rozwińzwiń

Czarownice z Manningtree

Okładka książki Czarownice z Manningtree autora Beth Underdown, 9788381233163
Okładka książki Czarownice z Manningtree
Beth Underdown Wydawnictwo: Prószyński i S-ka powieść historyczna
376 str. 6 godz. 16 min.
Kategoria:
powieść historyczna
Format:
papier
Tytuł oryginału:
The Witchfinder's Sister
Data wydania:
2018-08-23
Data 1. wyd. pol.:
2018-08-23
Liczba stron:
376
Czas czytania
6 godz. 16 min.
Język:
polski
ISBN:
9788381233163
Tłumacz:
Magdalena Rychlik
Średnia ocen

6,4 6,4 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Czarownice z Manningtree w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oficjalne recenzje książki Czarownice z Manningtree i



Konto usunięte
Konto usunięte

Opinia społeczności książki Czarownice z Manningtreei



Książki 2203 Opinie 1006

Oceny książki Czarownice z Manningtree

Średnia ocen
6,4 / 10
333 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Czarownice z Manningtree

avatar
125
122

Na półkach:

Książka wzbudziła we mnie ogromne zainteresowanie i niepokój jednocześnie. Autorka nie epatuje okrucieństwem ani drastycznymi opisami, a jednak w subtelny sposób buduje nastrój grozy. To, co mnie akurat najbardziej przeraziło, to fakt, że historia opowiedziana w tej książce jest prawdziwa. Otóż w latach 1644–1647 w Anglii, niejaki Matthew Hopkins, ogłosił sam siebie generalnym łowcą czarownic i skazał na śmierć ponad 200 kobiet. Historia jest opowiedziana przez siostrę Hopkinsa i choć nie wiemy czy ta akurat postać istniała naprawdę, to jest to znakomity zabieg literacki służący do przedstawienia tej historii. Powieść zaczyna się od intrygującego, aczkolwiek niepokojącego zdania: “Dziewięć miesięcy temu mój brat Matthew zaczął zabijać kobiety.” Od tej chwili nie mogłam się oderwać od lektury. Śledzimy losy siostry Hopkinsa i doświadczenia jej oraz innych kobiet mieszkających w okolicy. Zadziwił mnie poziom absurdu oskarżeń wobec kobiet podejrzewanych o czary. Jednakże te jakże dziwaczne oskarżenia w zupełności wystarczały do skazania Bogu ducha winnych kobiet na tortury i na śmierć. Przeprowadzano również upokarzające “badania“ mające rzekomo udowodnić, że dana kobieta wchodziła w konszachty z diabłem. Co ciekawe niektóre oskarżenia padały z ust innych kobiet chcących zemścić się za domniemane przewinienia lub z zazdrości. Beth Underdown w swojej powieści ocaliła od zapomnienia kilka ofiar łowcy czarownic, wymieniła Elizabeth Gooding, Ann West oraz jej córkę Rebeccę. Siostra Hopkinsa jest w potrzasku, bo z jednej strony nie zgadza się z działalnością brata, a z drugiej jest w beznadziejnej sytuacji ekonomicznej i chwilami jest fizycznie zmuszana mu pomagać. Brat terroryzuje ją i praktycznie całą okolicę, nad którą ma jurysdykcję, więc kobieta wbrew sobie i zdrowemu rozsądkowi mu pomaga. Autorka przekonująco oddała atmosferę strachu, poczucie zagrożenia i beznadziei sytuacji kobiet próbujących żyć w cieniu łowcy czarownic. Wielu się nie udało. Zakończenie tej powieści totalnie wbija w fotel. Fabuła co prawda nie pędzi w zawrotnym tempie, ale styl i warsztat Beth Underdown zapewniły czytelnikowi ciekawą lekturę. Szczerze polecam tę książkę, bo trzeba pamiętać, że mimo iż jest to powieść, to opisywane w niej zdarzenia miały miejsce naprawdę.

