Kolejny, na fali popularności gatunku, romans wampiryczny. Niezgorzej napisany, choć dość schematyczny, ale w końcu akcja dzieje się w Polsce, na moim Pomorzu - to plus. Całkiem mili główni bohaterowie, wielka, ponadczasowa miłość, itd. też plus... Jeśli to debiut, to całkiem, całkiem:)
Kolejny, na fali popularności gatunku, romans wampiryczny. Niezgorzej napisany, choć dość schematyczny, ale w końcu akcja dzieje się w Polsce, na moim Pomorzu - to plus. Całkiem mili główni bohaterowie, wielka, ponadczasowa miłość, itd. też plus... Jeśli to debiut, to całkiem, całkiem:)
Pierwszy polski paranormal. Pierwszy polski wampir. Pierwszy polski romans z wampirem.
Mhm. No wszystko się zgadza. Autorka młodego polskiego pokolenia, jej debiutancka książka, wszechobecne zachwyty i westchnienia. Czy słuszne? Powiem tak, na pewno uznanie się należy bo książka nie jest napisana na odwal się i na odczepnego. Dziewczyna się przyłożyła, chciała i starała się żeby zadowolić czytelniczkę, ale potknięć nie uniknęła. Pierwsze co mnie uderzyło i to mocno to to że Anna – główna bohaterka – czyta romans historyczny z balami i innymi, autorstwa, uwaga, Nory Roberts! Wiolu, czy Norka napisała taką książkę? Rozumiem, że to znane nazwisko, ale takich błędów się nie popełnia! Jeśli już się chce umieścić taki motyw, że bohaterka lubi romanse historyczne to albo wybrać trzeba autorkę która je pisze, albo w ogóle pominąć jej nazwisko.
Wiem to jest drobiazg i głupota, ale jednak potknąć się na czymś co tak łatwo można sprawdzić i skorygować? Niefajnie.
Druga rzecz mnie męcząca to to że autorka przed pisaniem tej powieści, albo i też w jej trakcie czytała Zmierzch. Na pewno. Miękki baryton? Piękny, mądry delikatny i przebogaty facet? No i jeszcze parę innych cech zbliżających obie postacie. Adama i Edzia.
Ech.
Nie żeby to były rzeczy zastrzeżone dla E. Cullena, ale jednak można być troszkę bardziej oryginalnym, nie sugerować się tym co kiedyś ktoś napisał. Zwłaszcza jeśli napisał to ktoś kto nie jest autorytetem. Dlaczego został zgubiony wampir – Dracula? Dlaczego wampiry wychodzą w dzień?
No właśnie, kolejna rzecz. Zachmurzone niebo a Adaś śmiga jak śmiertelnik po dworku. Przecież palą promienie UV, które przez chmurki sobie przenikają. Nie w takim stopniu, ale w cieniu się też można opalić.
Błędy…
Faktem jest że takie naciągane teorie dają szersze pole do popisu, ale można się było wytężyć i troszkę to zmienić. Tak żeby wampir był wampirem.
Szczęście całe że nasza pijaweczka nie zrezygnowała całkiem z płynnej diety. Lubi sobie przekąsić jakiegoś kurczaka, ale ludzka, koniecznie ludzka, krew jest potrzebna żeby przeżył. Dobrze dla mnie przynajmniej, że Adam nie musi mordować ludzi, a jak pije z kobiety to powoduje w niej uczucie przyjemności a nie bólu. Mimo wszystko sadystów wampirycznych nie lubię :P
Kolejna rzecz – jego urzeka w niej jej zapach. Upaja go i uzależnia. Znajome? Mówiłam, że ktoś się czegoś naczytał.
No dobrze przejdźmy trochę do bohaterów i treści.
Wszystko przez dworek. Adam mieszkał z rodzicami i siostrą pod Koszalinem w dworku, na włościach był dziedzicem. Ale nie wymuskanym tylko takim któremu nieobca ciężka praca. Sam się przedstawia jako osobę która i konia umie podkuć i pole skosić. Fajnie, wypieszczonych dandysów jest dostatek.
Ale dworek, no właśnie. Koleżanka Anny, Julia, wraz z mężem otwierają knajpę w Koszalinie. Elegancką, w budynku stylizowanym na dawne dworki. Anna chcąc zrobić koleżance prezent daje jej kilka swoich szkiców, część rysowanych z natury, cześć z głowy. Traf chciał że jeden z tych szkiców z głowy przedstawia dwór Adama. Który spłonął 300 lat temu. Taaak wszyscy są zdziwieni. Jak to się stało, tego nie powiem, same się musicie przekonać ;)
Ale w momencie jak Adam widzi swój dworek na obrazie w restauracji natychmiast chce poznać autora. Męczy Julię, a ta z chęcią daje mu kontakt do przyjaciółki. Zachowanie Julii mnie wcale nie dziwi. Anna jest zamkniętą w sobie osóbką, a Julia wręcz przeciwnie i bardzo chce pomóc przyjaciółce w znalezieniu miłości życia. Na dodatek facet interesujący się malarką paszkwilem nie jest, więc wetknięcie go Annie to kwestia czasu ;)
Adam potem zaprasza Annę do siebie na wieś, pod pretekstem namalowania obecnego domu który leży na terenie dawnych, odzyskanych, posiadłości.
No i się zaczyna… Między bohaterami iskrzy, nie da się ukryć. W tle przewijają się swaci – przyjaciele i pracownicy Adama, bardzo pozytywni ludzie. Wprowadzają do książki taką ciepłą rodzinną atmosferę ;)
Bohaterowie troszkę się kotłują. On chce to ona się boi, ona chce to on ma stracha… I zanim co do czego no to trochę mija. Ale te przepychanki w sumie nie są jakieś wymuszone ;) jego obawy że ona go nie zaakceptuje przez to kim jest też brzmią znajomo, chyba każdy książkowy krwiopijca przez to przechodzi :P
Taki urok tego bytu krwiożercy :P
Ogółem? Myślę, że warto się przekonać na własnej skórze, chociażby dlatego że to całkiem udany debiut i to debiut w temacie przerobionym na wszystkie strony, a jednak z czymś nowym. Bo nasze rodzime to jest, a nie obce ;) Bo Polacy nie gęsi, swojego wampira mają ;)
Pierwszy polski paranormal. Pierwszy polski wampir. Pierwszy polski romans z wampirem.
Mhm. No wszystko się zgadza. Autorka młodego polskiego pokolenia, jej debiutancka książka, wszechobecne zachwyty i westchnienia. Czy słuszne? Powiem tak, na pewno uznanie się należy bo książka nie jest napisana na odwal się i na odczepnego. Dziewczyna się przyłożyła, chciała i starała się...
Nawet dobrze się czyta mimo, że jest przewidywalna. Słodycz leje się strumieniami. I kto powiedział, że nie może być polski wampir :P Książka dobra na jeden wieczór. Można się przy niej odstresować. Jednocześnie polecam i nie polecam.
Nawet dobrze się czyta mimo, że jest przewidywalna. Słodycz leje się strumieniami. I kto powiedział, że nie może być polski wampir :P Książka dobra na jeden wieczór. Można się przy niej odstresować. Jednocześnie polecam i nie polecam.
Jak już pisałam wcześniej, nie przepadam za literaturą polską. Po książkę sięgnęłam głównie dla tego, że nie miałam pojęcia co czytać. Bardzo spodobała mi się okładka, która jest piękna w swojej prostocie.
Historia jest ciekawa choć z pewnością nie wychodzi poza ramy zwykłego romansu człowieka z wampirem. Co mnie jednak uwiodło? Czułam, że choć czytam o współczesnych wydarzeniach to książka ma jakiś historyczny wydźwięk. Opowieść była podobna do romansów historycznych, a bohaterowie posiadali maniery i zachowania przeczące współczesności utworu.
Jedyne co troszkę mi przeszkadzało to Anna w której Adam chyba wyzwolił nimfomankę. Kobieta czasem zachowywała się jak rozkapryszone dziecko, a czasem świadoma swoich walorów kobieta. Dosłownie rzucała się na biednego Adasia. Chyba autorka przesadziła, chcąc ukazać bohaterkę jako kobietę walczącą o swoje.
Na pewno książka dla osób lubiących gotyckie klimaty
Jak już pisałam wcześniej, nie przepadam za literaturą polską. Po książkę sięgnęłam głównie dla tego, że nie miałam pojęcia co czytać. Bardzo spodobała mi się okładka, która jest piękna w swojej prostocie.
Historia jest ciekawa choć z pewnością nie wychodzi poza ramy zwykłego romansu człowieka z wampirem. Co mnie jednak uwiodło? Czułam, że choć czytam o współczesnych...
Wampir i śmiertelniczka. Czy taki związek może mieć przyszłość? Czy wielokrotne powtarzany już schemat nadal może być ciekawy? Powiem wam, że może :)
Do książki, która wpadła mi w ręce, byłam dość sceptycznie nastawiona. Po pierwsze- nie przepadam za polskimi książkami. Po drugie- nie przepadam za wampirami. Więc co zachęciło mnie do sięgnięcia po nią? Przyznam, że okładka. Bardzo mi się spodobała i to dzięki niej przeczytałam tą pozycję.
Z ulgą mogę stwierdzić, że jestem usatysfakcjonowana. Nie jest to książka wysokich lotów, ale miała to coś. Najbardziej spodobała mi się subtelność opisów. Po wszechogarniającej znieczulicy jest to bardzo miła odmiana.
Szkoda tylko, że autorka w niektórych momentach trochę mnie zanudziła, ale za to koniec był bardzo ciekawy.
Podsumowując, uważam, że jest to książka warta uwagi.
Gratuluje udanego debiutu, Pani Wiolu ;)
Wampir i śmiertelniczka. Czy taki związek może mieć przyszłość? Czy wielokrotne powtarzany już schemat nadal może być ciekawy? Powiem wam, że może :)
Do książki, która wpadła mi w ręce, byłam dość sceptycznie nastawiona. Po pierwsze- nie przepadam za polskimi książkami. Po drugie- nie przepadam za wampirami. Więc co zachęciło mnie do sięgnięcia po nią? Przyznam, że...
Oh Gosh... To było złe. Kiedy zaczynała wracać mi wiara w polskich pisarzy, trafiło się to. Wzorowane na typowym paranormal romance, czyli jakaś tam fabuła plus "oh, no nie! nie mogę go kochać! nie może mi się podobać!". Mam tego wszędzie na pęczki w zagranicznych książkach, czemu w Polsce popada się w to samo? Nawracajcie się!
Oh Gosh... To było złe. Kiedy zaczynała wracać mi wiara w polskich pisarzy, trafiło się to. Wzorowane na typowym paranormal romance, czyli jakaś tam fabuła plus "oh, no nie! nie mogę go kochać! nie może mi się podobać!". Mam tego wszędzie na pęczki w zagranicznych książkach, czemu w Polsce popada się w to samo? Nawracajcie się!
2014.11.27
Nie zamierzałam opiniować "Rysunku w sercu", bo uznałam, że jedna gwiazdka jest wystarczająco czytelną opinią o tej książce. Ale widzę , że Pani Szulc prowadzi anty kampanię wobec innej debiutującej autorki, a to uznaję za wstrętne. Takie promowanie się kosztem innego autora jest niegodziwe! Oceniam to jako zachowanie poniżej ludzkiej godności i za nieetyczną postawę Pani Wioletcie Szulc też daję jedynkę!
2014.11.27
Nie zamierzałam opiniować "Rysunku w sercu", bo uznałam, że jedna gwiazdka jest wystarczająco czytelną opinią o tej książce. Ale widzę , że Pani Szulc prowadzi anty kampanię wobec innej debiutującej autorki, a to uznaję za wstrętne. Takie promowanie się kosztem innego autora jest niegodziwe! Oceniam to jako zachowanie poniżej ludzkiej godności i za nieetyczną...
Lekka i przyjemna. Wciągająca. Prosta, lecz nie prostacka. Bowiem to właśnie w prostocie jest urok. Niesamowicie emocjonalna. Okładka w pełni oddająca atmosferę powieści, idealnie dopasowana do tego, co czeka nas, czytelników, na kolejnych stronach. I choć niejednokrotnie brakowało mi większego skoncentrowania się nad postaciami, nad sytuacją. Czasem odnosiłam wrażenie, że gdzieś autorce się spieszyło - jak gdyby chciała dojść jak najszybciej do konkretnej sceny.
Nie jest to może literatura wysokich lotów, mimo to jednak spełniła swoje zadanie - uprzyjemniła chwile czytelnikowi. Idealna na wieczór z kieliszkiem wina.
Polecam.
Więcej na: http://smag-rekomendacje.blogspot.com/2014/11/wioletta-szulc-rysunek-w-sercu.html
Lekka i przyjemna. Wciągająca. Prosta, lecz nie prostacka. Bowiem to właśnie w prostocie jest urok. Niesamowicie emocjonalna. Okładka w pełni oddająca atmosferę powieści, idealnie dopasowana do tego, co czeka nas, czytelników, na kolejnych stronach. I choć niejednokrotnie brakowało mi większego skoncentrowania się nad postaciami, nad sytuacją. Czasem odnosiłam wrażenie, że...
Moja ukochana pozycja napisana z wielka delikatnością i uczuciem. Polecam wszystkim, którzy szukają dobrej lektury bez ciągłego sexu i beznadziejnych sytuacji - tu każdy opis jest piękny , a książkę czyta się jednym tchem. Ukłon dla Wioli za taką perełkę.
Moja ukochana pozycja napisana z wielka delikatnością i uczuciem. Polecam wszystkim, którzy szukają dobrej lektury bez ciągłego sexu i beznadziejnych sytuacji - tu każdy opis jest piękny , a książkę czyta się jednym tchem. Ukłon dla Wioli za taką perełkę.
Na powieść tę trafiłam już jakiś czas temu, lecz lektura odwlekła mi się w czasie. Książka spodobała mi się, jest pełna emocji i solidnie napisana. Jak na debiut, to powiedziałabym nawet, że bardzo solidnie. Fabuła jest prosta, ale gdy zaczyna się czytać nie sposób się oderwać. Godną uwagi jest postać Jurija, wampira wyrazistego, który ma w sobie to coś, co przyciąga uwagę już od samego początku. I choć jest to negatywna postać jest moim faworytem.
Polecam tę powieść.
Na powieść tę trafiłam już jakiś czas temu, lecz lektura odwlekła mi się w czasie. Książka spodobała mi się, jest pełna emocji i solidnie napisana. Jak na debiut, to powiedziałabym nawet, że bardzo solidnie. Fabuła jest prosta, ale gdy zaczyna się czytać nie sposób się oderwać. Godną uwagi jest postać Jurija, wampira wyrazistego, który ma w sobie to coś, co przyciąga uwagę...
Przeraża mnie jad i nienawiść, jaką reprezentują tu osoby, które oceniając powieść przyznają najniższą notę. Jest to żałosne, a obelgi, jakimi obrzucany jest autor są po prostu mierne i źle świadczą jedynie o czytelniku, który nawet przy konstruktywnej ocenie nie odmówi sobie kilku zniewag, na które w żadnym razie nie zasłużył autor.
Bo niby czym? Tym, że napisał książkę, która nie przypadła do gustu odbiorcy? Takie zachowanie godne jest politowania.
Trzeba naprawdę być osobą nielogiczną, aby nazwać DEBIUT!!! pani Wioletty Szulc gniotem. To przykre, ale nawet na LC zaczyna być już pełno tego typu czytelników. Nazwanie tego, co wyprawiają ci ludzie bezczelnością to mało powiedziane.
