Bałtyk. Podróż literacka

Okładka książki Bałtyk. Podróż literacka autorstwa Tor Eystein Øverås
Okładka książki Bałtyk. Podróż literacka autorstwa Tor Eystein Øverås
Tor Eystein Øverås Wydawnictwo: Wielka Litera publicystyka literacka, eseje
488 str. 8 godz. 8 min.
Kategoria:
publicystyka literacka, eseje
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Til: En litterær reise
Data wydania:
2025-06-04
Data 1. wyd. pol.:
2025-06-04
Liczba stron:
488
Czas czytania
8 godz. 8 min.
Język:
polski
ISBN:
9788383602349
Tłumacz:
Ewa M. Bilińska, Marta Petryk, Witold Biliński
Bałtyk. Podróż literacka Tora Eysteina Øveråsa to fascynująca wyprawa przez wielokulturowy region Morza Bałtyckiego. Autor, pokonując samotnie trasę z Norwegii do Danii, odwiedza Szwecję, Finlandię, Estonię, Łotwę, Litwę, niewielką część Rosji, Polskę i Niemcy. Po drodze przybliża nam bogatą historię, tradycje i literaturę tych krajów, ze szczególnym uwzględnieniem tła społecznego i politycznego, które kształtowało tamtejszych twórców. Fascynacja niejednoznacznością państwowych granic stanowi kluczowy motyw narracji. Øverås podkreśla, że mają one charakter także mentalny i kulturowy, co sprawia, że jego wyprawa staje się również podróżą wewnętrzną, pełną refleksji nad tożsamością i przynależnością.

Bałtyk. Podróż literacka to opowieść o wspólnych i unikalnych doświadczeniach narodów nadbałtyckich, ich dążeniach, marzeniach i codziennych zmaganiach. Dzięki tej książce odkrywamy, że wędrówka przez krajobrazy literackie może być równie fascynująca co podróż przez krainy geograficzne, a każda przeczytana strona to krok w głąb nas samych.
Średnia ocen
7,1 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Bałtyk. Podróż literacka w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Bałtyk. Podróż literacka

Średnia ocen
7,1 / 10
23 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinie i dyskusje o książce Bałtyk. Podróż literacka

avatar
587
580

Na półkach:

Czytając Bałtyk natknąłem się na stwierdzenie, że jest to erudycyjny esej wędrowny i wydaje mi się, że pięknie wpisuje się to określenie w tekst o regionie Morza Bałtyckiego.

Autor podróżując przez państwa regionu szukał punktów wspólnych i graniczących, będących nośnikiem ich tożsamości społecznej, historycznej i geograficznej. Na przykładzie historycznych wydarzeń znanych postaci jak Tomasz Mann czy Immanuel Kant zaprezentował bogactwo i spuściznę kulturową tego obszaru. Jednakże, jest to przede wszystkim tekst oddający hołd przyrodzie, która tworzy ten nieprzenikniony północny przyczulek scalający kulturę dziewięciu krajów, podobnych, a jednak różnych.

Płyniemy w tej podróży przez lądy, granice wraz z autorem i zastanawiamy się nad sensem fizycznych i mentalnych limitów, które sami sobie tworzymy. Gdyby tak świat istniał bez podziałów i narzuconych sztywnych form świat przyrody stanowił by jeden samoregulujący się organizm. Bardzo ciekawa, refleksyjno-filozoficzna to podróż w głąb bałtyckiej tożsamości.

Polecam.

Współpraca barterowa z Wydawnictwem Wielka Litera

Czytając Bałtyk natknąłem się na stwierdzenie, że jest to erudycyjny esej wędrowny i wydaje mi się, że pięknie wpisuje się to określenie w tekst o regionie Morza Bałtyckiego.

Autor podróżując przez państwa regionu szukał punktów wspólnych i graniczących, będących nośnikiem ich tożsamości społecznej, historycznej i geograficznej. Na przykładzie historycznych wydarzeń...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
72
36

Na półkach: , ,

"Zimą Gardet jest tym miejscem, do którego można pójść, jeśli najdzie człowieka nagła chęć popatrzenia na gwiazdy. A to jest przecież coś, co każdemu z nas może się zdarzyć."

Uwielbiam pierwsza połowę Bałtyku. Mnóstwo interakcji z lokalsami i dużo życia wewnętrznego autora. Kopalnia cytatów. Druga połowa bardziej kontekstowa, dużo odwołań do literatury, kina i historii. Bałtyk introspektywny > Bałtyk merytoryczny.

"Zimą Gardet jest tym miejscem, do którego można pójść, jeśli najdzie człowieka nagła chęć popatrzenia na gwiazdy. A to jest przecież coś, co każdemu z nas może się zdarzyć."

Uwielbiam pierwsza połowę Bałtyku. Mnóstwo interakcji z lokalsami i dużo życia wewnętrznego autora. Kopalnia cytatów. Druga połowa bardziej kontekstowa, dużo odwołań do literatury, kina i historii....

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
457
199

Na półkach:

Zaiste, przepiękna podróż literacka!

Zaiste, przepiękna podróż literacka!

