Wróć na stronę książki

Oceny książki Kuroko's Basket 3

Średnia ocen
7,7 / 10
99 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE


Sortuj:
avatar
667
663

Na półkach: ,

"Król jest tylko jeden?". Tak, to powiedzenie, ot specyficzna myśl tyczy się, jak na mój gust i zapewne wielu, wielu innych entuzjastów sportu, pewnej osobistości Świata nazwijmy to ,,zawodowego wyczynu atletycznego", czyli inaczej to ujmując… sportu. I w tej ,,sportowej myśli ludzkiej” Królem, wybrańcem zawodowej koszykówki, o którym to niniejszym mowa... ta dam: okazuje się LeBron James, obecnie 40-latek, niedługo (aktualnie mający lekką kontuzję, na start rozpoczętego już sezonu w NBA 2025/26) rozgrywający swój 23 cykl ponad 82 meczów w standardowym programie ligi NBA. Amerykanin, urodzony w Akron, stanie Ohio; nie bez powodu nazywany ,,GOATem” czy niniejszym przytoczonym ,,przezwiskiem”: Królem, czy Wybrańcem, a nawet z racji swoich warunków fizycznych ,,L-Trainem”,ot Pociągiem, potężną ,,Lokomotywą” zdołającą zmiażdżyć każdego, kto chce go bronić, gdy ten atakuje z potężną siłą kosz.

,,Bron” to jeden z najznakomitszych sportowców XXI wieku, ba!, jeden z najwybitniejszych w historii ludzkości. I co istotne nasz ,,LBJ”, bo tym ,,nickname’m” najchętniej się James posługuje, to jeden z tych atletów globalnego formatu, którego z chęcią pośmiertnie widziałbym zabalsamowanego, włożonego do sarkofagu, a na końcu zapieczętowanego w kapsułę czasu, do momentu otwarcia za kilka stuleci, jako dowód dla przyszłych pokoleń, na to, co potrafi ludzki organizm, co potrafi osiągnąć jednostka w danej dyscyplinie/dziedzinie życia, wpływając przy tym na całe społeczności, ba cały Świat we wszelaki sportowo-kulturowy sposób. Nie czas mówić tu o zasługach LeBrona na polu tylko sportu, jako ogólnego zjawiska i dyscypliny ,,zawodowej”, bo zajęło by to multum stron, a nie tędy droga, nie temu przeznaczony jest ten tekst; zresztą niniejsze deliberacje będą skłaniały się m.in. ku ustanowieniu LBJa tego rodzaju inspiracją mojej osoby do przeczytania, a co za tym idzie i zrecenzowania, co już w tej ,,publikacji” czynię, pewnej mangi w gatunku/nurcie, o którym lubię pisać i mówić ,,sportówka”, a która tyczy się jakże by inaczej: koszykówki!

Wszystko, co wiem na temat LeBrona, wszystko co silnie jest z nim związane: z jego życiem osobistym i karierą w NBA, czyli wszystko to, co wydarzyło się w jego ,,kręgu życia” i realizacji sportowej, przez 22 pełne sezony w najlepszej koszykarskiej lidze świata – nie sposób zawrzeć w jednym czy dwóch zdaniach, aby określić, dlaczego to właśnie on stał się tą istotną na drodze mojej sportowej amatorskiej i wyczynowej drodze samorealizacji, także na drodze popkulturowej, rozwijanej prężnie pasji w kontekście fikcyjnych tytułów opowiadających o sportowcach, formą ,,ponad wszystko istotnej, budującej mnie po całości inspiracji”. James musiał ,,się dla mnie wydarzyć”, musiałem w pewnym momencie mojego życia – a zaczęło się to ,,tak na dobre!” – około 13 lat temu, się z nim zetknąć: np. zaczynając od oglądania z nim meczy, wywiadów, czy od przeczytania, zanalizowania i skonfrontowania książek o LBJu wobec innych atletów XX czy XXI wieku, aby zetknąć się z tym, jaka jest rzeczywistość jednego z najwybitniejszych sportowców w dziejach, jak wygląda życie takiej osoby, jak to jest grać na horrendalnie wysokim poziomie fizycznym i psychicznym w ,,trudny!” sport, przez… praktycznie całe swoje ,,egzystencjalne Ja”, gdzie samo dojście do takiego poziomu, z jakiego miejsca i okoliczności, zasługuje na podwójne inaczej kategoryzowane brawa!

