rozwiń zwiń

Faithless. Tom 1

Okładka książki Faithless. Tom 1
Brian AzzarelloMaria Llovet Wydawnictwo: Mucha Comics Cykl: Faithless (tom 1) komiksy
160 str. 2 godz. 40 min.
Kategoria:
komiksy
Format:
papier
Cykl:
Faithless (tom 1)
Data wydania:
2020-07-22
Data 1. wyd. pol.:
2020-07-22
Liczba stron:
160
Czas czytania
2 godz. 40 min.
Język:
polski
ISBN:
9788366589117
Tłumacz:
Piotr Czarnota
Średnia ocen

                6,3 6,3 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Faithless. Tom 1 w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Faithless. Tom 1

Średnia ocen
6,3 / 10
33 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
8347
7045

Na półkach: ,

JEŚLI SPOGLĄDASZ W OTCHŁAŃ…

Erotyka to jeden z najniższych jakościowo gatunków – nieważne w literaturze to, kinie, czy komiksie. Odpowiednik śmieciowego jedzenia i „muzyki” (tak, należę do tych ludzi, którzy muzyką tego gatunku nazwać nie są w stanie) disco polo. Są wyjątki od tej reguły, z tym, że wtedy trudno jest mówić o dziełach erotycznych, a zupełnie innym gatunku, jedynie erotyką przesyconym. I tak jest właśnie w przypadku „Faithless”, nowej serii od Briana Azzarello, łączącej fantastykę z seksem i nagością. Brzmi kiczowato? Ale dzięki talentowi ojca „100 naboi” opowieść ta zmienia się w naprawdę dobrą, wartą poznania historię. Oczywiście skierowaną do dorosłego czytelnika.

Miłość. Seks. Odkrywanie siebie. Magia.
Poznajcie Faith, dziewczynę, jakich wiele. Z tym, że ona akurat jest nieco inna od reszty, bo pasjonuje się magią. Może i jest to dziwne, ale jakiś cel w życiu trzeba sobie znaleźć, prawda? Jej przyjaciele nie widzą w tym nic złego, problem jednak jest taki, że magia rzeczywiście działa. Ale jak wiadomo, jeśli człowiek zbyt długo spogląda w otchłań, otchłań zaczyna spoglądać na niego. A skoro jest magia, są też i inne rzeczy, w które ludzie mogą wierzyć albo nie, a które mogą wywrzeć wpływ na Faith. Tylko jaki on będzie?

https://ksiazkarniablog.blogspot.com/2020/09/faithless-1-brian-azzarello-maria-llovet.html

JEŚLI SPOGLĄDASZ W OTCHŁAŃ…

Erotyka to jeden z najniższych jakościowo gatunków – nieważne w literaturze to, kinie, czy komiksie. Odpowiednik śmieciowego jedzenia i „muzyki” (tak, należę do tych ludzi, którzy muzyką tego gatunku nazwać nie są w stanie) disco polo. Są wyjątki od tej reguły, z tym, że wtedy trudno jest mówić o dziełach erotycznych, a zupełnie innym gatunku,...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

58 użytkowników ma tytuł Faithless. Tom 1 na półkach głównych
  • 38
  • 20
32 użytkowników ma tytuł Faithless. Tom 1 na półkach dodatkowych
  • 10
  • 7
  • 5
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2
  • 1

