Nużąca podróż pociągiem przywołuje na myśl tylko jedno słowo: sen! Ale czemu nie pójść na bogato i nie skusić się na klika? Kryminał szybko się czyta, szybko rozwija się fabuła, brak zbędnych opisów i rozwlekłych monologów wewnętrznych. Szybko, jak sen, który nie pozostaje na długo w pamięci.Jak dobrze mówią interocepcyjne paradygmaty, po przebudzeniu nasze samopoczucie jest warunkowane przez marzenia senne. A ja nadal śnię o dobrym polskim kryminale... może być nawet z wątkiem paranormalnym, niech stracę.
Nużąca podróż pociągiem przywołuje na myśl tylko jedno słowo: sen! Ale czemu nie pójść na bogato i nie skusić się na klika? Kryminał szybko się czyta, szybko rozwija się fabuła, brak zbędnych opisów i rozwlekłych monologów wewnętrznych. Szybko, jak sen, który nie pozostaje na długo w pamięci.Jak dobrze mówią interocepcyjne paradygmaty, po przebudzeniu nasze samopoczucie...
Niestety mimo szczerej chęci przeczytania całej książki (ok. 140 stron) nie dotrwałam do końca. Utknęłam na 80 stronie, a od około 30 miałam ochotę to po prostu odłożyć. W książce roi się od opisów poszczególnych mieszkańców, których nie powstydziłby się trójkowy gimnazjalista. Brakuje też napięcia, ksiądz ma prorocze sny, wiemy kto dokładnie i gdzie zostanie zabity.... bardzo irytowała mnie bierność ów księdza oraz brak kunsztu pisarskiego - proste zdania, proste słowa, prosta fabuła... dzięki Bogu, że nie kupiłam tej pozycji, a jedynie wypożyczyłam z biblioteki, obeszło się jedynie na stracie czasu.
Niestety mimo szczerej chęci przeczytania całej książki (ok. 140 stron) nie dotrwałam do końca. Utknęłam na 80 stronie, a od około 30 miałam ochotę to po prostu odłożyć. W książce roi się od opisów poszczególnych mieszkańców, których nie powstydziłby się trójkowy gimnazjalista. Brakuje też napięcia, ksiądz ma prorocze sny, wiemy kto dokładnie i gdzie zostanie zabity.......
Coś cudownego,mroczna ponura książka.
Takiej o dawna oczekiwałem.
Obdarzony mocą proroczych snów ksiądz,śni o tym co się wydarzy złego.
I to wszystko się sprawdza.
Dla mnie coś cudownego.
Pochlebne zdanie wyrażam.
Coś cudownego,mroczna ponura książka.
Takiej o dawna oczekiwałem.
Obdarzony mocą proroczych snów ksiądz,śni o tym co się wydarzy złego.
I to wszystko się sprawdza.
Dla mnie coś cudownego.
Pochlebne zdanie wyrażam.
Długo czatowałam na tę książkę, baaardzo długo. Dojrzałam ją przypadkiem w Bibliotece w momencie, kiedy tak naprawdę całkowicie o niej zapomniałam. Jakież było moje uradowanie :) "Sny" Koryla to fajna historia, wciągająca opowieść w typowo polskim klimacie. Odpowiednia pozycja do przerobienia w jeden wieczór i... to chyba wszystko. Nie zrobiła na mnie wyjątkowego wrażenia wiec nie będę się o niej wielce wypowiadać. Po prostu ok. Prosta książka, prosty język, ciekawa historia.
Moja ocena: 6/10
Długo czatowałam na tę książkę, baaardzo długo. Dojrzałam ją przypadkiem w Bibliotece w momencie, kiedy tak naprawdę całkowicie o niej zapomniałam. Jakież było moje uradowanie :) "Sny" Koryla to fajna historia, wciągająca opowieść w typowo polskim klimacie. Odpowiednia pozycja do przerobienia w jeden wieczór i... to chyba wszystko. Nie zrobiła na mnie wyjątkowego wrażenia...
Pierwsza książka Koryla za która się wziąłem. Raczej nie ma sensu nakreślać fabuły bo można przez przypadek zdradzić cały wątek w jednym zdaniu. Książkę pochłonąłem w około 90 minut. Oceniam to jako dobry materiał w sam raz na zimowy wieczór. Prosty wątek fabularny, główni bohaterowie nie są nam przedstawiani w jakiś dogłębny sposób. Nie zgadzam się z opiniami, że książka jest "marna". Moim zdaniem na tym polega magnetyzm powieści Janusza Koryla (jestem już po przeczytaniu jego kolejnych książek) - bardzo dobre pomysły, ciekawe wątki, a że wszystko się równie szybko kończy co zaczyna to już inna sprawa.
Przyznam, że na początku byłem nieco zaskoczony, ze strony na stronę poszukiwałem w głowie rozwiązań "Kto się za tym kryje?". Dopiero później doszło do mnie, że nie ma co się dopatrywać żadnych racjonalnych wyjaśnień. Autor miał pomysł na książkę łącząc wątek sensacyjny trochę z paranormalnym - i moim zdaniem wyszło mu to dobrze.
Sceptyków po przeczytaniu tej książki (o ile od niej zaczęli) zachęcam do pozostałych powieści tego Autora.
Pierwsza książka Koryla za która się wziąłem. Raczej nie ma sensu nakreślać fabuły bo można przez przypadek zdradzić cały wątek w jednym zdaniu. Książkę pochłonąłem w około 90 minut. Oceniam to jako dobry materiał w sam raz na zimowy wieczór. Prosty wątek fabularny, główni bohaterowie nie są nam przedstawiani w jakiś dogłębny sposób. Nie zgadzam się z opiniami, że książka...
Tym razem akcja powieści toczy się w Dynowie na Podkarpaciu niedaleko Rzeszowa. Jest to moje drugie spotkanie z twórczością autora. Policjanci z tutejszego komisariatu muszą zmierzyć się z przypadkami kilku śmierci, które dotykają osoby w różnym wieku. Co dziwniejsze miejscowy proboszcz ma sny, które zapisuje w zeszycie. Sny mają odzwierciedlenie w rzeczywistości. Proboszcz ma zdolności przewidywania pewnych zdarzeń. Widzi między innymi napaść na młodą kobietę, wisielca w lesie, śmierć starszego małżeństwa. Proboszcz zapada w śpiączkę po próbie samobójczej, ale jego sny nadal się sprawdzają.
Powieść jest napisana bardzo zwięźle. Pozbawiona jest rozległych opisów. Nie ma rozbudowanych postaci, autor skupia się na wszystkim, nie podając czytelnikowi głównego wątku. Policjanci jak i bohaterowie drugiego planu są tak samo ważni. Powieść zasługuje na uwagę, bo przykuwa niesamowitym klimatem jak z horroru. Nie jest to tradycyjny kryminał.
http://pasjonujacestrony.pl/sny-janusz-koryl/
Tym razem akcja powieści toczy się w Dynowie na Podkarpaciu niedaleko Rzeszowa. Jest to moje drugie spotkanie z twórczością autora. Policjanci z tutejszego komisariatu muszą zmierzyć się z przypadkami kilku śmierci, które dotykają osoby w różnym wieku. Co dziwniejsze miejscowy proboszcz ma sny, które zapisuje w zeszycie. Sny mają odzwierciedlenie w rzeczywistości. Proboszcz...
Drugie spotkanie z twórczościa Janusza Koryla udane! :)
Swietna fabuła, zwarta akcja i zakończenie pozostawiające czytelnika w niedopowiedzeniu, zamyśleniu. Polecam gorąco, przy prozie rzeszowskiego pisarza nie można przejść obojętnie!
Drugie spotkanie z twórczościa Janusza Koryla udane! :)
Swietna fabuła, zwarta akcja i zakończenie pozostawiające czytelnika w niedopowiedzeniu, zamyśleniu. Polecam gorąco, przy prozie rzeszowskiego pisarza nie można przejść obojętnie!
Janusz Koryl w swej powieści „Sny” łączy thriller/sensacje z czymś nadnaturalnym. Być może nie jest to epickie dzieło, lecz na pewno ma w sobie element zaciekawienia. Historia opisywana przez autora bynajmniej nie jest banalna, a dodanie do niej elementów metafizycznych czyni ją bardziej interesującą. W przypadku zakończenia autor zaskakuje czytelnika jego dwojaką naturą.
W Dynowie, małym miasteczku na Podkarpaciu, dochodzi do serii śmiertelnych wypadków. Życie mieszkańców jest zagrożone. Po zabójstwie młodej kobiety do akcji wkracza policja. Tymczasem w prasie pojawia się informacja o sennych koszmarach miejscowego proboszcza. Spisane w zeszycie sny spełniają się w najdrobniejszych szczegółach. Nowy dowód w sprawie stawia przed śledczymi wydziału kryminalnego kolejne pytania.
Na początku należy zaznaczyć, że jest to bardzo krótka powieść (jedyne 142 strony). Bardziej mogłoby to być opowiadanie należące do jakiegoś zbioru. Autor prowadzi fabułę całej powieści w bardzo dynamiczny sposób. Brak w niej zbędnych opisów, czy też niepotrzebnych i nic nie wnoszących dialogów. Być może to wpłynęło na objętość powieści. Janusz Koryl już od pierwszych stron (w sumie od pierwszego akapitu) porywa czytelnika w wir tajemniczej historii, a sama wydaje się dosyć prosta. Otóż miejscowy ksiądz ma sny/wizje przyszłych tragicznych wydarzeń. Autor bardzo szybko przerabia wszelkie postawy człowieka w kwestii czegoś niewytłumaczalnego, począwszy od niedowierzania, powątpiewania, następnie szoku, zrozumienia, a na koniec uwierzenia.
W „Snach” pojawia się masa postaci, jednakże tak autor poprowadził fabułę, że nie wydaje się ona chaotyczna. Na pochwałę zasługuje fakt, że autor szybciutko po wizji/śnie przeskakuje do postaci, której dana wizja/sen dotyczyła. W związku z czym czytelnik nie musi długo czekać na konkretne wydarzenia. W chwili włączenia się policji powieść toczy się po właściwych torach. Walka stróżów prawa z przyszłymi wydarzeniami stanowi główną oś całej książki. Wówczas czytelnik jak i bohaterowie zadają sobie pytanie czy da się przechytrzyć przeznaczenie. Autor nie pozostawił dla swych policjantów łatwego zadania, ponieważ opisy snów pozbawione są tożsamości przyszłych ofiar, a ksiądz w wyniku pewnego zdarzenia chwilowo wykluczony jest z pomocy.
Janusz Koryl postawił widza w roli obserwatora. Wiemy, kogo dotyczy proroczy sen. Jedynym naszym zadanie jest obserwacja, czy uda się zapobiec tragedii. Na dodatkowy plus zasługuje fakt, że cała powieść rozgrywa się w polskim miasteczku, przez co jej realia są nam bardziej bliższe. Autor nie zagłębia się zbytnio w metafizykę. Nie dostajemy odpowiedzi skąd pochodziły wizje, dlaczego miał je tylko ksiądz, czemu one służyły. Autor zamanifestował, że najważniejsza jest walka z przeznaczeniem, a wizje po prostu były, koniec kropka. Zadziwiającą rzeczą jest fakt, że w tak dotychczas spokojnej miejscowości doszło do tak dużej liczby tragicznych zdarzeń, ale na to trzeba spojrzeć z lekkim przymrużeniem oka.
Zakończenie jest szczęśliwo-nieszczęśliwe. Z jednej strony mamy ciekawy i interesujący obrót sprawy dotyczącej ostatniego snu. Z drugiej strony zakończenie wątku podinspektora, każe nam zadać pytanie, czy tak naprawdę da się przechytrzyć przeznaczenie.
Podsumowując interesująca powieść rodzimego autora z niebanalną fabułą. Być może nie jest to książka, na długo zapadająca w pamięć, ale jako rozwiązanie na nudne popołudnie pozycja jak najbardziej odpowiednia.
Janusz Koryl w swej powieści „Sny” łączy thriller/sensacje z czymś nadnaturalnym. Być może nie jest to epickie dzieło, lecz na pewno ma w sobie element zaciekawienia. Historia opisywana przez autora bynajmniej nie jest banalna, a dodanie do niej elementów metafizycznych czyni ją bardziej interesującą. W przypadku zakończenia autor zaskakuje czytelnika jego dwojaką naturą.