Książka wzbudziła we mnie ogromne zainteresowanie i niepokój jednocześnie. Autorka nie epatuje okrucieństwem ani drastycznymi opisami, a jednak w subtelny sposób buduje nastrój grozy. To, co mnie akurat najbardziej przeraziło, to fakt, że historia opowiedziana w tej książce jest prawdziwa. Otóż w latach 1644–1647 w Anglii, niejaki Matthew Hopkins, ogłosił sam siebie...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
93
93

Na półkach:

Niesamowita pozycja,szkoda że tak długo czekała na przeczytanie. Sugestywna, mroczna, od pierwszych stron czuć ciężki przytłaczający klimat. Aż ciężko uwierzyć że to debiut. Autorka zrobiła bdb reserch wszystko podane w posłowiu. Dla mnie jak na razie numer jeden przeczytanych w tym roku.

Niesamowita pozycja,szkoda że tak długo czekała na przeczytanie. Sugestywna, mroczna, od pierwszych stron czuć ciężki przytłaczający klimat. Aż ciężko uwierzyć że to debiut. Autorka zrobiła bdb reserch wszystko podane w posłowiu. Dla mnie jak na razie numer jeden przeczytanych w tym roku.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
249
22

Na półkach:

Ciekawa książka. Ode mnie 7.

Ciekawa książka. Ode mnie 7.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

862 użytkowników ma tytuł Czarownice z Manningtree na półkach głównych
  • 478
  • 384
140 użytkowników ma tytuł Czarownice z Manningtree na półkach dodatkowych
  • 78
  • 22
  • 15
  • 6
  • 5
  • 5
  • 5
  • 4

