Ziemie. Historie odzyskiwania i utraty

- Kategoria:
- nauki społeczne (psychologia, socjologia, itd.)
- Format:
- papier
- Data wydania:
- 2024-09-01
- Data 1. wyd. pol.:
- 2024-09-01
- Liczba stron:
- 432
- Czas czytania
- 7 godz. 12 min.
- Język:
- polski
- ISBN:
- 9788397275102
W 1945 roku nowy rysunek granic wprawił w ruch miliony. Ogromny obszar kończący się na zachodzie wstęgami Odry i Nysy Łużyckiej stawał się Polską. Gdzie indziej Polskę wymazano, choć nie można było o tym głośno mówić. Na „Ziemiach Odzyskanych” zegarki przestawiono na czas średniowieczny, w centrum ustawiając mit piastowski. Przyjeżdżającym obiecywano dobrobyt i spokój.
Osadnicy i osadniczki na miejscu zastali chaos, budynki z czerwonej cegły i muru pruskiego, napisy w niemieckim gotyku. Jak poczuć się u siebie, gdy dookoła wszystko inne, obce, „poniemieckie”?
Z relacji, dokumentów i pamiętników wyłania się obraz ludzi, którzy próbowali odnaleźć się w nowym miejscu, zbudować Polskę i siebie. Autorka oddaje głos dobrowolnym osadnikom, i tym siłą wysiedlonym ze wschodu, żołnierzom szturmującym Wał Pomorski, urzędnikom, a także Niemcom, dla których te tereny stanowiły Heimat, dom.
To unikalna, doprowadzona aż do współczesności opowieść o wielkiej historii, polityce, propagandzie, układach międzynarodowych, budowie pamięci, mitów i ich dekonstrukcji. A także o codziennych ludzkich wyborach, które trzeba było podejmować w nowej rzeczywistości. O decyzjach trudnych, które wielu przemilczało.
To też osobista opowieść Autorki, wnuczki osadników, urodzonej w przez wieki pogranicznym Wałczu/Deutsch Krone na Pomorzu Środkowym. „Staram się odtworzyć historie możliwie wielu rodzin. Historie innych, które może opowiedzą mi coś o mojej własnej. I opowiedzą coś także czytelniczkom i czytelnikom, których nurtują podobne do moich pytania”.
To książka o korzeniach – zapuszczanych i odciętych, o tożsamości i duchach przeszłości, które nigdy do końca nie znikają.
Chciałam, aby ta książka była nie tylko historią o „Ziemiach Odzyskanych” i o tym, jaki ślad w pamięci i zapominaniu po sobie zostawiły – choć to centralny jej temat – ale by stała się także przewodnikiem po patrzeniu i dostrzeganiu. Gdzie mieszkamy i co widzimy? Dlaczego właśnie w ten sposób widzimy – i kto nas nauczył, by tak patrzeć? Czy są sposoby, dzięki którym możemy to widzenie wyczulić i wyostrzyć?
Kup Ziemie. Historie odzyskiwania i utraty w ulubionej księgarni
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Opinia społeczności
Ziemie. Historie odzyskiwania i utraty
Książkę przeczytałam niemal jednym tchem. I pewnie będę do niej wracać. Mieszkam od urodzenia na tych "ziemiach odzyskanych", które w większości nigdy nasze, czyli polskie nie były, a reszta dawno i krótko. I słuchałam opowieści o cudownej, choć biednej "centrali", skąd przybyła tu moja rodzina. Używałam poniemieckich sprzętów, znajdowałam ułamki ceramiki i krzywe łyżeczki w gruzach rodzinnego miasta. Wciąż są tu ślady dawnych mieszkańców wyłaniające się nie tylko z układu urbanistycznego, ale np. napisów nad dawnym sklepem... Dla mnie to była ziemia rodzinna, ale przecież wiedziałam, że dla moich rodziców nie. Dzisiaj nie mieszkam już na Dzikim Zachodzie czy oficjalnie - Ziemiach Odzyskanych. Mieszkam na Pomorzu Zachodnim. Lektura była powrotem do czasów dzieciństwa, młodości... Książka podobała mi się także dlatego, że autorka bez zacietrzewienia, bez podkładu polityki opisała sytuację, gdy na miejsce zasiedlone od wieków nagle przychodzą inni ludzie, o innych obyczajach, kulturze codziennego życia, naznaczeni w dodatku, bo przecież nie wszyscy tu dobrowolnie przyjechali. Ma także wymiar uniwersalny, bo takie przesiedlenia całych pokoleń nie są przecież ewenementem na świecie. Cenię autorkę za szereg celnych spostrzeżeń w tej mierze.
