Berlin-Moskwa. Podróż na piechotę

Okładka książki Berlin-Moskwa. Podróż na piechotę
Wolfgang Büscher Wydawnictwo: Czarne literatura podróżnicza
288 str. 4 godz. 48 min.
Kategoria:
literatura podróżnicza
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Berlin-Moskau. Eine Reise Zu Fuss
Data wydania:
2004-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2004-01-01
Liczba stron:
288
Czas czytania
4 godz. 48 min.
Język:
polski
ISBN:
83-89755-08-4
Tłumacz:
Renata Makarska
Średnia ocen

                5,9 5,9 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Berlin-Moskwa. Podróż na piechotę w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Berlin-Moskwa. Podróż na piechotę

Średnia ocen
5,9 / 10
74 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
16711
3155

Na półkach: ,

„Można iść i iść, i ciągle być w tym samym miejscu – w środku Europy, która nie chce o sobie zapomnieć”. Te słowa niemal idealnie oddają ducha książki Wolfganga Büschera „Berlin-Moskwa. Podróż na piechotę”. To pozycja, która wymyka się klasycznym ramom literatury podróżniczej. Autor nie szuka w swojej wyprawie rekordów wytrzymałościowych ani egzotyki, lecz próbuje zmierzyć się z duchem historii zapisanym w krajobrazie. Idąc na wschód, Büscher podąża śladami wielkich armii, tragicznych ucieczek i dawnych granic, co czyni jego relację niezwykle melancholijną i nasyconą przeszłością.

Krajobraz jako cmentarzysko
Największą wartością tej książki jest sposób, w jaki autor patrzy na przestrzeń. Dla Büschera droga z Berlina do Moskwy to nie tylko kilometry asfaltu i leśnych traktów, ale przede wszystkim palimpsest. Pod warstwą współczesności dostrzega on cienie żołnierzy Napoleona i Wehrmachtu, ruiny dawnych dworków i blizny po żelaznej kurtynie. Autor posiada niezwykłą umiejętność oddawania klimatu miejsc zapomnianych – dusznych białoruskich wiosek, bezkresnych pól i monotonii rosyjskiego krajobrazu. Jego opisy są oszczędne, niemal surowe, co doskonale koresponduje z pustką, którą przemierza.

Dystans i samotność
Büscher jest obserwatorem zdystansowanym. Nie sili się na głębokie analizy socjologiczne spotykanych ludzi, raczej rejestruje krótkie, często urywane spotkania. Ta powściągliwość jest zarówno siłą, jak i słabością książki. Z jednej strony pozwala czytelnikowi poczuć ciężar samotnej wędrówki, z drugiej – sprawia, że narracja momentami staje się zbyt chłodna, niemal hermetyczna. Autor bardziej interesuje się „duchem miejsca” niż żywym człowiekiem, co może pozostawiać pewien niedosyt u osób szukających w reportażu mięsistych portretów psychologicznych.
Ocena 6/10 wynika z faktu, że choć pomysł na wyprawę jest genialny w swojej prostocie, samo wykonanie literackie bywa nierówne. Momentami książka wpada w nużącą monotonię, która – choć oddaje trud marszu – potrafi zniechęcić czytelnika do dalszej lektury. Styl Büschera, choć elegancki, bywa zbyt egocentryczny; autor często bardziej skupia się na własnym zmęczeniu i nastrojach niż na tym, co go otacza.

Mimo to, „Berlin-Moskwa” to pozycja godna uwagi dla miłośników „podróży w czasie”. To refleksyjna opowieść o Europie Środkowej i Wschodniej, która wciąż próbuje wygrzebać się z gruzów XX wieku. Büscher udowadnia, że najkrótsza droga do zrozumienia sąsiada prowadzi czasem przez własne stopy, choć nie zawsze jest to podróż łatwa i przyjemna. To lektura dla cierpliwych, ceniących ciszę i historyczny detal nad wartką akcję.