Rysunek w sercu jest to nieskomplikowaną lekturą, którą z prawdziwą przyjemnością przeczytałam niejednokrotnie. Książka napisana jest pięknym, obrazowym językiem, w którym na pierwszym planie znajdują się wspaniale przekazane emocje. Postacie są wiarygodne i budzą sympatię. Autorka bazuje w głównej mierze na emocjach, więc nie będziemy męczyli się tu mnogością opisów pobocznych, dane będzie nam wczuć się w postacie i poczuć to, co one. A pani Wioletcie wychodzi to bardzo umiejętnie. Książkę polecam osobom, które chcą spędzić przyjemnie czas relaksując się dobrą lekturą.
Autorce gratuluję udanej powieści oraz życzę rzetelnych czytelników, którzy nie będą wykazywać się takim chamstwem i zaczną komentować powieść, zamiast ubliżać autorowi.
Przeraża mnie jad i nienawiść, jaką reprezentują tu osoby, które oceniając powieść przyznają najniższą notę. Jest to żałosne, a obelgi, jakimi obrzucany jest autor są po prostu mierne i źle świadczą jedynie o czytelniku, który nawet przy konstruktywnej ocenie nie odmówi sobie kilku zniewag, na które w żadnym razie nie zasłużył autor.
Bo niby czym? Tym, że napisał książkę,...
Po prostu masakra. Przeczytałam te wypociny,bo książką tego nazwać nie można.Z trudem dotrwałam do końca,ale tylko dlatego że chciałam się przekonać do jakiego absurdu dojdzie pani autorka grafomanka.Główny bohater, wampira chyba na oczy nie widział,nie mówiąc już o byciu wampirem.Marna treść,ubogie słownictwo. Nikomu nie polecam a nawet odradzam czytanie tej"książki".
Po prostu masakra. Przeczytałam te wypociny,bo książką tego nazwać nie można.Z trudem dotrwałam do końca,ale tylko dlatego że chciałam się przekonać do jakiego absurdu dojdzie pani autorka grafomanka.Główny bohater, wampira chyba na oczy nie widział,nie mówiąc już o byciu wampirem.Marna treść,ubogie słownictwo. Nikomu nie polecam a nawet odradzam czytanie...
UWAGA!
Dowiedziałam się właśnie, że autorka tej książki prowadzi wrogą kampanię przeciwko innej debiutującej autorce, która też napisała romans paranormalny. Osoby wystawiające "Rysunkowi w sercu" przesadnie pochlebne opinie, zasypują tamtą książkę obelgami. To oburzające! Niestety nie mogę już niżej ocenić "Rysunku w sercu", bo zanim się o tym dowiedziałam, książka i tak w moich oczach nie zasługiwała na więcej, ale mogę ostrzec każdego, kto trafi na tę stronę.
_______________________________________________________________________
Czytałam, czytałam i czytałam, i modliłam się, by dobrnąć do końca. Bo chociaż ta powiastka ma niewiele stron, przebrnięcie przez nią wymagało więcej samozaparcia, niż przeczytanie kilkusetstronicowego tomiszcza o rozważaniach filozoficznych.
Ale dobrnęłam i teraz mogę podzielić się opinią.
Autorka nie wysiliła się, by dopracować w tej książce cokolwiek - fabułę, treść i dialogi, postacie. Książka napisana jest bardzo płytkim, można powiedzieć szkolnym językiem. Akcja niespójna, często wręcz nudna, a bohaterowie bez osobowości i nieprzekonujący.
Anna Lawenda - kobieta bez pomysłu na życie i siebie trafia na Adama Ostrowskiego - mężczyznę nijakiego. To ogólny zarys, na kanwie którego autorka nakreśliła romans. A że on przy okazji jest wampirem, to nawet nie warto wspominać, bo, jak ktoś już wcześniej zauważył, z wampira w Adamie Ostrowskim nie ma kompletnie nic.
Fabuła snuje się, snuje i snuje między jednym westchnięciem a drugim, między jednym spojrzeniem a drugim i miedzy całą plejadą równie banalnych bzdur, nie wnosząc nic ciekawego.
Jeśli moja opinia jest mdła, nijaka i niekonkretna, to wyobraźcie sobie, że jest właśnie taka jak książka, o której tu piszę.
Krótko mówiąc - nudy na pudy. Nie polecam!
(29.11.2014)
UWAGA!
Dowiedziałam się właśnie, że autorka tej książki prowadzi wrogą kampanię przeciwko innej debiutującej autorce, która też napisała romans paranormalny. Osoby wystawiające "Rysunkowi w sercu" przesadnie pochlebne opinie, zasypują tamtą książkę obelgami. To oburzające! Niestety nie mogę już niżej ocenić "Rysunku w sercu", bo zanim się o tym dowiedziałam,...
Na początku zacznę od tego, że przeraziło mnie to, iż na, jak myślała do tej pory, profesjonalnej stronie LC, pojawiają się komentatorzy wymieniający opiniodawców personalnie. Nasuwa to me wątpliwości, czy aby powinnam się wypowiadać, żeby nie wytknięto mnie palcem, de facto robiąc błąd. Nie Lara, lecz Iara. Proszę czytać ze zrozumieniem. I istotnie takim zachowaniem, jakie zaprezentowała ta osoba koniecznie powinna zająć się administracja!!! I to jak najszybciej. Proponuję zrobić to wytkniętym osobom, wraz ze skanem komentarza, w przypadku gdyby osoba owa próbowała go zmienić.
Wracając do istoty sprawy, czyli powieści Wioletty Szulc, z obawy przed publicznym zruganiem, opinię swą wyślę autorce w prywatnej wiadomości.
Krótko reasumując, ma się prawo coś komuś podobać, i ma się prawo nie podobać! Mi książka Wioletty Szulc bardzo się podoba i nie będę się z tym kryła, nawet gdybym miała zostać dopisana do listy przez nierzetelnego czytelnika i wytknięta palcem. Tłumaczyć się z tego również nie będę.
Na początku zacznę od tego, że przeraziło mnie to, iż na, jak myślała do tej pory, profesjonalnej stronie LC, pojawiają się komentatorzy wymieniający opiniodawców personalnie. Nasuwa to me wątpliwości, czy aby powinnam się wypowiadać, żeby nie wytknięto mnie palcem, de facto robiąc błąd. Nie Lara, lecz Iara. Proszę czytać ze zrozumieniem. I istotnie takim zachowaniem, jakie...
Debiutancka powieść Pani Szulc, to zdecydowanie lektura kobieca. Lekka i przyjemna w odbiorze. Z przyjemnością polecę ją romantyczkom, które na chwilę chcą się oderwać od szarej rzeczywistości codziennego dnia i osobom, które lubią pomarzyć. Spędziłam miły wieczór z tą powieścią i polecę każdemu, kto znajduje frajdę w lekkości stylu i pięknym słowie.
Pani Szluc bardzo dobrze operuje pięknym, polskim językiem i umiejętnie wydobywa z czytelnika estetycznie pozytywne wrażenia.
Powieść nie jest długa, być może niektóre wątki można, rozwinąć, inne kontynuować. Wiemy jednak, że dobre rzeczy należy jeść z umiarem, by nie zatracić poczucia ich smaku. Lubię niedopowiedzenia, które pozostawiają pole wyobraźni. Lubię subtelną, romantyczną erotykę, która pozostawia intymne zbliżenie bohaterów intymnymi.
Na pochwałę zasługują wyważone, plastyczne opisy, pozwalające się odnaleźć w lokacjach i umiejętnie oddawane emocje bohaterów.
Doskonale zostały zarysowane postaci drugoplanowe. Choć pierwsze skrzypce grają w fabule Anna i Adam, nie sposób przejść obojętnie i nie polubić Katji i Gorana. Podobnie, jak sposób nie zauważyć i pozostać obojętnym wobec Jurija.
Pani Szulc potrafi skierować sympatię ku kreowanym postaciom. Potrafi też wywołać niechęć do wybranej postaci zgodnie ze swoim planem, co świadczy o „instynkcie pisarza”, dlatego debiut uważam za udany i życzę dalszych sukcesów w „zabawie słowem”.
Polecam pozycję wszystkim, który lubią spędzić chwilkę z miłą, relaksującą i pozytywnie nastrajającą lekturą.
Debiutancka powieść Pani Szulc, to zdecydowanie lektura kobieca. Lekka i przyjemna w odbiorze. Z przyjemnością polecę ją romantyczkom, które na chwilę chcą się oderwać od szarej rzeczywistości codziennego dnia i osobom, które lubią pomarzyć. Spędziłam miły wieczór z tą powieścią i polecę każdemu, kto znajduje frajdę w lekkości stylu i pięknym słowie.
Co to jest? To ma być literatura? Dałem się omamić opiniom zamieszczonym na tej stronie i strasznie się rozczarowałem!!! Ja rozumiem, że debiut swoje prawa ma, ale tego po prostu nie da się czytać. Pierwsza książka, która ląduje u mnie na półce „OSTRZEGAM przed tym!!!".
Fatalny styl. Całość sprawia wrażenie wypocin niedowartościowanej kury domowej, choć pewnie tym porównaniem obrażam wszystkie rzetelne panie domu, które nie mają parcia na tak zwaną popularność. Bo tym, i niczym więcej, jest ta książka. A tak tandetnej książce mówię Nie! Nie! I jeszcze raz nie!
Ale do rzeczy: bohaterowie.
Szkoda słów! Bohaterka, niejaka Anna Lawenda, jest nierozgarniętą, irytującą, życiową ofermą. Z głównym bohaterem nie jest lepiej. Adam Ostrowski, to ponoć wampir. Śmiechu warte! Droga autorko, masz pojęcie, co to wampir? Czytając „Rysunek w sercu” odniosłem wrażenie, że absolutnie nie. Adam Ostrowski, to po prostu karykatura mężczyzny, o wampirze nawet nie ma co wspominać.
A akcja? W tej książce nie ma akcji wcale, są tylko marne próby autorki dobrnięcia do ostatniej strony za wszelką cenę – głównie za cenę zmarnowanego czasu, pieniędzy i nerwów czytelnika. Reasumując – marnotrawstwo wszystkiego, w tym papieru!!!
SZCZERZE ODRADZAM!!!
Jedyny plus, to fakt, że nie straciłem pieniędzy na książkę !!! Ale wierzę, że każdy, kto ją kupił, w tym momencie pluje sobie w brodę, że wyrzucił pieniądze w błoto.
Aż zaskakują te nagłe zachwyty nad debiutem pani Wioletty Szulc. Jakby się skrzyknęło grono psiapsiułek, które uprawiają proceder zawyżania oceny dla tej książki. Sil, Iga, Lara, Ailes – czytając odnosi się wrażenie, że pisała to jedna i ta sama osoba, zwłaszcza biorąc pod uwagę daty dodania tych super opinii oraz gremialnego dodawania wielogwiazdkowych ocen.
Sugeruję, żeby administrator zajął się tą sprawą, jeżeli zależy mu na rzetelności serwisu.
Co to jest? To ma być literatura? Dałem się omamić opiniom zamieszczonym na tej stronie i strasznie się rozczarowałem!!! Ja rozumiem, że debiut swoje prawa ma, ale tego po prostu nie da się czytać. Pierwsza książka, która ląduje u mnie na półce „OSTRZEGAM przed tym!!!".
Piękna opowieść o miłości.
"Rysunek w sercu" to książka napisana niczym obraz. Każde słowo, zdanie, wers są jak pociągnięcie pędzla po płótnie. Pisarka faerię barw zastępuje tutaj paletą uczuć, które wręcz wylewają się z tekstu. Właśnie owe nasycenie emocjami jest tym, czego szukam w książkach, co najbardziej mnie ujmuję. Toteż nie pozostaję mi nic innego niż gorąco ją polecić. Zapewniam - warto. :)
Piękna opowieść o miłości.
"Rysunek w sercu" to książka napisana niczym obraz. Każde słowo, zdanie, wers są jak pociągnięcie pędzla po płótnie. Pisarka faerię barw zastępuje tutaj paletą uczuć, które wręcz wylewają się z tekstu. Właśnie owe nasycenie emocjami jest tym, czego szukam w książkach, co najbardziej mnie ujmuję. Toteż nie pozostaję mi nic innego niż gorąco ją...
Każdy pisarz ma za sobą debiut, bardziej lub mniej udany, ale zawsze ważny dla dalszego rozwoju literackiego. "Rysunek w sercu" jest pierwszą wydaną przez Wiolettę Szulc powieścią. W poniższej opinii postaram się odpowiedzieć na pytanie czy warto sięgnąć po tę pozycję.
Wydawać by się mogło, że tematyka wampiryzmu została wyeksploatowana w literaturze do granic możliwości, jednak pani Wioletcie Szulc udało się stworzyć powieść, która nie nuży wtórnością. Dodatkowym atutem jest umiejscowienie akcji utworu w Polsce. Choć liczne serie wampiryczne przybyłe do nas zza granicy, mogą ugruntować w czytelnikach odmienne przekonanie, wampiry są tak naprawdę wytworem słowiańskich wierzeń.
Powieść rozpoczyna się dość spokojnie, nic nie zapowiada tego, że w kolejnych rozdziałach będziemy mieć do czynienia z wątkiem paranormalnym. Czytając poszczególne fragmenty, niecierpliwie oczekiwałam na dalszy rozwój zdarzeń, choć sam pierwszy rozdział nie pochłonął mnie do końca. Na szczęście akcja wraz z kolejnymi stronami systematycznie nabiera tempa, pojawiają się nowe tajemnice i niedopowiedzenia, których rozwiązania nieraz są naprawdę zaskakujące.
W powieści widoczna jest niezwykła dojrzałość w przelewaniu przez autorkę na papier swoich pomysłów. Odniosłam wrażenie, że każdy wyraz zajmował przemyślane miejsce, nie było przypadkowych zdań, które zaburzałyby kompozycję. Lubię historie, w których wyobraźnia może pracować na wysokich obrotach, gdzie oczyma duszy widzę nawet najdrobniejsze szczegóły otoczenia. Jednocześnie styl, jakim pisany jest "Rysunek w sercu" nie sprawia problemów w odbiorze. Jego prostota, a zarazem plastyczność świetnie oddają klimat.
Tym, co odróżnia "Rysunek w sercu" od wielu pozycji poruszających tematykę wampiryzmu jest bez wątpienia skupienie się na emocjach towarzyszących uczuciu rodzącemu się między główną heroiną, a wampirem. Nie ma tutaj wprowadzanej na siłę akcji rodem z filmów sensacyjnych, zamiast tego mamy swego rodzaju nostalgię oraz magiczny klimat. Powieść jest kierowana raczej głównie do kobiet lubujących się w romansach, a także wielbicielek wątków paranormalnych. Dobrze nadaje się do wieczornego, odprężającego czytania przy kawie.
Miłym dodatkiem do całości są wyważone sceny erotyczne. Nie są one przesłodzone, a w odpowiednich momentach przybierają pełen pasji, wręcz dziki charakter, co dobrze oddaje naturę Adama, który mimo wszystkich swych starań nadal pozostaje drapieżnikiem.
