Co tu dużo gadać? Eperonsowe wydanie dwóch esejów Derridy to translatorski żart i edytorski koszmar. Kolejny po sknoconych przez tłumaczy książkach Deleuze'a, innych Derridy czy nawet Petera Handkego. Zresztą lepiej niż ja kiedykolwiek byłbym w stanie rozprawił się z krakowskim wydawnictwem Piotr Sadzik (http://artpapier.com/index.php?page=artykul&wydanie=356&artykul=6999):
"Nie piszę tego wszystkiego z satysfakcją, zdaję sobie sprawę z trudności związanych z przekładaniem Derridy, a chyba każdy, kto próbował podjąć się tego zadania (wliczając mnie samego), ma za sobą doświadczenie porażki. Jednocześnie odczuwam pomieszane z irytacją znużenie, musząc pisać tekst, który w gruncie rzeczy powstał już 20 lat temu. Michał Paweł Markowski na łamach „Literatury na Świecie” punktował wówczas błędy popełnione przez Bogdana Banasiaka, widząc w jego przekładzie synekdochę praktyk polskich tłumaczy zajmujących się dziełami Derridy. Materiałem, który dostarczył koronnych argumentów za taką tezą, było zresztą Banasiakowe tłumaczenie Derridiańskich „Eperons”, tj. „Ostróg”. Wyrazem niemałego poczucia humoru założycieli oficyny Eperons-Ostrogi, wydawcy tomu „O apokalipsie”, jest więc już jej nazwa, która z uwagi na odbywającą się w niej pracę przekładu przywołuje nieuchronnie pamięć o fatalnych tłumaczeniach prac Derridy. Fatalność ta przemienia się jednak powoli w fatalizm, nieuchronność, z jaką wydawnictwo wypuszcza kolejne trefne książki: niedomagający w wielu miejscach przekład „Uniwersytetu bezwarunkowego” Derridy, a także pełne błędów tłumaczenie eseju Deleuze’a, „Immanencja: życie” (za obydwa odpowiada Kajetan Maria Jaksender, notabene redaktor omawianego przeze mnie tomu). W konsekwencji wiele działań wydawnictwa trudno określić inaczej niż mianem wyrafinowanego sabotażu. Zasługująca na największe pochwały chęć wypełnienia ogromnych luk w dokonywanej przez polską humanistykę recepcji kanonicznych tekstów filozoficznych XX wieku kończy się wypuszczeniem prac przekładopodobnych, a w konsekwencji nie tylko nie posuwa ani o krok dyskusji nad projektami Derridy czy Deleuze’a, ale wręcz zamraża ich recepcję, utrwalając zarazem ich szkodliwy wizerunek myślicieli szczególnie nieczytelnych i mętnych."
Co tu dużo gadać? Eperonsowe wydanie dwóch esejów Derridy to translatorski żart i edytorski koszmar. Kolejny po sknoconych przez tłumaczy książkach Deleuze'a, innych Derridy czy nawet Petera Handkego. Zresztą lepiej niż ja kiedykolwiek byłbym w stanie rozprawił się z krakowskim wydawnictwem Piotr Sadzik (http://artpapier.com/index.php?page=artykul&wydanie=356&artykul=6999):...
Co tu dużo gadać? Eperonsowe wydanie dwóch esejów Derridy to translatorski żart i edytorski koszmar. Kolejny po sknoconych przez tłumaczy książkach Deleuze'a, innych Derridy czy nawet Petera Handkego. Zresztą lepiej niż ja kiedykolwiek byłbym w stanie rozprawił się z krakowskim wydawnictwem Piotr Sadzik (http://artpapier.com/index.php?page=artykul&wydanie=356&artykul=6999):
"Nie piszę tego wszystkiego z satysfakcją, zdaję sobie sprawę z trudności związanych z przekładaniem Derridy, a chyba każdy, kto próbował podjąć się tego zadania (wliczając mnie samego), ma za sobą doświadczenie porażki. Jednocześnie odczuwam pomieszane z irytacją znużenie, musząc pisać tekst, który w gruncie rzeczy powstał już 20 lat temu. Michał Paweł Markowski na łamach „Literatury na Świecie” punktował wówczas błędy popełnione przez Bogdana Banasiaka, widząc w jego przekładzie synekdochę praktyk polskich tłumaczy zajmujących się dziełami Derridy. Materiałem, który dostarczył koronnych argumentów za taką tezą, było zresztą Banasiakowe tłumaczenie Derridiańskich „Eperons”, tj. „Ostróg”. Wyrazem niemałego poczucia humoru założycieli oficyny Eperons-Ostrogi, wydawcy tomu „O apokalipsie”, jest więc już jej nazwa, która z uwagi na odbywającą się w niej pracę przekładu przywołuje nieuchronnie pamięć o fatalnych tłumaczeniach prac Derridy. Fatalność ta przemienia się jednak powoli w fatalizm, nieuchronność, z jaką wydawnictwo wypuszcza kolejne trefne książki: niedomagający w wielu miejscach przekład „Uniwersytetu bezwarunkowego” Derridy, a także pełne błędów tłumaczenie eseju Deleuze’a, „Immanencja: życie” (za obydwa odpowiada Kajetan Maria Jaksender, notabene redaktor omawianego przeze mnie tomu). W konsekwencji wiele działań wydawnictwa trudno określić inaczej niż mianem wyrafinowanego sabotażu. Zasługująca na największe pochwały chęć wypełnienia ogromnych luk w dokonywanej przez polską humanistykę recepcji kanonicznych tekstów filozoficznych XX wieku kończy się wypuszczeniem prac przekładopodobnych, a w konsekwencji nie tylko nie posuwa ani o krok dyskusji nad projektami Derridy czy Deleuze’a, ale wręcz zamraża ich recepcję, utrwalając zarazem ich szkodliwy wizerunek myślicieli szczególnie nieczytelnych i mętnych."
Co tu dużo gadać? Eperonsowe wydanie dwóch esejów Derridy to translatorski żart i edytorski koszmar. Kolejny po sknoconych przez tłumaczy książkach Deleuze'a, innych Derridy czy nawet Petera Handkego. Zresztą lepiej niż ja kiedykolwiek byłbym w stanie rozprawił się z krakowskim wydawnictwem Piotr Sadzik (http://artpapier.com/index.php?page=artykul&wydanie=356&artykul=6999):...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPseudointelektualny bełkot.
Pseudointelektualny bełkot.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to