Dungeon Meshi - Lochy i smakołyki tom 6

Okładka książki Dungeon Meshi - Lochy i smakołyki tom 6
Ryoko Kui Wydawnictwo: Waneko Cykl: Dungeon Meshi - Lochy i smakołyki (tom 6) komiksy
210 str. 3 godz. 30 min.
Kategoria:
komiksy
Format:
papier
Cykl:
Dungeon Meshi - Lochy i smakołyki (tom 6)
Tytuł oryginału:
ダンジョン飯
Data wydania:
2025-10-24
Data 1. wyd. pol.:
2025-10-24
Data 1. wydania:
2018-11-13
Liczba stron:
210
Czas czytania
3 godz. 30 min.
Język:
polski
ISBN:
9788382429176
Tłumacz:
Anna Wrzesiak
Średnia ocen

                8,0 8,0 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Dungeon Meshi - Lochy i smakołyki tom 6 w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Dungeon Meshi - Lochy i smakołyki tom 6

Średnia ocen
8,0 / 10
22 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
1041
374

Na półkach: , , , , ,

Wreszcie! Zbliżamy się do momentu gdzie niewiele zostało z ekranizacji. Nie mogę się doczekać dalszych nieznanych mi przygód.

Na początku jest akcja oraz powaga. A potem są luźniejsze rozdziały. Nie mogłam z tego psa. Jednak jest w pewnym sensie uroczy. ❤(ˆ‿ˆԅ) I pasuje do Laiosa.

Wreszcie! Zbliżamy się do momentu gdzie niewiele zostało z ekranizacji. Nie mogę się doczekać dalszych nieznanych mi przygód.

Na początku jest akcja oraz powaga. A potem są luźniejsze rozdziały. Nie mogłam z tego psa. Jednak jest w pewnym sensie uroczy. ❤(ˆ‿ˆԅ) I pasuje do Laiosa.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

