Legenda żeglujących gór

Okładka książki Legenda żeglujących gór
Paolo Rumiz Wydawnictwo: Czarne Seria: Sulina literatura podróżnicza
592 str. 9 godz. 52 min.
Kategoria:
literatura podróżnicza
Format:
papier
Seria:
Sulina
Tytuł oryginału:
La leggenda dei monti naviganti
Data wydania:
2016-07-27
Data 1. wyd. pol.:
2016-07-27
Liczba stron:
592
Czas czytania
9 godz. 52 min.
Język:
polski
ISBN:
9788380493292
Tłumacz:
Joanna Malawska
Średnia ocen

                7,3 7,3 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Legenda żeglujących gór w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Legenda żeglujących gór

Średnia ocen
7,3 / 10
80 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
17
2

Na półkach:

Autor przeprowadza nas przez trzy wymiary czasu. Wymiaru Boskiego wyznaczonego przez orbity, morskiego składającego się z fal i podziemnego wypełnionego rozdrożami losu.
Czas, który spędzamy na czytaniu wydaje się być złożony z skrzyżowań: posuwa się naprzód we wnętrznościach jak marynarz łodzi podwodnej.
Drugie przez co ta książka nas prowadzi to cisza, która jest strażnikiem tajemnicy, a jednocześnie umożliwia niesłychane wizje, z upływu czasu czyni uroczyste świętowanie.
W tej podróży zatem cisza to rownież otwartość, gościnność, zadziwienie, a wszystkie te wartości, są wartościami kobiecymi. Zatem cisza może być pusta i zupełna, która cię przygniata, ale jest też cisza pełna, cisza świętej przestrzeni, która cię wypełnia. Tej jest tutaj nadmiar.
Aż chce się tam być, na krajowej zapomnianej drodze nr 18, od Vallo della Lucania do zatoki Policastro.

Frapuje mnie jedno pytanie być może postrzeganie świata zależy nie od miejsc, ale od tempa? Jeśli poruszasz się powoli, gdziekolwiek byś się znalazł w obrębie strefy klimatu umiarkowanego noce będą pełne świerszczy, dymu, gwiazd. Zimą będziesz zasypiał otoczony chłodnym światłem księżyca, zapachem wełny, aromatem gorącej herbaty. Jednym słowem będziesz otoczony życiem.

Z jednej strony potęga gór, a z drugiej fala podróży, która przenika nas i rozjaśnia nam w głowie. Pomysły dotąd pielęgnowane bez powodu opuszczają nas, inne zaś kształtują się i dopasowują jak kamienie do koryta strumienia. Z każdą stronę dalej droga pracuje za nas.

Autor przeprowadza nas przez trzy wymiary czasu. Wymiaru Boskiego wyznaczonego przez orbity, morskiego składającego się z fal i podziemnego wypełnionego rozdrożami losu.
Czas, który spędzamy na czytaniu wydaje się być złożony z skrzyżowań: posuwa się naprzód we wnętrznościach jak marynarz łodzi podwodnej.
Drugie przez co ta książka nas prowadzi to cisza, która jest...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

464 użytkowników ma tytuł Legenda żeglujących gór na półkach głównych
  • 354
  • 102
  • 8
56 użytkowników ma tytuł Legenda żeglujących gór na półkach dodatkowych
  • 36
  • 5
  • 3
  • 3
  • 3
  • 3
  • 3