„Można iść i iść, i ciągle być w tym samym miejscu – w środku Europy, która nie chce o sobie zapomnieć”. Te słowa niemal idealnie oddają ducha książki Wolfganga Büschera „Berlin-Moskwa. Podróż na piechotę”. To pozycja, która wymyka się klasycznym ramom literatury podróżniczej. Autor nie szuka w swojej wyprawie rekordów wytrzymałościowych ani egzotyki, lecz próbuje zmierzyć...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

177 użytkowników ma tytuł Berlin-Moskwa. Podróż na piechotę na półkach głównych
  • 90
  • 86
  • 1
26 użytkowników ma tytuł Berlin-Moskwa. Podróż na piechotę na półkach dodatkowych
  • 18
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Berlin-Moskwa. Podróż na piechotę

Inne książki autora

Wolfgang Büscher
Wolfgang Büscher
Wolfgang Büscher, urodzony w 1951 roku, dziennikarz (wspólpracował m. in. z "Süddeutsche Zeitung", "Die Zeit", "Die Welt" i "Neue Züriche Zeitung"). Obecnie pracuje w tygodniku "Die Zeit". W 1998 roku ukazała się jego książka "Drei Stunden Null. Deutsche Abenteuer" ("Trzy godziny zero. Niemieckie przygody"). W 2002 roku otrzymał nagrodę dziennikarską Theodora Wolffa. W 2003 roku ukazała się druga jego książka "Berlin-Moskau. Eine Reise zu fuss" ("Berlin-Moskwa. Podróż na piechotę", polskie wydanie 2004), która odniosła wielki sukces. Po upadku Związku Radzieckiego jeździł do Kirgizji i Kazachstanu, był też jednym z pierwszych reporterów w Kaliningradzie. W 2005 roku opublikował "Deutschland, eine reise".
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Psożercy ze Svini Karl-Markus Gauß
Psożercy ze Svini
Karl-Markus Gauß
Krótka książeczka, która długo czekała na przeczytanie. W Polsce problem Cyganów (z Cyganami?) wypływa raczej rzadko. Jest ich niewielka liczba. Natomiast nie wszyscy wiedzą, że na Słowacji są całe dzielnice i wioski cygańskie. Celowo nie piszę romskie, bo za nazwanie Cyganów Romami kiedyś jeden z Rumunów prawie się na mnie obraził i wyjaśnił mi różnicę. Pracowałam ze Słowakiem, który pochodził z Koszyc, a właśnie w tych okolicach Cyganów jest sporo. Jego zdanie na ich temat było bardzo niepochlebne. Po tytule można by się spodziewać jakiejś nagonki na ten lud, jego mentalność i obyczaje. Cyganie się nie integrują. A jeśli któreś z nich się wyłamie, automatycznie jest wykluczane ze społeczności. Autor próbuje wejść między Cyganów i Słowaków, docieka skąd bierze się wzajemna niechęć tych dwóch narodów. Cyganie narzekają, że Słowacy mają ich za złodziei, nierobów i zawszonych brudasów. Są nawet przypadki, kiedy stosują naciski na dyrektorów szkół, aby ich dziecko nie miało kontaktów z Cyganami albo aby byli oni zgrupowani w osobnych klasach. Autor idzie do osad cygańskich i poznaje ludzi tam mieszkających, słucha o ich problemach i marzeniach. Jest oblegany przez dzieciaki. I, wbrew ogólnym twierdzeniom, są one czyste i przyjazne. I nie jedzą psów ;) Nie będę się rozpisywać o konkretnych przypadkach. Generalnie wychodzi na to, że to nie ludzie są winni sytuacji, ale słowacki rząd nie potrafi sobie z tym wszystkim poradzić. Wioski i miasta podzielone na strefy. Takie współczesne getta. Ubóstwo i niechęć. Mafijne układy :( Wyjazdy (np. do UK) w celu żebrania i utrzymywania lokalnych bossów. A to z powodu zaciągniętych niegdyś „pożyczek”, których nie da się spłacić do końca życia. Brak edukacji, brak perspektyw, brak nadziei… Otóż nie. Chyba nadzieja i optymizm, to jest to, czego Cyganom można właśnie pozazdrościć. Książeczka na jeden wieczór. Polecam. Zresztą ja prawie całe non-fiction, a szczególnie to z Czarnego. Takie już moje zboczenie ;) I tym razem znów odkryłam ciekawy kawałek świata.
