rozwińzwiń

Bill, bohater Galaktyki

Okładka książki Bill, bohater Galaktyki autora Harry Harrison,
Okładka książki Bill, bohater Galaktyki
Harry Harrison Wydawnictwo: Prószyński Media Cykl: Bill, bohater Galaktyki (tom 1) fantasy, science fiction
224 str. 3 godz. 44 min.
Kategoria:
fantasy, science fiction
Format:
papier
Cykl:
Bill, bohater Galaktyki (tom 1)
Tytuł oryginału:
Bill, the Galactic Hero
Data wydania:
1986-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1986-01-01
Liczba stron:
224
Czas czytania
3 godz. 44 min.
Język:
polski
Tłumacz:
Arkadiusz Nakoniecznik
Średnia ocen

7,0 7,0 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Bill, bohater Galaktyki w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Bill, bohater Galaktyki



książek na półce przeczytane 272 napisanych opinii 248

Oceny książki Bill, bohater Galaktyki

Średnia ocen
7,0 / 10
126 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Bill, bohater Galaktyki

avatar
256
13

Na półkach: , ,

Można wrzucić do jednego worka z Autostopem przez Galaktykę, Światem Dysku i może nawet Przygodami Wojaka Szwejka. Fabuła jest tylko nośnikiem śmiesznych perypetii, świata i postaci, i gra drugoplanową rolę.

Można wrzucić do jednego worka z Autostopem przez Galaktykę, Światem Dysku i może nawet Przygodami Wojaka Szwejka. Fabuła jest tylko nośnikiem śmiesznych perypetii, świata i postaci, i gra drugoplanową rolę.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1263
716

Na półkach: , ,

“Przy okazji przyjrzał się otwartej czaszce swego kolegi. Pokrywa, trzymająca się na małym metalowym zawiasku, zaczynała się tuż nad linią uszu. Wewnątrz, zamiast kości, mózgu i różnych innych rzeczy, znajdowała się miniaturowa sterownia wyposażona w małe krzesełko, mikroskopijne urządzenia, ekrany i szafkę z napojami chłodzącymi.”

“A może zostaliśmy rozbici na atomy i wprogramowani do wielkiego komputera, który myśli sobie, że gdzieś jesteśmy, i wtedy tam jesteśmy?”

“Jego twarz, o jednym tylko, nabiegłym krwią oku, wykonana była z plastyku, cztery brakujące kończyny zastępowała plątanina błyszczących tłoków, drutów i elektronicznych podzespołów,a dystynkcje artylerzysty przyspawane miał do metalowej kraty pełniącej funkcję barku.”

Wojna nie ma w sobie nic z kobiety, niezależnie od tego czy rozgrywa się na ziemi, czy gdzieś w przyszłości na innych planetach. Oczywiście żyjemy w czasach, gdzie trudno doszukiwać się kosmicznych podbojów czy heroicznych czynów w walce z galaktycznymi zagrożeniami, ale na szczęście mamy “Billa. Bohatera galaktyki”, który z radością opowie nam o swojej karierze żołnierza w kosmicznej flocie, rzucając trochę światła na wzniosłe legendy.

Z tego co się orientuję autor prezentowanego dzieła, Harry Harrison jest poczytnym autorem, którego opowieści cieszą się u nas sporym zainteresowaniem, jednak ja - niedzielny fan sci-fi, spotykam się z nim pierwszy raz. A jak się zaraz przekonacie, było to bardzo udane doświadczenie.
“Bill. Bohater galaktyki” to historia młodego byczka z galaktycznych prowinicji, który w niezbyt lotny, pasujący do jego inteligencji poziom, zostaje zwerbowany do galaktycznej armii, by ramię w ramię z innymi druhami walczyć o pokój we wszechświecie, sławę i inne bajery obiecywane przez potężne wojsko. Lecz jak to w życiu bywa, wszystko jest piękne na papierze i na propagandowych filmach. Zabójcze szkolenie i późniejsza służba dalekie są od idylli, a na dodatek ciężko się dostosować do surowego i żołnierskiego życia.

