rozwińzwiń

Merlin 2: Merlin kontra Święty Mikołaj

Okładka książki Merlin 2: Merlin kontra Święty Mikołaj autorstwa José-Louis Munuera, Joann Sfar
Okładka książki Merlin 2: Merlin kontra Święty Mikołaj autorstwa José-Louis Munuera, Joann Sfar
Joann SfarJosé-Louis Munuera Wydawnictwo: Znakomite Cykl: Merlin [komiks] (tom 2) komiksy
48 str. 48 min.
Kategoria:
komiksy
Format:
papier
Cykl:
Merlin [komiks] (tom 2)
Tytuł oryginału:
Merlin 2 - Merlin Contre le Père Noël
Data wydania:
2015-10-01
Data 1. wyd. pol.:
2015-10-01
Liczba stron:
48
Czas czytania
48 min.
Język:
polski
ISBN:
9788394260040
Tłumacz:
Przemysław J. Olszewski
Drugi tom przygód czarodzieja Merlina oraz jego kumpli: knura Szynki i ogra Kanapki. Tym razem swarliwi bohaterowie, na skutek niewprawnych czarów małego Merlina, są świadkami osobliwej przemiany Świętego Mikołaja. Mikołaj opróżnia rodzinną wioskę Merlina z dzieci, co wydaje się bohaterom wyjątkowo niekorzystne. Ruszają w pościg za złym Mikołajem i dziećmi ukrytymi w wielkim worze. Tymczasem eliksir Merlina wpływa w całkowicie nieoczekiwany sposób na ogra Kanapkę... Komiks z wartką akcją, pełen gagów i odniesień do popkultury i polityki, ze swobodnymi rysunkami Munuery akcentującymi nagłe zmiany mimiki bohaterów i ich żywiołową gestykulację. Komiks dla starszych dzieci, młodzieży i dorosłych z poczuciem humoru.
Średnia ocen
6,6 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Merlin 2: Merlin kontra Święty Mikołaj w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Merlin 2: Merlin kontra Święty Mikołaj

Średnia ocen
6,6 / 10
15 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Merlin 2: Merlin kontra Święty Mikołaj

avatar
2804
2800

Na półkach: , , ,

Jednym słowem? Zakręcony. Alternatywna historia wyjaśniająca dlaczego święty Mikołaj wygląda, jak wygląda. I skąd się wzięły elfy. Oraz renifery. W skrócie? Wszystko przez zupę. Komiks pisany z myślą o młodzieży. Lecz i starszy czytelnik będzie się umiarkowanie dobrze bawił. A z pewnością robili to autorzy podczas rysowania kolejnych scen. Zatem do lektury. I pamiętajcie – uważajcie na zupę. Zwłaszcza z wkładką mięsną.

Jednym słowem? Zakręcony. Alternatywna historia wyjaśniająca dlaczego święty Mikołaj wygląda, jak wygląda. I skąd się wzięły elfy. Oraz renifery. W skrócie? Wszystko przez zupę. Komiks pisany z myślą o młodzieży. Lecz i starszy czytelnik będzie się umiarkowanie dobrze bawił. A z pewnością robili to autorzy podczas rysowania kolejnych scen. Zatem do lektury. I pamiętajcie –...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
135
52

Na półkach:

Dalsze perypetie trójki zwariowanych bohaterów. Tym razem nie szukają niesfornej księżniczki, lecz małego Świętego Mikołaja. Za sprawą ich dziwnej zupy przemienia się on w Mikołaja dużego i złego, który porywa dzieci (ostatecznie stanie się z nimi coś niezwykle ciekawego). Wszystko, co pisałam o tomie pierwszym, humorze, akcji, smaczkach, odnosi się także do tomu drugiego. Już na samym początku pojawia się kadr, który skradł moje serce. Gdy bohaterowie chcą ugotować zupę, Merlin przegląda regały z książkami i mówi: „Modlitewnik, biblia... Tu w ogóle... Nie ma prawdziwych książek... O! Jest! Kucharska!”. Majstersztyk! Przepisu na zupę jednak nie zdradzę, bo jest dość... osobliwy. Napiszę tylko tyle, że bierze w nim aktywny udział zadek Szynki. Zresztą dziwacznych potraw jest tu więcej, w pewnym momencie trafiamy bowiem do wioski Kanapki, a w ogrzym menu znajdują się naprawdę paskudne potrawy, czasem dość makabryczne (np. penne z niemowlęcym pesto i przaśny bigos ze strupkami z kolan). Warto przeczytać dla fantastycznego scenariusza, absurdalnego humoru i dynamicznej kreski!

Szczegółowa recenzja cyklu (1-2) na moim blogu: http://www.kulinarnaczytelnia.pl/2017/05/merlin-kanapka-i-szynka-sfar-munuera.html

Dalsze perypetie trójki zwariowanych bohaterów. Tym razem nie szukają niesfornej księżniczki, lecz małego Świętego Mikołaja. Za sprawą ich dziwnej zupy przemienia się on w Mikołaja dużego i złego, który porywa dzieci (ostatecznie stanie się z nimi coś niezwykle ciekawego). Wszystko, co pisałam o tomie pierwszym, humorze, akcji, smaczkach, odnosi się także do tomu drugiego....

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1931
434

Na półkach: , ,

Jeszcze lepszy, niż tom pierwszy. Sfar dokręca śrubę swoich pomysłów. Mikołaj-ogr, jeszcze więcej rubasznego humoru oraz geneza powstania mikołajowych elfów (padniecie). Brakowało ostatnimi czasy takich lekkich, humorystycznych serii na rynku. Asteriks pojawia się teraz raz na kilka lat, Lucky Luke też czasem jest rzucony na rynek w postaci małego albumiku, więc wydanie Merlina, Azhama, Sprycjana i Fantazjusza czy Antka Srebrnego uzupełniło te lukę na rynku.

