Conan obrońca

Okładka książki Conan obrońca
Robert Jordan Wydawnictwo: Amber Cykl: Conan "czarna seria" (tom 23) fantasy, science fiction
239 str. 3 godz. 59 min.
Kategoria:
fantasy, science fiction
Format:
papier
Cykl:
Conan "czarna seria" (tom 23)
Tytuł oryginału:
Conan the defender
Data wydania:
1994-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1994-01-01
Liczba stron:
239
Czas czytania
3 godz. 59 min.
Język:
polski
ISBN:
8370826806
Tłumacz:
Cezary Frąc
Średnia ocen

                6,4 6,4 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Conan obrońca w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Conan obrońca

Średnia ocen
6,4 / 10
60 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
103
100

Na półkach: , ,

Akcja zaczyna się w Belverus, stolicy Nemedii. Tam to przybywa młody Conana, chcąc nająć się jako strażnik u któregoś z miejscowych kupców. Spotkanie ze starym znajomym zmienia jednak jego plany.
Dodatkowo miasto pogrążone jest w dziwacznym stanie, z powodu kłopotów, które trawią cały kraj. W powietrzu coraz bardziej czuć smród rewolucji i ponownie próbuje ona porwać ze sobą Cymerianina. Tym razem jednak nie jest to nic tak...hmm... „niewinnego” czy prostego jak mieliśmy w Kordawie w „Drodze królów”. O wiele mroczniejsze siły maczają swoje palce pociągając za sznurki. Przed nami więc pojedynki, pościgi, czary, zdrady i tak dalej, upchane na 234 stronach.
Niestety, w ostatniej ćwiartce książki wyraźnie da się wyczuć zanik formy, nagłe pospieszanie i niechlujstwo. Elementy, które wcześniej nakreślone zostały świetnie, nagle muszą sąsiadować z wytartymi do wylot schematami, czy elementami wręcz groteskowymi. Dodatkowe 25-50 stron na rozpisanie innego zakończenia znacznie podniosłyby jakość powieści.

Conana Jordan portretuje tu niestety nierówno. Z jednej strony daje mu o wiele bliższe nam, cywilizowane podejście (o które w pewnym miejscu chyb sam Howard mógłby się skrzywić). Cymerianin jest co prawda nadal honorowy, odważny i tak dalej, wszystko za co go szanujemy i lubimy. Nie ma jednak w nim tych szlachetnych odruchów, które nieraz się przejawiały.
Ten całkiem wiarygodny i przyjemny obraz, autor rujnuje niestety zdolnościami jakie mu daje. Wspinaczka, walka wręcz, czy bronią są wyniesione poza skalę. Nie tylko żołnierze elitarnych oddziałów nie stanowią dla niego żadnego wyzwania (kilka sekund i po sprawie), ale to samo tyczy się ich dowódcy, który dorównuje Conanowi wzrostem i posturą.
Szczytem jest jednak końcówka, w której Cymerianin po długiej chłoście i kilku dniach bez jedzenia i picia nie wykazuje żadnego osłabienia.

Znacznie lepiej na tym tle wypadają postacie drugoplanowe. Powracający Hordo jest o wiele przyjemniejszą postacią niż był w tomie 13-stym. Podobnie główna postać kobieca, poetka Ariana da się lubić przez większość książki i ma jakkolwiek znośnie poprowadzony wątek romansowy.
Ciekawie wypada też główny łotr, przeważnie dlatego, że poznajemy jego motywacje, środki i widzimy jak coraz bardziej stacza się zalewany własną ambicją. Niestety w efekcie jego los znów wygląda na potraktowany po macoszemu i przyspieszony.
Najbardziej do gustu przypada mi jednak postać władcy kraju, króla Gariana. Może to efekt sentymentu do każdego władcy, który pogonił czarokletów i zabronił magii, ale jest w nim coś co odróżnia go od prawie wszystkich cywilizowanych królików. Dzięki temu czemuś, realniejszy staje się sam główny łotr. Zwyczajnie ma przed oczami obraz kogoś kim chciałby z całej siły być, ale nie ma dość mocy charakteru i to wpędza go w szpony chorej ambicji.
Niestety na każdą dobrą postać przypadają ze dwie kiepskie. Prym wiedzie ta ujawniona w ostatniej ćwiartce książki. Może to moje własne uprzedzenie, ale nie znoszę tak jej zachowania jak i podejścia wszystkich do niej.

