Książka o tematyce obyczajowej, dotyczącej życia, śmierci,żałoby i miłości.
Bardzo ciekawy , nietuzinkowy i oryginalny pomysł.
Wciągnęła mnie bez reszty.
Zuzanna dwa lata temu straciła matkę, która była jej najlepszą przyjaciółką.
Nie może się z tym zupełnie pogodzić.
Przeżywa na swój sposób żałobę.
Codziennym rytuałem jest dzwonienie pod jej numer telefonu, który jest aktywny przez cały czas. Automatyczna sekretarka działa. Zuzka może do głuchej słuchawki zwierzać się ze swoich problemów. Niestety pozostaje pustka.
Aż pewnego dnia spod tego numeru słyszy kobiecy głos.
Serce zaczyna jej mocniej walić, pulsuje w skroniach.
Od tej chwili nie byłam już w stanie oderwać się od książki, aż całą przeczytałam.
Kim jest kobieta, która odebrała telefon?
Czy głos po drugiej stronie linii telefonicznej jest w stanie zmienić świat Zuzy o 180 stopni?
Czy życie Zuzanny odmieni się i wyjdzie ze stanu depresji?
Jakie będą jej dalsze losy?
Polecam! Ja uwielbiam takie klimaty. Do tego postać tajemniczego czarnego kota Behemota sąsiadki Zuzi dodaje pikanterii lektury.
Dla mnie nie była to banalna lektura, tylko bardzo wzruszająca i nieprzewidywalna.
Książka o tematyce obyczajowej, dotyczącej życia, śmierci,żałoby i miłości.
Bardzo ciekawy , nietuzinkowy i oryginalny pomysł.
Wciągnęła mnie bez reszty.
Zuzanna dwa lata temu straciła matkę, która była jej najlepszą przyjaciółką.
Nie może się z tym zupełnie pogodzić.
Przeżywa na swój sposób żałobę.
Codziennym rytuałem jest dzwonienie pod jej numer telefonu, który jest...
Taka typowa przeciętna historia miłosna. W pewnym momencie bohaterka stała się dla mnie mega irytująca, zbyt wahającą się i chłodna. Dominowała tu silna tęsknota i ból po stracie mamy a więc można jej wybaczyć :-) Nie powiem, że fabuła była kiepska ale trochę czegoś innego się spodziewałam. Książka ma 205 stron więc dużo czasu nie zajmie, można czytać :-)
Taka typowa przeciętna historia miłosna. W pewnym momencie bohaterka stała się dla mnie mega irytująca, zbyt wahającą się i chłodna. Dominowała tu silna tęsknota i ból po stracie mamy a więc można jej wybaczyć :-) Nie powiem, że fabuła była kiepska ale trochę czegoś innego się spodziewałam. Książka ma 205 stron więc dużo czasu nie zajmie, można czytać :-)
Zuzia to rzekomo inteligentna, wrażliwa osoba, bardzo emocjonalna i sentymentalna. Tymczasem reaguje na ucztę w postaci pieczonego prosiaka z jabłkiem w pysku taką myślą "ale to śmieszne i urocze". Od tego momentu straciłam dla niej cierpliwość, przeczytałam co prawda do końca, bolejąc nad równie dziwną kondycją emocjonalną jej adoratora, który odrzucony 10 razy i tak pełzał jej u stóp. Wolę bajki dla dzieci, te dla dorosłych są wkur......
Zuzia to rzekomo inteligentna, wrażliwa osoba, bardzo emocjonalna i sentymentalna. Tymczasem reaguje na ucztę w postaci pieczonego prosiaka z jabłkiem w pysku taką myślą "ale to śmieszne i urocze". Od tego momentu straciłam dla niej cierpliwość, przeczytałam co prawda do końca, bolejąc nad równie dziwną kondycją emocjonalną jej adoratora, który odrzucony 10 razy i tak...
Chyba zawsze będę mieć pewnego rodzaju sentyment do tej książki – to mój pierwszy audiobook wysłuchany w samochodzie w drodze do i z pracy ;) W ramach prób czy dam radę skupić się na treści, chciałam wypożyczyć coś lekkiego. Ta powieść spełniła to kryterium aż za bardzo. Wolę czytać książki, w których zachwycam się pomysłami i stylem autora, a nie myślę, że sama mogłabym napisać coś podobnego... Bohaterka wydaje się strasznie niedojrzała, a jej problemy wydumane i wyolbrzymione... W każdym razie – nie polecam ;) Lepiej sięgnąć po coś innego ;)
Chyba zawsze będę mieć pewnego rodzaju sentyment do tej książki – to mój pierwszy audiobook wysłuchany w samochodzie w drodze do i z pracy ;) W ramach prób czy dam radę skupić się na treści, chciałam wypożyczyć coś lekkiego. Ta powieść spełniła to kryterium aż za bardzo. Wolę czytać książki, w których zachwycam się pomysłami i stylem autora, a nie myślę, że sama mogłabym...
Przeciętna historia, chociaż poruszająca temat straty bliskiej osoby oraz pogodzenia się z ową stratą i otwarcie się na świat. Zuzia traci matkę, za która bardzo tęskni. Kiedy wydaje się jej, że wychodzi na prostą, bo poznaję panią Teresę i zakochuje się w jej synu, los znów rzuca jej pod nogi kłody. Dobra, odprężająca książka.
Przeciętna historia, chociaż poruszająca temat straty bliskiej osoby oraz pogodzenia się z ową stratą i otwarcie się na świat. Zuzia traci matkę, za która bardzo tęskni. Kiedy wydaje się jej, że wychodzi na prostą, bo poznaję panią Teresę i zakochuje się w jej synu, los znów rzuca jej pod nogi kłody. Dobra, odprężająca książka.
Oceniam audiobooka w interpretacji Joanny Domańska i do samej interpretacji nie mam zastrzeżeń, bo sama nie zdołałabym tego przeczytać, audiobook trafia na moją półkę szkoda czasu i lasu, dawno nie słuchałam tak płytkiej, przewidywalnej, wręcz bezsensowenej książki, jeśli powstała w ramach terapii po stracie bliskiej osoby to rozumiem ale nie powinna ujrzeć światła dziennego a tym bardziej być wydana. Nie wiem jak zdołałam dosłuchać do końca, tylko lektorka i te 21 rozdziałów trzymało mnie w nadziei że szybko się skończy ale ja też się o mało nie skończyłam z nerwów słuchając tego gniota. Główna bohaterka irytuje od samego początku, jest dziwną osobą, żyje w odrealnionym świecie w którym nie ma przyjaciół, bliskich też nie ma matka zmarła a z ojcem kontaktu nie utrzymuje na własne życzenie, z książki wynika że ma 30 lat w mojej interpretacji ma 50 i problemy z nowoczesnymi technologiami oraz zaburzenia osobowości które przekładają się na kontakty z ludźmi i zwierzętami. Główna bohaterka potrzebuje natychmiastowej porady specjalisty i środków farmakologicznych. Nie polecam , wręcz przestrzegam bo szkoda czasu, nie wzniosła nic, poza irytacją, ale chyba tego mogłam się spodziewać już po samym tytule który jak sami widzicie nie porywa.
Oceniam audiobooka w interpretacji Joanny Domańska i do samej interpretacji nie mam zastrzeżeń, bo sama nie zdołałabym tego przeczytać, audiobook trafia na moją półkę szkoda czasu i lasu, dawno nie słuchałam tak płytkiej, przewidywalnej, wręcz bezsensowenej książki, jeśli powstała w ramach terapii po stracie bliskiej osoby to rozumiem ale nie powinna ujrzeć światła...
Okładka - widnieje na niej zamyślona kobieta, która siedzi na skarpie, a poniżej na okładce jest czarny kocur z zielonymi ślepiami. Okładka nie należy do ślicznych i zbytnio zachęcających, ale też nie jest zła.
Biorąc tą książkę do czytania pomyślałam sobie, że ma tylko 240 stron i że bardzo szybko ją przeczytam i tak też właśnie było. Książkę pochłonęłam w mgnieniu oka.
Główną bohaterką w książce jest Zuzanna Piątek, która boryka się ze stratą ukochanej mamy. Niestety jej matka zmarła dwa lata temu i dziewczyna nadal nie może sobie poradzić z żałobą. Chodzi z automatu do pracy, zostaje w niej po godzinach, nigdzie nie wychodzi. Tak naprawdę odcięła się od wszystkich znajomych, a także od jej ukochanego ojca. Na domiar złego dziewczynę molestuje pewien facet w pracy, ale jej szef ją zwalnia twierdząc, że to jej wina. Do tego dręczy ją złośliwy kot sąsiadki, który niemiłosiernie syczy przez ścianę i Zuza ma już go po dziurki w nosie. Zuzia co jakiś dzwoni do swojej mamy na jej komórkę, ale nikt nie odpowiada, aż pewnego dnia tajemnicza osoba odebrała telefon i co ciekawe Zuzia zaprzyjaźnia się z tą osobą. Nieoczekiwanie życie dziewczyny nabiera tempa i pojawiają się niespodzianki. Oczywiście autorka zawarła w tej całej powieści wątek miłosny. Dalej już nic wam nie zdradzę. Musicie same doczytać...
Ogólnie książkę czytało się bardzo szybko i jest napisana lekkim językiem, a do tego czasami można było się pośmiać. Tylko wkurzała mnie sama główna bohaterka. Bo kurde ile można opłakiwać matkę? Rozumiem żałoba, bliska więź z matką, ale niestety żyć trzeba dalej, a nie wegetować i ciągle mieć o coś pretensje i wszystkich odrzucać. Gdybym mogła to bym posłała jej kilka słów bo naprawdę czasami nerwowo nie wytrzymywałam.
Podsumowując - książka lekka i szybko się ją czyta :)
Ciekawa jestem czy ją czytałyście i czy choć odrobinę Was zaciekawiłam :)
Okładka - widnieje na niej zamyślona kobieta, która siedzi na skarpie, a poniżej na okładce jest czarny kocur z zielonymi ślepiami. Okładka nie należy do ślicznych i zbytnio zachęcających, ale też nie jest zła.
Biorąc tą książkę do czytania pomyślałam sobie, że ma tylko 240 stron i że bardzo szybko ją przeczytam i tak też właśnie było. Książkę pochłonęłam w mgnieniu...
"Numer telefonu" to bardzo lekka, łatwa i przyjemna historia o miłości. Banalna, przewidywalna i momentami nudna, choć zapowiadała się bardzo intrygująco. Sam zamysł bardzo mi się podobał, lecz główna postać kobieca była niewiarygodna, mdła i mało atrakcyjna. Do sięgnięcia po tą książkę zachęciła mnie pani z pobliskiej biblioteki, a później ciekawy opis książki. Natomiast okładka woła o pomstę do nieba - jest katastrofalna. Różowy napis, smutna kobieta oraz czarny kot nie wróżą niczego dobrego, ale stwierdziłam, że pozycja jest krótka, więc przebrnę przez nią szybko. I faktycznie czyta się ją w zastraszająco szybkim tempie.
Główna bohaterka nazywa się Zuzanna Piątek. Pracuje w dużej firmie, jest pracoholikiem, który wychodzi późno z pracy. Nie ma przyjaciół, ani bliskich osób. Wraca do pustego domu, w którym ciągle rozmyśla jakie to ma okropne i nudne życie. Zza ściany, z mieszkania sąsiadki ciągle słyszy wycie czarnego kota, który jest chyba najciekawszym bohaterem tej książki. Dziewczyna dwa lata temu straciła ukochaną mamę, z którą łączyła ją silna więź. Nie potrafi uporać się ze stratą, a jej żałoba objawia się zamknięciem w sobie, odtrąceniem bliskich osób oraz samotnością. Nawet oddaliła się od własnego ojca nie utrzymując z nim kontaktu. Jej codziennym rytuałem, który łagodzi ból po stracie jest telefonowanie na numer mamy i nagrywanie się jej na pocztę głosową. Sprawia to, że czuje obecność mamy. Pewnego dnia telefon odbiera tajemnicza kobieta, która zaskoczonej i zdruzgotanej Zuzannie tłumaczy, że od wczoraj jest to jej numer telefonu. Kobieta najpierw nieufnie podchodzi do rozmowy z nieznajomą, lecz w konsekwencji rodzi się między nimi przyjaźń. Nieznajomą okazuje się Teresa Kowalska, która mieszka w Gdańsku. Po stracie pracy przez Zuzę proponuje jej odpoczynek nad morzem i zaprasza ja do swojego domu. Podczas pobytu u Teresy - Zuzanna poznaje jej syna Jakuba, oraz totalnie zmienia swoje podejście do życia. Spotkanie obu pań wyzwala w nich zatracone emocje i wspomnienia, dzięki czemu obie odkrywają szczęście na nowo.
Fabuła książki dotycząca żałoby, samotności i przyjaźń między Zuzą a Teresą bardzo mi się podobała. Okazuje się, że wiek wcale nie musi dzielić ludzi. Ważnym wątkiem okazała się zażyłość Zuzanny z Jakubem, lecz w tej kwestii tak niezdecydowanej i bezmyślnej bohaterki nie widziałam. Zuza okazała się uciekającą od nie wiadomo czego kobietą, która nie wie czego chce i poprzez jej egoistyczny i bojaźliwy stosunek do życia traci ludzi, na których jej zależy. Zawsze zwracam szczególną uwagę na kobiece bohaterki w książkach czy filmach, lecz tutaj zachowanie Zuzanny i jej bierność przeszkadzały mi w całej tej historii.
"Numer telefonu" Anny Kucharskiej to lekka, łatwa lektura na jeden wieczór poruszająca temat żałoby, radzenia sobie z problemami, samotności czy przyjaźni. Język zastosowany w tej książce jest dość prosty i banalny. Nie jest to ambitna lektura, ale może umilić nam wiosenne wieczory.
"Numer telefonu" to bardzo lekka, łatwa i przyjemna historia o miłości. Banalna, przewidywalna i momentami nudna, choć zapowiadała się bardzo intrygująco. Sam zamysł bardzo mi się podobał, lecz główna postać kobieca była niewiarygodna, mdła i mało atrakcyjna. Do sięgnięcia po tą książkę zachęciła mnie pani z pobliskiej biblioteki, a później ciekawy opis książki. Natomiast...
Kiedy przeczytałam, że główna bohaterka to Zuzia Piątek, potraktowałam to jak omen, zapowiadający dobrą książkę. Dlaczego? Bo moja ukochana wnuczka ma tak na imię, a urodziła się w piątek, więc wzięłam to za dobry znak.
Jakże się jednak pomyliłam. Można powiedzieć, że tematem przewodnim książki jest ból i rozpacz po stracie bliskiej osoby, w tym przypadku matki głównej bohaterki. Ale to jakiś poroniony pomysł, aby cała fabuła kręciła się wokół tego wątku, aby blisko trzydziestoletnia kobieta tak bardzo nie radziła sobie z życiem, zatracając się całkowicie w żałobie, która wrosła w jej duszę, serce, umysł ... Nie potrafiła skorzystać z okazji, gdy los podał jej rękę, nie dała sobie szansy na szczęście, mało tego - nie dała jej też własnemu ojcu.
W moich oczach Zuzka jest postacią infantylną, skupioną na swoim bólu, chwiejną emocjonalnie, zmienną w nastrojach, niedojrzałą. Nie wiem czy to celowy zabieg autorki, czy sprawił to język samej powieści, który mnie nie przypadł do gustu. Cała powieść raczej naiwna, przewidywalna, rozwlekła. Mnie - jakkolwiek przeczytałam ją do końca - nie przekonała i nie urzekła właściwie niczym.
Kiedy przeczytałam, że główna bohaterka to Zuzia Piątek, potraktowałam to jak omen, zapowiadający dobrą książkę. Dlaczego? Bo moja ukochana wnuczka ma tak na imię, a urodziła się w piątek, więc wzięłam to za dobry znak.
Jakże się jednak pomyliłam. Można powiedzieć, że tematem przewodnim książki jest ból i rozpacz po stracie bliskiej osoby, w tym przypadku matki głównej...
