rozwiń zwiń

Ernest i Rebeka - Szkoła wygłupów. Wyd. zbiorcze tom 2

Okładka książki Ernest i Rebeka - Szkoła wygłupów. Wyd. zbiorcze tom 2
Guillaume BiancoAntonello Dalena Wydawnictwo: Egmont Polska Cykl: Ernest i Rebeka (tom 2) Seria: KOMIKSY SĄ SUPER! komiksy
144 str. 2 godz. 24 min.
Kategoria:
komiksy
Format:
papier
Cykl:
Ernest i Rebeka (tom 2)
Seria:
KOMIKSY SĄ SUPER!
Data wydania:
2018-11-21
Data 1. wyd. pol.:
2018-11-21
Liczba stron:
144
Czas czytania
2 godz. 24 min.
Język:
polski
ISBN:
9788328134676
Średnia ocen

                8,2 8,2 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Ernest i Rebeka - Szkoła wygłupów. Wyd. zbiorcze tom 2 w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Ernest i Rebeka - Szkoła wygłupów. Wyd. zbiorcze tom 2

Średnia ocen
8,2 / 10
32 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
2799
2795

Na półkach: , , ,

Rebeka jest starsza, nie ma już sześciu lat, ale sześć i pół. Jest zdrowsza, spędza wakacje z tatą nad morzem w krainie wędrujących kamieni. Poszła do szkoły. Ma nowych kolegów, nauczyciela i związane z nimi przygody. Powoli zaczyna godzić się z tym, że jej rodzice nie będą razem. Nadal towarzyszy jej Ernest, lecz zdarza mu się nie widywać z Rebeką przez jakiś czas. Komiks trochę inny niż większość tego typu książek dla dzieci. Nie boi się poruszać trudnych tematów, takich jak rozwód rodziców, pobyt dziadka w szpitalu, czy emocje, które buzują w nastolatkach. Co nie znaczy, że nie bywa śmieszny. Polecam.

Rebeka jest starsza, nie ma już sześciu lat, ale sześć i pół. Jest zdrowsza, spędza wakacje z tatą nad morzem w krainie wędrujących kamieni. Poszła do szkoły. Ma nowych kolegów, nauczyciela i związane z nimi przygody. Powoli zaczyna godzić się z tym, że jej rodzice nie będą razem. Nadal towarzyszy jej Ernest, lecz zdarza mu się nie widywać z Rebeką przez jakiś czas. Komiks...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

47 użytkowników ma tytuł Ernest i Rebeka - Szkoła wygłupów. Wyd. zbiorcze tom 2 na półkach głównych
  • 39
  • 8
20 użytkowników ma tytuł Ernest i Rebeka - Szkoła wygłupów. Wyd. zbiorcze tom 2 na półkach dodatkowych
  • 7
  • 4
  • 2
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Okładka książki Ernest i Rebeka - Na ratunek! Wydanie zbiorcze Tom 3 Guillaume Bianco, Antonello Dalena
Ocena 7,9
Ernest i Rebeka - Na ratunek! Wydanie zbiorcze Tom 3 Guillaume Bianco, Antonello Dalena
Okładka książki Ernest i Rebeka - Mój kumpel mikrob. Wyd. zbiorcze tom 1 Guillaume Bianco, Antonello Dalena
Ocena 8,3
Ernest i Rebeka - Mój kumpel mikrob. Wyd. zbiorcze tom 1 Guillaume Bianco, Antonello Dalena

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Studio Tańca - wyd. zbiorcze tom 1  Beka
Studio Tańca - wyd. zbiorcze tom 1
Beka Crip
Po tą serię sięgnąłem zachęcony resztą francuskich komiksów młodzieżowych, które od jakiegoś czasu Egmont wydaje u nas nad Wisłą. Chodzi o takie tytuły jak "Lou!", "Ernest i Rebeka" czy "Ptyś i Bill". Są jeszcze "Sisters", ale nie wchodzą one w skład tej kolekcji. "Studio tańca" wypadło nienajgorzej, choć to bardziej lekka, humorystyczna seria, niż mocna rzecz pokroju "Lou!" albo "Ernest i Rebeka". Tak, tutaj też przewijają się pewne wątki, jak rozwiedzeni rodzice, jednak wsystko jest to ukazane w krzywym zwierciadle i tak naprawdę na pierwszym planie mamy taniec, znane i lubiane klisze postaci oraz tonę rozrywki. Wiecie, taki "Step Up" na wesoło. Przynajmniej tak to odebrałem podczas lektury. Album zawiera trzy tomy, każdy opisujący pewien okres z tytułowej szkoły tańca. Głównymi bohaterkami są Julia (blondynka) Lusia (ruda) i Alia (czarna), a często towaryszy im rywalka Carla, klasyczna szkolna zołza o ostrych i wrednych rysach twarzy, oraz Bruno, jedyny chłopak na kursie baletu. Ich perypetie można opisać jednym