Prezentowana powieść to świetna satyra na wojnę, międzygalaktyczny “Paragraf 22” a także opowieść, gdzie mury propagandy zderzają się z delikatnymi głowami naiwnych, gasząc zapał nawet wśród największych zwolenników. Bill, który jest raczej dobrym i prostym chłopakiem, stara się dostosować do nowej rzeczywistości jako trybik w armi, jednak przez wrodzony pech i jeszcze gorsze sploty wydarzeń, co chwilę pakuje się w komiczne, a czasem tragiczne przygody. Nie byłem w wojsku, raczej się nie wybieram (o ile nic nie wybuchnie) jednak wydaje mi się, że Harrison dobrze obnaża mechanizmy stojące za wojskową tresurą, punktując bezmyślne rozkazy i totalne odczłowieczanie jednostki. System nigdy się nie myli, dobry żołnierz ma być posłużny a wszystkie wartości z dawnego życia mają byc zastąpione przez podporządkowanie. W imię praw, które równie dobrze mogą być martwe.

Nie chcę zdradzić więcej niż powinienem, ale myślę, że świat się nie zawali, gdy dodam, że rozbawiło mnie straszenie rasą rzekomo ogromnych jaszczurek, które okazały się kilku calowe, a także przyszywanie ręki, gdzie delikwent dostał drugą prawą zamiast lewej. Harry to autor o przekonującym i lekkim piórze, dlatego uważam, że będziecie równie zadowoleni z lektury.

Polecam.

“Przy okazji przyjrzał się otwartej czaszce swego kolegi. Pokrywa, trzymająca się na małym metalowym zawiasku, zaczynała się tuż nad linią uszu. Wewnątrz, zamiast kości, mózgu i różnych innych rzeczy, znajdowała się miniaturowa sterownia wyposażona w małe krzesełko, mikroskopijne urządzenia, ekrany i szafkę z napojami chłodzącymi.”

“A może zostaliśmy rozbici na atomy i...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
89
1

Na półkach:

Najważniejsze jest to, że nie miałam ochoty rzucić nią o ścianę w trakcie czytania. To już dobry znak.
Jednak książki tego typu próbują sparodiować wszystko, więc opowieść przeskakuje z jednego miejsca na drugie, nie zastanawiając się za bardzo co tak naprawdę chce powiedzieć. Treść więc trochę przypomina parówkę, do której autor powrzucał co mu się nawinęło pod rękę, a potem doprawił całkiem zgrabnym językiem, żeby przynajmniej smakowało jak parówka.

Najważniejsze jest to, że nie miałam ochoty rzucić nią o ścianę w trakcie czytania. To już dobry znak.
Jednak książki tego typu próbują sparodiować wszystko, więc opowieść przeskakuje z jednego miejsca na drugie, nie zastanawiając się za bardzo co tak naprawdę chce powiedzieć. Treść więc trochę przypomina parówkę, do której autor powrzucał co mu się nawinęło pod rękę, a...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

1048 użytkowników ma tytuł Bill, bohater Galaktyki na półkach głównych
  • 575
  • 465
  • 8
232 użytkowników ma tytuł Bill, bohater Galaktyki na półkach dodatkowych
  • 166
  • 14
  • 14
  • 12
  • 11
  • 8
  • 7

