak atomowy? Na te pytania próbuje odpowiedzieć lektura. A ponieważ jest wyjątkowo powściągliwa w narracji, to z pasjonującą powieścią graficzną ma niewiele wspólnego. Polecić się nie odważę. Może jako ciekawostkę. Lub kuriozum.
Już dawno nie widziałam tak oszczędnej kreski w komiksie. Mam wrażenie, że rysunki pięciolatków mają więcej szczegółów niż postacie rysowane przez autora. Co więcej, opowieść jest minimalistyczna również pod względem treści. Dialogi? To zaledwie namiastka. Częściej trafiają się wyrazy dźwiękonaśladowcze (niczym w mandze), niż zdania wielokrotnie złożone. Lub chociażby...
Jestem zachwycona kreską.I ogólnie formą prezentacji. Kupuję ten minimalizm. Główna historia i wątki poboczne mnie wciągnęły, małe historie rodzinne i problemy społeczne zmusiły do rozmyślań. Czuję, że całemu pomysłowi czegoś brakuje, jednak to, co otrzymałam pozwala na „podzielenie się prądem”.
Jestem zachwycona kreską.I ogólnie formą prezentacji. Kupuję ten minimalizm. Główna historia i wątki poboczne mnie wciągnęły, małe historie rodzinne i problemy społeczne zmusiły do rozmyślań. Czuję, że całemu pomysłowi czegoś brakuje, jednak to, co otrzymałam pozwala na „podzielenie się prądem”.
Komiks prosty jak proste jest życie na wsi. Ma w sobie trochę głębszych treści, mówi dużo o kondycji ludzkiej w obliczu globalnego nieszczęścia. W swoim minimalizmie jest naprawdę urzekający.
Komiks prosty jak proste jest życie na wsi. Ma w sobie trochę głębszych treści, mówi dużo o kondycji ludzkiej w obliczu globalnego nieszczęścia. W swoim minimalizmie jest naprawdę urzekający.
To mój pierwszy kontakt z twórczością Jana Mazura. I nie do końca byłam przygotowana na to, co zobaczę... Okładka mnie oczarowała - brak boku, ale trwałe szycie, strona pierwsza i ostatnia sztywniejsze. Fajny dobór kolorów, prosta kreska i jasne przesłanie. Otwieram komiks, a tu... na usta ciśnie mi się słowo "minimalizm". Oczekiwałam, czegoś bardziej "dorosłego" i z dojrzałą kreską. Mimo, pierwszego krytycznego odruchu, zaczęłam czytać (i oglądać).
Telefon nie działa. Plony trzeba zbierać. Matula się rządzi. Niby wieś cicha i spokojna, ale coś wisi w powietrzu. Wreszcie przyjeżdża on, Kulesza. Panisko. Ma wieści ze świata. Telefonów nie włączą, prądu nie ma. I zrzucili bomby. Nic nie ma, tylko gruz. Ludzie martwią się o bliskich w miastach. Młodzi masowo opuszczali wsie. A teraz... wojna. I brak wieści.
Pojawiają się samozwańcze grupy obrońców - kółko łowieckie i prawdziwi Polacy broniący granic. Jakich granic i przed kim, tego nie wiadomo... Z miast przydreptują pierwsi uciekinierzy, chcą tworzyć nowy świat.
Cała sytuacja budzi u ludzi niepewność, zazdrość, chęć kontaktu z bliskimi, strach. Tylko panowie pod sklepem są nie wzruszeni. No, może odrobinę, bo w czasie wojny ciężej o bimber.
Komiks porusza ważne tematy - więzy rodzinne i społeczne. Autor pokazuje nam gorzką prawdę jak w naszym, polskim wydaniu wygląda wojna i rewolucja. Choć użyto minimalistycznej kreski, jak na dłoni widać ludzkie zachowania... Niestety nie te chwalebne.
Oszczędna kreska w niczym nie przeszkadza. A wręcz pomaga wyciągnąć jak najwięcej treści. Publikacja zaciekawia, zaskakuje i... wciąga, bo pierwszy raz pokazano jak wygląda koniec świata na wsi (tej podlaskiej).
To mój pierwszy kontakt z twórczością Jana Mazura. I nie do końca byłam przygotowana na to, co zobaczę... Okładka mnie oczarowała - brak boku, ale trwałe szycie, strona pierwsza i ostatnia sztywniejsze. Fajny dobór kolorów, prosta kreska i jasne przesłanie. Otwieram komiks, a tu... na usta ciśnie mi się słowo "minimalizm". Oczekiwałam, czegoś bardziej "dorosłego" i z...
Mniej znaczy więcej. Zarówno przedstawienie wizualne jak i sama narracja zostawiają czytelnikom dobrze odmierzoną przestrzeń na własne dopowiedzenia, jednocześnie zapewniając na tyle treści, aby każdy mógł się zastanowić nad własnym końcem świata - czy przypominałby pełne ekscytacji, sprawczości i polityki przygody ze świata The Walking Dead, czy jednak... prozaiczną, słodko-gorzką rzeczywistość jak z Makowic. W dobrych dawkach podany jest też rys postaci, dystans do opisywanego świata i mądre poczucie humoru.
Mniej znaczy więcej. Zarówno przedstawienie wizualne jak i sama narracja zostawiają czytelnikom dobrze odmierzoną przestrzeń na własne dopowiedzenia, jednocześnie zapewniając na tyle treści, aby każdy mógł się zastanowić nad własnym końcem świata - czy przypominałby pełne ekscytacji, sprawczości i polityki przygody ze świata The Walking Dead, czy jednak... prozaiczną,...
