cytaty z książek autora "A. M. Burrage"
Aż dziw bierze, jak bardzo zmienił się świat od czasu, A gdy zacząłem go poznawać, i jakich to nowych utensyliów dorobiła się obecna generacja, a młode chłystki dumne ze swej wiedzy wymyślają nowe filozofie w miejsce tych, którymi żywili się ich przodkowie. Paradują ostentacyjnie ubrani w biele i róże jak saduceusze. My zaś, starzy ludzie, którym brakuje już czasu i siły na to, by się oburzać, słuchamy ich tylko i z wyrozumiałością się uśmiechamy.
W lesie znajdowała się chatka zarządcy, od czasu gdy teren został upaństwowiony, stojąca pusta. Ponieważ miała baśniowy wygląd - z pewnością w jakimś takim miejscu mógł się urodzić Tomcio Paluch - postanowili, że tu sobie zamieszkają, gdy już się pobiorą. Potem Larry zrezygnował z podróży do koszmarnego biura i zabrał się do pisania opowiadań; każdy wszak wie, iż jest to najłatwiejszy, najradośniejszy i najlepszy sposób na zarabianie pieniędzy, jeśli tylko się umie to robić. Mogli więc szczęśliwie zamieszkać w Bladleigh Woods spowici w aromat sosen i niegasnącą muzykę ich szumu na wietrze.
Widać było, że czort nie zasypiał tutaj gruszek w popiele. Pojedynczy gospodarze gorliwie popełniali finansowe samobójstwa, hodując świnie i drób. Domy komunalne, których projekty wymagały odgórnego zatwierdzenia, zostały wzniesione tam, gdzie miały gwarancję, iż będą razić nawet najmniej wymagające oko.
Nieszczęście przytrafiło się nieoczekiwanie, jak to zwykle z nim bywa. Mavis wypuściła z ręki wiosło, a potem wychyliła się, usiłując je za wszelką cenę odzyskać. Jak dobrze wiadomo, kajaki są tak zbudowane, iż nie można się mocno wychylać poza burtę, więc na skutek żarliwości swych starań dziewczyna w jednej chwili znalazła się w wodzie. Ludzie, którzy sporą część życia spędzają nad rzeką, często w ogóle nie potrafią pływać, jeśli zaś chodzi o Mavis, to z trudem tylko zdołała utrzymywać się na powierzchni. Szczęśliwie wywrotka nastąpiła nieopodal północnego brzegu.
Stała naprzeciw drzwi, zwrócona do nas twarzą. Głowę miała na szczęście opuszczoną, tak że nie było widać owej przeraźliwej jamy w szyi. Jednak po raz pierwszy zobaczyłem ją całą, a zwłaszcza straszliwe plamy na jej białym fartuchu, który otulał różową, wzorzystą sukienkę. Wpatrywała się w nas wzrokiem płonącym, a zarazem niesłychanie smutnym.
Widywałem go kilka razy wcześniej, ale nie wiedziałem, jak się nazywa. Siwy, podstarzały mężczyzna w swym ciemnym wyjściowym garniturze podłego gatunku na myśl przywodził mysz. Okrągła blada twarz nie była ani pociągająca, ani odpychająca, gdyż wydawała się w ogóle pozbawiona jakiejkolwiek osobowości.
- Czy uznałby pan za możliwe, by dwóch obcych, zupełnie nieznających się ludzi, prowadzących oddzielne i konkurujące ze sobą egzystencje, miało osobowości tak splecione, że jest to w efekcie jeden i ten sam człowiek? Mówię o czymś, co stanowi przeciwieństwo idei rozdwojonej osobowości. Jeśli dwie odmienne istoty mogą naprzemiennie zamieszkiwać jednego człowieka, to czy niepodobna, by dwóch ludzi dzieliło tę samą osobowość?
Umierałem i wiedziałem o tym. Umieranie to upiorne uczucie. Ale czy „upiorne" to właściwe określenie? Minęła już godzina czwarta, kazaliśmy więc podać herbatę i grzanki, zjedliśmy je, popiliśmy, rozkoszując się ciepłem bijącym od kominka. Jeszcze trochę rozmawialiśmy o jego snach, ale właściwie nie przekazał mi już niczego nowego. Pamiętam, że ciągle nie byłem w stanie mu uwierzyć. Niemniej jednak ta opowieść mnie zaintrygowała i pozwoliła ciekawie spędzić nudne popołudnie.
Doktor Brystone dobrze znał typ kobiet, o których Dpowiadało się,stara koza udająca kózkę". Niewiasta w średnim wieku, która chciałaby uchodzić za dzierlatkę. Nie najgorszego jeszcze rodzaju nieszczęśniczka - bo przecież i nieszczęśników można klasyfikować i grupować która starała się przekonać naiwniaków o swej wątpliwej młodości. Na dodatek osoba naprawdę zamożna, a wykonująca już niestety ostatnie figury w tańcu śmierci.
Ach, te powojenne podrywaczki! A przecież powinna mieć męża i prowadzić szczęśliwy dom, w którym rodzina radośnie zasiadałaby do stołu.
Już wcześniej słyszałem o wszetecznicach, które zaprzedawszy swe dusze Potęgom Zła, aby mścić się na swych wrogach, sporządzały małe ich podobizny z wosku, nad którymi się pastwiły. Pierwowzór tej dręczonej podobizny doznawał tych samych mąk co ona. Zobaczyłem, że figurka na kracie na poły się już roztapiała, ale ciągle można było w niej dostrzec podobieństwo do Gilberta Crossa.
