Ciężko jednoznacznie ocenić mi drugi tom przygód Skalda.
W pierwszym tomie (Karmiciel Kruków) mieliśmy do czynienia raczej z opowiadaniami z życia naszego bohatera, które zachowywały chronologię, lecz nie tworzyły idealnie jednej spójnej fabuły. Po pierwszej historii następowała druga, dziejąca się kilka lat później. Miały one związek między sobą, gdyż jedne wydarzenia wpływały na drugie, jednakże były one też niejako rozgraniczone. W przypadku "kowala słów" mamy do czynienia ze spójną fabułą. Historia nie jest tak rozstrzelana w czasie, jak było to w pierwszym tomie. Ciężko mi stwierdzić, który tom podobał mi się bardziej pod względem fabularnym.
Na pewno plusem w kowalu słów są bohaterowie. Dzięki temu, że fabuła dotyczy jednej historii dziejącej się w stosunkowo krótki okresie czasu, możemy lepiej zapoznać się z każdym z bohaterów. Mimo, że nie jestem pewna czy pałam do nich sympatią, to na pewno zaciekawili mnie bardziej, niż miało to miejsce w poprzednim tomie. Jako, że jest to tom 2 część 1, nie mogę się doczekać poznania części drugiej tej historii, aby jeszcze lepiej poznać historię i osobowość każdego z bohaterów.
Minusem dla mnie małym była brutalność i masakra prezentowana w tym tomie. Jako, że dość dawno czytałam Karmiciela Kruków, nie jestem pewna, czy w pierwszym tomie nie było tej rzezi odrobinę mniej. Oczywiście sceny walki są nieodłączne dla tej serii, prócz poezji tym właśnie zajmuje się nasz bohater. Lecz mam wrażenie, że momentów walk było więcej a i opisowość ich była nazwijmy to bogatsza. W pewnym momencie już mnie to niestety nudziło, bo za ile można czytać o latających flakach, gdzie chcę dowiedzieć się co będzie dalej, a utykam na tych opisach raz za razem.
Polecam tę książkę fanom fantastyki, wikingów, lecz zaznaczam, że jest to pozycja od 16 lat. Są sceny przemocy, ale i erotyzmu, dlatego dla kogoś młodszego nie bardzo się nadaje.
Ciężko jednoznacznie ocenić mi drugi tom przygód Skalda.
W pierwszym tomie (Karmiciel Kruków) mieliśmy do czynienia raczej z opowiadaniami z życia naszego bohatera, które zachowywały chronologię, lecz nie tworzyły idealnie jednej spójnej fabuły. Po pierwszej historii następowała druga, dziejąca się kilka lat później. Miały one związek między sobą, gdyż jedne wydarzenia...
Dalszy ciąg przygód Ainata tym razem nasz bohater musi sprowadzić żonę kagana Tirusa Wielkiego aby nie doprowadzić do wojny między Kolem Małym a Tirusem Wielkim. W tej misji pomaga mu między innymi czarny berserg Ali
Dalszy ciąg przygód Ainata tym razem nasz bohater musi sprowadzić żonę kagana Tirusa Wielkiego aby nie doprowadzić do wojny między Kolem Małym a Tirusem Wielkim. W tej misji pomaga mu między innymi czarny berserg Ali
Mam wielki problem z ta lekturą. Niby książka przyjemna, postaci ciekawe - i to chyba najmocniejszy punkt tej pozycji, sama kraina po które poruszają się bohaterowie barwna i intrygująca, ale, no właśnie to ale. Cała ta historią i przygody tytułowego Skalda jakieś takie słabe, czytając kolejne strony nie mogę odeprzeć się wrażeniu że traktowany jestem jak dziecko z podstawówki któremu chce się wmówić, że za siedmioma górami, za siedmioma rzekami ... Nie klei mi się ta opowieść i pomimo wulgaryzmów, erotycznych podtekstów i brutalności wydaję mi się że jest to pozycja raczej dla młodzieży niż dla starszych czytelników. Polecam umiarkowanie.
Mam wielki problem z ta lekturą. Niby książka przyjemna, postaci ciekawe - i to chyba najmocniejszy punkt tej pozycji, sama kraina po które poruszają się bohaterowie barwna i intrygująca, ale, no właśnie to ale. Cała ta historią i przygody tytułowego Skalda jakieś takie słabe, czytając kolejne strony nie mogę odeprzeć się wrażeniu że traktowany jestem jak dziecko z...
Jeżeli jesteś miłośnikiem licznych potyczek i bitew gdzie krew leje się obficie to „Kowal Słów” z pewnością jest powieścią dla Ciebie. Ja jednak zadałem sobie pytanie czy te elementy mogą równać się z niepowtarzalnym klimatem opactwa z „Karmiciela”? Według mnie nie. Powieść Malinowskiego jest dobra ale takich książek jak „Kowal” przeczytałem już w życiu sporo. Fakt, że autor świetnie ukazał magię zaklętą w słowiańskich puszczach, jednak brakowało mi tego „czegoś” co sprawiało, że wcześniejszy tom wylądował na jednej z bardziej eksponowanych półek w mojej biblioteczce.
[cała recenzja na moim blogu:
http://zapomnianypokoj.blogspot.com/2016/06/skald-kowal-sow-ukasz-malinowski.html ]
Jeżeli jesteś miłośnikiem licznych potyczek i bitew gdzie krew leje się obficie to „Kowal Słów” z pewnością jest powieścią dla Ciebie. Ja jednak zadałem sobie pytanie czy te elementy mogą równać się z niepowtarzalnym klimatem opactwa z „Karmiciela”? Według mnie nie. Powieść Malinowskiego jest dobra ale takich książek jak „Kowal” przeczytałem już w życiu sporo. Fakt, że...
"Kowal słów" jak dla mnie jest niespotykanym zjawiskiem, jeśli chodzi o jego szatę graficzną. Rozkoszować się okładką, mógłbym bez końca. Jest w niej coś takiego, co nie pozwala nawet na moment oderwać od niej wzroku. Jestem raczej pożeraczem historii kryminalnych, toteż irracjonalność i fantastyka są mi nie po drodze. Jednakże Łukaszowi Malinowskiemu udało się napisać książkę, która mnie porwała. Nie jest ona pozbawiona wad, sprawiających, że przyjemność z czytania jest nieco mniejsza, niemniej jednak "Kowala słów" mógłbym polecić każdemu, niezależnie od tego czy lubi powieści z tego gatunku, czy też nie. Jeżeli fantastyka jest Waszym chlebem powszednim - czytajcie. Jeśli nie, to też czytajcie. Polecam!
"Kowal słów" jak dla mnie jest niespotykanym zjawiskiem, jeśli chodzi o jego szatę graficzną. Rozkoszować się okładką, mógłbym bez końca. Jest w niej coś takiego, co nie pozwala nawet na moment oderwać od niej wzroku. Jestem raczej pożeraczem historii kryminalnych, toteż irracjonalność i fantastyka są mi nie po drodze. Jednakże Łukaszowi Malinowskiemu udało się napisać...
Pełna recenzja ze zdjęciami dostępna na inkoholiczka.wordpress.com :)
Powiem szczerze, że barrrdzo lubię brać się za dzieła debiutantów. Podchodzi się wtedy do książki jako do nagiego dzieła, pozbywając się jakichkolwiek oczekiwań wobec pisarza. Po prostu – tylko Ty i tekst.
Jeśli masz w sobie duszę Shieldmaiden i jesteś spragnionym literackiego, nordyckiego pieprznięcia wielbicielem wikingów, Flokiego i Mathiasa Nygårda, to mam coś dla Ciebie. Przemierzasz sobie facebooki beztrosko kłusując na swoim wiernym rumaku aż tu NA-GLE…! Książka niejakiego Malinowskiego, o którym słyszysz pierwszy raz w życiu, i to zupełnie o wikingach, X wieku, paleniu, grabieżach, alkoholu, bardach i dobrej zabawie… No i za kilka dni już była moja.
Nie no. Dobra, nie ma co gadać, że nie miałam oczekiwań co do tej książki – niemal zawsze sobie na coś ostrzę pazurki, czasem blurp przykuje uwagę, a czasem przyprawia o pusty śmiech. Po „Kowalu słów” spodziewałam się i wiele i mało. A po lekturze się i zawiodłam i miło zaskoczyłam. Co Ty gadasz, kobieto, piszże jaśniej! Mówicie? Już więc tłumaczę, jakie zady i walety ma to dzieło.
Mam dwie wiadomości – dobrą i złą. Którą chcecie usłyszeć najpierw? Zakładam, że tą drugą. Zapraszam więc Was na epistołkę o plusach ujemnych, żeby potem tymi dodatnimi rozkoszować się jak wisienką na przysłowiowym torcie.
Yksi – przerost treści nad formą. Naprawdę! Takie cudo pierwszy raz w życiu widzę. Nieźle brzmi, prawda? Wbrew pozorom nie jest to tylko przekręcenie znanej frazy przez umysł alkoholem upojony, paleniem przepalony, względnie Yodowatością zarażony.
Szanowny Pan Malinowski wykształcenie a pasje ma, jak wyczytałam w biogramie, historyczne. I to widać, słychać i czuć. Na każdym kroku. Często ogromne ilości dodatkowych kulturowo-historyczno-społecznych informacji tak mocno spowalniają akcję, że człowieka trafia szlag (nawet mnie, która konstruowaniem i dekorowaniem świata przedstawionego się delektuję jak Stenka Fantazją). Chodzi po prostu o to, że kiedy koleś podnosi topór na drugiego i już- już go opuszcza, to niekoniecznie chciałabym teraz słuchać o zawiłościach wierzeń tajemnych plemion, tylko może jednak troszku o akcji. Cenię u autorów solidne przygotowanie do pisania, więc wiadomo – ten zabieg czyni powieść maksymalnie dopracowaną i daje jej solidne fundamenty historyczne… Ale czasami tak wielkie ilości dodatkowych informacji, definicji, szczegółów nie są po prostu potrzebne zwykłemu Czytelnikowi. Po prostu przeszkadzają.
