rozwiń zwiń

Maski

Okładka książki Maski
Melka Kowal Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie Cykl: Maski (tom 1) literatura obyczajowa, romans
422 str. 7 godz. 2 min.
Kategoria:
literatura obyczajowa, romans
Format:
papier
Cykl:
Maski (tom 1)
Data wydania:
2024-10-09
Data 1. wyd. pol.:
2024-10-09
Liczba stron:
422
Czas czytania
7 godz. 2 min.
Język:
polski
ISBN:
9788308084939

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Maski w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Maski



książek na półce przeczytane 734 napisanych opinii 734

Oceny książki Maski

Średnia ocen
6,8 / 10
773 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
291
80

Na półkach:

Jest to pierwsza książka tej autorki na mojej półce i ... co to jest za debiut.
Romanse to raczej NOT my thing. Jednak czasami daję się porwać pięknej okładce i kobiecej naturze. Rzuciłam się w nieznane i nie zawiodłam się. Autorka ma niezwykle lekki sposób formułowania myśli, co sprawia że książkę się wręcz "pożera", a nie czyta.
Bohaterka główna na początku mnie do siebie nie zachęciła, brak pewności siebie czy też podstawowego szacunku do siebie skutecznie mnie odstęczyły. Jej przyjaciółka Chloe wręcz przeciwnie, jej charakter bardzo przypadł mi do gustu. Do końca powieści zielonooka piękność przekonała mnie do siebie, a romans wciągnął, jej historia mnie urzekła. Bardzo podobało mi się, że nie wszystko było takie proste - brak $$ , nieciekawa sytuacja życiowa w młodym wieku i nie tak cudowne relacje rodzinne jakby się chciało. Cieszę się ze szczęśliwego zakończenia i kolejnych tomów. Już wiem, że kolejny jest o mojej rudej ulubienicy i nie mogę się doczekać..

Jest to pierwsza książka tej autorki na mojej półce i ... co to jest za debiut.
Romanse to raczej NOT my thing. Jednak czasami daję się porwać pięknej okładce i kobiecej naturze. Rzuciłam się w nieznane i nie zawiodłam się. Autorka ma niezwykle lekki sposób formułowania myśli, co sprawia że książkę się wręcz "pożera", a nie czyta.
Bohaterka główna na początku mnie do...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

1379 użytkowników ma tytuł Maski na półkach głównych
  • 886
  • 479
  • 14
241 użytkowników ma tytuł Maski na półkach dodatkowych
  • 84
  • 68
  • 30
  • 22
  • 15
  • 12
  • 10

Tagi i tematy do książki Maski

Inne książki autora

Melka Kowal
Melka Kowal
influencerka tworząca pod pseudonimem Soymel, pisarka, matka trójki dzieci. Pierwszy filmik na TikToku zamieściła w 2020 roku, od tego czasu jest bardzo aktywna w sieci. Obserwatorki pokochały jej poczucie humoru, dystans do siebie i komediowe treści o macierzyństwie bez fikcji.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