Jan Mazur urzekł mnie swego czasu swoim komiksem "Tam gdzie rosły mirabelki". Był to bliski memu sercu komiks, gdyż wychowałem się na osiedlu podobnym do tego, który Mazur przedstawił swej pracy. Teraz natomiast pokusił się o coś z goła innego, czyli pokazanie tego, co mogłoby się stać gdyby wybuchła wojna. Konkretniej, jak wpłynęłoby to na mieszkańców małej, polskiej wsi. "Koniec świata w Makowicach" to komiks bardzo dobry, choć nie zrobił na mnie aż takiego piorunującego wrażenia, co "Tam gdzie rosły mirabelki". Czemu? W zasadzie nie umiem odpowiedzieć na to pytanie. Chyba po prostu nie czułem tutaj tak mocnej więzi, jak przy wcześniejszej pracy tego autora. Jednak i tą pracę muszę bardzo pochwalić, choć w zeszłym roku zdecydowanie były lepsze prace polskich twórców na tym polu, jak choćby "Nie przebaczaj".
Pierwsze co rzuciło mi się w oczy, to brak grzbietu okładki. Tak. Jest to zagranie celowe ze strony wydawnictwa i obstawiam, ze również samego autora komiksu. Wypada naprawdę dobrze, idealnie wpasowując się w temat tej pracy. Niemniej przyznaję się ze wstydem, ze należałem do tej grupy, która oceniła komiks po okładce i napisałem do wydawcy, że przysłali mi wybrakowany egzemplarz. Cóż, człowiek uczy się całe życie. Nie ukrywam też, ze podczas lektury bałem się, czy całość wytrzyma i się nie rozleci. Na szczęście tak się nie stało i mogę potwierdzić, że skład komiksu jest naprawdę porządny.
A o czym jest sama treść? Ni mniej ni więcej, jak o wsi Makowice, gdzie ludzie dowiedzieli się o straszliwej wojnie z ust wójta. Brakuje prądu, paliwa, trzeba wodę ze studni przynosić i ręcznie zająć się obrabianiem pól. Do tego szwendają się podejrzane typy, uchodźcy z większych miast i uzbrojone patrole straży obywatelskiej. Nikogo nie można być pewnym, a gdy dołożymy do tego tarcia w samej rodzinie, albo między sąsiadami, to już mamy kryzys. Ten natomiast może doprowadzić do upadku małej enklawy mieszkańców.
Powstaje też pytanie: Skoro nikt się nami nie interesuje, nie ma pomocy ze strony Państwa, to czy nie możemy stworzyć własnego prawa? Niby to samo pytanie nad wyraz często pada we wszelkich grach o tematyce post-apo, ale tutaj zadano je w sposób o wiele bardziej... życiowy, jeśli mogę tak to ująć. Czytając ten komiks ciągle dźwięczało mi w głowie, a podana na końcu odpowiedź, bardzo trafnie oceniła sytuację przedstawioną w scenariuszu. Tak, to była dobra i wyjątkowo trafna odpowiedź, która jednocześnie trochę przerażała, przynajmniej mnie. Jak on brzmi? Cóż, tego musicie dowiedzieć się sami :)
Jan Mazur urzekł mnie swego czasu swoim komiksem "Tam gdzie rosły mirabelki". Był to bliski memu sercu komiks, gdyż wychowałem się na osiedlu podobnym do tego, który Mazur przedstawił swej pracy. Teraz natomiast pokusił się o coś z goła innego, czyli pokazanie tego, co mogłoby się stać gdyby wybuchła wojna. Konkretniej, jak wpłynęłoby to na mieszkańców małej, polskiej wsi....
Świetny scenariusz, formalny minimalizm rysunków i mnóstwo cennych obserwacji. Gdybym bawił się w dogłębną analizę, to zastanowiłbym się, czy w potencjalnej sytuacji apokaliptycznej w naszym pięknym kraju, gdzie wystarczy za wysoki płot na działce obok, by doszło do rękoczynów, nie doszłoby to intensywniejszych wybuchów przemocy, ale to wizja Janka Mazura, a nie moja i ta jego wizja jest w pełni przekonująca.
Dodatkowy plusik za dogryzienie stronie "lewej" z pozycji mimo wszystko sojuszniczej (oceniając całość postaci Mazura). W tak niszowym medium i tak niszowym tytule można czasami uszczypnąć rewolucjonistów, którzy nie do końca odróżniają akademickie rozważania od rzeczywistości.
Świetny scenariusz, formalny minimalizm rysunków i mnóstwo cennych obserwacji. Gdybym bawił się w dogłębną analizę, to zastanowiłbym się, czy w potencjalnej sytuacji apokaliptycznej w naszym pięknym kraju, gdzie wystarczy za wysoki płot na działce obok, by doszło do rękoczynów, nie doszłoby to intensywniejszych wybuchów przemocy, ale to wizja Janka Mazura, a nie moja i ta...
Skromne, celne, bardzo polskie, intrygujące, trochę banalne, czasem zabawne, momentami proste, ale przy niewielu kreskach potrafiące oddać specyficzny klimat wsi.
A przy tym ludzkie i unikające taniej sensacji.
Aż by się chciało cykl przygód takiej wiejskiej społeczności w różnych okolicznościach przyrody.
Skromne, celne, bardzo polskie, intrygujące, trochę banalne, czasem zabawne, momentami proste, ale przy niewielu kreskach potrafiące oddać specyficzny klimat wsi.
A przy tym ludzkie i unikające taniej sensacji.
Aż by się chciało cykl przygód takiej wiejskiej społeczności w różnych okolicznościach przyrody.