Inne książki autora

Okładka książki Hellblazer. Brian Azzarello 2 Brian Azzarello, Giuseppe Camuncoli, Guy Davis, Marcelo Frusin, Rafael Grampa, Lee Loughridge, James Sinclair, Cameron Stewart
Ocena 0,0
Hellblazer. Brian Azzarello 2 Brian Azzarello, Giuseppe Camuncoli, Guy Davis, Marcelo Frusin, Rafael Grampa, Lee Loughridge, James Sinclair, Cameron Stewart
Okładka książki Więzy matczynej krwi Brian Azzarello, Eduardo Risso
Ocena 6,7
Więzy matczynej krwi Brian Azzarello, Eduardo Risso
Okładka książki Batman Noir Eduardo Risso Brian Azzarello, Eduardo Risso
Ocena 9,0
Batman Noir Eduardo Risso Brian Azzarello, Eduardo Risso
Okładka książki Wonder Woman: Blood and Guts Brian Azzarello, Cliff Chiang
Ocena 0,0
Wonder Woman: Blood and Guts Brian Azzarello, Cliff Chiang
Okładka książki Joker Brian Azzarello, Lee Bermejo
Ocena 8,0
Joker Brian Azzarello, Lee Bermejo
Okładka książki RELAX nr 44 Brian Azzarello, Wojciech Bem, Artur Biernacki, Wojciech Cichoń, Alfonso Font, Andrzej Graniak, Mikołaj Graniak, Artur Grzenda, Daniel Grzeszkiewicz, Scoot Ian, Tomasz Jeruszka, Dave Johnson, Sławomir Kiełbus, Maciej Kisiel, Zbigniew Larwa, Andrzej Łaski, Andrzej Pilipiuk, Karol Weber, Chris Weston, Łukasz Zabdyr
Ocena 7,3
RELAX nr 44 Brian Azzarello, Wojciech Bem, Artur Biernacki, Wojciech Cichoń, Alfonso Font, Andrzej Graniak, Mikołaj Graniak, Artur Grzenda, Daniel Grzeszkiewicz, Scoot Ian, Tomasz Jeruszka, Dave Johnson, Sławomir Kiełbus, Maciej Kisiel, Zbigniew Larwa, Andrzej Łaski, Andrzej Pilipiuk, Karol Weber, Chris Weston, Łukasz Zabdyr
Okładka książki Faithless. Tom 3 Brian Azzarello, Maria Llovet
Ocena 5,3
Faithless. Tom 3 Brian Azzarello, Maria Llovet
Brian Azzarello
Brian Azzarello
Amerykański scenarzysta komiksowy. Znany przede wszystkim ze współtworzonej z Eduardo Risso serii komiksowej 100 naboi wydawanej przez DC Comics w ramach imprintu Vertigo. Wspólnie zostali nagrodzeni w 2001 roku nagrodą Eisnera za jedną z historii ze 100 naboi, Co ma wisieć, nie utonie (wyd. polskie: wydawnictwo Mandragora 2003), w kategorii "najlepsza seria komiksowa" (Best Serialized Story). Wraz z Risso, stworzył min. komiksy Johnny Double (wyd. polskie: Taurus Media 2006), od którego zaczęła się ich współpraca, oraz Batman - Rozbite miasto (wyd. polskie: Egmont Polska 2008). Ponadto był scenarzystą serii Hellblazer (numery 146-174), co nie podobało się wielu fanom, jako że umieszczał Johna Constantine'a na drugim planie wydarzeń. W 2005 roku wraz z Marcelo Frusinem rozpoczął serię Loveless (wydawaną w Polce przez Mucha Comics). W 2007 roku wziął ślub z rysowniczką komiksów Jill Thompson.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Dziki ląd Sumit Kumar
Dziki ląd
Sumit Kumar Ram Venkatesan
"Dziki Ląd" to komiks wydany u nas, przez wydawnictwo Lost Time. Który w oryginale, składał się z pięciu osobnych zeszytów, a które my otrzymaliśmy zebrane w jeden zbiorczy tom. Który prezentuje się bardzo ładnie, twarda okładka ze złoceniami, dobrej jakości papier, oraz grafiki z zeszytowych wydań na ostatnich stronach, cieszą oczy. Cała historia jest osadzona w roku 1766, na terenie obecnych Indii. Które w tamtych czasach, były rozbite na kilkanaście mniejszych królestw. Z których jedne chyliły się ku upadkowi, a inne dopiero