Mroczny triumf

Okładka książki Mroczny triumf
Robin LaFevers Wydawnictwo: Fabryka Słów Cykl: Jego Nadobna Zabójczyni (tom 2) fantasy, science fiction
504 str. 8 godz. 24 min.
Kategoria:
fantasy, science fiction
Format:
papier
Cykl:
Jego Nadobna Zabójczyni (tom 2)
Tytuł oryginału:
Dark Triumph
Data wydania:
2014-04-25
Data 1. wyd. pol.:
2014-04-25
Liczba stron:
504
Czas czytania
8 godz. 24 min.
Język:
polski
ISBN:
9788375749427
Średnia ocen

                7,9 7,9 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Mroczny triumf w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Mroczny triumf



książek na półce przeczytane 3999 napisanych opinii 1643

Oceny książki Mroczny triumf

Średnia ocen
7,9 / 10
22 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
185
24

Na półkach:

Książka jest jak dla mnie bardzo wciągająca, a to że historia przeszłości Sybelli jest wyjaśniana po troszku zachceca tylko czytelnika do dalszej lektury. I w końcu książka, gdzie wybranek głównej bohaterki nie grzeszy urodą, ale nadrabia oddaniem i poświęceniem, oddziałowuje na wyobraźnię czytelniczki w dwojaki sposób z jednej strony żyjemy w świecie gdzie główne role przypadają pięknym, mądrym książętom na białych rączych rumakach więc trudno jest sobie wyobrazić BRZYDKIEGO ukochanego, ale z drugiej strony utrzymany został motyw wewnętrznego piekna Bestii oraz ogrom oddania dla sprawy i oczywiście dla "swojej" kobiety.
Książka warta poświęconego czasu 😀

Książka jest jak dla mnie bardzo wciągająca, a to że historia przeszłości Sybelli jest wyjaśniana po troszku zachceca tylko czytelnika do dalszej lektury. I w końcu książka, gdzie wybranek głównej bohaterki nie grzeszy urodą, ale nadrabia oddaniem i poświęceniem, oddziałowuje na wyobraźnię czytelniczki w dwojaki sposób z jednej strony żyjemy w świecie gdzie główne role...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

906 użytkowników ma tytuł Mroczny triumf na półkach głównych
  • 454
  • 445
  • 7
285 użytkowników ma tytuł Mroczny triumf na półkach dodatkowych
  • 191
  • 43
  • 16
  • 13
  • 12
  • 6
  • 4

