Drugi tom „Trylogii łemkowskiej” – "Entropia" – to kontynuacja niezwykle oryginalnej i trudnej do sklasyfikowania wizji jaką Maroš Krajňak zaprezentował w "Carpathii". Autor ponownie wciąga czytelnika w świat na granicy jawy i snu gdzie logika ustępuje miejsca emocjom, symbolom i skojarzeniom. Atmosfera tej książki jest gęsta, mroczna i hipnotyzująca – jak dziwny sen, z którego nie sposób się obudzić. Czytając miałem momentami wrażenie, że uczestniczę w halucynacyjnej podróży przez ludzką świadomość gdzie każde zdanie może zmienić znaczenie po kilku kolejnych stronach.
W centrum opowieści stoją Buko i Forel – para przyjaciół, których wyprawa stanowi oś całej historii. Jednak nie sposób jednoznacznie stwierdzić, czy ich podróż jest rzeczywista czy też rozgrywa się wyłącznie w sferze wyobraźni. Krajňak konsekwentnie unika prostych odpowiedzi a to, co w jednej chwili wydaje się realne, w następnej zamienia się w sen lub majak. Ten nieustanny balans między rzeczywistością a iluzją sprawia, że Entropia jest książką, która dezorientuje ale też fascynuje i przyciąga swoim niepokojącym rytmem.
Jednym z największych atutów tej powieści ponownie jest język – gęsty, poetycki, czasem szorstki a czasem wręcz hipnotyczny. Krajňak bawi się słowem, formą i narracją, tworząc tekst, który wymyka się tradycyjnym ramom prozy. Nie ma tu miejsca na klasyczną fabułę czy klarowny przekaz – zamiast tego dostajemy mozaikę znaczeń, emocji i obrazów, które składają się na doświadczenie bardziej zmysłowe niż intelektualne. To literatura, którą trzeba przeżywać a nie tylko czytać.
Mam wrażenie, że "Entropia" jest jeszcze bardziej bezkompromisowa niż "Carpathia". Autor zdaje się całkowicie ignorować oczekiwania czytelników i rynku, koncentrując się wyłącznie na własnej wizji artystycznej. To książka trudna, wymagająca ale też niezwykle satysfakcjonująca dla tych, którzy cenią literaturę ambitną i odważną. Krajňak nie szuka poklasku – oferuje doświadczenie literackie, które wciąga, niepokoi i długo nie pozwala o sobie zapomnieć.
Drugi tom „Trylogii łemkowskiej” – "Entropia" – to kontynuacja niezwykle oryginalnej i trudnej do sklasyfikowania wizji jaką Maroš Krajňak zaprezentował w "Carpathii". Autor ponownie wciąga czytelnika w świat na granicy jawy i snu gdzie logika ustępuje miejsca emocjom, symbolom i skojarzeniom. Atmosfera tej książki jest gęsta, mroczna i hipnotyzująca – jak dziwny sen, z...
Jeśli ktoś szuka zupełnie innej książki, to polecam. Malujące się obrazy są z jednej strony absurdalne, nierealne, a z drugiej jakby znajome. Przeczytanie tej książki nie należało do wielkiej przyjemności, ale zaskakiwało każdą stroną.
Jeśli ktoś szuka zupełnie innej książki, to polecam. Malujące się obrazy są z jednej strony absurdalne, nierealne, a z drugiej jakby znajome. Przeczytanie tej książki nie należało do wielkiej przyjemności, ale zaskakiwało każdą stroną.
Lektura Entropii jest jak niesamowita i metafizyczna podróż wśród słów. Często chaotyczna i pełna bałaganu wędrówka po najdziwniejszych zakamarkach ludzkiego umysłu.