Oceny książki Ziemie. Historie odzyskiwania i utraty
Poznaj innych czytelników
618 użytkowników ma tytuł Ziemie. Historie odzyskiwania i utraty na półkach głównych- Chcę przeczytać 502
- Przeczytane 103
- Teraz czytam 13
- Posiadam 32
- Historia 8
- 2025 7
- Chcę w prezencie 4
- Do kupienia 4
- Reportaż 3
- Popularnonaukowe 2
Tagi i tematy do książki Ziemie. Historie odzyskiwania i utraty
Czytelnicy tej książki przeczytali również
Cytaty z książki Ziemie. Historie odzyskiwania i utraty
A to nie ostatnia taka historia i nie ostatni zegar. Inny Janusz, Przymanowski, po wojnie autor Czterech pancernych i psa, w trakcie wojny żołnierz-dziennikarz, pracujący w gazecie 1 Armii Wojska Polskiego. „Zwyciężymy", jak się nazywała, przez chwilę miała swoją siedzibę w Deutsch Krone, a właściwie już w Wałczu. Po zakończeniu walk o Wał Pomorski Przymanowski zajmuje się obow...
Rozwiń











































OPINIE i DYSKUSJE o książce Ziemie. Historie odzyskiwania i utraty
Ależ to była emocjonalna podróż przez "Ziemie Odzyskane". Autorka w sposób dokładny, wyczerpujący a zarazem lekkim w słowie prowadzi nas przez każdą strukturę tych że Ziem. Mimo że książka skupia się przede wszystkim na Pomorzu, to można ją odzwierciedlić również na Dolny Śląsk czy dawne Prusy Wschodnie.
Znakomita praca. Polecam z całego serca i wielkie brawa dla autorki
Ależ to była emocjonalna podróż przez "Ziemie Odzyskane". Autorka w sposób dokładny, wyczerpujący a zarazem lekkim w słowie prowadzi nas przez każdą strukturę tych że Ziem. Mimo że książka skupia się przede wszystkim na Pomorzu, to można ją odzwierciedlić również na Dolny Śląsk czy dawne Prusy Wschodnie.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZnakomita praca. Polecam z całego serca i wielkie brawa dla...
Polecam
Polecam
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toW obecnej dekadzie ukazało się wiele książek poświęconych tzw. Ziemiom Odzyskanym: „Odrzania” Zbigniewa Rokity, „Niedopolska” Sławomira Sochaja, „Mein Gott, jak pięknie” Filipa Springera, „Przesiedleńcy. Wielka epopeja Polaków, 1944-1946” Grzegorza Hryciuka, „Repatrland '45. Drogi Polaków na Ziemie Odzyskane” Tomasza Bonka, „Jak zdobywaliśmy Pomorze. Mroczne historie z ,,ziem odzyskanych"„ zbiorowego autorstwa, czy niniejsza pozycja. Również Olga Tokarczuk zapowiedziała napisanie powieści na kanwie wielkiej powojennej migracji ludności na zachodnie tereny Polski. Zrecenzowałem już „Odrzanię” i „Niedopolskę”, a teraz napiszę więcej o znakomitym opracowaniu dr Karoliny Ćwiek-Rogalskiej „Ziemie. Historie odzyskiwania i utraty”.