The Pumpkin Spice Café Laurie Gilmore
The Pumpkin Spice Café
Laurie Gilmore
Bardzo lubię małomiasteczkowe, lekkie historie, które potrafią oderwać od trudów codziennego życia i potrafią dać jakąś taką iskierkę lekkości. "The pumpkin spice cafe" jest dokładnie czymś takim - przyjemną, nieskomplikowaną historią, w którą nie trzeba wkładać wiele energii, a która sprawia pewnego rodzaju przyjemność. Pozytywnie oceniam język autorki, bowiem pisząc w trzeciej osobie ciężko jest oddać charakter, myśli i emocje postaci w odpowiedni, angażujący sposób. W tym przypadku Laurie Gilmore się to udało i bardzo się cieszę, że nie jest to kolejny romans pisany w pierwszej osobie. Perspektywa narratora bywa czasem nawet ciekawsza. Odpowiednia ilość stron sprawiła, że przy czytaniu nie czułam znużenia. Nie rozwijano tutaj wątków totalnie niepotrzebnych i nie uświadczyłam tzw. zapychaczy. Nie rozumiem zarzutów przedstawionych w niektórych opiniach, wskazujących, że bohaterowie nie mają żadnej historii ani głębi. Polecam spojrzeć w książkę jeszcze raz. Zarówno Jeanie nosi swój potężny bagaż emocjonalny i nie bez powodu znalazła się w tym konkretnym miejscu, no i Logana również życie nie oszczędzało, co rzutuje niestety na jego obecne postępowanie. Czy są to jakieś skomplikowane wątki i historie? No nie, ale wystarczające, by ukształtować bohaterów i na tej podstawie pociągnąć fabułę. Nie wiem, czego więcej w tym przypadku oczekiwać... Książka spełnia swoją rolę - jest lekka i przyjemna, i taka ma być, no spójrzcie Państwo krytycy na okładkę! Czy fabuła jest wiarygodna? W sumie nie, bo nie do końca wiem, dlaczego Jeanie i Logan się w sobie zakochali. Ale po prawdzie, to w życiu czasem też tego nie wiadomo ;) Cała relacja jest przeprowadzona fajnie, przyjemnie, myślę, że autorka w dostateczny sposób zaznaczyła, czego Jeanie potrzebowała i co miał Logan, że zapałała do niego uczuciem. Choć faktycznie było mało momentów, w których mogliśmy poczytać o tym rozwijającym się uczuciu. Na minus z pewnością opisy scen erotycznych. Niby nie rozbudowane, ale nagromadzenie w pewnym momencie było dla mnie już za duże. Niepotrzebne to było. Oceniam książkę pozytywnie. Ot lekka lektura do herbaty w zimowe dni.
Emilka - awatar Emilka
oceniła na 6 2 miesiące temu
25. grudnia K.K. Smiths
25. grudnia
K.K. Smiths
Malia nienawidzi świąt Bożego Narodzenia i zazwyczaj spędza je z zapasem mrożonego jedzenia, oglądając „Pretty Woman”. Jej coroczny zwyczaj ulega zmianie, kiedy poznaje Camerona, nowego sąsiada, który wydaje się fanatykiem świąt. Mężczyzna stawia sobie za cel przekonanie dziewczyny do Bożego Narodzenia, a co za tym idzie organizuje wspólne pieczenie, jazdę na łyżwach i seans „Love Actually”. Cameron nie wie jednak dlaczego Malia tak bardzo nie znosi świąt, a przyjdzie mu dowiedzieć się tego przy wigilijnym stole. Co z tego wyniknie? Polecam przeczytać 💚 Zakupiłam tę książkę w ostatnim momencie, mimo, że miałam już zapełniony cały plan świątecznych powieści. Zdecydowanie nie żałuję tej decyzji, bo naprawdę była idealna na te przedświąteczne dni. Zdecydowanie pomogła mi wczuć się w ich magię i klimat. Malia to introwertyczka, stroniąca od ludzi, dlatego bardzo łatwo było mi się z nią utożsamić i ją polubić. Z kolei Cameron to chodzący ideał, ja więc nie zapałać do niego sympatią? Od samego początku kibicowałam tej dwójce 💚 Historia Malii i tego, co przeżyła nie należała do najłatwiejszych, ale sposób w jaki opisała ją autorka dawała otuchę i nadzieję na to, że wszystko można przezwyciężyć przy wsparciu dobrych ludzi. Była to naprawdę świetna świąteczna historia i nie ukrywam, że wciąż mało mi Malii i Camerona! Chętnie przeczytałabym jak potoczyły się ich dalsze losy.