Kaksi – tak, wiem, że jestem chora z pożądania formy. Tak, wiem, że jestem wiecznie nienasycona, jeśli chodzi o kwiecisty styl pisarski. Tak, wiem, że słowniki staropolszczyzny i synonimów jadłabym na śniadanie ze smakiem. Ale to było coś, czego barrrdzo mi brakowało w „Skaldzie”. Jeśli autor nie chce prowadzić całej narracji w stylu na który się porywa, to niech chociaż dialogi w nim utrzyma. Tymczasem natknęłam się kilka razy na tak współczesne słowa z ust wikingów, Berserków i ich kobiet, że aż mi zupa ością stawała w gardle.
To są jednokowoż minidefekty, które nigdy nie przesłonią największego plusa tej książki, a mianowicie ZA… Znaczy się bardzo, bardzo dobrego pomysłu. Jak już pisałam wcześniej bardzo brakowało mi wikingowego akcentu w polskiej fantastyce, akcentu na poziomie. „Skald” bez wątpienia takim jest, a ze względu na solidne podłoże historycznospołecznokulturoworeligijnododajciecotamjeszcze, to i nawet ktoś w temacie siedzący doceni literackie dziecię Malinowskiego. I nieco Jaskrowo – łotrzykowa postać Skalda, i jego kompani, i tajemnicza Złotowłosa, i wszystkie, że się tak wyrażę, okoliczności przyrody sprawiają, że książkę czyta się naprawdę bardzo przyjemnie. Klimacik ma, oj, ma.
Dodatkowym przepięknym i smakowitym atutem są bonusy, które autor serwuje nam, czytelnikom. Bonusy w postaci map i nieodpartej urody wierszy i pieśni tytułowego Skalda. To jedna z rzeczy, które w książce inkoholiczkową aprobatę szturmem zdobyły i w śmiechy dzikie ją wprawiły, kiedy czytała jadąc autobusem. Dodatkowo od razu do głowy zaczęły mi przychodzić chwyty gitarowe, więc kto wie, może za rok nie będę już blogerem-pisarczykiem z Bożej łaski a żeńską wersją Ainara-węglożercy?
Ainar sam w sobie jest też postacią kompletnie obezwładniającą. Nieustannie kojarzył mi się mimowolnie z Jaskrem Sapkowskiego, aczkolwiek ten tutaj delikwent, poza talentem w strof składaniu, doprawiony został przez literackiego tatusia jeszcze o dodatkowe atuty. Cztery łyżki stołowe bezczelności, szczypta uroku, osiem łyżeczek bojowości , garść uwodzicielstwa… I cysterna pewności siebie.
Jaka więc jest ustawa końcowa? Patrząc holistycznie – seria jest bardzo na plus. Brakuje mi tej tematyki w polskiej fantastyce, dlatego z wielkim smakiem pożarłam pierwszy tom „Kowala słów”. Co zaś się tyczy wałkowanych przeze mnie kilka akapitów wyżej minusów – jest to niewielki ubytek spowodowanych niewątpliwie skrzywieniem zawodowym i jeszcze nie stwardniałymi beletrystycznie od klawiatury palcami. To, co tworzy Malinowski to naprawdę obiecujące początki i z uwagą będę śledziła jego karierę – bo rozwijać się będzie niewątpliwie. Takiego wikingowego zastrzyku energii mi było trzeba!
Pełna recenzja ze zdjęciami dostępna na inkoholiczka.wordpress.com :)
Powiem szczerze, że barrrdzo lubię brać się za dzieła debiutantów. Podchodzi się wtedy do książki jako do nagiego dzieła, pozbywając się jakichkolwiek oczekiwań wobec pisarza. Po prostu – tylko Ty i tekst.
Jeśli masz w sobie duszę Shieldmaiden i jesteś spragnionym literackiego, nordyckiego pieprznięcia...
Kowala słów dostałem w prezencie od koleżanki, miłośniczki fantasy i obiecałem jej solidną recenzję więc ta opinia jest przede wszystkim spełnieniem tamtej obietnicy.
Muszę przyznać, że moje wcześniejsze przygody z literaturą fantasy odbywały się wyłącznie w Śródziemiu. Wiedziałem o istnieniu wielu innych fantastycznych światów ale nie poznałem ich wcześniej. A wprowadziłem mnie do nich właśnie Kowal słów. UWAGA MOŻLIWY SPOILER
W sumie przez całą książkę myślałem, że autor stworzył ten świat poprzez sprytne przemienianie faktycznie istniejących nazw miejsc i bohaterów na fantastyczne zgodne ze swoją wizją. Dopiero po przeczytaniu słowniczka na końcu książki w pełni doceniłem jego zabieg - otóż nazwy brzmią fantastycznie ale wcale nie zostały zmyślone, a umiejętnie zaczerpnięte z różnych kultur i mitologii świata, choć najwięcej z nordyckiej.
Więc chociaż brzmią one orientalnie to instynktownie wiemy co oznaczają, bez czytania słowniczka. Więc niby to opowieść w świecie fantasy to jednak w miejscach realnie istniejących, znanych z historii świata.
Dużą uwagę przykuwa oczywiście główny bohater - mnie od początku kojarzył się z piratem Jackiem Sparrowem, równie czułym na kobiece wdzięki, dobry trunek, pełną sakiewkę. I podobnie potrafiący znaleźć ripostę na każdą uwagę, ripostę dowcipną i ostrą.
Jednak inni bohaterowie też są ciekawie wymyśleni, szczególnie czarnoskóry Ali i gollumowaty Haukrhedin.
Oprócz tego dużo krwawych potyczek, wędrówka drużyny z ważną misją, miłosne przygody Ainara i wojownicza księżniczka.
Dołączyłem do przygód Skalda w środku trylogii i bałem się że nieznajomość Karmiciela kruków będzie mi ciążyć, ale wcale tak nie było.
Jednak oczywiście nadrobię zaległości i przeczytam pierwszą jak i trzecią część trylogii.
Kowala słów dostałem w prezencie od koleżanki, miłośniczki fantasy i obiecałem jej solidną recenzję więc ta opinia jest przede wszystkim spełnieniem tamtej obietnicy.
Muszę przyznać, że moje wcześniejsze przygody z literaturą fantasy odbywały się wyłącznie w Śródziemiu. Wiedziałem o istnieniu wielu innych fantastycznych światów ale nie poznałem ich wcześniej. A...
Niezwykle wciągająca pozycja,zresztą jak pozostałe pióra Malinowskiego. Podczas swojej kariery na studiach badałem treść staroislandzkich sag rodowych, stąd owa tematyka jest mi bardzo bliska. Niezwykle pomocne są umieszczone na końcu książki przypisy. Dla osób nie mających wcześniej styczności z pojęciami występującymi zwłaszcza w eddaichnych poematach i staronordyckiej mitologii są niesamowicie pomocne. Co mnie uwiodło najbardziej, to sposób w jaki autor ulokował historię głównego bohatera w skandynawskiej rzeczywistości oraz wschodnich krainach stanowiących cel wareskich wypraw. Saga nie odstaje do realiów epoki wikingów oraz występujących wówczas zachowań społecznych; co więcej to one tworzą historyczność całej opowieści.
Niezwykle wciągająca pozycja,zresztą jak pozostałe pióra Malinowskiego. Podczas swojej kariery na studiach badałem treść staroislandzkich sag rodowych, stąd owa tematyka jest mi bardzo bliska. Niezwykle pomocne są umieszczone na końcu książki przypisy. Dla osób nie mających wcześniej styczności z pojęciami występującymi zwłaszcza w eddaichnych poematach i staronordyckiej...
Co wyjdzie z połączenia literackiej fikcji, historycznych wydarzeń z prawdziwym duchem minionych czasów daje mieszankę wybuchową, która często okazuje się prawdziwym bestsellerem. Dodajmy do tego ciekawy zarys fabularny, niekonwencjonalne pomysły autora, cięty język i specyficzny humor. Z tego skomplikowanego równania wyjdzie Wam Łukasz Malinowski i jego saga o przygodach Ainara Skalda, wojownika z Północy, który jak magnes przyciąga wszelkie kłopoty. Druga część cyklu, "Kowal słów. Tom 1" gościła w moich rękach już dawno temu, jednak nie było okazji by napisać o niej paru słów. Dziś postanowiłem pojechać z Wami do Europy X wieku.
Ainar to bard. Umie składać piękne strofy, raczyć młode damy wzniosłymi komplementami, mówi dojrzałym i ciętym językiem. Z drugiej strony jest to prawdziwy alkoholowy ekspert, którego żaden trunek się nie ima, a jego głowa jest odporna na działania złocistych napitków. W pierwszej części nasz główny bohater musiał stawić czoła licznym niebezpieczeństwom - Malinowski napisał kilka opowiadań z wojownikiem w roli głównej, po czym wydał je jako spójną książkę. "Kowal słów. Tom 1" to pełna powieść, niejako bardziej dojrzała, reprezentująca inny poziom - Ainar musi zmierzyć z największym wyzwaniem w swoim życiu, można powiedzieć, że zostaje wysłany na misję samobójczą. Jak to wszystko się skończy? Tego nie mogę Wam zdradzić, jednak mogę zapewnić jedno - dzieje się!
Zmiana formatu opowieści o przygodach naszego dzielnego wojaka wyszedł całej historii na dobre - nie jest to zlepek opowiadań, które nic nie łączy, prócz bohatera. "Kowal słów" to pełnokrwista opowieść, której liczne wątki naprzemiennie się ze sobą przeplatają, jednak pod ścisłą kontrolą autora. Nie doświadczymy tutaj żadnego chaosu, wszystko jest przemyślane i tak też napisane - z czytania płynie sama przyjemność. Dodatkowo Malinowski postanowił wykorzystać lubiany ostatnimi czasy pomysł rozdziałów pisanych z perspektywy innych bohaterów - to niewątpliwie duży plus, wreszcie możemy poznać otoczenie i poszczególne wioski oczami kogoś innego niż przyciągającego kłopoty barda-wojownika.