Musiałem, pchany fluidami Wszechświata, po prostu na ,,Bronka", tak na pierońsko mocnego LeBrona, tak czy siak natrafić. I tak, w ten o to sposób, patrząc się przez pryzmat lat, które upłynęły mi na ,,znajomości” z doświadczeniem koszykarsko-kulturowym tej wybitności, ,,LBJ” obecnie jest nie tylko siłą napędową dla moich sportowych-amatorskich wyczynów-treningów-wyzwań, ale i istotnym paliwem do tego, aby sięgać z chęcią po rzeczy związane ze sportem, ale w kulturze masowej. I stało się, to on, to właśnie James i jego koszykarskie CV (ale i nie tylko!), rozważania o jego zbliżającym się, owianym żywą legendą, 23-cim sezonie w NBA, zmusiły mnie, jakby poza moją kontrolą, do sięgnięcia po ,,watching” dalszych i dalszych odcinków solidnego, choć na pewno nie najlepszego w tym gatunku wśród innych serii, ,,sportówkowego” anime oraz czytania jego pierwowzoru w postaci wybornej, świetnie odzwierciedlającej życie młodych sportowców, serii komiksu japońskiego pt. ,,Kuroko’s Basket”.

Jeśli ktoś mówi otwarcie, czy to w prywatnym towarzystwie, czy na forum publicznym, że ,,Kuroko’s Basket” nie jest ,,sportówką” w anime czy mandze wartą przysłowiowej świeczki… to, chyba postradał zmysły na dobre. Mało tego, jeśli twierdzi że będąc fanem ,,Króla Jamesa” nie powinno się w ogóle interesować takim ,,szajsem” jak owa manga czy jej adaptacja anime, bo przecież to ,,fikcyjne ochłapy i nic więcej”, to chyba postradał zmysły podwójnie za wszystkich ludzi świata! ,,Bron” jest tak silnie związany z kulturą popularną, czy to pośrednio czy nie, że nie da się ,,ku jego podzięce” nie przysiąść do takiej o to mangi czy ,,animajca” zwanego z polskiego ,,Koszykówką Kuroko” i nie wyobrażać sobie, że tak mniej więcej w wieku licealnym grał w kosza LBJ, że tak jak droga koszykarzy z Seirin i ich rywali nie była łatwa, by osiągnęli oni odpowiednio wysoki w tym sporcie poziom, tak rzecz jasna było również w przypadku Jamesa. ,,Kuroko’s Basket” jest tak atrakcyjna, bo jej główny bohater (ewentualnie tak samo mógłbym porównać/zestawić osobę Kagamiego), Tetsuya Kuroko, tak zwany ,,szósty zawodnik Pokolenia Cudów” ma w sobie coś z LeBrona; tak jak wielki mistrz NBA piszący swoją 23-sezonową w NBA historię, tak i on potrafi być zawsze skupiony na swoim celu, jakim okazuje się: osiągnięcie mistrzostwa w swojej kategorii, stawiając przy tym sobie jeszcze jedną powinność do ochrony/dbania ponad wszystko/do realizacji: nie zapominać o rodzinie, a także o znajomych, i robić wszystko, aby Liceum Seirin wygrało zawody ogólnokrajowe, pokonując przy tym po kolei wszystkich kolegów ze starej drużyny Kuroko. To jest sedno geniuszu nie tylko postaci LeBrona wybijającej się w CV i całym znaczeniu dla fabuły w młodym Tetsuyi, ale i samego Tetsuyi jako człowieka, sportowca i bohatera fabuły ,,Kuroko’s Basket”.