Anna Cyranowska - awatar Anna Cyranowska
oceniła na 7 2 miesiące temu
Mad World Hannah McBride
Mad World
Hannah McBride
Gdzieś w odmętach polecajek natrafiłam na tą historię. Nie miałam dużych oczekiwań, mimo że oceny tej książki są wysokie,ale nie zawiodłam się bo okazała się całkiem intrygująca. Z powieściami, które opowiadają o świecie licealistów mam taki problem, że nie zawsze wiem jak wczuć się w historię. Problemy dzieciaków już nie do końca mnie dotyczą i czasem wydaja się infantylne, ale ta książka mnie zaciekawiła. Madison przypadkiem odkryła, że ma siostrę bliźniaczkę. I to taką która wychowała się w wyższych sferach. Madeline jest bogatą nastolatką, gwiazdą szkolnej elity, ma wszystko czego pragnęłaby biedna dziewczyna mieszkająca w przyczepie z uzależnioną matką, kiepską pracą i wielkimi marzeniami 🙄 Kiedy Madison i Madeline konfrontują się ze sobą podejmują decyzję, że zamienią się miejscami na wakacje. (Trochę jak z "Nie wierzcie bliźniaczkom"). Madie zyskuje możliwość poznania swojego taty, a Madeline uwolni się na trochę od zobowiązań narzuconych na nią przez rodzinę, w której dorastala. Wszystko się komplikuje kiedy na jaw wychodzą brudne sekrety, przewinienia i chaos jaki pozostawiła po sobie Madeline. Nie dość, że siostra niemal spaliła za sobą wszystkie mosty to okazała się być zupełnie inną osobą niż wyobrażenie, które Madison o niej miała. Wraz ze swoim skomplikowanym życiem Leinie pozostawiła Madie w oku cyklonu wraz z wyzwaniami, upokorzeniem i przystojnym narzeczonym - który jej nienawidzi i nie ukrywa, że ich związek to katastrofa. Dodatkowo kiedy okazuje się, że Madeline już nie wróci ze swoich "wakacji" to świat Mads wywraca się do góry nogami, a ona sama wchodzi w buty swojej siostry i odkrywa kolejne tajemnice. Każda kolejna przynosi emocje i ból. Okazuję się bowiem, że Madeline była pełna niespodzianek. Wszystko nabiera nowych barw kiedy okazuje się, że Madie to zupełnie inna osoba i próbuje naprawić szkody wyrządzone przez bliźniaczkę, a także relację z narzeczonym. A to chyba wychodzi jej najlepiej ❤️ Przez ten początkowo licealny klimat myślałam, że to będzie książka w klimacie YA, a ona jednak była troszeczkę spicy 😋
Pcheleczka92 - awatar Pcheleczka92
ocenił na 7 12 dni temu
Zwierciadła Melka Kowal
Zwierciadła
Melka Kowal
Skłamię, jeżeli powiem, że pierwszy raz miałam styczność z fabułą osadzoną w kowbojskich/ranczerskich klimatach, chociaż tutaj nawet nie do końca tak było, bo nasz główny love interest tym typem bohatera do końca nie był. Przede wszystkim - uwielbiam styl pisania autorki. Naprawdę da się wczuć w opowiadaną historię, być jej częścią, czuć emocje bohaterów. Co i rusz zaskakiwała mnie lekkość opisów, nawet tych, które poruszały głębsze i trudniejsze tematy, dlatego też chciałam zacząć od pozytywów, ponieważ to jest najważniejsza moim zdaniem kwestia, aby książkę czytało się przyjemnie, a nie żeby się z nią męczyć przez kilka dni albo rezygnować w trakcie czytania. Kolejne plusy: nie poznajemy głównego męskiego bohatera od razu, musimy troszkę poczekać, poczuć tę nutkę zniecierpliwienia, kim on jest, kiedy się pojawi. Pierwsze zbliżenie głównych bohaterów również następuje dopiero po wyznaniu przez nich uczuć - podoba mi się to, że keks nie jest na pierwszym planie i nie jest jedynym, do czego dążymy w romansie, a autorka pozwala, aby relacja się rozwijała. Podoba mi się wątek kamieni, tarota i tej całej otoczki. Czy w to wierzę? Nie, choć chyba bym chciała. Ale podoba mi się poruszenie tego wątku w sposób niewyśmiewający i, jakby nie patrzeć, trochę kontrowersyjny, który wielu