Inne książki autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Pieczęć Ognia Gesa Schwartz
Pieczęć Ognia
Gesa Schwartz
[łączona recenzja całej trylogii] Dzisiaj na tapet trafia “Grim”, czyli trylogia sprzed nieco ponad dekady, w której wraz z bohaterami możemy zwiedzić Paryż, Dublin czy Pragę. Gargulec, magiczne postaci, w ogóle: sama magia. Ale jednak nie do końca. Ostrzegam, że to będzie długa recenzja 😂 Jak tak o tym myślę, to czytając, przez większość część czasu nie miałam 100% pewności, co się dzieje 🙊 Pozwoliłam sobie wpaść w ten świat i przeżywałam przygody bohaterów na tyle mocno, że rozmyślałam o nich prawie przez cały czas. A przynajmniej w pierwszym tomie, bo potem… Opisy potrafią być męczące. Niektóre strony mnie przytłaczały, bo były jednym wielkim ciągiem tekstu. Zdania na 5 linijek nie były rzadkością. Różne wierzenia, mity i legendy w dużych ilościach – takich, że chyba nie dałoby się sprawdzić “wiarygodności” ich wszystkich w rozsądnym czasie – łączą się w jedną całość, tworząc magiczne rozwiązania lub problemy. W pewnym momencie “Grim” zaczął mi przypominać jezioro przy prawie bezwietrznej pogodzie: ogrom niemal nieporuszonej zawartości. Ciągle coś się działo, cały czas toczyły się jakieś walki, ktoś uciekał, ktoś czegoś szukał, ale i tak miałam poczucie stagnacji. Nie zliczę, ile razy przyłapałam się na tym, że nie wiem, o czym był przeczytany przed chwilą fragment. To też przedłużało mi lekturę tych 700-stronicowych kolosów – bo przecież musiałam się wrócić i przeczytać ten nieprzyswojony fragment raz jeszcze. Dialogi nie wprowadzają dynamiki, bo w większości również są opisem – wyjaśnieniami, opowiedzeniem kolejnej mitycznej historii legendarnej postaci XYZ, której pomoc jest z jakiegoś powodu potrzebna. Lżejsze wstawki trafiają się rzadko, w większości za sprawą najjaśniejszej postaci tej trylogii: Remiego. Ten zielony kobold stał się moim ulubionym bohaterem “Grima”. Dodał tej historii porcji chaosu, humoru i potrzebnego szaleństwa. Od początku wiadomo, że między Grimem i Mią, czyli dwojgiem głównych bohaterów, coś kliknie, ale jest to bardzo subtelne, wtrącane zaledwie w pojedynczych zdaniach – a to z kolei sprawia, że całość wątku romantycznego jest nawet bardziej urokliwa. Choć wyznanie Mii, jak dla mnie padło zbyt nagle, zbyt wcześnie, i mimo że wiem, że jest istotne dla fabuły i samego Grima, nie do końca potrafiłam wziąć je na poważnie. Jednak później niewiele się zmienia, także to się trochę wyrównuje. Autorka pewne rzeczy pozostawia w domyśle czytelnika, za zamkniętymi drzwiami i pomiędzy wersami. Z łatwością możemy dostrzec jedynie subtelne gesty. Ten wątek mimo wszystko nie opiewa w tonę romantyzmu, pozostaje w tle, ale i nie jest bez wpływu na niektóre decyzje bohaterów. Podczas lektury trzeba być przygotowanym na maksymalne skupienie i przyjmowanie dużych ilości informacji – albo na to, że co jakiś czas przyśniecie lub Wasze myśli powędrują gdzieś indziej i ominiecie kilka linijek. Moje zaangażowanie w akcję wyglądało, jakby ktoś bawił się włącznikiem światła, a to odbiło się też na odczuwanych w czasie lektury emocjach. Przy pierwszym tomie się mnie