rozkwitały. A między tym wszystkim krążyła Kompania Wschodnio Indyjska, która dopiero rozciągała tam swoje wpływy. Tak jak już zdążyłam wspomnieć na początku, komiks ten jest zbiorem pięciu zeszytów. A każdy z nich, opowiada nam historię z perspektywy innego bohatera. Co jest całkiem ciekawym zabiegiem, ponieważ pozwala nam spojrzeć na wydarzenia pod różnym kątem. Osoby z zewnątrz nie mającej pojęcia o miejscu do którego przybyła. Oraz tubylców, obeznanych z realiami i tradycjami miejsca w którym żyją. Jeżeli chodzi o szatę graficzną, jest ona bardzo dobrze dopracowana i niezwykle klimatyczna. Czuć tu mrok i gotyckie zacięcie, kiedy poznajemy Londyńskie dzieci nocy. Oraz kontrastujące z tym pełne słońca i barw, krajobrazy Kalikatu, gdzie potwory kryją się za wonnymi kwiatami. Niestety tytuł ten, rozczarował mnie trochę pod względem fabularnym. Miałam nadzieję na trochę więcej inspiracji, mitologią indyjską. Autorzy mieli tu niezłe pole do popisu, jednak dostaliśmy tylko niezbędne minimum. Dodatkowo akcja dzieje się tu bardzo szybko, na czym trącą bohaterzy. Których sylwetki są nam przedstawione powierzchowne, przez co trudno ich polubić. Są nam raczej obojętni. Czy warto poznać "Dziki Ląd"?. Jeżeli szukacie komiksu na wieczór, z dreszczykiem emocji ale niewymagającego. To tak. Jednak jeżeli chcecie historii, która wyrzuci was z kapci. To niestety musicie szukać dalej.
ZaczytanyKruk - awatar ZaczytanyKruk
ocenił na 7 6 miesięcy temu
Coda. Tom pierwszy Simon Spurrier
Coda. Tom pierwszy
Simon Spurrier Matias Bergara
Lubię komiksy fantasy, dlatego ochoczo sięgnąłem po pierwszy tom Coda. Doszły mnie słuchy, ze pierwszy zeszyt z tego albumu jest słaby, ale potem akcja nabiera tempa i jest bardzo ciekawie. Rzeczywiście muszę się z tym zgodzić, bowiem początek czyta się straszliwie topornie. Warto jednak wytrwać swoje, bowiem później wydarzenia robią się bardziej klarowne, historia faktycznie ma sens i mimo jazdy na oklepanych schematach, potrafiła mnie czasem zaskoczyć. Zatem na wstępie mogę śmiało rzec, że Coda to naprawdę świetnie zapowiadająca się seria. Na jaki zatem problem cierpi pierwszy rozdział, skoro potem wszystko gra. Cóż... wrzuca czytelnika od razu na głęboką wodę, przez co ten nie ma pojęcia gdzie jest, o co chodzi i w ogóle jak się tutaj znalazł. To bardzo przeszkadza w poznawaniu świata przedstawionego i polubienia głównego bohatera, barda imieniem Hum, który dosiada dość opryskliwego i krwiożerczego, czarnego jednorożca. A raczej pięciorożca. Tak czy inaczej na początku trudno połapać się w tym, o co właściwie chodzi w samej fabule i konstrukcji świata. Hum jest jednocześnie narratorem i prowadzi ten element po przez zapiski w dzienniku, skierowane do swej żony. Wszystko fajnie i w kolejnych rozdziałach nabiera to naprawdę wielkiego znaczenia, ale w pierwszym nie ułatwia to poznania świata. Jest to prowadzone w takiej formie, jakby czytelnik doskonale znał historię bardo, co jest nieprawdą. Dopiero drugi rozdział wyjaśnia wszystkie nieścisłości i sprawia, że łatwo wgryźć się w ten świat, zaś rozdział trzeci nieźle zaskakuje czytelnika. Od razu też ubiegnę tych, co twierdzą, że nigdy nic ich nie zaskoczy. Konstrukcja scenariusza jest tak pomyślana, że za chińskiego pana nie przewidzimy jednego