Wiecie, że lubię historię, ciągnie mnie do wszystkiego co z nią związane. Wyobrażacie sobie moją radość, gdy pierwszy raz usłyszałem o cyklu Malinowskiego? Europa z mrocznych wieków? Niepokoje religijne, polityczne? Ciemne wieki? Wieczne najazdy barbarzyńców? Uwielbiam to! Prosiłem w myślach, by autor tego zwyczajnie nie spieprzył i po pierwszym, trochę niedopracowanym tomie sagi, z pewnym niepokojem podchodziłem do "Kowala słów". Na szczęście, moje obawy zostały rozwiane po paru stronach, powiem więcej - jest o wiele lepiej! Autor nie skupia się tylko i wyłącznie na sylwetce Ainara i jego przygodach. On opisuje nam całe społeczności zamieszkujące tamte tereny, zręcznie rysuje historyczne tło, z niezwykłą pasją mówi nam o zwyczajach, kulturze, religii dawnych ludów. To dla kogoś, kto lubuje się w takich klimatach, historyczna gratka!
Nie tak dawno miałem okazję być na jednej z prelekcji Łukasza Malinowskiego na Drugim Smokonie w Krakowie. Podjął się tematu szaleństwa wikingów, ich nadprzyrodzonych mocy, jak mogliśmy o tym przeczytać w różnych, historycznych dokumentach - wykład ciekawy, jednak nie to najbardziej zapamiętam z tamtego dnia. Malinowski mówił z niesamowitą pasją, starał się przekazać nam jak najwięcej swojej wiedzy, mimo że czas gonił go niemiłosiernie, to widać, że to co nam powiedział to tylko zalążek, cząstka tego co wie. To samo można wyczuć w "Kowalu słów"atmosfera i klimat tamtych czasów są wręcz namacalne, od początku do końca książki mamy świadomość, że nie jest to powieść współczesna, nie jest to fantasy, a historyczna fikcja, którą czuć na wskroś.
Wracając do "Kowala słów". Szybka akcja, niespodziewane zwroty akcji, zaskakujące zakończenie, specyficzny humor - to znaki rozpoznawalne tej książki. Ten ostatni czynnik szczególnie przypadł mi do gustu, sam mam bardzo dziwne poczucie humoru, a w takich książkach zawsze mam z czego się pośmiać, dodatkowo, opisywani bohaterowie stają się bardziej ludzcy. Jak już wspomniałem Malinowski pisze z prawdziwą pasją - widać to po używanych zwrotach, opisach miasteczek i ludności ich zamieszkującej. "Kowal słów" to dojrzała opowieść, pisana przez profesjonalistę, z prawdziwym, fanowskim zacięciem. To lubię!
Bohaterowie i ich kreacja stoją na wysokim poziomie. Autor wie o czym pisze i właśnie w tym aspekcie pokazuje swój talent literacki - jako historyczny ekspert mógł wykazać się w innych elementach powieści. Herosi "Kowala słów" to ludzkie i krnąbrne charaktery, które muszą zacząć współpracować by przetrwać. Ich dobrze przemyślana kreacja objawia się najbardziej podczas zmyślnie opracowanych dialogów - to właśnie wtedy możemy poznać ich najlepiej, nie jako twardzieli, dominatorów, a zwyczajnych ludzi z, a jakże, specyficznym humorem.
Czego chcieć więcej? Jeśli jesteście fanami historii, zwłaszcza początków Europy, jej swoistego kształtowania; lubicie Wikingów i ich upartość, a na dodatek chcecie poczytać dobrze skonstruowaną, spójną powieść to dobrze trafiliście. W "Kowalu słów" znajdziecie to wszytko plus parę innych smaczków, dzięki którym nabierzecie ochotę na inne książki Malinowskiego. Ainar i jego przygody lądują u mnie na półce z oceną 8 i szczerze wierzę, że i Wam spodoba się ta historia. Na polskim rynku próżno szukać czegoś podobnego. Polecam!
http://kamilczytaksiazki.blogspot.com
Co wyjdzie z połączenia literackiej fikcji, historycznych wydarzeń z prawdziwym duchem minionych czasów daje mieszankę wybuchową, która często okazuje się prawdziwym bestsellerem. Dodajmy do tego ciekawy zarys fabularny, niekonwencjonalne pomysły autora, cięty język i specyficzny humor. Z tego skomplikowanego równania wyjdzie Wam...
Dalszy ciąg przygód Ainara Skalda wypadł według mnie jeszcze lepiej od poprzedniej książki. Bohater po perypetiach z pierwszego tomu trafia na odległą Ruś. Jeden z tamtejszych władców składa Skaldowi propozycję nie do odrzucenia. Mianowicie Ainar ma przyprowadzić mu przyszłą żonę, córkę jednego z jego przeciwników. Niestety przyszły teściu odda ją tylko temu kto wykona wymyślone przez niego trzy próby. Nasz bohater wyrusz więc w towarzystwie trzech wojowników by wykonać misję. W książce wiele się dzieje. Jedna przygoda goni drugą. Główny bohater jest pyszałkowaty, czasami nadęty, a jego język jest równie ostry jak miecz. Ale trudno go nie polubić. Wielokrotnie podczas czytania pojawiał się szczery uśmiech na mojej twarzy, a scena z psychoanalizą Alego jest dla mnie czystą perełką. Autor po raz kolejny pokazał, że zna się na rzeczy opisując Europę X wieku. Mam nadzieję, że kolejny tom Skalda będzie równie dobry. Polecam.
Dalszy ciąg przygód Ainara Skalda wypadł według mnie jeszcze lepiej od poprzedniej książki. Bohater po perypetiach z pierwszego tomu trafia na odległą Ruś. Jeden z tamtejszych władców składa Skaldowi propozycję nie do odrzucenia. Mianowicie Ainar ma przyprowadzić mu przyszłą żonę, córkę jednego z jego przeciwników. Niestety przyszły teściu odda ją tylko temu kto wykona...
Trzeba przyznać,że miałem nosa.Nosa do wyboru naprawdę dobrej książki.
Książki pełnej przygody i walk.Opisów życia Wikingów,Słowian,czarnych wojowników i Tattarów.
Pisanych przez dwa T w środku.
Opisy życia dawnych ludów są bardzo dobre.Wystarcza troszkę wyobraźni i już,czuje zapach wędzonej ryby.Słyszę ryk niedźwiedzia,wycie wilków.
Przechadzam się po wioskach.Gdzie swoimi wdziękami kuszą damy lekkich obyczajów,gdzie inne kobiety tkają na krosnach.
Książka łączy w sobie i doskonałą przygodę,mity i historię.
Może jest bardziej dla mężczyzn,ale mogę polecić właściwie wszystkim,którzy lubią dawne nordyckie klimaty.
Trzeba przyznać,że miałem nosa.Nosa do wyboru naprawdę dobrej książki.
Książki pełnej przygody i walk.Opisów życia Wikingów,Słowian,czarnych wojowników i Tattarów.
Pisanych przez dwa T w środku.
Opisy życia dawnych ludów są bardzo dobre.Wystarcza troszkę wyobraźni i już,czuje zapach wędzonej ryby.Słyszę ryk niedźwiedzia,wycie wilków.
Przechadzam się po wioskach.Gdzie swoimi...
Tytuł: Skald: Kowal słów
Autor: Łukasz Malinowski
Wydawnictwo: Instytut Wydawniczy Erica
Data wydania: 4 sierpnia 2014
Liczba stron: 373 (z dodatkiem)
Łukasz Malinowski - urodził się w 1983 roku. Pisarz, historyk i publicysta. Autor opracowań naukowych i cyklu powieściowego Skald, osadzonego w X-wiecznej Europie.
Kto marnuje czas na rozważaniach, umrze jako starzec.
Opis z okładki:
X wiek, Europa Wschodnia. Nastały czasy krwi i chciwości. Waregowie łupią morskie wybrzeża i zapuszczają się daleko w głąb lądu, gdzie władają rzecznymi trasami handlowymi. Powstają bogate państwa, wybuchają wojny, a wszyscy wojownicy połączeni są żądzą władzy, przemocy i bogactwa. To wspaniały czas dla najemników z Północy. Takich jak Ainar Skald, który nie tylko dobrze rąbie mieczem, ale jest kowalem słów sprawnym w strof składaniu.
Tak samo jak pierwsza część książka wciąga od samego początku. Jest pełno zwrotów akcji, tajemniczych momentów oraz sytuacji, po których mówi się: "Kurcze, ale to jest ciekawe". Bardzo dużym plusem jest to, że to utwór polski. Muszę wspomnieć o opisach, które przenoszą nas w przeszłość. Ukazują bohaterów, otoczenie oraz emocje, które panują. Bardzo spodobały mi się zwłaszcza krwiste.
Za policzkiem zawsze podąża włócznia.
Jak wszystkim wiadomo główną postacią jest Ainar Skald – pieśniarz, określany mianem kowala słów oraz karmiciela kruków. Zabawny, kocha kobiety (i to dosłownie), cyniczny oraz kontrowersyjny w najmniej odpowiednich momentach. Zostaje banitą na Północy. Na Wschodzie szuka schronienia. Zostaje porwany przez Alego Czarnego Berserka, który zawozi go do kagana Tirusa Wielkiego. Poeta dostaje dziwną propozycję. Ma znaleźć żonę dla tamtejszego władcy. Jego przewodnikiem zostaje Ali i Haukrhedin – wojownik, który jest człowiekiem i jastrzębiem. Tylko jeden z nich wie, jaki jest prawdziwy cel tejże misji. Czy uda im się przetrwać? Czy spełnią wolę króla? Na te i inne pytania odpowie tenże utwór.
O wielkości mówią czyny, nie wzrost.
Mimo iż pierwsza część "Karmiciel kruków" była bardzo oryginalna od tej także nie wieje nudą oraz brakiem pomysłów. Na każdym "zakręcie" spotykamy nowych bohaterów, nowe wątki oraz okoliczności, które powodują dynamikę akcji. Bardzo podobało mi się to, że inni bohaterowie też odgrywali ważną rolę, a nie tylko Ainar robił ważne misje. Mogę nawet rzec, że nie pełnił on w tej części najważniejszej roli.
