rozwiń zwiń

Beckomberga. Oda do mojej rodziny

Okładka książki Beckomberga. Oda do mojej rodziny
Sara Stridsberg Wydawnictwo: Sonia Draga literatura piękna
392 str. 6 godz. 32 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Beckomberga. Ode till min familj
Data wydania:
2020-09-16
Data 1. wyd. pol.:
2020-09-16
Liczba stron:
392
Czas czytania
6 godz. 32 min.
Język:
polski
ISBN:
9788366460102
Tłumacz:
Wojciech Łygaś
Średnia ocen

                7,0 7,0 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Beckomberga. Oda do mojej rodziny w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Beckomberga. Oda do mojej rodziny

Średnia ocen
7,0 / 10
24 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
12
8

Na półkach:

Podtytuł tej książki to "oda do mojej rodziny". Wraz z kolejnymi odsłonami opisywanych historii narastało moje wrażenie, że rodziną bohaterki są nie tylko Jim i Lone- jej biologiczni rodzice, ale także, że stają się nia pacjenci i personel Beckombergi. Bohaterka czuję się w szpitalu jak w domu. Przesiaduje na ławce, spaceruje po parku, ogrzewa się pod kołdrą w łóżku szpitalnym, rozmawia z pacjentami, pielęgniarkami, lekarzami. To miejsce staje się jej domem, przystanią, życiem. Niewiele wiemy o życiu Jackie poza szpitalem, który staje się czymś więcej niż miejscem odwiedzin ojca. Pielęgniarka Ingel Vogel staje się kochanką ojca ale martwi się o Jackie jak o własną córkę. Ordynator oddziału odwozi ją wieczorami do domu, jakby był jej ojcem. Sabina, pacjentka, wielka miłość ojca Jackie jest pokrewną duszą, trochę zagubioną ale jakby starszą siostrą. Jest też Paul, który jest pierwszą wielką miłością nastoletniej Jackie, a zarazem wzbudzającym grozę szaleńcem, który krzywdzi ją na pograniczu życia i śmierci. Od niebezpieczeństwa a może nawet śmierci ratuje bohaterkę jej ojciec z matką, którzy być może jedyny raz od czasu zachorowania Jima stają na wysokości zadania. Wkrótce po tym wydarzeniu Jim wychodzi że szpitala- czy troska o córkę, podjęcie właściwej decyzji, niepokój o nią są punktem przełomowym w chorobie Jima? Jest to jeden z nielicznych momentów, w których odwraca uwagę od własnego cierpienia i zauważa po wielu latach zaniedbania, że Jackie niezmiennie kocha go i potrzebuje. Być może Jim uzmysławia sobie, że to, czego brakowało mu całe życie czyli bezwarunkową miłość miał na wyciągnięcie ręki w kochającej obecności córki. Bohaterka taką samą bezwarunkową miłością darzy swojego jedynego syna i ich relacja przynosi ukojenie i nadzieję na to, że nie wszystko w jej życiu jest stracone. Miłość ją ocali.
Piękna i smutna książka. Opowieść o samotności, pogubieniu, nieobecności, tęsknocie, stracie.