Sięgając po najnowszy komiks Jana Mazura zatytułowany „Koniec świata w Makowicach” nie miałam pojęcia czego się spodziewać. Szybki przegląd biografii i bibliografii, uświadomił mi, że jest to już doświadczony twórca, z wieloma nagrodami na koncie, a album, po który mam zamiar sięgnąć jest jego czwartym pełnoformatowym dziełem.
„Koniec świata w Makowicach” to opowieść o armagedonie i życiu po nim. Ale nie z perspektywy wielkiego miasta, a z puntu widzenia niewielkiej miejscowości gdzieś na wschodnich kresach kraju. Miejsce zawsze mocno odcięte od szeroko pojętego świata, takim zostaje również w obliczu zagłady jaka nastąpiła. Mieszkańcy radzą sobie najlepiej jak umieją, nie odrywając się od swoich codziennych zajęć, czy jest to praca na roli, czy picie piwa pod sklepem. To obraz świata, który zawsze jest i zawsze był gdzieś na uboczu cywilizacji, co sprawia, że wszelkie burze druzgoczące cywilizowany świat przechodzą bokiem.
Jednak kwestia społeczna i przedstawienie niewielkiej wiejskiej społeczności jest tylko jedną z poruszonych w komiksie spraw. „Koniec świata w Makowicach” to również opowieść o rodzinie i tym, jak trudne czasem bywa bycie razem z rodziną. To także opowieść o rewolucji, o wykorzystaniu okazji, by wyrwać się z okowów znanego, niedoskonałego świata, by spróbować wykreować go zgodnie z własną wizją. Z czego oczywiście wynikają kolejne problemy, gdy okazuje się, że burzyć jest łatwo, ale budować w myśl spójnej wizji zjednoczonej grupy jest już znacznie ciężej. To w końcu opowieść o ludzkim egoizmie i solidarności oraz o tym, jak czasem łatwo można zmienić jedno w drugie i jak niewiele trzeba, by takiej zamiany dokonać.
Nie znajdziemy tu infantylnego moralizatorstwa, gdyż autor nie krytykuje zachowań swoich bohaterów, nie potępia ich. Zostają przedstawieni z całym swoim bagażem słabości, z którymi czasem radzą sobie lepiej, czasem gorzej. Nawet jeśli jednak nie radzą sobie z nimi w ogóle i przez całą opowieść pozostają tacy sami, nie pada pod ich adresem bezpośrednia krytyka. Toksyczne relacje z rodziną, upadek ideałów, czy walka z własnym egoizmem, to tylko niektóre ze słabości, z jakimi mierzą się wykreowane przez Jana Mazura postacie.
Graficznie „Koniec świata w Makowicach” nie zachwyca. To bardzo proste, schematyczne, złożone z kilku kresek rysunki, którym daleko do plastycznego kreowania świata. To bardziej symbolika prostych obrazów, na których za pomocą minimalistycznej kreski oddane zostały emocje bohaterów. To w końcu całkiem sporo obrazków pozbawionych jakiegokolwiek tekstu, co w połączeniu z bardzo skromną oprawą graficzną, wymaga sporej wyobraźni, by zrozumieć co tak naprawdę autor pragnął przekazać.
Językowo komiks jest równie oszczędny, co graficznie. Tekstu nie ma w nim zbyt wiele a użyte w dialogach zdania są proste, co idealnie pasuje do bohaterów opowieści, będących prostymi ludźmi. Nie znajdziemy tu erudycyjnych popisów, ani kwiecistych metafor, zamiast tego jest minimalizm w środkach służący podkreśleniu znaczenia przekazywanej treści.
„Koniec świata w Makowicach” to całkiem udany, minimalistyczny w formie komiks poruszający wiele ważnych tematów i stawiający pytania, na które nie daje odpowiedzi wprost. To bardzo prowincjonalna opowieść, o ludziach zawsze mieszkających i bytujących gdzieś na pograniczach cywilizacji, którzy nawet jeśli korzystają z nowoczesnych technologii, to mentalnie zawsze pozostają poza granicami wielkiego świata. To w końcu całkiem przyjemna lektura, pozostawiająca po sobie pytania i zmuszająca, by zastanowić się, jakiej można udzielić na nie odpowiedzi.
Sięgając po najnowszy komiks Jana Mazura zatytułowany „Koniec świata w Makowicach” nie miałam pojęcia czego się spodziewać. Szybki przegląd biografii i bibliografii, uświadomił mi, że jest to już doświadczony twórca, z wieloma nagrodami na koncie, a album, po który mam zamiar sięgnąć jest jego czwartym pełnoformatowym dziełem.
Bardzo trudno mi ocenić ten komiks. W sumie prosta kreska i ujęcia, ale przekaz bogaty. Momentami nudno, czasem zniecierpliwiony czekasz jak dany wątek się rozwinie. Zakończenie dziwne. Chyba nie do końca zrozumiałam ostatnią planszę.
Bardzo trudno mi ocenić ten komiks. W sumie prosta kreska i ujęcia, ale przekaz bogaty. Momentami nudno, czasem zniecierpliwiony czekasz jak dany wątek się rozwinie. Zakończenie dziwne. Chyba nie do końca zrozumiałam ostatnią planszę.
Nie bardzo wiem jak ocenić ten komiks. Na początku tylko zerknęłam, potem szybko mnie wciągnęło. Zaintrygowała mnie relacja matka-syn. Niestety im dalej tym było słabiej. Szkoda, bo myślę, że pomysł był fajny, minimalizm komiksowy mnie urzekł, tylko pod koniec coś zgrzytnęło i poszło w złą stronę. Mimo wszystko jednak z chęcią zerknę na inne dzieła pana Mazura, bo jakaś iskierka w tym jest.
