Biologia śmierci

Okładka książki Biologia śmierci
Lyall Watson Wydawnictwo: Podsiedlik-Raniowski i S-ka popularnonaukowa
238 str. 3 godz. 58 min.
Kategoria:
popularnonaukowa
Format:
papier
Tytuł oryginału:
The Biology of Death
Data wydania:
1992-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1992-01-01
Liczba stron:
238
Czas czytania
3 godz. 58 min.
Język:
polski
ISBN:
9788385165101
Średnia ocen

                5,8 5,8 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Biologia śmierci w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Biologia śmierci

Średnia ocen
5,8 / 10
37 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
57
21

Na półkach:

Komórka po komórce. Książka przedstawia procesy jakie zachodzą w człowieku od narodzin. Tym samym daje przykład, że od pierwszych godzin życia ciało ulega naturalnej "śmierci". Warto przeczytać,bo książka posiada bardzo ciekawe spostrzeżenia.
Wyrazy szacunku 🕊️
#ZksiążkąCiDoTwarzy
#TwarzKsiążki
#NosWksiążce

Komórka po komórce. Książka przedstawia procesy jakie zachodzą w człowieku od narodzin. Tym samym daje przykład, że od pierwszych godzin życia ciało ulega naturalnej "śmierci". Warto przeczytać,bo książka posiada bardzo ciekawe spostrzeżenia.
Wyrazy szacunku 🕊️
#ZksiążkąCiDoTwarzy
#TwarzKsiążki
#NosWksiążce

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

95 użytkowników ma tytuł Biologia śmierci na półkach głównych
  • 52
  • 40
  • 3
18 użytkowników ma tytuł Biologia śmierci na półkach dodatkowych
  • 11
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Czytelnicy tej książki przeczytali również

50 teorii psychologii, które powinieneś znać Adrian Furnham
50 teorii psychologii, które powinieneś znać
Adrian Furnham
Książkę już dawno kupiłem, jakieś pięć lat temu. Od tamtego czasu wielokrotnie trzymałem ją w rękach. W zasadzie to nie czytałem jej za jednym razem od deski do deski tylko na wyrywki przeglądałem, czytałem poszczególne rozdziały których jak tytuł na podpowiada jest 50. Ta książka to bardzo dobre kompendium wiedzy z dziedziny psychologii. Ta książka potwierdza to jak fascynującą oraz jak szeroką dziedziną nauki jest psychologia. Całość podzielona jest na dziesięć kategorii, co ułatwia ogarnięcie wszystkich 50 pojęć zawartych w książce. Tych 10 kategorii to: 1) Chory umysł 2) Iluzja i rzeczywistość 3) Serce i rozum 4) Różnice indywidualne 5) Osobowość i społeczeństwo 6) Racjonalność i zdolność rozwiązywania problemów 7) Percepcja 8) Rozwój 9) Nauka 10) Mózg Ponieważ książkę mam w wersji angielskiej dokonałem amatorskiego tłumaczenia. Wiele zjawisk jest dość intuicyjna, cześć zjawisk psychologicznych zaprzecza naszej intuicji. Warto o tym pamiętać. Warto też pamiętać że zjawiska opisane w książce są efektem wielu badań. Książkę będę na pewno jeszcze brał nie jeden raz do ręki, aby sobie przypomnieć niektóre teorie. Całość jest w bardzo dobry sposób przedstawiona, tekst nie jest do końca jednolity, w ramkach inną czcionką niż tekst przedstawione są również przykład. Wiele pojęć jest również przedstawionych w perspektywie czasowej która podsumowuje postęp badań naukowych. W przypadku wielu pojęć widzimy bardzo ciekawy postęp nauki. 20 lat to sporo jeśli chodzi o psychologię. Pewnie za kilka, czy kilkanaście lat będzie trzeba kupić na nowo tą pozycje, mam po cichu nadzieje że zostanie wznowiona, gdyż wiele teorii zostanie dalej rozwinięta.
lbadura - awatar lbadura
oceniła na 9 8 lat temu
Jak brednie podbiły świat. Krótka historia współczesnych urojeń. Francis Wheen
Jak brednie podbiły świat. Krótka historia współczesnych urojeń.
