Niezwykła historia o pani zamienionej w lisa

Okładka książki Niezwykła historia o pani zamienionej w lisa
David Garnett Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy Seria: Biblioteka Jednorożca literatura piękna
138 str. 2 godz. 18 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Seria:
Biblioteka Jednorożca
Tytuł oryginału:
Lady into fox
Data wydania:
1960-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1929-01-01
Liczba stron:
138
Czas czytania
2 godz. 18 min.
Język:
polski
Tłumacz:
Józef Brodzki
Średnia ocen

                7,0 7,0 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Niezwykła historia o pani zamienionej w lisa w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Niezwykła historia o pani zamienionej w lisa

Średnia ocen
7,0 / 10
19 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
1699
839

Na półkach: , , , ,

Historia ta rzeczywiście jest niezwykła, bo jakżeby inaczej nazwać sytuację, gdy w czasie spaceru do lasu małżonka bohatera w ułamku sekundy zamienia się w lisa. Jakie ta sytuacja ma konsekwencje? Nie zdradzę, ale szczerze polecam. Książeczkę czyta się bardzo szybko, a akcja wciąga.

Historia ta rzeczywiście jest niezwykła, bo jakżeby inaczej nazwać sytuację, gdy w czasie spaceru do lasu małżonka bohatera w ułamku sekundy zamienia się w lisa. Jakie ta sytuacja ma konsekwencje? Nie zdradzę, ale szczerze polecam. Książeczkę czyta się bardzo szybko, a akcja wciąga.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

53 użytkowników ma tytuł Niezwykła historia o pani zamienionej w lisa na półkach głównych
  • 31
  • 22
19 użytkowników ma tytuł Niezwykła historia o pani zamienionej w lisa na półkach dodatkowych
  • 9
  • 3
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Niezwykła historia o pani zamienionej w lisa