W Entropi znajdziemy jeszcze więcej baśniowości, pewnego rodzaju mistyczności oraz ulotności, aniżeli w pierwszej części cyklu. To także interesujące rozważanie na temat zła i jego roli w historii i życiu każdego człowieka.
więcek na: domowaksiegarnia.blogspot.com
Lektura Entropii jest jak niesamowita i metafizyczna podróż wśród słów. Często chaotyczna i pełna bałaganu wędrówka po najdziwniejszych zakamarkach ludzkiego umysłu.
W Entropi znajdziemy jeszcze więcej baśniowości, pewnego rodzaju mistyczności oraz ulotności, aniżeli w pierwszej części cyklu. To także interesujące rozważanie na temat zła i jego roli w historii i życiu...
Proza poetycka: mistyka, ezoteryczność, baśniowość… A może po prostu tytułowa entropia, czyli mieszanie się energii, przebieg procesów spontanicznych w odosobnionym układzie termodynamicznym? Znowu jesteśmy w obszarze środkowo-wschodniej Europy, na ziemi, która pamięta jeszcze Łemków. I podobnie jak w „Carpathii” snujemy karpackie historie, tym razem podążając tropem Buka i Forela, którzy z kolei wędrują przez świat i czas w poszukiwaniu Pepa. Asystuje im, bardziej niż kibicuje, Wychudły Schizofrenik…
Entropia to smak tego, co dziś nazywamy „przeczuciami”, pamięci odpomnianej choć nienazywanej… Nie rządzą tą kraina przypadki, ale spontaniczne wydarzenia i nieokiełznana wyobraźnia. Ktoś kogoś spotyka i coś z tego spotkania wynika dalej… Zmieniają się tony, natężenia, nanoszą i nadpisują nad sobą sensy. A wszystko, jak w życiu - groza, radość, pragnienia, potrzeby, poszukiwania, wątpliwości, pewności, domniemania…
Rozkosz literacka!
Dla mnie to, co prezentuje Krajnak, jest pisarstwem na miarę Bruno Schulza.
Magda | 17.03.2016
Maroš Krajňak, Entropia, Książkowe Klimaty, Wrocław 2015
Proza poetycka: mistyka, ezoteryczność, baśniowość… A może po prostu tytułowa entropia, czyli mieszanie się energii, przebieg procesów spontanicznych w odosobnionym układzie termodynamicznym? Znowu jesteśmy w obszarze środkowo-wschodniej Europy, na ziemi, która pamięta jeszcze Łemków. I podobnie jak w „Carpathii” snujemy karpackie historie, tym razem podążając tropem Buka i...
Druga część trylogii Krajňaka wydała mi się znacznie lepsza - bardziej spoista stylistycznie, integralna także jeśli chodzi o tok narracji, która jest na tyle intensywna, że najlepiej przeczytać ją "jednym haustem", by nie stracić zawartego w niej rytmu, tempa biegu w pogoni za jedną z postaci. Za ten efekt wdzięczny jestem chyba głównie tłumaczowi, Miłoszowi Waligórskiemu, którego starania naprawdę były warte zachodu - w większym stopniu możemy dzięki temu docenić dzieło słowackiego autora. Cieszą także przypisy od tłumacza, przybliżające pojawiające się na kartach historyczne postaci, głównie łemkowskich artystów, a w pierwszej części tego brakuje.
W powieści ponownie odnajdujemy się po drugiej, słowackiej stronie Przełęczy Dukielskiej, ale akcja popędzi nas przez góry (Beskidy i Bieszczady) na polską stronę, a potem aż do Kurdwanówki pod Buczacz, z małym interludium z Polakami w Nowym Jorku lub może w Chicago po drodze. Głównym wątkiem jest pogoń smutnego Buko i wesołego Forela - nowego rodzaju Świdrygi i Midrygi - wysłanych przez Pomarańczowego Mnicha (buddyjska figura symbolizująca równowagę we Wszechświecie?) za tajemnicą kata Pepy (Józef Wissarionowicz prawzorem?), który odradza się we wszystkich epokach w postaci tyranów i morderców. Należy zgłębić jego tajemnicę, by zapobiec odradzaniu się zła, morderstw, wojny. Z mocy popełnionego przezeń zła chce bowiem skorzystać zmieniający postać i wodzący ludzi na pokuszenie Wychudły Schizofrenik - porte parole diabła (bez wątpienia inteligent-ideolog). Obaj posłańcy, niczym bohaterowie baśni słowiańskich, spotykają po drodze różne postaci, m.in. urodzonego w Buczaczu Simona Wiesenthala, które pomagają im wypełnić misję.
