Wróć na stronę książki

Oceny książki Miejsce odosobnienia

Średnia ocen
6,3 / 10
84 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE


avatar
226
2

Na półkach:

Ta książka to policzek wymierzony w intelekt czytelnika.

Autor gubi się w uniwersum, które sam stworzył. W jednym z "wyciągów" z akt osobowych pomieszał nazwiska bohaterów nazywając Tadeusza Górskim, w innym miejscu myli jego stopień nazywając go kapitanem, pomimo, że jest on porucznikiem. A już moim ulubionym fragmentem jest ten, który pozwolę sobie przytoczyć:
"-Z Piotrem? - przerwała jej teściowa. Nigdy nie zdrabniała imienia wnuczka. Żaden "Piotrek", a tym bardziej "Piotruś". - Piotr zostanie z ojcem.
(...)
- Nie oszukuj się. - Głos teściowej brzmiał znów forte. - Dziecka też nie kochasz. (...) Nie jesteś w stanie kochać Piotrka."
Autor ma pamięć złotej rybki, zaprzeczając samemu sobie na przestrzeni trzynastu linijek.

Nieuwaga autora ukazała się również w dialogu, w którym Ewa, będąca oficerem Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, w rozmowie ze swoim byłym przełożonym nazywa ośrodek w Starych Kiejkutach "naszym ośrodkiem". Dzieje się to pomimo faktu, że autor wcześniej poinformował czytelnika, że obecnie na tym terenie znajduje się Ośrodek Szkolenia Agencji Wywiadu, i to właśnie ta instytucja posiada prawo własności do tego obiektu i może go nazywać "swoim".

Gdyby jedynym zarzutem do tej książki było niechlujstwo autora dałoby się to jeszcze znieść. Gorzej, że z każdą przeczytaną stroną czytelnik coraz bardziej upewnia się, że autorowi zwyczajnie brakło nie tylko pomysłu na tę opowieść, ale też podstawowej znajomości tematu. Rozczulający jest fragment, w którym autor tłumaczy czytelnikowi, dlaczego bohaterowie nie mogli skorzystać z AutoMapy do wyznaczenia swojej pozycji i wytyczenia trasy. Problem w tym, że nawigacja samochodowa, a już w szczególności taka dostępna na początku XXI wieku jest ODBIORNIKIEM, jeżeli nie funkcjonuje w ramach urządzenia zdolnego do nadawania (na przykład, współcześnie, smartfona), nie jest w stanie przekazać nikomu informacji o swoim położeniu. W sytuacji, w której znajdowali się bohaterowie skorzystanie z GPSa byłoby nie tylko bezpieczniejsze, wbrew twierdzeniom autora, ale także wygodniejsze i bardziej precyzyjne. Inną kwestią jest to, po co bohaterowie właściwie potrzebowali wyznaczyć swoją pozycję na mapie - przez całą historię kręcą się jak kot z pęcherzem i kompletnie nic z tego nie wynika. Jeździli do Starych Kiejkut gubiąc po drodze ogon (który i tak finalnie ich odnajdywał) tylko po to, żeby obejrzeć płot ośrodka. Ośrodka, który dobrze znali, bo oboje przecież uczestniczyli swego czasu w kursie, który odbywał się na jego terenie.

Sposób, w jaki przedstawiona została "betka" również zakrawa o kpinę. Jeżeli bohaterowie prowadzeni byli na podstawie danych z sieci GSM, to odbijanie się za nimi srebrną Toyotą w najgłupszy możliwy sposób kompletnie nie miało sensu. Nawet średnio rozgarnięta obserwacja nie pozwoliłaby sobie na popełnienie tylu błędów, ile popełniło tych dwóch pożal się Boże wywiadowców. Ewa trzykrotnie wyprowadza ich w pole tym samym numerem, to znaczy telefonem do byłego męża. Autorowi kompletnie brakło pomysłu na jakieś nieszablonowe rozwiązanie, które uwiarygodniałoby gubienie ogona przez bohaterów. Inna rzecz, że ten ogon zawsze prędzej czy później magicznie się pojawiał, nawet kiedy Ewa nie przebywała już w towarzystwie Tadeusza, który de facto był dla obserwacji "latarnią".

Niesamowita jest również naiwność, z jaką autor pomylił geniusz z jasnowidzeniem. Wnioski wyciągane przez Ewę nie mają żadnej logicznej podstawy. Są wyciągane nawet nie na podstawie strzępków informacji, tylko totalnego braku informacji. Już sam początek opowieści, w którym bohaterka bez pudła typuje lot, który uderzył w wieżę WTC, podczas kiedy telewizyjni eksperci nie są jeszcze nawet pewni, czy świat ma do czynienia z zamachem, jest zwyczajnie naiwny. O ile pewne założenia przyjęte przez Ewę są stuprocentowo logiczne, o tyle wytypowanie prawidłowego lotu bez sprawdzenia listy lotów danego dnia i naniesienia ich na oś czasu to totalne science fiction. Prawidłowe założenia pozwalałyby na wytypowanie co najmniej kilku potencjalnych tras spełniających wymagane kryteria, a bohaterka tak po prostu celnie zgaduje. I to jest główny problem tej książki - bohaterka jest jasnowidzką, jej wnioski są zawsze prawidłowe, ale wyciągane kompletnie z czapy. To sprawia, że czyta się tę opowieść wyjątkowo opornie.

Napisanie dobrej powieści sensacyjno-szpiegowskiej to nie jest bułka z masłem. Pan Harasimowicz nie podołał zadaniu. Ta opowieść jest jedną z najgłupszych, jakie przeczytałem w życiu.

Ta książka to policzek wymierzony w intelekt czytelnika.

Autor gubi się w uniwersum, które sam stworzył. W jednym z "wyciągów" z akt osobowych pomieszał nazwiska bohaterów nazywając Tadeusza Górskim, w innym miejscu myli jego stopień nazywając go kapitanem, pomimo, że jest on porucznikiem. A już moim ulubionym fragmentem jest ten, który pozwolę sobie przytoczyć:
"-Z...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
114
49

Na półkach:

Ciekawa, ale nie porywająca. Fajne zwroty akcji, ale bez szału. Dobrze się czytało. Autor ma lekkość pisania co czuć podczas czytania. Z pewnością sięgnę po kolejne książki Harasimowcza.

Ciekawa, ale nie porywająca. Fajne zwroty akcji, ale bez szału. Dobrze się czytało. Autor ma lekkość pisania co czuć podczas czytania. Z pewnością sięgnę po kolejne książki Harasimowcza.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
862
79

Na półkach: ,

Mało wiarygodne to czytadło.
Ustawiłabym na półce z literaturą młodzieżową, jeśli klasyfikować według ambicji fabuły oraz języka.
Może sprawdziłaby się na plaży, gdzie często sięgamy po lektury lekki, czasem nielogiczne czy niekonsekwentne ;)

Mało wiarygodne to czytadło.
Ustawiłabym na półce z literaturą młodzieżową, jeśli klasyfikować według ambicji fabuły oraz języka.
Może sprawdziłaby się na plaży, gdzie często sięgamy po lektury lekki, czasem nielogiczne czy niekonsekwentne ;)

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to