Inne książki autora

David Garnett
David Garnett
Brytyjski pisarz i wydawca. Wybitny członek Grupy Bloomsbury, otrzymał literacką uznanie, za powieść "Niezwykła historia o pani zamienionej w lisa".
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Symultanka Ingeborg Bachmann
Symultanka
Ingeborg Bachmann
c.d. mojej Ingeborg Bachmann To są opowieści o niezrozumieniu, samotności - rodzajach śmierci, miłości. To są opowieści o dobrowolnej granicy mowy ludzkiej. Przecież mamy słowa. Tak. Nie. Wybieramy wyobrażenia. Czy w wyobrażeniach może nas coś prawdziwie połączyć? Zrozumiemy się? Chciałabym Ci tyle opowiedzieć lecz nie potrafię słuchać Ciebie. To jest granica naszych słów. To od niej wszystko się zaczyna. Nie chcę być jak Inne. Nie zniosę tego. To jest okropność. Uciekam. Wolę śnić. Boję się życia. Boję się wręcz nieprzyzwoicie. Gdybym wyznała prawdziwe słowa i zatajone myśli straciłbyś orientację, runąłbyś w ciemność, ale musisz się dowiedzieć, że ja też chcę być kobietą. Kiedy w lustrze patrzę na swoje ciało myślę o Tobie. Jeszcze nie wiem, że to nie ma sensu. Jeszcze nie wiem, że w Twojej obecności ginę „dla niczego, po prostu dla niczego”. Dlatego pomiędzy śmiechem a płaczem po tylu dniach nie mogę nadal odnaleźć właściwych słów dla Ciebie. Chcę widzieć mniej. To mój przywilej, który mnie zdradzi. Ale jeszcze tego nie wiem. Codziennie łudzę się pomiędzy tym co dla mnie pomyślne i tym co mnie rani, głęboko. Na co liczę? Tak, już wiem, że nie będziesz ze mną. Moje szczęśliwe oczy zamknęły się za późno. Zobaczyłam twoją twarz, prawdziwą ranę we mnie. Może sama się zraniłam? Może za długo się łudziłam. Moja samotność to unikanie słów na wyrażenie moich uczuć i mojego niepokoju. Milczę. Czy może mi się coś jeszcze stać? PS. Czy znajdę klucz jak Ciebie przeczytać droga Inge. Nie wiem czy na pustyni jesteś przez Przypadek F czy może jedynie wspominasz o niej wychodząc z hotelu w Rzymie, a może to jedynie myśl, która się zrodzi przy oczekującej wielogodzinnej pozycji przy telefonie w Wiedniu. Nie mówiłaś, że żona Jordana, jego wynalazek i Przypadek, spotykała się z Beatrix w RENE i w tajemnicy bywałaś u Jego matki. Przecież znałaś Te rodziny, nie zaprzeczaj, a w rozmowie z Nim szybko kończysz temat utrzymując, że jedynie z nazwiska słyszenia. Przecież to Wiedeń. Jesteś Nadine, Betarix, Mirandą, Elizabeth czy wszystkimi jednocześnie? Może nie jesteś żadną z Nich? Mam czytać wszystko od początku? Czasami nie nadążam za Tobą Ingelein, wiesz? Ps. Odczytanie opowiadań ze zbioru Symultanka bez znajomości Maliny i Przypadku F byłoby co najmniej trudne. Może stać się wręcz niemożliwym.
Agnieszka - awatar Agnieszka
oceniła na 9 10 miesięcy temu
Grzybojad Sergio Galindo
Grzybojad
Sergio Galindo
No proszę, cóż za zbieg okoliczności. Nie minęły dwa tygodnie odkąd skończyłem czytać "Wichrowe wzgórza", a tu całkiem przypadkiem w moje ręce trafia opowiadanie nieznanego w Polsce meksykańskiego pisarza, w którym punkt wyjścia wydaje się niemal identyczny jak ten w powieści Emily Bronte. Relacja dwójki bohaterów nie jest co prawda tak burzliwa i dramatyczna jak ta Heathcliffa i Katarzyny, ale w połączeniu z towarzyszącymi jej wydarzeniami może być dla czytelnika wcale nie mniej emocjonująca. W "Wichrowych Wzgórzach" dominował klimat niepokoju, wynikającego z nieprzewidywalnych zachowań bohaterów o dzikim temperamencie oraz subtelnej obecności zjawisk nadprzyrodzonych, typowych dla powieści gotyckiej. W "Grzybojadzie" zaś stale towarzyszy nam atmosfera snu i baśniowości, której każdy z nas zapewne niekiedy doświadcza zaraz po przebudzeniu, po tym