osobom mógłby się nie spodobać. Aaaaaale nie byłabym sobą, gdybym nie miała kilku uwag (skoro do pierwszego tomu również taką listę sporządziłam, chociaż tych uwag mam zdecydowanie mniej niż przy „Maskach”): 1. Choć długość książki bardzo mi odpowiadała - pozwoliła na zagłębienie się w historię, opisaniu elementów, które tę fabułę budowały bez latania po nich jak po łebkach - to jednak nie mogę powiedzieć, że cała akcja trzymała mnie w napięciu. Fragmenty od napadu w autobusie aż do momentu, gdy Ethan postanowił pomóc Chloe w rozwiązaniu sprawy, z którą tu przyjechała, troszeczkę mnie zmęczyły. Miały być podwaliną do dalszych wydarzeń, rozumiem to, ale nie do końca mnie usatysfakcjonowały. 2. Skoro mowa o głównym celu wyprawy Chloe do Teksasu - mam wrażenie, że zapomina o nim po napadzie w autobusie, coś tam gdzieś o nim wspomniała, a głównym wątkiem staje się remont domu i opieka nad kociakami. To też rozumiem, bo gdyby miała siedzieć i czekać jak na zbawienie, to nie byłoby czego czytać, chociaż naprawdę liczyłam na więcej opisów ze śledztwa. 3. Ostatecznie samo rozwiązanie tego wątku również mnie trochę zawiodło, poszło zbyt szybko. Spotkania z iloma… dwoma, trzema osobami i już trafiła do źródła (chociaż nawet nie ona osobiście to uczyniła) i przy okazji wszyscy od razu byli mili i chętnie odpowiadali? Poza tym… czy Sorcha nie wspomniała, że brat Jamesa przejął gospodarstwo (a jak rozumiem to gospodarstwo nie było w Teksasie tylko „na miejscu”)? Czy nie byłoby prościej od niego zacząć? Poszukiwania zaczęła od uczelni i wszyscy od razu jej chętnie udzielali pomocy, oczywiście trafiła również na wnuczkę koleżanki Jamesa… trochę zbyt to naciągnięte jak dla mnie, chociaż podkreślę, iż wątek poszukiwań bardzo mnie zainteresował. Mam również mocny zgrzyt z faktem, że Chloe w zasadzie była pierwszą lepszą osobą z ulicy, która sobie weszła do archiwów. Nie wydaje mi się, aby uczelnie tak łatwo udostępniały dane swoich studentów osobom, które chociażby nie podają uzasadnienia (samo powiedzenie, że kogoś się szuka, to trochę za mało), ponieważ nie zostało powiedziane (albo przegapiłam), że Chloe kontaktowała się wcześniej z uczelnią w tej sprawie. No i formalnie nie była rodziną. No chyba, że imię, nazwisko i kierunek studiów to można pozyskać, wchodząc tak o z ulicy, to ok, nie czepiam się już. 4. Na uczelniach chyba nie ma nauczycieli, jak to zostało wspomniane w którymś fragmencie. 5. Ach ta ciotka Sorcha, osoba, która wszystko wie, wszystko wyczuwa na kilometr, ma nosa do wszystkiego. Z jednej strony chciałoby się mieć taką osobę przy sobie, a z drugiej… trochę to typowe dla romansów, że jest osoba, „przed którą nic się nie ukryje”. W „Maskach” taką osobą była matka Sawyera, ciekawe kto będzie w trzecim tomie. 6. Chloe wspomina o swoim niedoszłym narzeczonym jak o dwóch różnych osobach: że bardzo ją kochał, a ona tego nie odwzajemniała, czym go bardzo zraniła, a potem że w sumie to bardziej mu zależało na jej nogach obejmujących jego biodra, na jej ładnej buzi w towarzystwie kolegów, bo był takim dobrze zapowiadającym się dziennikarzem, a tak naprawdę to nie interesował się jej uczuciami. To jak to w końcu z nim jest? To wygląda tak, jakby autorka chciała dopasować typa pod jakąś tezę, ale w międzyczasie pisania książki wizja na niego po prostu się zmieniała. 7. Skąd miała klucze do swojego mieszkania po powrocie do Londynu, skoro została okradziona? Chyba, że tego akurat nie miała w swoim plecaku, to zwracam honor. 