vichta - awatar vichta
oceniła na 7 5 lat temu
Odessa transfer. Reportaże znad Morza Czarnego Andrzej Stasiuk
Odessa transfer. Reportaże znad Morza Czarnego
Andrzej Stasiuk Mircea Cărtărescu Karl-Markus Gauß Sibylle Lewitscharoff Serhij Żadan Attila Bartis Emine Sevgi Özdamar Neal Ascherson
(tekst znajduje się na www.rudymspojrzeniemnaswiat.blogspot.com) Odessa transfer to zbiór reportaży trzynastu różnych autorów (Neal Ascherson, Attila Bartis, Mircea Cărtărescu, Nicoleta Esinencu, Karl-Marcus Gauss, Katja Lange-Mϋller, Sibylle Lewitscharoff, Aka Morchiladze, Emine Sevgi Özdamar, Katja Petrowskaja, Andrzej Stasiuk, Takis Theodoropoulos, Serhij Żadan). Na trzynaście sposobów przedstawiono tu Morze Czarne – czyli miejsce, gdzie stykają się różne kultury i religie, gdzie Europa i Azja podają sobie rękę. Tam zbiegają się różnego rodzaju szlaki, spotykają oraz ścierają się różne wpływy i interesy. Jeśli ktoś choć raz był przynajmniej w dwóch państwach, które leżą nad Morzem Czarnym, to wie, jak bardzo różne potrafią być miasta, klimaty i samo wybrzeże. Nie mogę powiedzieć, że wszystkie reportaże podobały mi się jednakowo bardzo. Wśród nich kilka moim zdaniem należy wyróżnić. Przede wszystkim Podbój gościnnego morza Takis’a Theodoropoulos’a. Wydaje mi się, że głównie za oryginalne wplecenie mitu o Jazonie, złotym runie i Medei. Wyspa szczęśliwców Sibylle Lewitscharoff ujęła mnie swoją metafizycznością i zmusiła do zastanowienia, co tak naprawdę autorka miała na myśli. Reportaż, który tak naprawdę wychodzi poza tę formę i zbliża się do opowiadania. Odessa transfer Nicoleta Esinencu początkowo wzbudził niechęć, ponieważ jest zbliżony do wiersza. Jednak już po kilku wersach, wciągnął i aż żałowałam, że już się skończył. Bardzo interesujący sposób na pokazanie realiów życia nad Morzem Czarnym. W Dzieciach z Orlanoka Katja Petrowskaja natomiast przeraziły mnie współczesne sposoby prania mózgu dzieciom. Oryginalne, nie da się ukryć. Z pożytkiem dla kraju – nie będę zaprzeczać. Jakby nie patrzeć fakt indoktrynacji jest tu jednak niezaprzeczalny. Jadąc do Stambułu Andrzeja Stasiuka to moje pierwsze zetknięcie z tym autorem. Pozytywne, aczkolwiek muszę przyznać, że oczekiwałam trochę większego zachwytu. Jednak wszystko jeszcze przede mną. Ciężko opisać każdy reportaż nie zdradzając treści. Podsumowując, wszystkie teksty ujęte w Odessa transfer na pewno warto przeczytać. Szczególnie, jeśli kogoś interesują miejsca nad Morzem Czarnym. Dzięki książce można lepiej poczuć ten klimat i zrozumieć mieszkańców państw tam położonych.
Marta Kraszewska - awatar Marta Kraszewska
oceniła na 6 11 lat temu
Córka Agamemnona Ismail Kadare
Córka Agamemnona
Ismail Kadare
