W życiu kieruję się prawdą, że "nie" to odpowiedź pełnym zdaniem.
Celuj w Księżyc, bo nawet jeśli chybisz, znajdziesz się wśród gwiazd.
Co to znaczy być diwą? Zawsze, gdy masz szansę znaleźć się na scenie, zawładnij ją. Króluj w swoim miejscu pracy: gabinecie, boksie, stanowisku. Przekonaj ludzi, że bez ciebie sobie nie poradzą. Bądź na tyle pewna siebie, żeby zadawać pytania, zgłaszać uwagi, prosić o to, czego potrzebujesz; by stać się najlepszą wersją siebie w miejscu pracy i poza nią. Znaj swoją wartość i nie bój się jej reklamować. Wyróżniaj się. Kiedy znajdziesz się w świetle reflektorów, rozkoszuj się każdą chwilą. To nie znaczy, że masz myśleć wyłącznie o sobie - pomyśl o tym, jak inni skorzystają na tym, że cię poznali i usłyszeli, co masz do powiedzenia.
Co spróbowałabyś zrobić, gdybyś wiedział, że na pewno ci się to uda?
Nigdy nie mówiła: "Wszystko będzie dobrze". Zawsze mówiła: "Wszystko jest dobrze".
Podzieliłam się z nimi moimi ulubionymi powiedzonkiem Ro: "To nie jest niemożliwe. To po prostu życie".
I usłyszałam inne: "Gdyby miało być inaczej, to byłoby inaczej." Wtedy zaczęłyśmy się śmiać. Jak można płakać po kobiecie, która nauczyła cię, że "wszystko jest w porządku, w tej sekundzie wszystko jest idealne?"
Było. I jest.
American College of Cardiology w Atlancie opublikował kiedyś ważny raport, z którego wynikało, że kobiety są bardziej narażone na śmierć z powodu ataku serca niż mężczyźni - bo za późno zgładzają się do szpitala. Zwykle zajmuje im to godzinę dłużej niż mężczyznom od chwili, gdy zauważą symptomy.
Może to zaskakiwać lekarzy i badaczy, ale nie kobiety. Kiedy facet ma bóle klatki piersiowej, dzwoni na pogotowie i jedzie do szpitala. A kobieta?
Dochodzi do wniosku, że ból może oznaczać coś poważnego, dlatego piecze lasagne, a potem robi klopsa i zapiekankę z tuńczykiem, żeby rodzina miała co jeść przez tydzień, który ona spędzi na oddziale intensywnego nadzoru kardiologicznego.
Kiedy otwiera lodówkę, żeby schować przygotowane posiłki, nie może znieść widoku spleśniałego sera żółtego i gnijących resztek, więc wyrzuca je do śmieci i myje półki. Pakuje wszystkim drugie śniadanie, zanim sama spakuje się do szpitala. A gdy zagląda do łazienki po szczoteczkę do zębów, przy okazji szoruje umywalkę, wannę i toaletę.
Przychodzi jej do głowy, że następnego dnia rodzinie zabraknie czystej bielizny, wrzuca więc do pralki białe rzeczy i składa wyjęte z suszarki ubrania. Wychodzi do szpitala, kiedy wszyscy już zjedli, odrobili lekcje i wykonali swoje obowiązki domowe.
W drodze do szpitala podwozi córkę na trening piłki nożnej, oddaje przetrzymane książki do biblioteki i zgłasza się do pomocy w przedszkolnym programie nauki czytania.
Zanim dojedzie na pogotowie, ociera się o śmierć. Ale przed oczami nie widzi scen z własnego życia, tylko te z życia swojego męża i dzieci.
Jest taka historia o braciach bliźniakach, z których jeden był urodzonym optymistą, a drugi - urodzonym pesymistą. Usiłując ich zrozumieć, psychiatra umieścił pesymistę w pokoju z mnóstwem zabawek, żeby sprawdzić, co się stanie. Chłopiec płakał i szlochał. Optymistę lekarz zaprowadził do pokoju pełnego końskiego łajna i wręczył chłopcu łopatę. Wiele godzin później optymista wciąż z uśmiechem przerzucał łajno tak szybko, jak tylko potrafił.
- Z czego tak się cieszysz? - zapytał lekarz.
Chłopiec odpowiedział:
- Skoro jest tu tyle łajna, to gdzieś musi być i kucyk!
Na pytanie o wiek, komik George Carlin odpowiedział kiedyś:
- Mam rok, mam dwa lata, mam trzy lata, mam cztery lata, mam pięć lat...
I tak dalej, aż doszedł do swojego aktualnego wieku.
To prawda: każdy z nas nosi w sobie wszystkie wcześniejsze wcielenia. Jesteśmy trzylatkiem, którego ugryzł pies. Sześciolatką, którą matka straciła z oczu w centrum handlowym. Dziesięciolatkiem, łaskotanym tak długo, aż zsiusiał się w majtki. Jesteśmy nieśmiałym, obsypanym pryszczami trzynastolatkiem. Szesnastolatką, której nikt nie zaprosił na szkolny bal - i tak dalej. Chodzimy w ciałach dorosłych, dopóki ktoś w jakiś sposób nie przywoła któregoś z tych dzieci.
Wszyscy się boimy, że robimy coś nie tak, że inni nas nie lubią, że nigdy nie będziemy dość mądrzy, dobrzy czy atrakcyjni. Nie walcz z tym. Wyobraź sobie, że jesteś na kolejce górskiej. Ciesz się wybojami na drodze, ostrymi zwrotami, mocnymi przechyłami, wzlotami i upadkami. Życie nie będzie się c tobą patyczkować. Ale nie daj się. Ciesz się każdą chwilą. Strach i podekscytowanie to dwie strony jednego medalu. Pokochaj te emocje.