Podtytuł tej książki to "oda do mojej rodziny". Wraz z kolejnymi odsłonami opisywanych historii narastało moje wrażenie, że rodziną bohaterki są nie tylko Jim i Lone- jej biologiczni rodzice, ale także, że stają się nia pacjenci i personel Beckombergi. Bohaterka czuję się w szpitalu jak w domu. Przesiaduje na ławce, spaceruje po parku, ogrzewa się pod kołdrą w łóżku...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

65 użytkowników ma tytuł Beckomberga. Oda do mojej rodziny na półkach głównych
  • 34
  • 31
15 użytkowników ma tytuł Beckomberga. Oda do mojej rodziny na półkach dodatkowych
  • 7
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Okładka książki Ciemna strona. Szwedzcy mistrzowie kryminału. Zbrodnia, tajemnica, suspens Tove Alsterdal, Cilla Börjlind, Rolf Börjlind, Åke Edwardson, Inger Frimansson, Eva Gabrielsson, Anna Jansson, Åsa Larsson, Stieg Larsson, Henning Mankell, Magnus Montelius, Håkan Nesser, Dag Öhrlund, Malin Persson Giolito, Maj Sjöwall, Sara Stridsberg, Johan Theorin, Per Wahlöö, Katarina Wennstam, Veronica von Schenck
Ocena 6,5
Ciemna strona. Szwedzcy mistrzowie kryminału. Zbrodnia, tajemnica, suspens Tove Alsterdal, Cilla Börjlind, Rolf Börjlind, Åke Edwardson, Inger Frimansson, Eva Gabrielsson, Anna Jansson, Åsa Larsson, Stieg Larsson, Henning Mankell, Magnus Montelius, Håkan Nesser, Dag Öhrlund, Malin Persson Giolito, Maj Sjöwall, Sara Stridsberg, Johan Theorin, Per Wahlöö, Katarina Wennstam, Veronica von Schenck
Sara Stridsberg
Sara Stridsberg
Szwedzka pisarka, dramaturg i tłumaczka. Studiowała socjologię, historię idei i prawo na Uniwersytecie w Uppsali oraz w Strasburgu. Zainspirowana twórczością m.in. Elfriede Jelinek, Marguerite Duras, Birgitty Trotzig wybrała karierę literacką. Związała się z feministycznym czasopismem społeczno-kulturalnym „Bang”, gdzie ukazywały się jej teksty. W 2003 roku, po podróży do Kambodży, przełożyła na język szwedzki „SCUM Manifesto” amerykańskiej feministki Valerie Solanas. Debiutowała w 2004 roku powieścią „Happy Sally”. W 2006 roku wydała przełomową w jej karierze powieść „Drömfakulteten” (wyd. polskie: „Fakultet marzeń”, 2009), opowiadającą o życiu Valerie Solanas, autorki SCUM Manifesto. Powieść została wyróżniona w 2007 roku Nagrodą literacką Rady Nordyckiej i nominowana do nagrody literackiej Augustpriset. Jest też autorką dramatów, wystawianych w teatrach w Sztokholmie. W 2012 roku zostały one wydane w zbiorze „Medealand och andra pjäser”, nominowanym do Augustpriset. W 2010 roku wydała powieść „Darling River”, zainspirowaną powieścią „Lolita” Vladimira Nabokova. Powieść została nominowana do Augustpriset. W 2014 roku została po raz czwarty nominowana do tej nagrody za powieść „Beckomberga. Ode till min familj”. W latach 2016-2018 była członkiem Akademii Szwedzkiej.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Mona Bianca Bellová
Mona
Bianca Bellová
Piękno-smutny hymn na cześć Wolności – kobiety, religii, od kulturowego przymusu, wyboru ścieżki kariery i wielu innych jej form. Książka porównywalna z prześwietnym “Jeziorem” Autorki, choć jednak nie jest od niego lepsza. Świat przedstawiony to nieokreślony kraj, zapewne muzułmański (a może i bliższy Chinom), który dawniej zajmowali Francuzi, choć to raczej jakiś mikst kultur, gdzie generalnie królują zakazy. Choć kiedyś, po odejściu kolonizatorów, było normalnie, teraz trwa tam wojna domowa. Reżim się zaostrza, coraz bardziej bezwzględna religijno-ideologiczna kontrola wszystkiego. Rodzice tytułowej bohaterki, pielęgniarki w szpitalu, zostali porwani przez oprawców, tamtejszych ubeków. Mimo że wiele tu przemocy - i faktycznej, i symbolicznej - to kobiety, przynajmniej niektóre, czynią ten system mniej strasznym. Niemniej jednak, to świat antykobiecy, wobec czego nie może się obejść bez tego, co się robi dojrzewającym dziewczynkom. “- Nie, tylko nie to – krzyczała Mona, kiedy uświadomiła sobie, co się zaraz stanie.