Po ,,Sny" Janusza Koryla sięgnęłam przypadkiem. Opis na okładce wzbudził ciekawość. Z racji, że często mam dziwne sny, nie pozostawało mi nic innego jak wypożyczyć ową książkę. Powiem szczerze, że się zawiodłam. Nie rozumiem jaki był zamysł autora. Nie wyniosłam z tej książki żadnych wniosków. Śledziłam losy mieszkańców Dynowa bez większych emocji. Nie rozumiem również pewnej informacji zawartej w epilogu. Skąd pewność, że koszmary za kilka lat nie zaczną znów nękać księdza Eugeniusza? Liczyłam na coś z wątkiem psychologicznym. Coś, nad czym trzeba będzie pomyśleć, zastanowić się nad przyczyną i skutkiem. Raczej nie polecam tej pozycji
Po ,,Sny" Janusza Koryla sięgnęłam przypadkiem. Opis na okładce wzbudził ciekawość. Z racji, że często mam dziwne sny, nie pozostawało mi nic innego jak wypożyczyć ową książkę. Powiem szczerze, że się zawiodłam. Nie rozumiem jaki był zamysł autora. Nie wyniosłam z tej książki żadnych wniosków. Śledziłam losy mieszkańców Dynowa bez większych emocji. Nie rozumiem również...
Dopiero zaczęłam czytać, a zanim przekręciłam jedną kartkę już skończyła się moja przygoda w Dynowie..ale to nie jest spowodowane tym, że znudziłam się, ale dlatego bo książka ma tylko 140 strony! Jednak czy tyle stron wystarczyło bym wciągnęła się w wir tych miasteczkowych incydentów? Może zacznę od wywodów: Sny..wiele osób lubi śnić, uważamy, że jest to jeden z miłych aspektów tego nocnego odpoczynku. Grasuje wtedy nasza podświadomość, która przedstawia nam różne sytuacje, które zapewne nie zdarzą się w realnym świecie...no tak...a jeśli zamiast miłej nocki, przyśni nam się koszmar? Brrrr....nikt tego nie lubi! Ale dodajmy do tego koszmar, który sprawdzi się w rzeczywistości? Och aż strach się bać! Bohater książki- proboszcz Zawadzki posiada taką parszywą moc przepowiadającego się snu. I pewnie zgodziłby się ze mną, że jednak snów trzeba się obawiać! Sny są nie na żarty! Notatki, trupy, wielkie tajemnice...to są konsekwencje snów bohatera. Czy to jest możliwe, żeby sny się sprawdzały? Jak proboszcz sobie poradzi z koszmarami sennymi przekładającymi się na realne życie? Przeczytajcie, a wszystko będzie wiadomo!
Ogólnie książkę czyta się bardzo szybko. Jednak powtórzę pytanie, czy tyle stron wystarczyło, żebym mogła wpaść w wir tych wszystkich zdarzeń? Autor postawił na akcję, nie bawił się w opisy bohaterów oraz Dynowa. Jednak ta akcja nie trzymała mnie w napięciu. Wszystko działo się za szybko. Autor nie dał mi możliwości by pomyśleć jak rozwiązać te wszystkie smutne sytuacje, tylko wyłożył mi szybciutko wszystko jak na talerzu. Janusz Koryl nie wciągnął mnie do swojego świata, ale przedstawił oryginalną tematykę...szkoda, że nie rozwinął jej w dłuższej formie niż te 140 stron :)
Dopiero zaczęłam czytać, a zanim przekręciłam jedną kartkę już skończyła się moja przygoda w Dynowie..ale to nie jest spowodowane tym, że znudziłam się, ale dlatego bo książka ma tylko 140 strony! Jednak czy tyle stron wystarczyło bym wciągnęła się w wir tych miasteczkowych incydentów? Może zacznę od wywodów: Sny..wiele osób lubi śnić, uważamy, że jest to jeden z miłych...
Całkiem przyjemna opowieść o próbach oszukania przeznaczenia i ocalenia ludzkich istnień.
Charakterystyczny styl autora sprawia, że książkę czyta się miło i szybko. Dodatkowym plusem (przynajmniej dla mnie) są krótkie rozdzialiki, na które jest podzielona całość. W połączeniu z dużą czcionką ułatwiają jeszcze czytanie.
Historia jest dość ciekawa, aczkolwiek jak na elementy kryminału brakuje mi w niej tego szczególnego napięcia.. no dobrze, brakuje w niej jakiegokolwiek napięcia. Mimo tego niedociągnięcia, "Sny" skutecznie wciągają czytelnika w mały światek Dynowa.
Autor prezentuje kolejnych bohaterów na zasadzie: osoba - opis charakteru - anegdoty z jej życia. Moim zdaniem bardzo ciekawe anegdoty, które działają na korzyść książki.
Istnieją niestety pewne minusy.. czasem przeszkadzać może fakt, że w "Snach" dominują partie dialogowe, niekiedy pozbawione opisów (kto wypowiada dany fragment, czy gestykuluje przy tym, czy zmienia się mimika jego twarzy). Dodatkowo tragedie ludzi ukazane w książce nie wzbudzają szczególnych emocji u samego czytelnika. Poza jedną (jak dla mnie), to jest przypadkiem ciężarnej kobiety. Co mnie najbardziej uderzyło, to nie jej historia, a to, jak autor mówi o brzuchu tejże właśnie kobiety: "Wielki jak bęben brzuch nie chciał uwolnić swej zawartości." Stwierdzenie co najmniej niefortunne.
Pomijając małe zgrzyty, "Sny" to dobra pozycja, niezbyt wymagająca, idealna na deszczowe popołudnia.
Całkiem przyjemna opowieść o próbach oszukania przeznaczenia i ocalenia ludzkich istnień.
Charakterystyczny styl autora sprawia, że książkę czyta się miło i szybko. Dodatkowym plusem (przynajmniej dla mnie) są krótkie rozdzialiki, na które jest podzielona całość. W połączeniu z dużą czcionką ułatwiają jeszcze czytanie.
Historia jest dość ciekawa, aczkolwiek jak na elementy...
bardzo przyjemnie i szybko się czyta. Brak rozbudowanego opisu i ciągnącej sie w nieskończoność często zbędnej narracji. Pochłonięta dosłownie w jeden wieczór.
bardzo przyjemnie i szybko się czyta. Brak rozbudowanego opisu i ciągnącej sie w nieskończoność często zbędnej narracji. Pochłonięta dosłownie w jeden wieczór.
Ksiądz Eugeniusz jest proboszczem w Dyniowie - niewielkim, podkarpackim miasteczku. Od pewnego czasu męczą go koszmary, w których dochodzi do morderstw, samobójstw i śmiertelnych wypadków. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że sny te spełniają się na jawie jakiś czas później…
Duchowny zapisuje swoje sny w specjalnym zeszycie, który trzyma w nakastliku przy łóżku. Ksiądz jest coraz bardziej przerażony. Każdego wieczoru walczy ze snem różnymi środkami medycznymi, gdyż boi się, że noc przyniesie kolejną wizję. Nie wie co robić, bowiem zdaje sobie sprawę, że jeśli powie komuś o swojej przypadłości może zostać uznany za wariata. Spełniona przepowiadania senna dotycząca gwałtu i morderstwa na młodej farmaceutce załamuje proboszcza. Ksiądz zwierza się biskupowi, który bagatelizuje jego przypadek i nakazuje się modlić. Załamany duchowny wykonuje anonimowy telefon na policję informując, że wie, kto jest mordercą.
Drugie spotkanie z prozą Janusza Koryla okazało się równie udane jak to przy okazji powieści „Urojenie”. Po raz kolejny autor zachwycił mnie niebanalnym pomysłem i sprawnie poprowadzoną akcją. Cenię pisarza za fakt, że nie upiększa swoich opowieści na siłę, nie mydli oczu długimi opisami i zbyt rozbudowanymi przeżyciami wewnętrznymi bohaterów. Liczy się konkret. I właśnie to sprawia, że prozę Janusza Koryla czyta się z tak ogromną przyjemnością. 140 stron tekstu wystarczą autorowi, aby maksymalnie skupić uwagę czytelnika, trochę go zadziwić, postraszyć, zaniepokoić. A ostrzegam was, jest się czego bać!
Najbardziej spodobał mi się język powieści. Autor cały czas używa mowy potocznej. To tak, jakby przystanąć pod sklepem i posłuchać rozmów miejscowych. Plotki, domysły, obgadywania. Taka prowincjonalna rzeczywistość. Nad tym wszystkim jak sępy krążą przedstawiciele lokalnej prasy, którzy bezlitośnie wytykają policji jej błędy.
„Sny” polecam przede wszystkim tym, którzy jeszcze nie mieli przyjemności poznać pisarstwa Janusza Koryla (wstydźcie się!) oraz czytelnikom lubiącym powieści grozy z wątkiem kryminalnym, wartką akcją i budzącymi sympatię bohaterami. Co prawda sama poprowadziłam tę opowieść w nieco innym, bardziej nadprzyrodzonym kierunku, ale pomimo tego nie czuje się w żaden sposób rozczarowana zakończeniem.
Ksiądz Eugeniusz jest proboszczem w Dyniowie - niewielkim, podkarpackim miasteczku. Od pewnego czasu męczą go koszmary, w których dochodzi do morderstw, samobójstw i śmiertelnych wypadków. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że sny te spełniają się na jawie jakiś czas później…
Duchowny zapisuje swoje sny w specjalnym zeszycie, który trzyma w nakastliku przy...
Kiepsko wyszło, oj strasznie kiepściuchno. I tylko z sentymentu do mojego kochanego Podkarpacia nie chciałabym używać mocniejszych określeń.
Do kupna zachęciło mnie właśnie to, że akcja dzieje się na Podkarpaciu, w małej miejscowości – co przywiodło na myśl wiele wspomnień z dzieciństwa - a autor „laureat wielu ogólnopolskich konkursów literackich” sam jest z Rzeszowa, więc powinien atmosferę tych okolic i znać, i być w stanie oddać.
Nic bardziej mylnego. Na ledwo 140 stronach opowiadanka udało się autorowi zawiązać i jako-tako rozwiązać akcję, na szersze rozwinięcie zabrakło miejsca, pomysłu lub kunsztu. Sama intryga bardzo prosta i jak dla mnie, niestety, stanowczo niewciągająca, najprawdopodobniej ze względu zbytnią połebkowość, jakiegokolwiek napięcia nie poczułam ani razu.
Zdania krótkie, złożonych się prawie nie uświadczy a język ubogo prosty i topornie potoczny (dla porównania polecam „Dziunię” p.Anny Nowakowskiej – mistrzostwo pięknie wykorzystanego języka jaki słyszymy na co dzień!), dialogi w stylu:
- Skąd do mnie dzwoniono?
- Z plebani w Dynowie.
- Skąd?!
- Z plebani w Dynowie. (s.41)
Dodatkowo nadużywanie połączonych znaków interpunkcji emocji doprowadzały mnie na zmianę do śmiechu lub rozpaczy (Co się stało?! Co?! Jak to się mogło stać?! Jako mogłeś do tego dopuścić?! ?! ?! ?!)
Całość sprawia wrażenie jedynie roboczych notatek potrzebnych do napisania książki, a nie produktu końcowego.
Dlaczego? Weźmy przykładowo sposób wprowadzania nowych postaci do opowiadania - w miażdżącej większości przypadków odbywa się to według jednego schematu: po tym, jak po raz pierwszy pojawia się nazwisko osoby potrzebnej do pociągnięcia akcji, w następującym akapicie dostajemy pełną charakterystykę tejże osoby. Stefan i Barbara Maciągowie to małżeństwo takie, a takie, a takie. Tadeusz Rusinek był taki, śmaki a owaki. Żadnego domyślania się, wnioskowania z kontekstu, a – nie daj losie – samodzielnego łączenia faktów z różnych części książki – wszystko podane zwięźle, w jednym miejscu, bez niedomówień. W liceum, notatki dotyczące charakterystyki bohaterów książki wyglądają bardzo podobnie.
O małomiasteczkowej atmosferze jest napisane dość sporo, ale nie sposób jej odczuć (trochę żulików rozrzuconych po książeczce to jeszcze nie atmosfera) – z jednej strony ciężko zlokalizować gospodarzy ze studnią na podwórku (Serio? W mieście gdzie jest jakieś 5tys. mieszkańców?), z drugiej „całe miasto” panikuje, ponieważ przepowiednie wskazują na zagrożenie kobiety w zaawansowanej ciąży... a jedynie kobiety w zaawansowanej ciąży są niczego nieświadome (bo przecież żyją na planecie gdzie plotki i gazety nie dochodzą; ech, nie lubię takich tanich zagrywek). Dodajmy do tego jeszcze dziennikarkę („gdzie diabeł nie może tam babę pośle”) wściubiającą nos w pracę policji, która niezdolna jest nawet do obstawienia jednego w mieście cmentarza. Wszystko razem trzyma się kupy jak „laboga” i „jasny gwint”.
Rozczarowana jestem w równym stopniu co początkowo zachwycona byłam znalezieniem kryminału osadzonego w realiach Podkarpacia.
Odradzam.
Kiepsko wyszło, oj strasznie kiepściuchno. I tylko z sentymentu do mojego kochanego Podkarpacia nie chciałabym używać mocniejszych określeń.
Do kupna zachęciło mnie właśnie to, że akcja dzieje się na Podkarpaciu, w małej miejscowości – co przywiodło na myśl wiele wspomnień z dzieciństwa - a autor „laureat wielu ogólnopolskich konkursów literackich” sam jest z Rzeszowa,...
