Książka ta jest debiutem literackim autora. I muszę przyznać, że mam co do niej trochę mieszane uczucia.
Adam jest właścicielem firmy budowlanej, która znajduje się na granicy opłacalności. Ostatnie zlecenie okazuje się być tym najgorszym w życiu. Adam staje się świadkiem morderstwa i od tego czasu jemu i jego ludziom grozi niebezpieczeństwo.
Autor w swojej książce bardzo szczegółowo opisuje funkcjonowanie branży budowlanej. I muszę przyznać, że tutaj dokonał świetnego przygotowania w tym temacie. Branża budowlana nie do końca jest mi tak obca, gdyż mój mąż pracował w niej przez 15 lat, także sama co nieco o tym wiem. Nie każde zlecenie okazuje się tym właściwym. Ciągłe ściganie o przelewy, niedotrzymanie umowy i wieczne przekręty. Branża budowlana zawsze ma szereg konkurencji i ciężko utrzymać się na rynku.
„Chcemy urabiać świat jak ciasto, które surowe, nie nadaje się do jedzenia, natomiast z paroma dodatkami i spędziwszy chwilę w piekarniku, może zachwycić smakiem.”
Główni bohaterowie to trzej budowlańcy – Adam, Ryszard i Patryk. Każdy z nich ledwo wiąże koniec z końcem. Ich kreacja jest dogłębna, Aleksandrowicz zagłębił się w ich psychologiczną część, poświęcając temu dużo opisów z ich życia i postępowania. Myślę, że ten zabieg został trochę przesadzony, a sami bohaterowie zostali przez to odrobinę przerysowani.
Mamy tutaj morderstwo jak na kryminał przystało. Odniosłam jednak wrażenie, że wątki poboczne czasem zbyt mocno przysłaniały główną intrygę na której autor powinien się bardziej skupić. Sama w sobie, intryga jest interesująca, zachęcająca po brnięcie w nią dalej, jednak czasem odrobinę przewidywalna. Autor poświęcając dużo uwagi pobocznym wątkom odciągnął moją uwagę od właściwego tematu. Niemniej czuć, że książka ma potencjał, który nie do końca został wykorzystany. Powieść napisana prostym, wręcz dosadnym językiem niepozbawionym wulgaryzmów.
Podobało mi się to, że Maksym Aleksandrowicz porusza w swojej powieści destabilizację polskiej gospodarki.
Początkowo akcja rozwija się powoli i przewidywalnie, dopiero później w miarę jak pojawiali się inni bohaterowie nabierała jakiegoś rozmachu. Jednak nie wszystko było jasne i trochę się w tym pogubiłam. A zakończenie nie do końca mnie satysfakcjonuje.
"Linia Maginota" to powieść w której wyczuwalny jest potencjał autora, jednak nie do końca został wykorzystany. Książka ta przedstawia nam realia rządzące w brutalnym świecie wielkiego biznesu. Jeśli jesteście ich ciekawi, sięgnijcie po tę pozycję.
Książka ta jest debiutem literackim autora. I muszę przyznać, że mam co do niej trochę mieszane uczucia.
Adam jest właścicielem firmy budowlanej, która znajduje się na granicy opłacalności. Ostatnie zlecenie okazuje się być tym najgorszym w życiu. Adam staje się świadkiem morderstwa i od tego czasu jemu i jego ludziom grozi niebezpieczeństwo.
Dawno nie czytałam żadnego thrillera gospodarczego i czas było to zmienić. Linia Maginota to debiut literacki Maksyma Aleksandrowicza, a tak się składa, że Lubię testować propozycje początkujących pisarzy.
Firmę budowlaną Adama dopadł kryzys, aby dalej prosperować na rynku musi szybko znaleźć rozwiązanie na wyjście z finansowego dołka. Nowe zlecenie miało być ostatnią deską ratunku, a okazało się gwoździem do trumny i to w dosłownym znaczeniu. Pech sprawił, że Adam mimo woli stał się świadkiem morderstwa, na którym nie kończą się jego problemy. Wysoko postawieni ludzie chcą wyeliminować przypadkowego widza, aby móc zrealizować swój plan...
Linia Maginota nie za wiele ma wspólnego z klasyką gatunku, co może zatrwożyć. Długi wstęp, zamiast elektryzować wątkiem tajemniczego morderstwa bardzo, ale to bardzo szczegółowo przybliżył mi realia funkcjonowania branży budowlanej. Tak w skrócie -mikro przedsiębiorcom nie jest lekko, co skrzętnie wykorzystują rekiny biznesu. Wspomniane preludium było jednak potrzebne, żeby zrozumieć dalszą część historii. Dodatkowo garść biznesowych faktów nadała fabule określony koloryt. Przechodząc do dalszej części fabuły i królujących w niej bohaterów- Adam okazał się postacią depresyjną i nie do końca spójną, przez co długo nie mogłam dostrzec wyższego sensu tej opowieści. Pozostali panowie budowlańcy pozostawiali jeszcze więcej do życzenia. Nie wiem, dlaczego zostali przedstawieni w krzywym zwierciadle, bo mnie osobiście ten zabieg bardzo odstraszył. Przez pierwszy etap historii przebrnęłam z bólem, nie przepadam za wysublimowanym melodramatyzmem, który kojarzy mi się głównie z powieściami obyczajowymi. A to przecież miał być thriller...
Maksym Aleksandrowicz sporo uwagi przyłożył do elementów związanych z tworzeniem psychologii postaci. W tej materii również trochę przedobrzył, zamiast charakterologicznej wyrazistości dostałam cały pakiet przerysowanych osobowości. Długo wyczekiwana przeze mnie rehabilitacja nastąpiła gdzieś w połowie książki. Wtedy pojawiła się sensacja i w końcu miałam ciarki na plecach. Gdyby pominąć wydumane życiowe wywody bohaterów i rozbudowaną filozofię biznesu, można dostrzec ogromny potencjał zaproponowanego scenariusza. Nagłe pojawienie się Beaty popchnęło fabułę na właściwe tory. W samym sposobie prowadzenia śledztwa dostrzegłam sporo niedociągnięć. Bohaterowie drugoplanowi pozostawiają wiele do życzenia i są w większości przerażająco nieżyciowi. Seksistowskie poczynania jednego z nich doprowadziły u mnie do bolesnego paraliżu szarych komórek. Tam gdzie powinno stawić się kropkę, pojawiał się przecinek, tyczy się to szczególnie charakterystyki wprowadzanych postaci. Najpierw byłam zasypywana niepotrzebnymi szczegółami, a tam, gdzie faktycznie były one potrzebne już ich zabrakło. Zakończenie nie do końca mnie usatysfakcjonowało, liczyłam na mocniejszy finał
Linie Maginota bez wątpienia można zaliczyć do książek z potencjałem. Mimo niedociągnięć warsztatowych autora zaproponowana historia ma w sobie to coś, a dodatkowo skłania do zastanowienia się nad nieuczciwymi praktykami w branży budowlanej. Polecam fanom gatunku.
Dawno nie czytałam żadnego thrillera gospodarczego i czas było to zmienić. Linia Maginota to debiut literacki Maksyma Aleksandrowicza, a tak się składa, że Lubię testować propozycje początkujących pisarzy.
Firmę budowlaną Adama dopadł kryzys, aby dalej prosperować na rynku musi szybko znaleźć rozwiązanie na wyjście z finansowego dołka. Nowe zlecenie miało być ostatnią...
"Science fiction zawsze zaczyna się już dziś (...)".
Ludzie chyba nigdy nie porzucą myśli o naprawianiu świata i kreowaniu nowej rzeczywistości pod fasadą własnych uprzedzeń i niszczenia wymyślonych wrogów. I nawet zło konieczne, jakie się z tym wiąże, nie zatrzyma samozwańczych "wizjonerów" w realizacji ich zbrodniczych planów.
Maksym Aleksandrowicz w przeszłości fascynował się paleontologią oraz oceanografią, ale nie wykonuje żadnego z tych zawodów. "Linia Maginota" to debiut literacki autora. Pod swoim imieniem i nazwiskiem prowadzi w sieci blog.
Adam to właściciel firmy budowlanej funkcjonującej w miasteczku na Dolnym Śląsku, która balansuje na granicy opłacalności, gdyż obecność w tej branży wiąże się z czekaniem na przelewy, łapaniem zleceń oraz utrzymaniem pracowników. Ostatnie zlecenie jest dla bohatera pechowe, gdyż zostaje on świadkiem morderstwa. Od tego momentu Adamowi i jego ludziom grozi niebezpieczeństwo.
Debiut Maksyma Aleksandrowicza jest książką nierówną, którą podzieliłabym na dwie odrębne części, jakie rozdziela morderstwo spinające całą fabułę. Pierwsza, zdecydowanie bardziej dopracowana ukazuje bowiem niezwykle trafną analizę funkcjonowania drobnych przedsiębiorców w branży budowlanej. Autor obnaża występujące w tym biznesie patologie, pokazując bezradność mikrofirm w obliczu takich rekinów, jakim jest przedsiębiorstwo Janusza Biłgorajskiego. Przemyślenia Adama, jego wnioski oraz poczucie niesprawiedliwości brakiem efektów wykonywania uczciwej pracy to niestety rzeczywistość wielu podwykonawców w naszym kraju. Warstwa ta więc z pewnością świadczy o dobrym researchu samego tematu.
Druga część powieści nawiązująca stricte do samego tytułu to swoiste połączenie wartkiej akcji, wywodów filozoficznych, wątku teorii spiskowej oraz pojawienia się miłości. I właśnie w tej części moje główne zastrzeżenia kieruję do umiejscowienia obszernych dywagacji Karola Schmittleina w punkcie kulminacyjnym całej akcji powieści, co niestety okazało się mało realistyczne. Moje zdumienie wywołało również mało racjonalne zachowanie Beaty w obliczu całej sytuacji oraz jej zbyt powierzchowna kreacja psychologiczna. Mam wrażenie, jakoby ta część pisana była na szybko, bez pogłębionej analizy, co w porównaniu z pierwszą, daje się niestety wyraźnie odczuć.
