Wróć na stronę książki

Oceny książki Aku-Aku. Tajemnica Wyspy Wielkanocnej

Średnia ocen
7,1 / 10
131 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE


avatar
132
29

Na półkach:

Mniej więcej od 1/3 książki czułem się jakbym czytał wciąż te same perypetie. W kółko ktoś coś komuś obiecał, coś odkrywał, zmieniały się tylko nazwy postaci. Rozumiem że to reportaż ale pod koniec walczyłem ze sobą by to doczytać, z góry znając wynik kolejnego wątku.

Mniej więcej od 1/3 książki czułem się jakbym czytał wciąż te same perypetie. W kółko ktoś coś komuś obiecał, coś odkrywał, zmieniały się tylko nazwy postaci. Rozumiem że to reportaż ale pod koniec walczyłem ze sobą by to doczytać, z góry znając wynik kolejnego wątku.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
436
435

Na półkach:

(1957)
[Aku-Aku: Paaskeöyas Hemmelighet – ze stopki wydania z ‘61 (brak czcionek?); w bokmål podtytuł zapisano tak: Påskeøyas hemmelighet (Sekret Wyspy Wielkanocnej)]

„Misterium zda się unosić w powietrzu, wydaje się, że sto pięćdziesiąt pozbawionych oczu twarzy uważnie obserwuje przybysza” (str. 96).

„Na Wyspie Wielkanocnej, wyspie tysiąca tajemnic, nigdy przedtem nie dokonywano prac wykopaliskowych. Jakie tajemnice kryją się w ziemi? Jacy tajemniczy żeglarze tu dotarli, co się zdarzyło, kiedy, dlaczego i jak? U podnóża wygasłego wulkanu Rano Raraku kamienne kolosy dumają nad tym, co jest ich tajemnicą” (wklejka nr 4).

Heyerdahl (1914-2002) już po czterdziestce. Od brawurowego rejsu Kon-Tiki minęło ładnych parę lat; kontynuując pacyficzną przygodę, wynajmuje grenlandzki trawler i płynie na Wyspę Wielkanocną – Rapa Nui – aby wykazać słuszność swoich hipotez o indiańskich migracjach na wyspy Polinezji, przeprowadzić pierwsze w historii badania wykopaliskowe wyspy, dowiedzieć się więcej o jej posągach i pozyskać lokalne artefakty. W tym celu werbuje kilku archeologów, fotografa, dobiera załogę, i wraz z małżonką, nastoletnim synem i kilkuletnią córką zamieszkuje nieopodal piaszczystej plaży Anakena. Przebywają na terenie wyspy na przełomie ‘55 i ‘56, potem obierają kurs na odległą Rapa Iti, gdzie szukają pozostałości po uchodźcach z Wyspy Wielkanocnej.

W pierwszej połowie mamy trochę archeologii eksperymentalnej (wytwarzanie, przemieszczane i stawianie moai, konstrukcja trzcinowych łodzi i pora), trochę kopania (z sukcesami), ryzykownej zabawy w grotołaza (szybko zarzuconej), eksploracji wyspy oraz wchodzenia w zażyłości z lokalnymi mieszkańcami, a ponadto zastrzyk kontrowersyjnych teorii nt. pochodzenia wyspiarzy, ich historii i kultury. Druga połowa, poświęcona jest w większości gorączkowemu plądrowaniu rodzinnych pieczar, tj. jaskiń lawowych pełniących rolę grobowców i domów duchów*. Wprawdzie odbywa się to za zgodą właścicieli, a początkowo nawet głównie ich rękoma, to jednak budzi to wiele niejednoznacznych emocji, bo stare wytwory lokalnej kultury oddawane są właściwie za bezcen. (W latach 50. XX wieku, tubylcy klepią biedę i cieszą ich nawet używane dobra, podstawowe produkty spożywcze, materiał na ubrania czy haczyki). Urabianie mieszkańców zajmuje Heyerdahlowi sporo czasu, co samo w sobie, obok zabawy w Indiana Jonesa**, stanowi część rozrywkową. O charakterze i funkcji kamiennych rzeźb dowiadujemy się zaskakująco niewiele, o piśmie ronogorongo raptem tyle, że owo istnieje; mamy za to możliwość poznania lokalnych przesądów, oraz ich koegzystencji z zaszczepionym niedawno chrześcijaństwem.

Heyerdahl pisze o swoich gospodarzach życzliwie, z dużą dozą sympatii – nie traktuje ich jednak serio. Z jednej strony jest to zdrowe i szczere, bo kiedy trzeba, nazywa rzeczy po imieniu, nie ulega egzotyce miejsca i tak wszechobecnej dziś tendencji do poprawności i zaklinania rzeczywistości. Z drugiej, mimowolnie daje znać, z kim – jako człowiek Zachodu, Europejczyk – liczy się naprawdę, i te osoby traktuje w swojej książce łaskawiej (a może nawet z asekuracyjną powściągliwością). Można odnieść wrażenie, że nie zakłada, aby ktokolwiek z rdzennych wyspiarzy których opisuje, z którymi nawiązywał kontakty, miał kiedyś przeczytać jego książkę – gdyby tak się stało, wielu poczułoby się oszukanych***. Co innego pan gubernator czy wszechwładny ojciec Sebastian, im lepiej nie podpadać.

Heyerdahl nie jest zadowolony, kiedy raz po raz uświadamia sobie, że ktoś go roluje, oferując podróbki lub wprowadzając w błąd, ale nie ma żadnych oporów, by zachowywać się tak samo wobec zabobonnych gospodarzy. Odbiega to mocno od dzisiejszych standardów. To co wyprawiał, jako kierownik wyprawy, nie było dalekie od praktyk z końcówki XV i XVI stulecia, kiedy za garść paciorków pozyskiwano realnie wartościowe dobra.

Z uwagi na mnogość błędnych hipotez, serwowanych z pełnym przekonaniem co do ich słuszności (nt. pochodzenia wyspiarzy, domniemanej wojny domowej i będącej jej skutkiem ucieczki grupki zdeterminowanych kobiet) nie może być dobrym źródłem informacji dla osoby kompletnie zielonej. Co by nie mówić, jest to świadectwo pewnego okresu badań nad wyspą, i sama w sobie stanowi unikatową ciekawostkę.

Jeśli idzie o zapał, zdolności organizacyjne, promocyjne, zacięcie do archeologii doświadczalnej – nie można odmówić Heyerdahlowi pasji i samozaparcia, gorzej ze stroną stricte naukową i literacką. Niektóre partie czyta się wartko, inne są męczące, tu i tam wkrada się sporo humoru. Polskie tłumaczenie (1959), przygotowane przez Józefa Giebułtowicza (1915-1968), bezpośrednio z norweskiego, obfituje w słowa i frazy nieobecne w dzisiejszym języku. Tekst nie przedstawia żadnych problemów z przyswojeniem, ale sprawia wrażenie archaicznego****.

Książkę należy czytać jako swego rodzaju ciekawostkę, można się z nią zapoznać w ramach rozrywki i lepszego poznania działalności Thora Heyerdahla, ale wiedzy należy szukać w innych pozycjach.

‣ wartość merytoryczna: 5/10 (dosłownie, pół na pół – fikcja i pomyłki przeplatają się z faktami)
‣ zamysł, rozkład treści: 6/10 (dominuje chaos i spontaniczność, całość nie była solidnie przemyślana)
‣ poziom literacki polskiego przekładu: 6/10
‣ ogólna przyjemność z czytania: 5/10

__________________________
* „Współcześni wyspiarze chętnie podtrzymują aurę tajemniczości wokół jaskini, szczególnie prywatnych” (Zdzisław Jan Ryn, Wyspa Wielkanocna. Eskulap na Rapa Nui, Kraków 2013, str. 89). Nieżyjący już dr Ryn (1938-2022), odwiedzający wyspę po Heyerdahlu, zwraca uwagę na ten sam aspekt zagadnienia rodzinnych pieczar, które są domem tytułowych aku-aku, kapryśnych duchów opiekuńczych. („Aku-Aku {'Devil', 'Ghost' or 'Spirit'}, also known as Aku, Akuaku or Varua, are humanoid spirits in Rapa Nui mythology of the Easter Island” [https://en.wikipedia.org/wiki/Aku-Aku_(mythology)]).
** Którego wówczas jeszcze nie wymyślono, w przeciwieństwie do Allana Quatermaina, bohatera Kopalni króla Salomona (1885), których ekranizacja (1985) była filmem mojego dzieciństwa, oraz Ligi Niezwykłych Dżentelmenów (serii komiksowej ukazującej się od 1999).
*** Åsne Seierstad, rodaczka Heyerdahla, wydała w 2002 bestsellerowego Księgarza z Kabulu. Gościła w domu tytułowego bohatera przez trzy miesiące, a po powrocie opisała jego historię. Shahowi Muhammadowi Raisowi, występującemu w reportażu pod zmienionym nazwiskiem, nie spodobało się to, jak został przedstawiony, i pozwał dziennikarkę. Afganistan, to w myśl XX-wiecznego podziału kraj Trzeciego Świata – dziś powiedzielibyśmy: Globalnego Południa – do pewnego stopnia pozostający w mentalnym średniowieczu. Lokalni bohaterowie zachodnich reportaży, mieszkańcy post-kolonialnej Afryki i Azji, nie mieli dotychczas możliwości riposty, a nawet zapoznania się z materiałami na swój temat. Kiedyś to Zachód miał okno na Wschód, z klamką po swojej stronie. Otwierał je wtedy, kiedy było to dla niego wygodne, a dodatkowo było to lustro weneckie. Dziś, obie strony patrzą na siebie przez szybę, przejrzystą dla obu stron, a ta druga, mniej zamożna, niekiedy ciska w nie cegłą.
**** Giebułtowicz korzysta ze znanych fraz, ale przy użyciu słów pokrewnych, których akurat w tych przypadkach nie używa się wymiennie – przez co rozumiemy sens, ale mamy wrażenie, że zdanie nie jest zgodne z językiem literackim. Nie sprawia to wrażenia archaiczności, raczej osobistej maniery. Być może jest to związane z tym, że Giebułtowicz był Kresowiakiem, urodzonym w małym miasteczku między Lwowem a Przemyślem, na terenach etnicznie rusińskich. Tutaj musiałby się wypowiedzieć polonista, albo ktoś, kto pochłaniał w większych ilościach literaturę lat 50. (Zupełnie inaczej czyta się jego przekład Pożegnania z Afryką Karen Blixen, dokonany z angielskiego, opublikowany na początku lat 60., który poza nielicznymi zwrotami nie odbiega od dzisiejszych standardów językowych, ale być może jest to zasługa późniejszej redakcji).



„Wyprawa archeologiczna w latach 1955-1956 pod kierunkiem Thora Heyerdahla przyczyniła się do upowszechnienia wiedzy o wyspie w skali światowej” (Zdzisław Jan Ryn, Wyspa Wielkanocna. Eskulap na Rapa Nui, Kraków 2013, str. 50).