słowem - klasyka. Jeśli ktoś, tak jak np. moja osoba, czytała dość dużo francuskiego komiksu humorystycznego, ewentualnie amerykańskiego, to raczej niczym nie będzie tutaj zaskoczona. Klisza goni kliszę, ale czyni to w sposób udany i całość po prostu się pochłania. Wiecie, to jak z przygodami "Mikołajka" - wiemy co będzie, ale czekamy na tą scenę z wypiekami na twarzy. Oczywiście dla mnie seria "Mikołajek" jest niebotycznie ciekawsza od "Studia tańca", ale to dlatego, że się na niej wychowałem. Zatem przemawia przez mnie spory wymiar nostalgii za czasami dzieciństwa. Z drugiej strony, dziewczynkom, zwłaszcza wchodzącym w okres nastoletni, raczej przypadnie do gustu "Szkołą tańca", bowiem zdaje się być urzeczywistnieniem wielu marzeń młodych kobiet. Tak to wygląda na mój chłopski rozum :) Zatem mamy pierwsze poważne związki, relacje damsko-męskie i pokazanie, czemu chłopaki są głupi i nie warto się nimi interesować, a swą uwagę lepiej skupić na starszych, dojrzalszych mężczyznach i tak dalej. Oczywiście wszystko kręci się wokół tańca, a tych jest tutaj wiele odmian. Dominuje taniec klasyczny oraz balet, jednak też znajdziemy sporo hip-hopu, salsy, czy tańca afrykańskiego. Nie zabrakło też rywalizacji albo tematu wagi, która w przypadku baletnic jest rygorystycznie przestrzegana. Ciekawie też pokazano rolę Bruna, jedynego chłopaka na zajęciach baletu, co kompletnie nie przeszkodziło mu utracić mitycznej męskości. W zasadzie tylko na tym zyskał, bo bohaterki nawet zwracają pewnego razu uwagę, że teraz wiedzą czemu tancerze są tacy umięśnieni. Sympatyczne to było. Podsumowując pierwszy album "Studia tańca", to powtórzę to, co napisałem an wstępie. Dla mnie nie jest to coś wybitnie zapadającego w pamieć, ale czytało mi się bardzo dobrze, bo umiejętnie wykorzystano ugrane schematy i klisze. Fajna opowieść, przesycona humorem, w nieco karykaturalny sposób pokazująca trudną sztukę, jaką jest taniec. Na dodatkowy plus należy policzyć wszelkiej maści przypisy, wyjaśniające terminologię taneczną. Ułatwiło mi to zrozumieć wiele gagów związanych z poszczególnymi figurami lub sekwencjami w tańcu. Zatem jeśli wasze dziecko interesuje się tą formą sztuki (i sportu), to z czystym sumieniem mogę polecić "Studio tańca".
WPajęczejSieci - awatar WPajęczejSieci
ocenił na 7 3 lata temu
Rufus. Wilk w owczej skórze. Tom 1 Bartosz Sztybor
Rufus. Wilk w owczej skórze. Tom 1
Bartosz Sztybor Agnieszka Świętek
Poznajemy parę owiec, która chce adoptować dziecko. Odwiedzają sierociniec w którym mieszka Rufus. Rufus jest wilkiem, ale nie do końca wie, co to znaczy. Widzi, że inne zwierzęta się go boją i nikt nie chce go przygarnąć. Owce po chwilowym wahaniu, podejmują się wychowania chłopca. Wilczek trafia do nowej szkoły, nowe środowisko generuje pewne problemy... Komiks wydaje się prostą opowieść o adopcji i akceptacji. Ale z każdą stroną widzimy, że mamy tu głębszą historię. Autorzy poruszają temat stereotypów, tolerancji, akceptacji, miłości, poszukiwania przyjaciół i swego miejsca w świecie. Może być wyjściem do rozmów o strachu, przemocy, ale także o pokonywaniu swych lęków. Bartosz Sztybor i Agnieszka Świętek umieścili akcję komiksu w świecie zwierząt. I to było świetne posunięcie (Świętek już to zrobiła w Obiecankach). Prosto, jakby z automatu sami przypisujemy bohaterom ich zwierzęce zachowania - delikatne, naiwne owce; zły wilk itp. Dajemy się złapać na stereotypowe myślenie. Ale z każdą stroną, ba z każdym okienkiem zmieniamy zdanie. Nic nie jest oczywiste. Wszystko w co wierzymy, zostaje poddane weryfikacji, gdyż zwierzęta nie wpisują się w swoje cechy gatunkowe. Dodam na koniec, że komiks ma wielobarwną, żywą i radosną szatę graficzną która ucieszy czytelnicze oczy i serca. Publikacja została nagrodzona w III edycji konkursu im. Janusza Christy.