Nie bardzo wiem jak ocenić ten komiks. Na początku tylko zerknęłam, potem szybko mnie wciągnęło. Zaintrygowała mnie relacja matka-syn. Niestety im dalej tym było słabiej. Szkoda, bo myślę, że pomysł był fajny, minimalizm komiksowy mnie urzekł, tylko pod koniec coś zgrzytnęło i poszło w złą stronę. Mimo wszystko jednak z chęcią zerknę na inne dzieła pana Mazura, bo jakaś...
O ile Mirabelki oceniam, że są super - tak tutaj niestety tylko 5. Nuda niestety. Może kiedyś zrobię jeszcze drugi podejście na próbę, bo Mirabelki mnie urzekły :)
O ile Mirabelki oceniam, że są super - tak tutaj niestety tylko 5. Nuda niestety. Może kiedyś zrobię jeszcze drugi podejście na próbę, bo Mirabelki mnie urzekły :)
Niby nastapił ten koniec świata i możnaby zorganizować wszystko na nowo, ale od razu uruchamiają się mechanizmy, które znamy z historii i wszystko zmierza dobrze znanymi ścieżkami. Nie przeszkadza mi ten minimalizm w formie, bardzo go lubię, ale chyba zabrakło mi takiego kopa, jakiego potrafi zasadzić Świdziński. Tu nie jest ani aż tak śmiesznie, ani tak absurdalnie, ani tak wyraziście jak mogłoby być. Mimo wszystko to udany album, więc polecam
Niby nastapił ten koniec świata i możnaby zorganizować wszystko na nowo, ale od razu uruchamiają się mechanizmy, które znamy z historii i wszystko zmierza dobrze znanymi ścieżkami. Nie przeszkadza mi ten minimalizm w formie, bardzo go lubię, ale chyba zabrakło mi takiego kopa, jakiego potrafi zasadzić Świdziński. Tu nie jest ani aż tak śmiesznie, ani tak absurdalnie, ani...
Jan Mazur powraca z nowym komiksem. Pamiętam, jak swego czasu byłem dość (a może nawet i bardziej) sceptycznie nastawiony do jego albumu Tam, gdzie rosły mirabelki, który fabularnie okazał się jednak bardzo pozytywnym zaskoczeniem. Koniec świata w Makowicach to jeszcze bardziej zaskakujące dzieło. Mazur, pełnymi garściami w warstwie graficznej czerpiący z prac Jacka Świdzińskiego, tym razem także swój scenariusz przygotował w jego stylu. Powstało z tego dzieło o dziwo udane, będące taką swojską odpowiedzią na zapomniany już serial Jerycho i podobne postapokaliptyczne produkcje.
Witajcie w Makowicach. To podlaska wieś, jakich wiele, miejsce niemal odcięte od cywilizacji i tworzące zamkniętą społeczność. To tu właśnie pewnego dnia pojawiają się kłopoty, które zaczynają się od braku prądu w okolicy i niedziałających telefonów. Niby nic takiego, podobne sytuacje już się zdarzały, więc nikt nie panikuje. W celu wyjaśnienia, kiedy wróci energia elektryczna, wysłany zostaje niejaki Kulesza. Wraca jednak z jakże niepokojącą wiadomością – pojechał aż pod Białystok, ale Białegostoku już nie ma! Została tylko kupa gruzu i widoczny z daleka dym. A także spanikowani ludzie, którzy nie mają najmniejszego pojęcia, co robić. Podobno samoloty, które wszyscy słyszeli, nocą zrzuciły bomby na największe miasta i nic już nie zostało. Co zrobić w takiej sytuacji? Jak żyć? I czy da się znaleźć odpowiedzi na pytania o to, co właściwie się stało z krajem?
Całość mojej recenzji na portalu NTG: https://nerdheim.pl/post/recenzja-komiksu-koniec-swiata-w-makowicach/
PODLASIE FOREVER
Jan Mazur powraca z nowym komiksem. Pamiętam, jak swego czasu byłem dość (a może nawet i bardziej) sceptycznie nastawiony do jego albumu Tam, gdzie rosły mirabelki, który fabularnie okazał się jednak bardzo pozytywnym zaskoczeniem. Koniec świata w Makowicach to jeszcze bardziej zaskakujące dzieło. Mazur, pełnymi garściami w warstwie graficznej czerpiący z...
Już dawno nie widziałam tak oszczędnej kreski w komiksie. Mam wrażenie, że rysunki pięciolatków mają więcej szczegółów niż postacie rysowane przez autora. Co więcej, opowieść jest minimalistyczna również pod względem treści. Dialogi? To zaledwie namiastka. Częściej trafiają się wyrazy dźwiękonaśladowcze (niczym w mandze), niż zdania wielokrotnie złożone. Lub chociażby zdania. Tak jakby na Podlasiu ludzie komunikowali się półsłówkami. A już zwłaszcza na podlaskiej wsi. Komiks nie jest zbyt odkrywczy. Autor przedstawia nam wizję tego, jak będzie wyglądał świat po zniszczeniu głównych miast. Ludność Markowic jest przekonana, że zbombardowane zostały największe miasta w Polsce. Nie wiadomo jak wygląda sytuacja na świecie, ponieważ nie ma prądu, a co za tym idzie nie ma również komunikacji (i internetu). Jak poradzą sobie ludzie w nowej rzeczywistości? Czy naprawdę nastąpił atak atomowy? Na te pytania próbuje odpowiedzieć lektura. A ponieważ jest wyjątkowo powściągliwa w narracji, to z pasjonującą powieścią graficzną ma niewiele wspólnego. Polecić się nie odważę. Może jako ciekawostkę. Lub kuriozum.