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

249 użytkowników ma tytuł Bałtyk. Podróż literacka na półkach głównych
  • 210
  • 29
  • 10
23 użytkowników ma tytuł Bałtyk. Podróż literacka na półkach dodatkowych
  • 14
  • 4
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Czytelnicy Bałtyk. Podróż literacka przeczytali również

Tamte czasy. Raport z teraźniejszości Martín Caparrós
Tamte czasy. Raport z teraźniejszości
Martín Caparrós
"Tamte czasy" Martina Caparrosa to reportaż o latach dwudziestych XXI wieku, widzianych oczami pokolenia żyjącego sto lat później. Autor w swojej książce porusza wiele tematów związanych z funkcjonowaniem naszego społeczeństwa. Omawia panujące relacje międzyludzkie, ustroje polityczne, nierówności społeczne, odmienne światopoglądy, wierzenia, wartości. Każdy z tematów jest zakończony krótkim opisem autentycznej osoby, której życie wiąże się z tematem przewodnim, czy to poprzez wpływ jaki wywiera na obecną sytuację światową, czy jest przykładem/ofiarą nierówności, jakie zostały opisane. Caparros posługują się dużą ilością danych statystycznych, często uświadamiając czytelnikowi, że media opiniotwórcze wprowadzają nas w błąd, manipulując wiadomościami i skupiając uwagę "bogatego świata" na mniej istotnych kwestiach niż faktyczna pomoc dla ubogich. W tym reportażu jest wiele opisów nierówności, o których podświadomie wiemy, jednak często z wygody nie chcemy o nich pamiętać. Martin Caparros pokazuje wiele paradoksów "bogatego świata", który pod pretekstem ochrony planety podejmuje działania, które nie niosą rzeczywistej pomocy potrzebującym. Dodatkowo autor podkreśla wielokrotnie, że kultura zachodu zmierza ku upadkowi. Chiny po cichutku przejmują kontrolę nad globalną gospodarką, chociaż Stany Zjednoczone próbują to ukryć i zablokować. "Tamte czasy" to obszerna analiza obecnej sytuacji na świecie, nie jest to lekka lektura na odstresowanie. Przyznam się szczerze, że przeczytanie jej zajęło mi trochę czasu. Nie codziennie miałam ochotę czytać o tak trudnych tematach. Dodatkowo wymaga ona ciągłego skupienia. Uważam jednak, że warto być świadomym mechanizmów jakie rządzą tym światem. W tej książce teoretycznie nie było nic odkrywczego, czego byśmy nie wiedzieli (jeżeli chociaż trochę interesujemy się czymś więcej niż czubkiem własnego nosa),jednak skupienie tych wszystkich informacji w jednym miejscu daje do myślenia. Dokąd to wszystko zmierza i co z tego wyniknie...
Paulina - awatar Paulina
oceniła na81 miesiąc temu
Hjem. Na północnych wyspach Ilona Wiśniewska
Hjem. Na północnych wyspach
Ilona Wiśniewska
10 kwietnia zaczynam czytać reportaż i co za zbieg okoliczności, to data symboliczna, wtedy przylatują mewy do domu Bjørk za kołem podbiegunowym w północnej Norwegii niedaleko Tromsø. Na mewy wołają krysie- po norwesku tak to czule brzmi. Ale to nie tylko opowieść o Bjørk i jej mewie. Potem przychodzi lato, czyli połowa czerwca i najjaśniejsze dni w roku. Okoliczne wyspy przeżywają najazd turystów, którzy uciekają od upałów Południa. Okazuje się, że turyści jak mewy też nie są tam mile widziani, brudzą, zostawiają odchody. Mewy to też symbol imigrantów, którzy próbują się zagnieździć w północnej Norwegii (w Tromso jest 150 narodowości),ale nie pozwalają kolce: lodowatego wiatru, słońca, które nie zachodzi od maja, kolce milczenia, samotności. Bo tu za zimno na słowa. Hjem to dom, przygnębiający, ale i niezwykle ciekawy w swej dzikości i surowości ów północny obszar Norwegii. Autorka potrafi poetycko oddać tę surowość, tak, że przyciąga ona jak magnes. Stajemy oko w oko z dziką przyrodą, a ona wzbudza paradoksalne odczucia. Zarówno czułość, bo na pierwsze bazie po norwesku mówi się gąski, a na mewy krysie, przyjaźnie kojarzą się renifery i łosie, ale smutek jak lodowaty wiatr z fiordu Balsfjord przenika każdego, nawet tu urodzonych. Dla Ilony Wiśniewskiej od lat Tromsø to hjem, niegdyś zasypana śniegiem mieścina na dalekiej północy Norwegii, dziś szybko rozwijające się miasto, trzecie co do wielkości w Arktyce. Milion osób rocznie przybywa tu, by obserwować zorzę. „Miasto, które wchłania albo izoluje, daje perspektywy albo nie daje wyboru. I to dotyczy nie tylko ludzi, ale także zwierząt.” Lato jest tam jak jedno długie zdanie. Reszta jest milczeniem, które zostaje w głowie. Teraz krysie będą dla mnie symbolem Norwegii. A wyobraźnia podążać będzie za wzrokiem Amundsena. Polecam.
I_wonka_kulturalna - awatar I_wonka_kulturalna
oceniła na813 dni temu
Wyspa niechcianych kobiet Agata Komosa-Styczeń
Wyspa niechcianych kobiet
Agata Komosa-Styczeń
