Droga na Księżyc. Apollo 11 i marzenia o lotach kosmicznych

Okładka książki Droga na Księżyc. Apollo 11 i marzenia o lotach kosmicznych
Jonathan Fetter-Vorm Wydawnictwo: Copernicus Center Press komiksy
260 str. 4 godz. 20 min.
Kategoria:
komiksy
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Moonbound: Apollo 11 and the Dream of Spaceflight
Data wydania:
2025-11-12
Data 1. wyd. pol.:
2025-11-12
Liczba stron:
260
Czas czytania
4 godz. 20 min.
Język:
polski
ISBN:
9788378868637
Tłumacz:
Ewa L. Łokas, Bogumił Bieniok
Średnia ocen

                8,5 8,5 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Droga na Księżyc. Apollo 11 i marzenia o lotach kosmicznych w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Droga na Księżyc. Apollo 11 i marzenia o lotach kosmicznych

Średnia ocen
8,5 / 10
33 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
55
23

Na półkach:

Super książka. Pierwszy raz czytałam powieść graficzną i na pewno będę częściej sięgać po ten gatunek. Super książka dla osób które po prostu lubią wiedzieć więcej - dowiedzieć się czegoś nowego. Książka wielowątkowa opisująca zarówno blaski jak i cienie wypraw kosmicznych w tym przypadku z perspektywy NASA i Amerykanów. Książka super pokazuje jak bardzo świat jest złożony: Dużo w niej tez krytyki względem nierówności społecznych sprzeczności w postrzeganiu bohaterów i wrogów nawet w wydawałoby się tak apolitycznym zakresie jakim jest astronomia i nauka jako taka. Bardzo polecam

Super książka. Pierwszy raz czytałam powieść graficzną i na pewno będę częściej sięgać po ten gatunek. Super książka dla osób które po prostu lubią wiedzieć więcej - dowiedzieć się czegoś nowego. Książka wielowątkowa opisująca zarówno blaski jak i cienie wypraw kosmicznych w tym przypadku z perspektywy NASA i Amerykanów. Książka super pokazuje jak bardzo świat jest złożony:...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

107 użytkowników ma tytuł Droga na Księżyc. Apollo 11 i marzenia o lotach kosmicznych na półkach głównych
  • 68
  • 39
36 użytkowników ma tytuł Droga na Księżyc. Apollo 11 i marzenia o lotach kosmicznych na półkach dodatkowych
  • 15
  • 7
  • 4
  • 3
  • 3
  • 2
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Jonathan Fetter-Vorm
Jonathan Fetter-Vorm
Jonathan Fetter-Vorm is an author and artist. His first book, Trinity: A Graphic History of the First Atomic Bomb was selected by the American Library Association as a Best Graphic Novel for Teens in 2013 and has been translated into half a dozen languages. His other books include Battle Lines: A Graphic History of the Civil War, co-authored with historian Ari Kelman, and the Eisner Award nominated Moonbound: Apollo 11 and the Dream of Spaceflight. His work has appeared in The New York Times, Slate, and Guernica. Jonathan lives with his wife and son in Montana.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Come Prima Alfred (Lionel Papagalli)
Come Prima
Alfred (Lionel Papagalli)
Komiks napisany i narysowany przez Lionela Papagalliego, skrywającego się pod pseudonimem Alfred. Jego akcja toczy się w 1958 roku. Po kilku latach dochodzi do spotkania dwóch braci – Fabia i Giovanniego. Jeden z nich prosi drugiego, aby wyruszył z nim w podróż do Włoch wraz z urną, w której znajdują się prochy ich ojca. Wsiadają do starego Fiata 500 i ruszają w drogę. Stopniowo odkrywamy ich historię, to, co tak bardzo ich poróżniło, oraz tajemnice, które skrywają. Komiks jest klasyczną powieścią drogi, obarczoną jednak bardzo skomplikowaną relacją między braćmi. Istotną rolę odgrywa tu także tło historyczne i społeczne — doświadczenia II wojny światowej, jej długofalowe skutki dla Włoch oraz fala emigracji do Francji stanowią ważny kontekst dla losów bohaterów. Na kilka słów zasługuje również kreska, która jest raczej prosta i oszczędna. Mnie ten styl bardzo przypadł do gustu. Dużą rolę odgrywają kolory — w większości ciepłe, lecz zmieniające swoją tonację wtedy, gdy opowiadana historia tego wymaga. Według mnie Come Prima to bardzo dobra pozycja. Siłą komiksu jest jego finał. Choć przez długi czas trudno mi było sympatyzować z którymkolwiek z bohaterów, to wraz z rozwojem historii stają się oni coraz bardziej zrozumiali. Zakończenie pokazuje, że nawet najbardziej skomplikowane i naznaczone bólem relacje mogą prowadzić do pojednania i akceptacji.
