Żywe wiązanie

Okładka książki Żywe wiązanie autora Igor Newerly,
Okładka książki Żywe wiązanie
Igor Newerly Wydawnictwo: Czytelnik Seria: Głowy Wawelskie literatura piękna
509 str. 8 godz. 29 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Seria:
Głowy Wawelskie
Data wydania:
1967-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1967-01-01
Liczba stron:
509
Czas czytania
8 godz. 29 min.
Język:
polski
Średnia ocen

0,0 0,0 / 10
Ta książka nie została jeszcze oceniona NIE MA JESZCZE DYSKUSJI

Bądź pierwszy - oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Żywe wiązanie w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Żywe wiązanie

Średnia ocen
0,0 / 10
0 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Żywe wiązanie

avatar
754
288

Na półkach:

Opowieść o życiu i kształtowaniu wrażliwości Henryka Goldszmita/Janusza Korczaka, napisana jak zawsze w przypadku Igora Newerlego pięknym językiem.

Opowieść o życiu i kształtowaniu wrażliwości Henryka Goldszmita/Janusza Korczaka, napisana jak zawsze w przypadku Igora Newerlego pięknym językiem.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
125
23

Na półkach: ,

Książka Newerlego zaskoczyła mnie tym jak bardzo jest aktualna. Teraz właśnie, w marcu 2018. W czasie wymownych okrągłych rocznic i próbach zmian akcentów w historii.
Bo to książka o Januszu Korczaku, ale też i próba odpowiedzi, opisania drogi Józefa Goldszmita do Janusza.
"Żywe wiązanie" to zabieg sadowniczy polegający na zaszczepieniu w starym pniu drzewa, nowej gałązki, która samodzielnie by nie przetrwała, ale teraz może czerpać soki z nowego korzenia, rosnąć na tej solidnej podstawie i dawać nowe świeże owoce. I to żywe wiązanie w książce to właśnie taka opowieść.
O życiu człowieka urodzonego w rodzinie żydowskiej, jego wzrastaniu i dojrzewaniu. O pracy nad sobą, i o tym by owoce tej pracy były świadectwem dobrego życia.
A to wszystko z miłością do języka polskiego, do jego kultury i tradycji. Szczególnie przez kontakt z językiem młodych ludzi pochodzenia żydowskiego, to przez "Mały przegląd". Opisane losy jego współpracowników są bardzo poruszające. Smutne tylko, że tak wielu z tych wartościowych ludzi zginęło w czasie wojny.

O zupełnie nowym podejściu do wychowania, o szacunku do dziecka, o prawie do własnego stanowienia o sobie. O nagradzaniu, a nie o karaniu.
Bardzo to wszystko obrazowe i prawdziwe.

A co mnie zaskoczyło to poglądy jakie miał Janusz Korczak dotyczące doboru naturalnego czy eutanazji. Dają sporo do myślenia.

Bez dwóch zdań był osobą nieprzeciętną i wyprzedzającą swoje czasy.

Książka Newerlego zaskoczyła mnie tym jak bardzo jest aktualna. Teraz właśnie, w marcu 2018. W czasie wymownych okrągłych rocznic i próbach zmian akcentów w historii.
Bo to książka o Januszu Korczaku, ale też i próba odpowiedzi, opisania drogi Józefa Goldszmita do Janusza.
"Żywe wiązanie" to zabieg sadowniczy polegający na zaszczepieniu w starym pniu drzewa, nowej...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1682
298

Na półkach:

http://zacofany-w-lekturze.pl/2018/01/samotny-wedrowiec-igor-neverly-zywe-wiazanie.html

http://zacofany-w-lekturze.pl/2018/01/samotny-wedrowiec-igor-neverly-zywe-wiazanie.html