W efekcie, podobnie jak kreacja samego Conana, powieść jest strasznie niespójna. Początek, pierwsza ćwiartka jest świetna, po prostu świetna. Realna, barwna, pełna charakteru. Potem jest gorzej, ale Jordan zachował dość smaczków, wtrąceń i zdrowego rozsądku aby też czytało się ją dobrze, a miejscami wręcz bardo dobrze. Niestety, koniec wieńczy dzieło i w tym przypadku robi to partacko. Nie wiem, może to efekt rozbudzenia wielkich nadziei, ale uważam, że jest to jedna z najgorszych końcówek w całej Czarnej Serii.

Oprawa jest dla niej typowa, czyli dziś praktycznie niespotykanie wysoka jakość. Twarda, lakierowana oprawa, szyte strony. Wielkość pozwala zmieścić książkę w bocznej kieszeni większości bojówek.
Piotr Szałkowski ponownie jest autorem ilustracji na okładce. I jak zwykle nie ma ona wiele wspólnego z treścią. Za wyjątkiem kulturysty w majtkach i butach, nic nie pojawia się w książce. Nic a nic! Nawet trawy chyba nigdzie nie ma, a Conan ani razu nie nosi hełmu.

Podsumowując Conan Obrońca to powieść-zawód. Rozbudza wielkie nadzieje, daje sporo zabawy, a potem pozostawia wielki niesmak. Można ją chyba porównać do przysłowiowej popijawy. Najpierw mamy wielką ochotę i smakujemy swoje trunki, rozkoszując się nimi i ich mocą. Potem chlejemy dla zabawy. A na końcu rzygamy i na następny dzień boli nas głowa. Taki mniej więcej jest ten tom.
Mogę go polecić każdemu, kto mimo tego ostrzeżenia, gotów jest po nią sięgnąć. Fani Conana powinni, są już bowiem zaprawieni w bojach i jakoś zniosą końcówkę. Pierwsze trzy ćwiartki natomiast powinny przypaść do gustu wszystkim, których drażni szczęście Conana. Tu, jak sam autor pisze „nie jest ono zezowate. Jest ślepe!”

Akcja zaczyna się w Belverus, stolicy Nemedii. Tam to przybywa młody Conana, chcąc nająć się jako strażnik u któregoś z miejscowych kupców. Spotkanie ze starym znajomym zmienia jednak jego plany.
Dodatkowo miasto pogrążone jest w dziwacznym stanie, z powodu kłopotów, które trawią cały kraj. W powietrzu coraz bardziej czuć smród rewolucji i ponownie próbuje ona porwać ze...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