Sami bohaterowie wykreowani są w dość ciekawy sposób. Nie są postaciami czarno - białymi, mają własne wady i zalety, ich zachowania są spójne i przeważnie wiarygodne. Anna jest drobną i na pozór bezbronną kobietą, która zapanowała nad silnym wampirem. Potrafi podążać za głosem serca, jest prostoduszna. Z jednej strony nieśmiała kobieta, skrywa w sobie pokłady namiętności, które skutecznie przelewa na swojego wybranka. Nie jestem do końca fanką tak skonstruowanych postaci kobiecych, dlatego ciekawsza wydała mi się kreacja Adama. Ten wampir, który przez trzy wieki żył w cieniu tragicznych doświadczeń, poznając właściwą kobietę, otwiera się na miłość. Jest uosobieniem kobiecych marzeń: przystojny, szarmancki, wierny, potrafiący poświęcić nawet siebie, by uratować swoją ukochaną, z wieków swej egzystencji potrafił wydobyć to, co najlepsze. Pewnie wiele czytelniczek znajdzie w nim odbicie wymarzonego mężczyzny.
Jeszcze jedną postacią zasługującą na wspomnienie jest Jurij, wampir starszy od Ostrowskiego, uważający, że z racji wieku ma większe prawa do Anny. Mężczyzna zdolny posunąć się do wszystkiego, byle tylko osiągnąć zamierzony cel. Muszę przyznać, że był moim ulubionym bohaterem, a jego obecność wprowadziła do powieści trochę większego napięcia.
Dodatkowe słowa uznania należą się za niezwykle subtelną, magnetyczną i zachęcającą okładkę.
Podsumowując: Myślę, że z czystym sumieniem mogę polecić powieść "Rysunek w sercu" nie tylko osobom, które gustują w romansach paranormalnych oraz fanom opowieści o wampirach, ale również wielbicielom dobrze ukazanych emocji oraz opisów pobudzających wyobraźnię. Autorce pozostaje mi tylko życzyć nowych, zaskakujących pomysłów do kolejnych powieści, które z pewnością będę czytać.
Autorem recenzji jest Noemi Vain
Każdy pisarz ma za sobą debiut, bardziej lub mniej udany, ale zawsze ważny dla dalszego rozwoju literackiego. "Rysunek w sercu" jest pierwszą wydaną przez Wiolettę Szulc powieścią. W poniższej opinii postaram się odpowiedzieć na pytanie czy warto sięgnąć po tę pozycję.
Wydawać by się mogło, że tematyka wampiryzmu została wyeksploatowana w literaturze do granic możliwości,...
Anna Lawenda na co dzień jest zapracowaną tłumaczką. Żyje pełnią życia tylko, kiedy wyjeżdża w swoje ukochane miejsca, gdzie rysuje pejzaże i spędza beztrosko czas. Jej życie zmienia się, gdy dzwoni do niej nieznajomy mężczyzna, prosząc o spotkanie. Kiedy podczas uroczystego otwarcia restauracji Trzy Topole wzrok Adama pada na szkice jego dawno nieistniejącego już domu, budząc w nim od lat uśpione emocje i wspomnienia, mężczyzna postanawia spotkać się z ich autorką. I może w rysunkach nie byłoby nic dziwnego, gdyby nie fakt, że dwór, w którym mieszkał niegdyś Adam, spłonął w pożarze setki lat temu.
Naprawdę nie wiem, od czego powinnam zacząć. Może od tego, że dawno już nie czytałam takiej szmiry. Jest to jedna z niewielu książek, których nie byłam w stanie zmęczyć. W pewnym momencie zaczęłam się obawiać, że jeśli przewrócę oczami raz jeszcze, to po prostu oślepnę. Ale zacznę może od postaci. Adam. Trzystuletni wampir, nieziemski, rzecz jasna, którego wąskie wąskie wargi jakimś cudem okazują się być pociągające. Przystojny i zwierzęcy jak dziki kocur, któremu nawet zamężne staruszki nie są w stanie się oprzeć. Przyjaciel Abrahama Lincolna, od którego dostał zapalniczkę z grawerem. Trzystuletni, a więc wnioskuję, że dojrzały mężczyzna, który nazywa swoje auto "dziewczynką" i podaje nam specyfikacje silnika z dokładnością godną sprzedawcy samochodów z dwudziestoletnim stażem. Kiedy wzrok Anny Lawendy pachnącej lawendą pada na Boskiego Ostrowskiego, kobieta doznaje cofnięcia w rozwoju i od tej pory jej wiek mentalny nie przekracza lat piętnastu. Kiedy tylko widzi, bądź myśli o Boskim Ostrowskim, "robi się ciepła i wilgotna w intymnym miejscu" i przestaje dziwić się babci, która zawsze lubiła koty. I bór raczy wiedzieć, czemu ma służyć ta dygresja. Między parą, rzecz jasna, od pierwszej sekundy zaczyna iskrzyć. Robią podchody niczym nastolatki, a po spotkaniu oboje dzielą ten sam sen erotyczny. To musi być miłość! Tak przynajmniej sądzi mieszkające w domu Adama małżeństwo po pięćdziesiątce (a więc w podeszłym już, według autorki, wieku), jedyni śmiertelnicy, którzy wiedzą, czym jest Boski.
Recepta autorki na sukces? "Lej pan wody ile wlezie!" Opisy nie pełnią w tej powieści żadnej funkcji, poza byciem zapchajdziurą. Są tak absurdalne, że robi się po prostu niedobrze. Przykład: "Rumieniec uniesienia malujący jej cerę na kolor lilii wodnych rosnących w jego ogrodzie. Tak, to ten kolor. Długo się nad tym zastanawiał, zanim znalazł dla niego odpowiednie porównanie. Jedwabiste włosy koloru nasion lnu rozsypane wokół jej pięknej twarzy." OŁ MAJ GAD. Wiecie co mi to przypomina? Moje wypracowania z polskiego. Też lałam wodę, żeby tylko dobić do tych trzystu słów, a opisy Wioletty Szulc do złudzenia przypominają mi moje wypracowania z lektur pozytywistycznych. Para, która mieszka w domu Adama to też taka zapchajdziura, która nic nie wnosi, ale zapełnia trochę przestrzeń w Wordzie.
Opisy są żenujące, tak samo jak monologi i dowcipy, a przemyślenia Anny są zwyczajnie niedorzeczne. Dobrze, że rzecz dzieje się w Polsce, a Boski Ostrowski nie błyszczy w słońcu, bo jeszcze bym pomyślała, że autorka zbyt mocno zainspirowała się Zmierzchem. A tak uważam, że zainspirowała się nim tylko troszkę. No, może bardziej niż troszkę. W czym nie ma, rzecz jasna, nic złego, ale od twórczości własnej oczekuję nieco więcej własnej inwencji.
Technicznie ciągle mi coś zgrzytało. Począwszy od wszędobylskiego "OK" w miejscu "okej", przez dziwaczny szyk zdań, a na błędach logicznych skończywszy ("Przed oczami cały czas widział dwa obrazki. Nieduże, narysowane ołówkiem[...] Autor namalował nawet lancetowate liście i drobne, delikatne kwiatostany."). Często w przypadku okropnych książek przynajmniej okładka jest ładna. Tu nie ma nawet tego. James Franco i laska z niebieskim policzkiem? Łał, ktoś się naprawdę postarał.
Tak sobie myślę, że może i ja powinnam zacząć publikować swoje teksty. Ogólnie nie uważam ich za arcydzieła, ale skoro osoby z zerowym warsztatem - bo jego brak jest wyraźnie odczuwalny - publikują i odnoszą sukces, to czemu nie? Jedyne, co sprawia mi przykrość, to to, że grupa docelowa Rysunku w sercu ma tak niskie wymagania, że uznała tę powieść za całkiem niezłą.
Komu polecam? Nikomu. Poczytajcie coś innego. Chyba wszystko będzie lepsze niż to.
czytam-wiec-zyje.blogspot.com
Anna Lawenda na co dzień jest zapracowaną tłumaczką. Żyje pełnią życia tylko, kiedy wyjeżdża w swoje ukochane miejsca, gdzie rysuje pejzaże i spędza beztrosko czas. Jej życie zmienia się, gdy dzwoni do niej nieznajomy mężczyzna, prosząc o spotkanie. Kiedy podczas uroczystego otwarcia restauracji Trzy Topole wzrok Adama pada na szkice jego dawno nieistniejącego już domu,...
Męczyłam tę książkę strasznie, chociaż ilość stron wcale nie wskazuje na dłuższą przygodę z tą historią.
Powiem tak, czytam sporo tekstów amatorów, którzy za darmo publikują swoje teksty w sieci i wielu z nich ma niewątpliwie większy talent od pani Wioletty Szulc. Ja wiem, że jest nadal duże zainteresowanie powieściami o wampirach, ale to nie oznacza, że trzeba wydawać absolutnie wszystko, bo niektóre książki po prostu na to nie zasługują.
Dialogi? Drętwe z uciążliwym u autorki zacięciem do wciskania odpowiedzi zamykających się na "Ok". Bez nich książka niczego by nie straciła, a tak czytelnik irytuje się po pewnym czasie takim na siłę przedłużaniem wypowiedzi między jednym opisem, a drugim. Początek jakoś idzie znieść, a później drugi oddech, kiedy pod koniec coś tam wreszcie zaczyna się dziać poza przesłodzonym zapewnianiem o miłości pomiędzy dwojgiem głównych bohaterów, która swoją drogą rodzi się między nimi właściwie natychmiast (o cudzie...). Do czego to prowadzi? Przez kilka rozdziałów, Anna niemal jak automat powtarza jaka to jest zakochana, jak to oddychać bez ukochanego nie może i wytrzymać bez niego także. Zapatrzona w niego ślepo, ale tylko do momentu, kiedy ukochany w dość brutalny sposób ratuje jej życie... Normalny człowiek może być w szoku, ale koniec końców jest raczej wdzięczny. Co robi Anna? Pal sześć, że podobno kochała na zabój, wynosi się z domu ukochanego, nawet się do niego nie racząc odezwać, bo okazał się przecież obrzydliwym brutalem...
Do kwiecistych opisów seksu nawet się zbliżać nie będę, bo śmiać mi się chce na samo wspomnienie niektórych wymysłów autorki w temacie tego jak jeszcze można udziwnić wrażenia związane z samym tylko pocałunkiem.
Zęby sobie niemal starłam z irytacji nad tym tworem. Pisać każdy może, sama uwielbiam, ale zdecydowanie nie każdy powinien dostać możliwość publikacji, przykro mi.
Męczyłam tę książkę strasznie, chociaż ilość stron wcale nie wskazuje na dłuższą przygodę z tą historią.
Powiem tak, czytam sporo tekstów amatorów, którzy za darmo publikują swoje teksty w sieci i wielu z nich ma niewątpliwie większy talent od pani Wioletty Szulc. Ja wiem, że jest nadal duże zainteresowanie powieściami o wampirach, ale to nie oznacza, że trzeba wydawać...
Przeczytałam i... odłożyłam na jakiś czas, żeby na chłodno napisać komentarz. A dlaczego? No bo kobiecie paranormalnej i do tego lokalnej jak ja powinno dech w piersi zaprzeć - w końcu wampiry, u nas i rodzimym piórem skreślone. Cóż z tego, skoro nie zaparło i nawet czas na odreagowanie rozczarowania nie pomógł :(.
A zapowiadało się tak ciekawie, bo pomysł na fabułę naprawdę świetny. Ale na tym koniec :(.
Pierwszych kilkanaście stron wciąga, czytelnik się rozkręca, nabiera apetytu, a tu... robi się nudno, a potem wręcz żałośnie. A wszystko dlatego, że autorka ślizga się po treści, rzuca niczym nie uzasadnione pomysły i pozostawia czytelnika z niewyjaśnionymi wątkami.
Tak więc mamy więź między wampirzym nim i ludzką nią, ale jakim cudem do tej super więzi doszło, to sobie czytelniku wykombinuj wedle własnego uznania, bo z książki absolutnie się tego nie dowiesz.
Mamy reinkarnację bohaterki, którą oni bez mrugnięcia okiem akceptują i znów sprawa zamknięta. A ja się pytam skąd ten pomysł?! Bo jakiejś włoskiej wampirzycy coś takiego strzeliło do głowy? Wybaczcie, ale nie kupuję takiej fuszery!
Fuszery jest niestety więcej, nie będę wymieniać wszystkiego, ale nie mogę pominąć rozczarowania, jakim okazał się główny bohater. Bo oto mamy wampira bez... jaj :(. Trudno - jestem dosadna, ale gość, który trawi dnie i noce na klęczeniu, jęczeniu, cmokaniu, i Bóg wie czym jeszcze u jej stóp, przy jej boku, wokół niej, w ostateczności bez niej ale w udręczeniu i za diabła nie ma w nim... nic, no to ja przepraszam, ale takie indywiduum ma się tak do wampira jak przysłowiowy wół do karety.
W końcu, żeby już kompletnie dobić czytelnika, autorka serwuje nam Mont Everest niekonsekwencji za sprawą powikłanej bohaterki, która na wieść, że on jest wampirem reaguje jak na deszcz - czyli bez zachwytu, ale... Boże drogi, deszcze się zdarzają, a gdy on zabija wampira-złola, porażona jego okrucieństwem odchodzi, żeby za chwilę rwać sobie włosy z głowy, że odeszła, bo przecież zabił, by ją ratować i to na jej wyraźne wołanie. Nooo, ja rozumiem - kobiece niezdecydowanie, ale to jest po prostu głupota!!! Ale (i tu złamię moją żelazną zasadę, by nie zdradzać finału) nie bójcie się - gość bez jaj, pogoniony przez jej przyjaciółkę, odnajdzie ją i będą żyli... :(
Tak więc książka mocno przeciętna, do tego napisana mocno szkolnym językiem i mocno stylizowana na amerykańskie czytadła niskich lotów.
Aż żal przyznać, ale jedyna konkretna postać, która w tej opowieści budziła emocje, skończyła martwa, a szkoda.
I choć serce się kraje, bo to pierwsza powieść paranormalna, którą tak nisko oceniam, to ocena nie może być wyższa, nawet jeśli to wampiry, polskie realia i polskiego autorstwa.
Przeczytałam i... odłożyłam na jakiś czas, żeby na chłodno napisać komentarz. A dlaczego? No bo kobiecie paranormalnej i do tego lokalnej jak ja powinno dech w piersi zaprzeć - w końcu wampiry, u nas i rodzimym piórem skreślone. Cóż z tego, skoro nie zaparło i nawet czas na odreagowanie rozczarowania nie pomógł :(.
A zapowiadało się tak ciekawie, bo pomysł na fabułę...