Już dawno nie widziałam tak oszczędnej kreski w komiksie. Mam wrażenie, że rysunki pięciolatków mają więcej szczegółów niż postacie rysowane przez autora. Co więcej, opowieść jest minimalistyczna również pod względem treści. Dialogi? To zaledwie namiastka. Częściej trafiają się wyrazy dźwiękonaśladowcze (niczym w mandze), niż zdania wielokrotnie złożone. Lub chociażby...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJestem zachwycona kreską.I ogólnie formą prezentacji. Kupuję ten minimalizm. Główna historia i wątki poboczne mnie wciągnęły, małe historie rodzinne i problemy społeczne zmusiły do rozmyślań. Czuję, że całemu pomysłowi czegoś brakuje, jednak to, co otrzymałam pozwala na „podzielenie się prądem”.
Jestem zachwycona kreską.I ogólnie formą prezentacji. Kupuję ten minimalizm. Główna historia i wątki poboczne mnie wciągnęły, małe historie rodzinne i problemy społeczne zmusiły do rozmyślań. Czuję, że całemu pomysłowi czegoś brakuje, jednak to, co otrzymałam pozwala na „podzielenie się prądem”.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKomiks prosty jak proste jest życie na wsi. Ma w sobie trochę głębszych treści, mówi dużo o kondycji ludzkiej w obliczu globalnego nieszczęścia. W swoim minimalizmie jest naprawdę urzekający.
Komiks prosty jak proste jest życie na wsi. Ma w sobie trochę głębszych treści, mówi dużo o kondycji ludzkiej w obliczu globalnego nieszczęścia. W swoim minimalizmie jest naprawdę urzekający.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTo mój pierwszy kontakt z twórczością Jana Mazura. I nie do końca byłam przygotowana na to, co zobaczę... Okładka mnie oczarowała - brak boku, ale trwałe szycie, strona pierwsza i ostatnia sztywniejsze. Fajny dobór kolorów, prosta kreska i jasne przesłanie. Otwieram komiks, a tu... na usta ciśnie mi się słowo "minimalizm". Oczekiwałam, czegoś bardziej "dorosłego" i z dojrzałą kreską. Mimo, pierwszego krytycznego odruchu, zaczęłam czytać (i oglądać).
Telefon nie działa. Plony trzeba zbierać. Matula się rządzi. Niby wieś cicha i spokojna, ale coś wisi w powietrzu. Wreszcie przyjeżdża on, Kulesza. Panisko. Ma wieści ze świata. Telefonów nie włączą, prądu nie ma. I zrzucili bomby. Nic nie ma, tylko gruz. Ludzie martwią się o bliskich w miastach. Młodzi masowo opuszczali wsie. A teraz... wojna. I brak wieści.
Pojawiają się samozwańcze grupy obrońców - kółko łowieckie i prawdziwi Polacy broniący granic. Jakich granic i przed kim, tego nie wiadomo... Z miast przydreptują pierwsi uciekinierzy, chcą tworzyć nowy świat.
Cała sytuacja budzi u ludzi niepewność, zazdrość, chęć kontaktu z bliskimi, strach. Tylko panowie pod sklepem są nie wzruszeni. No, może odrobinę, bo w czasie wojny ciężej o bimber.
Komiks porusza ważne tematy - więzy rodzinne i społeczne. Autor pokazuje nam gorzką prawdę jak w naszym, polskim wydaniu wygląda wojna i rewolucja. Choć użyto minimalistycznej kreski, jak na dłoni widać ludzkie zachowania... Niestety nie te chwalebne.
Oszczędna kreska w niczym nie przeszkadza. A wręcz pomaga wyciągnąć jak najwięcej treści. Publikacja zaciekawia, zaskakuje i... wciąga, bo pierwszy raz pokazano jak wygląda koniec świata na wsi (tej podlaskiej).
To mój pierwszy kontakt z twórczością Jana Mazura. I nie do końca byłam przygotowana na to, co zobaczę... Okładka mnie oczarowała - brak boku, ale trwałe szycie, strona pierwsza i ostatnia sztywniejsze. Fajny dobór kolorów, prosta kreska i jasne przesłanie. Otwieram komiks, a tu... na usta ciśnie mi się słowo "minimalizm". Oczekiwałam, czegoś bardziej "dorosłego" i z...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMniej znaczy więcej. Zarówno przedstawienie wizualne jak i sama narracja zostawiają czytelnikom dobrze odmierzoną przestrzeń na własne dopowiedzenia, jednocześnie zapewniając na tyle treści, aby każdy mógł się zastanowić nad własnym końcem świata - czy przypominałby pełne ekscytacji, sprawczości i polityki przygody ze świata The Walking Dead, czy jednak... prozaiczną, słodko-gorzką rzeczywistość jak z Makowic. W dobrych dawkach podany jest też rys postaci, dystans do opisywanego świata i mądre poczucie humoru.