Jeszcze lepszy, niż tom pierwszy. Sfar dokręca śrubę swoich pomysłów. Mikołaj-ogr, jeszcze więcej rubasznego humoru oraz geneza powstania mikołajowych elfów (padniecie). Brakowało ostatnimi czasy takich lekkich, humorystycznych serii na rynku. Asteriks pojawia się teraz raz na kilka lat, Lucky Luke też czasem jest rzucony na rynek w postaci małego albumiku, więc wydanie...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

20 użytkowników ma tytuł Merlin 2: Merlin kontra Święty Mikołaj na półkach głównych
  • 18
  • 2
18 użytkowników ma tytuł Merlin 2: Merlin kontra Święty Mikołaj na półkach dodatkowych
  • 5
  • 5
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Merlin 2: Merlin kontra Święty Mikołaj

Inne książki autora

Okładka książki Donżon. Wydanie zbiorcze 8 Guy Delisle, Aude Picault, Joann Sfar, Lewis Trondheim
Ocena 6,4
Donżon. Wydanie zbiorcze 8 Guy Delisle, Aude Picault, Joann Sfar, Lewis Trondheim
Okładka książki Donżon. Wydanie zbiorcze 7 David B., Boulet, Bastien Quignon, Joann Sfar, Lewis Trondheim
Ocena 8,3
Donżon. Wydanie zbiorcze 7 David B., Boulet, Bastien Quignon, Joann Sfar, Lewis Trondheim
Okładka książki Kobieta życie wolność Shabnam Adiban, Bahareh Akrami, Alba Beccaria, Patricia Bolaños, Catel, Deloupy, Brigitte Findakly, Hippolyte, Abbas Milani, Mana Neyestani, Touka Neyestani, Jean-Pierre Perrin, Pascal Rabaté, Corinne Rey, Paco Roca, Marjane Satrapi, Joann Sfar, Lewis Trondheim, Farid Vahid, Nicolas Wild, Winshluss
Ocena 8,0
Kobieta życie wolność Shabnam Adiban, Bahareh Akrami, Alba Beccaria, Patricia Bolaños, Catel, Deloupy, Brigitte Findakly, Hippolyte, Abbas Milani, Mana Neyestani, Touka Neyestani, Jean-Pierre Perrin, Pascal Rabaté, Corinne Rey, Paco Roca, Marjane Satrapi, Joann Sfar, Lewis Trondheim, Farid Vahid, Nicolas Wild, Winshluss
Okładka książki Smoczy Paryż Tony Sandoval, Joann Sfar
Ocena 6,2
Smoczy Paryż Tony Sandoval, Joann Sfar
Joann Sfar
Joann Sfar
Francuski rysownik, twórca komiksów i reżyser filmowy. Studiował literaturę na uniwersytecie, później był studentem sztuk pięknych w Paryżu. Jego prace opublikowali: L'Assosiacion, Delcourt i Dargaud. On sam, Christophe Blain i Lewis Trondheim są prekursorami nowego głosu wśród komiksów: filozofii. Triumfował Kotem Rabina, seria sprzedała się w 850 000 egzemplarzy we Francji i została wydana w 25 krajach. Joann Sfar pracuje także jako redaktor w wydawnictwie Gallimard.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Saga o Atlasie i Axisie. Tom 1 Pau Rodríguez Jiménez-Bravo
Saga o Atlasie i Axisie. Tom 1
Pau Rodríguez Jiménez-Bravo
"Saga o Atlasie i Axisie" na pierwszy rzut oka może wydawać się opowieścią fantasy dla czytelnika w każdym wieku w stylu serii "Gnat". W rzeczywistości jednak bliżej tej historii do "Pieśni o Renarcie", gdzie zwierzęcy bohaterowie zachowywali się w kontrowersyjny sposób. Jak to się sprawdza w hiszpańskim komiksie? Akcja rozgrywa się w świecie zamieszkałym przez antropomorficzne zwierzęta i stylizowanym na Europę w XI. w. Tytułowi Atlas i Axis to dwa psy, których wioska zostaje spalona, a mieszkańcy zabici albo wzięci w niewolę. Bohaterowie wyruszają na wyprawę, aby odbić porwaną siostrę Atlasa. Już po paru stronach można się przekonać, że nie jest to komiks przeznaczony dla dzieci. Przemoc jest tu bardzo graficzna, a także autor pokazuje ekskrementy. Przy tym scenariusz stara się podkreślać, że bohaterowie są zwierzętami - bez żadnych skrupułów usiłują zabić i zjeść owcę, która jest podobnie jak oni potrafi mówić. Przy czym jednak w dalszym ciągu pojawiają się tu pewne baśniowe elementy. Dobro uczynione innym wraca do bohaterów, a sami bohaterowie dosyć typową wędrówkę z misją. Często jednak ich przygody mają dosyć gorzki finał, a także okazuje się, że nie wszystko jest takie jak można się spodziewać. Rysunki hiszpańskiego artysty kontrastują ze sobą karykaturalny świat antropomorficznych zwierząt z naturalizmem. Większość zwierząt wygląda bardzo różnorodnie, wyjątkiem są biali antagoniści, którzy są zbyt podobni do siebie. Nie jest to komiks dla każdego. Fabuła nie jest bardzo skomplikowana i uderzać ma kontrast warstwy graficznej i brutalnego świata. Szkoda, że wydawca wyraźniej nie oznaczył, iż jest to komiks dla osób dorosłych, ponieważ jakiś rodzić mógł to przez przypadek kupić swojemu dziecku.
Grzegorz_S - awatar Grzegorz_S
ocenił na72 lata temu
Saga o Atlasie i Axisie. Tom 2 Pau Rodríguez Jiménez-Bravo
Saga o Atlasie i Axisie. Tom 2
Pau Rodríguez Jiménez-Bravo
Pierwszy tom serii był moim zdaniem dosyć specyficznym doświadczeniem. Łączył ze sobą baśniową fabułę z naturalizmem, a także bawił się z oczekiwaniem czytelnika. Jak będzie w tomie drugim? Atlas i Axis postanawiają wyruszyć na wyprawę w poszukiwaniu Tarsos. Mają to być legendarne pół-psy, pół-wilki stanowiące brakujące ogniwo ewolucji. Obaj bohaterowie chcą w ten sposób spłacić rozbitą łódź ich gospodyni. Podobało mi się w rozbudowanie w tym tomie świata przedstawiony. Zostają przedstawione wierzenia antropomorficznych psów, a także jak się one mają do nauki. Poza tym czytelnik dowiaduje się o nowych krainach, gdzie obowiązują inne obyczaje. Okazuje się też, że nie wszystkim pasuje porządek panujący w świecie antropomorficznych zwierząt. Niestety sama fabuła wydaje się pretekstowa. Wyprawa głównych bohaterów okazuje się nie mieć tak naprawdę żadnego większego skutku, a różne nowe elementy zostają potraktowane jedynie jako żart. Dopiero ostatnie strony tomu zapowiadają dosyć ciekawy rozwój akcji. Pod względem graficznym podobała mi się różnorodność zwierząt. Można w nich rozpoznać odzwierciedlenie ludzkiego wyglądu, szczególnie pośród Tarsos. Niestety niektóre stworzenia z innych ras wydają się rysowane mniej dokładnie. Podobnie jak w poprzednim tomie tutaj też na końcu jest parę dodatków pokazujących alternatywne wersje scen nawet z pierwszego tomu. Lubię takie dodatki, bo wzbogacają lekturę. Niestety w tym tomie zabrakło pomysłu na fabułę. Wzbogacanie świata przedstawionego jest dla mnie plusem, ale nie powinno to odbywać się kosztem scenariusza.