(...) Starsze kobiety uśmiechały się i kiwały głowami, dobrze wiedziały, że bez tego nie ożeniłby się z żadną nikt z tych dobrych mężów, którzy przez całe życie zamykali je na strychu albo wyrzucali z domu, kiedy miesiączkowały, to właśnie jest tradycja“. “Nigdy nikomu o tym nie opowiadała. Był tylko jeden jedyny człowiek, który mógł o tym wiedzieć, jej mąż Kamil. Ale Mona nie była pewna, czy kiedykolwiek odważył się przyjrzeć, jak ona wygląda tam, na dole“. I jeszcze walka z szatanem, perfidnie we włosach ukrytym. “Niekończące się uwagi, i wyzywanie od kurw, kiedy ma odkrytą głowę. W każdym dniem coraz mniej świata z czasu, kiedy Mona mieszkała tu z rodzicami“. “Dziewczyny, które zgrzeszyły przeciwko zasadom lub moralności, zamykano o wodzie w izolatce.(...) Musiały spać oczywiście spać z rękami na kołdrach“ (nb w Auschwitz też był taki nakaz). “Jako pielęgniarka będzie przecież musiała zakrywać włosy z przyczyn praktycznych. Pozbędzie się tego problemu na zawsze, bez dodatkowego społecznego ciężaru“. To kraj, gdzie matka ma nadzieję że “jeśli nie będzie się czepiać ani karać synka, jeśli pozwoli mu dorastać zgodnie z jego potrzebami, jeśli nie będzie wiedział, co to cierpienie, to wszystko będzie dobrze”. No właśnie nie będzie….. “Kiedy było już jasne, że innowiercy tacy jak Zhu będą mieli w kraju coraz trudniej, jego rodzina zdecydowała posłać chłopaka do klasztoru: niezupełnie pasował do tego świata, a klasztor przynajmniej będzie go chronić od pogromów, do których coraz częściej dochodziło“. Wstrząsający opis pożaru tego klasztoru, prawdopodobnie podpalonego przez fanatyków religijnych. “To kraj, gdzie najpierw jedzą mężczyźni a kobiety... cóż, wynoszą brudne naczynia a potem same jedzą....”w zaciszu kuchni”. Gdzie mężczyźni nie mogą wykonywać prac kobiecych - sprzątać, gotować, prać. Wolno im zaś na przykład hodować bakłażany czy pomidory“. “-​ Przecież musi być coś więcej?, myślała czasem Mona. Niemożliwe, żeby przez całe życie w kółko sprzątać rzygowiny, wracać wieczorem do apatycznego męża i przez cały dzień martwić się, czy na pewno ma się zakryte włosy“. “- Kobietom nie wolno już zajmować się mężczyznami, a mężczyznom – kobietami. - Jak to ma niby działać? Przecież nigdy nie było żadnej szkoły pielęgniarskiej dla mężczyzn. Kto się będzie opiekował pacjentami?“. “Tam jeszcze nie wiedzą o tym, jak ludzie w nocy znikają ze swoich łóżek i nigdy nie wracają. Jak krzyczy ten, kogo torturują. Jak rodziny dostają z powrotem ojców wypuszczonych z aresztu: bełkoczących, bez zębów, bez oczu“. Świetnie nakreślona jest relacja Mony z ciężko rannym Adamem, którym się opiekuje - w zasadzie jedyna to normalna komunikacja w tym nieprzyjaznym ludziom świecie. Wielką wartością, podobnie jak w poprzedniej książce Autorki jest powściągliwy język, oszczędny, pozbawiony opisów czy przymiotników, ale także i wartościowania - co tylko potęguje wrażenia osoby czytającej. Przemieszanie planów czasowych też mi odpowiada….