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

59 użytkowników ma tytuł Żywe wiązanie na półkach głównych
  • 38
  • 21
20 użytkowników ma tytuł Żywe wiązanie na półkach dodatkowych
  • 13
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Igor Newerly
Igor Newerly
Wybitny prozaik, autor powieści i opowiadań, a także słuchowisk radiowych i scenariuszy filmowych. Urodził się 24 marca 1903 roku w Białowieży, zmarł 19 października 1987 w Warszawie. Biografią Newerlego można by obdzielić kilka osób, przynajmniej jeśli chodzi o ilość wykonywanych zawodów i życiowych pasji. Bywał stolarzem i szklarzem, myśliwym i kajakarzem, socjologiem i dyrektorem zakładu produkcyjnego, stenografem i redaktorem pism. Zawodowym pisarzem został dopiero w drugiej połowie życia. Wnuk Josefa Nevrli, przybysza z Czech, zarządzającego carskimi lasami w Puszczy Białowieskiej, syn rosyjskiego oficera Mikołaja Abramowa. Po śmierci ojca, który zmarł ratując tonącego, matka powtórnie wyszła za mąż za rosyjskiego oficera (zostanie w roku 1938 rozstrzelany w Penzie jako kontrrewolucjonista). W latach 1911-15 mieszkali w koszarach w Jabłonnie, gdzie chłopiec wskutek wypadku na placu ćwiczeń stracił prawą nogę (chodził odtąd z protezą, ale prowadził sportowy, aktywny tryb życia). W roku 1915 wobec zbliżania się armii niemieckiej rodziny urzędników i wojskowych ewakuowano w głąb Rosji. W ten sposób Newerly spędził dzieciństwo i młodość w Penzie, Saratowie i Kijowie, był tam świadkiem rewolucji i wojny domowej. W roku 1920 ukończył szkołę średnią w Symbirsku, w latach 1920-23 studiował prawo na uniwersytecie kijowskim. Z tego okresu pochodzi sporządzony przez niego stenograficznie zapis świadectw żołnierzy i oficerów brygady gen. Kotowskiego. Aresztowany przez NKWD (1923),został skazany na pobyt pod dozorem w Odessie. Powtórnie aresztowany, dzięki fortelowi wymknął się z transportu do łagru i pod koniec roku 1924, zagrożony aresztowaniem, przedostał się nielegalnie do Polski. Trafił do polskiego więzienia w Ostrogu nad Horyniem, ale został zwolniony po interwencji wujów. Po pobycie u jednego z nich, w leśniczówce Tocznabiel, zamieszkał w Warszawie, utrzymując się z dorywczych prac do czasu, aż założył jednoosobowe biuro stenograficzne "Esperto". Współpracował z wydawaną w Polsce emigracyjną ("białą") prasą rosyjską. W roku 1926 poznał Janusza Korczaka i został jego sekretarzem, a następnie przejął po nim redakcję eksperymentalnego pisma, tworzonego dla dzieci przez dzieci ("Mały Przegląd"). W latach 1928-32 studiował na wydziale nauk społecznych i politycznych Wolnej Wszechnicy Polskiej (uczęszczał m.in. na seminarium prof. Ludwika Krzywickiego). W roku 1930 poślubił Barbarę Szejnbaum (1908-73),wychowanicę Domu Sierot na ul. Krochmalnej, która była wówczas nauczycielką śpiewu w szkole RTPD na Żoliborzu i współzałożycielką oraz główną aktorką żoliborskiego teatru dla dzieci "Baj"; po wojnie występowała m.in. w Teatrze Polskiego Radia, zorganizowała tez archiwum Janusza Korczaka (obecne Korczakianum). 17 maja 1933 roku urodził im się jedyny syn, późniejszy dramaturg i prozaik Jarosław Abramow-Newerly. Pod koniec lat trzydziestych Igor Newerly był redaktorem tygodnika "WoTuM - Wolna Trybuna Młodych". Pisał w tym czasie powieść Nurt pod chłopskim brzegiem (zaginiona). Z chwilą wybuchu II wojny światowej Newerly przekwalifikował się na szklarza - zatrudniony w Społecznym Przedsiębiorstwie Budowlanym, biegał pomimo protezy po piętrach warszawskich kamienic, zastępując wypadłe wskutek bombardowań szyby nowymi. W latach 1940-42 był kierownikiem młodzieżowych zakładów stolarskich Rady Głównej Opiekuńczej na Żoliborzu. W roku 1942 założył Spółdzielnię Pracy Stolarsko-Zabawkarską. Równocześnie prowadził działalność konspiracyjną, uczestniczył w wytwarzaniu broni dla potrzeb podziemia. Aresztowany przez gestapo w nocy z 8 na 9 stycznia 1943 roku, został osadzony na Pawiaku. Po kilku dniach wywieziono go na Majdanek, gdzie był więziony do likwidacji obozu (1944). Stamtąd trafił do Oświęcimia, a w grudniu 1944, po "marszu śmierci", do obozu Sachsenhausen-Oranienburg. Stąd został przetransportowany do Bergen-Belsen, gdzie doczekał wyzwolenia obozu przez Anglików (1945). Przez kilka miesięcy mieszkał w "polskim miasteczku" w Bardowick k. Lüneburga, gdzie prowadził warsztat stolarski i brał udział w redagowaniu polskojęzycznej prasy lokalnej. Potem przez wyspę Sylt dotarł do Szczecina, gdzie 28 listopada 1945 zarejestrował się w Państwowym Urzędzie Repatriacyjnym. Po wojnie Newerly wstąpił do PPS (1947),a po zjednoczeniu tej partii z PPR został członkiem PZPR (1949). W roku 1946 Newerly był, wraz z żoną i innymi osobami, założycielem Komitetu Uczczenia Pamięci Janusza Korczaka (później