Obraz miłości niespełnionej, którą zniszczyła komunistyczna Albania. Ismail Kadare rzuca oskarżenia w kierunku byłego reżimu. Jego osądzenie i ukaranie wymaga poświęcenia ofiar, do czego nadaje się narrator o wywrotowych poglądach. O wiele większym zaskoczeniem niż zaproszenie do udziału w pierwszomajowym pochodzie okazuje się odejście ukochanej kobiety z powodu partyjnego awansu jej ojca. W tej mikropowieści absurdy mnożą się bez końca, co doskonale wpisuje się w obraz państwa totalitarnego. Czytelnik ląduje w centrum festiwalu zbiorowego kłamstwa, albowiem wśród uczestników pochodu nie brakuje podejrzliwych spojrzeń. Gwarno tu i tłoczno, tyle że pozornie rozemocjonowany tłum nie jest szarą masą, lecz tykającą bombą o nieznanym momencie detonacji. Jeszcze przed jej wybuchem Ismail Kadare wyławia ze zbiorowiska przykładowych trybików zbrodniczego reżimu. Na przykładzie wybranych postaci ujawnia prawdę o pozycji jednostki w państwie totalitarnym. W przeciwieństwie do „Pałacu Snów”, a nawet „Następcy”, z którym tworzy dyptyk, „Córkę Agamemnona” wyróżnia bezpośredniość przekazu autora. Symbole i podteksty zastępuje całkowitym potępieniem komunistycznej Albanii. Obłudę minionej dyktatury dopełniają rozważania narratora na temat przyczyn odejścia ukochanej kobiety, którą celowo porównuje do jednej z córek Agamemnona. Wykorzystanie mitologii w poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie o przyczyny jej decyzji zasługiwałoby na uznanie w przypadku stworzenia dłuższego tekstu. Postać Ifigenii ginie wśród oskarżeń pod adresem Albanii, którym Ismail Kadare poświęca znaczną przestrzeń swojej mikropowieści. Niemniej, niezaznajomionym z jego twórczością polecam lekturę „Córki Agamemnona”, ponieważ stanowi ciekawy wstęp do innych tekstów tego autora.
dyrektor_negacja - awatar dyrektor_negacja
oceniła na 7 1 rok temu
Afrykańska odyseja Klaus Brinkbäumer
Afrykańska odyseja
Klaus Brinkbäumer
Często najprostsze pomysły są najlepsze. Klaus Brinkbäumer postanowił odnaleźć jakiegoś emigranta z Afryki Zachodniej i przejść (lub raczej przejechać) z nim całą jego drogę z Zatoki Gwinejskiej na północ, poprzez piaski Sahary i góry Atlasu do Hiszpanii, czyli europejskiego raju. Zdawałoby się, że podróż taka będzie tylko namiastką prawdziwej afrykańskiej odyseji, że cokolwiek wydarzy się w drodze, nie będzie niczym więcej niż turystyczną przygodą. Autor i jego towarzysze przemierzyli ponad 5000 kilometrów i relacja Brinkbäumera dobitnie pokazuje, że nie była to prosta sprawa. Ani dla Johna Ekowa Ampana, którego drogę do Europy powtórzono, ani dla jego rodziny, ani nawet dla niemieckiego dziennikarza. O tematyce migracji na naszym globie napisano już pewnikiem całe stosy książek. „Afrykańska odyseja” nie pretenduje do bycia dziełem podejmującym ten temat całościowo. Brinkbäumer koncentruje się na kilku osobach, których losy są przykładowe dla przeżyć i dramatów całego legionu emigrantów afrykańskich. Jego relacja jest dlatego bardzo emocjonalna, ale wydaje mi się równocześnie wyważona i informatywna. Po lekturze tych reportaży jedno stało się jasne. Europejczycy chowają głowy w piasek w nadziei, że problem da się rozwiązać poprzez pompowanie pieniędzy w ochronę granic i popieranie brutalnych afrykańskich dyktatorów. Równie dobrze możnaby używać kremu do pielęgnacji rąk jako lekarstwa na raka.
Zoltar - awatar Zoltar
ocenił na 7 5 lat temu
Gorsze światy. Migawki z Europy Środkowo-Wschodniej Wojciech Śmieja
Gorsze światy. Migawki z Europy Środkowo-Wschodniej
Wojciech Śmieja