Nie przepadam za ocenianiem innych czasów, przez ludzi żyjących w zupełnie innej rzeczywistości. Lepszej czy gorszej, to już zupełnie inna sprawa. Czy wypieranie historii przez Danie, to taki zły pomysł ? Porównując to, żeby daleko nie szukać, naszego kraju, gdzie często i gęsto, sporo ludzi wyciera sobie buzie tą czy tamtą historią, czy to w ramach przekonań czy, zwyczajnie przyziemnych, i tak ludzkich, finansowych lub swojszych racji, doprowadziło do czegoś dobrego ? Rasizm ? Kasty ? To niby u nas, ludzie pracujący choćby w korporacji lub wykształceni nie czują się lepsi od innych ? Pewnie stąd te zamiłowanie do pisania np. mgr. Inż na drzwiach czy wizytówce ;-) Dlatego nie szokuje mnie opis Duńczyków i ich podejście w tej książce. A skoro autorka wybrała emigrację, to chyba jej też. Historia smutna, a może paradoksalnie, niektóre te kobiety rzeczywiście dostały trochę lepsze życie, niż to, które zostawiły. Gdyby nie ta historia, system opieki w Danii, dzisiaj wyglądałby też inaczej, a który opisuje się na końcu. Finalnie, uważam, że warto poświęcić te kilka godzin na poznanie tej historii. Czyta się szybko. Chyba, że ktoś szuka sensacji. Pikantnych scen. Okrutnych opisów. Tego nie ma. Czytając początek i opis płynięcia statkiem na wyspę, przypomina sceny z książki/filmu „Wyspa tajemnic”. Czy to była ta wyspa Blackwell, amerykańska wersja wyspy ?
delboy - awatar delboy
ocenił na81 miesiąc temu
Aglo. Banką po Śląsku Zbigniew Rokita
Aglo. Banką po Śląsku
Zbigniew Rokita
Istnieją książki, które się czyta — i są też takie, które się zamieszkuje. Aglo. Banką po Śląsku autorstwa Zbigniew Rokita należy do tej drugiej kategorii: nie tyle opowiada o miejscu, ile pozwala wejść w jego puls, jego oddech, jego pamięć. To nie jest reportaż w klasycznym sensie. To raczej topografia doświadczenia — rozpisana na głosy, niedopowiedzenia i pęknięcia. Rokita prowadzi czytelnika przez Śląsk nie jak przewodnik, lecz jak ktoś, kto sam wciąż szuka odpowiedzi. „Aglo” staje się tu nie tylko przestrzenią geograficzną, ale stanem świadomości: zawieszeniem między tym, co było, a tym, co dopiero próbuje się nazwać. Najbardziej poruszające w tej książce jest to, że autor nie próbuje niczego „domknąć”. Śląsk nie zostaje wyjaśniony — zostaje odsłonięty. W fragmentach. W języku, który nieustannie balansuje między reporterską precyzją a poetyckim drżeniem. To właśnie język jest tu bohaterem równorzędnym z ludźmi i miejscami: czasem twardy jak węgiel, czasem miękki jak wspomnienie wypowiedziane półgłosem. Czytając, miałem wrażenie, że Rokita pisze o przestrzeni, która istnieje nie tylko na mapie, ale i w ciele — w pamięci pokoleń, w akcentach, w gestach. „Banka po śląsku” to nie tylko metafora zamknięcia czy odrębności, lecz także delikatna bańka pamięci, którą łatwo naruszyć, ale której nie sposób zignorować. To książka o tożsamości, która nie chce być jednoznaczna. O miejscu, które nie zgadza się na uproszczenia. O człowieku, który próbuje opowiedzieć świat, wiedząc, że każda opowieść jest tylko przybliżeniem. Jako czytelnik i jako autor, odnalazłem w tej książce coś szczególnie bliskiego: odwagę pisania „pomiędzy”. Pomiędzy gatunkami, pomiędzy językami, pomiędzy historią a teraźniejszością. To przestrzeń ryzykowna — ale właśnie tam rodzi się literatura, która zostaje z nami na długo. „Aglo” nie kończy się wraz z ostatnią stroną. Ona trwa — w pytaniach, które zostawia. W ciszy, którą po sobie zostawia. W tym nieuchwytnym poczuciu, że dotknęło się czegoś prawdziwego, choć nie do końca nazwanego.
Jakub Jagiełło - awatar Jakub Jagiełło
ocenił na102 dni temu
Pola. Ukryte życie Apolonii Machczyńskiej-Świątek Grażyna Plebanek
Pola. Ukryte życie Apolonii Machczyńskiej-Świątek
Grażyna Plebanek
Od lat cenię prozę Grażyny Plebanek za ujmowanie w słowa niepowtarzalnej i wymagającej odwagi perspektywy kobiet, które wychodząc z bezpiecznego "znanego", decydują się na podróż i życie w miastach współczesnej otwartej Europy, pełnej różnorodnych wyborów, osadzonych w bogactwie odmienności, otwartości, ale i trudzie mozolnie poznawanego języka, kultury czy norm społecznych. "Pola" była dla mnie czułą retrospekcją. Jakby podsunięta przez dopiero co odkryte ślady własnych przodkiń, sięgnęłam po tę książkę w księgarni, czując prowadzenie przez te z rodu, o które zaczęłam dopytywać. "Pola" jest historią o wyjątkowej kobiecie, która żyłą w piekielnych czasach-paradoksalnie coraz bliższych nam ze względu na sytuację geopolityczną. Kobieta, która nie była obojętną wobec niegodziwości świata. Dla mnie niezwykle cenny w tej opowieści był jeden wątek -z którym po raz pierwszy spotkałam się w we współczesnej literaturze- opowieść o współczesnej świadomej siebie kobiecie, która jednocześnie reprezentuje pokolenie wnuczek, wnucząt, którzy jako pierwsi z rodu, mają przestrzeń, czas i wewnętrzną potrzebę zadawania pytań o tych, których historie nadal niosą się w naszych tkankach, naszych rodowych tematach tabu. Pokolenie, które przywykło do milczenia babć i matek, dziadków i ojców, zaczyna zadawać pytania najpierw sobie, a potem tym jeszcze żyjącym o to dlaczego, jak i kiedy. Odnajdując kolejne ślady, autorka tka swoją opowieść o tożsamości człowieka współczesnego, który to kim jest buduje również z tego skąd się wywodzi. Odnajdywanie żyjących, nieznanych dotąd członków rodziny porusza, składnia do własnych poszukiwań i zauważania aktów męstwa kobiet, o których nadal zbyt mało mówi się w głównym nurcie czy literaturze. Wspaniale czyta się tę opowieść, także ze względu na język, formę i niejednoznaczną puentę, którą każda czytelniczka, każdy czytelnik może wyciągnąć dla siebie.