alcybiades - awatar alcybiades
ocenił na 8 2 miesiące temu
Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem Deena Mohamed
Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem
Deena Mohamed
Centrum wszechświata w Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem stanowi niewielki kiosk gdzieś w zatłoczonej, nieco chaotycznej stolicy Egiptu. To w nim rezyduje główny bohater komiksu, Szukri, który zaraz narobi zamieszania w życiu kilku swoich klientów. A chciał przecież jedynie… no właśnie, zrobić coś dobrego, czy pozbyć się kłopotu? Zobaczycie sami. W świecie skonstruowanym przez Mohamed jednym z najważniejszych zasobów naturalnych są życzenia. To oczywista alegoria ropy naftowej, jakiekolwiek wątpliwości rozwieje pierwsza część przewodnika, czyli oddzielających kolejne części komiksu kolorowych stron stylizowanych na pełną infografik wkładkę jak z encyklopedii dla młodzieży. Jak się już domyślacie, wydobycie dzieje się na obszarach tzw. globalnego południa, za to konsumpcja – w zupełnie innych krajach. Tak naprawdę dowiecie się tego wszystkiego między wierszami lub (bardziej wprost) z rozdziału drugiego, skupionego na kimś studiującym naukę o życzeniach, co pozwoliło autorce na nieco więcej ekspozycji. Przewodniki wydały mi się nieco nadmiarowe, nie zawierają niczego, czego nie możecie wywnioskować z narracji i przez analogię do światowej gospodarki. Ale, ale, o co chodzi w TŻJDR (tak, to oficjalny skrót tytułu stosowany przez wydawcę)? Wspomniany wcześniej Szukri to dobry handlowiec i dusza człowiek. Przędzie cienko, przez co decyduje się na desperacki krok – sprzedaż trzech życzeń pierwszej klasy, które od wielu lat zalegają mu w domu. To dla niego spory dylemat moralny, w Egipcie nie używa się ich zbyt wiele nie tylko z powodu braku dostępu do finalnego produktu, ale także z przyczyn religijnych – tu z kolei najlepszą analogią będzie alkohol, życzenia, jak to w baśniach, wydobywa się z butelek. Są też pewne wyzwania prawne, towar tak wysokiej jakości podlega ścisłym regulacjom i nikt nie spodziewa się go w kiosku, między papierosami i studenckimi przekąskami. Cała recenzja: https://ostatniatawerna.pl/disney-nierownosci-i-bogactwa-naturalne-recenzja-komiksu-twoje-zyczenie-jest-dla-mnie-rozkazem/
OstatniaTawerna - awatar OstatniaTawerna
oceniła na 8 1 miesiąc temu
Pieskie szczęście Keum Suk Gendry-Kim
Pieskie szczęście
Keum Suk Gendry-Kim
W Pieskim szczęściu oczywiście najmocniej poruszyły mnie te fragmenty, w których autorka porusza tematy handlu psim mięsem, porzucenia, przemocy wobec zwierząt i zwyczajnego, codziennego braku empatii. Psy w klatkach, na łańcuchach, traktowane jak towar, a nie czujące istoty, powinny być wstydem dla każdego społeczeństwa i dla każdego człowieka. Jednocześnie uważam, że choć komiks dotyka ważnych kwestii społecznych, robi to zbyt pobieżnie. Brakuje mi mocniejszego rozwinięcia, czegoś więcej niż symbolicznego zarysowania tła. Autorka mogła pójść dalej, odważniej. Dlatego czuję pewien niedosyt, bo potencjał był ogromny. Czytając