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Księżna jeleń Andrés Ibáñez
Księżna jeleń
Andrés Ibáñez
Przeczytałam książkę i wbrew pozorom bardzo mi się spodobała. Prawdą jest, że w książce pojawia się wiele niedokończonych wątków oraz zbędnych postaci, jednak odnoszę wrażenie iż ten bałagan, a nawet chaos pasuje do książki. W końcu akcja toczy się w świecie w którym panuje dysharmonia i wojna. Wydaje mi się również, iż dodawanie tak wielu postaci ( zdaje się mi się dość ciekawych i barwnych ) ma na celu ukazanie jak różni są ludzie oraz jak różne są ich poglądy odnoszące się do życia i tego co dobre a co złe. Czytając tą książkę miałam wrażenie, iż autor pragnął wywołać w odbiorcy rożny wachlarz emocji. Od skrajnego skonfundowania, złość i ironicznego rozbawienia, aż do rozczarowania i rozgoryczenia. Wręcz odnosiłam wrażenie, że wszystko zostało tak napisane aby czytelnik sam nie wiedział co się dziej i dlaczego dzieje się tak a nie inaczej, chociaż muszę przyznać, że było to całkiem ciekawe odczucie gdy próbowałam odnaleźć się w tym bałaganie :). Co do zakończenia, na początku byłam rozczarowana, bo wyglądało to tak jakby autorowi zabrakło pomysłu na zakończenie, jednak z czasem doszłam do wniosku, że zakończenie idealnie pasuje w realia naszego świata. Nie zawsze dostajemy to czego pragniemy a czasami nasze sny i marzenia mogą pęknąć niczym przekłuta bańka mydlana w przeciągu jednej doby, a my możemy rozpaczać nad utraconymi marzeniami i starym życiem albo stworzyć nowe marzenia i lepsze nowe życie. Warto też dodać, że te niedokończone watki, chociaż irytujące, dają dość duże pole do popisu naszej wyobraźni. Pozwalają na zadnie takich pytań jak '' dlaczego on/ona postąpił tak a nie inaczej'', '' a co by było gdyby..'' Oraz tego najważniejszego '' Jak postąpił/ postąpiła bym ja?'' Jest to, wydaje mi się dość, ciekawa koncepcja, która pozwala nam nie tylko zbliżyć się do postaci ale również pozwala nam dojrzeć odrobinę prawdy o samym sobie. Tak więc kończąc, nie uważam abym straciła czas czytając ''Księżną Jeleń'' a nawet śmiem twierdzić iż czytając ją stałam się odrobinę mądrzejsza ( jednak jest to tylko moja opinia i odczucia a jak wiadomo każdy ma inne :) ). Tak czy inaczej gorąco polecam, tym co uwielbiają doszukiwać się we wszystkim głębszego znaczenia.
Rajia - awatar Rajia
oceniła na92 lata temu
Bakhita Véronique Olmi
Bakhita
Véronique Olmi
Jan Paweł II w 2000 roku wyniósł na ołtarze, zmarłą w 1947, roku siostrę Józefinę, zwaną przed wstąpieniem do klasztoru Bakhita. Bahita była pierwszą afrykańską i sudańską świętą. Wiek XIX był tragiczny dla Afryki. Bandy handlarzy niewolników pustoszyły Afrykę, porywając ludzi, często paląc, mordując i zrównując całe wioski z ziemią. Bakhita żyła w Darfurze (region Sudanu) w otoczeniu kochającej rodziny. Niestety, tak jak jej siostra, mając ponad 7, lat została porwana przez handlarzy niewolników. Zamknięta sama przez pewien czas w nieludzkich warunkach na skutek traumy zapomniała swoje imię. Zostało jej zaledwie kilka wspomnień z rodzinnego domu, ale przede wszystkim miłość jej matki, czuła jej obecność i słyszała jej słowa Nie puszczę Twojej dłoni.”. Nim dołączono ją do innych niewolników, handlarze arabscy nadali jej imię Bakhita ( w języku arabskim oznacza szczęściara). Dołączono ją do innych niewolników i zmuszona była przejść boso około 960 kilometrów do El-Obeid i zanim tam dotarła była dwukrotnie sprzedana. Tylko w miejscach, gdzie odbywał się targ, mogła się umyć, dostawała jakieś ubranie i jedzenie. Natomiast przez całą drogę, gdy ktoś nie nadążał, zostawał, aby umrzeć lub go zabijano. W czasie drogi nie szczędzono im batów. Później była sprzedawana, jako służącą do kolejnych domów, gdzie poniżano ją, bito i torturowano. Czasami tygodnie leżała, znajdując się na granicy śmierci. W 1883 roku, gdy miała około 13 lat, kupił