Tagi i tematy do książki Bill, bohater Galaktyki

Inne książki autora

Okładka książki Amazing Stories vol. 1 Alexander Blade, Philip José Farmer, Daniel F. Galouye, Harry Harrison, H. Beam Piper, James H. Schmitz, Richard S. Shaver, Robert Silverberg, G. L. Vandenburg, Robert Moore Williams
Ocena 6,4
Amazing Stories vol. 1 Alexander Blade, Philip José Farmer, Daniel F. Galouye, Harry Harrison, H. Beam Piper, James H. Schmitz, Richard S. Shaver, Robert Silverberg, G. L. Vandenburg, Robert Moore Williams
Harry Harrison
Harry Harrison
Harry Harrison dzięki swym rozległym zainteresowaniom cieszy się reputacją człowieka, który umie wszystko, począwszy od pisania powieści, przez wydawanie antologii, tłumaczeń z włoskiego i duńskiego (rezultat wieloletnich pobytów w tych krajach),a skończywszy na produkcji filmów rysunkowych i aktywnej działalności w światowym ruchu fanów literatury SF. Urodził się w Stanford w USA. Studiował na wielu uniwersytetach, ale ukończył tylko Akademię Sztuk Pięknych. Tam poznał późniejszego mistrza komiksu Wally'ego Wooda. Przez wiele lat pracował z nim przy wydawaniu wspólnych prac, m.in. był współautorem scenariuszy słynnej serii komiksowej Flash Gordon. Już jako uznany rysownik rozpoczął karierę w Nowym Jorku, awansując na stanowisko redaktora artystycznego i programowego kilku periodyków filmowych i literackich. Swoje pierwsze opowiadanie Skalny nurek opublikował w 1951 roku na łamach "World Beyond". Pisarstwem zajął się jednak dopiero pod koniec lat pięćdziesiątych. Światową sławę przyniosły mu cykle opowieści Stalowy szczur i Planeta śmierci, lecz za największe osiągnięcie pisarskie Harry'ego Harrisona uważana jest powieść Make Room! Make Room! opublikowana w 1966 roku. Inne utwory, które znalazły uznanie krytyki i czytelników, to: Wojna z robotami; Planet of the Damned; Plague from Space; Two Tales and Eight Tomorrows; Gwiazdy w naszych rękach; Filmowa maszyna czasu; The Light Fantastic; One Step from Earth; Bill, bohater galaktyki; Captive Universe; Lifeboat; Tunnel Through the Deeps i trylogia Eden. Laureat nagrody Nebula.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Żołnierze kosmosu Robert A. Heinlein
Żołnierze kosmosu
Robert A. Heinlein
Rico wcale nie chciał się zaciągnąć do wojska. Jednak skoro jego kolega to zrobił, młody chłopak poszedł w jego ślady. Droga wojskowego nie jest jednak prosta, a już na pewno nie wtedy, kiedy twoja planeta walczy z kosmicznymi robakami. Gdy ostatnio zaczęłam liczyć książki fantastyczne z lat 50. XX-wieku, które udało mi się poznać to okazało się, że jest ich zaskakująco dużo. I wydaje mi się, że dzięki temu widzę przynajmniej część z trendów i sposobów na pisanie literatury z tego okresu. Ostatnio do grona znanych mi, starszych powieści z tego okresu dołączyła kolejna. „Żołnierze kosmosu” Roberta A. Heinleina to powieść opublikowana w 1959, która z tego co mi wiadomo rozpoczęła nurt na militarną fantastykę naukową. Jeśli ktoś mnie zna, to wie: mnie militaria raczej nie interesują. Nie chodzi nawet o sceny wojenne jako takie, ale w tego typu książkach bardzo częśto autorzy skupiają się raczej na broniach i taktyce, a nie na bohaterach, co skutecznie mnie odrzuca. Ale „Żołnierze kosmosu” to nie jest tego typu powieść. Być może dlatego, że jest po porstu historia starsza i nie pisaną wcale po to, by rozbawić czytelnika pragnącego strzelania laserami i wielkich statków kosmicznych. To książka, która funkcjonuje raczej jako pewne ostrzeżenie oraz przedstawienie realiów wojennych. Książka ma konkstrukcję pamiętnika, w którym główny bohater, Rico, opisuje, jak wyglądała jego