Dość ciekawa, klimatyczna książka. Czytasz, i znajdujesz się w małej mieścinie na Podkarpaciu (ale tak naprawdę, może to być każda taka malutka miejscowość w Polsce, gdzie czas biegnie swoim tempem, gdzie młodzi wyjechali za chlebem na Zachód, gdzie wciąż rządzi proboszcz, gdzie wszyscy się znają...). Wątek śledztwa był tak naprawdę dla mnie tylko wątkiem pobocznym.
Jak dobrze pamiętam, trochę mnie koniec rozczarował, ale ogólnie powieść jako całość, spoko, do przeczytania.
Dość ciekawa, klimatyczna książka. Czytasz, i znajdujesz się w małej mieścinie na Podkarpaciu (ale tak naprawdę, może to być każda taka malutka miejscowość w Polsce, gdzie czas biegnie swoim tempem, gdzie młodzi wyjechali za chlebem na Zachód, gdzie wciąż rządzi proboszcz, gdzie wszyscy się znają...). Wątek śledztwa był tak naprawdę dla mnie tylko wątkiem pobocznym.
Jak...
Można przeczytać, ale nie jest to powalająca książka. W sumie nie mam na jej temat zbyt wiele do powiedzenia, ot taka sobie ... Faktycznie skojarzenia z "Oszukać Przeznaczenie" są jak najbardziej na miejscu.
Można przeczytać, ale nie jest to powalająca książka. W sumie nie mam na jej temat zbyt wiele do powiedzenia, ot taka sobie ... Faktycznie skojarzenia z "Oszukać Przeznaczenie" są jak najbardziej na miejscu.
Sny to tytuł wypatrzony na stronie wydawnictwa Dreams, to impuls od drugiego wejrzenia. Zwyciężyła jednak ciekawość, co kryje w sobie ta książka. Przyznaje okładki książek wydawanych przez to wydawnictwo są tak przykuwające uwagę, że trudno przejść obok nich obojętnie i własnie okładka zaważyła ostatecznie o chęci sięgnięcia po Sny.... Bo przyznaje pierwsze moje odczucie było inne thriller/sensacja to przecież nie dla mnie...? Ale po wnikliwym spojrzeniu ujrzałam polane gdzieś w lesie, ciemną noc, prosty biały napis tytułu ze śladami krwi i kruka...? Będąc na Warszawskich Targach Książki najchętniej wyszłabym ze stoiska wydawnictwa z większą ilością książek. Jednak ograniczony na ten czas budżet zaważył, że zdecydowałam się ostatecznie na książkę Janusza Koryla. Czy książka tak cienka jak na moje upodobania raptem niespełna sto pięćdziesiąt stron, o tak prostym tytule ma w sobie to coś, że warto było po nią sięgnąć...?
To historia księdza Eugeniusza z niewielkiego miasteczka Dynów, który od jakiegoś czasu miewa spełniające się co do joty koszmarne sny. Problem zaczyna się kiedy do akcji wkracza miejscowa policja i to ona musi odnajdować kolejne ofiary proroczych snów...
Książka stanowi połączenie narracji trzecioosobowej z fragmentami zapisków w pierwszej osobie. Dodaje to przedstawionej historii więcej wiarygodności. Pogłębiając w czytelniku odbierane wrażenia ze śledzonych wydarzeń, czasem ukazując jedną historię z dwóch zupełnie innych stron... i mnie taka konstrukcja pasuje.
Książka jest cienka i zakładałam, że po prostu usiądę i przeczytam ją za jednym podejściem. Niestety albo i dobrze? Pod naporem emocji, myśli i wydarzeń dotykających bohaterów książki, potrzebowałam czasem chwili oddechu... I powiem, że w przypadku tej książki to świadczy moim z daniem o tym, że jest to dobra książka. Bo między innymi o to, w książkach chodzi. O wywołanie w czytelniku emocji... A i chwile te nie trwały z byt długo, bo za chwilę gnana ciekawością sięgałam znów..., aż mi się książka skończyła. Ot, co!
Polecam zwłaszcza fanom gatunku.
Sny to tytuł wypatrzony na stronie wydawnictwa Dreams, to impuls od drugiego wejrzenia. Zwyciężyła jednak ciekawość, co kryje w sobie ta książka. Przyznaje okładki książek wydawanych przez to wydawnictwo są tak przykuwające uwagę, że trudno przejść obok nich obojętnie i własnie okładka zaważyła ostatecznie o chęci sięgnięcia po Sny.... Bo przyznaje pierwsze moje odczucie...
Książka "Sny" to bardzo wciągająca pozycja. Jest pisana dużym drukiem wiec szybko się ją czyta. Według mnie bardzo ciekawa tylko trochę przypominała mi film "oszukać przeznaczenie" w wersji polskiej:)
Książka "Sny" to bardzo wciągająca pozycja. Jest pisana dużym drukiem wiec szybko się ją czyta. Według mnie bardzo ciekawa tylko trochę przypominała mi film "oszukać przeznaczenie" w wersji polskiej:)
Od pewnego czasu w Dynowie małej miejscowości na Podkarpaciu mają miejsce dziwne wypadki. Ostatnio znaleziono ciało młodej kobiety, która najprawdopodobniej została zgwałcona. News ten budzi popłoch i sensacje w miasteczku. Sprawą zainteresowała się policja jednak nie jest ona w stanie w żaden sposób złapać zabójcy jako że nie posiadają żadnych dowodów, prócz trupa, który i tak całej sprawy nie ułatwia.
Jednak! Szanowany i miły proboszcz z pobliskiego kościoła od pewnego czasu miewa „koszmarne” i przerażające sny, które coraz bardziej go niepokoją i wywołują czasami nawet panikę. Bowiem w swych snach proboszcz Eugeniusz jest świadkiem dziwnych zabójstw osób mu znanych, mieszkańców Dynowa. Gdy ksiądz dowiaduje się o śmierci młodej dziewczyny w żółtych pantofelkach uświadamia sobie, że jego sny są prorocze, o tak! Jakby nie jak tak – proboszcz jest nie na żarty wystraszony i zastanawia się, cóż powinien w takiej sytuacji zrobić. Po pewnym czasie zmęczony już takimi conocnymi masakrami, jakie mają miejsce w jego snach postanawia udać się ze swoim problemem na najbliższy komisariat. Okazuje się, że mimo obaw proboszcza Eugeniusza, iż policjant nie weźmie „na serio” tego, co ksiądz ma mu do powiedzenia i uzna go za obłąkanego człowieka z psychozą - staje się zupełnie inaczej. Policję bardzo zainteresowała sprawa snów proboszcza i jego zeszytu, w którym je zapisuje. Mianowicie w niebieskim zeszycie, na którym idealnie zostały wykaligrafowane literki składające się w wyraz „Sny” mieści się jeszcze kilka snów, które jak do tej pory nie doczekały się urzeczywistnienia….
O tym w skrócie przeczytamy w powieści Janusza Koryla. Chociaż opis wydaje się bardzo interesujący i zachęcający to jednak z przykrością stwierdzam, że książka sama w sobie nie jest górnolotna. Zdecydowanie oczekiwałam czegoś lepszego.
Pomysł ze snami według mnie miał spory potencjał. Jednak książka jest zdecydowanie za krótka. Nie zdążymy się całkowicie wczytać w świat, który nam autor opisuje, a już znajdujemy się na stronie 140. Ponadto na pierwszej stronie widać już zdania, mówiące o sednie książki, czyli o snach. Samo to początkowo mnie zniechęciło, ale miałam nadzieję, że będzie wiele wątków pobocznych. Tak się jednak nie stało.
Fabuła dosyć ciekawa i wyszłoby zdecydowanie lepiej gdyby autor dodał więcej opisów, więcej wydarzeń, które mają pośrednio związek z całą sprawą. Nie dodał i książka zawiera mnóstwo dialogów, mało opisów, a wszystko, co się tam dzieje jest mało rzeczywiste. Widać, że wszystko zostało wymyślone. Akcja dzieje się zbyt szybko, jest bardzo przewidywalna. Bohaterowie zgoła są płytcy. Nie zapadają w pamięć. Jeśli już to tylko dwie czy trzy osoby. Zdaje sobie sprawę z tego, że akcja książki toczy się w małej miejscowości, natomiast wszystko kręci się wokół policjanta Zielińskiego i podinspektora Czajki. Mieszkańcy są jakby na boku, a przecież to oni stanowią główny punkt opowieści, bo ich sprawa dotyczy. Gdzie jakieś ich reakcje zaistniałe wydarzenia? Dziennikarze to również jakiś aspekt wyrwany z zaświatów. Nagle się pojawili i nagle sobie poszli. To wszystko stało się tak nagle, że śmiem się zastanawiać czy ja tę książkę naprawdę czytałam czy może mi się to tylko przyśniło?
Ha! Prócz tego, ksiądz początkowo był potrzebny, żeby zacząć książkę, potem nie za bardzo no bo gdyby Eugeniusz od razu podał nazwiska osób, które mu się śniły to policja nie miałaby nic do roboty (w zeszytach bowiem znał osoby, które mu się śniły, ale nie zapisywał nazwisk… tez dziwne). Zatem cóż za problem? Wywalić księdza! Tak! Wystarczy żeby zażył trochę pastylek zapadł w słodką śpiączkę na czas „śledztwa” policyjnego i całego tego ambarasu! Proste, prawda? Ha, ha.
Styl pisarski pana Koryla również nie powala na kolana i nie każe gapić się na książkę, by przeczekać szok zachwycania. Jest raczej zwyczajny. Zresztą niektóre słowa i pewne zdania, które przeczytałam w jego książce jakoś mnie dodatkowo zniechęciły do jego twórczości.
Niestety według mnie to wszystko jest zdecydowanie niewystarczające bym była stu procentowo zadowolona z lektury, do której zachęciły mnie pozytywne recenzje, na które przypadkowo się natknęłam jakiś czas temu. Wielu osobą ta książka stosunkowo przypadła do gustu jednak mi niespecjalnie.
Od pewnego czasu w Dynowie małej miejscowości na Podkarpaciu mają miejsce dziwne wypadki. Ostatnio znaleziono ciało młodej kobiety, która najprawdopodobniej została zgwałcona. News ten budzi popłoch i sensacje w miasteczku. Sprawą zainteresowała się policja jednak nie jest ona w stanie w żaden sposób złapać zabójcy jako że nie posiadają żadnych dowodów, prócz trupa, który i...
Mój M lubi dobre kryminały. Cztery dni temu miał urodziny i udało mi się sprezentować mu dobry kryminał - "Sny" Janusza Koryla.
Czasami wydaje nam się, że dobrze by było znać przyszłość. Może udało by się wtedy zapobiec jakiejś trudnej, czy dramatycznej sytuacji?! Janusz Koryl podejmuje taki właśnie temat. Proboszcz z Dynowa ma niezwykłe sny. Śnią mu się zdarzenia , które potem mają miejsce w Dynowie. Ksiądz dokładnie spisuje swoje sny, ale nie podaje w relacji ze snu żadnych nazwisk. Jest tak sfrustrowany tym czego doświadcza, że nie wytrzymuje tej sytuacji...Policja znajduje zapiski proboszcza i zaczyna się wyścig z czasem. Czy zdołają zapobiec opisanym wypadkom, które się jeszcze nie wydarzyły???
Mój M lubi dobre kryminały. Cztery dni temu miał urodziny i udało mi się sprezentować mu dobry kryminał - "Sny" Janusza Koryla.
Czasami wydaje nam się, że dobrze by było znać przyszłość. Może udało by się wtedy zapobiec jakiejś trudnej, czy dramatycznej sytuacji?! Janusz Koryl podejmuje taki właśnie temat. Proboszcz z Dynowa ma niezwykłe sny. Śnią mu się zdarzenia , które...
Dynów to małe miasteczko w województwie podkarpackim należące do powiatu rzeszowskiego. Jeszcze przed rokiem 1945 Dynów wchodził w skład województwa lwowskiego, natomiast po zakończeniu II wojny światowej miasto przyłączono do nowo utworzonego województwa rzeszowskiego. Z kolei w latach 1975-1998 Dynów pod względem administracyjnym należał do ówczesnego województwa przemyskiego. Tak po krótce można przedstawić historyczną charakterystykę Dynowa. Te informacje mogą okazać się pożyteczne dla tych, którzy nie do końca wiedzą, gdzie szukać miasteczka, w którym rozgrywa się akcja Snów Janusza Koryla.