Przede wszystkim książkę czyta się bardzo łatwo. Może nie najszybciej, stosunkowo do liczby stron. Jednak proces ten, okazał się przyjemny i w miarę satysfakcjonujący. Może ta książka nie należy do tych genialnych, o których mówią rzesze ludzi, ale z pewnością jest bardzo ciekawa.
Pomysł na fabułę, faktycznie jest oryginalny. Jednak wykonanie nie było już takie perfekcyjne. Oczywiście nie twierdzę, że było złe, ale niestety czegoś mi brakowało. Zajmijmy się najpierw pozytywami. Historia nie dość, że jest wyjątkowa to i potrafi sobą zainteresować.
Wątków nie jest wiele, ale w tym przypadku okazuje się być to bardzo dobrym rozwiązaniem. Gdyby było ich, choć odrobinę wiele, wydaje mi się, iż przytłoczyłyby to, na co powinniśmy zwrócić uwagę. Dlaczego? Poza głównym, związanym ze znajomością Teresy i Zuzy, poznajemy przeszłość wszystkich bohaterów, która miejscami jest bardzo skomplikowana. Co ważne poprowadzone są one w miarę ciekawie, a ich rozmieszczenie w czasie, również było poprawne. Rozwiązanie danej sytuacji nie następowało zaraz po jej wydarzeniu się. By poznać rezultaty czegoś, trzeba troszkę poczekać. I tak powinno być.
A co z negatywami? Niestety są. Brakowało mi czegoś, co przyciągałoby mnie do książki. Czytałam ją, bo ją zaczęłam i interesowała mnie fabuła. Gdybym jednak musiała ją przerwać czytać i powrócić po jakimś czasie, nie byłoby to powodem do smutku. Co więcej, wydarzenia były przewidywalne. Z pewnością już czytając opis, spodziewacie się tego, co będzie na końcu. Choć faktycznie jedno wydarzenie mnie bardzo zszokowało. Mimo to tego jest za mało. Czuję niedosyt.
Co do głównej bohaterki, mam bardzo mieszane uczucia. Początkowo rzeczywiście jej współczułam. Wydawała się zagubioną kobieta, pełną trosk i lęków. Później zaczęła mnie niestety bardzo denerwować. Często nie rozumiałam, o co jej chodzi w konkretnych sytuacjach. Myślę, że część nastolatków wykazałaby się lepszym zachowaniem. Tyle w tym temacie.
Książka nie jest idealna, ale czyta się ją dość dobrze. Jak wiele publikacji ma swoje wady, ale ma też zalety. Jak już pisałam, styl autorki jest łatwy, zatem nie męczymy się przy czytaniu. Jest to bardzo dobra historia do czytania w deszczowy dzień czy leniwą niedzielę. Każda kobieta w jakiś sposób odnajdzie się w historii Zuzanny.
Przede wszystkim książkę czyta się bardzo łatwo. Może nie najszybciej, stosunkowo do liczby stron. Jednak proces ten, okazał się przyjemny i w miarę satysfakcjonujący. Może ta książka nie należy do tych genialnych, o których mówią rzesze ludzi, ale z pewnością jest bardzo ciekawa.
Pomysł na fabułę, faktycznie jest oryginalny. Jednak wykonanie nie było już takie...
Jestem zła, bardzo zła, bo już dawno żadna z książek nie rozczarowała mnie tak bardzo, jak powieść Anny Kucharskiej. Moje rozczarowanie wynika z tego, że nastawiłam się na historię, która - jak sądziłam - wzruszy mnie i sprawi, że ożyją moje wspomnienia o sobie, której od dawna już nie ma. O moja naiwności, ale od początku.
Bohaterką jest dwudziestoośmioletnia Zuzanna, która dwa lata temu straciła najbliższą osobę - mamę. Od tamtego czasu dziewczyna tkwi w marazmie. Nic ją nie cieszy, bo i co ma cieszyć. Zuza stroni od ludzi, mało tego, zerwała kontakt z ojcem, co ją dodatkowo dręczy. Poza tym dnie spędza w niesatysfakcjonującej ją pracy a samotne wieczory na słuchaniu złowieszczo syczącego kota, zaś jej rytuałem jest codzienne dzwonienie na ciągle aktywny numer mamy. Niespodziewanie pewnego wieczoru telefon zostaje odebrany przez nieznaną kobietę. Początkowy szok przeradza się w zaciekawienie, a następnie stały kontakt. Poznanie Teresy zmienia życie Zuzanny o 180 stopni.
Czyż nie ciekawa i poruszająca fabuła? Byłam pewna, zważywszy na oceny książki, że autorka zrobiła z niej piękną i wzruszającą historię, będącą dla wielu osób pewnego rodzaju ratunkiem, oczyszczeniem, nadzieją... Sam fakt poruszenia tak ważnego tematu jak żałoba, jest zobowiązujący. Według mnie pisząc o wielkich emocjach nie można sobie pozwolić na bylejakość i brak psychologicznej głębi. Niestety w tej historii istotny wątek zdominowała przewidywalność i infantylizm bohaterki. Nie wnikam w to jak Zuza radzi sobie ze stratą mamy, bo jest to indywidualne odczucie i z nim się spierać nie można, ale że z każdej sprawy robi wielki problem. Na dodatek jej poglądy są charakterystyczne dla mało rozgarniętej nastolatki, a nie dojrzałej kobiety.
Dobrze zapowiadająca się historia, bo początek napawa optymizmem, ponadto językowo nie jest źle, w pewnym momencie robi się tak absurdalna i nużąca, że miałam problem z jej dokończeniem. Swoje też zrobiły roztrząsane przez Zuzę problemy duszy, a także miłosne dylematy, które przekroczyły granice mojej wytrzymałości, zwłaszcza że bohaterka ignorowała uczucia ludzi, których los boleśnie doświadczył, bo jej za mało było samobiczowania i rozpaczy. Wiem, że i tak bywa, ale w tej historii emocje Zuzy (w opozycji do niej jest grupa osób zdrowo myślących) przejaskrawiono i doprowadzono do niedorzeczności, tworząc melodramatyczną i miałką opowiastkę. Nic nie poradzę, że w postawie bohaterki widziałam tylko egoizm i brak życiowej mądrości. Nie chcę się już nad nią ani spojlerować, przytaczając dowody jej bezsensownego zachowania, ale uwierzcie mi zdecydowanie bystrzejszą była ośmioletnia Ula.
"Ula objęła moją szyję swoimi małymi rączkami, a później spytała:
- Dlaczego jesteś smutna?
- Bo moja mamusia nie żyje... - odparłam.
- Ja też długo byłam smutna, ale przecież mam tatusia, a mamusię mam tu. - To rzekłszy, dotknęła małą rączką lewej strony swojej klatki piersiowej. (...)
- Zuziu, ty nie możesz być smutna. Jak twoja mamusia będzie tam, gdzie moja, wszystko będzie dobrze - Wiedziałam, że mówiąc "tam", miała na myśli serce. - A ty już nie płacz, bo przecież żyjesz, no nie?"
Nie będę Wam polecać tej powieści ani też do niej zniechęcać. Nie chcę też dłużej się rozpisywać, ponieważ emocje biorą górę. W każdym razie zawiodła mnie ta książka, być może zbyt wiele od niej oczekiwałam, ale czy taki temat nie skłania do przyjęcia pewnych założeń? Szczególnie gdy jest on nam wyjątkowo bliski.
Jestem zła, bardzo zła, bo już dawno żadna z książek nie rozczarowała mnie tak bardzo, jak powieść Anny Kucharskiej. Moje rozczarowanie wynika z tego, że nastawiłam się na historię, która - jak sądziłam - wzruszy mnie i sprawi, że ożyją moje wspomnienia o sobie, której od dawna już nie ma. O moja naiwności, ale od początku.
Strata bliskiej osoby to cios dla każdego, puste miejsce w sercu jest dotkliwie odczuwane nawet pomimo upływu czasu. Niekiedy da się je trochę zapełnić, chociaż nigdy do końca, a pamięć wciąż przypomina, że kogoś już nie ma z nami, chociaż tak potrzebujemy tego człowieka. Co zrobić w chwili kiedy ból najbardziej daje o sobie znać? Może zatelefonować?
To już był rytuał, dokładnie od dwóch lat, w każdy wieczór Zuzanna dzwoniła do matki. Nieważny był dzień tygodnia czy to co przydarzyło się podczas niego. Po prostu dopełnieniem zawsze było wybranie tak dobrze znanego numeru i ... usłyszenie głosu z drugiej strony. Można powiedzieć, iż to przecież nic niezwykłego, banalna sprawa, po prostu kolejna rozmowa, chyba, że osoba, do której dzwonimy nie żyje. Dla Zuzanny głos nagrany na poczcie głosowej daje poczucie bezpieczeństwa i pozwala, chociaż na chwilę, wrócić do czasu kiedy jeszcze świat widziany był w jasnych kolorach. Teraz wszystko wyblakło, straciło na ważności, jedynie odgłosy diabelskiego kota zza ściany wciąż są tak samo denerwujące. Praca nie daje satysfakcji, jedynie stanowi źródło utrzymania, a w pewnym momencie nawet i w niej los daje prztyczka w nos Zuzannie Piątek. W takiej sytuacji pozostaje tylko jedno, ale niespodziewanie zamiast nagranych słów słychać kogoś zupełnie innego. Rozczarowanie, żal i przede wszystkim ból po raz kolejny przypominają o śmierci i pustce. Niespodziewana rozmowa jednak ma swoje dobre strony - rozmówczyni dodaje otuchy młodej kobiecie, wysłuchuje ją i przede wszystkim pozwala na wyrzucenie skrywanych zgryzot. Czy dzięki telefonowi można zdobyć przyjaciółkę? Pytanie to zaczyna nurtować Zuzę, lecz nie ma zbytnio czasu by zawracać sobie nim głowę. W jej życiu zaczynają się całkiem zaskakujące sprawy, najpierw niezaplanowana podróż na drugi koniec Polski, zaraz potem spotkanie Teresy, no i poznanie Jakuba. Jak na tak krótki okres czasu to dużo, być może zbyt wiele? Na tym nie koniec niespodzianek, wprost przeciwnie, zza chmur zdaje się nieśmiało wychylać słońce, ale na kiełkujące szczęście wciąż rzuca cień przeszłości. Czy da się zaleczyć rany i pozwolić sobie na nowy życiowy rozdział? Rzeczywistość nie jest aż tak prosta, a i ludzie umieją skomplikować co nieco.
Rozmowa pozwala na wyjaśnienia, wytłumaczenia, daje możliwość usprawiedliwienia się, a zwłaszcza przeproszenia za swoje czyny. Pod jednym warunkiem - musi być dialogiem nie monologiem. Niestety czasem najpierw mówimy, potem myślimy, na samym końcu dopiero uświadamiając sobie jaką siłę mają słowa - te wypowiedziane i te przemilczane. Zuzanna zbyt dobrze już poznała ciężar jednych oraz drugich, teraz chce stawić czoła przeszłości i przyszłości. Jedna z drugą jest nierozerwalnie związana, ale jedynie na tę drugą można jeszcze wpłynąć ...
Ciepła opowieść o przyjaźni, sile rodzinnych więzów oraz różnych obliczach miłości jest lekturą, którą zawsze bardzo chętnie przeczytam. "Numer telefonu" właśnie jest taką historią, pozwalająca z jednej strony na relaks, z drugiej na kibicowanie bohaterom w ich perypetiach. Książka Anny Kucharskiej daje zastrzyk optymizmu, nie za słodkiego, lecz rzeczywistego. Oczywiście "Numer telefonu" ma w sobie wątki bardziej refleksyjne oraz momenty gdzie chciałoby się coś podpowiedzieć postaciom - dać przyjacielską radę. Ale rolą czytelnika jest śledzenie poczynań bohaterki i jej bliskich oraz trzymanie za nich kciuków, szczególnie w momentach kiedy wszystko idzie w przeciwnym kierunku od oczekiwanego. Pozostaje jeszcze zakończenie, gdzie swoją obecność zaznacza pewien piekielny kot - Behemot.
Strata bliskiej osoby to cios dla każdego, puste miejsce w sercu jest dotkliwie odczuwane nawet pomimo upływu czasu. Niekiedy da się je trochę zapełnić, chociaż nigdy do końca, a pamięć wciąż przypomina, że kogoś już nie ma z nami, chociaż tak potrzebujemy tego człowieka. Co zrobić w chwili kiedy ból najbardziej daje o sobie znać? Może zatelefonować?
„Niektórzy ludzie modlą się do Pana Boga, nim pójdą spać. Ja rozmawiałam z mamą, bo pomimo że było to jawne oszustwo, czułam, że ona jednak mnie słyszała. Myślę, że była to moja prywatna osobista modlitwa. Coś, czego nikt mi nie odbierze” – zdania te kryją w sobie cały ból, jaki odczuwa się po stracie bliskiej osoby oraz bezsilność wobec faktu, że nikt i nic nie jest w stanie nam jej zwrócić. Po śmierci każdy z nas przeżywa żałobę, ale kluczem do poradzenia sobie z pustką i do dalszego życia jest przejście przez kolejne fazy tej żałoby, a nie wypieranie rzeczywistości. Kiedy wciąż usilnie staramy się egzystować tak, jakby w naszym życiu nie miało miejsce tragiczne wydarzenie, jakby wszystko funkcjonowało w dotychczasowej formie, nigdy nie odzyskamy równowagi, nigdy tak naprawdę nie pozwolimy zmarłej osobie odejść.
Zuzanna Piątek, niemal trzydziestoletnia pracownica działu reklamy jednego z rzeszowskich wydawnictw od dwóch lat zaklina rzeczywistość dzwoniąc po pracy do mamy. I nie byłoby w tym nic szczególnie dziwnego, gdyby nie fakt, iż … jej mama zmarła dwa lata temu. Wykręcając numer rodzicielki Zuzanna doskonale zdaje sobie z tego sprawę, a jednak wciąż podnosi słuchawkę, godzinami prowadząc rozmowy z głuchą ciszą na linii. Tym większy jest jej szok, kiedy pewnego dnia po drugiej stronie odzywa się kobiecy głos. Teresa Kowalska, tak bowiem nazywa się rozmówczyni Zuzanny, wcale nie reaguje podejrzliwie, a wręcz przeciwnie – wydaje się doskonale rozumieć potrzebę kontaktu. Dla niej również te rozmowy, które wkrótce stają się codziennością, są remedium na samotność. Syn Teresy, właściciel firmy produkującej polskiej wina, wyjechał bowiem w podróż służbową do Wenecji ona zaś czuje się zagubiona w dużym domu. Mimo dzielącej ich odległości oraz różnicy wieku, kobiety stają się sobie coraz bliższe, choć jeszcze nie do końca są świadome wpływu, jaki na siebie wywierają.
O tym, jak rozwinie się ta historia, przekonamy się w trakcie lektury powieści autorstwa Anny Kucharskiej. Książka „Numer telefonu”, opublikowana nakładem Wydawnictwa Videograf, to ciepła opowieść o tym, że każdy zasługuje na szczęście, że każdy z nas doświadcza straty, jednak kluczem do powodzenia w życiu jest nasza postawa wobec przeciwności losu, otwarty umysł i serce. Lektura tej opowieści przynosi ukojenie tym, którzy wciąż nie mogą pogodzić się z odejściem, ze stratą, a także tym, którzy zbytnio skupieni są na swoim wnętrzu, żeby dostrzec całe spektrum możliwości.
(...)
Pełna treść recenzji znajduje się na stronie:http://qulturaslowa.blogspot.com/2016/01/anna-kucharska-numer-telefonu.html
„Niektórzy ludzie modlą się do Pana Boga, nim pójdą spać. Ja rozmawiałam z mamą, bo pomimo że było to jawne oszustwo, czułam, że ona jednak mnie słyszała. Myślę, że była to moja prywatna osobista modlitwa. Coś, czego nikt mi nie odbierze” – zdania te kryją w sobie cały ból, jaki odczuwa się po stracie bliskiej osoby oraz bezsilność wobec faktu, że nikt i nic nie jest w...