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na 8 3 miesiące temu
Wierność Marco Missiroli
Wierność
Marco Missiroli
O tym, że nic nie spaja małżeństwa bardziej niż kredyt na pół miliona euro. Ciężko cokolwiek napisać o tej książce, bo mam wrażenie, że ona to tak za bardzo o niczym nie jest. Pierwsze zdanie niniejszej opinii jest prawdziwe, a zarazem nie można powiedzieć, żeby opisywało główny wątek książki, bo takiego w niej nie ma. W centrum wydarzeń znajduje się małżeństwo z wieloletnim stażem, ale wciąż jeszcze stosunkowo młode. W ich związku nie brak namiętności. Nie jest to jednak przeszkodą do tego, żeby mąż przeżył ciężką fascynację znacznie młodszą studentką, którą będzie rozpamiętywał jeszcze przez następną dekadę, co z kolei doprowadzi do tego, że żona poszuka zemsty i dowartościowania w ramionach przystojnego fizjoterapeuty, który niepewność wobec własnej męskości próbuje sobie kompensować udziałem w nielegalnych walkach psów i trenowaniem sztuk walki. Jest też trochę wątków pobocznych - jakieś machlojki przy zakupie mieszkania (tutaj mała ciekawostka - albo autor jest skrajnie oderwany od rzeczywistości, albo we Włoszech naprawdę siedemdziesięciometrowe mieszkanie, to klitka, do której nie można zaprosić dwóch par przyjaciół naraz, bo się nie zmieszczą), matka ze złamaną nogą, siostra z nieślubnym dzieckiem, ojciec zbierający pocztówki od tajemniczej kobiety, słowem mydło i powidło, wszystko i nic, połowa z tego jest w książce kompletnie bez celu i żadnego związku z niczym. Tym co książkę nieco wyróżnia jest poniekąd eksperymentalny styl, którego charakterystycznym elementem jest zmieniający się swobodnie narrator. Przypomina to nieco grę w berka - narracja prowadzona jest z punktu widzenia jakiegoś jednego bohatera, ale tylko do momentu, gdy ten kogoś spotka, wówczas ta osoba przejmuje pałeczkę, i tak w kółko. Brzmi to zdecydowanie bardziej skomplikowanie niż jest w rzeczywistości, bardzo szybko da się załapać ten rytm. Tak że taka to dziwna książka. Czytało się ją całkiem przyjemnie, mimo braku jakiejś konkretnej fabuły i tematyki, której staram się unikać, ale nie przypuszczam, bym za miesiąc jeszcze coś z niej pamiętała.
niedź - awatar niedź
ocenił na 6 7 miesięcy temu
Dodatkowa dusza Wioletta Grzegorzewska
Dodatkowa dusza
Wioletta Grzegorzewska
Bardzo lubię prozę Wioletty Grzegorzewskiej, zachwyca mnie jej zdolność do opisywania rzeczywistości w sposób poetycki, niemalże magiczny. Wciąż pamiętam uczucia towarzyszące lekturze jej poprzednich powieści, tych z wątkami autobiograficznymi. I być może właśnie dlatego sięgając po „Dodatkową duszę” spodziewałam się, że otrzymam więcej „Grzegorzewskiej w Grzegorzewskiej” – i odrobinę się rozczarowałam. To dobra, sprawnie napisana książka. Poruszająca, pełna ludzkich dramatów i wspomnień z czasów II wojny światowej. Autorka posłużyła się prawdziwą historią – historią jedną z wielu, ukrytą pośród cudzych wspomnień – ratując od zapomnienia postać żydowskiego inżyniera Juliana Brzezińskiego i jego syna Marcina. Jest w tej opowieści coś reporterskiego, odrobinę beznamiętnego, co nie pozwoliło mi się rozkoszować lekturą. Kilka razy czułam tę iskierkę kunsztu literackiego Grzegorzewskiej, ale błyskawicznie się te iskry wypalały, przykryte faktami, dialogami i językiem epoki. To wszystko sprawia, że mam duży problem z oceną tej książki. Bo oczywiście doceniam, jak dobrze autorka oddaje ducha tamtych czasów, dbając chociażby o charakterystyczne słownictwo. Doceniam też sam pomysł na udokumentowanie opowieści, która mogłaby zaginąć w odmętach historii. No ale pod kątem literackim to nie była najbardziej udana przygoda – i obawiam się, że problem nie leży w książce, a w moich oczekiwaniach. Ale może to i lepiej?