Rosie pilnuje tego mieszkania jako swego domu i chce je zachować takie, jakim je zostawiła. Nie wiem czemu. Niełatwo zrozumieć dziewczynę za życia, a już po śmierci - to niby jak? Rosie była moją ukochaną dziewczynką i myślałem, że ją znam, ale teraz nie mam pojęcia, co ją naprawdę kłopocze. No bo można by pomyśleć, że powinna już swoim starym miejscu, kiedy teraz jest znowu z narzeczonym.
Jest pewien charakterystyczny typ gości odwiedzających podczas weekendów modne nadmorskie hotele. Najczęściej można ich zobaczyć wylegujących się pod palmą w ogrodzie, popalających znakomite cygara, a w zasięgu ręki mających drogie drinki. Liczą sobie najczęściej pomiędzy pięćdziesiątką a sześćdziesiątką, mają na sobie lekkie, szare odzienie, a chociaż nie są w sensie ścisłym gentlemanami, to jednak robią wszystko, aby zasugerować, że w ostatnim ćwierćwieczu szło im lepiej niż dobrze.
.Przerażenie może sparaliżować człowieka, ale chwilę później może też popchnąć do działania.
Było pochmurne zimowe popołudnie, ale w pokoju światło płynęło tylko z kominka. Najwidoczniej przed moim przyjazdem Eileen starała się czytać nawet przy tak skąpym blasku, gdyż u jej stóp leżała otwarta książka.
Młodzieniec w pana wieku nie jest nawet w stanie sobie wyobrazić, co to znaczy przygnębienie.
Był jednym z tych ładnych chłoptasiów, do których zwolennicy męskości czują naturalną niechęć. Ja jednak nie darzyłem go nazbyt wielką antypatią, aczkolwiek denerwowało mnie to, iż zaleca się do Eileen.
Starą, pokrytą perkalem sofę - niepasującą do nowego otoczenia - ustawiono przed kominkiem, na którym buzował ogień.
Wysoki, barczysty mężczyzna wyglądał na pięćdziesię ciolatka. Starannie przycięte wąsy i brodę miał szpakowate, na głowie czarny welurowy kapelusz mocno naciągnięty na czoło. Płaszcz z peleryną miał staromodny krój i być może to sprawiało, iż przybysz wydawał się starszy, niż w istocie był.
Żaden z nas nie wierzył w duchy, jednak ze śmiechem zgodziliśmy się, że taki dom powinien być nawiedzony, ale przez coś bardziej poważnego niż skrzypienie kurczą cego się drewna czy poświstywanie wiatru w kuchennym kominie.
- Nie wiem, czy to kwestia straszenia czy nie, ale ostatnio czułem się jakoś nieswojo, zwłaszcza gdy wieczorem czekałem na ciebie. Stawałem się podenerwowany. A dzisiaj to już w ogóle nie mogłem tego znieść i wyszedłem na spacer.
Drzwi były zamknięte, co nie stanowiło przeszkody dla zaproszonego. Usłyszeliśmy jego stąpanie w korytarzu, kroki należące, jak mi się wydało, do człowieka, któremu głowa ciąży.
Dobrze przecież wiadomo, że za dnia nie zwraca się nawet uwagi na skrzypienie mebli, nieoczekiwane uchylenie się drzwi, poruszenie myszy za listwą podłogową. Kiedy jednak dzieje się coś takiego w nocy, przybiera straszliwą postać.
. Teraz nieboraczka siedziała już na łóżku, przyciskając obie dłonie do serca, które obecnie zachowywało się jak oszalały ptak w klatce. Cień przy umywalce wyłonił się zni kąd, nabierając kształtności i namacalności."Przecież nie oszalałam, nie śpię, ale w takim razie co to jest, na Boga?!", myślała zrozpaczona Fairchild.
Byla chmurna, ponura, blada, dokładnie jak osoba, któ ra nie zaznała dzieciństwa. Odzywała się z rzadka, ale gdy już to robiła, głos miała twardy i surowy
Była biedactwem, niemogącym w nikim wzbudzić sympatii.
Bezcielesne oczy wyobraźni powiedziały mu, iż drzwi są uchylone, a w szczelinie tłoczą się twarze. Jakie twarze, tego nie potrafiłby powiedzieć. Po prostu twarze i tyle. Wyobraźnia nie podsuwała żadnych dalszych informacji. Wiedział natomiast, że to bojaźliwi podglądacze, którzy w pewien sposób równie lękają się jego, jak on bał się tych intruzów. Aby ich wypłoszyć, wystarczyło, by odwrócił głowę i spojrzał na nich rzeczywistymi oczyma.
Są pewni ludzie, którzy nawet jeśli są dość lubiani, interesujący, tacy, których chętnie się spotyka, mają osobliwą zdolność do znikania tak, że nikt tego nie zauważa.
Z delikatnym, nieoczekiwanym dreszczykiem i poczuciem zimna drapiącego nozdrza uświadomił sobie, że ktoś tam siedzi.
To normalne, że na widok czegoś niezwykłego zupełnie nieświadomie umysł zaczyna szukać jakichś rozwiązań i podsuwać wytłumaczenia.
Miłość nie zawsze jest tym, za co uchodzi.