"Wiedziałam już, że miłość to wspólny poranek przy otwartym oknie w letni dzień, o którym marzysz, aby nigdy się nie skończył".
Żałoba po stracie ukochanej osoby może przybierać różnorakie formy – wielkiej rozpaczy, smutku, zamknięcia się w sobie, ale także sięgnięcia po rożnego rodzaju używki i niekończącą się zabawę. Niektórzy jednak wypracowują w sobie zupełnie inny mechanizm obronny, który pozornie nieszkodliwy, może w dłuższej perspektywie spowodować większe spustoszenie niż chwilowe odreagowanie. Z rzeczywistością trzeba się bowiem zmierzyć prędzej czy później, o czym przekonuje się bohaterka książki pod wiele mówiącym tytułem stanowiącym słowo klucz, czyli "Numer telefonu".
Anna Kucharska to pochodząca z Rzeszowa, urodzona w 1987 r. absolwentka politologii na Uniwersytecie Rzeszowskim, mieszkająca obecnie w Nisku. W 2014 r. autorka wydała swoją debiutancką powieść pt. "Całkiem dobra książka o miłości". Jej wcześniejsze sukcesy to bycie w 2011 r. laureatką konkursu "Blogowe Dbajki", a także znalezienie się jej opowiadania w zbiorze pt. "Wyjątkowe święta Kiko, Niko i Sokratesa".
Dwudziestoośmioletnia Zuzanna Piątek dwa lata temu została osierocona przez swoją mamę, która była jej najlepszą przyjaciółką. Od tego czasu bohaterka funkcjonuje w miarę normalnie – pracuje do późnych godzin w miejscu, którego nie lubi. To jednak tylko pozory, bowiem Zuza wypracowała sobie codzienny rytuał pod postacią dzwonienia na ciągle czynny telefon mamy, by za pomocą monologu wyrzucać z siebie nagromadzone emocje. Pewnego dnia jednak, telefon zostaje odebrany przez nieznaną jej kobietę. Od tego momentu życie bohaterki wkracza na zupełnie inne tory.
"Numer telefonu" to książka ukazująca dość głęboko panoramę życia osoby, która nie jest w stanie pogodzić się z odejściem najbliższego sobie człowieka. I przyznam szczerze, że spoglądając na okładkę, nie spodziewałabym się tak trudnego tematu, o którym przecież nie jest łatwo pisać. Czy obrazek przedstawiający zamyśloną, młodą kobietę i czarnego kota może być więc mylący? Biorąc pod uwagę całą fabułę powieści myślę, że niekoniecznie, aczkolwiek z pewnością nie wskazuje na aż tak niewdzięczny temat.
Anna Kucharska stworzyła zapadający w pamięć portret psychologiczny Zuzanny, czyli osoby, która nie potrafi normalnie żyć, odkąd zmarła jej matka. Autorka daje czytelnikom możliwość wejścia w umysł bohaterki i poznania jej najskrytszych myśli, które wzbudzają ambiwalentne uczucia. Trzeba bowiem przyznać, że wyrzuty sumienia jakimi stale karmi się Zuza oraz wspomnienia to przejmujące elementy jej kreacji psychologicznej. Trudno jednak zrozumieć wybory bohaterki pod postacią zerwania kontaktu z ojcem czy też strachu przed nowym uczuciem. Z pewnością więc dość niejednoznaczna kreacja Zuzanny będzie budzić w czytelnikach wiele odczuć, łącznie z takimi jak konsternacja, zdziwienie i złość.
W powieści znajdziecie wiele wątków, bowiem pojawia się miłość, przyjaźń, cierpienie, wybaczenie sobie samemu, ale także pojawia się ukazany na okładce kot. Kot Behemot, którego główna bohaterka dosłownie nie znosi, reagując z wściekłością na każde jego syczenie. I jak to w życiu bywa, nigdy nie można niczego być pewnym, bowiem los Zuzanny odwraca się, a wraz z tym do jej życia wkracza właśnie tenże kot. To taki śmieszny akcent fabularny, który oczywiście mnie, wielbicielkę kotów, bardzo przypadł do gustu.
"Numer telefonu" to ciepła opowieść z lekką nutką przewidywalności, która w pewnych elementach potrafi zaskoczyć. I pomimo faktu, iż wątek pod postacią pojawienia się podwójnego romansu jest nieco naciągany i mało realistyczny, książka ta zapewniła mi mile spędzone popołudnie. Najważniejsze jest jednak to, że po jej lekturze pojawiło się w moim umyśle sporo refleksji na temat śmierci i niedoceniania codzienności. Telefon do mamy także się pojawił, na szczęście odebrała.
http://www.subiektywnieoksiazkach.pl/
"Wiedziałam już, że miłość to wspólny poranek przy otwartym oknie w letni dzień, o którym marzysz, aby nigdy się nie skończył".
Żałoba po stracie ukochanej osoby może przybierać różnorakie formy – wielkiej rozpaczy, smutku, zamknięcia się w sobie, ale także sięgnięcia po rożnego rodzaju używki i niekończącą się zabawę. Niektórzy jednak wypracowują w sobie zupełnie inny...
Cóż mogę powiedzieć o tej książce? Mam sprzeczne uczucia. Z jednej strony dobrze wymyślona fabuła, ale z drugiej mam także bardzo dużo uwag. Czasem nawet irytowałam się i klęłam pod nosem, chcąc jakoś załagodzić swoje nerwy podczas czytania. Ale o tym później...
Zuzanna Piątek wciąż cierpi po stracie matki, która zmarła dwa lata temu. Odizolowała się od świata, przestała kontaktować się z ojcem i ze znajomymi. Ucieka w pracę, której szczerze nienawidzi. Mimo tego tylko tam, naliczając nadgodziny, potrafi wyłączyć choć na chwilę umysł.
Często również dzwoni na numer telefonu swojej rodzicielki, aby wyżalić się z okropnego dnia. Wciąż żyje nadzieją, że jej nagła śmierć okaże się kłamstwem i odbierze połączenie, szepcząc jej do ucha kojące słowa.
Któregoś dnia w końcu, po drugiej stronie słuchawki, ktoś odbiera. Nieznajoma kobieta oznajmia jej, że od dwóch dni posiada ten numer, niegdyś należący do martwej matki głównej bohaterki. Z początku skołowana Zuzanna nie może uwierzyć w to, że musi zrezygnować ze swojego codziennego rytuału, jednak Teresa okazuje się być równie osamotnioną duszą i znajdują w swoich słowach otuchę. Zaprzyjaźniają się, aż w końcu nowa przyjaciółka zaprasza ją do Gdańska, do swojego i jej syna domu.
Szczerze, nie jestem mocno wymagającą czytelniczką. Jednak najbardziej irytował mnie upór głównej bohaterki. Nie rozumiałam jej. Nie pochłonęła mnie jej ,,makabryczna" historia życia. Rozumiem, że ubolewała po stracie matki, ale w końcu... Minęły dwa lata. Sama jestem po stracie ojca i to w podobnym okresie czasowym, lecz nie mam takich destrukcyjnych myśli, co ona. Rozumiem, że śmierć boli. Rozumiem, że wyrzuty sumienia dają o sobie znać. Rozumiem, że była do niej przywiązana i całkowicie rozumiem, że była jedyną osobą, przy której mogła się wypłakać. Ale kompletnie nie rozumiem jej toku myślenia.
Poza tym ,,powody", przez które zerwała kontakt z ojcem, są - delikatnie określając - bezsensowne. To, że rodzice mieli rację na temat jej ex-chłopaka, nie oznacza wcale, że po śmierci matki po prostu nadal kroczy dumna z uniesioną głową i nie chce się odzywać do ojca. Ona sama powinna po tej tragedii zrozumieć, że ,,fochy" nie są wskazane, jeśli życie jest tak krótkie. Został jej tylko tata, ale Zuza oczywiście tego nie zauważa. Boi się do niego odezwać, zamiast starać się naprawić rodzinne więzy.
Jestem Gdańszczanką. Jak już wcześniej wspomniałam, główna bohaterka pojechała do Pani Teresy, do Gdańska, aby w jakiś sposób usunąć problemy z głowy. Poznała tam jej syna, Jakuba, do którego później zaczęła coś czuć. Niedługo po swoim przyjeździe do Trójmiasta dowiedziała się, że rodzina Kowalskich także nosi w sercu żałobę, bo mąż Teresy oraz żona Jakuba zmarli w wypadku samochodowym. Któregoś dnia postanowiła zwiedzić Cmentarz Łostowicki, aby odwiedzić ich groby.
Owe miejsce pochówków znam jak własną kieszeń. To miejsce jest tak ogromne, że wiele osób może się tam zagubić, nawet idąc główną aleją - mieszkańcy, a co dopiero przyjezdni. Według książki Zuzanna znalazła ich nagrobek w ciągu godziny. Uwierzcie, że w ciągu godziny, biegnąc (!) i czytając po drodze wszystkie tablice z nazwiskami, nie przeszłaby nawet 1/20 części cmentarza, nawet jeśliby znała numer kwatery. Musiałaby być szczęściarą, jeśli weszła odpowiednim wejściem i natrafiła na odpowiednie miejsce w zaledwie sześćdziesiąt minut. Kilkadziesiąt minut zajmuje mi samo zejście z górnej części, do dolnej, idąc głównymi szlakami, co mówi samo przez siebie.
Już nie wspomnę o słynnej Motławie, czy o Stogach - dzielnicy Gdańska. Ja całkowicie rozumiem, że jest to fikcyjna książka, wymyślona historia, ale zawsze to powtarzam, że jeśli nie zna się miasta, o którym autor pisze, powinno się odpuścić.
Następnym minusem jest styl pisania. Książka, jak sami widzicie, jest krótka, a napisanych jest trylion stronic na temat tego, co ona je na śniadanie, obiad, kolację. Uwielbiam opisy, naprawdę, ale tutaj to była lekka przesada. Rozumiem opisywanie uczuć, ale tutaj po prostu... Mózg mi pulsował z wysiłku. Tak, to chyba najlepsze stwierdzenie. Poza tym dialogi... Nie wyobrażam sobie, żeby w życiu codziennym ktoś tak sztywno mówił. Rozmowy powinny wypływać z ust płynnie, nie tak twardo. Przez konstrukcję zdań nie potrafiłam się zrelaksować przy lekturze, a co dopiero śmiać się, czy płakać, współczuć.
No i jeszcze sprawa wrednego kota... Wzmianka o nim raz, dwa, czy nawet dziesięć razy - ujdzie. Ale jego ,,mowa" - syczenie - nie było miłe dla oka. Wiem, że miało wyjść śmiesznie, jak w przypadku książki ,,Nie dajesz mi spać" Alice Clayton, lecz wyszło coś kompletnie przeciwnego. Po prostu ten epizod jest irytujący. Również nie spodobała mi się mowa Zuzanny pod wpływem alkoholu. Zamiast w sekundę jedno słowo przeczytać, musiałam się skoncentrować, aby zrozumieć sens jej słów. Przesada.
To tyle minusów, ale są też plusy. Gdyby nie to wszystko (właściwie są to fundamenty dobrej powieści), oceniłabym książkę naprawdę dobrze. Sam pomysł o pokrzywdzonej przez los kobiety, która nie potrafi pokolorować swojego szarego świata, jest dobry. To, jak rozpacza po śmierci matki i nie może pogodzić się z faktem, że jej już nie ma - OK. Znak - zapewne z nieba - który podpowiada jej o wyjeździe do Gdańska. Numer telefonu, który w krytycznym czasie zmienia właściciela. I znikąd pojawiająca się miłość.
To jest naprawdę dobre. Kolejny raz możemy się dowiedzieć, że przeznaczenie każdego dopadnie w swoje sidła. Każdemu pisane jest, aby zaznać szczęścia w najmniej spodziewanym momencie. Historia uczy, że sami jesteśmy panami własnego losu i tylko musimy wziąć się w garść i odsunąć swoją dumę na bok, żeby wyjść na prostą.
Warto choćby przeczytać, żeby przemyśleć pewne kwestie życiowe.
Oceniam książkę na 3+/6 ze względu na fabułę. Gdyby była jeszcze grubsza, bardziej rozbudowana akcja, dostałaby większą ocenę.
Za możliwość przeczytania książki dziękuję
Wydawnictwu Videograf
http://facebook.com/StanZaczytany
Cóż mogę powiedzieć o tej książce? Mam sprzeczne uczucia. Z jednej strony dobrze wymyślona fabuła, ale z drugiej mam także bardzo dużo uwag. Czasem nawet irytowałam się i klęłam pod nosem, chcąc jakoś załagodzić swoje nerwy podczas czytania. Ale o tym później...
Zuzanna Piątek wciąż cierpi po stracie matki, która zmarła dwa lata temu....
Książka bardzo pozytywnie wpłynęła na moje życie, nie warto ganiać za przeszłością i obwiniać się za coś czego i tak byśmy już teraz nie zmienili. Trzeba zastanowić się nad przyszłością i chwytać dzień!
Książka bardzo pozytywnie wpłynęła na moje życie, nie warto ganiać za przeszłością i obwiniać się za coś czego i tak byśmy już teraz nie zmienili. Trzeba zastanowić się nad przyszłością i chwytać dzień!
Zgłaszam kategoryczny sprzeciw takiemu pisarstwu! Główny wątek tego opowiadania (bo utwór raczej nie spełnia wymogów powieści) to tylko magnes mający na celu zwabić czytelników szukających wsparcia po stracie najbliższej osoby!
Mnie ta książka zawiodła bardzo: infantylna, nudna, rozmazgajona i właściwie nic nie wnosząca. Owszem- nieprzewidywalna..., bo nie przewidziałam tego, że do końca nie będę wiedziała o co chodzi.
Jedyny plus za zupełnie nierealnego kota Behemota, wiecznie syczącego (!) ludzkim językiem.
Zdecydowanie odradzam zakup i lekturę!
Zgłaszam kategoryczny sprzeciw takiemu pisarstwu! Główny wątek tego opowiadania (bo utwór raczej nie spełnia wymogów powieści) to tylko magnes mający na celu zwabić czytelników szukających wsparcia po stracie najbliższej osoby!
Mnie ta książka zawiodła bardzo: infantylna, nudna, rozmazgajona i właściwie nic nie wnosząca. Owszem- nieprzewidywalna..., bo nie przewidziałam...
Los jest nieprzewidywalny. Lubi z nas szydzić i grać na naszych emocjach. Gdy zabiera nam, to co najbliższe naszemu sercu, cały nasz świat, rozsypuje się na milion kawałków. Wystarczy jeden podmuch, by wszystko się zawaliło, a poskładać roztrzaskane części, jest niezwykle ciężko...
Zuzanna Piątek, dwa lata temu straciła ukochaną matkę. Ciężko jej pozbierać się po tej tragedii i znaleźć miejsce w życiu. Zerwała kontakt z ojcem, a sama coraz bardziej popada w żałobę, uciekając w pracę, której szczerze nienawidzi. Jednak to wydaje się być najlepszym rozwiązaniem, niż siedzenie w pustym domu i rozmyślanie. Zuzanna ma jednak swój rytuał, codziennie, w chwilach słabości, dzwoni pod numer telefonu, który niegdyś należał do jej matki. Dzięki temu, jakoś odnajduje w sobie siłę, by móc dalej żyć. Pewnego dnia, telefon odbiera nieznajoma kobieta. Zuzka jest przerażona i choć na początku nie wie jak odnaleźć się w nowej sytuacji, w końcu zaczyna prowadzić rozmowy z tajemniczą nieznajomą. Codzienne rozmowy przynoszą jej ukojenie, a między kobietami wywiązuje się przyjaźń. Teresa, zaprasza Zuzannę do siebie, ale ta boi się skorzystać z propozycji, nie wiedząc co może ją tam spotkać. Gdy, z powodu nieszczęśliwego splotu wydarzeń, Zuzka traci pracę, decyduje się skorzystać z zaproszenia starszej pani. Tak oto, ląduje w Gdańsku, gdzie poznaje syna Teresy, Jakuba, który z każdym dniem staje się jej coraz bliższy. Jednak niebawem Zuzanna, będzie musiała zmierzyć się z tym co przyszykował dla niej los, a konfrontacja z przeszłością, może okazać się niezwykle trudna i bolesna.
