Nie dałem rady do końca. Nie mój styl pisania. Coś mi nie pasuje ale nie wiem co? Autora lubię, szanuję i lubię oglądać i słuchać jego wywiadów. Książka niestety nie wchodzi.
Nie dałem rady do końca. Nie mój styl pisania. Coś mi nie pasuje ale nie wiem co? Autora lubię, szanuję i lubię oglądać i słuchać jego wywiadów. Książka niestety nie wchodzi.
Max Cegielski podczas podróży do Pakistanu poznaje rodzinę niezwykłych bębniarzy grających m.in. na imprezach religijnych. Tam upajanie się muzyką jest rodzajem transu (stąd tytuł książki). Tak barwnych postaci pojawia się w reportażu więcej. Poznamy również różnorodność islamu.
Max Cegielski podczas podróży do Pakistanu poznaje rodzinę niezwykłych bębniarzy grających m.in. na imprezach religijnych. Tam upajanie się muzyką jest rodzajem transu (stąd tytuł książki). Tak barwnych postaci pojawia się w reportażu więcej. Poznamy również różnorodność islamu.
Książka rewelacyjna, połączenie relacji z podróży i reportażu z licznymi odniesieniami do historii islamu. Książka przybliża nam islam, szczególnie w jego odsłonie sufickiej i ludowej. Lektora obowiązkowa dla wszystkich zainteresowanych regionem Pakistanu, Iranu i Afganistanu. Polecam przeczytać również każdemu, kto islam uosabia jedynie z "podbojem i ustanowieniem światowego kalifatu z prawem szariatu".
Książka rewelacyjna, połączenie relacji z podróży i reportażu z licznymi odniesieniami do historii islamu. Książka przybliża nam islam, szczególnie w jego odsłonie sufickiej i ludowej. Lektora obowiązkowa dla wszystkich zainteresowanych regionem Pakistanu, Iranu i Afganistanu. Polecam przeczytać również każdemu, kto islam uosabia jedynie z "podbojem i ustanowieniem...
Bardzo dobry reportaż o islamie, tylko nie dla wszystkich. Ilość pojęć i odniesień o jednej z religii świata, wymaga sporej wiedzy i orientacji. Indie, Pakistan, Iran, czy znów Pakistan i jego granica z Afganistanem, autor "żongluje" krajami, w których przebywał jak i z osobami. Styl pisania jest trochę ciężki, ale mimo to warto.
Bardzo dobry reportaż o islamie, tylko nie dla wszystkich. Ilość pojęć i odniesień o jednej z religii świata, wymaga sporej wiedzy i orientacji. Indie, Pakistan, Iran, czy znów Pakistan i jego granica z Afganistanem, autor "żongluje" krajami, w których przebywał jak i z osobami. Styl pisania jest trochę ciężki, ale mimo to warto.
Gdy czytam tę książkę to wszystko rozumiem, a właściwie jestem już o krok, o centymetr zaledwie, od poznania prawdy, dzieli mnie cień abym raz na zawsze odróżniła szyitów od sunnitów, i sama rozważam: A co na to powiedziałby Mahomet? Jestem blisko od wejścia głębiej niż tylko dryfowania po wierzchu rozległego tematu jakim są muzułmanie. Jestem tuż tuż ale tylko podczas lektury, bo gdy tylko przerywam to wszelkie wątki się zacierają, związki przyczynowo-skutkowe rwą się jak pajęczyna i mętlik w mojej głowie jest jakby większy, pełny supłów i niezależnych końców bez odpowiadających im początków.
I teraz gdy skończyłam czytać, to sama nie wiem. Bo znowu mam bałagan w głowie. Spróbuję wychwycić te drobiny, przebłyski które zostały, które się jeszcze tlą. Bo sufich pamiętam, wirujących derwiszy też, zapamiętanie w bogu poprzez muzykę czy też narkotyki, używki które pomagają, prostytutki które odwiedzają najznamienitsze domy podczas świąt religijnych, kobiety gdzieś na uboczu, szalone procesje, brodatych „nadgorliwców” z podwiniętymi nogawkami spodni, bo „tak się nosił prorok”. Iiii….
I najważniejsze. To o Pakistanie jest! Bo jak widomo, ta sama religia w różnych miejscach, wyznawana przez różnych ludzi nabiera cech swoistych.
Gdy czytam tę książkę to wszystko rozumiem, a właściwie jestem już o krok, o centymetr zaledwie, od poznania prawdy, dzieli mnie cień abym raz na zawsze odróżniła szyitów od sunnitów, i sama rozważam: A co na to powiedziałby Mahomet? Jestem blisko od wejścia głębiej niż tylko dryfowania po wierzchu rozległego tematu jakim są muzułmanie. Jestem tuż tuż ale tylko podczas...
Dobra opowieść jest jak cebula. Ma warstwy. Te tutaj ślicznie ułożone w kolejności od najłatwiejszych do zauważenia, takich co się same pchają, do takich rzeczy co ich źródło ukryte jest. No i o Pakistanie i fajne.
Dobra opowieść jest jak cebula. Ma warstwy. Te tutaj ślicznie ułożone w kolejności od najłatwiejszych do zauważenia, takich co się same pchają, do takich rzeczy co ich źródło ukryte jest. No i o Pakistanie i fajne.