Francis Wheen
Książkę czytałem prawie 20 lat temu. Wrażenie ówczesne raczej pozytywne. Autor rzeczywiście dosyć przystępnie ilustruje tezę zawartą w tytule. Na dobre pozostał ze mną rozdział traktujący o postmodernizmie i innych strukturalistach, poststrukturalistach, dekonstrukcjonistach, którzy starali się wmówić światu, że im coś jest głupsze i niezrozumiałe tym jest mądrzejsze i zasługuje na laury i poklask ze strony tłumów. Na przykład ataki jakiegoś znanego "gościa" na Żydów, są "ukrytą formą odrzucenia antysemityzmu". Albo historia to w zasadzie nie zbiór konkretnych faktów, ale pole gdzie każdy może wrzucić swoją interpretację, czyli kto wcześniej wstanie tego jest na wierzchu. Postmoderniści problem mają ze wszystkim. Rozgrzewał ich spór, czy Słońce obracało się wokół Ziemi do momentu odkrycia Kopernika, a po odkryciu słynnego Polaka, to Ziemia już obracała się wokół Słońca? Osobna jakość to język wynurzeń owego środowiska. Niektóre przeszły nawet do legendy. Na przykład coś takiego. Autor fetowany na niejednym uniwersytecie, których studenci w zasadzie nie bardzo mieli pojęcie o co ich guru chodzi, ale wiwaty były: "Po pierwsze osobliwości odpowiadają szeregom różnorodnym, które tworzą układ ani stabilny, ani niestabilny, lecz "metastabilny", mający energię potencjalną, gdzie rozkładają się różnice między szeregami. Po drugie, wszystkie osobliwości przechodzą proces autounifikacji, a proces tan pozostaje w ciągłym ruchu, który przemierza układ i sprawia, że szeregi rezonują pokrywając odpowiednie osobliwe punkty w tym samym punkcie aleatoryjnym i wszystkie emisje, wszystkie uderzenia, w tym samym punkcie". Gdyby ktoś chciał naprawdę zrozumieć o co chodziło autorowi może powinien spróbować czytać od końca. Ja próbowałem od początku i po prostu: "ni w ząb". Książka jednak dzisiaj (próbowałem przejrzeć) nielekka w lekturze. Nie dlatego, że autor pisze... brednie. Po prostu nagromadzenie nazwisk, faktów ze świata anglojęzycznego sprzed kilkudziesięciu lat może polskiemu czytelnikowi sprawiać trudność w podążaniu za tokiem wywodów autora. Ale sam problem istnienia idiotyzmów w przestrzeni publicznje jest jednak ponadczasowy i uniwersalny.
werblista - awatar werblista
oceniła na 6 9 miesięcy temu
Outsider Colin Wilson
Outsider
Colin Wilson
Dla jasności książka nie tyle jest przedstawieniem egzystencjalizmu co próbą interpretacji osoby Outsidera. Wilson tropi obcego. Poddaje analizie głównie postacie literackie, namiętnie odczytując wszytko przez pryzmat biografii autorów. A opisując życie artystów sięga do pozostawionych przez nich pism. Dziwi podejście do chronologii, Wilson potrafi przedstawić pięć książek Hessego pod rząd dla przedstawienia widzianej przez się ewolucji Outsidera, ale nie dostrzega powiązań między poszczególnymi autorami, a przecież w dużej mierze to lektury ich kształtowały. Zastanawia również dobór książek. Z powieści Sartra tylko Mdłości, z Camusa tylko Obcy. Za to opowiadania Hemingwaya, Graham Greene, Henry James, Lawrence, mistyka buddyjska, Schiller, Goethe, poeci angielscy... Niemniej od tego co jest bardziej zastanawia to czego nie ma. Może to wina braku formalnego wykształcenia, może braku dostępnych lektur, może zaś anglosaskiego pochodzenia. Bardzo to wszytko niespójne, ale jeśli kogoś ciekowi zdecydowanie warto się zapoznać. Napisana przez samouka, chwilami przypomina typowo "szkolne" porównanie, ciekawe czy edukacja pozwoliłaby na wybicie się z tej formy. Autor próbuje stworzyć system, nazywa go w posłowiu "Nowym Egzystencjalizmem" lub co gorsza "egzystencjalizmem fenomenologicznym", będzie go tworzył przez kolejne książki. Ale wszystko to trąci myszką, a i mistyką przy okazji, i dość znamienny jest fakt, że autor największym powodzeniem cieszył się w Stanach.
