Halina Poświatowska to poetka, której twórczość wymyka się prostym klasyfikacjom. Choć często zestawiano ją z poetami egzystencjalnymi, jej głos pozostaje przede wszystkim osobny. Nie buduje wielkich systemów ani filozoficznych traktatów; mówi językiem jednostki, kobiety, osoby bardzo wrażliwej i zakochanej w świecie, nawet gdy ten świat ją rani. Dzięki temu jej poezja jest bliska czytelnikowi: nie musimy mieć doświadczenia choroby, by odnaleźć w niej odłamki siebie. Wystarczy, że znamy smak miłości i chronicznego lęku przed stratą. To właśnie sprawia, że jej wiersze tak dobrze rezonują z dzisiejszym odbiorcą. W epoce przyspieszenia, przesytu informacji i pozornej obojętności jej głos przypomina, że człowiek wciąż tęskni za tym, co autentyczne – dotykiem, czułym spojrzeniem, dobrym słowem. Poświatowska mówi o tym bez upiększeń, ale i bez patosu: prosto, a jednocześnie z niezwykłą siłą. Nowe wydanie jej wszystkich wierszy jest czymś więcej niż literackim wydarzeniem; to zaproszenie do intymnego spotkania, które odbywa się ponad czasem i przestrzenią. Czytelnik, sięgając po ten zbiór, staje się rozmówcą poetki. Choć wie, że ona już dawno odeszła, słyszy jej głos żywy, czuły i nieustannie obecny.Poświatowska to jedna z tych poetek, których głos pozostaje niezmiennie aktualny, niezależnie od upływu rzeki czasu. Jej twórczość wyrasta z doświadczenia choroby serca i świadomości przedwczesnej, nieuchronnej śmierci, ale nade wszystko z niezwykłej umiejętności trwania w życiu i czerpania z niego tego, co fundamentalne. Wydawnictwo Literackie, podejmując się zadania zebrania wszystkich jej wierszy w jednym, pięknie wydanym tomie, ofiarowało czytelnikom nie tylko literacką całość, ale również zwierciadło, w którym można przejrzeć własne jestestwo, miłość i trudy codzienności. W poezji Poświatowskiej nieustannie powracają trzy motywy: bezdenny ból, piękno istnienia i utrata. Obok tego wszystkiego rozbrzmiewa zachwyt – nad efemeryczną chwilą, urodą ciała, ciepłem rąk, nad samym faktem bycia. Miłość w tych wierszach nie jest dodatkiem do ziemskiej drogi, lecz jej istotą. To ona nadaje sens, wypełnia czas, łagodzi cierpienie, staje się koniecznością. Poświatowska pisze o miłości zmysłowej i duchowej, pełnej radości, ale i bólu. Jej słowa nie boją się czułości, ale też nie uciekają od egzystencjalnej samotności. Wśród najsilniejszych tekstów znajdziemy „Jestem Julią” – jedno z najbardziej przejmujących połączeń afirmacji życia z jego nieuchronnym końcem. „Jeszcze zdążę” to krzyk i modlitwa zarazem, wyznanie sięgające do rdzenia ludzkiej wrażliwości. „Oda do rąk” to hymn na cześć cielesności, dotyku, bliskości, ale też świadomości ich przemijalności. Takich momentów refleksji jest niezliczenie wiele. Poświatowska potrafiła uchwycić człowieka w całej jego złożoności: jako istotę zmysłową, namiętną, ustawicznie tęskniącą, bojącą się i pragnącą zarazem. Jej poezja jest poruszająca i wzruszająca, bo nie pozwala na obojętność. Zmusza do konfrontacji z tym, co w nas najprawdziwsze. Dzięki temu nowemu wydaniu można w pełni wejść w ten świat i odkryć, że Halina Poświatowska nie jest jedynie poetką choroby czy śmierci, jak często próbowano ją wielokrotnie postrzegać. Jest poetką życia, które ma smak miłości, bliskości, zachwytu i bólu. Polecam każdą komórką mojego ciała.
Opinia
Kolejny wczesny tomik Szymborskiej, jeszcze nie tak skondensowaną jak później, ale w zasadzie do wersów trudno się "czepiać". Tu głównym zarzutem jest raczej, źle oceniana po 70-latach pochwała socjalizmu wyzierająca z kilku utworów. Nawiasem mówiąc autorka po latach odnosiła się krytycznie do swoich pierwszych utworów.
Kolejny wczesny tomik Szymborskiej, jeszcze nie tak skondensowaną jak później, ale w zasadzie do wersów trudno się "czepiać". Tu głównym zarzutem jest raczej, źle oceniana po 70-latach pochwała socjalizmu wyzierająca z kilku utworów. Nawiasem mówiąc autorka po latach odnosiła się krytycznie do swoich pierwszych utworów.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to