„Ziemie” są obszerną, starannie udokumentowaną publikacją mogącą służyć także przy pracy naukowej. Autorka, antropolożka i kulturoznawczyni, obficie korzystała ze źródeł pamiętnikarskich oraz prasowych, nie tylko aby zrekonstruować bieżące wydarzenia, ale także oddać co ludzie czuli i myśleli w danych czasach. Całość napisała bardzo przyjemnym w lekturze, bogatym stylem urozmaiconym różnymi figurami retorycznymi. Książka posiada chronologiczny układ, rozdziały biegną od wydarzeń tużpowojennych po czasy współczesne. Duża jej część odnosi się do rodzinnego miasta autorki (Wałcza w województwie zachodniopomorskim).
Mocną stroną „Ziem” jest nakreślenie tła społecznego rozmaitych wydarzeń. Dzięki lekturze można zrozumieć, jak chciano pokazać dynamikę i potencjał nowych terenów na wystawie we Wrocławiu, czy jak świętowano rocznicę tysiąclecia Polski (obchody państwowe) oraz jej chrztu (celebracje kościoła katolickiego). Można się dowiedzieć jak i do kiedy funkcjonowało osobne ministerstwo poświęcone Ziemiom Odzyskanym oraz kto stał na jego czele; czym był PUR (Państwowy Urząd Repatriacyjny). Po przeczytaniu będziemy także kojarzyć, gdzie w kraju stacjonowali żołnierze armii radzieckiej. W ogóle historia dziejąca się w PRLu została świetnie opisana. Ciekawie przeanalizowane zostało również życie w niemieckim Wałczu (wówczas Deutsch Krone) na podstawie prasy i fotografii. Szkoda, że dużo skromniej prześledzono przemiany po upadku PRLu – ich znacznie bogatsze opisy i analizy znajdziemy w „Odrzanii” Rokity czy „Niedopolsce” Sochaja.
Gdyby ktoś mnie spytał, po którą z książek – Ćwiek-Rogalskiej, Sochaja, czy Rokity – ma sięgnąć, wskazałbym mu pierwszą z nich. Ale nie jest to łatwy i oczywisty wybór, bo każda podchodzi do tematu w inny sposób i wszystkie się wzajemnie uzupełniają. „Ziemie” bazują na dokładnej kwerendzie pamiętników, gazet, fotografii (przeprowadzonej również na źródłach niemieckich). Sochaj i Rokita jeździli sporo po Ziemiach Odzyskanych, by uchwycić szczegóły i zdać relację z tego co zobaczyli; Rokita przeprowadził również szereg wywiadów z lokalnymi mieszkańcami, historykami czy aktywistami. Jednak „Odrzania” to dość mocno chaotyczna i subiektywna lektura, z nieznośnie przebijającą postacią autora. Książka Sochaja jest dużo lepiej skomponowana i czuć w niej fascynację oraz miłość piszącego do Wrocławia i Dolnego Śląska (a nie przerośnięte ego). Dzieło Ćwiek-Rogalskiej jest też precyzyjnie zaplanowane i zawiera pomocnicze materiały w postaci map oraz zestawień zdjęć tych samych miejsc sprzed i po II wojnie św., których zarówno „Odrzania”, jak i „Niedopolska” nie miały.
Tematyka Ziem Odzyskanych jest bogata i pasjonująca. Powstaną kolejne książki na jej temat, które ukażą inne, nieuwzględnione jeszcze aspekty życia w tych regionach. Jednak po przeczytaniu trzech poświęconych im książek mogę śmiało polecić „Ziemie. Historie odzyskiwania i utraty” każdemu zaintrygowanemu.
W obecnej dekadzie ukazało się wiele książek poświęconych tzw. Ziemiom Odzyskanym: „Odrzania” Zbigniewa Rokity, „Niedopolska” Sławomira Sochaja, „Mein Gott, jak pięknie” Filipa Springera, „Przesiedleńcy. Wielka epopeja Polaków, 1944-1946” Grzegorza Hryciuka, „Repatrland '45. Drogi Polaków na Ziemie Odzyskane” Tomasza Bonka, „Jak zdobywaliśmy Pomorze. Mroczne historie z...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTemat obrany przez autorkę jest niezwykle ciekawy, ale niestety książka sama w sobie jest rozczarowująca. Użyta składnia jest w jakiś sposób dziwna, wręcz nieprzyjemna - sprawia wrażenie na siłę pisanego, przeciągniętego wypracowania. W połączeniu z pewnego rodzaju chaosem w przedstawianiu informacji i mieszanym, nierównym stylem pisania, daje pozycję, której lektura męczy.