trzymały, ale potem sytuacja się pogorszyła. Poza tym w którymś momencie rozwiązania problemów bohaterów nabrały dla mnie schematyczności. Jednak były też momenty zaskoczeń. Fabuła każdego tomu jest ze sobą w ten czy inny sposób powiązana. Plusem jest to, że nie ma tu cliffhangerów. Inny plus za opisy walk i przestrzeni, są dokładne i wprowadzają dobry nastrój – ale to dość oczywiste, patrząc na to, że to opisy, a te są tutaj wyniesione na perfekcyjnie opisowy poziom. Muszę też przyznać, że bohaterowie są całkiem fajnie wykreowani. Ekipa Grima jest bardzo kolorowa i każda z postaci, która pojawia się na dłużej niż 10 stron, ma w sobie coś charakterystycznego. Nie polecam czytać tej trylogii ciągiem. Jest ciężka; z jednej strony hipnotyzująca, a z drugiej nużąca. Pewnie nawet lepiej będzie rozłożyć lekturę pojedynczych tomów na dłuższy czas i przepleść ją z innymi książkami. Choć nie gwarantuję, że jeśli ją odłożycie, to jeszcze będziecie mieli chęć do niej wrócić. Ja byłam podekscytowana tą historią, bo zapowiadała się bardzo ciekawie i tajemniczo (no i główny bohater ma skrzydła, a wiadomo, że uwielbiam takie sytuacje). Skończyło się tym, że moja uwaga niemal z każdym rozdziałem coraz bardziej ulatywała. “Grim” z całą pewnością ma swoje plusy i da się go polubić, ale trzeba podejść do niego sposobem. Ocena: 3/5 🥃 – Magda
Klub_Literatek - awatar Klub_Literatek
ocenił na 6 1 rok temu
Przebudzenie Arkadii Kai Meyer
Przebudzenie Arkadii
Kai Meyer
Jeśli szukasz idealnej książki na wakacje, w której jednak nie brakuje zwrotów akcji i tajemnic, to właśnie ją znalazłeś. 💡 Nawet jeśli z początku można mieć wrażenie, że "coś takiego już gdzieś się widziało" bądź że "taki motyw chyba pojawił się już w którejś książce", to kilka rozdziałów wystarczy, by odrzucić takie przekonania. ✅ Jest mitologia, ale zupełnie nie taka, z jakimi spotykałam się dotychczas. ✅ Jest wątek romantyczny, ale nie zdąży nawet dojść do momentu w relacji, w której powoli zaczyna irytować. ✅ Jest przemiana głównej bohaterki, choć daleko jej od sztampowej metamorfozy z brzydkiego kaczątka w łabędzia. ✅ I w końcu: jest mafia - bez niej ani Sycylia, ani ta powieść, po prostu nie miałyby racji bytu. Sycylia w "Przebudzeniu Arkadii" to wisienka na tym smakowitym, mitologicznym torcie. Otwierasz książkę i czujesz, że tam jesteś: że odwiedzasz gwarne, sycylisjkie miasteczka, że jedziesz krętą drogą okalaną roślinnością i krajobrazami południowych Włoch. To nie jest tylko tło. To jest najlepsze miejsce akcji, dla akcji, której zdecydowanie dorównuje. Uwielbiam, gdy książka zaskakuje. Możliwe, że właśnie spełnienie tego założenia wymazało część zażaleń, które mogłabym skierować do "Arkadii". Zamiast tego wolę skierować się w stronę drugiego tomu, by móc dalej eksplorować intrygujący, mafijny świat Rosy i Alessandra i razem z nimi szukać odpowiedzi na pytania, za jakimi stoi mistyczna Arkadia. 🐍🐅
Yoassia - awatar Yoassia
oceniła na 7 2 lata temu
Krwawy szlak Moira Young
Krwawy szlak
Moira Young