Powoli już widać, przynajmniej ja dostrzegam ten stan, iż motyw wampirów powoli zaczyna przemijać. Ten wielki boom, który rozpoczął się kilka lat temu, rozwiewa się jak dym z tlącego się ogniska. Aktualnie zaczynają rozwijać skrzydła książki bardzo kobiece, powiedziałabym wręcz, erotyczne. A co by się stało, gdyby połączyć te dwa elementy w jedno – wampiry i erotyk? Można by pomyśleć, że to już było. Aktywnych czytelników raczej nic nie zaskoczy, ale w polskim wydaniu? TEGO jeszcze nie było, przynajmniej ja na razie się z taką mieszanką nie zetknęłam. I to było głównym bodźcem do zajrzenia w Rysunek w sercu. Chciałam się przekonać, czy polscy autorzy dorównują zagranicznym – jeśli chodzi o takie połączenia. Tliło się we mnie pytanie „a może są nawet lepsi”? Nie mogłam tej sprawy tak zostawić bez odpowiedzi. A poza tym bardzo potrzebowałam lekkiej, tkliwej książki, przy której się rozluźnię. Czy taki był Rysunek w sercu? Zapraszam…
Z notki od wydawcy, mniej więcej, dowiadujemy się, czego możemy się spodziewać sięgając po tę lekturę. Trzystuletni wampir i zwykła śmiertelniczka – ich losy łączą się przez przypadek, a głównym winowajcą okazał się zwykły szkic, rysunek pewnego dworku, który spłonął ponad trzysta lat temu. Gdybym nie znała życia to napisałabym, że przypadkiem nic się nie dzieje…
Na kartach książki Rysunek w sercu poznajemy cichą i spokojną dziewczynę, przepraszam, młodą kobietę – Annę, której świat rozpoczyna się na książkach i na nich tak naprawdę się kończy. W przerwach poświęca się swojemu hobby, czyli malowaniu, rysowaniu etc. (to prawie jak ja! ;)), a miłość przeżywa w sposób bierny, razem z bohaterkami swoich ulubionych romansów. Ot, kobieta taka, jaką czytelnik spodziewa się spotkać. I ON, który ma tą szarą myszkę „zmienić” w najbardziej pożądaną i najseksowniejszą kobietę – oczywiście za pomocą swojego zniewalającego oraz mrocznie pociągającego wyglądu, wyszukanej etyki, ukrytej wrażliwości przesłoniętej mgłą oraz unoszącej się nad nim tajemniczej aury. Nie przypominają Wam te postaci kogoś? Czyjś sylwetek? Nie? To ja zdradzę kogo mam na myśli – miałam wrażenie, że czytam „light” wersję dziejów Anastasii Steele i Christiana Greya. Tylko zamiast Greya mamy wampira, dla którego świat nie kręci się wokół sprawiania przyjemności oraz nie ma tak głębokiego rysu psychologicznego, jak bohater z tylogii Pięćdziesiąt odcieni. Poza tym można powiedzieć – wypisz wymaluj ideał mężczyzny.
Czy mi to przeszkadzało? Trudno jednoznacznie stwierdzić. Gdy Adam (bo takie nosi imię ów wampir) pojawiał się, to od razu przed oczami stawała mi się sylwetka Greya. I często wolałam… niestety Greya, jako tego „lepszego” i ciekawszego, a to za sprawą jego wielu przemian oraz tej nieprzewidywalności. Wydaje się być bardziej dynamiczny niż Adam, jednakże te spostrzeżenia mogą być nie do końca prawdziwe, ponieważ na Greya patrzę poprzez pryzmat trzech książek, a na Adama poprzez tylko jedną. Więc na tę część recenzji proszę patrzeć z przymrużeniem oka. ;) Nie traktuję tego jako minusa, ponieważ nie szukałam w Rysunku w sercu kolejnego obiektu westchnień, tylko lektury, przy której się rozluźnię. I ten cel spełniła.
Akcja zdecydowanie jest przewidywalna, jednakże nie przeszkadzało mi to (będę ten zwrot chyba powtarzać non stop ;), wydaje mi się, że jest taka, jaka powinna być w tego typu historiach. Momentami wywołuje nie tylko uśmiech na ustach czytelnika, ale także… rumieńce. Obiło mi się o uszy czyjeś stwierdzenie, że jest banalną historią. Trudno mi się z tym nie zgodzić. Trochę jest, ale to mi nie przeszkadzało w odbiorze książki – i znów się powtórzę, POTRZEBOWAŁAM takiej lektury. Jeśli ktoś nie lubi banalnych historii, bądź w przybliżeniu podobnych do trylogii Eriki Leonard, to niech lepiej po nią nie sięga.
Opisy (nie tylko przyrody) również niczego sobie, bardzo realistyczne i niekiedy zniewalające. Jedynie, czego mi brakowało, to psychologicznej głębi (która występuje w Greyu). Ok., miłość najważniejsza, wszystko pokonuje, jest wielką siłą, potrafi przenosić góry i przede wszystkim ma moc zmieniania! Niestety za mało zmian. Zdecydowanie za mało, jak dla mnie.
Rysunek w sercu czyta się naprawdę z przyjemnością. Język jest prosty, lekki i przyjemny, niewymagający. Bardzo potrzebowałam takiej odskoczni – szczególnie po ostatniej cegiełce. Jeśli szukacie rozrywki i niezobowiązującej lektury, to Rysunek w sercu jest idealny! A debiut autorki mogę uznać za udany. Czekam na więcej Pani książek!
~*~
Domu nie stanowią ściany czy strzecha, tylko mieszkający pod nią ludzie [1].
Ściemniać to my, nie nas [2].
___
[1] SZULC W.: Rysunek w sercu. Gdynia: Novae Res 2013, s. 32.
[2] Op. Cit., s. 312.
Powoli już widać, przynajmniej ja dostrzegam ten stan, iż motyw wampirów powoli zaczyna przemijać. Ten wielki boom, który rozpoczął się kilka lat temu, rozwiewa się jak dym z tlącego się ogniska. Aktualnie zaczynają rozwijać skrzydła książki bardzo kobiece, powiedziałabym wręcz, erotyczne. A co by się stało, gdyby połączyć te dwa elementy w jedno – wampiry i erotyk? Można...
Anna Lawenda, główna bohaterka książki ,,Rysunek w sercu’’ Wioletty Szulc jest nieśmiałą, spokojną kobietą, która najlepiej czuje się we własnym domowym zaciszu. Na co dzień pracuje dla dużego wydawnictwa, jako tłumacz książek, dzięki czemu nie musi opuszczać swojego lokum kontaktując się ze światem jedynie po przez Internet. W wolnych chwilach uwielbia czytać romanse historyczne i rysować piękne pejzaże lub stare dworki szlacheckie. Któregoś dnia w trakcie pewnej imprezy jedna z jej prac przypadkiem zostaje zauważona przez niejakiego Adama Ostrowskiego, trzystuletniego wampira. Na obrazie widnieje jego dom rodzinny, który trzy wieki temu prawie doszczętnie spłonął. Zaintrygowany postanawia poznać autora rysunku. Spotkanie z Anną jest dla niego, jak grom z jasnego nieba. W Ostrowskim budzą się wszelkie uśpione instynkty. Czuje, że ta dziewczyna na zawsze odmieni jego martwą egzystencje. Czy rzeczywiście tych dwojga połączy prawdziwa miłość? Czy Ania dowie się, że ma do czynienia z wampirem? I jaki sekret kryje się za jej rysunkami?
Jestem romantyczką. Lubię bujać w obłokach i marzyć o cudowniej, nieposkromionej miłości. Spoglądając na ,,Rysunek w sercu’’ czułam każdą komórką swojego ciała, że znajdę tutaj wszechobecne, nieziemskie uczucie. Nie pomyliłam się. Ta książka oczarowała mnie bez reszty. Sprawiła, że zapomniałam o realnym świecie i wyzwoliła najskrytsze pragnienia głęboko ukryte w moim wnętrzu. Być dla kogoś epicentrum wszechświata, o tym marzy chyba każda kobieta. Ania była dla Adama niczym papieros dla nałogowego palacza. Dzięki niej zaczął tak naprawdę żyć, mimo iż w rzeczywistości był martwy. Adam nie jest typowym zwierzęciem wyglądającym jak człowiek, który skupia się jedynie na zaspokojeniu głodu krwi, wręcz przeciwnie. Ten trzystuletni wampir to prawdziwy dżentelmen w każdym calu. Jego nienaganne maniery jednoznacznie pokazują, że bliżej mu do człowieka niż do bezlitosnego krwiopijcy. Taki obraz bestii wykreowany przez Wiolettę Szulc niesamowicie mnie pociąga. Niemal wszystkimi zmysłami odbierałam jego aksamitny głos, delikatny dotyk, przenikliwe, orzechowe oczy i namiętnie usta. Na samą myśl jeszcze fala gorąca rozlewa się po moim ciele.
Moda na wampiry i wszystko, co „mroczne’’ nadal trwa. Ten temat przerabiany był na wiele możliwych sposobów i trudno wnieść do niego coś nowego. Tutaj również nie znajdziemy niczego nowatorskiego. Jest diabelsko bogaty, przystojny i seksowny krwiopijca posiadający nadludzkie moce oraz nieśmiała, zakompleksiona dziewczyna marząca o wielkiej miłości. Oboje zakochują się w sobie od pierwszego wejrzenia a potem wspólnie próbują walczyć z przeciwności losu. Mimo powielania prezentowanego schematu autorce udało się stworzyć niebywale interesująco-fascynującą historię. Fabuła w dużej mierze oscyluje wokół miłosnego wątku głównych bohaterów, który wprawdzie gra pierwsze skrzypce niemniej jednak nie przytłacza całości. Akcja toczy się w nieśpiesznym tempie, jednak losy bohaterów śledzi się z zapartym tchem. Osobiście nie czułam żadnego znużenia. Z przyjemnością delektowałam się każdym słowem i każdym opisem. Popłynęłam na falach uczuć i emocji, które otaczały mnie praktycznie z każdej strony. Wszystko wokół przestało mieć jakiekolwiek znaczenie. Z drżeniem w sercu śledziłam miłość Adama i Anny rozkwitającą niczym pąk róży, natomiast dzięki ich niezwykle namiętnym scenom łóżkowym zostałam wprowadzona w cudowny świat zmysłowych doznań. Wspaniałe doświadczenie. Również na plus oceniam kreacje psychologiczną pierwszo i drugoplanowych postaci. Zwłaszcza istoty pozaziemskie nakreślone są nader przekonywająco. Niemal uwierzyłam w ich istnienie. W zakończeniu znajdziemy uchyloną furtkę, która pozwala na dopisanie dalszej części przygód Anny i Adama. Mam nadzieję, że autorka stworzy kontynuacje albo spłodzi inną powieść utrzymaną w podobnym klimacie, gdyż szkoda, żeby taki talent się zmarnował.
Komu mogę polecić ,,Rysunek w sercu''? Na pewno pasjonatom literatury wampirycznej oraz każdemu, kto ceni mroczne klimaty owiane mgłą tajemnicy. Tę książkę cechuje niezwykle rozległy wachlarz gorących uczuć i emocji, po którym aż mięknie serce. Dzięki niej uświadomisz sobie, że każdy, nawet bezduszna bestia zasługuje na szczęście. Krótko mówiąc, to piękna, nastrojowa historia dla wszystkich tęskniących za romantyczną miłością. Zapraszam do lektury.
Anna Lawenda, główna bohaterka książki ,,Rysunek w sercu’’ Wioletty Szulc jest nieśmiałą, spokojną kobietą, która najlepiej czuje się we własnym domowym zaciszu. Na co dzień pracuje dla dużego wydawnictwa, jako tłumacz książek, dzięki czemu nie musi opuszczać swojego lokum kontaktując się ze światem jedynie po przez Internet. W wolnych chwilach uwielbia czytać romanse...
Z przykrością stwierdzam już na wstępie, iż jestem bardzo rozczarowana debiutem literackim Wioletty Szulc. Jej Rysunek w sercu zdawał się wiele obiecywać – po dokończeniu lektury pozostał mi jedynie gorzki posmak niespełnionych obietnic. A mogło być tak pięknie. I tak “smacznie”…
Anna Lawenda i Adam Ostrowski. Ona – niczym niewyróżniająca się śmiertelniczka, tłumaczka języka angielskiego. On – trzystuletni wampir, bogaty biznesmen o szarmanckich manierach – tak rzadko spotykanych u współczesnych mężczyzn.
Ona dodatkowo tworzy obrazy – szczególnie lubuje się w architekturze tak widzianych budynków, jak i tych powstałych w jej wyobraźni. Co dziwne – udaje jej się narysować pewien dworek, który w rzeczywistości spłonął trzysta lat wcześniej. Jego dworek! Dzięki temu, oraz innym zbiegom okoliczności, spotykają się po raz pierwszy(?) w życiu, co odmienia ich dotychczasowe myślenie na temat uczuć, miłości i przeznaczenia.
Wszystko super. Do pomysłu nie mam najmniejszych zastrzeżeń, wszak lubię czasem poczytać romanse (nawet jeśli paranormalne), na dodatek bardzo zaintrygował mnie wątek z tym rysunkiem – nie mogłam się doczekać jego rozwinięcia. Spodziewałam się zaskakujących odpowiedzi.
Z niecierpliwością na nie czekałam! W międzyczasie coraz bardziej irytowała mnie postać Anny. Niby cicha myszka, niby taka rozważna, zdystansowana, nie wierząca, że ktoś mógłby ją kiedyś pokochać… – a jednak: dość szybko zgadza się na przyjazd do posiadłości Adama (pod pretekstem malowania mu kolejnych dzieł – bo o tym, że on jest wampirem i że ona namalowała jego dawny dom, to ona nic nie wie), a jeszcze szybciej zaczyna czuć coś niewyobrażalnie silnego do swego gospodarza – zresztą nie bez wzajemności… Oj, mdło się zaczęło robić, naiwnościom nie było końca! Książka przegadana, zero dawkowania informacji – wszystko raz dwa i już! Takie “amerykańskie” romansidło: kocha czy nie kocha? Kocha! O nie, jednak nie możemy być razem (po punkcie kulminacyjnym, którego nie zdradzę), a na sam koniec? Domyślcie się sami;)
Z wielkim bólem to piszę, bo czytając co dalsze strony, żywiłam wielką nadzieję na opamiętanie się autorki, by zamiast smętnych dialogów, w końcu coś się zaczęło dziać. Próby tego były zauważalne, aczkolwiek moim zdaniem nieudane. Zawiodłam się. Okazało się, że motyw z tajemniczym rysunkiem był jedynie pretekstem do przedstawienia dwóch odmiennych sobie światów możliwych do połączenia dzięki przeznaczeniu… Zbyt pobieżnie potraktowany temat, zbyt szybko, bez możliwości wzbudzenia większych (oczekiwanych przecież) wątpliwości. Reakcja Anny na wiadomość, że Adam jest wampirem? Szkoda gadać, o innych jej reakcjach nie wspominając… Eh, żałuję bardzo.
Poleciłabym tę książkę nastoletnim dziewczynom, ale zbyt liczne sceny erotyczne zdecydowanie nie są dla nich. Dorosłym (dojrzałym!) kobietom nie polecam, bo naiwność bohaterów i całej powieści przytłacza i nudzi po prostu. Chyba, że ktoś takie “cuda” lubi…
Z przykrością stwierdzam już na wstępie, iż jestem bardzo rozczarowana debiutem literackim Wioletty Szulc. Jej Rysunek w sercu zdawał się wiele obiecywać – po dokończeniu lektury pozostał mi jedynie gorzki posmak niespełnionych obietnic. A mogło być tak pięknie. I tak “smacznie”…
Anna Lawenda i Adam Ostrowski. Ona – niczym niewyróżniająca się śmiertelniczka, tłumaczka...
Kolejny, na fali popularności gatunku, romans wampiryczny. Niezgorzej napisany, choć dość schematyczny, ale w końcu akcja dzieje się w Polsce, na moim Pomorzu - to plus. Całkiem mili główni bohaterowie, wielka, ponadczasowa miłość, itd. też plus... Jeśli to debiut, to całkiem, całkiem:)
Kolejny, na fali popularności gatunku, romans wampiryczny. Niezgorzej napisany, choć dość schematyczny, ale w końcu akcja dzieje się w Polsce, na moim Pomorzu - to plus. Całkiem mili główni bohaterowie, wielka, ponadczasowa miłość, itd. też plus... Jeśli to debiut, to całkiem, całkiem:)
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPierwszy polski paranormal. Pierwszy polski wampir. Pierwszy polski romans z wampirem.