droga do wojska. Opowiada o szkoleniu, jego trudach i niebezpieczeństwach, a potem o służbie. W związku z czym nie jest to powieść akcji, a raczej opis drogi konkretnego człowieka. Jak na powieść fantastyczno-naukową, w której głównym punktem „sprzedającym” całość jest wojna z wielkimi owadami: jest ich tu bardzo mało. To chyba ta konstrukcja i skupienie na bohaterze sprawiły, że z pewnym zainteresowaniem czytałam powieść. Jednakże przyznaję, im dalej w las, tym bardziej montonna wydawała mi się całość i gdyby była dłuższa (ma niecałe 300 stron) to prawdopodobnie mogłabym mieć problem ze skończeniem jej. Jednak w tej formie była ciekawym przerywnikiem od tego, co czytam na co dzień i przy okazji zwróciła moją uwagę na kwiestie, o których zwykle nie myślę. Sam świat przedstawiony przez autora ma ciekawy potencjał. Na przykład, w tym uniwrsum pełnym obywatelem jest tylko ten, który przeszedł przez wojsko. Nie jest to obowiązkowe, co jest regularnie w powieści podkreślane, jednak jesli ktoś chce zostać politykiem czy mieć prawo do głosowania – musi zaciągnąć się na służbę. Sama idea wielkich owadów i ich wojny z ludźmi też mogłaby być interesująca, ale najzwyczajniej w świecie nie jest zbyt szczegółowo opisana. Nie wiemy do końca, o co chodzi w tym konflikcie, nie znamy pełnej stawki, bo po prostu to nie jest opowieść o tym, a raczej o drodze młodego żołnierza. „Żołnierze kosmosu” swoje lata mają i w konstrukcji powieści po prostu jest to widoczne. I choć na pewno nie jest to powieść dla każdego to jeśli ktoś ma ochotę dać jej szansę: nic nie stoi na przeszkodzie. Bo bez wątpienia ta historia wydana w 1959 roku wciąż ma swoje do zaoferowania, nawet jeśli są to inne zalety, niż współczesnego, rozrywkowego, militarnego SF.
Katrina - awatar Katrina
oceniła na71 miesiąc temu
Biada Babilonowi Pat Frank
Biada Babilonowi
Pat Frank
To powieść o świecie, który nie tyle zostaje zniszczony, co wyłączony. Wojna nuklearna trwa chwilę, ale jej prawdziwe skutki zaczynają się wtedy, gdy znika system: prąd, łączność, paliwo, transport, banki. W ciągu jednego dnia to, co wydawało się trwałe i oczywiste, przestaje działać. Najmocniejsza jest pierwsza część książki – moment narastającego napięcia i późniejsze zderzenie z rzeczywistością. Pieniądze tracą znaczenie, przestają działać instytucje, zawody oparte na systemie przestają mieć sens. Najważniejsze stają się woda, jedzenie, bezpieczeństwo i ludzie wokół. To bardzo trzeźwe przypomnienie, jak cienka jest warstwa cywilizacji. Druga połowa pokazuje adaptację. Społeczność organizuje się, dzieli obowiązki, wraca do prostszych form życia. To nie jest historia samotnego survivalu, lecz wspólnoty. Przetrwanie zależy nie od heroizmu jednostki, ale od współpracy i wzajemnej pomocy. Czytana dziś książka robi może nawet większe wrażenie niż w latach 50. W czasach, gdy powstawała, ludzie byli bardziej samowystarczalni, mniej zależni od elektroniki i cyfrowej infrastruktury. Dziś żyjemy w świecie usług, systemów informatycznych, finansów zapisanych w cyfrowych bazach danych. Coraz mniej osób ma realny „fach w ręku”, coraz więcej pracuje w zawodach, które istnieją tylko tak długo, jak długo działa prąd i sieć. Cofnięcie cywilizacyjne byłoby dziś znacznie boleśniejsze — nie tylko materialnie, ale strukturalnie. Jednocześnie świat przedstawiony przez Franka bywa zbyt łagodny. Problemy się pojawiają, lecz często udaje się je rozwiązać stosunkowo sprawnie. To bardziej ostrzeżenie i studium adaptacji niż mroczna wizja totalnego rozpadu. Solidna, dająca do myślenia klasyka postapo. Nie wstrząsa do granic, ale zostawia z refleksją o kruchości systemu i sile wspólnoty.