Książka „Pijani bogiem” sprawia wrażenie rozrzuconej i niepoukładanej, tak jak sam temat… ale właśnie w tym tkwi sedno… przede wszystkim kolejność, konteksty, przerywanie treści, by wpleść w nie ludzi, sytuacje, a następnie ponowne próby nakreślenia opisywanego „zjawiska”...
Autor z podjętą problematyką poradził sobie uważam bardzo dobrze, oddał bowiem ducha, a nawet sens tego o czym pisał. Podobała mi się sama krytyczność autora do swojej osoby, to że zdawał sobie sprawę z filtrów przez które patrzył, nie upychał na siłę poruszonego tematu w pojęciowe szuflady ,a raczej stwarzał płaszczyzny z których można było spojrzeć na wszystko z szerszej perspektywy.
Ponadto pozycja ta w pewien sposób systematyzuje niejasne kwestie dotyczące sufizm jak i samego islamu, jego odłamów i kolejnych pochodnych. W gruncie rzeczy nie mowa tu przecież do końca o Bogu, a o miejscach, ludziach, którzy są różni, mają własne pragnienia , historie, często nikomu nie opowiedziane, są osadzeni w różnych sytuacjach, kulturach ...
"My nie potrzebujemy dokładnych definicji, to tylko wy na Zachodzie musicie powkładać wszystko do szufladek, żeby cokolwiek zrozumieć" (cytat z książki)
... i jak tu oczekiwać, że wszystko będzie „poukładane i jednowymiarowe” jak by chciało nasze europocentryczne oko?
Książka „Pijani bogiem” sprawia wrażenie rozrzuconej i niepoukładanej, tak jak sam temat… ale właśnie w tym tkwi sedno… przede wszystkim kolejność, konteksty, przerywanie treści, by wpleść w nie ludzi, sytuacje, a następnie ponowne próby nakreślenia opisywanego „zjawiska”...
Autor z podjętą problematyką poradził sobie uważam bardzo dobrze, oddał bowiem ducha, a nawet...
11 września 2001r. cywilizacja zachodnia zamienia się w gruzowisko, a Max Cegielski jest blisko miejsca skąd padł rozkaz zniszczenia amerykańskiego szatana. I na szczęście nie zajął się tropieniem zła, urzekło go coś całkowicie innego, urzekła go tolerancja mahometan. Sufizm, spadkobierca naturalnej religii, który zachował mistykę pierwotnych wierzeń wplecioną z grubsza w ideę Mahometa, religia która wyraża się w bezpośrednim kontakcie z transcendentem, bez imamów, księży, mnichów, kapłanów całej tej apodyktycznej otoczki, mogła przetrwać tylko tam gdzie monoteizm nie wprowadzano ogniem i mieczem, tylko tam gdzie szanowano tradycję i ciągłość wierzeń. I swoje zdumienie, że w Pakistanie, który wydaje się krainą fanatyzmu religijnego, jest więcej wolności wyznania i wyrozumiałości niż w krajach zachodnich, autor wyraża w sposób powściągliwy, choć jednoznaczny.
Aby zrozumieć jakiś kraj nie wystarczy krótki rajd po zabytkach, wysłuchanie najnowszych wydarzeń oraz przeprowadzenie wywiadu z wypasionym ministrem. Trzeba uchwycić duszę społeczeństwa. I Cegielski zszedł do tego poziomu, prawie że do poziomu asymilacji, był tam gdzie wiruje źródło społeczeństwa, tam gdzie ono wyraża swoją istotę. A sufiści właśnie tak wyrażają swoje ja, w ten sposób się modlą, na to czekają, na wirujący taniec w oparach mistycyzmu i w ekstatycznym rytmie bębnów. Z tym że autor nie uległ fascynacji, wciąż był obserwatorem, w dużym stopniu zaangażowanym, lecz jednak stał z boku. Bez tego oddalenia nie mógłby przecież opisać obiektywnie nie tylko fascynującego świata, jakże egzotycznego dla nas, lecz także pokazać nam jego ciemnych stron, narkotyków, traktowania kobiet, ucieczki od rzeczywistości, biedy. Z drugiej strony, by bezstronnie oddać poglądy sufistów, bez protekcjonalnej wyższości człowieka zachodu, poddał się urokowi tej społeczności. I tak, przynajmniej dla mnie, powinien wyglądać dobry reportaż, gdzie reporter jest o krok by stać się tym kogo opisuje. Wtedy wychodzi szczera książka.
11 września 2001r. cywilizacja zachodnia zamienia się w gruzowisko, a Max Cegielski jest blisko miejsca skąd padł rozkaz zniszczenia amerykańskiego szatana. I na szczęście nie zajął się tropieniem zła, urzekło go coś całkowicie innego, urzekła go tolerancja mahometan. Sufizm, spadkobierca naturalnej religii, który zachował mistykę pierwotnych wierzeń wplecioną z grubsza w...
Książka napisana świetnie (jak zwykle u Cegielskiego), jednak dla takiego laika jak ja okazała się odrobinę zbyt gęsta. Polecam osobom, które posiadają już podstawy w zakresie teologii muzułmańskiej, a do których zamierzam dołączyć, również dzięki tej książce.