Apo - awatar Apo
ocenił na 8 1 rok temu
Studio Tańca. Tom 2  Beka
Studio Tańca. Tom 2
Beka Crip
Drugi album "Studia tańca" zawiera kolejne trzy tomy, tym razem oznaczone cyferkami od 4 do 6. Fabuła się rozwija, choć nadal mamy to, co zaserwowano nam od początku. Słowem udaną kombinację humorystycznych klisz. W mojej opinii "Studio tańca" przebija na każdym polu tak rozchwytywane "Sisters". Jest po prostu dojrzalsze, a z tego powodu ciekawiej napisane i z lepiej wyważonymi gagami. Co zatem kontynuuje ten album i jakie nowe wątki wprowadza? Cóż, całkiem sporo, a jeśli jesteście ich ciekawi, to zapraszam do lektury niniejszego tekstu. Będzie krótki :) Dalej na pierwszym planie mamy paczkę trzech przyjaciółek, czyli Julii, Lusii i Alii. Każda boryka się z podobnymi problemami, choć w nieco inny sposób. Lusia chce zrzucić kilka kilo, co nie za bardzo jej wychodzi, a do tego krąży wokół niej fajny chłopak, który jest trochę nieśmiały. W wyniku nieporozumień biedak zbierze też kilka plaskaczy na twarz, choć ostatecznie mamy na tym polu happy end. Zresztą postać Lusi jest tutaj świetnie rozwinięta i poprowadzona, a finał tego albumu pokazuje jej prawdziwą pasję. I nie, nie jest nią jedzenie. Choć, jakby nie patrzeć.... Zresztą, mniejsza z tym. Julia i Alia przeżywają natomiast kryzysy miłosne. Ta pierwsza ma chłopaka, ale coś zaczyna się psuć. Ta druga natomiast... powiedzmy, ze ma notorycznego pecha. Jednak obie przyjaciółki robią przede wszystkim wszystko, aby stać się zawodowymi tancerkami. Tutaj też mają problem, bo mimo zamiłowania do baletu uwielbiają też inne formy tańca. Na ich drodze oczywiście stoi niezdarta w swej złośliwości Carla, która jest klasycznym, wręcz do bólu stereotypowym, przykładem wrednej szkolnej zołzy. Rasowa wiedźma, co zresztą widać z samego rysunku. Oczywiście każdy jej plan obraca się ostatecznie przeciw niej, ale czytelnik ma przy tym sporo zabawy. Z innych wątków, ciekawie poprowadzono postać Bruna, jedynego chłopaka na kursie tańca. Ma on sporo do pokazania w ostatnim rozdziale tego albumu. Poznajemy też powody, dla których zaczął on tańczyć. Nie zabrakło też wątków z wystawianiem sztuki, który towarzyszy serii od samego początku. Tym razem nasze bohaterki załapały się na Sankt Petersburg i Teatr Maryjski. Oczywiście i tam nie zabrakło tony gagów sytuacyjnych, z zimą w roli głównej. Podsumowując - jeśli jesteście fanami serii, to zapewne już macie ten tom. Natomiast jeśli jeszcze nie mieliście jej w swoich łapkach, to koniecznie nadróbcie tą zaległość. Naprawdę warto.
WPajęczejSieci - awatar WPajęczejSieci
ocenił na 7 3 lata temu
Strzeżcie się, olbrzymy! Jorge Aguirre
Strzeżcie się, olbrzymy!
Jorge Aguirre Rafael Rosado
Przyznaję się, że bardzo nie doceniłem tego komiksu. Gdy trafił w moje ręce, pierwsze co pomyślałem, to: "Hmm... kolejna bajeczka fantasy dla dzieciaków". Nic bardziej mylnego. Owszem, jest to tytuł skierowany również do młodszej wiekiem publiki, ale przy tym bardzo dojrzały oraz ukazujący wiele mechanizmów znanych z realnego świata. Zatem mimo całej magii, wiedźm, olbrzymów i walczących z nimi rycerzy (albo raczej dzieci), dostajemy wyjątkowo poważną oraz solidną lekturę. Lekturę o tym, jak łatwo manipulować tłumem za pomocą strachu i kłamstwa. Poznajcie Cloudette, młodą, rudowłosą córkę kowala, która ma aspiracje być zabójcą bestii, jak jej staruszek, gdy jeszcze polował na potwory. Niestety po walce ze smokiem stracił rękę i obie nogi, więc aby móc zarobić na życie schował przed córką i synem Gastonem całą przeszłość w skrzyni, a sam zajął się kowalstwem. Zamknął się w sobie, nie zwracając uwagi na zdolności syna, który chciał otworzyć kuźnię i cukiernię, oraz temperament córki marzącej o sławie i zabijaniu bestii. Jedynie jego czeladnik oraz przyjaciel, nomad imieniem Zubair, patrzy niepewnie na przyszłość dwójki dzieci. Jednak pewnego dnia Cloudette i Gaston, wraz z ich przyjaciółką Marie, córką markiza miasteczka, i wojowniczym psiakiem imieniem Śmiałek, ruszają poza miasto na niebezpieczną misję. Chcą bowiem zabić Olbrzyma, Pożeracza Stópek. Tak naprawdę od samego początku w scenariuszu są przemycane poważne tematy. Fałszowanie faktów historycznych, aby utrzymać ludzi w strachu. Okłamywanie ich i