8. Skąd matka Ethana miałaby mieć adres Chloe, jeżeli ta od momentu powrotu do Londynu nie utrzymywała kontaktu z nikim z Teksasu?! Nie zostało nam powiedziane, że komuś podawała swój adres. Prędzej Sierra by mogła cokolwiek wiedzieć, ale przecież na jej wiadomości też nie odpisywała. PS Na miejscu Sierry chybabym nakopała do d… nawrzeszczałabym na Chloe, że przez tyle czasu nie dawała jej znaku życia, że zupełnie się odcięła i nie wybaczyłabym jej tak łatwo, gdyby jak nigdy nic zjawiła się pod moimi drzwiami. A ponoć Chloe była jej taka wdzięczna za pomoc po napadzie… 9. Co robił Ethan w łazience akurat w momencie, gdy Chloe miała atak paniki? Tak o się zrespił? Nie wytłumaczył nam się z tego. Jego obecność na tym koncercie była trochę taka randomowa. Należał kiedyś do tego zespołu, czy każdy sobie mógł wejść i pograć? Nie dowiemy się więcej tego. Ethan zagrał na gitarze podczas całej książki... dwa razy. 10. James i Sorcha zbyt łatwo zrezygnowali z kontaktu do siebie, ograniczając się tylko do listów i to, że te listy do wysłania i otrzymane zawsze była w stanie przejąć tylko jedna osoba, że choć raz James nie trafił osobiście na tego przeklętego listonosza. Wszystkiego już nie wypisuje, bo to drobnostki, jak np. to, że Sierra ma zbyt idealnie życie, zbyt idealny dom. Inne miałam wyobrażenie o Chloe z I tomu niż to przedstawione w II tomie. W „Zwierciadłach” bardziej przypominała Poppy z „Masek”. Szkoda, że historię Ethana poznajemy w zasadzie na sam koniec książki, a odkąd go poznaliśmy do momentu ucieczki Chloe do Londynu wiemy o nim, że: chodzi pochmurny całymi dniami i ciska piorunami, gra na gitarze, rzuca dwuznaczne teksty do Chloe. Niewiele więcej o nim wiemy, poza również tym, że jest dziwny w swoim zachowaniu. Z jednej strony od razu jest negatywnie nastawiony do Chloe, ale dosłownie za chwilę staje się jej bohaterem i nie chce, aby kiedykolwiek więcej cierpiała, a potem zaraz znowu staje się niedostępny. No nie wiem, trochę zabrakło mi między nimi rozbudowanych momentów, gdy się poznawali, zanim stwierdzili, że nie są sobie obojętni, mieli na to więcej czasu, choć książka się na tym mocniej nie skupiała. Ja po prostu lubię widzieć, że bohaterowie faktycznie się w sobie zakochują, że ten "konflikt" między nimi powoli jest zastępowany innymi uczuciami i się na siebie otwierają, a nie lubię, gdy jest mi to deklarowane. Finalnie i tak książka bardzo mi się podobała :)
kinga17 - awatar kinga17
ocenił na 7 5 dni temu
Zaśnieżeni Catherine Walsh
Zaśnieżeni
Catherine Walsh
Pamiętam, że "Kierunek miłość", czyli pierwszy tom tej serii nie zachwycił mnie, chociaż wiele osób z książkowego świata bardzo się nim zachwycało. Postanowiłam dać autorce jeszcze jedną szansę i przeczytać kontynuację w postaci "Zaśnieżonych". Megan nie była w rodzinnym domu od czterech lat, czyli od dnia, kiedy zostawiła swojego narzeczonego przed ołtarzem. W końcu jednak wie, że musi pojechać do matki, a także brata, który przylatuje z Australii. Użalając się nad swoim losem w irlandzkim pubie wpada na starego kolegę ze szkoły - Christiana, z którym zawiera pakt, że pojawią się w ich rodzinnym mieście jako "para" aby zapewnić sobie trochę spokoju w tym świątecznym czasie. Jednak czy magię świąt da się oszukać? Pewnie książka otrzymałaby lepszą ocenę, gdyby kwestia związku Megan i Izaaca była opisana lepiej i szczegółowo. Może jakieś retrospekcje? Uważam, że problem jaki mieli jest dość powszechny w związkach. Tutaj czuję duży niedosyt i uważam, że można to było zrobić lepiej. Oddanie atmosfery małe miasteczka i mieszkańców, którzy oceniają przez pryzmat słów jednej strony był dobry, bo dało się czuć, że Megan jest persona non grata. Nikt nie zapytał jej dlaczego to zrobiła i jaki był tego powód. Wszyscy zgodnie stwierdzili, że porzuciła kurę, która znosiła złote