Autor stosuje bardzo wizualną technikę opowiadania: poruszamy się bez żadnych ograniczeń i bezcieleśnie w przestrzeni, oglądając krainę z wysoka lub zbliżając się, niby oczy pozbawione ciała lub zoomująca kamera, do kolejnych postaci. Ale niektóre są wyposażone w umiejętność wyczucia nawet takiej obecności. Jest to niezmiernie filmowy zabieg a może wręcz oniryczny, bo wszystkie inne cudowności również przybliżają stylistykę opowiadania do rzeczywistości snu.
P.S.
Warto zwrócić uwagę na moim zdaniem bardzo udane okładki obu pierwszych części trylogii, inspirowane treścią książek - mam wrażenie, że obie czerpią z treści właśnie drugiej części: 1. deszcz krwi padający do góry (autor: Bohdan Hostiniak) i 2. żarówka pochłaniająca światło (autor: Justyna Boguś).
Druga część trylogii Krajňaka wydała mi się znacznie lepsza - bardziej spoista stylistycznie, integralna także jeśli chodzi o tok narracji, która jest na tyle intensywna, że najlepiej przeczytać ją "jednym haustem", by nie stracić zawartego w niej rytmu, tempa biegu w pogoni za jedną z postaci. Za ten efekt wdzięczny jestem chyba głównie tłumaczowi, Miłoszowi Waligórskiemu,...
Drugi tom „Trylogii łemkowskiej” – "Entropia" – to kontynuacja niezwykle oryginalnej i trudnej do sklasyfikowania wizji jaką Maroš Krajňak zaprezentował w "Carpathii". Autor ponownie wciąga czytelnika w świat na granicy jawy i snu gdzie logika ustępuje miejsca emocjom, symbolom i skojarzeniom. Atmosfera tej książki jest gęsta, mroczna i hipnotyzująca – jak dziwny sen, z którego nie sposób się obudzić. Czytając miałem momentami wrażenie, że uczestniczę w halucynacyjnej podróży przez ludzką świadomość gdzie każde zdanie może zmienić znaczenie po kilku kolejnych stronach.
W centrum opowieści stoją Buko i Forel – para przyjaciół, których wyprawa stanowi oś całej historii. Jednak nie sposób jednoznacznie stwierdzić, czy ich podróż jest rzeczywista czy też rozgrywa się wyłącznie w sferze wyobraźni. Krajňak konsekwentnie unika prostych odpowiedzi a to, co w jednej chwili wydaje się realne, w następnej zamienia się w sen lub majak. Ten nieustanny balans między rzeczywistością a iluzją sprawia, że Entropia jest książką, która dezorientuje ale też fascynuje i przyciąga swoim niepokojącym rytmem.
Jednym z największych atutów tej powieści ponownie jest język – gęsty, poetycki, czasem szorstki a czasem wręcz hipnotyczny. Krajňak bawi się słowem, formą i narracją, tworząc tekst, który wymyka się tradycyjnym ramom prozy. Nie ma tu miejsca na klasyczną fabułę czy klarowny przekaz – zamiast tego dostajemy mozaikę znaczeń, emocji i obrazów, które składają się na doświadczenie bardziej zmysłowe niż intelektualne. To literatura, którą trzeba przeżywać a nie tylko czytać.