Książka napisana świetnie (jak zwykle u Cegielskiego), jednak dla takiego laika jak ja okazała się odrobinę zbyt gęsta. Polecam osobom, które posiadają już podstawy w zakresie teologii muzułmańskiej, a do których zamierzam dołączyć, również dzięki tej książce.
niewątpliwie po lekturze reportażu Maxa Cegielskiego moja wiedza o islamie i jego odłamach znacząco się wzbogaciła. Autor zagłębia się w ciężki i zdecydowanie nieznany w Polsce temat, ale w ten sposób stworzył wręcz naukowe opracowanie, które jest pozycją obowiązkową dla wszystkich fascynatów islamu i Pakistanu i wszystkiego co z tym tematami związane.
Pozycja skierowana przede wszystkim dla osób znających już po części tematykę islamu co sprawia, że krąg odbiorców jest ograniczony.
niewątpliwie po lekturze reportażu Maxa Cegielskiego moja wiedza o islamie i jego odłamach znacząco się wzbogaciła. Autor zagłębia się w ciężki i zdecydowanie nieznany w Polsce temat, ale w ten sposób stworzył wręcz naukowe opracowanie, które jest pozycją obowiązkową dla wszystkich fascynatów islamu i Pakistanu i wszystkiego co z tym tematami związane.
Pozycja skierowana...
Tematyka bardzo ciekawa, ale pisownia Maxa zupełnie do mnie nie trafia. Strasznie się męczyłem czytając tę książkę. Daje 5 tylko dlatego, że ciekawią mnie inne kultury.
Tematyka bardzo ciekawa, ale pisownia Maxa zupełnie do mnie nie trafia. Strasznie się męczyłem czytając tę książkę. Daje 5 tylko dlatego, że ciekawią mnie inne kultury.
Moje nieokiełznane zafascynowanie tematyką muzułmańską nie jest tajemnicą dla Czytelników tego bloga. W miarę możliwości staram się czytać sporo, a szczególną radość sprawiają mi książki autorstwa osób takich jak ja - zainteresowanych islamem, którzy obserwują, przyglądając się z boku, bez zamiaru zmiany religii. Mimo, że już dawno sprawiłam sobie "Oko świata" Maxa Cegielskiego, czeka ono na swoją kolej. Przypadkowo natrafiłam na "Pijanych Bogiem". I spotkanie okazało się nadzwyczaj pouczające.
Maxa Cegielskiego nie trzeba chyba nikomu przedstawiać. Pisarz, dziennikarz, podróżnik, muzyk, animator kultury. Obecnie można go słuchać codziennie w Radiu Roxy i oglądać TVP Kultura. 11 września 2001 roku zastał go w miejscu najmniej odpowiednim w tamtym momencie. Gdzieś na pograniczu Afganistanu i Pakistanu, w samym centrum fundamentalizmu islamskiego, pojawia się człowiek z Zachodu - taki mamy obraz po owych wydarzeniach. To, co opisuje Max Cegielski łamie ten stereotyp. Chciałabym na wstępie zaznaczyć, że autor nie popada w zachwyt nad islamem, ani go nie demonizuje - w umiejętny sposób dobiera argumenty każdej ze stron, osąd pozostawiając czytelnikowi. Między innymi to składa się na dojrzałość "Pijanych Bogiem", reportażu, który moim zdaniem powinien być "must read" dla wszystkich islamofilów.
Pakistan kojarzy się przede wszystkim ze sporem o Kaszmir, jednak wystarczy wymienić nazwy prowincji, aby przenieść się ze świata wojny do "Baśni z Tysiąca i Jednej Nocy" - Beludżystan, Chajber Pachtunchwa, Pendżab czy Sindh. I taki właśnie obraz islamskiego państwa otrzymujemy - daleki od Iraku Saddama, Iranu Chomeiniego czy Afganistanu z bin Ladenem w tle. Sam obraz islamu różni się znacznie od stereotypowego, którym jesteśmy faszerowani po wydarzeniach 11 września 2001 roku. Egzotyczny, wschodni, baśniowy wizerunek jednej z największych religii świata przedstawiany jest poprzez pryzmat sufizmu, mistycznego ruchu w islamie. Sufi nazywani również fakirami czy derwiszami, to bardzo religijni asceci, rodzaj wędrownych muzułmańskich mnichów. Sam sufizm za cel stawia sobie osiągnięcie jedności jedności z boskim Absolutem. Dzisiaj osiąga się ten stan poprzez regularne modlitwy, recytacja formuł religijnych, wymienianie boskich imion Allaha (których jest dziewięćdziesiąt dziewięć), studiowanie świętych pisma (Koran oraz sunny) czy grupowe śpiewy, jakimi są kawwali.