jak śniły mu się rzeczy niby to normalne, ale jednak nie do końca lub też nienormalne całkowicie. Spuszczenie z łańcucha lamparta hodowanego przez pana domu dla jednych w tym opowiadaniu jest rzeczą budząca wielkie przerażenie, a dla innych czymś najnormalniejszym w świecie. Tytułowe grzybojady to osoby wynajmowane do próbowania nieznanych grzybów, by w razie czego to one się zatruły, a nie ich gospodarze. Pani domu spędza przed lustrem swojej toaletki długie godziny na układaniu fryzur, z których żadna nigdy nie jest taka sama. Są to rzeczy, które mogą mieć miejsce w prawdziwym życiu, ale bardziej prawdopodobne jest, że pojawią się raczej w naszych snach. Taki jest właśnie "Grzybojad" Sergio Galindo, króciutkie, pięknie napisane, niemal idealne opowiadanie. Jego jedyną wadą jest chyba tylko to, że jest właśnie tak krótkie. Myślę, że nie przesadzę ze stwierdzeniem, że gdyby autor rozwinął zawarte w nim wątki do rozmiarów powieści, to jego dzieło mogłoby być dla niego tym samym, czym dla Gabriela Garcii Marqueza było "Sto lat samotności".
SenioritaPięknyLolo - awatar SenioritaPięknyLolo
ocenił na 8 30 dni temu
Krótki list na długie pożegnanie; Pełnia nieszczęścia Peter Handke
Krótki list na długie pożegnanie; Pełnia nieszczęścia
Peter Handke
Trzy opowieści austriackiego awangardzisty Petera Handke – każda bez upiększeń w akcie demonstracyjnej wrogości wobec fabuły. Trzeci tekst o matce sięga wyżyn empatii… Na szczęście fabuła sama w sobie nie jest dla mnie najważniejsza, to i narracja Noblisty do mnie przemawia. Tylko próg wejścia na tyle wysoki, że komuś bardzo się może obniżyć próg wyjścia. Już po paru stronach i nawet nie na drugi rzut oka oczywistą oczywistością jest, że Handke to ktoś, kto z natury lubi prowokować, epatować (czy tylko mieszczanina?), dystansować się od innych, być kompletnie osobnym. A to może prowadzić w różne miejsca. Czy może zatem dziwić, że po latach odnajdzie się on jako adwokat „pro bono” serbskiego zbrodniarza wojennego, ale i "pokojowego", Slobodana Miloševicia… Pierwsze dwie części tej książki z 1972 r. dotyczą pobytu Autora w USA. To umiarkowanie antyamerykańska treść w superamerykańskiej formie, czyli powieści drogi. Autor mieszka w typowych hotelach (z obowiązkową Biblią w szufladzie biurka) i niemalże cały czas jest w ruchu, taki ówczesny biegun. To głównie, jeśli nie przede wszystkim, relacja z banalnej codzienności w banalnym kraju, jak wynika z narracji. Zapis kolejnych dni może nużyć, co jest zamierzonym chwytem, skoro narrator czyli autor silnie odczuwa sztuczność, a nawet i fałszywość istnienia. Dlatego, a może mimo to, skupia się niemal wyłącznie na sobie. Jedną z jego cech są natręctwa… „Tak bardzo odzwyczaiłem się od samego siebie, że nie wiedziałem teraz, co z sobą zrobić”. „Będąc sam ze sobą, czułem się niepotrzebny”. „Najchętniej bym się zbił, tak byłem sobą znudzony”. „Zbliżałem się do wszystkiego, co tylko możliwe, i ledwie doszedłem, traciłem na to ochotę”. „Jak to się dzieje, że akurat mnie opowiadano zawsze różne historie? pomyślałem. Przecież chyba było widać po mnie, że z góry się na to nie zgadzam. A mimo to stale opowiadano mi najgłupsze różne historie z takim spokojem, jak gdyby nie sposób było sobie wyobrazić, że wysłucham ich inaczej niż jako zaufany wspólnik”. W tej realistycznej, ale tez i lekko odrealnionej części, występuje również wątek znienawidzonej i nienawidzącej byłej żony narratora czyli autora. Raz nasyła ona na niego zbirów, a kiedy indziej znów razem odwiedzają reżysera Johna Forda. Wiele tu odnalazłem wspólnego z moim ulubionym Thomasem Bernhardem, starszym