Numer trzeci serii komiksowej ,,Kuroko’s Basket”, choć nie chcę używać tego określenia ponownie (bo tak było w przypadku tomu 2 serii), ale jednak tak raczej postąpię, bo ten cykl mangowy na to zasługuje… ,,potwierdził dobitnie”, że ewolucja całej serii komiksu Fujimakiego kieruje się ku byciu ,,jedną wielką drogą koszykarzy z Seirin ku zrobieniu wszystkiego, aby zdobyć laur koszykarskiego mistrza Japonii w odpowiedniej dla siebie kategorii”. Tak, nie inaczej, nie da się nie jarać niczym ,,stróż w Boże Ciało”, i to powyżej progu maksymalnego, tym, co dynamiczna ,,kreska” i lekka typowo sportówkowa fabuła z ciekawymi dramat-plottwistami potrafi zrobić z umysłem kochającego tego rodzaju mangi i ich adaptacje anime. Ba, paradoksem tomu 3 (no. 2 też miał tą cechę) jest to, że wymusza on uwagę na czytelniku: rysunek, dobrany w tempo do scenariusza, odpowiednia linia wypełnień, konturówek i tego ,,komiksowego stylu montażu” kadrów i ich rozłożenia na planszach dla sportowych realiów w mandze – elementy te sprawiają, że odbiorca musi się przyzwyczaić do tego, aby nie przekartkować kartek jak leci, aby skoncentrować się na suspensowo-sportowym zawieszeniu akcji, by eksplorować powoli całą zawartość tomu i czekać z wypiekami na twarzy, na czym skończy się tom, aby odpowiednio mógł płynnie wyjść z kontynuacją w kolejnym numerze. W ,,trójce” takowa kontynuacja w stosunku do poprzednika rozpoczyna się akcją z koszykarskich parkietów, w których Sierinowcy grają z jedną z licealnych ekip – nie są to na start tomu ,,ci najistotniejsi” gracze, ale… z czasem dostajemy ,,ten prima sort!” posiłek: pojedynek ekipy Kuroko z Liceum Seihou. To z ,,Seihouńczykami” stoczy się kapitalnie wykreowana w dziesiątkach stron komiksu walka, prawie że na śmierć i życie (i to jak ujęta wizualnie! Petarda i sztosik do potęgi entej!) o wygraną, która przyczyni się dla nich do lepszego ,,startu” w zawodach wyższej rangi, prowadzących z kolei do tych narodowych (tak, wiem, jest to zagmatwane!).

A jak to tak ,,ostatecznie i definitywnie” (tak często prawi w Milionerach Hubert Urbański) się naprawdę zakończy? Pomyślcie sami! Gnana swoim iście jak w NBA tempie meczowym akcja ,,cz. 3" mangi tego cyklu doprowadza nas, przez świetnie opowiedziany dramatyczny finał z wyżej wspomnianymi zawodnikami Liceum Seihou, do starcia, ale ledwo co zapowiedzianego!, z Shutoku… rzecz jasna rozpoczynanego w tomie no.4. W ,,trójce” poznaliśmy szerzej Midorimę, który jest niezwykle istotną sylwetką koszykarzy z Shutoku (patrząc się na to, co ukazał nam cały sezon 2 anime i część 3-ego), bo będzie miała on spory wpływ na liczne posunięcia Kuroko. Sam ,,zielono-włosy” dał się poznać, przynajmniej w mandze, jako dość specyficzny ,,ludek” – jako sportowiec i człowiek zawzięcie wierzy, że los zawsze mu będzie sprzyjał, że te trójki, które ciągle rzuca na 100% zawdzięcza losowi. Stąd ta jego tajemniczość, ta ,,cicha i zimna stabilność w grze” oraz… umiłowanie do ,,maskotek i amuletów szczęścia”. Dzięki takiemu CV dostaniemy jeden z powodów do tego, aby suspens w tejże ,,sportówce” trzymał nas w zawieszeniu do – przynajmniej – połowy tomu 4-ego.

Ciekawostką – co stanowi ruch autora na zasadzie ,,sprytnego podkreślenia ważności jego mangi w świecie sportówek, jak i każdej z fabuł tomu dla czytelnika” – staje się powoli stały element w tej serii mang: dodatek, który rozmiękcza nasze ,,sportowe serducha” zaraz po finiszu głównej osi wydarzeń. To taka poboczna historia, która o ile dobrze pamiętam przynajmniej raz znalazła się w anime. Poza tym, co tu dużo mówić, tak to już zleciało, i jak to pięknie zleciało. Bo ,,trójeczka” dała nam tyle ile powinna, skupiając się na swój ograniczony, ale i szeroki zarazem sposób na najważniejszych z perspektywy graczy Seirin zadaniach i elementach: eliminacje i finały zawodów koszykarskich, prowadzących do Ogólnego/Ścisłego Turnieju Ogólnokrajowego! Tak, i chyba każdy z nas, kto maaaaksymalnie szanuje i po prostu czuje vibe z mangą ,,KNB” stwierdzi znacząco: ,,chcemy takich tomów jak najwięcej". Niech ta historia dalej opowiada się w sposób jak na ten numer przystało.