42 użytkowników ma tytuł Dungeon Meshi - Lochy i smakołyki tom 6 na półkach głównych
  • 31
  • 11
39 użytkowników ma tytuł Dungeon Meshi - Lochy i smakołyki tom 6 na półkach dodatkowych
  • 14
  • 8
  • 7
  • 5
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Dungeon Meshi - Lochy i smakołyki tom 5 Ryoko Kui
Dungeon Meshi - Lochy i smakołyki tom 5
Ryoko Kui
Dungeon Meshi. Lisioły i smakołyki. Tom 5. . Smocza szynka bez kości opuściła Lisioła! Rozpacz przeogromna. Lisioł tego nie daruje władcy lochu, który okazał się niskim elfem z książką pełną przepisów na nowe potwory. Niestety jeden z nich właśnie przetestował na Falin. Marcille wydaje się dziwnie zadowolona z tego spotkania – to nie wróży nic dobrego. Lisioł może teraz śmiało orzec, że jeśli drużyna Laiosa miała ciężko, to teraz jest BARDZO ciężko. . Nikt się nie spodziewał hiszpańskiej ink… wsparcia ze strony orków. Nie dość, że pomogli Chilchuckowi odzyskać sprzęt całej ekipy, to jeszcze dali mu czas na wątpliwości. Przestrzeni nie było w gratisie, za to lekarstwo już tak! Podawane usta-usta. Lisioł aż odsunął się na bezpieczną odległość od tego zjawiska. Tylko co dalej? Falin zniknęła. Szalony mag szaleje, drużyna wygląda, jakby przejechał po niej walec. Nie ma rady, trzeba wracać, ale loch się ciągle przemieszcza. W ten sposób Lisioł natrafił na nagie driady. Jest na co popatrzeć! Tyle że po chwili oczy futrzaka zaczęły łzawić, z nosa poleciało. Ach driady mają taki wpływ na innych. W nagrodę za te męki czeka na Was dynia z oczami! Smacznego? . Pomimo starań Marcille dalej ma problemy z magią, dlatego Laios i Lisioł postanowili rozpocząć naukę, zgłębiając arkany sztuki tajemnej. Futrzak skupił się na truskawkach, myśląc o swoim pustym brzuszku, natomiast Laios na uzdrawianiu. . W 5 tomie serii „Delicious in Dungeon” autorstwa Ryoko Kui poznajemy też bliżej drużynę Kabru. Powraca też Shuro ze swoją ekipą i tak wszystkie trzy drużyny spotykają się w jednym korytarzu. Co z tego wyniknie?
Lisiołczyta - awatar Lisiołczyta
oceniła na 7 2 dni temu
Dungeon Meshi - Lochy i smakołyki tom 4 Ryoko Kui
Dungeon Meshi - Lochy i smakołyki tom 4
Ryoko Kui
Dungeon Meshi. Lisioły i smakołyki. Tom 4. . Drużyna Laoisa w końcu dotarła do miasta w lochu, z którego orkowie uciekli w popłochu. Ten fakt nie napawa optymizmem, dlatego Lisioł od razu zgłodniał i zażądał posiłku godnego podniebienia jego Wielkiej Lisiołkowatości. Podano kotlety zagrzewające do walki - ewidentnie coś się szykuje!. . Jako mistrz taktycznych odwrotów, Lisioł prowadził w ucieczce przed wielkim czerwonym smokiem. Wielki to zbyt mało piśnięte, gargantuiczny pasuje znacznie lepiej. Dobrze, że miasto ma normalne uliczki, to bydle nieco ma problemy z braniem zakrętów na ręcznym. Z drugiej strony zianie ogniem w ciasnej przestrzeni nie wróży nic dobrego drużynie. Zwłaszcza jeśli Laois ma plan, a Marcille się z nim zgadza! Czy uda się wyjść w jednym nieprzypieczonym kawałku z tej kabały? Nie ma wyjścia. Smoka trzeba zabić, żeby w jego trzewiach poszukać Falin, o ile jeszcze jej nie strawił! . W tym tomie jest energicznie i dramatycznie, niczym na rollercosterze. Nawet Marcille pokazuje się nam z zupełnie innej strony, niż normalnie *mroczne szepty*. Lisioł Wam radzi od serca, że lepiej jej teraz nie wkurzać... . Dzięki fragmentom z Namari i jej nową drużyną, można się sporo dowiedzieć o funkcjonowaniu miejscowej gospodarki opartej o loch. W końcu poszukiwacze przygód to niezły biznes, ale czy chodzi tylko o kasę? Oczywiście, że nie! Loch ma unikatową właściwość wiązania duszy z ciałem, tak, że po śmierci da się kogoś wskrzesić, a to oznacza..... nieśmiertelność! Oczywiście, że tego wszyscy poszukują, zwłaszcza władca, nieduży doradca i szurnięte elfy. Witamy w serii „Delicious in Dungeon” autorstwa Ryoko Kui.
Lisiołczyta - awatar Lisiołczyta
oceniła na 7 1 miesiąc temu
Inkwizytor wiedźm tom 1 Shun Akagi
Inkwizytor wiedźm tom 1
Shun Akagi