jaja. Sama relacja Megan i Christiana była ukazana w sposób ciekawy i uroczy. Rozwijała się powoli i bez zbędnego napięcia. Podobało mi się to jak mężczyzna udzielał kobiecie wsparcia. Jako jeden z nielicznych nie miał wobec niej uprzedzeń. Chciał zrozumieć dlaczego to zrobiła. Był wobec niej szczery. Przede wszystkim nie krytykował jej decyzji i uwierzył, że miała powód, aby nie wychodzić za Izaaca. Myślę, że ta książka podobała mi się bardziej niż poprzednia, bo mamy tu motyw fake datingu, a w święta to ma sens. Kto nigdy nie był w tym czasie wypytywany, kiedy będzie miał drugą połówkę niech pierwszy rzuci kamieniem. Nie dziwiłam się im, że mają tego dość i nie chcą tego przechodzić ponownie. Dobrze mi się czytało i byłam ciekawa dalszych losów Megan i Christiana. Szkoda, że wątek problemów z poprzedniego związku Megan został pokazany w tak szczątkowy sposób, bo to pewnie podniosłoby moją ocenę. "- Ale to nie wyjaśnia, dlaczego od tamtej pory nikomu nie poiwedziałaś. - Bo się wstydzę - przyznaję. - Wiem, że nie powinnam. Wiem, że nie powinnam się obwinniać ani nic z tych rzeczy, ale kiedy pomyślę, jak długo mu na to pozwalałam, to po prostu... - To nie twoja wina... - Wiem. Ale wiedza nie uwalnia w jakiś magiczny sposób od niepewności." - ~ Catherine Walsh, Zaśnieżeni, Białystok 2024, s. 231.
Adrianna__ - awatar Adrianna__
ocenił na 7 2 miesiące temu
The Cinnamon Bun Bookstore Laurie Gilmore
The Cinnamon Bun Bookstore
Laurie Gilmore
Laurie Gilmore po raz kolejny udowadnia, że jej książki są jak przytulny azyl – pełne ciepła, uroku i tej magicznej atmosfery małego miasteczka, do którego chce się wracać. The Cinnamon Bun Bookstore, drugi tom cyklu Dream Harbor, to historia, która nie tylko rozkochuje od pierwszej strony, ale też pachnie świeżo upieczonymi bułeczkami cynamonowymi i obiecuje, że życie potrafi zaskakiwać w najmniej spodziewanych chwilach. 🍂✨ Hazel, urocza księgarka stojąca na progu trzydziestki, nagle uświadamia sobie, że jej życie utkwiło w miejscu. Te same cztery ściany, ci sami ludzie, ten sam rytm – aż do momentu, gdy w jednej z książek znajduje tajemniczą wiadomość. I tak zaczyna się podróż, która zmienia wszystko. To, co mnie w tej historii absolutnie urzekło, to subtelne połączenie magii codzienności i odrobiny tajemnicy. Każda kolejna wskazówka skryta między stronicami książek to jak obietnica przygody, a także lekcja odwagi, by wyjść poza schematy. A kiedy do tego dołącza Noah – przystojny rybak, który od dawna ma słabość do Hazel – robi się jeszcze piękniej. Ich relacja jest słodka, naturalna i rozbrajająco prawdziwa. Noah staje się wsparciem w tej niezwykłej podróży, ale też kimś, kto pokazuje Hazel, że życie może być pełne barw, smaków i… uczuć, o których wcześniej nie marzyła. Czytając The Cinnamon Bun Bookstore, czułam się, jakbym naprawdę była w Dream Harbor – między półkami pachnącej księgarni, przy kubku gorącej kawy, z bułeczką cynamonową w dłoni i sercem bijącym szybciej na widok rodzącego się uczucia. To historia, która otula, dodaje otuchy i sprawia, że wierzysz, iż szczęście zawsze czeka tuż za rogiem. To książka o miłości, przygodzie, odwadze i pięknie małych rzeczy. Laurie Gilmore podaje nam na tacy cudowną, pełną emocji opowieść, która rozpala serce i wywołuje uśmiech nawet w najtrudniejszy dzień. The Cinnamon Bun Bookstore to idealna lektura na długie chłodne wieczory – słodka jak cynamon, rozgrzewająca jak świeża kawa i absolutnie niezapomniana.
Gypsy_Girl_Recenzuje - awatar Gypsy_Girl_Recenzuje
ocenił na 7 4 miesiące temu
Spotkajmy się w Central Parku Felicia Kingsley
Spotkajmy się w Central Parku
Felicia Kingsley