Grzegorz_S - awatar Grzegorz_S
ocenił na62 lata temu
Rani - 1 - Bękartka Jean Van Hamme
Rani - 1 - Bękartka
Jean Van Hamme Alcante Francis Vallés
Wszelkiej maści książek czy filmów spod znaku płaszcza i szpady jest bez liku, jednak pośród komiksów, ten gatunek wygląda jakby był trochę zaniedbany. Mamy oczywiście takie kwiatki jak choćby seria Skorpion, ale w całym rozrachunku jest tego na polskim rynku niewiele. Wydawnictwo Komiksowe postanowiło wyjść na przeciw fanom przygód muszkieterów i wydało serię Rani. Jednym z jej twórców, jest bardzo dobrze znany szerszej publiczności, za sprawą Thorgala, scenarzysta Jean Van Hamme, który przy współpracy z Alcante napisał ową historię. Za rysunki zaś odpowiada Francis Valles, twórca słynnych Władców chmielu wydawanych w Polsce w latach 2001-2003. Jak zatem wypadł nowy projekt autorów tak znamienitych serii? Cóż, interesująco. Fabuła toczy się w XVIII wieczne Francji, za panowania Ludwika XV. Kraj bierze udział w sporze o sukcesję Austriacką, w której to popiera żądania Prus. Jest to jednak tylko tło dla wydarzeń mających miejsce w odległej części Francji, gdzie nie dotarła wojenna zawierucha. Filip, syn markiza Charslesa de Valcourta, powraca na rodzinne włości, gdzie nie bawił od czasu, gdy dostał się na Wersal. Ojciec wcale nie cieszy się z przyjazdu syna, gdyż wie o jego długach, fałszerstwie ojcowskiego podpisu aby pozyskać pożyczki oraz ogólnej chciwości i nikczemności młodzieńca. Aby się na nim zemścić, informuje Filipa, że zapisał większość majątku jego przyrodniej siostrze Jolannie, którą dawno temu uznał za swoją córkę, mimo że pochodzi z nieprawego łoża. Syn, wściekły na ojca, zabija go we śnie, pozorując jego naturalną śmierć i zaczyna knuć jak pozbyć się przyrodniej siostry oraz zawłaszczyć wszystko dla siebie. Jednak fortuna kołem się toczy i nigdy żaden czyn nie pozostaje bez odpowiedzi. Pierwsze strony komiksu sprawiają, że ma się wrażenie jakby było się świadkiem brazylijskiej telenoweli. Zdradziecki syn, poszkodowana i niewinna przyrodnia siostra, uczciwy, wioskowy adwokat, wyniosła hrabina, to tylko kilka postaci jakie czytelnik pozna zapoznając się z pierwszym albumem Rani. Sprawia to, że bez trudu przewidzimy to jak potoczą się losy poszczególnych postaci, jedynie kilka razy będąc delikatnie zaskoczonym, niespodziewanym zwrotem akcji. Takie sytuacje dodają trochę pikanterii do całej fabuły, ale nie szokują i wydają się być naturalne dla tego scenariusza. Mimo wszystko całość czyta się bardzo przyjemnie, przez co chce się wiedzieć co dokładnie wydarzy się na następnej stronie. Na plus należy zaliczyć realistyczne oddanie podziałów klasowych oraz zachowanie się ludzi ze społeczności z wyższych sfer w dążeniu do władzy. Intrygi, utargowane ożenki dla zysku, walka o tytuły oraz władza majętnych kobiet nad mężczyznami, są tu przedstawione odpowiednio do sytuacji. Nie ma tu miejsca na wyniosłe ubarwienia rzeczywistości, szlachetne zrywy czy gromy sprawiedliwości. Nie. Każdy dba tylko o własny interes, chce za wszelką cenę osiągnąć wszystko i dla pieniędzy, tytułu, a co za tym idzie realnej władzy, jest gotowym popełnić każdy występek. To co budzi moje mieszane uczucia to forma, w jakiej Valles, przedstawił główną bohaterkę. Gdy spojrzałem na okładkę gdzie widnieje postać Jolanny, miałem wrażenie, że przyjdzie mi mieć do czynienia z dojrzałą około dwudziestodwuletnią kobietą, obeznaną z bronią palną i biegłą w sztuce władania szpadą. Tymczasem dziewczyna spędziła kawał życia w klasztorze, jest niepełnoletnia (ma siedemnaście lat) i nie ma bladego pojęcia o broni. Co prawda ubiera się jak mężczyzna, jeździ konno oraz ma cięty język, ale jakoś nie pasuje to w pełni do tego co widzimy na okładce oraz kartach komiksu. Jej zupełnym przeciwstawieniem jest jej rówieśniczka Laura. Młoda córka hrabiny, która również spędziła sporo życia w klasztorze i jest zaręczona z Filipem, to idealny obraz łatwowiernego dziecka, wierzącego w czystość intencji nałogowego kłamcy. Słodkie, a zarazem cudownie naiwne dziewczę spełnia ważną rolę w całej opowieści, jednak od samego początku doskonale wiemy jakie przyjdzie jej dzierżyć w niej miejsce. Bękartka to dobre wprowadzenie do serii spod znaku płaszcza i szpady, ale nie ma tu miejsca na innowacje. Jest to klasyczna opowieść o zdradzie, honorze i spiskach. Czyta się to przyjemnie, szybko oraz po zakończeniu lektury chce się wiedzieć co będzie dalej, jednak w żadnym punkcie nie czujemy się zaskoczeni. Wizualnie również prezentuje się dobrze, choć czasem wiek postaci jakoś nie współgra z wizerunkiem przypisanych mu osób. Pierwszy tom serii Rani to porządna, rzemieślnicza robota, mająca spory potencjał, który nadal drzemie. Czy zostanie wyzwolony w kolejnych tomach? Ciężko rokować, jednak znając kunszt Van Hamme'a w Thorgalu, śmiało możemy liczyć na niespodziankę.
WPajęczejSieci - awatar WPajęczejSieci
ocenił na73 lata temu
Ralph Azham #08: Nie pochwycisz płynącej rzeki Lewis Trondheim
Ralph Azham #08: Nie pochwycisz płynącej rzeki
Lewis Trondheim