Anna Kucharska, to młoda pisarka, która zadebiutowała powieścią „Całkiem dobra książka o miłości”. „Numer telefonu” to jej druga książka i mam nadzieję że nie ostatnia. Miałam okazję czytać pierwszą książkę autorki i byłam zachwycona, ale „Numer telefonu” całkowicie podbił moje serce. To króciutka, ale niezwykle treściwa opowieść o cierpieniu po stracie ukochanej osoby, o radzeniu sobie z bólem i o szarej, przytłaczającej codzienności. Autorka pisze również o wybaczaniu, o miłości, która przynosi ukojenie i poszukiwaniu szczęścia. Najnowsza powieść Anny Kucharskiej, to piękna i niezwykle poruszająca książka, która poruszy wasze serca i dusze.
Ciężko poradzić sobie ze stratą bliskiej osoby. Pogodzenie się ze śmiercią, jest niezwykle trudne i bolesne, a świadomość tego, że ktoś, kto dotychczas był przy nas cały czas, już nie wróci, potęguje rozpacz. Życie przestaje mieć sens, a codzienność traci barwy. Jak dalej żyć? Jak funkcjonować? Jak pogodzić się z wyrokami losu? Tak naprawdę, jest to niewykonalne. Wspomnienia zawsze pozostaną i będą jak krwawiąca rana, która nie chce się goić. Jedyne co można zrobić, to spróbować pogodzić się z przeszłością, poszukać celu w życiu, który sprawi, że nasza rzeczywistość na nowo nabierze barw.
Anna Kucharska w swojej książce, porusza, ten trudny i bolesny temat. Poprzez swoją bohaterkę, pokazuje nam, jak ogromne może być cierpienie, po śmierci bliskich. Zuzanna straciła matkę, swoją najlepszą przyjaciółkę i powierniczkę. Nie może pogodzić się z tym, że już nigdy jej nie zobaczy. Życie całkowicie straciło dla niej sens, a znienawidzona praca, w pewnym sensie pozwala ukoić ból i zapomnieć. Jednak gdy tylko przekracza próg mieszkania, jej wspomnienia wracają. Ból staje się zbyt silny, a rany zbyt świeże. Jedynym ratunkiem, jest codzienny rytuał – dzwonienie pod numer telefonu, który kiedyś należał do jej mamy. To pozwala jej jakoś przetrwać każdy kolejny dzień. Jednak, jak długo można tkwić w odrętwieniu? Jak długo, można zatracać się w żałobie i cierpieniu? Gdy pewnego dnia, telefon odbiera nieznajoma kobieta, życie Zuzanny zostaje wywrócone do góry nogami. Będzie musiała przygotować się na zmiany, które niekoniecznie okażą się łatwe.
„Numer telefonu” to książka którą czyta się błyskawicznie. Akcja jest wartka, a bohaterzy bardzo dobrze wykreowani, zwłaszcza postać Zuzanny, głównej bohaterki powieści. Autorka w świetny i niezwykle dojrzały sposób, ukazała portret psychologiczny, osoby cierpiącej i zmagającej się ze stratą. Ból Zuzanny jest wręcz namacalny, a jej postać niezwykle ludzka i prawdziwa. Całość tchnie autentycznością, a lekki język i styl autorki, sprawiają że czytanie staje się prawdziwą przyjemnością. Nie można również zapomnieć o postaci kota, diabelskiego pomiotu, który co chwilę syczy na główną bohaterkę, a jego syk, autentycznie przyprawia o ciarki na plecach. Nie zabraknie tutaj również wątku miłosnego, który w delikatny i subtelny sposób dopełnia całości. Nie jest on wiodącą częścią książki, dlatego stanowi przyjemne tło dla historii Zuzanny.
Książka Anny Kucharskiej, to piękna i głęboko poruszająca opowieść, która na długo zagości w moim sercu. To książka która skłania do refleksji, zmusza nas, do zatrzymania się na chwilę i zastanowienia się nad swoim istnieniem. W końcu życie mamy tylko jedno i to od nas zależy jak je przeżyjemy. Pomimo iż, nie raz doświadczymy cierpienia, a los niejednokrotnie z nas zakpi, warto cieszyć się z tego co mamy i doceniać niespodzianki które przygotowało dla nas życie. Gorąco polecam!
Los jest nieprzewidywalny. Lubi z nas szydzić i grać na naszych emocjach. Gdy zabiera nam, to co najbliższe naszemu sercu, cały nasz świat, rozsypuje się na milion kawałków. Wystarczy jeden podmuch, by wszystko się zawaliło, a poskładać roztrzaskane części, jest niezwykle ciężko...
Zuzanna Piątek, dwa lata temu straciła ukochaną matkę. Ciężko jej pozbierać się po tej...
Śmierć to naturalna kolej rzeczy ludzkiego życia. Każdy kiedyś odejdzie z tego świata zostawiając swoich bliskich. Życie bez osób, które kochaliśmy i nas opuściły jest bardzo trudne i bolesne. Czasami pogodzenie się z odejściem tej drugiej osoby zajmuje lata. Tak było w przypadku bohaterki powieści Anny Kucharskiej "NUMER TELEFONU”
Gdy mamy coś, na co dzień, nie doceniamy tego. Natomiast, gdy to tracimy, nagle zaczyna nam na tym zależeć, tak jakbyśmy całą swoją siłą woli, umysłu i nadziei mogli sprawić, że w magiczny sposób to „coś ”do nas wróci, a nasze przeszłe zaniedbania pójdą w niepamięć.
Zuzanna Piątek dwa lata temu straciła matkę, swoją powierniczkę i najlepszą przyjaciółkę. Nie potrafi otrząsnąć się z tragedii, unika kontaktów z ludźmi, uciekając w pracę, której nienawidzi. Ma jednak swój codzienny rytuał – w chwilach słabości dzwoni pod numer, który wyrył się w jej sercu jak pacierz. Pewnego dnia, ku zdumieniu Zuzanny, TELEFON po drugiej stronie odbiera jakaś obca kobieta. Rozmowa przynosi ukojenie i z czasem dziewczyna zaprzyjaźnia się z nową znajomą. Gdy traci pracę, Teresa zaprasza ją do siebie, nad morze. Z pewnymi oporami Zuzanna przyjmuje zaproszenie i rusza na drugi koniec Polski. Tam poznaje syna Teresy, Jakuba, który z każdym dniem staje się jej coraz bliższy.
NUMER TELEFONU to książka obyczajowa poruszająca tematy, które dotyczą każdego człowieka bez względu na wieku, pochodzenie, czy majątek. Jeżeli oczekujecie akcji to raczej odradziłabym wam tę książkę, gdyż Numer TELEFONU stawia na emocje. W tych dwustu stronach kryje się ogromna gama emocje. Począwszy od cierpienia, odrzucenia, a skończywszy na przyjaźni, miłości.
Niektórzy ludzie modlą się do Pana Boga, nim pójdą spać. Ja rozmawiam z mama, bo, pomimo że było to jawne oszustwo, czułam, że ona jednak mnie słyszała. Myślę, że była to moja prywatna, osobista modlitwa. Coś, czego nikt mi nie odbierze.
Zuzanna to bohaterka, która od bardzo dawna nie zaznała szczęścia. Dwa lata temu straciła matkę i od tamtej pory jej życie drastycznie się zmieniło. Ma pracę, której nie lubi, ale spędza w niej dużo czasu, gdyż wtedy nie myśli o swojej rodzicielce. Mieszka sama w bloku i kot jej sąsiadki ewidentnie jej nie lubi, gdyż zawsze na nią syczy.
Te czasy minęły bezpowrotnie dwa lata temu, wtedy wraz z mamą umarła moja dziewczęca beztroska i nieodpowiedzialność. Wtedy umarło wszystko…
Z jednej strony bardzo współczułam Zuzannie, bo sama nie wiem, jak zachowywałabym się i co bym czułam po utracie mojej mamy,. Ale z drugiej strony pod koniec powieści nie potrafiłam zrozumieć jej zachowania. Zuzanna to bohaterka, która nawet wzbudza sympatię czytelnika, ale na pewno nie jest to postać na tyle charakterystyczna, żeby czytelnik zapamiętał ją na dłużej.
Czytelnik ma okazję obserwować jak główna bohaterka odradza się na nowo. W końcu akceptuje fakt, że jej mama odeszła i zaczyna spełniać swoje marzenia. Po dwóch latach zaczyna być szczęśliwa. I nie jest to żadnej spoiler, gdyż od samego początku wiemy jak ta historia się zakończy.
Po stracie matki życie bohaterki stanęło w miejscu. Wcisnęło przycisk „pauza” i wcale nie zapowiadało się, żeby w najbliższym czasie coś się zmieniło. Zuzanna nie dopuszczała do siebie bliskich osób, bo ich obecność jeszcze bardziej ja raniła. I w pewnym momencie przypadkowo poznana kobieta sprawiła, że jej życie całkowicie się odmieniło. Może Zuzanna nie mogła wcisnąć przycisku „replay” i wymazać cały ból, który nosiła w sobie, ale dzięki przypadkowi, który postawił na jej drodze Teresę mogła pójść na przód.
Czy można polubić kogoś, z kim rozmawiało się raptem dwa razy i to jeszcze przez TELEFON? Nie wiem. Wiem jedynie, że naciskając w komórce przycisk z czerwoną słuchawką, uśmiechnęłam się mimowolnie.
NUMER TELEFONU to książka o cierpieniu po stracie tej drugiej osoby i o rozkwitnięciu na nowo. Ta powieść sprawiła, że w tym całym zgiełku zatrzymałam się na chwilę i zaczęłam zastanawiać się nad swoim życiem. I myślę, że głównie dla tej chwili warto przeczytać powieść Anny Kucharskiej.
Śmierć to naturalna kolej rzeczy ludzkiego życia. Każdy kiedyś odejdzie z tego świata zostawiając swoich bliskich. Życie bez osób, które kochaliśmy i nas opuściły jest bardzo trudne i bolesne. Czasami pogodzenie się z odejściem tej drugiej osoby zajmuje lata. Tak było w przypadku bohaterki powieści Anny Kucharskiej "NUMER TELEFONU”
Czasami nie rozmawiamy o śmierci, boimy się pomyśleć, że wcześniej czy później ktoś bardzo bliski zginie. Wtedy odcinamy się od świata zewnętrznego i cały swój ból przeżywamy w samotności zamknięci w czterech ścianach. Zrywamy wszystkie kontakty, zostaje mam tylko niknące wspomnienie twarzy ukochanej osoby i puste miejsce w sercu. Zuzanna Piątek tracąc dwa lata temu matkę, całe swoje dotychczasowe życie zamieniła w pustkę, którą bardzo szybko wypełniła ponad godzinową pracą. Zerwała kontakt z równie mocno cierpiącym ojcem, wyprowadzając się do Rzeszowa zostawiła wszystkie wspomnienia za sobą i jedynym co tak naprawdę jej zostało to nagrywanie się na sekretarkę zmarłej matki. Dziewczyna chcąc usłyszeć głos ukochanej rodzicielki codziennie dzwoniła i opowiadała co robiła w ciągu dnia. Cierpieniu Zuzanny dzień i noc towarzyszył czarci ryk kota sąsiadki za ścianą. Wydawało jej się, że koci syk przemienia się w wołanie i przekleństwa. Wychodząc zawsze z mieszkania i napotykając znienawidzonego kota Zuzka odprowadzana była groźnym sykiem, jak sądziła prosto z piekieł. Pewnego razu będąc w firmie, a właściwie wchodząc do windy dziewczyna spotyka naczelnego gazety, który bezczelnie zaczyna ją taksować wzrokiem i insynuować przeróżne aluzje dotyczące jej osoby. Niedługo dochodzi do tego, że Zuzka w obronie siebie i swojej bluzki psika gazem łzawiącym w oczy mężczyzny i ucieka. W domu biorąc telefon do ręki z zamiarem opowiedzenia ciężkiego dnia matce wybiera numer i niespodziewanie w słuchawce słyszy głos.
Książka bardzo króciutka, lecz zawarta w niej treść bardzo wzrusza. Muszę stwierdzić, że główna bohaterka na początku bardzo dużo przeszła i pierwsze rozdziały spowija ciemny mrok, uczucie utraty i tęsknota za bliską osobą. Z czasem fabuła coraz bardziej się rozkręca i w końcu dziewczyna myśląc racjonalnie zmienia otoczenie i ludzi wokoło, a nawet znajduje miłość swojego życia choć jeszcze o tym nie wie . Czarna zmora dziewczyny także odegra pośrednią rolę w jej życiu. Bardzo spodobał mi się styl pisania autorki i jestem pewna, że tę książkę przeczytam jeszcze wiele razy.
Ocena:9/10
Polecamy, zespół dobrerecenzje.pl
Czasami nie rozmawiamy o śmierci, boimy się pomyśleć, że wcześniej czy później ktoś bardzo bliski zginie. Wtedy odcinamy się od świata zewnętrznego i cały swój ból przeżywamy w samotności zamknięci w czterech ścianach. Zrywamy wszystkie kontakty, zostaje mam tylko niknące wspomnienie twarzy ukochanej osoby i puste miejsce w sercu. Zuzanna Piątek tracąc dwa lata temu matkę,...
"Numer telefonu" to miła, ciepła opowieść o dochodzeniu do siebie po stracie, o wybaczaniu, o pozwoleniu sobie na korzystanie z przyjemności jakie niesie życie, o pozbywaniu się poczucia winy i spełnianiu marzeń. Idealna, niezobowiązująca lektura na wieczór.
więcej znajdziecie na: http://aleksandrowemysli.blogspot.com/2015/10/numer-telefonu-anna-kucharska.html
"Numer telefonu" to miła, ciepła opowieść o dochodzeniu do siebie po stracie, o wybaczaniu, o pozwoleniu sobie na korzystanie z przyjemności jakie niesie życie, o pozbywaniu się poczucia winy i spełnianiu marzeń. Idealna, niezobowiązująca lektura na wieczór.
więcej znajdziecie na: http://aleksandrowemysli.blogspot.com/2015/10/numer-telefonu-anna-kucharska.html
Mała,niepozorna książka,a ileż w niej treści. Żal po stracie najbliższych jest ciężko opisać,każdy radzi sobie z żałobą na swój własny sposób. A jak poradzi sobie Zuza?? Koniecznie przeczytajcie, gorąco polecam
Mała,niepozorna książka,a ileż w niej treści. Żal po stracie najbliższych jest ciężko opisać,każdy radzi sobie z żałobą na swój własny sposób. A jak poradzi sobie Zuza?? Koniecznie przeczytajcie, gorąco polecam
Książka o tematyce obyczajowej, dotyczącej życia, śmierci,żałoby i miłości.
Bardzo ciekawy , nietuzinkowy i oryginalny pomysł.
Wciągnęła mnie bez reszty.
Zuzanna dwa lata temu straciła matkę, która była jej najlepszą przyjaciółką.
Nie może się z tym zupełnie pogodzić.
Przeżywa na swój sposób żałobę.
Codziennym rytuałem jest dzwonienie pod jej numer telefonu, który jest aktywny przez cały czas. Automatyczna sekretarka działa. Zuzka może do głuchej słuchawki zwierzać się ze swoich problemów. Niestety pozostaje pustka.
Aż pewnego dnia spod tego numeru słyszy kobiecy głos.
Serce zaczyna jej mocniej walić, pulsuje w skroniach.
Od tej chwili nie byłam już w stanie oderwać się od książki, aż całą przeczytałam.
Kim jest kobieta, która odebrała telefon?
Czy głos po drugiej stronie linii telefonicznej jest w stanie zmienić świat Zuzy o 180 stopni?