Mniej znaczy więcej. Zarówno przedstawienie wizualne jak i sama narracja zostawiają czytelnikom dobrze odmierzoną przestrzeń na własne dopowiedzenia, jednocześnie zapewniając na tyle treści, aby każdy mógł się zastanowić nad własnym końcem świata - czy przypominałby pełne ekscytacji, sprawczości i polityki przygody ze świata The Walking Dead, czy jednak... prozaiczną,...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJan Mazur urzekł mnie swego czasu swoim komiksem "Tam gdzie rosły mirabelki". Był to bliski memu sercu komiks, gdyż wychowałem się na osiedlu podobnym do tego, który Mazur przedstawił swej pracy. Teraz natomiast pokusił się o coś z goła innego, czyli pokazanie tego, co mogłoby się stać gdyby wybuchła wojna. Konkretniej, jak wpłynęłoby to na mieszkańców małej, polskiej wsi. "Koniec świata w Makowicach" to komiks bardzo dobry, choć nie zrobił na mnie aż takiego piorunującego wrażenia, co "Tam gdzie rosły mirabelki". Czemu? W zasadzie nie umiem odpowiedzieć na to pytanie. Chyba po prostu nie czułem tutaj tak mocnej więzi, jak przy wcześniejszej pracy tego autora. Jednak i tą pracę muszę bardzo pochwalić, choć w zeszłym roku zdecydowanie były lepsze prace polskich twórców na tym polu, jak choćby "Nie przebaczaj".
Pierwsze co rzuciło mi się w oczy, to brak grzbietu okładki. Tak. Jest to zagranie celowe ze strony wydawnictwa i obstawiam, ze również samego autora komiksu. Wypada naprawdę dobrze, idealnie wpasowując się w temat tej pracy. Niemniej przyznaję się ze wstydem, ze należałem do tej grupy, która oceniła komiks po okładce i napisałem do wydawcy, że przysłali mi wybrakowany egzemplarz. Cóż, człowiek uczy się całe życie. Nie ukrywam też, ze podczas lektury bałem się, czy całość wytrzyma i się nie rozleci. Na szczęście tak się nie stało i mogę potwierdzić, że skład komiksu jest naprawdę porządny.
A o czym jest sama treść? Ni mniej ni więcej, jak o wsi Makowice, gdzie ludzie dowiedzieli się o straszliwej wojnie z ust wójta. Brakuje prądu, paliwa, trzeba wodę ze studni przynosić i ręcznie zająć się obrabianiem pól. Do tego szwendają się podejrzane typy, uchodźcy z większych miast i uzbrojone patrole straży obywatelskiej. Nikogo nie można być pewnym, a gdy dołożymy do tego tarcia w samej rodzinie, albo między sąsiadami, to już mamy kryzys. Ten natomiast może doprowadzić do upadku małej enklawy mieszkańców.
Powstaje też pytanie: Skoro nikt się nami nie interesuje, nie ma pomocy ze strony Państwa, to czy nie możemy stworzyć własnego prawa? Niby to samo pytanie nad wyraz często pada we wszelkich grach o tematyce post-apo, ale tutaj zadano je w sposób o wiele bardziej... życiowy, jeśli mogę tak to ująć. Czytając ten komiks ciągle dźwięczało mi w głowie, a podana na końcu odpowiedź, bardzo trafnie oceniła sytuację przedstawioną w scenariuszu. Tak, to była dobra i wyjątkowo trafna odpowiedź, która jednocześnie trochę przerażała, przynajmniej mnie. Jak on brzmi? Cóż, tego musicie dowiedzieć się sami :)
Jan Mazur urzekł mnie swego czasu swoim komiksem "Tam gdzie rosły mirabelki". Był to bliski memu sercu komiks, gdyż wychowałem się na osiedlu podobnym do tego, który Mazur przedstawił swej pracy. Teraz natomiast pokusił się o coś z goła innego, czyli pokazanie tego, co mogłoby się stać gdyby wybuchła wojna. Konkretniej, jak wpłynęłoby to na mieszkańców małej, polskiej wsi....
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNie moja kreska, fabuła średnia. Dodatkowa gwiazdka za żart z Ledera.
Nie moja kreska, fabuła średnia. Dodatkowa gwiazdka za żart z Ledera.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBardzo fajne. Świetne wyczucie dialogu i sytuacji. Znacznie lepsze od "Mirabelek".
Miesiąc temu Rosja zaatakowała Ukrainę, więc kontekst się nieco wzmocnił.
Bardzo fajne. Świetne wyczucie dialogu i sytuacji. Znacznie lepsze od "Mirabelek".
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMiesiąc temu Rosja zaatakowała Ukrainę, więc kontekst się nieco wzmocnił.
Świetny scenariusz, formalny minimalizm rysunków i mnóstwo cennych obserwacji. Gdybym bawił się w dogłębną analizę, to zastanowiłbym się, czy w potencjalnej sytuacji apokaliptycznej w naszym pięknym kraju, gdzie wystarczy za wysoki płot na działce obok, by doszło do rękoczynów, nie doszłoby to intensywniejszych wybuchów przemocy, ale to wizja Janka Mazura, a nie moja i ta jego wizja jest w pełni przekonująca.
Dodatkowy plusik za dogryzienie stronie "lewej" z pozycji mimo wszystko sojuszniczej (oceniając całość postaci Mazura). W tak niszowym medium i tak niszowym tytule można czasami uszczypnąć rewolucjonistów, którzy nie do końca odróżniają akademickie rozważania od rzeczywistości.
Świetny scenariusz, formalny minimalizm rysunków i mnóstwo cennych obserwacji. Gdybym bawił się w dogłębną analizę, to zastanowiłbym się, czy w potencjalnej sytuacji apokaliptycznej w naszym pięknym kraju, gdzie wystarczy za wysoki płot na działce obok, by doszło do rękoczynów, nie doszłoby to intensywniejszych wybuchów przemocy, ale to wizja Janka Mazura, a nie moja i ta...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSkromne, celne, bardzo polskie, intrygujące, trochę banalne, czasem zabawne, momentami proste, ale przy niewielu kreskach potrafiące oddać specyficzny klimat wsi.