Mhm. No wszystko się zgadza. Autorka młodego polskiego pokolenia, jej debiutancka książka, wszechobecne zachwyty i westchnienia. Czy słuszne? Powiem tak, na pewno uznanie się należy bo książka nie jest napisana na odwal się i na odczepnego. Dziewczyna się przyłożyła, chciała i starała się żeby zadowolić czytelniczkę, ale potknięć nie uniknęła. Pierwsze co mnie uderzyło i to mocno to to że Anna – główna bohaterka – czyta romans historyczny z balami i innymi, autorstwa, uwaga, Nory Roberts! Wiolu, czy Norka napisała taką książkę? Rozumiem, że to znane nazwisko, ale takich błędów się nie popełnia! Jeśli już się chce umieścić taki motyw, że bohaterka lubi romanse historyczne to albo wybrać trzeba autorkę która je pisze, albo w ogóle pominąć jej nazwisko.
Wiem to jest drobiazg i głupota, ale jednak potknąć się na czymś co tak łatwo można sprawdzić i skorygować? Niefajnie.
Druga rzecz mnie męcząca to to że autorka przed pisaniem tej powieści, albo i też w jej trakcie czytała Zmierzch. Na pewno. Miękki baryton? Piękny, mądry delikatny i przebogaty facet? No i jeszcze parę innych cech zbliżających obie postacie. Adama i Edzia.
Ech.
Nie żeby to były rzeczy zastrzeżone dla E. Cullena, ale jednak można być troszkę bardziej oryginalnym, nie sugerować się tym co kiedyś ktoś napisał. Zwłaszcza jeśli napisał to ktoś kto nie jest autorytetem. Dlaczego został zgubiony wampir – Dracula? Dlaczego wampiry wychodzą w dzień?
No właśnie, kolejna rzecz. Zachmurzone niebo a Adaś śmiga jak śmiertelnik po dworku. Przecież palą promienie UV, które przez chmurki sobie przenikają. Nie w takim stopniu, ale w cieniu się też można opalić.
Błędy…
Faktem jest że takie naciągane teorie dają szersze pole do popisu, ale można się było wytężyć i troszkę to zmienić. Tak żeby wampir był wampirem.
Szczęście całe że nasza pijaweczka nie zrezygnowała całkiem z płynnej diety. Lubi sobie przekąsić jakiegoś kurczaka, ale ludzka, koniecznie ludzka, krew jest potrzebna żeby przeżył. Dobrze dla mnie przynajmniej, że Adam nie musi mordować ludzi, a jak pije z kobiety to powoduje w niej uczucie przyjemności a nie bólu. Mimo wszystko sadystów wampirycznych nie lubię :P
Kolejna rzecz – jego urzeka w niej jej zapach. Upaja go i uzależnia. Znajome? Mówiłam, że ktoś się czegoś naczytał.
No dobrze przejdźmy trochę do bohaterów i treści.
Wszystko przez dworek. Adam mieszkał z rodzicami i siostrą pod Koszalinem w dworku, na włościach był dziedzicem. Ale nie wymuskanym tylko takim któremu nieobca ciężka praca. Sam się przedstawia jako osobę która i konia umie podkuć i pole skosić. Fajnie, wypieszczonych dandysów jest dostatek.
Ale dworek, no właśnie. Koleżanka Anny, Julia, wraz z mężem otwierają knajpę w Koszalinie. Elegancką, w budynku stylizowanym na dawne dworki. Anna chcąc zrobić koleżance prezent daje jej kilka swoich szkiców, część rysowanych z natury, cześć z głowy. Traf chciał że jeden z tych szkiców z głowy przedstawia dwór Adama. Który spłonął 300 lat temu. Taaak wszyscy są zdziwieni. Jak to się stało, tego nie powiem, same się musicie przekonać ;)
Ale w momencie jak Adam widzi swój dworek na obrazie w restauracji natychmiast chce poznać autora. Męczy Julię, a ta z chęcią daje mu kontakt do przyjaciółki. Zachowanie Julii mnie wcale nie dziwi. Anna jest zamkniętą w sobie osóbką, a Julia wręcz przeciwnie i bardzo chce pomóc przyjaciółce w znalezieniu miłości życia. Na dodatek facet interesujący się malarką paszkwilem nie jest, więc wetknięcie go Annie to kwestia czasu ;)
Adam potem zaprasza Annę do siebie na wieś, pod pretekstem namalowania obecnego domu który leży na terenie dawnych, odzyskanych, posiadłości.
No i się zaczyna… Między bohaterami iskrzy, nie da się ukryć. W tle przewijają się swaci – przyjaciele i pracownicy Adama, bardzo pozytywni ludzie. Wprowadzają do książki taką ciepłą rodzinną atmosferę ;)
Bohaterowie troszkę się kotłują. On chce to ona się boi, ona chce to on ma stracha… I zanim co do czego no to trochę mija. Ale te przepychanki w sumie nie są jakieś wymuszone ;) jego obawy że ona go nie zaakceptuje przez to kim jest też brzmią znajomo, chyba każdy książkowy krwiopijca przez to przechodzi :P
Taki urok tego bytu krwiożercy :P
Ogółem? Myślę, że warto się przekonać na własnej skórze, chociażby dlatego że to całkiem udany debiut i to debiut w temacie przerobionym na wszystkie strony, a jednak z czymś nowym. Bo nasze rodzime to jest, a nie obce ;) Bo Polacy nie gęsi, swojego wampira mają ;)
Pierwszy polski paranormal. Pierwszy polski wampir. Pierwszy polski romans z wampirem.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMhm. No wszystko się zgadza. Autorka młodego polskiego pokolenia, jej debiutancka książka, wszechobecne zachwyty i westchnienia. Czy słuszne? Powiem tak, na pewno uznanie się należy bo książka nie jest napisana na odwal się i na odczepnego. Dziewczyna się przyłożyła, chciała i starała się...
eh,szkda czasu ....
eh,szkda czasu ....
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNawet dobrze się czyta mimo, że jest przewidywalna. Słodycz leje się strumieniami. I kto powiedział, że nie może być polski wampir :P Książka dobra na jeden wieczór. Można się przy niej odstresować. Jednocześnie polecam i nie polecam.
Nawet dobrze się czyta mimo, że jest przewidywalna. Słodycz leje się strumieniami. I kto powiedział, że nie może być polski wampir :P Książka dobra na jeden wieczór. Można się przy niej odstresować. Jednocześnie polecam i nie polecam.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJak już pisałam wcześniej, nie przepadam za literaturą polską. Po książkę sięgnęłam głównie dla tego, że nie miałam pojęcia co czytać. Bardzo spodobała mi się okładka, która jest piękna w swojej prostocie.
Historia jest ciekawa choć z pewnością nie wychodzi poza ramy zwykłego romansu człowieka z wampirem. Co mnie jednak uwiodło? Czułam, że choć czytam o współczesnych wydarzeniach to książka ma jakiś historyczny wydźwięk. Opowieść była podobna do romansów historycznych, a bohaterowie posiadali maniery i zachowania przeczące współczesności utworu.
Jedyne co troszkę mi przeszkadzało to Anna w której Adam chyba wyzwolił nimfomankę. Kobieta czasem zachowywała się jak rozkapryszone dziecko, a czasem świadoma swoich walorów kobieta. Dosłownie rzucała się na biednego Adasia. Chyba autorka przesadziła, chcąc ukazać bohaterkę jako kobietę walczącą o swoje.
Na pewno książka dla osób lubiących gotyckie klimaty
Jak już pisałam wcześniej, nie przepadam za literaturą polską. Po książkę sięgnęłam głównie dla tego, że nie miałam pojęcia co czytać. Bardzo spodobała mi się okładka, która jest piękna w swojej prostocie.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toHistoria jest ciekawa choć z pewnością nie wychodzi poza ramy zwykłego romansu człowieka z wampirem. Co mnie jednak uwiodło? Czułam, że choć czytam o współczesnych...
Nic gorszego nie można sobie wyobrazić...Szkoda każdej minuty poświęconej temu tworowi, nie mówiąc o wydanej kasie. Odradzam!
Nic gorszego nie można sobie wyobrazić...Szkoda każdej minuty poświęconej temu tworowi, nie mówiąc o wydanej kasie. Odradzam!
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWampir i śmiertelniczka. Czy taki związek może mieć przyszłość? Czy wielokrotne powtarzany już schemat nadal może być ciekawy? Powiem wam, że może :)
Do książki, która wpadła mi w ręce, byłam dość sceptycznie nastawiona. Po pierwsze- nie przepadam za polskimi książkami. Po drugie- nie przepadam za wampirami. Więc co zachęciło mnie do sięgnięcia po nią? Przyznam, że okładka. Bardzo mi się spodobała i to dzięki niej przeczytałam tą pozycję.
Z ulgą mogę stwierdzić, że jestem usatysfakcjonowana. Nie jest to książka wysokich lotów, ale miała to coś. Najbardziej spodobała mi się subtelność opisów. Po wszechogarniającej znieczulicy jest to bardzo miła odmiana.
Szkoda tylko, że autorka w niektórych momentach trochę mnie zanudziła, ale za to koniec był bardzo ciekawy.
Podsumowując, uważam, że jest to książka warta uwagi.
Gratuluje udanego debiutu, Pani Wiolu ;)
Wampir i śmiertelniczka. Czy taki związek może mieć przyszłość? Czy wielokrotne powtarzany już schemat nadal może być ciekawy? Powiem wam, że może :)
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDo książki, która wpadła mi w ręce, byłam dość sceptycznie nastawiona. Po pierwsze- nie przepadam za polskimi książkami. Po drugie- nie przepadam za wampirami. Więc co zachęciło mnie do sięgnięcia po nią? Przyznam, że...
Oh Gosh... To było złe. Kiedy zaczynała wracać mi wiara w polskich pisarzy, trafiło się to. Wzorowane na typowym paranormal romance, czyli jakaś tam fabuła plus "oh, no nie! nie mogę go kochać! nie może mi się podobać!". Mam tego wszędzie na pęczki w zagranicznych książkach, czemu w Polsce popada się w to samo? Nawracajcie się!
Oh Gosh... To było złe. Kiedy zaczynała wracać mi wiara w polskich pisarzy, trafiło się to. Wzorowane na typowym paranormal romance, czyli jakaś tam fabuła plus "oh, no nie! nie mogę go kochać! nie może mi się podobać!". Mam tego wszędzie na pęczki w zagranicznych książkach, czemu w Polsce popada się w to samo? Nawracajcie się!
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2014.11.27
Nie zamierzałam opiniować "Rysunku w sercu", bo uznałam, że jedna gwiazdka jest wystarczająco czytelną opinią o tej książce. Ale widzę , że Pani Szulc prowadzi anty kampanię wobec innej debiutującej autorki, a to uznaję za wstrętne. Takie promowanie się kosztem innego autora jest niegodziwe! Oceniam to jako zachowanie poniżej ludzkiej godności i za nieetyczną postawę Pani Wioletcie Szulc też daję jedynkę!
2014.11.27
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNie zamierzałam opiniować "Rysunku w sercu", bo uznałam, że jedna gwiazdka jest wystarczająco czytelną opinią o tej książce. Ale widzę , że Pani Szulc prowadzi anty kampanię wobec innej debiutującej autorki, a to uznaję za wstrętne. Takie promowanie się kosztem innego autora jest niegodziwe! Oceniam to jako zachowanie poniżej ludzkiej godności i za nieetyczną...
Powiem szczerze na kolana mnie nie powaliło,czytałam o wiele lepsze pozycje literackie.Wiem że to debiut i może następna książka będzie lepsza.
Powiem szczerze na kolana mnie nie powaliło,czytałam o wiele lepsze pozycje literackie.Wiem że to debiut i może następna książka będzie lepsza.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toLekka i przyjemna. Wciągająca. Prosta, lecz nie prostacka. Bowiem to właśnie w prostocie jest urok. Niesamowicie emocjonalna. Okładka w pełni oddająca atmosferę powieści, idealnie dopasowana do tego, co czeka nas, czytelników, na kolejnych stronach. I choć niejednokrotnie brakowało mi większego skoncentrowania się nad postaciami, nad sytuacją. Czasem odnosiłam wrażenie, że gdzieś autorce się spieszyło - jak gdyby chciała dojść jak najszybciej do konkretnej sceny.
Nie jest to może literatura wysokich lotów, mimo to jednak spełniła swoje zadanie - uprzyjemniła chwile czytelnikowi. Idealna na wieczór z kieliszkiem wina.
Polecam.
Więcej na: http://smag-rekomendacje.blogspot.com/2014/11/wioletta-szulc-rysunek-w-sercu.html
Lekka i przyjemna. Wciągająca. Prosta, lecz nie prostacka. Bowiem to właśnie w prostocie jest urok. Niesamowicie emocjonalna. Okładka w pełni oddająca atmosferę powieści, idealnie dopasowana do tego, co czeka nas, czytelników, na kolejnych stronach. I choć niejednokrotnie brakowało mi większego skoncentrowania się nad postaciami, nad sytuacją. Czasem odnosiłam wrażenie, że...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMoja ukochana pozycja napisana z wielka delikatnością i uczuciem. Polecam wszystkim, którzy szukają dobrej lektury bez ciągłego sexu i beznadziejnych sytuacji - tu każdy opis jest piękny , a książkę czyta się jednym tchem. Ukłon dla Wioli za taką perełkę.
Moja ukochana pozycja napisana z wielka delikatnością i uczuciem. Polecam wszystkim, którzy szukają dobrej lektury bez ciągłego sexu i beznadziejnych sytuacji - tu każdy opis jest piękny , a książkę czyta się jednym tchem. Ukłon dla Wioli za taką perełkę.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNa zachętę, skoro to debiut. Trzeba promować rodzimych autorów. Pozdrawiam.
Na zachętę, skoro to debiut. Trzeba promować rodzimych autorów. Pozdrawiam.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNa powieść tę trafiłam już jakiś czas temu, lecz lektura odwlekła mi się w czasie. Książka spodobała mi się, jest pełna emocji i solidnie napisana. Jak na debiut, to powiedziałabym nawet, że bardzo solidnie. Fabuła jest prosta, ale gdy zaczyna się czytać nie sposób się oderwać. Godną uwagi jest postać Jurija, wampira wyrazistego, który ma w sobie to coś, co przyciąga uwagę już od samego początku. I choć jest to negatywna postać jest moim faworytem.
Polecam tę powieść.
Na powieść tę trafiłam już jakiś czas temu, lecz lektura odwlekła mi się w czasie. Książka spodobała mi się, jest pełna emocji i solidnie napisana. Jak na debiut, to powiedziałabym nawet, że bardzo solidnie. Fabuła jest prosta, ale gdy zaczyna się czytać nie sposób się oderwać. Godną uwagi jest postać Jurija, wampira wyrazistego, który ma w sobie to coś, co przyciąga uwagę...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPrzeraża mnie jad i nienawiść, jaką reprezentują tu osoby, które oceniając powieść przyznają najniższą notę. Jest to żałosne, a obelgi, jakimi obrzucany jest autor są po prostu mierne i źle świadczą jedynie o czytelniku, który nawet przy konstruktywnej ocenie nie odmówi sobie kilku zniewag, na które w żadnym razie nie zasłużył autor.
Bo niby czym? Tym, że napisał książkę, która nie przypadła do gustu odbiorcy? Takie zachowanie godne jest politowania.
Trzeba naprawdę być osobą nielogiczną, aby nazwać DEBIUT!!! pani Wioletty Szulc gniotem. To przykre, ale nawet na LC zaczyna być już pełno tego typu czytelników. Nazwanie tego, co wyprawiają ci ludzie bezczelnością to mało powiedziane.
