Świat bez Głowy

Okładka książki Świat bez Głowy autora Iza Bartosz, 9788377003121
Okładka książki Świat bez Głowy
Iza Bartosz Wydawnictwo: Czerwone i Czarne biografia, autobiografia, pamiętnik
280 str. 4 godz. 40 min.
Kategoria:
biografia, autobiografia, pamiętnik
Format:
papier
Data wydania:
2018-03-14
Data 1. wyd. pol.:
2018-03-14
Liczba stron:
280
Czas czytania
4 godz. 40 min.
Język:
polski
ISBN:
9788377003121
Średnia ocen

6,9 6,9 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Świat bez Głowy w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Świat bez Głowy



książek na półce przeczytane 1947 napisanych opinii 435

Oceny książki Świat bez Głowy

Średnia ocen
6,9 / 10
52 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Świat bez Głowy

avatar
163
31

Na półkach: , ,

Przyjemnie spędzony czas na czytaniu anegdot w odbiorze słodko-gorzkim z przewagą smaku pierwszego.

Przyjemnie spędzony czas na czytaniu anegdot w odbiorze słodko-gorzkim z przewagą smaku pierwszego.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
359
27

Na półkach:

Trochę wspomnienia o wspaniałym człowieku, trochę powrót do kolorytu czasów słusznie minionych. Ja osobiście przy okazji nadrobiłam trochę zaległości kulturalnych z tamtego okresu :))).

Trochę wspomnienia o wspaniałym człowieku, trochę powrót do kolorytu czasów słusznie minionych. Ja osobiście przy okazji nadrobiłam trochę zaległości kulturalnych z tamtego okresu :))).

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
278
265

Na półkach:

Książka przybliża nam postać Janusza Głowackiego, postaci wybitnej acz mało w Polsce znanej, o czym zresztą traktują niektóre fragmenty. Polecam gorąco, a ze swojej strony spróbuję "dorwać" inne pozycje o "Głowie".

Książka przybliża nam postać Janusza Głowackiego, postaci wybitnej acz mało w Polsce znanej, o czym zresztą traktują niektóre fragmenty. Polecam gorąco, a ze swojej strony spróbuję "dorwać" inne pozycje o "Głowie".

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

86 użytkowników ma tytuł Świat bez Głowy na półkach głównych
  • 60
  • 26
27 użytkowników ma tytuł Świat bez Głowy na półkach dodatkowych
  • 12
  • 5
  • 3
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Świat bez Głowy