Abstrahując jednak od błędów warsztatowych autora, które da się przecież w jego kolejnych książkach uniknąć, sama historia Adama i afery, w jaką zupełnie przypadkiem został wplątany, wywołuje szereg refleksji w temacie reżyserowania przez tajne organizacje pewnych zjawisk w skali mikro i makro ekonomicznej. W obliczu tego bowiem, autor klarownie wyjaśnia pomysł na tytuł swojej książki oraz ukazuje, dość obszernie, niuanse rozgrywania "partii szachów za kulisami", a co za tym idzie, wpływania na losy świata. Dla mnie jako dla osoby lubującej się w zgłębianiu wszelakich teorii spiskowych, warstwa ta okazała się niezwykle zajmująca i ciekawa. Myślę, że zaintrygowanie czytelnika może wzbudzić także wzmianka o pewnym unikalnym systemie namierzenia pojazdów w czasie rzeczywistym.
Maksym Aleksandrowicz w swoim debiucie pokazał, że ma coś do powiedzenia, ale nie da się ukryć, że przed autorem jeszcze sporo pracy stricte warsztatowej. Z pewnością jednak sam temat posiada potencjał, a możliwość jego kontynuacji poprzez pozostawienie otwartego zakończenia, wydaje się niezwykle pociągająca.
https://www.subiektywnieoksiazkach.pl/
"Science fiction zawsze zaczyna się już dziś (...)".
Ludzie chyba nigdy nie porzucą myśli o naprawianiu świata i kreowaniu nowej rzeczywistości pod fasadą własnych uprzedzeń i niszczenia wymyślonych wrogów. I nawet zło konieczne, jakie się z tym wiąże, nie zatrzyma samozwańczych "wizjonerów" w realizacji ich zbrodniczych planów.
(…) Autor skupił się na kreowaniu postaci, żmudnym tworzeniu ich psychologicznych portretów i całkiem wiarygodnych historii. I nie czułam się wcale rozczarowana. Zamiast krwistej sensacji z gospodarczymi zawirowaniami w tle, dostałam – jak mi się na początku wydawało – całkiem niezły dramat społeczny, czyli coś, co naprawdę lubię. Długaśne retrospekcje czy peregrynacje w głąb psychiki bohaterów zepchnęły fabułę na dalszy plan. Podobał mi się styl, podobał mi się język, podobały mi się autentyczne dialogi. Odczuwałam realne zainteresowanie nie tyle fabułą, co właśnie postaciami i ich historiami. I wszystko szło w dobrą stronę. Sensacyjno-kryminalne wydarzenia wciąż wydarzały się w tle, przykuwając coraz więcej mojej uwagi, a ja byłam pod wrażeniem zamysłu i konstrukcji Linii Maginota.
I nagle stało się coś, czego nie potrafię w żaden sposób zrozumieć. Całkowicie nieuzasadnione i pozbawione jakiegokolwiek sensu postępowanie jednej z bohaterek zburzyło ten żmudnie i konsekwentnie tworzony świat. I było to pierwsze z wielu naiwnych rozwiązań fabularnych. Do tego momentu wszystko wydawało się być spójne, przemyślane i konsekwentne. Później było już tylko gorzej.
Cała recenzja: https://bialemebelki.pl/recenzja-linia-maginota/
(…) Autor skupił się na kreowaniu postaci, żmudnym tworzeniu ich psychologicznych portretów i całkiem wiarygodnych historii. I nie czułam się wcale rozczarowana. Zamiast krwistej sensacji z gospodarczymi zawirowaniami w tle, dostałam – jak mi się na początku wydawało – całkiem niezły dramat społeczny, czyli coś, co naprawdę lubię. Długaśne retrospekcje czy peregrynacje w...
Linia Maginota to historia trzech budowlańców, którzy zostają wplątani w wielką aferę i morderstwo. Każdy z nich ledwo wiąże koniec z końcem. Razem próbują stawić czoła trudnej sytuacji na rynku. Mają rodziny do wykarmienia i plany na przyszłość. Kiedy zleceniodawca zwleka z płatnościami zaczynają się problemy. Sytuacja staje się nerwowa i zaczynają się waśnie. Jakby tego było mało jeden z kumpli jest świadkiem morderstwa. Życie całej trójki jest w niebezpieczeństwie i muszą podjąć odpowiednie kroki, aby uniknąć podobnego losu. Okazuje się, że sprawa jest grubsza niż się wydaje, a rozkazy wydaje ktoś, komu zależy na destabilizacji polskiej gospodarki. Kto w ostatecznym rozliczeniu okaże się wrogiem, a kto sprzymierzeńcem? Czy w takiej sytuacji można liczyć na przyjaciela? Czy władza i żądza pieniądza przesłoni im oczy? Kto pociąga za sznurki i jaki ma w tym cel? Komu można ufać? Tego dowiecie się czytając powyższą pozycję.
Linia Maginota to historia trzech budowlańców, którzy zostają wplątani w wielką aferę i morderstwo. Każdy z nich ledwo wiąże koniec z końcem. Razem próbują stawić czoła trudnej sytuacji na rynku. Mają rodziny do wykarmienia i plany na przyszłość. Kiedy zleceniodawca zwleka z płatnościami zaczynają się problemy. Sytuacja staje się nerwowa i zaczynają się waśnie. Jakby tego...
Linia Maginota to historia trzech budowlańców, którzy zostają wplątani w wielką aferę i morderstwo. Każdy z nich ledwo wiąże koniec z końcem. Razem próbują stawić czoła trudnej sytuacji na rynku. Mają rodziny do wykarmienia i plany na przyszłość. Kiedy zleceniodawca zwleka z płatnościami zaczynają się problemy. Sytuacja staje się nerwowa i zaczynają się waśnie. Jakby tego było mało jeden z kumpli jest świadkiem morderstwa. Życie całej trójki jest w niebezpieczeństwie i muszą podjąć odpowiednie kroki, aby uniknąć podobnego losu. Okazuje się, że sprawa jest grubsza niż się wydaje, a rozkazy wydaje ktoś, komu zależy na destabilizacji polskiej gospodarki. Kto w ostatecznym rozliczeniu okaże się wrogiem, a kto sprzymierzeńcem? Czy w takiej sytuacji można liczyć na przyjaciela? Czy władza i żądza pieniądza przesłoni im oczy? Kto pociąga za sznurki i jaki ma w tym cel? Komu można ufać? Tego dowiecie się czytając powyższą pozycję.
Linia Maginota to historia trzech budowlańców, którzy zostają wplątani w wielką aferę i morderstwo. Każdy z nich ledwo wiąże koniec z końcem. Razem próbują stawić czoła trudnej sytuacji na rynku. Mają rodziny do wykarmienia i plany na przyszłość. Kiedy zleceniodawca zwleka z płatnościami zaczynają się problemy. Sytuacja staje się nerwowa i zaczynają się waśnie. Jakby tego...
Zderzenie z polską rzeczywistością
Każdy przedsiębiorca rozpoczynający prowadzenie działalności gospodarczej w Polsce wie, że nie jest to łatwy kawałek chleba. Wyższe uczelnie każdego roku wypluwają kolejnych absolwentów nikomu nie potrzebnych kierunków, a jeśli student nie ma w sobie przebojowości, nie ma jasno sprecyzowanych zainteresowań, które przynoszą mu profity jeszcze na studiach, to jego przyszłość rysuje się w dość szarych barwach. Zderzenie z rynkiem pracy jest dość brutalne, a wysokie koszty pracy i mentalność przedsiębiorców, nie sprzyjają zatrudnieniu i godnemu wynagrodzeniu. Efekt jest taki, że – ratując się – absolwenci starają się pozyskiwać dotacje i robić cokolwiek, by nie zasilać szeregów bezrobotnych. Zwykle uciekają w branże usługową, najmniej kapitałochłonną, balansując na krawędzi do chwili, kiedy już dłużej nawet przed sobą nie mogą udawać, że taka aktywność ma sens…
Mniej więcej taki scenariusz napisało życie dla Adama, właściciela firmy budowlanej, z trudem wiążącego koniec z końcem. Szukając zatrudnienia trafił on do branży budowlanej, ta zaś wciągnęła go na tyle, że pragnął się poświecić temu tematowi, stając się coraz lepszym pracownikiem, a w końcu – właścicielem firmy. Tyle tylko, że w tej branży konkurencja okazała się dość silna, zaś zlecenia i ich realizacja – mocno uzależnione od pogody – nie dość że nie pojawiają się często, to jeszcze stawki dla podwykonawców są żenująco niskie.
Tymczasem Adam musi zarobić nie tylko na opłaty i na siebie, ale jeszcze na dwóch pracowników, Ryszarda i Patryka. W rezultacie sam oszczędza na wszystkim, przypominając bardziej bezdomnego niż właściciela firmy, takie funkcjonowanie zresztą coraz mniej mu odpowiada. Na dodatek ostatnie zlecenie, którego się podjął, okazało się być źródłem rozlicznych problemów, nie tylko z wierzycielami, którzy domagają się płatności za zakupione materiały, ale i ze zleceniodawcą, który uchyla się od płatności i grozi zerwaniem umowy. W najczarniejszym nawet scenariuszu Adam nie wyobraża sobie, że próba kontaktu z niesolidnym partnerem może skończyć się brawurową ucieczką i obawą o swoje życie. Mężczyzna staje się bowiem świadkiem prawdopodobnie egzekucji, zaś mordercy rzucają się za nim w pościg…
Tak zaczyna się debiutancka powieść autorstwa Maksyma Aleksandrowicza, pt. „Linia Maginota”. Opublikowana nakładem Wydawnictwa Novae Res książka, to całkiem sprawnie napisany kryminał, może niezupełnie wolny od niedociągnięć, ale z pewnością warty przeczytania. Sięgnąć po niego mogą nie tylko zwolennicy nagłych zwrotów akcji i intryg, ale wszyscy, którzy wraz z Adamem i innymi bohaterami dzielą ból egzystowania w polskiej, niełatwej rzeczywistości.
Czy Adam rzeczywiście ma się czego obawiać? Kim są przestępcy, którzy nie tylko pozbawili życia człowieka na budowie, ale ścigają teraz Adama? Co to za tajna międzynarodowa organizacja, która ma dojścia do najwyższych szczebli władzy? Odpowiedzi na te pytania szukać będziemy podczas lektury książki „Linia Maginota”. Choć fabuła może się wydawać nieco zbyt naciągana, zaś sama intryga niezwykle zawikłana, to jednak warto zagłębić się w tę kryminalną zagadkę zastanawiając się przy tym, czy wydarzenia opisane w książce rzeczywiście są aż tak mało realne, czy może bezpieczniej będzie nam w to uwierzyć.