Śmierć rozwiązuje problemy, ale tylko tego, kto umiera.
Podsumowując... bardzo polecam serię Skald wszystkim. Na pewno wypełni wasz czas wspaniałą zabawą, poznaniem nowych rzeczy oraz gwarantuję, że z trudem będziecie odkładać ją na półkę.
Tytuł: Skald: Kowal słów
Autor: Łukasz Malinowski
Wydawnictwo: Instytut Wydawniczy Erica
Data wydania: 4 sierpnia 2014
Liczba stron: 373 (z dodatkiem)
Łukasz Malinowski - urodził się w 1983 roku. Pisarz, historyk i publicysta. Autor opracowań naukowych i cyklu powieściowego Skald, osadzonego w X-wiecznej Europie.
Łukasz Malinowski już w pierwszym tomie przygód Ainara Skalda udowodnił, że potrafi pisać bardzo dobre książki. „Karmiciel kruków” zachwycał ciekawą fabułą, nietuzinkowym humorem, a przede wszystkim głównym bohaterem, którego nie sposób było nie polubić. W „Kowalu słów” wszystkie pozytywne cechy zostały zachowane. Mało tego, autor wzbogacił książkę o kilka elementów, których zabrakło w pierwszej części. Czego chcieć więcej?
Ainar Skald po opuszczeniu swojej ojczyzny wyrusza na podbój Europy Wschodniej, gdzie najwięksi wojownicy zaciągają się do służby u miejscowych władców pogrążonych w wiecznych konfliktach. Wszyscy Ci, którzy czytali poprzednią część, wiedzą że kłopoty odnajdą Skalda wszędzie. Nie inaczej jest tym razem. Tuż po hulance w miejscowej karczmie, naszego pieśniarza odnajduje Ali Czarny Berserk, który zaciąga go przed oblicze miejscowego władcy kagana Tirusa Wielkiego. Postawiony pod ścianą poeta otrzymuje bardzo nietypową propozycję - musi odnaleźć dla Tirusa żonę. Misja jest o tyle trudna, że przyszła wybranka jest córką odwiecznego rywala - Kola. Jakby tego było mało, każdy śmiałek, który chce się ubiegać o rękę złotowłosej, musi przejść trzy próby, z których nikt nie wychodzi cało. W tę niebezpieczną podróż Ainar wyruszy z Alim, miejscowym szlachcicem Aloszą i tajemniczym Haukrhedinem, który wierzy, że w jego głowie mieszka człowiek i jastrząb. W tym składzie nasi bohaterowie przeżyją pełną niebezpieczeństw podróż. Więcej nie zdradzę, bo mogę popsuć komuś zabawę.
„Kowal słów.Tom 1” to książka, która znacznie różni się od swojej poprzedniczki. Autor zrezygnował z opowiadań i stworzył jedną spójną historię. Warto też wspomnieć, że w centrum akcji jest nie tylko Ainar Skald, ale także jego towarzysze. Są rozdziały, w których to oni będą na pierwszym planie i będziemy obserwować akcję z ich perspektywy.Moim zdaniem takie urozmaicenie wyszło powieści na dobre, tym bardziej, że główni bohaterowie są świetnie wykreowani i bardzo oryginalni. Rozdziały z nimi w roli głównej bywają bardziej emocjonujące od tych ze Skaldem, a to już o czymś świadczy. Powieść jest też zdecydowanie bardziej dynamiczna. Emocjonujące pojedynki i nagłe zwroty akcji pojawiają się w niej często, co mi osobiście się podoba, tym bardziej, że są świetnie opisane i przedstawione. Odskocznią od krwawych rozdziałów jest nietuzinkowy humor, który tak zachwycał w pierwszej części. Bywały momenty, w których uśmiechałem się od ucha do ucha. Na plus mogę zaliczyć także odniesienia do staronordyckich religii i kultury X wieku. Dzięki tej książce poznamy mitologię i kilka zwrotów, jakich używało się w tamtych czasach. Tematyka jak najbardziej przypadła mi do gustu. Widać, że autor zadbał o historyczny aspekt powieści i solidnie przyłożył się do pracy. Świadczy o tym słownik na końcu książki, z którego dowiemy się co znaczą poszczególne zwroty. Warto do niego zaglądać co jakiś czas, żeby lepiej zrozumieć dialogi bohaterów.
Druga część przygód Ainara Skalda wypadła jeszcze lepiej niż „Karmiciel kruków”. Warto sięgnąć po ten tytuł ze względu na tematykę, barwnych bohaterów i fabułę, przy której nie sposób się nudzić. Jestem przekonany, że każdy fan fantastyki, który przeczyta „Kowala słów” będzie zachwycony. Intrygujące zakończenie sprawiło,że będę wypatrywał kolejnej części z niecierpliwością. Polecam.
Łukasz Malinowski już w pierwszym tomie przygód Ainara Skalda udowodnił, że potrafi pisać bardzo dobre książki. „Karmiciel kruków” zachwycał ciekawą fabułą, nietuzinkowym humorem, a przede wszystkim głównym bohaterem, którego nie sposób było nie polubić. W „Kowalu słów” wszystkie pozytywne cechy zostały zachowane. Mało tego, autor wzbogacił książkę o kilka elementów,...
„Przygotuj się na krwawą, mityczną podróż w głąb wikińskiej duszy, gdzie walka jest jak poezja, miłość jak klątwa, pieśń jak złoto, magia jak religia, a śmierć to zbawienie…”
Nie od dziś wiadomo, że przemyślane i zręczne połączenie literackiej fikcji z historycznymi wydarzeniami, realiami epoki i prawdziwym tchnieniem minionych dziejów, jest sprawdzonym sposobem na naprawdę interesującą powieść. Jeśli dorzucimy do tego właściwie oddamy klimat opisywanego okresu, urzekający świat skandynawskiej magii i dawnych wierzeń, ciekawą fabułę, wartką akcję i nieźle scharakteryzowane postacie bohaterów głównych i pobocznych, to uzyskamy obraz dopełniający całości.
I taki jest właśnie „Skald. Kowal słów” Łukasza Malinowskiego”, drugi już tom opowieści o losach Ainara Skalda, młodego, choć znanego już wojownika, który jak nikt inny potrafi przyciągać kłopoty.Tym razem ów lekkoduch, awanturnik, wielbiciel mocnych trunków i kobiecych wdzięków (na swoje szczecie, nieźle władający mieczem) w trybie raczej pilnym opuścić musi rodzinną Północ, uciekając przed gniewem znacznie potężniejszych wrogów. Mylił by się jednak ten, kto myślał by iż przeczeka on w ciszy i spokoju zbierające się nad jego głową chmury, gdzieś na krańcach znanego wówczas świata.
„Jam jest Ainar Skald, sprawny w składaniu strof, mistrz miodowych mów i przeciwnik pustych pucharów. Jeszcze nie wynaleziono takiego trunku który mógłby sponiewierać drenga takiego jak ja i splątać mu język. Po czym w ogóle wnosisz , potworze, że jestem pijany?
- Bo zadałem to pytanie już trzy razy, a ty w tym czasie dwukrotnie upadłeś i cztery razy poprosiłeś mnie o napełnienie rogu”.
Zmuszony przez okoliczności, wraz z grupką towarzyszy (a przyznać trzeba iż dwójka z nich jest naprawdę nietuzinkowa: ogromny, ledwo panujący nad swym gniewem Ali Czarny Berserk i szalony wojownik Haukrhedin, w umyśle którego króluje zarówno człowiek jak i jastrząb) wezmą udział w straceńczej misji (szczegółów naturalnie nie zdradzę, by nie psuć czytelnikowi radości obcowania z lekturą) której finału i skutków żaden z nich nie jest w stanie przewidzieć…
„Kiedy wojownik przechodził obrzęd stawania się hamramirem, zabijał bestie, a jej duch przenosił się do jego ciała . Nie każdy miał wystarczająco silny umysł by uporać się z duchami żyjącymi w jego głowie. Zdarzało się że bestia całkowicie opanowywała hamramira i ten uciekał do lasu, by żyć jak dzikie zwierze”.
Spójna, wyrazista konstrukcja oraz ciekawie zarysowana intryga (w połączeniu z plastycznością opisów świata przedstawionego w kontekście zderzających się kultur i sugestywnie oddanymi scenami walk), stanowi pewien powiew świeżości w sposobie przedstawiania i opisywania społeczności Wikingów oraz charakterystycznego i zdominowanego przez nich okresu w dziejach.
Ciekawy pomysł, sprawna realizacja i pewna nieprzewidywalność zdarzeń powoduje iż z niecierpliwością oczekiwał będę dalszych losów Ainara Skalda.
„Przygotuj się na krwawą, mityczną podróż w głąb wikińskiej duszy, gdzie walka jest jak poezja, miłość jak klątwa, pieśń jak złoto, magia jak religia, a śmierć to zbawienie…”
Nie od dziś wiadomo, że przemyślane i zręczne połączenie literackiej fikcji z historycznymi wydarzeniami, realiami epoki i prawdziwym tchnieniem minionych dziejów, jest sprawdzonym sposobem na...
Zmiana miejsca akcji nie wyszła książce na dobre, podobnie jak uczynienie skalda jednym z głównych a nie głównym bohaterem. Widać spadek formy w porównaniu z poprzednią częścią, szczęśliwie jednak nie jest to dzieło pozbawione zalet.
Zmiana miejsca akcji nie wyszła książce na dobre, podobnie jak uczynienie skalda jednym z głównych a nie głównym bohaterem. Widać spadek formy w porównaniu z poprzednią częścią, szczęśliwie jednak nie jest to dzieło pozbawione zalet.
Ciężko jednoznacznie ocenić mi drugi tom przygód Skalda.
W pierwszym tomie (Karmiciel Kruków) mieliśmy do czynienia raczej z opowiadaniami z życia naszego bohatera, które zachowywały chronologię, lecz nie tworzyły idealnie jednej spójnej fabuły. Po pierwszej historii następowała druga, dziejąca się kilka lat później. Miały one związek między sobą, gdyż jedne wydarzenia wpływały na drugie, jednakże były one też niejako rozgraniczone. W przypadku "kowala słów" mamy do czynienia ze spójną fabułą. Historia nie jest tak rozstrzelana w czasie, jak było to w pierwszym tomie. Ciężko mi stwierdzić, który tom podobał mi się bardziej pod względem fabularnym.