Inne książki autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Młynarski. Rozmowy Wojciech Młynarski
Młynarski. Rozmowy
Wojciech Młynarski
Dlaczego nie zachwyca, a zachwycać miała…? Wydaje mi się, że wielu czytelników pomyliło Mistrza Młynarskiego z książką ‘Młynarski. Rozmowy’. Większość super pozytywnych recenzji rozpoczyna się od peanów na cześć, od wyznań miłości, pokłonów w kierunku twórczości czy podziwu dla charyzmy, kultury osobistej, intelektu i finezji pana Wojciecha. I ja mogę się również podpisać pod tym wszystkim obiema rękami i nogami. Albowiem Młynarskiego lubię. Nie uwielbiam, ale nucę, cytuję, słucham ku pokrzepieniu serc. Mocno zdziwiło mnie, że ktoś może postrzegać go jako przaśnego, rubasznego i seksistowskiego twórcę przyśpiewek i pioseneczek w stylu pijanego wujka na weselu (https://lubimyczytac.pl/ksiazka/od-oddechu-do-oddechu-najpiekniejsze-wiersze-i-piosenki/opinia/64575960),ale obce jest mi też popadanie w kolejną skrajność. Rewelacyjna? Wybitna? Arcydzieło? – takie są w większości opinie o książce „Młynarski. Rozmowy”, której autorem jest … Wojciech Młynarski. Czy jednak na pewno? Jest autorem odpowiedzi na pytania, ale moderatorem rozmowy, autorem koncepcji przedstawienia portretu, niejako współtwórcą tego pamiętnika jest Agata Młynarska. A ona, jako rozmówca i autor całego przedsięwzięcia, arcydzieła – moim skromnym zdaniem - nie stworzyła. Nie chcę odbierać książce uroku. Ciekawe było poczytać, jak zostaje się tekściarzem. Miło było udać się w podróż sentymentalną po spektaklach, na których wystawałam gdzieś na schodach na wejściówkach, bo na bilety mnie nie było stać (nawet z pieniędzy oszczędzanych na szkolnych obiadach :))),albo po prostu było niemożliwością je dorwać. Wspaniele dowartościować się znajomością większości wymienianych twórców, poetów, aktorów (A może jednak zdołować, gdzyż tak dalekie sięganie pamięcią już mniej uroczo przypominało mi moim wieku?). Fajnie było zajrzeć do warsztatu mistrza, zobaczyć jego biurko – takie zwykłe, odziedziczone po dziadku, stojące gdzieś w mieszkaniu na warszawskim blokowisku. Ale to były takie drobne smaczki, nawet nie ploteczki. Wszystko poza tym, to nic innego jak – i tu zacytuję kolejnego czytelnika, gdyż nie sposób się z nim nie zgodzić – „Niewiele więcej niż laurka od dzieci. […] Trzeba czekać na poważną biografię”. (https://lubimyczytac.pl/ksiazka/mlynarski-rozmowy/opinia/66407359) Na koniec dodam pewną anegdotkę. Lubię pisać limeryki i inne moskaliki. Dobrze się przy tym bawię i śmiem twierdzić, że wychodzą mi nieźle, nawet po angielsku. Pewnego dnia moja mama powiedziała: „Piszesz o wszystkich, a kiedy stworzysz limeryk na mój temat?” Wyzwanie podjęłam, ale … wiłam się straszliwie. Limeryk, a raczej cały 18-zwrotkowy limerykowy ‘poemat’ powstawał w ogromnych bólach. Nie twórczych. Ale ‘cenzorskich’. Bo mój wewnętrzny cenzor co chwila zadawał mi pytania czy aby nie za ironicznie, nie za ostro, czy mama się nie obrazi moim postrzeganiem jej osoby. I wydaje mi się, że w tym przypadku zadziałał ten sam mechanizm. Poprawnie napisana laurka, bez trudnych pytań … Dodatkowo, w ebooku czasami podpisy nie zgadzały się ze zdjęciami, a załączone programy czy listy, przy nawet największym powiększeniu były nieczytelne, co było lekko irytujące. Ps. Errata. Otóż ... przy okazji wiosennych porządków znalazłam na półce egzemplarz tej książki. Namacalny nie tylko w sensie dosłownym, ale też jako dowód, że naprawdę chciałam tę książkę przeczytać (a ze względu na ograniczenia lokalowe nie kupuję zbyt dużo książek drukowanych). I muszę przyznać, że tu dopiero widać różnicę między ebookiem (o audiobooku nawet nie wspominając) a wydaniem klasycznym. Książka jest pięknie wydana, zdjęcia w tej oprawie są bardzo klimatyczne i poniekąd zrewidowałam swój pogląd na zachwyty innych czytelników. Podwyższam ocenę z 5 na 6 (jednocześnie podtrzymując to, co napisałam wcześniej :))