Niezależnie od tej konspiracyjno-sensacyjnej warstwy, na uwagę zasługują skonstruowani przez Aleksandrwoicza bohaterowie, a także same opisy – zarówno życia społeczno-gospodarczego, jak i samej akcji. Dbałość o szczegóły, pewien fatalizm i rozczarowanie polskim systemem przebija z każdej strony, trudno jednak nie zgodzić się z wieloma spostrzeżeniami autora / bohaterów, trudno też nie poczuć się częścią tej polskiej rzeczywistości. To wszystko sprawia, że po zakończeniu lektury nie pozostaje nam nic innego, jak tylko czekać na kolejną powieść autora – jestem przekonana, że powinna się pojawić …
Zderzenie z polską rzeczywistością
Każdy przedsiębiorca rozpoczynający prowadzenie działalności gospodarczej w Polsce wie, że nie jest to łatwy kawałek chleba. Wyższe uczelnie każdego roku wypluwają kolejnych absolwentów nikomu nie potrzebnych kierunków, a jeśli student nie ma w sobie przebojowości, nie ma jasno sprecyzowanych zainteresowań, które przynoszą mu profity...
Książkę uważam za dobrą. Nie ma tragedii ani zachwytu. Bardzo podoba mi się styl pisania autora i jest to jeden z powodów, dla których z całą pewnością powinien pisać dalej. Wiem, że ta powieść jest częścią składową większej historii, która krwi w głowie autora. Mam nadzieję, że kiedyś będę mogła ją przeczytać. Polecam, gdy gdyż uważam ten tytuł za interesujący.
Książkę uważam za dobrą. Nie ma tragedii ani zachwytu. Bardzo podoba mi się styl pisania autora i jest to jeden z powodów, dla których z całą pewnością powinien pisać dalej. Wiem, że ta powieść jest częścią składową większej historii, która krwi w głowie autora. Mam nadzieję, że kiedyś będę mogła ją przeczytać. Polecam, gdy gdyż uważam ten tytuł za interesujący.
"Linia Maginota" autorstwa debiutującego pisarza Maksyma Aleksandrowicza, jest intrygującym kryminałem, którego realia osadzone są w ówczesnej Polsce. Aleksandrowicz, w książce przedstawił realia polskich robotników budowlanych na tle międzynarodowej intrygi gospodarczej i społecznej, w którą zostali nieświadomie uwikłani.
"Linia Maginota" to pierwsza książka Maksyma Aleksandrowicza i trudno cokolwiek napisać o jego dorobku literackim. W ogóle zabrało w opisie książki i na okładce jakiejkolwiek wzmianki czy informacji na temat autora i jego literackiego dossier.
Głównymi bohaterami kryminału są trzej budowlańcy. Adam, właściciel firmy budowlanej, ledwo wiążący koniec z końcem. Ryszard i Patryk, jego zatrudnieni pracownicy. Ważną role w opowieści odegrała postać Artura Nowicka, przedstawiciela handlowego, zajmującego się sprzedażą kafli.
Akcja rozgrywa się na przestrzeni kilku dni w jednym z małych, podupadłych miasteczek położonych na Dolnym Śląsku.
Fabuła przedstawia się następująco, Adam jako właściciel firmy budowlanej dostał zlecenie wykonania prac wykończeniowych w większym projekcie budowlanym. Gdy okazało się, że prezes konsorcjum chce Adama i jego pracowników oszukać, nie wypłacić zaległej kwoty pieniężnej za wykonane zlecenie, Adam postanawia rozmówić się ostatecznie z prezesem Biłgorajskim. W tym celu udaje się na teren budowy, gdzie przypadkiem zostaje świadkiem morderstwa prezesa. W ferworze wydarzeń, udaje mu się uciec przestępcom, ale Adam i jego pracownicy są ścigani i znajdują się w niebezpieczeństwie. Przestępcami są członkowie tajnej międzynarodowej organizacji, mającej dojścia do najwyżej położonych szczebli władzy państwowej, która dąży do destabilizacji polskiej gospodarki.
"Linia Maginota" zawiera w sobie dobrze wymyśloną i skonstruowaną intrygę kryminalną, aczkolwiek w pewnych momentach zabrakło mi wewnętrznej spójności tekstu, co z kolei przełożyło się na mniejszą siłę przekonywania opowiadanej historii.
W książce zostały poruszone problemy polskich, małomiasteczkowych robotników budowlanych. Realia życia z jakimi bohaterowie muszą się borykać, nie są łatwe. Autor również skrytykował zachowania, sposób życia i obycia oraz perspektywy polskiej klasy robotniczej, pochodzącej z niższej warstwy społecznej, będących ofiarami ustroju społecznego i politycznego.
Aleksandrowicz w książce, poświęcił dużo miejsca opisom życia bohaterów, ich opowieści życiowych i wyjaśnieniem tego, w jaki sposób i dlaczego bohaterowie postępują, zachowują i podejmują takie, a nie inne decyzje życiowe. Tłumaczeniem jak ważną rolę w opowieści odgrywają doświadczenia życiowe Adama, Ryszarda, Patryka, a także Artura i jak wpływają na ich postępowania, często tłumacząc ich samych.
"Linia Maginota" to powieść sensacyjna z wieloma pobocznymi wątkami, które za bardzo przesłoniły główną intrygę. Być może, był to świadomy zamiar autora, chociaż pojawianie się opowieści w opowieści, nie spowodowało istotnych konsekwencji dla głównej opowieści.
Książka napisana z polotem, prostym i dosadnym językiem. Często okraszona wulgaryzmami. Autor świetnie nakreślił i wykreował postacie występujące w opowieści. Sama intryga kryminalna jest dobrze skonstruowana, ciekawa, jak i wciągająca, niemniej jednak w niektórych momentach jest trochę naciągana i do przewidzenia. Zakończenie zaskoczyło mnie i rozczarowało. W mojej ocenie druga połowa książki jest dużo słabsza. A szkoda, bo zarys fabuły jest ciekawy. Misternie skonstruowana intryga kryminalna przygasła na tle innych akcentów opowieści.
http://lifestyllook.blogspot.com/2019/05/linia-maginota-maksym-aleksandrowicz.html#more
"Linia Maginota" autorstwa debiutującego pisarza Maksyma Aleksandrowicza, jest intrygującym kryminałem, którego realia osadzone są w ówczesnej Polsce. Aleksandrowicz, w książce przedstawił realia polskich robotników budowlanych na tle międzynarodowej intrygi gospodarczej i społecznej, w którą zostali nieświadomie uwikłani.
Przeczytałem tę książkę dwa razy. Pierwsza reakcja: niezły kryminał, ale coś mi tu nie pasowało. Odłożyłem na parę dni i przeczytałem ponownie. I konstatacja: to nie jedna, ale kilka równoległych narracji.
Po pierwsze, nieźle skonstruowana, wartka fabuła, niemal gotowy scenariusz na filmowy kryminał dla Vegi czy Pasikowskiego. Z wplecioną w treść odważną „political fiction” symbolizowaną tu przez tytułową „linię Maginota”…
Tylko że autora najwyraźniej kręci coś jeszcze, coś z całkiem innych bajek.
Maksym Aleksandrowicz, po drugie, realizuje misję publicysty, oskarżycielsko obnażającego patologie jakie niszczą (niszczyły?) drobny biznes budowlany. Na oko, bardzo trafna diagnoza.
Ale to nadal nie wszystko. Jest tu zaskakująco obfity ładunek... no właśnie czego: wiedzy?, intuicji? wrażliwości aksjologicznej? Książka nasycona jest refleksjami z pogranicza psychologii, czy wręcz filozofii. Ludzkie charaktery zarysowane klarownie, jakby zero-jedynkowo, ale jeśli się im lepiej przyjrzeć, to autor wyznaje formułę jin-yang… I stosuje ją, ale bez przesady. Jest tu diabolicznie czyste zło, które uosabia Karol Schmittlein. Nie dość że dogłębnie cyniczny mega-mafioso, to jeszcze polakożerca. To zło zostaje przykładnie ukarane. Scena z przemysłowej hali, to mocne „bum!!!” puentujące fabułę kryminalną. Dobro zwycięża i czytelnik powinien być kontent.
Aliści pozostaje ów humanistyczny wymiar książki. Jakby obcy w tym całym brudnym kontekście. To właśnie zazgrzytało mi przy pierwszym czytaniu „Linii Maginota”. Rozwlekłe frazy różnych zwierzeń i wywodów bohaterów, tych dobrych i tych złych, opowieści autora przybliżające czytelnikowi te postacie i ich pokręcone losy, dziwacznie pojawiające się czasem w sytuacjach drastycznie niestosownych. To trudno odebrać jako wiarygodne. I taki jest pierwszy odruch, mogący zniechęcać do tej lektury.
No więc, tym zniechęconym zalecam ponowne wzięcie tej książki do ręki i przyjęcie optyki, która dopuszcza myśl, że autorowi chodzi o coś więcej niż fundowanie czytelnikowi skoków adrenaliny, jak to przy kryminałach. Zwłaszcza, że przerwane na końcu wątki, można odebrać jako sygnał, że będzie jakaś kontynuacja (?).
Podsumuję.
Jeśli dodać, że autor pisze w dobrym języku, zdyscyplinowanym i potoczystym (nie bawiąc się w pruderię, sporo tu wulgaryzmów, to fakt...), z zaskakującymi a celnymi metaforami, że w sumie to się najzwyczajniej dobrze czyta, odbieram „Linię Maginota” jako ciekawy, obiecujący debiut.
Przeczytałem tę książkę dwa razy. Pierwsza reakcja: niezły kryminał, ale coś mi tu nie pasowało. Odłożyłem na parę dni i przeczytałem ponownie. I konstatacja: to nie jedna, ale kilka równoległych narracji.
Po pierwsze, nieźle skonstruowana, wartka fabuła, niemal gotowy scenariusz na filmowy kryminał dla Vegi czy Pasikowskiego. Z wplecioną w treść odważną „political...
Spokojne, małomiasteczkowe życie trzech budowlańców ulega zmianie na skutek przyjętego przez nich zlecenia. Z pozoru zwykła propozycja pracy zamienia się w walkę na śmierć i życia i zmusi ich do podjęcia działania. Kto stoi za tymi wydarzeniami ? Czy to tylko nieszczęśliwy zbieg okoliczności lub seria przypadków ? A może jakaś niewidzialna "ręka" steruje ich życiem ? Czy to osobiste porachunki czy może afera na większą skalę ?