ją włoski wicekonsul, który nie stosował wobec niej przemocy. Razem z nim wyjechała do Włoch. We Włoszech wicekonsul przekazał prawo własności znajomej żony i razem z nią wyjechała do małej miejscowości nieopodal Wenecji. Tam też wzbudziła sensację, strach, a nawet czasami wrogość, gdyż po raz pierwszy ludzie tam mieszkające zetknęli się z czarnoskórą kobietą. Pod wpływem sąsiadów oddano ją „do przyuczenia” siostrom Zgromadzenia Córek Miłości. Tam też przyjęła chrzest, pierwszą komunię, bierzmowanie i otrzymała imię Józefina. Zgodnie z prawem włoskim nie była już niewolnicą i straciła nad nią władzę jej ostatnia właścicielka. Kilka lat później wstąpiła do zakonu, w którym przeżyła ponad pięćdziesiąt lat. Po krótkim okresie szoku jej wyglądem, zyskała sympatię najpierw dzieci, a później dorosłych. W klasztorze pracowała, jako kucharka, szwaczką, praczką, a nawet furtianką, gdzie stykała się ze światem zewnętrznym. Najpierw siostrom, a później na ich prośbę innym opowiedziała historię swojego życia, która została spisana. Na stronach Zgromadzenia Córek Miłości znajduje się jej biografia. Benedykt XVI w encyklice Spe salvi przytoczył natomiast jej życiorys jako przykład nierozerwalnej i determinującej relacji wiary i nadziei w życiu chrześcijan. Véronique Olmi napisała wstrząsającą historię, która na przykładzie Bakhity opisuje los tysięcy kobiet i dzieci, które poddane były niewolnictwu. „Bakhita” nie jest typową biografią, ale powieścią napisaną na podstawie opowieści Bakhity. Historia wstrząsająca i pełna emocji, gdyż opisana jest z perspektywy dziecka. Przeżywamy wraz z nią strach i traumę uprowadzenia jej z rodzinnej wioski i oderwania jej od rodziny. Doświadczamy wraz z nią skrajnego wyczerpania i zaszczucia w czasie jej drogi na kolejne targi niewolników. Przeżywamy wraz z nią pełen bólu i cierpienia czas pobytu w kolejnych domach, gdzie pełniła posługę. Ostatecznie przeżywamy wraz z nią zderzenie się z zupełnie jej obcą cywilizacją europejską. Nie doświadcza co prawda tortur fizycznych, ale nie obce jest jej poniżanie i wyszydzanie choćby z powodu koloru jej skóry. Autorka przedstawia parę scen okrutnych tortur, ale nie epatuje w nich okrucieństwem, ale pragnie ukazać rozmiar cierpień Bakhity. Jednak celem autorki nie jest ukazanie okrucieństwa świata, ale podziwiamy wewnętrzną siłę bohaterki, która to przeżyła i skąd czerpała swoją wewnętrzną siłę, która pozwalała jej przetrwać najgorsze chwile. Książka pozbawiona jest patosu, który często towarzyszy biografiom świętych, ale jest to opowieść o nadziei, wierze w dobro, gdzie wokół panuje zło, o miłości i pokorze. Książka, która mówi o sile człowieka, o wierze i nadziei na lepsze jutro.
jatymyoni - awatar jatymyoni
ocenił na85 miesięcy temu
Manhattan Beach Jennifer Egan
Manhattan Beach
Jennifer Egan
„Manhattan Beach” to powieść, która wciąga jak morski wir. Jej głównym motywem jest nurkowanie, co przekłada się na budowę tej książki. Podobnie do powolnego schodzenia na dno morza tu wraz z zanurzaniem się w fabułę musiałam odsłaniać kolejne warstwy, co prowadziło mnie do odkrywania nagromadzonych tajemnic bohaterów. To powieść o Nowym Jorku lat 30. i 40. XX wieku, rozpisana na wielu bohaterów, z misternie odtworzonym tłem społeczno- obyczajowym i skupieniem się na problemach typowych dla tego okresu w Stanach Zjednoczonych: zorganizowana przestępczość, bezrobocie, bieda, a przede wszystkim trudna sytuacja kobiet. Uwielbiam takie powieści- wielkie, z ciekawymi postaciami i z zagadkami do odkrycia. Autorka subtelnie splata losy trojga bohaterów, punktem wyjścia czyniąc krótkie spotkanie na tytułowym Manhattan Beach. Mała Anna, jej ojciec Eddie i szemrany biznesmen Dexter właśnie wtedy zwiążą się niewidzialną nicią i nie uwolnią już nigdy. Nawet śmierć jej nie zerwie. Życie tej trójki związane jest z morzem, bo to w nim przeżyją