z kluczowych zwrotów akcji trzeciego rozdziału. A jest on obłędnie skonstruowany i bardzo podnosi jakość odbioru całej historii. Zatem jeśli ktoś lubi trochę nietypowe fantasy, przypominające w wielu miejscach postapo, tyle że nie naszego świata, a świata gdzie kiedyś płynęła magia, to ta seria jest dla niego. Główni bohaterowie są świetnie napisani, w późniejszych rozdziałach akcja nabiera tempa i mimo ślimaczego oraz poplątanego startu, pierwszy album Coda czytało mi się bardzo dobrze. Już teraz chętnie sięgnąłbym po album drugi, a najchętniej po całą serię, aby wiedzieć jak potoczą się losy zgryźliwego barda i jego narwanego wierzchowca.
WPajęczejSieci - awatar WPajęczejSieci
ocenił na 7 3 lata temu
Żyjąca Śmierć - Kolekcjonerskie wydanie jubileuszowe Olivier Vatine
Żyjąca Śmierć - Kolekcjonerskie wydanie jubileuszowe
Olivier Vatine Alberto Varanda
Pierre Pairault był pisarzem science-fiction tworzącym pod pseudonimem „Stefan Wul”. Jego najbardziej znaną książką jest „Oms en serie” zekranizowana w 1973 r. jako „Fantastyczna planeta”. Omawiany komiks jest adaptacją jego powieści z 1958 r., która nigdy nie została opublikowana po polsku. Czy ta wersja zachęca do sięgnięcia po literacki oryginał? Akcja rozgrywa się w odległej przyszłości, kiedy to ludzkość opuściła Ziemię i skolonizowała inne planety. Młody biolog Joachim dostaje zlecenia stworzenia klona małej dziewczynki, która zginęła tragicznie w trakcie wyprawy na Ziemię. Jednakże igranie z prawami naturami może mieć straszne konsekwencje. Pomimo otoczki science-fiction jest to tak naprawdę gotycki horror. Akcja rozgrywa się w starym zamku znajdującym się na odludziu. Bohaterom towarzyszy cyborg przypominający żywego trupa czy potwora Frankensteina. Na dodatek właścicielka zamku ma na swoich usługach wielkie pająki zostawiające oblepiające wszystko siecią. Niestety wątki science-fiction są tu potraktowane bardzo powierzchownie. Nie wiadomo właściwie jaki jest rok, a świat przedstawiony jest opisany bardzo pobieżnie. Przy tym pojawia się tu kilka obiecujących motywów, które aż proszą się o rozwinięcie. Niestety w momencie kiedy robi się naprawdę interesująco, to całość się kończy. Przez to zostałem trochę z poczuciem niedosytu. Rysunki Alberto Varandy są bardzo klimatyczne. Futurystyczna technologia łączy się tutaj z dawną architekturą. Mroczne i lekko zamglone lokacje tworzą nastrój grozy. Po lekturze czuję jakbym czytał skróconą wersję dłuższego tekstu. Mam nadzieję, że kiedyś będę miał okazję zapoznać się z książkowym oryginałem, bo z chęcią poznałbym więcej szczegółów tej interesującej, chociaż powielającej pewne klisze historii.
Grzegorz_S - awatar Grzegorz_S
ocenił na 7 10 dni temu
Czarny Młot - Tom 4 - Era zagłady. Część 2 Jeff Lemire
Czarny Młot - Tom 4 - Era zagłady. Część 2
Jeff Lemire Dean Ormston Rich Tommaso