Tom reportaży podróżniczych Wojciecha Śmieji. Autor, prawie jak Andrzej Stasiuk, wybiera się w podróż po gorszej Europie, a w jej ramach po „gorszych” terenach. Mołdawia, Macedonia (obecnie Macedonia Północna), Rumunia, Kosowo, Serbia, Ukraina, Albania (i nasze Beskidy). Ale bez stolic i obiektów z listy Unesco. Autor stara się nam pokazać prawdziwe życie mieszkających tam ludzi z ich codziennymi problemami i oglądem rzeczywistości. Ze wszystkimi stara się rozmawiać i przedstawić ich punkt widzenia. Nierzadko są one sprzeczne z tym poprzedniego rozmówcy czy samego reportera. Śmieja kładzie nacisk na pogmatwane życiorysy i miejsca, w których ścierają się ze sobą różne grupy społeczne, narodowościowe czy religijne. Nierzadko sięga do przeszłości, by przedstawić genezę tych zjawisk z puntu widzenia poszczególnych grup (np. Serbowie i Albańczycy, mieszkańcy Mołdawii i Nadniestrza, Macedończycy i Grecy czy też Arumuni). Nie zachwala nam nowych atrakcji, po prostu pokazuje to, czego jadąc gdzieś lub chociażby przejeżdżając tamtędy nie chcemy widzieć. A warto popatrzeć, np. na pomniki Rocky’ego Balboa czy Boba Marleya w serbskiej Wojwodinie, ostatnie miejscowości Arumunów w Macedonii czy Grecji, podzieloną Kosowską Mitrowicę czy też góry i drewniane cerkwie na półwyspie Kola. Inaczej niż Stasiuk, autor nie kładzie nacisku na literaturę, ale nawiązuje i do niej, chociażby do Stanisława Vincenza na Huculszczyźnie. Kawałek prawdy o życiu ludzi w naszej części Europy.
Aguirre - awatar Aguirre
ocenił na 7 5 lat temu
Ballada o kapciach Aleksander Kaczorowski
Ballada o kapciach
Aleksander Kaczorowski
ESEISTYKA JAKO ŁATANIE DZIUR W PAMIĘCI Aleksander Kaczorowski (ur. 1969) dał się poznać przede wszystkim jako wybitny slawista, tłumacz literatury czeskiej na język polski, między innymi utworów Bohumila Hrabala. W ostatnich latach głośno było również o napisanych przez niego biografiach – Václava Havla, Bohumila Hrabala, czy Oty Pavla. „Ballada o kapciach” została zaś opublikowana w 2012 roku w eseistycznej serii Wydawnictwa Czarne i trudno oprzeć się wrażeniu, że w dorobku autora jest „książką środka” – w procesie transformacji tłumacza w eseistę i pisarza. Na książkę Aleksandra Kaczorowskiego składają się trzy eseje: tytułowa „Ballada o kapciach”, „Skład żyrardowski” oraz „Ballada o Grodzisku”. Najbardziej osobistym z tekstów jest właśnie ten pierwszy, utrzymana w hrabalowskiej tonacji opowieść o przodkach autora. Tego typu rodzinne opowieści są z reguły niezwykle niepewnym tworzywem z literackiego punktu widzenia, zawsze bowiem istnieje ryzyko, że historia, która dla autora ma największą choćby wartość sentymentalną, w wymiarze literackim nie wyrośnie ponad przeciętność i nie zainteresuje nikogo oprócz samego kronikarza. Myślę, że każdy nosi w sobie przynajmniej jedną taką książkę, która wyrasta z szumu gałęzi drzewa genealogicznego. Przyznaję się otwarcie, że od pewnego momentu nawet nie starałem się zapamiętywać szczegółów na temat obficie opisywanych w książce rodzinnych koligacji. Ale Kaczorowski w „Balladzie o kapciach” dokonuje czegoś więcej, wpisuje dzieje swojej rodziny w szerszy kontekst społeczno-kulturalny epoki. Sprawia to, że mimo iż bardzo łatwo jest pogubić się w zawiłej historii jego przodków, zamiast odłożyć tę książkę na stertę innych podobnych, mozolnie brnie się