Czytając opis książki liczyłam na dobrze skonstruowaną intrygę, fabułę trzymającą w napięciu czy chociażby emocje, które pozostawią mnie w atmosferze niepewności. I z takim właśnie nadziejami przystąpiłam do lektury " Linii Maginota". Początkowo książka bardzo przypadła mi do gustu i z dużym zainteresowaniem śledziłam losy bohaterów, odkrywając kolejne elementy tajemniczej układanki. Były trupy, krew, pościg i walka o przetrwanie. Z każdym kolejnym rozdziałem zagadka ukryta na stronach książki stawała się dla mnie jednak coraz mniej realna i coraz mniej zrozumiała. Samo rozwiązanie zagadki i zakończenie tej historii być może są zaskakujące czy interesujące ale w mojej pamięci ciągle pozostawały mieszane uczucia związane z wcześniejszymi niejasnościami. Pomysł na fabułę interesujący ale w samym wykonania zabrakło mi tzw. efektu wow. Być może dużo wątków pobocznych i informacji niezwiązanych z samym tematem zbrodni za bardzo skupiły moją uwagę i zabrakło mi już miejsca na uważne śledzenie postępów głównego wątku. Książka z dużym potencjałem, który niestety w mojej opinii nie został wykorzystany właściwie.
Spokojne, małomiasteczkowe życie trzech budowlańców ulega zmianie na skutek przyjętego przez nich zlecenia. Z pozoru zwykła propozycja pracy zamienia się w walkę na śmierć i życia i zmusi ich do podjęcia działania. Kto stoi za tymi wydarzeniami ? Czy to tylko nieszczęśliwy zbieg okoliczności lub seria przypadków ? A może jakaś niewidzialna "ręka" steruje ich życiem ? Czy to...
Zastanawiam się, co wspólnego ma „linia Maginota” z tytułem tej książki? Przychodzą mi na myśl różne skojarzenia i propozycje, jednak nie wszystkie celnie oddają ducha tej powieści. Skojarzeniem najwierniej oddającym przesłanie tej lektury jest – w mojej ocenie - próba zmierzenia się autora z odseparowaniem zła od dobra, podział na ludzi dobrych i złych, wykorzystujących słabości tych pierwszych.
Bohaterów powieści podzieliłabym na dwie grupy: tych dobrych i naiwnych, uciekających przed szukającymi ich przestępcami oraz złych – przestępców i morderców. Adam – prowadzący małą firmę budowlaną – padł ofiarą obecnego systemu gospodarczego oraz niezdrowych i nieczystych układów, które zawładnęły naszym krajowym biznesem. Wiecznie pod kreską i z długami, wykonuje prace na budowach jako podwykonawca. Codziennie zmaga się z problemem zapłaty wynagrodzenia dla pracowników, materiały budowlane bierze na kredyt, a na dodatek wykonawca ociąga się z zapłatą za wykonane prace. Typowy polski krajobraz boomu budowlanego ostatnich lat. Jak często postępują firmy z tej branży? Wziąć wielkie zlecenie, wykorzystać podwykonawcę, znaleźć mnóstwo wydumanych usterek, nie odebrać wykonanych prac i nie zapłacić, a kasę od inwestora zwinąć dla siebie. I tak można się bogacić kosztem innych.
Bohater - jako przypadkowy świadek morderstwa na deweloperze – musi uciekać, gdyż stał się niewygodny, za dużo widział, a jeszcze na dodatek domagał się zapłaty. Przed nim i jego przyjaciółmi masa problemów, nieustanne ucieczki, pościgi, depczący im po piętach obcokrajowcy za wschodniej granicy są tuż krok za nimi.
„Chcemy urabiać świat jak ciasto, które surowe, nie nadaje się do jedzenia, natomiast z paroma dodatkami i spędziwszy chwilę w piekarniku, może zachwycić smakiem”.
Jak się jednak okaże w trakcie lektury głównym bohaterem jawi się Adrian, przedstawiciel handlowych firmy sprzedającej ceramikę. Z początku jego udział w całej akcji wydaje się przypadkowy, ale tak naprawdę to on jest motorem napędowym całej akcji i stoi za rozwiązaniem zagadki morderstwa. Autor doskonale wnika w psychikę głównych bohaterów, przedstawia ich rysy psychologiczne, zmagania z problemami i swoimi słabościami. Bez charakterystyki psychologicznej bardzo trudno byłoby zrozumieć ich położenie, oraz – czasami niezrozumiałe – postępowanie. Dlaczego uciekali, skoro nic złego nie zrobili? Dlaczego pozwolili, aby inni nimi sterowali? Co powodowało, że byli tak ulegli i brak było w nich woli walki?
Tytułowa Linia Maginota:
„ Jest pięknym symbolem tego, co nas charakteryzuje. Dążenie człowieka do kierowania własnym losem, a nie bycia bezwładnym listkiem na tafli rzeki. Tamta linia umocnień miała być jak tama na rzece. Teraz my jesteśmy taką samą, ale nasza cicha organizacja ma za zadanie nie tylko zatrzymywać i niszczyć wrogów, ale również kreować nową rzeczywistość”.
O ile z początku akcja się rozwija stopniowo i w miarę przewidywalnie, to już później trochę dziwności nadało jej pojawienie się skorumpowanych policjantów, dziwnych układów, psychologicznych zagrywek i prowokacji. Później pojawiły się komplikacje, rozwój wypadków zmierzał w kierunku, którego się nie spodziewałam, trochę się w tym wszystkim zagubiłam i nie mogłam odnaleźć. Końcówka książki zmęczyła mnie i musiałam nabrać siły, aby brnąć dalej.
Linia Maginota to opowiedziana z sarkazmem historia będąca przestrogą dla naiwnych przedsiębiorców, którzy myślą, że mając jednego czy dwóch pracowników zawojują świat. Starcie z rzeczywistością staje się dla nich bolesne i zaskakujące. Giną płonne nadzieje i wiara w uczciwość tego świata. Często tam gdzie są duże pieniądze, uczciwość mija się z nimi z przejściu i podąża w przeciwnym kierunku. Otwarcie się kraju na świat potęguje napływ nieuczciwych pseudobiznesmenów do Polski, których jedynych celem jest wykorzystać i oszukać naiwnych, szybko zarobić duże pieniądze, oczywiście jak najmniejszym nakładem pracy.
Powieść jest napisana w miarę dostępnym językiem, jednak sporo w niej wulgaryzmów, ale być może inaczej pewnych rzeczy nie można przekazać czy też wyraźniej zaakcentować. Musi brzmieć mocno i groźnie, przecież mamy wątek kryminalny w tle. Autor stworzył dużo portretów psychologicznych bohaterów, ale to na plus tej powieści, jeżeli ktoś oprócz typowej akcji lubi balansować w umysłach bohaterów. Dla mnie to wejście w postać pozwala lepiej rozumieć jej postępowanie i powstrzymać się od krytyki jej zachowania.
Jeżeli ktoś nie zna jeszcze realiów wielkiego biznesu to sięgając po tę powieść może się przekonać, jakie zasady żądzą tym brutalnym światem, jakie wartości są tam cenione i co jest dla nich najważniejsze.
Zastanawiam się, co wspólnego ma „linia Maginota” z tytułem tej książki? Przychodzą mi na myśl różne skojarzenia i propozycje, jednak nie wszystkie celnie oddają ducha tej powieści. Skojarzeniem najwierniej oddającym przesłanie tej lektury jest – w mojej ocenie - próba zmierzenia się autora z odseparowaniem zła od dobra, podział na ludzi dobrych i złych, wykorzystujących...
Akcja książki dzieje się w środowisku budowlańców, i to właśnie ich codzienne problemy są w dużej mierze głównym wątkiem. Widać, że autor włożył sporo wysiłku w zebranie informacji i opisanie wszystkich technicznych aspektów związanych z pracą na budowie. To, co od razu przykuło moją uwagę to język, jakim posługuje się autor – bardzo plastyczny, poprawny, zmieniający się w zależności od tego, którego z bohaterów autor uczynił narratorem.
Sam początek książki była bardzo obiecujący, a zarazem wciągający. Mamy trupa, ciekawie wykreowane postaci, intrygę, tajemnicę i pościg jak w filmie sensacyjnym. Niestety im bardziej akcja parła do przodu, tym bardziej nielogiczna i pokręcona się stawała. Mimo że większość bohaterów polubiłam i im kibicowałam (no może poza Patrykiem) to nie do końca rozumiem ich wybory i pewne zachowania. Doceniam jednak to, że autor nie potraktował swoich bohaterów stereotypowo, przynajmniej nie wszystkich.
Zaskoczyło mnie, że bohaterowie „Linii Maginota” tak dużo i chętnie opowiadają o sobie, zwłaszcza obcym, przed chwilą poznanym osobom. W książce występuje kilku głównych bohaterów i w zasadzie każdy z nich przedstawił nam swoją historię życia. Odciągało to moją uwagę od głównego wątku, a szkoda, bo przesłanie, jakie wyłania się na końcu książki, jest warte zatrzymania na chwilę i przemyślenia.
www.wszystkieksiazkimowia.pl
Akcja książki dzieje się w środowisku budowlańców, i to właśnie ich codzienne problemy są w dużej mierze głównym wątkiem. Widać, że autor włożył sporo wysiłku w zebranie informacji i opisanie wszystkich technicznych aspektów związanych z pracą na budowie. To, co od razu przykuło moją uwagę to język, jakim posługuje się autor – bardzo plastyczny, poprawny, zmieniający się w...
Książka pisana żywym, przaśnym językiem, jest trup, jest tajemnica... ale jednak jakoś nie zaskoczyło. Nie doczytałem do końca. Nie jest to zła książka, po prostu mi nie podeszła.
Książka pisana żywym, przaśnym językiem, jest trup, jest tajemnica... ale jednak jakoś nie zaskoczyło. Nie doczytałem do końca. Nie jest to zła książka, po prostu mi nie podeszła.
".....a oni gadali gadali gadali."-szczególnie pod koniec. :) Ale w sumie da się przeczytać.
".....a oni gadali gadali gadali."-szczególnie pod koniec. :) Ale w sumie da się przeczytać.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka ta jest debiutem literackim autora. I muszę przyznać, że mam co do niej trochę mieszane uczucia.