od Handkego o 11 lat (wydaje się do niego nieco podobny, zwłaszcza w „szarganiu świętości”, choć jednak nie dorównuje mu w „ojkofobii” - czyje to ulubione słowo?). Wycofanie z życia i niechęć do niego niemal takie, jak u autora niezapomnianego „Wymazywania”: „Jak daleko sięgnę pamięcią, byłem jakby urodzony do lęków i przerażeń”. Albo taki cytat: „Jesteś obserwatorem doświadczeń, nie ich uczestnikiem. Zachowujesz się, jak gdyby świat stanowił przykrą niespodziankę, specjalnie dla ciebie. Więc przypatrujesz się tylko uprzejmie, jak stopniowo wszystko wychodzi na jaw; wmieszać się to byłaby przecież nieuprzejmość”. „Mówicie zawsze +ja+, a jednak czujecie się pochlebieni, gdy weźmie się was za kogoś innego”. Bardzo mi odpowiadają liczne tu imiesłowy uprzednie, tak rzadko już dziś używane w coraz bardziej ubożejącym języku polskim (bo mój ulubiony czas zaprzeszły dawno już przeszedł był do zamierzchłej historii). Amerykańską rzeczywistość Autor odbiera jednoznacznie negatywnie (co mnie nie dziwi: bylem tam, nie tęsknię - a już zwłaszcza teraz...). „- W Ameryce nie chodzi się na spacery – powiedziała Claire. – „Jeździ się samochodem albo siedzi przed domem w bujakach. Kto wałęsa się, ot tak sobie, bez celu, zwraca na siebie uwagę”. „Prawie już nie zauważała natury, lecz sztuczne znaki i przedmioty cywilizacji przyjmowała za naturę”. „Umysłowo chorzy w Europie przemawiają na ogół formułkami religijnymi, umysłowo chorzy tutaj, choćby mówili tylko o jedzeniu, zaczynają nagle deklamować jak katarynki nazwy bitew wygranych przez naród”. „Nie widziałem w Ameryce bodaj nikogo, kto byłby w czymś zatopiony”. W pełni podzielam autorską ocenę ulubionego napoju Amerykanów (a może nie tylko ich): „Spróbowałem czknąć; pomogła mi coca-cola”. I jeszcze reakcja Europejczyka na tamtejsze „jedzenie”: „Poczułem głód, ale gdy popatrzyłem potem na jadłospisy przed restauracjami, głód minął”. Trzecie opowiadanie „Pełnia nieszczęścia” to fascynujące wspomnienie o matce (rocznik 1920, z pochodzenia Słowence), która z choroby i biedy popełniła samobójstwo. Ten tekst „łatwiejszy” od tamtych dwóch – to wybitny rys psychologiczno-socjologiczny jej zwykłego, tak mało, za mało znaczącego życia. Emocje syn pozostawia raczej na boku. „Nigdy nie mówiła o sobie, a i mnie nigdy nie przyszło na myśl, że można coś o niej powiedzieć. Rozmawialiśmy więc o mnie albo o rzeczach za oknem, to była nasza jedyna możliwość okazywania sobie czułości”. Urodziła się na austriackiej wsi w czasach powszechnego ubóstwa. „Jedyne ich mienie, odświętne ubranie, składano wraz z nimi do grobu”. Życie mocno patriarchalne. „Wszelkie manifestowanie kobiecej odrębności uchodziło w tym wiejsko-katolickim otoczeniu za zuchwałość”. Poza Kościołem nie ma życia. „Chodzili do spowiedzi po to tylko, żeby temu, kto zostawał w domu, przypomnieć o jego grzechach”. Polityka? „Jako radny gminy reprezentuje małą podupadłą partię, która w oparciu o wielką przeszłość marzy o wielkiej przyszłości”. To wciąż czasy przednowoczesne, choć lata już 50., 60. „Wciąż jeszcze istniał dość śmieszny podział dóbr na to, co konieczne, pożyteczne i luksusowe. Konieczne było wówczas tylko jedzenie; pożyteczny – opał na zimę, cała reszta była luksusem”. Życie pozornie wyglądało na wspólnotowe, ale to oczywiście dyktat niewyróżniania się niczym. „Po jednostkowej indywidualności nie pozostawał żaden niemal ludzki ślad; +indywiduum+ zresztą to było słowo znane tylko jako wyzwisko”. Matka jednak odważnie łamie patriarchalne schematy – wyjeżdża do „miasta”, wychodzi za mąż za nazistę („Nie stali się sobie obcy; nigdy bowiem nie