Czy stwierdzenie, że komiks superbohaterski od pewnego czasu zjada własny ogon, będzie jakimś wielkim nadużyciem? Cóż... Wydaje mi się, że poza paroma perełkami w stylu „Vision” czy „Mister Miracle” nurt trykociarski pogrążył się w lekkiej stagnacji. Rzecz tyczy się jednak przede wszystkim komiksów od dwóch głównych graczy na rynku, jeśli wyjdziemy poza schematy, zaczyna być ciekawiej. Jednym z najlepszych przykładów świeżego podejścia i potraktowania tematyki nieszablonowo jest z pewnością „Czarny Młot”. Czwarty tom głównej serii to (prawdopodobnie) zamknięcie tej opowieści, która poza podstawową serią rozrosła się na kilka mniej lub bardziej interesujących spin-offów. Sprawdźmy, jak prezentuje się to zakończenie. Mieszkańcy Spiral City toczą monotonne, szare życie. Nie zagrażają im żadne siły zła, niepotrzebni są więc superbohaterowie. Ci, którzy wcześniej należeli do drużyny zrzeszającej największych herosów, teraz wydają się w ogóle tego nie pamiętać. Czy tak powinno być, czy też może coś się stało z rzeczywistością? Pułkownik Weird wierzy w drugą z tych opcji, dlatego też zrobi wszystko, co może, by przywrócić pamięć tym, których uważa za swoich towarzyszy. Marzy mi się, żeby kiedyś fabuła komiksu rozrywkowego, opisującego perypetie jakiejś grupy superbohaterów, zakończyła się zupełnie nieszablonowo. Żeby w morzu kolejnych pytań, zagadek, pokazów heroizmu i sytuacji na pierwszy rzut oka nierozwiązywalnych bohaterowie faktycznie odpuścili, dali sobie spokój. Żeby zadowolili się półśrodkiem, szansą, którą otrzymali od losu. Żeby nie walczyli do samego końca, nie poczuwali się do obowiązku, kierując się jakąś wydumaną presją ze strony społeczeństwa lub sentymentem dla własnego dziedzictwa. I wcale nie musi to być zakończenie niekorzystne dla bohaterów, skądże! Ja lubię happy endy. Więc niech im się powiedzie, ale w inny sposób. Tymczasem w drugiej części „Ery zagłady” opowieść okazała się zbyt przewidywalna. Nie zrozummy się źle – zakończenie tego tomu całkiem mi się spodobało, ale raczej nie można powiedzieć, żeby było zaskakujące i niebanalne. Zważywszy na jakość innych dzieł Kanadyjczyka, jest to, małe bo małe, ale jednak rozczarowanie. Druga odsłona „Ery zagłady” wypada najlepiej w momentach, w których Jeff Lemire bawi się motywami fantastycznymi, dostosowując je do fabuły i nadając im taką formę, jakiej w danym momencie potrzebuje. Tak jest na przykład w przypadku otwierających album perypetii pułkownika Weirda, które momentami nieco przypominają Morrisonowy „Doom Patrol” – jak przystało na nazwisko bohatera, wylewa się z nich dziwność – na kolejnych kartach mamy okazję poznać plejadę postaci, które swoją niecodzienną charakterystyką potrafią przyciągnąć uwagę czytelnika. Gdy dodamy do tego wątek kontaktu z twórcami różnych fabuł, robi się jeszcze ciekawiej (tak na marginesie, tu pojawia się ciekawy potencjał na spin-off pełen metanawiązań), co na tym etapie daje odbiorcy prawdziwą frajdę z lektury. Problemem czwartego tomu „Czarnego Młota” jest jednak to, że cała seria ostatecznie okazała się nieco zbyt rozwodniona. Świetnego pomysłu zwyczajnie nie wystarczyło na tak wiele albumów. Pamiętam, jak wielki „efekt wow” towarzyszył mi podczas lektury dwóch pierwszych części głównego cyklu. To samo było przy „Doktorze Starze”. A pozostałe odsłony? Też były dobre, ale już nie olśniewające. Aż doszliśmy do zamknięcia całej opowieści. I tutaj widać, że to, co najlepsze, Lemire dał nam na początku. Fabuła nadal jest dynamiczna i efektowna, ale my już znamy metodę autora, która polega na negowaniu koncepcji rzeczywistości i mieszaniu się realnego świata z ułudą. Tym razem jest to zdecydowanie mniej zaskakujące i angażujące