Nie co dzień nadaje się książce miano dzieła sztuki. Jednak w przypadku książki Marka Bieńczyka i Joanny Concejo pt. „Książę w cukierni” określenie to jest jak najbardziej na miejscu. Nietypowa forma, ciekawy tekst i interesujące ilustracje sprawiły, że książka ta jest edytorskim majstersztykiem.
„Książę w cukierni” to druga, po „Nussi i coś więcej”, książka Marka Bieńczyka skierowana do dzieci. Tym razem tekstowi zdobywcy nagrody Nike towarzyszą ilustrację Joanny Concejo. Za pracę nad tą książką ilustratorka otrzymała główną nagrodę polskiej sekcji IBBY w kategorii grafika, a „Książę w cukierni” został uhonorowany tytułem Najlepszej książki roku 2013. Nie powinno to nikogo dziwić, gdyż trudno przejść obojętnie i nie zachwycić się szatą graficzną i nietypowym formatem tej książki.
Forma
Pierwszą rzeczą, która zwraca uwagę, jest format. Książka ma kształt prostokąta o proporcjach 3:1: jest wysoka i jednocześnie wąska. Na tym nie koniec niespodzianek. W środku bowiem znajduje się ponad sześciometrowa harmonijka. Sprawia to, że „Księcia w cukierni” możemy czytać na dwa sposoby: w sposób „standardowy”, czyli kartkując podwójne strony albo rozkładając harmonijkę i oglądając jako całość.
Początkowo taka forma budziła moje obawy. Bałam się, że w czasie rozkładania i składania książki, mogę ją w jakiś sposób zniszczyć. Jednak do wydania „Księcia w cukierni” użyto bardzo dobrej jakości, grubego papieru, dzięki czemu, każdy sposób czytania jest wygodny i komfortowy, a czytelnicy nie muszą się martwić, że rozkładając książkę, przez przypadek przedrą którąś stronę.
Moją uwagę przykuło również to, że zarówno tekst, jak i ilustracje, znajdują się tylko po jednej stronie, druga natomiast jest pusta, jeśli nie liczyć rozsianych w nieregularnych odstępach czterolistnych koniczynek. Można tę przestrzeń pozostawić taką, jaka jest, ale równie dobrze możemy stworzyć tam coś swojego: na nowo zilustrować tekst Bieńczyka albo opatrzyć komentarzem ilustracje Concejo. Albo po prostu, tak jak ja, zapisać tam myśli, które towarzyszyły mi podczas czytania tej książki. Dzięki tym zapiskom całość przy kolejnym czytaniu zyskuje całkiem nowe, czasem zaskakujące znaczenia.
Kłopoty Księcia
Tekst Marka Bieńczyka to filozoficzna opowiastka o szczęściu, jego nieuchwytności i konsekwencjach. Ma on formę dialogu, w którym refleksje Dużego Księcia zostają skonfrontowana z myślami jego towarzyszki Kaktusicy.
Zdaniem Dużego Księcia ze szczęściem są same kłopoty, a największy jest taki, że już było. Zauważamy je dopiero, gdy przeminie i nie myślimy o nim, gdy jest. Czy zatem kiedykolwiek jesteśmy naprawdę szczęśliwi? I jaką cenę musimy za to szczęście zapłacić? Między innymi z takimi wątpliwościami zmaga się Duży Książę w czasie wizyty w cukierni.
Książę dzieli się swoimi przemyśleniami z Kaktusicą. Okazuje się jednak, że jego towarzyszka ma na temat szczęścia całkiem inne zdanie i woli skupić się na wyborze ciastka niż na filozoficznych rozmyślaniach o szczęściu. Wskazuje przy tym wyraźnie, że łatwiej osiągnąć szczęście bez ciągłego zastanawiania się, czy już się je osiągnęło.