„[…] zapoczątkowała w pewnym stopniu przekształcanie Rapa Nui w »Wyspę Muzeum«” (ibid., str. 57).

„[…] większość członków ekspedycji Heyerdahla wielokrotnie powracała na wyspę, aby kontynuować badania lub w charakterze doradców innych wypraw” (ibid., str. 58).



KOMENTARZ MERYTORYCZNY

Od lat 50. poczyniono spore postępy w interpretacji znalezisk archeologicznych z Rapa Nui, materiału biologicznego tworzącego lokalną glebę i osadów z dna kalderowych jezior; wykonano badania DNA i powtórnie przeanalizowano obserwacje etnograficzne oraz świadectwa oralne, a także okoliczności w jakich je gromadzono. Dokonano też krytyki zapisków europejskich marynarzy i badaczy. W ramach interdyscyplinarnych wysiłków obalono hipotezy Heyerdahla, które już w czasie kiedy je stawiał, były bardzo kontrowersyjne. Mimo, że w notkach biograficznych określa się go zoologiem, etnografem i archeologiem, warto mieć na uwadze, że jego wiedza nie wykraczała poza tą którą dysponowali zaangażowani amatorzy, a on sam robił dużo żenujących błędów, nie miał też wykształcenia i praktyki która uzasadniała by taką tytulaturę, „[…] Heyerdahl studiował zoologię i geografię na Uniwersytecie w Oslo” (https://pl.wikipedia.org/wiki/Thor_Heyerdahl#Linki_zewn%C4%99trzne) – nie specjalizował się jednak w zgłębianych dziedzinach. Heyerdahl był kimś w rodzaju showmana, podróżnika i popularyzatora. Zmusił tysiące ludzi do myślenia, i głębszego zastanowienia nad historią cywilizacji, to jego największa zasługa. Przyłożył się też do rozwoju archeologii doświadczalnej, istotnego źródła wiedzy i narzędzia weryfikacji. Jednocześnie uprawiał pseudohistorię. Książki Heyerdahla i Dänikena powinny stać na tej samej półce, a przynajmniej w sąsiednich regałach. Choć może się to wydawać krzywdzące dla tego pierwszego, to jednak jego nieposkromiony entuzjazm i wybiórczość, a także zdolność do dostrzegania dowodów na potwierdzenie swych tez dosłownie wszędzie, również tam gdzie ich nie ma, łączy jego metody z podejściem Szwajcara. Obaj lubili robić show i być w centrum uwagi, obaj założyli prywatne muzea promujące powszechnie kwestionowane teorie, byli egotyczni i uzależnieni od zainteresowania masowego odbiorcy.
Heyerdahl daje w swoich książkach wyraz niechęci do paleoastronautyki i teorii o podłożu ezoterycznym. Sam jednak uprawia coś bardzo pokrewnego. Niekiedy subtelniej, niekiedy po całości. Już podczas lektury Wyprawy Kon-Tiki, pierwsze co skojarzyło mi się pod kątem argumentacji i żonglowania dowodami, to właśnie książki Dänikena. (Z wielu tytułów Szwajcara, jedno zdanie szczególnie utkwiło mi w pamięci, brzmiało mniej więcej tak: „wszędzie widziałem ślady bogów”, oczywiście bogów z kosmosu).

Podobnie jak w przypadku innych publikacji Heyerdahla, ta również wymaga dużej liczby przypisów, wskazujących na stan faktyczny, a także obszernej przedmowy i posłowia, bez tego wznawianie nie ma najmniejszego sensu.

Obszernym komentarzem merytorycznym do książki Heyerdahla, może być rozdział Tajemnica Wyspy Wielkanocnej z książki Niewyjaśnione tajemnice przeszłości [Ancient Mysteries, 1999] Petera Jamesa i Nicka Thorpe’a. Niżej przytaczam obszerne fragmenty (z pominięciem pomyłek autorów i uzupełnieniami w nawiasach). Najpierw oddajmy jednak głos Brianowi Haughtonowi, autorowi cyklu książek o tajemnicach przeszłości, w których skrótowo omawia poszczególne zagadnienia:

„Pierwotni mieszkańcy Wyspy Wielkanocnej nazywali ją Te Pito O Te Henua (Pępek Ziemi) [a raczej Świata], ale kim byli owi pierwsi osadnicy oraz skąd przybyli, pozostaje niewyjaśnione. Prawdopodobnie najbardziej kontrowersyjną teorię o ludzie wyspy zaproponował norweski badacz i archeolog Thor Heyerdahl. Według niego Wyspa Wielkanocna była częściowo zasiedlona przez społeczność preinkaską, która korzystając z pomocy wiejących na zachód wiatrów, dopłynęła przez ocean z Peru do wyspy na dużych tratwach. W 1947 roku, by dowieść, że możliwe jest przepłynięcie na takiej tratwie przez Pacyfik, Heyerdahl zbudował replikę takiej łodzi z drewna balsa i nazwał ją Kon-Tiki od imienia inkaskiego boga Słońca. […] Wyprawa Kon-Tiki dowiodła, że mieszkańcy Ameryki Południowej mogli przepłynąć ocean na tratwie i osiedlić się na wyspach Polinezji. Eksperyment norweskiego badacza przysparza jednak pewnych problemów. Kon-Tiki była kopią tratwy, jakich używano w XVI wieku po wprowadzeniu przez Hiszpanów żagla. Nie jest to więc dokładnie taka sama łódź, jak te używane 800 lat przed pojawieniem się Hiszpanów […]. Co więcej, kiedy Heyerdahl pierwszy raz spróbował wyruszyć na wyprawę [transoceaniczną], prądy przybrzeżne były tak silne, że Kon-Tiki musiała zostać odholowana 50 mil w morze, zanim samodzielnie podjęła żeglugę.
Heyerdahl do swojej teorii o południowoamerykańskich korzeniach mieszkańców Wyspy Wielkanocnej z okresu około VIII wieku n.e. wprowadził dowody natury biologicznej, językowej i architektonicznej. Jednak dowody archeologiczne zgromadzone w późniejszym czasie dezawuują hipotezę Heyerdahla, a w szczególności potwierdzają, iż osadnictwo na Wyspie jest starsze niż [przypuszczano] zgodnie z teorią norweskiego badacza [kiedy to ok. 800 n.e.] miało dojść do transoceanicznej wyprawy mieszkańców Peru [de facto już między 300-700 n.e. pojawiały się kolejne fale osadników polinezyjskich]” (Brian Haughton, Ukryta historia. Zaginione cywilizacje, wiedza tajemna i starożytne zagadki, Poznań 2008, str. 81).

„Analizy lingwistyczne wskazują na możliwość pochodzenia mieszkańców Rapa Nui z wysp Wschodniej Polinezji, być może Markizów albo Wyspy Pitcarin, skąd przybyli między 300-700 rokiem n.e. […] Ostatnio uzyskane dowody z badań DNA praktycznie wykluczyły kolonizację z terenów Ameryki Południowej. Szkielety z miejsc pochówku znalezione na Wyspie Wielkanocnej zawierają znacznik genetyczny nazywany motywem polinezyjskim i dowodzą, iż osadnicy z Wyspy Wielkanocnej są potomkami mieszkańców wschodniej Polinezji, a nie Ameryki Południowej” (ibid., str. 82, treść obu fragmentów podaje w formie niezmienionej, ale z uzupełnieniami w nawiasach kwadratowych, z pisownią tłumacza*).

Istnieją duże rozbieżności w datowaniu pierwszych śladów bytności człowieka na Rapa Nui i zasiedlenia wyspy: „W literaturze często podaje się, że było to około roku 300–400 n.e. czyli w czasie przybycia pierwszych osadników na Hawaje. Niektórzy naukowcy twierdzą jednak, że nie mogło to mieć miejsca przed rokiem 700–800 n.e. na co wskazuje datowanie radiowęglowe oraz badania glottochronologiczne [tj. metodę przybliżonego określania czasu rozpadu prajęzyka danej rodziny na języki odrębne]. Z kolei ostatnie badania najstarszych przedmiotów węglem 14C sugerują, że wyspa została zasiedlona nie wcześniej niż w 1200 r. n.e. a przeprowadzone w 2006 r. analizy wycinki drzew zdają się to potwierdzać” (https://pl.wikipedia.org/wiki/Historia_Wyspy_Wielkanocnej).

„Podczas znanego eksperymentu Thor Heyerdahl, kierownik norweskiej wyprawy archeologicznej z 1955 roku, która jako pierwsza przebadała szczegółowo Wyspę Wielkanocną, nakłoniła miejscowego wójta do wyciosania w [kraterze] Rano Raraku zarysów posągu [moai]. Sześciu mężczyzn trzy dni waliło kamiennymi kilofami, podczas pracy zwilżając skałę, aby na koniec uzyskać zarys rzeźby długiej na prawię pięć metrów. Na tej podstawie Heyerdahl oszacował, że szóstka robotników mogła cały posąg wyrzeźbić w ciągu [ok.] roku [wł. do 15 miesięcy]” (Peter James, Nick Thorpe, Niewyjaśnione tajemnice przeszłości, Warszawa 2001, str. 246).

„W 1955 roku, podczas pierwszego eksperymentu, którym kierował Thor Heyerdahl, grupa 180 mężczyzn, kobiet i dzieci przeciągnęła na niewielką odległość statuę [12-tonowego moai] wysokości 4 metrów, przywiązaną do zrobionych z rozwidlonego pnia sań w kształcie litery Y.
W czasie tej samej wyprawy norweskiej, wyspiarze opowiadali Heyerdahlowi, jak to posągi wędrowały samodzielnie, kołysząc się na podstawach. Czeski inżynier, dr Pavel Pavel [ur. 1957], przeczytawszy o tym, przeprowadził udana próbę z użyciem betonowej kopii, a Heyerdahl zaprosił go do udziału w swej wyprawie w 1986 roku. Po przywiązaniu lin do głowy i podstawy posagu o wysokości 4 metrów grupa 15 robotników była w stanie powoli go przemieszczać, kolebiąc na boki, zupełnie jak my przesuwalibyśmy lodówkę**. Statua pokonała w ten sposób zaledwie kilka metrów. Opinie na temat powodzenia tego eksperymentu znacznie się różnią. Thor Heyerdahl uznał metodę za »niewiarygodnie skuteczną«, zaś według amerykańskiej archeolog dr Jo Anne Van Tilburg [ur. 1942] »wyraźnie uszkadzała podstawę, wywołując krzyki sprzeciwu miejscowych uczonych«. Podobny eksperyment przeprowadził amerykański dr Charles Love, posługując się betonową kopią, która również doznała uszkodzeń podstawy. Dlatego umieścił posąg na małej drewnianej platformie toczonej na drewnianych rolkach. Metoda ta pozwoliła 25 mężczyznom przesunąć statuę o 45 metrów w ciągu zaledwie 2 minut, niestety rozsunięcie się rolek spowodowało roztrzaskanie posągu Love’a. […]
Van Tilburg dokonała komputerowej symulacji innej metody, polegającej na położeniu posagów na plecach na drewnianej ramie toczonej na drewnianych rolkach. Uznała tę metodę za najbardziej prawdopodobną przy przesuwaniu rzeźb po nierównym terenie, choć na płaskim lepszy byłby transport posągów stojących pionowo. Technika pochylania i kolebania mogła być stosowana na krótkich odcinkach pod koniec wędrówki.
[…] W 1955 roku grupa wyspiarzy umieściła na miejscu 25-tonową rzeźbę poprzez podważenie jej i podkładanie pod spód kamieni, w sposób powolny, lecz postępujący, który zajął 18 dni” (ibid. str. 247-249).