Początek nowego cyklu. Wydawać by się mogło, że wszystko zostało już opowiedziane, a główny bohater osiągnął co mógł. Czy zatem kolejny tom ma coś do zaoferowania? Ralph Azham jako naczelnik rządzi Astolię. Jednakże ta rola szybko go nuży i postanawia wyruszyć do jednej z prowincji, która nie chce się podporządkować. Tam zostaje okradziony z części magicznych artefaktów. Ralph rusza w pogoń za złodziejami. Trochę obawiałem się, że kolejne przygody nie będą stanowić dla Ralpha żadnego wyzwania. Początkowo rzeczywiście tak jest, bo w wyniku wydarzeń z poprzedniego tomu stał się bardzo potężny. Okazuje się jednak, że dalej można go zaatakować z zaskoczenia i on sam musi radzić sobie przede wszystkim swoim sprytem. Na dodatek przyjdzie mu zmierzyć się z kimś, kto ma zdolności podobne jak on. Bardzo intrygujący są nowi przeciwnicy. Są to wojujący ateiści, którzy chcą uwolnić ludzi z więzów narzuconych im przez religię. Ich argumenty są całkiem sensowne, ale przy tym w dalszym ciągu kibicuje się przede wszystkim głównemu bohaterowi. Po raz pierwszy w serii zostaje pokazany smok. Jednakże nie jest to majestatyczne stworzenie, lecz dzika bestia jedynie trochę potężniejsza od zwykłych latających stworów, którymi przemieszczają się bohaterowie. Początek nowego cyklu jest bardzo obiecujący. Mam nadzieję, że uda się to dalej sensownie poprowadzić.
Grzegorz_S - awatar Grzegorz_S
ocenił na82 miesiące temu
Bez przebaczenia Hermann Huppen
Bez przebaczenia
Hermann Huppen
W dzieciństwie zostałem zarażony miłością do westernów, choć nie przetrwała ona próby czasu w swej pierwotnej formie. Dziś nadal chętnie sięgam po ten gatunek i uwielbiam takie serie komiksowe jak choćby "Comanche", ale to już nie to samo zauroczenie co dawniej. Jednak czasem lubię wrócić na Dziki Zachód, szczególnie jeśli ten jest pokazany od swej mrocznej, bardzo brutalnej strony. "Bez przebaczenia" należy właśnie do takich historii. Zwięzła, brutalna opowieść o ludziach zabijających bez skrupułów. Jedni kryją się za płaszczykiem prawa inni nawet nie noszą maski. Jednak każdy z zabójców miał swój początek na drodze śmierci, często wcale nie taki oczywisty jakby się mogło wydawać. Fabuła skupia się głównie na dwóch postaciach. Pierwszą jest Buck Carter - przestępca, morderca i człowiek nie szanujący innych. Pod płaszczykiem zwykłego obywatela dopuścił się wielu zbrodni, za które nie ma zamiaru odpowiadać. Ściga go niejaki Masterton, szeryf federalny o rękach równie mocno pokrytych krwią niewinnych ludzi co u Cartera. Starcie tych dwóch mężczyzn szybko staje się prywatnym pojedynkiem w oczach czytelnika, przez co ciekawiej się to czyta. Do tego scenariusz nie przewiduje taryfy ulgowej dla nikogo w tym konflikcie. Winny czy nie, stary czy młody, kobieta lub mężczyzna - dla Cartera i Mastertona nie ma znaczenia kogo zabiją, byle dopaść tego drugiego. Tak naprawdę nie różni ich nic. Pierwszy zabija w imię zysku jako przestępca, a drugi robi to samo, tyle że z gwiazdą szeryfa na piersi. Jeden i drugi są gotowi poświęcić, każdego, nawet własną rodzinę, aby tylko wyjść cało z opresji i się na tym obłowić. Dlatego czytelnik czuje wręcz odrazę do tych postaci, jednocześnie zdając sobie sprawę, że są oni bardzo realistycznie zobrazowani. Na dalszym planie mamy kolejnego mężczyznę, w praktyce nastolatka, któremu nie było dane spokojnie dojrzeć i został pożarty przez zemstę obu rewolwerowców. Chodzi o syna Cartera, Jeba. Chłopak staje się ofiarą zarówno ojca jak i ścigającego go szeryfa oraz jego ludzi. W efekcie tego zmienia się i przeobraża w potwora, do którego łatwo dopiąć łatkę mordercy bez sumienia. Osamotniony, ścigany i pozbawiony złudzeń co do przyszłości szuka swego miejsca na świecie pałając nienawiścią do ludzi, którzy bezpośrednio przyczynili się do tego kim się stał. Tak naprawdę to jego historia jest tutaj najbardziej poruszająca i przykuwa uwagę widza. Po zakończeniu lektury pamiętamy też tylko młodego Jeba Cartera, gdyż reszta wydaje się przy nim tandetną historyjką wałkowaną milion razy w wszelkiej maści książkach lub filmach. Jednak to trochę za mało aby przyciągnąć uwagę czytelnika na dłużej. Owszem, rysunki są dobre, scenariusz poprawny, a całość czyta się naprawdę przyjemnie. Do tego w całej opowieści nie ma słodzenia, pójścia na skróty czy cukierkowego zakończenia. Mimo wszystko jesteśmy wstanie sporo przewidzieć, a i całość niespecjalnie nas zaskakuje. W moim wypadku, jako osoby która już nie wraca tak często do Westernów, była to przygoda jednorazowa. Miła, o ile mogę użyć tego słowa w odniesieniu do tego komiksu, ale nadal nie czuję chęci powrotu do tej historii. Z drugiej strony jest ona napisana tak realistycznie, że fanom tego typu formy może bardzo się spodobać. Najlepiej więc w tym wypadku sprawdzić samemu i, tak jak w życiu, przekonać się na własnej skórze z czym mamy do czynienia.
WPajęczejSieci - awatar WPajęczejSieci
ocenił na63 lata temu
Opowieści frontowe Tom 1 Nocne wiedźmy. Garth Ennis
Opowieści frontowe Tom 1 Nocne wiedźmy.
Garth Ennis Russell Braun