dalej. Przodkowie Kaczorowskiego nie odznaczyli się niczym szczególnym, autor opisuje „życie maluczkich, czyli tak zwanych ludzi, jak nazywano ich we dworach”, których istnienie „zapisuje się w pamięci potomków tylko wówczas, gdy zdarzyło im się otrzeć o lepszy świat, o świat «jaśnie państwa»”. Jakkolwiek intuicja każe wewnętrznie nie zgodzić się z tą opinią autora, trudno zaprzeczyć, ze coś jest na rzeczy – na przykład w mojej rodzinie od dziesięcioleci krążą opowieści o tym, jak to pod koniec dziewiętnastego wieku pradziadkowie byli sąsiadami Stanisława Wyspiańskiego, czy o prapradziadku, który był stangretem u hrabiów Potockich. W moich ostatnich lekturach często pojawia się motyw dialogów z matką. Po książkach Tadeusza Różewicza i Waldemara Bawołka, nie inaczej jest u Kaczorowskiego – obszerny fragment „Ballady o kapciach” to właśnie taka rozmowa, która, zamiast rozjaśniać genealogiczne meandry, wszystko tylko zaciemnia – matka co chwilę upomina syna: „wszystko pokręciłeś!”, mylą się imiona, pokolenia, daty, a nawet nazwy miejscowości. Książka ta, a w szczególności tytułowy esej, wyrosła z amnezji członków rodziny autora. Kaczorowski twierdzi, że więcej wie o Hannibalu, niż o własnym dziadku i nie może się z tym faktem pogodzić, dlatego też postawił sobie zadanie wypełnienia luk w pamięci osobistej historii, ponieważ, jak sam pisze: jest „pierwszym członkiem swojej rodziny nauczonym postrzegać przeszłość w sposób uporządkowany, encyklopedyczny”. Niejasna jest nawet proweniencja obecnych w tytule kapci: „Kiedy miałem kilka lat, ktoś nam przysłał paczkę, a w niej piękne zielone kapcie i kilka fotografii, na których jakieś starsze panie siedziały w otoczeniu nieznanych mi dzieci, w dobrze umeblowanym pokoju z telewizorem w tle. Pewnie już nigdy się nie dowiem, dlaczego właśnie kapcie, domyślam się jednak, że miało to związek z czasami, gdy dzieci na wsi biegały latem boso, a zimą donaszały buty po starszym rodzeństwie”. Drugi esej, poświęcony jest Żyrardowowi, którego nazwa wywodzi się od francuskiego inżyniera o nazwisku de Girard. Kaczorowski, który jawi się jako niepośledni gawędziarz, żartuje, że gdyby ów inżynier nazywał się de Dupont, nikomu nie przyszłoby do głowy uczczenie jego pamięci w ten sposób. Autor opisuje tu słynną w okresie międzywojennym aferę, kiedy to francuski przemysłowiec Marcel de Boussac doprowadził do likwidacji żyrardowskie zakłady wyrobów lnianych, wyprowadzając za granicę wielkie sumy ze Skarbu Państwa. Istotną kwestią jest w tym eseju również powojenna polaryzacja społeczna – mieszanie się szlachty z chłopstwem. Niejako na marginesie, Kaczorowski opowiada w tym tekście interesującą historię Władysława Reymonta, która w nieco innym świetle ukazuje polskiego noblistę. Kaczorowski w „Balladzie o kapciach” sporo demistyfikuje – na przykład dworek w Żelazowej Woli, który nie ma nic wspólnego z Chopinem, a także spekuluje co by było, gdyby Zygmunt III Waza nie przeniósł stolicy do Warszawy: „Mazowsze byłoby dziś takim samym skansenem cywilizacyjnym jak Podlasie, rozbiór I Rzeczpospolitej dokonałby się znacznie wcześniej , Mazowsze zostałoby trwale zajęte przez Prusy, a miejscowy lud szprechałby w urzędach i szkołach po niemiecku”. Podaje w wątpliwość również legendę o sarmackim pochodzeniu Polaków, pisząc