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Gdzieś dalej, gdzie indziej Dariusz Czaja
Gdzieś dalej, gdzie indziej
Dariusz Czaja
To nie jest literatura podróżnicza! Gdzieś dalej, gdzie indziej opisuje świat włoskiego Mezzogiorno - oprócz Apulii odwiedzimy też Neapol i Sycylię, ale daleko temu do tradycyjnych landszaftów, którymi często się raczymy m.in. w Czarnym. To najprawdziwszy, okraszony przyjemną erudycją i spokojnym tempem esej o tym, czym jest podróżowanie i obcowanie z kulturą. Czaja stawia na ogół i na myśl - zadania ma dwa - zrozumieć charakter i sens podróży w XXI wieku oraz zrozumieć, czym jest prowincja. Tym, którzy chcieli się dowiedzieć wszystkiego o Apulii nie da wiele, ale za to stworzy coś unikatowego dla każdej duszy skorej do filozoficznych rozważań tego typu natury. Autor opisuje własne przemyślenia i odczucia w trakcie podróży, grzebie w biblioteczce, zestawia i cytuje po swojemu ciekawsze fragmenty pisarzy na temat prowincji - do tej podróży dołączają choćby Mrożek, Eliade i Barthes. Nazwy miast, dzielnic, placów i kościołów są, i bardzo często są w piękny i unikalny sposób opisane, ale najczęściej pozostają tłem dla czysto eseistycznych rozważań (do czego zresztą D.C. się sam przyznaje). Nie jest to proza pozbawiona kolorytu - mimo tego, że nie jest to pigułka wiedzy o Mezzogiorno, a może właśnie dzięki temu, stanowi wartość dodaną. Czaja wchodzi do miejsc mniej lubianych, patrzy własnym okiem i wyszukuje tego, co nieodkryte, nieznane, niewyfotografowane na śmierć. Na szczególne uznanie zasługuje m.in. dość obszerny fragment o tarantelli. Gdzieś dalej, gdzieś indziej to coś pomiędzy popularno-naukowym esejem, osobistym pamiętnikiem, dziennikiem z podróży i, troszeczkę, literaturą podróżniczą. Trudno się na nią nastawić inaczej niż poprzez otwarcie głowy i wyzbyciem się oczekiwań co do tego, co "tam powinno być", ale dzięki swojej niejednoznaczności nie staje się konkurencją dla innych "materiałów" podróżniczych, ale ich naturalnym sprzymierzeńcem, który nam na te wszystkie kwestie otwiera nowe okno.
Michał - awatar Michał
ocenił na 8 1 rok temu
O północy w Pera Palace. Narodziny współczesnego Stambułu Charles King
O północy w Pera Palace. Narodziny współczesnego Stambułu
Charles King
Wiedziałam, że nie będzie to lektura na jeden wieczór. Zaczęłam ją dawkować przed wyjazdem do Stambułu z początkiem roku i dopiero teraz dobrnęłam do końca. Osią fabuły jest legendarny hotel, który służy bardziej jako brama, która otwiera fascynujące wrota do historii całej Turcji na przełomie wieków. Autor dba o faktograficzną solidność (sama bibliografia to ponad 50 stron, więc żałuję, że nie miałam jej pod ręką przy pisaniu magisterki!) przy kreśleniu obrazu Stambułu. W tej mozaice historycznej odnajdujemy mnóstwo znanych i mniej znanych postaci oraz wydarzeń. Mnie osobiście wciągnął szczególnie rozdział o Alija Bet i emigracji Żydów do Palestyny, a także dogłębne omówienie historii Hagii Sophii. Z ulgą przyjęłam też obalenie mitu, że Christie napisała "Morderstwo w Orient Expressie" w Pera Palace (choć inspiracja miastem, Sirkeci i zaśnieżonym pociągiem w Çerkezköy jest niepodważalna). Były tu też fakty, które już dobrze znam, jak tragiczny los statku Struma czy historia poety Nâzıma Hikmeta, ale zawsze coś zaskoczyło - bo jak ślady Jamesa Baldwina po stambulskich ulicach znam, to trudno mi było sobie wyobrazić, że Trocki miło spędzał czas nad Bosforem. Ta książka bywa wymagająca. Nie czyta się jej lekko, ale otrzymujemy olbrzymią wiedzę. King daje czytelnikowi poczucie, że stoi na progu burzliwych przemian. Czuć w niej klimat orientalizmu, ale nie tego z bajek, lecz zderzonego z nacjonalizmem i realiami politycznymi. Ubolewam jedynie nad tym, że kwestia Ormiańska (choć dotyczyła głównie Anatolii, a nie samego Stambułu) została potraktowana nieco błaho w kontekście tak monumentalnej pracy o historii regionu. Szkoda też, że książka zamyka się na antygreckim pogromie, a późniejsza historia jest omówiona już tylko szczątkowo. Jeśli chcecie poczuć i poznać Stambuł z innej strony, to zdecydowanie jest to pozycja do zapoznania. To doskonała, rzetelna książka historyczna, która pozwala zrozumieć, dlaczego to miasto jest tak fascynującym skrzyżowaniem światów.