Wojtek - awatar Wojtek
ocenił na71 miesiąc temu
Planeta przeklętych Harry Harrison
Planeta przeklętych
Harry Harrison
Harrison umie w akcję, nie ma to tamto. Planeta przeklętych to heroic sci-fi w dobrym stylu. Choć, być może, jak na dzisiejsze standardy książek fantastyczno – naukowych, zbyt prostolinijna i za mało rozbudowana. Czasami jednak w rozrywce chodzi tylko o to, żeby dużo się działo. A w tej książce akcji nie brakuje. Jest sobie pewna planeta, na której główną dziedziną są Zawody, Twenties. Składają się z wielu konkurencji sportowych, ale i umysłowych. W jednej z nich np., zadaniem było tworzenie poezji. Zwycięzca cieszy się powszechną sławą i poważaniem na całej planecie. Harrison zaprasza nas do swojego świata w dniu, w którym pewien człowiek, Brion Brandd te zawody wygrywa. Parę godzin później, do jego pokoju wpada nieproszony gość i w niecodzienny i brutalny sposób prosi o jego pomoc. 🏜 Świat jest olbrzymi Nieznajomy przekonuje Briona, że świat nie wygląda tak, jak mu się wydaje i że tylko on może mu pomóc w pewnej trudnej i niebezpiecznej misji na planecie Dis. To owa tytułowa planeta przeklętych. Jest skrajnie trudna do przeżycia przez niezwykle wrogich mutantów. Ci niebezpieczni mieszkańcy to ludzie, którzy po pewnej katastrofie musieli się przystosować do życia w ekstremalnie nieprzyjaznych warunkach atmosferycznych, bez wsparcia innych światów. Brion leci tam i… dopiero zaczyna się dziać! Akcja rozwija się i zamyka w ciągu kilku dni. Czas odgrywa zresztą tu główna rolę. Bohater ma tylko kilka dni na osiągnięcie swojego celu i uratowanie wszystkich mieszkańców tego miejsca. Czy Planeta przeklętych to dzieło wybitne? Niespecjalnie. A jednak czyta się przyjemnie. Czasami dobrze jest pobyć w świecie, gdzie wszystko jest proste i zależy od jednego utalentowanego bohatera. Zapewne można by się doszukiwać w tej fabule drugiego dna, jakichś ogólnych przemyśleń dotyczących ludzkości, tego, że świat wygląda inaczej niż się wydaje, itp., itd. Ale nie chce mi się. Ta historia nie jest rozbudowana, a jej główną częścią są dziejące się rzeczy, wybuchy, ataki, morderstwa, ale i ratunki. I to w sumie wystarczy.
PrzeCzytana - awatar PrzeCzytana
oceniła na75 miesięcy temu
Luna to surowa pani Robert A. Heinlein
Luna to surowa pani
Robert A. Heinlein
Bob Heinlein, szermierz przegranej sprawy, tym razem w książce o narodzinach narodu. Dlaczego przegranej ? Bo Heinlein był libertarianinem i się tego nie wstydził, a dziś jego polski tłumacz w króciutkim posłowiu pisze, że autor miał "męczący libertariański odchył". Jednak sześćdziesiąt lat temu można było jeszcze pisać o rewolucjach prowadzonych w imię wolnej gospodarki, a nie świetlanej przyszłości równych ludzi, którzy będą "jak Arystoteles i Platon, a nawet mądrzejsi" ( takie bzdury wypisywał Lew Trocki ) i nikt z tego powodu nie urządzał na autorze publicznego linczu. Mało tego, taka ksiażka mogła zdobywać nagrody. I Bob taką właśnie książkę napisał. W zasadzie można tę powieść określić jako metapolityczną, to znaczy taką, która nie opisuje konkretnej rewolucji w imię konkretnych poglądów, lecz uniwersalne mechanizmy rewolucji w ogóle. Oczywiście konkretne poglądy są o czym już wyżej wspomniałem, sama rewolucja zaś , to walka o niepodległość USA przeniesonia dokładnie 300 lat później w kosmos, ale najważniejszy w "Lunie..." jest jej uniwersalizm i byłoby dla powieści krzywdzące sprowadzanie jej zaledwie do libertariańskiego manifestu. Heinlein próbuje bowiem opisać przyczyny oraz wybuch rewolty chłodnym okiem obserwatora analizującego ludzkie