Temat obrany przez autorkę jest niezwykle ciekawy, ale niestety książka sama w sobie jest rozczarowująca. Użyta składnia jest w jakiś sposób dziwna, wręcz nieprzyjemna - sprawia wrażenie na siłę pisanego, przeciągniętego wypracowania. W połączeniu z pewnego rodzaju chaosem w przedstawianiu informacji i mieszanym, nierównym stylem pisania, daje pozycję, której lektura męczy.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZacznę od tego, że książkę świetnie się czyta, autorka ma bardzo lekkie pióro. W trakcie lektury jakoś mi ciągle do głowy wpadał Kapuściński, może dlatego, że momentami ma się wrażenie, że autorka była świadkiem opisywanych wydarzeń. Podkreślę jeszcze raz, czyta się rewelacyjne.
Pewną wadą jest że książka koncentruje się na części Pomorza, a wycieczki w inne rejony są, jak dla mnie, zbyt rzadkie. Nie umniejsza to w żaden sposób rzetelności i jakości tej książki, ale żałuję, że tak dobry autor nie przyjrzał się dokładniej rejonom, które leżą bliżej mnie i przez to bardziej mnie interesują.
Największą zaletą jest, że nie jest to tylko świetny reportaż historyczny, ale jest również warstwa pewnej refleksji na historią. "Ziemie..." stają się przez to książką pobudzającą do rozważań o tym, co historia robi z nami wszystkimi.
Na zakończenie rzecz oczywista. To druga książka Wydawnictwa RN jaką czytałem i druga świetna. Jakość wydania, redakcji to absolutny "top". Te książki nie tylko dobrze się czyta, ale dobrze leżą w ręce. Wydawnictwu życzę, by uważali na prawo regresji do średniej, bo ja na razie lecą na bardzo wysokim C.
Zacznę od tego, że książkę świetnie się czyta, autorka ma bardzo lekkie pióro. W trakcie lektury jakoś mi ciągle do głowy wpadał Kapuściński, może dlatego, że momentami ma się wrażenie, że autorka była świadkiem opisywanych wydarzeń. Podkreślę jeszcze raz, czyta się rewelacyjne.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPewną wadą jest że książka koncentruje się na części Pomorza, a wycieczki w inne rejony są, jak...
Karolina Ćwiek-Rogalska, doktor habilitowana, pracownik Instytutu Slawistyki Polskiej Akademii Nauk, od dawna zajmowała się historią tak zwanych Ziem Odzyskanych, w czym swój udział miały też losy dziadków autorki ze strony obojga rodziców, którzy osiedli w Wałczu (Deutsch Krone). Powstała tym samym nie tylko obszerna, rzetelna, oparta na źródłach i archiwalnych materiałach, monografia Ziem Odzyskanych, tutaj głównie Pomorza Środkowego, ale też przejmująca historia rodzin, konkretnych ICH, przywiezionych na te ziemie z konieczności lub też zjeżdżających tu z nadzieją na lepsze życie. Wspominają o tym szczerze w zapiskach, pamiętnikach i listach, wielokrotnie cytowanych w książce liczni przybysze z różnych stron. Jej stronice mówią głosem ludzi dotkniętych tragedią wojny i spragnionych stabilizacji.
Autorka nie ucieka od niewygodnych i trudnych tematów, jakimi były też między innymi wysiedlenia rodzin niemieckich, zajmowanie ich gromadzonego od kilku pokoleń dobytku, budowanie z konieczności wokół sprawy „odzyskiwania” terenów, niekiedy mało wiarygodnych, legend. Kolejne rozdziały poświęcone są odrębnym zagadnieniom, na końcu każdego z nich umieszczono zaś przypisy, w trosce o dobre zrozumienie treści, umiejscowienie jej we właściwym kontekście. Swoją bardzo ważną rolę pełnią też tutaj mapy i licznie obecne fotografie.