zwanego Komitetem Korczakowskim) - do roku 1966 pełnił w nim funkcję wiceprzewodniczącego. Otrzymał zadanie zorganizowania przy Robotniczym Towarzystwie Przyjaciół Dzieci tzw. Instytutu Produkcji - zakładu, w którym wedle specjalnie pod kątem dziecka opracowanych wzorów wytwarzano zabawki, pomoce szkolne, meble i ubrania. W poszukiwaniu niezbędnych maszyn Newerly jeździł na Ziemie Zachodnie (zdarzało mu się stawać w obronie molestowanych niemieckich kobiet i dzieci). Wedle opublikowanego w "Biuletynie RTPD" (1948) artykułu Newerlego założony na terenach na północ od linii kolejowej (adres: Felińskiego 1) Instytut Produkcji miał się przekształcić w Instytut Kultury Materialnej Dziecka - placówkę badawczą, dysponującą radą naukową, biblioteką, muzeum i wydającą własne czasopismo. Wkrótce jednak po inauguracji Instytutu Produkcji Newerlego odsunięto od tej pracy, a on, zachęcony sukcesem cyklu słuchowisk radiowych, jakie pisał nocami po pracy w Instytucie Produkcji, zdecydował się na karierę pisarską. Członkiem Oddziału Warszawskiego ZLP został w roku 1950. (W roku 1964 został wybrany na przewodniczącego Oddziału Warszawskiego ZLP, w roku 1972, 46 głosami do 64, przegrał z Jarosławem Iwaszkiewiczem rywalizację o fotel prezesa ZLP.) W latach 1947/48 Newerly był redaktorem tygodnika dla młodzieży "Świat Przygód". W roku 1949 przełożył i adaptował dla Teatru Dzieci Warszawy sztukę E. Ciurupy Ulica Anny Rudenko, w której główną rolę grała jego żona. W latach 1952-54 Newerly był z ramienia ZG ZLP Opiekunem Kół Młodych Literatów. Do jego podopiecznych należeli Piotr Guzy, Jan Himilsbach, Marek Hłasko (który napisał o Newerlym wiersz),Włodzimierz Odojewski, Józef Ratajczak. Książką, która utrwaliła wizerunek Newerlego w powszechnej świadomości jako pisarza lewicowego była powieść Pamiątka z Celulozy. Od połowy lat pięćdziesiątych Newerly mieszkał przez część roku ze swą partnerką życiową, tłumaczką z języka rosyjskiego, Zofią Cybulską w miejscowości Zgon na Mazurach (obecnie dom nosi nazwę Mazurski Dom Pracy Twórczej Igora Newerlego 1957-1987, a tablica głosi, że tutaj "żył, odpoczywał i tworzył swoje niezapomniane utwory Igor Newerly, pisarz oczarowany urodą Mazur"). W Zgonie powstało Leśne Morze i Wzgórze Błękitnego Snu. Newerly angażował się też, bez powodzenia, w sprawę zatrzymania Mazurów w Polsce (głównym jego sojusznikiem był w tym zakresie założyciel Mazurskiego Uniwersytetu Ludowego w Rudziskach Pasymskich Karol Małłek, 1898-1969). W połowie lat sześćdziesiątych Newerly zaangażował się w sprawę poprawy warunków bytowych pisarzy i ograniczenie samowoli cenzury, czego owocem był tzw. "memoriał Newerlego" (zob. niżej),zignorowany przez władze. W roku 1966 pisarz oddał legitymację członka PZPR. Newerly wielokrotnie występował w obronie pisarzy i działaczy prześladowanych przez władze komunistyczne z powodów politycznych (rotmistrza Witolda Pileckiego, Melchiora Wańkowicza, Stefana Niesiołowskiego i innych działaczy organizacji "Ruch", Jacka Kuronia, którego zatrudnił jako prywatnego sekretarza, Marka Nowakowskiego). Igor Newerly był laureatem licznych nagród i odznaczeń: nagrody Polskiego Radia w konkursie na opowiadanie (1949),nagrody państwowej II stopnia (1950),nagrody państwowej I stopnia (1952),krzyża kawalerskiego Orderu Odrodzenia Polski (1953),krzyża komandorskiego Orderu Odrodzenia Polski (1954),złotej odznaki honorowej Zasłużony dla Warmii i Mazur (1965),krzyża komandorskiego z gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski (1982),przyznawanego przez Instytut Yad Vashem medalu Sprawiedliwego Wśród Narodów Świata (1983),przyznanej przez niemieckie towarzystwo korczakowskie nagrody im. Korczaka (1986),przyznanej przez Komitet Kultury Niezależnej nagrody "Solidarności" (1986). Newerly zmarł na wylew 19 października 1987 roku w Warszawie. Jest pochowany na Powązkach.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Nierzeczywistość Kazimierz Brandys
Nierzeczywistość
Kazimierz Brandys
Niełatwo określić, czym jest ta wybitnie przenikliwa analiza Peerelii z połowy lat 70. To osobliwy gatunek, jakby spowiedź intelektualna połączona z traktatem moralnym i esejem o Polsce. Ogrom tu tematów, które były wtedy przedmiotem zaniepokojenia polskiego inteligenta… Napisana w 1975 r., była wydana w 1978 r. - jako pierwsza rzecz w niezależnym obiegu wydawniczym. Głównym tematem były dylematy życia w Peerelii człowieka myślącego, a nawet wybitnie mądrego - Kazimierza Brandysa. Rozliczenie jego krótkiego zaangażowania w komunizm już dziś nikogo nie interesuje. A sam pisarz chyba niesłusznie lekko zapomniany (to moja jego piąta książka, satysfakcja zawsze ta sama lub zbliżona – oceny od 7 do 10). Formalnie jest to rzekoma odpowiedź na