A przy tym ludzkie i unikające taniej sensacji.
Aż by się chciało cykl przygód takiej wiejskiej społeczności w różnych okolicznościach przyrody.
Skromne, celne, bardzo polskie, intrygujące, trochę banalne, czasem zabawne, momentami proste, ale przy niewielu kreskach potrafiące oddać specyficzny klimat wsi.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toA przy tym ludzkie i unikające taniej sensacji.
Aż by się chciało cykl przygód takiej wiejskiej społeczności w różnych okolicznościach przyrody.
Sięgając po najnowszy komiks Jana Mazura zatytułowany „Koniec świata w Makowicach” nie miałam pojęcia czego się spodziewać. Szybki przegląd biografii i bibliografii, uświadomił mi, że jest to już doświadczony twórca, z wieloma nagrodami na koncie, a album, po który mam zamiar sięgnąć jest jego czwartym pełnoformatowym dziełem.
„Koniec świata w Makowicach” to opowieść o armagedonie i życiu po nim. Ale nie z perspektywy wielkiego miasta, a z puntu widzenia niewielkiej miejscowości gdzieś na wschodnich kresach kraju. Miejsce zawsze mocno odcięte od szeroko pojętego świata, takim zostaje również w obliczu zagłady jaka nastąpiła. Mieszkańcy radzą sobie najlepiej jak umieją, nie odrywając się od swoich codziennych zajęć, czy jest to praca na roli, czy picie piwa pod sklepem. To obraz świata, który zawsze jest i zawsze był gdzieś na uboczu cywilizacji, co sprawia, że wszelkie burze druzgoczące cywilizowany świat przechodzą bokiem.
Jednak kwestia społeczna i przedstawienie niewielkiej wiejskiej społeczności jest tylko jedną z poruszonych w komiksie spraw. „Koniec świata w Makowicach” to również opowieść o rodzinie i tym, jak trudne czasem bywa bycie razem z rodziną. To także opowieść o rewolucji, o wykorzystaniu okazji, by wyrwać się z okowów znanego, niedoskonałego świata, by spróbować wykreować go zgodnie z własną wizją. Z czego oczywiście wynikają kolejne problemy, gdy okazuje się, że burzyć jest łatwo, ale budować w myśl spójnej wizji zjednoczonej grupy jest już znacznie ciężej. To w końcu opowieść o ludzkim egoizmie i solidarności oraz o tym, jak czasem łatwo można zmienić jedno w drugie i jak niewiele trzeba, by takiej zamiany dokonać.
Nie znajdziemy tu infantylnego moralizatorstwa, gdyż autor nie krytykuje zachowań swoich bohaterów, nie potępia ich. Zostają przedstawieni z całym swoim bagażem słabości, z którymi czasem radzą sobie lepiej, czasem gorzej. Nawet jeśli jednak nie radzą sobie z nimi w ogóle i przez całą opowieść pozostają tacy sami, nie pada pod ich adresem bezpośrednia krytyka. Toksyczne relacje z rodziną, upadek ideałów, czy walka z własnym egoizmem, to tylko niektóre ze słabości, z jakimi mierzą się wykreowane przez Jana Mazura postacie.
Graficznie „Koniec świata w Makowicach” nie zachwyca. To bardzo proste, schematyczne, złożone z kilku kresek rysunki, którym daleko do plastycznego kreowania świata. To bardziej symbolika prostych obrazów, na których za pomocą minimalistycznej kreski oddane zostały emocje bohaterów. To w końcu całkiem sporo obrazków pozbawionych jakiegokolwiek tekstu, co w połączeniu z bardzo skromną oprawą graficzną, wymaga sporej wyobraźni, by zrozumieć co tak naprawdę autor pragnął przekazać.
Językowo komiks jest równie oszczędny, co graficznie. Tekstu nie ma w nim zbyt wiele a użyte w dialogach zdania są proste, co idealnie pasuje do bohaterów opowieści, będących prostymi ludźmi. Nie znajdziemy tu erudycyjnych popisów, ani kwiecistych metafor, zamiast tego jest minimalizm w środkach służący podkreśleniu znaczenia przekazywanej treści.
„Koniec świata w Makowicach” to całkiem udany, minimalistyczny w formie komiks poruszający wiele ważnych tematów i stawiający pytania, na które nie daje odpowiedzi wprost. To bardzo prowincjonalna opowieść, o ludziach zawsze mieszkających i bytujących gdzieś na pograniczach cywilizacji, którzy nawet jeśli korzystają z nowoczesnych technologii, to mentalnie zawsze pozostają poza granicami wielkiego świata. To w końcu całkiem przyjemna lektura, pozostawiająca po sobie pytania i zmuszająca, by zastanowić się, jakiej można udzielić na nie odpowiedzi.
Sięgając po najnowszy komiks Jana Mazura zatytułowany „Koniec świata w Makowicach” nie miałam pojęcia czego się spodziewać. Szybki przegląd biografii i bibliografii, uświadomił mi, że jest to już doświadczony twórca, z wieloma nagrodami na koncie, a album, po który mam zamiar sięgnąć jest jego czwartym pełnoformatowym dziełem.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to„Koniec świata w Makowicach” to opowieść o...
Bardzo trudno mi ocenić ten komiks. W sumie prosta kreska i ujęcia, ale przekaz bogaty. Momentami nudno, czasem zniecierpliwiony czekasz jak dany wątek się rozwinie. Zakończenie dziwne. Chyba nie do końca zrozumiałam ostatnią planszę.