Mam wrażenie, że "Entropia" jest jeszcze bardziej bezkompromisowa niż "Carpathia". Autor zdaje się całkowicie ignorować oczekiwania czytelników i rynku, koncentrując się wyłącznie na własnej wizji artystycznej. To książka trudna, wymagająca ale też niezwykle satysfakcjonująca dla tych, którzy cenią literaturę ambitną i odważną. Krajňak nie szuka poklasku – oferuje doświadczenie literackie, które wciąga, niepokoi i długo nie pozwala o sobie zapomnieć.
Drugi tom „Trylogii łemkowskiej” – "Entropia" – to kontynuacja niezwykle oryginalnej i trudnej do sklasyfikowania wizji jaką Maroš Krajňak zaprezentował w "Carpathii". Autor ponownie wciąga czytelnika w świat na granicy jawy i snu gdzie logika ustępuje miejsca emocjom, symbolom i skojarzeniom. Atmosfera tej książki jest gęsta, mroczna i hipnotyzująca – jak dziwny sen, z...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJeśli ktoś szuka zupełnie innej książki, to polecam. Malujące się obrazy są z jednej strony absurdalne, nierealne, a z drugiej jakby znajome. Przeczytanie tej książki nie należało do wielkiej przyjemności, ale zaskakiwało każdą stroną.
Jeśli ktoś szuka zupełnie innej książki, to polecam. Malujące się obrazy są z jednej strony absurdalne, nierealne, a z drugiej jakby znajome. Przeczytanie tej książki nie należało do wielkiej przyjemności, ale zaskakiwało każdą stroną.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toLektura Entropii jest jak niesamowita i metafizyczna podróż wśród słów. Często chaotyczna i pełna bałaganu wędrówka po najdziwniejszych zakamarkach ludzkiego umysłu.
W Entropi znajdziemy jeszcze więcej baśniowości, pewnego rodzaju mistyczności oraz ulotności, aniżeli w pierwszej części cyklu. To także interesujące rozważanie na temat zła i jego roli w historii i życiu każdego człowieka.
więcek na: domowaksiegarnia.blogspot.com
Lektura Entropii jest jak niesamowita i metafizyczna podróż wśród słów. Często chaotyczna i pełna bałaganu wędrówka po najdziwniejszych zakamarkach ludzkiego umysłu.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toW Entropi znajdziemy jeszcze więcej baśniowości, pewnego rodzaju mistyczności oraz ulotności, aniżeli w pierwszej części cyklu. To także interesujące rozważanie na temat zła i jego roli w historii i życiu...
Proza poetycka: mistyka, ezoteryczność, baśniowość… A może po prostu tytułowa entropia, czyli mieszanie się energii, przebieg procesów spontanicznych w odosobnionym układzie termodynamicznym? Znowu jesteśmy w obszarze środkowo-wschodniej Europy, na ziemi, która pamięta jeszcze Łemków. I podobnie jak w „Carpathii” snujemy karpackie historie, tym razem podążając tropem Buka i Forela, którzy z kolei wędrują przez świat i czas w poszukiwaniu Pepa. Asystuje im, bardziej niż kibicuje, Wychudły Schizofrenik…
Entropia to smak tego, co dziś nazywamy „przeczuciami”, pamięci odpomnianej choć nienazywanej… Nie rządzą tą kraina przypadki, ale spontaniczne wydarzenia i nieokiełznana wyobraźnia. Ktoś kogoś spotyka i coś z tego spotkania wynika dalej… Zmieniają się tony, natężenia, nanoszą i nadpisują nad sobą sensy. A wszystko, jak w życiu - groza, radość, pragnienia, potrzeby, poszukiwania, wątpliwości, pewności, domniemania…
Rozkosz literacka!
Dla mnie to, co prezentuje Krajnak, jest pisarstwem na miarę Bruno Schulza.