(Ważna uwaga: istnieją głosy, twierdzące że przemieszczanie posągów mogło odbywać się bez drewna, i że same pnie palmowe nie nadawały się do takiego wykorzystania, były zbyt kruche; z jednej strony może to przemawiać za wzmożonym zapotrzebowaniem na szybko zużywające się elementy drewniane, z drugiej, iż pozostawiono je w spokoju, a za ich zanik odpowiedzialne są szczury polinezyjskie… zapewne prawda, jak to zwykle bywa, leży pośrodku).

„Kwestię tę [tj. pochodzenia tubylców] rozstrzygnęły wreszcie pierwsze wyprawy archeologiczne przybyłe na wyspę, które, głównie w oparciu o dowody językowe ustaliły, że tubylcy są Polinezyjczykami. […]
Tak ustalony obraz podważył Thor Heyerdahl, który, choć przyczynił się bardzo do rozwoju badań Wyspy Wielkanocnej, jest dla archeologii uwierającym cierniem” (ibid. str. 249).

„Jego zdaniem Polinezję zasiedliło najpierw, około 800 roku n.e., białe plemię z Tiahuanco w [dzisiejszej] Boliwii, a następnie, między rokiem 110 a 1300, ludy z [terenów obecnej] Kolumbii Brytyjskiej, stopniowo zastępujące wcześniejszą ludność [w książce z ‘57 nie jest to sprecyzowane, w kontekście Rapa Nui mowa tylko o kulturach preinkaskich z wybrzeża dzisiejszego Peru, odnośnie kolonizacji Polinezji o północno-zachodniej Ameryce i osiadłych tam przybyszach z Azji (str. 433)].
Badania archeologiczne prowadzone w ciągu półwiecza, jakie upłynęło od wyprawy »Kon-Tiki«, wykazały, że scenariusz Heyerdahla jest całkowicie błędny. […]
Pomimo ostatecznego wykluczenia jego wielkiej teorii amerykańskiej kolonizacji Polinezji, Heyerdahl (który sam ją po cichu porzucił), trzymał się poglądu o pierwotnym zasiedleniu Wyspy Wielkanocnej przed 1000 rokiem n.e. przez przybyszów z wybrzeży Ameryki Południowej, Polinezyjczycy zaś mieli pojawić się na niej później, w latach 1450-1500. Swoje przekonania wspierał różnorodnymi dowodami dostarczanymi przez tradycje ustne, botanikę, archeologię, językoznawstwo i antropologię fizyczną. […]
Badając przekazywane ustnie tradycje wyspiarzy, Heyerdahl znalazł dwie o dużym znaczeniu. Jedna to opowieść o Hotu Matui (»Wielkim Rodzicu«), władcy który wypłynąwszy na zachód z pustynnego kraju, wylądował na Wyspie Wielkanocnej, zakładając na niej swoje królestwo. Drugą jest zapisany po raz pierwszy w 1911 roku przekaz o dwojakim pochodzeniu obecnych wyspiarzy. Według niego wyspę zasiedliły dwie grupy – przybyli najpierw długousi, przedstawiani na najdawniejszych posągach, twórcy pisma rongorongo, oraz krótkousi, którzy pojawili się znacznie później [tu warto zaznaczyć, że dzisiejsi rdzenni mieszkańcy Wyspy Wielkanocnej, pochodzą od garstki ocalałych, których w wyniku porwań i chorób przyniesionych przez Europejczyków, ostało się w XIX wieku zaledwie stu jedenastu (111!), nie przetrwał nikt kto umiał odczytać pismo rongorongo; elita, mędrcy odpowiedzialni za tradycję ustną, zmarli daleko od rodzinnej wyspy lub w trakcie walki o życie; to co dotrwało, to okruchy dawnej kultury; przykładowo, lokalne mity i legendy rekonstruowano przy pomocy opowieści z innych wysp Polinezji, mogły i musiały ulec trwałemu przekształceniu (!)]. […]
Heyerdahl powiązał obie tradycje w spójną opowieść o rasach, które zasiedliły wyspę: pierwsi dokonali tego białoskórzy przodkowe długouchych pod wodzą Hotu Matui z wybrzeży Ameryki Południowej, do których dołączyli ciemnoskórzy Polinezyjczycy (krótkousi) z wysp pacyficznych. […]
Swą tezę wspierał Heyerdahl dowodami botanicznymi. Część podstawowych artykułów żywnościowych Wyspy Wielkanocnej, takich jak banany i trzcina cukrowa (a także kury), wywodzi się niewątpliwie z Polinezji, lecz słodkie ziemniaki (bataty) i kalebasa na pewno z Ameryki Południowej [!]. Ponadto Hiszpanie w 1770 roku odnieśli wrażenie, że zauważyli pola manioku (kolejnej uprawy południowoamerykańskiej) [kluczowym w tym zdaniu jest sformułowanie »odnieśli wrażenie«]. Na Wyspie Wielkanocnej spotyka się także inne rośliny z Ameryki Południowej, w tym powszechną kiedyś palmę, trzcinę totora, zarastającą jeziora wyspy i wykorzystywaną do pokrywania chat oraz wyrobu łódek, ubrań i lin [wedle badań DNA, to jednak inny gatunek***], a obok nich tavai, ziele lecznicze, które Heyerdahl zauważył obok trzciny totora wokół jeziora Titicaca w Boliwii.
W dziedzinie archeologii Heyerdahl skupił uwagę na posągach i ich podobieństwie do okazów z Ameryki Południowej. Stwierdził, że olbrzymie wolnostojące rzeźby ludzkich postaci są charakterystyczne dla przedinkaskich (sprzed XII wieku n.e.) społeczeństw, zamieszkujących tereny na zachód od Andów. […] Niedawno [u kresu życia?] Heyerdahl porównywał inkrustowane oczy posagów z Wyspy Wielkanocnej z rzeźbą hetycką z epoki brązu w Turcji. Ostatnio podejrzewa, że sposób ten zapoczątkowany przez Hetytów za pośrednictwem Fenicjan przebył Atlantyk, docierając do Meksyku i Peru, a stamtąd na Wyspę Wielkanocną [odnośnie rejsów Fenicjan na Karaiby, zabrał w tej sprawie głos zmarły niedawno Lucio Russo, który podaje konkretne wyliczenia oparte na starożytnych ustaleniach i kartograficznej pomyłce Ptolemeusza, sugerujące, że coś jest na rzeczy, i jest w tym bardzo przekonujący (Świat przed Kolumbem. Kontakty między cywilizacjami, Warszawa 2019)].
[…] Megalityczne mury platform, złożone z głazów o wadze kilku ton, od dawna porównywano z budowlami Inków w Peru. Ich odpowiedniki widoczne są również w Tiahuanaco, którego mieszkańcy wznosili przed 1000 rokiem n.e. równie piękne ściany. Heyerdahl widzi w tym decydujący dowód obecności na Wyspie Wielkanocnej osadników amerykańskich.
[…]
Platformy przyjmowały często kształt piramidy schodkowej, których przykładów nie brakuje w Peru i w Boliwii.
Coś do powiedzenia mają także bardziej przyziemne dowody archeologiczne. Występujące na Wyspie Wielkanocnej domy o kamiennych ścianach są według Heyerdahla nieznane w Polinezji. […] Heyerdahl stanowczo twierdzi, że te rodzaje domów i technik budowlanych nie wywodzą się z Polinezji, a często występują w Ameryce Południowej.
Heyerdahl przyznaje, że na Wyspie Wielkanocnej jedynym obszarem wyraźnych wpływów polinezyjskich jest język. […] Dlatego też Heyerdahl skupił swą uwagę na najwcześniejszych świadectwach mowy, jak choćby na relacjach wyprawy hiszpańskiej z 1770 roku. Na przykład zapisane przez nią liczebniki od 1 do 10 nie są polinezyjskie [być może zapisali je błędnie, nie byli lingwistami, a być może w izolacji stworzono inne nazwy na potrzeby prostych rachunków?]. Nie wywodzą się także z żadnego istniejącego języka Ameryki Południowej. Heyerdahl podkreśla jednak, że pierwotne języki wybrzeża Peru i Ekwadoru, po podboju tych terenów przez Inków około 1450 roku n.e., zostały wyparte przez keczua. Mimo to kilka wskazówek językoznawczych każe się domyślać powiązań południowoamerykańskich, takich jak oznaczające słodkiego ziemniaka słowa kumara, wyraźnie zbieżne ze słowem cumar w języku keczua.
Wreszcie kluczowych dowodów dostarcza krew i kości mieszkańców Wyspy Wielkanocnej. Wyprawa norweska z 1955 roku pobrała próbki krwi wyspiarzy. Porównanie ich z próbkami pochodzącymi z Ameryki i Polinezji doprowadziło do wniosku, że Wyspa Wielkanocna wykazuje bliskie związki z Ameryką Południowa. Ponoć potwierdza to praca amerykańskiego antropologa profesora George’a Gilla, który, według Heyerdahla, »znalazł cechy odbiegające od normy polinezyjskiej; na przykład wiele czaszek ma zakrzywione ‘jak biegun bujaka’ kości szczękowe, rys niepolinezyjski znany u pierwotnej ludności Ameryki«.
[…]
Heyerdahl sporządził niewątpliwe imponującą listę podobieństw, lecz wszystkie pozycje z tej listy zostały zakwestionowane przez archeologów. Najpierw skrytykowali oni wprawę »Kon-Tiki«. Choć stanowiła wyczyn dowodzący olbrzymiej odwagi i wytrwałości, być może nie mówi nam nic o żegludze dawnych mieszkańców Ameryki Południowej. Tratwę wzorowano na szczególnym rodzaju statku powstałym po wprowadzeniu żagla przez Hiszpanów w XVI wieku. Ponadto »Kon-Tiki« odholowano około 90 km [wg książki Heyerdahla: 50 mil morskich, tj. nieco ponad 92 km] w głąb morza dla ominięcia silnego prądu przybrzeżnego – wielu późniejszych podróżników, starający się naśladować Heyerdahla, porwał on na północ, do Panamy, zamiast na zachód, ku Polinezji. A nawet tych paru, którzy trafili na Pacyfik, dotarło na wyspy Markizy lub Tuamotu, a nie na leżącą tysiące mil od nich na południe Wyspę Wielkanocną. Czemu więc na tych wyspach nie ma żadnych śladów wpływów południowoamerykańskich [Thor Heyerdahl powiedziałby że są, np. kamienne wizerunki Tiki].
Rekonstrukcja przekazywanych ustnie miejscowych tradycji, […] została przygwożdżona ciężkim zarzutem wybiórczości.
[…]
Interpretacja Heyerdahla, dopatrującego się w ludziach z długimi [Hanua eepe lub Hanau eepe] i krótkimi uszami [Hanua momoko lub Hanau momoko] przedstawicieli dwóch różnych ras [a nie klas], opiera się głównie na zapisanym w 1911 roku podaniu ludowym. Odnotowujący ją mogli podzielić ówczesne przeświadczenie o istnieniu ras wyższych i niższych. […]
Przytaczane przez Heyerdahla dowody botaniczne są trudniejsze do odrzucenia, lecz przy bliższym rozważeniu przestają wspierać jego argumenty. Rosnące kiedyś na Wyspie Wielkanocnej gigantyczne palmy przypuszczalnie nie różniły się od znanych z Chile, zaś trzcina totora [to inny gatunek] i lecznice zioło tavai na pewno pochodzą z Ameryki Południowej, lecz ich nasiona mogły przynieść wiatry, fale oceanu lub ptaki.
Jedna lub kilka z tych naturalnych metod jest na pewno odpowiedzialna za pojawienie się […] olbrzymiej palmy i trzciny totora [!], gdyż analiza pyłków wykazała obecność tych roślin przez ostatnie 30 000 lat – na długo przed rozpoczęciem zasiedlania Polinezji. Udział człowieka nie wymaga również wyjaśnienie obecności kalebasy, gdyż, jak wiadomo, rozprzestrzenienia się ona, dryfując po oceanach świata [warto zauważyć, że Wyspa Wielkanocna ma pochodzenie wulkaniczne i dosyć wysokie klify oraz skaliste wybrzeża, co może uniemożliwiać wysiew roślin z dryfujących nasion, orzechów; piaszczyste, niewielkie plaże stanowią wyjątek: https://www.youtube.com/watch?v=uld5-MuK1lA (na tym nagraniu są dwie)].
[…] Przykład manioku jest bardzo niepewny, gdyż opisujący go w 1770 roku Hiszpanie przypuszczalnie nie byli botanikami, przybyły zaś zaledwie cztery lata później Johann Forster, botanik kapitana Cooka, nie zauważył ich obecności. […] Najlepszym kandydatem na dowód przenoszenia roślin z Ameryki jest słodki ziemniak, rozmnażający się zazwyczaj poprzez sadzonki. Bataty, co prawda, rzadko tworzą nasiona, lecz niekiedy do tego dochodzi, stad możliwość ich przeniesienia przez taki na Markizy, a stamtąd przez ludzi na Wyspę Wielkanocną i resztę Polinezji [odnośnie podobieństwa nazwy nieco dalej, inną kwestią jest, czy kontakt z prekolumbijską Ameryką nie zachodził z inicjatywy Polinezyjczyków, którzy wrócili z takiej wyprawy bądź wypraw z tykwą i batatami]. […] Jeśli Wyspa Wielkanocna została zasiedlona przez zorganizowaną grupę z Ameryki Południowej dlaczego koloniści nie zabrali ze sobą kukurydzy, fasoli czy dyni, najważniejszych z ich upraw?
Jeśli chodzi o wskazówki archeologiczne, to posagi i platformy megalityczne Wyspy Wielkanocnej przypominają na pewno budowle z Peru czy z Tiahuanaco Boliwii. Heyerdahl przesadza jednak, twierdząc że nie można ich porównać z niczym w Polinezji [paradoksalnie, to właśnie te posągi z Polinezji i budowle, miały zaświadczać kontakty z tajemniczym, białym plemieniem z Ameryki Południowej, a przynajmniej ich spaczonymi potomkami; przypominać o spójności kulturowej...]. […]
Najbardziej chyba przekonującą wskazówką powiązań architektonicznych z Ameryką Południową są potężne mury z dopasowanych głazów, tworzące ściany niektórych platform, na pewno bardzo przypominające budowle Inków, lecz nawet one nie są dowodem rozstrzygającym. Mury w Ameryce Południowej składają się z wielkich głazów, a tarasy Wyspy Wielkanocnej są złożone z rdzeni z tłucznia otoczonych mocnymi okładzinami****. Ponadto architektura megalityczna występuje także w Polinezji […]” (ibid. str. 250-255).