Jak wszyscy wiemy, wiedźmy nie istnieją przybyły na Ziemię z Księżyca. Tak przynajmniej wygląda rzeczywistość w omawianej mandze. Na pierwszych stronach komiksu poznajemy dwoje głównych bohaterów. Pierwszym jest Elliot – zwykły człowiek, którego pech i dobre serce wciągnęły w poważne tarapaty. Druga jest Natalia – Wiedźma Inkwizytorka. Ten duet staje się niemalże nierozłączny, a to dlatego, że jedynie obecność Księżycanki zapewnia bezpieczeństwo Elliotowi. Trawi go klątwa, którą powstrzymuje tylko magia Natalii. Gdyby rozstali się na zbyt długo, głównemu bohaterowi zagrażałoby duże niebezpieczeństwo. Jednak opieka wiedźmy nie jest darmowa – chłopak zajmuje się u niej obowiązkami domowymi, a sprzątanie po ekscentrycznej badaczce wymaga sporo wysiłku. [...] Na uwagę zasługuje fakt, że autor porusza kilka ważnych tematów. Nie jest to może najbardziej odkrywcza problematyka, ale czyni Inkwizytora wiedźm ciekawszą i bardziej wartościową pozycją. Z jednej strony widzimy rozważania na temat znaczenia upływu czasu dla ludzi i istot bardziej długowiecznych. Trudno tu nie pomyśleć o Frieren, ale to w zasadzie jedyne podobieństwo między tymi tytułami. Poniekąd ciekawsze jest przedstawienie jakie zagrożenia niesie ze sobą idealne społeczeństwo. Autor pokazuje, że to właśnie niedoskonałości czynią nasz świat ciekawym. Wreszcie podczas lektury nie sposób nie zastanowić się nad tematyką altruizmu i egoizmu. Mangaka pyta czemu robimy pewne rzeczy. Poniekąd udziela też odpowiedzi, ale są one częściowo sprzeczne – to na nas spoczywa obowiązek odpowiedzenia na nie. Cała recenzja: https://ostatniatawerna.pl/o-wadach-utopii-recenzja-mangi-inkwizytor-wiedzm-t-1/
OstatniaTawerna - awatar OstatniaTawerna
oceniła na 8 1 miesiąc temu
Nausicaä z Doliny Wiatru #1 Hayao Miyazaki
Nausicaä z Doliny Wiatru #1
Hayao Miyazaki
"Nausicaa z Doliny Wiatru" w kwestii budowy Uniwersum/MetaVersum Ghibli, to pierwsze pełnometrażowe anime tego japońskiego Studia Animacji. Premiera obrazu miała miejsce w 1984 roku, i jak na standardy techniczne kreowania rzeczywistości animacji tamtego okresu, film anime Hayao Miyazakiego - jeśli ktoś z Was śledzi kreskówki czy bajkowe pełnometrażówki produkowane przeszło 30 lat temu na pewno pochwycił pewne aspekty kreślenia grafik tamtego okresu - spełnia oczekiwania, wręcz wychodzi poza ich obręb, nadając animowanym przygodom Nausicii tę specyfikę w barwie, linii i konturach, wypełnieniach: coś bardzo znaczącego i kunsztownego. "Ghibli" to już Studio legenda. Tworzenie animacji z motywem pro-ekologicznym, i wydźwiękiem dramatyczno-emocjonalnym w tej naturze, to specjalność wytwórni. Życie w zgodzie z naturą, jako motyw fabularny dzieł Hayao Miyazakiego, przejawia się w każdej z jego animacji - przynajmniej w Kanonie tych najbardziej znanych i poważanych. Możliwe, że jego animacje zyskują przez to bardziej baśniowo-familijny rozdźwięk, odbiór, poważanie. Czymś takim jest, właśnie "Nausicaa z Doliny Wiatru" sprzed ponad 40 lat; mówiąc łopatologicznie, jest to opowieść do obejrzenia raz na ileś lat, i to w gronie rodzinnym, w odpowiedniej atmosferze, w cieple relacji, przy kominku, kawce i dobrym pierniku do tego. Nie dość że ,,Nausica... " jest pierwszym filmem z dorobku Miyazakiego (ale tak naprawdę nie pierwszym w historii działalności Studia Ghibli, z którego słynie ,,Pan M”), to z mojej opinii wyrasta do rangi jednego z najlepszych od tego artysty. A dlaczego? Łopatologia stosowana, moje doświadczenie z animacją i czysta szczerość geeka każą mi odpowiedzieć: kapitalna miękka i plastyczna, ale i bogata ,,kreska". Pro-ekologiczna wymowa? No a czemu by nie! Ale co istotne: w tej wymowie znalazło się trochę emocji, dramatycznej narracji, no i coś z potężnego zewu przygód. No a jakże, dobra moja, dobra nasza, to nader piękny tytuł, którego pierwsze ,,oglądnięcie” w odpowiednim klimacie i w towarzystwie zaliczyłem przeszło 3 lata temu. Nie ukrywam więc: szykuje się chyba drugi seans z mojej strony; serducho i topka dla ,,Nausicii” wciąż biją, wciąż stare dobre Ghibli do mnie przemawia, no i o to chodzi! Nie inaczej, Studio Ghibli i Miyazaki mają ten swój styl i sposób na tworzenie zapadających w pamięć animacji. Ta zgodna z naturą, proekologiczna, sentymentalna wymowa produkcji z tego Uniwersum, faktycznie, może wydawać się, że ,,gdzieś ja już to widziałem, kruci, tylko gdzie?", że