Magda | 17.03.2016
Maroš Krajňak, Entropia, Książkowe Klimaty, Wrocław 2015
Proza poetycka: mistyka, ezoteryczność, baśniowość… A może po prostu tytułowa entropia, czyli mieszanie się energii, przebieg procesów spontanicznych w odosobnionym układzie termodynamicznym? Znowu jesteśmy w obszarze środkowo-wschodniej Europy, na ziemi, która pamięta jeszcze Łemków. I podobnie jak w „Carpathii” snujemy karpackie historie, tym razem podążając tropem Buka i...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDruga część trylogii Krajňaka wydała mi się znacznie lepsza - bardziej spoista stylistycznie, integralna także jeśli chodzi o tok narracji, która jest na tyle intensywna, że najlepiej przeczytać ją "jednym haustem", by nie stracić zawartego w niej rytmu, tempa biegu w pogoni za jedną z postaci. Za ten efekt wdzięczny jestem chyba głównie tłumaczowi, Miłoszowi Waligórskiemu, którego starania naprawdę były warte zachodu - w większym stopniu możemy dzięki temu docenić dzieło słowackiego autora. Cieszą także przypisy od tłumacza, przybliżające pojawiające się na kartach historyczne postaci, głównie łemkowskich artystów, a w pierwszej części tego brakuje.
W powieści ponownie odnajdujemy się po drugiej, słowackiej stronie Przełęczy Dukielskiej, ale akcja popędzi nas przez góry (Beskidy i Bieszczady) na polską stronę, a potem aż do Kurdwanówki pod Buczacz, z małym interludium z Polakami w Nowym Jorku lub może w Chicago po drodze. Głównym wątkiem jest pogoń smutnego Buko i wesołego Forela - nowego rodzaju Świdrygi i Midrygi - wysłanych przez Pomarańczowego Mnicha (buddyjska figura symbolizująca równowagę we Wszechświecie?) za tajemnicą kata Pepy (Józef Wissarionowicz prawzorem?), który odradza się we wszystkich epokach w postaci tyranów i morderców. Należy zgłębić jego tajemnicę, by zapobiec odradzaniu się zła, morderstw, wojny. Z mocy popełnionego przezeń zła chce bowiem skorzystać zmieniający postać i wodzący ludzi na pokuszenie Wychudły Schizofrenik - porte parole diabła (bez wątpienia inteligent-ideolog). Obaj posłańcy, niczym bohaterowie baśni słowiańskich, spotykają po drodze różne postaci, m.in. urodzonego w Buczaczu Simona Wiesenthala, które pomagają im wypełnić misję.
Autor stosuje bardzo wizualną technikę opowiadania: poruszamy się bez żadnych ograniczeń i bezcieleśnie w przestrzeni, oglądając krainę z wysoka lub zbliżając się, niby oczy pozbawione ciała lub zoomująca kamera, do kolejnych postaci. Ale niektóre są wyposażone w umiejętność wyczucia nawet takiej obecności. Jest to niezmiernie filmowy zabieg a może wręcz oniryczny, bo wszystkie inne cudowności również przybliżają stylistykę opowiadania do rzeczywistości snu.
P.S.
Warto zwrócić uwagę na moim zdaniem bardzo udane okładki obu pierwszych części trylogii, inspirowane treścią książek - mam wrażenie, że obie czerpią z treści właśnie drugiej części: 1. deszcz krwi padający do góry (autor: Bohdan Hostiniak) i 2. żarówka pochłaniająca światło (autor: Justyna Boguś).
Druga część trylogii Krajňaka wydała mi się znacznie lepsza - bardziej spoista stylistycznie, integralna także jeśli chodzi o tok narracji, która jest na tyle intensywna, że najlepiej przeczytać ją "jednym haustem", by nie stracić zawartego w niej rytmu, tempa biegu w pogoni za jedną z postaci. Za ten efekt wdzięczny jestem chyba głównie tłumaczowi, Miłoszowi Waligórskiemu,...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to