Mat - awatar Mat
ocenił na 6 5 lat temu
Odurzeni. Historia narkotyków 1500 - 2000 Richard Davenport-Hines
Odurzeni. Historia narkotyków 1500 - 2000
Richard Davenport-Hines
Bardzo dobra książka. Mimo ilości stron i szczegółów nie męczy i czyta się ją z zaangażowaniem. Same szczegóły to też zwykle fakty i ciekawostki o żyjących w przeszłości osobach, więc mimo ich ilości, odczuwałem radość w czasie czytania, nie znużenie. Z drugiej strony czytałem jak ludzie na goodreadsie narzekali że książka jest zbyt naukowa i zawiera za mało ciekawostek – sam jednak tak tego nie odczułem, może to kwestia subiektywna. Z drugiej strony to fakt że książka jest bardziej książką historyczną (do pewnego stopnia możemy też powiedzieć tu o historii kultury czy zmian politycznych) czy socjologiczną niż medyczną. Choć fakty, opisy medyczne też się czasami zdarzają, mamy informacje o oddziaływaniu narkotyków na człowieka czy ich skutkach ubocznych, tylko nie są one może aż tak bardzo szczegółowe, dogłębne. Sama książka opisuje szerokie spektrum narkotyków (zarówno naturalnych jak i syntetycznych) i sposób ich wykorzystywania na świecie. Widzimy też ludzi którzy ich używają – w różnych celach, z różnym skutkiem, przedstawiane są zarówno zalety jak i wady tych środków. Pewna (duża?) część książki wplata bogate opisy jednostek między socjologiczne, kulturowe opisy. Mamy też opisy grup ludzi które ich używają, tego w jaki sposób funkcjonują, jak intereagują z innymi czy władzą. Mamy opisy kultury i artystów, którzy narkotyki biorą i je opisują w swoich dziełach. Mamy wreszcie część polityczną opisującą jak władza postrzegała narkotyki, jak próbowała je kontrolować i ich zakazać. Część dotycząca zakazu posiadania i handlu tymi substancjami zdaje się (niemal?) dominować w ostatniej partii książki rozgrywającej się w XX wieku. Davenport-Hines dogłębnie analizuje i krytycznie patrzy na te próby prohibicyjne, uważa je za szkodliwe, rozszerzające tylko czarny rynek i mające negatywny wpływ na uzależnione osoby które męczą się przez objawy odstawienia. Jak ujmuje, zakaz prowadzi do wzrostu cen narkotyków w nielegalnym handlu, ten zaś popycha uzależnionych do kradzieży i innych przestępstw, nie wspominając już o przestępstwach baronów narkotykowych. Autor pokazuje jak ważne jest zrozumienie i adekwatna pomoc medyczna, psychologiczna (?) dla narkomanów. Krytykuje wyśrubowaną moralność purytańską. Zwraca też uwagę na zróżnicowaną szkodliwość narkotyków. Krytycznym okiem patrzy na szkody poczynione przez twarde narkotyki, widzi złe strony innych, ale uważa że państwo lepiej poradzi sobie z tymi problemami jeśli samo będzie kontrolować produkcję i handel narkotykami i skupi się na pomocy narkomanom. Opisy jednostek, grup, kultury są fascynujące, zwłaszcza opisy kontrkultury. Z zaangażowaniem czytałem opisy artystów, pisarzy (czy też polityków, psychiatrów i innych sławnych osób) biorących i opisujących narkotyki. Pojawia się cała masa znanych osób, jest Freud, Wilde, Baudelaire, Flaubert, Woolf i wielu innych (zdecydowanie nie tylko pisarzy, tylko ich najbardziej zapamiętałem). Davenport ma tendencję by opisywać artystów/pisarzy jako zbyt skupiających się na swoim wnętrzu, co widzi jako negatywną cechę, co widać przy opisie cyganerii, dekadentów czy bitników. Z