Właśnie w Dynowie mieszka pewien ksiądz, który pełni funkcję proboszcza w parafii pod wezwaniem świętego Wawrzyńca. Jak już wspomniałam miasto nie jest duże, więc wszyscy mieszkańcy dobrze się znają. Ksiądz Eugeniusz również doskonale zna swoich parafian. Wie, gdzie pracują, dokąd chadzają na piwo, z kim pozostają w związkach formalnych i tych mniej formalnych, a z jego punktu widzenia w związkach grzesznych. Na pierwszy rzut oka nie ma w tym nic dziwnego. Jednak jest coś, o czym wie tylko sam proboszcz Eugeniusz. On ma sny. Ale nie są to takie zwyczajne senne fantazje. To sny prorocze, a raczej koszmary, które nie pozwalają księdzu normalnie egzystować. W tych snach proboszcz bardzo dokładnie widzi, co w najbliższym czasie spotka jego parafian. Wie, kto zostanie zamordowany, komu urodzi się martwe dziecko albo która kobieta zostanie brutalnie zgwałcona, a kto umrze po zjedzeniu kolacji przyrządzonej z trujących grzybów.
Te wszystkie koszmary ksiądz skrupulatnie spisuje w zeszycie z niebieską okładką. Zapytacie zapewne: Skoro wie, to dlaczego tych ludzi nie ostrzeże i nie zmieni w ten sposób ich tragicznego losu? Może dlatego, że wciąż ma nadzieję, iż te sny wreszcie miną, a on będzie miał spokojną głowę i będzie mógł zająć się tym, do czego został powołany? Ale niestety sprawa przedstawia się zupełnie inaczej. Choć duchowny modli się żarliwie do Boga o pomoc, nie otrzymuje jej. Koszmary nadal go nawiedzają i są coraz bardziej makabryczne. Jak długo księdzu Eugeniuszowi wystarczy sił, aby móc zmagać się z nimi? Czy jest jakakolwiek szansa, aby uchronić tych, którzy są głównymi bohaterami snów duchownego? Czy przeznaczenie tych ludzi naprawdę można zmienić?
Takie właśnie pytania stawia Janusz Koryl w swojej powieści. Z jednej strony można twierdzić, że odpowiedź na nie jest jednoznaczna, co pokazuje fabuła książki. Jednak z drugiej strony życie potrafi też zaskoczyć i pokrzyżować plany nawet proroczym wizjom księdza Eugeniusza.
Pomyślmy też o społeczności Dynowa, kiedy na jaw wychodzą wreszcie sny proboszcza, a szczególnie ich treść. Na miasteczko pada blady strach. Nikt nie może czuć się bezpiecznie, bo nie wie, czy w tychże wizjach nie chodzi właśnie o niego. A sam proboszcz? Przecież jego wytrzymałość fizyczna i psychiczna też ma swoje granice.
Ta niewielkich rozmiarów powieść zaskakuje przede wszystkich pomysłowością. Czytając niedawno Urojenie, wiedziałam, że Autorowi należy pogratulować już samego pomysłu. Podobnie jest i w tym przypadku. Niebanalna koncepcja, świetnie poprowadzona akcja, nietuzinkowi bohaterowie to tylko niektóre z walorów tej powieści. Ponownie zachwycił mnie także styl pisania Autora. Nie jest dla czytelnika męczący, lecz zrozumiały, a to powoduje, że nie musimy zastanawiać się co też takiego Autor miał na myśli. Dodatkowo Janusz Koryl nie rozbudowuje pewnych kwestii, co moim zdaniem stanowi ogromny plus, ponieważ dzięki temu nie podaje czytelnikowi na tacy konkretnych rozwiązań. To tylko od nas zależy, jak dalej potoczą się losy głównych bohaterów. Podobnie jak od czytelnika zależy interpretacja zachowań poszczególnych postaci, ich motywacji i sensu podejmowania takich, a nie innych działań. Jako czytelnicy jesteśmy wolni, a nie ograniczeni gotowymi schematami akcji. Aby jeszcze bardziej zachęcić Was do sięgnięcia po tę lekturę dodam, że książka została uznana przez Internatów najlepszą książką na jesień 2011 w kategorii kryminał.
Jak widać, już sama okładka zachęca do przeczytania tej książki, szczególnie miłośników mrocznych historii. Jestem przekonana, że ci, którzy preferują opowieści z dreszczykiem, nie zawiodą się na tej lekturze. Załączona grafika fantastycznie oddaje klimat tej pozycji. Tak więc zapraszam Was do Dynowa, gdzie sny sprawdzają się na jawie, a miasteczko ogarnia mroczny strach.
źródło recenzji: http://krainaczytania.blox.pl
Dynów to małe miasteczko w województwie podkarpackim należące do powiatu rzeszowskiego. Jeszcze przed rokiem 1945 Dynów wchodził w skład województwa lwowskiego, natomiast po zakończeniu II wojny światowej miasto przyłączono do nowo utworzonego województwa rzeszowskiego. Z kolei w latach 1975-1998 Dynów pod względem administracyjnym należał do ówczesnego województwa...
O twórczości tego pisarza można usłyszeć wiele dobrego. Tym większa była moja radość, gdy otrzymałam propozycję zrecenzowania książki tego autora. Muszę przyznać, że się nie zawiodłam i mam w planach także inne jego powieści.
Sama fabuła powieści jest już nietuzinkowa. Ksiądz miał nadprzyrodzony dar – śniły mu się prorocze sny. Zdarzało się to zawsze przed zdarzeniem. Nie uprzedził nigdy zagrożonych osób, gdyż nie wiedział na ile są one prawdziwe. Po jednym zabójstw postanowił pójść na komendę i opowiedzieć o tym, kto zgwałcił i zamordował dziewczynę. Funkcjonariusze byli jednak dość sceptycznie nastawieni do jego opowieści. Pewnej nocy przyśnił mu się straszny sen, w wyniku przedawkowania leków trafił do szpitala. Dzięki pomocy lekarskiej udało mu się przeżyć, jednak pozostawał w śpiączce. Policja znalazła jego zeszyt, w którym zapisywał to, co mu się przyśniło. Rozpoczęła się walka z czasem…
Czytałam już kilka kryminałów, można rzec, że jest to jeden z moich ulubionych gatunków literackich. Nigdy jeszcze nie spotkałam się z tak zaskakującą akcją. Sam motyw proroczych snów jest dość rzadko używany w literaturze. Jak dotąd, spotkałam się z nim tylko 2-krotnie, czytając beletrystykę rosyjską.
Książkę czytałam z wielką przyjemnością, choć na początku trochę mnie nużyła. Z czasem jednak strony zaczęły przeskakiwać, jak szalone i nawet nie zauważyłam, kiedy skończyłam. Pozycja nie jest może jakaś zaskakująco dobra i porywająca, jednak miło spędziłam przy niej czas.
Akcja powieści toczy się w Dynowie, autentycznym mieście znajdującym się w powiecie rzeszowskim. Nigdy wcześniej nie czytałam żadnej pozycji o tamtych okolicach, więc tutaj duży plus dla autora.
Bohaterami także stają się zwykli ludzie, mieszkańcy miejscowości. Tragedie spotykają ich tak samo, jak wszystkich innych. W książce ukazane są ludzkie tragedie, które mogą się zdarzyć każdemu z nas. Nikt z nas nie zna dnia, ani godziny.
Pozycja zwraca uwagę na pracę tamtejszej policji, dążenie do celu dziennikarzy za wszelką cenę. Nie wszyscy ludzie są tacy, jakby się mogło wydawać.
Opisane zostały trzy nierozwiązane sprawy, każda z nich toczyła się swoim torem. Miałam nadzieję, że choć kogoś uda się uratować. Po części też tak się stało. Zakończenie dzieła zupełnie mnie zaskoczyło, nie spodziewałam się takiego końca książki.
Kryminał to jeden z moich ulubionych gatunków literackich. Uwielbiam ten dreszczyk emocji, stopniowanie napięcia, trzymanie czytelnika w niepewności. Tutaj za bardzo nie doszukałam się tych cech, choć muszę przyznać, że nie było najgorzej.
,,Sny” to dość dobry kryminał, który polecam miłośnikom tego gatunku i twórczości pisarza.
Moja ocena : 8/10
O twórczości tego pisarza można usłyszeć wiele dobrego. Tym większa była moja radość, gdy otrzymałam propozycję zrecenzowania książki tego autora. Muszę przyznać, że się nie zawiodłam i mam w planach także inne jego powieści.
Sama fabuła powieści jest już nietuzinkowa. Ksiądz miał nadprzyrodzony dar – śniły mu się prorocze sny. Zdarzało się to zawsze przed zdarzeniem. Nie...
Zarówno mroczny opis, jak i krwawa okładka sprawiły, że miałam dość konkretne wyobrażenie co do tego, czego mogę oczekiwać od "Snów". Do tego doszła jeszcze ogromna ochota, by poznać bliżej twórczość polskiego prozaika i poety, Janusza Koryla, tak więc z dużym zainteresowaniem zabrałam się za czytanie i dość szybko przekonałam się, że moje wyobrażenia były jednak nieco mylne. Czy to oznacza, że się rozczarowałam? Ani trochę.
"Sny" to niewielkich rozmiarów książeczka, której akcja toczy się wokół bodaj jeszcze mniejszego miasteczka. I jak to zwykle w takich miasteczkach bywa, mamy tu duchownego, który praktycznie każdego w okolicy zna, choćby z widzenia, a i pewnie z niejednym już w życiu rozmawiał. Naszego proboszcza od pewnego czasu trapi dość osobliwy kłopot. Nocą, zamiast korzystać z zasłużonego odpoczynku, mężczyzna walczy z przerażającymi koszmarami. Koszmarami, które przerażają tym bardziej, że dotyczą dobrze znanych mu osób: mieszkańców małego miasteczka, a sen zazwyczaj kończy się czyjąś śmiercią. Łatwo można więc sobie wyobrazić przerażenie prostego człowieka, gdy odkrywa, że to co przeżywa nocą z czasem staje się prawdą... Mężczyzną targają ogromne dylematy: czy wolno mu uwierzyć w swoją wizjonerską moc, czy o swych koszmarach powinien kogoś poinformować, wreszcie jak uchronić niewinne dusze przed grożącym im niebezpieczeństwem, bez ryzyka, że ktoś może uznać go za wariata? W tym momencie jeszcze nie wie, że już wkrótce policja natknie się na zeszyt, w którym skrzętnie zapisuje swoje koszmary i od tego momentu rozpocznie się wyścig z czasem i przeznaczeniem...
Sięgając po tę niewielką objętościowo książeczkę spodziewałam się wielu przerażających scen, w których nie braknie drastycznych opisów. Dlatego bardzo zaskoczył mnie początek książki. Bo co prawda mamy już opisy pierwszych wizji proboszcza, niemniej ogólnie sporo tu sielskiej, małomiasteczkowej atmosfery. Jednak z każdą kolejną kartką, coraz bardziej narasta napięcie, które zręczne pióro autora zdoła utrzymać do samego końca. Końca, który również zaskakuje... Początkowo obawiałam się, że niewielki format pozostawi spory niedosyt, jednak szybko doszłam do wniosku, że jest on tutaj raczej zaletą. Autor nie marnuje czasu, nie próbuje na siłę rozciągać swojej historii, skupia się na tym co ważne i bardzo umiejętnie prowadzi akcję. Czytelnicy gustujący w krwawych masakrach mogą poczuć pewien niedosyt, ja jednak czuję się w pełni usatysfakcjonowana. Otrzymałam książkę, która nie tylko trzyma w napięciu, ale również umiejętnie obrazuje społeczeństwo zamieszkujące niewielkie miasteczko, wspólczesną pogoń za sensacją ale również refleksję na temat naszego przeznaczenia i skutków prób zmieniania przyszłości. Całość opisana naprawdę dobrym, przystępnym językiem sprawia, że książkę po prostu trzeba doczytać do końca, jeśli tylko się ją otworzy. Duży komplement w kierunku autora, po którego książki z całą pewnością ponownie sięgnę.
(http://alison-2.blogspot.com/2013/01/sny.html)
Zarówno mroczny opis, jak i krwawa okładka sprawiły, że miałam dość konkretne wyobrażenie co do tego, czego mogę oczekiwać od "Snów". Do tego doszła jeszcze ogromna ochota, by poznać bliżej twórczość polskiego prozaika i poety, Janusza Koryla, tak więc z dużym zainteresowaniem zabrałam się za czytanie i dość szybko przekonałam się, że moje wyobrażenia były jednak nieco...
Czy losem człowieka rządzi fatum, czy jest on sam kreatorem swojej rzeczywistości? Kolejna walka jednostki z potęgą wszechświata.
Czy losem człowieka rządzi fatum, czy jest on sam kreatorem swojej rzeczywistości? Kolejna walka jednostki z potęgą wszechświata.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNużąca podróż pociągiem przywołuje na myśl tylko jedno słowo: sen! Ale czemu nie pójść na bogato i nie skusić się na klika? Kryminał szybko się czyta, szybko rozwija się fabuła, brak zbędnych opisów i rozwlekłych monologów wewnętrznych. Szybko, jak sen, który nie pozostaje na długo w pamięci.Jak dobrze mówią interocepcyjne paradygmaty, po przebudzeniu nasze samopoczucie jest warunkowane przez marzenia senne. A ja nadal śnię o dobrym polskim kryminale... może być nawet z wątkiem paranormalnym, niech stracę.