Pewne epizody exodusu 1945 roku znamy z literatury i filmu, o jakichś aspektach uczyliśmy się na lekcjach historii. Dopiero jednak zgromadzenie w jednym miejscu całej faktograficznej wiedzy, wymieszanie suchych liczb i nazw z dramatyczną historią ludzkich przeżyć, z pojedynczymi wątkami, opisanymi ze sporą dozą emocji, z przywołaniem sytuacji zabawnych i smutnych, nerwowych i niebezpiecznych, daje możliwość wczucia się w ów odległy, dziwny czas i sytuację częściowego przymusu i gorączkowego szukania wytłumaczenia, historycznych uwarunkowań, naszej słusznej racji. Gromady ludzi wysiadają na stacji i nie mają pojęcia, dokąd się dalej udać, co ich czeka, gdzie przyjdzie im zamieszkać, w czyjej pościeli się położyć i z jakimi duchami dzielić nowy, obcy dom.
Nie zapominajmy, iż nad wszystkim, co działo się w ówczesnej Polsce, a więc i nad tym procesem, czuwał, oczywiście „z pełną życzliwością i chęcią pomocy”, radziecki przyjaciel, tworząc szybciutko, obok polskich, także swoje struktury nadzorujące. Skomplikowane czasy i złożony projekt naraz, to trudne, duże przedsięwzięcie, tak więc „Chaos Ziem Odzyskanych trzeba zamienić w uporządkowany kosmos”, i to jak najszybciej, inaczej w społeczeństwie utrwali się lęk przed tymczasowością rozwiązań, niepewnością nowej granicy na Odrze i Nysie Łużyckiej.
Wszystko to jest niezmiernie ciekawe. Kto jechał na zachód Polski, dlaczego podejmowano takie życiowe decyzje, w jakich warunkach odbywała się podróż i co zastawano na miejscu. Życie ludzkie ujęte w statystyki, przedstawione w liczbach i tabelach, daje wyobrażenie ogólne, pozwala rozrysować sobie mapę i uświadomić rząd wielkości. Pojedyncze historie przemawiają zaś do serca, uruchamiają emocje i podsuwają sekwencje obrazów, zostawiają mocny ślad.
Powojenna wędrówka ludów to istny armagedon, koniec dotychczasowego świata dla olbrzymiej liczby polskich i niemieckich rodzin, co w niezwykle przenikliwy sposób przedstawił choćby Stefan Chwin w powieści „Hanemann”. W pracy Karoliny Ćwiek-Rogalskiej mieści się moc przykładów zwykłego życia rozpoczynanego, chcąc nie chcąc, od nowa. Mamy też okazję spojrzeć lata wstecz, podążając za wspomnieniami ludzi, układać potem starannie, kawałek po kawałku poszczególne elementy, zapełniając karty dotychczas niezapisane lub przemilczane, odkurzając pomniki i zmywając z nich maskującą elewację, pozory propagandy, docierając do samej istoty problemu.
Autorka potrafi w naprawdę przystępny sposób ukazać tę tuż powojenną rzeczywistość, a później tę nieco odleglejszą, lat sześćdziesiątych, co w przypadku prozy faktograficznej, zawierającej mnóstwo szczegółów, ma pierwszorzędne znaczenie. Doskonale przy tym sfastrygowano warstwę naukową i tę wspomnieniową, bardzo osobistą, splatając je tak, iż szwy pozostają niewidoczne i cała opowieść po prostu płynie. Równoważą się one i uzupełniają, dając nam szeroką, wielobarwną i wielopłaszczyznową panoramę polskiego „Dzikiego Zachodu”, obraz ogromnego ludzkiego pragnienia, by oswoić obce, pruskie mury z czerwonej cegły i pisane znienawidzoną szwabichą nazwy ulic, by usłyszeć, jak Odra szemrze po polsku. Są tutaj dwa odmienne, skłócone z sobą punkty widzenia, są emocje wypędzonych i obawy osiedleńców, jednych i drugich niepewnych swojego dalszego losu.