NOCNE WIEDŹMY Trwa Druga Wojna Światowa. Wojska niemieckie idą na Rosję, tymczasem Rosjanie powołują kobiecą drużynę pilotek. Na obu frontach dochodzi do wielu tragedii, bestialstwa i nieludzkich czynów, ale nie tylko... Ennis przyzwyczaił nas już, że lubi tematykę wojenną. Od „Kaznodziei” przez „Punishera” po „Furyego” temat ten jest obecny, częściej nawet niż religia. „Battlefields” to natomiast album w całości poświęcony tej tematyce. Pierwszy z czterech (w Polsce wydano tylko „Drogi Billy” czyli drugi). I na pewno jest to dzieło warte poznania. Tym razem Ennis trzyma się z dala od religii i snuje do bólu realistyczną, brutalna historię wojenną. Nie ocenia, nie komentuje, tylko pokazuje i wstrząsa. Mamy tu więc i gwałt na nieletniej, i mordowanie tych, którzy tylko chcieli pomóc, odgryzanie ręki, kiedy brak narzędzi do amputacji, samobójstwa... W trzech zeszytach Ennis pomieścił ile tylko zdołał okrucieństwa, a to i tak nie szczyt jego możliwości. Całość przypomina znakomity album „Born” i stoi na podobnym poziomie. Niestety nie rysunkowym, choć to, co spotykamy na stronicach „Pola bitwy” nie jest złe, ani straszące słabizną. Po prostu taki scenariusz aż prosi się o rewelacyjną kreskę (McNieven albo Romita Jr. wynieśliby go na zupełnie inny poziom). Niestety, Ennis przyzwyczaił nas do współpracy z przeciętnymi grafikami i cóż na to poradzić. Nie mniej komiks powinien poznać każdy, kto ceni mocne, dojrzałe, odważne i głębokie historie. Nawet, jeśli – tak jak ja – za wojennymi opowieściami zbytnio nie przepada.
Wkp - awatar Wkp
ocenił na811 lat temu
Żona dyplomaty Leszek Wicherek
Żona dyplomaty
Leszek Wicherek Michał Rzecznik
„Por. Bogusław Klaudiusz Kot – kawaler, urodzony w 1938 r. w Warszawie. Po maturze ukończyłem Szkołę Oficerską Milicji Obywatelskiej w Szczytnie. W Komendzie Głównej MO jestem zatrudniony od 1966 roku. Posiadam mieszkanie własnościowe M2 oraz samochód osobowy Fiat 125p.” – wbrew pozorom nie jest to fragment ogłoszenia matrymonialnego ani zeznania majątkowego, ale przedstawienie sylwetki nieco zdystansowanego, ale sumiennego porucznika Milicji Obywatelskiej. Czemu Milicji? Bowiem rzecz dzieje się jeszcze za czasów MO, kiedy jedynymi sklepami sieciowymi, były sklepy Społem, a Pepsi w szklanej butelce stanowiła prawdziwy rarytas. W czasach PRL-u właśnie, Michał Rzecznik i Leszek Wicherek umieścili akcję swojego komiksu „Żona dyplomaty” , rozpoczynając tym samym cykl publikacji z osobą porucznika w rolach głównych. Niegdyś to kultowy kapitan Żbik świecił triumfy i stanowił straszak na bandytów, dziś wykazać się może także porucznik Kot. Opublikowany nakładem wydawnictwa Widnokrąg komiks ma szansę na dłużej zagościć w naszej świadomości, podbijając serca miłośników minionych czasów oraz siermiężnej, ale jakże klimatycznej rzeczywistości. Mimo niewielkiej objętości (zaledwie 32 strony, które musimy policzyć sami, bowiem nie stanowią one sedna sprawy) otrzymujemy niezwykle interesujący zapis codziennej pracy funkcjonariuszy milicji, którzy mierzyć się muszą z takimi wyzwaniami, jak choćby znalezienie ludzi, którzy grożą dyplomacie, panu Debois. Ów mężczyzna otrzymuje list z nakazem przekazania określonej sumy pieniędzy, w przeciwnym razie porwana może zostać jego ciężarna żona. List zawiera kategoryczny zakaz informowania funkcjonariuszy MO, ale dyplomata, jak każdy rozsądny obywatel, natychmiast zgłasza sprawę na posterunku, żądając od Władzy Ludowej ochrony oraz ujęcia bandytów. Ze sprawą zapoznaje się porucznik Bogusław Klaudiusz Kot, prowadząc przesłuchanie z właściwym sobie chłodem i nonszalancją, skrywającymi jednak profesjonalizm i doświadczenie. Eliminując analizę grafologiczną, Kot decyduje się na obserwację oraz obławę przy torze treningowym na Służewcu, w której udział ma wziąć równie – na własne życzenie – Debois. Mimo iż Kot wydaje się przygotowany, czujemy, że coś w tej całej historii nie pasuje, że akcja ma małe szanse na powodzenie. By może ta niepewność wynika z dynamiki postaci, z niedopowiedzeń czy przemyśleń porucznika, ale z zaciekawieniem czekamy na dalszy rozwój akcji… (...) Pełna treść recenzji znajduje się na stronie:http://qulturaslowa.blogspot.com/2016/01/micha-rzecznik-i-leszek-wicherek-zona.html
Qulturasłowa - awatar Qulturasłowa
oceniła na610 lat temu
Szklane Miecze #2: Ilango Sylviane Corgiat
Szklane Miecze #2: Ilango
Sylviane Corgiat Laura Zuccheri
Drugi tom Szklanych mieczy zabiera nas do ogromnego miasta Karelane, gdzie biedota żyje w cieniu bogactwa i przepychu władców. W dobitny sposób ukazuje to rozłam jaki istnieje na każdym świecie od początków powstania na nim cywilizacji. Jednak pośród murów kryje się chłopiec, imieniem Ilango, nie zdający sobie sprawy z mroku jaki spowija przeszłość jego rodziny. Do tegoż miasta trafia też Yama wraz z Miklosem, kierowani wspólnym celem, ale każde z nich ma inne plany co do jego realizacji. Tak oto rozpoczyna się mroczna historia, wspaniałego, kamiennego Miasta wypełnionego zgnilizną oraz otoczonego ludzkimi larwami. Na samym początku poznajemy robotnika imieniem Kuruku, pracującego jak inni wieśniacy, przy budowie zapory. W wyniku dziwnych zjawisk pogodowych, miastu grozi zalanie, dlatego jego władca zarządził budowę tamy. Jednocześnie ściągające z całego kraju potoki ludzi, spotkały się ze wzgardą bogatych panów i zmuszone zostały do zamieszkania w okalających Karelane slumsach. Następnie aby przeżyć musieli zatrudnić się do prac na zaporze, której ochroną zajmuje się Generał Orland i jego ludzie. Tymczasem jego niesforny syn Ilango, wymyka się nocami z swych apartamentów aby nieskrępowanie biegać po mieście. Wpada przez to w kłopoty, z których zawsze cudem uchodzi cało. Jednocześnie Yama oraz Miklos starają się dostać w pobliże generała, co utrudnia im skutecznie napięta sytuacja panująca w Karelane. Tej nie poprawiają ciągłe kataklizmy, pchające uciskaną ludność w jednym kierunku - buntu. Tak jak poprzednio i tutaj dostajemy klasyczną opowieść, jednak zupełnie inaczej oszlifowaną. Mamy tu trzy główne wątki, które przeplatając się wzajemnie, tworzą wspólny obraz dla całego konfliktu pomiędzy Orlandem a jego przeciwnikami. Niesforny