Nużąca podróż pociągiem przywołuje na myśl tylko jedno słowo: sen! Ale czemu nie pójść na bogato i nie skusić się na klika? Kryminał szybko się czyta, szybko rozwija się fabuła, brak zbędnych opisów i rozwlekłych monologów wewnętrznych. Szybko, jak sen, który nie pozostaje na długo w pamięci.Jak dobrze mówią interocepcyjne paradygmaty, po przebudzeniu nasze samopoczucie...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNiestety mimo szczerej chęci przeczytania całej książki (ok. 140 stron) nie dotrwałam do końca. Utknęłam na 80 stronie, a od około 30 miałam ochotę to po prostu odłożyć. W książce roi się od opisów poszczególnych mieszkańców, których nie powstydziłby się trójkowy gimnazjalista. Brakuje też napięcia, ksiądz ma prorocze sny, wiemy kto dokładnie i gdzie zostanie zabity.... bardzo irytowała mnie bierność ów księdza oraz brak kunsztu pisarskiego - proste zdania, proste słowa, prosta fabuła... dzięki Bogu, że nie kupiłam tej pozycji, a jedynie wypożyczyłam z biblioteki, obeszło się jedynie na stracie czasu.
Niestety mimo szczerej chęci przeczytania całej książki (ok. 140 stron) nie dotrwałam do końca. Utknęłam na 80 stronie, a od około 30 miałam ochotę to po prostu odłożyć. W książce roi się od opisów poszczególnych mieszkańców, których nie powstydziłby się trójkowy gimnazjalista. Brakuje też napięcia, ksiądz ma prorocze sny, wiemy kto dokładnie i gdzie zostanie zabity.......
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCoś cudownego,mroczna ponura książka.
Takiej o dawna oczekiwałem.
Obdarzony mocą proroczych snów ksiądz,śni o tym co się wydarzy złego.
I to wszystko się sprawdza.
Dla mnie coś cudownego.
Pochlebne zdanie wyrażam.
Coś cudownego,mroczna ponura książka.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTakiej o dawna oczekiwałem.
Obdarzony mocą proroczych snów ksiądz,śni o tym co się wydarzy złego.
I to wszystko się sprawdza.
Dla mnie coś cudownego.
Pochlebne zdanie wyrażam.
Długo czatowałam na tę książkę, baaardzo długo. Dojrzałam ją przypadkiem w Bibliotece w momencie, kiedy tak naprawdę całkowicie o niej zapomniałam. Jakież było moje uradowanie :) "Sny" Koryla to fajna historia, wciągająca opowieść w typowo polskim klimacie. Odpowiednia pozycja do przerobienia w jeden wieczór i... to chyba wszystko. Nie zrobiła na mnie wyjątkowego wrażenia wiec nie będę się o niej wielce wypowiadać. Po prostu ok. Prosta książka, prosty język, ciekawa historia.
Moja ocena: 6/10
Długo czatowałam na tę książkę, baaardzo długo. Dojrzałam ją przypadkiem w Bibliotece w momencie, kiedy tak naprawdę całkowicie o niej zapomniałam. Jakież było moje uradowanie :) "Sny" Koryla to fajna historia, wciągająca opowieść w typowo polskim klimacie. Odpowiednia pozycja do przerobienia w jeden wieczór i... to chyba wszystko. Nie zrobiła na mnie wyjątkowego wrażenia...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPierwsza książka Koryla za która się wziąłem. Raczej nie ma sensu nakreślać fabuły bo można przez przypadek zdradzić cały wątek w jednym zdaniu. Książkę pochłonąłem w około 90 minut. Oceniam to jako dobry materiał w sam raz na zimowy wieczór. Prosty wątek fabularny, główni bohaterowie nie są nam przedstawiani w jakiś dogłębny sposób. Nie zgadzam się z opiniami, że książka jest "marna". Moim zdaniem na tym polega magnetyzm powieści Janusza Koryla (jestem już po przeczytaniu jego kolejnych książek) - bardzo dobre pomysły, ciekawe wątki, a że wszystko się równie szybko kończy co zaczyna to już inna sprawa.
Przyznam, że na początku byłem nieco zaskoczony, ze strony na stronę poszukiwałem w głowie rozwiązań "Kto się za tym kryje?". Dopiero później doszło do mnie, że nie ma co się dopatrywać żadnych racjonalnych wyjaśnień. Autor miał pomysł na książkę łącząc wątek sensacyjny trochę z paranormalnym - i moim zdaniem wyszło mu to dobrze.
Sceptyków po przeczytaniu tej książki (o ile od niej zaczęli) zachęcam do pozostałych powieści tego Autora.
Pierwsza książka Koryla za która się wziąłem. Raczej nie ma sensu nakreślać fabuły bo można przez przypadek zdradzić cały wątek w jednym zdaniu. Książkę pochłonąłem w około 90 minut. Oceniam to jako dobry materiał w sam raz na zimowy wieczór. Prosty wątek fabularny, główni bohaterowie nie są nam przedstawiani w jakiś dogłębny sposób. Nie zgadzam się z opiniami, że książka...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCzy sny mogą się spełniać w rzeczywistości? Tak, pod warunkiem że są to mroczne sny miejscowego proboszcza...
Czy sny mogą się spełniać w rzeczywistości? Tak, pod warunkiem że są to mroczne sny miejscowego proboszcza...
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTym razem akcja powieści toczy się w Dynowie na Podkarpaciu niedaleko Rzeszowa. Jest to moje drugie spotkanie z twórczością autora. Policjanci z tutejszego komisariatu muszą zmierzyć się z przypadkami kilku śmierci, które dotykają osoby w różnym wieku. Co dziwniejsze miejscowy proboszcz ma sny, które zapisuje w zeszycie. Sny mają odzwierciedlenie w rzeczywistości. Proboszcz ma zdolności przewidywania pewnych zdarzeń. Widzi między innymi napaść na młodą kobietę, wisielca w lesie, śmierć starszego małżeństwa. Proboszcz zapada w śpiączkę po próbie samobójczej, ale jego sny nadal się sprawdzają.
Powieść jest napisana bardzo zwięźle. Pozbawiona jest rozległych opisów. Nie ma rozbudowanych postaci, autor skupia się na wszystkim, nie podając czytelnikowi głównego wątku. Policjanci jak i bohaterowie drugiego planu są tak samo ważni. Powieść zasługuje na uwagę, bo przykuwa niesamowitym klimatem jak z horroru. Nie jest to tradycyjny kryminał.
http://pasjonujacestrony.pl/sny-janusz-koryl/
Tym razem akcja powieści toczy się w Dynowie na Podkarpaciu niedaleko Rzeszowa. Jest to moje drugie spotkanie z twórczością autora. Policjanci z tutejszego komisariatu muszą zmierzyć się z przypadkami kilku śmierci, które dotykają osoby w różnym wieku. Co dziwniejsze miejscowy proboszcz ma sny, które zapisuje w zeszycie. Sny mają odzwierciedlenie w rzeczywistości. Proboszcz...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDrugie spotkanie z twórczościa Janusza Koryla udane! :)
Swietna fabuła, zwarta akcja i zakończenie pozostawiające czytelnika w niedopowiedzeniu, zamyśleniu. Polecam gorąco, przy prozie rzeszowskiego pisarza nie można przejść obojętnie!
Drugie spotkanie z twórczościa Janusza Koryla udane! :)
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSwietna fabuła, zwarta akcja i zakończenie pozostawiające czytelnika w niedopowiedzeniu, zamyśleniu. Polecam gorąco, przy prozie rzeszowskiego pisarza nie można przejść obojętnie!
Uwielbiam takie książki!
Krótkie, treściwe rozdziały, wartka, szybka akcja, mocno wciągająca. Książka na jeden wieczór ;-)
Polecam!
Uwielbiam takie książki!
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKrótkie, treściwe rozdziały, wartka, szybka akcja, mocno wciągająca. Książka na jeden wieczór ;-)
Polecam!
http://otwarte-wrota.blogspot.com/2015/05/sny-janusz-koryl.html
http://otwarte-wrota.blogspot.com/2015/05/sny-janusz-koryl.html
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJanusz Koryl w swej powieści „Sny” łączy thriller/sensacje z czymś nadnaturalnym. Być może nie jest to epickie dzieło, lecz na pewno ma w sobie element zaciekawienia. Historia opisywana przez autora bynajmniej nie jest banalna, a dodanie do niej elementów metafizycznych czyni ją bardziej interesującą. W przypadku zakończenia autor zaskakuje czytelnika jego dwojaką naturą.
W Dynowie, małym miasteczku na Podkarpaciu, dochodzi do serii śmiertelnych wypadków. Życie mieszkańców jest zagrożone. Po zabójstwie młodej kobiety do akcji wkracza policja. Tymczasem w prasie pojawia się informacja o sennych koszmarach miejscowego proboszcza. Spisane w zeszycie sny spełniają się w najdrobniejszych szczegółach. Nowy dowód w sprawie stawia przed śledczymi wydziału kryminalnego kolejne pytania.
Na początku należy zaznaczyć, że jest to bardzo krótka powieść (jedyne 142 strony). Bardziej mogłoby to być opowiadanie należące do jakiegoś zbioru. Autor prowadzi fabułę całej powieści w bardzo dynamiczny sposób. Brak w niej zbędnych opisów, czy też niepotrzebnych i nic nie wnoszących dialogów. Być może to wpłynęło na objętość powieści. Janusz Koryl już od pierwszych stron (w sumie od pierwszego akapitu) porywa czytelnika w wir tajemniczej historii, a sama wydaje się dosyć prosta. Otóż miejscowy ksiądz ma sny/wizje przyszłych tragicznych wydarzeń. Autor bardzo szybko przerabia wszelkie postawy człowieka w kwestii czegoś niewytłumaczalnego, począwszy od niedowierzania, powątpiewania, następnie szoku, zrozumienia, a na koniec uwierzenia.
W „Snach” pojawia się masa postaci, jednakże tak autor poprowadził fabułę, że nie wydaje się ona chaotyczna. Na pochwałę zasługuje fakt, że autor szybciutko po wizji/śnie przeskakuje do postaci, której dana wizja/sen dotyczyła. W związku z czym czytelnik nie musi długo czekać na konkretne wydarzenia. W chwili włączenia się policji powieść toczy się po właściwych torach. Walka stróżów prawa z przyszłymi wydarzeniami stanowi główną oś całej książki. Wówczas czytelnik jak i bohaterowie zadają sobie pytanie czy da się przechytrzyć przeznaczenie. Autor nie pozostawił dla swych policjantów łatwego zadania, ponieważ opisy snów pozbawione są tożsamości przyszłych ofiar, a ksiądz w wyniku pewnego zdarzenia chwilowo wykluczony jest z pomocy.
Janusz Koryl postawił widza w roli obserwatora. Wiemy, kogo dotyczy proroczy sen. Jedynym naszym zadanie jest obserwacja, czy uda się zapobiec tragedii. Na dodatkowy plus zasługuje fakt, że cała powieść rozgrywa się w polskim miasteczku, przez co jej realia są nam bardziej bliższe. Autor nie zagłębia się zbytnio w metafizykę. Nie dostajemy odpowiedzi skąd pochodziły wizje, dlaczego miał je tylko ksiądz, czemu one służyły. Autor zamanifestował, że najważniejsza jest walka z przeznaczeniem, a wizje po prostu były, koniec kropka. Zadziwiającą rzeczą jest fakt, że w tak dotychczas spokojnej miejscowości doszło do tak dużej liczby tragicznych zdarzeń, ale na to trzeba spojrzeć z lekkim przymrużeniem oka.
Zakończenie jest szczęśliwo-nieszczęśliwe. Z jednej strony mamy ciekawy i interesujący obrót sprawy dotyczącej ostatniego snu. Z drugiej strony zakończenie wątku podinspektora, każe nam zadać pytanie, czy tak naprawdę da się przechytrzyć przeznaczenie.
Podsumowując interesująca powieść rodzimego autora z niebanalną fabułą. Być może nie jest to książka, na długo zapadająca w pamięć, ale jako rozwiązanie na nudne popołudnie pozycja jak najbardziej odpowiednia.
Janusz Koryl w swej powieści „Sny” łączy thriller/sensacje z czymś nadnaturalnym. Być może nie jest to epickie dzieło, lecz na pewno ma w sobie element zaciekawienia. Historia opisywana przez autora bynajmniej nie jest banalna, a dodanie do niej elementów metafizycznych czyni ją bardziej interesującą. W przypadku zakończenia autor zaskakuje czytelnika jego dwojaką naturą.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to...