komiks, nie mogłem nie myśleć o polskich realiach. W naszym kraju wciąż widzę psy trzymane na łańcuchach, na gołym betonie, na podwórkach, gdzie nie doświadczają niczego poza izolacją i zimnem. W tym kontekście decyzja Nawrockiego, który nie podpisał ustawy zakazującej trzymania psów na łańcuchach, budzi we mnie autentyczne oburzenie. Nie jestem w stanie zrozumieć, jak można świadomie utrzymywać przepisy pozwalające na zadawanie zwierzętom cierpienia. To nie jest dla mnie kwestia „światopoglądu”, tylko elementarnej przyzwoitości. Takie decyzje bardzo źle świadczą o politykach, którzy je podejmują. Efekt jest taki, że dobrostan zwierząt staje się zakładnikiem ideologii, co mnie, jako kogoś, dla kogo psy były zawsze częścią rodziny, szczerze boli i zwyczajnie złości. Wszystkie te kwestie sprawiają, że „Pieskie szczęście” rezonuje nie tylko jako opowieść autobiograficzna, ale także jako przypomnienie, że zwierzęta są papierkiem lakmusowym ludzkiej wrażliwości. A los psów — w Korei, w Polsce, w każdym kraju — to zawsze opowieść o nas samych. W tej perspektywie komiks staje się nie tylko historią Marchewki czy Kartofla, lecz także pytaniem o to, jak bardzo jesteśmy gotowi zmieniać własne nawyki, tradycje i przekonania, by dawać innym istotom więcej przestrzeni i mniej bólu.
Agatonik - awatar Agatonik
ocenił na 8 22 dni temu
Vaclav Drakulič jedzie do urzędu Mikołaj Ratka
Vaclav Drakulič jedzie do urzędu
Mikołaj Ratka Jan Mazur Henryk Glaza
POPKULTUROWY KOCIOŁEK: Vaclav Drakulič jedzie do urzędu to pozycja, która na pierwszy rzut oka wydaje się być prostą historyjką pasującą do Krótkich Gatek. Nic jednak bardziej mylnego. Na 72 stronach tego dzieła kryje się bowiem opowieść pełna humoru, groteski i trafnej refleksji nad społeczną i administracyjną absurdalnością, która zdecydowanie kierowana jest do dorosłego czytelnika. Akcja komiksu rozgrywa się w roku 1921, w malowniczym, choć niespokojnym politycznie regionie Karpat. Vaclav Drakulič, starszy pan o bladoszarej cerze i drobnej posturze, zostaje niesłusznie oskarżony o bycie wampirem i jednocześnie traci swój dom w wyniku urzędowej pomyłki. Wierząc w sprawiedliwość i możliwość wyjaśnienia nieporozumienia, Vaclav wyrusza w podróż do stolicy, by złożyć odwołanie i stawić czoła bezdusznym trybom urzędniczej machiny. Po drodze napotyka absurdalne procedury, bezduszną biurokrację i ludzi, którzy traktują go z góry tylko z powodu jego nazwiska. Scenarzysta Jan Mazur przyzwyczaił już swoich fanów do tego, że potrafi pisać o ludzkich słabościach i problemach z niezwykłą przystępnością. Nie inaczej jest w tym komiksie, gdzie bierze na warsztat sprawdzony wątek wampira, ale podaje go w bardzo niezwykłej formie. Główny bohater nie ma w sobie bowiem nic z klasycznego krwiopijcy. Groza zaś w tym komiksie nie wynika z nadprzyrodzonych mocy, lecz z bezduszności systemu. Fabuła jest tu prosta, ale i tak potrafi przykuć uwagę odbiorcy. Autor świetnie buduje bowiem narrację na schemacie, który każdy zna lub prędzej czy później sam