Na pewno plusem w kowalu słów są bohaterowie. Dzięki temu, że fabuła dotyczy jednej historii dziejącej się w stosunkowo krótki okresie czasu, możemy lepiej zapoznać się z każdym z bohaterów. Mimo, że nie jestem pewna czy pałam do nich sympatią, to na pewno zaciekawili mnie bardziej, niż miało to miejsce w poprzednim tomie. Jako, że jest to tom 2 część 1, nie mogę się doczekać poznania części drugiej tej historii, aby jeszcze lepiej poznać historię i osobowość każdego z bohaterów.
Minusem dla mnie małym była brutalność i masakra prezentowana w tym tomie. Jako, że dość dawno czytałam Karmiciela Kruków, nie jestem pewna, czy w pierwszym tomie nie było tej rzezi odrobinę mniej. Oczywiście sceny walki są nieodłączne dla tej serii, prócz poezji tym właśnie zajmuje się nasz bohater. Lecz mam wrażenie, że momentów walk było więcej a i opisowość ich była nazwijmy to bogatsza. W pewnym momencie już mnie to niestety nudziło, bo za ile można czytać o latających flakach, gdzie chcę dowiedzieć się co będzie dalej, a utykam na tych opisach raz za razem.
Polecam tę książkę fanom fantastyki, wikingów, lecz zaznaczam, że jest to pozycja od 16 lat. Są sceny przemocy, ale i erotyzmu, dlatego dla kogoś młodszego nie bardzo się nadaje.
Ciężko jednoznacznie ocenić mi drugi tom przygód Skalda.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toW pierwszym tomie (Karmiciel Kruków) mieliśmy do czynienia raczej z opowiadaniami z życia naszego bohatera, które zachowywały chronologię, lecz nie tworzyły idealnie jednej spójnej fabuły. Po pierwszej historii następowała druga, dziejąca się kilka lat później. Miały one związek między sobą, gdyż jedne wydarzenia...
Postacie są ciekawe, świat krwawy i nietypowy, a fabuła interesująca. Bardzo polecam.
Postacie są ciekawe, świat krwawy i nietypowy, a fabuła interesująca. Bardzo polecam.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDalszy ciąg przygód Ainata tym razem nasz bohater musi sprowadzić żonę kagana Tirusa Wielkiego aby nie doprowadzić do wojny między Kolem Małym a Tirusem Wielkim. W tej misji pomaga mu między innymi czarny berserg Ali
Dalszy ciąg przygód Ainata tym razem nasz bohater musi sprowadzić żonę kagana Tirusa Wielkiego aby nie doprowadzić do wojny między Kolem Małym a Tirusem Wielkim. W tej misji pomaga mu między innymi czarny berserg Ali
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMam wielki problem z ta lekturą. Niby książka przyjemna, postaci ciekawe - i to chyba najmocniejszy punkt tej pozycji, sama kraina po które poruszają się bohaterowie barwna i intrygująca, ale, no właśnie to ale. Cała ta historią i przygody tytułowego Skalda jakieś takie słabe, czytając kolejne strony nie mogę odeprzeć się wrażeniu że traktowany jestem jak dziecko z podstawówki któremu chce się wmówić, że za siedmioma górami, za siedmioma rzekami ... Nie klei mi się ta opowieść i pomimo wulgaryzmów, erotycznych podtekstów i brutalności wydaję mi się że jest to pozycja raczej dla młodzieży niż dla starszych czytelników. Polecam umiarkowanie.
Mam wielki problem z ta lekturą. Niby książka przyjemna, postaci ciekawe - i to chyba najmocniejszy punkt tej pozycji, sama kraina po które poruszają się bohaterowie barwna i intrygująca, ale, no właśnie to ale. Cała ta historią i przygody tytułowego Skalda jakieś takie słabe, czytając kolejne strony nie mogę odeprzeć się wrażeniu że traktowany jestem jak dziecko z...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJeżeli jesteś miłośnikiem licznych potyczek i bitew gdzie krew leje się obficie to „Kowal Słów” z pewnością jest powieścią dla Ciebie. Ja jednak zadałem sobie pytanie czy te elementy mogą równać się z niepowtarzalnym klimatem opactwa z „Karmiciela”? Według mnie nie. Powieść Malinowskiego jest dobra ale takich książek jak „Kowal” przeczytałem już w życiu sporo. Fakt, że autor świetnie ukazał magię zaklętą w słowiańskich puszczach, jednak brakowało mi tego „czegoś” co sprawiało, że wcześniejszy tom wylądował na jednej z bardziej eksponowanych półek w mojej biblioteczce.
[cała recenzja na moim blogu:
http://zapomnianypokoj.blogspot.com/2016/06/skald-kowal-sow-ukasz-malinowski.html ]
Jeżeli jesteś miłośnikiem licznych potyczek i bitew gdzie krew leje się obficie to „Kowal Słów” z pewnością jest powieścią dla Ciebie. Ja jednak zadałem sobie pytanie czy te elementy mogą równać się z niepowtarzalnym klimatem opactwa z „Karmiciela”? Według mnie nie. Powieść Malinowskiego jest dobra ale takich książek jak „Kowal” przeczytałem już w życiu sporo. Fakt, że...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to"Kowal słów" jak dla mnie jest niespotykanym zjawiskiem, jeśli chodzi o jego szatę graficzną. Rozkoszować się okładką, mógłbym bez końca. Jest w niej coś takiego, co nie pozwala nawet na moment oderwać od niej wzroku. Jestem raczej pożeraczem historii kryminalnych, toteż irracjonalność i fantastyka są mi nie po drodze. Jednakże Łukaszowi Malinowskiemu udało się napisać książkę, która mnie porwała. Nie jest ona pozbawiona wad, sprawiających, że przyjemność z czytania jest nieco mniejsza, niemniej jednak "Kowala słów" mógłbym polecić każdemu, niezależnie od tego czy lubi powieści z tego gatunku, czy też nie. Jeżeli fantastyka jest Waszym chlebem powszednim - czytajcie. Jeśli nie, to też czytajcie. Polecam!
Więcej: http://recenzjeoptymisty.blogspot.com/2016/05/kowal-sow-ukasz-malinowski.html
"Kowal słów" jak dla mnie jest niespotykanym zjawiskiem, jeśli chodzi o jego szatę graficzną. Rozkoszować się okładką, mógłbym bez końca. Jest w niej coś takiego, co nie pozwala nawet na moment oderwać od niej wzroku. Jestem raczej pożeraczem historii kryminalnych, toteż irracjonalność i fantastyka są mi nie po drodze. Jednakże Łukaszowi Malinowskiemu udało się napisać...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPełna recenzja ze zdjęciami dostępna na inkoholiczka.wordpress.com :)
Powiem szczerze, że barrrdzo lubię brać się za dzieła debiutantów. Podchodzi się wtedy do książki jako do nagiego dzieła, pozbywając się jakichkolwiek oczekiwań wobec pisarza. Po prostu – tylko Ty i tekst.
Jeśli masz w sobie duszę Shieldmaiden i jesteś spragnionym literackiego, nordyckiego pieprznięcia wielbicielem wikingów, Flokiego i Mathiasa Nygårda, to mam coś dla Ciebie. Przemierzasz sobie facebooki beztrosko kłusując na swoim wiernym rumaku aż tu NA-GLE…! Książka niejakiego Malinowskiego, o którym słyszysz pierwszy raz w życiu, i to zupełnie o wikingach, X wieku, paleniu, grabieżach, alkoholu, bardach i dobrej zabawie… No i za kilka dni już była moja.
Nie no. Dobra, nie ma co gadać, że nie miałam oczekiwań co do tej książki – niemal zawsze sobie na coś ostrzę pazurki, czasem blurp przykuje uwagę, a czasem przyprawia o pusty śmiech. Po „Kowalu słów” spodziewałam się i wiele i mało. A po lekturze się i zawiodłam i miło zaskoczyłam. Co Ty gadasz, kobieto, piszże jaśniej! Mówicie? Już więc tłumaczę, jakie zady i walety ma to dzieło.
Mam dwie wiadomości – dobrą i złą. Którą chcecie usłyszeć najpierw? Zakładam, że tą drugą. Zapraszam więc Was na epistołkę o plusach ujemnych, żeby potem tymi dodatnimi rozkoszować się jak wisienką na przysłowiowym torcie.
Yksi – przerost treści nad formą. Naprawdę! Takie cudo pierwszy raz w życiu widzę. Nieźle brzmi, prawda? Wbrew pozorom nie jest to tylko przekręcenie znanej frazy przez umysł alkoholem upojony, paleniem przepalony, względnie Yodowatością zarażony.
Szanowny Pan Malinowski wykształcenie a pasje ma, jak wyczytałam w biogramie, historyczne. I to widać, słychać i czuć. Na każdym kroku. Często ogromne ilości dodatkowych kulturowo-historyczno-społecznych informacji tak mocno spowalniają akcję, że człowieka trafia szlag (nawet mnie, która konstruowaniem i dekorowaniem świata przedstawionego się delektuję jak Stenka Fantazją). Chodzi po prostu o to, że kiedy koleś podnosi topór na drugiego i już- już go opuszcza, to niekoniecznie chciałabym teraz słuchać o zawiłościach wierzeń tajemnych plemion, tylko może jednak troszku o akcji. Cenię u autorów solidne przygotowanie do pisania, więc wiadomo – ten zabieg czyni powieść maksymalnie dopracowaną i daje jej solidne fundamenty historyczne… Ale czasami tak wielkie ilości dodatkowych informacji, definicji, szczegółów nie są po prostu potrzebne zwykłemu Czytelnikowi. Po prostu przeszkadzają.