drugiej strony stara się zrozumieć historyczne, społeczne, kulturowe tło ich postępowania, motywy, przedstawić je. Mimo że niekiedy podchodzi do nich krytycznie, często jego opisy zdają się też być dość celne, mieć sens, nawet jeśli się z nimi nie zgadzałem. Na szczęście ten krytyczny w stosunku do artystów ton pojawia się rzadko, ton książki jest zwykle spokojny, rzeczowy. Autor polemizuje jedynie ze zwolennikami prohibicji i podchodzi krytycznie do powiązanego z nią purytanizmu. Historyk ciekawie też opisuje zróżnicowane funkcjonowanie narkotyków i narkomanów przez wieki. Przedstawia ich rekreacyjne stosowanie poza Europą, palarnie opium czy powszechne stosowanie narkotyków przez lekarzy by uśmierzyć ból pacjentów, wyleczyć ich, czy jako środek nasenny. Zadziwiające jak wynalezione nowe środki narkotyczne (jak heroina czy kokaina) spotkały się z powszechnym stosowaniem przez lekarzy, (czasami by pomóc uwolnić się od władzy innego narkotyków), bo ich negatywne i uzależniające działanie nie było znane. Różne narkotyki miały też różne działanie, było stosowane w różnych celach: pobudzały, wywoływały halucynacje, usypiały… Ciekawe było dowiedzieć się też że narkotyki można przyjmować w różny, czasami nietypowy, sposób, jak wstrzykiwać kokainę czy wdychać (jeśli dobrze pamiętam) heroinę. Uderzający był opis pewnego człowieka który zażywał kilka różnych narkotyków w ciągu dnia by znosić negatywne efekty poprzednich i móc funkcjonować. Pamiętam jak Virginia Woolf poetycko zachwalała syntetyczny narkotyk o działaniu nasennym, część narkotyków była przyjmowana właśnie aby móc zasnąć. Chyba najbardziej zszokowało mnie to jak, zupełnie jak w przypadku starszej bohaterki „Requiem dla snu”, w 60/70 latach XX wieku mniej solidni lekarze przypisywali amfetaminę jako środek odchudzający – który ostatecznie powodował stan psychotyczny, zupełnie jak w schizofrenii. Powiązanie narkotyków z chorobami psychicznymi w ogóle jest interesujące. Można było też dowiedzieć się o terapeutycznym stosowaniu LSD czy esctasy i ich roli w kontrkulturach. W ogóle ciekawy jest oryginalny tytuł książki „The pursuit of oblivion”: „ściganie zapomnienia” – jest on często trafny. Och i autor po opisie I wojny światowej przechodzi od razu do opisu okresu po II wojnie, nie wiem czy autor połączył wątek I i II wojny i ja tego nie zauważyłem, czy też po prostu nie opisał II wojny światowej. Czasami Davenport łączył różne okresy (dekady), głównie w XX wieku [tzn.: odwoływał się do późniejszego czy wcześniejszego okresu, by opisać dane zjawisko, zarysować trend]. Dowiedziałem się ciekawej rzeczy o wojnie w Wietnamie: amerykańscy żołnierze brali tam heroinę, bo byli przeważnie 19latkami, za młodymi by kupować alkohol w Stanach, a odurzenie wobec koszmaru wojny było im potrzebne: heroinę było łatwo ukryć i nabyć od czarnorynkowych handlarzy. Ostatnia ciekawostka która zwróciła moją uwagę: nazwę morfium i morfina zyskały od Morfeusza, greckiego boga snu i marzeń sennych, bo miała sprowadzić dobry sen. I może jeszcze to: w II połowie XX wieku w klubach tańczący brali ecstasy by poczuć jedność z innymi. Ogólnie jestem z książki zadowolony i spędziłem z nią dobrze czas. Pozwoliła mi nabrać nowego oglądu w stosunku do narkotyków i narkomanów, sprzyjała ich lepszemu zrozumieniu.