Czy życie Zuzanny odmieni się i wyjdzie ze stanu depresji?
Jakie będą jej dalsze losy?
Polecam! Ja uwielbiam takie klimaty. Do tego postać tajemniczego czarnego kota Behemota sąsiadki Zuzi dodaje pikanterii lektury.
Dla mnie nie była to banalna lektura, tylko bardzo wzruszająca i nieprzewidywalna.
Książka o tematyce obyczajowej, dotyczącej życia, śmierci,żałoby i miłości.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBardzo ciekawy , nietuzinkowy i oryginalny pomysł.
Wciągnęła mnie bez reszty.
Zuzanna dwa lata temu straciła matkę, która była jej najlepszą przyjaciółką.
Nie może się z tym zupełnie pogodzić.
Przeżywa na swój sposób żałobę.
Codziennym rytuałem jest dzwonienie pod jej numer telefonu, który jest...
Taka typowa przeciętna historia miłosna. W pewnym momencie bohaterka stała się dla mnie mega irytująca, zbyt wahającą się i chłodna. Dominowała tu silna tęsknota i ból po stracie mamy a więc można jej wybaczyć :-) Nie powiem, że fabuła była kiepska ale trochę czegoś innego się spodziewałam. Książka ma 205 stron więc dużo czasu nie zajmie, można czytać :-)
Taka typowa przeciętna historia miłosna. W pewnym momencie bohaterka stała się dla mnie mega irytująca, zbyt wahającą się i chłodna. Dominowała tu silna tęsknota i ból po stracie mamy a więc można jej wybaczyć :-) Nie powiem, że fabuła była kiepska ale trochę czegoś innego się spodziewałam. Książka ma 205 stron więc dużo czasu nie zajmie, można czytać :-)
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZuzia to rzekomo inteligentna, wrażliwa osoba, bardzo emocjonalna i sentymentalna. Tymczasem reaguje na ucztę w postaci pieczonego prosiaka z jabłkiem w pysku taką myślą "ale to śmieszne i urocze". Od tego momentu straciłam dla niej cierpliwość, przeczytałam co prawda do końca, bolejąc nad równie dziwną kondycją emocjonalną jej adoratora, który odrzucony 10 razy i tak pełzał jej u stóp. Wolę bajki dla dzieci, te dla dorosłych są wkur......
Zuzia to rzekomo inteligentna, wrażliwa osoba, bardzo emocjonalna i sentymentalna. Tymczasem reaguje na ucztę w postaci pieczonego prosiaka z jabłkiem w pysku taką myślą "ale to śmieszne i urocze". Od tego momentu straciłam dla niej cierpliwość, przeczytałam co prawda do końca, bolejąc nad równie dziwną kondycją emocjonalną jej adoratora, który odrzucony 10 razy i tak...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toEmocji tutaj nie znajdziesz za to kto lubi takie klimaty na pewno miło spędzi czas. Lektor audiobooka jak zawsze rewelacja.
Emocji tutaj nie znajdziesz za to kto lubi takie klimaty na pewno miło spędzi czas. Lektor audiobooka jak zawsze rewelacja.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toLekka, kobieca lektura na pochmurne dni.
Trochę dla mnie jakby "naciągana".
Lekka, kobieca lektura na pochmurne dni.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTrochę dla mnie jakby "naciągana".
Katastrofa językowa i fabularna.Odradzam!
Katastrofa językowa i fabularna.Odradzam!
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toChyba zawsze będę mieć pewnego rodzaju sentyment do tej książki – to mój pierwszy audiobook wysłuchany w samochodzie w drodze do i z pracy ;) W ramach prób czy dam radę skupić się na treści, chciałam wypożyczyć coś lekkiego. Ta powieść spełniła to kryterium aż za bardzo. Wolę czytać książki, w których zachwycam się pomysłami i stylem autora, a nie myślę, że sama mogłabym napisać coś podobnego... Bohaterka wydaje się strasznie niedojrzała, a jej problemy wydumane i wyolbrzymione... W każdym razie – nie polecam ;) Lepiej sięgnąć po coś innego ;)
Chyba zawsze będę mieć pewnego rodzaju sentyment do tej książki – to mój pierwszy audiobook wysłuchany w samochodzie w drodze do i z pracy ;) W ramach prób czy dam radę skupić się na treści, chciałam wypożyczyć coś lekkiego. Ta powieść spełniła to kryterium aż za bardzo. Wolę czytać książki, w których zachwycam się pomysłami i stylem autora, a nie myślę, że sama mogłabym...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPrzyjemnie się czyta. Ciut wyidealizowana, ale taka akurat na wiosenne czytanie w ogródku:)
Przyjemnie się czyta. Ciut wyidealizowana, ale taka akurat na wiosenne czytanie w ogródku:)
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPrzeciętna historia, chociaż poruszająca temat straty bliskiej osoby oraz pogodzenia się z ową stratą i otwarcie się na świat. Zuzia traci matkę, za która bardzo tęskni. Kiedy wydaje się jej, że wychodzi na prostą, bo poznaję panią Teresę i zakochuje się w jej synu, los znów rzuca jej pod nogi kłody. Dobra, odprężająca książka.
Przeciętna historia, chociaż poruszająca temat straty bliskiej osoby oraz pogodzenia się z ową stratą i otwarcie się na świat. Zuzia traci matkę, za która bardzo tęskni. Kiedy wydaje się jej, że wychodzi na prostą, bo poznaję panią Teresę i zakochuje się w jej synu, los znów rzuca jej pod nogi kłody. Dobra, odprężająca książka.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOceniam audiobooka w interpretacji Joanny Domańska i do samej interpretacji nie mam zastrzeżeń, bo sama nie zdołałabym tego przeczytać, audiobook trafia na moją półkę szkoda czasu i lasu, dawno nie słuchałam tak płytkiej, przewidywalnej, wręcz bezsensowenej książki, jeśli powstała w ramach terapii po stracie bliskiej osoby to rozumiem ale nie powinna ujrzeć światła dziennego a tym bardziej być wydana. Nie wiem jak zdołałam dosłuchać do końca, tylko lektorka i te 21 rozdziałów trzymało mnie w nadziei że szybko się skończy ale ja też się o mało nie skończyłam z nerwów słuchając tego gniota. Główna bohaterka irytuje od samego początku, jest dziwną osobą, żyje w odrealnionym świecie w którym nie ma przyjaciół, bliskich też nie ma matka zmarła a z ojcem kontaktu nie utrzymuje na własne życzenie, z książki wynika że ma 30 lat w mojej interpretacji ma 50 i problemy z nowoczesnymi technologiami oraz zaburzenia osobowości które przekładają się na kontakty z ludźmi i zwierzętami. Główna bohaterka potrzebuje natychmiastowej porady specjalisty i środków farmakologicznych. Nie polecam , wręcz przestrzegam bo szkoda czasu, nie wzniosła nic, poza irytacją, ale chyba tego mogłam się spodziewać już po samym tytule który jak sami widzicie nie porywa.
Oceniam audiobooka w interpretacji Joanny Domańska i do samej interpretacji nie mam zastrzeżeń, bo sama nie zdołałabym tego przeczytać, audiobook trafia na moją półkę szkoda czasu i lasu, dawno nie słuchałam tak płytkiej, przewidywalnej, wręcz bezsensowenej książki, jeśli powstała w ramach terapii po stracie bliskiej osoby to rozumiem ale nie powinna ujrzeć światła...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMoim zdaniem książka zbyt infantylna. Bohaterka z cyklu chciałabym, a boję się; sama nie wiem czego chcę. Jakaś taka rozmemłana- oj odradzam.
Moim zdaniem książka zbyt infantylna. Bohaterka z cyklu chciałabym, a boję się; sama nie wiem czego chcę. Jakaś taka rozmemłana- oj odradzam.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to275/2016 (A)
275/2016 (A)
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCzyta się bardzo szybko. Momentami zbyt szybko ;-) Polecam
Czyta się bardzo szybko. Momentami zbyt szybko ;-) Polecam
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOkładka - widnieje na niej zamyślona kobieta, która siedzi na skarpie, a poniżej na okładce jest czarny kocur z zielonymi ślepiami. Okładka nie należy do ślicznych i zbytnio zachęcających, ale też nie jest zła.
Biorąc tą książkę do czytania pomyślałam sobie, że ma tylko 240 stron i że bardzo szybko ją przeczytam i tak też właśnie było. Książkę pochłonęłam w mgnieniu oka.
Główną bohaterką w książce jest Zuzanna Piątek, która boryka się ze stratą ukochanej mamy. Niestety jej matka zmarła dwa lata temu i dziewczyna nadal nie może sobie poradzić z żałobą. Chodzi z automatu do pracy, zostaje w niej po godzinach, nigdzie nie wychodzi. Tak naprawdę odcięła się od wszystkich znajomych, a także od jej ukochanego ojca. Na domiar złego dziewczynę molestuje pewien facet w pracy, ale jej szef ją zwalnia twierdząc, że to jej wina. Do tego dręczy ją złośliwy kot sąsiadki, który niemiłosiernie syczy przez ścianę i Zuza ma już go po dziurki w nosie. Zuzia co jakiś dzwoni do swojej mamy na jej komórkę, ale nikt nie odpowiada, aż pewnego dnia tajemnicza osoba odebrała telefon i co ciekawe Zuzia zaprzyjaźnia się z tą osobą. Nieoczekiwanie życie dziewczyny nabiera tempa i pojawiają się niespodzianki. Oczywiście autorka zawarła w tej całej powieści wątek miłosny. Dalej już nic wam nie zdradzę. Musicie same doczytać...
Ogólnie książkę czytało się bardzo szybko i jest napisana lekkim językiem, a do tego czasami można było się pośmiać. Tylko wkurzała mnie sama główna bohaterka. Bo kurde ile można opłakiwać matkę? Rozumiem żałoba, bliska więź z matką, ale niestety żyć trzeba dalej, a nie wegetować i ciągle mieć o coś pretensje i wszystkich odrzucać. Gdybym mogła to bym posłała jej kilka słów bo naprawdę czasami nerwowo nie wytrzymywałam.
Podsumowując - książka lekka i szybko się ją czyta :)
Ciekawa jestem czy ją czytałyście i czy choć odrobinę Was zaciekawiłam :)
Okładka - widnieje na niej zamyślona kobieta, która siedzi na skarpie, a poniżej na okładce jest czarny kocur z zielonymi ślepiami. Okładka nie należy do ślicznych i zbytnio zachęcających, ale też nie jest zła.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBiorąc tą książkę do czytania pomyślałam sobie, że ma tylko 240 stron i że bardzo szybko ją przeczytam i tak też właśnie było. Książkę pochłonęłam w mgnieniu...
"Numer telefonu" to bardzo lekka, łatwa i przyjemna historia o miłości. Banalna, przewidywalna i momentami nudna, choć zapowiadała się bardzo intrygująco. Sam zamysł bardzo mi się podobał, lecz główna postać kobieca była niewiarygodna, mdła i mało atrakcyjna. Do sięgnięcia po tą książkę zachęciła mnie pani z pobliskiej biblioteki, a później ciekawy opis książki. Natomiast okładka woła o pomstę do nieba - jest katastrofalna. Różowy napis, smutna kobieta oraz czarny kot nie wróżą niczego dobrego, ale stwierdziłam, że pozycja jest krótka, więc przebrnę przez nią szybko. I faktycznie czyta się ją w zastraszająco szybkim tempie.
Główna bohaterka nazywa się Zuzanna Piątek. Pracuje w dużej firmie, jest pracoholikiem, który wychodzi późno z pracy. Nie ma przyjaciół, ani bliskich osób. Wraca do pustego domu, w którym ciągle rozmyśla jakie to ma okropne i nudne życie. Zza ściany, z mieszkania sąsiadki ciągle słyszy wycie czarnego kota, który jest chyba najciekawszym bohaterem tej książki. Dziewczyna dwa lata temu straciła ukochaną mamę, z którą łączyła ją silna więź. Nie potrafi uporać się ze stratą, a jej żałoba objawia się zamknięciem w sobie, odtrąceniem bliskich osób oraz samotnością. Nawet oddaliła się od własnego ojca nie utrzymując z nim kontaktu. Jej codziennym rytuałem, który łagodzi ból po stracie jest telefonowanie na numer mamy i nagrywanie się jej na pocztę głosową. Sprawia to, że czuje obecność mamy. Pewnego dnia telefon odbiera tajemnicza kobieta, która zaskoczonej i zdruzgotanej Zuzannie tłumaczy, że od wczoraj jest to jej numer telefonu. Kobieta najpierw nieufnie podchodzi do rozmowy z nieznajomą, lecz w konsekwencji rodzi się między nimi przyjaźń. Nieznajomą okazuje się Teresa Kowalska, która mieszka w Gdańsku. Po stracie pracy przez Zuzę proponuje jej odpoczynek nad morzem i zaprasza ja do swojego domu. Podczas pobytu u Teresy - Zuzanna poznaje jej syna Jakuba, oraz totalnie zmienia swoje podejście do życia. Spotkanie obu pań wyzwala w nich zatracone emocje i wspomnienia, dzięki czemu obie odkrywają szczęście na nowo.
Fabuła książki dotycząca żałoby, samotności i przyjaźń między Zuzą a Teresą bardzo mi się podobała. Okazuje się, że wiek wcale nie musi dzielić ludzi. Ważnym wątkiem okazała się zażyłość Zuzanny z Jakubem, lecz w tej kwestii tak niezdecydowanej i bezmyślnej bohaterki nie widziałam. Zuza okazała się uciekającą od nie wiadomo czego kobietą, która nie wie czego chce i poprzez jej egoistyczny i bojaźliwy stosunek do życia traci ludzi, na których jej zależy. Zawsze zwracam szczególną uwagę na kobiece bohaterki w książkach czy filmach, lecz tutaj zachowanie Zuzanny i jej bierność przeszkadzały mi w całej tej historii.
"Numer telefonu" Anny Kucharskiej to lekka, łatwa lektura na jeden wieczór poruszająca temat żałoby, radzenia sobie z problemami, samotności czy przyjaźni. Język zastosowany w tej książce jest dość prosty i banalny. Nie jest to ambitna lektura, ale może umilić nam wiosenne wieczory.
"Numer telefonu" to bardzo lekka, łatwa i przyjemna historia o miłości. Banalna, przewidywalna i momentami nudna, choć zapowiadała się bardzo intrygująco. Sam zamysł bardzo mi się podobał, lecz główna postać kobieca była niewiarygodna, mdła i mało atrakcyjna. Do sięgnięcia po tą książkę zachęciła mnie pani z pobliskiej biblioteki, a później ciekawy opis książki. Natomiast...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKiedy przeczytałam, że główna bohaterka to Zuzia Piątek, potraktowałam to jak omen, zapowiadający dobrą książkę. Dlaczego? Bo moja ukochana wnuczka ma tak na imię, a urodziła się w piątek, więc wzięłam to za dobry znak.
Jakże się jednak pomyliłam. Można powiedzieć, że tematem przewodnim książki jest ból i rozpacz po stracie bliskiej osoby, w tym przypadku matki głównej bohaterki. Ale to jakiś poroniony pomysł, aby cała fabuła kręciła się wokół tego wątku, aby blisko trzydziestoletnia kobieta tak bardzo nie radziła sobie z życiem, zatracając się całkowicie w żałobie, która wrosła w jej duszę, serce, umysł ... Nie potrafiła skorzystać z okazji, gdy los podał jej rękę, nie dała sobie szansy na szczęście, mało tego - nie dała jej też własnemu ojcu.
W moich oczach Zuzka jest postacią infantylną, skupioną na swoim bólu, chwiejną emocjonalnie, zmienną w nastrojach, niedojrzałą. Nie wiem czy to celowy zabieg autorki, czy sprawił to język samej powieści, który mnie nie przypadł do gustu. Cała powieść raczej naiwna, przewidywalna, rozwlekła. Mnie - jakkolwiek przeczytałam ją do końca - nie przekonała i nie urzekła właściwie niczym.