Kaksi – tak, wiem, że jestem chora z pożądania formy. Tak, wiem, że jestem wiecznie nienasycona, jeśli chodzi o kwiecisty styl pisarski. Tak, wiem, że słowniki staropolszczyzny i synonimów jadłabym na śniadanie ze smakiem. Ale to było coś, czego barrrdzo mi brakowało w „Skaldzie”. Jeśli autor nie chce prowadzić całej narracji w stylu na który się porywa, to niech chociaż dialogi w nim utrzyma. Tymczasem natknęłam się kilka razy na tak współczesne słowa z ust wikingów, Berserków i ich kobiet, że aż mi zupa ością stawała w gardle.
To są jednokowoż minidefekty, które nigdy nie przesłonią największego plusa tej książki, a mianowicie ZA… Znaczy się bardzo, bardzo dobrego pomysłu. Jak już pisałam wcześniej bardzo brakowało mi wikingowego akcentu w polskiej fantastyce, akcentu na poziomie. „Skald” bez wątpienia takim jest, a ze względu na solidne podłoże historycznospołecznokulturoworeligijnododajciecotamjeszcze, to i nawet ktoś w temacie siedzący doceni literackie dziecię Malinowskiego. I nieco Jaskrowo – łotrzykowa postać Skalda, i jego kompani, i tajemnicza Złotowłosa, i wszystkie, że się tak wyrażę, okoliczności przyrody sprawiają, że książkę czyta się naprawdę bardzo przyjemnie. Klimacik ma, oj, ma.
Dodatkowym przepięknym i smakowitym atutem są bonusy, które autor serwuje nam, czytelnikom. Bonusy w postaci map i nieodpartej urody wierszy i pieśni tytułowego Skalda. To jedna z rzeczy, które w książce inkoholiczkową aprobatę szturmem zdobyły i w śmiechy dzikie ją wprawiły, kiedy czytała jadąc autobusem. Dodatkowo od razu do głowy zaczęły mi przychodzić chwyty gitarowe, więc kto wie, może za rok nie będę już blogerem-pisarczykiem z Bożej łaski a żeńską wersją Ainara-węglożercy?
Ainar sam w sobie jest też postacią kompletnie obezwładniającą. Nieustannie kojarzył mi się mimowolnie z Jaskrem Sapkowskiego, aczkolwiek ten tutaj delikwent, poza talentem w strof składaniu, doprawiony został przez literackiego tatusia jeszcze o dodatkowe atuty. Cztery łyżki stołowe bezczelności, szczypta uroku, osiem łyżeczek bojowości , garść uwodzicielstwa… I cysterna pewności siebie.
Jaka więc jest ustawa końcowa? Patrząc holistycznie – seria jest bardzo na plus. Brakuje mi tej tematyki w polskiej fantastyce, dlatego z wielkim smakiem pożarłam pierwszy tom „Kowala słów”. Co zaś się tyczy wałkowanych przeze mnie kilka akapitów wyżej minusów – jest to niewielki ubytek spowodowanych niewątpliwie skrzywieniem zawodowym i jeszcze nie stwardniałymi beletrystycznie od klawiatury palcami. To, co tworzy Malinowski to naprawdę obiecujące początki i z uwagą będę śledziła jego karierę – bo rozwijać się będzie niewątpliwie. Takiego wikingowego zastrzyku energii mi było trzeba!
Pełna recenzja ze zdjęciami dostępna na inkoholiczka.wordpress.com :)
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPowiem szczerze, że barrrdzo lubię brać się za dzieła debiutantów. Podchodzi się wtedy do książki jako do nagiego dzieła, pozbywając się jakichkolwiek oczekiwań wobec pisarza. Po prostu – tylko Ty i tekst.
Jeśli masz w sobie duszę Shieldmaiden i jesteś spragnionym literackiego, nordyckiego pieprznięcia...
Kowala słów dostałem w prezencie od koleżanki, miłośniczki fantasy i obiecałem jej solidną recenzję więc ta opinia jest przede wszystkim spełnieniem tamtej obietnicy.
Muszę przyznać, że moje wcześniejsze przygody z literaturą fantasy odbywały się wyłącznie w Śródziemiu. Wiedziałem o istnieniu wielu innych fantastycznych światów ale nie poznałem ich wcześniej. A wprowadziłem mnie do nich właśnie Kowal słów. UWAGA MOŻLIWY SPOILER
W sumie przez całą książkę myślałem, że autor stworzył ten świat poprzez sprytne przemienianie faktycznie istniejących nazw miejsc i bohaterów na fantastyczne zgodne ze swoją wizją. Dopiero po przeczytaniu słowniczka na końcu książki w pełni doceniłem jego zabieg - otóż nazwy brzmią fantastycznie ale wcale nie zostały zmyślone, a umiejętnie zaczerpnięte z różnych kultur i mitologii świata, choć najwięcej z nordyckiej.
Więc chociaż brzmią one orientalnie to instynktownie wiemy co oznaczają, bez czytania słowniczka. Więc niby to opowieść w świecie fantasy to jednak w miejscach realnie istniejących, znanych z historii świata.
Dużą uwagę przykuwa oczywiście główny bohater - mnie od początku kojarzył się z piratem Jackiem Sparrowem, równie czułym na kobiece wdzięki, dobry trunek, pełną sakiewkę. I podobnie potrafiący znaleźć ripostę na każdą uwagę, ripostę dowcipną i ostrą.
Jednak inni bohaterowie też są ciekawie wymyśleni, szczególnie czarnoskóry Ali i gollumowaty Haukrhedin.
Oprócz tego dużo krwawych potyczek, wędrówka drużyny z ważną misją, miłosne przygody Ainara i wojownicza księżniczka.
Dołączyłem do przygód Skalda w środku trylogii i bałem się że nieznajomość Karmiciela kruków będzie mi ciążyć, ale wcale tak nie było.
Jednak oczywiście nadrobię zaległości i przeczytam pierwszą jak i trzecią część trylogii.
Kowala słów dostałem w prezencie od koleżanki, miłośniczki fantasy i obiecałem jej solidną recenzję więc ta opinia jest przede wszystkim spełnieniem tamtej obietnicy.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMuszę przyznać, że moje wcześniejsze przygody z literaturą fantasy odbywały się wyłącznie w Śródziemiu. Wiedziałem o istnieniu wielu innych fantastycznych światów ale nie poznałem ich wcześniej. A...
Niezwykle wciągająca pozycja,zresztą jak pozostałe pióra Malinowskiego. Podczas swojej kariery na studiach badałem treść staroislandzkich sag rodowych, stąd owa tematyka jest mi bardzo bliska. Niezwykle pomocne są umieszczone na końcu książki przypisy. Dla osób nie mających wcześniej styczności z pojęciami występującymi zwłaszcza w eddaichnych poematach i staronordyckiej mitologii są niesamowicie pomocne. Co mnie uwiodło najbardziej, to sposób w jaki autor ulokował historię głównego bohatera w skandynawskiej rzeczywistości oraz wschodnich krainach stanowiących cel wareskich wypraw. Saga nie odstaje do realiów epoki wikingów oraz występujących wówczas zachowań społecznych; co więcej to one tworzą historyczność całej opowieści.
Niezwykle wciągająca pozycja,zresztą jak pozostałe pióra Malinowskiego. Podczas swojej kariery na studiach badałem treść staroislandzkich sag rodowych, stąd owa tematyka jest mi bardzo bliska. Niezwykle pomocne są umieszczone na końcu książki przypisy. Dla osób nie mających wcześniej styczności z pojęciami występującymi zwłaszcza w eddaichnych poematach i staronordyckiej...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo tohttp://kamilczytaksiazki.blogspot.com
Co wyjdzie z połączenia literackiej fikcji, historycznych wydarzeń z prawdziwym duchem minionych czasów daje mieszankę wybuchową, która często okazuje się prawdziwym bestsellerem. Dodajmy do tego ciekawy zarys fabularny, niekonwencjonalne pomysły autora, cięty język i specyficzny humor. Z tego skomplikowanego równania wyjdzie Wam Łukasz Malinowski i jego saga o przygodach Ainara Skalda, wojownika z Północy, który jak magnes przyciąga wszelkie kłopoty. Druga część cyklu, "Kowal słów. Tom 1" gościła w moich rękach już dawno temu, jednak nie było okazji by napisać o niej paru słów. Dziś postanowiłem pojechać z Wami do Europy X wieku.
Ainar to bard. Umie składać piękne strofy, raczyć młode damy wzniosłymi komplementami, mówi dojrzałym i ciętym językiem. Z drugiej strony jest to prawdziwy alkoholowy ekspert, którego żaden trunek się nie ima, a jego głowa jest odporna na działania złocistych napitków. W pierwszej części nasz główny bohater musiał stawić czoła licznym niebezpieczeństwom - Malinowski napisał kilka opowiadań z wojownikiem w roli głównej, po czym wydał je jako spójną książkę. "Kowal słów. Tom 1" to pełna powieść, niejako bardziej dojrzała, reprezentująca inny poziom - Ainar musi zmierzyć z największym wyzwaniem w swoim życiu, można powiedzieć, że zostaje wysłany na misję samobójczą. Jak to wszystko się skończy? Tego nie mogę Wam zdradzić, jednak mogę zapewnić jedno - dzieje się!
Zmiana formatu opowieści o przygodach naszego dzielnego wojaka wyszedł całej historii na dobre - nie jest to zlepek opowiadań, które nic nie łączy, prócz bohatera. "Kowal słów" to pełnokrwista opowieść, której liczne wątki naprzemiennie się ze sobą przeplatają, jednak pod ścisłą kontrolą autora. Nie doświadczymy tutaj żadnego chaosu, wszystko jest przemyślane i tak też napisane - z czytania płynie sama przyjemność. Dodatkowo Malinowski postanowił wykorzystać lubiany ostatnimi czasy pomysł rozdziałów pisanych z perspektywy innych bohaterów - to niewątpliwie duży plus, wreszcie możemy poznać otoczenie i poszczególne wioski oczami kogoś innego niż przyciągającego kłopoty barda-wojownika.