Babi - awatar Babi
ocenił na 7 5 miesięcy temu
Po Galicji. O chasydach, Hucułach, Polakach i Rusinach. Imaginacyjna podróż po Galicji Wschodniej i Bukowinie, czyli wyprawa w świat, którego nie ma Martin Pollack
Po Galicji. O chasydach, Hucułach, Polakach i Rusinach. Imaginacyjna podróż po Galicji Wschodniej i Bukowinie, czyli wyprawa w świat, którego nie ma
Martin Pollack
Powieść reportażowa Martina Pollacka pt. „Po Galicji. Oświecona podróż przez Bukowinę, Bukowinę i Galicję Wschodnią” to pozycja fundamentalna dla każdego, kto pragnie zrozumieć fenomen mitycznej krainy, która zniknęła z map, ale przetrwała w zbiorowej pamięci. Pollack, wybitny austriacki pisarz i tłumacz, nie kreśli jednak kolejnej sentymentalnej laurki o krainie „mlekiem i miodem płynącej”, gdzie w zgodzie żyli Polacy, Żydzi i Ukraińcy. Zamiast tego, z reporterską precyzją i historyczną rzetelnością, zabiera nas w podróż po świecie, który był domem dla nędzy, brudu i głębokich podziałów społecznych. Autor przyjmuje rolę przewodnika po dawnym kraju koronnym Austro-Węgier, rekonstruując obraz Galicji przełomu XIX i XX wieku. Pollack unika patosu. Jego narracja opiera się na faktach, starych rozkładach jazdy, ogłoszeniach prasowych i relacjach z epoki. Dzięki temu czytelnik może niemal poczuć zapach nafty w Drohobyczu, błoto na ulicach Brodów czy gwar wiedeńskich kawiarni przeniesiony na grunt lwowski. Galicja w ujęciu Pollacka to przestrzeń kontrastów: z jednej strony dynamicznie rozwijający się przemysł naftowy i aspiracje intelektualne elit, z drugiej – skrajna bieda galicyjska, analfabetyzm i wszechobecna korupcja. Niezwykle istotnym wątkiem książki jest kwestia wielokulturowości. Pollack pokazuje, że współistnienie różnych nacji i religii nie było sielanką, lecz trudnym balansem, często naruszanym przez rodzące się nacjonalizmy. Autor ze szczególną uwagą pochyla się nad losem społeczności żydowskiej – od ortodoksyjnych sztetli po zasymilowaną inteligencję. Opisuje świat, który zaledwie kilka dekad później został niemal całkowicie zmieciony z powierzchni ziemi przez totalitaryzmy XX wieku. To sprawia, że lektura „Po Galicji” ma w sobie coś z archeologii – Pollack odkopuje fundamenty świata, po którym pozostały jedynie cmentarze, ruiny synagog i zdziczałe sady. Książka jest również fascynującym zapisem podróży fizycznej. Autor prowadzi nas przez konkretne miasta: Kraków, Lwów, Czerniowce, Stanisławów, pokazując ich specyficzną atmosferę i architekturę, która do dziś stanowi wspólny mianownik dla mieszkańców Europy Środkowo-Wschodniej. Pollack posiada rzadką umiejętność ożywiania statycznych opisów – dzięki niemu Galicja przestaje być tylko terminem historycznym, a staje się żywym organizmem. Reasumując, „Po Galicji” to lektura obowiązkowa, która uczy pokory wobec historii. Martin Pollack demitologizuje Galicję, nie odbierając jej przy tym uroku, a jednocześnie przypomina o wspólnych korzeniach dzisiejszej Europy. To książka o utraconej tożsamości, o świecie, który był niedoskonały, ale boleśnie ludzki. Po jej przeczytaniu inaczej patrzy się na krajobraz za oknem pociągu jadącego z Krakowa do Przemyśla czy Lwowa.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na 7 3 miesiące temu
Petersburg. Miasto snu Joanna Czeczott
Petersburg. Miasto snu
Joanna Czeczott