socjologiczno-kulturowo- psychologiczne pytania kwestionariusza przygotowanego przez amerykańskiego socjologa. Główna teza nie jest nowa: polskie życie zbiorowe, kultura i polityka ukształtowały swoistą „nierzeczywistość”, dla której jednostka i jej tożsamość nie ma absolutnie zdanego znacznie – liczy się zbiorowość. I nie jest to wymysł Peerelii, która tę zasadę przyjęła za swoją. Ta głęboka analiza odważnie przeciwstawia się popularnemu wtedy, jak sam pamiętam, schematowi „dobre społeczeństwo – zła władza”. Taki pogląd musiał godzić w dobre samopoczucie na własny temat. Zarazem to i swoisty samouczek dla innych: jak się zachowywać, aby ocalić to, co najważniejsze, czyli samego siebie samego, świadomość historyczną, tożsamość kulturową. I nie jest bynajmniej tak, że to już całkowicie nieaktualna lektura. Mocno bowiem na czasie wydaje się wadzenie się z polską formą. Pytanie, czy chodzi tylko o nierzeczywistość PRL, czy też może to stała cecha każdej polskiej formy, nie tylko chyba państwowej (jako nawiązanie do Gombrowicza). Najlepiej czytać to po wybitnym „Rondzie” Autora, bo narrator jest tożsamy – choć nie jest to warunek konieczny. Są tu zresztą odniesienia do tej książki, według mnie nieustępującej wiele najlepszej jego, czyli „Wariacjom pocztowym”. Brandys trzeźwo i bez złudzeń patrzył w przyszłość, znając nieusuwalne nasze wady jako społeczeństwa: „Nie mam nadziei, aby przyszła rewolucja potrafiła usunąć najgłębszą ludzką niepewność – odróżniania w każdej sytuacji dobra od zła”. Inną obawą Autora, która spełniła się nawet chyba nadmiarowo, był obraz masowego, zunifikowanego społeczeństwa, w którym jednostka jest tylko nieco inaczej zagrożona niż w czasach totalitaryzmu. 50 lat temu pisał: „Dzisiejsze masy nie lubią abstrakcyjnych pojęć. Niechętnie słuchają, kiedy im się mówi o wolności i sprawiedliwości”. Według Autora, człowiek wyodrębniony z masy będzie dla niej podejrzany. „Będzie podejrzany dla masy, która chce być najedzona, ubrana i zmotoryzowana, zabawiana filmami i piosenkami. Dla średniej, która woli być najedzona, ubrana i zabawiana niż myśleć. Myślenie jest wysiłkiem, jest także niepokojem i ryzykiem”. W dobrych książkach można się przeglądać jak w przeczystej wodzie górskiego strumienia… Silnie odebrałem doświadczenie formacyjne Autora, który podczas studiów w latach 30. dostał na UW laską w głowę od oenerowskiego studenta, gdy udzielał pomocy pobitemu Żydowi („Polska mnie dopadła, wymacała i stłukła. Leżąc słyszałem nie śpiew i nie kolędę. Słyszałem szurgot i wrzask”). I zadziwiła go reakcja jego ojca: „Miał mi wyraźnie za złe, że nazywam po imieniu rzeczy, o których należało milczeć (...) Mój ojciec wolał nie słyszeć takich słów, jak +Żyd+, +krew+ czy +masakra+. Może właśnie dlatego, że nie był antysemitą i nie lubił brutalnej siły, każdą wzmiankę o antysemityzmie uważał za wulgarny nietakt”. I jeszcze inny rodzinny incydent, po którym już poszłooo: „Przy którejś wigilijnej kolacji ojciec jak zwykle zaczął recytować z pamięci opis śmierci Podbipięty w oblężonym Zbarażu (…) Wtedy z sadystycznym spokojem napomknąłem o pacyfikacjach ukraińskich wsi dokonywanych przez naszą kawalerię. (…) Ojciec rzucił się na mnie z laską”. Cytaty: ”Nie widziałem powodu, żeby rozpaczać nad losem wywłaszczonych fabrykantów czy ziemian, ale w tym samym okresie docierały do mnie wiadomości o brutalnym traktowaniu chłopów, którzy sprzeciwiali się spółdzielniom rolniczym”. „Polacy mają kompleks lokalności, wiedzą, że mówią szyfrem i że rozwiązywanie ich szyfru nie interesuje cudzoziemców”. „Przez dwieście lat jedyną żywą postacią kobiecą w polskiej literaturze był cień zmarłej dziewczynki”. „Wszystko jest prawdą i nic nie jest fałszem, wszystko jest fałszem i nic nie jest prawdą”. „Czym jest moda, jeśli nie rzędem zer dopisanych do czyjegoś gustu, i czym jest totalizm, jeśli nie rzędem zer dopisanym do czyjejś przemocy”. „W Polsce może się jednak zdarzyć, iż człowiek zdaje sobie sprawę, że z pewnych rzeczy nie zdaje sobie sprawy”. „Historię zazwyczaj poznajemy w formie naiwnej, dopiero później osaczają nas jej demony”. „Ukrywano przede mną grzechy świata, nędzę, politykę, prostytucję i tajemnice płci. Na tym polegało wychowanie”. „Polska upadła nie dlatego, że naród za bardzo kochał wolność, lecz raczej przez to, że pewna jego część za bardzo kochała siebie”. „Wolność, tolerancja i solidarność narodowa w Polsce nigdy nie ogarniały całego społeczeństwa”. „Najpierw samemu się siedzi, a później wsadza się innych i daje się w mordę, tak jak się brało”. „Nie zdradza nas tylko milczenie, ale właśnie milczenie jest najtrudniejsze. Zawsze podziwiałem ludzi, którzy opanowali te sztukę – umieć milczeć, to prawie tyle, co zachować siebie na własność”. „Zaczynałem