Książka o ciekawej konstrukcji - w Polsce wydana w czasach głębokiej komuny zapewne z ukrytym celem wyprania mòzgòw dzieciakom. Opisuje bowiem pod płaszczykiem fantastycznego owocowo-warzywnego świata bunt przeciw arystokracji. Zarazem gdy ja ją czytałem za oknem mieliśmy stan wojenny. I w książce i w realnym świecie sytuacja była podobna. Sadystyczni gliniarze, sędziowie wykonujący polecenia władzy, wyroki od czapy, niewinni ludzie w więzieniach. Bunt bohateròw odczytwałem widząc za oknem komunistyczny aparat represji. Autor - włoski komunista - krytykując feudalizm chyba niechcący stworzył dzieło o uniwersalnym wydźwięku antytotalitarnym!!!
Książka o ciekawej konstrukcji - w Polsce wydana w czasach głębokiej komuny zapewne z ukrytym celem wyprania mòzgòw dzieciakom. Opisuje bowiem pod płaszczykiem fantastycznego owocowo-warzywnego świata bunt przeciw arystokracji. Zarazem gdy ja ją czytałem za oknem mieliśmy stan wojenny. I w książce i w realnym świecie sytuacja była podobna. Sadystyczni gliniarze, sędziowie...
Wszystkie książki z dzieciństwa, z którymi nigdy nie potrafiłam się rozstać stoją sobie spokojnie na najwyższej półce mojej biblioteczki i gramoląc się tam ostatnio zdecydowałam się na sięgnięcie po jedną z najulubieńszych: "Opowieść o Cebulku". Ta, nie wiadomo dlaczego kompletnie dziś zapomniana i nigdy nie wznawiana powieść, to fantastyczny świat gdzie żyją sobie, wcale nie spokojnie, warzywa i owoce. Myślą jak ludzie, ubierają się jak ludzie, jak oni też zmagają się z zupełnie ludzkimi problemami. Plebs i arystokracja. Wieś, miasteczko i dwór. W jakimś koszmarnych feudalnym ustroju, który znamy z książek historycznych. Z pozoru dla dzieci, w rzeczywistości wcale nie, książeczka pokazuje zależności i paskudne mechanizmy rządzące rzeczywistym światem. Hrabiny Wiśnie, panie na zamku, gnębiące poddanych podatkami (nawet od oddychania) oraz ich świta: gubernator Pomidor, będący wykonawcą ich koszmarnych pomysłów, Dr Kasztan, szarlatan leczący metodami z piekła rodem (jak łykanie kasztanów w kolczastych łupinach), Baron Pomarańcza (w sumie nawet sympatyczny grubas i żarłok), książę Mandarynka, szantażujący wszystkich rzuceniem się na głowę z szafy jeśli jego życzenia nie zostaną spełnione i książę Cytryna, sadysta znęcający się nad zwierzętami (spotyka go, całe szczęście, zasłużona kara). Cała plejada oryginalnych mieszkańców miasteczka: mój ulubieniec czyli stareńki ojciec Kabaczek, bezustannie wzdychający i odkładający przez cale życie cegiełki na wymarzony domek, Por, którego wąsów żona używa jako sznurów do bielizny, adwokat signor Groszek i wielu innych bohaterów (nawet jeden bohaterski pająk, przenoszący więzienne grypsy) , których nie sposób wszystkich wymienić, a wśród nich tytułowy Cebulek, jego przyjaciele i rodzina oraz cala bogata, trochę zabawna, ale też trochę smutna, a miejscami nawet brutalna historia konfliktu dwór-miasteczko.
Fantastyczna książka, polecam każdemu komu uda się ją znaleźć w jakimś antykwariacie. I proszę nie zrażać się brzydką, szaro-burą szatą graficzną (książka wydana w najbardziej zatęchłych latach PRL-u, rok 1954!), przygody warzywnych bohaterów są naprawdę barwne, a akcja wciągająca jak najlepszy kryminał!