Dwoistość - awatar Dwoistość
ocenił na1018 dni temu
Drugie życie Czarnego Kota Stanisław Łubieński
Drugie życie Czarnego Kota
Stanisław Łubieński
Wspaniała poetycka proza ukazująca kolaż przyrody, ludzi, zachowań i emocji jakie na siebie wywierają. Wielokrotnie opisy doznań wywołanych kontaktem z przyrodą poszerzane są o kontekst historyczny - ten dalszy i bliższy ukazujący przekształcenia Warszawy. Sytuacja przyrody miejskiej ukazywana jest z odniesieniami do stanu w innych krajach, co poszerza świadomość czytelnika. Choć czułem wcześniej że kwestie przyrody nie są mi obojętne, książka pozwoliła mi dostrzec miasto przez pryzmat nieznany mi dotąd. Czuję jakby przedefiniowała moje rozumienie przyrody - poszerzyła pojmowanie natury o to wszystko co dzieje się w mieście. Flora i fauna, większa, mniejsza i maleńka - wszystkie są zazwyczaj niezauważane przez ludzi w zurbanizowanym otoczeniu. Książka będąca zbiorem doświadczeń i spostrzeżeń Autora z wypraw dalszych i bliższych “w stronę przyrody” obrazuje codzienność natury która nie musi być spektakularna by urzekać. Tekst unaocznia dużą nieświadomość ludzi urządzających przestrzeń wokół siebie - wiele działań podejmowanych jest bez refleksji na temat ich niszczacego wpływu na przyrodę. Autor reprezentuje bardzo interdyscyplinarne podejście pozwalające spojrzeć na przyrodę z różnych perspektyw. W książce, co wydało mi się ciekawe, umieszczonych zostało kilka opisów przeżyć luźniej związanych z przyrodą jaką poznaliśmy na wcześniejszych kartach książki. Wielokrotnie łapałem się na tym, że powtarzałem w głowie, by zapamiętać, sformułowania Autora. Opisy zjawisk, zachowań, rzeczy - tak zwyczajnych, a ujętych w zupełnie niezwyczajne frazy częstokroć zaskakują. Książka do polecenia każdemu, kto chciałby poznać Warszawę z nieco innej perspektywy, miłośnikom przyrody, a nawet tym, którzy jeszcze nie wiedzą, że się nimi staną. Po przeczytaniu dostrzegam wokół siebie więcej niż przedtem.
Michał - awatar Michał
ocenił na912 dni temu
Szykuj sanie latem. Syberyjski mesjasz i podróż do kresu rosyjskiego snu o zbawieniu Jędrzej Morawiecki
Szykuj sanie latem. Syberyjski mesjasz i podróż do kresu rosyjskiego snu o zbawieniu
Jędrzej Morawiecki
Nie należę do osób nadmiernie cierpliwych, ale w przypadku tej książki cieszę się, że nie poddałam się po zbyt chaotycznym, nadmiernie ekspresyjnym i literacko poszarpanym początku. Ciało, sedno, esencja relacji warta jest bowiem przedarcia się przez dość ekscentryczną i przydługą prezentację sekty. To, jak autor ściera ze sobą obecne realia i głoszone przez lata tezy, 'oświecone słowa' i działania państwa, wydarzenia w*ojenne i transformację zgromadzenia, zasługuje na najwyższe pochwały. Co do stylu, przyjęcie reportażu podanego w bardzo niekonwencjonalny sposób, zależeć będzie od indywidualnych preferencji. Autor poznał "ruskiego Chrystusa" i jego wyznawców osobiście ale też poprzez rozmowy i obserwacje, czytając, sprawdzając, odwiedzając. Dzięki nim poznajemy euforyczne podążanie za nowym głosem, ideologię, głoszone ideały, ich komercjalizację i upadek. Ale przede wszystkim, autor zderza hasła piękna, dobroci i edukacji bez złego słowa i nienawiści z tym, jak zmieniają się działania Rosji od roku 1999. Syberyjskie życie w zgodzie z bajką i naturą przeciwstawia relacjom ukraińskich uchodźców, propagandzie i ogłupianiu narodu, namiętnie powtarzającego za prezydentem bzdury o wyzwalaniu atakowanych miejsc. Niezwykle ciekawie prezentują się części słusznie kojarzące się z komputerową grą. Wykreowana Nadieżda jest naszymi trzeźwymi oczami, reagującymi na absurdy rządzące krajem, nazwanym SimRus. Wszystko się tutaj zgadza, łącznie z prześladowaniami dziennikarzy i przeciwników politycznych, z dzieleniem rodzin wedle ich podatności na propagandę, epatowaniem wielkiemi hasłami, w tym mesjanistycznymi, dla uzależnienia obywateli od poczucia obowiązku wobec Matki. Tło bazujące na obserwacji i lęku, na rozmowach z żołnierzami i relacjach pozostających w opozycji intelektualistów, idealnie komponuje się z sekciarskim językiem wolności i zbawienia. I tak, jak ewoluuje rosyjska bezczelność polityczna, tak piękne, religijne hasła zmieniają się Strefę w obszar zacofania, uprzedmiotowienia kobiet, ograniczania wolności i apodyktycznych rządów. U władzy kraju i sekty spotykamy ludzi, którzy wszystko oddali dla 'najwyższego dobra'. Mam wrażenie, że jedni i drudzy w jednakowym stopniu ulegli chorobie, głupocie lub mrzonkom. Książka Morawieckiego nie jest precyzyjnie skoncentrowana na tytułowym temacie. Jest