fidrygauka - awatar fidrygauka
oceniła na63 lata temu
Komeda. Osobiste życie jazzu Magdalena Grzebałkowska
Komeda. Osobiste życie jazzu
Magdalena Grzebałkowska
Liczył się tylko jazz Jazz, stosując duże uproszczenie, zanim jeszcze przybrał formę bluesa, swingu czy ragtime’a i na długo przed pojawieniem się w Nowym Orleanie zespołów dixielandowych, był muzyką przywiezioną z Afryki przez jej zniewolonych mieszkańców - muzyką Niewolników. Rytmiczną, swobodną, pełną improwizacji, angażującą słuchaczy i wykonawców, a co najważniejsze wyrażającą tęsknotę za wolnością. Nie wiem, co bardziej – czy to właśnie te cechy jazzu, czy jego amerykańskie, imperialistyczne pochodzenie, sprawiały, że w pierwszych latach powojennych był szykanowany, a nawet wręcz tępiony. Mimo dużej popularności w latach trzydziestych, po roku 1948 aż do 1957 jazz w Polsce musiał zejść do podziemia - nazwano ten okres „katakumbowym”. Właśnie mniej więcej w tym momencie rozpoczyna się ta niezwykła biografia. Introwertyk. Mówili o nim: „Najczęściej wydaje się nieobecny. Siedzi w środku samego siebie i nikomu się nie zwierza z tego, co czuje, o czym myśli. Przezywają go Nietoperz, bo wygląda jakby spał w dzień” [1]. Krzysztof Komeda Trzciński – pianista jazzowy, ale przede wszystkim kompozytor utworów jazzowych i muzyki filmowej. Kiedy okazało się, że trudno mu godzić pracę lekarza z pasją muzyczną, zrezygnował z wykonywania zawodu. To kompozycje muzyki filmowej przyniosły mu największą popularność i są rozpoznawane nawet przez osoby, które deklarują, że jazzem się nie interesują. Zilustrował muzycznie przeszło 60 różnych filmów: fabularnych, dokumentalnych, animowanych, w tym ponad 10 w reżyserii Romana Polańskiego. Ze swoim zespołem Komeda Quintet nagrał słynny album „Astigmatic”, uważany za jeden z najlepszych w tzw. polskiej szkole jazzowej. Kolejna biografia Krzysztofa Komedy Trzcińskiego może nie zainteresowałaby mnie tak bardzo, gdyby nie jej podtytuł: „Osobiste życie jazzu” i nazwisko autorki. Wcześniejsze publikacje Magdaleny Grzebałkowskiej - jej biograficzny debiut „Ksiądz Paradoks. Biografia Jana Twardowskiego” i „Beksińscy. Portret podwójny” - sprawiły, że mniej więcej wiedziałam już, czego się spodziewać i miałam pewność, że w warstwie biograficznej książka mnie nie rozczaruje, ale byłam jednocześnie ciekawa, w jakim stopniu autorka wywiąże się z sugerowanej w tytule obietnicy przedstawienia kulis (skoro „życie osobiste”) polskiej sceny jazzowej. Ani w jednym, ani w drugim aspekcie nie rozczarowała mnie ta biografia i zapewniam, że początki nowoczesnego jazzu w Polsce nie są w niej tylko tłem. Nie wiem, czy już w założeniach miał to być projekt komplementarny, ale taki jest - w mojej ocenie - efekt. Można czytać ją dla Komedy, można również wyłącznie dla jazzu. A czyta się ją jak dobrą powieść. Emocje rosną, a utrzymać uwagę czytelnika na niemal 500 stronach nie jest łatwo. Zakończyłam z przyspieszonym tętnem, mimo że doskonale wiedziałam, w jaki sposób skończy się ta historia - że jej bohater odejdzie przedwcześnie, tragicznie, a jednocześnie chciałoby się powiedzieć bezsensownie i niepotrzebnie (choć w obliczu śmierci brzmi to nieodpowiednio). Krzysztof Komeda Trzciński