Redo - awatar Redo
ocenił na 7 4 lata temu
Nie i Amen Uta Ranke-Heinemann
Nie i Amen
Uta Ranke-Heinemann
Na wstępie krótko o kompetencjach autorki. Zmarła kilka lat temu, bardzo już wówczas sędziwa Uta Ranke-Heinemann w roku 1970 została pierwszą w historii kobietą profesorem teologii katolickiej. Otrzymała katedrę i wykładała starożytną historię kościoła i Nowy Testament. A więc wysoki poziom merytoryczny uczonej jest bezsporny. Następnie, za krytykę pewnych spraw w przedmiocie teologii, została pozbawiona swej funkcji i od 1987 r. sprawowała niezależną od kościoła Katedrę Historii Religii. Była uczennicą Rudolfa Bultmanna, jednego z najwybitniejszych teologów XX wieku, który zasłynął swym dziełem demitologizacji chrześcijaństwa. Jego uczennica poszła tą samą drogą. "Nie i amen" to nie jest książka dla kogoś, kto patrzy na sprawy świata i religii przez pryzmat jej dogmatów i zamkniętej furtki dla krytyki "tradycyjnych wartości". Jeśli ktoś z góry i bezpodstawnie zakłada, że to co już "wie", to ostatnie słowo "nauki" (cudzysłów, bo teologia jest w istocie pseudo nauką), to przypuszczalnie czas, jaki poświęci na lekturę tego dzieła, okaże się straconym. Natomiast dla zainteresowanych stykiem historii religii, historii, teologii i filozofii, praca ta może się w wielu miejscach okazać odkrywcza. Pani profesor podzieliła ją na kilkanaście problemów. Są to pierwszorzędne zagadnienia dla każdego chrześcijanina. A przynajmniej teoretycznie tak to powinno wyglądać. Rzecz ta napisana jest w sposób przystępny dla osób, które nie są otrzaskane z językiem naukowym, a w każdym bądź razie powinna być zrozumiała dla ludzi, których interesują szeroko pojęte sprawy kultury. Autorka ma więc bardzo lekkie pióro, posługuje się sprawnie ironią, nie zanudza zupełnie (chociaż druga połowa książki jest lepsza od pierwszej), a przede wszystkim jest ultra krytyczna wobec przedmiotu swych badań, a to już podstawa do sukcesu. Jej ogromna wiedza z ww. dziedzin powoduje, że trudno się dziwić, iż, biorąc pod uwagę jej nonkonformistyczne nastawienie do teologii, kościół miał z nią wielki problem, a ostatecznie, nie mogąc jej zakneblować (oj, co by to było w dawniejszych czasach...), wydalił ze swych szeregów. O co było tak wielkie halo? Kilka cytatów, aby zobrazować powyższe. Komentarz uczonej do sprzeczności zawartych w Ewangeliach: "Wierzący po dziś dzień jeszcze kombinują (...). Niewierzący są co do tej sprawy w lepszym położeniu, mogą swój czas poświęcić bardziej pożytecznym kwestiom". O święcie Wniebowstąpienia: "Dzisiaj w dniu Wniebowstąpienia nikt już nie spogląda wysoko w niebo, dzisiaj w tym dniu niejeden człowiek zagląda raczej głęboko do kieliszka". A już na poważniej, w kwestii mitologizacji chrześcijaństwa: "Pogląd, że wiara chrześcijańska nie jest wiarą w legendy czy bajki, że zawiera znacznie bardziej istotne treści niż dosłowne pojmowanie niektórych nowotestamentowych nadzwyczajnych historii o top - cudach -przez hierarchię katolicką nie jest podzielany i z tego powodu tak zwanym prostym czy zwykłym wierzącym jest zupełnie nieznany. Nierzadko pojawienie się takiego poglądu u prostych wierzących nie jest