zniechęcanie do działań, aby nie myśleli za dużo. Pełna kontrola społeczeństwa po przez wyznaczenie jej przestrzeni "zdatnej" do życia. Myślenie za innych, bo tak mówi przywódca społeczności, o ironio wybrany przez mieszkańców na drodze wolnych wyborów. A dlaczego wygrał? Bo obiecał. Bo jest lepiej urodzony. Bo on wie to, czego inni nie wiedzą. Gdy wtedy trójka dzieci, w tym córka osoby rządzącej społecznością, wyłamuje się z tego schematu i rusza na tereny "zakazane", wszystko wali się jak domek z kart. Szybko się też okazuje, że nie wszystko jest takie czarno-białe jakby się mogło wydawać. Każdy ma jakieś tajemnice, każdy skrywa grzechy przeszłości, a wiele postaci łączą silne więzy, choć nie chcą się do tego przyznać. Mimo wszystko to nadal komiks rozrywkowy, więc nie brak tutaj udanego humoru sytuacyjnego oraz słownego. Do tego całość potęguje rewelacyjny rysunek. Z jednej strony prosty i nawiązujący do komiksów dla dzieci, z drugiej wyjątkowo szczegółowy, co widać gdy przyjrzymy się scenografii. Po lekturze tego tomu chcę położyć łapę na kolejnych dwóch, czyli "Strzeżcie się, smoki!" oraz "Strzeżcie się, potwory!". Obstawiam, że będzie tam też wyjaśnionych kilka wątków pobocznych, które tutaj zostały jedynie napomknięte, a odnoszą się do przeszłości rodziców głównych bohaterek oraz ich miasta. Zatem w finalnym rozrachunku komiks trafił na jedną z wyższych półek mojej prywatnej kolekcji, koło "Hugo" czy "Mysiej straży", i wiem, że nigdy jej nie opuści. Bowiem do takich pozycji uwielbiam powracać.
WPajęczejSieci - awatar WPajęczejSieci
ocenił na 7 3 lata temu
Sisters #11: Ona ma to we krwi Christophe Cazenove
Sisters #11: Ona ma to we krwi
Christophe Cazenove William Maury
Najnowszy tom "Sisters" kręci się wokół dwóch rzeczy - drzewa Wendy oraz przemalowania jej pokoju. Oczywiście jej młodsza sisters Marine musi odegrać istotną rolę w formie, jakżeby inaczej, buldożera. Gdy patrzę na jej wyczyny w komiksie, to przed oczami staje mi moja siostrzenica, która ma bardzo, ale to bardzo podobne zapędy. Też jest uniwersalną niszczarką i szkodnikiem, który potrafi roznieść dom na wióry w niespełna kwadrans. A ma dopiero 3 lata. Cóż, jej kariera dopiero się rozwija, więc zapewne kiedyś dogoni Marine, zatem współczuję mojej siostrze. Tymczasem nasze komiksowe bohaterki w niezmienionej konwencji dalej sobie dokuczają, a przy okazji przyprawiają rodziców o palpitacje serca. Wszystko zaczyna się od drzewa Wendy, które jej rodzice zasadzili, gdy ta przyszła na świat. Niestety w przypadku młodszej córki już tego nie uczynili, bowiem miała to zrobić Wendy. Niestety zasadziła plastikowe drzewko, zatem cóż.... zdarza się :) Oczywiście młodsza siostra wpada w szał sadzenia, podlewania, nawożenia i klasycznie skakania po drzewach i ścianach. Jeszcze ciekawiej się dzieje, gdy rodzice pozwalają starszej siostrze przemalować pokój. Wtedy zaczyna się prawdziwa jazda, do której dołącza oczywiście chłopak Wendy i jej ukochana przyjaciółka. Nawet taki stary byk jak ja, zaśmiał się przy tych scenach nie jeden raz. Jest jeszcze obowiązkowa kwestia pamiętnika. Na tym polu czułem się trochę zawiedziony, bowiem autor popadł w mocny schemat. Powiela zagrywki z poprzednich tomów, czasami wciska ten pamiętnik trochę na siłę i jakoś gagi z nim mnie znudziły. Sam mam siostrę, ale jakoś niespecjalnie ciągnęło mnie, aby czytać jej pamiętnik. Zrobiłem to bodaj raz i odłożyłem po kilku stronach, bo tak wiało nudą. Serio, panowie, jeśli większość nastolatek wypisuje takie bzdety w swoich pamiętnikach, to szkoda czasu na ich lekturę i lepiej zasiąść do dobrej gry albo komiksu, lub po prostu pójść na spacer z psem. Niemniej to moja, w pełni subiektywna, opinia. Najnowszy tom "Sisters" wpisuje się zatem w ramy tego, co było do tej pory. Miłośnicy komiksów znajdą tam sporo smaczków, zaś dziewczynki zapewne będą chłonąć przygody dwóch sióstr, może nawet odnajdując tam swe odbicie. W swej kategorii to naprawdę bardzo porządna lektura. Wiadomo, nie dla każdego i z pewnością nie dla (większości) chłopaków, ale miła i porządnie narysowana. Zatem jeśli jesteście fanami serii, to zapewne tom już jest na waszych półkach. Jeśli jednak nie mieliście jeszcze styczności z "Sisters" to polecam spróbować.