syn, który widząc okrucieństwo ojca i łzy matki, stara się za wszelka cenę przeciwstawić tyranowi, przerażony robotnik, rozdarty pomiędzy życiem pod butem a próbą wyzwolenia się oraz Yama szukająca zemsty na mordercy swej rodziny i Miklos pragnący tak jak Orland posiąść wszystkie szklane miecze. Każde z tej czwórki ma inne powody dla których chce obalenia generała, jednocześnie różni ich wszystko. Właśnie to sprawia, że akcja w tym albumie gna jak szalona, jednak czytelnik ani razu nie gubi wątku. Dzięki temu komiks czyta się jednym tchem, a ostatnia strona powoduje olbrzymie zaskoczenie i otwiera zupełnie nowe możliwości dla dalszej opowieści. Tytułowy Ilango jest bardzo podobny do Yamy z pierwszego albumu. Mimo, że dużo od niej młodszy, jest pyskaty, odważny i pełen młodzieńczego zapału, jednak brakuje mu doświadczenia oraz wiedzy o życiu poza bezpiecznymi murami miasta. Nie sprawia to jednak aby chłopak choć przez chwilę nie próbował poznawać mrocznych zakamarków Karelane, co przyprawia jego matkę o łzy, a strażników z osobistej gwardii generała o atak serca. Sam Orland jednak odnosi się do Ilango ze wzgardą i mimo, że uznaje go za swego syna, to często wyśmiewa jego nieudolność. Od strony graficznej mamy tym razem jakby lekką zmianę. Miejsce baśniowego lasu, pełnego Azjatyckich motywów, zastąpiła kamienna konstrukcja przypominająca miasta oraz świątynie Majów czy Azteków. Wszelkie stroje, biżuteria oraz konstrukcje przywodzą na myśl cywilizacje prekolumbijskie, zamieszkujące Amerykę Środkową i północne tereny Ameryki Południowej. Nadal jednak widać akcenty Azjatyckie co świetnie komponuje się z całością. Zuccheri pokazała tym samym brud wielkiego miasta, które stara się go ukryć pod przepychem barw i bogactwa. Jednak w obliczu natury i tak wszystko staje się tylko stertą kamieni. Corgiat udowodnił po raz drugi, że potrafi napisać coś nowego, bazując na czymś powszechnie znanym. Illango to świetna kontynuacja pierwszej części, nadająca serii nowego wizerunku. Zakończenie naprawdę rozpala wyobraźnię i możemy się teraz tylko domyślać jak dalej potoczą się losy wszystkich bohaterów. Z pewnością Szklane miecze zasługują na szerszą uwagę, szczególnie pośród miłośników klasycznej fantastyki. Warto sięgnąć po ten tytuł, szczególnie że nie jest zbyt długi, a mimo to bardzo absorbuje czytelnika.
WPajęczejSieci - awatar WPajęczejSieci
ocenił na73 lata temu
Tysiąc Sztormów Tony Sandoval
Tysiąc Sztormów
Tony Sandoval
Fascynacja twórczością Sandovala trwa u mnie w najlepsze. Z każdym kolejnym komiksem coraz bardziej. Próżno szukać podobnie opowiadanych i rozrysowanych graficznych powieści. Tysiąc Sztormów do krótki wycinek z życia Lisy - młodego dziewcza - introwertyczki, samotniczki, która miast z rówieśnikami czas spędzać, chodzi po łąkach, lasach i zbiera różne takie, co natura przyniosła. Kości, czaszki, kamyczki. I w zupełnie nieoczekiwanym momencie - jak to u Sandovala często bywa - nastaje… fantastyczność fantastyczna. Lekkość z jaką autor opowiada tą pełną oniryzmu, surrealizmu i baśniowości opowieść wbija w fotel. Nie jest to komiks dynamiczny, raczej powolny, wprowadzający bardzo delikatnie coraz to kolejne niuanse, jednocześnie prowadząc gdzieś obok - również częsty u Sandovala - wątek przemijającej młodości, pierwszych młodzieńczych fascynacji pocałunkiem, dotykiem i poznanymi dopiero co uczuciami, które towarzyszą dojrzewaniu. Chociaż 1000 Sztormów ma bardziej zwięzłą, zrozumiałą i „czystszą” fabułę, to przypomniał mi Mrok W Różu (Sandoval, wydawnictwo Timof) - wszystko za sprawą specyficznych i przepięknych rysunków wykonanych akwarelą. Ale i nie tylko, bo mamy tutaj - również, po raz trzeci - znaną u Sandovala zmienność stylistyczną. Z biegiem całej lektury można podziwiać niesamowity warsztat meksykańskiego artysty. 1000 Sztormów to nie jest komiks dla każdego - zupełnie się nie zdziwię, jeśli ktoś oszacuje go jako „nudne, zbyt mozolne, mało intrygujące” - tutaj nie ma typowej struktury fabularnej, która mogłaby wessać czytelnika na dobre. To bardziej taka „poetycko-baśniowa bajenda” z tłem dojrzewania, doświadczania świata, metafory i wrażliwości. Chociaż jak wspomniałem - jest bardziej klarownie niż Mrok w Różu, który jest już surrealem pełną parą. I to widać nie tylko w narracji ale w ilustracjach. Rysunki Sandovala są specyficzne. Wariacka wręcz anatomia - przesadnie chude kończyny, jajowate głowy, absurdalnie wielkie nosy - wszystko to rysowane kreską lekką, wręcz zwiewną - ma się wrażenie, że gdyby ten komiks wystawić na działanie wiatru - rysunki mogłby ulecieć wraz z nim do Limbo. Postaci fantastyczne wyglądają jak żywcem wyjęte z ludowych baśni albo.. dziecięcych koszmarów. Horrorowe w funkcji, baśniowe w formie - skrajność, która niesamowicie cieszy oko. W sferze wizualnej twórczość Sandovala to jest absolutny majstersztyk. Styl wyjątkowy, niepowtarzalny i przepiękny. Perła wśród komiksowych artystów. Uwielbiam i już uwielbiać będę chyba zawsze. Wartością dodaną jest wysoki współczynnik powrotu do komiksów Tony’ego. 1000 Sztormów się w tym przypadku nie różni. Zdecydowanie komiks na niejedną lekturę. więcej na IG @znakiem_tego
ZnakiemTego - awatar ZnakiemTego
ocenił na93 miesiące temu
Okko - 1 - Cykl Wody Humbert Chabuel
Okko - 1 - Cykl Wody
Humbert Chabuel