Bardzo trudno mi ocenić ten komiks. W sumie prosta kreska i ujęcia, ale przekaz bogaty. Momentami nudno, czasem zniecierpliwiony czekasz jak dany wątek się rozwinie. Zakończenie dziwne. Chyba nie do końca zrozumiałam ostatnią planszę.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNie bardzo wiem jak ocenić ten komiks. Na początku tylko zerknęłam, potem szybko mnie wciągnęło. Zaintrygowała mnie relacja matka-syn. Niestety im dalej tym było słabiej. Szkoda, bo myślę, że pomysł był fajny, minimalizm komiksowy mnie urzekł, tylko pod koniec coś zgrzytnęło i poszło w złą stronę. Mimo wszystko jednak z chęcią zerknę na inne dzieła pana Mazura, bo jakaś iskierka w tym jest.
Nie bardzo wiem jak ocenić ten komiks. Na początku tylko zerknęłam, potem szybko mnie wciągnęło. Zaintrygowała mnie relacja matka-syn. Niestety im dalej tym było słabiej. Szkoda, bo myślę, że pomysł był fajny, minimalizm komiksowy mnie urzekł, tylko pod koniec coś zgrzytnęło i poszło w złą stronę. Mimo wszystko jednak z chęcią zerknę na inne dzieła pana Mazura, bo jakaś...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toO ile Mirabelki oceniam, że są super - tak tutaj niestety tylko 5. Nuda niestety. Może kiedyś zrobię jeszcze drugi podejście na próbę, bo Mirabelki mnie urzekły :)
O ile Mirabelki oceniam, że są super - tak tutaj niestety tylko 5. Nuda niestety. Może kiedyś zrobię jeszcze drugi podejście na próbę, bo Mirabelki mnie urzekły :)
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSpoko historia, ale umówmy się - Świdziński jest tylko jeden.
Spoko historia, ale umówmy się - Świdziński jest tylko jeden.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAleż przemawia do mnie ten rysunek i sposób opowieści. Minimalizm niesie za sobą u Mazura tak wiele.
Ależ przemawia do mnie ten rysunek i sposób opowieści. Minimalizm niesie za sobą u Mazura tak wiele.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZainteresowanych zapraszam do oficjalnej recenzji.
Zainteresowanych zapraszam do oficjalnej recenzji.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNiby nastapił ten koniec świata i możnaby zorganizować wszystko na nowo, ale od razu uruchamiają się mechanizmy, które znamy z historii i wszystko zmierza dobrze znanymi ścieżkami. Nie przeszkadza mi ten minimalizm w formie, bardzo go lubię, ale chyba zabrakło mi takiego kopa, jakiego potrafi zasadzić Świdziński. Tu nie jest ani aż tak śmiesznie, ani tak absurdalnie, ani tak wyraziście jak mogłoby być. Mimo wszystko to udany album, więc polecam
Niby nastapił ten koniec świata i możnaby zorganizować wszystko na nowo, ale od razu uruchamiają się mechanizmy, które znamy z historii i wszystko zmierza dobrze znanymi ścieżkami. Nie przeszkadza mi ten minimalizm w formie, bardzo go lubię, ale chyba zabrakło mi takiego kopa, jakiego potrafi zasadzić Świdziński. Tu nie jest ani aż tak śmiesznie, ani tak absurdalnie, ani...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPODLASIE FOREVER
Jan Mazur powraca z nowym komiksem. Pamiętam, jak swego czasu byłem dość (a może nawet i bardziej) sceptycznie nastawiony do jego albumu Tam, gdzie rosły mirabelki, który fabularnie okazał się jednak bardzo pozytywnym zaskoczeniem. Koniec świata w Makowicach to jeszcze bardziej zaskakujące dzieło. Mazur, pełnymi garściami w warstwie graficznej czerpiący z prac Jacka Świdzińskiego, tym razem także swój scenariusz przygotował w jego stylu. Powstało z tego dzieło o dziwo udane, będące taką swojską odpowiedzią na zapomniany już serial Jerycho i podobne postapokaliptyczne produkcje.
Witajcie w Makowicach. To podlaska wieś, jakich wiele, miejsce niemal odcięte od cywilizacji i tworzące zamkniętą społeczność. To tu właśnie pewnego dnia pojawiają się kłopoty, które zaczynają się od braku prądu w okolicy i niedziałających telefonów. Niby nic takiego, podobne sytuacje już się zdarzały, więc nikt nie panikuje. W celu wyjaśnienia, kiedy wróci energia elektryczna, wysłany zostaje niejaki Kulesza. Wraca jednak z jakże niepokojącą wiadomością – pojechał aż pod Białystok, ale Białegostoku już nie ma! Została tylko kupa gruzu i widoczny z daleka dym. A także spanikowani ludzie, którzy nie mają najmniejszego pojęcia, co robić. Podobno samoloty, które wszyscy słyszeli, nocą zrzuciły bomby na największe miasta i nic już nie zostało. Co zrobić w takiej sytuacji? Jak żyć? I czy da się znaleźć odpowiedzi na pytania o to, co właściwie się stało z krajem?
Całość mojej recenzji na portalu NTG: https://nerdheim.pl/post/recenzja-komiksu-koniec-swiata-w-makowicach/
PODLASIE FOREVER
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJan Mazur powraca z nowym komiksem. Pamiętam, jak swego czasu byłem dość (a może nawet i bardziej) sceptycznie nastawiony do jego albumu Tam, gdzie rosły mirabelki, który fabularnie okazał się jednak bardzo pozytywnym zaskoczeniem. Koniec świata w Makowicach to jeszcze bardziej zaskakujące dzieło. Mazur, pełnymi garściami w warstwie graficznej czerpiący z...