Kiedy przeczytałam, że główna bohaterka to Zuzia Piątek, potraktowałam to jak omen, zapowiadający dobrą książkę. Dlaczego? Bo moja ukochana wnuczka ma tak na imię, a urodziła się w piątek, więc wzięłam to za dobry znak.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJakże się jednak pomyliłam. Można powiedzieć, że tematem przewodnim książki jest ból i rozpacz po stracie bliskiej osoby, w tym przypadku matki głównej...
Przede wszystkim książkę czyta się bardzo łatwo. Może nie najszybciej, stosunkowo do liczby stron. Jednak proces ten, okazał się przyjemny i w miarę satysfakcjonujący. Może ta książka nie należy do tych genialnych, o których mówią rzesze ludzi, ale z pewnością jest bardzo ciekawa.
Pomysł na fabułę, faktycznie jest oryginalny. Jednak wykonanie nie było już takie perfekcyjne. Oczywiście nie twierdzę, że było złe, ale niestety czegoś mi brakowało. Zajmijmy się najpierw pozytywami. Historia nie dość, że jest wyjątkowa to i potrafi sobą zainteresować.
Wątków nie jest wiele, ale w tym przypadku okazuje się być to bardzo dobrym rozwiązaniem. Gdyby było ich, choć odrobinę wiele, wydaje mi się, iż przytłoczyłyby to, na co powinniśmy zwrócić uwagę. Dlaczego? Poza głównym, związanym ze znajomością Teresy i Zuzy, poznajemy przeszłość wszystkich bohaterów, która miejscami jest bardzo skomplikowana. Co ważne poprowadzone są one w miarę ciekawie, a ich rozmieszczenie w czasie, również było poprawne. Rozwiązanie danej sytuacji nie następowało zaraz po jej wydarzeniu się. By poznać rezultaty czegoś, trzeba troszkę poczekać. I tak powinno być.
A co z negatywami? Niestety są. Brakowało mi czegoś, co przyciągałoby mnie do książki. Czytałam ją, bo ją zaczęłam i interesowała mnie fabuła. Gdybym jednak musiała ją przerwać czytać i powrócić po jakimś czasie, nie byłoby to powodem do smutku. Co więcej, wydarzenia były przewidywalne. Z pewnością już czytając opis, spodziewacie się tego, co będzie na końcu. Choć faktycznie jedno wydarzenie mnie bardzo zszokowało. Mimo to tego jest za mało. Czuję niedosyt.
Co do głównej bohaterki, mam bardzo mieszane uczucia. Początkowo rzeczywiście jej współczułam. Wydawała się zagubioną kobieta, pełną trosk i lęków. Później zaczęła mnie niestety bardzo denerwować. Często nie rozumiałam, o co jej chodzi w konkretnych sytuacjach. Myślę, że część nastolatków wykazałaby się lepszym zachowaniem. Tyle w tym temacie.
Książka nie jest idealna, ale czyta się ją dość dobrze. Jak wiele publikacji ma swoje wady, ale ma też zalety. Jak już pisałam, styl autorki jest łatwy, zatem nie męczymy się przy czytaniu. Jest to bardzo dobra historia do czytania w deszczowy dzień czy leniwą niedzielę. Każda kobieta w jakiś sposób odnajdzie się w historii Zuzanny.
Przede wszystkim książkę czyta się bardzo łatwo. Może nie najszybciej, stosunkowo do liczby stron. Jednak proces ten, okazał się przyjemny i w miarę satysfakcjonujący. Może ta książka nie należy do tych genialnych, o których mówią rzesze ludzi, ale z pewnością jest bardzo ciekawa.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPomysł na fabułę, faktycznie jest oryginalny. Jednak wykonanie nie było już takie...
Jestem zła, bardzo zła, bo już dawno żadna z książek nie rozczarowała mnie tak bardzo, jak powieść Anny Kucharskiej. Moje rozczarowanie wynika z tego, że nastawiłam się na historię, która - jak sądziłam - wzruszy mnie i sprawi, że ożyją moje wspomnienia o sobie, której od dawna już nie ma. O moja naiwności, ale od początku.
Bohaterką jest dwudziestoośmioletnia Zuzanna, która dwa lata temu straciła najbliższą osobę - mamę. Od tamtego czasu dziewczyna tkwi w marazmie. Nic ją nie cieszy, bo i co ma cieszyć. Zuza stroni od ludzi, mało tego, zerwała kontakt z ojcem, co ją dodatkowo dręczy. Poza tym dnie spędza w niesatysfakcjonującej ją pracy a samotne wieczory na słuchaniu złowieszczo syczącego kota, zaś jej rytuałem jest codzienne dzwonienie na ciągle aktywny numer mamy. Niespodziewanie pewnego wieczoru telefon zostaje odebrany przez nieznaną kobietę. Początkowy szok przeradza się w zaciekawienie, a następnie stały kontakt. Poznanie Teresy zmienia życie Zuzanny o 180 stopni.
Czyż nie ciekawa i poruszająca fabuła? Byłam pewna, zważywszy na oceny książki, że autorka zrobiła z niej piękną i wzruszającą historię, będącą dla wielu osób pewnego rodzaju ratunkiem, oczyszczeniem, nadzieją... Sam fakt poruszenia tak ważnego tematu jak żałoba, jest zobowiązujący. Według mnie pisząc o wielkich emocjach nie można sobie pozwolić na bylejakość i brak psychologicznej głębi. Niestety w tej historii istotny wątek zdominowała przewidywalność i infantylizm bohaterki. Nie wnikam w to jak Zuza radzi sobie ze stratą mamy, bo jest to indywidualne odczucie i z nim się spierać nie można, ale że z każdej sprawy robi wielki problem. Na dodatek jej poglądy są charakterystyczne dla mało rozgarniętej nastolatki, a nie dojrzałej kobiety.
Dobrze zapowiadająca się historia, bo początek napawa optymizmem, ponadto językowo nie jest źle, w pewnym momencie robi się tak absurdalna i nużąca, że miałam problem z jej dokończeniem. Swoje też zrobiły roztrząsane przez Zuzę problemy duszy, a także miłosne dylematy, które przekroczyły granice mojej wytrzymałości, zwłaszcza że bohaterka ignorowała uczucia ludzi, których los boleśnie doświadczył, bo jej za mało było samobiczowania i rozpaczy. Wiem, że i tak bywa, ale w tej historii emocje Zuzy (w opozycji do niej jest grupa osób zdrowo myślących) przejaskrawiono i doprowadzono do niedorzeczności, tworząc melodramatyczną i miałką opowiastkę. Nic nie poradzę, że w postawie bohaterki widziałam tylko egoizm i brak życiowej mądrości. Nie chcę się już nad nią ani spojlerować, przytaczając dowody jej bezsensownego zachowania, ale uwierzcie mi zdecydowanie bystrzejszą była ośmioletnia Ula.
"Ula objęła moją szyję swoimi małymi rączkami, a później spytała:
- Dlaczego jesteś smutna?
- Bo moja mamusia nie żyje... - odparłam.
- Ja też długo byłam smutna, ale przecież mam tatusia, a mamusię mam tu. - To rzekłszy, dotknęła małą rączką lewej strony swojej klatki piersiowej. (...)
- Zuziu, ty nie możesz być smutna. Jak twoja mamusia będzie tam, gdzie moja, wszystko będzie dobrze - Wiedziałam, że mówiąc "tam", miała na myśli serce. - A ty już nie płacz, bo przecież żyjesz, no nie?"
Nie będę Wam polecać tej powieści ani też do niej zniechęcać. Nie chcę też dłużej się rozpisywać, ponieważ emocje biorą górę. W każdym razie zawiodła mnie ta książka, być może zbyt wiele od niej oczekiwałam, ale czy taki temat nie skłania do przyjęcia pewnych założeń? Szczególnie gdy jest on nam wyjątkowo bliski.
Jestem zła, bardzo zła, bo już dawno żadna z książek nie rozczarowała mnie tak bardzo, jak powieść Anny Kucharskiej. Moje rozczarowanie wynika z tego, że nastawiłam się na historię, która - jak sądziłam - wzruszy mnie i sprawi, że ożyją moje wspomnienia o sobie, której od dawna już nie ma. O moja naiwności, ale od początku.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBohaterką jest dwudziestoośmioletnia Zuzanna,...
Strata bliskiej osoby to cios dla każdego, puste miejsce w sercu jest dotkliwie odczuwane nawet pomimo upływu czasu. Niekiedy da się je trochę zapełnić, chociaż nigdy do końca, a pamięć wciąż przypomina, że kogoś już nie ma z nami, chociaż tak potrzebujemy tego człowieka. Co zrobić w chwili kiedy ból najbardziej daje o sobie znać? Może zatelefonować?
To już był rytuał, dokładnie od dwóch lat, w każdy wieczór Zuzanna dzwoniła do matki. Nieważny był dzień tygodnia czy to co przydarzyło się podczas niego. Po prostu dopełnieniem zawsze było wybranie tak dobrze znanego numeru i ... usłyszenie głosu z drugiej strony. Można powiedzieć, iż to przecież nic niezwykłego, banalna sprawa, po prostu kolejna rozmowa, chyba, że osoba, do której dzwonimy nie żyje. Dla Zuzanny głos nagrany na poczcie głosowej daje poczucie bezpieczeństwa i pozwala, chociaż na chwilę, wrócić do czasu kiedy jeszcze świat widziany był w jasnych kolorach. Teraz wszystko wyblakło, straciło na ważności, jedynie odgłosy diabelskiego kota zza ściany wciąż są tak samo denerwujące. Praca nie daje satysfakcji, jedynie stanowi źródło utrzymania, a w pewnym momencie nawet i w niej los daje prztyczka w nos Zuzannie Piątek. W takiej sytuacji pozostaje tylko jedno, ale niespodziewanie zamiast nagranych słów słychać kogoś zupełnie innego. Rozczarowanie, żal i przede wszystkim ból po raz kolejny przypominają o śmierci i pustce. Niespodziewana rozmowa jednak ma swoje dobre strony - rozmówczyni dodaje otuchy młodej kobiecie, wysłuchuje ją i przede wszystkim pozwala na wyrzucenie skrywanych zgryzot. Czy dzięki telefonowi można zdobyć przyjaciółkę? Pytanie to zaczyna nurtować Zuzę, lecz nie ma zbytnio czasu by zawracać sobie nim głowę. W jej życiu zaczynają się całkiem zaskakujące sprawy, najpierw niezaplanowana podróż na drugi koniec Polski, zaraz potem spotkanie Teresy, no i poznanie Jakuba. Jak na tak krótki okres czasu to dużo, być może zbyt wiele? Na tym nie koniec niespodzianek, wprost przeciwnie, zza chmur zdaje się nieśmiało wychylać słońce, ale na kiełkujące szczęście wciąż rzuca cień przeszłości. Czy da się zaleczyć rany i pozwolić sobie na nowy życiowy rozdział? Rzeczywistość nie jest aż tak prosta, a i ludzie umieją skomplikować co nieco.
Rozmowa pozwala na wyjaśnienia, wytłumaczenia, daje możliwość usprawiedliwienia się, a zwłaszcza przeproszenia za swoje czyny. Pod jednym warunkiem - musi być dialogiem nie monologiem. Niestety czasem najpierw mówimy, potem myślimy, na samym końcu dopiero uświadamiając sobie jaką siłę mają słowa - te wypowiedziane i te przemilczane. Zuzanna zbyt dobrze już poznała ciężar jednych oraz drugich, teraz chce stawić czoła przeszłości i przyszłości. Jedna z drugą jest nierozerwalnie związana, ale jedynie na tę drugą można jeszcze wpłynąć ...
Ciepła opowieść o przyjaźni, sile rodzinnych więzów oraz różnych obliczach miłości jest lekturą, którą zawsze bardzo chętnie przeczytam. "Numer telefonu" właśnie jest taką historią, pozwalająca z jednej strony na relaks, z drugiej na kibicowanie bohaterom w ich perypetiach. Książka Anny Kucharskiej daje zastrzyk optymizmu, nie za słodkiego, lecz rzeczywistego. Oczywiście "Numer telefonu" ma w sobie wątki bardziej refleksyjne oraz momenty gdzie chciałoby się coś podpowiedzieć postaciom - dać przyjacielską radę. Ale rolą czytelnika jest śledzenie poczynań bohaterki i jej bliskich oraz trzymanie za nich kciuków, szczególnie w momentach kiedy wszystko idzie w przeciwnym kierunku od oczekiwanego. Pozostaje jeszcze zakończenie, gdzie swoją obecność zaznacza pewien piekielny kot - Behemot.
Strata bliskiej osoby to cios dla każdego, puste miejsce w sercu jest dotkliwie odczuwane nawet pomimo upływu czasu. Niekiedy da się je trochę zapełnić, chociaż nigdy do końca, a pamięć wciąż przypomina, że kogoś już nie ma z nami, chociaż tak potrzebujemy tego człowieka. Co zrobić w chwili kiedy ból najbardziej daje o sobie znać? Może zatelefonować?
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTo już był rytuał,...
„Niektórzy ludzie modlą się do Pana Boga, nim pójdą spać. Ja rozmawiałam z mamą, bo pomimo że było to jawne oszustwo, czułam, że ona jednak mnie słyszała. Myślę, że była to moja prywatna osobista modlitwa. Coś, czego nikt mi nie odbierze” – zdania te kryją w sobie cały ból, jaki odczuwa się po stracie bliskiej osoby oraz bezsilność wobec faktu, że nikt i nic nie jest w stanie nam jej zwrócić. Po śmierci każdy z nas przeżywa żałobę, ale kluczem do poradzenia sobie z pustką i do dalszego życia jest przejście przez kolejne fazy tej żałoby, a nie wypieranie rzeczywistości. Kiedy wciąż usilnie staramy się egzystować tak, jakby w naszym życiu nie miało miejsce tragiczne wydarzenie, jakby wszystko funkcjonowało w dotychczasowej formie, nigdy nie odzyskamy równowagi, nigdy tak naprawdę nie pozwolimy zmarłej osobie odejść.
Zuzanna Piątek, niemal trzydziestoletnia pracownica działu reklamy jednego z rzeszowskich wydawnictw od dwóch lat zaklina rzeczywistość dzwoniąc po pracy do mamy. I nie byłoby w tym nic szczególnie dziwnego, gdyby nie fakt, iż … jej mama zmarła dwa lata temu. Wykręcając numer rodzicielki Zuzanna doskonale zdaje sobie z tego sprawę, a jednak wciąż podnosi słuchawkę, godzinami prowadząc rozmowy z głuchą ciszą na linii. Tym większy jest jej szok, kiedy pewnego dnia po drugiej stronie odzywa się kobiecy głos. Teresa Kowalska, tak bowiem nazywa się rozmówczyni Zuzanny, wcale nie reaguje podejrzliwie, a wręcz przeciwnie – wydaje się doskonale rozumieć potrzebę kontaktu. Dla niej również te rozmowy, które wkrótce stają się codziennością, są remedium na samotność. Syn Teresy, właściciel firmy produkującej polskiej wina, wyjechał bowiem w podróż służbową do Wenecji ona zaś czuje się zagubiona w dużym domu. Mimo dzielącej ich odległości oraz różnicy wieku, kobiety stają się sobie coraz bliższe, choć jeszcze nie do końca są świadome wpływu, jaki na siebie wywierają.
O tym, jak rozwinie się ta historia, przekonamy się w trakcie lektury powieści autorstwa Anny Kucharskiej. Książka „Numer telefonu”, opublikowana nakładem Wydawnictwa Videograf, to ciepła opowieść o tym, że każdy zasługuje na szczęście, że każdy z nas doświadcza straty, jednak kluczem do powodzenia w życiu jest nasza postawa wobec przeciwności losu, otwarty umysł i serce. Lektura tej opowieści przynosi ukojenie tym, którzy wciąż nie mogą pogodzić się z odejściem, ze stratą, a także tym, którzy zbytnio skupieni są na swoim wnętrzu, żeby dostrzec całe spektrum możliwości.