Wokół nurtu kawaali Max Cegielski snuje swoją opowieść. Pierwotnie były to pieśni wykonywane w sufickich świątyniach oraz dargah (w dużym uproszczeniu - świątyniach wybudowanych na grobach świętych muzułmańskich). Inspiracji należy poszukiwać w dźwiękach perskich i indyjskich, teksty chwalą Boga i sławią życie świętych. Współcześnie w dużej mierze gatunek ten ma charakter świecki, o czym świadczy niesłabnąca popularność, nieżyjącego już, Nusrata Fateha Ali Khana. W "Pijanych Bogiem" Max Cegielski wokół kawwali buduje opowieść. Jak dobry reportażysta świat obserwuje i opisuje przy udziale bohaterów, którzy są zwykłymi mieszkańcami - mamy tutaj komputerowca Musę, który sufizm postrzega przez pryzmat swojego ulubionego, do cna zachodniego, filmu - "Matrix". Głównymi aktorami są jednak bracia Sain - Mittu i Gunga - popularni wykonawcy kawwali, którzy grają na bębnach nazywanych dhol. Współcześnie dhol utożsamiany jest najczęściej z bhangrą i jest rodzajem dwustronnego bębna. Gunga i Mittu Sainowie to obecnie "gwiazdy" kawwali. Wystukiwany na bębnie rytm, opary haszyszu, donośny śpiew - to wprowadza obecnych podczas rytuału w trans. Wszystkie koncerty odbywają się w dargah, którymi subkontynent indyjski jest przepełniony - występy muzyków na uroczystościach to niejednokrotnie jedyne ich źródło utrzymania.
Relacja Maxa Cegielskiego jest może i nieco chaotyczna, może i powodować domysły, że oparty substancji odurzających spowodowały lekki zamęt w piórze autora, jednak gawędziarski styl wprowadza czytelnika w luźne rozważania. Nie brakuje rzecz jasna fragmentów o charakterze naukowym - bibliografia, z której korzystał Max Cegielski jest doprawdy imponująca. Napięcie budowane wokół historii można przyrównać do stylu uprawianego przez wschodnich (chociażby irańskich) reżyserów - małymi, pozornie drobnymi migawkami jesteśmy doprowadzani do finału, który wbija w fotel i poraża. Podobnie jest u Maxa Cegielskiego - mimo, iż to reportaż, zakończenie zrobiło na mnie spore wrażenie.
Wspomniałam, iż islamofile będą urzeczeni tym tytułem. Podkreślę to raz jeszcze - jest tu mnóstwo interesujących, niszowych informacji o muzułmanach, w szczególności o samym sufizmie. Przyznam szczerze, że ja z sufizmem spotkałam się przy okazji wizyty w Konyi (Turcja), która jest stolicą mistycznej, muzułmańskiej "sekty" (określenie mocno nieprecyzyjne) jaką są mewlewici, czyli wyznawcy zakonu założonego w XIII w. przez Calaleddina Rumiego. Najprostszym skojarzeniem będzie dla Was zakon wirujących derwiszy, którzy w swoim tańcu naśladują ruch ciał niebieskich, co ma pobudzić duszę do wzmożenia swojej miłości do Boga. Miałam okazję uczestniczyć w tym rytuale zwanym Semą, na który składała się intonacja modlitw z Koranu, podczas których do modlącego się hafiza (człowieka znającego cały Koran na pamięć) dołącza się flet, instrument umiłowany przez Rumiego. Siedemnastu derwiszy w tym czasie, zmienia pozycję ze skulonej na przykucniętą, stopniowo intensyfikując swoje poruszenie, aby w końcu utworzyć krąg i rozpocząć wirowanie po własnej osi. Obecnie w Turcji, odwiedzanej licznie przez turystów, można podziwiać ten rytuał w pełnej wersji (Konya oraz Kapadocja), jak również fragmentarycznie (najczęściej podczas tzw. "nocy tureckich" urządzanych w klubach i hotelach - wtedy obserwujemy sam finał, czyli wirowanie). Przyznam szczerze, że bez wiedzy na temat mewlewitów, jaką posiadam dzisiaj, był to dla mnie złośliwie nazywany rytuał "Senna", gdyż akompaniament fletu przy dość monotonnych recytacjach w języku arabskim, po kilkunastu godzinach podróży, uśpiłby każdego. Obraz Semy noszę jednak do dziś w swojej głowie i polecam to doświadczenie każdemu.
Podsumowując - polecam książkę Maxa Cegielskiego. To kawał dobrego reportażu poruszającego temat zupełnie niepopularny. Zalecam lekturę osobom zainteresowanym tematyką islamu, w tym również islamu mistycznego. Nadmienię jednak, iż osoby z elementarną wiedzą na temat muzułmanów mogą poczuć się nieco przytłoczone ilością trudnych sformułowań oraz cytatów z Koranu. Jednak Max Cegielski napisał wyważony reportaż gdzie mało jest polityki, a dużo ludzi i dialogu, co oznacza, że wzorował się na doskonałym Ryszardzie Kapuścińskim. I porównanie nie jest na wyrost.
bazgradelko.pl
Moje nieokiełznane zafascynowanie tematyką muzułmańską nie jest tajemnicą dla Czytelników tego bloga. W miarę możliwości staram się czytać sporo, a szczególną radość sprawiają mi książki autorstwa osób takich jak ja - zainteresowanych islamem, którzy obserwują, przyglądając się z boku, bez zamiaru zmiany religii. Mimo, że już dawno sprawiłam sobie "Oko świata" Maxa...
Nie dałem rady do końca. Nie mój styl pisania. Coś mi nie pasuje ale nie wiem co? Autora lubię, szanuję i lubię oglądać i słuchać jego wywiadów. Książka niestety nie wchodzi.
Nie dałem rady do końca. Nie mój styl pisania. Coś mi nie pasuje ale nie wiem co? Autora lubię, szanuję i lubię oglądać i słuchać jego wywiadów. Książka niestety nie wchodzi.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMax Cegielski podczas podróży do Pakistanu poznaje rodzinę niezwykłych bębniarzy grających m.in. na imprezach religijnych. Tam upajanie się muzyką jest rodzajem transu (stąd tytuł książki). Tak barwnych postaci pojawia się w reportażu więcej. Poznamy również różnorodność islamu.