WPajęczejSieci - awatar WPajęczejSieci
ocenił na 7 3 lata temu
Garfield. Tłusty koci trójpak. Tom 1 Jim Davis
Garfield. Tłusty koci trójpak. Tom 1
Jim Davis
Chyba każdy z nas się zgodzi, przynajmniej tak ,,do połowy szklanki pełnej”, że to herosi – typowo podręcznikowy, charyzmatyczny typ postaci - stworzeni na amerykańskiej ziemi, przez śmiałych i odważnych twórców, dali nam ,,nerdozie komiksowej”, w organizmie kultury masowej sporo paliwa dla początków współczesnej wizji i formy samego komiksu, jako tych standardowych (ale i nie tylko) sekwencyjnych narracji obrazkowych, i to bez względu na to, jaki gatunek komiks prezentuje, jaką treść przekazuje, do jakiego grona czytelników jest skierowany. Jest wielce prawdopodobnym, i rozsądnym jest to na poważnie przypuszczać, że bez kreacji superbohaterów we wczesnych latach 30-tych i 40-tych XX wieku idea komiksu w ogóle by nie zaistniała do rozmiarów, które osiągają one obecnie. Kto wie, czy ten sławetny komiksowy rodzaj narracji pięknie współistniejący w rysunku i scenariuszU, wciąż nie zapełniałby ,,pasków” na dole codziennych czy tygodniowych wydań gazet lub magazynów pulpowych… gdyby nie idea superbohaterów wlana po raz pierwszy w dziejach całe dziesiątki lat temu w formę komiksowej opowieści. I idę się założyć, że cały wręcz organizm superbohaterskiej myśli popkulturowej, nawet kina i inne media kultury masowej, ,,no nie ma bata, ba!, kiego wała z tym” nie rozwinęłyby skrzydeł, nie uzewnętrzniłyby swych wyjątkowych form w takiej skali, jakiej obecnie popkulturo-maniacy doświadczają, gdyby nie istnienie tego o czym się niniejszym rozchodzi: cholernie ważnego dla pasji milionów ludzi, prowodyra zamkniętych w formie rysowanej opowieści w dymkach, komiksu. To dzięki artystom ,,pióra i ołówka”, którzy poświęcali całą swoją twórczą karierę, wpisaną w ich życia – bo w tej profesji mowy o emeryturze nie ma, gdyż umysł rysownika i scenarzysty jest o tyle specyficzny, że pracuje przez całe życie – przedłożoną nad inne obowiązki, rozrywki, dostawaliśmy przez blisko 100 lat, wciąż dostajemy i dostawać będziemy multum komiksów opisanych we ,,wszech-gatunku” rozrywki. To dzięki tym pracusiom o jakiejś niebywałej mitycznej sile, zamkniętej w ich umysłach i dłoniach trzymających ,,magiczne ołówki i pisaki czy długopisy”, którym nic nie jest straszne w życiu segment medium narracji graficznych stanowi nie tylko stricte przemysł z ogromnymi przychodami rok w rok na całym świecie, ale i samodzielny byt, który w nienazwany wręcz sposób jest w stanie wspierać i rozwijać popkulturę. Komiksowi artyści, a nie zapominajmy również o kolorystach, inkerach, czy ilustratorach okładek oraz tych ,,piśmiennych”, scenarzystach, to summa summarum ludzie z inwencją, z wynalazczością, wszechstronnością, których to aż tak bogatych przymiotów artystycznych wielu kreatorów rozrywki w różnych mediach aż nadto zazdrości. I tak, do oddanych pasjogennie i zawodowo, pracusiów tego przemysłu ale i nie tylko, gdyż wielu z nich realizuje prawdziwe dzieła sztuki należą: Jack Kirby, J. Romita Jr., Carl Barks, czy… nawet ktoś jeszcze i jeszcze i jeszcze, czyli generalnie ktoś kto swoją pracą zmienia moje (ale i nie tylko!) podejście do nietuzinkowego i pełnego oryginalności w cudownie ujęty sposób komiksu, wybijającego się spośród ustandaryzowanych Uniwersów czy stylów rysunku i opowieści. I do tych mistrzów, tak kreujących myśl komiksową idącą w eter popkultury, należy od niedawna, gdy skończyłem czytać jego komiks, którego to tom no.1 niniejszym omawiam i recenzuję: James Robert Davis, moim skromnym zdaniem (i chwała Opatrzności za to, że z jego dziełem się zetknąłem) jeden z najwybitniejszych artystów narracji obrazkowych w dziejach. To Pan Davis właśnie stworzył powołując go, będąc jego rysownikiem, kolorystą i scenarzystą Świat Garfielda, losy specyficznego (a to mało powiedziane) zbyt łasego i leniwego oraz kochanie sympatycznego kocura, opowiadane w zwariowany jak w kalejdoskopie sposób. Bo któż z nas nie zna słynnego pomarańczowego i lubiącego swoją nadwagę Garfielda oraz jego psiego towarzysza i ludzkiego opiekuna, których to historie można było śledzić w paśmie antenowych kreskówek całe lata temu, w tytule ,,Garfield i przyjaciele”. To głównie przez tą animację świat dziecięcej wyobraźni mógł chłonąć to Uniwersum, tą przekomiczną i surowo-oryginalną postać; z czasem pojawiały się późniejsze bajki z tym kotem, filmy pełnometrażowe aktorskie i animowane oraz gry video czy hit kinowy