doświadczy. Zderzenie bezbronnej jednostki z machiną urzędniczą pomimo swojej fantazyjno-komiksowej formy jest tu więc bardzo realne. W tytule autor odnosi się nie tylko do rzeczywistości, ale również do klasyki literatury w postaci „Procesu” Franza Kafki, co dodatkowo nadaje komiksowi niezwykłości i wyrazistości. Baczne oko czytelnika dostrzeże tu również mniej lub bardziej oczywiste nawiązania do „Nieustraszonych pogromców wampirów” Polańskiego czy „Dwunastu prac Asteriksa”. Dramatyczna otoczka to tylko jedna strona scenariusza. Nie brakuje tu również dość absurdalnego, ale też świetnie pasującego do historii humoru, rodem z filmów Barei. Absurd goni tu absurd, a dialogi, choć oszczędne, często potrafią wywołać uśmiech na twarzy, lub jeśli sytuacja tego wymaga celnie punktować urzędniczą nowomowę. Komiks balansuje między lekką satyrą a poważnym komentarzem o bezsilności jednostki wobec instytucji. Mazur pokazuje tu, że humor i groteska mogą być doskonałymi podstawami naprawdę świetnej opowieści, w której odbiorca nie śmieje się z głównego bohatera, ale z systemu, który zmusza go do działania.... https://popkulturowykociolek.pl/vaclav-drakulic-jedzie-do-urzedu-recenzja-komiksu/
PopKulturowy - awatar PopKulturowy
ocenił na 9 3 miesiące temu
Old Boy. Tom 3 Garon Tsuchiya
Old Boy. Tom 3
Garon Tsuchiya Nobuaki Minegishi
Mając na uwadzę to, że seria "Old Boy" obejmuje w polskim wydaniu cztery zbiorcze tomy, będziemy musieli w czwartym, finałowym, mocno przyspieszyć z akcją. Tom trzeci bowiem, według mnie, to takie wjeżdżanie pod górę. Tak, wjechaliśmy na ten szczyt w trzecim tomie i teraz najpewniej będziemy gnać na złamanie karku. Prosto w ścianę. Tom trzeci pokazuje najdobitniej moc jaką dysponuje przeciwnik Goto. Przypominam, główny bohater został uwięziony na dziesięć lat. Dlaczego to zrobiono? Wciąż nie wiemy. Kto to zrobił? Tutaj pojawiła się konkretna osoba, kolega z lat szkolnych. Ale Goto wciąż nie wie, dlaczego "pseudonim Dojima" go nienawidzi. Co się stało? Jakiej krzywdy doznał ówczesny chłopiec, że później, w wieku dorosłym, poświęcił niebagatelne środki, by zaaranżować taką grę? Tak, właśnie o grze najczęściej się wspomina w kontekście całej fabuły. Nie da się ukryć, że Goto żyje w jakimś iluzorycznym przeświadczeniu, że może w ogóle zdobyć przewagę nad "pseudonimem Dojima". A może na mój odbiór treści mangi ma wciąż filmowy seans? Niewykluczone. W trzecim tomie fabuła staje się bardziej analityczna, a mniej sensacyjna. Krótkie sceny, oszczędne dialogi i powtarzalne kadry tworzą rytm przypominający studium psychologiczne. Pojawiają się nowe postaci, macki "pseudonimu Dojima" sięgają zatem jeszcze dalej. Jest w stanie utkać taką strukturę w swojej grze, że Goto już nawet nie zastanawia się jak to się stało. Wytłumaczenia są i owszem, ale ogarnięcie takiego przedsięwzięcia zakrawa o obsesję psychopaty - o tym jeszcze nikt nie wspomina. Najważniejszy aspekt tomu to przesunięcie perspektywy z bohatera na jego przeciwnika. Jest go więcej, poznamy go z lat szkolnych, wyjaśnione