Za egzemplarz dziękuję: https://sztukater.pl/
Karolina Ćwiek-Rogalska, doktor habilitowana, pracownik Instytutu Slawistyki Polskiej Akademii Nauk, od dawna zajmowała się historią tak zwanych Ziem Odzyskanych, w czym swój udział miały też losy dziadków autorki ze strony obojga rodziców, którzy osiedli w Wałczu (Deutsch Krone). Powstała tym samym nie tylko obszerna, rzetelna, oparta na źródłach i archiwalnych...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZiemie Odzyskane – przyjmijmy na potrzeby recenzji ten termin, mimo iż historycznie i znaczeniowo jest nie do końca poprawny, ale dla większości z nas najbardziej zrozumiały – wreszcie, po latach traktowania po macoszemu, spotykają się z coraz większym zainteresowaniem literatów, historyków, a także filmowców. O Ziemiach Odzyskanych pisze chociażby Marek Koprowski. Kto nie czytał reportażu „Odrzania” laureata Nagrody Nike, Zbigniewa Rokity, lub nie oglądał serialu „Rojst” Jana Holoubka, to zachęcam do nadrobienia zaległości. Polecam również esej „Niedopolska” Sławomira Sochaja, zdaniem którego proces integracji przejętych w 1945 roku ziem Pomorza Zachodniego, Warmii i Mazur, Ziemi Lubuskiej oraz Śląska przypominał typową kolonizację z eksploatacją gospodarczą (w tym ze zjawiskiem szabrownictwa),z granicami rysowanymi od linijki (podział Prus Wschodnich między Polskę a ZSRR niczym w kolonialnej Afryce),z utrzymywaniem garnizonów wojskowych pół wieku po zakończeniu wojny, z mniej lub bardziej udaną polonizacją i katolizacją przesiedlonej ze Wschodu ludności (Ukraińcy, Łemkowie, Bojkowie),ze społeczną apatią osiedleńców i poczuciem braku sprawczości, objawiającym się chociażby niską frekwencją wyborczą czy skąpą, w porównaniu z resztą kraju, liczbą… Kół Gospodyń Wiejskich.
Z dużym zainteresowaniem sięgnąłem po książkę, którą, w przeciwieństwie do powyższych, przygotował naukowiec, doktorka habilitowana Karolina Ćwiek-Rogalska. Kulturoznawczyni, antropolożka i bohemistka związana z Polską Akademią Nauk, w pracy naukowej zajmująca się tematyką przesiedleń oraz powstawaniem nowych kultur postprzesiedleniowych w Polsce, Czechach i Słowacji. Nad pamięcią Ziem Odzyskanych pracowała od kilkunastu lat, w czym dodatkowym atutem było pochodzenie z Wałcza, który również na wspomnianym terenie leży, choć przynależność do Polski na rzecz Prus stracił dopiero w efekcie pierwszego rozbioru. „Ziemie. Historie odzyskiwania i utraty” nie są jednak pracą stricte naukową. Zdecydowanie bliżej im do reportażu historycznego, w którym głos mają żywi ludzie, ich wspomnienia i relacje, a nie suche fakty i liczby z oficjalnych dokumentów.
Wydawnictwo Radio Naukowe przygotowało wysokiej jakości „opakowanie” dla treści. Wydanie zasługuje na pochwały. Twarda oprawa, ciekawa okładka, zszywane strony z dobrego papieru, sporo ilustracji i zdjęć oraz mój ulubiony układ przypisów – na końcu każdego z dziesięciu rozdziałów, a nie dopiero na zakończenie książki. Brawo!