Petersburg. Miasto snu Autor: Joanna Czeczott Moja ocena: 8/10 „Petersburg. Miasto snu” to znakomity reportaż, który z dużą wrażliwością i głębią ukazuje jedno z najbardziej fascynujących miast Europy Wschodniej. Joanna Czeczott stworzyła wielowarstwowy portret Petersburga, oparty na skrupulatnym researchu, rozmowach z mieszkańcami oraz osobistej refleksji nad historią, kulturą i tożsamością miasta. Autorka prowadzi czytelnika przez różne epoki – od caratu, przez rewolucję, czasy radzieckie, aż po współczesność. Nie brakuje tu wątków historycznych, socjologicznych, kulturowych, ale także osobistych historii ludzi zamieszkujących to niezwykłe miasto. Każdy z rozdziałów jest odrębnym felietonem czy reportażem, co nadaje książce formę mozaiki – barwnej, choć niejednolitej. Brak ścisłej chronologii czy jednego spójnego wątku fabularnego nie przeszkadza – przeciwnie, pozwala lepiej uchwycić atmosferę miasta, które samo w sobie jest nieco chaotyczne, pełne kontrastów i tajemnic. Motyw snu, obecny już w tytule, przewija się przez całą publikację jako subtelna metafora – Petersburg jawi się jako miejsce piękne i jednocześnie złudne, na granicy jawy i fantazji. Tak jak okładka książki: przyciągająca wzrok, a zarazem szara i melancholijna, tak i miasto przedstawione przez Czeczott balansuje pomiędzy majestatem carskiej architektury a cieniem sowieckiej przeszłości, między romantyzmem a rzeczywistością. Po lekturze pozostaje wrażenie, że Petersburg to nie tyle konkretne miejsce, co przestrzeń symboliczna – miasto, które śni samo o sobie i które trudno jednoznacznie zdefiniować. Autorka potrafi to wrażenie oddać z literackim wyczuciem i reporterską rzetelnością. Książkę zdecydowanie polecam – zarówno miłośnikom literatury faktu, jak i osobom zainteresowanym historią i kulturą Rosji. To nie tylko reportaż o mieście, lecz także opowieść o pamięci, tożsamości i próbie zrozumienia współczesności przez pryzmat przeszłości. ** 22:17 * 12.06.2025 * 54/2025 *
Paweł - awatar Paweł
ocenił na 8 9 miesięcy temu
Rumun goni za happy endem Bogumił Luft
Rumun goni za happy endem
Bogumił Luft
Książka z 2015 roku (wyd. II rozszerzone), w rzece Dymbowicy upłynęło od tego czasu sporo wody. Czy w 2026 r. Rumun jest bliżej happy endu? W 2025 roku w wieku 95 lat zmarł Ion Iliescu - polityk, który zaczął karierę tuż po wyginięciu dinozaurów jeszcze jako komunista, i który trzymał się polityki i życia tak długo, że opowiadano już o nim dowcipy ("nadzieja umiera przedostatnia..."). Co by nam Autor napisał o wydarzeniach z 2024, kiedy to w Rumunii miały miejsce 4 różne wybory, w tym prezydenckie. Kiedy to pierwszą turę wygrał Stan Tymi... Calin Georgescu, co uznano za cud wyczarowany wrażymi kliknięciami i I turę unieważniono już w trakcie II tury, a ówczesny prezydent- etniczny Niemiec, który już ogłosił, że zostanie na urzędzie do czasu rozstrzygnięcia nowych wyborów musiał ustąpić wobec niezadowolenia społecznego. A w 2017 roku "mamałyga wybuchła" i setki tysięcy Rumunów wyszły na ulice w masowych protestach. Ciekawy kraj ta Rumunia.... Ale powróćmy do książki. Dużo Mołdawii w tej Rumunii, a Rumunii w Mołdawii, szczególnie na początku. W ogóle jest dużo o tym, jak nieoczywiste i pokręcone bywają w tej części świata kwestie etniczne, językowe, polityczne, religijne... I to mimo tego, że Rumuni są nawet bardziej prawosławnymi, niż Polacy są katolikami (przynajmniej stereotypowo). Przy okazji - bardzo mnie wciągnęła historia rumuńskiego kościoła greckokatolickiego, jego rola w budowaniu tożsamości narodowej Rumunów na drodze ku niepodległości, delegalizacja i podziemna działalność za komuny oraz późniejsze odrodzenie. Bardzo ciekawe rozdziały o: języku; o duchownym, który nie poprzestał na rozdawaniu ulotek pro-life w proteście przeciw aborcji, ale stworzył organizację dającą nowy dom niechcianym dzieciom; o bolesnym czasie komunistycznego zamordyzmu i równie bolesnych wydarzeniach 1989-1990; o zaskakująco nowoczesnych rozwiązaniach technicznych, jakie w swoim nowym pałacu kazał zastosować król Karol I i o skandalach, jakie wywoływał Karol II. Warto przeczytać. Najsłynniejsza rumuńska ballada ludowa, uznawana za jeden z fundamentów rumuńskiej kultury i tożsamości narodowej ("Jagniątko") mówi o pasterzu, który pogodzony z losem pokornie wychodzi naprzeciw swoim mordercom, a rumuńskie powiedzenie mówi, że "mamałyga nie wybucha", ale jednak czasem wybucha. Dlaczego w tej Rumunii wszystko jest takie pokręcone? Dzięki książce pana Lufta znacznie lepiej to rozumiem i już nie mogę się doczekać wyjazdu do Rumunii, by przekonać się o tym naocznie. PS. Polecam posłuchać pieśni Valeriu Steriana "Nopți" o przejmującym tekście, którego fragment cytowany był w książce, a w nadziei na tytułowy "Happy end" innego utworu Steriana - "Cântec de oameni" ("Pieśń o ludziach").
