rozwiń zwiń
Wróć na stronę książki

Oceny książki Kontekst. Ese­je o wy­daj­no­ści, kre­atyw­no­ści, ro­dzi­ciel­stwie i po­li­ty­ce w XXI wie­ku

Średnia ocen
6,3 / 10
18 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE


avatar
24
7

Na półkach:

Doctorow udostępnia wszystkie swoje książki za darmo w języku angielskim na swojej stronie. Polska wersja "Kontekstu" jest dostępna także darmowo w wersji elektronicznej zarówno w pdf, mobi jak i wersji czytanej w formacie mp3 (nie podaję adresu gdyż ten może ulec zmianie, ale można sprawdzić np. odnośniki w wikipedii pod hasłem z autorem).

Ze swojej strony, jako komentarz podaję tytuł jednego z rozdziałów w.w. książki, czyli "„Własność intelektualna” to durny eufemizm".

Doctorow udostępnia wszystkie swoje książki za darmo w języku angielskim na swojej stronie. Polska wersja "Kontekstu" jest dostępna także darmowo w wersji elektronicznej zarówno w pdf, mobi jak i wersji czytanej w formacie mp3 (nie podaję adresu gdyż ten może ulec zmianie, ale można sprawdzić np. odnośniki w wikipedii pod hasłem z autorem).

Ze swojej strony, jako...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
802
204

Na półkach: , , ,

Książka reklamowana jest przez Edwina Bendyka pytaniem: "Czy ktoś z Państwa zastanawiał się, jak napisać testament gwarantujący, że spadkobiercy otrzymają hasła niezbędne do tego, by przejąć cyfrową spuściznę?". No więc zasadniczo, ja tak :) Fakt, że absolutnie nie na takim poziomie zaawansowania technicznego i organizacyjnego jak Doctorow.

Inna reklama tego zbioru esejów zapowiadała sensacyjną historię o tym, jak ów technicznie wyrafinowany Doctorow dał sobie wykraść hasło do Twittera i nie wiem, jak innych, ale dla mnie ta chwytliwa zajawka miała znaczenie przy decyzji o zakupie. No fakt, jest to felieton pouczający - bo jest w nim samo życie. Właśnie tak: choćby nie wiem, jak przestrzegać zasad, kiedyś człowiek się potknie. Nawet jeżeli jest bardziej paranoiczny niż operator komputera w tajnym pomieszczeniu wywiadu w "Mission Impossible" (czytaj: idąc chorować do łazienki, blokowałabym komputer, Cory Doctorow zapewne też :P )

Mamy więc książkę zawierającą zdania takie, jak smakowite: "Pełnokontaktowy sport, jakim jest internet, nie poddaje się łatwo kategoryzacji a priori", książkę, którą bardzo dziwnie jest czytać z papieru. I z jednej strony uważam, że warto było, ale z drugiej - to nie jest coś, co chce się stawiać na półce dla w/w spadkobierców. Za bardzo jest osadzona w "tu i teraz", nawet jeżeli będzie stanowić jakiś znak naszych czasów. Swój papierowy egzemplarz raczej oddam, niż przechowam.

Felietony są nierówne, zwłaszcza początkowe trochę mnie znudziły, w formie drukowanej gadżeciarska egzaltacja nuży. Przy współużytkowaniu ekranu z małym dzieckiem zarechotałam ze zrozumieniem; nie sposób się też nie zgodzić z autorem w kwestii jak/czy pisać o seksie dla nastolatków, cenzurowania sieci i tym, że "tak jak nastolatki, komputery są stworzone po to, aby się łączyły" czyli że można użytkownikom zakazywać internetu, a i tak prędzej czy później pójdzie jakaś automatyczna aktualizacja i wszystko wybuchnie.

Jeżeli pomijać niekoniecznie ciekawe rozważania szczegółowe, na pewno jest to interesujące spojrzenie na dzisiejszą rzeczywistość (np. dyskusyjne pojęcie "własności intelektualnej", "nuklearną hałdę" gromadzących się danych osobowych) z punktu widzenia kogoś, kto nie tylko ma szeroką praktyczną wiedzę w tej dziedzinie wynikającą z uprawianych zawodów (programista, pisarz), ale też silne, zaangażowane poglądy. Można się z nimi zgadzać lub nie, ale najpierw wypadałoby się dowiedzieć, o czym w ogóle toczy się debata. Oraz - co nie dla wszystkich jest oczywiste, ŻE W OGÓLE SIĘ TOCZY.

Drobna uwaga o tłumaczeniu: bo jak rozumiem, po angielsku ta kwestia nie istnieje, nawet jeżeli autorowi byłaby (??) bliska. Otóż tłumaczki stosują zamiennie żeńskie i męskie formy zawodów. Mam dość chłodny stosunek do "psycholożek" i "socjolożek", ale panie używają w sposób naturalny form, które w języku jak najbardziej istnieją od dawna, tylko nie są używane, kiedy mowa o "jakichś" prawnikach, aktywistach itd. Tutaj jest losowo, np. "żeby każda programistka mogła wziąć kawałek kodu i..." Jak ogólnie nie jestem czuła na takie chwyty, to jakoś przy tej programistce serce zabiło mi mocniej. Czyżby jednak rzeczywiście miało to (aż takie??) znaczenie przy utożsamianiu się z czytaną treścią? Tylko wytrenowane od dekad we wczuwaniu się w męskich bohaterów beletrystyki i męskie formy neutralnych tekstów, nawet tego nie zauważamy? Dziwne doświadczenie czytelnicze, ale co mi się w nim podobało, to właśnie dalekie od ideolo podejście - takie mimochodem. Bo na pytanie "Dlaczego miałaby być w tym zdaniu programistka a nie programista?" odpowiedzią jest: a właściwie czemu nie?

Książka reklamowana jest przez Edwina Bendyka pytaniem: "Czy ktoś z Państwa zastanawiał się, jak napisać testament gwarantujący, że spadkobiercy otrzymają hasła niezbędne do tego, by przejąć cyfrową spuściznę?". No więc zasadniczo, ja tak :) Fakt, że absolutnie nie na takim poziomie zaawansowania technicznego i organizacyjnego jak Doctorow.

Inna reklama tego zbioru esejów...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
199
166

Na półkach: , , , ,

Felietony o internecie napisane przez znanego pisarza SF i blogera. O bezpieczeństwie, rodzinie, prawach autorskich.

Felietony o internecie napisane przez znanego pisarza SF i blogera. O bezpieczeństwie, rodzinie, prawach autorskich.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to