sprzed kilku lat w animacji 3D, który globalnie zarobił spooore miliony. Istnieją tacy fani i mega sympatycy Garfielda, którzy ,,odwewnętrznie” wręcz musieli poznawać go zaczynając od archetypu, od komiksu właśnie, potem idąc w chronologii form treści tego Uniwersum. I tak, osobiście jednak przyszło mi zmierzyć się z tym Światem poprzez ,,kreskówkę”, o której wyżej wspomniałem, potem bywało różnie: raz film, raz inna animacja, raz jakaś gra. Teraz, co dla mnie jest raczej normalne przyszło mi zmierzyć się z tym kocurem poprzez komiks, szczególnie poprzez tom 1 z cyklu ,,Garfield. Tłusty koci trójpak”. Rzecz jasna jego autorem jest nie kto inny, jak tylko Jim Davis, garfieldowe bóstwo i legenda, ktoś kto praktycznie całe swoje życie był i jest Garfieldem, a dzięki takiej pracy jak pilot ,,Trójpaku” (tak, to dopiero początek mojej przygody z tym cyklem! Mimo to zrobił on na mnie i tak niebagatelne wrażenie!), nie dziwię się, że za pracę w poprzednich dekadach uznawany jest za jednego z największych autorów ,,komiksowego słowa” w dziejach. Amerykanin stworzył niebagatelne Uniwersum, co by nie było z rozległą przestrzenią dla humanoidalnego, wybrednego i mocno śmieszkowego ,,kotecka” i jego przyjaciół, których to perypetie, patrząc się na sam tom 1, można nazwać ciekawą emocjonalną przygodą z mistrzowskim stylem sitcomowych gagów w tle. W tych trzech rozdziałach/księgach składających się na pilot serii naszego Garfielda Davis dopracował tak, że jego pulpowaty, milusi, ale i luzacki graficzny look idealnie przekłada dany typ osobowości ludzkiej, cechy charakteru, wyrażane przez tego rodzaju cechy i emocje na dwuwymiarową kartkę papieru, która dzięki jego pracy aż taka płaska nie jest; to samo oprócz kocurka, tyczy się sylwetek Jona, Odiego i innych. Historie, które towarzyszyły mi podczas lektury tomu dały mi dość wyraźny pogląd na to, że w ciele Garfielda żyje ciekawa, ponadprzeciętna dusza, to coś, co może swym zachowaniem rozbawić i czegoś czytelnika nauczyć. Ciało naszego ,,puszka” to tylko ciało – jest w tym przypadku dodatkiem, którego ponad dżylion-fazylionów procent wzmacnia to coś pochodzące z wnętrza, to coś, co potrafi nas radować, wprawiać w zadumę, refleksję i bardzo dobry humor. Lektura pilotowego Garfielda Davisa, to dodatkowe spostrzeżenie: przed jego przeczytaniem zastanawiałem się bowiem, jakie jest jedno z najbardziej nietypowych komiksowych Uniwersów w dziejach, o rozmaitej, luźnej tematyce, gatunkach, w których się je opisuje, także wątkach, postaciach, stylu narracji, rysunku, kładzenia koloru i tuszu? Odpowiedź nie jest aż tak prosta do wyłożenia, nie oczywista, po trochu kontrowersyjna. I tak, z dozą z subiektywnego zacięcia i sztosiku w tym względzie można bez fanowskiej sraczki i zatwardzenia razem wziętych… odpowiedzieć: jest to nie inaczej jak tylko ,,Garfield”. Tak, dobrze czytacie: Garfield przez duże G, przy czym jeszcze kilka lat temu myślałem, że będzie to aż po wsze czasy, co w kwestii komiksu jest dla mnie specyficzne, Wszechświat Ricka i Morty’ego, czyli obrazkowe przygody najbardziej nietuzinkowego dziadka i jego zlęknionego i introwertycznego wnuczka w dziejach kultury masowej, bazujące na produkcji studia "Adult Swim", za którą odpowiadają głównie Dan Harmon i Justin Roiland. No panie koci Garfieldzie, i kto by pomyślał, cholibka, komiks w tej kwestii, hmmm, pomyślmy: iście klasyczny - w tym Uniwersum tego rodzaju medium... kupuje moje gusta w opór! Bo Garfield to Garfield - CV tego kocura jest po prostu... inne. To taki gagatek lubiący pizzę i lasagnię, który w niekonwencjonalny sposób podchodzi do kociego życia – patrz szczególnie wybija się to w drugiej księdze z tomu, zaznaczając to już na cały ,,Trójpak. Jak widać z powyższego wstępu, także omówienia tomu 1-ego ,,Trójpaka” ów komiksowy twór Davisa, według mnie indywidualisty, ot ,,Człowieka Sztuki Komiksu”, to nie tylko stricte komiks, ale i sztuka zabawiania i uczenia ludzi. Niecodzienna fizyczna forma/budowa historii, wręcz nieforemna, bardziej elementarzowa niż komiksowa, sprawia, że Garfield dodatkowo zyskuje w swoim wydźwięku na całości! Ba! Na swej oryginalności i wyjątkowości! Przyszło temu milusińskiemu puszkowi, flegmatycznie kotełkowo podchodzącemu do żyćka.. żyć w masówce popkultury przez cały współczesny i ten starszy rys komiksowy, i to bez żadnej zmarszczki, co samo w sobie jest nie lada wyczynem. Wracając stricte do samych komiksów, i to wszystkich z 3 cykli niniejszego wydania, nie