Klaudyna Maciąg - awatar Klaudyna Maciąg
ocenił na 7 6 miesięcy temu
Orkiestra bezbronnych Chigozie Obioma
Orkiestra bezbronnych
Chigozie Obioma
W przeciwieństwie do ubiegłych miesięcy, w tym nie miałam żadnych trudności z wyborem idealnie pasującej książki do wyzwania czytelniczego. Powodem tej łatwości było posiadanie w mojej biblioteczce idealnej pozycji literackiej, która od dawna czekała na swoją kolej. Autorem tej książki jest pisarz pochodzący z Nigerii, co dodaje niezwykłego klimatu i kontekstu do opowiadanej historii. Jako osoby z innej kultury, mamy szczególną okazję, aby docenić bogactwo magicznego świata przedstawionego w tej książce. Od samego początku oczarowała mnie narracja, która wciąga i porusza. Nic dziwnego, że autor jest uznawany za jednego z czołowych twórców literatury światowej, a jego talent został doceniony poprzez dwukrotną nominację do prestiżowej nagrody Bookera. Jego unikalny styl pisania wyróżnia się na tle innych autorów, sprawiając, że każdy wątek jest starannie przemyślany, a każda scena malowana słowami w sposób, który zapada w pamięć. Inwestycja w tę książkę okazała się, więc bardzo trafna. Bohaterowie są wyraźnie nakreśleni, a ich historia szybko angażuje emocjonalnie. Łatwo im kibicować, a ich niepowodzenia budzą szczere poruszenie. To książka, o której myśli się jeszcze długo po zakończeniu lektury. Opowiada o człowieku, który poświęcił wszystko w imię miłości, ukazując jednocześnie ponurą rzeczywistość, w której przyszło mu żyć. Nie chciałabym zagłębiać się w szczegóły fabularne, ponieważ zdradzenie choćby elementów opowieści mogłoby odebrać czytelnikom radość z odkrywania tej historii na własną rękę. A jest to nie tylko przyjemność, ale również ważne refleksje, które książka wywołuje, oraz wnioski, które można z niej wynieść. To dzieło jest niezwykle refleksyjne i realistyczne, poruszające temat przeciwstawiania się przeznaczeniu oraz społecznym barierom. Trzeba jednak zaznaczyć, że nie jest to lekka lektura. Wymaga skupienia, a także głębszego zastanowienia się nad przedstawionymi treściami. Każda strona skłania do przemyśleń i konfrontacji z własnymi przekonaniami, co czyni ją jeszcze bardziej wartościową.
Roksana - awatar Roksana
oceniła na 8 4 miesiące temu
Przejście Pajtim Statovci
Przejście
Pajtim Statovci
Po wiosennym wypadzie do Albanii ciągle chodzą za mną okołoalbańskie tematy, więc z ciekawością sięgnęłam po "Przejście" Statovci. Fakt, że jest to literatura fińska, ale autor urodził się w Kosowie, jego rodzice byli Albańczykami i to właśnie w Albanii rozpoczynają się przygody głównego bohatera "Przejścia", Bujara. Poznajemy go jako młodego chłopca w Tiranie przełomu lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych - Hoxha zmarł, system zaczął się walić, a kraj dotknęła ogromna bieda i przestępczość, więc kto mógł, ten uciekał, próbował emigrować. Spróbował też Bujar ze swoim przyjacielem i niemal od razu wiemy, że udało mu się uciec za granicę, bo wspomnienia z Albanii przeplatają się z doświadczeniami młodego już mężczyzny w kolejnych krajach. Bujar bowiem nigdzie nie może zagrzać miejsca - trafia najpierw do Włoch, potem Niemiec, Hiszpanii, USA, Finlandii... Wszędzie próbuje jakoś ułożyć swoje życie, a nie idzie mu to łatwo - nie tylko dlatego, że jest obcokrajowcem, który wstydzi się swojego pochodzenia (wszędzie poza Włochami podaje się za Włocha), ale nie umie określić swojej seksualności i osobowości. Raz więc występuje jako mężczyzna, raz jako kobieta, wchodzi w różne związki i relacje, a większość z nich nie kończy się najlepiej. Wydaje się, że dla wielu osób największą zaletą (bądź też wadą, w zależności, czy lektura przypadła do gustu) jest właśnie ta tematyka transseksualności i związanych z nią problemów Bujara. Dla mnie "Przejście" okazało się kolejną fascynującą lekturą o Albanii - zwłaszcza z tych trudnych lat, gdy państwo nie umiało stanąć na nogi po utracie rządzącego nim przez dekady dyktatora. Chłopięce wspomnienia bohatera, wyjazd na pogrzeb do Kosowa, ucieczka do Włoch, albańskie legendy... pochłonęła mnie ta lektura, fajnie się to czytało :). Wątki dorosłe przypadły mi do gustu nieco mniej, wydawały mi się bardziej chaotyczne, no i Albania zeszła już nawet nie na drugi, ale na dziesiąty plan. Fajna to była jednak lektura, cieszę się, że po nią sięgnęłam.