„Najważniejszym argumentem wysuwanym przeciw Heyerdahlowi przez krytykujących go archeologów jest brak na Wyspie Wielkanocnej (i w całej Polinezji) elementów kultury typowych dla Ameryki Południowej. Najbardziej oczywiste spośród nich to ceramika i tkaniny bawełniane […]” (ibid. str. 256).

„A co z przykładem słodkiego ziemniaka, zwanego kumara na Wyspie Wielkanocnej, a cumar w języku Indian Keczua z Peru, potomków Inków? Nawet tu nie ma zgodności, gdyż zwykła nazwą batata w keczua było apichu, a określenia cumar nie używano nigdzie na wybrzeżu Ameryki Południowej. Keczua zapożyczyli to słowo od plemion z głębi lądu. […]
Najważniejszym potencjalnym źródłem, dowodów pochodzenia mieszkańców Wyspy Wielkanocne są sami tubylcy. Według Heyerdahla przeprowadzone przez Gilla badania szkieletów wyspiarzy wykryły u nich szczególną cechę szczęk, kość żuchwy zakrzywioną w kształt »bieguna bujaka«, występującą w Ameryce Południowej, lecz nieznaną w Polinezji. W istocie Gill doszedł do odwrotnego wniosku: szczęka »biegun bujaka« wskazuje bardziej na wpływy polinezyjskie, aniżeli południowoamerykańskie, gdyż dla Indian Ameryki typowe są żuchwy płaskie. Badane przez Gilla szkielety są jednak w większości niezbyt stare, pozostaje więc możliwość, że osadnicy z Ameryki Południowej byli tu obecni wcześniej.
[…] Uczeni pobrali próbki z kości około 12 dorosłych osobników, pochodzące z lat 1100-1868. Otrzymali jednoznaczne wyniki, wskazujące na rodzaje DNA znane z Hawajów i wysp Chatham w pobliżu Nowej Zelandii. Jak napisała kierująca zespołem dr Erika Hagelberg z angielskiego Cambridge University: »Nasze rezultaty potwierdzają polinezyjskie powiązania pierwszych osadników«. Badani wskazały, że Polinezyjczycy na pewno znaleźli się na wyspie znacznie wcześniej, niż sądził sam Heyerdahl. Nie jest to jednak wynik rozstrzygający, gdyż analizy DNA nie dowidzą przybycia z Polinezji wszystkich pierwotnych osadników. Trudno wykluczyć, że na Wyspie Wielkanocnej mieszkały różne grupy etniczne, zawierające małżeństwa tylko między sobą, w tym jedna z Ameryki Południowej, a dotychczasowe badania DNA zidentyfikowały jedynie polinezyjską część populacji” (ibid., str. 257)*****.

„[…] zdecydowanie nic nie wspiera teorii Heyerdahla o pierwotnym zasiedleniu Wyspy Wielkanocnej przez flotyllę tratw z drewna balsa, które przypłynęły z wybrzeży Peru” (ibid., str. 258).

Szereg najświeższych ustaleń: niżej fragmenty dwóch artykułów z polskiej odsłony National Geographic, z 2024 – sądząc po literówkach powstających w pośpiechu, ale ogólnie przystępnie poskładanych. (W jednym z nich, autor solidnie bajdurzy o filmie Rapa Nui z ‘94, który mieszka wszystko ze wszystkim, a co kluczowe, jego fabułę osadzono w latach poprzedzających kontakt z Europejczykami******).
Da się zauważyć, że badacze serwują nam niekiedy sprzeczne informacje, np. jedni utrzymują, że populacja wyspy była czysto polinezyjska (dr hab. Zuzanna Jakubowska-Vorbrich z Instytutu Studiów Iberyjskich i Iberoamerykańskich Uniwersytetu Warszawskiego, mocno cięta na Thora Heyerdahla), inni wskazują na domieszki krwi indiańskiej (jeden rabin mówi tak, drugi inaczej…).

„Wygląda na to, że ludzie dopłynęli na tę jedną z najbardziej odosobnionych wysp świata dopiero między X a XIII wiekiem.

Na potrzeby ostatnich badań naukowcy wzięli pod lupę szczątki roślin ze stanowiska archeologicznego Anakena [gdzie w latach 50. obozował Heyerdahl] […]. Pochodziły z najstarszych znanych warstw związanych z zasiedleniem wyspy i pochodzących z lat 1000–1300 n.e. Dzięki prześledzeniu występowania roślin [w różnych częściach świata] i ich »ruchów« [tj. rozprzestrzeniania się na danych terytoriach] można też poznać migracje ludzi, którzy zabierali ze sobą gatunki uprawne, aby się nakarmić i przetrwać.

[…]

Prof. Andrea Seelenfreund wraz z zespołem z innych chilijskich instytucji i ze Szwecji próbowali odpowiedzieć na pytanie, jak wyglądały kontakty między mieszkańcami Polinezji i Ameryki Południowej setki lat temu. I gdzie w tej całej układance znajduje się Wyspa Wielkanocna.

Pozostałości skrobi pozyskane z narzędzi obsydianowych [które wbrew temu co się pisało nie były grotami włóczni] ujawniły, z jakich gatunków roślin ona pochodziła. Udało się zidentyfikować takie gatunki, które do tej pory nie były znane z Wyspy Wielkanocnej.

Są to owoce chlebowca właściwego (Artocarpus altilis), imbiru lekarskiego (Zingiber officinale) i ziarna skrobi drzew tropikalnych (Spondias dulcis i Inocarpus fagifer) oraz kolokazji jadalnej, czyli taro (Colocasia esculenta) i pochrzynu (Dioscorea sp.). Te dwa ostatnie gatunki były powszechne w rolnictwie ludów Pacyfiku.

[…] w tych najstarszych znanych warstwach odkryto też gatunki pochodzące […] z Ameryki Południowej. Są to słodki ziemniak (Ipomoea batatas), achira (Canna sp.), maniok (Manihot esculenta) i żółtosocza (Xanthosoma sp.). […]

– Po raz pierwszy dostarczamy dowody na to, że słodki ziemniak nie był jedynym gatunkiem roślin transportowanym z powrotem na Pacyfik przez polinezyjskich podróżników – podkreśla badaczka. Zwraca uwagę też na odkrycie wykorzystania chlebowca – ważnej rośliny spożywczej na Pacyfiku. Do tej pory uważano, że pierwsi osadnicy z Wyspy Wielkanocnej go nie znali i nie uprawiali z powodu ograniczeń związanych z klimatem wyspy.