Max Cegielski podczas podróży do Pakistanu poznaje rodzinę niezwykłych bębniarzy grających m.in. na imprezach religijnych. Tam upajanie się muzyką jest rodzajem transu (stąd tytuł książki). Tak barwnych postaci pojawia się w reportażu więcej. Poznamy również różnorodność islamu.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka rewelacyjna, połączenie relacji z podróży i reportażu z licznymi odniesieniami do historii islamu. Książka przybliża nam islam, szczególnie w jego odsłonie sufickiej i ludowej. Lektora obowiązkowa dla wszystkich zainteresowanych regionem Pakistanu, Iranu i Afganistanu. Polecam przeczytać również każdemu, kto islam uosabia jedynie z "podbojem i ustanowieniem światowego kalifatu z prawem szariatu".
Książka rewelacyjna, połączenie relacji z podróży i reportażu z licznymi odniesieniami do historii islamu. Książka przybliża nam islam, szczególnie w jego odsłonie sufickiej i ludowej. Lektora obowiązkowa dla wszystkich zainteresowanych regionem Pakistanu, Iranu i Afganistanu. Polecam przeczytać również każdemu, kto islam uosabia jedynie z "podbojem i ustanowieniem...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBardzo dobry reportaż o islamie, tylko nie dla wszystkich. Ilość pojęć i odniesień o jednej z religii świata, wymaga sporej wiedzy i orientacji. Indie, Pakistan, Iran, czy znów Pakistan i jego granica z Afganistanem, autor "żongluje" krajami, w których przebywał jak i z osobami. Styl pisania jest trochę ciężki, ale mimo to warto.
Bardzo dobry reportaż o islamie, tylko nie dla wszystkich. Ilość pojęć i odniesień o jednej z religii świata, wymaga sporej wiedzy i orientacji. Indie, Pakistan, Iran, czy znów Pakistan i jego granica z Afganistanem, autor "żongluje" krajami, w których przebywał jak i z osobami. Styl pisania jest trochę ciężki, ale mimo to warto.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toGdy czytam tę książkę to wszystko rozumiem, a właściwie jestem już o krok, o centymetr zaledwie, od poznania prawdy, dzieli mnie cień abym raz na zawsze odróżniła szyitów od sunnitów, i sama rozważam: A co na to powiedziałby Mahomet? Jestem blisko od wejścia głębiej niż tylko dryfowania po wierzchu rozległego tematu jakim są muzułmanie. Jestem tuż tuż ale tylko podczas lektury, bo gdy tylko przerywam to wszelkie wątki się zacierają, związki przyczynowo-skutkowe rwą się jak pajęczyna i mętlik w mojej głowie jest jakby większy, pełny supłów i niezależnych końców bez odpowiadających im początków.
I teraz gdy skończyłam czytać, to sama nie wiem. Bo znowu mam bałagan w głowie. Spróbuję wychwycić te drobiny, przebłyski które zostały, które się jeszcze tlą. Bo sufich pamiętam, wirujących derwiszy też, zapamiętanie w bogu poprzez muzykę czy też narkotyki, używki które pomagają, prostytutki które odwiedzają najznamienitsze domy podczas świąt religijnych, kobiety gdzieś na uboczu, szalone procesje, brodatych „nadgorliwców” z podwiniętymi nogawkami spodni, bo „tak się nosił prorok”. Iiii….
I najważniejsze. To o Pakistanie jest! Bo jak widomo, ta sama religia w różnych miejscach, wyznawana przez różnych ludzi nabiera cech swoistych.
Gdy czytam tę książkę to wszystko rozumiem, a właściwie jestem już o krok, o centymetr zaledwie, od poznania prawdy, dzieli mnie cień abym raz na zawsze odróżniła szyitów od sunnitów, i sama rozważam: A co na to powiedziałby Mahomet? Jestem blisko od wejścia głębiej niż tylko dryfowania po wierzchu rozległego tematu jakim są muzułmanie. Jestem tuż tuż ale tylko podczas...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDobra opowieść jest jak cebula. Ma warstwy. Te tutaj ślicznie ułożone w kolejności od najłatwiejszych do zauważenia, takich co się same pchają, do takich rzeczy co ich źródło ukryte jest. No i o Pakistanie i fajne.
Dobra opowieść jest jak cebula. Ma warstwy. Te tutaj ślicznie ułożone w kolejności od najłatwiejszych do zauważenia, takich co się same pchają, do takich rzeczy co ich źródło ukryte jest. No i o Pakistanie i fajne.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka „Pijani bogiem” sprawia wrażenie rozrzuconej i niepoukładanej, tak jak sam temat… ale właśnie w tym tkwi sedno… przede wszystkim kolejność, konteksty, przerywanie treści, by wpleść w nie ludzi, sytuacje, a następnie ponowne próby nakreślenia opisywanego „zjawiska”...
Autor z podjętą problematyką poradził sobie uważam bardzo dobrze, oddał bowiem ducha, a nawet sens tego o czym pisał. Podobała mi się sama krytyczność autora do swojej osoby, to że zdawał sobie sprawę z filtrów przez które patrzył, nie upychał na siłę poruszonego tematu w pojęciowe szuflady ,a raczej stwarzał płaszczyzny z których można było spojrzeć na wszystko z szerszej perspektywy.