"Król jest tylko jeden?". Tak, to powiedzenie, ot specyficzna myśl tyczy się, jak na mój gust i zapewne wielu, wielu innych entuzjastów sportu, pewnej osobistości Świata nazwijmy to ,,zawodowego wyczynu atletycznego", czyli inaczej to ujmując… sportu. I w tej ,,sportowej myśli ludzkiej” Królem, wybrańcem zawodowej koszykówki, o którym to niniejszym mowa... ta dam: okazuje...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
483
393

Na półkach: ,

Postacie na boisku w moim mniemaniu wyglądają gorzej niż w poprzednich tomach, Ich twarze są gorzej narysowane i czasem zdają się być lekko krzywawe. Za to ubrania podczas akcji na boisku mają całkiem dobrą dynamikę poza pojedynczymi przypadkami gdzie postacie wyglądają jak w workach na ziemniaki ;) Ten tom kręci się tylko dookoła rozgrywki na parkiecie, warstwa poznawania postaci na niskim poziomie. Za to możemy dowiedzieć się coś o różnego rodzaju zagrywkach na boisku - jak nazywa się taka a taka forma wykonania wsadu do kosza, dobry aspekt edukacyjny :)

Postacie na boisku w moim mniemaniu wyglądają gorzej niż w poprzednich tomach, Ich twarze są gorzej narysowane i czasem zdają się być lekko krzywawe. Za to ubrania podczas akcji na boisku mają całkiem dobrą dynamikę poza pojedynczymi przypadkami gdzie postacie wyglądają jak w workach na ziemniaki ;) Ten tom kręci się tylko dookoła rozgrywki na parkiecie, warstwa poznawania...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
8341
7044

Na półkach: , ,

DWA MECZE JEDNEGO DNIA

Jako, że nigdy nie czytałem żadnych komiksów sportowych, nie mogę powiedzieć, że "Kuroko's Basket" jest najlepszym z nich. A raczej mógłbym, ale trochę dalekie by to było od prawdy. Za to z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że jest to po prostu dobra manga shounen. Lekka, szybka w odbiorze, ciekawa, dynamiczna i zabawna, nie pozwala się nudzić ani przez chwilę i gwarantuje dobrą zabawę nie tylko fanom koszykówki.

Wydarzenia nabierają tempa. Akcja przyspiesza. Bohaterowie wspinają się coraz wyżej po szczeblach drabiny prowadzącej do Ogólnokrajowych Zawodów Międzyszkolnych, ale pojawiają się problemy. Nie dość, że przeciwnicy, z którymi muszą się mierzyć wcale nie są łatwi do pokonania, to jeszcze aby dostać się do Ligii Finałowej, Kuroko i reszta jego towarzyszy będą musieli rozegrać dwa mecze w ciągu jednego dnia. Oznacza to, że zawodnicy będą wycieńczeni, a nie ma co liczyć na zmęczenie przeciwnych drużyn. Czy uda im się wygrać pierwszy mecz i dostać się dalej, skoro gracze są potężni, a Seirin nie może zbyt długo forsować Kuroko i Kagamiego, bo (jeśli oczywiście przejdą dalej), będą potrzebować ich w drugim meczu?

Całość recenzji na moim blogu: http://ksiazkarniablog.blogspot.com/2018/06/kurokos-basket-3-fujimaki-tadatoshi.html

DWA MECZE JEDNEGO DNIA

Jako, że nigdy nie czytałem żadnych komiksów sportowych, nie mogę powiedzieć, że "Kuroko's Basket" jest najlepszym z nich. A raczej mógłbym, ale trochę dalekie by to było od prawdy. Za to z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że jest to po prostu dobra manga shounen. Lekka, szybka w odbiorze, ciekawa, dynamiczna i zabawna, nie pozwala się nudzić ani...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to