146 użytkowników ma tytuł Conan obrońca na półkach głównych
  • 97
  • 49
44 użytkowników ma tytuł Conan obrońca na półkach dodatkowych
  • 28
  • 5
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Okładka książki Pamięć światłości Robert Jordan, Brandon Sanderson
Ocena 8,1
Pamięć światłości Robert Jordan, Brandon Sanderson
Okładka książki Bastiony mroku Robert Jordan, Brandon Sanderson
Ocena 8,1
Bastiony mroku Robert Jordan, Brandon Sanderson
Okładka książki Pomruki Burzy Robert Jordan, Brandon Sanderson
Ocena 8,1
Pomruki Burzy Robert Jordan, Brandon Sanderson
Robert Jordan
Robert Jordan
Amerykański pisarz, znany głównie jako autor cyklu fantasy „Koło czasu” (The Wheel of Time). Ukończył fizykę w Military College of South Carolina. Brał udział w wojnie wietnamskiej, za co otrzymał trzy odznaczenia. Po powrocie do domu pracował jako dziennikarz i krytyk teatralny.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Conan waleczny John Maddox Roberts
Conan waleczny
John Maddox Roberts
Conan po wojażach we wschodniej części świata wokół morza Vilayet przybywa do miasta Korshemish znajdującego się w Koth. Zwyczajowo cały majątek zgromadzony w poprzednich przygodach przepija i wydaje na hulanki, dlatego pierwszy opis Cymmerianina portretuje go jako zapitego barbarzyńcę bez grosza przy duszy, ale za to w nieśmiertelnej przepasce biodrowej. Pomimo stanu, w jakim się znajduje, Conan zostaje wybrany przez potężną czarodziejkę Hathor-Ka ze Stygii do wykonania ważnego zadania. Z braku lepszych perspektyw główny bohater godzi się na propozycję dostarczenia dziwnego przedmiotu na górę znajdującą się w jego rodzinnej Cymmerii, jednak nieroztropnie przysięga na boga swojego ludu, że powierzone zadanie wykona za wszelką cenę. Dopiero po przysiędze złożonej przez Conana, Hathor-Ka wyjawia, że góra, do której ma dostarczyć powierzony przedmiot to siedziba Croma, boga barbarzyńcy! Dla Cymmerianina słowo ważniejsze jest od złota, dlatego mimo wewnętrznej rozterki zmuszony jest wykonać obowiązek. Przez kolejne 100 stron Conan wędruje w stronę zapomnianej ojczyzny. Po drodze wplątuje się w konflikt pomiędzy rywalizującymi ze sobą władcami Królestw Kresowych. Mając do wyboru samotną wdowę (jej mąż zginął z rąk syna jednego z wasali, a następnie zabójca sam został zabity w odwecie przez żonę), a jej przeciwnikiem, który chce się zemścić za śmierć pierworodnego Conan oczywiście wybiera pomoc niewieście. Ten poboczny wątek jest nawet ciekawy, aczkolwiek moim zdaniem zasługiwałby na oddzielną opowieść, ponieważ umieszczenie go obok właściwej historii wygląda raczej na kilku rozdziałową zapchajdziurę niż rozwinięcie fabuły. Po przebrnięciu przez opisany powyżej fragment, protagonista dociera na ziemię przodków. Tu należy pochwalić autora za idealne przedstawienie rodaków Conana. Temat Cymmerii rzadko był poruszany, w innych książkach ze świata barbarzyńcy nawet przez samego twórcę Roberta E. Howarda. Tym większe brawa dla Johna Maddoxa Roberta za staranne sportretowanie ziomków głównego bohatera jako ponurych wojowników, żyjących w koczowniczych warunkach jednak nie pozbawionych honoru. Conan po spędzeniu wielu lat z dala od ojczyzny, na początku odbija się od tego zamkniętego społeczeństwa. Jednak z biegiem czasu zaczyna dostrzegać jak bardzo na południu brakuje mu wśród ludzi cech jego rodaków. Wracając do głównego wątku, Conan trafia do Cymmerii w chwili, gdy wojujące ze sobą klany postanawiają zawiązać przymierze przeciwko wspólnemu niebezpieczeństwu. Otóż, z góry, na którą podąża główny bohater od niedawna wypełzają wężokształtne stwory i napadają na wioski Cymmeryjczyków zjadając przy tym mężczyzn oraz porywając kobiety i dzieci. Barbarzyńskie klany mają połączyć się pierwszy raz od pamiętnej rzezi Vanarium, w której to Conan rozpoczynał swoją wojowniczą karierę. Finał zaprowadzi