zostaną źródła jego dochodów. Skleja się to powoli w cały obraz. Trzeci tom zaczyna przypominać thriller psychologiczny, w którym napięcie wynika nie z przemocy, lecz z niepewności co do relacji między dwoma mężczyznami. Pseudonim Dojima jest najpewniej kimś, kto zna bohatera lepiej, niż bohater zna samego siebie. Tsuchiya buduje strukturę opartą na łukach i niedopowiedzeniach. To nie jest już historia o tym, co się wydarzyło, lecz o tym, co mogło się wydarzyć i co zostało zapomniane. Wspaniałe są te momenty, gdy Goto miota się w swoich wspomnieniach. To musi go przyprawiać o mocny ból głowy. Ta niewiedza jest toksyczna, mężczyzna jest odseparowany od rzeczywistości, nie może się skupić na tym co realne - ciągle ze wzrokiem utkwionym we własną historię. To też facet, który jest już autentycznie wykończony - psychicznie i fizycznie. I to widać tak na poziomie rysunku, jak i w samej narracji. "Old Boy" - wciąż świetny i ze świetną intrygą - jest jak mokry supeł, który niezmiernie trudno rozwiązać.
Patryk Karwowski - awatar Patryk Karwowski
ocenił na 6 25 dni temu
Samotność w centrum wszechświata Zoe Thorogood
Samotność w centrum wszechświata
Zoe Thorogood
Już sam odbiór komiksu autobiograficznego o takim ciężarze był dla mnie wyzwaniem. Ciężary uniosłem; mam dwie nastoletnie córki, które mają swoje problemy, niekiedy podobne. Wiem, z czym się je treść "Samotności w centrum wszechświata" - potrafiłem ją przyswoić, okiełznać i w końcu przetrawić. Chociaż to są wciąż trudne momenty, bowiem Zoe Thorogood do wieku nastoletniego cofa się wiele razy, ten wiek przenika przez wszystko i wszystko ma na wszystko wpływ. Kwintesencją są jednak jej lata dorosłe. Czyli wiele jeszcze przede mną. Oczywiście każdy dramat jest inny, a my tutaj mamy się skupić na komiksowym medium. Jaka jest graficzna powieść w pełni szczera i bezkompromisowa w wykonaniu Thorogood? Właśnie to napisałem: szczera i bezkompromisowa. Ta sama bezkompromisowość uderza przez pierwsze kilkadziesiąt stron jak ostrym narzędziem w twarz. Ci czytelnicy mniej otwarci mogą sobie nie poradzić z formalizmem, bo główną cechą komiksu (później już się oswoisz, nie bój się) jest duże przebodźcowanie. Początek - długi początek - to bałagan, ale to decyzja nie tyle świadoma, co po prostu definiująca jeden z wielu stanów, jaki towarzyszył (towarzyszy?) autorce. Mnogość stylów (prawie jak w antologii od różnych ilustratorów), kolaże, odważny formalizm. Moje córki bawiły się kiedyś taką książeczką Zniszcz ten dziennik - to podobny przypadek: każda strona może przynieść coś innego, zawsze twórczego, niejednokrotnie niepokojącego. Nie zapominajmy bowiem o tym, że "Samotność w centrum wszechświata" to komiks wyznanie, pełne bólu, otwierania się, kolejnego bólu, wystawiania się na ocenę. To jest jak wyjście na scenę w najmocniejszym świetle. Widać wszystko, a już na pewno to, co doskwiera autorce, jeżeli chodzi o zdrowie psychiczne. Zatem komiks wyznanie, ale przede wszystkim rodzaj autoterapii. I ja mogę tylko zazdrościć Zoe, ale i innym