Hayao Miyazaki i jego ekipa mają tendencję do robienia swoich produkcji pod określony ,,klucz", pod określony ,,wydźwięk" i odbiór dzieła. Ale to jest jednak Ghibli; to Studio ma to coś, tą oryginalność, tą zjawiskowość w każdy możliwy do ujęcia sposób, że jak widzisz kadr z jakiejkolwiek animacji ich ręki, wiesz że to... jest autorstwa artystów tej marki, tego cholernie dobrego Studia. Bez bicia się przyznam, w czystej szczerości: produkcje tej marki mają ten nostalgiczny, ciepły wydźwięk ,,powrotu człowieka z wielkich miast do natury!", tą koegzystencję człowieka jako gatunku w sposób pierwotnie mu przeznaczony, czyli tak, jak mówi to matka natura. I w ten właśnie sposób tego rodzaju ,,rozkminy” fana zaprowadziły mnie do sięgnięcia po lekturę (czego nie wiedziałem, że istnieje w ogóle komiks, który dla ,,Nauscii…” w wersji filmu był pierwowzorem) tego Uniwersum w wersji mangi. I żeby było jeszcze dziwniej: autorem i artystą opracowującym tom 1, który to niniejszym omawiam i recenzuję jest sam wielki Hayao Miyazaki. I czy może być jeszcze piękniej: akurat tego rodzaju komiks kupiony, przeczytany i omawiany, i to przed drugim już seansem jego adaptacji?! No raczej nie: geekowska kraina mlekiem i miodem płynąca, skąpana w szczerym złocie i w ogóle samym oddaniu autora do swojej wizji i do tego, co chce przekazać fanom. Subiektywnie to ujmując: miałem szczęście, że natrafiłem na tak oryginalną, tak nietypową mangę jak ów pilot z serii komiksowej o ,,Nausice…”. W ,,stworzeniach lasu i natury", w tej swojej ,,pro-ekologii” i intymnej relacji istoty ludzkiej z ekosystem Ziemi, które tak śmiało i odważnie zaprezentował nam Hayao Miyazaki, zarówno w filmie o Nausice jak i mandze, od której chyba wszystko co z Ghiblii jest związane się zaczęło… sądzę, może nie aż tak wyraźnie, bo zależy to od intymnego, osobistego odbioru wydźwięku filmowej wersji tworu i jego mangi, przebija się obraz każdego z nas, każdego z tych ,,maluczkich i pysznych" ludków, korporacyjnych szczurów, bezdusznych humanoidów, pędzących ku posiadaniu więcej i więcej w tej współczesnej konsumpcyjnej Cywilizacji, i to pędzących na złamanie karku, jakby ,,każdy miał się zesrać, i każdemu było wszystkiego mało!". Z drugiej strony w samym obrazie natury, cóż, nasz Mistrz wtłoczył też trochę kontrastu, ukazując to jak powinna wyglądać jej zrównoważona strona, na zasadzie zdrowej relacji natury: jej symbiozy z człowiekiem. Mówi się, że "Księżniczka Mononoke" z 1997 roku to największe dzieło z całego dorobku artystycznego pana Miyazakiego, jednak… po przeczytaniu tej nietypowo zbudowanej (co jest delikatnie z mojej prywatnej perspektywy na minus – opasła objętość tej mangi zaburza odpowiedni odbiór całości) narracji graficznej Pana M, doszedłem do nieco innego wniosku: to ,,Twór przez wielkie T”, jakim jest ,,Nausica z Dolony Wiatru” w dwóch formach medium stanowi to największe coś tego artysty, to jego ,,wręcz wyśnione” Opus Magnum. I żadne, podkreślam, żadne słowa nie opiszą tego, jak wspaniały, baśniowy, wręcz tą baśnią eksplodujący, jawi się nam świat wykreowany w tomie pierwszym ,,Nausici”. Mimo iż jest to klasyczny przykład czarno-biało-szarawej treści komiksowej dla mangi, to czapki z głów dla twórcy za to: jak ta przestrzeń, ten Świat, ta Natura – jak wszystko to jest ekspresyjne i romantyczne, jak pięknie nakreślone samą szatą rysunkową. A w tej naturze ,,pióra i ołówka maestro Studia Ghibli" cudownie odnajdują się główne postacie mangi: księżniczka i pozostałe sylwetki, co między innymi sprzyja tematyce ,,proekologicznej" i tego rodzaju wydźwiękowi swych prac, które Miyazaki zaczął od tego momentu (wraz ze swoim Studiem i innym twórcami/kreatorami Światów Studia), przez kolejne 40 lat, przy czym on wciąż to robi i robi!, tworzyć. Nausicaä z Doliny Wiatru" jest ponadczasowym, poruszającym pełnometrażowym anime, ale taka też jest startująca z tomem pierwszym manga – przynajmniej tak to wygląda przy tych około 130 stronach, skromnie nakreślonych fizycznie, ale w sposób w miarę dobrze zorganizowanych i przez ,,Pana M” wykorzystanych. Znalazło się tu wszystko to co powinno się znaleźć w kwestii