czytelników na pole wielkiej bitwy pomiędzy barbarzyńcami, a potworami. Natomiast Conan wykona powierzone przez Hathor-Ka zadanie i odkryje, że nie tylko on zmierzał na szczyt siedziby Croma. Podsumowując, całkiem niezła książka o przygodach Conana. Szczególnie dobre wrażenie robi umiejscowienie fabuły w rzadko opisywanych sceneriach zimnej Cymmerii. Denerwować może, niepotrzebny wątek rozgrywający się w Królestwach Kresowych, ale to pewnie kwestia gustu. Po pierwszych rozdziałach zorientowałem się, ze kilka lat wcześniej musiałem już przeczytać tą część, jednak nie przeszkodziło mi to w żaden sposób skończyć ją drugi raz. Lekki styl oraz ciekawa historia są dużymi atutami tej książki. Wspomnieć należy również o dodatku autorstwa L. Sprague de Camp'a znajdującego się na końcu książki po właściwej opowieści. Pisarz stara się przedstawić na 28 stronach kalendarium życia Conana odwołując się do poszczególnych książek z jego przygodami. Sam pomysł ciekawy i w niektórych miejscach zachęca do sięgnięcia po konkretne tytuły, jednak autorowi zdarza się zagalopować i w trzech zdaniach streścić całą historię wraz z istotnymi zwrotami w fabule. Dlatego nie polecam wczytywać się dogłębnie w ten dodatek, a raczej rzucić okiem w celu znalezienia książek opisujących przygody barbarzyńcy w jego konkretnym wieku. Od młodego obieżyświata, aż po króla Aquilonii.
Amrath - awatar Amrath
ocenił na 6 11 lat temu
Conan i Droga Królów Karl Edward Wagner
Conan i Droga Królów
Karl Edward Wagner
Za swojego życia Robert E. Howard jako pisarz osiągnął umiarkowany sukces. Nie spodziewał się chyba nigdy, że postaci które stworzył i które zostawił za sobą – Król Kull, Bran Mak Morn, Salomon Kane a przede wszystkim – Conan z Cymmerii staną się legendarne i będą znane na całym świecie, a samo jego życie i twórczość będą natchnieniem dla wielu innych twórców i otworzą bramy fantastyki na nieznane dotąd rejony – magii i miecza. Po latach odnaleziono wiele szkiców i notatek Howarda do kolejnych opowiadań i powieści o Conanie i tak powstała cała seria spin-offów. Były mniej i bardziej udane. Ja wziąłem ostatnio na warsztat jeden z nich, autora który jest bezpośrednim spadkobiercą tradycji Conana – Karla Edwarda Wagnera. Autor ten, który sam też stworzył legendarnego barbarzyńcę – Kane’a był piewcą twórczości Howarda. Nie ma się więc co dziwić, że z treścią poradził sobie bardzo dobrze. Conan i Droga Królów to rasowa opowieść z ery Hyperborejskiej. Znajdziemy tutaj wszystko to, co w opowieściach o Cymmeryjczyku kochamy – silnych facetów, którzy muszą zwalczyć zło, piękne kobiety, okropnych magów, zdradę, miłość i przyjaźń. Conan, uratowany przez organizację Biała Róża, ma pomóc zbuntowanym mieszkańcom Dołu obalić króla-Tyrana, który ciemięży swój kraj i upaja się władzą. Musi jednak pamiętać, że „czy to człowiek posiada władzę, czy władza człowieka!?” Nie ma co tutaj drążyć nadmiernie tematu. Conan i Droga Królów jest hołdem dla Howarda i pisana dla fanów tego świata. Uzupełnia historie, którą REH pozostawił bez zakończenia.
StrongSilentType__ - awatar StrongSilentType__
ocenił na 7 5 miesięcy temu
Conan Buntownik Poul Anderson
Conan Buntownik
Poul Anderson
Poul Anderson to autor wszechstronny. W tym roku udało mi się przeczytać już jego powieść, która jest absolutnym klasykiem fantasy czyli Złamany Miecz. Pisarz ten jest zresztą aktualnie dość mocno przypominany polskiemu czytelnikowi m.in. za sprawą wznowienia wspomnianej już powieści, ale także Olśnienia wydanego w serii Wehikuł Czasu wydawnictwa Rebis czy będących na ostatniej prostej dwóch powieściach wydanej w jednym tomie Tau Zero i Korytarze czasu przez Wydawnictwo Vesper, które opublikuje je w ramach swojej serii Wymiary. Biorąc się za bary z powieścią Andersona osadzoną w erze Hyperborejskiej miałem duże nadzieje i duże oczekiwania, bo Złamany