byli sobie naprawdę bliscy”), takie to ówczesne marne życie. „Stała się więc niczym, nie mogła tez stać się niczym więcej, tego nie trzeba było jej nawet przepowiadać”. Nie było w jej życiu wiele miejsca na uczucia. „Mąż, do którego nic już nie docierało, i dzieci, do których jeszcze mało co docierało”. „Zrobiła się drażliwa i ukrywała to z lękliwą, wymuszoną godnością, spoza której przy najmniejszej przykrości natychmiast wyzierała panicznie bezbronna twarz. Bardzo łatwo było ją poniżyć”. „Nie była samotna, co najwyżej odczuwała pewną połowiczność”. „Czytała książki tylko jako historie z przeszłości, nigdy jako marzenia o przyszłości”. „Chętnie by sobie umarła, ale bała się umierania”. „W liście, który poza tym zawierał tylko zarządzenia co do pogrzebu, napisała mi na końcu, że jest bardzo spokojna i szczęśliwa, iż wreszcie zaśnie w pokoju. Ale ja jestem pewien, że to nieprawda”. „To nieprawda, że pisanie mi pomogło”. Nielekka to literatura, ale kto powie, że daleka od życia...? Czuje się raczej zachęcony do kolejnych książek Autora.
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na 7 1 rok temu
4447 Anna Jókai
4447
Anna Jókai
Anna Jókai ur. 24 listopada 1932 w Budapeszcie, zmarła 5 czerwca 2017 roku. Była węgierską pisarką i nowelistką. W 1966 debiutowała krótkimi tekstami na łamach węgierskich czasopism literackich. Pierwszą powieść, zatytułowaną „4447” napisała w 1968 roku. Dziwny tytuł owej powieści nie uchyla nam nawet rąbka tajemnicy o czym będziemy czytać zagłębiając się w kolejne strony książki. Tymczasem autorka zaprasza nas na ulicę Tamo 36 do Józsefváros, peszteńskiej części miasta, położonej w bezpośrednim centrum Budapesztu. Tu znajduje się stara, zdezelowana kamienica na parceli numer 4447, którą zamieszkuje rodzina Szapper. A jest ich niemało. Gyula Szapper mąż głównej bohaterki Niusi to stary alkoholik. Córka Eszter ma już swoją rodzinę, męża i syna. Jonika oczko w głowie Niusi, to syn państwa Szapper. Jonika to inteligentny leń i obibok. Babcia Karolina to 86 letnia staruszka, mama pani Szapper. Oprócz tego mieszkanie, a właściwie jeden pokój dzielą z Jancim, przystojnym, zwariowanym "wynalazcą", najprawdopodobniej schizofrenikiem. W kamienicy mieszka również brat Niusi, Jóska zagorzały komunista wraz z żoną Manci, działaczką partyjną. Cała akcja, wszystkie wątki powieści toczą się w jednym miejscu, w zasadzie prawie wyłącznie w mieszkaniu państwa Szapper. Autorka nie rozprasza uwagi czytelnika nadmierną ilością szczegółów, eksponuje jedynie te najbardziej istotne, jednoznacznie wskazujące na najważniejsze cechy bohaterki. Niusia to herszt baba. Stoi na straży i rządzi wszystkim i tak właściwie wszystkimi. Postać Niusi jest zawsze na pierwszym planie, bez jej udziału nie może zapaść żadna decyzja, gdyż pierwsze i ostatnie słowo zawsze należy do niej. Niusia panuje niepodzielnie, konsekwentnie uprawiając grę pozorów. Kieruje się w życiu zasadą, że można złamać każdą normę moralną, byleby nic nie wyszło na jaw. Swoje brudy należy prać we własnym domu, a na zewnątrz zachować wizerunek porządnej rodziny. Obcowanie z nią staje się dla czytelnika przeżyciem dostarczającym zarazem niemałej dawki śmiechu, jak i refleksji. Chociaż pani Szapper jest w utworze bohaterką wielu komicznych scen, w ostatecznym rozrachunku ich wymowa nie nastraja wcale optymistycznie. Postępowanie jej budzi gorycz i odrazę. Autorka ukazuje drobnomieszczański styl życia. Obnaża zakłamanie osób, które zachowują standardy etyczne tylko pozornie, kierując się w życiu jedynie własnym interesem i wygodą. Tego rodzaju ludzie tworzą świat wartości