Gabi Zet - awatar Gabi Zet
ocenił na 7 5 miesięcy temu
Ostatni cud Marzena Orczyk-Wiczkowska
Ostatni cud
Marzena Orczyk-Wiczkowska
Cuda to zjawiska , które często przekraczają granice ludzkiego rozumienia i są postrzegane, jako wyjątkowe, nadprzyrodzone lub niemożliwe do wytłumaczenia za pomocą nauki. W różnych kulturach i tradycjach cuda pełnią rolę jako dowody na istnienie wyższej mocy, boskiej ingerencji lub duchowej obecności. Strzemieszyce Wielkie, to dzielnica Dąbrowy Górniczej niedaleko dawnej Huty Katowice. Niepozorne, ale mające swą dość bogatą historię. Osobliwy punkt na mapie Polski. Miejsce realne a jednocześnie nierealne. Strefa, gdzie granica między rzeczywistością a snem, jakby się zacierała i jak się okazuje może być miejscem niewyjaśnionych cudów. Jolanta Łapka to bardzo pogodna, dobra, rozmodlona kobieta, mama małego Janka, którego urodziła mając już 50 lat. Żona Janusza, chorego, bezrobotnego, nieporadnego mężczyzny. Nigdy nie przypuszczała, że jej mały Janek będzie przejawiał nadprzyrodzone zdolności, które wstrząsną całymi Strzemieszycami i nie tylko. Powieść "Ostatni cud" to książka, którą już dwa razy miałam w ręce, ale z powrotem odkładałam na półkę. Widać każda książka ma swój czas, ale nie powiem żałuję, że tak późno sięgnęłam po tak dobry kawałek literatury. Tutaj nie tylko sama treść przyciąga. Cała plejada bohaterów, zwykłych ludzi, których na co dzień mijamy na chodnikach, każdy z mnóstwem życiowych historii. Dziennikarz, ksiądz, polityk, jasnowidz. Wszystkie drogi bohaterów splatają się za sprawą tajemnic, intryg i przede wszystkim owego, jasiowego cudu. Ale to nie wszystko. W powieści przede wszystkim urzeka styl ! Gawędziarski, luźny, ciepły, momentami śmieszny, chwytający z serce. Pióro autorki naprawdę jest świetne. Tą książkę czyta się z wielką przyjemnością i jeśli komuś nie przeszkadza tematyka, to polecam z całego serca. Niektórzy z nas widza cuda dopiero w spektakularnych wydarzeniach, niektórzy dostrzegają je w drobnych, codziennych sytuacjach. Cuda pozostają źródłem nadziei, wiary i refleksji nad tajemnicą życia. Są nie tylko opowieściami o tym, co niezwykłe, ale także przypomnieniem, że rzeczywistość może być bogatsza i bardziej złożona niż się wydaje.
Perzka - awatar Perzka
oceniła na 8 1 rok temu
Miss Birmy Charmaine Craig
Miss Birmy
Charmaine Craig
„Miss Birmy” opowiada historię ludów zamieszkujących tereny Birmy walczących o zachowanie swoich tradycji, języka, a przede wszystkim o własną wolność w czasach II wojny światowej i kilku lat po niej. Autorka przekazuje tę opowieść poprzez kilku bohaterów, najpierw są to rodzice Luizy - tytułowej Miss Birmy, a następnie jej samej. Jest to lektura pełna tragedii spotykających zarówno głównych bohaterów jak i lud Karenów, na którym skupia się akcja powieści. *SPOILERY* Pierwsza połowa książki bardzo się dłuży, przez co przeczytanie jej zajęło mi dłuższy czas i nie ciągnęło mnie do powracania do lektury. Dopiero od połowy, książka mnie wciągnęła. Największym problemem „Miss Birmy” jest skupienie się na kilkustronicowych opisach emocji i rozterek bohaterów, ale pominięcie wydarzeń doprowadzających ich do tego miejsca w życiu, w którym doświadczają opisywanych uczuć. Przez to ciężko było mi wczuć się w sytuację bohaterów. Przykładowo, gdy poznajemy ojca Luizy - Benny’ego, jest on młodym mężczyzną, który od pierwszego wejrzenia zakochuje się w Khin - młodej kobiecie z ludu Karenów oraz matki Luizy. Ich miłość jest pełna trudności wynikających głównie z bariery językowej, oraz różnic kulturowych. Następnie po kilku latach Benny przedstawiony jest jako mężczyzna, który dorobił się niezłej sumy, zdradza swoją żonę i patrzy