Na początku muszę zaznaczyć, że historię Victorii i Knighta poznałam w wersji audio i o ile często lektorzy potrafią zniszczyć mi wizję książki, tak jestem święcie przekonana, że Jakub Kamieński wykonał kawał dobrej roboty i swoim głosem dołożył kilka punktów do oceny całości. Nie wierzyłam, że kiedykolwiek to powiem, ale audiobook polecam serdecznie. Zwłaszcza, że fabuła to dość przewidywalne, ale poprawnie zbudowane enemies to lovers z zachowaniem całkiem przyjemnych proporcji. Propozycja idealna do tego, by towarzyszyć nam w słuchawkach podczas robienia kroków lub zmywania patelni. To komfortowa opowieść, w której konflikt bohaterów nie wydaje się sztuczny od samego początku, autorka nie mydli nam oczu wyssanym z palca problemem, za to wskazuje konkretne elementy, dzięki którym jesteśmy w stanie zrozumieć sedno sprawy. Jak to bywa w tego typu historiach, los zmusza nasze gołąbeczki do współpracy, a i sam powód, choć moim zdaniem z początku nieco niedopracowany w szczegółach, tak finalnie okazuje się całkiem solidny. Gdybym miała szansę wprowadzić kilka zmian, to mistyczne odliczanie do wielkiego dnia zero odwlekłabym nieco w czasie, jednak i w aktualnej formie wydaje się to całkiem zjadliwe. Reasumując: wrogowie - są, kochankowie - są, skrzydłowi - są, byli - są, przekaz poboczny - jest, plot twist - jest, szczęśliwe zakończenie? Absolutnie, bo jak twierdzą sami bohaterowie - to wszystko, to dopiero początek.
mamotonieja - awatar mamotonieja
oceniła na 7 4 dni temu
Jeśli to cię uszczęśliwia Julie Olivia
Jeśli to cię uszczęśliwia
Julie Olivia
Czy można poczuć jesienny klimat u progu wiosny? A można, jak najbardziej! Autorka zabiera czytelnika do ciekawego świata. Idziemy razem z główną bohaterką do miejsca, które myślę że nie łatwo teraz spotkać. I to mi się bardzo podoba. Copper Run posiada swój unikatowy klimat, który jest niezwykle otwarty i zapraszający do wsiąknięcia w tę społeczność. I to najbardziej mi się spodobało. Chciałabym odwiedzić taki pensjonat, spędzić tak wakacje i może zostać na dłużej. Początkowo zbyt ekspresyjny, momentami nachalny, z czasem staje się bezpiecznym miejscem, gdzie można liczyć na pomoc, być zaakceptowanym z całym dobrodziejstwem inwentarza i w pełni być sobą. Takiego miejsca może niezbyt chciała Michelle, ale zdecydowanie było ono jej potrzebne. To była niezwykła przyjemność obserwować, jak ta poważna, zorganizowana i ułożona dziewczyna zaczyna powoli dopuszczać do siebie swoje wewnętrzne potrzeby. Podobało mi się, że do końca pozostała w tym sobą. Nie zmieniła nagle swojego charakteru. To fakt, że nie jest wylewna, ani ekstrawertyczna. Jej zmiana polegała na tym, że poczuła się ze sobą dobrze i po wielu latach poczuła się szczęśliwa. A Cliff stał się jej bezpieczną przystanią. Tak inny od niej, a jednak dający bezpieczeństwo oraz bezwarunkową miłość. W całej tej opowieści bardzo istotne są dziewczynki- Emily i Britt, oraz Rakieta. To właśnie w nich Shelly odnalazła swój uciszony głos. W wyrażanych głośno i buntowniczo słowach Emily, Michelle zobaczyła swoje emocje, lęki i potrzeby, którymi nie chciała nikomu robić kłopotu. Britt pokazała jej własną siostrę, ale też radość codzienności. Rakieta natomiast był cichym obserwatorem, widzącym prawdziwe odczucia Michelle, co dało jej dostęp do swojego szczerego głosu. Wzruszyła mnie ta książka w zaskakującym momencie, absolutnie się tego nie spodziewałam. I dlatego było warto. Ale przede wszystkim dla radości tej opowieści i jej ciepła.
young_reader - awatar young_reader
ocenił na 8 4 dni temu

Cytaty z książki Maski

Więcej
Melka Kowal Maski Zobacz więcej
Melka Kowal Maski Zobacz więcej
Melka Kowal Maski Zobacz więcej
Więcej