Wszystkie książki z dzieciństwa, z którymi nigdy nie potrafiłam się rozstać stoją sobie spokojnie na najwyższej półce mojej biblioteczki i gramoląc się tam ostatnio zdecydowałam się na sięgnięcie po jedną z najulubieńszych: "Opowieść o Cebulku". Ta, nie wiadomo dlaczego kompletnie dziś zapomniana i nigdy nie wznawiana powieść, to fantastyczny świat gdzie żyją sobie, wcale...
Zapewne znaleźliby się tacy mędrcy, którzy tę sympatyczną książeczkę uznaliby za mocno lewicującą. Oto bowiem mały Cebulek, przedstawiciel uciskanego warzywnego proletariatu, gnębionego na wiele sposobów przez panującego oligarchę Barona Pomarańczę (m.in. podatek od westchnień, kochani czytelnicy - któż by nie westchnął na tę wieść...), oraz jego pełni odwagi i witamin przyjaciele stają do walki przeciwko ciemiężycielom - wspomnianemu Pomarańczy i jego klice, złożonej z Księcia Mandarynki i Hrabiny Wiśni oraz tłumu dworaków. Na szczęście dzieci wolne są od doszukiwania się takich skojarzeń, przez co mogą cieszyć się z lektury, kibicując Cebulkowi w jego bohaterskim przedsięwzięciu. Kochałam tę bajeczkę w dzieciństwie i jestem pewna, że gdybym do niej teraz wróciła, czytałabym ją z podobną przyjemnością, lekce sobie ważąc wszelkie (ewentualne) polityczne odniesienia.
Zapewne znaleźliby się tacy mędrcy, którzy tę sympatyczną książeczkę uznaliby za mocno lewicującą. Oto bowiem mały Cebulek, przedstawiciel uciskanego warzywnego proletariatu, gnębionego na wiele sposobów przez panującego oligarchę Barona Pomarańczę (m.in. podatek od westchnień, kochani czytelnicy - któż by nie westchnął na tę wieść...), oraz jego pełni odwagi i witamin...
Książka o ciekawej konstrukcji - w Polsce wydana w czasach głębokiej komuny zapewne z ukrytym celem wyprania mòzgòw dzieciakom. Opisuje bowiem pod płaszczykiem fantastycznego owocowo-warzywnego świata bunt przeciw arystokracji. Zarazem gdy ja ją czytałem za oknem mieliśmy stan wojenny. I w książce i w realnym świecie sytuacja była podobna. Sadystyczni gliniarze, sędziowie wykonujący polecenia władzy, wyroki od czapy, niewinni ludzie w więzieniach. Bunt bohateròw odczytwałem widząc za oknem komunistyczny aparat represji. Autor - włoski komunista - krytykując feudalizm chyba niechcący stworzył dzieło o uniwersalnym wydźwięku antytotalitarnym!!!