urodził się w 1931 roku, a zmarł w 1969, mając zaledwie 38 lat. Jeśli prześledzimy losy jego innych sławnych rówieśników, w tym również wielu przyjaciół, to zauważymy, że i oni odchodzili zadziwiająco szybko, w równie feralnych okolicznościach, w sposób gwałtowny i w podobnym wieku: Zbigniew Cybulski (1927-1967),Bogumił Kobiela (1931-1969),Marek Hłasko (1931-1969),Andrzej Munk (1921-1961). Pojawiały się w związku z tym absurdalne teorie spiskowe tych, którzy w tym zbiegu okoliczności dopatrywali się działania sił nadprzyrodzonych, fatum, wpływu loży masońskiej, klątwy, satanistycznego spisku z udziałem Romana Polańskiego itp. Biografia Komedy również w tej sprawie udziela wielu wskazówek, opisując styl życia w Polsce lat powojennych (50., 60.). W okresie, kiedy muzycy i słuchacze musieli ukrywać się ze swoją pasją, czyli do roku 1956 i również później, kiedy mogli już oficjalnie dawać koncerty, wciąż towarzyszył im alkohol. Piło się często, dużo, a wynikająca z tego nonszalancja prowokowała tak wiele niebezpiecznych sytuacji, że należałoby się raczej dziwić, że nie zebrała jeszcze większego żniwa. Przyczyny bywały więc często prozaiczne, pozbawione ingerencji sił nieczystych, co nie zmienia faktu, że polska kultura u schyłku lat sześćdziesiątych straciła wielu obiecujących artystów, których twórczość mogła się dopiero rozwinąć. W tym miejscu można rozpocząć snucie innych teorii na temat przyczyn takiego zjawiska – pokolenie Kolumbów, ciągłe poczucie nietrwałości, nieposkromiony apetyt na życie ludzi, których młodość i świadome dzieciństwo przypadało na lata wojenne? Magdalena Grzebałkowska nie miała łatwego zadania. W przeciwieństwie do bohaterów dwóch poprzednich biografii, ten nie tylko odszedł wcześnie, ale był bardzo powściągliwy w wyrażaniu swoich emocji w innej formie niż za pośrednictwem muzyki. Nieliczne widokówki wysyłane z różnych miejsc na świecie, najczęściej do rodziców, oszczędne wywiady, których udzielił – to w zasadzie wszystko. Zostały utwory, nagrania i podkreślana przez wszystkich, wręcz symboliczna, małomówność. Informacje o Komedzie autorka zbierała, osobiście docierając do wszystkich, z którymi łączyły go jakieś prywatne lub zawodowe relacje. Na wstępnie przygotowanej liście zebrała ponad 160 nazwisk. Nie ze wszystkimi udało się przeprowadzić wywiady, ostatecznie, jak podaje, bazowała na około 80 rozmowach. Podróżowała w tym celu po Polsce i nie tylko, bo oprócz kilku bliższych wyjazdów zagranicznych, udała się tropem Komedy do Stanów Zjednoczonych. Dotarła do rodziny, muzyków, aktorów, innych uczestników życia muzycznego i ostatniego żyjącego świadka wypadku, który wydarzył się w Stanach Zjednoczonych. W oparciu o tę relację przedstawiła nową i bardzo wiarygodnie brzmiącą wersję wydarzeń, które stały się bezpośrednią przyczyną śmierci muzyka. Pozostała jeszcze żmudna praca w archiwach w poszukiwaniu dokumentów potwierdzających uzyskane informacje, karierę artystyczną kolejnych zespołów, które tworzył lub z którymi współpracował, oraz tych pokazujących tło – Polskę lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych, a to wszystko przecież tylko etapy przygotowawcze. Książka ma nie tylko bogatą bibliografię, indeks nazwisk i źródeł. Podzielona jest na 100 zatytułowanych rozdziałów, z których każdy ma przynajmniej kilka podrozdziałów. Bibliografia załącznikowa podana jest na końcu książki, ale podzielona i ponumerowana w obrębie rozdziałów, co dobrze porządkuje informacje i dla mnie było dużym ułatwieniem. Pod względem merytorycznym jest przygotowana niezwykle