Warmiaczka - awatar Warmiaczka
oceniła na 7 20 dni temu
Odessa. Geniusz i śmierć w mieście snów Charles King
Odessa. Geniusz i śmierć w mieście snów
Charles King
Książka „Odessa. Geniusz i śmierć w mieście snów” zrobiła na mnie spore wrażenie. Do tej pory nie zdawałem sobie sprawy, że ten port ma aż tak bogatą i wielowarstwową historię. Autor dużo miejsca poświęca także dziejom społeczności żydowskiej – obecnej w Odessie od początku istnienia miasta – oraz późniejszym pogromom, w tym tym najbardziej krwawym, które na trwałe odcisnęły piętno na jego tożsamości. Odessa jawi się tu jako przestrzeń ludzi wybitnych i nieoczywistych: miasto, które przyciągało talenty, awanturników, przedsiębiorców, artystów i marzycieli. W książce znajdziemy sporo portretów osób, które tworzyły jego legendę. Dla mnie to szczególnie ciekawe, bo Odessa długo kojarzyła mi się głównie jako miasto radzieckie, a dopiero od niedawna – ukraińskie. Tymczasem lektura mocno przesuwa akcenty: pokazuje Odesę jako miejsce zaskakująco kosmopolityczne, europejskie i otwarte, współtworzone przez przybyszów z różnych stron kontynentu. Co więcej, w pierwszych dekadach Rosjanie wcale nie stanowili najliczniejszej grupy mieszkańców. W mieście żyli obok siebie przedstawiciele wielu narodowości – m.in. Włosi, Niemcy czy Turcy – a ten wielogłos realnie wpływał na charakter portu i tempo jego rozwoju. Trzeba przyznać, że historia Odessy jest naprawdę fascynująca, a sposób jej opowiedzenia – w mojej ocenie – równie udany. Autor klarownie prowadzi czytelnika przez początki funkcjonowania miasta, a także przez zmiany ustrojowe w Rosji i to, jak przekładały się one na życie Odessy. W mojej opinii to wartościowy reportaż historyczny, szczególnie dla osób, które w ogóle nie znają dziejów tego miejsca. Oprócz syntetycznego tła jest tu też sporo ciekawostek oraz mikrohistorii ludzi, którzy to miasto budowali. Na plus zaliczam również wątki pokazujące, jak daleko sięgała „odesska” mapa wpływów – na przykład poprzez odniesienia do miejsc związanych z portem, takich jak „Mała Odessa” w Stanach Zjednoczonych. Czytajcie! 📚 Wpadasz na Bookstagrama? Jeśli lubisz książki i scrollowanie Insta w poszukiwaniu czytelniczych perełek – to zapraszam @mikroczytelnia :)
mikroczytelnia - awatar mikroczytelnia
oceniła na 7 1 miesiąc temu
Teatr ryb. Podróże po Nowej Fundlandii i Labradorze John Gimlette
Teatr ryb. Podróże po Nowej Fundlandii i Labradorze
John Gimlette
Jestem nią zachwycony. Kupując sugerowałem się raczej serią w której została wydana mając do niej duże zaufania, choć ogólna ocena na LC może nie nastawiała na bardzo przyjemny odbiór. Na szczęście się miło pomyliłem i dzięki temu przeżyłem ekscytującą lekturę. Sztuką było napisanie wciągającej książki na temat ziemi, która nijak nie wciąga. Może poza garstką śmiałków i zapaleńców oraz tych którzy zmuszeni byli się tam urodzić i innego świata nie mieli okazji poznać. Punktem wyjścia dla opowieści była rodzinna historia autora. Opisuje on bowiem wyprawę (ponad 100 lat temu) na te ziemie jednego ze swoich przodków starając się odwiedzić te same miejsca. Podróż jednego i drugiego nie ma w sobie nic z romantyczności. Spotyka w Nowej Funlandii i Labradorze naprawdę ciężki ziemie i jeszcze cięższe życie. Warunki są twarde i surowe. Nie pociągają do tego by chcieć tam zostać. A jednak są ludzie, którzy tam funkcjonują – głównie zajmują się rybołówstwem albo wegetowaniem. Mimo że opowieść jest naprawdę trudna to ma jednak w sobie dużo światła, wnosi jakąś nadzieję. Autor w swojej narracji miesza teraźniejszość z przeszłością. Niekiedy byłem odrobinę zagubiony – ale zasadniczo połączenie się niezwykle udało. Dla mnie opowieść rewelacyjna. Może dlatego że lubię surowy klimat. Przynajmniej na odległość.
Arek - awatar Arek
ocenił na 8 2 lata temu

Cytaty z książki Legenda żeglujących gór

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Legenda żeglujących gór