wcale pożądane po tym, gdy poprzez ciągnące się dwa tysiące lat głoszenie bajek zostali oni zdezinformowani, zdeformowani i uczynieni infantylnymi". O problemach teologicznych, na przykładzie "trzech osób" jedynego Boga: "Dla chrześcijan jednak niemożność myślowego rozstrzygnięcia jakiegoś problemu i nierozstrzygalna bezmyślność - to tylko dowody ich większej wiary". I ostatni cytat, w kontekście Jezusa, jako starego kawalera (słowa rabina z ok. 100 r.n.e. Eleazara Ben Azarji): "Kto się wyrzeka małżeństwa, ten narusza przykazanie o rozmnażaniu się człowieka i należy uznać go za mordercę, który pomniejsza liczbę istot stworzonych na podobieństwo Boga". Ta ostatnia sprawa powinna zostać przedmiotem szczególnej refleksji hierarchii katolickiej, bowiem to oni - w myśl tego stwierdzenia - są największymi "mordercami". No i to oni mają także na ustach (a za ich przykładem bezmyślni wyznawcy) słowo "morderca", określając nim osoby przerywające ciążę. Gdyby ktoś miał wątpliwości - Uta Ranke-Heinemann nie była ateistką. Wręcz przeciwnie, była żarliwą wierzącą, co na łamach książki niejednokrotnie daje się odczuć. Po prostu, jako osoba głęboko wierząca, ogromnie oczytana i wykształcona, a przy tym, w odróżnieniu od większości ludzi kościoła, osobiście uczciwa, wskazywała na to, co jest istotą wiary chrześcijańskiej. Nie cały ten ludowy zabobon, który uprawia się w katolickim światku, tak aby zaspokoić przyziemne instynkty "owieczek", ale i zachować nad nimi dalszą pieczę ich "pasterzy", lecz wartości, których prosta symbolika nie powinna zastępować, aby być ich jedynie możliwym ekwiwalentem. Autorka w swym optymizmie uważa, że jest to możliwe. Historia chrześcijaństwa niestety temu zaprzecza. A teraz trochę dziegciu w tej beczułce miodu. Richard Dawkins w swym "Bogu urojonym" użył trafnego sformułowania tłumaczącego swój ateizm. Stwierdził on, że nie wierzy po prostu w kolejną mitologię, która pojawiła się po już tylu wcześniejszych, które w historii zaistniały. A więc wiara w mitologię chrześcijańską nie jest w jego ocenie lepsza, niż wiara w mitologię rzymską, grecką, egipską, itd. Jest ona mitologią, która zastąpiła te poprzednie, a z których de facto została ufundowana (sporo o tym w "Nie i amen"). Uta Ranke-Heinemann nie idzie tak daleko. Nie wyrzeka się wiary w Boga chrześcijańskiego, piętnując zarazem to co zrobił z tą wiarą "jego" kościół. Od siebie mógłbym dodać kilka uwag. Po pierwsze uważam, że posługiwanie się przez autorkę zbitką językową "wierzący sceptyk" jest czystym oksymoronem (coś na kształt inteligencji katolickiej, ale to trochę inny problem). Po drugie metoda poddawania w wątpliwość niektórych aspektów wiary (określonych jako "bajki"), jak robi to uczona, a pozostawianie innych, to tak jakby w samych bajkach usuwać szczegóły opisu jako nieracjonalne, a pozostawiać ogóły - jako do przyjęcia. Obrońcy całej bajki mogliby zarzucić takiemu krytykowi, że wiara w bajkę, z pominięciem jej barwnego opisu, dalej jest wiarą w bajkę. Dzieli się w tym przypadku odbiorców bajki na ludzi o umysłach dzieci, którym potrzebne są barwne szczegóły (jakie zastępują najczęściej ogóły - "wartości", na