Jak już wspomniałem, Ćwiek-Rogalska pochodzi z Ziem Odzyskanych. Inspiracją dla autorki były losy członków jej rodziny ze strony matki i ojca, którzy również znaleźli się wśród powojennych osiedleńców, szukając swojego miejsca na ziemi po wojennej zawierusze, licząc na to, że to właśnie Wałcz (niemiecki Deutsch Krone) i okolice, będą dobrym miejscem na napisanie nowego, życiowego rozdziału. Nie jest to jednak książka o odtwarzaniu losów swojej rodziny („rodziny bez źródeł”, jak pisze sama autorka),ale możliwych historii wielu rodzin, których losy może pozwolą dopowiedzieć coś o jej własnej. Ciekawym zabiegiem jest korzystanie z prac nadsyłanych na konkursy pamiętnikarskie, tak popularne w latach powojennych. Wyłania się z nich często Polska inna: „zamieszkana przez ludzi, którzy w nowych miejscach budowali i ją, i siebie na nowo, z kawałków, ruin i niedopowiedzianych historii.” Ćwiek-Rogalskiej lektura tych wspomnień kojarzy się z seansem spirytystycznym, w czasie którego wywoływane duchy co prawda przychodzą, ale niekoniecznie są skłonne do opowiadania na te akurat pytania, które chcemy im zadać. Kopalnią informacji o nowo przybyłych na Ziemie Odzyskane są także archiwa Państwowych Urzędów Repatriacyjnych, które – choć mocno niekompletne – dają pogląd na to, kto przyjeżdżał, co przywoził, jakie miał potrzeby i co otrzymywał „na start”. Swoje opowieści snują pierwsi urzędnicy i nauczyciele, pionierzy, żołnierze z obu stron „Wału Pomorskiego”, ale także andersowcy, oraz Niemcy, wracający myślami, a wreszcie także osobiście, do swojego „Heimatu”. Są Polacy z centrum kraju i repatrianci z Kresów Wschodnich oraz przesiedleńcy z akcji „Wisła”. Akcja toczy się w ministerialnych gabinetach w Warszawie, w tym w Ministerstwie Ziem Odzyskanych z Władysławem Gomułką na czele, oraz w zagubionych w lasach Pomorza Środkowego osadach. Przypatrujemy się zjawisku szabrownictwa i walkom na szybko przesuwającym się w tej części Europy froncie. Dowiadujemy się, w jaki sposób Kościół Katolicki zapuszczał tutaj korzenie, wysłuchujemy historii autochtonów oraz dowiadujemy się, czy historię Ziem Odzyskanych „da się opowiedzieć do końca”.
Duchów, które przybywają na wspomniany seans spirytystyczny, jest więc sporo. Duchów osób, które niegdyś tutaj mieszkały, tych, które przywieźli nowi mieszkańcy, oraz tych, które narodziły się już na miejscu. Z całą pewnością z ich relacji nie da się ułożyć jednej historii. Trudno nawet o jej ramy, bo na dobrą sprawę nie wiadomo, kiedy wyznaczyć początek i koniec. Jest to więc potężne wyzwanie dla badaczy, zmuszonych poruszać się w gąszczu przypuszczeń, gdybań, domniemań, zmyśleń, plotek, powtórzeń, prawdopodobieństw i wyjaśnień bez przypisów. To historia, w której „to samo miejsce ma kilka, jeśli nie kilkanaście znaczeń i wszystkie mogą współistnieć, niekoniecznie sobie przecząc, ale równocześnie się nawzajem nie potwierdzając.”
Czy Karolina Ćwiek-Rogalska podołała wyzwaniu napisania książki o pamięci i zapominaniu Ziem Odzyskanych? Nie mam co do tego wątpliwości. Nie chciałbym, aby zabrzmiało to zbyt górnolotnie, ale może ten temat, który dotyczy kilkunastu milionów ludzi po obu stronach Odry, czekał właśnie na tę autorkę? Pisanie o mitach nie jest proste. Wydawałoby się, że w tym przypadku poszukiwania genezy mitu Ziem Odzyskanych będą łatwiejsze, że uda się jego elementy odszukać – i poskładać niczym puzzle – na już nieużywanych cmentarzach, w przedmiotach, które pierwsi właściciele pozostawili podczas ucieczek i przymusowych wyjazdów, w pomnikach, które po 1945 roku zaczęły upamiętniać zupełnie inne wydarzenia, w domach z czerwonej cegły, których nowi właściciele przez lata obawiali się, że ich poprzednicy powrócą po swoje, w szkołach z nowym językiem wykładowym i kościołach, gdzie śpiewa się już inne pieśni. Mit Ziem Odzyskanych nie jest jednak monolitem – „budowany starannie, choć w pośpiechu, porzucony w połowie, dobudowywany potem z doskoku w ramach ograniczonego ideowo budżetu, powracający w kolejnych wcieleniach.” To idealna pozycja, aby zweryfikować spostrzeżenia i stereotypy dotyczące tych terenów, najsilniejsze zwłaszcza wśród tych osób, które tam nigdy nie mieszkały. Może już nie z naszego pokolenia, ale z pokolenia naszych rodziców na pewno. Ważna książka, której prędko kolejne pozycje w tej tematyce nie dorównają.