na nią z niesmakiem ponieważ nie jest już tą młodą dziewczyną, którą poznał. Nie wiemy jednak co jest powodem jego zmiany. Jest to opisane, ale w kilku słowach, pozostawiając nas z wieloma pytaniami. Podobny przebieg „rozwoju” postaci dotyczy każdego z bohaterów. Wiele wątków dotyczących na przykład ludu Karenów nie jest też wystarczająco rozwiniętych, przez co ciężko zrozumieć pełnię historii ludu Khin. Wątek, który mi się nie spodobał to miłość pomiędzy Luizą i jej mężem. Poznali się oni kiedy mial on romans z matką Luizy, a mial wtedy 24 lata, natomiast Luiza była jedynie dziesięciolatką. Potem znika on z jej życia, a po powrocie od razu oświadcza się byłej Miss. W kilku zdaniach jest powiedziane, że żywi ona do niego głębsze uczucia, a nie chodzi tylko o wydostanie się z domu rodziców, ale miłość dorosłego mężczyzny do dziewczyny którą znał od dziecka i często bawił się z nią, by potem odwiedzić łóżko jej matki jest lekko gorszący. Nie mogę powiedzieć, że „Miss Birmy” nie podobała mi się, ale nie jest to książka którą będę polecać każdemu. Problem z odczuwaniem więzi z bohaterami sprawił, ze prawdopodobnie za kilka tygodni zapomnę co działo się w tej historii, po za ogólnikami.
Sara - awatar Sara
oceniła na 6 1 rok temu
Las z wełny i stali Natsu Miyashita
Las z wełny i stali
Natsu Miyashita
Nie jestem już pensjonarską nastolatką z otchłaniami rozpaczy i wyżynami ekstazy... a jednak ta książka poruszyła mnie do głębi i to na wielu poziomach. Poziom pierwszy: miłość do dźwięku i do muzyki przy okazji. A że rzecz dotyczy fortepianów i stroicieli, jest mi wyjątkowo bliska. Poziom drugi: jedno trywialne zdarzenie, jedno przypadkowe spotkanie, które zmienia całe życie. Been there, done that, więc trąca czułą strunę w sercu. Poziom trzeci: związek między talentem a pasją. Czy wystarczy jedno z nich? Czy pasja podbudowana pracą może zastąpić talent? Czymże jest talent, jeśli brak chęci do pracy? Jako niespełniona, niedoszła pianistka, która talent miała niewątpliwie, ale pasję odkryła znacznie później - znów gdybam i zerkam tęsknie na klawiaturę. Poziom czwarty: niemal każdy cytat dotyczący fachu stroiciela możnaby z powodzeniem zastosować w opisie innych rzemiosł i pasji. Gdzieś wszystko łączy jedna zasada - cierpliwości, szukania własnej drogi, doskonalenia. Poziom piąty: relacja mistrz-uczeń. Nie od każdego mistrza nie każdy czeladnik nie na każdym poziomie i nie w każdej chwili ma szansę się czegoś nauczyć. Czasami również to, czego uczy mistrz nie ma nic wspólnego z tym, czego faktycznie uczy się terminator. Poziom szósty: będąc rzemieślnikiem trafiamy na różnych klientów. Czy mistrz powinien tworzyć swe dzieło tak, by zawsze spełniać własne wygórowane standardy, czy powinien dostosować efekt końcowy do oczekiwań klienta? A może relacja między klientem a mistrzem jest bardziej złożona i subtelna? Może oboje dają sobie wzajemnie coś, dzięki czemu mogą się wciąż dostosowywać, uczyć, zmieniać? Poziom siódmy: immanentny związek całego piękna we wszechświecie. Obrazy, które widzimy słysząc muzykę, dźwięki kosmosu, słyszalne tylko w naszych głowach, gdy widzimy czy smakujemy piękno. Tu jest oddane tak pięknymi słowy, z taką subtelnością i wrażliwością, że wiele z tych obrazów zostanie ze mną na zawsze. Poziom ósmy: wspaniała lekcja uważności. Czasem szkopuł nie w tym, że czegoś nie ma, tylko w tym, że nie potrafimy tego zauważyć. Cała recenzja tutaj: https://baixiaotai.blogspot.com/2025/11/las-z-weny-i-stali.html
baixiaotai - awatar baixiaotai
ocenił na 9 4 miesiące temu

Cytaty z książki Beckomberga. Oda do mojej rodziny

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Beckomberga. Oda do mojej rodziny