rozumieć: jest źle, kiedy prawa się łamie, ale naprawdę źle jest wtedy, gdy ludzie zapomnieli o swych prawach”. „Powstawały trzeźwe, praktyczne teorie, filozofie nieczystego sumienia. Jedna z nich głosiła, że lepiej milczeć i być, niż usunąć się i zwolnić miejsce dla innych, inni będą gorsi. Druga ujmowała rzecz otwarcie: wszystko wraz z nami jest gnojem, tylko zakłamani idioci udają postawy moralne, i właśnie ich, tych najniebezpieczniejszych, razem z ich postawami trzeba wdeptać jak najgłębiej w gnój, samemu siedząc na wierzchu”. „Jeśli można pozbawić nas praw, to nie oznacza, że wolno nam o nich zapomnieć. Bo tylko my sami możemy zniszczyć prawa: jeśli o nich zapomnimy, jeśli przestaniemy je znać”. „Od razu mnie zapytał, co sądzę o jego przemówieniu. Powiedziałem, że znakomicie przemawiał i że między innymi oklaskiwało go wielu skurwysynów”. „W kraju, w którym podczas wojny Niemcy zgładzili 3 miliony Żydów, ludzie ocaleni od komór gazowych znowu dowiadywali się z gazet, że są o b c y t e j z i e m i„. „Historia każdego narodu ma swoje światło i ciemność”.
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na81 rok temu
Bruliony profesora T. Józef Hen
Bruliony profesora T.
Józef Hen
Powieść składa się z trzech części. Część kryminalna dotyczy śledztwa w sprawie zabójstwa posła. Romans "A gdy się zejdą, raz i drugi Kobieta po przejściach, mężczyzna z przeszłością". Te dwie części nie zostawiły miejsca na jeszcze jedną mającą duży potencjał część psychologiczno-obyczajową o Amerykaninie spędzającym dużą część życia poza USA: Wietnam, Niemcy, Moskwa, Warszawa. Najciekawszą częścią jest książka w książce o rosyjskich artystach w czasach rewolucji. Jeszcze uwaga historyczna: Autor wspomina, że pod koniec życia Lenin negatywnie pisał o Stalinie. Stąd niektórzy wyciągają wniosek, że Lenin chciał ostrzec świat przed przyszłą tyranią Stalina. Nie. Po pierwsze on aż tak przenikliwy nie był. Po drugie wcale nie był dobrym człowiekiem. Tyrania Lenina też była zbrodnicza (tylko w okolicy Petersburga są masowe groby około 50 000 ofiar, sumy w całej Rosji i państwach zaatakowanych przez bolszewików nikt nie policzył) i nie obchodziły go przyszłe ofiary. Lenin negatywnie wyrażał się o każdym, kto mógłby zostać jego następcą i starał się zmniejszać wpływy tych osób. Lenin miał potwornie wielkie ego (co przecież nie jest wcale wyjątkiem wśród tyranów) i uważał, że nie było w dziejach świata ani nie będzie człowieka, który miałby choćby połowę jego geniuszu, dlatego w jego planach następcą miał być kolektyw najwybitniejszych członków partii.
KamilJakiśtam - awatar KamilJakiśtam
ocenił na62 miesiące temu
Przygody człowieka myślącego Maria Dąbrowska
Przygody człowieka myślącego
Maria Dąbrowska
Drugą, niedokończoną powieść Marii Dąbrowskiej – tę, nad którą pracowała z przerwami przez 27 lat i z której była wiecznie niezadowolona – brałam do rąk z lękiem. Jest bardzo obszerna, a ponieważ dopiero co skończyłam czytać dzienniki autorki, w których szczegółowo relacjonowała zmagania z „Przygodami człowieka myślącego”, nie spodziewałam się niczego przyjemnego. Tymczasem dostałam materiał owszem, nierówny, nieuładzony i chaotyczny, ale wcale nie słaby ani nudny. Grażyna Borkowska w eseju porównującym dzienniki Dąbrowskiej i Nałkowskiej napisala: "Dąbrowska to typ pisarza-samobójcy, skonfliktowanego z materią swej sztuki, odczuwającego wobec swego dzieła ambiwalentne uczucie miłości i nienawiści. Wszystko, co pisze, powstaje w niesamowitym napięciu i fizycznym trudzie". To - bez przesady - cierpienie autorki zmagającej się z krnąbrną materią wyziera z kartek powieści i sprawia że czytamy ją z jakimś wewnętrznym niepokojem. Fragmenty tej książki znałam już wcześniej – Tadeusz Drewnowski wyłuskał rozdziały o powstaniu warszawskim i w latach 80. wydał je osobno jako zbiór opowiadań pod mało zachęcającym tytułem „A teraz wypijmy…”. Zachwyciły mnie te teksty i jednocześnie zdziwiły, bo nigdy o nich nie słyszałam, a są naprawdę znakomite. W polskiej literaturze okołowojennej powinny stać w pierwszym rzędzie. Ale powstanie to tylko końcowa – choć bardzo obszerna i napisana jako pierwsza, już w latach 40. – część „Przygód człowieka myślącego”. Wcześniej Dąbrowska opisuje kilkadziesiąt lat z życia dwóch spokrewnionych rodzin: Tomyskich i Wochelskich. Na pierwszym planie jest Ewa, na drugim Józef i Joanna, na dalszym Ludwik i Janek. Akcja rozpoczyna się mniej więcej tam, gdzie kończą się „Noce i dnie”. To dalszy ciąg losów polskiej inteligencji wywodzącej się z okolic Kalisza – rodzinnej ziemi pisarki – choć z udziałem już innych bohaterów. W książce „Rzecz russowska” Drewnowski (literaturoznawca i edytor dzienników Dąbrowskiej) przytacza liczne krytyczne opinie o „Przygodach…”, zarówno