Rysunek w sercu jest to nieskomplikowaną lekturą, którą z prawdziwą przyjemnością przeczytałam niejednokrotnie. Książka napisana jest pięknym, obrazowym językiem, w którym na pierwszym planie znajdują się wspaniale przekazane emocje. Postacie są wiarygodne i budzą sympatię. Autorka bazuje w głównej mierze na emocjach, więc nie będziemy męczyli się tu mnogością opisów pobocznych, dane będzie nam wczuć się w postacie i poczuć to, co one. A pani Wioletcie wychodzi to bardzo umiejętnie. Książkę polecam osobom, które chcą spędzić przyjemnie czas relaksując się dobrą lekturą.
Autorce gratuluję udanej powieści oraz życzę rzetelnych czytelników, którzy nie będą wykazywać się takim chamstwem i zaczną komentować powieść, zamiast ubliżać autorowi.
Przeraża mnie jad i nienawiść, jaką reprezentują tu osoby, które oceniając powieść przyznają najniższą notę. Jest to żałosne, a obelgi, jakimi obrzucany jest autor są po prostu mierne i źle świadczą jedynie o czytelniku, który nawet przy konstruktywnej ocenie nie odmówi sobie kilku zniewag, na które w żadnym razie nie zasłużył autor.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBo niby czym? Tym, że napisał książkę,...
Po prostu masakra. Przeczytałam te wypociny,bo książką tego nazwać nie można.Z trudem dotrwałam do końca,ale tylko dlatego że chciałam się przekonać do jakiego absurdu dojdzie pani autorka grafomanka.Główny bohater, wampira chyba na oczy nie widział,nie mówiąc już o byciu wampirem.Marna treść,ubogie słownictwo. Nikomu nie polecam a nawet odradzam czytanie tej"książki".
Po prostu masakra. Przeczytałam te wypociny,bo książką tego nazwać nie można.Z trudem dotrwałam do końca,ale tylko dlatego że chciałam się przekonać do jakiego absurdu dojdzie pani autorka grafomanka.Główny bohater, wampira chyba na oczy nie widział,nie mówiąc już o byciu wampirem.Marna treść,ubogie słownictwo. Nikomu nie polecam a nawet odradzam czytanie...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to(29.11.2014)
UWAGA!
Dowiedziałam się właśnie, że autorka tej książki prowadzi wrogą kampanię przeciwko innej debiutującej autorce, która też napisała romans paranormalny. Osoby wystawiające "Rysunkowi w sercu" przesadnie pochlebne opinie, zasypują tamtą książkę obelgami. To oburzające! Niestety nie mogę już niżej ocenić "Rysunku w sercu", bo zanim się o tym dowiedziałam, książka i tak w moich oczach nie zasługiwała na więcej, ale mogę ostrzec każdego, kto trafi na tę stronę.
_______________________________________________________________________
Czytałam, czytałam i czytałam, i modliłam się, by dobrnąć do końca. Bo chociaż ta powiastka ma niewiele stron, przebrnięcie przez nią wymagało więcej samozaparcia, niż przeczytanie kilkusetstronicowego tomiszcza o rozważaniach filozoficznych.
Ale dobrnęłam i teraz mogę podzielić się opinią.
Autorka nie wysiliła się, by dopracować w tej książce cokolwiek - fabułę, treść i dialogi, postacie. Książka napisana jest bardzo płytkim, można powiedzieć szkolnym językiem. Akcja niespójna, często wręcz nudna, a bohaterowie bez osobowości i nieprzekonujący.
Anna Lawenda - kobieta bez pomysłu na życie i siebie trafia na Adama Ostrowskiego - mężczyznę nijakiego. To ogólny zarys, na kanwie którego autorka nakreśliła romans. A że on przy okazji jest wampirem, to nawet nie warto wspominać, bo, jak ktoś już wcześniej zauważył, z wampira w Adamie Ostrowskim nie ma kompletnie nic.
Fabuła snuje się, snuje i snuje między jednym westchnięciem a drugim, między jednym spojrzeniem a drugim i miedzy całą plejadą równie banalnych bzdur, nie wnosząc nic ciekawego.
Jeśli moja opinia jest mdła, nijaka i niekonkretna, to wyobraźcie sobie, że jest właśnie taka jak książka, o której tu piszę.
Krótko mówiąc - nudy na pudy. Nie polecam!
(29.11.2014)
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toUWAGA!
Dowiedziałam się właśnie, że autorka tej książki prowadzi wrogą kampanię przeciwko innej debiutującej autorce, która też napisała romans paranormalny. Osoby wystawiające "Rysunkowi w sercu" przesadnie pochlebne opinie, zasypują tamtą książkę obelgami. To oburzające! Niestety nie mogę już niżej ocenić "Rysunku w sercu", bo zanim się o tym dowiedziałam,...
Na początku zacznę od tego, że przeraziło mnie to, iż na, jak myślała do tej pory, profesjonalnej stronie LC, pojawiają się komentatorzy wymieniający opiniodawców personalnie. Nasuwa to me wątpliwości, czy aby powinnam się wypowiadać, żeby nie wytknięto mnie palcem, de facto robiąc błąd. Nie Lara, lecz Iara. Proszę czytać ze zrozumieniem. I istotnie takim zachowaniem, jakie zaprezentowała ta osoba koniecznie powinna zająć się administracja!!! I to jak najszybciej. Proponuję zrobić to wytkniętym osobom, wraz ze skanem komentarza, w przypadku gdyby osoba owa próbowała go zmienić.
Wracając do istoty sprawy, czyli powieści Wioletty Szulc, z obawy przed publicznym zruganiem, opinię swą wyślę autorce w prywatnej wiadomości.
Krótko reasumując, ma się prawo coś komuś podobać, i ma się prawo nie podobać! Mi książka Wioletty Szulc bardzo się podoba i nie będę się z tym kryła, nawet gdybym miała zostać dopisana do listy przez nierzetelnego czytelnika i wytknięta palcem. Tłumaczyć się z tego również nie będę.
Na początku zacznę od tego, że przeraziło mnie to, iż na, jak myślała do tej pory, profesjonalnej stronie LC, pojawiają się komentatorzy wymieniający opiniodawców personalnie. Nasuwa to me wątpliwości, czy aby powinnam się wypowiadać, żeby nie wytknięto mnie palcem, de facto robiąc błąd. Nie Lara, lecz Iara. Proszę czytać ze zrozumieniem. I istotnie takim zachowaniem, jakie...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDebiutancka powieść Pani Szulc, to zdecydowanie lektura kobieca. Lekka i przyjemna w odbiorze. Z przyjemnością polecę ją romantyczkom, które na chwilę chcą się oderwać od szarej rzeczywistości codziennego dnia i osobom, które lubią pomarzyć. Spędziłam miły wieczór z tą powieścią i polecę każdemu, kto znajduje frajdę w lekkości stylu i pięknym słowie.
Pani Szluc bardzo dobrze operuje pięknym, polskim językiem i umiejętnie wydobywa z czytelnika estetycznie pozytywne wrażenia.
Powieść nie jest długa, być może niektóre wątki można, rozwinąć, inne kontynuować. Wiemy jednak, że dobre rzeczy należy jeść z umiarem, by nie zatracić poczucia ich smaku. Lubię niedopowiedzenia, które pozostawiają pole wyobraźni. Lubię subtelną, romantyczną erotykę, która pozostawia intymne zbliżenie bohaterów intymnymi.
Na pochwałę zasługują wyważone, plastyczne opisy, pozwalające się odnaleźć w lokacjach i umiejętnie oddawane emocje bohaterów.
Doskonale zostały zarysowane postaci drugoplanowe. Choć pierwsze skrzypce grają w fabule Anna i Adam, nie sposób przejść obojętnie i nie polubić Katji i Gorana. Podobnie, jak sposób nie zauważyć i pozostać obojętnym wobec Jurija.
Pani Szulc potrafi skierować sympatię ku kreowanym postaciom. Potrafi też wywołać niechęć do wybranej postaci zgodnie ze swoim planem, co świadczy o „instynkcie pisarza”, dlatego debiut uważam za udany i życzę dalszych sukcesów w „zabawie słowem”.
Polecam pozycję wszystkim, który lubią spędzić chwilkę z miłą, relaksującą i pozytywnie nastrajającą lekturą.
Debiutancka powieść Pani Szulc, to zdecydowanie lektura kobieca. Lekka i przyjemna w odbiorze. Z przyjemnością polecę ją romantyczkom, które na chwilę chcą się oderwać od szarej rzeczywistości codziennego dnia i osobom, które lubią pomarzyć. Spędziłam miły wieczór z tą powieścią i polecę każdemu, kto znajduje frajdę w lekkości stylu i pięknym słowie.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPani Szluc bardzo...
Co to jest? To ma być literatura? Dałem się omamić opiniom zamieszczonym na tej stronie i strasznie się rozczarowałem!!! Ja rozumiem, że debiut swoje prawa ma, ale tego po prostu nie da się czytać. Pierwsza książka, która ląduje u mnie na półce „OSTRZEGAM przed tym!!!".
Fatalny styl. Całość sprawia wrażenie wypocin niedowartościowanej kury domowej, choć pewnie tym porównaniem obrażam wszystkie rzetelne panie domu, które nie mają parcia na tak zwaną popularność. Bo tym, i niczym więcej, jest ta książka. A tak tandetnej książce mówię Nie! Nie! I jeszcze raz nie!
Ale do rzeczy: bohaterowie.
Szkoda słów! Bohaterka, niejaka Anna Lawenda, jest nierozgarniętą, irytującą, życiową ofermą. Z głównym bohaterem nie jest lepiej. Adam Ostrowski, to ponoć wampir. Śmiechu warte! Droga autorko, masz pojęcie, co to wampir? Czytając „Rysunek w sercu” odniosłem wrażenie, że absolutnie nie. Adam Ostrowski, to po prostu karykatura mężczyzny, o wampirze nawet nie ma co wspominać.
A akcja? W tej książce nie ma akcji wcale, są tylko marne próby autorki dobrnięcia do ostatniej strony za wszelką cenę – głównie za cenę zmarnowanego czasu, pieniędzy i nerwów czytelnika. Reasumując – marnotrawstwo wszystkiego, w tym papieru!!!
SZCZERZE ODRADZAM!!!
Jedyny plus, to fakt, że nie straciłem pieniędzy na książkę !!! Ale wierzę, że każdy, kto ją kupił, w tym momencie pluje sobie w brodę, że wyrzucił pieniądze w błoto.
Aż zaskakują te nagłe zachwyty nad debiutem pani Wioletty Szulc. Jakby się skrzyknęło grono psiapsiułek, które uprawiają proceder zawyżania oceny dla tej książki. Sil, Iga, Lara, Ailes – czytając odnosi się wrażenie, że pisała to jedna i ta sama osoba, zwłaszcza biorąc pod uwagę daty dodania tych super opinii oraz gremialnego dodawania wielogwiazdkowych ocen.
Sugeruję, żeby administrator zajął się tą sprawą, jeżeli zależy mu na rzetelności serwisu.
Co to jest? To ma być literatura? Dałem się omamić opiniom zamieszczonym na tej stronie i strasznie się rozczarowałem!!! Ja rozumiem, że debiut swoje prawa ma, ale tego po prostu nie da się czytać. Pierwsza książka, która ląduje u mnie na półce „OSTRZEGAM przed tym!!!".
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toFatalny styl. Całość sprawia wrażenie wypocin niedowartościowanej kury domowej, choć pewnie tym...
Piękna opowieść o miłości.
"Rysunek w sercu" to książka napisana niczym obraz. Każde słowo, zdanie, wers są jak pociągnięcie pędzla po płótnie. Pisarka faerię barw zastępuje tutaj paletą uczuć, które wręcz wylewają się z tekstu. Właśnie owe nasycenie emocjami jest tym, czego szukam w książkach, co najbardziej mnie ujmuję. Toteż nie pozostaję mi nic innego niż gorąco ją polecić. Zapewniam - warto. :)
Piękna opowieść o miłości.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to"Rysunek w sercu" to książka napisana niczym obraz. Każde słowo, zdanie, wers są jak pociągnięcie pędzla po płótnie. Pisarka faerię barw zastępuje tutaj paletą uczuć, które wręcz wylewają się z tekstu. Właśnie owe nasycenie emocjami jest tym, czego szukam w książkach, co najbardziej mnie ujmuję. Toteż nie pozostaję mi nic innego niż gorąco ją...
Każdy pisarz ma za sobą debiut, bardziej lub mniej udany, ale zawsze ważny dla dalszego rozwoju literackiego. "Rysunek w sercu" jest pierwszą wydaną przez Wiolettę Szulc powieścią. W poniższej opinii postaram się odpowiedzieć na pytanie czy warto sięgnąć po tę pozycję.
Wydawać by się mogło, że tematyka wampiryzmu została wyeksploatowana w literaturze do granic możliwości, jednak pani Wioletcie Szulc udało się stworzyć powieść, która nie nuży wtórnością. Dodatkowym atutem jest umiejscowienie akcji utworu w Polsce. Choć liczne serie wampiryczne przybyłe do nas zza granicy, mogą ugruntować w czytelnikach odmienne przekonanie, wampiry są tak naprawdę wytworem słowiańskich wierzeń.
Powieść rozpoczyna się dość spokojnie, nic nie zapowiada tego, że w kolejnych rozdziałach będziemy mieć do czynienia z wątkiem paranormalnym. Czytając poszczególne fragmenty, niecierpliwie oczekiwałam na dalszy rozwój zdarzeń, choć sam pierwszy rozdział nie pochłonął mnie do końca. Na szczęście akcja wraz z kolejnymi stronami systematycznie nabiera tempa, pojawiają się nowe tajemnice i niedopowiedzenia, których rozwiązania nieraz są naprawdę zaskakujące.
W powieści widoczna jest niezwykła dojrzałość w przelewaniu przez autorkę na papier swoich pomysłów. Odniosłam wrażenie, że każdy wyraz zajmował przemyślane miejsce, nie było przypadkowych zdań, które zaburzałyby kompozycję. Lubię historie, w których wyobraźnia może pracować na wysokich obrotach, gdzie oczyma duszy widzę nawet najdrobniejsze szczegóły otoczenia. Jednocześnie styl, jakim pisany jest "Rysunek w sercu" nie sprawia problemów w odbiorze. Jego prostota, a zarazem plastyczność świetnie oddają klimat.
Tym, co odróżnia "Rysunek w sercu" od wielu pozycji poruszających tematykę wampiryzmu jest bez wątpienia skupienie się na emocjach towarzyszących uczuciu rodzącemu się między główną heroiną, a wampirem. Nie ma tutaj wprowadzanej na siłę akcji rodem z filmów sensacyjnych, zamiast tego mamy swego rodzaju nostalgię oraz magiczny klimat. Powieść jest kierowana raczej głównie do kobiet lubujących się w romansach, a także wielbicielek wątków paranormalnych. Dobrze nadaje się do wieczornego, odprężającego czytania przy kawie.
Miłym dodatkiem do całości są wyważone sceny erotyczne. Nie są one przesłodzone, a w odpowiednich momentach przybierają pełen pasji, wręcz dziki charakter, co dobrze oddaje naturę Adama, który mimo wszystkich swych starań nadal pozostaje drapieżnikiem.