Ziemie Odzyskane – przyjmijmy na potrzeby recenzji ten termin, mimo iż historycznie i znaczeniowo jest nie do końca poprawny, ale dla większości z nas najbardziej zrozumiały – wreszcie, po latach traktowania po macoszemu, spotykają się z coraz większym zainteresowaniem literatów, historyków, a także filmowców. O Ziemiach Odzyskanych pisze chociażby Marek Koprowski. Kto nie...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZaczyna się obiecująco budząc nadzieję, że będzie to opowieść na faktach, lecz jednak opowieść, a nie zbiór faktów i dygresji. Spodziewałam się czegoś w stylu „Chłopek” lub „Chamstwa”. Zbyt wiele się spodziewałam.
Zaczyna się obiecująco budząc nadzieję, że będzie to opowieść na faktach, lecz jednak opowieść, a nie zbiór faktów i dygresji. Spodziewałam się czegoś w stylu „Chłopek” lub „Chamstwa”. Zbyt wiele się spodziewałam.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążkę przeczytałam niemal jednym tchem. I pewnie będę do niej wracać.
Mieszkam od urodzenia na tych "ziemiach odzyskanych", które w większości nigdy nasze, czyli polskie nie były, a reszta dawno i krótko. I słuchałam opowieści o cudownej, choć biednej "centrali", skąd przybyła tu moja rodzina. Używałam poniemieckich sprzętów, znajdowałam ułamki ceramiki i krzywe łyżeczki w gruzach rodzinnego miasta. Wciąż są tu ślady dawnych mieszkańców wyłaniające się nie tylko z układu urbanistycznego, ale np. napisów nad dawnym sklepem...
Dla mnie to była ziemia rodzinna, ale przecież wiedziałam, że dla moich rodziców nie. Dzisiaj nie mieszkam już na Dzikim Zachodzie czy oficjalnie - Ziemiach Odzyskanych. Mieszkam na Pomorzu Zachodnim. Lektura była powrotem do czasów dzieciństwa, młodości...
Książka podobała mi się także dlatego, że autorka bez zacietrzewienia, bez podkładu polityki opisała sytuację, gdy na miejsce zasiedlone od wieków nagle przychodzą inni ludzie, o innych obyczajach, kulturze codziennego życia, naznaczeni w dodatku, bo przecież nie wszyscy tu dobrowolnie przyjechali.
Ma także wymiar uniwersalny, bo takie przesiedlenia całych pokoleń nie są przecież ewenementem na świecie. Cenię autorkę za szereg celnych spostrzeżeń w tej mierze.
Książkę przeczytałam niemal jednym tchem. I pewnie będę do niej wracać.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMieszkam od urodzenia na tych "ziemiach odzyskanych", które w większości nigdy nasze, czyli polskie nie były, a reszta dawno i krótko. I słuchałam opowieści o cudownej, choć biednej "centrali", skąd przybyła tu moja rodzina. Używałam poniemieckich sprzętów, znajdowałam ułamki ceramiki i krzywe...
Ciekawa, ale niestety zbyt mocno zakorzeniona w rejonie pomorza, przez co nie pokazuje głównych problemów , które zdominowały okres powojenny na niemieckich ziemiach przyłączonych do Polski. Szersze spojrzenie pokazała Pani Halicka w swoich publikacjach.
Ciekawa, ale niestety zbyt mocno zakorzeniona w rejonie pomorza, przez co nie pokazuje głównych problemów , które zdominowały okres powojenny na niemieckich ziemiach przyłączonych do Polski. Szersze spojrzenie pokazała Pani Halicka w swoich publikacjach.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to