niż wcześniej, choć całość – to trzeba przyznać – nadal czyta się świetnie. Rysunki w tym tomie są dziełem Deana Ormstona (pięć zeszytów) i Richa Tomassa (dwa zeszyty). Obaj stanęli na wysokości zadania, dostarczając prace miłe dla oka i dobrze pasujące do charakteru opowieści. Pierwszy z artystów jest z serią od początku i ponownie udowadnia swoją klasę, rysuje klarownie i przejrzyście, udanie kontynuując tym samym styl zapoczątkowany w „Tajnej genezie”. Z kolei ilustracje Tomassa oddają hołd obrazkom spod znaku „pulp” – jeśli lubi się taki styl, przewracanie kolejnych kartek będzie nader miłe. Jeff Lemire rzadko schodzi poniżej pewnego, stosunkowo wysokiego, poziomu. Niestety, ale zdarzyło mu się to teraz, przy zakończeniu „Czarnego Młota”. Fabuła jest mniej angażująca niż wcześniej – autor chyba nie miał wystarczająco dobrego pomysłu na to, jak zamknąć całą opowieść. Jego propozycja okazała się zbyt przewidywalna, żeby fani, którzy pokochali tę serię za jej początkowe tomy, byli w pełni zadowoleni. Jest to mimo wszystko komiks, który nadal czyta się więcej niż dobrze – Lemire nic nie stracił ze swojego urokliwego gawędziarstwa, jednak patrząc całościowo, spadek jego formy twórczej okazał się widoczny. Recenzja do przeczytania także na moim blogu - http://zlapany.blogspot.com/2020/11/czarny-mot-era-zagady-czesc-2-recenzja.html oraz na facebookowym profilu serwisu Szortal. Wpis z 14. 08. 2020 - https://www.facebook.com/Szortal/posts/3546640795358622
Marek Adamkiewicz - awatar Marek Adamkiewicz
ocenił na 6 5 lat temu
Conan – Miecz barbarzyńcy: Kult Kogi Thuna Ron Garney
Conan – Miecz barbarzyńcy: Kult Kogi Thuna
Ron Garney Gerry Duggan
Conan wydaje się być postacią raczej nieskomplikowaną. Bo kimże jest ten waleczny barbarzyńca? To mężczyzna, który nikomu się nie kłania, drogę do tego, czego chce, wyrąbuje sobie mieczem, swoje życie prowadzi zaś z honorem, jakiego brakuje niejednemu szlachetnie urodzonemu. Czy o człowieku o takiej charakterystyce można napisać oraz powiedzieć dużo i nie wyczerpać szybko tematu? Jak najbardziej! Świadczy o tym kilkadziesiąt książek z tzw. „czarnej serii” oraz kolejne komiksy. Co więcej teraz, gdy czarnowłosy bohater powrócił pod skrzydła Marvela, opowieści o nim zyskały na częstotliwości. Jednym z nowych tytułów jest pierwszy tom serii „Conan. Miecz barbarzyńcy”. Załoga statku niewolniczego wyławia z morza półprzytomnego mężczyznę. Rozbitkiem okazuje się być młody barbarzyńca, którego ostatnim pragnieniem jest dać się sprzedać na targu niewolników. Szybka rozprawa z handlarzami żywym towarem ma jednak konsekwencje. Conan, bo tak brzmi imię wojownika, wchodzi w posiadanie tajemniczej mapy, która może doprowadzić go do wielkiego skarbu. Problem w tym, że chce go zdobyć także okrutny mag, żelazną ręką władający okolicznym miastem. Konfrontacja zbliża się wielkimi krokami. Wszyscy wiemy, czego można się spodziewać po serii traktującej o barbarzyńcy, który nader skwapliwie częstuje swych wrogów żelazem. To akcja, walka i nieustanne zagrożenie czyhające na naszego protagonistę. To wszystko znajdziemy właśnie w pierwszej odsłonie „Miecza barbarzyńcy”. Czy ta (było nie było) przewidywalność może być jednak rozpatrywana jako wada? Absolutnie nie! Gerry Duggan naprawdę