starannie - dla osób szczególnie interesujących się jazzem, kulturą czy wręcz historią lat powojennych może być prawdziwym „źródłem źródeł” do dalszego zgłębiania tematu. W samej biografii znajdujemy już wiele informacji o życiu codziennym, imprezach towarzyszącym koncertom, lokalach – Piwnicy pod Baranami, słynnym SPATiF-ie, kontaktach towarzyskich, cenach, jakie obowiązywały, problemach, jakie mieli muzycy ze zdobyciem instrumentów, płyt, a nawet ubrań. Pojawiają się tu nie tylko postacie ze świata muzyki jazzowej jak Andrzej Trzaskowski, Tomasz Stańko, Jerzy Milian, Andrzej Kurylewicz, Wojciech Karolak czy Urszula Dudziak, czołówka świata filmowego z Romanem Polańskim, Jerzym Skolimowskim, Witoldem Sobocińskim, również Leopold Tyrmand, Krystyna Sienkiewicz i wiele innych osób – ich indeks zajmuje dwanaście stron drobną czcionką, więc przytaczam tylko tych, którzy zwrócili moją szczególną uwagę. Autorka szczególnie dokładnie relacjonuje pierwszy festiwal jazzowy w Sopocie oraz powstanie (w 1958 r.) i kolejne edycje słynnego Jazz Jamboree. Nie jest to jednocześnie biografia pozbawiona wątków bardzo osobistych, dotykających życia prywatnego artysty - małżeństwa z Zofią, która była jednocześnie jego menadżerką (trzeba przyznać bardzo, jak na te siermiężne czasy, skuteczną i aktywną) - związku trudnego, ze smutnym zakończeniem. Zofia jest dla mnie niemniej ważną bohaterką w tej historii. Pozostaje w tle Krzysztofa Komedy, jest „czarnym charakterem” – dominująca, zaborcza i - jak podkreślają rozmówcy Magdaleny Grzebałkowskiej - przemiła, pod warunkiem, że nie pod wpływem alkoholu. Postać bardzo niejednoznaczna, jak na czasy wczesnego PRL-u niezwykle nowoczesna, która odegrała ważną rolę w życiu muzyka, a jej życiorys mógłby być materiałem do osobnej historii. Poza świetnym publicystycznym stylem - oszczędnym i skupionym na przedstawieniu tylko dobrze udokumentowanych faktów - bez nadinterpretacji wydarzeń czy luźnych domysłów, biografia Krzysztofa Komedy Trzcińskiego jest jednocześnie przygodą literacką, wycinkiem z historii jazzu w Polsce, zapisem reporterskiego śledztwa i próbą stworzenia portretu psychologicznego postaci w jednym. Jestem pod jej wielkim wrażeniem, cieszę się, że mam ją na swojej półce. 1. Magdalena Grzebałkowska, „Komeda. Osobiste życie jazzu”, Wydawnictwo Znak, 2018, s. 49 Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.
Iksja - awatar Iksja
oceniła na93 miesiące temu
Warto żyć. Lejb Fogelman. Michał Komar
Warto żyć. Lejb Fogelman.
Michał Komar
„Los osadził mnie w miejscu, przez które przechodzi Axis Mundi – Oś Świata”. Był „upalny wrześniowy dzień 1969 roku”, gdy autor tego swoistego podsumowania dotychczasowego życia, a zarazem bohater wywiadu z Michałem Komarem, wylądował na nowojorskim lotnisku. Witany i wyczekiwany przez brata matki, czyli wujka i jego żonę. Niechciany przez Polskę w 1968 roku Żyd. Miał dziewiętnaście lat, tekturową walizkę z imitacją skóry i przeszłość studenta Wydziału Prawa Uniwersytetu Warszawskiego. W tym momencie diametralnych zmian zrozumiał jedno! Tą myślą podzielił się z prowadzącym wywiad – „Zrozumiałem, że ja, szary pisklak z Pułtuska i Legnicy, mogę tu rozwinąć skrzydła i być, kim tylko zechcę. Kolorowym ptakiem! Bo w końcu to ja jestem Fogelman, co w jidysz oznacza człowieka ptaka”. Rozwinął więc skrzydła i poleciał przed siebie w poszukiwaniu swojej nowej ścieżki. Nowej drogi, a właściwie autostrady życia pełnej niespodziewanych zdarzeń, nieplanowanych wydarzeń, szczęśliwych okoliczności, mnożących się możliwości i niezliczonej