Miecz zrobił na mnie naprawdę duże wrażenie. Wydawało się, że Anderson jest najbardziej kompetentny, obok Karla Edwarda Wagnera, do podjęcia rękawicy i zrealizowania zadania jakim jest napisanie powieści spin-off o Conanie z Cymerii. Cóż. Wyszło, mówiąc szczerze, średnio. Opowieść, którą podjął Poul Anderson dzieje się między pierwszym i drugim rozdziałem oryginalnego opowiadania Roberta E. Howarda pt. Królowa Czarnego Wybrzeża. Conan kosztuje życia jako pirat. Wysłuchawszy opowieści swojej ukochanej Belit – kapitana statku pirackiego „Tygrys”, postanawia odszukać jej brata Johanana, jednocześnie włącza się w bunt w królestwie Stygii, pomagając rebeliantom z prowincji Taja, którzy uwierzyli, że to właśnie Cymmeryjczyk ma być mitycznym wyzwolicielem. Barbarzyńca wplątuje się w splot zdarzeń, które doprowadzą go do pojedynku na śmierć i życie z najgroźniejszymi kapłanami Stygii. Byłoby wszystko w porządku, bo opowieść ta ma ręce i nogi i jest w miarę zgrabnie napisana, jednakże mam wrażenie, że Anderson za dużo próbował zmieścić na zbyt małej ilości stron. Często gubiłem się w bohaterach i wydarzeniach, które przeskakiwały w poszczególnych rozdziałach. Kiedy jednak Anderson skupił się na opisywaniu samego buntu, a już zwłaszcza krwawych rzezi dokonywanych przez Conana, wszystko wskakiwało na swoje miejsce. Dlatego mam mieszane uczucia do tej powieści. Niby wszystko gra ale w porównaniu z Wagnerem, Anderson gorzej poradził sobie ze światem REH.
StrongSilentType__ - awatar StrongSilentType__
ocenił na 6 5 miesięcy temu
Conan uzurpator L. Sprague de Camp
Conan uzurpator
L. Sprague de Camp Robert E. Howard
Opinia dotyczy całego cyklu,czyli tomom od 1 do 9, W tych tomach znajdują się oryginalne teksty Howarda. Może ktoś nazwie prozę Howarda banalną i prostą,jednak jest to całkowita nieprawda. Na ogół spotykam się z dziełami fantasy,które rozwlekają się na wiele obszernych tomów,całe serie zajmują długie półki,eksponując swoje wydęte grzbieciska. Oryginalne utwory Howarda o Conanie,w porównaniu z tymi kolosami zajmują niewielką przestrzeń. Jednak jaka to jest przestrzeń. Tępo akcji,egzotyka,dzikość świata. To tylko nieliczne zalety,które wybijają dzieła o Conanie na sam szczyt. Świat ,w którym żyje Conan,jest opisany perfekcyjnie,a podobieństwa do naszej starożytności sprawia że cała ta fikcja staje się nam bliższa. Brak dziwacznych ras jak karły i elfy, dodaje dodatkowego realizmu. Howard po mistrzowsku nakreślił przygody Conana, który wyrwał się z kart książek i rozpanoszył się w barwnych komiksach,filmach, obrazach,grach komputerowych i systemach rpg . Więc jak można powiedzieć iż Conan,jest prosty i banalny,skoro 86 lat po śmierci swego ojca,wszędzie go pełno i w ogóle nie wyhamowuję z impetem prze dalej. Nie wiem czy jakikolwiek bohater Heroic Fantasy zaszedł tak wysoko jak Conan. Wielce prawdopodobne iż błękitnooki barbarzyńca zdeklasował wszystkich, rozgromił całą konkurencję. Ja właśnie dziś zdobyłem ostatni brakujący 8 tom, wielkiej dziewiątki. Teraz czekam aż Vesper wyda coś Howarda, bo ptaszki ćwierkają że przymierzają się do tego.
tomasz - awatar tomasz
ocenił na 10 3 lata temu
Barbarzyńca i marzyciel: Dwa światy fantasy Lord Dunsany
Barbarzyńca i marzyciel: Dwa światy fantasy
Lord Dunsany Robert E. Howard