on raczej wypadkową do rozszerzenia dyskusji na każdy możliwy obszar. Podróżując zderzamy się z rosyjską sprawą w Bułgarii, Łotwie, nawet w wagonach kolei transsyberyjskiej. Przerzuca się ona na biednego, białoruskiego gazeciarza, na złodziei z różnych zakątków byłego ZSSR, na uciekinierów spod ostrzału pozostających w nieustannej traumie, na tych, którzy muszą być uważni w odróżnieniu potrzebującego uchodźcy od oszusta, na ludzi, którzy czytając cytowane tutaj nagłówki rosyjskiej prasy, będą umieli zobaczyć w tym pozornym ziarnie same plewy. Ci, którzy przejrzeli na oczy, wyszli z sekty i wiodą inne życie. Na zawsze spaczone, uboższe o stracone zdrowie i złudzenia. Wierzyć się nie chce, że po aresztowaniach i wyjaśnionej prawdzie są ludzie, którzy nadal budują odosobnione ośrodki wiary w Chrystusa, będącego równie destrukcyjną jednostką jak były kagiebista władający całym krajem. Jest w tej książce chaos, niespójność tematyczna i stylistyczna. Ale są też wybitne fragmenty, otwierające oczy i jest prawda, niemożliwa do zaakceptowania przez ludzi kierujących się logiką. Jest Rosja spaczona, histeryczna i spolegliwa, są głosy sprzeciwu i reporterskie przerażenie zastanymi sytuacjami. Uważam, że to bardzo dobra praca, zbudowana na genialnym temacie, podana w sposób, który czasem wybija z rytmu. Zdecydowanie warta przeczytania, choć wymagająca cierpliwości. Katarzyna dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova
Pani_Ka - awatar Pani_Ka
oceniła na75 miesięcy temu
Rozchwiane kanarki, głębokie doły Judith Schalansky
Rozchwiane kanarki, głębokie doły
Judith Schalansky
Wczesne ostrzeganie jest niezastąpione nie tylko w wojsku. Używając do zagrożeń środowiska terminologii stamtąd zaczerpniętej, jesteśmy już w “kotle” niczym 6. Armia Paulusa. W tym zgrabnym, kipiącym erudycją eseju, Judith Schalansky daje się poznać z zupełnie innej strony niż w dotychczasowych moich dwóch jej książkach: pisze o zagrożeniach dla natury, w tym dla ptaków i “cieków wodnych” (czy jest brzydsze określenie rzek i strumieni?). Jak przystało na tak wyrafinowaną formę narracyjną, tekst zaczyna się od nawiązań do “Poetyki” Arystotelesa. “Tak w istocie wygląda człowiek, który potrzebuje ratunku przed samym sobą albo raczej najbardziej uciążliwą wersją samego siebie – biczownikiem na pokaz, niegotowym na rezygnację z posiadanych przywilejów” - stwierdza Autorka, nie kryjąc, jak bardzo jest zaangażowana w opisywany temat. Zadaje pytanie o istnienie jakiegoś punktu zwrotnego w dziejach ludzkości. “Przecież musi istnieć jakiś punkt zwrotny w fabule – wyjście ewakuacyjne, strategia ucieczki”. Wyjścia a może i dojścia Autorka widzi w zapomnianej już dzisiaj funkcji kanarka w kopalni, ostrzegającego przed tlenkiem węgla, bezwonnym gazem, który zabija górników. Tylko kto miałby być ”kanarkiem”? W tym kontekście opisuje “jak kanarek wpadł w ten dół, to powiedzenie, ten obraz antropocenu”. “W Południowej Walii, hrabstwie Northumberland i regionie Midlands znajdowały się najwydajniejsze zagłębia węglowe na świecie. W tym kraju – kolebce industrializacji węgiel służył za paliwo dla głośno sapiących maszyn, cudownych konstrukcji z mnóstwem kół zębatych”. Wmieszało to do atmosfery ogromne ilości dwutlenku węgla i wpędziło w biedę rzesze robotników. A kanarki? W 19. wieku szkocki fizjolog John Scott Haldane wyjaśniał wypadek, w którym zginęło 57 górników i 30 koni pociągowych. Udowodnił, że większość ofiar nie zginęła skutek podziemnej eksplozji czy braku tlenu, lecz z powodu zatrucia czadem, bezbarwnym i bezwonnym gazem. “+Haldane traktował życie jak wielki autoeksperyment+ - jego biograf nazwał go wręcz "kanarkiem w kopalni”, który dla dobra nauki wciąż testuje na sobie rozmaite hipotezy i występuje podwójnej roli naukowca i nieustraszonego królika doświadczalnego”. Pierwotnie rolę kanarków miały pełnić myszy, bo naukowiec odkrył, że o wiele szybciej padają one przy czadzie niż człowiek. “Jako że gryzonie i tak są pod ziemią wszechobecne, a na dodatek słyną z podkradania racji żywnościowych, pracownicy kopalni okazują się nieufni wobec tego pomysłu. Myszy wystąpią w roli czujek lub straży przedniej ludzkiej medycyny nieco później, gdy genetycy upodobają je sobie jako zwierzęta modelowe”. Zamiast się poddać, nasz bohater “znajduje inne zwierzę stałocieplne o niewielkich rozmiarach – poręczne, niedrogie i niemal tak łatwe w prowadzeniu jak myszy - lecz - w odróżnieniu od nich – chętnie trzymane w domach. Zwierzęciem tym jest kanarek.