najważniejsze chwile. Zaryzykowałabym tezę, że to kontakt z morzem odmieni każdego z nich. Eddie, dryfując z towarzyszami na tratwie po katastrofie statku uświadomi sobie, co jest ważne w życiu. Dexter, wioząc Annę i jej sparaliżowaną siostrę nad morze, a później schodząc jedyny raz na dno kanału portowego, obudzi w sobie jakąś czułą nutę i zapragnie żyć uczciwie. I wreszcie Anna, główna bohaterka, spełni swoje marzenie o byciu pierwszą kobietą nurkiem. Anna została przez autorkę ukazana jako kobieta, która zdobywa się na odwagę, by robić to, co dla kobiet wówczas było niedostępne. Młoda dziewczyna wchodzi do typowo męskiego świata, gdzie do tej pory kobiet nie było. Żeby przetrwać musi być najlepsza- i jest. Ale musi też samotnie przebijać szklany sufit. Czytając o schodzeniu Anny pod wodę w ważącym 90 kg stroju nurka pomyślałam, że dopiero pod powierzchnią może ona być człowiekiem prawdziwie wolnym. Tam, gdzie człowieka ogranicza biologia ( brak tlenu, wysokie ciśnienie, ciemność) przestają liczyć się uprzedzenia i konwenanse. Wynika z tego, że tylko wśród ludzi każdy musi odgrywać role, ukrywać swoje potrzeby, samoograniczać się. Pod wodą rządzą inne prawa. Wielką zaletą powieści Jennifer Egan jest odejście od schematyzmu w portretowaniu postaci. Tyle samo uwagi autorka poświęca próbie zrozumienia motywacji kobiet, co i mężczyzn. To prawdziwi ludzie, a nie tylko reprezentanci jakiejś racji, czy ilustracje konkretnego typu zachowań. Postać Dextera nie sprowadza się tylko do pokazania biznesmena z półświatka, ale też wrażliwego i tęskniącego za czymś człowieka. Z kolei Eddie, który na początku wydaje się być po prostu mężem, który uciekł od rodziny, przytłoczony kalectwem jednej z córek i trudnościami finansowymi, okazuje się być zupełnie kimś innym, a jego ucieczka ma inne przyczyny. „Manhattan Beach” jest naprawdę dobrą, wielowymiarową powieścią. Rozumiem przyczyny, dla których nowojorczycy obwołali ją najlepszą powieścią 2017 roku i nominację do nagrody National Book Award 2017. Również polscy czytelnicy docenili ją, przyznając tytuł książki roku w plebiscycie LC w kategorii powieść historyczna. Polecam z całego serca wielbicielom wielkich realistycznych powieści.
Anna-Maria - awatar Anna-Maria
oceniła na81 rok temu
Zobacz, co zrobiłam Sarah Schmidt
Zobacz, co zrobiłam
Sarah Schmidt
Niewyjaśnione zbrodnie sprzed lat rozpalają wyobraźnię współczesnych. W Anglii nadal robią wszystko aby poznać tożsamość seryjnego mordercy prostytutek zwanego Kubą Rozpruwaczem, nad Wisłą zastanawiamy się czy bohaterka jednego z najgłośniejszych procesów międzywojennej Polski zbiła córkę swojego pracodawcy, natomiast w Stanach Zjednoczonych nie milkną echa sprawy sprzed ponad stu lat, kiedy to Lizzie Borden została oskarżona o morderstwo swojego ojca i macochy. Dodajmy, że była to zbrodnia bardzo brutalna i krwawa, ofiary bowiem zmarły na wskutek licznych ran zadanych siekierą. Nikt nic nie widział, nikt nic nie słyszał choć do zdarzenia doszło w biały dzień. Śledczy z początku nie brali pod uwagę tego, iż sprawczynią może być młoda, delikatna kobieta. Jednak powoli odkrywane fakty, rzucające światło na stosunki jakie panowały w tej rodzinie, przemawiały za tym aby przyjrzeć się wnikliwie Lizzie Borden. Sarah Schmidt pokusiła się o własną interpretację wydarzeń sprzed lat. W książce "Zobacz, co zrobiłam" kreśli portrety członków rodziny: despotycznego ojca, uległej macochy i dwóch sióstr Emmy i Lizzy, które łączyło niezdrowe przywiązanie, podszyte wzajemnym żalami i pretensjami. Niezwykle ciekawie w tej opowieści jawi się szczególnie wątek relacji między siostrami, którą można nazwać chłodną miłością. Zresztą w ogóle dom Bordenów był miejscem emanującym emocjonalnym chłodem, gdzie nie okazywało się uczuć. W takim miejscu nietrudno poczuć się samotnym i odrzuconym. Pisarka świetnie uchwyciła tę atmosferę