Zbiór opowiadań dwóch klasycznych autorów fantasy. Niestety ich zestawienie dość niespójne, gdyż nawet kontrast przedstawionych przez nich światów mocno od siebie odbiega. Robert E. Howard tworzy fantastykę testosteronu, dając nam postać, która już przedarła się do popkultury i oczywiście inspirowała młodych chłopców zaczytujących się w fantastyce i wychowanych na Herkulesowej muskulaturze. Natomiast w opozycji jest Lord Dunsany tworzący świat mocno usytuowany w stylistyce oniryzmu, ale inspirujący największych pisarzy, których świat jeszcze bardziej przedostał się do popkultury. Zatem można szybko skontatować, iż kontrast za bardzo od siebie odbiega. Ocenę wystawiłem ze względu na sam zbiór twórczości Dunsany, któremu się poświęciłem. Tylko ta proza mnie zainteresowała i postanowiłem się jej przyglądnąć, gdyż nie ma na polskim rynku żadnego porządnego zbioru utworów Lorda Dunsany. "Marzyciel" to zbiór ośmiu opowiadań osadzonych w Krainie Snów. Obyczaje i wędrówki mieszkańców oraz pojawiających się w tej krainie postaci. Ich zmagania z czasem i przyglądanie się poetycznym pejzażom. Pojawiają się tu smoki i inne stworzenia fantystyczne, a nawet żyjątka znane ze świata jawy niekoniecznie ukazane w tej samej formie lub tych samych rozmiarów. Lektura czyni nas obserwatorami scen dziejących się w Krainie Snów z perspektywy nieznanego śniącego narratora. Właściwie znanego, bo mógłbym przysiąc, że tym narratorem jest po prostu autor. Teksty są bardzo lekkie i mają przystępny przekład nie odbiegający od poetyki. Moim zdaniem śmiało można czytać te opowiadania do snu także dzieciom. By je czytać należy jednak wybrać odpowiednią porę. Z autopsji mogę zasugerować czytanie przed porą snu. Wczucie się w tekst wspaniale nas przygotuje do zaśnięcia. Odkryciem dla mnie jest jeszcze pewien dodatek, który zalecam przy lekturze, mianowicie czytanie do idealnie pod tą prozę skomponowanej muzyki zespołu Psyclopean. Muzycy stworzyli nawet cały album dedykowany prozie Lorda Dunsany pt. "A Dreamers Tale" czyli 'opowiadania marzyciela'. Osobiście uznałem taki rodzaj czytania za idealny rytuał lektury Lorda Dunsany. Czytany tekst zleje się z muzyką i osnuje nas niczym mgła zakrywająca nas bielmem snu. Treść zapadnie nam w pamięć na pewno, a kto wie może nawet przeniesie do opisywanego przez Dunsany świata. A świat przedstawiony skomponowany jest za pośrednictwem świetnie dobranych zdań, przywodzących nam na myśl świat baśniowy, kojarzący się z egzotyką i orientem. Nazwy krain to słowotwórcze gry bądź przyśnione nazwy, aczkolwiek Carcassonne istnieje w rzeczywistości i pojawia się w prozie Dunsany, jako miasto pretendujące do zdobycia. W rzeczywistości francuskie Carcassonne także było wiele razy zdobywane, a popularna gra o nazwie tego miasta polega na zdobywaniu terenu. Lektura skłoniła do przemyślenia czy inspiracją do gry stał się historyczny zarys, czy literacki sznyt? Bowiem Lord Dunsany inspirował największych twórców, między innymi Lovecrafta i Tolkiena. Obaj panowie znani są z światotwórstwa, który jest tylko ich. Jak Tolkien stworzył Śródziemie i całe zastępy autonomicznego świata, tak to właśnie Lovecraft moim zdaniem stał się spadkobiercą Dunsany. Oboje stworzyli Krainę Snów. Krainy Dunsany o nazwie - rzeka Yann, miasto Zoon, Uthnar Vehi, Kyph, Mandaroon czy Belzoond brzmią jak podobne słowotwórstwo senne z języka aklo, stosowanego przez Lovecrafta. Szczególnie Wzgórze Sneg Dunsany mocno inspirowało zapewne Równinę Leng Lovecrafta. Krainy Snów mają także swoje bóstwa i tak jest w przypadku obu autorów. Można by przyjąć, że Lord Dunsany i Howard spotkali się gdzieś na sennej drodze pisarskiej i trafił swój na swego. Śmiało i z wielką radością polecam więc przeczytanie samego zbioru "Marzyciel" tym, którzy szukają czegoś nadrealnego i baśniowo fantastycznego. Puszczam także proszące spojrzenia do wydawnictw, aby pochylić się bardziej nad wspaniałością literatury Dunsany i zaznajomić nas z tym brytyjskim klasykiem. Obok Wilde'a, Byrona i Dickensa myślę, że będzie miał szacowne miejsce. Były mżonki o "Bogach Pegany" od Vespera, póki co cisza... Może najwyższa pora?
RatownikLektur - awatar RatownikLektur
ocenił na 8 3 lata temu
Uczeń czarnoksiężnika Fletcher Pratt
Uczeń czarnoksiężnika
Fletcher Pratt L. Sprague de Camp