Wiecie, że lubię historię, ciągnie mnie do wszystkiego co z nią związane. Wyobrażacie sobie moją radość, gdy pierwszy raz usłyszałem o cyklu Malinowskiego? Europa z mrocznych wieków? Niepokoje religijne, polityczne? Ciemne wieki? Wieczne najazdy barbarzyńców? Uwielbiam to! Prosiłem w myślach, by autor tego zwyczajnie nie spieprzył i po pierwszym, trochę niedopracowanym tomie sagi, z pewnym niepokojem podchodziłem do "Kowala słów". Na szczęście, moje obawy zostały rozwiane po paru stronach, powiem więcej - jest o wiele lepiej! Autor nie skupia się tylko i wyłącznie na sylwetce Ainara i jego przygodach. On opisuje nam całe społeczności zamieszkujące tamte tereny, zręcznie rysuje historyczne tło, z niezwykłą pasją mówi nam o zwyczajach, kulturze, religii dawnych ludów. To dla kogoś, kto lubuje się w takich klimatach, historyczna gratka!
Nie tak dawno miałem okazję być na jednej z prelekcji Łukasza Malinowskiego na Drugim Smokonie w Krakowie. Podjął się tematu szaleństwa wikingów, ich nadprzyrodzonych mocy, jak mogliśmy o tym przeczytać w różnych, historycznych dokumentach - wykład ciekawy, jednak nie to najbardziej zapamiętam z tamtego dnia. Malinowski mówił z niesamowitą pasją, starał się przekazać nam jak najwięcej swojej wiedzy, mimo że czas gonił go niemiłosiernie, to widać, że to co nam powiedział to tylko zalążek, cząstka tego co wie. To samo można wyczuć w "Kowalu słów"atmosfera i klimat tamtych czasów są wręcz namacalne, od początku do końca książki mamy świadomość, że nie jest to powieść współczesna, nie jest to fantasy, a historyczna fikcja, którą czuć na wskroś.
Wracając do "Kowala słów". Szybka akcja, niespodziewane zwroty akcji, zaskakujące zakończenie, specyficzny humor - to znaki rozpoznawalne tej książki. Ten ostatni czynnik szczególnie przypadł mi do gustu, sam mam bardzo dziwne poczucie humoru, a w takich książkach zawsze mam z czego się pośmiać, dodatkowo, opisywani bohaterowie stają się bardziej ludzcy. Jak już wspomniałem Malinowski pisze z prawdziwą pasją - widać to po używanych zwrotach, opisach miasteczek i ludności ich zamieszkującej. "Kowal słów" to dojrzała opowieść, pisana przez profesjonalistę, z prawdziwym, fanowskim zacięciem. To lubię!
Bohaterowie i ich kreacja stoją na wysokim poziomie. Autor wie o czym pisze i właśnie w tym aspekcie pokazuje swój talent literacki - jako historyczny ekspert mógł wykazać się w innych elementach powieści. Herosi "Kowala słów" to ludzkie i krnąbrne charaktery, które muszą zacząć współpracować by przetrwać. Ich dobrze przemyślana kreacja objawia się najbardziej podczas zmyślnie opracowanych dialogów - to właśnie wtedy możemy poznać ich najlepiej, nie jako twardzieli, dominatorów, a zwyczajnych ludzi z, a jakże, specyficznym humorem.
Czego chcieć więcej? Jeśli jesteście fanami historii, zwłaszcza początków Europy, jej swoistego kształtowania; lubicie Wikingów i ich upartość, a na dodatek chcecie poczytać dobrze skonstruowaną, spójną powieść to dobrze trafiliście. W "Kowalu słów" znajdziecie to wszytko plus parę innych smaczków, dzięki którym nabierzecie ochotę na inne książki Malinowskiego. Ainar i jego przygody lądują u mnie na półce z oceną 8 i szczerze wierzę, że i Wam spodoba się ta historia. Na polskim rynku próżno szukać czegoś podobnego. Polecam!
http://kamilczytaksiazki.blogspot.com
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCo wyjdzie z połączenia literackiej fikcji, historycznych wydarzeń z prawdziwym duchem minionych czasów daje mieszankę wybuchową, która często okazuje się prawdziwym bestsellerem. Dodajmy do tego ciekawy zarys fabularny, niekonwencjonalne pomysły autora, cięty język i specyficzny humor. Z tego skomplikowanego równania wyjdzie Wam...
Dalszy ciąg przygód Ainara Skalda wypadł według mnie jeszcze lepiej od poprzedniej książki. Bohater po perypetiach z pierwszego tomu trafia na odległą Ruś. Jeden z tamtejszych władców składa Skaldowi propozycję nie do odrzucenia. Mianowicie Ainar ma przyprowadzić mu przyszłą żonę, córkę jednego z jego przeciwników. Niestety przyszły teściu odda ją tylko temu kto wykona wymyślone przez niego trzy próby. Nasz bohater wyrusz więc w towarzystwie trzech wojowników by wykonać misję. W książce wiele się dzieje. Jedna przygoda goni drugą. Główny bohater jest pyszałkowaty, czasami nadęty, a jego język jest równie ostry jak miecz. Ale trudno go nie polubić. Wielokrotnie podczas czytania pojawiał się szczery uśmiech na mojej twarzy, a scena z psychoanalizą Alego jest dla mnie czystą perełką. Autor po raz kolejny pokazał, że zna się na rzeczy opisując Europę X wieku. Mam nadzieję, że kolejny tom Skalda będzie równie dobry. Polecam.
Dalszy ciąg przygód Ainara Skalda wypadł według mnie jeszcze lepiej od poprzedniej książki. Bohater po perypetiach z pierwszego tomu trafia na odległą Ruś. Jeden z tamtejszych władców składa Skaldowi propozycję nie do odrzucenia. Mianowicie Ainar ma przyprowadzić mu przyszłą żonę, córkę jednego z jego przeciwników. Niestety przyszły teściu odda ją tylko temu kto wykona...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTrzeba przyznać,że miałem nosa.Nosa do wyboru naprawdę dobrej książki.
Książki pełnej przygody i walk.Opisów życia Wikingów,Słowian,czarnych wojowników i Tattarów.
Pisanych przez dwa T w środku.
Opisy życia dawnych ludów są bardzo dobre.Wystarcza troszkę wyobraźni i już,czuje zapach wędzonej ryby.Słyszę ryk niedźwiedzia,wycie wilków.
Przechadzam się po wioskach.Gdzie swoimi wdziękami kuszą damy lekkich obyczajów,gdzie inne kobiety tkają na krosnach.
Książka łączy w sobie i doskonałą przygodę,mity i historię.
Może jest bardziej dla mężczyzn,ale mogę polecić właściwie wszystkim,którzy lubią dawne nordyckie klimaty.
Trzeba przyznać,że miałem nosa.Nosa do wyboru naprawdę dobrej książki.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążki pełnej przygody i walk.Opisów życia Wikingów,Słowian,czarnych wojowników i Tattarów.
Pisanych przez dwa T w środku.
Opisy życia dawnych ludów są bardzo dobre.Wystarcza troszkę wyobraźni i już,czuje zapach wędzonej ryby.Słyszę ryk niedźwiedzia,wycie wilków.
Przechadzam się po wioskach.Gdzie swoimi...
Tytuł: Skald: Kowal słów
Autor: Łukasz Malinowski
Wydawnictwo: Instytut Wydawniczy Erica
Data wydania: 4 sierpnia 2014
Liczba stron: 373 (z dodatkiem)
Łukasz Malinowski - urodził się w 1983 roku. Pisarz, historyk i publicysta. Autor opracowań naukowych i cyklu powieściowego Skald, osadzonego w X-wiecznej Europie.
Kto marnuje czas na rozważaniach, umrze jako starzec.
Opis z okładki:
X wiek, Europa Wschodnia. Nastały czasy krwi i chciwości. Waregowie łupią morskie wybrzeża i zapuszczają się daleko w głąb lądu, gdzie władają rzecznymi trasami handlowymi. Powstają bogate państwa, wybuchają wojny, a wszyscy wojownicy połączeni są żądzą władzy, przemocy i bogactwa. To wspaniały czas dla najemników z Północy. Takich jak Ainar Skald, który nie tylko dobrze rąbie mieczem, ale jest kowalem słów sprawnym w strof składaniu.
Tak samo jak pierwsza część książka wciąga od samego początku. Jest pełno zwrotów akcji, tajemniczych momentów oraz sytuacji, po których mówi się: "Kurcze, ale to jest ciekawe". Bardzo dużym plusem jest to, że to utwór polski. Muszę wspomnieć o opisach, które przenoszą nas w przeszłość. Ukazują bohaterów, otoczenie oraz emocje, które panują. Bardzo spodobały mi się zwłaszcza krwiste.
Za policzkiem zawsze podąża włócznia.
Jak wszystkim wiadomo główną postacią jest Ainar Skald – pieśniarz, określany mianem kowala słów oraz karmiciela kruków. Zabawny, kocha kobiety (i to dosłownie), cyniczny oraz kontrowersyjny w najmniej odpowiednich momentach. Zostaje banitą na Północy. Na Wschodzie szuka schronienia. Zostaje porwany przez Alego Czarnego Berserka, który zawozi go do kagana Tirusa Wielkiego. Poeta dostaje dziwną propozycję. Ma znaleźć żonę dla tamtejszego władcy. Jego przewodnikiem zostaje Ali i Haukrhedin – wojownik, który jest człowiekiem i jastrzębiem. Tylko jeden z nich wie, jaki jest prawdziwy cel tejże misji. Czy uda im się przetrwać? Czy spełnią wolę króla? Na te i inne pytania odpowie tenże utwór.
O wielkości mówią czyny, nie wzrost.
Mimo iż pierwsza część "Karmiciel kruków" była bardzo oryginalna od tej także nie wieje nudą oraz brakiem pomysłów. Na każdym "zakręcie" spotykamy nowych bohaterów, nowe wątki oraz okoliczności, które powodują dynamikę akcji. Bardzo podobało mi się to, że inni bohaterowie też odgrywali ważną rolę, a nie tylko Ainar robił ważne misje. Mogę nawet rzec, że nie pełnił on w tej części najważniejszej roli.