i krok po kroku prześledziła sprawę, która zaprowadziła Lizzy Borden na ławę oskarżonych. Jednak sam styl tej powieści, niezwykle chaotyczny i niespójny sprawił, iż była to bardzo wymagająca lektura. Gubiłam się w wątkach, traciłam koncentrację, nie wiedziałam z czyjej perspektywy opowiadana jest historia, bowiem narratorów było kilku. Niemniej autorce udało się mnie zaintrygować sprawą morderstwa sprzed lat i poszukać wiadomości na ten temat w innych źródłach. Pytanie kto zabił małżeństwo Bordenów oficjalnie nadal pozostaje bez odpowiedzi gdyż są uniewinnił kobietę od stawianych jej zarzutów a to tylko podsyca zainteresowanie tą sprawą. Jeśli lubicie takie zagadki, sięgnijcie po tę książkę. Audiobook (czytali Marta Wągrocka i Andrzej Hausner)
Jeżynka - awatar Jeżynka
oceniła na62 lata temu
Błoto Hillary Jordan
Błoto
Hillary Jordan
O tym, że trzeba znać swoje miejsce. Henry wraz z żoną, małymi córkami, wrednym ojcem i uroczym, lecz psychicznie niestabilnym bratem, wprowadza się na podupadającą plantację bawełny. Trochę się bałam, że to będzie kolejna książka o rodzinie na odludziu terroryzowanej przez przemocowego ojca (opis coś podobnego sugeruje, a trochę takich czytałam w ostatnim czasie i mi się już znudziło),ale na szczęście okazało się, że to jednak coś trochę innego, całkiem świeżego (choć temat to przecież żadne wielkie novum) i bardzo, bardzo dobrego. Książka podejmuje wiele tematów. Są tu opisane trudy życia na farmie bez podstawowych wygód, docieranie się w małżeństwie i kwestionowanie ustalonej hierarchii, połamani psychicznie weterani wojenni, małżeńska niewierność (wątek tak wręcz obraźliwie banalny i wyświechtany, że najchętniej bym go z książki całkiem wykreśliła, to w zasadzie jedyna rzecz, którą uznałabym za minus). Najważniejszy wydaje się jednak rasizm i segregacja rasowa. Przy czym książka nie eksponuje tego wątku jakoś szczególnie, ale po prostu opisuje świat, w którym kwestie rasy i tego, co komu wolno, a czego nie, są tak oczywiste i mocno ukonstytuowane, że nikomu nawet nie przyjdzie do głowy, żeby to kwestionować czy choćby dłużej się nad tym zastanawiać. Podobało mi się to, że nawet ci najbardziej otwarci bohaterowie pozostają jednak ludźmi swoich czasów, wychowywanymi w myśl konkretnych poglądów i wciąż pewne rzeczy pozostają dla nich nie do zaakceptowania - to ładnie pokazuje jak trudne zadanie miały wszelkie ruchy dążące do równouprawnienia.
niedź - awatar niedź
ocenił na77 miesięcy temu
Strażnik rzeczy zagubionych Ruth Hogan
Strażnik rzeczy zagubionych
Ruth Hogan
Magia tej powieści jest dosłownie i w przenośni ukryta w drobiazgach. I chociaż do tych dwóch kwestii wrócę nieco później, to od razu zdradzę Wam, że po pierwsze to jest taka historia, którą odbiera się nie tylko głową, ale równie mocno sercem, a po drugie to jest debiut autorki - Ruth Hogan – i udało jej się osiągnąć coś niezwykłego, czyli lekką, ale bardzo głęboką opowieść, która dosłownie błyszczy subtelną magią codzienności. Główny bohater - Anthony Peardew – przez prawie całe swoje dorosłe życie przygarniał przedmioty, które znalazł na ulicy, od przepięknej filiżanki, przez oderwane guziki, pojedyncze rękawiczki, kolorowe spinki do włosów czy… pudełko po herbatnikach, w którym są ludzkie prochy (przynajmniej tak mu się wydaje). I nie, Anthony nie jest przypadkiem chorobowym, nie jest zbieraczem, który nie ma gdzie spać, bo cały dom jest zapchany „śmieciami”. On stara się zadośćuczynić błędowi, jaki sam popełnił, gubiąc coś dla niego cennego. I chyba trochę ma nadzieję, że jeśli on będzie próbował zwracać zagubione rzeczy, to jego zguba też znajdzie drogę z powrotem. Dom Anthony’ego, przepiękna willa Padwa, jest zadbany, bo o to dba Laura, która dla pana domu jest nie tylko gospodynią, ale też sekretarką czy asystentką, a okaże się szybko, że również spadkobierczynią. Bo wbrew pozorom