na opak. Deklarują przywiązanie do zasad moralnych, lecz zmieniają ich sens. Wykorzystują je dla zaspokojenia własnych niskich potrzeb i zapominają o nich, kiedy są im niepotrzebne. Demaskuje i eksponuje zjawisko kołtunerii. Ukazuje, jak pieniądz przesłania bohaterom, a właściwie to najbardziej Niusi świat i sprawia, że żadne wyższe uczucia, pragnienia, potrzeby nie mają znaczenia. Tak właściwie można by jeszcze bardzo długo rozprawiać o tej niewielkiej objętościowo powieści, zawierającej niesamowite przesłanie, ukazującej przywary wielu rzeczywistych rodzin drobnomieszczańskich, skrywane pod poduszką przyzwoitości, którymi rządziła obłuda, zakłamanie i skrzywiona moralność. Kreując Szapperów pisarka zmierzała do napiętnowania i rozprawienia się z wadami takich rodzin. Czytając maiłam wrażenie, że cofnęłam się w czasie o kilkadziesiąt lat, kiedy czytałam naszą rodzimą "Moralność Pani Dulskiej" tak bardzo podobna treścią do niej jest"4447" I choć początkowo denerwowała mnie forma i przekaz ważnej treści, tak później z wielką frajdą przysiadałam, żeby w odrobinie wolnego czasu przeczytać choć kilka stron.
Perzka - awatar Perzka
oceniła na 8 2 lata temu
Gwiazda filmowa Muriel Spark
Gwiazda filmowa
Muriel Spark
Muriel Spark nie daje się lubić łatwo. Jej styl to precyzyjny chłód, a bohaterowie często przypominają figury, nie ludzi. I Gwiazda filmowa tylko to potwierdza. Ale mimo dystansu trudno oderwać się od tej cichej katastrofy, która rozgrywa się na oczach kamer i prasy. Annabel Christopher, aktorka bez talentu, ale z perfekcyjnie wykreowanym wizerunkiem, żyje w świecie fleszy, strategii PR i publicznych wyobrażeń. Nie ma w niej dramatyzmu, jest tylko milcząca skuteczność. A jednak to wokół niej dzieją się rzeczy najbardziej skrajne: rozpad małżeństwa, medialna nagonka, śmierć małżonka. Muszę przyznać, że nie zespoliłam się z bohaterami. Byli dla mnie zbyt płascy, zbyt chłodni, zbyt... odklejeni. Annabel nie wzbudziła współczucia, Fryderyk jedynie niepokój może niezrozumienie. Chyba o to Spark chodziło, ale dla mnie jako czytelniczki to był dystans nie do przeskoczenia. Czułam się bardziej jak widzka niż uczestniczka tej historii. Zostaje obraz świata, w którym prawda nie istnieje jest tylko jej reprezentacja, wersja wygładzona, zaplanowana, „podana”. Spark pisze o tym, jak kobieta może stać się swoją własną reklamą i jak bardzo to ją odczłowiecza. Najmocniejszy moment? List samobójczy Fryderyka. Nie dlatego, że wzrusza. Dlatego, że pokazuje, jak głęboko można nienawidzić obrazu, który przysłania człowieka. Dla mnie list Fryderyka to coś więcej niż prywatna zemsta. To symboliczny atak patriarchalnego świata na kobietę, która nie potrzebuje mężczyzny jako centrum swojego życia. Fryderyk nie może znieść, że Annabel ma władzę nad narracją. Że nie potrzebuje jego opinii, jego języka, jego potwierdzenia. Spark tutaj nie moralizuje. Ale pokazuje, jak męska duma potrafi obrócić się w ostateczny akt przemocy, skierowanej nie w ciało kobiety, ale w jej wizerunek. A to, w medialnym świecie, może boleć jeszcze bardziej. Cenię precyzję Spark, widzę jej ironię i temat, który brzmi dziś wręcz proroczo. Ale nie czuję z nią literackiej bliskości. To była chłodna, intelektualna podróż, nie emocjonalna. I choć cieszę się, że ją odbyłam, nie zostanę w tym świecie na dłużej.
Leliwaj - awatar Leliwaj
ocenił na 6 9 miesięcy temu

Cytaty z książki Niezwykła historia o pani zamienionej w lisa

Więcej
David Garnett Niezwykła historia o pani zamienionej w lisa Zobacz więcej
David Garnett Niezwykła historia o pani zamienionej w lisa Zobacz więcej
Więcej