zachowanie. Włącza w to wszystko, wszak mamy do czynienia z fantastyką, myślący komputer, ale to wszystko tylko dekoracje, zajmujące, ale jednak. Udało mu się przy tym wszystkim stworzyć dwóch świetnych, ambiwalentnych bohaterów. Głównego, który jest informatykiem i mimowolnie daje się wciągnąć w politykę, a także architekta całej ruchawki, profesora będącego mózgiem całej operacji. I ta postać, choć drugoplanowa, wydała mi się najciekawsza, profesor jest bowiem twardym politycznym realistą, który rozumie, że aby dać ludziom wolność, trzeba ich do niej czasem zmusić. W jaki sposób to robi, zdradzał nie będę, pozostawiając Wam przyjemność z lektury, jeśli zdecydujecie się po nią sięgnąć, ale jest to pierwsza mądrość płynaca z tej książki, mówiąca, że czasem po prostu trzeba się umoczyć. Niczym nie różni się w swoich metodach działania człowiek, który chce uwolnić ludzi spod jażma niewolnictwa narzuconego im przez inny organizm polityczny od komucha, który chce budować na Ziemi baśniową krainę. Cele pozostają odmienne, choć środki te same. A sam świadomy komputer imieniem Mike , będący w świecie powieści symbolem rewolucji ? Heinlein wprowadza tu w proces historyczny dodatkową zmienną, tj. sztuczną inteligencję. Przez to książka przypomina nieco świetny, a zapomniany film s - f "Gry wojenne", gdzie również poruszono temat możliwej współpracy miedzy SI, a człowiekiem oraz wplywu tej pierwszej na rozwój wydarzeń politycznych. Komputer Mike jednak nie buntuje się, rewolucja jest dla niego dobrą zabawą , w ktorej bierze udział z ciekawości bardziej, niż z ideowych pobudek. Cały czas jednak liczyłem - i tu zarzut do autora - że komputer ów się zbuntuje lub odwali inny numer, że będzie bardziej istotny dla fabuły, tymczasem summa sumarum okazuje się po prostu tym, czym jest każdy komputer, czyli kalkulatorem pomagajacym ludziom liczyć. Prawdopodobieństwo wygranej, trajektorię pocisków, nastroje społeczne, etc. Być może jednak takie ujęcie tematu było celowe. Jeśli Heinlein chciał po prostu ukazać mechanizmy rewolucji, buntujący się komputer tylko by ten problemat niepotrzebnie rozmywał. Na plus otwarte zakończenie. Tak naprawdę zostawia się naszej wyobraźni powody, dla których Mike kończy, jak kończy. A drugą mądrością płynącą z tej książki jest przypomnienie najprawdziwszej z prawd, a mianowicie, że jeśli sam nie zadbasz o siebie, to nikt inny tego za ciebie nie zrobi. Niby jest to oczywiste, ale kiedy przychodzi co do czego, wszyscy mówią "państwo powinno" , "Unia da", "przecież jesteśmy w NATO". Tymczasem Heinlein zdaje się mówić, że Ziemia, to nie mniej surowa pani od Luny, więc jeśli chcesz mieć dobrze, musisz upuścić sobie czasem trochę krwi. DOND - darmowych obiadów nie dają. Czy słyszę trzask pękających pup wąsatych kaszkieciarzy z UW, którzy mylą wolność z niańką ? Tak, to oni !
Czytacz - awatar Czytacz
ocenił na71 miesiąc temu
W dół do ziemi Robert Silverberg
W dół do ziemi
Robert Silverberg
„Ciekawa ale nie zostaje w głowie” Moje drugie podejście do Roberta Silverberga. Pierwsze było kompletnie nieudane i nie pozostawiło przyjemnych odczuć. Z pewną nieśmiałością zabrałem się za „W dół do ziemi” i zostałem pozytywnie zaskoczony. Książka jest ciekawa i wciąga. Nie ma w niej dłużyzn i dość wątpliwej jakości opisów seksu. Uniwersum planety skonstruowane dość interesująco i harmonizuje z akcją utworu. Jest tajemnica i jest napięcie. Zakończenie przewidywalne i dość trudne do usprawiedliwienia, jeśli chodzi o motywy bohatera, ale czytałem gorsze. Książka niesie dość tradycyjne, ale podane w odmienny sposób przesłanie. Warto się nad nim zastanowić. U