Ponadto pozycja ta w pewien sposób systematyzuje niejasne kwestie dotyczące sufizm jak i samego islamu, jego odłamów i kolejnych pochodnych. W gruncie rzeczy nie mowa tu przecież do końca o Bogu, a o miejscach, ludziach, którzy są różni, mają własne pragnienia , historie, często nikomu nie opowiedziane, są osadzeni w różnych sytuacjach, kulturach ...
"My nie potrzebujemy dokładnych definicji, to tylko wy na Zachodzie musicie powkładać wszystko do szufladek, żeby cokolwiek zrozumieć" (cytat z książki)
... i jak tu oczekiwać, że wszystko będzie „poukładane i jednowymiarowe” jak by chciało nasze europocentryczne oko?
Książka „Pijani bogiem” sprawia wrażenie rozrzuconej i niepoukładanej, tak jak sam temat… ale właśnie w tym tkwi sedno… przede wszystkim kolejność, konteksty, przerywanie treści, by wpleść w nie ludzi, sytuacje, a następnie ponowne próby nakreślenia opisywanego „zjawiska”...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAutor z podjętą problematyką poradził sobie uważam bardzo dobrze, oddał bowiem ducha, a nawet...
11 września 2001r. cywilizacja zachodnia zamienia się w gruzowisko, a Max Cegielski jest blisko miejsca skąd padł rozkaz zniszczenia amerykańskiego szatana. I na szczęście nie zajął się tropieniem zła, urzekło go coś całkowicie innego, urzekła go tolerancja mahometan. Sufizm, spadkobierca naturalnej religii, który zachował mistykę pierwotnych wierzeń wplecioną z grubsza w ideę Mahometa, religia która wyraża się w bezpośrednim kontakcie z transcendentem, bez imamów, księży, mnichów, kapłanów całej tej apodyktycznej otoczki, mogła przetrwać tylko tam gdzie monoteizm nie wprowadzano ogniem i mieczem, tylko tam gdzie szanowano tradycję i ciągłość wierzeń. I swoje zdumienie, że w Pakistanie, który wydaje się krainą fanatyzmu religijnego, jest więcej wolności wyznania i wyrozumiałości niż w krajach zachodnich, autor wyraża w sposób powściągliwy, choć jednoznaczny.
Aby zrozumieć jakiś kraj nie wystarczy krótki rajd po zabytkach, wysłuchanie najnowszych wydarzeń oraz przeprowadzenie wywiadu z wypasionym ministrem. Trzeba uchwycić duszę społeczeństwa. I Cegielski zszedł do tego poziomu, prawie że do poziomu asymilacji, był tam gdzie wiruje źródło społeczeństwa, tam gdzie ono wyraża swoją istotę. A sufiści właśnie tak wyrażają swoje ja, w ten sposób się modlą, na to czekają, na wirujący taniec w oparach mistycyzmu i w ekstatycznym rytmie bębnów. Z tym że autor nie uległ fascynacji, wciąż był obserwatorem, w dużym stopniu zaangażowanym, lecz jednak stał z boku. Bez tego oddalenia nie mógłby przecież opisać obiektywnie nie tylko fascynującego świata, jakże egzotycznego dla nas, lecz także pokazać nam jego ciemnych stron, narkotyków, traktowania kobiet, ucieczki od rzeczywistości, biedy. Z drugiej strony, by bezstronnie oddać poglądy sufistów, bez protekcjonalnej wyższości człowieka zachodu, poddał się urokowi tej społeczności. I tak, przynajmniej dla mnie, powinien wyglądać dobry reportaż, gdzie reporter jest o krok by stać się tym kogo opisuje. Wtedy wychodzi szczera książka.
11 września 2001r. cywilizacja zachodnia zamienia się w gruzowisko, a Max Cegielski jest blisko miejsca skąd padł rozkaz zniszczenia amerykańskiego szatana. I na szczęście nie zajął się tropieniem zła, urzekło go coś całkowicie innego, urzekła go tolerancja mahometan. Sufizm, spadkobierca naturalnej religii, który zachował mistykę pierwotnych wierzeń wplecioną z grubsza w...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toFascynująca
Fascynująca
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka napisana świetnie (jak zwykle u Cegielskiego), jednak dla takiego laika jak ja okazała się odrobinę zbyt gęsta. Polecam osobom, które posiadają już podstawy w zakresie teologii muzułmańskiej, a do których zamierzam dołączyć, również dzięki tej książce.
Książka napisana świetnie (jak zwykle u Cegielskiego), jednak dla takiego laika jak ja okazała się odrobinę zbyt gęsta. Polecam osobom, które posiadają już podstawy w zakresie teologii muzułmańskiej, a do których zamierzam dołączyć, również dzięki tej książce.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toHistorie przejmujące i obrazowe. Ciekawie pokazani bohaterowie. Raził jednak czasami brak lekkości językowej.
Historie przejmujące i obrazowe. Ciekawie pokazani bohaterowie. Raził jednak czasami brak lekkości językowej.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWieje nuda
Wieje nuda
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCiężko się to czytało. Tematyka w gruncie rzeczy ciekawa, ale książka napisana bez polotu, bez werwy.