z kraju, jak i z emigracji. Sam twierdzi, że to właściwie nie powieść, lecz „jakby trzy odrębne ciągi, różniące się dość zasadniczo charakterem i stylem”. Na pewno książka nie spełniła oczekiwań krytyków, czytelników, ani – co sama podkreślała – autorki. Nie podobały się drukowane w odcinkach fragmenty; również wydana w 1970 roku całość została przyjęta chłodno i dziś mało kto o niej pamięta. Szkoda, że Dąbrowska nie zdążyła uporządkować całości, skrócić niektórych fragmentów, innych rozwinąć. Są rozdziały świetne i wciągające, są i nudniejsze. Akcja miejscami płynie ospale, by za chwilę przeskoczyć o kilka lat – co potrafi zdezorientować. Bohaterowie „Przygód…” to – jak zwykle u Dąbrowskiej – realne osoby tylko lekko przetworzone literacko. Tak było także w „Nocach i dniach” czy „Ludziach stamtąd”. Ewa to po części alter ego autorki, jej mąż Stefan inspirowany jest Marianem Dąbrowskim, a Joannę, umierającą w czasie powstania w szpitalu, spotyka ten sam los co Jadwigę – siostrę Marii. Także dwaj bracia pisarki posłużyli jako pierwowzory męskich postaci (np. Stanisław Szumski, podobnie jak w powieści Ludwik, ożenił się z chłopką). Dąbrowska wielokrotnie powtarzała, że nie umie tworzyć fikcyjnych postaci – zawsze czerpie z prawdziwego życia. Oczywiście w sposób twórczy, nie dosłowny. W powieści pisarzami są Stefan i Józef Tomyscy. Ewa również pisze, ale i jest malarką (Dąbrowska sama też nieźle malowała). Zdaniem Drewnowskiego tak hojne korzystanie z własnego życiorysu, dzienników, a nawet cudzych listów i pamiętników to nie tyle świadomy zabieg artystyczny, co raczej desperacja autorki, która chciała za wszelką cenę zdążyć ukończyć powieść, choć brakowało jej już weny. Ta wiwisekcja na własnym życiu jest czasem tak drastyczna, że ciężko mi było to czytać - niemal dosłownie wykorzystuje Dąbrowska nie tylko romanse z Jerzym Czopem w Jaworzu i Stanisławą Blumenfeldową we Lwowie, ale nawet śmierci męża, brata i siostry... Na tle innych utworów Dąbrowskiej wypada słabiej, ale jak na książkę uznaną za „nieudaną” – uważam ją za świetną: 7/10
Agata - awatar Agata
oceniła na75 miesięcy temu
Ptaki Ameryki Mary McCarthy
Ptaki Ameryki
Mary McCarthy
To introspekcyjna opowieść trzepocząca filozoficznym skrzydłem. Pomimo, że nadłamanym, wciąż jednak silnym, nadającym się do wspólnego lotu. Tyle mogłabym powiedzieć, żeby zachęcić do jej przeczytania. Ale nie o to mi chodzi, bo gdy książka mnie porwie, słowo o niej samo się pisze. Tu mam pewną trudność, być może winowajcą jest Ameryka. Nie wiem skąd mi się to wzięło, ale nie darzę sympatią wszystkiego, co się z nią wiąże. Ten ich Amerykański Sen jawi mi się wielkim kłamstwem, gorączkowo dążącym do ideału. Usilnie próbującym przedstawić wszystko w najlepszych barwach, zamiatając pod dywan rzeczywistość. Nie zdołałam polubić bohatera, kiedy namiastka sympatii się zawiązała, zaraz szybciutko gubiłam sznureczki, którymi chciałam węzełek stworzyć. Nie znaczy to wcale, że bohater mnie nie zadziwiał, ale przeszło mi już uwielbianie Piotrusia Pana. Książka ma wiele walorów: opisy przyrody majestatyczne, niczym kadry z filmów, widoki miast (szczególnie Paryża i Rzymu) w których można się odnaleźć jak w domu, mnogość dań ze wszystkich kuchni świata (od razu byłam głodna). Wiele odniesień do Kanta, szkoda jednak, że bez wnikliwego ich analizowania, wyjaśnień. To powieś prowadzona w powolnej narracji, uroczym nastroju, wiodąca małymi cierpieniami bohatera, odrobiną temperamentu, moralności i wielu sprzeczności nad którymi rozwodzi się bohater. Podróż czasu dojrzewania.
bppremiera - awatar bppremiera
oceniła na76 lat temu
Stankiewicz. Powrót Eustachy Rylski
Stankiewicz. Powrót
Eustachy Rylski
Trudno mi pisać o tej książce, bo czegokolwiek bym nie napisał, marne i błache to będą spostrzeżenia w porównaniu do tego literackiego czarnego pasa, który nosi pan Rylski. Wspaniała jest ta literatura, co do przecinka nieprzypadkowa. Myślę, jak to jest, pisać, na pozór przynajmniej, tak bezwysiłkowo, o tej Rosji rewolucyjnej, o tej Polsce powstańczej, jakby to były wspomnienia minionego lata. Kiedy czytałem, przypominały mi się najlepsze Faulknery, najlepsze Conrady, ale cudowne w inny sposób, wspaniałe w stylu niepowtarzalnym. Jak można tak wejść w te ludzkie tożsamości, a potem w ten zeitgeist, a potem jeszcze w ten ton narracyjny, i to wszystko utrzymać na tym poziomie legendarnym od startu do końca. Gdyby to był jakiś wybryk olimpijski, jakaś walka w ringu, albo bieg na sto metrów, oglądalibyśmy ten zapis dekady później, w kompilacjach "10 rzeczy które chcesz zobaczyć przed śmiercią", nokaut sekundę po gongu, dwie bramki w doliczonym czasie. Nie zgadzam się, że Stankiewicz lepszy, powrót gorszy - są inne, powrót bardziej