(...)
Pełna treść recenzji znajduje się na stronie:http://qulturaslowa.blogspot.com/2016/01/anna-kucharska-numer-telefonu.html
„Niektórzy ludzie modlą się do Pana Boga, nim pójdą spać. Ja rozmawiałam z mamą, bo pomimo że było to jawne oszustwo, czułam, że ona jednak mnie słyszała. Myślę, że była to moja prywatna osobista modlitwa. Coś, czego nikt mi nie odbierze” – zdania te kryją w sobie cały ból, jaki odczuwa się po stracie bliskiej osoby oraz bezsilność wobec faktu, że nikt i nic nie jest w...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to"Wiedziałam już, że miłość to wspólny poranek przy otwartym oknie w letni dzień, o którym marzysz, aby nigdy się nie skończył".
Żałoba po stracie ukochanej osoby może przybierać różnorakie formy – wielkiej rozpaczy, smutku, zamknięcia się w sobie, ale także sięgnięcia po rożnego rodzaju używki i niekończącą się zabawę. Niektórzy jednak wypracowują w sobie zupełnie inny mechanizm obronny, który pozornie nieszkodliwy, może w dłuższej perspektywie spowodować większe spustoszenie niż chwilowe odreagowanie. Z rzeczywistością trzeba się bowiem zmierzyć prędzej czy później, o czym przekonuje się bohaterka książki pod wiele mówiącym tytułem stanowiącym słowo klucz, czyli "Numer telefonu".
Anna Kucharska to pochodząca z Rzeszowa, urodzona w 1987 r. absolwentka politologii na Uniwersytecie Rzeszowskim, mieszkająca obecnie w Nisku. W 2014 r. autorka wydała swoją debiutancką powieść pt. "Całkiem dobra książka o miłości". Jej wcześniejsze sukcesy to bycie w 2011 r. laureatką konkursu "Blogowe Dbajki", a także znalezienie się jej opowiadania w zbiorze pt. "Wyjątkowe święta Kiko, Niko i Sokratesa".
Dwudziestoośmioletnia Zuzanna Piątek dwa lata temu została osierocona przez swoją mamę, która była jej najlepszą przyjaciółką. Od tego czasu bohaterka funkcjonuje w miarę normalnie – pracuje do późnych godzin w miejscu, którego nie lubi. To jednak tylko pozory, bowiem Zuza wypracowała sobie codzienny rytuał pod postacią dzwonienia na ciągle czynny telefon mamy, by za pomocą monologu wyrzucać z siebie nagromadzone emocje. Pewnego dnia jednak, telefon zostaje odebrany przez nieznaną jej kobietę. Od tego momentu życie bohaterki wkracza na zupełnie inne tory.
"Numer telefonu" to książka ukazująca dość głęboko panoramę życia osoby, która nie jest w stanie pogodzić się z odejściem najbliższego sobie człowieka. I przyznam szczerze, że spoglądając na okładkę, nie spodziewałabym się tak trudnego tematu, o którym przecież nie jest łatwo pisać. Czy obrazek przedstawiający zamyśloną, młodą kobietę i czarnego kota może być więc mylący? Biorąc pod uwagę całą fabułę powieści myślę, że niekoniecznie, aczkolwiek z pewnością nie wskazuje na aż tak niewdzięczny temat.
Anna Kucharska stworzyła zapadający w pamięć portret psychologiczny Zuzanny, czyli osoby, która nie potrafi normalnie żyć, odkąd zmarła jej matka. Autorka daje czytelnikom możliwość wejścia w umysł bohaterki i poznania jej najskrytszych myśli, które wzbudzają ambiwalentne uczucia. Trzeba bowiem przyznać, że wyrzuty sumienia jakimi stale karmi się Zuza oraz wspomnienia to przejmujące elementy jej kreacji psychologicznej. Trudno jednak zrozumieć wybory bohaterki pod postacią zerwania kontaktu z ojcem czy też strachu przed nowym uczuciem. Z pewnością więc dość niejednoznaczna kreacja Zuzanny będzie budzić w czytelnikach wiele odczuć, łącznie z takimi jak konsternacja, zdziwienie i złość.
W powieści znajdziecie wiele wątków, bowiem pojawia się miłość, przyjaźń, cierpienie, wybaczenie sobie samemu, ale także pojawia się ukazany na okładce kot. Kot Behemot, którego główna bohaterka dosłownie nie znosi, reagując z wściekłością na każde jego syczenie. I jak to w życiu bywa, nigdy nie można niczego być pewnym, bowiem los Zuzanny odwraca się, a wraz z tym do jej życia wkracza właśnie tenże kot. To taki śmieszny akcent fabularny, który oczywiście mnie, wielbicielkę kotów, bardzo przypadł do gustu.
"Numer telefonu" to ciepła opowieść z lekką nutką przewidywalności, która w pewnych elementach potrafi zaskoczyć. I pomimo faktu, iż wątek pod postacią pojawienia się podwójnego romansu jest nieco naciągany i mało realistyczny, książka ta zapewniła mi mile spędzone popołudnie. Najważniejsze jest jednak to, że po jej lekturze pojawiło się w moim umyśle sporo refleksji na temat śmierci i niedoceniania codzienności. Telefon do mamy także się pojawił, na szczęście odebrała.
http://www.subiektywnieoksiazkach.pl/
"Wiedziałam już, że miłość to wspólny poranek przy otwartym oknie w letni dzień, o którym marzysz, aby nigdy się nie skończył".
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toŻałoba po stracie ukochanej osoby może przybierać różnorakie formy – wielkiej rozpaczy, smutku, zamknięcia się w sobie, ale także sięgnięcia po rożnego rodzaju używki i niekończącą się zabawę. Niektórzy jednak wypracowują w sobie zupełnie inny...
http://facebook.com/StanZaczytany
Cóż mogę powiedzieć o tej książce? Mam sprzeczne uczucia. Z jednej strony dobrze wymyślona fabuła, ale z drugiej mam także bardzo dużo uwag. Czasem nawet irytowałam się i klęłam pod nosem, chcąc jakoś załagodzić swoje nerwy podczas czytania. Ale o tym później...
Zuzanna Piątek wciąż cierpi po stracie matki, która zmarła dwa lata temu. Odizolowała się od świata, przestała kontaktować się z ojcem i ze znajomymi. Ucieka w pracę, której szczerze nienawidzi. Mimo tego tylko tam, naliczając nadgodziny, potrafi wyłączyć choć na chwilę umysł.
Często również dzwoni na numer telefonu swojej rodzicielki, aby wyżalić się z okropnego dnia. Wciąż żyje nadzieją, że jej nagła śmierć okaże się kłamstwem i odbierze połączenie, szepcząc jej do ucha kojące słowa.
Któregoś dnia w końcu, po drugiej stronie słuchawki, ktoś odbiera. Nieznajoma kobieta oznajmia jej, że od dwóch dni posiada ten numer, niegdyś należący do martwej matki głównej bohaterki. Z początku skołowana Zuzanna nie może uwierzyć w to, że musi zrezygnować ze swojego codziennego rytuału, jednak Teresa okazuje się być równie osamotnioną duszą i znajdują w swoich słowach otuchę. Zaprzyjaźniają się, aż w końcu nowa przyjaciółka zaprasza ją do Gdańska, do swojego i jej syna domu.
Szczerze, nie jestem mocno wymagającą czytelniczką. Jednak najbardziej irytował mnie upór głównej bohaterki. Nie rozumiałam jej. Nie pochłonęła mnie jej ,,makabryczna" historia życia. Rozumiem, że ubolewała po stracie matki, ale w końcu... Minęły dwa lata. Sama jestem po stracie ojca i to w podobnym okresie czasowym, lecz nie mam takich destrukcyjnych myśli, co ona. Rozumiem, że śmierć boli. Rozumiem, że wyrzuty sumienia dają o sobie znać. Rozumiem, że była do niej przywiązana i całkowicie rozumiem, że była jedyną osobą, przy której mogła się wypłakać. Ale kompletnie nie rozumiem jej toku myślenia.
Poza tym ,,powody", przez które zerwała kontakt z ojcem, są - delikatnie określając - bezsensowne. To, że rodzice mieli rację na temat jej ex-chłopaka, nie oznacza wcale, że po śmierci matki po prostu nadal kroczy dumna z uniesioną głową i nie chce się odzywać do ojca. Ona sama powinna po tej tragedii zrozumieć, że ,,fochy" nie są wskazane, jeśli życie jest tak krótkie. Został jej tylko tata, ale Zuza oczywiście tego nie zauważa. Boi się do niego odezwać, zamiast starać się naprawić rodzinne więzy.
Jestem Gdańszczanką. Jak już wcześniej wspomniałam, główna bohaterka pojechała do Pani Teresy, do Gdańska, aby w jakiś sposób usunąć problemy z głowy. Poznała tam jej syna, Jakuba, do którego później zaczęła coś czuć. Niedługo po swoim przyjeździe do Trójmiasta dowiedziała się, że rodzina Kowalskich także nosi w sercu żałobę, bo mąż Teresy oraz żona Jakuba zmarli w wypadku samochodowym. Któregoś dnia postanowiła zwiedzić Cmentarz Łostowicki, aby odwiedzić ich groby.
Owe miejsce pochówków znam jak własną kieszeń. To miejsce jest tak ogromne, że wiele osób może się tam zagubić, nawet idąc główną aleją - mieszkańcy, a co dopiero przyjezdni. Według książki Zuzanna znalazła ich nagrobek w ciągu godziny. Uwierzcie, że w ciągu godziny, biegnąc (!) i czytając po drodze wszystkie tablice z nazwiskami, nie przeszłaby nawet 1/20 części cmentarza, nawet jeśliby znała numer kwatery. Musiałaby być szczęściarą, jeśli weszła odpowiednim wejściem i natrafiła na odpowiednie miejsce w zaledwie sześćdziesiąt minut. Kilkadziesiąt minut zajmuje mi samo zejście z górnej części, do dolnej, idąc głównymi szlakami, co mówi samo przez siebie.
Już nie wspomnę o słynnej Motławie, czy o Stogach - dzielnicy Gdańska. Ja całkowicie rozumiem, że jest to fikcyjna książka, wymyślona historia, ale zawsze to powtarzam, że jeśli nie zna się miasta, o którym autor pisze, powinno się odpuścić.
Następnym minusem jest styl pisania. Książka, jak sami widzicie, jest krótka, a napisanych jest trylion stronic na temat tego, co ona je na śniadanie, obiad, kolację. Uwielbiam opisy, naprawdę, ale tutaj to była lekka przesada. Rozumiem opisywanie uczuć, ale tutaj po prostu... Mózg mi pulsował z wysiłku. Tak, to chyba najlepsze stwierdzenie. Poza tym dialogi... Nie wyobrażam sobie, żeby w życiu codziennym ktoś tak sztywno mówił. Rozmowy powinny wypływać z ust płynnie, nie tak twardo. Przez konstrukcję zdań nie potrafiłam się zrelaksować przy lekturze, a co dopiero śmiać się, czy płakać, współczuć.
No i jeszcze sprawa wrednego kota... Wzmianka o nim raz, dwa, czy nawet dziesięć razy - ujdzie. Ale jego ,,mowa" - syczenie - nie było miłe dla oka. Wiem, że miało wyjść śmiesznie, jak w przypadku książki ,,Nie dajesz mi spać" Alice Clayton, lecz wyszło coś kompletnie przeciwnego. Po prostu ten epizod jest irytujący. Również nie spodobała mi się mowa Zuzanny pod wpływem alkoholu. Zamiast w sekundę jedno słowo przeczytać, musiałam się skoncentrować, aby zrozumieć sens jej słów. Przesada.
To tyle minusów, ale są też plusy. Gdyby nie to wszystko (właściwie są to fundamenty dobrej powieści), oceniłabym książkę naprawdę dobrze. Sam pomysł o pokrzywdzonej przez los kobiety, która nie potrafi pokolorować swojego szarego świata, jest dobry. To, jak rozpacza po śmierci matki i nie może pogodzić się z faktem, że jej już nie ma - OK. Znak - zapewne z nieba - który podpowiada jej o wyjeździe do Gdańska. Numer telefonu, który w krytycznym czasie zmienia właściciela. I znikąd pojawiająca się miłość.
To jest naprawdę dobre. Kolejny raz możemy się dowiedzieć, że przeznaczenie każdego dopadnie w swoje sidła. Każdemu pisane jest, aby zaznać szczęścia w najmniej spodziewanym momencie. Historia uczy, że sami jesteśmy panami własnego losu i tylko musimy wziąć się w garść i odsunąć swoją dumę na bok, żeby wyjść na prostą.
Warto choćby przeczytać, żeby przemyśleć pewne kwestie życiowe.
Oceniam książkę na 3+/6 ze względu na fabułę. Gdyby była jeszcze grubsza, bardziej rozbudowana akcja, dostałaby większą ocenę.
Za możliwość przeczytania książki dziękuję
Wydawnictwu Videograf
http://facebook.com/StanZaczytany
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCóż mogę powiedzieć o tej książce? Mam sprzeczne uczucia. Z jednej strony dobrze wymyślona fabuła, ale z drugiej mam także bardzo dużo uwag. Czasem nawet irytowałam się i klęłam pod nosem, chcąc jakoś załagodzić swoje nerwy podczas czytania. Ale o tym później...
Zuzanna Piątek wciąż cierpi po stracie matki, która zmarła dwa lata temu....
Pełna recenzja do przeczytania na blogu:
http://www.lustrorzeczywistosci.pl/2015/11/numer-telefony-anna-kucharska-szczescie.html
Pełna recenzja do przeczytania na blogu:
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo tohttp://www.lustrorzeczywistosci.pl/2015/11/numer-telefony-anna-kucharska-szczescie.html
Książka bardzo pozytywnie wpłynęła na moje życie, nie warto ganiać za przeszłością i obwiniać się za coś czego i tak byśmy już teraz nie zmienili. Trzeba zastanowić się nad przyszłością i chwytać dzień!
Książka bardzo pozytywnie wpłynęła na moje życie, nie warto ganiać za przeszłością i obwiniać się za coś czego i tak byśmy już teraz nie zmienili. Trzeba zastanowić się nad przyszłością i chwytać dzień!
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZgłaszam kategoryczny sprzeciw takiemu pisarstwu! Główny wątek tego opowiadania (bo utwór raczej nie spełnia wymogów powieści) to tylko magnes mający na celu zwabić czytelników szukających wsparcia po stracie najbliższej osoby!
Mnie ta książka zawiodła bardzo: infantylna, nudna, rozmazgajona i właściwie nic nie wnosząca. Owszem- nieprzewidywalna..., bo nie przewidziałam tego, że do końca nie będę wiedziała o co chodzi.
Jedyny plus za zupełnie nierealnego kota Behemota, wiecznie syczącego (!) ludzkim językiem.
Zdecydowanie odradzam zakup i lekturę!
Zgłaszam kategoryczny sprzeciw takiemu pisarstwu! Główny wątek tego opowiadania (bo utwór raczej nie spełnia wymogów powieści) to tylko magnes mający na celu zwabić czytelników szukających wsparcia po stracie najbliższej osoby!
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMnie ta książka zawiodła bardzo: infantylna, nudna, rozmazgajona i właściwie nic nie wnosząca. Owszem- nieprzewidywalna..., bo nie przewidziałam...
Los jest nieprzewidywalny. Lubi z nas szydzić i grać na naszych emocjach. Gdy zabiera nam, to co najbliższe naszemu sercu, cały nasz świat, rozsypuje się na milion kawałków. Wystarczy jeden podmuch, by wszystko się zawaliło, a poskładać roztrzaskane części, jest niezwykle ciężko...