Adam jest właścicielem firmy budowlanej, która znajduje się na granicy opłacalności. Ostatnie zlecenie okazuje się być tym najgorszym w życiu. Adam staje się świadkiem morderstwa i od tego czasu jemu i jego ludziom grozi niebezpieczeństwo.
Autor w swojej książce bardzo szczegółowo opisuje funkcjonowanie branży budowlanej. I muszę przyznać, że tutaj dokonał świetnego przygotowania w tym temacie. Branża budowlana nie do końca jest mi tak obca, gdyż mój mąż pracował w niej przez 15 lat, także sama co nieco o tym wiem. Nie każde zlecenie okazuje się tym właściwym. Ciągłe ściganie o przelewy, niedotrzymanie umowy i wieczne przekręty. Branża budowlana zawsze ma szereg konkurencji i ciężko utrzymać się na rynku.
„Chcemy urabiać świat jak ciasto, które surowe, nie nadaje się do jedzenia, natomiast z paroma dodatkami i spędziwszy chwilę w piekarniku, może zachwycić smakiem.”
Główni bohaterowie to trzej budowlańcy – Adam, Ryszard i Patryk. Każdy z nich ledwo wiąże koniec z końcem. Ich kreacja jest dogłębna, Aleksandrowicz zagłębił się w ich psychologiczną część, poświęcając temu dużo opisów z ich życia i postępowania. Myślę, że ten zabieg został trochę przesadzony, a sami bohaterowie zostali przez to odrobinę przerysowani.
Mamy tutaj morderstwo jak na kryminał przystało. Odniosłam jednak wrażenie, że wątki poboczne czasem zbyt mocno przysłaniały główną intrygę na której autor powinien się bardziej skupić. Sama w sobie, intryga jest interesująca, zachęcająca po brnięcie w nią dalej, jednak czasem odrobinę przewidywalna. Autor poświęcając dużo uwagi pobocznym wątkom odciągnął moją uwagę od właściwego tematu. Niemniej czuć, że książka ma potencjał, który nie do końca został wykorzystany. Powieść napisana prostym, wręcz dosadnym językiem niepozbawionym wulgaryzmów.
Podobało mi się to, że Maksym Aleksandrowicz porusza w swojej powieści destabilizację polskiej gospodarki.
Początkowo akcja rozwija się powoli i przewidywalnie, dopiero później w miarę jak pojawiali się inni bohaterowie nabierała jakiegoś rozmachu. Jednak nie wszystko było jasne i trochę się w tym pogubiłam. A zakończenie nie do końca mnie satysfakcjonuje.
"Linia Maginota" to powieść w której wyczuwalny jest potencjał autora, jednak nie do końca został wykorzystany. Książka ta przedstawia nam realia rządzące w brutalnym świecie wielkiego biznesu. Jeśli jesteście ich ciekawi, sięgnijcie po tę pozycję.
Książka ta jest debiutem literackim autora. I muszę przyznać, że mam co do niej trochę mieszane uczucia.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAdam jest właścicielem firmy budowlanej, która znajduje się na granicy opłacalności. Ostatnie zlecenie okazuje się być tym najgorszym w życiu. Adam staje się świadkiem morderstwa i od tego czasu jemu i jego ludziom grozi niebezpieczeństwo.
Autor w swojej książce bardzo...
Dawno nie czytałam żadnego thrillera gospodarczego i czas było to zmienić. Linia Maginota to debiut literacki Maksyma Aleksandrowicza, a tak się składa, że Lubię testować propozycje początkujących pisarzy.
Firmę budowlaną Adama dopadł kryzys, aby dalej prosperować na rynku musi szybko znaleźć rozwiązanie na wyjście z finansowego dołka. Nowe zlecenie miało być ostatnią deską ratunku, a okazało się gwoździem do trumny i to w dosłownym znaczeniu. Pech sprawił, że Adam mimo woli stał się świadkiem morderstwa, na którym nie kończą się jego problemy. Wysoko postawieni ludzie chcą wyeliminować przypadkowego widza, aby móc zrealizować swój plan...
Linia Maginota nie za wiele ma wspólnego z klasyką gatunku, co może zatrwożyć. Długi wstęp, zamiast elektryzować wątkiem tajemniczego morderstwa bardzo, ale to bardzo szczegółowo przybliżył mi realia funkcjonowania branży budowlanej. Tak w skrócie -mikro przedsiębiorcom nie jest lekko, co skrzętnie wykorzystują rekiny biznesu. Wspomniane preludium było jednak potrzebne, żeby zrozumieć dalszą część historii. Dodatkowo garść biznesowych faktów nadała fabule określony koloryt. Przechodząc do dalszej części fabuły i królujących w niej bohaterów- Adam okazał się postacią depresyjną i nie do końca spójną, przez co długo nie mogłam dostrzec wyższego sensu tej opowieści. Pozostali panowie budowlańcy pozostawiali jeszcze więcej do życzenia. Nie wiem, dlaczego zostali przedstawieni w krzywym zwierciadle, bo mnie osobiście ten zabieg bardzo odstraszył. Przez pierwszy etap historii przebrnęłam z bólem, nie przepadam za wysublimowanym melodramatyzmem, który kojarzy mi się głównie z powieściami obyczajowymi. A to przecież miał być thriller...
Maksym Aleksandrowicz sporo uwagi przyłożył do elementów związanych z tworzeniem psychologii postaci. W tej materii również trochę przedobrzył, zamiast charakterologicznej wyrazistości dostałam cały pakiet przerysowanych osobowości. Długo wyczekiwana przeze mnie rehabilitacja nastąpiła gdzieś w połowie książki. Wtedy pojawiła się sensacja i w końcu miałam ciarki na plecach. Gdyby pominąć wydumane życiowe wywody bohaterów i rozbudowaną filozofię biznesu, można dostrzec ogromny potencjał zaproponowanego scenariusza. Nagłe pojawienie się Beaty popchnęło fabułę na właściwe tory. W samym sposobie prowadzenia śledztwa dostrzegłam sporo niedociągnięć. Bohaterowie drugoplanowi pozostawiają wiele do życzenia i są w większości przerażająco nieżyciowi. Seksistowskie poczynania jednego z nich doprowadziły u mnie do bolesnego paraliżu szarych komórek. Tam gdzie powinno stawić się kropkę, pojawiał się przecinek, tyczy się to szczególnie charakterystyki wprowadzanych postaci. Najpierw byłam zasypywana niepotrzebnymi szczegółami, a tam, gdzie faktycznie były one potrzebne już ich zabrakło. Zakończenie nie do końca mnie usatysfakcjonowało, liczyłam na mocniejszy finał
Linie Maginota bez wątpienia można zaliczyć do książek z potencjałem. Mimo niedociągnięć warsztatowych autora zaproponowana historia ma w sobie to coś, a dodatkowo skłania do zastanowienia się nad nieuczciwymi praktykami w branży budowlanej. Polecam fanom gatunku.
Dawno nie czytałam żadnego thrillera gospodarczego i czas było to zmienić. Linia Maginota to debiut literacki Maksyma Aleksandrowicza, a tak się składa, że Lubię testować propozycje początkujących pisarzy.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toFirmę budowlaną Adama dopadł kryzys, aby dalej prosperować na rynku musi szybko znaleźć rozwiązanie na wyjście z finansowego dołka. Nowe zlecenie miało być ostatnią...
"Science fiction zawsze zaczyna się już dziś (...)".
Ludzie chyba nigdy nie porzucą myśli o naprawianiu świata i kreowaniu nowej rzeczywistości pod fasadą własnych uprzedzeń i niszczenia wymyślonych wrogów. I nawet zło konieczne, jakie się z tym wiąże, nie zatrzyma samozwańczych "wizjonerów" w realizacji ich zbrodniczych planów.
Maksym Aleksandrowicz w przeszłości fascynował się paleontologią oraz oceanografią, ale nie wykonuje żadnego z tych zawodów. "Linia Maginota" to debiut literacki autora. Pod swoim imieniem i nazwiskiem prowadzi w sieci blog.
Adam to właściciel firmy budowlanej funkcjonującej w miasteczku na Dolnym Śląsku, która balansuje na granicy opłacalności, gdyż obecność w tej branży wiąże się z czekaniem na przelewy, łapaniem zleceń oraz utrzymaniem pracowników. Ostatnie zlecenie jest dla bohatera pechowe, gdyż zostaje on świadkiem morderstwa. Od tego momentu Adamowi i jego ludziom grozi niebezpieczeństwo.
Debiut Maksyma Aleksandrowicza jest książką nierówną, którą podzieliłabym na dwie odrębne części, jakie rozdziela morderstwo spinające całą fabułę. Pierwsza, zdecydowanie bardziej dopracowana ukazuje bowiem niezwykle trafną analizę funkcjonowania drobnych przedsiębiorców w branży budowlanej. Autor obnaża występujące w tym biznesie patologie, pokazując bezradność mikrofirm w obliczu takich rekinów, jakim jest przedsiębiorstwo Janusza Biłgorajskiego. Przemyślenia Adama, jego wnioski oraz poczucie niesprawiedliwości brakiem efektów wykonywania uczciwej pracy to niestety rzeczywistość wielu podwykonawców w naszym kraju. Warstwa ta więc z pewnością świadczy o dobrym researchu samego tematu.
Druga część powieści nawiązująca stricte do samego tytułu to swoiste połączenie wartkiej akcji, wywodów filozoficznych, wątku teorii spiskowej oraz pojawienia się miłości. I właśnie w tej części moje główne zastrzeżenia kieruję do umiejscowienia obszernych dywagacji Karola Schmittleina w punkcie kulminacyjnym całej akcji powieści, co niestety okazało się mało realistyczne. Moje zdumienie wywołało również mało racjonalne zachowanie Beaty w obliczu całej sytuacji oraz jej zbyt powierzchowna kreacja psychologiczna. Mam wrażenie, jakoby ta część pisana była na szybko, bez pogłębionej analizy, co w porównaniu z pierwszą, daje się niestety wyraźnie odczuć.