𝐓𝐲𝐭𝐮ł 𝐤𝐬𝐢ą𝐳𝐤𝐢: Krwawy Szlak 𝐆𝐚𝐭𝐮𝐧𝐞𝐤: Dystopia / Post-Apo 𝐀𝐮𝐭𝐨𝐫: Moira Young 𝐎𝐜𝐞𝐧𝐚: 6/10 ★– okej, ale bez szału – być może przeczytam kolejną część 𝐓𝐫𝐢𝐠𝐠𝐞𝐫𝐲: Przekleństwa, przemoc, molestowanie 𝐎𝐠ó𝐥𝐧𝐞 𝐰𝐫𝐚ż𝐞𝐧𝐢𝐞: Przeczytałam to w ciągu paru godzin – wyjątkowo szybko się czyta, ale… trudno 😥. Bo ta książka nie ma myślników! Byłam ciekawa, czy tylko polska wersja tak ma, ale po moim „śledztwie” wyszło, że i oryginalna wersja jest uboga o te znaki. To była m ę k a – gdyby nie szybka akcja i dość wciągający wątek (no chciałam wiedzieć, czy w końcu Saba uratuje swoje idealnego, przystojnego, złotowłosego brata), chyba bym się poddała. Bo trudno się połapać, kto co mówi, kiedy mówi i w ogóle, czy to myśl… 𝐃𝐥𝐚 𝐤𝐨𝐠𝐨: Miłośnicy szybkich wydarzeń oraz post apokaliptycznego świata, który dzieje się w świecie po naszej cywilizacji, powinni być dość zadowoleni. Ja byłam 😗 𝐏𝐨𝐝𝐨𝐛𝐚ł𝐨 𝐦𝐢 𝐬𝐢ę: Mam słabość do klimatu post-apo, więc ta dystopia zadowoliła mnie. Gorzej z postaciami. Obawiam się, że oprócz Ike, to jakoś nikogo nie polubiłam, bo… nie było czasu. Jak już pisałam, akcja gnała na złamanie karku! Ledwo ktoś się pojawia i znika! Jak Helen. Jak dowódczyni wojowniczek. Nawet ta Ash, która mogła wprowadzić zawirowanie miłosne między Sabą a Jackiem. Wątek Ike i Jacka (czyli głównego, ironicznego bad boya) był interesujący i żałuję, że nie było więcej z nimi interakcji 🥲. Byli odskocznią do wiecznie nabuzowanej, zimnej Saby (przypominającej Katniss Everdeen, lecz z tatuażem oraz z zupełnym brakiem humoru). Nie wiem, co myśleć o Sabie. Zarazem była fanatycznie zapatrzona w swojego brata bliźniaka, potrafiła wszystko dla niego zrobić, pchać się w paszczę lwa, walczyć w klatce, a zarazem przez 2/3 książki traktować swoją młodszą siostrę jak śmiecia (dzieciak był wkurzający, ale bez jaj, żeby ją spoliczkować! 😤) Ale jeśli chodzi o samą kreację świata, to taki Mad Max, ale z takim oryginalnym nastrojem, czy u mnie duży plus. 𝐍𝐢𝐞 𝐩𝐨𝐝𝐨𝐛𝐚ł𝐨 𝐦𝐢 𝐬𝐢ę: Przez to, że wszystko szybko się działo, jakoś nie zdążyłam głębiej wejść w świat (a bardzo szkoda). No i brak myślników mnie denerwował, choć jak człowiek się uprze, może przyzwyczaić się do wszystkiego 🙃. A. Ta siostra Saby, Emmi. Ona mi się BARDZO nie podobała (choć szkoda mi jej było, to niemniej była STRASZNIE wnerwiająca). Przez długi czas sobie mówiłam „Dobra, to tylko dziecko, robi błędy, to normalne”. Ale sprawiała wyłącznie problemy! Już na samym końcu książki, miałam ochotę rzucić nią o ścianę, po tym, co ona odpierniczyła. Autentycznie 😤. 𝐏𝐨𝐦𝐢𝐚𝐫 𝐫𝐨𝐦𝐚𝐧𝐬𝐮:٨ـﮩﮩ٨ـ♡ﮩ٨ـﮩ [♥♥♡♡♡] – Jakoś mnie nie kupił. On ją denerwuje, ona warczy, obrażają się, a potem się całują. 𝐏𝐨𝐝𝐬𝐮𝐦𝐨𝐰𝐚𝐧𝐢𝐞: Mad Max spotka Katniss Everdeen na sterydach.
AKZgaj - awatar AKZgaj
ocenił na 6 14 dni temu
Zgon Gina Damico
Zgon
Gina Damico
Kiedy z niewytłumaczalnych powodów nagle rodzi się w Tobie złość do całego świata, masz ochotę wszystkich pozabijać i nikt cię nie rozumie, w zastraszającym tempie twój świat może stanąć na głowie. Wiesz, że ten podskórny gniew nie jest tylko młodzieńczym buntem. Dzieje się z tobą coś naprawdę dziwnego. Lex nie umiała tego pojąć. Jej rodzice tym bardziej. Dlatego, kiedy kolejny raz zostali wezwani przez dyrektora szkoły, stwierdzili, że czas podjąć pewne kroki. Dlatego właśnie wysłali swoją córkę do wujka