Szata graficzna cud-miód! Nie jest to fotorealizm, w żadnym wypadku, ale kreska trzyma równy, wysoki poziom, a całość wykonana jest w doskonale dobranych do sytuacji i nieprzejaskrawionych barwach. Świat Okko czerpie garściami z faudalnej Japonii, co bardzo mnie cieszy, bo lubię takie klimaty, ale robi to trochę niezdarnie. Gejsza niekoniecznie musiała być dziwką, a już na pewno nie wyłącznie dziwką - to najbardziej widoczny błąd, ale popełniany w okołojapońskich dziełach często. Moim zdaniem autor niepotrzebnie użył tego słowa zamiast rodzimej 'prostytutki'. No właśnie, mieliśmy tu prawdziwy potok nazw zapożyczonych z japońskiego, chociaż, jako fanka historycznych anime, praktycznie wszystkie znałam. Rzecz w tym, że naginatę można nazwać po prostu włócznią. Statek, jak mu tam było - co jest złego w słowie 'łódź'? Może autor sądził, że będzie klimatycznie (wydawnictwa nie winię)? Odnośniki nie są klimatyczne, panie Hub. Zwłaszcza, gdy słowo 'gejsza' stosuje się źle, a Okko jest z jakiegoś powodu 'samurajem bez pana', kiedy aż prosiłoby się wstawić 'ronin'. Mam też zarzut do wydawnictwa!!! Czemu ZA KAŻDYM RAZEM stał potrójny wykrzyknik, nawet w miejscach, gdzie jeden byłby zbędny??! O tak właśnie, w środku tekstu!!! Wyglądało to jak na załączonym przykładzie - aż kłuło w oczy. Fabuła ciekawie poprowadzona, nawet jeśli nieszczególnie oryginalna, ale nazbyt pośpieszona. O bohaterach wiemy dość, by rozumieć ich role, jednak zachowali sporo tajemnic na późniejsze tomy. Niestety, z głównej intrygi mało co czytelnik rozumiał, dopóki narrator, będący jednym z bohaterów spisującym swoje przygody lata później, nie objaśnił sprawy. Ocenę ocalił komiksowi fakt, że wtedy naprawdę wszystko dobrze się domknęło i wyjasniło. Maruda ze mnie niepoprawna, ale dobrze się przy Okko bawiłam i chętnie siegnę po kolejne tomy czekające na mojej półeczce. Podsumowując, wyjątkowo przyjemna dla oka, nawet jeśki niezbyt wymagająca rozrywka, z potencjałem na następne tomy.
Rai - awatar Rai
ocenił na77 lat temu
Staruszek Anderson Hermann Huppen
Staruszek Anderson
Hermann Huppen Yves Huppen
Temat prześladowań na tle rasowym, jest ostatnimi czasy bardzo modny. Mimo wielu podłoży, patrzy się na niego głównie przez pryzmat wydarzeń jakie miały miejsce w drugiej połowie XX wieku w Południowych Stanach, gdzie czarna ludność naprawdę wiele wycierpiała z rąk białych mieszkańców. Nie było to co prawda tak kryształowo przejrzyste jak podają dzisiejsze media, gdyż murzyni, czy też Afroamerykanie, posiadali często równie dużo krwi na rękach, zaś nie jeden biały pomagał im w tych ciężkich czasach. Dobrze ukazał to film Służące z 2011 roku, gdzie umiejętnie przedstawiono obie strony barykady. Staruszek Anderson to historia o wiele prostsza, jednak poruszająca i smutna. Śmierć, zemsta i utracone nadzieje mieszają się tutaj z sobą na tle waśni rasowych pomiędzy białymi a czarnymi mieszkańcami Missisipi. Można by rzec, historia jakich opowiedziano już wiele i zapewne nie raz się je jeszcze usłyszy. A mimo to warto na chwilę się zatrzymać i wysłuchać co ma do powiedzenia pewien sędziwy jegomość, zwany przez lokalnych Staruszkiem. Akcja komiksu rozgrywa się w małym miasteczku, znajdującym się gdzieś w Missisipi. Anderson, nazywany przez lokalnych Staruszkiem, to sędziwy murzyn, któremu osiem lat temu zabito nastoletnią córkę. Przynajmniej tak podejrzewa, gdyż dziewczyna znikła i wszelki słuch po niej zaginął.Gdy umiera jego żona, Anderson dowiaduje się od swego przyjaciela, że pewna osoba może mieć jakaś informację na temat wydarzeń sprzed ośmiu lat. Staruszek nie mając już nic do stracenia postanawia pójść tym tropem i wymierzyć swoją własną, ojcowską sprawiedliwość. W krótkim czasie mała wendetta jednego człowieka przeradza się w pościg przypominający polowanie na wściekłe zwierzę. Album pokazuje dwa dramaty ludzkie, skupiające się wokoło tytułowej postaci. Pierwszy to utrata ukochanych osób, nadających sens naszemu życiu. Bez nich czujemy się nie tylko puści oraz zagubieni, ale tracimy poczucie własnej wartości oraz czasu. Dlatego postanawiamy zakończyć stare porachunki lub rozwikłać zagadki dręczące od lat rodzinę. To na co wcześniej brakowało nam odwagi wraca do ans ze spotęgowaną siłą jako wyrzut sumienia i torturuje, powoli zatruwając umysł. Tracimy wtedy jasność myślenia i zaczynamy działać impulsywnie, chcąc osiągnąć naszą, prywatną sprawiedliwość. Tu pojawia się drugi punkt, czyli eskalacja przemocy. Pozbawieni hamulców moralnych, celu dla życia i dalszej egzystencji w tym świecie, nie wahamy się przekroczyć granicy. Chcemy aby oprawcy czuli to samo co ich ofiara. Bezradność, przerażenie, ból oraz koszmarną wizję śmierci. Niestety wszystko ma swoją cenę, szczególnie jeśli nie jest przemyślane, tylko rodzi się z impulsu. Wtedy w całym tym tyglu przestaje obowiązywać prawo spisane na papierze i nazwane Kodeksem Karnym. Liczy się tylko to jaki masz kolor skóry oraz czy jesteś dość sprytny aby uniknąć kuli. Zatracamy się w tym polowaniu na dzikiego zwierza, nie starając się nawet zrozumieć jego motywów. Jest zły bo posiada taki a nie inny kolor skóry. Dla jednych będzie to czarna nastolatka lub starzec, dla innych biały policjant bojący się społecznego linczu, przez co chowa głowę w piasek. Hermann bardzo umiejętnie ukazał brud, przerażenie oraz samotność w swej pracy, ubogacając tekst Yves'a, swoimi rysunkami. Tak naprawdę miałem wrażenie, że mimo dominacji obrazu, to słowa, a czasem ich brak, grają tutaj pierwsze skrzypce. Najbardziej uwidocznione jest to w finalnych kartach komiksu, gdzie dowiadujemy się kilku ciekawych rzeczy oraz w pełni pojmujemy dramat pierwszej karty tego albumu. Staruszek Anderson to nie dzieło wybitne, jednak bardzo życiowe. Prosta historia, krwawa i smutna, jakich wiele można by usłyszeć w Południowych Stanach. Jednak przykuwa uwagę czytelnika, na ten krótki czas i być może nawet go czegoś nauczy.