[…]

National Geographic Polska zapytało prof. Andreę Seelenfreund, w jaki sposób należy interpretować nowe ustalenia dotyczące roślin. Czy oznacza to, że pierwsi osadnicy dotarli na wyspę z obu kierunków, zarówno z Polinezji i Ameryki Południowej?

– Analizowane przez nas stanowisko jest najwcześniej datowanym. Jednak niekoniecznie odpowiada najwcześniejszym kolonizatorom [!]. Nasze wyniki pokazują, że zanim ludzie zamieszkali na stanowisku Anakena, podróżowali już do wybrzeży Ameryki Południowej i byli w kontakcie z ludami Ameryki Południowej – podkreśla badaczka.

– W naszej ocenie polinezyjscy […] podróżnicy dotarli do wybrzeży kontynentu amerykańskiego i weszli w interakcję z lokalnymi populacjami amerykańskimi. W późniejszym czasie powrócili na wyspy Pacyfiku z niektórymi amerykańskimi gatunkami, które były następnie uprawiane na różnych wyspach obok tradycyjnych roślin znanych na Pacyfiku […].

[…] – Od kilku lat gromadzone są dowody na kontakty transpacyficzne – przekonuje prof. Seelenfreund. Do najważniejszych należy obecność słodkich ziemniaków na Pacyfiku na kilku stanowiskach archeologicznych z czasów sprzed kontaktu europejskiego oraz obecność polinezyjskiego kurczaka w kontekście archeologicznym w południowym Chile. Wyniki płynące z analiz DNA wskazują, że niektóre ludy amerykańskie mieszały się w pewnym momencie z grupami z Pacyfiku” (fragmenty artykułu NG: Skąd przybyli pierwsi ludzie na Wyspę Wielkanocną? Rośliny pomogły rozwiązać zagadkę [2024], Szymon Zdziebłowski, https://www.national-geographic.pl/historia/skad-przybyli-pierwsi-ludzie-na-wyspe-wielkanocna-rosliny-pomogly-rozwiazac-zagadke-240320095721/).

„Do kryzysu wśród społeczności Wyspy Wielkanocnej nie przyczyniło się przeludnienie, zbyt intensywne rolnictwo i brak zasobów, ale przybycie Europejczyków. […]

Od lat popularne było przekonanie, że pierwsi Europejczycy, którzy dotarli na Wyspę Wielkanocną w XVIII wieku zastali obraz nędzy i rozpaczy. Pola miały być nieurodzajne i wyeksploatowane, z kolei jej mieszkańcy cierpieli głód [miało dochodzić do aktów kanibalizmu]. […] W ostatnich latach przybywa dowodów, że nie jest to prawda.

Tym razem zespół badaczy z USA i z Wyspy Wielkanocnej opublikował artykuł na łamach »Science Advances«, na potrzeby którego wykorzystano zobrazowania satelitarne w podczerwieni i… sztuczną inteligencję.

[…]

[…] Eksperci zmapowali pola uprawne na całej wyspie. […] populacja Rapa Nui przed kontaktem z Europejczykami była znacznie mniejsza niż sądzono.

Pola były w stanie wyżywić mniej niż 4000 osób. Tymczasem ze wcześniejszych [błędnych] analiz wynikało, że w czasach prekolonialnych [w okresie szczytowym rozwoju demograficznego wyspy] mieszkało tam aż 17 tys. osób [a niektóre szacunki mówią nawet o 30 tys.]. […]

Z wcześniejszych szacunków wynikało, że poletka uprawne zajmowały od 4,9 do 21,1 km kw. wyspy, utrzymując do 17 000 osób. Szacunki te utwierdziły badaczy w przekonaniu, że ludzie wyczerpali ograniczone zasoby Rapa Nui […] [wysławiając glebę i skazując się na głód].

Analizy zdjęć satelitarnych oparte na uczeniu maszynowym wykazały, że poletka zajmowały niewielką powierzchnię. Żywność pozyskania z nich mogła wystarczyć dla około 2000 osób. Uwzględniając pozyskiwanie owoców morza w sumie wyspa zapewniała żywność dla prawie 4000 ludzi.
– Wcześniejsze szacunki były od 5 do 20 razy za wysokie – przekonują autorzy artykułu.

W ich ocenie Rapa Nui stanowi doskonały przykład tego, jak odizolowana populacja z ograniczonymi zasobami naturalnymi w zrównoważony sposób zadabała [sic!] o swoje utrzymanie.

[…] Prawdziwą katastrofą dla rdzennej ludności było przybycie Europejczyków pod koniec XVIII wieku [którzy od razu zrobili użytek z broni palnej, dzieląc się jednocześnie swoimi mikrobami]. W XIX wieku [do wybrzeży] dotarli [peruwiańscy] łowcy niewolników [Uprowadzono ok. 1500 wyspiarzy, co stanowiło niemal całą populację wyspy (!). Większość z nich umarła z powodu gruźlicy, ospy i dyzenterii (czerwonki). Na Rapa Nui, po międzynarodowych protestach, powróciło zaledwie piętnaście osób (!). Osłabieni, cierpiący z powodu ospy, mimowolnie doprowadzili do epidemii wśród ziomków pozostałych na wyspie, co zadało ostateczny cios populacji].

[…]

Wśród upraw [wyspiarzy] były banany, ziemniaki (bataty), trzcina cukrowa, ignam (pochrzyn), kolokazja. Ich poletka wyglądałyby dla nas dość dziwnie – pokryte były lub wygrodzone… kamieniami.

Uprawy szczególnie delikatne znajdowały się w okrągłych kamiennych zagrodach, które chroniły je od wiatru. Rapanujczykom były znane też inne specjalistyczne zabiegi, takie jak kamienne mulczowanie. Na czym polegało? Uprawy pokrywano kamieniami. Miało to chronić rośliny przed nadmiernym wysychaniem i smagającym je wiatrem znad oceanu. Jednocześnie kamienie stabilizowały temperaturę upraw, zmniejszały liczbę chwastów i niebezpieczną erozję” (fragmenty artykułu Zagadka upadku Wyspy Wielkanocnej rozwiązana. Klucz tkwił w polach uprawnych [2024], Szymon Zdziebłowski, https://www.national-geographic.pl/historia/zagadka-upadku-wyspy-wielkanocnej-rozwiazana-naukowcy-dlugo-sie-mylili-240621111744/).


__________________________
* Przytoczone fragmenty są nieco kalekie językowo, zawierają błędne zapisy z dużych liter nazw i rzeczowników (np. Słońce, w ujęciu elementu krajobrazu – słońce, Wyspa Pitcarin itd.), ale skrótowo oddają stan faktyczny.
** Easter Island moai 'walked': https://www.youtube.com/watch?v=yvvES47OdmY; Walking with Giants: How the Easter Island Moai Moved | Nat Geo Live: https://www.youtube.com/watch?v=J5YR0uqPAI8
*** „Heyerdahl claimed a South American origin for a number of Easter Island plants, including the Totora reeds in the island's three crater lakes. These are now (by DNA analysis not available at the time) recognised as a separate species from similar ones in Lake Titicaca. He made the same claim for sweet potato and this fact remains unexplained, since this is indeed South American” [Heyerdahl twierdził, że wiele roślin z Wyspy Wielkanocnej, w tym trzcina totoro z trzech jezior kraterowych, ma południowoamerykańskie pochodzenie. Obecnie (na podstawie analizy DNA, która nie była wówczas dostępna) uznaje się je za gatunek odrębny od podobnych z jeziora Titicaca. To samo twierdzenie wysunięto w odniesieniu do batatów, a fakt ten pozostaje niewyjaśniony, ponieważ rzeczywiście pochodzą one z Ameryki Południowej.] (https://en.wikipedia.org/wiki/Aku-Aku).
**** „Ahu to prostokątna platforma wykonana z nie z litego kamienia, lecz z tłucznia wypełniającego 4 kamienne podtrzymujące ściany z szarego bazaltu. Niektóre z tych ścian, zwłaszcza te z Ahu Vinapu, maja pięknie dopasowane kamienie przypominające inkaską architekturę, co skłoniło Thora Heyerdahla do poszukiwań powiązań z Ameryką Południową. Jednak owe ściany mają tylko kamienne okładziny, nie są to kamienne bloki jak u Inków” (Jared Diamond, Upadek. Dlaczego niektóre społeczeństwa upadły a innym się udało, Warszawa 2007, str. 89). Jared Diamond poświęcił Rapa Nui cały rozdział w Collapse: How Societies Choose to Fail or Succeed z 2005 (Zmierzch Wyspy Wielkanocnej), jednak podaje tam kontrowersyjne dane odnośnie populacji, którą najprawdopodobniej zawyża nawet dziesięciokrotnie, snując wizję zapaści która nigdy nie miała miejsca. Mieszkańcy, mimo deforestacji do której przyczynili się do spółki z przywiezionymi przez siebie szczurami i zmieniającymi się warunkami klimatycznymi, zaadaptowali się do nowych warunków.
***** „Zarówno Heyerdahl, jak i Däniken zignorowali druzgocący dowód, że mieszkańcy Wyspy Wielkanocnej byli typowymi Polinezyjczykami pochodzącymi [pierwotnie] z Azji, a nie z jednej czy drugiej Ameryki, i że ich kultura (w tym posągi) wyrosła także z kultury polinezyjskiej. […] Kiedy przeanalizowano [kod] DNA uzyskany z 12 pogrzebanych szkieletów znalezionych na kamiennych platformach, okazało się, że wszystkie 12 próbek cechuje delacja 9 par zasad oraz 3 substancje występujące w większości u Polinezyjczyków. Dwie z tych trzech substancji nie występują u rdzennych Amerykanów, a zatem przemawiają przeciwko twierdzeniom Heyerdahla, że rdzenni Amerykanie wnieśli swój wkład do puli genów na Wyspie Wielkanocnej” (Jared Diamond, Upadek. Dlaczego niektóre społeczeństwa upadły a innym się udało, Warszawa 2007, str. 79-82).
****** Film z ‘94 jest skondensowaną wizją przeszłości Wyspy Wielkanocnej. Fabuła łączy elementy dwóch okresów: ery moai i późniejszego kultu człowieka-ptaka (tangata manu), a wojna klanów i obalanie figur ma tu miejsce jeszcze przed przybyciem Europejczyków; konflikt dwóch klas społecznych (istnienie dwóch plemion na tak małej przestrzeni jest dyskusyjne), tj. krótko i długouchych, pochodzi z legendy, może poważnie zniekształcać faktyczne wydarzenia i podobnie jak wszystko co jest w filmie pokazane, należy to traktować jak twórcze przetworzenie, wariacje na temat okruchów przeszłości. Odnośnie deforestacji, jako głównej przyczyny kryzysu na wyspie, aktualnie obwinia się za niego na równi żarłocznego szczura polinezyjskiego, który przybył na wyspę wraz z osadnikami – gryzoń zjadał orzechy, uniemożliwiając tym samym naturalne odtwarzanie gajów palmowych – jak i zmiany klimatyczne, niezależne od wyspiarzy; tubylcy sprawnie zaadoptowali się do nowych warunków, wiedli w miarę stabilne życie i nie głodowali (tak jak sugeruje film). Do upadku społeczności Rapa Nui przyczynili się bezpośrednio Europejczycy.