(..) Ptak traci przytomność około 20 minut wcześniej niż przebywający w tych warunkach człowiek”. “A objawy zatrucia czadem trudno u kanarka przeoczyć, ponieważ ptak momentalnie przestaje śpiewać i spada nieprzytomny z drążka, dając jasny sygnał niebezpieczeństwa”. Ptaki cieszą się wielką sympatią górników. “Co chwilę spoglądali na kanarki i troszczyli się o nie – i to nie tylko dlatego, że ich własne życie zależało od tych stworzeń – w chwili zagrożenia zaś ratowali swoich wybawców”. “Nie bez wzruszenia czytałam o żalu, jaki ogarnął górników, gdy w połowie lat osiemdziesiątych XX wieku zastąpiono kanarki znacznie czulszymi, lecz bezdusznymi +elektronicznymi nosami+”. “Człowiek odkrywa coraz to nowe bogactwa naturalne w skorupie globu, a ich wydobycie wydaje się uzależnione wyłącznie od możliwości technicznych i opłacalności. Słowo +eksploracja+ dzielą od +eksploatacji+ zaledwie dwie litery”. A “pod koniec XIX wieku ruszyła sprzedaż wysyłkowa wielu zwierząt z adnotacją na paczce +ostrożnie żywy ptak+, śmiertelna w skutkach, lecz mimo to powszechna". “Utrzymywali, że wszelkie formy działalności artystycznej u swego zarania były li tylko rodzajem wabika, zachętą do interakcji seksualnych. (...) Istnieje też jednak inne, skromniejsze, lecz mimo to przemawiające do wyobraźni wyjaśnienie fenomenu śpiewu ptaków. Zgodnie z nim świergoty poszukiwania i trele to przede wszystkim tak zwane głosy kontaktowe, czyli to, co robią również ludzie, gdy wydając dźwięki, starają się przekonać świat wokół, a po trosze i samych siebie, że nadal istnieją”. “Najstarsze poradniki zalecają wyłupiać lub zszywać samcom oczy, dzięki czemu miałyby się stawać bardziej rozśpiewane, tymczasem według nieco nowszych pozycji, aby osiągnąć ten efekt, warto trzymać ptaki pojedynczo. Obecnie uważa się, że dobrze jest trzymać kanarki w parach, a jeszcze lepiej w grupach, ponieważ śpiew służy im do imponowania innym osobnikom – w równej mierze rywalom, co potencjalnym partnerkom – a tym samym do wyznaczania granic terytorium”. Ale co z całą resztą, nie tylko z kopalniami? Metafora z kanarkiem na niewiele się zda: “Przecież Ziemia to nie kopalnia, z której można po prostu uciec w razie zagrożenia. Milknące ptaki może i potrafiły ostrzegać przed czadem, ale nie przed tym, że wydobycie i spalanie węgla oraz innych paliw ze skamieniałych stworzeń pociąga za sobą także wypuszczanie do atmosfery innego związku tlenu i węgla, który tak dramatycznie zmieni warunki życia na Ziemi, że przyszłość stanie się nie tylko niepewna, ale wręcz straszna”. “Co można nazwać początkiem końca? (...) Czy już samo górnictwo, czy może dopiero skonstruowanie bomby atomowej, które nie byłoby możliwe bez wydobycia rudy uranu? Pierwsze czy drugie z osiągnięć naukowych Fritza Habera? Opracowaną przez niego metodę pozyskiwania syntetycznych nawozów, które – co prawda kosztem zasolenia gleby i zaburzenia obiegu azotu w przyrodzie – umożliwiły wyżywienie, a zatem i istnienie miliardów ludzi, czy też technologię produkcji gazów bojowych, wykorzystywanych do zabijania żołnierzy wroga podczas I wojny światowej?”. “Nie kto inny, jak cichy bohater niniejszego tekstu, poczciwy, stary Haldane, tym razem w roli dyżurnego kanarka aliantów, udał się na front podczas drugiej bitwy pod Ypres w maju 1915 roku, aby odkryć że śmiercionośne opary to w istocie chlor, i szybko zaprojektować prowizoryczną maskę gazową”. “Kto wie, czy gdyby zwolnić ze służby wszystkie tak zwane zwierzęta użytkowe, nie poradziłyby one sobie doskonale bez naszej pomocy”. Od dawna wiadomo, co nas czeka. “Historia życia na Ziemi nie jest utworem scenicznym, a człowiek stanowi w niej, owszem, zdumiewający, ale jednak efemeryczny białkowy epizod, który zniknie tak samo jak wiele innych cudownych stworzeń”. Autorka odnosi się też do zatrucia Odry. “Nie potrafiłam znaleźć słów, które pomieściłyby tysiące ton nieżywych zwierząt, już za życia znanych z tego, że nie mają głosu. Czytając artykuł w gazecie, zatrzymałam na dłużej wzrok na zdjęciu zatrutej rzeki. Nic nie było widać. I właśnie na tym polegał problem. Nie ma odwrotu. Kanarek już się chwieje”. Wspomina o raporcie Greenpeace, obarczającym za to odpowiedzialnością trzy górnośląskie kopalnie węgla kamiennego. “Luki w polskim prawie – zauważają niemal lakonicznie działacze - w praktyce umożliwiają zrzut ścieków o zupełnie dowolnych stężeniach chlorków i siarczanów”. “Największym wyzwaniem dla naszych czasów – czytałam oniemiała – nie są zmiany klimatu, utrata bioróżnorodności ani pandemie, lecz – jak twierdzą badacze – +nasza zbiorowa niezdolność do odróżniania faktów od fikcji+”. Jest i o ptakach: “Milknące ptaki może i potrafiły ostrzegać przed czadem, ale nie przed tym, że wydobycie i spalanie węgla oraz innych paliw ze skamieniałych stworzeń pociąga za sobą także wypuszczanie do atmosfery innego związku tlenu i węgla, który tak dramatycznie zmieni warunki życia na ziemi, że przyszłość stanie się nie tylko niepewna, ale wręcz straszna”. “Próbowałam wyobrazić sobie świat bez ptaków. To jak zastanawiać się nad tym, jak wygląda groza, jak brzmi martwa cisza, czym jest koniec świata”. “Spostrzegłam stado szpaków na wieczornym niebie, chmarę opiłków żelaza płynnie przechodzących z jednego obrazu w drugi”. Zakończenie nie jest optymistyczne: “Gdzieś przysiadła kapturka i śpiewała teraz swoją żywą, poranną piosenkę. Z pewnością obwieszczała z zapartym tchem jakiś ptasie wiadomości. Cieszyłam się, że ich nie rozumiem”. BTW: Głos kapturki należy do najpiękniejszych, swoje trele zawsze wyśpiewuje u mnie w Parku Skaryszewskim wiosną…