Wesołe psy i zamyślony niedźwiedź
Ilustracje Joanny Concejo zdecydowanie zasługują na uwagę. Z jednej strony subtelne, z drugiej, niedające się zignorować, dodające nowych znaczeń tekstowi Bieńczyka. Artystka nie tylko w sposób graficzny przedstawiła to, co zostało zawarte w tekście, lecz także poszerzyła pole skojarzeń, do których czytelnik jest odsyłany. Jej prace nie są jedynie dodatkiem do tekstu, są drugą stroną tej opowieści, głosem, przedstawiającym nieco inną refleksję na temat szczęścia.
Na ilustracjach dzieje się naprawdę wiele. Możemy na nich zobaczyć zamyślonego niedźwiedzia, rozbrykane psy, jazdę na rowerze czy zabawę pacynkami. Oczywiście nie zabrakło także Dużego Księcia i Kaktusicy. Duży Książę ma twarz dorosłego mężczyzny, jednak jego ciało i papierowa czapeczka w kształcie łódeczki, którą nosi, sprawia, że bardziej kojarzył mi się z dzieckiem. Z kolei Kaktusica wygląda bardzo figlarnie, zalotnie zerkając na księcia i delikatnie przygryzając jego duży palec u nogi.
Kolejne obrazy idealnie się ze sobą łączą: na jednej stronie widzimy psy przygotowujące faworki, a na następnej ciasto zmienia się w szal Dużego Księcia. Mistrzowskie połączenie poszczególnych scen sprawia, że możemy tutaj mówić o jednym wielkim dziele sztuki, jednym obrazie, który ukazuje się nam po rozłożeniu książki. Sama nie wiem, czy ilustracje pani Joanny zachwyciły mnie bardziej w formie pojedynczych obrazków czy jako całość. Za każdym razem, gdy otwieram „Księcia w cukierni” odkrywam coś nowego, widzę jakąś małą grafikę, która wcześniej mi umknęła i na nowo zachwycam się całością.
Czy i komu polecam?
Wiele osób może mieć wątpliwości, czy powiastka filozoficzna o szczęściu będzie się dobrze komponować z pełnymi humoru ilustracjami. Jednak według mnie tekst Marka Bieńczyka i grafiki Joanny Concejo idealnie się dopełniają. Jednocześnie ze sobą współgrają i prowadzą dialog, pokazując dwie strony szczęścia: tę filozoficzną, wzniosłą i tę całkiem przyziemną. Bo jak inaczej można nazwać połączenie stwierdzenia, że ze szczęściem są same kłopoty z utożsamianiem tego stanu z jedzeniem pączka?
Wydawca nie określił do jakiej grupy wiekowej „Książę w cukierni” jest skierowany, jednak zauważyłam, że wiele osób traktuje go jak książkę dla dzieci. W czasie lektury, zaczęłam się zastanawiać, czy na pewno jest to pozycja dla najmłodszych i czy tylko dla nich? Pewnie najłatwiej tak ją zaklasyfikować ze względu na liczne ilustracje, jednak sposób, w jaki została wykonana i myśl, którą przekazuje, sprawia, że jak najbardziej polecam ją również starszym czytelnikom. W każdym wieku warto pomyśleć, czym jest szczęście i uświadomić sobie, że wbrew pozorom doświadczamy go całkiem często.
Uważam, że to niesamowite połączenie tekstu i ilustracji, racjonalizmu i surrealizmu, filozoficznych przemyśleń i bardzo przyziemnej miłości do ciastek jest czymś, na co zdecydowanie warto zwrócić uwagę.
Opinia
Książka długo czekała na swoją kolej, ale w końcu zapoznałam się z historią Maciupka, którego imię miło mi się zawsze kojarzyło :) To bardzo mądra opowieść o pokonywaniu nieśmiałości, krótka, idealna dla młodszych dzieci, z charakterystycznymi dla Tove Jansson ilustracjami. Bardzo polecam!
Książka długo czekała na swoją kolej, ale w końcu zapoznałam się z historią Maciupka, którego imię miło mi się zawsze kojarzyło :) To bardzo mądra opowieść o pokonywaniu nieśmiałości, krótka, idealna dla młodszych dzieci, z charakterystycznymi dla Tove Jansson ilustracjami. Bardzo polecam!
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to