Po ,,Sny" Janusza Koryla sięgnęłam przypadkiem. Opis na okładce wzbudził ciekawość. Z racji, że często mam dziwne sny, nie pozostawało mi nic innego jak wypożyczyć ową książkę. Powiem szczerze, że się zawiodłam. Nie rozumiem jaki był zamysł autora. Nie wyniosłam z tej książki żadnych wniosków. Śledziłam losy mieszkańców Dynowa bez większych emocji. Nie rozumiem również pewnej informacji zawartej w epilogu. Skąd pewność, że koszmary za kilka lat nie zaczną znów nękać księdza Eugeniusza? Liczyłam na coś z wątkiem psychologicznym. Coś, nad czym trzeba będzie pomyśleć, zastanowić się nad przyczyną i skutkiem. Raczej nie polecam tej pozycji
Po ,,Sny" Janusza Koryla sięgnęłam przypadkiem. Opis na okładce wzbudził ciekawość. Z racji, że często mam dziwne sny, nie pozostawało mi nic innego jak wypożyczyć ową książkę. Powiem szczerze, że się zawiodłam. Nie rozumiem jaki był zamysł autora. Nie wyniosłam z tej książki żadnych wniosków. Śledziłam losy mieszkańców Dynowa bez większych emocji. Nie rozumiem również...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDałam ocenę - dobry ponieważ: dobrze i szybko się czyta. To tylko plusy tej książki.
Dałam ocenę - dobry ponieważ: dobrze i szybko się czyta. To tylko plusy tej książki.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDopiero zaczęłam czytać, a zanim przekręciłam jedną kartkę już skończyła się moja przygoda w Dynowie..ale to nie jest spowodowane tym, że znudziłam się, ale dlatego bo książka ma tylko 140 strony! Jednak czy tyle stron wystarczyło bym wciągnęła się w wir tych miasteczkowych incydentów? Może zacznę od wywodów: Sny..wiele osób lubi śnić, uważamy, że jest to jeden z miłych aspektów tego nocnego odpoczynku. Grasuje wtedy nasza podświadomość, która przedstawia nam różne sytuacje, które zapewne nie zdarzą się w realnym świecie...no tak...a jeśli zamiast miłej nocki, przyśni nam się koszmar? Brrrr....nikt tego nie lubi! Ale dodajmy do tego koszmar, który sprawdzi się w rzeczywistości? Och aż strach się bać! Bohater książki- proboszcz Zawadzki posiada taką parszywą moc przepowiadającego się snu. I pewnie zgodziłby się ze mną, że jednak snów trzeba się obawiać! Sny są nie na żarty! Notatki, trupy, wielkie tajemnice...to są konsekwencje snów bohatera. Czy to jest możliwe, żeby sny się sprawdzały? Jak proboszcz sobie poradzi z koszmarami sennymi przekładającymi się na realne życie? Przeczytajcie, a wszystko będzie wiadomo!
Ogólnie książkę czyta się bardzo szybko. Jednak powtórzę pytanie, czy tyle stron wystarczyło, żebym mogła wpaść w wir tych wszystkich zdarzeń? Autor postawił na akcję, nie bawił się w opisy bohaterów oraz Dynowa. Jednak ta akcja nie trzymała mnie w napięciu. Wszystko działo się za szybko. Autor nie dał mi możliwości by pomyśleć jak rozwiązać te wszystkie smutne sytuacje, tylko wyłożył mi szybciutko wszystko jak na talerzu. Janusz Koryl nie wciągnął mnie do swojego świata, ale przedstawił oryginalną tematykę...szkoda, że nie rozwinął jej w dłuższej formie niż te 140 stron :)
Dopiero zaczęłam czytać, a zanim przekręciłam jedną kartkę już skończyła się moja przygoda w Dynowie..ale to nie jest spowodowane tym, że znudziłam się, ale dlatego bo książka ma tylko 140 strony! Jednak czy tyle stron wystarczyło bym wciągnęła się w wir tych miasteczkowych incydentów? Może zacznę od wywodów: Sny..wiele osób lubi śnić, uważamy, że jest to jeden z miłych...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCałkiem przyjemna opowieść o próbach oszukania przeznaczenia i ocalenia ludzkich istnień.
Charakterystyczny styl autora sprawia, że książkę czyta się miło i szybko. Dodatkowym plusem (przynajmniej dla mnie) są krótkie rozdzialiki, na które jest podzielona całość. W połączeniu z dużą czcionką ułatwiają jeszcze czytanie.
Historia jest dość ciekawa, aczkolwiek jak na elementy kryminału brakuje mi w niej tego szczególnego napięcia.. no dobrze, brakuje w niej jakiegokolwiek napięcia. Mimo tego niedociągnięcia, "Sny" skutecznie wciągają czytelnika w mały światek Dynowa.
Autor prezentuje kolejnych bohaterów na zasadzie: osoba - opis charakteru - anegdoty z jej życia. Moim zdaniem bardzo ciekawe anegdoty, które działają na korzyść książki.
Istnieją niestety pewne minusy.. czasem przeszkadzać może fakt, że w "Snach" dominują partie dialogowe, niekiedy pozbawione opisów (kto wypowiada dany fragment, czy gestykuluje przy tym, czy zmienia się mimika jego twarzy). Dodatkowo tragedie ludzi ukazane w książce nie wzbudzają szczególnych emocji u samego czytelnika. Poza jedną (jak dla mnie), to jest przypadkiem ciężarnej kobiety. Co mnie najbardziej uderzyło, to nie jej historia, a to, jak autor mówi o brzuchu tejże właśnie kobiety: "Wielki jak bęben brzuch nie chciał uwolnić swej zawartości." Stwierdzenie co najmniej niefortunne.
Pomijając małe zgrzyty, "Sny" to dobra pozycja, niezbyt wymagająca, idealna na deszczowe popołudnia.
Całkiem przyjemna opowieść o próbach oszukania przeznaczenia i ocalenia ludzkich istnień.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCharakterystyczny styl autora sprawia, że książkę czyta się miło i szybko. Dodatkowym plusem (przynajmniej dla mnie) są krótkie rozdzialiki, na które jest podzielona całość. W połączeniu z dużą czcionką ułatwiają jeszcze czytanie.
Historia jest dość ciekawa, aczkolwiek jak na elementy...
bardzo przyjemnie i szybko się czyta. Brak rozbudowanego opisu i ciągnącej sie w nieskończoność często zbędnej narracji. Pochłonięta dosłownie w jeden wieczór.
bardzo przyjemnie i szybko się czyta. Brak rozbudowanego opisu i ciągnącej sie w nieskończoność często zbędnej narracji. Pochłonięta dosłownie w jeden wieczór.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiądz Eugeniusz jest proboszczem w Dyniowie - niewielkim, podkarpackim miasteczku. Od pewnego czasu męczą go koszmary, w których dochodzi do morderstw, samobójstw i śmiertelnych wypadków. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że sny te spełniają się na jawie jakiś czas później…
Duchowny zapisuje swoje sny w specjalnym zeszycie, który trzyma w nakastliku przy łóżku. Ksiądz jest coraz bardziej przerażony. Każdego wieczoru walczy ze snem różnymi środkami medycznymi, gdyż boi się, że noc przyniesie kolejną wizję. Nie wie co robić, bowiem zdaje sobie sprawę, że jeśli powie komuś o swojej przypadłości może zostać uznany za wariata. Spełniona przepowiadania senna dotycząca gwałtu i morderstwa na młodej farmaceutce załamuje proboszcza. Ksiądz zwierza się biskupowi, który bagatelizuje jego przypadek i nakazuje się modlić. Załamany duchowny wykonuje anonimowy telefon na policję informując, że wie, kto jest mordercą.
Drugie spotkanie z prozą Janusza Koryla okazało się równie udane jak to przy okazji powieści „Urojenie”. Po raz kolejny autor zachwycił mnie niebanalnym pomysłem i sprawnie poprowadzoną akcją. Cenię pisarza za fakt, że nie upiększa swoich opowieści na siłę, nie mydli oczu długimi opisami i zbyt rozbudowanymi przeżyciami wewnętrznymi bohaterów. Liczy się konkret. I właśnie to sprawia, że prozę Janusza Koryla czyta się z tak ogromną przyjemnością. 140 stron tekstu wystarczą autorowi, aby maksymalnie skupić uwagę czytelnika, trochę go zadziwić, postraszyć, zaniepokoić. A ostrzegam was, jest się czego bać!
Najbardziej spodobał mi się język powieści. Autor cały czas używa mowy potocznej. To tak, jakby przystanąć pod sklepem i posłuchać rozmów miejscowych. Plotki, domysły, obgadywania. Taka prowincjonalna rzeczywistość. Nad tym wszystkim jak sępy krążą przedstawiciele lokalnej prasy, którzy bezlitośnie wytykają policji jej błędy.
„Sny” polecam przede wszystkim tym, którzy jeszcze nie mieli przyjemności poznać pisarstwa Janusza Koryla (wstydźcie się!) oraz czytelnikom lubiącym powieści grozy z wątkiem kryminalnym, wartką akcją i budzącymi sympatię bohaterami. Co prawda sama poprowadziłam tę opowieść w nieco innym, bardziej nadprzyrodzonym kierunku, ale pomimo tego nie czuje się w żaden sposób rozczarowana zakończeniem.
Ksiądz Eugeniusz jest proboszczem w Dyniowie - niewielkim, podkarpackim miasteczku. Od pewnego czasu męczą go koszmary, w których dochodzi do morderstw, samobójstw i śmiertelnych wypadków. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że sny te spełniają się na jawie jakiś czas później…
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDuchowny zapisuje swoje sny w specjalnym zeszycie, który trzyma w nakastliku przy...
Kiepsko wyszło, oj strasznie kiepściuchno. I tylko z sentymentu do mojego kochanego Podkarpacia nie chciałabym używać mocniejszych określeń.
Do kupna zachęciło mnie właśnie to, że akcja dzieje się na Podkarpaciu, w małej miejscowości – co przywiodło na myśl wiele wspomnień z dzieciństwa - a autor „laureat wielu ogólnopolskich konkursów literackich” sam jest z Rzeszowa, więc powinien atmosferę tych okolic i znać, i być w stanie oddać.
Nic bardziej mylnego. Na ledwo 140 stronach opowiadanka udało się autorowi zawiązać i jako-tako rozwiązać akcję, na szersze rozwinięcie zabrakło miejsca, pomysłu lub kunsztu. Sama intryga bardzo prosta i jak dla mnie, niestety, stanowczo niewciągająca, najprawdopodobniej ze względu zbytnią połebkowość, jakiegokolwiek napięcia nie poczułam ani razu.
Zdania krótkie, złożonych się prawie nie uświadczy a język ubogo prosty i topornie potoczny (dla porównania polecam „Dziunię” p.Anny Nowakowskiej – mistrzostwo pięknie wykorzystanego języka jaki słyszymy na co dzień!), dialogi w stylu:
- Skąd do mnie dzwoniono?
- Z plebani w Dynowie.
- Skąd?!
- Z plebani w Dynowie. (s.41)
Dodatkowo nadużywanie połączonych znaków interpunkcji emocji doprowadzały mnie na zmianę do śmiechu lub rozpaczy (Co się stało?! Co?! Jak to się mogło stać?! Jako mogłeś do tego dopuścić?! ?! ?! ?!)
Całość sprawia wrażenie jedynie roboczych notatek potrzebnych do napisania książki, a nie produktu końcowego.
Dlaczego? Weźmy przykładowo sposób wprowadzania nowych postaci do opowiadania - w miażdżącej większości przypadków odbywa się to według jednego schematu: po tym, jak po raz pierwszy pojawia się nazwisko osoby potrzebnej do pociągnięcia akcji, w następującym akapicie dostajemy pełną charakterystykę tejże osoby. Stefan i Barbara Maciągowie to małżeństwo takie, a takie, a takie. Tadeusz Rusinek był taki, śmaki a owaki. Żadnego domyślania się, wnioskowania z kontekstu, a – nie daj losie – samodzielnego łączenia faktów z różnych części książki – wszystko podane zwięźle, w jednym miejscu, bez niedomówień. W liceum, notatki dotyczące charakterystyki bohaterów książki wyglądają bardzo podobnie.
O małomiasteczkowej atmosferze jest napisane dość sporo, ale nie sposób jej odczuć (trochę żulików rozrzuconych po książeczce to jeszcze nie atmosfera) – z jednej strony ciężko zlokalizować gospodarzy ze studnią na podwórku (Serio? W mieście gdzie jest jakieś 5tys. mieszkańców?), z drugiej „całe miasto” panikuje, ponieważ przepowiednie wskazują na zagrożenie kobiety w zaawansowanej ciąży... a jedynie kobiety w zaawansowanej ciąży są niczego nieświadome (bo przecież żyją na planecie gdzie plotki i gazety nie dochodzą; ech, nie lubię takich tanich zagrywek). Dodajmy do tego jeszcze dziennikarkę („gdzie diabeł nie może tam babę pośle”) wściubiającą nos w pracę policji, która niezdolna jest nawet do obstawienia jednego w mieście cmentarza. Wszystko razem trzyma się kupy jak „laboga” i „jasny gwint”.
Rozczarowana jestem w równym stopniu co początkowo zachwycona byłam znalezieniem kryminału osadzonego w realiach Podkarpacia.
Odradzam.