mnie uruchomiło kilka procesów myślowych w kierunku pełnego poznania i definicji pojęcia „człowieczeństwo” i atrybutów z nim związanych. Chodziło głównie o religijne uniesienie zwane „duszą” i abstrakcyjne myślenie. Zapętliłem się wraz z autorem na koligacjach „abstrakcji” i rozwoju nauki. Czy jest nam to do szczęścia potrzebne? Czy inni też muszą podążać naszym śladem, jeśli nie jesteśmy jedyni w tym wszechświecie. Odpowiedzi na te i inne pytania po części udziela książka, definiując „szczęście innych” na swój sposób. Na pewno warto się zaznajomić z tym utworem. U mnie poza chwilą zadumy i przyjemności nie wzbudził większych emocji. Nie jest to książka, do której wrócę i pozostanie w moich kanonach powieści wielbionych. Inni może zadecydują inaczej. Spróbujcie jest naprawdę dość interesująco.
Marcin Kowalczyk - awatar Marcin Kowalczyk
ocenił na715 dni temu
Budowniczowie Pierścienia Larry Niven
Budowniczowie Pierścienia
Larry Niven
Dwadzieścia lat po wizycie na Pierścieniu, Louis Wo oraz Mówiący-do-Zwierząt ponownie wracają na tę dziwną konstrukcję. Szybko okazuje się, że grozi jej katastrofa, która doprowadzi do śmierci wszystkich żyjących na niej organizmów. Larry Niven sam przyznał się do tego, że „Pierścień” nie miał mieć kontynuacji. A jednak ją napisał… i to widać. „Budowniczowie pierścienia” to powtórka z rozrywki, która, głównie przez swoją wtórność, wypada gorzej od tomu pierwszego. Naprawdę, to jest dokładnie ta sama historia. Ekipa, z której dwójka bohaterów to te same postacie, co w tomie pierwszym, wyrusza na Pierścień, aby coś na nim zbadać. Początkowo (ponownie) bohaterowie nie mają ochoty na całą tę wyprawę, ale w końcu po prostu się w nią angażują. A na Pierścieniu, ponownie, nic nie idzie zgodnie z planem. I ponownie, bohaterowie się rozdzielają, Louis wpada na kobietę i tak dalej, i tak dalej. Choć styl Nivena jest cały czas przyjemny, to mam wrażenie, że taka wtórność nikomu nie jest potrzebna. Kolejna rzecz, którą mocno dostrzegłam w tym tomie to fakt, że… on jest wyraźnie napisany do męskich fanów Nivena. Zresztą, biorąc pod uwagę, że to powieść wydana w 1980 roku to prawdopodobnie wielu fanek Niven nie miał. W każdym razie, w tym tomie z jednej strony dostajemy więcej bohaterek, które coś w głowie mają (w tomie pierwszym występowała głupiutka, ale mająca genetyczne szczęście postać),ale z drugiej strony… one nie mają żadnego celu występowania poza jednym. Mianowicie, w tym tomie Louis wpada na cywilizację, która pieczętuje wszystkie umowy oraz obietnice współżyciem. I Niven eksploruje ten temat, ile wlezie, podsuwając głównemu bohaterowi co rusz nowe przedstawicielki płci pięknej. Tego jest zaś na tyle dużo, że choć autor nie skupia się mocno na opisywaniu detali, to jest to po prostu dość męczące na dłuższą metę. W przypadku tomu pierwszego miałam wrażenie, że czytam coś fajnego, pełnego pozytywnej energii, świeżego. Tutaj odczuwam zmęczenie materiałem. Niven mógł zrobić ze swoim światem naprawdę wiele, dając czytelnikowi poznać inne jego zakamarki, pokazać ciekawe postacie, eksplorować temat samego pierścienia w kreatywny sposób… Niestety, mam poczucie, że poszedł po najmniejszej linii oporu. I o ile jako rozrywkowa powieść, na rozluźnienie, dla kogoś, kto nie szuka niczego więcej, druga część może się sprawdzić, o tyle ja naprawdę miałam nadzieję na więcej.
Katrina - awatar Katrina
oceniła na63 lata temu

Cytaty z książki Bill, bohater Galaktyki

Więcej
Harry Harrison Bill, bohater Galaktyki Zobacz więcej
Harry Harrison Bill, bohater galaktyki Zobacz więcej
Harry Harrison Bill, bohater galaktyki Zobacz więcej
Więcej