cytaty z książki "Moloch czyli ten gojowski świat"
katalog cytatów
Mimo surowości twarzy, jej skrajnej brzydoty, było w tym człowieku coś wyrazistego i przykuwającego uwagę. Stanley był Polakiem. Nie trzeba było wiele czasu, żeby to odkryć. Nie chodziło o jego akcent - nie miał żadnego. Mówił prymitywnym amerykańskim, z wyraźnym brooklyńskim zaśpiewem. Można było zlokalizować go jeszcze dokładniej i nazwać "gwarą Czternastej Dzielnicy". Dla niektórych język ten brzmiał dziwacznie, łaskotliwie. Blanche uważała go za całkiem niespotykany. Prigoziego drażnił. Jego rozlazłość wywoływała w nim wrażenie prowadzenia rozmowy z ospałym umysłem.
Jeśli pisarz jest kiepski, zostawiam go. Jeśli jest dobry, jest dobry do końca. Nie uznaję tego pół na pół... No więc ten Loti, zapamiętajcie sobie, to facet, którego podziwiam. Nie zapuszcza się w morze szczegółów z kodakiem pod pachą. Nie próbuje być drugim Zolą. I nie porównywałbym go z tym grafomanem Theodorem Dreiserem... albo z tym mądralą od Ulicy Głównej, panem, jak mu tam... Lewisem, tak, Sinclairem Lewisem. Komu, do diabła, chciałoby się czytać te brednie? Skąd się urwał, żeby serwować nam te rozwlekłe wypociny? Myśli, że jest drugim Tołstojem? Ten facet bierze siebie zbyt poważnie!
Dave wyjaśnił, że to nie nafta ani tłuszcz gołębi, ani żadna z tych rzeczy. Tylko zwykły przegotowany mocz.
Przyjęcie miało ten śmiały posmak, który charakteryzował ostatnie dni Imperium Rzymskiego. Aż trudno było uwierzyć, że para głupich Polek może dostarczyć takiej zabawy.