Abstrahując jednak od błędów warsztatowych autora, które da się przecież w jego kolejnych książkach uniknąć, sama historia Adama i afery, w jaką zupełnie przypadkiem został wplątany, wywołuje szereg refleksji w temacie reżyserowania przez tajne organizacje pewnych zjawisk w skali mikro i makro ekonomicznej. W obliczu tego bowiem, autor klarownie wyjaśnia pomysł na tytuł swojej książki oraz ukazuje, dość obszernie, niuanse rozgrywania "partii szachów za kulisami", a co za tym idzie, wpływania na losy świata. Dla mnie jako dla osoby lubującej się w zgłębianiu wszelakich teorii spiskowych, warstwa ta okazała się niezwykle zajmująca i ciekawa. Myślę, że zaintrygowanie czytelnika może wzbudzić także wzmianka o pewnym unikalnym systemie namierzenia pojazdów w czasie rzeczywistym.
Maksym Aleksandrowicz w swoim debiucie pokazał, że ma coś do powiedzenia, ale nie da się ukryć, że przed autorem jeszcze sporo pracy stricte warsztatowej. Z pewnością jednak sam temat posiada potencjał, a możliwość jego kontynuacji poprzez pozostawienie otwartego zakończenia, wydaje się niezwykle pociągająca.
https://www.subiektywnieoksiazkach.pl/
"Science fiction zawsze zaczyna się już dziś (...)".
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toLudzie chyba nigdy nie porzucą myśli o naprawianiu świata i kreowaniu nowej rzeczywistości pod fasadą własnych uprzedzeń i niszczenia wymyślonych wrogów. I nawet zło konieczne, jakie się z tym wiąże, nie zatrzyma samozwańczych "wizjonerów" w realizacji ich zbrodniczych planów.
Maksym Aleksandrowicz w przeszłości...
(…) Autor skupił się na kreowaniu postaci, żmudnym tworzeniu ich psychologicznych portretów i całkiem wiarygodnych historii. I nie czułam się wcale rozczarowana. Zamiast krwistej sensacji z gospodarczymi zawirowaniami w tle, dostałam – jak mi się na początku wydawało – całkiem niezły dramat społeczny, czyli coś, co naprawdę lubię. Długaśne retrospekcje czy peregrynacje w głąb psychiki bohaterów zepchnęły fabułę na dalszy plan. Podobał mi się styl, podobał mi się język, podobały mi się autentyczne dialogi. Odczuwałam realne zainteresowanie nie tyle fabułą, co właśnie postaciami i ich historiami. I wszystko szło w dobrą stronę. Sensacyjno-kryminalne wydarzenia wciąż wydarzały się w tle, przykuwając coraz więcej mojej uwagi, a ja byłam pod wrażeniem zamysłu i konstrukcji Linii Maginota.
I nagle stało się coś, czego nie potrafię w żaden sposób zrozumieć. Całkowicie nieuzasadnione i pozbawione jakiegokolwiek sensu postępowanie jednej z bohaterek zburzyło ten żmudnie i konsekwentnie tworzony świat. I było to pierwsze z wielu naiwnych rozwiązań fabularnych. Do tego momentu wszystko wydawało się być spójne, przemyślane i konsekwentne. Później było już tylko gorzej.
Cała recenzja: https://bialemebelki.pl/recenzja-linia-maginota/
(…) Autor skupił się na kreowaniu postaci, żmudnym tworzeniu ich psychologicznych portretów i całkiem wiarygodnych historii. I nie czułam się wcale rozczarowana. Zamiast krwistej sensacji z gospodarczymi zawirowaniami w tle, dostałam – jak mi się na początku wydawało – całkiem niezły dramat społeczny, czyli coś, co naprawdę lubię. Długaśne retrospekcje czy peregrynacje w...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toLinia Maginota to historia trzech budowlańców, którzy zostają wplątani w wielką aferę i morderstwo. Każdy z nich ledwo wiąże koniec z końcem. Razem próbują stawić czoła trudnej sytuacji na rynku. Mają rodziny do wykarmienia i plany na przyszłość. Kiedy zleceniodawca zwleka z płatnościami zaczynają się problemy. Sytuacja staje się nerwowa i zaczynają się waśnie. Jakby tego było mało jeden z kumpli jest świadkiem morderstwa. Życie całej trójki jest w niebezpieczeństwie i muszą podjąć odpowiednie kroki, aby uniknąć podobnego losu. Okazuje się, że sprawa jest grubsza niż się wydaje, a rozkazy wydaje ktoś, komu zależy na destabilizacji polskiej gospodarki. Kto w ostatecznym rozliczeniu okaże się wrogiem, a kto sprzymierzeńcem? Czy w takiej sytuacji można liczyć na przyjaciela? Czy władza i żądza pieniądza przesłoni im oczy? Kto pociąga za sznurki i jaki ma w tym cel? Komu można ufać? Tego dowiecie się czytając powyższą pozycję.
Linia Maginota to historia trzech budowlańców, którzy zostają wplątani w wielką aferę i morderstwo. Każdy z nich ledwo wiąże koniec z końcem. Razem próbują stawić czoła trudnej sytuacji na rynku. Mają rodziny do wykarmienia i plany na przyszłość. Kiedy zleceniodawca zwleka z płatnościami zaczynają się problemy. Sytuacja staje się nerwowa i zaczynają się waśnie. Jakby tego...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toLinia Maginota to historia trzech budowlańców, którzy zostają wplątani w wielką aferę i morderstwo. Każdy z nich ledwo wiąże koniec z końcem. Razem próbują stawić czoła trudnej sytuacji na rynku. Mają rodziny do wykarmienia i plany na przyszłość. Kiedy zleceniodawca zwleka z płatnościami zaczynają się problemy. Sytuacja staje się nerwowa i zaczynają się waśnie. Jakby tego było mało jeden z kumpli jest świadkiem morderstwa. Życie całej trójki jest w niebezpieczeństwie i muszą podjąć odpowiednie kroki, aby uniknąć podobnego losu. Okazuje się, że sprawa jest grubsza niż się wydaje, a rozkazy wydaje ktoś, komu zależy na destabilizacji polskiej gospodarki. Kto w ostatecznym rozliczeniu okaże się wrogiem, a kto sprzymierzeńcem? Czy w takiej sytuacji można liczyć na przyjaciela? Czy władza i żądza pieniądza przesłoni im oczy? Kto pociąga za sznurki i jaki ma w tym cel? Komu można ufać? Tego dowiecie się czytając powyższą pozycję.
Linia Maginota to historia trzech budowlańców, którzy zostają wplątani w wielką aferę i morderstwo. Każdy z nich ledwo wiąże koniec z końcem. Razem próbują stawić czoła trudnej sytuacji na rynku. Mają rodziny do wykarmienia i plany na przyszłość. Kiedy zleceniodawca zwleka z płatnościami zaczynają się problemy. Sytuacja staje się nerwowa i zaczynają się waśnie. Jakby tego...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZderzenie z polską rzeczywistością
Każdy przedsiębiorca rozpoczynający prowadzenie działalności gospodarczej w Polsce wie, że nie jest to łatwy kawałek chleba. Wyższe uczelnie każdego roku wypluwają kolejnych absolwentów nikomu nie potrzebnych kierunków, a jeśli student nie ma w sobie przebojowości, nie ma jasno sprecyzowanych zainteresowań, które przynoszą mu profity jeszcze na studiach, to jego przyszłość rysuje się w dość szarych barwach. Zderzenie z rynkiem pracy jest dość brutalne, a wysokie koszty pracy i mentalność przedsiębiorców, nie sprzyjają zatrudnieniu i godnemu wynagrodzeniu. Efekt jest taki, że – ratując się – absolwenci starają się pozyskiwać dotacje i robić cokolwiek, by nie zasilać szeregów bezrobotnych. Zwykle uciekają w branże usługową, najmniej kapitałochłonną, balansując na krawędzi do chwili, kiedy już dłużej nawet przed sobą nie mogą udawać, że taka aktywność ma sens…
Mniej więcej taki scenariusz napisało życie dla Adama, właściciela firmy budowlanej, z trudem wiążącego koniec z końcem. Szukając zatrudnienia trafił on do branży budowlanej, ta zaś wciągnęła go na tyle, że pragnął się poświecić temu tematowi, stając się coraz lepszym pracownikiem, a w końcu – właścicielem firmy. Tyle tylko, że w tej branży konkurencja okazała się dość silna, zaś zlecenia i ich realizacja – mocno uzależnione od pogody – nie dość że nie pojawiają się często, to jeszcze stawki dla podwykonawców są żenująco niskie.
Tymczasem Adam musi zarobić nie tylko na opłaty i na siebie, ale jeszcze na dwóch pracowników, Ryszarda i Patryka. W rezultacie sam oszczędza na wszystkim, przypominając bardziej bezdomnego niż właściciela firmy, takie funkcjonowanie zresztą coraz mniej mu odpowiada. Na dodatek ostatnie zlecenie, którego się podjął, okazało się być źródłem rozlicznych problemów, nie tylko z wierzycielami, którzy domagają się płatności za zakupione materiały, ale i ze zleceniodawcą, który uchyla się od płatności i grozi zerwaniem umowy. W najczarniejszym nawet scenariuszu Adam nie wyobraża sobie, że próba kontaktu z niesolidnym partnerem może skończyć się brawurową ucieczką i obawą o swoje życie. Mężczyzna staje się bowiem świadkiem prawdopodobnie egzekucji, zaś mordercy rzucają się za nim w pościg…
Tak zaczyna się debiutancka powieść autorstwa Maksyma Aleksandrowicza, pt. „Linia Maginota”. Opublikowana nakładem Wydawnictwa Novae Res książka, to całkiem sprawnie napisany kryminał, może niezupełnie wolny od niedociągnięć, ale z pewnością warty przeczytania. Sięgnąć po niego mogą nie tylko zwolennicy nagłych zwrotów akcji i intryg, ale wszyscy, którzy wraz z Adamem i innymi bohaterami dzielą ból egzystowania w polskiej, niełatwej rzeczywistości.
Czy Adam rzeczywiście ma się czego obawiać? Kim są przestępcy, którzy nie tylko pozbawili życia człowieka na budowie, ale ścigają teraz Adama? Co to za tajna międzynarodowa organizacja, która ma dojścia do najwyższych szczebli władzy? Odpowiedzi na te pytania szukać będziemy podczas lektury książki „Linia Maginota”. Choć fabuła może się wydawać nieco zbyt naciągana, zaś sama intryga niezwykle zawikłana, to jednak warto zagłębić się w tę kryminalną zagadkę zastanawiając się przy tym, czy wydarzenia opisane w książce rzeczywiście są aż tak mało realne, czy może bezpieczniej będzie nam w to uwierzyć.