wyczekany, stonowany, refleksyjny, Stankiewicz bardziej skondensowany, spuentowany, efektowny - ale historie w obydwu fantastyczne, o ileż mniej banalne niż u innych pisarzy z obsesją kryzysu narodowej tożsamości (nie wymienię, bo i tak wszyscy wiedzą). Nieliczne żarty cudne (jak ten o dwóch chłopach dziwiących się kto się strzela w okolicznych lasach, jak jedno pany i drugie pany). Jak trzeba wejść w miąższ tej epoki, żeby taki żart zaserwować, jak trzeba zanurzyć się w tym nurcie gęstym i zdradliwym. Powtarzam: Eustachy Rylski i Marian Pilot świętej pamięci, to dwóch bezapelacyjnie najlepszych i najbardziej niedocenionych współczesnych polskich, i nie tylko polskich, pisarzy. Z szacunkiem dla wszystkich noblistek i laureatów, to są dla nich poziomy niedostępne.
iHS - awatar iHS
ocenił na1010 miesięcy temu
Kotły Beethovenowskie Michał Choromański
Kotły Beethovenowskie
Michał Choromański
Czytelnik, który sięga po powieść, w tyle głowy niesie okładkowe zapewnienia wydawcy o mieszających się gatunkach literackich i wątkach, kryminalnym, szpiegowskim, obyczajowym. Uliczkami prowincjonalnego miasteczka w dwudziestoleciu międzywojennym podąża więc za głównym bohaterem i zarazem narratorem, świadomie lub podświadomie doszukując się tych wątków, podchwytując rzucane przez autora wskazówki. O ile jednak do pewnego momentu, może nawet do połowy książki, czytelnik może jeszcze żywić nadzieję na ich rozwinięcie, o tyle gaśnie ona wraz z upływem lektury. Kolejne tropy okazują się historiami bez znaczenia – ktoś wyjeżdża, ktoś umiera, ktoś się przeprowadza – lub po prostu urywają się bez możliwości poznania ich ciągu dalszego. Wreszcie, w identyczny sposób kończy się cała powieść, a czytelnik zostaje przez autora pozostawiony sam sobie z masą zbędnych szczegółów w głowie. To samo dotyczy również tła muzycznego, które, owszem, jest obecne w sposób symboliczny, ale nic poza tym. Zarówno tytułowa IX symfonia Beethovena, jak i transformacje fortepianowe Bacha autorstwa Busoniego (moje ulubione) zdają się mieć ten sam cel, co wszystkie pozostałe elementy konstrukcji opowieści. W poszukiwaniu ukrytego sensu „Kotłów” trafiłem w sieci na artykuł Katarzyny Szczerbowskiej-Prusevicius, opublikowany przez Uniwersytet im. Mikołaja Kopernika w Toruniu. Autorka stawia tezę, że osią powieści Choromadzkiego jest brak – osób, rzeczy, znaczenia, słowem, symbolizowany przez dziurę, brak sensu. Być może. W każdym razie „Kotły beethovenowskie” nie należą do lektur łatwych. Przynajmniej nie z dzisiejszej (połowa 3 dekady XXI wieku) perspektywy. Już samo przebrnięcie przez fabułę wymaga nie lada samozaparcia. Warto jednak poświęcić powieści czas.
Kamil - awatar Kamil
ocenił na61 miesiąc temu
Niezwykłe przygody Julio Jurenity Ilja Erenburg
Niezwykłe przygody Julio Jurenity
Ilja Erenburg
Ilia Erenburg, pupilek Stalina, zaczynał jako komunista i bolszewik jeszcze przed rewolucją. W tamtych czasach wiara komunistów była żywa i jędrna. „Julio Jurenito”, powierzchownie powieść satyryczna, ma według mnie znacznie głębszy przekaz. W dużym stopniu jest ona anty-ewangelią, albo lepiej, ewangelią komunistyczno-nihilistyczną. Dlaczego ewangelią? No, przecież mamy tutaj Mistrza, który zbiera swoich licznych (nieprzypadkowo siedmiu) uczniów po zakątkach ziemi. Erenburg wyraźnie sugeruje na samym początku, że Julio to szatan. Dalej, mamy wędrówki Mistrza z uczniami przeplatane jego przypowieściami, naukami i też specyficznymi cudami. Mistrz rozsyła również swoich uczniów, żeby spróbowali swoich sił, potem znowu ich gromadzi. Mamy scenę ostatniej wieczerzy, kiedy Julio dzieli między uczniów chleb (bułkę, w tym przypadku) i daje im ostatnie posłanie. W końcu mamy dobrowolne wydanie się Mistrza na śmierć oraz uroczyste złożenie jego ciała do grobu przez najwierniejszych uczniów. Erenburg jasno wzoruje siebie samego (narratora) na św. Jana, najwierniejszego, najskromniejszego ucznia, który na koniec napisze ewangelię. Wszystko to oczywiście w wersji wynaturzonej, przekręconej i prześmiewczej. Jakie mniej więcej nauki daje Mistrz? Oto próbka: „doszedł do wniosku, że kultura jest złem i że należy walczyć z nią wszelkimi środkami, ale nie nędznymi nożami pastuchów Zapaty, lecz narzędziami przez nią samą wytworzonymi. Nie atakować, lecz pielęgnować należy ogniska tej zarazy, rozpełzające się i gotowe pożreć na pół zgniłe ciało”. Albo: „Mistrz nienawidził instytucji naszego małżeństwa, stawiając od niej wyżej nawet współczesną prostytucję”. Julio skupia się na krytyce religii, głównie katolickiej, stosując nudne jak flaki z olejem zarzuty o materializm i hipokryzję. „Rozprawia” się również z tradycyjną rodziną, zasadami kultury, antysemityzmem itp. Zadziwiające jest to, że argumenty te można by