przekazu/wizji mangaki: w rodzaju ,,konieczności współodczuwania z naturą, którą, gdy my ludzie nic nie zrobimy… prędko możemy utracić”. Wartościowe treści, wartościowe anime oraz sama manga. Osobiście jestem zdania, że warto pamiętać takie tytuły, takie komiksy jak ten i taki film… na całe swoje życie. Jak widać, Ghibli i Miyazaki są niezwykli. Opowiadają się sami; ta firma, ten wybitny człowiek mają dar, który wykorzystywany jest kapitalnie przez ponad 40 lat. Czy mógłbym wymienić choć troszku z wad owej recenzowanej mangi? No bo przecież – o czym lekko napomknąłem wyżej – ta historia, a zwłaszcza to wydanie i jego fizyczność, cóż, mają swoje ,,ujmy” dla wartości i przekazu ,,Nausicii…” . Ghbili i Hayao są specyficzni – i chyba przez tą jakby bardziej kwadratową, podręcznikową, klockowatą budowę komiksu ,,Pan M” chciał przekazać jak bardzo jest wyjątkowy, jak ceni sobie autentyczność i oryginalność. Po prostu jest to ktoś kto uwielbia przekraczać progi własny granic, ale i czerpać z tworów popkultury, jak w dziele o Nausice, gdzie mamy nawiązania do Władcy Pierścieni, Gwiezdnych Wojen i innych Uniwersów. Z mojej perspektywy chyba dobrze się stało, że urodziłem się w tym a tym roku, w tym a tym okresie, że dzięki temu tak a nie inaczej mogę spojrzeć na to, co daje nam Ghibli czy mangi Miyazakiego i późniejsze ich adaptacje. ,,Nausica z Doliny Wiatru” równa się baśń i ponadczasowość, równa się pociąg do przeszłości, do bajecznej nostalgii. Nausica jako manga jest nawet magiczna, ba!, nawet (podsumowując to co nieco nakreśliłem wcześniej) jako fizyczne wydanie… mimo swych ,,objętościowych” wad. To przykład niezwykłej płodności artystycznej Miyazakiego, co jak sami wiemy przekłada się na to, co spotkało nas przez 40 lat pracy Ghibli, dla nas przez multum chwil tej przygody i doświadczania dzieł marki. Damn it! A sam rysunek jest kreślony nietypowo kolorystycznie, co jeszcze bardziej utożsamia nas z nostalgią do natury, z perspektywy wizji artysty. Posłowie i omówienie częściowo mangi, ale głównie samego filmu na końcu wydania, także ta mapka Uniwersum Nausici – również jest to kapitalnie przemyślany element fizyczny, bez względu na to, czy to mangaka dodawał tą mapkę czy nie. I tak, tom 1 daje czytającemu takiego potężnego sierpowego, i to łopatą przez łeb, poprawiając dodatkowo potężnym obuchem, żeby ktoś kto z tym obcuje mógł się otrząsnąć z tego jakie to było dobre. No, a było!
karpatkadobra - awatar karpatkadobra
oceniła na 9 1 miesiąc temu
Jej opowieść o Shim Chong tom 3  Seri
Jej opowieść o Shim Chong tom 3
Seri
Trzeci tom serii Jej opowieść o Shim Chong kręci się wokół gigantycznej metamorfozy, jaką przechodzi tytułowa bohaterka. Dziewczyna pod namową swojej pani zmienia swój styl, postawę, zachowanie i ubranie. To sprawia, że poniżana i opluwana wcześniej żebraczka nagle staje się wzorem zatroskanej córki, która zrobi wszystko dla swojego niewidomego ojca. Shim Chong, która zaznała tak wiele bólu ze strony mieszkańców swojej wioski, nagle staje się wzorem i lubiana osobą. Jednak nie wszyscy cieszą się z tego stanu rzeczy. Przyszywana ciocia bohaterki ostrzega młodą dziewczynę, że zadawanie się z kobietą z wyższych sfer jest błędem, który będzie ją dużo kosztował. Shim Chong ma być wykorzystywana i stać się ofiarą czegoś okropnego. Bohaterka jednak tym się nie przejmuje i cieszy się z bliskości swojej pani. Obie młode dziewczyny zbliżają się do siebie coraz bardziej i ich przyjaźń powoli przeradza się w coś więcej. Tylko jak długo Shim Chong będzie w stanie udawać kogoś, kim nie jest? Bohaterka jest lepiej traktowana niż wcześniej, ale czuje się jeszcze bardziej uwięziona i dusi się w roli kobiety ze sztucznym uśmiechem i wyuczonym manieryzmem. Zwłaszcza, ze nowe zainteresowanie ludzi powoli zaczyna przynosić bohaterce nowe kłopoty. Czy Shim Chong sobie z tym poradzi? No i czy warto udawać kogoś, kim się nie jest dla poklasku obcych ludzi?
Tomek Piotrowski - awatar Tomek Piotrowski
ocenił na 7 1 miesiąc temu

Cytaty z książki Dungeon Meshi - Lochy i smakołyki tom 6

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Dungeon Meshi - Lochy i smakołyki tom 6