Zuzanna Piątek, dwa lata temu straciła ukochaną matkę. Ciężko jej pozbierać się po tej tragedii i znaleźć miejsce w życiu. Zerwała kontakt z ojcem, a sama coraz bardziej popada w żałobę, uciekając w pracę, której szczerze nienawidzi. Jednak to wydaje się być najlepszym rozwiązaniem, niż siedzenie w pustym domu i rozmyślanie. Zuzanna ma jednak swój rytuał, codziennie, w chwilach słabości, dzwoni pod numer telefonu, który niegdyś należał do jej matki. Dzięki temu, jakoś odnajduje w sobie siłę, by móc dalej żyć. Pewnego dnia, telefon odbiera nieznajoma kobieta. Zuzka jest przerażona i choć na początku nie wie jak odnaleźć się w nowej sytuacji, w końcu zaczyna prowadzić rozmowy z tajemniczą nieznajomą. Codzienne rozmowy przynoszą jej ukojenie, a między kobietami wywiązuje się przyjaźń. Teresa, zaprasza Zuzannę do siebie, ale ta boi się skorzystać z propozycji, nie wiedząc co może ją tam spotkać. Gdy, z powodu nieszczęśliwego splotu wydarzeń, Zuzka traci pracę, decyduje się skorzystać z zaproszenia starszej pani. Tak oto, ląduje w Gdańsku, gdzie poznaje syna Teresy, Jakuba, który z każdym dniem staje się jej coraz bliższy. Jednak niebawem Zuzanna, będzie musiała zmierzyć się z tym co przyszykował dla niej los, a konfrontacja z przeszłością, może okazać się niezwykle trudna i bolesna.
Anna Kucharska, to młoda pisarka, która zadebiutowała powieścią „Całkiem dobra książka o miłości”. „Numer telefonu” to jej druga książka i mam nadzieję że nie ostatnia. Miałam okazję czytać pierwszą książkę autorki i byłam zachwycona, ale „Numer telefonu” całkowicie podbił moje serce. To króciutka, ale niezwykle treściwa opowieść o cierpieniu po stracie ukochanej osoby, o radzeniu sobie z bólem i o szarej, przytłaczającej codzienności. Autorka pisze również o wybaczaniu, o miłości, która przynosi ukojenie i poszukiwaniu szczęścia. Najnowsza powieść Anny Kucharskiej, to piękna i niezwykle poruszająca książka, która poruszy wasze serca i dusze.
Ciężko poradzić sobie ze stratą bliskiej osoby. Pogodzenie się ze śmiercią, jest niezwykle trudne i bolesne, a świadomość tego, że ktoś, kto dotychczas był przy nas cały czas, już nie wróci, potęguje rozpacz. Życie przestaje mieć sens, a codzienność traci barwy. Jak dalej żyć? Jak funkcjonować? Jak pogodzić się z wyrokami losu? Tak naprawdę, jest to niewykonalne. Wspomnienia zawsze pozostaną i będą jak krwawiąca rana, która nie chce się goić. Jedyne co można zrobić, to spróbować pogodzić się z przeszłością, poszukać celu w życiu, który sprawi, że nasza rzeczywistość na nowo nabierze barw.
Anna Kucharska w swojej książce, porusza, ten trudny i bolesny temat. Poprzez swoją bohaterkę, pokazuje nam, jak ogromne może być cierpienie, po śmierci bliskich. Zuzanna straciła matkę, swoją najlepszą przyjaciółkę i powierniczkę. Nie może pogodzić się z tym, że już nigdy jej nie zobaczy. Życie całkowicie straciło dla niej sens, a znienawidzona praca, w pewnym sensie pozwala ukoić ból i zapomnieć. Jednak gdy tylko przekracza próg mieszkania, jej wspomnienia wracają. Ból staje się zbyt silny, a rany zbyt świeże. Jedynym ratunkiem, jest codzienny rytuał – dzwonienie pod numer telefonu, który kiedyś należał do jej mamy. To pozwala jej jakoś przetrwać każdy kolejny dzień. Jednak, jak długo można tkwić w odrętwieniu? Jak długo, można zatracać się w żałobie i cierpieniu? Gdy pewnego dnia, telefon odbiera nieznajoma kobieta, życie Zuzanny zostaje wywrócone do góry nogami. Będzie musiała przygotować się na zmiany, które niekoniecznie okażą się łatwe.
„Numer telefonu” to książka którą czyta się błyskawicznie. Akcja jest wartka, a bohaterzy bardzo dobrze wykreowani, zwłaszcza postać Zuzanny, głównej bohaterki powieści. Autorka w świetny i niezwykle dojrzały sposób, ukazała portret psychologiczny, osoby cierpiącej i zmagającej się ze stratą. Ból Zuzanny jest wręcz namacalny, a jej postać niezwykle ludzka i prawdziwa. Całość tchnie autentycznością, a lekki język i styl autorki, sprawiają że czytanie staje się prawdziwą przyjemnością. Nie można również zapomnieć o postaci kota, diabelskiego pomiotu, który co chwilę syczy na główną bohaterkę, a jego syk, autentycznie przyprawia o ciarki na plecach. Nie zabraknie tutaj również wątku miłosnego, który w delikatny i subtelny sposób dopełnia całości. Nie jest on wiodącą częścią książki, dlatego stanowi przyjemne tło dla historii Zuzanny.
Książka Anny Kucharskiej, to piękna i głęboko poruszająca opowieść, która na długo zagości w moim sercu. To książka która skłania do refleksji, zmusza nas, do zatrzymania się na chwilę i zastanowienia się nad swoim istnieniem. W końcu życie mamy tylko jedno i to od nas zależy jak je przeżyjemy. Pomimo iż, nie raz doświadczymy cierpienia, a los niejednokrotnie z nas zakpi, warto cieszyć się z tego co mamy i doceniać niespodzianki które przygotowało dla nas życie. Gorąco polecam!
__________________________________
http://czytanie-moja-milosc.blogspot.com/
Los jest nieprzewidywalny. Lubi z nas szydzić i grać na naszych emocjach. Gdy zabiera nam, to co najbliższe naszemu sercu, cały nasz świat, rozsypuje się na milion kawałków. Wystarczy jeden podmuch, by wszystko się zawaliło, a poskładać roztrzaskane części, jest niezwykle ciężko...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZuzanna Piątek, dwa lata temu straciła ukochaną matkę. Ciężko jej pozbierać się po tej...
Śmierć to naturalna kolej rzeczy ludzkiego życia. Każdy kiedyś odejdzie z tego świata zostawiając swoich bliskich. Życie bez osób, które kochaliśmy i nas opuściły jest bardzo trudne i bolesne. Czasami pogodzenie się z odejściem tej drugiej osoby zajmuje lata. Tak było w przypadku bohaterki powieści Anny Kucharskiej "NUMER TELEFONU”
Gdy mamy coś, na co dzień, nie doceniamy tego. Natomiast, gdy to tracimy, nagle zaczyna nam na tym zależeć, tak jakbyśmy całą swoją siłą woli, umysłu i nadziei mogli sprawić, że w magiczny sposób to „coś ”do nas wróci, a nasze przeszłe zaniedbania pójdą w niepamięć.
Zuzanna Piątek dwa lata temu straciła matkę, swoją powierniczkę i najlepszą przyjaciółkę. Nie potrafi otrząsnąć się z tragedii, unika kontaktów z ludźmi, uciekając w pracę, której nienawidzi. Ma jednak swój codzienny rytuał – w chwilach słabości dzwoni pod numer, który wyrył się w jej sercu jak pacierz. Pewnego dnia, ku zdumieniu Zuzanny, TELEFON po drugiej stronie odbiera jakaś obca kobieta. Rozmowa przynosi ukojenie i z czasem dziewczyna zaprzyjaźnia się z nową znajomą. Gdy traci pracę, Teresa zaprasza ją do siebie, nad morze. Z pewnymi oporami Zuzanna przyjmuje zaproszenie i rusza na drugi koniec Polski. Tam poznaje syna Teresy, Jakuba, który z każdym dniem staje się jej coraz bliższy.
NUMER TELEFONU to książka obyczajowa poruszająca tematy, które dotyczą każdego człowieka bez względu na wieku, pochodzenie, czy majątek. Jeżeli oczekujecie akcji to raczej odradziłabym wam tę książkę, gdyż Numer TELEFONU stawia na emocje. W tych dwustu stronach kryje się ogromna gama emocje. Począwszy od cierpienia, odrzucenia, a skończywszy na przyjaźni, miłości.
Niektórzy ludzie modlą się do Pana Boga, nim pójdą spać. Ja rozmawiam z mama, bo, pomimo że było to jawne oszustwo, czułam, że ona jednak mnie słyszała. Myślę, że była to moja prywatna, osobista modlitwa. Coś, czego nikt mi nie odbierze.
Zuzanna to bohaterka, która od bardzo dawna nie zaznała szczęścia. Dwa lata temu straciła matkę i od tamtej pory jej życie drastycznie się zmieniło. Ma pracę, której nie lubi, ale spędza w niej dużo czasu, gdyż wtedy nie myśli o swojej rodzicielce. Mieszka sama w bloku i kot jej sąsiadki ewidentnie jej nie lubi, gdyż zawsze na nią syczy.
Te czasy minęły bezpowrotnie dwa lata temu, wtedy wraz z mamą umarła moja dziewczęca beztroska i nieodpowiedzialność. Wtedy umarło wszystko…
Z jednej strony bardzo współczułam Zuzannie, bo sama nie wiem, jak zachowywałabym się i co bym czułam po utracie mojej mamy,. Ale z drugiej strony pod koniec powieści nie potrafiłam zrozumieć jej zachowania. Zuzanna to bohaterka, która nawet wzbudza sympatię czytelnika, ale na pewno nie jest to postać na tyle charakterystyczna, żeby czytelnik zapamiętał ją na dłużej.
Czytelnik ma okazję obserwować jak główna bohaterka odradza się na nowo. W końcu akceptuje fakt, że jej mama odeszła i zaczyna spełniać swoje marzenia. Po dwóch latach zaczyna być szczęśliwa. I nie jest to żadnej spoiler, gdyż od samego początku wiemy jak ta historia się zakończy.
Po stracie matki życie bohaterki stanęło w miejscu. Wcisnęło przycisk „pauza” i wcale nie zapowiadało się, żeby w najbliższym czasie coś się zmieniło. Zuzanna nie dopuszczała do siebie bliskich osób, bo ich obecność jeszcze bardziej ja raniła. I w pewnym momencie przypadkowo poznana kobieta sprawiła, że jej życie całkowicie się odmieniło. Może Zuzanna nie mogła wcisnąć przycisku „replay” i wymazać cały ból, który nosiła w sobie, ale dzięki przypadkowi, który postawił na jej drodze Teresę mogła pójść na przód.
Czy można polubić kogoś, z kim rozmawiało się raptem dwa razy i to jeszcze przez TELEFON? Nie wiem. Wiem jedynie, że naciskając w komórce przycisk z czerwoną słuchawką, uśmiechnęłam się mimowolnie.
NUMER TELEFONU to książka o cierpieniu po stracie tej drugiej osoby i o rozkwitnięciu na nowo. Ta powieść sprawiła, że w tym całym zgiełku zatrzymałam się na chwilę i zaczęłam zastanawiać się nad swoim życiem. I myślę, że głównie dla tej chwili warto przeczytać powieść Anny Kucharskiej.
Śmierć to naturalna kolej rzeczy ludzkiego życia. Każdy kiedyś odejdzie z tego świata zostawiając swoich bliskich. Życie bez osób, które kochaliśmy i nas opuściły jest bardzo trudne i bolesne. Czasami pogodzenie się z odejściem tej drugiej osoby zajmuje lata. Tak było w przypadku bohaterki powieści Anny Kucharskiej "NUMER TELEFONU”
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toGdy mamy coś, na co dzień, nie doceniamy...
Czasami nie rozmawiamy o śmierci, boimy się pomyśleć, że wcześniej czy później ktoś bardzo bliski zginie. Wtedy odcinamy się od świata zewnętrznego i cały swój ból przeżywamy w samotności zamknięci w czterech ścianach. Zrywamy wszystkie kontakty, zostaje mam tylko niknące wspomnienie twarzy ukochanej osoby i puste miejsce w sercu. Zuzanna Piątek tracąc dwa lata temu matkę, całe swoje dotychczasowe życie zamieniła w pustkę, którą bardzo szybko wypełniła ponad godzinową pracą. Zerwała kontakt z równie mocno cierpiącym ojcem, wyprowadzając się do Rzeszowa zostawiła wszystkie wspomnienia za sobą i jedynym co tak naprawdę jej zostało to nagrywanie się na sekretarkę zmarłej matki. Dziewczyna chcąc usłyszeć głos ukochanej rodzicielki codziennie dzwoniła i opowiadała co robiła w ciągu dnia. Cierpieniu Zuzanny dzień i noc towarzyszył czarci ryk kota sąsiadki za ścianą. Wydawało jej się, że koci syk przemienia się w wołanie i przekleństwa. Wychodząc zawsze z mieszkania i napotykając znienawidzonego kota Zuzka odprowadzana była groźnym sykiem, jak sądziła prosto z piekieł. Pewnego razu będąc w firmie, a właściwie wchodząc do windy dziewczyna spotyka naczelnego gazety, który bezczelnie zaczyna ją taksować wzrokiem i insynuować przeróżne aluzje dotyczące jej osoby. Niedługo dochodzi do tego, że Zuzka w obronie siebie i swojej bluzki psika gazem łzawiącym w oczy mężczyzny i ucieka. W domu biorąc telefon do ręki z zamiarem opowiedzenia ciężkiego dnia matce wybiera numer i niespodziewanie w słuchawce słyszy głos.
Książka bardzo króciutka, lecz zawarta w niej treść bardzo wzrusza. Muszę stwierdzić, że główna bohaterka na początku bardzo dużo przeszła i pierwsze rozdziały spowija ciemny mrok, uczucie utraty i tęsknota za bliską osobą. Z czasem fabuła coraz bardziej się rozkręca i w końcu dziewczyna myśląc racjonalnie zmienia otoczenie i ludzi wokoło, a nawet znajduje miłość swojego życia choć jeszcze o tym nie wie . Czarna zmora dziewczyny także odegra pośrednią rolę w jej życiu. Bardzo spodobał mi się styl pisania autorki i jestem pewna, że tę książkę przeczytam jeszcze wiele razy.
Ocena:9/10
Polecamy, zespół dobrerecenzje.pl
Czasami nie rozmawiamy o śmierci, boimy się pomyśleć, że wcześniej czy później ktoś bardzo bliski zginie. Wtedy odcinamy się od świata zewnętrznego i cały swój ból przeżywamy w samotności zamknięci w czterech ścianach. Zrywamy wszystkie kontakty, zostaje mam tylko niknące wspomnienie twarzy ukochanej osoby i puste miejsce w sercu. Zuzanna Piątek tracąc dwa lata temu matkę,...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to"Numer telefonu" to miła, ciepła opowieść o dochodzeniu do siebie po stracie, o wybaczaniu, o pozwoleniu sobie na korzystanie z przyjemności jakie niesie życie, o pozbywaniu się poczucia winy i spełnianiu marzeń. Idealna, niezobowiązująca lektura na wieczór.
więcej znajdziecie na: http://aleksandrowemysli.blogspot.com/2015/10/numer-telefonu-anna-kucharska.html
"Numer telefonu" to miła, ciepła opowieść o dochodzeniu do siebie po stracie, o wybaczaniu, o pozwoleniu sobie na korzystanie z przyjemności jakie niesie życie, o pozbywaniu się poczucia winy i spełnianiu marzeń. Idealna, niezobowiązująca lektura na wieczór.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo towięcej znajdziecie na: http://aleksandrowemysli.blogspot.com/2015/10/numer-telefonu-anna-kucharska.html
Mała,niepozorna książka,a ileż w niej treści. Żal po stracie najbliższych jest ciężko opisać,każdy radzi sobie z żałobą na swój własny sposób. A jak poradzi sobie Zuza?? Koniecznie przeczytajcie, gorąco polecam
Mała,niepozorna książka,a ileż w niej treści. Żal po stracie najbliższych jest ciężko opisać,każdy radzi sobie z żałobą na swój własny sposób. A jak poradzi sobie Zuza?? Koniecznie przeczytajcie, gorąco polecam
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to