ma tu – a w przyszłych tomach też raczej będzie to samo – czegoś takiego jak ,,stabilna i konkretna fabuła”. Nie, to opowiastki ,,pasków komiksowych”, krótkie w formie pasków, góra linijka, dwie, albo najwyżej jedna strona, będące obrazem tego kim jest Garfield i jak mu się żyje z wszystkim i wszystkimi dookoła. Poznajemy świat z jego perspektywy, on do nas puszcza oko, także nie krzywi się z tego jaki jest, bo jest naturalny. Na całość tomu składa się dziesiątki jak nie setki takowych ,,pasków”, z garfieldowością najlepszego sortu, a każdy z nich to osobna, lekko i sprytnie podkreślona graficznie cząstka tego lasagnio-lubnego kocurka. Rewelacja narracyjno-obrazkowa, i tylko szkoda, że tak późno przeze mnie zaczęta.
karpatkadobra - awatar karpatkadobra
oceniła na 9 2 miesiące temu
Hotel Dziwny. Śpiew Skrzekowyjca Katherine Ferrier
Hotel Dziwny. Śpiew Skrzekowyjca
Katherine Ferrier Florian Ferrier
Hotel Dziwny. Śpiew Skrzekowyjca to książka, która od razu wyróżnia się na tle innych dziecięcych opowieści. Faktycznie dziwny to hotel, którym zamieszkują bardzo osobliwe postacie – są tu duszki, nietypowe zwierzątka oraz dziewczynka wyglądająca trochę jak chłopiec. Wszyscy mieszkańcy przygotowują się do wielkiego wydarzenia, jakim jest doroczne święto muzyki. Zaczynają się próby, wszędzie słychać śpiew i instrumenty, co niektórych bardzo drażni. Kaki postanawia więc udać się na odosobnienie, gdzie poznaje wyjątkowo osobliwego stworka zwanego skrzekowyjcem. Skrzekowyjec bardzo chciałby śpiewać, ale niestety nie za bardzo ma do tego talent. Tak rozpoczyna się nietypowa przygoda, w której bohaterowie trafiają do domu rabusiów, gdzie w niejasnych okolicznościach zaginął szafir. Poszukiwanie cennego diamentu prowadzi do jeszcze bardziej nietypowych sytuacji, które mają jednak ukryte przesłanie. Dzieci mogą się z tej historii nauczyć, że nie warto oceniać innych po pozorach, warto dać sobie czas i możliwość poznania kogoś bliżej. To, co na pierwszy rzut oka może wydawać się nieatrakcyjne, po głębszym poznaniu staje się warte przyjaźni. Książka ma formę komiksu, który czytałem dzieciom – niestety fonty, w jakich został napisany tekst, są dość nieczytelne i musiałem się natrudzić, by rozszyfrować, co autor miał na myśli. Jednak z jakichś powodów dzieciom bardzo się spodobała, być może przez bardzo abstrakcyjne ilustracje, które świetnie oddają osobliwość Hotelu Dziwnego.
Arek - awatar Arek
ocenił na 6 2 miesiące temu
Sisters #12: Nadciąga tornado Christophe Cazenove
Sisters #12: Nadciąga tornado
Christophe Cazenove William Maury
W dwunastym tomie "Sisters" wszystko kręci się wokół Halloween. Od niego się zaczyna i na nim się kończy, a po drodze mamy szukanie wrażeń w sportach ekstremalnych oraz podróżowania. Oczywiście nie zabrakło też dwóch starych zagrywek - polowania na pamiętnik starszej siostry oraz uprzykrzenie jej spotkań z chłopakiem, gdzie nastolatkowie pragnęliby pozostać sami. Cóż, mając młodszą siostrę ciężko o takie "luksusy". Czy jednak coś się zmieniło w tej serii? Otóż... nie i dla mnie jest to swego rodzaju problem. Gdy sięgam po nowe odsłony "Sisters" mam wrażenie, że czas dla tych bohaterek stanął w miejscu. Niby w pewnym momencie coś tam drgnęło, ale tak naprawdę od kilku albumów dziewczęta nie podrosły ani o jotę, co troszkę dziwnie zaczyna wyglądać. Przynajmniej z mojej perspektywy. Owszem, są sceny gdzie siostry są już dorosłe, ale to takie smaczki, pojawiające się raz lub dwa w całym komiksie, w zasadzie od początku serii. Tymczasem mamy już dwunasty tom i w kółko lecimy z tym samym. Tak, to może się podobać, jest nadal śmieszne, ale w moim wypadku odczuwam już wyraźne zmęczenie materiału. Na pocieszenie zostaje ogromny kalejdoskop smaczków rysunkowych, które czytelnik powinien wytropić. W tym odcinku znalazło się miejsce nawet dla Trevora z serii GTA, Godzilli, Titanica, Lucky Luke'a czy kapitana z przygód Tin Tina. To tylko mały fragment tego, co autor skrzętnie poukrywał na swoich obrazkach, bo jest tego znacznie więcej. Głównie dla takich drobiazgów chętnie sięgam po "Sisters", bo naprawdę jest czego szukać. Z drugiej strony seria nadal się mocno broni jeśli spojrzeć na jej target docelowy. Zatem może faktycznie jest sens wałkować w kółko to samo. Skoro dzieci, a w zasadzie dziewczynki, to kochają, to czemu odbierać im tą radość. Jest wiele innych, bardziej rozbudowanych serii komiksowych, ale czasem, tak po prostu, trzeba się odstresować i sięgnąć po coś niewymagającego.