Kiepsko wyszło, oj strasznie kiepściuchno. I tylko z sentymentu do mojego kochanego Podkarpacia nie chciałabym używać mocniejszych określeń.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDo kupna zachęciło mnie właśnie to, że akcja dzieje się na Podkarpaciu, w małej miejscowości – co przywiodło na myśl wiele wspomnień z dzieciństwa - a autor „laureat wielu ogólnopolskich konkursów literackich” sam jest z Rzeszowa,...
Dość ciekawa, klimatyczna książka. Czytasz, i znajdujesz się w małej mieścinie na Podkarpaciu (ale tak naprawdę, może to być każda taka malutka miejscowość w Polsce, gdzie czas biegnie swoim tempem, gdzie młodzi wyjechali za chlebem na Zachód, gdzie wciąż rządzi proboszcz, gdzie wszyscy się znają...). Wątek śledztwa był tak naprawdę dla mnie tylko wątkiem pobocznym.
Jak dobrze pamiętam, trochę mnie koniec rozczarował, ale ogólnie powieść jako całość, spoko, do przeczytania.
Dość ciekawa, klimatyczna książka. Czytasz, i znajdujesz się w małej mieścinie na Podkarpaciu (ale tak naprawdę, może to być każda taka malutka miejscowość w Polsce, gdzie czas biegnie swoim tempem, gdzie młodzi wyjechali za chlebem na Zachód, gdzie wciąż rządzi proboszcz, gdzie wszyscy się znają...). Wątek śledztwa był tak naprawdę dla mnie tylko wątkiem pobocznym.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJak...
Można przeczytać, ale nie jest to powalająca książka. W sumie nie mam na jej temat zbyt wiele do powiedzenia, ot taka sobie ... Faktycznie skojarzenia z "Oszukać Przeznaczenie" są jak najbardziej na miejscu.
Można przeczytać, ale nie jest to powalająca książka. W sumie nie mam na jej temat zbyt wiele do powiedzenia, ot taka sobie ... Faktycznie skojarzenia z "Oszukać Przeznaczenie" są jak najbardziej na miejscu.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toHm. Krótka książka a tyle w niej emocji. I pytań. Czy to wszystko wina księdza? Czy wszystko się skończyło? Przydałaby się druga część.
Hm. Krótka książka a tyle w niej emocji. I pytań. Czy to wszystko wina księdza? Czy wszystko się skończyło? Przydałaby się druga część.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSny to tytuł wypatrzony na stronie wydawnictwa Dreams, to impuls od drugiego wejrzenia. Zwyciężyła jednak ciekawość, co kryje w sobie ta książka. Przyznaje okładki książek wydawanych przez to wydawnictwo są tak przykuwające uwagę, że trudno przejść obok nich obojętnie i własnie okładka zaważyła ostatecznie o chęci sięgnięcia po Sny.... Bo przyznaje pierwsze moje odczucie było inne thriller/sensacja to przecież nie dla mnie...? Ale po wnikliwym spojrzeniu ujrzałam polane gdzieś w lesie, ciemną noc, prosty biały napis tytułu ze śladami krwi i kruka...? Będąc na Warszawskich Targach Książki najchętniej wyszłabym ze stoiska wydawnictwa z większą ilością książek. Jednak ograniczony na ten czas budżet zaważył, że zdecydowałam się ostatecznie na książkę Janusza Koryla. Czy książka tak cienka jak na moje upodobania raptem niespełna sto pięćdziesiąt stron, o tak prostym tytule ma w sobie to coś, że warto było po nią sięgnąć...?
To historia księdza Eugeniusza z niewielkiego miasteczka Dynów, który od jakiegoś czasu miewa spełniające się co do joty koszmarne sny. Problem zaczyna się kiedy do akcji wkracza miejscowa policja i to ona musi odnajdować kolejne ofiary proroczych snów...
Książka stanowi połączenie narracji trzecioosobowej z fragmentami zapisków w pierwszej osobie. Dodaje to przedstawionej historii więcej wiarygodności. Pogłębiając w czytelniku odbierane wrażenia ze śledzonych wydarzeń, czasem ukazując jedną historię z dwóch zupełnie innych stron... i mnie taka konstrukcja pasuje.
Książka jest cienka i zakładałam, że po prostu usiądę i przeczytam ją za jednym podejściem. Niestety albo i dobrze? Pod naporem emocji, myśli i wydarzeń dotykających bohaterów książki, potrzebowałam czasem chwili oddechu... I powiem, że w przypadku tej książki to świadczy moim z daniem o tym, że jest to dobra książka. Bo między innymi o to, w książkach chodzi. O wywołanie w czytelniku emocji... A i chwile te nie trwały z byt długo, bo za chwilę gnana ciekawością sięgałam znów..., aż mi się książka skończyła. Ot, co!
Polecam zwłaszcza fanom gatunku.
Sny to tytuł wypatrzony na stronie wydawnictwa Dreams, to impuls od drugiego wejrzenia. Zwyciężyła jednak ciekawość, co kryje w sobie ta książka. Przyznaje okładki książek wydawanych przez to wydawnictwo są tak przykuwające uwagę, że trudno przejść obok nich obojętnie i własnie okładka zaważyła ostatecznie o chęci sięgnięcia po Sny.... Bo przyznaje pierwsze moje odczucie...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka "Sny" to bardzo wciągająca pozycja. Jest pisana dużym drukiem wiec szybko się ją czyta. Według mnie bardzo ciekawa tylko trochę przypominała mi film "oszukać przeznaczenie" w wersji polskiej:)
Książka "Sny" to bardzo wciągająca pozycja. Jest pisana dużym drukiem wiec szybko się ją czyta. Według mnie bardzo ciekawa tylko trochę przypominała mi film "oszukać przeznaczenie" w wersji polskiej:)
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOd pewnego czasu w Dynowie małej miejscowości na Podkarpaciu mają miejsce dziwne wypadki. Ostatnio znaleziono ciało młodej kobiety, która najprawdopodobniej została zgwałcona. News ten budzi popłoch i sensacje w miasteczku. Sprawą zainteresowała się policja jednak nie jest ona w stanie w żaden sposób złapać zabójcy jako że nie posiadają żadnych dowodów, prócz trupa, który i tak całej sprawy nie ułatwia.
Jednak! Szanowany i miły proboszcz z pobliskiego kościoła od pewnego czasu miewa „koszmarne” i przerażające sny, które coraz bardziej go niepokoją i wywołują czasami nawet panikę. Bowiem w swych snach proboszcz Eugeniusz jest świadkiem dziwnych zabójstw osób mu znanych, mieszkańców Dynowa. Gdy ksiądz dowiaduje się o śmierci młodej dziewczyny w żółtych pantofelkach uświadamia sobie, że jego sny są prorocze, o tak! Jakby nie jak tak – proboszcz jest nie na żarty wystraszony i zastanawia się, cóż powinien w takiej sytuacji zrobić. Po pewnym czasie zmęczony już takimi conocnymi masakrami, jakie mają miejsce w jego snach postanawia udać się ze swoim problemem na najbliższy komisariat. Okazuje się, że mimo obaw proboszcza Eugeniusza, iż policjant nie weźmie „na serio” tego, co ksiądz ma mu do powiedzenia i uzna go za obłąkanego człowieka z psychozą - staje się zupełnie inaczej. Policję bardzo zainteresowała sprawa snów proboszcza i jego zeszytu, w którym je zapisuje. Mianowicie w niebieskim zeszycie, na którym idealnie zostały wykaligrafowane literki składające się w wyraz „Sny” mieści się jeszcze kilka snów, które jak do tej pory nie doczekały się urzeczywistnienia….
O tym w skrócie przeczytamy w powieści Janusza Koryla. Chociaż opis wydaje się bardzo interesujący i zachęcający to jednak z przykrością stwierdzam, że książka sama w sobie nie jest górnolotna. Zdecydowanie oczekiwałam czegoś lepszego.
Pomysł ze snami według mnie miał spory potencjał. Jednak książka jest zdecydowanie za krótka. Nie zdążymy się całkowicie wczytać w świat, który nam autor opisuje, a już znajdujemy się na stronie 140. Ponadto na pierwszej stronie widać już zdania, mówiące o sednie książki, czyli o snach. Samo to początkowo mnie zniechęciło, ale miałam nadzieję, że będzie wiele wątków pobocznych. Tak się jednak nie stało.
Fabuła dosyć ciekawa i wyszłoby zdecydowanie lepiej gdyby autor dodał więcej opisów, więcej wydarzeń, które mają pośrednio związek z całą sprawą. Nie dodał i książka zawiera mnóstwo dialogów, mało opisów, a wszystko, co się tam dzieje jest mało rzeczywiste. Widać, że wszystko zostało wymyślone. Akcja dzieje się zbyt szybko, jest bardzo przewidywalna. Bohaterowie zgoła są płytcy. Nie zapadają w pamięć. Jeśli już to tylko dwie czy trzy osoby. Zdaje sobie sprawę z tego, że akcja książki toczy się w małej miejscowości, natomiast wszystko kręci się wokół policjanta Zielińskiego i podinspektora Czajki. Mieszkańcy są jakby na boku, a przecież to oni stanowią główny punkt opowieści, bo ich sprawa dotyczy. Gdzie jakieś ich reakcje zaistniałe wydarzenia? Dziennikarze to również jakiś aspekt wyrwany z zaświatów. Nagle się pojawili i nagle sobie poszli. To wszystko stało się tak nagle, że śmiem się zastanawiać czy ja tę książkę naprawdę czytałam czy może mi się to tylko przyśniło?
Ha! Prócz tego, ksiądz początkowo był potrzebny, żeby zacząć książkę, potem nie za bardzo no bo gdyby Eugeniusz od razu podał nazwiska osób, które mu się śniły to policja nie miałaby nic do roboty (w zeszytach bowiem znał osoby, które mu się śniły, ale nie zapisywał nazwisk… tez dziwne). Zatem cóż za problem? Wywalić księdza! Tak! Wystarczy żeby zażył trochę pastylek zapadł w słodką śpiączkę na czas „śledztwa” policyjnego i całego tego ambarasu! Proste, prawda? Ha, ha.
Styl pisarski pana Koryla również nie powala na kolana i nie każe gapić się na książkę, by przeczekać szok zachwycania. Jest raczej zwyczajny. Zresztą niektóre słowa i pewne zdania, które przeczytałam w jego książce jakoś mnie dodatkowo zniechęciły do jego twórczości.
Niestety według mnie to wszystko jest zdecydowanie niewystarczające bym była stu procentowo zadowolona z lektury, do której zachęciły mnie pozytywne recenzje, na które przypadkowo się natknęłam jakiś czas temu. Wielu osobą ta książka stosunkowo przypadła do gustu jednak mi niespecjalnie.
Od pewnego czasu w Dynowie małej miejscowości na Podkarpaciu mają miejsce dziwne wypadki. Ostatnio znaleziono ciało młodej kobiety, która najprawdopodobniej została zgwałcona. News ten budzi popłoch i sensacje w miasteczku. Sprawą zainteresowała się policja jednak nie jest ona w stanie w żaden sposób złapać zabójcy jako że nie posiadają żadnych dowodów, prócz trupa, który i...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMój M lubi dobre kryminały. Cztery dni temu miał urodziny i udało mi się sprezentować mu dobry kryminał - "Sny" Janusza Koryla.
Czasami wydaje nam się, że dobrze by było znać przyszłość. Może udało by się wtedy zapobiec jakiejś trudnej, czy dramatycznej sytuacji?! Janusz Koryl podejmuje taki właśnie temat. Proboszcz z Dynowa ma niezwykłe sny. Śnią mu się zdarzenia , które potem mają miejsce w Dynowie. Ksiądz dokładnie spisuje swoje sny, ale nie podaje w relacji ze snu żadnych nazwisk. Jest tak sfrustrowany tym czego doświadcza, że nie wytrzymuje tej sytuacji...Policja znajduje zapiski proboszcza i zaczyna się wyścig z czasem. Czy zdołają zapobiec opisanym wypadkom, które się jeszcze nie wydarzyły???
Mój M lubi dobre kryminały. Cztery dni temu miał urodziny i udało mi się sprezentować mu dobry kryminał - "Sny" Janusza Koryla.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCzasami wydaje nam się, że dobrze by było znać przyszłość. Może udało by się wtedy zapobiec jakiejś trudnej, czy dramatycznej sytuacji?! Janusz Koryl podejmuje taki właśnie temat. Proboszcz z Dynowa ma niezwykłe sny. Śnią mu się zdarzenia , które...
Dynów to małe miasteczko w województwie podkarpackim należące do powiatu rzeszowskiego. Jeszcze przed rokiem 1945 Dynów wchodził w skład województwa lwowskiego, natomiast po zakończeniu II wojny światowej miasto przyłączono do nowo utworzonego województwa rzeszowskiego. Z kolei w latach 1975-1998 Dynów pod względem administracyjnym należał do ówczesnego województwa przemyskiego. Tak po krótce można przedstawić historyczną charakterystykę Dynowa. Te informacje mogą okazać się pożyteczne dla tych, którzy nie do końca wiedzą, gdzie szukać miasteczka, w którym rozgrywa się akcja Snów Janusza Koryla.