Śmierć rozwiązuje problemy, ale tylko tego, kto umiera.
Podsumowując... bardzo polecam serię Skald wszystkim. Na pewno wypełni wasz czas wspaniałą zabawą, poznaniem nowych rzeczy oraz gwarantuję, że z trudem będziecie odkładać ją na półkę.
Tytuł: Skald: Kowal słów
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAutor: Łukasz Malinowski
Wydawnictwo: Instytut Wydawniczy Erica
Data wydania: 4 sierpnia 2014
Liczba stron: 373 (z dodatkiem)
Łukasz Malinowski - urodził się w 1983 roku. Pisarz, historyk i publicysta. Autor opracowań naukowych i cyklu powieściowego Skald, osadzonego w X-wiecznej Europie.
Kto marnuje czas na rozważaniach, umrze jako...
Łukasz Malinowski już w pierwszym tomie przygód Ainara Skalda udowodnił, że potrafi pisać bardzo dobre książki. „Karmiciel kruków” zachwycał ciekawą fabułą, nietuzinkowym humorem, a przede wszystkim głównym bohaterem, którego nie sposób było nie polubić. W „Kowalu słów” wszystkie pozytywne cechy zostały zachowane. Mało tego, autor wzbogacił książkę o kilka elementów, których zabrakło w pierwszej części. Czego chcieć więcej?
Ainar Skald po opuszczeniu swojej ojczyzny wyrusza na podbój Europy Wschodniej, gdzie najwięksi wojownicy zaciągają się do służby u miejscowych władców pogrążonych w wiecznych konfliktach. Wszyscy Ci, którzy czytali poprzednią część, wiedzą że kłopoty odnajdą Skalda wszędzie. Nie inaczej jest tym razem. Tuż po hulance w miejscowej karczmie, naszego pieśniarza odnajduje Ali Czarny Berserk, który zaciąga go przed oblicze miejscowego władcy kagana Tirusa Wielkiego. Postawiony pod ścianą poeta otrzymuje bardzo nietypową propozycję - musi odnaleźć dla Tirusa żonę. Misja jest o tyle trudna, że przyszła wybranka jest córką odwiecznego rywala - Kola. Jakby tego było mało, każdy śmiałek, który chce się ubiegać o rękę złotowłosej, musi przejść trzy próby, z których nikt nie wychodzi cało. W tę niebezpieczną podróż Ainar wyruszy z Alim, miejscowym szlachcicem Aloszą i tajemniczym Haukrhedinem, który wierzy, że w jego głowie mieszka człowiek i jastrząb. W tym składzie nasi bohaterowie przeżyją pełną niebezpieczeństw podróż. Więcej nie zdradzę, bo mogę popsuć komuś zabawę.
„Kowal słów.Tom 1” to książka, która znacznie różni się od swojej poprzedniczki. Autor zrezygnował z opowiadań i stworzył jedną spójną historię. Warto też wspomnieć, że w centrum akcji jest nie tylko Ainar Skald, ale także jego towarzysze. Są rozdziały, w których to oni będą na pierwszym planie i będziemy obserwować akcję z ich perspektywy.Moim zdaniem takie urozmaicenie wyszło powieści na dobre, tym bardziej, że główni bohaterowie są świetnie wykreowani i bardzo oryginalni. Rozdziały z nimi w roli głównej bywają bardziej emocjonujące od tych ze Skaldem, a to już o czymś świadczy. Powieść jest też zdecydowanie bardziej dynamiczna. Emocjonujące pojedynki i nagłe zwroty akcji pojawiają się w niej często, co mi osobiście się podoba, tym bardziej, że są świetnie opisane i przedstawione. Odskocznią od krwawych rozdziałów jest nietuzinkowy humor, który tak zachwycał w pierwszej części. Bywały momenty, w których uśmiechałem się od ucha do ucha. Na plus mogę zaliczyć także odniesienia do staronordyckich religii i kultury X wieku. Dzięki tej książce poznamy mitologię i kilka zwrotów, jakich używało się w tamtych czasach. Tematyka jak najbardziej przypadła mi do gustu. Widać, że autor zadbał o historyczny aspekt powieści i solidnie przyłożył się do pracy. Świadczy o tym słownik na końcu książki, z którego dowiemy się co znaczą poszczególne zwroty. Warto do niego zaglądać co jakiś czas, żeby lepiej zrozumieć dialogi bohaterów.
Druga część przygód Ainara Skalda wypadła jeszcze lepiej niż „Karmiciel kruków”. Warto sięgnąć po ten tytuł ze względu na tematykę, barwnych bohaterów i fabułę, przy której nie sposób się nudzić. Jestem przekonany, że każdy fan fantastyki, który przeczyta „Kowala słów” będzie zachwycony. Intrygujące zakończenie sprawiło,że będę wypatrywał kolejnej części z niecierpliwością. Polecam.
Łukasz Malinowski już w pierwszym tomie przygód Ainara Skalda udowodnił, że potrafi pisać bardzo dobre książki. „Karmiciel kruków” zachwycał ciekawą fabułą, nietuzinkowym humorem, a przede wszystkim głównym bohaterem, którego nie sposób było nie polubić. W „Kowalu słów” wszystkie pozytywne cechy zostały zachowane. Mało tego, autor wzbogacił książkę o kilka elementów,...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to„Przygotuj się na krwawą, mityczną podróż w głąb wikińskiej duszy, gdzie walka jest jak poezja, miłość jak klątwa, pieśń jak złoto, magia jak religia, a śmierć to zbawienie…”
Nie od dziś wiadomo, że przemyślane i zręczne połączenie literackiej fikcji z historycznymi wydarzeniami, realiami epoki i prawdziwym tchnieniem minionych dziejów, jest sprawdzonym sposobem na naprawdę interesującą powieść. Jeśli dorzucimy do tego właściwie oddamy klimat opisywanego okresu, urzekający świat skandynawskiej magii i dawnych wierzeń, ciekawą fabułę, wartką akcję i nieźle scharakteryzowane postacie bohaterów głównych i pobocznych, to uzyskamy obraz dopełniający całości.
I taki jest właśnie „Skald. Kowal słów” Łukasza Malinowskiego”, drugi już tom opowieści o losach Ainara Skalda, młodego, choć znanego już wojownika, który jak nikt inny potrafi przyciągać kłopoty.Tym razem ów lekkoduch, awanturnik, wielbiciel mocnych trunków i kobiecych wdzięków (na swoje szczecie, nieźle władający mieczem) w trybie raczej pilnym opuścić musi rodzinną Północ, uciekając przed gniewem znacznie potężniejszych wrogów. Mylił by się jednak ten, kto myślał by iż przeczeka on w ciszy i spokoju zbierające się nad jego głową chmury, gdzieś na krańcach znanego wówczas świata.
„Jam jest Ainar Skald, sprawny w składaniu strof, mistrz miodowych mów i przeciwnik pustych pucharów. Jeszcze nie wynaleziono takiego trunku który mógłby sponiewierać drenga takiego jak ja i splątać mu język. Po czym w ogóle wnosisz , potworze, że jestem pijany?
- Bo zadałem to pytanie już trzy razy, a ty w tym czasie dwukrotnie upadłeś i cztery razy poprosiłeś mnie o napełnienie rogu”.
Zmuszony przez okoliczności, wraz z grupką towarzyszy (a przyznać trzeba iż dwójka z nich jest naprawdę nietuzinkowa: ogromny, ledwo panujący nad swym gniewem Ali Czarny Berserk i szalony wojownik Haukrhedin, w umyśle którego króluje zarówno człowiek jak i jastrząb) wezmą udział w straceńczej misji (szczegółów naturalnie nie zdradzę, by nie psuć czytelnikowi radości obcowania z lekturą) której finału i skutków żaden z nich nie jest w stanie przewidzieć…
„Kiedy wojownik przechodził obrzęd stawania się hamramirem, zabijał bestie, a jej duch przenosił się do jego ciała . Nie każdy miał wystarczająco silny umysł by uporać się z duchami żyjącymi w jego głowie. Zdarzało się że bestia całkowicie opanowywała hamramira i ten uciekał do lasu, by żyć jak dzikie zwierze”.
Spójna, wyrazista konstrukcja oraz ciekawie zarysowana intryga (w połączeniu z plastycznością opisów świata przedstawionego w kontekście zderzających się kultur i sugestywnie oddanymi scenami walk), stanowi pewien powiew świeżości w sposobie przedstawiania i opisywania społeczności Wikingów oraz charakterystycznego i zdominowanego przez nich okresu w dziejach.
Ciekawy pomysł, sprawna realizacja i pewna nieprzewidywalność zdarzeń powoduje iż z niecierpliwością oczekiwał będę dalszych losów Ainara Skalda.
„Przygotuj się na krwawą, mityczną podróż w głąb wikińskiej duszy, gdzie walka jest jak poezja, miłość jak klątwa, pieśń jak złoto, magia jak religia, a śmierć to zbawienie…”
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNie od dziś wiadomo, że przemyślane i zręczne połączenie literackiej fikcji z historycznymi wydarzeniami, realiami epoki i prawdziwym tchnieniem minionych dziejów, jest sprawdzonym sposobem na...
Zmiana miejsca akcji nie wyszła książce na dobre, podobnie jak uczynienie skalda jednym z głównych a nie głównym bohaterem. Widać spadek formy w porównaniu z poprzednią częścią, szczęśliwie jednak nie jest to dzieło pozbawione zalet.
Zmiana miejsca akcji nie wyszła książce na dobre, podobnie jak uczynienie skalda jednym z głównych a nie głównym bohaterem. Widać spadek formy w porównaniu z poprzednią częścią, szczęśliwie jednak nie jest to dzieło pozbawione zalet.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toŚwietna powieść. Jeszcze lepsza niż Karmiciel kruków.
Świetna powieść. Jeszcze lepsza niż Karmiciel kruków.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCzego chcieć więcej, gdy jest się miłośnikiem dobrej, klasycznej fantasy?! Niczego. Polecam!
Czego chcieć więcej, gdy jest się miłośnikiem dobrej, klasycznej fantasy?! Niczego. Polecam!
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to