BONUS AUDIO-VIDEO:

‣‣‣ Co tak NAPRAWDĘ stało się na Wyspie Wielkanocnej? [2023]
https://www.youtube.com/watch?v=6xFqjnWBo7s
(Merytoryczna prezentacja z ciekawie poprowadzoną narracją i dużym naciskiem na kwestię populacji i eksploatacji środowiska naturalnego, skrótowo szkicuje główne problemy dotyczące zachodniego postrzegania społeczeństwa Rapa Nui jako ludności autodestrukcyjnej).

‣‣‣ #266 - O Rapa Nui, kanibalach i człowieku-ptaku (gościni: dr hab. Zuzanna Jakubowska-Vorbrich) [2025]
https://www.youtube.com/watch?v=mFlnH1IyFhA
https://www.podkasty.info/katalog/podkast/3805-Brzmienie_%C5%9Awiata_z_lotu_Drozda/_266_O_Rapa_Nui_kanibalach_i_cz%C5%82owieku_ptaku_go%C5%9Bcini_dr_hab_Zuzanna_Jakubowska_Vorbrich_ [mp3 do pobrania]
(Rozmowa o historii Wyspy Wielkanocnej, z krytyką teorii skrajnych, skupieniem na faktach i problematyczności świadectw tradycji oralnej; Thor Heyerdahl określany jest przez panią profesor awanturnikiem).

‣‣‣ Mana, moai i hipoteza o ekobójstwie na Wyspie Wielkanocnej | dr hab. Zuzanna Jakubowska-Vorbrich [2023]
https://www.youtube.com/watch?v=az6cAMFj5Ho
(Materiał podobny do powyższego, w pewnym stopniu stanowiący powtórzenie: garść informacji aktualizująca ustalenia i teorie XX-wieczne; ważne uwagi nt. wczesnych przekazów pisemnych i ich problematycznych tłumaczeń; pani profesor bardzo miło się słucha).

‣‣‣ Film dokumentalny z 1960 o tym samym tytule co książka, opisujący prace wykopaliskowe Thora Heyerdahla prowadzone w latach 1955-56 oraz zwiedzanie wyspy (niestety po norwesku).
https://www.youtube.com/watch?v=hSmWPrbwToQ
(O zgrozo, ekipa Heyerdahla, jego żona i córka – radośnie wchodzą na stojące i osunięte posągi, na których pozują, na potrzeby atrakcyjnych kadrów… gdyby tak robili wszyscy przybysze, moai szybko stałby się kupą gruzu).



UWAGI MERYTORYCZNE (wyd. II z 1961, tłum. Józef Giebułtowicz [1959]):

Str. 6 – pierwsze stwierdzenie, że kolonizacja Rapa Nui dokonała się pierwotnie przez ludność preinkaską, kontynentalną – w cytatach z Haughtona, Jamesa i Thorpa znajduje się rozbudowany, negatywny komentarz, z rozsądną argumentacją.
Od siebie dodam, że niemalże każde opracowanie rozpoczyna się od informacji, że Wyspa Wielkanocna jest najbardziej osamotnionym, odizolowanym miejscem na świecie. Od jej wschodniego krańca do wybrzeża Chile jest prawie 3700 km, to mniej więcej tyle co w linii prostej z Warszawy na Maderę, lub na południowo-wschodnią Grenlandię albo do Sudanu, a przemierzając taki dystans konsekwentnie na wschód, znaleźlibyśmy się gdzieś w połowie drogi między Omskiem a Nowosybirskiem (!). Do najbliższych, zdatnych do zamieszkania wysp Oceanii jest o połowę krócej (wnioski nasuwają się same).

Str. 23 – „[…] doktor William Mullay, alias Bill. […] rzucił do morza niedopałek papierosa […]”. Jeśli był to papieros z filtrem, a wtedy już takie produkowano (i to nie z kartonu), to wyraźne świadectwo, że Bill nie miał jeszcze świadomości ekologicznej (podobnie jak reszta świata i sam Thor Heyerdhal, który z książki na książkę wyraźnie jej nabiera).

Str. 25 – Rapanui (Rapa Nui, ale również Rapa-Nui, w polskim piśmiennictwie częściej spotyka się wariant rozdzielny) + Te Pito o te Nenua (Te Pito o te Henua, Te Pito O Te Henua, Te Pito o Te Henua i inne warianty dużych i małych liter, ale zawsze końcowy człon przez „H”, nie „N” [literówka/pomyłka], na str. 123 zapis poprawny: Te Pito o te Henua).

str. 26 – „Najpierw zjawili się na pokładzie ludzie wysocy i dobrze zbudowani, których należało uważać za jasnoskórych Polinezyjczyków, takich samych, jakich znamy z Tahiti, Wysp Hawajskich i z innych wysp wschodniej części mórz południowych. Ludność nie okazała się jednak czysta rasowo, ponieważ część odznaczała się ciemniejszą barwą skóry, a jeszcze inna część była tak biała, jak Europejczycy. Zdarzali się również mieszkańcy »o czerwonawej skórze, jakby niebezpiecznie porażeni słońcem«. Wielu miało brody”. W przypadku ludów austronezyjskich, tj. malajsko-polinezyjskich, ciężko mówić o jakiejkolwiek czystości rasowej, bo jak wskazuje fizjonomia, jest to mieszanka genetyczna. Autor wyraźnie stwierdza, że „Ludność nie okazała się jednak czysta rasowo, ponieważ część odznaczała się ciemniejszą barwą skóry, a jeszcze inna część była tak biała, jak Europejczycy” zatem sugeruje, że wyspę zamieszkiwały dwie grupy etniczne, nie tworzące jednej, jednolitej nacji. (Nawiasem mówiąc, korzystanie z tej nomenklatury kojarzy się z XIX stuleciem, a w tym kontekście niestety z końcówką pierwszej połowy XX i III Rzeszą).

[https://pl.wikipedia.org/wiki/Polinezyjczycy#/media/Plik:Migraciones_austronesias.png; https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/d/d5/Langues_austron%C3%A9siennes.png; https://pl.wikipedia.org/wiki/Ludy_austronezyjskie#/media/Plik:Chronological_dispersal_of_Austronesian_people_across_the_Pacific.svg]

Str. 28 – „[…] wśród tych biednych ludzi wznosiły się gigantyczne figury [moai], wynioślejsze od czegokolwiek, co można było zobaczyć w Europie [roku 1722]”. Totalna bzdura, XVIII-wiecznej Europie można było znaleźć tysiące wertykalnych obiektów bijących na głowę kamienne moai, od budowli megalitycznych, takich jak Stonehenge, które z racji upływu czasu utraciły formę pełnego kręgu (tj. kromlechu), czy menhirów stojących w Bretanii i na Wyspach Brytyjskich, po średniowieczne katedry, wieże warowne i mieszkalne, albo rzymskie obeliski, tj. smukłe, czworoboczne słupy egipskie, przewiezione do Italii i ustawione z doprawionymi krzyżami w różnych punkach Wiecznego Miasta, w okresie renesansu (https://pl.wikipedia.org/wiki/Obeliski_w_Rzymie); w Warszawie od XVII wieku stoi kolumna Zygmunta, zachowały się rzymskie akwedukty, przykłady można mnożyć. Głupota na poziomie średnio rozgarniętego ucznia, i to raczej podstawki. Niestety Heyerdahl tak ma.

Wklejka nr 2 – na fotografii kapitan statku siedzący na szczycie wysokiego, kilkumetrowego moai, w dole reszta ekipy. Jak na wyprawę archeologiczną, członkowie wyprawy zachowują się dosyć niefrasobliwie. W filmie dokumentalnym, który powstawał w trakcie pobytu, jest dłuższa scena ze zdobywania szczytu tego posągu, a także kadr, na którym Yvonne siedzi wraz z córką na przekrzywionym moai i pozuje do kamery. Gdyby wszyscy archeolodzy i turyści traktowali te obiekty jako ścianki wspinaczkowe, po pewnym czasie niewiele by z nich zostało (wykonano je z miękkiego tufu wulkanicznego, podatnego na erozję). Sam fakt, że Heyerdahl uwiecznia takie chwile, sporo mówi o tym jak ważne było show i odpowiednie sprzedanie tematu.

Str. 103 – tutaj, pierwszy raz pada że moai nie są wytworem Polinezyjczyków: „Jedno jest pewne, […] ten wyczyn nie był dziełem gromady polinezyjskich drwali, którzy tu wylądowali i w braku drzew rzucili się na skały”. Kto zatem postawił Haʻamonga ʻa Maui (https://en.wikipedia.org/wiki/Ha%CA%BBamonga_%CA%BBa_Maui) na Tongatapu? Potomkowie ludów którzy wznieśli Stonehenge?

Str. 117 – „[…] na małej wyspie [tj. Rapa Nui] najbliższej granicom państwa Inków” – bliżej wybrzeża imperium inkaskiego są chociażby Galapagos i Juan Fernandez (co widać na dołączonej do książki mapie ekspedycji). Zabrakło przymiotnika „zamieszkałej”?

Str. 118 – „Nikt nie potrafił kuć kamienia, bez żadnych względów obalono stojące figury” – kamieniarze nadal znali swój fach, po prostu nie było dostatecznej ilości drewna do transportu posągów, a być może po prostu doszło do zmian kulturowych, i kult wodzów „wygaszono” (a drewno i tak nie było niezbędne, bo radzono sobie bez niego). Ustawiania moai zaprzestano w drugiej połowie XVII w., prawdopodobnie ok. 1650 r., a zatem tuż przed przybyciem Europejczyków. Można się też spotkać z opinią, że tradycje praktykowano jeszcze XVIII stuleciu… Znając życie i ludzką naturę, na jednym wybrzeżu było tak, na drugim inaczej.

Str. 119 – „Wiedzieliśmy teraz, że technika Inków została przeniesiona na Wyspę Wielkanocną w zupełnie rozwiniętej formie” – nie ma to żadnych dowodów. (Temat wraca wielokrotnie, w kontekście stricte inkaskim również na str. 258).