Ciężko się to czytało. Tematyka w gruncie rzeczy ciekawa, ale książka napisana bez polotu, bez werwy.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toniewątpliwie po lekturze reportażu Maxa Cegielskiego moja wiedza o islamie i jego odłamach znacząco się wzbogaciła. Autor zagłębia się w ciężki i zdecydowanie nieznany w Polsce temat, ale w ten sposób stworzył wręcz naukowe opracowanie, które jest pozycją obowiązkową dla wszystkich fascynatów islamu i Pakistanu i wszystkiego co z tym tematami związane.
Pozycja skierowana przede wszystkim dla osób znających już po części tematykę islamu co sprawia, że krąg odbiorców jest ograniczony.
niewątpliwie po lekturze reportażu Maxa Cegielskiego moja wiedza o islamie i jego odłamach znacząco się wzbogaciła. Autor zagłębia się w ciężki i zdecydowanie nieznany w Polsce temat, ale w ten sposób stworzył wręcz naukowe opracowanie, które jest pozycją obowiązkową dla wszystkich fascynatów islamu i Pakistanu i wszystkiego co z tym tematami związane.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPozycja skierowana...
Tematyka bardzo ciekawa, ale pisownia Maxa zupełnie do mnie nie trafia. Strasznie się męczyłem czytając tę książkę. Daje 5 tylko dlatego, że ciekawią mnie inne kultury.
Tematyka bardzo ciekawa, ale pisownia Maxa zupełnie do mnie nie trafia. Strasznie się męczyłem czytając tę książkę. Daje 5 tylko dlatego, że ciekawią mnie inne kultury.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo tomęczące
męczące
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMoje nieokiełznane zafascynowanie tematyką muzułmańską nie jest tajemnicą dla Czytelników tego bloga. W miarę możliwości staram się czytać sporo, a szczególną radość sprawiają mi książki autorstwa osób takich jak ja - zainteresowanych islamem, którzy obserwują, przyglądając się z boku, bez zamiaru zmiany religii. Mimo, że już dawno sprawiłam sobie "Oko świata" Maxa Cegielskiego, czeka ono na swoją kolej. Przypadkowo natrafiłam na "Pijanych Bogiem". I spotkanie okazało się nadzwyczaj pouczające.
Maxa Cegielskiego nie trzeba chyba nikomu przedstawiać. Pisarz, dziennikarz, podróżnik, muzyk, animator kultury. Obecnie można go słuchać codziennie w Radiu Roxy i oglądać TVP Kultura. 11 września 2001 roku zastał go w miejscu najmniej odpowiednim w tamtym momencie. Gdzieś na pograniczu Afganistanu i Pakistanu, w samym centrum fundamentalizmu islamskiego, pojawia się człowiek z Zachodu - taki mamy obraz po owych wydarzeniach. To, co opisuje Max Cegielski łamie ten stereotyp. Chciałabym na wstępie zaznaczyć, że autor nie popada w zachwyt nad islamem, ani go nie demonizuje - w umiejętny sposób dobiera argumenty każdej ze stron, osąd pozostawiając czytelnikowi. Między innymi to składa się na dojrzałość "Pijanych Bogiem", reportażu, który moim zdaniem powinien być "must read" dla wszystkich islamofilów.
Pakistan kojarzy się przede wszystkim ze sporem o Kaszmir, jednak wystarczy wymienić nazwy prowincji, aby przenieść się ze świata wojny do "Baśni z Tysiąca i Jednej Nocy" - Beludżystan, Chajber Pachtunchwa, Pendżab czy Sindh. I taki właśnie obraz islamskiego państwa otrzymujemy - daleki od Iraku Saddama, Iranu Chomeiniego czy Afganistanu z bin Ladenem w tle. Sam obraz islamu różni się znacznie od stereotypowego, którym jesteśmy faszerowani po wydarzeniach 11 września 2001 roku. Egzotyczny, wschodni, baśniowy wizerunek jednej z największych religii świata przedstawiany jest poprzez pryzmat sufizmu, mistycznego ruchu w islamie. Sufi nazywani również fakirami czy derwiszami, to bardzo religijni asceci, rodzaj wędrownych muzułmańskich mnichów. Sam sufizm za cel stawia sobie osiągnięcie jedności jedności z boskim Absolutem. Dzisiaj osiąga się ten stan poprzez regularne modlitwy, recytacja formuł religijnych, wymienianie boskich imion Allaha (których jest dziewięćdziesiąt dziewięć), studiowanie świętych pisma (Koran oraz sunny) czy grupowe śpiewy, jakimi są kawwali.