żywcem przenieść do dzisiejszego „dyskursu” liberałów. Julio Jurenito, „wielki prowokator”, to apostoł antykultury. Nie wiem, czy Krzysztof Karoń czytał tę książkę, ale ja jestem świeżo po lekturze Karonia i przekaz książki Erenburga jest dla mnie jasny. Dorzućmy do tego, że wstęp do pierwszego wydania napisał sam Bucharin i że Erenburg twierdził, że to jego najlepsza książka. Na koniec dajmy, że książka ta zainspirowała kilka co najmniej innych utworów literatury rosyjskiej. Proszę porównać Ostapa Bendera z „12 krzeseł” – „wielki kombinator” to parodia Julia Jurenity. A pierwsza scena z „Mistrza i Małgorzaty”, ta na Patriarszych Prudach, przypomina, w klimacie, nie w szczegółach, scenę spotkania Erenburga z Juliem (tu i tu czuć siarką, tu i tu diabeł mówi językami i toczy się dyskusja o bycie itp. No, i w obydwu przypadkach diabeł to główny bohater pozytywny). Polecam jako lekturę uzupełniającą do Karonia. Woda święcona niezbędna!
Pierogi_i_Pączki - awatar Pierogi_i_Pączki
ocenił na67 lat temu
Dni klęski Wojciech Żukrowski
Dni klęski
Wojciech Żukrowski
Jest to jedna z ważnych, chociaż na pewno nie najważniejsza, książek rozrachunkowych z przegraną wojną obronną z 1939r. Pisana w dużym stopniu na gorąco po 5-10 latach po rzeczonych wydarzeniach, gdzie wspomnienia jeszcze żywo kołaczą się w jaźni uczestników. Powieść została oficjalnie ukończona i wydana około 1951 r. A więc musiała się wpisywać w jakimś stopniu w oficjalny ówczesny przekaz na temat tych wydarzeń. Hasłowo: dzielni żołnierze, małoduszni dowódcy, tchórzliwe władze, zdradzieckie elity. Książka jest w jakimś stopniu mocno wspomnieniowa, gdyż autor Wojciech Żukrowski 1939 r. był podchorążym artylerii, a więc weteranem opisywanej sugestywnie bitwy pod Różanem, gdzie został rany, stąd w mamy bardzo realistyczne opisy końcowych scen powieści w wojskowym lazarecie. To co mnie bardzo pozytywnie zaskoczyło, to że książka ma bardzo sensacyjny charakter. Jeżeli ktoś szuka emocji wynikającej w wartkiej akcji zmagań bojowych, to tutaj się nie zawiedzie. Powieść zaczyna się gorączkowym wyczekiwaniem wroga, przez załogi fortecznych umocnień pod Różanem oraz przez oddziały artyleryjskie. Wojsko jest pewne swego, ufne w dogodne geograficznie umocnienia, siłę ognia swojej broni i ogólną tężyznę państwa polskiego. Pierwsze dni to mało budujące sceny bezładnego odwrotu oddziałów czołowych, które zostały rozgromione w bitwie granicznej. Odziały ułanów w manewrach odwrotowych starły się kąsać napastnika. Jednak formacje spod Różana są przekonane, że dopiero na nich wróg połamanie sobie zęby. Wielostronicowy opis bitwy pod Rożnem bardzo mocno trzyma w napięciu. Pomimo wyraźnej przewagi wroga, Polacy dzielnie stawiali mu czoła na umocnionych pozycjach, gdzie zorganizowane i nietknięte infekcją klęski odziały wykorzystywały przydzieloną sobie broń, szczególnie artylerię. Pomimo ogólnej masakry po obu stornach frontu, nastroje po polskiej stronie Narwi były optymistyczne. A tu naglę przyszedł rozkaz o generalnym odwrocie ponieważ przeciwnik przełamał się w innym miejscu i groziło zgrupowaniu okrążenie. Dalsze strony książki to już typowe dla literatury „polskiego września” opis niezorganizowanego odwrotu, dezorganizacji i masakry ze strony przeważającego technicznie wroga. Niemniej jednak dzięki talentowi autora wydarzenia są przedstawione bardzo plastyczne i ciekawie. Pod koniec książki Żukrowski musiał jednak oddać komunistycznej propagandzie, „to co cesarskie” i pojawiła się wśród rozbitych przypadkowych oddziałków wojska polskiego postać uwolnionego więźnia-komunisty. Który swoim uświadomieniem ideologicznym, osobistą odwagą nadawał kierunek frontowym rozbitką. Mimo, że lubię stare książki, to nigdy nie mogę się przyzwyczaić do tej nachalnej i nierealistycznej propagandy. Nieliczni polscy komuniści- pamiętajmy, że partia komunistyczna była w Polsce marginesem nawet na lewicowej części sceny politycznej – zostali w czasach stalinowskiej wielkiej czystki zutylizowani. Ruch komunistyczny był tak słaby i nieliczny, ze trzeba było rzucać na spadochronach kilku działaczy aby założyli w Polsce partię. To właśnie na tym bezrybiu mógł zając główna pozycję towarzysz „Wiesław”, który w tym czasie był niewykwalifikowanym robotnikiem z Małopolski po czterech klasach szkoły powszechnej. No ale jeżeli dzisiaj w hałasie rządowej propagandy bohaterem ruchu solidarnościowego ma być groteskowy Jarosław Kaczyński, który wykazał się całkowita impotencją jakichkolwiek czynów opozycyjnych, to czego wymagać od pisarzy żyjących i tworzących w totalitarnym państwie epoki stalinowskiej.
Paweł - awatar Paweł
ocenił na73 lata temu

Cytaty z książki Żywe wiązanie

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Żywe wiązanie