jakie kładzie nacisk autorka), i na tych "dorosłych", którym już nie jest potrzebna wiara w św. Mikołaja, bo przecież nie da się już w pewnym wieku ukryć, że nie przeciska się on przez komin, aby zostawić pod choinką prezenty. Czym różni się jedno od drugiego, poza ilością szczegółów? Trudno dociec. Jednak autorka bawi się trochę w kogoś, kto oglądając filmy o Jamesie Bondzie stara się wskazać wszystkim innym sceny, które kłócą się z prawami fizyki. Jej sarkazm przypomina czasem naigrywanie się katolika z wyznawcy innej religii, że wierzy on w jakieś głupoty, bo przecież chrześcijaństwo jest bardziej "racjonalne". Mimo to warto, aby osoby uważające się za chrześcijan zapoznały się z treścią tej książki. Być może dojdą wtedy do wniosku, że głosy, aby zastąpić lekcje religii w szkołach lekcjami religioznawstwa, nie są jedynie "atakiem na Pana Boga". Przy okazji przydałby się powrót do nauczania propedeutyki filozofii i logiki (jak to kiedyś bywało), ale to już chyba za daleko posunięte myślenie życzeniowe.
Munk - awatar Munk
ocenił na 9 2 miesiące temu
Traktat ateologiczny: Fizyka metafizyki Michel Onfray
Traktat ateologiczny: Fizyka metafizyki
Michel Onfray
Wierzenia religijne towarzyszą człowiekowi od tysiącleci; można wręcz odnieść wrażenie, że historia cywilizacji to historia powstawania i ścierania się różnych systemów wierzeń. Myśl poza-religijna czy wręcz anty-religijna jest w historiozofii traktowana marginalnie. Michel Onfray próbuje uzupełnić tą lukę i pokazać nam proces odchodzenia człowieka od wierzeń w istoty nadprzyrodzone. Próbuje wskazać moment, w którym zaczęliśmy uwalniać się od dogmatów wiary i kierować ku racjonalizmowi. Nie jest to proste, tak jak nie jest proste wskazanie, który z wielkich myślicieli był pierwszym prawdziwym ateistą. Wielu filozofom przypisywano przekonania ateistyczne, choć w ich pismach nie znajdziemy żadnego zaprzeczenia idei Boga. Sokrates czy Epikur tylko pozornie odwracali się od religii – twierdzili bowiem, że nie można wiedzieć, czy bogowie istnieją czy nie. Nie był też ateistą Spinoza, bo choć walczył z wieloma dogmatami (np. negował nieśmiertelność duszy). Nie twierdził jednak, że Boga nie ma, utrzymywał jedynie, że Bóg nie jest bytem osobowym, ale przenika wszystko – cały Wszechświat jest Bogiem. Bezbożność i ateizm mylnie przypisywano wielu myślicielom tylko dlatego, że nie byli ortodoksyjni i cechowała ich niezależność sądów (jak Thomas Hobbes czy Montaigne). Nawet czołowi myśliciele Oświecenia, jak Wolter, Diderot, Rousseau określali się jako deiści, a więc wyznawcy poglądu, że Bóg jest stwórcą i prawodawcą świata, ale nim nie kieruje. Kto zatem jako pierwszy powiedział jasno i wyraźnie, że Bóg nie istnieje? Autor wskazuje na XVII-wiecznego portugalskiego jezuitę , Cristóvão Ferreirę, który porzucił wiarę, dochodząc do wniosku, że religia to brednie za pomocą których ludzie chcą zdobyć władzę nad bliźnimi. Sto lat później podobne przekonania odnajdujemy u Ludwiga Feuerbacha, który nazywa religię „patologią umysłową” i dowodzi jak to ludzie stworzyli Boga na swój odwrócony obraz. Jesteśmy słabi, śmiertelni, niedoskonali, niewiele