Książka o ciekawej konstrukcji - w Polsce wydana w czasach głębokiej komuny zapewne z ukrytym celem wyprania mòzgòw dzieciakom. Opisuje bowiem pod płaszczykiem fantastycznego owocowo-warzywnego świata bunt przeciw arystokracji. Zarazem gdy ja ją czytałem za oknem mieliśmy stan wojenny. I w książce i w realnym świecie sytuacja była podobna. Sadystyczni gliniarze, sędziowie...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWszystkie książki z dzieciństwa, z którymi nigdy nie potrafiłam się rozstać stoją sobie spokojnie na najwyższej półce mojej biblioteczki i gramoląc się tam ostatnio zdecydowałam się na sięgnięcie po jedną z najulubieńszych: "Opowieść o Cebulku". Ta, nie wiadomo dlaczego kompletnie dziś zapomniana i nigdy nie wznawiana powieść, to fantastyczny świat gdzie żyją sobie, wcale nie spokojnie, warzywa i owoce. Myślą jak ludzie, ubierają się jak ludzie, jak oni też zmagają się z zupełnie ludzkimi problemami. Plebs i arystokracja. Wieś, miasteczko i dwór. W jakimś koszmarnych feudalnym ustroju, który znamy z książek historycznych. Z pozoru dla dzieci, w rzeczywistości wcale nie, książeczka pokazuje zależności i paskudne mechanizmy rządzące rzeczywistym światem. Hrabiny Wiśnie, panie na zamku, gnębiące poddanych podatkami (nawet od oddychania) oraz ich świta: gubernator Pomidor, będący wykonawcą ich koszmarnych pomysłów, Dr Kasztan, szarlatan leczący metodami z piekła rodem (jak łykanie kasztanów w kolczastych łupinach), Baron Pomarańcza (w sumie nawet sympatyczny grubas i żarłok), książę Mandarynka, szantażujący wszystkich rzuceniem się na głowę z szafy jeśli jego życzenia nie zostaną spełnione i książę Cytryna, sadysta znęcający się nad zwierzętami (spotyka go, całe szczęście, zasłużona kara). Cała plejada oryginalnych mieszkańców miasteczka: mój ulubieniec czyli stareńki ojciec Kabaczek, bezustannie wzdychający i odkładający przez cale życie cegiełki na wymarzony domek, Por, którego wąsów żona używa jako sznurów do bielizny, adwokat signor Groszek i wielu innych bohaterów (nawet jeden bohaterski pająk, przenoszący więzienne grypsy) , których nie sposób wszystkich wymienić, a wśród nich tytułowy Cebulek, jego przyjaciele i rodzina oraz cala bogata, trochę zabawna, ale też trochę smutna, a miejscami nawet brutalna historia konfliktu dwór-miasteczko.
Fantastyczna książka, polecam każdemu komu uda się ją znaleźć w jakimś antykwariacie. I proszę nie zrażać się brzydką, szaro-burą szatą graficzną (książka wydana w najbardziej zatęchłych latach PRL-u, rok 1954!), przygody warzywnych bohaterów są naprawdę barwne, a akcja wciągająca jak najlepszy kryminał!
Wszystkie książki z dzieciństwa, z którymi nigdy nie potrafiłam się rozstać stoją sobie spokojnie na najwyższej półce mojej biblioteczki i gramoląc się tam ostatnio zdecydowałam się na sięgnięcie po jedną z najulubieńszych: "Opowieść o Cebulku". Ta, nie wiadomo dlaczego kompletnie dziś zapomniana i nigdy nie wznawiana powieść, to fantastyczny świat gdzie żyją sobie, wcale...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZapewne znaleźliby się tacy mędrcy, którzy tę sympatyczną książeczkę uznaliby za mocno lewicującą. Oto bowiem mały Cebulek, przedstawiciel uciskanego warzywnego proletariatu, gnębionego na wiele sposobów przez panującego oligarchę Barona Pomarańczę (m.in. podatek od westchnień, kochani czytelnicy - któż by nie westchnął na tę wieść...), oraz jego pełni odwagi i witamin przyjaciele stają do walki przeciwko ciemiężycielom - wspomnianemu Pomarańczy i jego klice, złożonej z Księcia Mandarynki i Hrabiny Wiśni oraz tłumu dworaków. Na szczęście dzieci wolne są od doszukiwania się takich skojarzeń, przez co mogą cieszyć się z lektury, kibicując Cebulkowi w jego bohaterskim przedsięwzięciu. Kochałam tę bajeczkę w dzieciństwie i jestem pewna, że gdybym do niej teraz wróciła, czytałabym ją z podobną przyjemnością, lekce sobie ważąc wszelkie (ewentualne) polityczne odniesienia.
Zapewne znaleźliby się tacy mędrcy, którzy tę sympatyczną książeczkę uznaliby za mocno lewicującą. Oto bowiem mały Cebulek, przedstawiciel uciskanego warzywnego proletariatu, gnębionego na wiele sposobów przez panującego oligarchę Barona Pomarańczę (m.in. podatek od westchnień, kochani czytelnicy - któż by nie westchnął na tę wieść...), oraz jego pełni odwagi i witamin...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to