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na72 miesiące temu
Wszystko to zbyt małe. Eseje ku chwale nadmiaru Becca Rothfeld
Wszystko to zbyt małe. Eseje ku chwale nadmiaru
Becca Rothfeld
Czy żyjemy w ciągłym nadmiarze rzeczy, pojęć i doświadczeń? Czy sztuka musi służyć utylitarnemu celowi czy jej zadaniem jest służenie pięknu? Czy hołd prostoty i pęd ku niej sprawia, że stajemy się lepsi? Gdzie jest granica pomiędzy niedoborem, a naddatkiem? Czy potrafimy zdefiniować w naszym życiu różnicę pomiędzy potrzebą a pożądaniem? I które powinno wziąć górę? Odpoeiedzi do tych pytań szuka autorka w swojej eseistycznej dyskusji i momentami dochodzi do bardzo ciekawych wniosków. Niezwykle interesujący esej na temat uważności i terapii duszy prowadzi do wniosków, że wyzbywając się stanów pośrednich między przed i po prowadzimy również do wyzbycia się swoich uczuć i emocji, także tych negatywnych, a przecież mają one swoje przyczyny i tworzą one naszą ludzka powłokę. Bez nich nie bylibyśmy tym kim jesteśmy. Autorka próbuje przekonać do wyrażania się w pełni, ze swoimi negatywami również, be sztucznego podążania ścieżką wyolbrzymionego spokoju, który nie każdemu może przynieść ukojenie. Innym ciekawym esejem jest ten poświęcony erotyzmowi w dobie postzgody ruchu metoo. Autorka przytacza argumenty współczesnych purytanek, jednocześnie próbując zrozumieć jaką rolę odgrywa seks we współczesnym świecie aplikacji randkowych, wymieszanych pojęć liberalizmu z purytańskim podejściem do tematu, dążąc jednocześnie do swojego argumentu, że seks po prostu może być przyjemny, jako akt sam w sobie bez przypisywania mu żadnych politycznych, społecznych czy genderowych łatek. Oczywiście ta wolność okupiona jest dużym brakiem zrozumienia, gdyż praktyka a teoria to dwie różne bestie. Autorka pokazuje, że świat to nie tylko grupa żarłocznych libertynek domagających się pejczowania i duszenia, oraz matek-polek pełnych religijnego uniesienia, ale też duża masa środkowa, która szuka piękna w świecie, także w wyeksploatowanym do cna erotyźmie XXI wieku. Daje do myślenia esej poświęcony fenomenowi Sally Rooney i jej pozornej normalności, wynoszonej autorkę na piedestał współczesnej mainstreamowej literatury. I nie chodzi tu o samą literaturę, ale tak naprawdę jej przyjęcie, które ukazuje jak łatwo poddać się nieokreślonej fascynacji z grubsza wciągającej, acz poprawnej prozie. Eseje na pewno stawiają wiele ciekawych tez i argumentacja, gdy wyłuskać jej głębszy sens, oczywiście, zmusza do refleksji ale też niesie ze sobą prawdę przed którą ciężko się obronić. Nadmiar i perspektywa mu towarzysząca momentami przybiera nieoczekiwane konotacje zakorzenione we współczesnych problemach XXI wieku. Nie jest to do końca łatwa lektura, co akurat moim zdaniem jest plusem. Jedynym aspektem, który lekko mnie irytował w czasie lektury to szczegółowe przytaczanie akcji filmów i książek, by poprzeć swoje argumenty. W pewnym momencie robi się to reduntantne, a głębszy sens gubi w nadmiarowej szczegółowości, ale może to ten zbytek ku chwale któremu napisane są te eseje. Współpraca barterowa/reklamowa z wydawnictwem Filtry.
Swiezakksiazkowy - awatar Swiezakksiazkowy
ocenił na97 miesięcy temu
Neapol słodki jak sól Piotr Kępiński
Neapol słodki jak sól
Piotr Kępiński
Kolejny reportaż z serii Sulina, który wymyka się prostym kategoriom reportażu czy literatury podróżniczej. Dla mnie to raczej literacki fresk utkany z esejów, rozmów, wspomnień i miejskich mitów. Fresk, który próbuje uchwycić Neapol w jego najbardziej sprzecznej, pulsującej formie. Już na poziomie konstrukcji widać, że Kępiński nie interesuje się linearną opowieścią. Zamiast tego prowadzi czytelnika przez miasto fragmentami, jakbyśmy sami błądzili jego ulicami, skręcając w kolejne zaułki historii, kultury i codzienności. To Neapol widziany z wielu perspektyw, przez rozmowy z mieszkańcami, przez literaturę, przez pamięć i przez teraźniejszość, która nieustannie przetwarza przeszłość. Największą siłą tej książki jest jednak dla mnie język. Kępiński operuje stylem gęstym, obrazowym, momentami niemal poetyckim, ale nigdy przesadnie ozdobnym. Jego opisy mają w sobie coś z reporterskiej precyzji, a jednocześnie potrafią przechodzić w ton niemal oniryczny. Dzięki temu Neapol nie jest tu tylko miejscem, staje się stanem umysłu. Skosztujcie sami: „W Neapolu piękno przenika brzydotę, brud przykrywa wspaniałe mozaiki (…) spalone motorowery albo samochody są pamięcią codzienności.” To zdanie właściwie streszcza całą filozofię tej książki. Kępiński nie próbuje „oczyszczać” miasta ani go estetyzować, przeciwnie, pokazuje, że jego tożsamość rodzi się właśnie z napięcia między tym, co