WPajęczejSieci - awatar WPajęczejSieci
ocenił na73 lata temu
Lady S #4 - Zabawa w kotka i myszkę Jean Van Hamme
Lady S #4 - Zabawa w kotka i myszkę
Jean Van Hamme Philippe Aymond
Czwarty tom "Lady S" jest troszkę inny niż poprzednie albumy. Tym razem "tymi złymi" jest CIA, które w zresztą pośród zwykłych ludzi, szczególnie mieszkańców Europy, nigdy nie budziło sympatii. Amerykanie, samozwańczy strażnicy globalnego pokoju i jedni z wielu władców świata, przynajmniej w ich mniemaniu, dostają szału nie wiedząc nic o tajnej organizacji antyterrorystycznej, dla której, choć pod przymusem, pracuje Lady S. Postanawiają zatem sfingować porwanie jej przybranego ojca, co miałoby skłonić dziewczynę do szukania pomocy pośród "przyjaciół". Niestety CIA nie docenia ani pomysłowej Suzan Fitzroy, ani tajemniczej organizacji o nazwie CIRCAT. Skutkuje to nieoczekiwaną przygodą dla dziewczyny, która ma jeszcze ciekawsze konsekwencje. Jean Van Hamme poleciał w tym odcinku mocno po stereotypach, z jednej strony nabijając się z samego CIA, z drugiej Amerykanów jako ogółu. Szydera jest udana, do tego w niczym nie przeszkadza podczas lektury komiksu, który nadal utrzymuje poważny charakter thrillera szpiegowskiego. Mamy zatem spasionego szefa CIA, palącego kopcące cygara, nabijanie się z amerykańskich seriali i filmów sensacyjnych, podszywanie się, do tego trochę niezgrabnie, pod arabską komórkę terrorystyczną oraz ciamajdowatego agenta CIA, który nie powinien opuszczać archiwum. Kto czytał poprzednie tomy serii, wie o kim mówię. Takich nawiązań w całym komiksie jest znacznie więcej, co tylko podnosi jego atrakcyjność. Sama konstrukcja fabuły jest bardzo prosta, co również szybko staje się zaletą. Szef CIA chce koniecznie wiedzieć wszystko o tajemniczej organizacji CIRCAT. Totalnie nie obchodzi go fakt, ze działają w słusznej sprawie. Jeśli jakaś europejska struktura wywiadowcza nie ma błogosławieństwa USA, to jest potencjalnie uznana za niebezpieczną. Nie mają prawie żadnego punktu zaczepienia, zmusza jednego swoich podwładnych do sfingowania porwania Jamesa Fitzroya. Liczy bowiem, że jego adoptowana córka, będąca jednym z agentów CIRCAT, doprowadzi ludzi CIA do ich siedziby. Niestety już podczas pierwszej akcji dochodzi do komplikacji, a Susan poznaje twarz jednego z napastników. Potem sytuacja jeszcze bardziej się komplikuje, gdy na horyzoncie pojawia się francuska policja, gdyż natrafia na ślad dawnej złodziejki. Przeszłość Suzan, zaczyna coraz bardziej mącić, a oba obozy stają w obliczu nieoczekiwanych konsekwencji. Tytuł w pełni oddaje to co spotkamy w tym albumie. Zarówno ludzie z CIA, tutaj pokazani trochę nieudolnie, jako aroganccy "superszpiedzy", oraz agenci CIRCAT, mają sporo do stracenia. W grę kompletnie nie wchodzi zabijanie, bo policja francuska i jej wewnętrzne komórki i tak już węszą zbyt aktywnie. Fakt, że CIA jako teren działań wybrało rejon gdzie Suzan działała w przeszłości jako złodziejka, nim jeszcze spotkała swego przybranego ojca, bardzo komplikuje całą sprawę. Do tego każde z ugrupowań ma sporo do straceni, poza honorem i dobrym wizerunkiem. Stawką są informacje oraz swego rodzaju kontrola nad światem, lub przynajmniej pewną jego częścią. Bo prawda jest taka, że władzę dzierży nie ten kto ma pieniądze, a osoba władająca informacjami, pozwalającymi jej żonglować poczynaniami tych co dzierżą wypchany portfel. Ciekawie też pokazano samą CIRCAT. Ciężko powiedzieć, że są krystalicznie czyści. Owszem, mają dobre powody do działania, walczą z terroryzmem i zorganizowaną przestępczością, ale tylko jeśli jest to w ich interesie. Do tego formy werbowania nowych ludzi, szczególnie mających kartotekę policyjną, są niezbyt uczciwe. Szantaż, zastraszenie, wszystko aby pozyskać talent, na który nie trzeba wykładać gotówki. Wątek ten jest wałkowany od pierwszego albumu, ale dopiero teraz zostaje w pełni rozwinięty. Co ważniejsze, sensownie rozwinięty. W całym tym tyglu znajduje się nasza główna bohaterka i jej przybrany ojciec. On jako ofiara obu agencji, ona jako ofiara, która najchętniej utopiłaby przywódców każdej ze stron. Nie ma co się jej dziwić, bo została wciągnięta w cały konflikt wbrew swej woli. Porzuciwszy ponad dekadę wcześniej życie złodziejki, wyspowiadawszy się swoim przybranym rodzicom, wtedy jeszcze będącymi dla niej obcymi ludźmi, rozpoczęła zupełnie nowe życie. Czysta kartoteka, szansa na odkupienie win i zapomnienie koszmarów z dzieciństwa, przepełnionego śmiercią, biedą i tęsknotą za domem. Zarówno CIRCAT jak i CIA, a w dzieciństwie KGB, odebrały jej spokój ducha oraz niewinność. To przez takie agencje stałą się złodziejką. Utalentowaną złodziejką, ale nadal złodziejką. Ciężko zatem potępić dziewczynę w jej działaniach oraz łatwo zrozumieć, dlaczego tak nienawidzi ona ludzi tego pokroju. Finał czwartego tomu jest ciekawy, dający do myślenia. Z jednej strony można zakończyć serię, ale z drugiej wiadomo, że będzie jeszcze ona długo trwała. Trochę szkoda jednego kozła ofiarnego z CIA, ale gość naprawdę nie ma talentu oraz odrobinę nadmiarowego pecha. Komiks świetnie pokazuje też, jak naprawdę wygląda świat szpiegów. Bez ubarwień, bez ulepszeń, bez podziału na dobrych i złych. Tam wszyscy są wyrachowani, a ich ofiarami najczęściej padają ci, którzy dla nich pracują. Szczególnie, jeśli nie mają wyboru.
WPajęczejSieci - awatar WPajęczejSieci
ocenił na73 lata temu

Cytaty z książki Merlin 2: Merlin kontra Święty Mikołaj

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Merlin 2: Merlin kontra Święty Mikołaj