Niezależnie od tej konspiracyjno-sensacyjnej warstwy, na uwagę zasługują skonstruowani przez Aleksandrwoicza bohaterowie, a także same opisy – zarówno życia społeczno-gospodarczego, jak i samej akcji. Dbałość o szczegóły, pewien fatalizm i rozczarowanie polskim systemem przebija z każdej strony, trudno jednak nie zgodzić się z wieloma spostrzeżeniami autora / bohaterów, trudno też nie poczuć się częścią tej polskiej rzeczywistości. To wszystko sprawia, że po zakończeniu lektury nie pozostaje nam nic innego, jak tylko czekać na kolejną powieść autora – jestem przekonana, że powinna się pojawić …
Zderzenie z polską rzeczywistością
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKażdy przedsiębiorca rozpoczynający prowadzenie działalności gospodarczej w Polsce wie, że nie jest to łatwy kawałek chleba. Wyższe uczelnie każdego roku wypluwają kolejnych absolwentów nikomu nie potrzebnych kierunków, a jeśli student nie ma w sobie przebojowości, nie ma jasno sprecyzowanych zainteresowań, które przynoszą mu profity...
Książkę uważam za dobrą. Nie ma tragedii ani zachwytu. Bardzo podoba mi się styl pisania autora i jest to jeden z powodów, dla których z całą pewnością powinien pisać dalej. Wiem, że ta powieść jest częścią składową większej historii, która krwi w głowie autora. Mam nadzieję, że kiedyś będę mogła ją przeczytać. Polecam, gdy gdyż uważam ten tytuł za interesujący.
Książkę uważam za dobrą. Nie ma tragedii ani zachwytu. Bardzo podoba mi się styl pisania autora i jest to jeden z powodów, dla których z całą pewnością powinien pisać dalej. Wiem, że ta powieść jest częścią składową większej historii, która krwi w głowie autora. Mam nadzieję, że kiedyś będę mogła ją przeczytać. Polecam, gdy gdyż uważam ten tytuł za interesujący.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to"Linia Maginota" autorstwa debiutującego pisarza Maksyma Aleksandrowicza, jest intrygującym kryminałem, którego realia osadzone są w ówczesnej Polsce. Aleksandrowicz, w książce przedstawił realia polskich robotników budowlanych na tle międzynarodowej intrygi gospodarczej i społecznej, w którą zostali nieświadomie uwikłani.
"Linia Maginota" to pierwsza książka Maksyma Aleksandrowicza i trudno cokolwiek napisać o jego dorobku literackim. W ogóle zabrało w opisie książki i na okładce jakiejkolwiek wzmianki czy informacji na temat autora i jego literackiego dossier.
Głównymi bohaterami kryminału są trzej budowlańcy. Adam, właściciel firmy budowlanej, ledwo wiążący koniec z końcem. Ryszard i Patryk, jego zatrudnieni pracownicy. Ważną role w opowieści odegrała postać Artura Nowicka, przedstawiciela handlowego, zajmującego się sprzedażą kafli.
Akcja rozgrywa się na przestrzeni kilku dni w jednym z małych, podupadłych miasteczek położonych na Dolnym Śląsku.
Fabuła przedstawia się następująco, Adam jako właściciel firmy budowlanej dostał zlecenie wykonania prac wykończeniowych w większym projekcie budowlanym. Gdy okazało się, że prezes konsorcjum chce Adama i jego pracowników oszukać, nie wypłacić zaległej kwoty pieniężnej za wykonane zlecenie, Adam postanawia rozmówić się ostatecznie z prezesem Biłgorajskim. W tym celu udaje się na teren budowy, gdzie przypadkiem zostaje świadkiem morderstwa prezesa. W ferworze wydarzeń, udaje mu się uciec przestępcom, ale Adam i jego pracownicy są ścigani i znajdują się w niebezpieczeństwie. Przestępcami są członkowie tajnej międzynarodowej organizacji, mającej dojścia do najwyżej położonych szczebli władzy państwowej, która dąży do destabilizacji polskiej gospodarki.
"Linia Maginota" zawiera w sobie dobrze wymyśloną i skonstruowaną intrygę kryminalną, aczkolwiek w pewnych momentach zabrakło mi wewnętrznej spójności tekstu, co z kolei przełożyło się na mniejszą siłę przekonywania opowiadanej historii.
W książce zostały poruszone problemy polskich, małomiasteczkowych robotników budowlanych. Realia życia z jakimi bohaterowie muszą się borykać, nie są łatwe. Autor również skrytykował zachowania, sposób życia i obycia oraz perspektywy polskiej klasy robotniczej, pochodzącej z niższej warstwy społecznej, będących ofiarami ustroju społecznego i politycznego.
Aleksandrowicz w książce, poświęcił dużo miejsca opisom życia bohaterów, ich opowieści życiowych i wyjaśnieniem tego, w jaki sposób i dlaczego bohaterowie postępują, zachowują i podejmują takie, a nie inne decyzje życiowe. Tłumaczeniem jak ważną rolę w opowieści odgrywają doświadczenia życiowe Adama, Ryszarda, Patryka, a także Artura i jak wpływają na ich postępowania, często tłumacząc ich samych.
"Linia Maginota" to powieść sensacyjna z wieloma pobocznymi wątkami, które za bardzo przesłoniły główną intrygę. Być może, był to świadomy zamiar autora, chociaż pojawianie się opowieści w opowieści, nie spowodowało istotnych konsekwencji dla głównej opowieści.
Książka napisana z polotem, prostym i dosadnym językiem. Często okraszona wulgaryzmami. Autor świetnie nakreślił i wykreował postacie występujące w opowieści. Sama intryga kryminalna jest dobrze skonstruowana, ciekawa, jak i wciągająca, niemniej jednak w niektórych momentach jest trochę naciągana i do przewidzenia. Zakończenie zaskoczyło mnie i rozczarowało. W mojej ocenie druga połowa książki jest dużo słabsza. A szkoda, bo zarys fabuły jest ciekawy. Misternie skonstruowana intryga kryminalna przygasła na tle innych akcentów opowieści.
http://lifestyllook.blogspot.com/2019/05/linia-maginota-maksym-aleksandrowicz.html#more
"Linia Maginota" autorstwa debiutującego pisarza Maksyma Aleksandrowicza, jest intrygującym kryminałem, którego realia osadzone są w ówczesnej Polsce. Aleksandrowicz, w książce przedstawił realia polskich robotników budowlanych na tle międzynarodowej intrygi gospodarczej i społecznej, w którą zostali nieświadomie uwikłani.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to"Linia Maginota" to pierwsza książka Maksyma...
Przeczytałem tę książkę dwa razy. Pierwsza reakcja: niezły kryminał, ale coś mi tu nie pasowało. Odłożyłem na parę dni i przeczytałem ponownie. I konstatacja: to nie jedna, ale kilka równoległych narracji.
Po pierwsze, nieźle skonstruowana, wartka fabuła, niemal gotowy scenariusz na filmowy kryminał dla Vegi czy Pasikowskiego. Z wplecioną w treść odważną „political fiction” symbolizowaną tu przez tytułową „linię Maginota”…
Tylko że autora najwyraźniej kręci coś jeszcze, coś z całkiem innych bajek.
Maksym Aleksandrowicz, po drugie, realizuje misję publicysty, oskarżycielsko obnażającego patologie jakie niszczą (niszczyły?) drobny biznes budowlany. Na oko, bardzo trafna diagnoza.
Ale to nadal nie wszystko. Jest tu zaskakująco obfity ładunek... no właśnie czego: wiedzy?, intuicji? wrażliwości aksjologicznej? Książka nasycona jest refleksjami z pogranicza psychologii, czy wręcz filozofii. Ludzkie charaktery zarysowane klarownie, jakby zero-jedynkowo, ale jeśli się im lepiej przyjrzeć, to autor wyznaje formułę jin-yang… I stosuje ją, ale bez przesady. Jest tu diabolicznie czyste zło, które uosabia Karol Schmittlein. Nie dość że dogłębnie cyniczny mega-mafioso, to jeszcze polakożerca. To zło zostaje przykładnie ukarane. Scena z przemysłowej hali, to mocne „bum!!!” puentujące fabułę kryminalną. Dobro zwycięża i czytelnik powinien być kontent.
Aliści pozostaje ów humanistyczny wymiar książki. Jakby obcy w tym całym brudnym kontekście. To właśnie zazgrzytało mi przy pierwszym czytaniu „Linii Maginota”. Rozwlekłe frazy różnych zwierzeń i wywodów bohaterów, tych dobrych i tych złych, opowieści autora przybliżające czytelnikowi te postacie i ich pokręcone losy, dziwacznie pojawiające się czasem w sytuacjach drastycznie niestosownych. To trudno odebrać jako wiarygodne. I taki jest pierwszy odruch, mogący zniechęcać do tej lektury.
No więc, tym zniechęconym zalecam ponowne wzięcie tej książki do ręki i przyjęcie optyki, która dopuszcza myśl, że autorowi chodzi o coś więcej niż fundowanie czytelnikowi skoków adrenaliny, jak to przy kryminałach. Zwłaszcza, że przerwane na końcu wątki, można odebrać jako sygnał, że będzie jakaś kontynuacja (?).
Podsumuję.
Jeśli dodać, że autor pisze w dobrym języku, zdyscyplinowanym i potoczystym (nie bawiąc się w pruderię, sporo tu wulgaryzmów, to fakt...), z zaskakującymi a celnymi metaforami, że w sumie to się najzwyczajniej dobrze czyta, odbieram „Linię Maginota” jako ciekawy, obiecujący debiut.
Przeczytałem tę książkę dwa razy. Pierwsza reakcja: niezły kryminał, ale coś mi tu nie pasowało. Odłożyłem na parę dni i przeczytałem ponownie. I konstatacja: to nie jedna, ale kilka równoległych narracji.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPo pierwsze, nieźle skonstruowana, wartka fabuła, niemal gotowy scenariusz na filmowy kryminał dla Vegi czy Pasikowskiego. Z wplecioną w treść odważną „political...