autorom i autorkom, że mogą sobie poradzić lub próbować sobie poradzić z własnymi słabościami, demonami, diabłami - jak zwał, tak zwał - za pośrednictwem komiksu, powieści, piosenki itd. To zawsze jest doskonały oręż do tej walki. Tak myślę. Zoe więc rysuje i pisze o tym wszystkim, co ją boli, co ją kłuje, wywleka na lewą stronę, dociska do ziemi, niszczy ją od środka i od zewnątrz. Pisze i rysuje swoje stany współczesne, ale i te ze wspomnianego wieku nastoletniego. Dużo tego; prowadzi dialog ze sobą, ale nic nie ukrywa. Dużo tu bólu, czasem zabawnych sytuacji, nerwów, irytacji, całe spektrum emocji. Żeby komiks autobiograficzny był udany, autorka lub autor muszą się przy okazji pisania i rysowania mocno otworzyć, uzewnętrznić swój ból, lęki, skrywane potrzeby. Zoe robi to wszystko, otwiera się, ściąga zbroję, jednak kilka sfer pozostawia zamkniętych na cztery spusty. To zrozumiałe, to nie jest kompletna wiwisekcja i nikt nie chciałby patrzeć na jej życie jak w Big Brotherze, kilka sfer pozostaje tylko jej, ale to nie ma wpływu na interpretacje jej stanu. To przede wszystkim odważna lektura napisana i narysowana przez odważną i dobrą osobę.
Patryk Karwowski - awatar Patryk Karwowski
ocenił na 8 26 dni temu
Znam cię Michael DeForge
Znam cię
Michael DeForge
Czy nie wydaje się wam, że obecnie żyjemy bardzo szybko? Ciągle za czymś gonimy. Dążymy do ideału, który może czasami jest nawet na wyciągnięcie ręki, ale jednak nieuchwytny. Ciągle poprawiany jest świat z komiksu „Znam cię” Michaela Deforgesa. W wyniku ciągłych aktualizacji zmieniają się ciała, przestrzeń, układ dróg. Czy dzięki temu ludzie są szczęśliwsi? Czy aktualizacje dają im to czego pragną? Deforge oddał w ręce czytelników komiks społeczno-psychologiczny. Poruszył w nim mnóstwo aktualnych wątków i problemów wynikających z rozwoju technologii. Mamy tu system, który wmówił ludziom, że o nich dba. System, który nie zapiera się, że jest idealny. Przecież można złożyć skargę, dostać przeprosiny, a nawet rekompensatę, jednak te skargi nie maja mocy zmian. Są tylko śmiesznym narzędziem dającym ludziom poczucie sprawczości. Bo innego nie mają. Nigdy nie maja pewności, gdzie się jutro obudzą, jak będą wyglądać, albo czy ich droga do pracy nagle nie będzie trwała dwa razy dłużej. Bo system dąży do nieskończonej optymalizacji. Z tego komiksu można wyciągnąć ogrom absurdów współczesnych czasów. Począwszy od wyglądu, gdzie główna bohaterka ewoluuje od ciała człowieka przez inne kształty do trójkątnego nawiasu. Przez samotność jaką ona doświadcza w tym jakże intensywnym świecie. Po rozwiązania systemowe wprowadzane bez żadnej konsultacji w imię wyższego dobra. Czy my tego wszystkiego nie znamy? Dziwne modyfikacje ciała w pogoni za urodą, samotność w tłumie i AI, która szturmem wdarła się do naszej codzienności. Właściwie mogłabym też rozbić ten komiks na pomniejsze problemy i długo je analizować. Czy Deforge trafnie uchwycił to z czym zmaga się współczesny człowiek? Natomiast ja wolę rzucić ogóle hasła, bo „Znam cię” to