rzeszy przychylnych ludzi. Tych nieznanych i tych z pierwszych stron mediów jak: Jimi Hendrix, Mick Jagger, Jan-Paul Sartre, Jerzy Grotowski, Wiaczesław Mołotow, Wiktor Jerofiejew, Włodzimierz Wysocki i wiele, wiele innych. Spośród nich najbardziej nierealny – Włodzimierz Ilicz Lenin. A dokładniej jego mózg. Zakonserwowany w spirytusie, który pił z wybitnym neurologiem z Moskiewskiego Instytutu Badań Mózgu W. I. Lenina zakąszanym kiszoną kapustą... Życie, które rozmówca kreował, zaczynało brzmieć wręcz nieprawdopodobnie. Nic dziwnego, że z ust prowadzącego padło w końcu wymowne stwierdzenie świadczące o pojawieniu się nuty sceptycyzmu i niedowierzania skierowane pod adresem rozmówcy – „Drogi baronie Münchhausen...”, na które uzyskał szybką odpowiedź – „Mówię prawdę. Münchhausen zmyślał, żeby przetrwać. Ja nie muszę, bo przetrwałem”. I wtedy mnie olśniło! Historia o swoich losach opowiadana przez rozmówcę była wierzchnią, widoczną warstwą „high life” kolorowego ptaka prowadzonego w USA, Francji i ZSRR, wynikającą z jego osobowości – otwartej, głodnej wrażeń, kreatywnej, eksperymentującej, odważnej, ryzykownej i wystawiającej swoje słabości na próbę, by je pokonać. Spośród przytaczanych faktów, które świadczyły jednoznacznie o życiowym stylu lekkoducha i ekscentryka przebijały się od czasu do czasu informacje o sukcesach niemożliwych jednak do osiągnięcia bez równoważnych cech – odpowiedzialności, systematyczności, pracowitości, rozumnych wyborów, planowania i dalekosiężnego spoglądania w przyszłość. W tym pełnym kontekście zaczęłam rozpatrywać podejście rozmówcy do życia, by dobrze zrozumieć tytuł – warto żyć. Przekuwać problemy na możliwości. Z tych ostatnich korzystać na maksa, ciężko pracując, ale nie zapominając o radości życia. To dlatego cały wywiad był nie tylko przeciekawy, bo rozmówca okazał się nieprzeciętnym erudytą, ale emanował również radością, energią, optymizmem i pozytywnym nastawieniem do świata i ludzi. Prawnikiem o duszy artysty, czyli kolorowym ptakiem, o którym przeczytałam na okładkowym skrzydełku – „Można go czasem spotkać przemierzającego centrum Warszawy w nienagannie skrojonym garniturze i kapeluszu. I jeśli któryś z przechodniów go zainteresuje, w stylu Sokratesa zatrzymuje go rozmową”. Chciałabym być tą zatrzymaną osobą. naostrzuksiazki.pl
Maria Akida - awatar Maria Akida
oceniła na71 rok temu
Artysta. Opowieść o moim ojcu Wojciech Mann
Artysta. Opowieść o moim ojcu
Wojciech Mann
Tym razem znany i lubiany Wojciech Mann — w wydaniu sentymentalnym. W. Mann powrócił pamięcią do lat młodzieńczych - opowiedział skromnie i z pełną powagą o swoim ojcu jak go pamięta. Jest to opowieść gawęda, przypuszczam, że świadomie spisana oszczędnym językiem, by zrobić miejsce na ilustracje, reprodukcje obrazów Kazimierza Manna. Ten nieco powściągliwy ton opowieści niesie sporą dawkę wzruszenia, które p. Wojtkowi zapewne towarzyszyło, gdy pisał o swoim Tacie. Pan Wojciech opowiada z perspektywy odczuć dziecka. Ta retrospekcja z jednej strony pokazuje jak odbierał ojca, jaka była jego relacja z ojcem, także z mamą, ale pewne wrażenia są nie tylko jego osobistymi, są pokoleniowe, stąd i nas czytelników to porusza. Tak, to portret ojca, do którego się tęskni i czule wspomina. A także opowieść o artyście, który był jego ojcem, z którego jest szczerze dumny, co uświadomił sobie po latach. Książka-wspomnienie albumem nie jest, ale ilustracji jest w niej na tyle dużo, że można ją wielokrotnie przeglądać i cieszyć oko barwami, wyjątkowym wdziękiem, urodą malarstwa Kazimierza Manna. Wielu z