na... farmę? Tak przynajmniej im się zdawało. Nie wiedzieli jednak, że Lex spędzi wakacje w najbardziej popieprzonym miejscu na Ziemi, tańcząc z duszami. I co więcej, że będzie się przy tym doskonale bawić. Czujecie się wystarczająco zachęceni? Nie? To lecimy dalej. Lektura jest w sposób nieoczywisty makabryczna. Bohaterowie igrają ze śmiercią na każdym kroku i nie wyobrażają sobie, aby mogło być inaczej. Ponure, tajemnicze miasteczko, jeszcze bardziej porypani mieszkańcy, młodzieńcza miłość, bunt i rozterki... wcale nie takie młodzieżowe, kiedy ważą się losy milionów ludzi. Główna bohaterka to szesnastolatka, więc książka jest przeznaczona raczej dla młodzieży... ALE. Zapewniam Was, że bawiłam się przy niej tak samo wyśmienicie teraz, jak te 9 lat temu, kiedy czytałam ją po raz pierwszy. A to zdarza się rzadko 😉 Dobra, nie jest to wybitne dzieło literatury, ale nie o to w tym chodzi. Czarny humor, świetnie napisane postaci, które ani trochę nas nie nudzą, sporo akcji i jej zwrotów oraz ta wszechobecna, czająca się gdzieś w zakamarkach punkrockowo-metalowa muzyka 😈 Pomysł na książkę jest świetny, klimat idealny, szczególnie na październik. Wujek Mort i jego szalone pomysły oraz nie do końca normalny umysł, uroczy acz sarkastyczny Driggs, wojownicza Pandora i wiele, wiele innych postaci tylko czekają na spotkanie z tobą. To co? Dasz się wciągnąć do tego martwego miasteczka? 😈
Nietuzinkowy - awatar Nietuzinkowy
ocenił na 10 2 lata temu
Pocałunek Kier Lynn Raven
Pocałunek Kier
Lynn Raven
Są takie książki, które zaczynają się tak dobrze, że czytelnik siada wygodniej i myśli: oho, to będzie coś. I dokładnie tak miałem z „Pocałunkiem Kier”. Klimat? Jest. Świat? Ciekawy. Bohaterowie? Kontrastowi, z potencjałem. Tempo? Dynamiczne i wciągające. Światotwórstwo? To najmocniejsza strona tej powieści. Dwa królestwa, dwie różne narracje – każda strona przekonana, że to ta druga jest zła. I dopiero spotkanie dwojga ludzi z przeciwnych światów zaczyna rozszczelniać tę czarno-białą wizję. Bardzo lubię takie motywy. Moralna szarość, różne perspektywy, przekonanie, że „zło” często zależy od punktu widzenia – to wyszło autorce naprawdę dobrze. Lokacje też są plusem. Jak na objętość książki nie ma poczucia powtarzalności – każde miejsce wnosi coś nowego. Akcja jest wartka, nawet kiedy w drugim akcie trochę zwalnia, to nie siada całkowicie. Mimo problemów chciałem czytać dalej, bo byłem ciekaw świata i finału. Postać Lijanas bardzo mi się podobała – dobroduszna, naiwna, powoli odkrywająca, że nie jest zwykłą uzdrowicielką, tylko kimś znacznie potężniejszym. Zyskuje pewność siebie, odkrywa swoje moce, zaczyna patrzeć na świat szerzej. Problem w tym, że jej emocjonalna przemiana bywa… selektywna. Widzi dobro w swoim porywaczu, ale nie widzi manipulacji u narzeczonego, który chce ją wykorzystać. Ta naiwność jest fabularnie uzasadniona, ale momentami frustrująca. Z drugiej strony Mordan. Chłodny, wyrachowany typ z mroczną przeszłością. Jego przemiana polega głównie na tym, że z zimnego brutala staje się zimnym brutalem, który potrafi się opanować i zaczyna chronić Lijanas. Czy to jest ogromny rozwój? Niekoniecznie. Ale