dobrze czuje ducha fantasy spod znaku miecza i magii. Nie stara się wprowadzić zbytecznych innowacji, tylko daje czytelnikowi dokładnie to, na co liczył, a jest to intensywna przygoda w starym, dobrym stylu. Możliwe co prawda, że trochę inaczej bym śpiewał, gdyby „Kult Kogi Thuna” nie okazał się być komiksem angażującym i bardzo miłym do czytania (zwłaszcza dla kogoś lubiącego klasyczną odmianę fantasy), jednak nie da się ukryć, że ten album zwyczajnie angażuje. Jasne, fabuła jest dość prosta i nie zaskakuje zbyt wieloma odgałęzieniami, ale też nie o to w niej chodzi. Na pierwszym planie stoi bowiem pełna przemocy rozrywka, której podstawową zaletą jest właśnie ta prostota (ale nie prostackość!) przekazu, dająca nam lekturę płynną, pozwalającą na zdrowy relaks, bez rozpatrywania skomplikowanych moralnych dylematów męczących bohaterów. Taka rozrywka też jest czasem potrzebna, bo nie samymi ambitnymi powieściami graficznymi żyje komiksiarz. Przyznaję, że nieco zabrakło mi w omawianym albumie motywów, nazwijmy je, romantycznych. Chodzi, rzecz jasna, o romantyzm w stylu Conana, polegający na emanowaniu pierwotną męską siłą, jakiej nie może oprzeć się żadna niewiasta, w której to relacji nie ma miejsca na wyrafinowanie, a na pierwszym planie stoi zwierzęca żądza. Ten swoisty seksizm (bo tak to jednak trzeba nazwać) to cecha charakterystyczna dla podejścia protagonisty do świata i głupotą jest obrażanie się na taki stan rzeczy – mam jedynie nadzieję, że rak politycznej poprawności nie zacznie toczyć „Conana” i w kolejnych tomach uświadczymy kilka ciekawych relacji damsko-męskich. Rysunki nie są w „Kulcie Kogi Thuna” szczególnie wyrafinowane. Jednak czy to jakiś problem, skoro doskonale pasują do konwencji heroic fantasy? Jasne, że nie! Grubo ciosane postacie, bardzo wyraźne kontury, czasami też niezbyt dokładne ilustracje – to wszystko jest zaskakująco miłe dla oka i różni się od sterylnych komputerowych kadrów, sprawiając, że na warstwę graficzną tego albumu po prostu dobrze się patrzy. Ron Garney nie jest nowatorski – swoje prace prezentuje zazwyczaj w obrębie różnej wielkości kwadratów i ten tradycjonalizm okazuje się naprawdę dobrym wyborem. Po powrocie do Marvela „Savage Sword of Conan” notuje naprawdę bardzo udany start. „Kult Kogi Thuna” nie jest co prawda komiksem wiekopomnym, o którym będziemy doskonale pamiętali za kilka lat, nie zmienia to jednak faktu, że na jego kartach dostajemy bardzo dużo przedniej, nieskomplikowanej rozrywki, która potrafi zaangażować. O to właśnie w tej serii, przynajmniej moim zdaniem, chodzi, dlatego też jestem ukontentowany lekturą i liczę, że kolejne tomy będą stały na podobnym poziomie. Brakowało w Polsce dobrej, nowej serii fantasy, ale chyba w końcu ją dostaliśmy. Potwierdzenia tego stanu rzeczy będę wypatrywał w kolejnych albumach. Recenzja do przeczytania także na moim blogu - https://zlapany.blogspot.com/2020/07/conan-miecz-barbarzyncy-tom-1-kult-kogi.html oraz na facebookowym profilu serwisu Szortal (wpis z 24. 06. 2020) - https://www.facebook.com/Szortal/posts/3401510436538326?__tn__=K-R
Marek Adamkiewicz - awatar Marek Adamkiewicz
ocenił na 7 5 lat temu

Cytaty z książki Faithless. Tom 1

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Faithless. Tom 1