Wokół nurtu kawaali Max Cegielski snuje swoją opowieść. Pierwotnie były to pieśni wykonywane w sufickich świątyniach oraz dargah (w dużym uproszczeniu - świątyniach wybudowanych na grobach świętych muzułmańskich). Inspiracji należy poszukiwać w dźwiękach perskich i indyjskich, teksty chwalą Boga i sławią życie świętych. Współcześnie w dużej mierze gatunek ten ma charakter świecki, o czym świadczy niesłabnąca popularność, nieżyjącego już, Nusrata Fateha Ali Khana. W "Pijanych Bogiem" Max Cegielski wokół kawwali buduje opowieść. Jak dobry reportażysta świat obserwuje i opisuje przy udziale bohaterów, którzy są zwykłymi mieszkańcami - mamy tutaj komputerowca Musę, który sufizm postrzega przez pryzmat swojego ulubionego, do cna zachodniego, filmu - "Matrix". Głównymi aktorami są jednak bracia Sain - Mittu i Gunga - popularni wykonawcy kawwali, którzy grają na bębnach nazywanych dhol. Współcześnie dhol utożsamiany jest najczęściej z bhangrą i jest rodzajem dwustronnego bębna. Gunga i Mittu Sainowie to obecnie "gwiazdy" kawwali. Wystukiwany na bębnie rytm, opary haszyszu, donośny śpiew - to wprowadza obecnych podczas rytuału w trans. Wszystkie koncerty odbywają się w dargah, którymi subkontynent indyjski jest przepełniony - występy muzyków na uroczystościach to niejednokrotnie jedyne ich źródło utrzymania.
Relacja Maxa Cegielskiego jest może i nieco chaotyczna, może i powodować domysły, że oparty substancji odurzających spowodowały lekki zamęt w piórze autora, jednak gawędziarski styl wprowadza czytelnika w luźne rozważania. Nie brakuje rzecz jasna fragmentów o charakterze naukowym - bibliografia, z której korzystał Max Cegielski jest doprawdy imponująca. Napięcie budowane wokół historii można przyrównać do stylu uprawianego przez wschodnich (chociażby irańskich) reżyserów - małymi, pozornie drobnymi migawkami jesteśmy doprowadzani do finału, który wbija w fotel i poraża. Podobnie jest u Maxa Cegielskiego - mimo, iż to reportaż, zakończenie zrobiło na mnie spore wrażenie.
Wspomniałam, iż islamofile będą urzeczeni tym tytułem. Podkreślę to raz jeszcze - jest tu mnóstwo interesujących, niszowych informacji o muzułmanach, w szczególności o samym sufizmie. Przyznam szczerze, że ja z sufizmem spotkałam się przy okazji wizyty w Konyi (Turcja), która jest stolicą mistycznej, muzułmańskiej "sekty" (określenie mocno nieprecyzyjne) jaką są mewlewici, czyli wyznawcy zakonu założonego w XIII w. przez Calaleddina Rumiego. Najprostszym skojarzeniem będzie dla Was zakon wirujących derwiszy, którzy w swoim tańcu naśladują ruch ciał niebieskich, co ma pobudzić duszę do wzmożenia swojej miłości do Boga. Miałam okazję uczestniczyć w tym rytuale zwanym Semą, na który składała się intonacja modlitw z Koranu, podczas których do modlącego się hafiza (człowieka znającego cały Koran na pamięć) dołącza się flet, instrument umiłowany przez Rumiego. Siedemnastu derwiszy w tym czasie, zmienia pozycję ze skulonej na przykucniętą, stopniowo intensyfikując swoje poruszenie, aby w końcu utworzyć krąg i rozpocząć wirowanie po własnej osi. Obecnie w Turcji, odwiedzanej licznie przez turystów, można podziwiać ten rytuał w pełnej wersji (Konya oraz Kapadocja), jak również fragmentarycznie (najczęściej podczas tzw. "nocy tureckich" urządzanych w klubach i hotelach - wtedy obserwujemy sam finał, czyli wirowanie). Przyznam szczerze, że bez wiedzy na temat mewlewitów, jaką posiadam dzisiaj, był to dla mnie złośliwie nazywany rytuał "Senna", gdyż akompaniament fletu przy dość monotonnych recytacjach w języku arabskim, po kilkunastu godzinach podróży, uśpiłby każdego. Obraz Semy noszę jednak do dziś w swojej głowie i polecam to doświadczenie każdemu.
Podsumowując - polecam książkę Maxa Cegielskiego. To kawał dobrego reportażu poruszającego temat zupełnie niepopularny. Zalecam lekturę osobom zainteresowanym tematyką islamu, w tym również islamu mistycznego. Nadmienię jednak, iż osoby z elementarną wiedzą na temat muzułmanów mogą poczuć się nieco przytłoczone ilością trudnych sformułowań oraz cytatów z Koranu. Jednak Max Cegielski napisał wyważony reportaż gdzie mało jest polityki, a dużo ludzi i dialogu, co oznacza, że wzorował się na doskonałym Ryszardzie Kapuścińskim. I porównanie nie jest na wyrost.
bazgradelko.pl
Moje nieokiełznane zafascynowanie tematyką muzułmańską nie jest tajemnicą dla Czytelników tego bloga. W miarę możliwości staram się czytać sporo, a szczególną radość sprawiają mi książki autorstwa osób takich jak ja - zainteresowanych islamem, którzy obserwują, przyglądając się z boku, bez zamiaru zmiany religii. Mimo, że już dawno sprawiłam sobie "Oko świata" Maxa...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo tohttp://istas11.wordpress.com/2009/02/07/pijani-bogiem-max-cegielski/
http://istas11.wordpress.com/2009/02/07/pijani-bogiem-max-cegielski/
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toInteresująco napisany reportaż. Pozwala lepiej zrozumieć mentalność i życie ludzi z tamtego rejonu. Warto przeczytać
Interesująco napisany reportaż. Pozwala lepiej zrozumieć mentalność i życie ludzi z tamtego rejonu. Warto przeczytać
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to