czytelników ze zdziwieniem zauważy, że pamięta ten styl z pocztówek, plakatów z czasów PRL-u. Tylko nieliczni będą znać malarza z nazwiska, łączyć z równie nieprzeciętnym synem Wojciechem Mannem. Co więcej, p. W. Mann podzielił się z nami w jaki sposób szukali (wraz z synem) prac Kazimierza Manna, by je odzyskać, odkupić, przywrócić rodzinie — to było ujmujące, taka troska i wspólne zadanie syna i wnuka. A kto chciałby więcej wzruszeń doznać słuchając W. Manna, polecam wywiad z ubiegłego roku — też można niejedną łzę uronić ;) tu link: https://www.youtube.com/watch?v=IM9Ngj8Qa88 Uważam, że Mann, który jest już naszym „dobrem narodowym” :),wypełnił tą książką jakąś istotną lukę w swoim publicznym wizerunku, jaki znaliśmy.
Hanzadonna - awatar Hanzadonna
oceniła na103 miesiące temu
Nie i tak. Adam Ferency w rozmowie z Mają Jaszewską Maja Jaszewska
Nie i tak. Adam Ferency w rozmowie z Mają Jaszewską
Maja Jaszewska Adam Ferency
Przenikliwe spojrzenie na człowieka, który nie boi się być sobą — tak można by opisać spotkanie z Adamem Ferencym, wybitnym polskim aktorem, którego życie jest pełne wyrazistych barw i nieoczywistych zwrotów akcji. W książce "Nie i tak", Adam Ferency w rozmowie z Mają Jaszewską odsłania przed nami swoją niezwykłą duszę artysty. To spotkanie absolutnie niestandardowe, w którym nie znajdziemy płytkich anegdot czy plotek. Zamiast tego, aktor podzielił się z autorką swoimi głębokimi dywagacjami na temat życia, sztuki, i rzeczywistości, której nie zawsze widzimy na pierwszy rzut oka. Ferency to artysta niezależny, nieprzekładający na siebie opinii innych, niekonwencjonalny w swoich podejściach. Ceni własną imaginację bardziej niż suchą prawdę historyczną, a niekonsekwencję uznaje za prawdziwą perłę w tej sferze. W tej niebanalnej rozmowie dowiemy się, że aktor nie boi się zadać trudnych pytań. Opowiada o swojej pasji do podróży w przeszłość, gdzie odnajduje ukryte smaczki historii. Mandolina, którą gra, staje się metaforą jego artystycznego temperamentu, a szkoła teatralna, w której przestał uczyć, otworzyła drzwi do indywidualnej techniki dla każdego aktora. Przyjaźń, literatura, kuchnia, wolność, kontakty z bezpieką, i słowa zakłamujące rzeczywistość — tematy są różnorodne i poruszające. To uczta intelektualna bez nadęcia i pozowania, a także momenty refleksji o naszej rzeczywistości, przeszłości i przyszłości. Aktor opowiada również o swoich najważniejszych rolach, o tym, jak podchodzi do każdej z nich i jak odnajduje w nich swoją esencję. Bez ogródek mówi o lękach, zachwytach, i rozczarowaniach, tworząc prawdziwe wykładnicze zwierciadło swojego życia. Ta książka nie tylko daje do myślenia, ale pozwala na inny, głębszy spojrzenie na rzeczywistość. I to nie tylko tę teatralną czy filmową, ale także tę, która otacza nas na co dzień. Cieszmy się możliwością spojrzenia na świat oczami tak nietuzinkowej osoby, jak Adam Ferency. To spotkanie z aktorem, którego autentyczność przykuwa uwagę i inspiruje do własnych refleksji. #NieITak #AdamFerency #Sztuka #Teatr #Aktorstwo #Rzeczywistość #NiezwykłaRozmowa #PrzenikliweMyśli #Inspiracja #Refleksje #NietuzinkowyArtysta #SpotkanieZPasją #Autentyczność #KsiążkaKtóraZachwyci #CzytanieWarto #IntrygującaLektura #OdkrywaniePięknaSztuki #ZapraszamyDoCzytania #HistorieZŻycia #RzeczywistośćPrzezPryzmatSztuki #InnaPerspektywa #NieoczywisteSpojrzenie #TajemnicaWewnętrznaCzłowieka #ZapraszamyDoLektury
Patryk_k - awatar Patryk_k
ocenił na72 lata temu

Cytaty z książki Świat bez Głowy

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Świat bez Głowy