Ostatnio pozwoliłem sobie na troszkę eksperymentów czytelniczych i tym razem potrzebowałem jakiegoś pewniaka. Sięgnąłem zatem po moje niezawodne i wciąż niewyczerpane źródło czyli spis kanonu fantastyki wg Sapka. Okazało się, o dziwo,, że dość wysoko na liście znajduje się pozycja, której nie czytałem, a którą mam w swojej biblioteczce. Mowa tu o “Uczniu Czarnoksiężnika” autorstwa L. Sprague de Campa i Fletchera Pratta. Książka ta to konkretny staroć. Składa się ona z dwóch opowiadań, pierwotnie wydanych w roku 1940! Obie historie opisują przygody ludzi z naszego świata, którzy przenoszą się do światów równoległych. Światy te będą czytelnikowi znane, w pierwszym opowiadaniu jest to świat mitów skandynawskich a w drugim świat legend dawnych mieszkańców wysp brytyjskich. Podobieństwa tych obcych krain do wierzeń dawnych ludów naszej Ziemi, w opowiadaniu tłumaczone jest tym, że czasami osoby, odpowiednio uwarunkowane psychologicznie potrafią ‘zajrzeć’ do innego wymiaru, a to co tam zobaczą, staje się inspiracją do stworzenia legendy. Jeżeli wydaje Ci się, że motyw równoległych wymiarów, które przenikają czasem do naszej rzeczywistości, jest oklepany i na pewno już go gdzieś spotkałeś, to pamiętaj, że “Uczeń Czarnoksiężnika” to najprawdopodobniej jedno z pierwszych miejsc gdzie się pojawił. To co jest naprawdę ciekawe to sposób w jaki bohaterowie przemieszczają się pomiędzy wymiarami. Powiem szczerze, że na początku miałem trochę problem z pojęciem o co chodzi, ale w końcu udało mi się to załapać :) Aby przenieść się do innego wymiaru, należy uwierzyć w jego istnienie, problem polega na tym jak do tego dojść. Bohaterowie pomagają sobie logiką matematyczną. Wypisują teorie, przeczące naszej logice, ale które pokrywają się z logiką wymiaru do którego chcą dotrzeć. A skąd wiedzą jak wygląda tamtejsza logika? Z baśni i legend, oczywiście :) A gdy już uda im się rozpisać teorie logiczne na tyle szeroko, że ich mózg zaczyna pojmować ogół działania obcego świata, przenoszą się. Na pierwszy rzut oka, może wydawać się to lekko głupkowate i naiwne, ale jak się nad tym zastanowić to w sumie trochę naciągany ale jednak bardzo interesujący motyw. Gdy postać znajduje się w innym wymiarze, przedmioty z Ziemi, które posiada przy sobie, na przykład zapałki, nie działają ponieważ przeczą lokalnej logice xD Za to rzeczy które zadziałać nie powinny… Głównym bohaterem jest Harold Shea, psycholog. To on właśnie wynajduje sposób na przemieszczanie się między światami. W pierwszym opowiadaniu planuje udać się do świata mitów irlandzkich, jednak przez błąd w “obliczeniach” zamiast tego trafia do wymiaru wierzeń skandynawskich. Tam spotyka takie postaci jak Loki, Heimdall czy Thor. Dla mnie jednym z przyjemniejszych aspektów tej książki było rozpoznawanie kolejno pojawiających się postaci i przyglądanie się jak wyglądać będą interakcje bohatera z nimi. Zresztą Shea też rozpoznaje niektórych z nich. Kłopoty pojawiają się gdy bohater uświadamia sobie, że powrót do domu nie jest wcale taki prosty. Fabuła nie jest specjalnie odkrywcza, ale to nie szkodzi, tak jak z postaciami, czytelnik zaznajomiony z legendami mitów skandynawskich, czy poematami Edmunda Spensera, będzie miał sporo frajdy, rozpoznając kolejne wydarzenia w których biorą udział bohaterowie (w drugim opowiadaniu do Harolda Shea dołącza inny kolega profesor). Nie będę oczywiście zdradzał szczegółów… Pomimo lat, książkę czyta się bardzo przyjemnie, chociaż fakt, ostatnio czytam sporo staroci, więc mogę być troszkę odchylony od normy :) “Ucznia czarnoksiężnika” polecam każdemu fanowi fantasy. Jest to na pewno “coś innego” a przy okazji można zaliczyć powrót do początków nurtu, a to zawsze przyjemna podróż. Przyznaję siedem Ogromnych Trollowych Nochali na dziesięć!
PsychedelicWarlord - awatar PsychedelicWarlord
ocenił na 7 3 lata temu

Cytaty z książki Conan obrońca

Więcej
Robert Jordan Conan obrońca Zobacz więcej
Robert Jordan Conan obrońca Zobacz więcej
Więcej