Sami bohaterowie wykreowani są w dość ciekawy sposób. Nie są postaciami czarno - białymi, mają własne wady i zalety, ich zachowania są spójne i przeważnie wiarygodne. Anna jest drobną i na pozór bezbronną kobietą, która zapanowała nad silnym wampirem. Potrafi podążać za głosem serca, jest prostoduszna. Z jednej strony nieśmiała kobieta, skrywa w sobie pokłady namiętności, które skutecznie przelewa na swojego wybranka. Nie jestem do końca fanką tak skonstruowanych postaci kobiecych, dlatego ciekawsza wydała mi się kreacja Adama. Ten wampir, który przez trzy wieki żył w cieniu tragicznych doświadczeń, poznając właściwą kobietę, otwiera się na miłość. Jest uosobieniem kobiecych marzeń: przystojny, szarmancki, wierny, potrafiący poświęcić nawet siebie, by uratować swoją ukochaną, z wieków swej egzystencji potrafił wydobyć to, co najlepsze. Pewnie wiele czytelniczek znajdzie w nim odbicie wymarzonego mężczyzny.
Jeszcze jedną postacią zasługującą na wspomnienie jest Jurij, wampir starszy od Ostrowskiego, uważający, że z racji wieku ma większe prawa do Anny. Mężczyzna zdolny posunąć się do wszystkiego, byle tylko osiągnąć zamierzony cel. Muszę przyznać, że był moim ulubionym bohaterem, a jego obecność wprowadziła do powieści trochę większego napięcia.
Dodatkowe słowa uznania należą się za niezwykle subtelną, magnetyczną i zachęcającą okładkę.
Podsumowując: Myślę, że z czystym sumieniem mogę polecić powieść "Rysunek w sercu" nie tylko osobom, które gustują w romansach paranormalnych oraz fanom opowieści o wampirach, ale również wielbicielom dobrze ukazanych emocji oraz opisów pobudzających wyobraźnię. Autorce pozostaje mi tylko życzyć nowych, zaskakujących pomysłów do kolejnych powieści, które z pewnością będę czytać.
Autorem recenzji jest Noemi Vain
Każdy pisarz ma za sobą debiut, bardziej lub mniej udany, ale zawsze ważny dla dalszego rozwoju literackiego. "Rysunek w sercu" jest pierwszą wydaną przez Wiolettę Szulc powieścią. W poniższej opinii postaram się odpowiedzieć na pytanie czy warto sięgnąć po tę pozycję.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWydawać by się mogło, że tematyka wampiryzmu została wyeksploatowana w literaturze do granic możliwości,...
Anna Lawenda na co dzień jest zapracowaną tłumaczką. Żyje pełnią życia tylko, kiedy wyjeżdża w swoje ukochane miejsca, gdzie rysuje pejzaże i spędza beztrosko czas. Jej życie zmienia się, gdy dzwoni do niej nieznajomy mężczyzna, prosząc o spotkanie. Kiedy podczas uroczystego otwarcia restauracji Trzy Topole wzrok Adama pada na szkice jego dawno nieistniejącego już domu, budząc w nim od lat uśpione emocje i wspomnienia, mężczyzna postanawia spotkać się z ich autorką. I może w rysunkach nie byłoby nic dziwnego, gdyby nie fakt, że dwór, w którym mieszkał niegdyś Adam, spłonął w pożarze setki lat temu.
Naprawdę nie wiem, od czego powinnam zacząć. Może od tego, że dawno już nie czytałam takiej szmiry. Jest to jedna z niewielu książek, których nie byłam w stanie zmęczyć. W pewnym momencie zaczęłam się obawiać, że jeśli przewrócę oczami raz jeszcze, to po prostu oślepnę. Ale zacznę może od postaci. Adam. Trzystuletni wampir, nieziemski, rzecz jasna, którego wąskie wąskie wargi jakimś cudem okazują się być pociągające. Przystojny i zwierzęcy jak dziki kocur, któremu nawet zamężne staruszki nie są w stanie się oprzeć. Przyjaciel Abrahama Lincolna, od którego dostał zapalniczkę z grawerem. Trzystuletni, a więc wnioskuję, że dojrzały mężczyzna, który nazywa swoje auto "dziewczynką" i podaje nam specyfikacje silnika z dokładnością godną sprzedawcy samochodów z dwudziestoletnim stażem. Kiedy wzrok Anny Lawendy pachnącej lawendą pada na Boskiego Ostrowskiego, kobieta doznaje cofnięcia w rozwoju i od tej pory jej wiek mentalny nie przekracza lat piętnastu. Kiedy tylko widzi, bądź myśli o Boskim Ostrowskim, "robi się ciepła i wilgotna w intymnym miejscu" i przestaje dziwić się babci, która zawsze lubiła koty. I bór raczy wiedzieć, czemu ma służyć ta dygresja. Między parą, rzecz jasna, od pierwszej sekundy zaczyna iskrzyć. Robią podchody niczym nastolatki, a po spotkaniu oboje dzielą ten sam sen erotyczny. To musi być miłość! Tak przynajmniej sądzi mieszkające w domu Adama małżeństwo po pięćdziesiątce (a więc w podeszłym już, według autorki, wieku), jedyni śmiertelnicy, którzy wiedzą, czym jest Boski.
Recepta autorki na sukces? "Lej pan wody ile wlezie!" Opisy nie pełnią w tej powieści żadnej funkcji, poza byciem zapchajdziurą. Są tak absurdalne, że robi się po prostu niedobrze. Przykład: "Rumieniec uniesienia malujący jej cerę na kolor lilii wodnych rosnących w jego ogrodzie. Tak, to ten kolor. Długo się nad tym zastanawiał, zanim znalazł dla niego odpowiednie porównanie. Jedwabiste włosy koloru nasion lnu rozsypane wokół jej pięknej twarzy." OŁ MAJ GAD. Wiecie co mi to przypomina? Moje wypracowania z polskiego. Też lałam wodę, żeby tylko dobić do tych trzystu słów, a opisy Wioletty Szulc do złudzenia przypominają mi moje wypracowania z lektur pozytywistycznych. Para, która mieszka w domu Adama to też taka zapchajdziura, która nic nie wnosi, ale zapełnia trochę przestrzeń w Wordzie.
Opisy są żenujące, tak samo jak monologi i dowcipy, a przemyślenia Anny są zwyczajnie niedorzeczne. Dobrze, że rzecz dzieje się w Polsce, a Boski Ostrowski nie błyszczy w słońcu, bo jeszcze bym pomyślała, że autorka zbyt mocno zainspirowała się Zmierzchem. A tak uważam, że zainspirowała się nim tylko troszkę. No, może bardziej niż troszkę. W czym nie ma, rzecz jasna, nic złego, ale od twórczości własnej oczekuję nieco więcej własnej inwencji.
Technicznie ciągle mi coś zgrzytało. Począwszy od wszędobylskiego "OK" w miejscu "okej", przez dziwaczny szyk zdań, a na błędach logicznych skończywszy ("Przed oczami cały czas widział dwa obrazki. Nieduże, narysowane ołówkiem[...] Autor namalował nawet lancetowate liście i drobne, delikatne kwiatostany."). Często w przypadku okropnych książek przynajmniej okładka jest ładna. Tu nie ma nawet tego. James Franco i laska z niebieskim policzkiem? Łał, ktoś się naprawdę postarał.
Tak sobie myślę, że może i ja powinnam zacząć publikować swoje teksty. Ogólnie nie uważam ich za arcydzieła, ale skoro osoby z zerowym warsztatem - bo jego brak jest wyraźnie odczuwalny - publikują i odnoszą sukces, to czemu nie? Jedyne, co sprawia mi przykrość, to to, że grupa docelowa Rysunku w sercu ma tak niskie wymagania, że uznała tę powieść za całkiem niezłą.
Komu polecam? Nikomu. Poczytajcie coś innego. Chyba wszystko będzie lepsze niż to.
czytam-wiec-zyje.blogspot.com
Anna Lawenda na co dzień jest zapracowaną tłumaczką. Żyje pełnią życia tylko, kiedy wyjeżdża w swoje ukochane miejsca, gdzie rysuje pejzaże i spędza beztrosko czas. Jej życie zmienia się, gdy dzwoni do niej nieznajomy mężczyzna, prosząc o spotkanie. Kiedy podczas uroczystego otwarcia restauracji Trzy Topole wzrok Adama pada na szkice jego dawno nieistniejącego już domu,...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPiękna historia, opowiedziana bardzo plastycznym, obrazowym językiem. Moim zdaniem bardzo udany debiut. Gratuluję i polecam.
Piękna historia, opowiedziana bardzo plastycznym, obrazowym językiem. Moim zdaniem bardzo udany debiut. Gratuluję i polecam.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMęczyłam tę książkę strasznie, chociaż ilość stron wcale nie wskazuje na dłuższą przygodę z tą historią.
Powiem tak, czytam sporo tekstów amatorów, którzy za darmo publikują swoje teksty w sieci i wielu z nich ma niewątpliwie większy talent od pani Wioletty Szulc. Ja wiem, że jest nadal duże zainteresowanie powieściami o wampirach, ale to nie oznacza, że trzeba wydawać absolutnie wszystko, bo niektóre książki po prostu na to nie zasługują.
Dialogi? Drętwe z uciążliwym u autorki zacięciem do wciskania odpowiedzi zamykających się na "Ok". Bez nich książka niczego by nie straciła, a tak czytelnik irytuje się po pewnym czasie takim na siłę przedłużaniem wypowiedzi między jednym opisem, a drugim. Początek jakoś idzie znieść, a później drugi oddech, kiedy pod koniec coś tam wreszcie zaczyna się dziać poza przesłodzonym zapewnianiem o miłości pomiędzy dwojgiem głównych bohaterów, która swoją drogą rodzi się między nimi właściwie natychmiast (o cudzie...). Do czego to prowadzi? Przez kilka rozdziałów, Anna niemal jak automat powtarza jaka to jest zakochana, jak to oddychać bez ukochanego nie może i wytrzymać bez niego także. Zapatrzona w niego ślepo, ale tylko do momentu, kiedy ukochany w dość brutalny sposób ratuje jej życie... Normalny człowiek może być w szoku, ale koniec końców jest raczej wdzięczny. Co robi Anna? Pal sześć, że podobno kochała na zabój, wynosi się z domu ukochanego, nawet się do niego nie racząc odezwać, bo okazał się przecież obrzydliwym brutalem...
Do kwiecistych opisów seksu nawet się zbliżać nie będę, bo śmiać mi się chce na samo wspomnienie niektórych wymysłów autorki w temacie tego jak jeszcze można udziwnić wrażenia związane z samym tylko pocałunkiem.
Zęby sobie niemal starłam z irytacji nad tym tworem. Pisać każdy może, sama uwielbiam, ale zdecydowanie nie każdy powinien dostać możliwość publikacji, przykro mi.
Męczyłam tę książkę strasznie, chociaż ilość stron wcale nie wskazuje na dłuższą przygodę z tą historią.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPowiem tak, czytam sporo tekstów amatorów, którzy za darmo publikują swoje teksty w sieci i wielu z nich ma niewątpliwie większy talent od pani Wioletty Szulc. Ja wiem, że jest nadal duże zainteresowanie powieściami o wampirach, ale to nie oznacza, że trzeba wydawać...
Przeczytałam i... odłożyłam na jakiś czas, żeby na chłodno napisać komentarz. A dlaczego? No bo kobiecie paranormalnej i do tego lokalnej jak ja powinno dech w piersi zaprzeć - w końcu wampiry, u nas i rodzimym piórem skreślone. Cóż z tego, skoro nie zaparło i nawet czas na odreagowanie rozczarowania nie pomógł :(.
A zapowiadało się tak ciekawie, bo pomysł na fabułę naprawdę świetny. Ale na tym koniec :(.
Pierwszych kilkanaście stron wciąga, czytelnik się rozkręca, nabiera apetytu, a tu... robi się nudno, a potem wręcz żałośnie. A wszystko dlatego, że autorka ślizga się po treści, rzuca niczym nie uzasadnione pomysły i pozostawia czytelnika z niewyjaśnionymi wątkami.
Tak więc mamy więź między wampirzym nim i ludzką nią, ale jakim cudem do tej super więzi doszło, to sobie czytelniku wykombinuj wedle własnego uznania, bo z książki absolutnie się tego nie dowiesz.
Mamy reinkarnację bohaterki, którą oni bez mrugnięcia okiem akceptują i znów sprawa zamknięta. A ja się pytam skąd ten pomysł?! Bo jakiejś włoskiej wampirzycy coś takiego strzeliło do głowy? Wybaczcie, ale nie kupuję takiej fuszery!
Fuszery jest niestety więcej, nie będę wymieniać wszystkiego, ale nie mogę pominąć rozczarowania, jakim okazał się główny bohater. Bo oto mamy wampira bez... jaj :(. Trudno - jestem dosadna, ale gość, który trawi dnie i noce na klęczeniu, jęczeniu, cmokaniu, i Bóg wie czym jeszcze u jej stóp, przy jej boku, wokół niej, w ostateczności bez niej ale w udręczeniu i za diabła nie ma w nim... nic, no to ja przepraszam, ale takie indywiduum ma się tak do wampira jak przysłowiowy wół do karety.
W końcu, żeby już kompletnie dobić czytelnika, autorka serwuje nam Mont Everest niekonsekwencji za sprawą powikłanej bohaterki, która na wieść, że on jest wampirem reaguje jak na deszcz - czyli bez zachwytu, ale... Boże drogi, deszcze się zdarzają, a gdy on zabija wampira-złola, porażona jego okrucieństwem odchodzi, żeby za chwilę rwać sobie włosy z głowy, że odeszła, bo przecież zabił, by ją ratować i to na jej wyraźne wołanie. Nooo, ja rozumiem - kobiece niezdecydowanie, ale to jest po prostu głupota!!! Ale (i tu złamię moją żelazną zasadę, by nie zdradzać finału) nie bójcie się - gość bez jaj, pogoniony przez jej przyjaciółkę, odnajdzie ją i będą żyli... :(
Tak więc książka mocno przeciętna, do tego napisana mocno szkolnym językiem i mocno stylizowana na amerykańskie czytadła niskich lotów.
Aż żal przyznać, ale jedyna konkretna postać, która w tej opowieści budziła emocje, skończyła martwa, a szkoda.
I choć serce się kraje, bo to pierwsza powieść paranormalna, którą tak nisko oceniam, to ocena nie może być wyższa, nawet jeśli to wampiry, polskie realia i polskiego autorstwa.