WPajęczejSieci - awatar WPajęczejSieci
ocenił na 6 3 lata temu
Lou! Sielanka.Wyd. zbiorcze. Tom 2 Julien Neel
Lou! Sielanka.Wyd. zbiorcze. Tom 2
Julien Neel
Pamiętajmy, że jest to tom, w którym znajduje się zbiór trzech oryginalnych tomów sielanka, laserowy ninja i szałas. Te tomy są ułożone według chronologii zdarzeń, nie według chronologii wydawania tomów, dlatego recenzja będzie składać się z trzech tomów które znajdują się w środku tego jedynego. *SIELANKA- końcu mogłam uzupełnić i przeczytać zaległy tom z serii Lou. Jeden z lepszych komiksów jakikolwiek czytałam. Sielanka jest czymś nowym przygodach w głównej bohaterki. Wyjeżdża razem z przyjaciółkami na wakacje i spędza tam miłe chwile i tak zwane rozterki miłosne aż w końcu zaczyna się pomału wszystko u niej układać. - Tom LASEROWY NINJA. Przepiękne ilustracje jak zwykle zresztą. Ten tom jest trochę inny od reszty jest bardziej smutny poważniejszy, a początek jest nawet bardzo smutny. Większość tego tomu opiera się na czytaniu pamiętnika mamy Lou. Sama Lou po czytaniu tego pamiętnika jej mamy zaczyna ją bardziej rozumieć i jej przeszłość. Również ich życie zaczyna się zmieniać po tragicznych wydarzeniach które były na samym początku domu ale nie chcę za dużo spoilerować. Jest już troszeczkę większą bohaterką nie jest już taką małą dziewczynką zaczyna coraz więcej rozumieć i być bardziej samodzielna. Pojawia się tam nowy członek rodziny a ktoś inny niestety odchodzi (nie nie umiera). Sama końcówka tego tomu jest wzruszająca i rozpoczyna nowy etap w życiu Lou i jej mamy. Ale dzięki temu że to jest zupełnie inny tom niż reszta to i tak się super to czyta i już nie mogę się doczekać aż przeczytam kolejne tomy bardzo wam polecam tak jak zawsze ten komiks jest po prostu świetny. - SZAŁAS Akcja tego tomu dzieje się po raz kolejny w wakacje tak jak w poprzednich tomach jest na zmianę raz rok szkolny raz wakacje i teraz też się tak dzieje że są wakacje. Tutaj Lou zabiera ze sobą dwie przyjaciółki oczywiście mamę i braciszka małego na wieś do swojej babci. Tam dziewczyny chcą zbudować szałas A ta konkretniej to później się okazuje że domek na drzewie. Robią to ponieważ wymyśliły że tak będzie fajniej zbliżyć się do natury. Ten tom jest troszeczkę inny i niektóre wydarzenia stają się lekko niejasne takie wymyślone od czapy i robi się mały chaos. Oczywiście w tym tomie oprócz ekipy lub pojawiają się też inni bohaterowie z poprzednich domów oprócz Ryszarda który po prostu zniknął. Już sama nawet końcówka w sumie dwie ostatnie strony tego tomu są bardzo niejasne. Ale tak że jak jest to świetny kolejny komiks napisany przez autora. Dzięki temu że wydawnictwo Egmont wydało reedycje mogłam w końcu uzupełnić braki z dzieciństwa. Pewnie ta recenzja może być za długa i trochę pogmatwana ale nie umiem za bardzo recenzować zwłaszcza jeśli jest to zbiór trzech krótkich książeczek w jedną dużą książkę.
Justyna Cmg - awatar Justyna Cmg
ocenił na 10 2 lata temu

Cytaty z książki Ernest i Rebeka - Szkoła wygłupów. Wyd. zbiorcze tom 2

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Ernest i Rebeka - Szkoła wygłupów. Wyd. zbiorcze tom 2