Str. 122 – „Rapanui, czyli Wyspa Wielkanocna”, tu, w pełnym zdaniu, przytoczono tak, jakby szło o tłumaczenie – Rapa Nui oznacza Wielka Ziemia, nazwa ma rodowód XIX-wieczny, powstała kiedy wyspiarze zostali przesiedleni, na obczyźnie, w opozycji do nazwy Rapa Iti (Małej Ziemi, „rapa” to dosłownie płaski kamień).

Str. 123 – „[…] ważą ponad sto ton, czyli tyle, co dziesięć wagonów kolejowych odwróconych kołami do góry” – tj. pozycja w jakiej stoi wagon ma wpływ na wagę? Zapewne chodzi o wagony puste, tj. odkryte wagony transportowe bez ładunku.

Str. 148 – „Trzeba ją było usuwać [tj. wypalać], aby nowa zielona pasza dla owiec mogła się pojawić. […] niewinny pożar trawy sprawiał wrażenie morza ognia”. Otóż nie trzeba, i nie powinno. Wizualnie odradzanie się zieleni na zgliszczach może sprawiać wrażenie wyjątkowej bujności, ale to tyle. W prymitywnym procesie wypalania giną owady i inne, mniejsze stworzenia które nie są w stanie umknąć przed płomieniami, niszczony jest wartościowy materiał biologiczny, przez co tracona jest potencjalna wartościowa warstwa gleby, tak niezbędnej na wulkanicznej wyspie… Trawę suchą i zżółkłą naturalnie zastępują nowe odrosty, a co istotne, także ta sucha może być pokarmem dla owiec. Wypadałoby tutaj zaoponować, a nie pisać o „niewinnym pożarze”. W przypadku konieczności szybkiego uzyskania pola uprawnego na terenie zalesionym taka metoda, choć drastyczna, ma sens, ale nie w przypadku łąk. Relikt starych czasów.

Str. 213-214, 216 (cytat), 221, 224, 294, 324, 326, 334, 340, 350, 431 – „Już Hiszpanie, którzy tu przybyli z Peru, rozpoznali słodkowodne sitowie jako totora [Schoenoplectus californicus] Indian z plemienia Inków, współcześni botanicy udowodnili, że tamci mieli rację” – a ci którzy badali sprawę po nich wykazali, że jest to jednak inny gatunek (Schoenoplectus californicus subsp. Tatora). „– Czy to sitowie, z którego oni budowali swe statki, nie nazywa się scirpus totora? I czy nie ten sam gatunek cennego sitowia mieszkańcy Wyspy Wielkanocnej przywieźli i zasadzili w wulkanicznych jeziorach?
– Tak” (str. 431). Nie, nie i nie. Najprawdopodobniej.

Str. 217 – „Łatwo się domyślić, że zaszło to bardzo dawno, gdyż ogromną piętnastohektarową powierzchnię jeziora sitowie zarastało tak ciasno, iż przypominało to plantację trzciny cukrowej […]” – akurat trzciny rosną dosyć szybko, w tekście mamy określenie względne, ale błędne sugerujące wolne tempo wzrostu i ekspansji.

Str. 221 – „Pierwsi Europejczycy, którzy przybyli na Wyspę Wielkanocną [w 1722], nie spotkali […] twórców wielkich figur. […] zjawili się tu dopiero w trzeciej epoce, w barbarzyńskiej epoce, gdy wojny i waśnie przekreśliły już starą kulturę, a krwawe porachunki uniemożliwiły współpracę między poszczególnymi rodami. Ludzie starali się wtedy trzymać zawsze jak najbliżej swych kryjówek w podziemnych pieczarach” – wówczas nie było już drewna z którego można by budować i konserwować chaty, a także transportować i osadzać posągi, na (kolejny?) okres waśni przyjdzie jeszcze czas.
Od okrycia wyspy przez Jacoba Roggeveena minęło kilka dekad, moai jak stały tak stoją, przez co James Cook nie ma wątpliwości dokąd zawitał, jest rok 1774: „[…] Cook na czele małego oddziału udał się na brzeg. Zgromadzony na plaży kilkusetosobowy tłum ani ich nie witał, ani nie bronił im lądowania; po jakimś czasie tubylcy zaczęli przynosić bataty, banany i trzcinę cukrową, które wymieniali na gwoździe i inne dary. […] na wyspie nie było dobrej wody [dla załogi], drewna ani świń. Ziemia wyglądał na jałową, ludzi było tam stosunkowo mało, mieszkali w prymitywnych domach i wyraźnie cierpieli na niedostatki żywności” (Nicholas Thomas, Odkrycia. Podróże kapitana Cooka, Poznań 2007, str. 308) – a mimo to, zaoferowali marynarzom słodkie ziemniaki, banany i trzcinę cukrową. Głodujący ludzie, cierpiący na niedostatek żywności, sprezentowaliby coś innego, właśnie w zamian za jedzenie. Trudno oddalić myśl, że jest w tym opisie zawarta oczywista sprzeczność – nie jest to sąd dostatecznie pogłębiony, raczej wrażenie załogi która przybiła do wyspy na krótko, i zaraz odpłynęła. Nie mieszkała między tubylcami, nie obserwowała ich codzienności. Może wyspiarzom się nie przelewało, ale musieli się dobrze zaadaptować do warunków w jakich bytowali, i mieli nadwyżki żywnościowe którymi mogli się dzielić…

Str. 239 – „[…] pustą [puszkę po piwie] wrzuciłem do morza” – minie jeszcze wiele długich lat, nim Thor Heyerdahl zda sobie sprawę, że wyrzucanie śmieci do morza to nie jest dobre rozwiązanie… Podczas pobytu na południu Iraku, w trakcie budowy trzcinowego Tigrisa, przyłapawszy młodego Araba na wyrzucaniu śmieci do rzeki, pyta: „– Mohammedzie […] wyrzucanie wszystkie śmieci do Tygrysu? Jak myślisz, dokąd płyną te puszki?” (Thor Heyerdahl, Ekspedycja „Tygrys”. W poszukiwaniu naszych początków, Warszawa 1985, str. 44).

Str. 259 (cytat), 423 – „[…] zatyczki do uszu, sporządzone z rdzenia olbrzymiej muszli. Takich zatyczek używali długousi” – chodzi o ozdoby rozszerzającej otwór w płatku ucha, tzw. tunele lub szpule.

Str. 299 – „Wiedziałem, że poza okolicami Antarktydy pingwiny spotyka się tylko na Wyspach Galapagos” – jak na człowieka który studiował zoologię i geografię Thor nie przestaje zaskakiwać. Oprócz okolic Antarktydy (optymistycznie zakładamy, że jako taką Heyerdahl wlicza Patagonię, Falklandy/Malwiny i Sandwich Południowy), pingwiny żyją również na wyspach Francuskiego Terytorium Południowego i Antarktycznego (Wyspy Crozeta, Wyspy Kerguelena, Wyspa Amsterdam i Wyspa Św. Pawła), na brytyjskich Tristan da Cunha i Gough, na całym południowym wybrzeżu Australii i w Tasmanii, na Nowej Zelandii, w Południowej Afryce (RPA, Namibia), na całym wybrzeżu Chile i Peru [https://pl.wikipedia.org/wiki/Pingwiny#/media/Plik:Penguin_range.png].

Str. 394 – „Ponieważ Wyspa Wielkanocna jest najsamotniejszą wyspą świata, przeto nic dziwnego, że ta wyspa [Rapa/Rapa Iti], na której teraz przebywaliśmy, była jej najbliższą sąsiadką […]” – najbliższą sąsiadką Rapa Nui (pomijając wysepki u jej wybrzeży) jest bezludna Salas y Gómez, położona na wschód od wyspy, natomiast w kierunku zachodnim, między Rapa Iti (Rapa) a Rapa Nui, jest: Ducie, Henderson, Oeno, archipelag Tuamotu, a dopiero potem wysepki Marotiri, i za nimi Rapa Iti… Zaraz potem, opisywane są kolejne punkty pośrednie między obiema wyspami, np. Pitcairn (są również zaznaczone na dołączonej mapce). Skąd to stwierdzenie?!

Str. 414 – „Były to specjalne murowane piece kamienne typu znanego z Wyspy Wielkanocnej” i dalej: „To również przypominało Wyspę Wielkanocną [odnośnie pozostałości owalnych chat]” (str. 415); „Budowały sobie [rzekome ciężarne uciekinierki-osadniczki z Wyspy Wielkanocnej] owalne chaty z sitowia i wielokątne ogniska, jak na Wyspie Wielkanocnej, zamiast prostokątnych domów z okrągłymi paleniskami, jak na pozostałych wyspach w sąsiedztwie (str. 417).
1) Heyerdahl twierdzi, że w pozostałych częściach Polinezji brak megalitów i konstrukcji analogicznych do tych z Wyspy Wielkanocnej. Kiedy je znajduje na Rapa Iti, nie traktuje tego jako oczywistego świadectwa polinezyjskich korzeni twórców moai, ale dowód na migrację mieszkańców, w tym wypadu uchodźczyń, uciekających przed wojną i aktami kanibalizmu (co opiera na zasłyszanej legendzie i lenistwie męskiej części populacji).
2) Po osiedleniu na Wyspie Wielkanocnej i minięciu wielu pokoleń, lokalna ludność zatraciła już zapewne wiedzę o konstrukcji jednostek pełnomorskich, nie miała też materiału konstrukcyjnego, co stawia tezę Heyerdahla pod dużym znakiem zapytania… ale niestrudzony Norweg powiedziałby pewnie, że nie jest to problem, wszak w kraterach rośnie totora, a on sam w drugiej połowie lat 60. udowodnił, że da się na takich łodziach pokonywać większe dystanse…

Str. 417 i wcześniej – „Ludożercze walki na Wyspie Wielkanocnej w trzeciej epoce […]”. Brak materiałów archeologicznych potwierdzających te konflikty: nie odnaleziono śladów śmiertelnych ran na kościach, ani śmiercionośnej broni która mogłaby je zadawać, nie natrafiono również na pozostałości po tych masowych aktach kanibalizmu. Szkielety które odnaleziono należały do wyspiarzy dobrze odżywionych i raczej zdrowych; specjaliści doszli do wniosku, że dzieci mogły być karmione piersią aż do czwartego roku życia – a to nie byłoby możliwie gdyby matki głodowały.

Str. 428 – głównym powodem blitzkriegu Pizzara, przeprowadzonego za pośrednictwem niespełna dwustu osobowej bandy, był fakt, że wkroczył do kraju ogarniętego wojną domową, osłabionego; do imperium którego twórcy stanowili ok. 10% społeczeństwa, więc reszta nie musiała czuć się z tym dobrze, i odegrała rolę niezgodną z wolą tutejszego capo di tutti capi. To, że brano ich za bogów jest mało przekonujące, zwłaszcza kiedy profanowali świątynie i robili cykliczny użytek z broni palnej (która tylko z początku wydaje się magiczna), a swoje zrobiły też bakterie i wirusy, na które mieszkańcy Andów nie mogli być odporni. (Zawsze mnie dziwi, że to nie działało w obie strony, wprawdzie w Afryce biali padali jak muchy, np. z powodu malarii, ale amerykańskie mikroby nie wyrządziły im krzywdy – stulecia niemycia nie poszły na marne).