zachwycające, a tym, co odpychające. Brzydota nie jest tu defektem, lecz integralną częścią pejzażu. „Neapol to świat z lekka psychotyczny. Z jednej strony religijny (…) z drugiej okrutny i zbrodniczy.” To jedno z najcelniejszych ujęć ducha miasta. Kępiński znakomicie uchwycił tę schizofreniczną dwoistość, religijność splatającą się z przemocą, sacrum z profanum, świętość z przestępstwem. Co więcej, autor sugeruje, że te porządki nie tylko współistnieją, ale wręcz się warunkują. To bardzo dalekie od stereotypowego, „turystycznego” spojrzenia. Warto też podkreślić, że język Kępińskiego buduje specyficzne napięcie emocjonalne. Nie jest to narracja neutralna, czuć w niej fascynację, ale i niepokój. Autor nie ukrywa, że Neapol bywa przytłaczający, chaotyczny, a nawet brutalny, ale jednocześnie nie pozwala czytelnikowi się od niego zdystansować. Kocham takie reportaże, jest niemal oniryczny, ponieważ Kępiński rzeczywiście tworzy coś na pograniczu snu i dokumentu, rzeczywistość jest tu realna, ale jednocześnie lekko przesunięta, jakby filtrowana przez emocje, pamięć i wyobraźnię. Istotne są też tematy, które autor podejmuje, od historii i polityki, przez działalność kamorry, po kwestie społeczne, migracyjne i kulturowe. Jednak nie są one podane w formie suchych analiz, ale zawsze zakorzenione są w konkretnych historiach, twarzach, rozmowach. Najciekawsze jest jednak to, że mimo całej tej „ciemnej” strony, mimo przemocy, chaosu, biedy, to książka wcale nie zniechęca do Neapolu, wręcz przeciwnie. Jest w w tej książce coś na kształt literackiej ody. Nie naiwnej, nie idealizującej, ale głęboko zaangażowanej emocjonalnie.
Elwira - awatar Elwira
oceniła na85 dni temu
Smocza. Biografia żydowskiej ulicy w Warszawie Benny Mer
Smocza. Biografia żydowskiej ulicy w Warszawie
Benny Mer
Bardzo czekałam na tę książkę. Opowieść o Smocza sprzed II wojny światowej brzmi jak dobry temat. Wędrówka Mera przez archiwa światowe, a także współczesne warszawskie ulice na których próbuje odnaleźć fragmenty dawnego świata to fascynująca podróż. Zarówna ta przez piętra i mieszkania poszczególnych kamienic, historie mieszkańców, opisy codziennych zmagań z rzeczywistością. Fascynujący jest fragment w których Autor poszukuje informacji o bohaterce słynnej pieśni Binema Hellera "Majn szwester, Chaje", a także przedstawienie literackiego wizerunku Smoczej na podstawie opowiadań Abrahama Rajzena. Cudowne są przekłady poezji jidyszowej znakomitej Belli Szwarcman-Czarnoty, które nie tylko dają przestrzeń i tło dla smoczych historii, ale są, przede wszystkim, wspaniałymi przykładami talentu i zmysłu obserwacyjnego ich autorów. To wielka przyjemność móc czytać te literackie perełki. Dla mnie jednym z najważniejszych rozdziałów w książce jest ten o teatrach ze Smoczej. Teatry, które zmieniały się w kina i na odwrót, repertuary, które przynosiły sławę lub zrzucały na samo dno artystycznej drabiny sławy, wszystko to w szybkiem tempie działo się w przestrzeniach teatralnych korytarzy żydowskich teatrów. Najgorsze co mogło się zdarzyć to szund (tandeta, szmira, kicz) - jidyszowe przekleństwo, które wprowadził na salony sam Szolem Alejchem pisząc o tym w jednym z artykułów z 1888 roku. odnosząc się do popularnych wówczas "powieści dla kucharek". Wiele z teatralnych sztuk nosiło to niepopularne brzmię, najczęściej w warstwie dramaturgicznej, gdzie kontekst i ciąg przyczynowo-skutkowy nie miały żadnego, bodaj, sensu. Interesujące, a często komiczne są skróty fabularne niektórych dzieł dramaturgicznych proponowanych w ówczesnych teatrach. Jedna z teatralnych piosenek "Dziewczyna jak cedr" ma taki fragment o Smoczej: "A ja lubię Smoczą, bo jest przystojna ulicą". Dzięki Merowi odkrywamy to z każdą kolejną stroną. U niego każdy człowiek urasta do postaci wartej zapamiętania, zwykłe życie staje się kanwą do intrygującej opowieści o tym jakim przemianom i zależnościom podlegała żydowska ulica. Im dłużej czytam tym bardziej słyszę gwar rozmów, ciasnotę kramików, przekomarzania sprzedawców bajgli, czy hałas fabryczek. Mikrokosmos makro spraw. Spacer przez strony książki, która mówi o utraconym mieście, minionym czasie, nieodżałowanym losie tych, których już nie ma. Książka składa się z fragmentów. Nie ma tu ogólnego, szerokiego spojrzenia na geopolitykę ulicy, zainteresowanie Autora zawęża się do wybranych fragmentów, nie chciał on zamieszczać okupacyjnych zdjęć, nie korzystał z polskiej przedwojennej prasy, nie ma odniesienia do miasta. Jest Smocza i to w urywkach zaproponowanych przez Autora. Nie jest to zarzutem, raczej spostrzeżeniem. Zamiast panoramy - wąski kadr, ale taki był wybór Mera. Będę wracać do tłumaczeń Belli Szwarcman-Czarnoty, to bardzo istotna i skłaniająca do powrotów część książki.
BuchBuch - awatar BuchBuch
ocenił na71 miesiąc temu

Cytaty z książki Bałtyk. Podróż literacka

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Bałtyk. Podróż literacka