publikacja, która daje ogrom możliwości czytania. Autor proponuje pewną fabułę, drogę od pokory do buntu, jednak jest ona pretekstem do czytania między wierszami. A ma on więcej narzędzi przekazu, bo operuje i słowem i obrazem. Jego rysunki są iście szalone. Dla mnie genialnie oddają ogrom bodźców jakimi jesteśmy bombardowani. Trochę nie wiadomo na czym zawieść oko. Czy analizować szczegóły, czy czytać dalej? Jednak to chyba nie jest do końca najważniejsze. Bo chodzi o ogólne wrażenie, o pewien chaos wizualny i informacyjny, jakiego doświadczamy. Deforge go spotęgował, co fantastycznie podkreśla problemy, jakie pragnął ukazać w tym komiksie. W „Znam cię” jednostka jest zagubiona i to zagubienie powoduje frustrację, a ta musi znaleźć ujście. Czy systemowe rozwiązania będą wystarczające? Nie. Bo to pozorna dbałość o jednostkę, to „wszechwiedza” systemy, że ten wie lepiej jest jej źródłem. Kocham kreatywność i Deforge zauroczył mnie tym, jak mówi nie wprost, ale bardzo wyraźnie. Jak skrzętnie wyciąga absurdy wmawiane nam w imię dobra. Czy te absurdy muszą być naszą rzeczywistością?
Asia_czytasia - awatar Asia_czytasia
oceniła na 7 1 miesiąc temu
Błędne koło Lee Bermejo
Błędne koło
Lee Bermejo Mattson Tomlin
Błędne Koło to komiks, który od pierwszej chwili po prostu powala klimatem oraz rewelacyjnymi ilustracjami. Serio, to czysta uczta dla oczu. Ilustracje są tak realistyczne, że czuć emocje na twarzach bohaterów. Kolory, tonacja, światło, wszystko tu jest dobrane z niesamowitym smakiem. To komiks, który można czytać, ale też można po prostu oglądać. Wizualny majstersztyk w pełnym tego słowa znaczeniu. Jeśli chodzi o fabułę, to początek może trochę przytłoczyć. Atmosfera jest ciężka, wręcz duszna. Poznajemy Shawna Thackera, który wiedzie sielankowe życie z żoną i małym synkiem. Ale ta idyllka szybko okazuje się złudzeniem. Kiedy jego wróg, Ferris, wydostaje się na wolność, spokojny świat Shawna pęka jak bańka mydlana. Od tego momentu zaczyna się odliczanie i szalona pogoń przez różne epoki. Tak, dobrze czytasz — mamy tu motyw podróży w czasie. I przyznam szczerze, że sposób, w jaki został on wytłumaczony, jest… no, powiedzmy, że trochę głupi. Ale jeśli tylko zaakceptujesz to założenie i przestaniesz się nad tym zastanawiać, czeka Cię emocjonalna, klimatyczna i sensacyjna jazda, pełna napięcia i dramatyzmu. To historia, która potrafi zaskoczyć, wzruszyć i wciągnąć po uszy. A przy tym tak pięknie narysowana, że po prostu chce się do niej wracać, choćby tylko po to, żeby jeszcze raz nacieszyć oczy. I chociaż ma swoje fabularne potknięcia, to i tak dostarcza świetnej rozrywki i masy emocji. Ja bawiłem się doskonale. Polecam. Komiks możesz zobaczyć na moim Instagramie: Lukkegeek https://www.instagram.com/p/DQ_WwmpDLDR/?igsh=OXd6ZXQ0dmFzdDZs
LukkeGeek - awatar LukkeGeek
ocenił na 8 4 miesiące temu

Cytaty z książki Droga na Księżyc. Apollo 11 i marzenia o lotach kosmicznych

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Droga na Księżyc. Apollo 11 i marzenia o lotach kosmicznych