Właśnie w Dynowie mieszka pewien ksiądz, który pełni funkcję proboszcza w parafii pod wezwaniem świętego Wawrzyńca. Jak już wspomniałam miasto nie jest duże, więc wszyscy mieszkańcy dobrze się znają. Ksiądz Eugeniusz również doskonale zna swoich parafian. Wie, gdzie pracują, dokąd chadzają na piwo, z kim pozostają w związkach formalnych i tych mniej formalnych, a z jego punktu widzenia w związkach grzesznych. Na pierwszy rzut oka nie ma w tym nic dziwnego. Jednak jest coś, o czym wie tylko sam proboszcz Eugeniusz. On ma sny. Ale nie są to takie zwyczajne senne fantazje. To sny prorocze, a raczej koszmary, które nie pozwalają księdzu normalnie egzystować. W tych snach proboszcz bardzo dokładnie widzi, co w najbliższym czasie spotka jego parafian. Wie, kto zostanie zamordowany, komu urodzi się martwe dziecko albo która kobieta zostanie brutalnie zgwałcona, a kto umrze po zjedzeniu kolacji przyrządzonej z trujących grzybów.
Te wszystkie koszmary ksiądz skrupulatnie spisuje w zeszycie z niebieską okładką. Zapytacie zapewne: Skoro wie, to dlaczego tych ludzi nie ostrzeże i nie zmieni w ten sposób ich tragicznego losu? Może dlatego, że wciąż ma nadzieję, iż te sny wreszcie miną, a on będzie miał spokojną głowę i będzie mógł zająć się tym, do czego został powołany? Ale niestety sprawa przedstawia się zupełnie inaczej. Choć duchowny modli się żarliwie do Boga o pomoc, nie otrzymuje jej. Koszmary nadal go nawiedzają i są coraz bardziej makabryczne. Jak długo księdzu Eugeniuszowi wystarczy sił, aby móc zmagać się z nimi? Czy jest jakakolwiek szansa, aby uchronić tych, którzy są głównymi bohaterami snów duchownego? Czy przeznaczenie tych ludzi naprawdę można zmienić?
Takie właśnie pytania stawia Janusz Koryl w swojej powieści. Z jednej strony można twierdzić, że odpowiedź na nie jest jednoznaczna, co pokazuje fabuła książki. Jednak z drugiej strony życie potrafi też zaskoczyć i pokrzyżować plany nawet proroczym wizjom księdza Eugeniusza.
Pomyślmy też o społeczności Dynowa, kiedy na jaw wychodzą wreszcie sny proboszcza, a szczególnie ich treść. Na miasteczko pada blady strach. Nikt nie może czuć się bezpiecznie, bo nie wie, czy w tychże wizjach nie chodzi właśnie o niego. A sam proboszcz? Przecież jego wytrzymałość fizyczna i psychiczna też ma swoje granice.
Ta niewielkich rozmiarów powieść zaskakuje przede wszystkich pomysłowością. Czytając niedawno Urojenie, wiedziałam, że Autorowi należy pogratulować już samego pomysłu. Podobnie jest i w tym przypadku. Niebanalna koncepcja, świetnie poprowadzona akcja, nietuzinkowi bohaterowie to tylko niektóre z walorów tej powieści. Ponownie zachwycił mnie także styl pisania Autora. Nie jest dla czytelnika męczący, lecz zrozumiały, a to powoduje, że nie musimy zastanawiać się co też takiego Autor miał na myśli. Dodatkowo Janusz Koryl nie rozbudowuje pewnych kwestii, co moim zdaniem stanowi ogromny plus, ponieważ dzięki temu nie podaje czytelnikowi na tacy konkretnych rozwiązań. To tylko od nas zależy, jak dalej potoczą się losy głównych bohaterów. Podobnie jak od czytelnika zależy interpretacja zachowań poszczególnych postaci, ich motywacji i sensu podejmowania takich, a nie innych działań. Jako czytelnicy jesteśmy wolni, a nie ograniczeni gotowymi schematami akcji. Aby jeszcze bardziej zachęcić Was do sięgnięcia po tę lekturę dodam, że książka została uznana przez Internatów najlepszą książką na jesień 2011 w kategorii kryminał.
Jak widać, już sama okładka zachęca do przeczytania tej książki, szczególnie miłośników mrocznych historii. Jestem przekonana, że ci, którzy preferują opowieści z dreszczykiem, nie zawiodą się na tej lekturze. Załączona grafika fantastycznie oddaje klimat tej pozycji. Tak więc zapraszam Was do Dynowa, gdzie sny sprawdzają się na jawie, a miasteczko ogarnia mroczny strach.
źródło recenzji: http://krainaczytania.blox.pl
Dynów to małe miasteczko w województwie podkarpackim należące do powiatu rzeszowskiego. Jeszcze przed rokiem 1945 Dynów wchodził w skład województwa lwowskiego, natomiast po zakończeniu II wojny światowej miasto przyłączono do nowo utworzonego województwa rzeszowskiego. Z kolei w latach 1975-1998 Dynów pod względem administracyjnym należał do ówczesnego województwa...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toO twórczości tego pisarza można usłyszeć wiele dobrego. Tym większa była moja radość, gdy otrzymałam propozycję zrecenzowania książki tego autora. Muszę przyznać, że się nie zawiodłam i mam w planach także inne jego powieści.
Sama fabuła powieści jest już nietuzinkowa. Ksiądz miał nadprzyrodzony dar – śniły mu się prorocze sny. Zdarzało się to zawsze przed zdarzeniem. Nie uprzedził nigdy zagrożonych osób, gdyż nie wiedział na ile są one prawdziwe. Po jednym zabójstw postanowił pójść na komendę i opowiedzieć o tym, kto zgwałcił i zamordował dziewczynę. Funkcjonariusze byli jednak dość sceptycznie nastawieni do jego opowieści. Pewnej nocy przyśnił mu się straszny sen, w wyniku przedawkowania leków trafił do szpitala. Dzięki pomocy lekarskiej udało mu się przeżyć, jednak pozostawał w śpiączce. Policja znalazła jego zeszyt, w którym zapisywał to, co mu się przyśniło. Rozpoczęła się walka z czasem…
Czytałam już kilka kryminałów, można rzec, że jest to jeden z moich ulubionych gatunków literackich. Nigdy jeszcze nie spotkałam się z tak zaskakującą akcją. Sam motyw proroczych snów jest dość rzadko używany w literaturze. Jak dotąd, spotkałam się z nim tylko 2-krotnie, czytając beletrystykę rosyjską.
Książkę czytałam z wielką przyjemnością, choć na początku trochę mnie nużyła. Z czasem jednak strony zaczęły przeskakiwać, jak szalone i nawet nie zauważyłam, kiedy skończyłam. Pozycja nie jest może jakaś zaskakująco dobra i porywająca, jednak miło spędziłam przy niej czas.
Akcja powieści toczy się w Dynowie, autentycznym mieście znajdującym się w powiecie rzeszowskim. Nigdy wcześniej nie czytałam żadnej pozycji o tamtych okolicach, więc tutaj duży plus dla autora.
Bohaterami także stają się zwykli ludzie, mieszkańcy miejscowości. Tragedie spotykają ich tak samo, jak wszystkich innych. W książce ukazane są ludzkie tragedie, które mogą się zdarzyć każdemu z nas. Nikt z nas nie zna dnia, ani godziny.
Pozycja zwraca uwagę na pracę tamtejszej policji, dążenie do celu dziennikarzy za wszelką cenę. Nie wszyscy ludzie są tacy, jakby się mogło wydawać.
Opisane zostały trzy nierozwiązane sprawy, każda z nich toczyła się swoim torem. Miałam nadzieję, że choć kogoś uda się uratować. Po części też tak się stało. Zakończenie dzieła zupełnie mnie zaskoczyło, nie spodziewałam się takiego końca książki.
Kryminał to jeden z moich ulubionych gatunków literackich. Uwielbiam ten dreszczyk emocji, stopniowanie napięcia, trzymanie czytelnika w niepewności. Tutaj za bardzo nie doszukałam się tych cech, choć muszę przyznać, że nie było najgorzej.
,,Sny” to dość dobry kryminał, który polecam miłośnikom tego gatunku i twórczości pisarza.
Moja ocena : 8/10
O twórczości tego pisarza można usłyszeć wiele dobrego. Tym większa była moja radość, gdy otrzymałam propozycję zrecenzowania książki tego autora. Muszę przyznać, że się nie zawiodłam i mam w planach także inne jego powieści.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSama fabuła powieści jest już nietuzinkowa. Ksiądz miał nadprzyrodzony dar – śniły mu się prorocze sny. Zdarzało się to zawsze przed zdarzeniem. Nie...
Zarówno mroczny opis, jak i krwawa okładka sprawiły, że miałam dość konkretne wyobrażenie co do tego, czego mogę oczekiwać od "Snów". Do tego doszła jeszcze ogromna ochota, by poznać bliżej twórczość polskiego prozaika i poety, Janusza Koryla, tak więc z dużym zainteresowaniem zabrałam się za czytanie i dość szybko przekonałam się, że moje wyobrażenia były jednak nieco mylne. Czy to oznacza, że się rozczarowałam? Ani trochę.
"Sny" to niewielkich rozmiarów książeczka, której akcja toczy się wokół bodaj jeszcze mniejszego miasteczka. I jak to zwykle w takich miasteczkach bywa, mamy tu duchownego, który praktycznie każdego w okolicy zna, choćby z widzenia, a i pewnie z niejednym już w życiu rozmawiał. Naszego proboszcza od pewnego czasu trapi dość osobliwy kłopot. Nocą, zamiast korzystać z zasłużonego odpoczynku, mężczyzna walczy z przerażającymi koszmarami. Koszmarami, które przerażają tym bardziej, że dotyczą dobrze znanych mu osób: mieszkańców małego miasteczka, a sen zazwyczaj kończy się czyjąś śmiercią. Łatwo można więc sobie wyobrazić przerażenie prostego człowieka, gdy odkrywa, że to co przeżywa nocą z czasem staje się prawdą... Mężczyzną targają ogromne dylematy: czy wolno mu uwierzyć w swoją wizjonerską moc, czy o swych koszmarach powinien kogoś poinformować, wreszcie jak uchronić niewinne dusze przed grożącym im niebezpieczeństwem, bez ryzyka, że ktoś może uznać go za wariata? W tym momencie jeszcze nie wie, że już wkrótce policja natknie się na zeszyt, w którym skrzętnie zapisuje swoje koszmary i od tego momentu rozpocznie się wyścig z czasem i przeznaczeniem...
Sięgając po tę niewielką objętościowo książeczkę spodziewałam się wielu przerażających scen, w których nie braknie drastycznych opisów. Dlatego bardzo zaskoczył mnie początek książki. Bo co prawda mamy już opisy pierwszych wizji proboszcza, niemniej ogólnie sporo tu sielskiej, małomiasteczkowej atmosfery. Jednak z każdą kolejną kartką, coraz bardziej narasta napięcie, które zręczne pióro autora zdoła utrzymać do samego końca. Końca, który również zaskakuje... Początkowo obawiałam się, że niewielki format pozostawi spory niedosyt, jednak szybko doszłam do wniosku, że jest on tutaj raczej zaletą. Autor nie marnuje czasu, nie próbuje na siłę rozciągać swojej historii, skupia się na tym co ważne i bardzo umiejętnie prowadzi akcję. Czytelnicy gustujący w krwawych masakrach mogą poczuć pewien niedosyt, ja jednak czuję się w pełni usatysfakcjonowana. Otrzymałam książkę, która nie tylko trzyma w napięciu, ale również umiejętnie obrazuje społeczeństwo zamieszkujące niewielkie miasteczko, wspólczesną pogoń za sensacją ale również refleksję na temat naszego przeznaczenia i skutków prób zmieniania przyszłości. Całość opisana naprawdę dobrym, przystępnym językiem sprawia, że książkę po prostu trzeba doczytać do końca, jeśli tylko się ją otworzy. Duży komplement w kierunku autora, po którego książki z całą pewnością ponownie sięgnę.
(http://alison-2.blogspot.com/2013/01/sny.html)
Zarówno mroczny opis, jak i krwawa okładka sprawiły, że miałam dość konkretne wyobrażenie co do tego, czego mogę oczekiwać od "Snów". Do tego doszła jeszcze ogromna ochota, by poznać bliżej twórczość polskiego prozaika i poety, Janusza Koryla, tak więc z dużym zainteresowaniem zabrałam się za czytanie i dość szybko przekonałam się, że moje wyobrażenia były jednak nieco...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka jest rewelacyjna wciąga od pierwszej strony i trzyma w napięciu do ostatniej naprawde polecam, krótka ale wrto ją przeczytać
Książka jest rewelacyjna wciąga od pierwszej strony i trzyma w napięciu do ostatniej naprawde polecam, krótka ale wrto ją przeczytać
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to