Str. 425 (cytat), plus wcześniejsze uwagi tego typu – „[…] nie był to typ polinezyjski, ten przeklęty wójt”. Thor Heyerdahl, powołując się na księdza Sebastiana i deklaracje samych wyspiarzy, mówi o garstce czystej krwi długouchych, cudem ocalałym rodzie o europejskiej, nie-polinezyjskiej aparycji, potomkach pierwszych mieszkańców, jeszcze sprzed napływu Polinezyjczyków. Jeśli w wyniku wydarzeń z XIX wieku pozostało przy życiu mniej niż 150 wyspiarzy (z 3000), i wchodzili oni w stosunki z najeźdźcami (zapewne nie zawsze zgodnie ze swoją wolą), a wcześniej, tj. w XVII i XVIII wieku również dochodziło do intymnych stosunków z Europejczykami, to czy nie bezpieczniej jest założyć, że członkowie rodziny Atan, zadeklarowani długousi, są potomkami jakiegoś marynarza, Holendra, Hiszpana, Francuza lub Brytyjczyka? I stąd ten niepolinezyjski wygląd? Kierowanie wyobraźni czytelnika ku tajemniczym, wędrującym (i pływającym) Aryjczykom, nie jest do końca odpowiedzialne.

Str. 437 – „[…] wszystkie czynniki dziedziczne w [pobranej przez nas] krwi świadczą wprost o pochodzeniu od pradawnych mieszkańców Ameryki, co zdecydowanie odróżnia Polinezyjczyków od Malajów, mieszkańców Melanezji i Mikronezji i innych azjatyckich grup etnicznych”. Kilka stron wcześniej sam przyznaje, że pochodzą z Azji, choć wedle niego dostali się tam przez Amerykę, przemieszczając wzdłuż wybrzeży…
Z obecnych badań wynika: a) większość pierwotnych mieszkańców wywodziła się z Oceanii, ale część ma domieszkę krwi indiańskiej; b) Polinezyjczycy odwiedzali wschodnie wybrzeże Ameryki (może zdarzało im się zabierać ze sobą rdzenne Amerykanki, za ich zgoda lub bez, może podczas wyprawy jakaś Polinezyjka zbłądziła i wróciła ciężarna?).

UWAGI TECHNICZNE, JĘZYKOWE: str. 6 – nie dokończonych (niedokończonych?); str. 8 – „Wikingowie” (wikingowie, z małej litery – wiking to profesja, nie narodowość); str. 10 – nie zbadanych (niezbadanych); str. 13 – nie obsadzone (nieobsadzone?); str. 16 – nie otwartych (nieotwartych); str. 16 (i wklejka z mapą) – Costa Rica (Kostaryka); str. 36 – nie rozwiązanych; str. 42 – „przed pół rokiem” (?) + był-było (było do skasowania, zbędne); wklejka nr 2 – nie koronowanym (niekoronowanym); str. 60 – nie osiodłanych (nieosiodłanych); str. 63 – „wyspa wyglądała dziś zupełnie naga” (jest?); str. 62 – nie osiodłanym (nieosiodłanym); str. 67 i dalej – rongo-rongo (rongorongo, w książkach spotyka się różne warianty zapisu, pytanie jak wymawiają to Polinezyjczycy?); str. 69 i dalej – cowboyów (kowbojów); str. 72 – „zgodziliśmy [!] również cztery miejscowe kobiety do pomocy”; str. 75 – nie zamieszkane (niezamieszkane); str. 76 – nie przewidzianym (nieprzewidzianym?); str. 79 – „lepiej rozumieli się na gatunku i użytku” (mieli lepsze rozeznanie?); str. 87 – „na nic zdały się żadne [?] ich wymówki” („żadne” do skasowania?); str. 91 – oszczędzać jej (ją – oszczędzać latarkę) + tu: „to jak potrafimy” (zamiast „jak” powinno być „czy”); str. 95 – nie dokończonych (niedokończonych); str. 96 – nie narodzone (nienarodzone) + nie wykończone (niewykończone); str. 99 – nie dokończonych (niedokończonych); str. 100/101 – nie obrobionych (nieobrobionych); 107 – w nas wmówić (nam wmówić); str. 111 – nie spotykaną (niespotykaną); str/ 113 – nie znanego (nieznanego); str. 117 i dalej – przed-Inkowego (preinkaskiego); str. 118 – trzeba zmienić kolejność wyrazów, zamiast różdżki czarodziejskiej – czarodziejskiej różdżki; str. 122 – nie spotykanym (niespotykanym); str. 132 – przychodzić do siebie (dochodzić…?); str. 139 – nie zabezpieczone (niezabezpieczone); str. 147 – w prastarej Stonehenge (prastarym…); str. 150 – wyłamano (wykuto); str. 155 – światła (ciemności!); str. 156 – mię (archaizm, mnie – nie jest to błąd, ale odznaczam w ramach analizy tekstu); str. 156 i dalej – Fatuhiva (Fatu Hiva, tłumacz podaje zapewne za oryginałem, ale obecnie, tak w polskim jaki i norweskim bokmål nazwa jest dwuczłonowa; dalej, przy kolejnych wyspach, to samo); wklejka nr 6 – nie wykończonym (niewykończonym) + nie wykończona (niewykończona); str. 165 – taką moai (taki [posąg] moai); str. 171 – Neandertalczyków (neandertalczyków); str. 174 – „wyliczył na stół pieniądze” (wyłożył…); str. 182 – nie ukrywanym (nieukrywanym); str. 184 – [na] zewnątrz (pominięte „na”) + Estewan (Estevan); str. 184 nie znaną (nieznaną); str. 188 – „Na pół podziemnej chaty […]” (brzmi archaicznie, ale samo w sobie nie jest błędem, na wpół podziemnej, czyli ziemianki); str. 191 – o (przy); str. 196 – pogwarki (pogawędki – kolejny, nieco zaskakujący archaizm); str. 198 – nie wiedzącymi (niewiedzącymi); str. 202 – nie obrobioną (nieobrobioną); str. 200 – tym czasem (tymczasem); str. 207 – nie ma tu jasności na czym polega wprowadzenia w błąd, można się domyślać że to przestroga przed zakupem falsyfikatu, ale to z tekstu nie wynika (?); str. 216 – nie naciągniętej (nienaciągniętej); str. 230 – nie rozwiązaną (nierozwiązaną); str. 237 – nie koronowanym (niekoronowanym); str.273 – pytania-pytania; str. 251 – nie zbadanej (niezbadanej) + „[…] starał się coś zahipnotyzować” (kogoś?, „to coś”?); str. 255 – się mnie (mnie się); str. 262 – wyglądał taki zadowolony (...na tak zadowolonego, tj. sprawiał takie a nie inne wrażenie, a nie spoglądał uśmiechnięty z jakiegoś okna itp.); str. 283 – nie rozszyfrowanego; str. 285 – nie przetarta; str. 288 – objaśnił mnie (mnie objaśnił); str. 308 – rękę-rękę (potrzebny synonim, np. dłoń); str. 313 – Rocky Mountains (Góry Skaliste); str. 326 – nie koronowaną (niekoronowaną); str. 335 – „[…] cały swąd unosił się już na izbę” (...roznosił się już po izbie?, archaiczne?); str. 340 – rozsypywało się za dotknięciem (...po dotknięciu?, kolejna archaiczna konstrukcja, regionalizm?); str. 344 – nie ogolony (nieogolony); str. 346 – nie zamieszkany (niezamieszkany) + „aku- aku” (błąd zecera, zbędna przerwa); str. 349 – nie żyjącej (nieżyjącej) + nie żyjącym (nieżyjącym); str. 351 – nie złożę (odnośnie egzaminu – tj. nie zdam, położę?); str. 367 – nie polewany (niepolewany); str. 369 – maszynę (tutaj: silnik, maszynerię); str. 372 – nie strzeżoną (niestrzeżoną); str. 375 – „wyglądał zbyt nowy” (wyglądał na zbyt nowy); str. 388 – nie zmienione (niezmienione); str. 396 – nie rozwiązane (nierozwiązane); str. 399 – wraka (wraku) + nie zamieszkanej (niezamieszkanej); str. 406 – jeziora (laguny) + nie zajętej (niezajętej); str. 414 – ogniska (paleniska?) + nie spotykanego (niespotykanego); str. 418 – „Kamerę grobową” (Komorę…); str. 422 i dalej – Nukuhiva (Nuku Hiva); str. 423 – Hivaoa x2 (Hiva Oa); str. 428 – varicocha x2 (Viracocha?, i czemu małą literą, skoro w tekście pada jako miano ludu?); str. 429 – niby Cusco też jest poprawnie, ale zawsze spotykałem się z formą Cuzco + podłużyć (wydłużyć, przedłużyć?); wklejka z mapą wyspy – nie zbadanych (niezbadanych).
Zagadką tłumacza, którą zabrał do grobu, pozostanie, czemu niektóre imiona – Tomasz, Anetka – podano w polskiej formie (Anetka, zamiast „mała Annette” lub jakiegoś norweskiego zdrobnienia ma sens… ale Tomasz?).

(1957)
[Aku-Aku: Paaskeöyas Hemmelighet – ze stopki wydania z ‘61 (brak czcionek?); w bokmål podtytuł zapisano tak: Påskeøyas hemmelighet (Sekret Wyspy Wielkanocnej)]

„Misterium zda się unosić w powietrzu, wydaje się, że sto pięćdziesiąt pozbawionych oczu twarzy uważnie obserwuje przybysza” (str. 96).

„Na Wyspie Wielkanocnej, wyspie tysiąca tajemnic, nigdy przedtem nie...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
24
11

Na półkach:

Interesująca podróż po niezbadanych wcześniej przez antropologów zakamarkach wyspy wielkanocnej.

Książka zawiera częściowe wyjaśnienie fenomenu znajdujących się na wyspie kamiennych posągów, ich rzeźbienia, transportu i wzniesienia.

To niesamowite do czego zdolny jest człowiek, odpowiednio nastawiony i działający w skoordynowanej grupie.

Polecam.

Dziś mam wyjątkowo silne i dobre aku-aku!

Interesująca podróż po niezbadanych wcześniej przez antropologów zakamarkach wyspy wielkanocnej.

Książka zawiera częściowe wyjaśnienie fenomenu znajdujących się na wyspie kamiennych posągów, ich rzeźbienia, transportu i wzniesienia.

To niesamowite do czego zdolny jest człowiek, odpowiednio nastawiony i działający w skoordynowanej grupie.

Polecam.

Dziś mam wyjątkowo...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to