wiemy i jeszcze mniej możemy – stworzyliśmy więc w swojej wyobraźni istotę nieśmiertelną, wszystkowiedzącą, wszechmocną, doskonałą… Siłą, która pcha ludzi w objęcia religii jest nasz przemożny lęk przed śmiercią. Aby łatwiej było nam zaakceptować śmierć, religie negują znaczenie życia, tworząc fantazje o zaświatowej wieczności. Ten mechanizm, pisze Michel Onfray, prowadzi do ciekawego paradoksu. Odbierając nam radość z naszego istnienia tu i teraz, religie wprowadzają rządy śmierci już za życia. Religijne lekarstwo na lęk przed śmiercią sprawia więc, że śmierć zwycięża dwa razy! Istotą wszystkich monoteistycznych religii, twierdzi Onfray, jest nienawiść: nienawiść do rozumu, któremu przeciwstawia się posłuszeństwo i wypełnianie rozkazów, nienawiść do świata doczesnego w imię błogostanu życia wiecznego, nienawiść do kobiet, do grzesznego ciała, do swobodnej seksualności, etc. Znaczna część Traktatu poświęcona jest samemu chrześcijaństwu, a także roli jaką w rozprzestrzenieniu nowej religii odegrał Paweł z Tarsu. Autor charakteryzuje „świętego Pawła” jako nienawidzącego siebie samego impotenta i masochistę, który zaraził rodzący się kościół nienawiścią do wszystkiego co sprawia, że życie jest warte przeżycia: do miłości cielesnej, pragnień, odczuć, wolności i autonomii. Paweł propaguje celibat, czystość, wstrzemięźliwość, ascezę. Jednocześnie chwali zastany porządek rzeczy, akceptuje nędzę biedaków, zachęca do podległości i posłuszeństwa wobec władzy, bowiem wszystko to jest wolą Opatrzności. „Nie ma władzy, która by nie pochodziła od Boga” – pisze w liście do Rzymian. Tak „sformatowany” kościół był gotowy na sojusz z władzą państwową, a w kolejnych dwóch tysiącleciach wspierał całą rzeszę tyranów, dyktatorów i autokratów. Niezwykłe jest to jak religia, która zrodziła się z buntu wobec opresji, była głosem prostego ludu i głosiła miłość bliźniego stała się instrumentem zniewolenia, przemocy, poniżenia oraz wspierała największe zbrodnie w historii świata: krucjaty, inkwizycję, niewolnictwo, kolonializm, rozliczne akty ludobójstwa. Słabszym wątkiem „Traktatu ateologicznego” jest prezentowana przez autora wizja post-religijnej rzeczywistości, wizja – jak dla mnie – mało przekonująca. Nie podzielam tej pewności, że ludzie porzucą kiedyś wierzenia religijne. Większość ludzi w religii odnajduje antidotum na egzystencjalne lęki, wiara daje im poczucie wspólnoty i przynależności, wypełnia życie rytuałami, zapewnia niezbędną iluzję sensu istnienia. Nawet ogromny postęp wiedzy naukowej w ostatnim stuleciu nie doprowadził do zaniku religii. Sam ze zdumieniem nieraz słucham inteligentnych ludzi, którzy mówią jak ktoś tam po śmierci „patrzy z góry”. Komfort psychiczny jaki zapewnia wiara religijna pokonuje wszelki racjonalizm. Nie sądzę, że ludzkości uda się kiedyś wyzwolić z okowów religii, choć warto posłuchać Michela Onfray i mimo wszystko próbować…
Spinoza - awatar Spinoza
oceniła na 7 2 lata temu

Cytaty z książki Biologia śmierci

Więcej
Lyall Watson Biologia śmierci Zobacz więcej
Lyall Watson Biologia śmierci Zobacz więcej
Lyall Watson Biologia śmierci Zobacz więcej
Więcej

Ciekawostki historyczne