Przeczytałam i... odłożyłam na jakiś czas, żeby na chłodno napisać komentarz. A dlaczego? No bo kobiecie paranormalnej i do tego lokalnej jak ja powinno dech w piersi zaprzeć - w końcu wampiry, u nas i rodzimym piórem skreślone. Cóż z tego, skoro nie zaparło i nawet czas na odreagowanie rozczarowania nie pomógł :(.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toA zapowiadało się tak ciekawie, bo pomysł na fabułę...
http://kasandra-85.blogspot.com/2013/12/may-kryzys-pismienniczy.html
http://kasandra-85.blogspot.com/2013/12/may-kryzys-pismienniczy.html
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPowoli już widać, przynajmniej ja dostrzegam ten stan, iż motyw wampirów powoli zaczyna przemijać. Ten wielki boom, który rozpoczął się kilka lat temu, rozwiewa się jak dym z tlącego się ogniska. Aktualnie zaczynają rozwijać skrzydła książki bardzo kobiece, powiedziałabym wręcz, erotyczne. A co by się stało, gdyby połączyć te dwa elementy w jedno – wampiry i erotyk? Można by pomyśleć, że to już było. Aktywnych czytelników raczej nic nie zaskoczy, ale w polskim wydaniu? TEGO jeszcze nie było, przynajmniej ja na razie się z taką mieszanką nie zetknęłam. I to było głównym bodźcem do zajrzenia w Rysunek w sercu. Chciałam się przekonać, czy polscy autorzy dorównują zagranicznym – jeśli chodzi o takie połączenia. Tliło się we mnie pytanie „a może są nawet lepsi”? Nie mogłam tej sprawy tak zostawić bez odpowiedzi. A poza tym bardzo potrzebowałam lekkiej, tkliwej książki, przy której się rozluźnię. Czy taki był Rysunek w sercu? Zapraszam…
Z notki od wydawcy, mniej więcej, dowiadujemy się, czego możemy się spodziewać sięgając po tę lekturę. Trzystuletni wampir i zwykła śmiertelniczka – ich losy łączą się przez przypadek, a głównym winowajcą okazał się zwykły szkic, rysunek pewnego dworku, który spłonął ponad trzysta lat temu. Gdybym nie znała życia to napisałabym, że przypadkiem nic się nie dzieje…
Na kartach książki Rysunek w sercu poznajemy cichą i spokojną dziewczynę, przepraszam, młodą kobietę – Annę, której świat rozpoczyna się na książkach i na nich tak naprawdę się kończy. W przerwach poświęca się swojemu hobby, czyli malowaniu, rysowaniu etc. (to prawie jak ja! ;)), a miłość przeżywa w sposób bierny, razem z bohaterkami swoich ulubionych romansów. Ot, kobieta taka, jaką czytelnik spodziewa się spotkać. I ON, który ma tą szarą myszkę „zmienić” w najbardziej pożądaną i najseksowniejszą kobietę – oczywiście za pomocą swojego zniewalającego oraz mrocznie pociągającego wyglądu, wyszukanej etyki, ukrytej wrażliwości przesłoniętej mgłą oraz unoszącej się nad nim tajemniczej aury. Nie przypominają Wam te postaci kogoś? Czyjś sylwetek? Nie? To ja zdradzę kogo mam na myśli – miałam wrażenie, że czytam „light” wersję dziejów Anastasii Steele i Christiana Greya. Tylko zamiast Greya mamy wampira, dla którego świat nie kręci się wokół sprawiania przyjemności oraz nie ma tak głębokiego rysu psychologicznego, jak bohater z tylogii Pięćdziesiąt odcieni. Poza tym można powiedzieć – wypisz wymaluj ideał mężczyzny.
Czy mi to przeszkadzało? Trudno jednoznacznie stwierdzić. Gdy Adam (bo takie nosi imię ów wampir) pojawiał się, to od razu przed oczami stawała mi się sylwetka Greya. I często wolałam… niestety Greya, jako tego „lepszego” i ciekawszego, a to za sprawą jego wielu przemian oraz tej nieprzewidywalności. Wydaje się być bardziej dynamiczny niż Adam, jednakże te spostrzeżenia mogą być nie do końca prawdziwe, ponieważ na Greya patrzę poprzez pryzmat trzech książek, a na Adama poprzez tylko jedną. Więc na tę część recenzji proszę patrzeć z przymrużeniem oka. ;) Nie traktuję tego jako minusa, ponieważ nie szukałam w Rysunku w sercu kolejnego obiektu westchnień, tylko lektury, przy której się rozluźnię. I ten cel spełniła.
Akcja zdecydowanie jest przewidywalna, jednakże nie przeszkadzało mi to (będę ten zwrot chyba powtarzać non stop ;), wydaje mi się, że jest taka, jaka powinna być w tego typu historiach. Momentami wywołuje nie tylko uśmiech na ustach czytelnika, ale także… rumieńce. Obiło mi się o uszy czyjeś stwierdzenie, że jest banalną historią. Trudno mi się z tym nie zgodzić. Trochę jest, ale to mi nie przeszkadzało w odbiorze książki – i znów się powtórzę, POTRZEBOWAŁAM takiej lektury. Jeśli ktoś nie lubi banalnych historii, bądź w przybliżeniu podobnych do trylogii Eriki Leonard, to niech lepiej po nią nie sięga.
Opisy (nie tylko przyrody) również niczego sobie, bardzo realistyczne i niekiedy zniewalające. Jedynie, czego mi brakowało, to psychologicznej głębi (która występuje w Greyu). Ok., miłość najważniejsza, wszystko pokonuje, jest wielką siłą, potrafi przenosić góry i przede wszystkim ma moc zmieniania! Niestety za mało zmian. Zdecydowanie za mało, jak dla mnie.
Rysunek w sercu czyta się naprawdę z przyjemnością. Język jest prosty, lekki i przyjemny, niewymagający. Bardzo potrzebowałam takiej odskoczni – szczególnie po ostatniej cegiełce. Jeśli szukacie rozrywki i niezobowiązującej lektury, to Rysunek w sercu jest idealny! A debiut autorki mogę uznać za udany. Czekam na więcej Pani książek!
~*~
Domu nie stanowią ściany czy strzecha, tylko mieszkający pod nią ludzie [1].
Ściemniać to my, nie nas [2].
___
[1] SZULC W.: Rysunek w sercu. Gdynia: Novae Res 2013, s. 32.
[2] Op. Cit., s. 312.
[http://www.dzosefinn.blogspot.com/2013/11/szulc-wioletta-rysunek-w-sercu.html]
Powoli już widać, przynajmniej ja dostrzegam ten stan, iż motyw wampirów powoli zaczyna przemijać. Ten wielki boom, który rozpoczął się kilka lat temu, rozwiewa się jak dym z tlącego się ogniska. Aktualnie zaczynają rozwijać skrzydła książki bardzo kobiece, powiedziałabym wręcz, erotyczne. A co by się stało, gdyby połączyć te dwa elementy w jedno – wampiry i erotyk? Można...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAnna Lawenda, główna bohaterka książki ,,Rysunek w sercu’’ Wioletty Szulc jest nieśmiałą, spokojną kobietą, która najlepiej czuje się we własnym domowym zaciszu. Na co dzień pracuje dla dużego wydawnictwa, jako tłumacz książek, dzięki czemu nie musi opuszczać swojego lokum kontaktując się ze światem jedynie po przez Internet. W wolnych chwilach uwielbia czytać romanse historyczne i rysować piękne pejzaże lub stare dworki szlacheckie. Któregoś dnia w trakcie pewnej imprezy jedna z jej prac przypadkiem zostaje zauważona przez niejakiego Adama Ostrowskiego, trzystuletniego wampira. Na obrazie widnieje jego dom rodzinny, który trzy wieki temu prawie doszczętnie spłonął. Zaintrygowany postanawia poznać autora rysunku. Spotkanie z Anną jest dla niego, jak grom z jasnego nieba. W Ostrowskim budzą się wszelkie uśpione instynkty. Czuje, że ta dziewczyna na zawsze odmieni jego martwą egzystencje. Czy rzeczywiście tych dwojga połączy prawdziwa miłość? Czy Ania dowie się, że ma do czynienia z wampirem? I jaki sekret kryje się za jej rysunkami?
Jestem romantyczką. Lubię bujać w obłokach i marzyć o cudowniej, nieposkromionej miłości. Spoglądając na ,,Rysunek w sercu’’ czułam każdą komórką swojego ciała, że znajdę tutaj wszechobecne, nieziemskie uczucie. Nie pomyliłam się. Ta książka oczarowała mnie bez reszty. Sprawiła, że zapomniałam o realnym świecie i wyzwoliła najskrytsze pragnienia głęboko ukryte w moim wnętrzu. Być dla kogoś epicentrum wszechświata, o tym marzy chyba każda kobieta. Ania była dla Adama niczym papieros dla nałogowego palacza. Dzięki niej zaczął tak naprawdę żyć, mimo iż w rzeczywistości był martwy. Adam nie jest typowym zwierzęciem wyglądającym jak człowiek, który skupia się jedynie na zaspokojeniu głodu krwi, wręcz przeciwnie. Ten trzystuletni wampir to prawdziwy dżentelmen w każdym calu. Jego nienaganne maniery jednoznacznie pokazują, że bliżej mu do człowieka niż do bezlitosnego krwiopijcy. Taki obraz bestii wykreowany przez Wiolettę Szulc niesamowicie mnie pociąga. Niemal wszystkimi zmysłami odbierałam jego aksamitny głos, delikatny dotyk, przenikliwe, orzechowe oczy i namiętnie usta. Na samą myśl jeszcze fala gorąca rozlewa się po moim ciele.
Moda na wampiry i wszystko, co „mroczne’’ nadal trwa. Ten temat przerabiany był na wiele możliwych sposobów i trudno wnieść do niego coś nowego. Tutaj również nie znajdziemy niczego nowatorskiego. Jest diabelsko bogaty, przystojny i seksowny krwiopijca posiadający nadludzkie moce oraz nieśmiała, zakompleksiona dziewczyna marząca o wielkiej miłości. Oboje zakochują się w sobie od pierwszego wejrzenia a potem wspólnie próbują walczyć z przeciwności losu. Mimo powielania prezentowanego schematu autorce udało się stworzyć niebywale interesująco-fascynującą historię. Fabuła w dużej mierze oscyluje wokół miłosnego wątku głównych bohaterów, który wprawdzie gra pierwsze skrzypce niemniej jednak nie przytłacza całości. Akcja toczy się w nieśpiesznym tempie, jednak losy bohaterów śledzi się z zapartym tchem. Osobiście nie czułam żadnego znużenia. Z przyjemnością delektowałam się każdym słowem i każdym opisem. Popłynęłam na falach uczuć i emocji, które otaczały mnie praktycznie z każdej strony. Wszystko wokół przestało mieć jakiekolwiek znaczenie. Z drżeniem w sercu śledziłam miłość Adama i Anny rozkwitającą niczym pąk róży, natomiast dzięki ich niezwykle namiętnym scenom łóżkowym zostałam wprowadzona w cudowny świat zmysłowych doznań. Wspaniałe doświadczenie. Również na plus oceniam kreacje psychologiczną pierwszo i drugoplanowych postaci. Zwłaszcza istoty pozaziemskie nakreślone są nader przekonywająco. Niemal uwierzyłam w ich istnienie. W zakończeniu znajdziemy uchyloną furtkę, która pozwala na dopisanie dalszej części przygód Anny i Adama. Mam nadzieję, że autorka stworzy kontynuacje albo spłodzi inną powieść utrzymaną w podobnym klimacie, gdyż szkoda, żeby taki talent się zmarnował.
Komu mogę polecić ,,Rysunek w sercu''? Na pewno pasjonatom literatury wampirycznej oraz każdemu, kto ceni mroczne klimaty owiane mgłą tajemnicy. Tę książkę cechuje niezwykle rozległy wachlarz gorących uczuć i emocji, po którym aż mięknie serce. Dzięki niej uświadomisz sobie, że każdy, nawet bezduszna bestia zasługuje na szczęście. Krótko mówiąc, to piękna, nastrojowa historia dla wszystkich tęskniących za romantyczną miłością. Zapraszam do lektury.
Anna Lawenda, główna bohaterka książki ,,Rysunek w sercu’’ Wioletty Szulc jest nieśmiałą, spokojną kobietą, która najlepiej czuje się we własnym domowym zaciszu. Na co dzień pracuje dla dużego wydawnictwa, jako tłumacz książek, dzięki czemu nie musi opuszczać swojego lokum kontaktując się ze światem jedynie po przez Internet. W wolnych chwilach uwielbia czytać romanse...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZ przykrością stwierdzam już na wstępie, iż jestem bardzo rozczarowana debiutem literackim Wioletty Szulc. Jej Rysunek w sercu zdawał się wiele obiecywać – po dokończeniu lektury pozostał mi jedynie gorzki posmak niespełnionych obietnic. A mogło być tak pięknie. I tak “smacznie”…
Anna Lawenda i Adam Ostrowski. Ona – niczym niewyróżniająca się śmiertelniczka, tłumaczka języka angielskiego. On – trzystuletni wampir, bogaty biznesmen o szarmanckich manierach – tak rzadko spotykanych u współczesnych mężczyzn.
Ona dodatkowo tworzy obrazy – szczególnie lubuje się w architekturze tak widzianych budynków, jak i tych powstałych w jej wyobraźni. Co dziwne – udaje jej się narysować pewien dworek, który w rzeczywistości spłonął trzysta lat wcześniej. Jego dworek! Dzięki temu, oraz innym zbiegom okoliczności, spotykają się po raz pierwszy(?) w życiu, co odmienia ich dotychczasowe myślenie na temat uczuć, miłości i przeznaczenia.
Wszystko super. Do pomysłu nie mam najmniejszych zastrzeżeń, wszak lubię czasem poczytać romanse (nawet jeśli paranormalne), na dodatek bardzo zaintrygował mnie wątek z tym rysunkiem – nie mogłam się doczekać jego rozwinięcia. Spodziewałam się zaskakujących odpowiedzi.
Z niecierpliwością na nie czekałam! W międzyczasie coraz bardziej irytowała mnie postać Anny. Niby cicha myszka, niby taka rozważna, zdystansowana, nie wierząca, że ktoś mógłby ją kiedyś pokochać… – a jednak: dość szybko zgadza się na przyjazd do posiadłości Adama (pod pretekstem malowania mu kolejnych dzieł – bo o tym, że on jest wampirem i że ona namalowała jego dawny dom, to ona nic nie wie), a jeszcze szybciej zaczyna czuć coś niewyobrażalnie silnego do swego gospodarza – zresztą nie bez wzajemności… Oj, mdło się zaczęło robić, naiwnościom nie było końca! Książka przegadana, zero dawkowania informacji – wszystko raz dwa i już! Takie “amerykańskie” romansidło: kocha czy nie kocha? Kocha! O nie, jednak nie możemy być razem (po punkcie kulminacyjnym, którego nie zdradzę), a na sam koniec? Domyślcie się sami;)
Z wielkim bólem to piszę, bo czytając co dalsze strony, żywiłam wielką nadzieję na opamiętanie się autorki, by zamiast smętnych dialogów, w końcu coś się zaczęło dziać. Próby tego były zauważalne, aczkolwiek moim zdaniem nieudane. Zawiodłam się. Okazało się, że motyw z tajemniczym rysunkiem był jedynie pretekstem do przedstawienia dwóch odmiennych sobie światów możliwych do połączenia dzięki przeznaczeniu… Zbyt pobieżnie potraktowany temat, zbyt szybko, bez możliwości wzbudzenia większych (oczekiwanych przecież) wątpliwości. Reakcja Anny na wiadomość, że Adam jest wampirem? Szkoda gadać, o innych jej reakcjach nie wspominając… Eh, żałuję bardzo.
Poleciłabym tę książkę nastoletnim dziewczynom, ale zbyt liczne sceny erotyczne zdecydowanie nie są dla nich. Dorosłym (dojrzałym!) kobietom nie polecam, bo naiwność bohaterów i całej powieści przytłacza i nudzi po prostu. Chyba, że ktoś takie “cuda” lubi…
http://napieknej.wordpress.com/2013/10/22/rysunek-w-sercu-wioletta-szulc/
Z przykrością stwierdzam już na wstępie, iż jestem bardzo rozczarowana debiutem literackim Wioletty Szulc. Jej Rysunek w sercu zdawał się wiele obiecywać – po dokończeniu lektury pozostał mi jedynie gorzki posmak niespełnionych obietnic. A mogło być tak pięknie. I tak “smacznie”…
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAnna Lawenda i Adam Ostrowski. Ona – niczym niewyróżniająca się śmiertelniczka, tłumaczka...