o polskości, jako o „świeżym patencie”. Obala również mit, według którego w czasie wojny wszyscy Polacy ratowali Żydów. Rozwinięcie tego zagadnienia przynosi nam trzeci z geopoetycznych portretów – „Ballada o Grodzisku”. Opierając się na „Dzienniku okupacyjnym” pisarza Stanisława Rembeka, Kaczorowski dokonuje niezwykle poruszającej syntezy trudnych relacji polsko-żydowskich w Grodzisku Mazowieckim. (Wątek żydowski jest też spoiwem wszystkich trzech esejów, które chyba nie mogłyby się ukazać dziś, w czasach, kiedy każda próba obiektywizmu, odchylenia od polonocentrycznego punktu widzenia jest sprowadzana do szkalowania Polski). Nota bene: Rembek brał udział w wojnie polsko-bolszewickiej 1920 roku, walczył w Zawadzie pod Zamościem – w tym samym starciu, tyle że po drugiej stronie konflikty znalazł się Izaak Babel – dla Kaczorowskiego to pretekst, by opowiedzieć tragiczną historię ostatnich lat jednego z najwybitniejszych rosyjskich pisarzy, autora „Opowiadań odeskich”, jego romans z żoną Jeżowa, który przyczynił się do jego śmierci. W „Balladzie o Grodzisku” znajdziemy też aforyzm, który bodajże utkwił mi w pamięci najdotkliwiej: „Zwyrodnienie nie ma narodowości”. Ulubionym gatunkiem literackim autora są notki biograficzne, Kaczorowski uważa, że w tego typu tekstach, wielkie pole do popisu ma wyobraźnia. Z tej fascynacji, jak się wydaje, wyrosła również „Ballada o kapciach”. Kaczorowski nie fantazjuje jednak na temat biografii, on z uporem literackiego archeologa, rekonstruuje je, zbierając ich fragmenty, spaja lepiszczem wyobrażeń. Opisuje miejsca ważne dla swojej prywatnej historii, przechadza się ulicami swoich małych ojczyzn, przefiltrowując przestrzeń przez sito historii, zastanawia się, jak wyglądałby dana uliczka, czy zaułek siedemdziesiąt, osiemdziesiąt lat temu. To geopoetyka w czystej postaci. Dlatego też „Ballada o kapciach” to książka odznaczająca się sporym synkretyzmem. Na stu sześćdziesięciu stronach autor zgromadził elementy trudne do połączenia – esej, wspomnienia, reportaż. Nie jest to z pewnością książka eseistyczna sensu stricte, a raczej kawał rzetelnej dziennikarskiej roboty, wzbogaconej licznymi źródłami i osobistą anegdotą. A przede wszystkim jest to książka o korzeniach, próba znalezienia tożsamości, uzupełnienia luk w pamięci osobistej i pokoleniowej, ballada o sobie samym. Choć Kaczorowski dotyka delikatnej materii spraw trudnych, pisze o tym z polotem, swadą, a niekiedy nawet z pewną dozą humoru. Warunkiem koniecznym do zrozumienia książki Kaczorowskiego z pewnością nie jest dokładne orientowanie się w meandrach jego genealogii. „Kim oni wszyscy byli? Jak naszkicować portret kogoś, kto nic po sobie nie zostawił oprócz kilkorga dzieci, paru krzeseł, stołu, kilku brzydkich zdjęć w idiotycznych pozach? Jak odnaleźć w nich cokolwiek, co pozwoliłoby wierzyć, że gdyby jeszcze żyli, coś by nas łączyło? Jak doszukać się w nich cząstki siebie? – zastanawia się Aleksander Kaczorowski. To wszystko czyni z „Ballady o kapciach” wartościową i godną polecenia pozycję, choć z pewnością nie jest to książka dla każdego.
Tomasz Wojewoda - awatar Tomasz Wojewoda
oceniła na 6 7 lat temu

Cytaty z książki Berlin-Moskwa. Podróż na piechotę

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Berlin-Moskwa. Podróż na piechotę