jakiś jest. Największy problem leży w romansie. A kulejący romans w książce z nurtu romantasy to trochę jak zgrzytający silnik w sportowym aucie. Relacja Lijanas i Mordana od początku ma potencjał – ich dialogi iskrzą, pełne napięcia, a przekomarzanki są naprawdę dobrze napisane. Ale mam wrażenie, że przeskoczono kluczowy etap budowania więzi. Od niewoli i wrogości wobec siebie przeskakujemy do miłosnych uczuć szybciej, niż zdążyłem w nie uwierzyć. Największy zgrzyt to moment przemocy, po którym bohaterka zaczyna się w nim zakochiwać. I tu pojawia się pytanie, które nie dawało mi spokoju przez resztę lektury: czy można budować romans na przemocy i oczekiwać, że czytelnik będzie temu kibicował? Rozumiem popularną konwencję „enemies to lovers”. Rozumiem fascynację tajemniczym i mrocznym bohaterem. Ale jeśli emocjonalny punkt zapalny relacji pojawia się niemal dokładnie w momencie, gdy jedna strona przekracza bardzo wyraźną granicę, to dla mnie coś przestaje działać. Była też scena pocałunku w sytuacji, w której bohaterka nie była w pełni świadoma – i to już kompletnie wybiło mnie z rytmu. Wiem, że dla wielu czytelniczek mogło to być „intensywne” czy „zaskakujące”. Dla mnie, niestety, było odpychające. Czy więc przemiana „nienawiść -> miłość” jest tu całkowicie niewiarygodna? Nie. Da się ją obronić. Mordan robi ustępstwa, pokazuje, że nie jest jednowymiarowy. Lijanas dostrzega w nim coś więcej. Ale pamięć o konkretnych scenach sprawiły, że ja emocjonalnie nie byłem w stanie tego kupić. Główni „źli” są raczej jednowymiarowi. Źli, bo źli. Motywacje oklepane i potraktowane skrótowo. W kulminacji wszystko dzieje się szybko, zagrożenie nie zdąża naprawdę wybrzmieć, a część pomysłów (które mogłyby być mocne) wpada nagle i bez wcześniejszego solidnego fundamentu. Za to samo zakończenie – mimo że przewidywalne – dało mi satysfakcję. Od połowy książki czułem, w którą stronę to zmierza, i cieszę się, że autorka nie próbowała na siłę tego wywracać. Język jest dojrzały, szeroki, momentami bardzo ładny. Opisy miejsc i wydarzeń bardzo budują klimat. Dialogi bywają naturalne i błyskotliwe, ale zdarzają się też ekspozycyjne wstawki, gdzie postacie mówią do siebie rzeczy, które obie już wiedzą – tylko po to, żeby czytelnik się dowiedział. To wybija z immersji. Książka na pewno spodoba się osobom, którym nie przeszkadza brutalność wobec bohaterki jako element budowania relacji. Fanom lżejszego fantasy z wyraźnym wątkiem romantycznym, bez ciężkiego, epickiego worldbuildingu, za to z wyraźnym kontrastem charakterów i mrocznym „bad boyem” do naprawienia. Ja chyba po prostu nie jestem idealnym targetem. Doceniam świat, tempo, pomysł i kilka twistów, ale romans – który powinien być sercem tej historii – zostawił mnie bardziej z poczuciem dyskomfortu i zmarnowanego potencjału. Gdyby relacja była poprowadzona subtelniej i bardziej wiarygodnie – mógłbym mówić o czymś naprawdę świetnym.
Pavvlica - awatar Pavvlica
oceniła na 6 1 miesiąc temu

Cytaty z książki Mroczny triumf

Więcej
Robin LaFevers Mroczny triumf Zobacz więcej
Robin LaFevers Mroczny triumf Zobacz więcej
Robin LaFevers Mroczny triumf Zobacz więcej
Więcej