Musisz wsłuchać się w swój wewnętrzny głos [...]. Właśnie tam usłyszysz najgłębszą, najczystszą prawdę, z dala od zgiełku, szumu i hałasu otaczającego świata. Właśnie tam usłyszysz, co mówi do ciebie Bóg, jeśli tylko zechcesz go wysłuchać. Ta podróż w głąb duszy to jedyna podróż, która się liczy. Ale w nią musisz wybrać się sam.
Od czasu do czasu jakiś ekspert wylicza, ile kosztuje wychowanie dziecka. Wynik sięga sześciocyfrowej kwoty. Te wydatki nie odstraszają potencjalnych rodziców, ale gdyby ktoś obliczył, ile czasu i energii pochłania wychowanie dziecka, ludzkość by wymarła.
Sekret życia to wiedzieć, że sam spełniasz swoje marzenia. Gdy idziesz za głosem serca. Wierzysz w siebie. Gdy możesz robić to, co chcesz, wtedy, kiedy chcesz. Gdy pamiętasz, kim jesteś i skąd pochodzisz.
Sekret życia to żaden sekret. Przenika całe twoje życie. To radość z tego, co już jest. Właśnie tu. Właśnie teraz. Wszędzie wokół ciebie.
Ale cudem nie jest to, co robią inni. Cudem jest to, co robi każdy z nas. Cudem jest, kiedy zwykli ludzie dokonują czegoś niezwykłego. Nie musisz rozwiązać problemów całego świata, żeby stać się cudem. Wystarczy, że zrobisz coś we własnym domu, biurze, dzielnicy, społeczności.
Sam odpowiadasz za własne szczęście [...]. Zostałeś oficjalnie mianowany menedżerem swojego losu [...], możesz być albo szczęśliwy, albo zrozpaczony. Jedno i drugie wymaga tyle samo wysiłku.
Tak wielu z nas ma zbyt ograniczone spojrzenie na świat, przeszkadzające w dokonywaniu wspaniałych rzeczy. Powstrzymujemy się przed okazaniem komuś życzliwości, bo wolimy zostawić to innym albo obawiamy się, że nam się nie uda.
Zbyt często oceniamy swoje codzienne życie przez pryzmat naszego wyglądu, osiągnięć albo uznania w oczach innych. Postanawiamy w ciągu pięciu lat zwiększyć swoje dochody, zbudować portfel inwestycyjny, zapewnić sobie zabezpieczenie na emeryturę. Wydaje nam się, że odnosimy sukces, kupując szybszy samochód i większy dom albo zdobywając kolejny dyplom uniwersytecki.
Jeśli powiesz, czego pragniesz, ryzykujesz, że tego nie dostaniesz. Ale jeśli nikomu tego nie zdradzisz, w zasadzie masz taką gwarancję.
Zamiast szukać dowodów na działalność Boga w różnych magicznych sztuczkach, odnajduj je w każdej chwili. Zamiast szukać cudów zesłanych z nieba, odnajduj je w sobie. Zamiast szukać nieba gdzieś indziej, stwórz własny kawałek nieba tu i teraz. Zamiast szukać śladów obecności Boga w gorejącym krzewie, błyskawicy albo płaczącej figurce, bądź obecny, a doświadczysz Boga wszędzie.
Niektórzy ludzie rodzą się wrażliwsi niż inni. Są niczym delikatne owoce – łatwiej ich zranić, częściej płaczą, a smutek towarzyszy im od najmłodszych lat.
Bóg nigdy nie daje nam więcej, niż potrafimy udźwignąć […]. Nawet jeśli dostaniemy do dźwigania część nieba, nie będzie to ciężar. Będzie to dar.
Bóg jest w każdym z nas, w każdej tragedii i każdym problemie. To my musimy odnaleźć w sobie największą światłość i miłość, by stać się cudem. Właśnie tu i właśnie teraz.
Życie zawsze daje nam to, czego potrzebujemy w danej chwili, a każda chwila jest dla nas szansą, żeby oddać mu coś w zamian.
Codzienna samoocena pozwala ci zachować kontrolę nad swoim życiem.
Kiedy dzielisz się tym, co Bóg wkłada ci do kieszeni, zdajesz sobie sprawę, że jesteś bogatszy, niż kiedykolwiek ci się wydawało.
Ale nikt - nawet ten, kto od początku ma oboje rodziców - nie dostaje gwarancji absolutnej, bezwarunkowej miłości i szczęścia.
W ich świecie ktoś, kto wyjeżdża, już nie wraca.
Muszę obdarzyć Boga tym, czego nie może dostać od nikogo innego: podarować mu samą siebie.
Gdybym porównała swoje problemy z innymi, naprawdę zostałabym przy własnych, nie dlatego, że są mniejsze, lecz dlatego, że są moje. To moje nauczki. Moje zaszczyty. Moje dary.
Czasami musimy pożegnać się z tym, kim jesteśmy, żeby odkryć, kim powinniśmy się stać. Musimy zrezygnować z dobrego życia, żeby zacząć żyć wspaniale.
Niestety, dziś zamiast uczyć, sprawdza się wiedzę. O wartości nauczyciela nie decyduje już wpływ, jaki wywiera na życie ucznia, tylko ocena, jaką dziecko uzyska na teście. A wartość ucznia zbyt często zostaje zredukowana do liczby punktów na stanowych testach umiejętności, oceny z egzaminu końcowego, średniej ocen czy wyniku egzaminów wstępnych na studia.
Pióro jest nieustraszone. Głos często zdradza strach.