-
Artykuły
Czytamy w weekend. Książki Roku 2025. 20 marca 2026
LubimyCzytać297 -
Artykuły
Za nami Gala Książka Roku 2025 – rekordowe głosy i zwycięzcy 11. edycji Plebiscytu Lubimyczytać
LubimyCzytać1 -
Artykuły
Od królewskich dworów do Hollywood
LubimyCzytać2 -
Artykuły
Crime Story: pierwsze takie wydarzenie autorskie w Polsce
LubimyCzytać6
Cytaty z tagiem "slow life" [13]
Spowolnienie tempa tworzy przestrzeń na obserwację, a dzięki niej masz większą szansę zaakceptować miejsce, w którym się znajdujesz oraz samego siebie.
(...) uświadomiłem sobie, że bycie szczęśliwym niekoniecznie oznacza dla mnie bycie radosnym: raczej bycie całkowicie tu i teraz.
To nie jest moja ulubiona podróż” ‒ gąsienica stwierdziła w duchu. Wcześniej życie było proste: liść, kolejny liść, czasem przelotny strach przed sikorką. Teraz był piasek w aparacie gębowym, nieznany adres docelowy i milczący przewodnik.
‒ Przepraszam… ‒ odezwała się gąsienica tonem osoby, która wie, że to nie najlepszy moment na pogawędki, ale ma do powiedzenia coś ważnego. ‒ Czy to daleko?
‒ Do końca twojej podróży? ‒ szczerklina nawet się nie zatrzymała. ‒ Powiedzmy, że już bliżej niż dalej.
‒ A czy… czy będzie tam… liść?
‒ Och, skarbie, będzie tam wszystko, oprócz liścia.
Minimalizacja kompensacyjna” to urzędnicza sztuka, polegająca na odebraniu przyrodzie czegoś dużego i oddaniu jej czegoś małego, ale z notatką „w zamian za”.
To wtedy ją zobaczył, kobietę sprawiającą wrażenie, że przyszła porozmawiać z drzewami. Stała tyłem, a mimo to światło wydawało się z nią współpracować. Beren przełknął ślinę, nie z nerwów, raczej dlatego, że od dwóch godzin nie pił kawy i świat zaczął mu się wydawać zbyt wzruszający.
Nazywali go różnie. W pracy mówili: za cichy. Za plecami: dziwak. W kadrach: niezgrany z zespołem. W dziale sprzedaży „ten, co się gapi przez okno i nie kuma targetów”. A on tylko słuchał kosa. I notował, kiedy przylatuje.
A ziemia nadal się ruszała.
Nieśmiało.
Prowokacyjnie.
Z tym szczególnym rodzajem pasywnej agresji, jaki znają tylko grunty i teściowe.
Kret, trzydzieści centymetrów niżej, był całkowicie nieświadomy konfliktu. Żył. Kopał. Kontemplował głębię.
Obok drzewa tkwił on. Łuskwiak Nastroszony. Grzyb, który wyglądał, jakby uciekł od fryzjera krzycząc: „ani centymetra krócej!”. Jego kapelusz sterczał łuskami w każdą stronę, twardszymi niż opinie sąsiadek przy studni.
– Dzień dobry – rzekł Leśnołaz, bo dobre wychowanie obowiązuje także w kontaktach z organizmami pozbawionymi krtani.
Gdy tego dnia wspiął się na połoninę, miał wszystko, co przewodniki kazały: butelkę wody, mapę, kurtkę przeciwdeszczową i zmartwienia. Te ostatnie, choć niezbyt praktyczne, zabierał zawsze, w przeciwieństwie do scyzoryka, którego nigdy nie mógł znaleźć, gdy naprawdę był potrzebny.
Ludzie pytają: Leśnołazie, po co chodzisz w las, skoro tam nie ma zasięgu?
A ja odpowiadam: Bo tam jestem naprawdę dostępny.