bohaterem tej powieści nie jest „Strażnik”, jest nim kobieta, która dziedziczy po Anthonym wszystko, również polecenie, żeby zrobiła co może, by te znalezione rzeczy miały szansę wrócić do swoich poprzednich właścicieli. I to właśnie Laura jest sercem tej opowieści. Ruth Hogan maluje skomplikowany portret kobiety, która po toksycznym związku i bolesnym rozwodzie próbuje odnaleźć siebie, odzyskać poczucie własnej wartości i sprawczość. To, co mnie zauroczyło w tej powieści, to decyzja autorki, żeby wprowadzić do tekstu elementy realizmu magicznego. Po pierwsze te znalezione przedmioty wręcz pulsują własną energią, a Anthony pisywał o nich opowiadania, które nadawały im „osobowość”. Do tego mamy Sunshine, czyli młodą kobietę z zespołem Downa, która umie „czytać energię” tych rzeczy, po prostu ich dotykając, jakby słyszała te opowieści i czuła emocje. A jeśli tego byłoby mało, to sam dom nadal wibruje energią Therese, czyli narzeczonej Anthony’ego, która zmarła nagle, a której straty Anthony nie potrafi przeboleć. Duch Therese ciągle wpływa na to, co się w domu dzieje. I nie, nie mamy do czynienia z opowieściami o duchach i nawiedzonych domach. Hogan wszystkie te elementy wprowadza tak subtelnie i naturalnie, że nie ma się wrażenia, że całość staje się nierealna. To właśnie tutaj głowa mówi, że to wymyślone, a serce, że przecież słyszy się taki historie, że to się może zdarzyć. I teraz wracamy do tego wspominanego uroku. Książka w zasadzie od początku do końca dotyka tematu straty, żałoby, zmarnowanych szans i smutku, a mimo to ma wielki, nieodparty urok i chyba nawet ważniejsze, że daje nadzieję. I chociaż może się wydawać, że nie da się połączyć humoru i melancholii, to Hogan się to udaje i to w debiucie. Duża tutaj zasługa postaci drugoplanowych, między innymi wspomnianej Sunshine, jej rodziców, czy bohaterów równoległej historii o Eunice i Bomberze. Chyba warto wiedzieć, że historia powstawania „Strażnika rzeczy zagubionych” jest równie melancholijna i poruszająca jak sama powieść. Ruth Hogan pracowała w lokalnej administracji, ale uległa wypadkowi. Zmusiło ją to do rezygnacji z pełnego etatu, ale w zamian dało szanse na zajęcie się pisaniem nieco aktywniej. Jednak to rok 2012 okazał się „annus horribilis”, cytując Królową Elżbietę – Ruth usłyszała diagnozę raka i zaczęła własną, niełatwą podróż ku wyzdrowieniu. „Strażnik” powstawał między innymi w czasie bezsennych nocy, kiedy skutki chemioterapii nie dawały szans na odpoczynek. Ta powieść nie tylko ratuje czytelników, ona uratowała autorkę i jej też dała nadzieję, że może być lepiej. W ramach ciekawostki – warto wiedzieć, że postać Anthony’ego została zainspirowana dawnym sąsiadem autorki. Mężczyzna był samotnikiem, który nie potrafił się otrząsnąć ze smutku po stracie narzeczonej i zbieractwo było dla niego sposobem na ucieczkę od traumy. Wybór imienia bohatera pewnie nie dziwi wielu czytających – święty Antoni, od rzeczy zagubionych. A że święty Antonii pochodził z Padwy, to stąd nazwa willi. I nawet nazwisko Peardew nie jest przypadkiem – nawiązuje do francuskiego „perdu”, czyli zgubiony. Wróćmy do fabuły i tego, że ta opowieść miała ratować zasoby nadziei nie tylko czytających, ale i samej autorki. To typowy przykład, że trudne doświadczenia można przekuć w coś dobrego, pięknego – przykład literatury określanej jako „up lit” – „uplifting literature”, czyli literatura podnosząca na duchu, gdzie mamy bolesny temat opowieści, ale cała treść niesie wielkie pokłady optymizmu, nadziei i wiary w ludzką dobroć. JEŚLI MACIE OCHOTĘ POCZYTAĆ WIĘCEJ O "UP LIT" LUB PRZEJRZEĆ INNE RECENZJE, TO ZAJRZYJCIE NA www.intensywni.pl
Intensywni - awatar Intensywni
ocenił na98 dni temu

Cytaty z książki Czarownice z Manningtree

Więcej
Beth Underdown Czarownice z Manningtree Zobacz więcej
Beth Underdown Czarownice z Manningtree Zobacz więcej
Więcej