Spokojne, małomiasteczkowe życie trzech budowlańców ulega zmianie na skutek przyjętego przez nich zlecenia. Z pozoru zwykła propozycja pracy zamienia się w walkę na śmierć i życia i zmusi ich do podjęcia działania. Kto stoi za tymi wydarzeniami ? Czy to tylko nieszczęśliwy zbieg okoliczności lub seria przypadków ? A może jakaś niewidzialna "ręka" steruje ich życiem ? Czy to osobiste porachunki czy może afera na większą skalę ?
Czytając opis książki liczyłam na dobrze skonstruowaną intrygę, fabułę trzymającą w napięciu czy chociażby emocje, które pozostawią mnie w atmosferze niepewności. I z takim właśnie nadziejami przystąpiłam do lektury " Linii Maginota". Początkowo książka bardzo przypadła mi do gustu i z dużym zainteresowaniem śledziłam losy bohaterów, odkrywając kolejne elementy tajemniczej układanki. Były trupy, krew, pościg i walka o przetrwanie. Z każdym kolejnym rozdziałem zagadka ukryta na stronach książki stawała się dla mnie jednak coraz mniej realna i coraz mniej zrozumiała. Samo rozwiązanie zagadki i zakończenie tej historii być może są zaskakujące czy interesujące ale w mojej pamięci ciągle pozostawały mieszane uczucia związane z wcześniejszymi niejasnościami. Pomysł na fabułę interesujący ale w samym wykonania zabrakło mi tzw. efektu wow. Być może dużo wątków pobocznych i informacji niezwiązanych z samym tematem zbrodni za bardzo skupiły moją uwagę i zabrakło mi już miejsca na uważne śledzenie postępów głównego wątku. Książka z dużym potencjałem, który niestety w mojej opinii nie został wykorzystany właściwie.
Spokojne, małomiasteczkowe życie trzech budowlańców ulega zmianie na skutek przyjętego przez nich zlecenia. Z pozoru zwykła propozycja pracy zamienia się w walkę na śmierć i życia i zmusi ich do podjęcia działania. Kto stoi za tymi wydarzeniami ? Czy to tylko nieszczęśliwy zbieg okoliczności lub seria przypadków ? A może jakaś niewidzialna "ręka" steruje ich życiem ? Czy to...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZastanawiam się, co wspólnego ma „linia Maginota” z tytułem tej książki? Przychodzą mi na myśl różne skojarzenia i propozycje, jednak nie wszystkie celnie oddają ducha tej powieści. Skojarzeniem najwierniej oddającym przesłanie tej lektury jest – w mojej ocenie - próba zmierzenia się autora z odseparowaniem zła od dobra, podział na ludzi dobrych i złych, wykorzystujących słabości tych pierwszych.
Bohaterów powieści podzieliłabym na dwie grupy: tych dobrych i naiwnych, uciekających przed szukającymi ich przestępcami oraz złych – przestępców i morderców. Adam – prowadzący małą firmę budowlaną – padł ofiarą obecnego systemu gospodarczego oraz niezdrowych i nieczystych układów, które zawładnęły naszym krajowym biznesem. Wiecznie pod kreską i z długami, wykonuje prace na budowach jako podwykonawca. Codziennie zmaga się z problemem zapłaty wynagrodzenia dla pracowników, materiały budowlane bierze na kredyt, a na dodatek wykonawca ociąga się z zapłatą za wykonane prace. Typowy polski krajobraz boomu budowlanego ostatnich lat. Jak często postępują firmy z tej branży? Wziąć wielkie zlecenie, wykorzystać podwykonawcę, znaleźć mnóstwo wydumanych usterek, nie odebrać wykonanych prac i nie zapłacić, a kasę od inwestora zwinąć dla siebie. I tak można się bogacić kosztem innych.
Bohater - jako przypadkowy świadek morderstwa na deweloperze – musi uciekać, gdyż stał się niewygodny, za dużo widział, a jeszcze na dodatek domagał się zapłaty. Przed nim i jego przyjaciółmi masa problemów, nieustanne ucieczki, pościgi, depczący im po piętach obcokrajowcy za wschodniej granicy są tuż krok za nimi.
„Chcemy urabiać świat jak ciasto, które surowe, nie nadaje się do jedzenia, natomiast z paroma dodatkami i spędziwszy chwilę w piekarniku, może zachwycić smakiem”.
Jak się jednak okaże w trakcie lektury głównym bohaterem jawi się Adrian, przedstawiciel handlowych firmy sprzedającej ceramikę. Z początku jego udział w całej akcji wydaje się przypadkowy, ale tak naprawdę to on jest motorem napędowym całej akcji i stoi za rozwiązaniem zagadki morderstwa. Autor doskonale wnika w psychikę głównych bohaterów, przedstawia ich rysy psychologiczne, zmagania z problemami i swoimi słabościami. Bez charakterystyki psychologicznej bardzo trudno byłoby zrozumieć ich położenie, oraz – czasami niezrozumiałe – postępowanie. Dlaczego uciekali, skoro nic złego nie zrobili? Dlaczego pozwolili, aby inni nimi sterowali? Co powodowało, że byli tak ulegli i brak było w nich woli walki?
Tytułowa Linia Maginota:
„ Jest pięknym symbolem tego, co nas charakteryzuje. Dążenie człowieka do kierowania własnym losem, a nie bycia bezwładnym listkiem na tafli rzeki. Tamta linia umocnień miała być jak tama na rzece. Teraz my jesteśmy taką samą, ale nasza cicha organizacja ma za zadanie nie tylko zatrzymywać i niszczyć wrogów, ale również kreować nową rzeczywistość”.
O ile z początku akcja się rozwija stopniowo i w miarę przewidywalnie, to już później trochę dziwności nadało jej pojawienie się skorumpowanych policjantów, dziwnych układów, psychologicznych zagrywek i prowokacji. Później pojawiły się komplikacje, rozwój wypadków zmierzał w kierunku, którego się nie spodziewałam, trochę się w tym wszystkim zagubiłam i nie mogłam odnaleźć. Końcówka książki zmęczyła mnie i musiałam nabrać siły, aby brnąć dalej.
Linia Maginota to opowiedziana z sarkazmem historia będąca przestrogą dla naiwnych przedsiębiorców, którzy myślą, że mając jednego czy dwóch pracowników zawojują świat. Starcie z rzeczywistością staje się dla nich bolesne i zaskakujące. Giną płonne nadzieje i wiara w uczciwość tego świata. Często tam gdzie są duże pieniądze, uczciwość mija się z nimi z przejściu i podąża w przeciwnym kierunku. Otwarcie się kraju na świat potęguje napływ nieuczciwych pseudobiznesmenów do Polski, których jedynych celem jest wykorzystać i oszukać naiwnych, szybko zarobić duże pieniądze, oczywiście jak najmniejszym nakładem pracy.
Powieść jest napisana w miarę dostępnym językiem, jednak sporo w niej wulgaryzmów, ale być może inaczej pewnych rzeczy nie można przekazać czy też wyraźniej zaakcentować. Musi brzmieć mocno i groźnie, przecież mamy wątek kryminalny w tle. Autor stworzył dużo portretów psychologicznych bohaterów, ale to na plus tej powieści, jeżeli ktoś oprócz typowej akcji lubi balansować w umysłach bohaterów. Dla mnie to wejście w postać pozwala lepiej rozumieć jej postępowanie i powstrzymać się od krytyki jej zachowania.
Jeżeli ktoś nie zna jeszcze realiów wielkiego biznesu to sięgając po tę powieść może się przekonać, jakie zasady żądzą tym brutalnym światem, jakie wartości są tam cenione i co jest dla nich najważniejsze.
Zastanawiam się, co wspólnego ma „linia Maginota” z tytułem tej książki? Przychodzą mi na myśl różne skojarzenia i propozycje, jednak nie wszystkie celnie oddają ducha tej powieści. Skojarzeniem najwierniej oddającym przesłanie tej lektury jest – w mojej ocenie - próba zmierzenia się autora z odseparowaniem zła od dobra, podział na ludzi dobrych i złych, wykorzystujących...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAkcja książki dzieje się w środowisku budowlańców, i to właśnie ich codzienne problemy są w dużej mierze głównym wątkiem. Widać, że autor włożył sporo wysiłku w zebranie informacji i opisanie wszystkich technicznych aspektów związanych z pracą na budowie. To, co od razu przykuło moją uwagę to język, jakim posługuje się autor – bardzo plastyczny, poprawny, zmieniający się w zależności od tego, którego z bohaterów autor uczynił narratorem.
Sam początek książki była bardzo obiecujący, a zarazem wciągający. Mamy trupa, ciekawie wykreowane postaci, intrygę, tajemnicę i pościg jak w filmie sensacyjnym. Niestety im bardziej akcja parła do przodu, tym bardziej nielogiczna i pokręcona się stawała. Mimo że większość bohaterów polubiłam i im kibicowałam (no może poza Patrykiem) to nie do końca rozumiem ich wybory i pewne zachowania. Doceniam jednak to, że autor nie potraktował swoich bohaterów stereotypowo, przynajmniej nie wszystkich.
Zaskoczyło mnie, że bohaterowie „Linii Maginota” tak dużo i chętnie opowiadają o sobie, zwłaszcza obcym, przed chwilą poznanym osobom. W książce występuje kilku głównych bohaterów i w zasadzie każdy z nich przedstawił nam swoją historię życia. Odciągało to moją uwagę od głównego wątku, a szkoda, bo przesłanie, jakie wyłania się na końcu książki, jest warte zatrzymania na chwilę i przemyślenia.
www.wszystkieksiazkimowia.pl
Akcja książki dzieje się w środowisku budowlańców, i to właśnie ich codzienne problemy są w dużej mierze głównym wątkiem. Widać, że autor włożył sporo wysiłku w zebranie informacji i opisanie wszystkich technicznych aspektów związanych z pracą na budowie. To, co od razu przykuło moją uwagę to język, jakim posługuje się autor – bardzo plastyczny, poprawny, zmieniający się w...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka pisana żywym, przaśnym językiem, jest trup, jest tajemnica... ale jednak jakoś nie zaskoczyło. Nie doczytałem do końca. Nie jest to zła książka, po prostu mi nie podeszła.
https://xpil.eu/maksym-aleksandrowicz-linia-maginota/
Książka pisana żywym, przaśnym językiem, jest trup, jest tajemnica... ale jednak jakoś nie zaskoczyło. Nie doczytałem do końca. Nie jest to zła książka, po prostu mi nie podeszła.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo tohttps://xpil.eu/maksym-aleksandrowicz-linia-maginota/